Bonus Halloween – Opowieść o Jacku, dyni i dziwnych fetyszach

Koncerty koników polnych było w nocy słychać bardzo intensywnie. Obijanie się ćmy o wiszącą nad gankiem lampkę również. Podobnie jak obcasy wysokiego, eleganckiego mężczyzny, który przeszedł niespiesznie przez długi, ale stary przedpokój i wyszedł do ogrodu.
Domek stał na uboczu, otoczony gęstym lasem, którego drzewa wydawały się obejmować go półkolem jak ramiona. Nad szerokimi konarami wisiało nocne sklepienie, a po nim podążał niezwykle jasny tej nocy księżyc. Posesja, nieduża jak na zwykłe rozmiary jej właściciela, należała do Layne’a Cunninghama, który nieczęsto spędzał tu czas. Dziś jednak gościł tu swego ojca, chcąc uwolnić się od tego nieprzyjemnego klimatu Halloween, który był inny niż kiedyś. Dzieci we współczesnych czasach widziały w tym jedynie zabawę, próżno też było szukać złoczyńców, którzy chcąc podle wykorzystać klimat tego dnia, dopuszczali się makabrycznych zbrodni. Kiedyś przyjemnie się to obserwowało, ale teraz doświadczyć można było jedynie ciągłego dzwonienia do drzwi po cukierki.
— Chłód jest dziś mocniej wyczuwalny — oznajmił Layne, schodząc po schodkach ganku, na których leżały rozświetlone od środka dynie i podążył do swojego ojca stojącego kawałek dalej z dłońmi w jeansowych spodniach i lekkiej koszulce z Casperkiem.
Odwrócił się do wyższego od siebie mężczyzny i uśmiechnął kącikiem ust. Jego jasnobłękitne oczy, okolone długimi rzęsami, były tak niepasujące do tego, co czaiło się w jego sercu.
— Jest wilgotniej. Zapach młodych, rozentuzjazmowanych ludzi niesie się w powietrzu niczym woń Maciejki.
— Nie ciągnie cię, żeby to ich rozentuzjazmowanie przemienić w strach? — Layne zapytał, stając u jego prawego boku i kładąc mu dłoń nisko na plecach. Zapatrzył się na drzewa rosnące na granicy ogrodu przylegającego do domu. Wiedział, że daleko za lasem było miasto, z którego woń najwyraźniej dobiegała do nozdrzy Mihaia.
Tajemniczy uśmiech znowu pojawił się na kształtnych ustach starszego, chociaż nie wyglądającego na to, wampira.
— Raczysz żartować z tym pytaniem, prawda?
— Ten wyraz twarzy mówi sam za siebie… — Layne skomentował, po czym pochylił się i złożył na tym upiornym uśmiechu subtelny pocałunek.
Mihai zamruczał nisko, a jego oczy roziskrzyły się nieznacznie. Prawdziwą uciechę miał wyłącznie, kiedy mordował, ale taka oznaka zadowolenia była już czymś godnym uwagi.
— Tęsknię momentami do czasów, kiedy ludzie za bycie innym palili na stosach. Było ciekawiej, kiedy historia Jacka była czymś więcej niż zapomnianą legendą.
— Jacka? — Layne dopytał, bo tylko coś maleńkiego zaiskrzyło w jego pamięci. Jedyną legendą Jacka, jaką pamiętał, był Jack the Ripper, z którym obaj mieli coś wspólnego. Nie sądził jednak, aby o tym mówił Mihai.
Ten uniósł brwi w wyrazie zaskoczenia.
— Nie znasz legendy o Halloweenowych dyniach? Całe to dyniowo-rzepowe zamieszanie, dusze zmarłych i reszta?
Młodszy wampir zamyślił się i przy tym przysiadł na kamiennym murku stanowiącym swoiste ogrodzenie domostwa. Nie czuł jego chłodu tak, jak czułby go człowiek, a to wszystko z racji niskiej temperatury ciała.
— Kojarzę, że Halloween powstało według niektórych przez Irlandczyków — wyciągnął na wierzch strzępki informacji, jakie kiedyś zasłyszał.
Mihai uśmiechnął się sympatycznie. I jak można było, patrząc na niego, powiedzieć, że jest uroczym, nawet słodkim młodzieńcem, tak ci, którzy znali jego prawdziwą naturę, nigdy o niej nie zapominali i nie dali otumanić się jego niewinnemu wyglądowi. Ten stary wampir, przybrany ojciec Layne’a, był jak cukierek z cyjankiem. Słodki na zewnątrz, w środku zabójczy.
— To już coś. Jak chcesz mogę ci opowiedzieć, jak to się zaczęło. Chociaż, w sumie… ciekawiej będzie, jak powiem ci, jak Constantin stał się twoim bratem. Bo teraz, jak o tym myślę, te historię są niemalże identyczne. — Uśmiechnął się do siebie na wspomnienie.
— Constantin? — Wąskie, ciemne brwi Layne’a ściągnęły się delikatnie w pytającym wyrazie twarzy. — Co Constantin ma wspólnego z dyniami na Halloween?
— Podobną historię! — Mihai zaśmiał się i skinął na towarzysza, aby się przeszli. — Jeśli nie chcesz, mogę nie opowiadać. Jego przy nadarzającej się okazji możesz spytać. Chociaż wątpię, aby ci odpowiedział.
Layne pokręcił głową i uniósł się. Gestem wskazał ojcu ścieżkę wiodącą do lasu i sam ruszył w tamtym kierunku. Niespiesznie, noga za nogą.
— Nie, chętnie posłucham. Zawsze lepiej wiedzieć więcej niż mniej. Szczególnie o królu Francji — dodał ze śladowym uśmiechem.
Mihai zaśmiał się pod nosem. Na moment jeszcze przeprosił towarzysza, aby zniknąć na kilka chwil. Zabrał z domu kurtkę, aby po dotarciu do ulicy pełnej cieszących się z Halloween ludzi za bardzo nie wyróżniał się swoim ubiorem. Po tym zaczął swoją historię o Jacku, Constantinie i dyni…

*

Poruszał się szybszym tempem niż ludzkie. Unikał przez to śmiertelników, aby dodatkowo nie wzbudzić ich podejrzeń i biegł co sił w nogach. Wiedział, że ci, którzy są zaraz za nim, potrafią poruszać się równie szybko i bezszelestnie.
Minął jedną chatkę, w której oknach paliły się świeczki i podążył dalej. Ciemne, postrzępione szaty wydawały furkoczące dźwięki, gdy przeskakiwał wszelkie przeszkody i mknął dalej. Na skraju kolejnej uliczki kucnął za studnią i nasłuchiwał. Dłonie trzymał przy pasku pod starym płaszczem, gdzie znajdowały się srebrne ostrza. Liczył jednak, że zgubił ogon.
Ten nie powinien jednak w ogóle go gonić! Nie tak przecież ich wychował. Ukradł co prawda ich poprzednie życia, ale dał im w zamian nowe, lepsze. Pełne mocy, możliwości. Że też doszło do tego, że własne dzieci próbowały ukarać go, dopaść i najpewniej zabić.
I kiedy tak nasłuchiwał, w pewnym momencie, zupełnie nagle, co było jeszcze bardziej niepokojące, zdał sobie sprawę, że nie jest sam. Że jest obserwowany. Ale nie, nie był to nikt ze ścigających go. Własne dzieci w końcu poznałby od razu. Znał ich zapach. To było coś innego.
Instynktownie zacisnął palce na rękojeści jednego z ostrzy i rozejrzał się wokół jasnymi oczami spod obszernego kaptura, który zasłaniał jego twarz.
— Chyba już pora na ciebie, hm? — usłyszał zza pleców, a kiedy się odwrócił, zobaczył, skromnie odzianego blondyna. Przejrzyste, niebieskie oczy, łagodna twarz i diabelski uśmieszek na kształtnych ustach. — Ścigają cię.
Poczuł, że ma do czynienia z wampirem. Ani drgnął, ale również się uśmiechnął. Bokiem ust, drwiąco.
— Co ty nie powiesz? Chcesz czegoś? — zapytał, starając się dzielić uwagę pomiędzy rozmowę i wsłuchiwanie się w otoczenie. Było cicho, jak makiem zasiał.
— Ciebie? — Obcy wampir uśmiechnął się szerzej, ukazując swoje jasne i ostre kły. — Nikt nie będzie za tobą płakał, kiedy umrzesz… po raz drugi.
Kucający wampir uniósł brwi w zaskoczeniu, a następnie wyprostował kolana, aby stanąć przed nieznajomym. Sięgnął w górę i obsunął kaptur do tyłu. Miał czarne, postrzępione i przydługie włosy, o które nigdy nie dbał, podobnie jak o ubrania. Wyglądał trochę jak włóczęga, choć rysy twarzy nie kojarzyły się z pospólstwem pracującym w polu. Kąciki ust, kiedy się uśmiechał, mocno się wykrzywiały, a oczy przyciągały wzrok jasną barwą. Musiał stać się wampirem młodo, choć nie tak jak stojący przed nim blondyn.
— A czy mogę poznać imię tego, który to dał mi zaszczyt zostania jego ofiarą? — zapytał z drwiną i cichym śmiechem. Nie chciał przyciągnąć tu swojego ogona.
— Dla ciebie mogę być wyłącznie śmiercią bądź diabłem, który ukróci twe męki. — Przybysz także się zaśmiał, odpowiadając tak, a nie inaczej przez wyraźną kpinę swojej ofiary. — Ale co by nie zostawiać cię w niepewności, jestem Mihai. Do twych usług! —Dwornie się ukłonił.
Ciemnowłosy wampir, umykającym przed swoimi dziećmi, przyjrzał się mu uważnie i oblizał dziąsła. Zaswędziały go mocno. A to mogło znaczyć tylko jedno — Mihai miał dobrą, starą krew. I jakkolwiek każdy wampir marzył o wypiciu takiej krwi, tak oznaczała ona również to, że przeciwnik był silny.
— Hm… Nie słyszałem jeszcze takiego imienia — odpowiedział z rosnącym dystansem i obejrzał się w kierunku uliczki, którą tu przybył. Była wciąż pusta, ale podejrzewał, że niebawem ujrzy tam swoje dzieci. — Dlaczego chcesz mnie zabić, co?
— Bo jesteś? — Mihai zaśmiał się. — Bo masz władzę i… bo nie chcę, aby uprzedził mnie ktoś inny. Jeszcze zszedłbyś na dobrą drogę — zakpił i w mniej niż sekundę pokonał dzielącą ich odległość, aby następnie zacisnąć palce na gardle uciekiniera.
Ten charknął krótko i również ścisnął palce na trzymającej go ręce. Miał długie, zniszczone paznokcie. Jego twarz przez ten uścisk stała się bledsza, a w jasnych oczach ukazał się strach.
— Po… czekaj! — wykrztusił, szarpiąc się z napastnikiem. Czuł na plecach chłód kamiennego obicia studni. — Oszczędź… mnie!
— Niby po co? Tacy jak ty nie powinni nawet istnieć, a co dopiero tworzyć dzieci. Zachowam się raz i się przysłużę wyższej sprawie, zabijając cię.
Usta jego ofiary znowu wykrzywiły się w uśmieszku, mimo że w oczach widać było obawę.
— Wiemy obaj, że… nie robisz tego dla świata… tylko dla siebie. Chcesz mojej siły… a ja wiem, gdzie jest ktoś silniejszy…
Na twarzy blondyna przebiła się iskra zaciekawienia.
— W Paryżu?
— Nie… Na południu Francji, w okolicach Marsylii… — Wampir uśmiechnął się mocniej i charknął. — Zabij tych, którzy mnie gonią, a wskażę ci drogę.
Mihai ściągnął jeszcze palce, zaciskając je mocno na gardle wampira, aż chrupnęło… po czym puścił go, aby ten opadł na kolana.
— Niech ci będzie. Mi jednak nie uciekniesz, pamiętaj o tym — dodał, uznając, że tej okazji nie straci, a jedynie może zyskać. Czas był po jego stronie.

*

— Nie chcę przerywać twojej opowieści, ale to był ten Jack? Czy może ten z Marsylii albo jedno z dzieci tego impertynenta? — Layne zaciekawił się, wsłuchując się w tę opowieść, ale równocześnie chcąc znać więcej szczegółów. Były równie ciekawe jak upiorne cienie drzew na ich ścieżce.
— Nie mam pojęcia, jak się nazywał. Imię Jack jednak do niego pasowało. Był złodziejem, tak samo jak ten z legendy. Też nasłał mnie na swoich przeciwników, jak tamten nasłał diabła na tych, którzy go gonili. Czy podobieństwa nie są aż nazbyt oczywiste.? — Mihai wzruszył ramionami z lekką melancholią do tamtych wydarzeń.
— Owszem. Największym zaś jest twoje podobieństwo do samego diabła — Layne powiedział mu ten swoisty komplement, podążając powoli noga za nogą. — Kontynuuj.
— Schlebiasz mi — Mihai zaśmiał się i przy okazji puścił oczko Layne’owi. Mógł być tak nazywany.

*

Mihai jeszcze chwilę patrzył, jak jego niedoszła ofiara się oddala, aby w zamian na jego drodze pojawiła się grupa młodszych wampirów. Było ich kilka, co uważał za rozsądne, skoro polowały na starszego od siebie. Był też świadom, że byli w różnym wieku. Dwójka młodziutka, zmieniona może pięć, czy sześć lat temu. Kolejny osobnik najwyżej stuletni. Następnie bliźniaki, z których jeden musiał mieć jakąś specyficzną moc, bo pachniało do niego inaczej. Była też kobieta zmieniona w wieku przekwitania oraz jeszcze jeden mężczyzna z zabawnie dużym, orlim nosem. Ostatnia dwójka była najstarsza.
Przystanęli, uzbrojeni nie tylko w kły, ale i broń białą. Popatrzyli czujnie na blondyna, w którego oczach odbijał się księżyc.
— Zejdź nam z drogi! — krzyknął jeden z bliźniaków z mocnym, rosyjskim akcentem.
Mihai spojrzał na niego z politowaniem. Nie czuł w tych młodych wampirach zagrożenia. Z natury lekceważył przeciwników, ale ci byli nastawieni na inny cel, dużo słabszy i tchórzliwy.
— A jeśli nie?
— Nie mamy czasu na zabawy! — Jeden z tych najmłodszych już wyskoczył na przód, porywczy i zapalczywy jak dziecko nieświadome zagrożenia. Drugi z rosyjskich bliźniaków jednak szarpnął go za ramię z powrotem, wyczuwając w stojącym im na drodze zagrożenie.
— Czekaj! — syknął na niego.
— Na co niby czekać?! — Kolejny z tych najmłodszych oburzył się. — Ojciec nam ucieka! — dodał, po czym sam wyskoczył w przód, do ataku na Mihaia.
W mniej niż sekundę później jego głowa toczyła się dalej, za plecy blondyna, a ciało leżało pod stopami oprawcy. Świeża, niedawno wypita krew wylewała się na bruk bez obawy blondyna, że się marnuje. Była słaba i cierpka, ale i tak oblizał palce, którymi urwał młodziakowi głowę.
Wampir przed nim struchlały. Głównie te młodsze. Tego się nie spodziewały. Dało się wyczytać w ich oczach, że to własnego ojca uznawali za najstarszego i najsilniejszego wampira w okolicy. A oto przed sobą mieli namacalny, niewinnie wyglądający dowód na to, że wcale nie ojca powinni się bać.
— Cofnijcie się… — jeden z rosyjskich bliźniaków, których odróżniał od reszty jasny kolor króciutkich włosów, mruknął cicho i czujnie.
Razem z bratem zaczęli powoli okrążać Mihaia, a ten obserwował przeciwników. Widział, że jedyna kobieta w towarzystwie zaciska dłonie na małych sztyletach, ale cofa się kawałek ostrożnie. Że drugi z najmłodszych przełyka ślinę z trwogą. Że ten, którego wiek ocenił na sto lat, staje w lekkim rozkroku, jakby gotowy do skoku. A ten z orlim nosem i długimi, kasztanowymi włosami wpatruje się w niego, nawet nie starając się kryć erekcji, która powstała w jego spodniach po tej widowiskowej dekapitacji.
Mihai rozejrzał się, oglądając wampiry czyhające na niego. Bawiło go to. Skradały się do niego jak do wielkiej, tłustej krowy, która jedyne co może, to kopnąć czy dźgnąć rogiem.
— Powinniście uciekać jak szczury do tego waszego paryskiego kanału. — Zachichotał, czekając na ich pierwszą reakcję. Był spokojny i zrelaksowany.
— My jesteśmy u siebie. To nie ty powinieneś uciekać do swojego siedliska?! — Kobieta krzyknęła na niego z oddali, a rosyjscy bliźniacy stanęli w końcu po przeciwnych stronach Mihaia. Każdy z nich podwinął rękawy, pod którymi mieli długie do łokci, skórzane rękawice z metalicznym dodatkami na kostkach.
— Nie mam swojego siedziska, słodziutka… — Powęszył nosem, patrząc na nią, a nie na dybiących na niego Rosjan. — A nie… Jesteś dość wytrawna. Jak świeże, skwaśniałe wino. — Zaśmiał się i naraz ruszył w jej stronę. Kobieta nie zdążyła odskoczyć, ale szarpnęła się, kiedy Mihai złapał ją za dłoń. Zamierzyła się na niego sztyletem, który… nie sięgnął celu. Wszyscy usłyszeli, jak jej ręka się łamie, a jej własna dłoń wbija ostrze w podbrzusze.
Wampirzyca nie wydała żadnego dźwięku, ale otworzyła bezwiednie usta, a jej oczy przestały mrugać. Patrzyła przed siebie w szoku, aż jej kolana ugięły się i upadła, brocząc krwią ze świeżej rany.
Naraz najmłodszy z wampirów rzucił się do ucieczki, stuletni krzyknął coś o zabiciu diabła, a rosyjscy bracia skoczyli na plecy Mihaia z obrażonymi kłami. Ten z orlim nosem obserwował.

*

— Doprawdy, nie ruszał się? Stał tam wciąż ze wzwodem? — Layne uniósł się z kucek i oblizał palce z krwi jednego z nastolatków, którego chwilę temu wyssał do dna w jednej z uliczek na trasie z domu do domu.
— Już wiesz, czemu nie opowiada nikomu tej historii. Zboczony fetyszysta — Mihai dodał na koniec prześmiewczo. Nie był temu przeciwny, co to to nie. I Layne o tym doskonale wiedział, bo jakby było inaczej, nie miałby za brata króla Francji.
— Przyznam jednak, że mimo tej świadomości nie spodziewałem się, że takie były jego początki… — Anglik odpowiedział z zastanowieniem. Pochylił się jeszcze, zdjął nastoletnim zwłokom kapelusz niejakiego Freddy’ego Krugera i założył na jasne, śliczne włosy Mihaia. — Chodźmy. I opowiadaj, jestem ciekaw, co było dalej.
Mihai zerknął w górę na kapelusz, zdjął go na chwilę i obejrzał. Kiedy znów założył, dopytał:
— Ładnie mi?
— Ślicznie. I znacznie lepiej do tego pasują kły niż pazury — Layne odpowiedział z lekkim uśmiechem nawiązując do „Koszmaru z ulicy wiązów”. Mihai był jego ulubionym „czarnym bohaterem” i nikt nie był w stanie tego przebić.
Blondynek zaśmiał się i szturchnął Layne’a w bok z czarującym uśmiechem na ustach. Zaraz po tym wrócił do swojej historii.

*

Walka nie trwała długo. Mihai co prawda musiał wpierw powalić chociaż jednego przeciwnika, nim zabrał się za patroszenie kolejnego, ale po chwili stał i patrzył na jedynego ocalałego, pijąc niespiesznie z wyrywającego się bliźniaka. Drugi leżał tuż obok. Miał wyrwaną dolną szczękę i jeszcze konał. Więcej szczęścia miał ostatni z atakujących go, bo jego kręgosłup został przerwany po tym, jak Mihai wbił mu dłoń pod żebra, przebił się na wylot i pociągnął.
Jedynym osobnikiem, który wciąż stał nienaruszony był starszy z rodzeństwa, wysoki i mocno zbudowany mężczyzna o męskich rysach twarzy, którego długimi włosami bawił się silny, zimny wiatr. Jego ciemne oczy wpatrywały się w postać Mihaia z dziwnym spokojem, ale i również pożądaniem. Wampir odziany był bardziej elegancko niż reszta, choć i jego odzienie nosiło ślady pogoni, zapewne również przez pola i lasy.
— Zabijesz mnie? — zapytał po francusku przejmującym, wręcz seksownym, niskim głosem, który wibrował w uszach.
— A prosisz się o to? — Mihai odparł, puszczając jasnowłose zwłoki, które opadły z chrzęstem na ziemię. Oblizał ze spokojem palce i usta, podchodząc powoli do Francuza.
Ten nie drgnął i nie ruszył się ani na krok. Za to jego usta wykrzywiły się delikatnie w specyficznym uśmiechu.
— Robisz to tak, że mam ochotę o to błagać — odpowiedział, choć ciężko było powiedzieć, czy jest to prowokacja, nietypowy komplement czy flirt.
Mihai uśmiechnął się tak, jakby była to trzecia opcja.
— Uuu… brzmi zachęcająco — zamruczał, stając tuż przed rosłym, wyższym od siebie mężczyzną. Przygryzł wargę i dotknął dłonią przodu jego spodni. — Jestem w stanie uwierzyć.
Czuł tam mocną wypukłość, a kształt sporego penisa rysował się pod materiałem spodni.
Francuz wciągnął powietrze przez nozdrza swojego dużego nosa i przesunął delikatnie dłonią po palcach Mihaia, przez nadgarstek, aż na jego ramię. A potem nagle złapał go za szyję, jakby zamierzał go podstępem zabić. I jedynym błędem, jaki popełnił, była ta chwila, kiedy podczas tych wzajemnych oględzin zerknął Mihaiowi w oczy. Teraz stał przed nim, z dłonią jak wcześniej, ale nie był w stanie się ruszyć. Ani o centymetr, a palce, które miał na kroczu, powoli zaczęły się zaciskać, tak samo jak powiększał się uśmiech na ustach blondyna.
— Złe zagranie. Chociaż… może całkiem mądre.
W oczach Francuza pojawił się zarówno niepokój, jak i większe pragnienie albo wręcz żądza zrobienia z tym blondynem czegoś jeszcze. Mihai zobaczył w nich również śladowe poczucie bólu, gdy zacisnął palce, a brwi młodszego ściągnęły się odrobinę.
Uśmiechnął się do siebie i wspiął się na palce. Cmoknął niespiesznie usta przed sobą, aby zaraz potem wyszeptać w nie.
— Jak myślisz? Jak szybko się wykrwawisz przez tego napompowanego, twardego kutasa, jak ci go wyrwę?
— Nie rób tego — Francuz opowiedział nisko, a jego mięśnie ud napięły się mocno wraz z mocniejszym ściśnięciem palców na kroczu. — Może się przydać do czegoś lepszego.
— Chociażby?
Wampir oblizał wargi i mimo bólu, który ewidentnie zadawał mu Mihai, wydawał się wciąż podniecony i pełen żądzy. Prowokacyjnymi słowami też zresztą to wyraził.
— Do pokazywania ci, jak będzie mi dobrze przy tym, co będziesz mi robił, gdy usta zawiodą od krzyku.
Mihai na moment się zawahał. Po tym jednak rozluźnił chwyt na kroczu młodszego wampira.
— Masz łoże?
— Tymczasowe, w miejscu, w którym nocowaliśmy ostatnio z rodzeństwem — wyjaśnił Francuz, wciąż nie mogąc się ruszyć. Stał przed tym silnym wampirem na środku skrzyżowania dwóch uliczek, po którym dosłownie rozrzucone były zwłoki jego braci i jednej siostry.
— Myślisz, że mnie zadowoli? — blondyn pytał nadal, a jego dłoń w przyrodzenia młodszego wampira przeniosła się wyżej, na jego brzuch, pod ubranie. — Tak jak ciebie zadowalał widok patroszenia twoich… bliskich?
— Nie tak bym ich nazwał. Jednak nie wiem, czy cię zadowoli. Nie znam twoich standardów…? — Chciał zakończyć zdanie pełnym zwrotem do nieznajomego, lecz urwał z nadzieją, że pozna jego imię.
— Mihai. — Stary wampir uśmiechnął się kokieteryjnie. — I prowadź — dodał, zwalniając urok. — Może pozwolę ci się spuścić, nim cię zjem.
Francuski wampir wykrzywił wargi specyficznie, ale mimo że mógł już ruszać, spojrzał jeszcze w stronę wąskiej uliczki znikającej pomiędzy opuszczonymi zabudowaniami, nad którymi wysoko widniał jasny księżyc.
— Mój ojciec mi umknie.
Mihai także spojrzał w tym samym kierunku. Ściągnął brwi z zaskoczeniem.
— Nim się teraz martwisz? Nie tym, że dotrwasz do kolejnej nocy?
— Nim mnie spotka śmierć, jego powinna spotkać sprawiedliwość. Ale jeśli przeżyję, odnajdę go. Zatem… proszę, chodź za mną — Francuz zwrócił się do Mihaia z kurtuazją świadczącą o tym, że jeśli sam nie pochodzi z wyższych sfer, to miał z nimi do czynienia. Potem jego ciemne oczy zlustrowały postać blondyna tak, jakby był bardziej pociągającym widokiem niż truchła jego rodzeństwa i dopiero podążył w wampirzym tempie w tylko sobie znanym kierunku.

*

— Widzisz jak na razie podobieństwo do przypowieści o Jacku? — Mihai przerwał swoją opowieść. Szli w tłumie ludzi, po ulicach miasta i nikt nie zwracał na nich uwagi.
Layne w końcu zdążył się ogarnąć i na jego dłoniach nie widać było już krwawych śladów. Może jedynie podeszwy pozostawiały po sobie czerwony trop, ale było zbyt ciemno, by ktoś zwrócił na to uwagę. Dodatkowo w noc taką jak ta, nikt nie uznałby tego za prawdziwe.
— Tak, widzę. Choć wciąż zastanawiam się, jak skończyła się historia tego wampira, roboczo nazwanego Jackiem, skoro udałeś się z Constantinem gdzieś indziej. Czyżby tutaj się całkiem urwała? — Layne zapytał z zaciekawieniem przebijającym się przez jego typowo angielski, stonowany głos.
— Nie, nic z tych rzeczy. Potem było tak samo jak w legendzie dyniogłowym. Ale nie wolisz zachować chronologii i posłuchać, jak się jebałem z moim wielkonosym Francuzem? — Mihai zaśmiał się, mając nadzieję na odrobinę zazdrości. Nawet jeśli obaj mieli seks z Constantinem, a do tego opisywana sytuacja miała miejsce setki lat temu.
Doskonale dostrzegł w oczach syna to, czego się spodziewał. Zbyt dobrze go znał. Ten jednak uprzejmie skinął głową i wyminąwszy biegnącą grupkę rozpiszczanych dzieci z torebkami pełnymi cukierków, odpowiedział:
— Chętnie posłucham, choć po preludium jestem prawie pewien, że nie zadziała to na mnie tak, jak na spragnionego seksu starca działa kawałek odsłoniętego, dziewiczego uda.
Mihai zmarszczył nos zabawnie i pokręcił głową.
— Jesteś czasem przeraźliwie nudny, Layne, przeraźliwie! — Zachichotał bez przytyku i powrócił do swojej opowieści.

*

Od razu było widać, że to zakwaterowanie było dla wampirzego rodzeństwa jedynie przejściowe. Wchodziło się do niedużej izby ze ścianami z gołych kamieni. Było jedno okienko z brudnymi szybami, które dało się dostrzec spod zarzuconych nań materiałów, najpewniej będących osłoną przed słońcem. W rogu stał kwadratowy, stary stolik i dwa krzesełka. Na skrzypiącej podłodze leżała skóra z wypłowiałym futrem, zaś wszędzie walały się materiały stanowiące posłania wampirów. Był też jeden materac, na którym musieli spać albo najstarsi z rodzeństwa, albo zwyczajnie zmieniali się, aby nie tylko jeden osobnik miał wygodę każdej nocy. Czuć tu było zapach krwi, ale też mydła. Miejsce było co prawda ubogie i puste, ale przez to miało swój specyficzny klimat.
— Wybacz mi te warunki — Francuz powiedział, gdy tylko weszli do środka, zaryglowali drzwi, a on sam ruszył przez półmrok do paleniska.
Mihai rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie było najgorsze, ale już gościł w lepszych miejscach.
— Jak na jednego wampira całkiem przestronna norka — zaśmiał się, odnosząc się do tego, że wcześniej spało tu więcej osób, a teraz został tylko jeden, z jego przyczyny.
— Wciąż zbyt mała. Gdybyś darował mi życie dzisiejszej nocy, budowałbym pałace — odpowiedział mu niski głos gospodarza tego marnego przybytku, a dosłownie chwilę później w niedużym kominku rozpalił się ogień i oświetlił część izby.
— Co za pewność siebie. — Mihai przysiadł na posłaniu, wyciągając przed siebie nogi. Opierał się na dłoniach za plecami i przyglądał się Francuzowi. — Rozbierz się.
Młodszy wampir odwrócił się w jego stronę, przez co ogień z kominka oświetlił jedynie jedną połowę jego twarzy. Powaga na niej i wręcz niezachwiana obawa w tym momencie mogły wydawać się nieadekwatne do jego sytuacji, a mimo to nie oponował. Patrząc prosto w oczy jasne jak niebo, którego już nigdy nie ujrzy, zaczął rozwiązywać rzemienie w swojej białej, pomiętej koszuli.
Mihai zlustrował go spojrzeniem i czekał, obserwując tego rosłego, znacznie od niego większego, ale słabszego mężczyznę.
— Czemu polujesz na ojczulka?
— Bo ma na sumieniu wiele grzechów — Francuz wyjaśnił wpierw oględnie, zsuwając koszulę z ramion i pokazując, jakie miał pod nią umięśnione ciało. Było wyrzeźbione z twardych mięśni, a już teraz dało się dojrzeć jego mocno zarysowane kości biodrowe. Gdy rozpiął gruby i szeroki pas od spodni, podjął: — Wielu z nas nakazywał dietę z dziewic w konkretnym wieku, by potem pić z nas krew o konkretnym, tylko sobie ukochanym smaku. Wielu z nas zabił ludzkie rodziny, by nic nie trzymało nas w miejscach naszych ludzkich narodzin. Wielu z nas odebrał wcześniejsze majątki. Wielu z nas gwałcił, mordował i okradał.
Mihai uśmiechnął się połową ust, cały czas badając ciało, które mu się ukazywało. Bylo… pociągające.
— A nie dlatego, że jest tchórzliwy i słaby?
— Nie. Jest podstępny i cwany. To mnie bardziej irytowało — przyznał mężczyzna i obsunął spodnie, pod którymi nie miał bielizny, więc blondyn od razu ujrzał jego penisa, który był teraz półtwardy. Bardzo duży, gruby i pełen potencjału. Jego właściciel ujął go w swoją dużą dłoń i poruszył powoli.
Mihai od razu utkwił tam wzrok. Wbiłby w niego zęby. Sączył z tego pulsującego kutasa krew, która ciekłaby mu aż po brodzie.
Zamiast dopaść do młodszego wampira, spojrzał mu w oczy.
— Może jeszcze zasugerujesz, że i mnie podszedł?
— Widziałeś go? — drugi wampir delikatnie się zdziwił i ruszył w jego kierunku. Od razu też pochylił się i pocałował mocno Mihaia.
Ten został zaskoczony tym pocałunkiem na tyle, że aż uległ w pierwszej kolejności. Rozchylił usta, pozwalając młodemu wampirowi wedrzeć się językiem między nie. Moment nawet to przedłużał, aż ugryzł Francuza do krwi. Od razu jej posmakował.
— Mmm… tak. Wydał mi się tchórzliwy i słaby. Jak mówiłem.
— Przy tobie większość się taka musi wydawać. A o mnie co myślisz? — jego rozmówca wpierw zapytał cicho, patrząc mu w oczy z bardzo bliska, a jego długie włosy opadły mu po bokach głowy. Mimo krwi w ustach znowu cmoknął Mihaia i polizał.
— Że nie znam nawet twojego imienia, ale z twoim kutasem z chęcią bliżej się zapoznam. — Mihai zaśmiał się w jego usta, uśmiechając się kokieteryjnie. Był rozluźniony, bez obawy i bez wstrętu do warunków wokół.
— Nazywam się Constantin de La Rocque. Ale mojego fiuta przedstawiać nie będę, choć zapewniam, że chętnie pozna twoje usta — mężczyzna odpowiedział, wciąż dotykając się po kroczu, które szybko sztywniało.
Mihai spojrzał z zaciekawieniem w oczy Francuza, Constantina, jak ten się przedstawił. Po tym odtrącił jego dłoń od członka i sam go ujął w swoją mniejszą dłoń. Penis był naprawdę spory i taki soczysty.
— A jednak się przez niego wykrwawisz — zamruczał z rozbawieniem, pochylając się i oblizując główkę.
Wyczuł, że wywołał u Constantina niepokój. Wyczuł jednak również, że ten musiał lubić tego rodzaju adrenalinę, bo członek drgnął nagle i tym samym wręcz uciekł przed jego wargami.
— Mm… — Francuz mruknął, pochylając się odrobinę i kładąc dłoń na karku Mihaia.
Blondyn zaśmiał się i chętniej zaczął lizać penisa, wyczuwając, jaki jest twardy, nabrzmiały od krwi. Smakowity przez to. Objął go wargami, przytrzymując dłonią od spodu, po czym na razie lekko nacisnął na niego kłami.
Constantin nad nim zmarszczył swój orli nos, ale nie powstrzymał go. Nic nie powiedział, nie wyrwał się, ale też zamknął oczy. Miał zimne ciało, ale bardzo gorące podbrzusze i samego penisa, który teraz gromadził najwięcej krwi i pulsował w ustach starszego wampira.
Ten zamruczał jeszcze nim, zaczął poruszać głową, liżąc i ssąc członek. Smakował mu, na tyle, że w końcu posmakował go ze swoim ulubionym dodatkiem. Rozwarł mocniej szczęki i w końcu wbił jeden z kłów w trzon tego napompowanego krwią kutasa. Od razu krew zalała jego usta, a Constantin krzyknął i zawarczał, samemu obnażając kły. Ciśnienie na dole było na tyle dużo, że strumień był spory. Samo ugryzienie zaś bolesne, więc Francuz mimowolnie wręcz sięgnął do swojego penisa i ścisnął go od nasady, zaciskając również powieki.
Mihai zaśmiał się, jednocześnie zlizując chciwie krew. Smakowała mu, chociaż wampir był stosunkowo młody jak na jego ulubione przysmaki.
— Mmm… nawet nie opada szybko — dodał, zauważając, że penis mimo bólu nie kurczy się momentalnie. — Jara cię to? Constantin?
Ten nie odpowiedział od razu z prostej przyczyny — zaczął oddychać, choć nie musiał i robił to urywanie i płytko. Na jego twarzy pojawił się mocniejszy rumieniec, a brwi były ściągnięte.
— Tak… Widzisz, że stoi skurwysyn… choć boli jak ugryzienie diabła — odpowiedział chrapliwie, wciąż kompulsywnie ściskając penisa, z którego nadal kapała krew.
Mihai oblizał się łakomie, a w kolejnej chwili pociągnął większego od siebie mężczyznę, powalając go na posłanie. Od razu przekręcił go na plecy i wdrapał się na jego uda. Sam wciąż ubrany, górował nad Francuzem, przesuwając po jego klatce piersiowej paznokciami.
— Też cię gwałcił? Stąd takie zapędy? — spytał z zaciekawieniem, samemu się podniecając. Miał ochotę na ostrą zabawę.
— Przy nim mi nie stawał — Constantin odpowiedział krótko i naraz przekręcił się pod nim, równocześnie przewalając to jego na plecy. Unieruchomił mu ręce nad głową i wcałował się brutalnie w jego usta.
Materac skrzypnął i jęknął, a niedomknięte okno zatrzeszczało od silniejszej wichury. W palenisku słychać było trzaskanie palenek.
Mihai zasyczał ostrzegawczo, ale nie wyrwał się ani nie zatrzymał Francuza. Jeszcze, na tę chwilę, jego poczynania były chciane, a nie irytujące.
— Chcesz mnie? — wymruczał, patrząc z wyzwaniem w oczy nad sobą.
— I wezmę cię — Constantin bardziej dokończył jego myśl niż odpowiedział na pytanie, a jego duża dłoń sięgnęła w dół, chwyciła go za udo i zadarła mu je, aby następnie mógł otrzeć się zakrwawionym członkiem o jego krocze, wciąż uwięzione w spodniach.
Mihai uśmiechnął się pod nosem.
— Ostro sobie poczynasz. To tak normalnie, czy liczysz na ostatni strzał? — zamruczał, wyciągając się kusząco na pościeli.
— Po prostu mnie podniecasz — wampir wysunął język i polizał go od szyi, przez podbródek, aż wylądował na ustach.

*

— Myślę, że jednak bardziej podobała mi się konfiguracja, do której to wcześniej zmierzało — Layne mruknął z kiepsko skrywaną zazdrością, nie patrząc przy tym na Mihaia, tylko na dwójkę dzieci za ogrodzeniem mijanego domu, które kłóciły się o to, które z nich będzie niosło lampion, a które torebkę na cukierki.
— Spokojnie, noc była jeszcze młoda. W efekcie to i tak ja go przerżnąłem, chociaż chwilę się jeszcze badaliśmy. Constantin był ambitny wtedy i to mu zostało — Mihai odpowiedział, przeciągając się po chwili. — W każdym razie był bardziej przemyślanym strzałem niż ty.
— Och tak? — Tym razem cienkie brwi Anglika ściągnęły się pytająco i ten nawet zatrzymał się na moment. — Chcesz mi może powiedzieć, że bardziej udanym?
— A czy to powiedziałem? — urażony Mihai fuknął, jakby to jego sąd został wzięty pod wątpliwość.
— Tak to zabrzmiało…
— Brzmisz, jakbyś za krótko mnie znał. Ile lat musisz ze mną spędzić, aby w końcu czegoś się nauczyć? — Mihai zakpił z chochlikami w swoich błękitnych oczach.
Layne’owi nie podobało się to szyderstwo, tym bardziej, że zazdrość dodatkowo trochę go zaślepiała. Wsunął dłonie w kieszenie wąskich, eleganckich spodni i ruszył dalej.
— Znam cię na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nie jesteś jak dobra matka, która kocha dzieci po równo.
Mihai uniósł wysoko brwi w wyrazie zaskoczenia, po czym uśmiechnął się i szybko zrównał się z młodszym wampirem.
— Czyżbyś był zazdrosny? Chciałbyś być moim jedynym maleństwem?
— Nie chciałbym być „maleństwem” — Layne odpowiedział z angielskim chłodem.
Blondyn roześmiał się, zwracając na siebie uwagę przechodniów.
— Potrafisz być naprawdę uroczy.
Młodszy wampir rzucił zimne spojrzenie jednemu z przechodzących i gapiących się na nich dzieci i dodatkowo zasyczał na niego, pokazując zęby. Dzieciak podskoczył i pociągnął za rękaw swojego towarzysza w dzisiejszym zbieraniu cukierków, a Anglik zwrócił się do Mihaia:
— Zostawmy tę rozmowę na kiedy indziej. Opowiedz mi, co było dalej. Ciekawi mnie, dlaczego Constantin tej nocy nie umarł.
Mihai wzruszył ramionami, skręcając w stronę miejskiego parku, gdzie odbywał się swego rodzaju festyn. Wszędzie było pełno dyń, sztucznych pajęczyn i papierowych ogromnych pająków.
— Dobrze, że on mi takiego samego pytania o tobie nie zadał… — Westchnął, chociaż nie musiał i podjął opowieść.

*

Silne i zdecydowane dłonie Constantina rozebrały Mihaia z górnego odzienia, a następnie chciwie podążyły do jego spodni. Pomasowały krocze blondyna i zabrały się za ich rozpinanie. Sam Constantin przy tym nie oszczędził sobie pocierania umorusanym krwią z własnego penisa kroczem o udo Mihaia. Ten był tym na razie dobrotliwie rozbawiony i zainteresowany. Do tego kusiło go, aby sprawić mężczyźnie więcej bólu, na który ten nie reagował negatywnie, a wręcz przeciwnie.
Niski pomruk wydobył się z gardła Francuza, gdy ten pochylił się i pocałował go mocno, już zdzierając mu spodnie w dół. Rzeczywiście, podniecało go agresywne podejście Mihaia, ale sam nie postępował inaczej. Obchodził się z ciałem wampira stanowczo, pewnie i właśnie wbił mu paznokcie w pośladki, gdy ścisnął go od spodu.
Mihai zasyczał ostrzegawczo, a kiedy to nie poskutkowało, odepchnął Constantina od siebie mocnym kopniakiem. Ten przeorał jego uda paznokciami, upadając na plecy.
— Zwierz! — Mihai zasyczał, zrzucając z siebie resztki swojego ubioru.
Constantin uśmiechnął się drapieżnie, zmarszczył nos i obnażył zęby. Upadł na pomięte posłanie jednego ze swoich braci, ale zamiast wstać, jedynie uniósł się na jednym łokciu i wpatrując się w Mihaia, zaczął robić sobie dobrze ręką.
Nie musiał czekać, aż starszy wampir rzucił się na niego. Dosłownie. Upadł, powalając go i przyciskając jego gardło do ziemi. Żywy człowiek momentalnie w tej pozycji zacząłby się dusić. Constantin jedynie nie mógł wydobyć żadnego dźwięku. Odruchowo rozchylił usta, a potem szarpnął się. Nic to nie dało. Penis mu drgnął z ekstazy.
— Jesteś popaprany — Mihai stwierdził, przytrzymując go z siłą, o którą nikt przy zdrowych zmysłach nie posądziłby dość niskiego blondynka. Patrzył przy tym w oczy Francuza, a kiedy ten zamarł, odwzajemniając spojrzenie, pochylił się i polizał przeciągle jego policzek. — Ciesz się tym, póki możesz — zamruczał miękko, a potem ugryzł do krwi policzek mężczyzny.
Ten charknął krótko, a dłońmi sięgnął do pleców Mihaia i wbił w nie paznokcie. Nawet taka mała ilość posoki tego starego wampira, która pojawiła się na jego palcach, załaskotała go w nozdrza, więc nie zważając na nic skierował zakrwawiony palec do swoich ust.
Mihai zareagował jednak od razu i zatrzymał jego dłoń. Ścisnął boleśnie jego nadgarstek i zasyczał.
— Nie! — ostrzegł go i sam zlizał z jego dłoni własną krew. — Nie zasłużyłeś… jeszcze? — zaczął jako stwierdzenie, skończył jako pytanie, kiedy pewna myśl zaświtała mu w głowie. Puścił też tchawicę młodszego wampira.
Zobaczył, że drugi wampir nie zareagował gwałtownie. Rozluźnił powoli ciało, równie powoli napełnił płuca niepotrzebnym tlenem i zapytał:
— A mam szansę zasłużyć?
— Hmmm… — Blondyn wzruszył ramionami. — Może. Jeśli wiesz, co się z tym wiąże.
— Nie wiem. Nie wiem, czego chcesz — Francuz odpowiedział wprost, nie zważając teraz zupełnie na swoją erekcję, na to, że jest pod nim nagi, słabszy. Patrzył pewnie w oczy Mihaia, nie bojąc się, że może popełnić jakąś pomyłkę słowną i zaraz zostać pożartym lub zwyczajnie zabitym.
— A chociaż wiesz, co się stanie, kiedy wypijesz moją krew? — Mihai spytał z błądzącym na ustach uśmieszkiem.
Constantin oblizał wargi i otarł się kroczem o jego penisa.
— Permanentny wzwód przez następną dekadę? — zapytał niskim głosem, zdradzając zarówno swoje pożądanie do Mihaia, jak i niewiedzę w niektórych wampirzych kwestiach.
Starszego jednak usatysfakcjonowała taka odpowiedź, bo uśmiechnął się, pokazując lepiej swoje kły.
— Istnieje taka możliwość. Ponoć jest smaczna — zamruczał i znowu się pochylił, tym razem całując Constantina w usta. Jego rany na plecach już powoli się goiły.
Czuł na swoich wargach kły drugiego wampira, gdy ten odpowiadał na pocałunek. Miał świadomość, że ten musi mocno się hamować, żeby nie wykorzystać pocałunku do zakosztowania jego posoki. Ale o dziwo udawało mu się. Mihai jednak równocześnie czuł coraz bardziej zażarte próby osiągnięcia orgazmu, bo Constantin zaczął falować pod nim biodrami, ocierać się o niego, a z czubka jego penisa już sączyła się lepka ciecz. Podobało mu się to i podniecało na tyle, że aż zaintrygowało do sprawdzenia pewnej rzeczy.
Oderwał się od jego ust i uśmiechnął się pewnie.
— Jesteś strasznie napalony — powiedział, a w sekundę później już leżał na nim. Jedną ręką trzymał jego głowę, kiedy wbijał kły w tętnicę szyją, a drugą masturbował jego penisa.
Constantin charknął i szarpnął się. W jego głowie natychmiast musiała pojawić się myśl, czy za chwilę umrze w tej żałosnej pozycji, z rozoraną szyją i własną spermą na ciele. Och tak, bo bynajmniej wzwód mu nie opadł, a pieszcząca go dłoń doprowadzała go na wyżyny. Nie miał pojęcia, który dotyk Mihaia jest lepszy, bo czuł ogień pod palcami każdej z dłoni blondyna.
Kilka razy rozchylił i zamknął szczęki, wydając niskie, stękliwe dźwięki, a jego biodra same podrzucały się w górę. Doszedł zupełnie nagle, w chwili apogeum wbijając paznokcie obu dłoni w rękę trzymającą go za gardło.
Z ulgą po spełnieniu przyszło też nagłe osłabienie, którego wcześniej nie czuł. Nie był aż pewien, czy dobrze czuje, co się wokół niego dzieje. Czy naprawdę Mihai zalizuje jego ranę na szyi, czy bawi się z kpiącym uśmieszkiem jego włosami. Był słaby, wyssany i wypompowany po spuście. Jakby wszystkie soki zostały z niego wyciśnięte.
Blondyn jeszcze chwilę leżał przy Francuzie, patrząc, jak ten jest ledwo żywy, a jego członek spokojnie opada. A kiedy już leżał, niewinnie, jeszcze wilgotny, Mihai przystawił do swoich ust dłoń, którą wcześniej Constantin skaleczył paznokciami. Rozerwał skórę i podsunął pod blade usta mężczyzny.
— Jak ci od tego stanie, to pożyjesz jeszcze kilka lat.
Mocno zmrużone ze zmęczenia oczy wampira popatrzyły na niego słabo, gdy krew wtoczyła mu się między wargi. Płomienie z paleniska odbijały się w jego ciemnych tęczówkach. Jęknął z rozkoszy cicho, kiedy smak i moc krwi ogarnęła jego ciało i umysł. Odetchnął odruchowo, a potem z namiastką odzyskanej siły przycisnął rękę Mihaia do warg. Zaczął pić coraz łapczywiej, rozgrzewając się, lecząc i wpadając w coraz większe upojenie. Jego ciało wydawało się odżywać, napełniać siłą witalną. Każdy mięsień zapragnął znowu pracować. Ba! Miał wrażenie, że nawet serce rwie się do tego, żeby zabić. Ono ostatecznie pozostało martwe, za to członek Constantina budził się do życia w takim tempie, że wręcz dostrzegalne było, jak wydłuża się na podbrzuszu mężczyzny, jak główka wychyla się spod napletka, a następnie penis odrywa się od skóry i unosi w górę.

*

— Och… Więc rozumiem, że przekonał cię do oszczędzenia mu życia tym, że stanął mu w momencie, w którym był mordowany, a następnie ponownie, gdy poczęstowałeś go krwią? — Layne dopytał swoim formalnym głosem, opierając się o drzwi czyjegoś cadillaca i wycierając chusteczką dłoń po kolejnym posiłku. — Jak jeszcze to drugie jestem w stanie zrozumieć, nie tylko ze względu na wspaniałość twojej krwi, jak i twój uroczy narcyzm, tak to pierwsze specjalnie mnie nie przekonuje.
— Czemu? — Mihai spytał, samemu będąc czystym. Darował sobie posiłek, bo po pierwszym kęsie nie przypadł mu dostatecznie do gustu.
Z oddali słyszeli śmiechy i okrzyki dzieci chodzących od domu do domu, a pół kilometra dalej musiały odbywać się jakieś zabawy pod otwartym niebem. Czuli stamtąd większe skupisko ludzi i słyszeli stłumiony rumor.
— Hm… Wiem, że my, jako wampiry, nie musimy być osobami o wzorowych zasadach etycznych i idealnym zdrowiu psychicznym… — Layne cudem się powstrzymał przed ukłonem w stronę swojego ojca — ale to jasno sugeruje, że… Constantin nie jest normalny.
— Oooch, odezwał się ten, który panował przebrać mnie za laleczkę na Halloween! — Mihai zasmiał się i skinął na swojego syna, aby szli dalej. — A Constantina ciężko tłumaczyć. Był wtedy jeszcze dość… hmm, niestabilny emocjonalnie. I to nie był jedyny dowód, potem i wcześniej były miał epizody, które sam uznałbym za dość „nienormalne” — dodał z wymowną miną, która mogła w przypadku Mihaia oznaczać, że albo faktycznie Constantin robił coś dziwnego, albo bardzo, bardzo normalnego.
— Sam nie wiem, czy chcę o nich wiedzieć… — Layne mruknął z rezerwą i schował chusteczkę do wewnętrznej kieszonki marynarki. — Ale mimo wszystko chętnie posłucham dalej, jak skończyła się tamta noc.

*

Mihai uśmiechał się coraz szerzej, proporcjonalnie do tego, jak członek Francuza rósł. Kiedy znów był w pełnym wzwodzie, oderwał rękę od jego ust.
— Mam niemal wrażenie, że przelałem wszystko, co wypiłeś, do tego chuja! — Zaśmiał się i trącił członek palcem.
— Mm… — Constantin wpierw odmruknął z zamroczeniem. Mihai był świadom, że jego krew dawała nie tylko masę siły, ale też często działa wręcz narkotycznie. — Jeśli nie jesteś diabłem, to na pewno ucieleśnieniem jednego z siedmiu grzechów głównych — powiedział w końcu, a nie było zagadką, o jakim grzechu może mówić Francuz.
— Żądza, miło mi — Mihai skłonił głowę, jakby ponownie się przestawiał. Lubił takie przedstawienia. — Ale teraz ja ją czuję, więc czas sfinalizować nasz mały pakt — zamruczał i wbił się mocnym pocałunkiem w usta większego od siebie mężczyzny.
Ten od razu ujął go za szyję i pogłębił pieszczotę. Jego długie włosy leżały chaotycznie wokół jego głowy, tak jak materiały posłania jednego z jego braci, pomięte i przesiąknięte krwią. Docierał do nich też zapach palonego drewna i dźwięki nocy zza ścian budynku, których zwykły człowiek by nie słyszał. Oni jednak byli świadomi pohukiwania sów, poszczekiwania psów z oddalonych farm, a nawet śmiechów kilkoro dzieci ze trzy, cztery domy dalej. Nie zważali na to jednak, zajęci sobą, pochłonięci pocałunkiem, który ukrócił Mihai. Po chwili znowu ukąsił Constantina, tym razem w usta. Zaraz po tym wlazł miedzy jego nogi i z umalowanymi krwią na czerwono ustami, zaczął zsuwać się coraz niżej. Zostawiał ślady swoich warg na jasnej skórze Constantina, który na moment przymknął oczy i wczuwał się w to. Zdecydowanie nie mógł się spodziewać, że ruszając w pościg za „Jackiem”, zakończy to nie ojcobójstwem, a seksem z tym starym, brutalnym wampirem.
Zaburczał, sięgnął swoimi dużymi dłońmi do głowy Mihaia, a umięśnione, twarde uda rozłożył na boki.
Mihai ukąsił go we wnętrze jednego z nich, patrząc zaraz po tym, jak krew spływa w dół. Oblizał się, zerkając w górę.
— Nawet nie planuję pytać, czy tak lubisz. — Zaśmiał się i jeszcze mocniej rozsunął mu nogi, a zaraz po tym przesuwając czubkiem sztywnego penisa po jego rowku.
— Zrobiłbyś to, nawet gdybym z tobą walczył — Constantin nie zapytał, a bardziej stwierdził. Od razu nachodziła myśl, czy i „Jack” tak samo postępował ze swoimi dziećmi. Jakkolwiek nie było, Francuz reagował na to, co robił z nim Mihai, wręcz ostentacyjnie. Jego penis chybotał się na boki, stojąc sztywno i co raz podrygując. Szczególnie teraz, kiedy mężczyzna poczuł członek przy swojej dziurce. I jak na przekór zacisnął mocno pośladki, ukrywając ją przed twardym intruzem.
Mihai zasyczał, czując to i pochylił się, aby ukąsić klatkę piersiową Francuza. Ból musiał na moment odwrócić uwagę młodszego, bo blondyn znalazł chwilę, aby wsunąć w niego główkę swojego penisa.
— Mmm… — zamruczał i liznął jego krew na twardej piersi.
Constantin stęknął krótko i nisko. Wpierw zacisnął uda na bokach ciała Mihaia, ale potem je rozłożył, aby mimo wszystko się otworzyć. Oddychał, nie panując nad tym odruchem w takiej chwili. Jego silna dłoń błądziła po plecach Mihaia.
Blondyn zamruczał nisko i po chwili pchnął mocniej biodrami, nie bacząc na opór. Patrzył z lubością na reakcje mężczyzny pod nim. Całował go przy tym po ciele i karmił się nim. Widział, że sprawia mu ból, ale też czuł, że poza nim Francuz przyjmuje go z rozkoszą. Jego uda co raz mocniej zadrżały, to znowu mięśnie na brzuchu się spięły, a jego twarz wykrzywiała się w grymasie. Gdy Mihai znowu wdarł się dalej, nie bacząc na ściskanie pomarszczonego otworka, który nie dawał mu łatwego wejścia, Francuz szarpnął się i warknął.
Mihai uśmiechnął się i przystawił mu dłoń do ust.
— Masz, już możesz — pozwolił mu nadgryźć swoją rękę.
Nie spodziewał się tego, ale nim Constantin wgryzł się w jego skórę, wpierw popatrzył mu w oczy i powiedział:
— Merci. — Dopiero po tym przebił ciało Mihaia zębami i zaczął pić.
Mihai na sekundę ściągnął nos, ale zaraz po tym rozluźnił się i wznowił mocne ruchy biodrami. Lubił dominować, lubił czuć się władcą, dlatego zawsze jarało go pieprzenie większych od siebie facetów. Nie miał zamiaru źle się z tym czuć.
— I jak smakuje…? Na tyle, że będziesz mi służył?
Ciemne ślepia Constantina, w których pobłyskiwały bordowe odcienie, zerknęły na Mihaia spod przymrużonych powiek. Ten jeszcze chwilę ssał, postękując przy pchnięciach, nim odpowiedział.
— Więc jednak… darujesz mi… życie?
— A już ci tego nie powiedziałem? — Mihai spytał, jakby jego słowo było co najmniej święte. Nie raz, nie dwa je łamał, ale przecież ten nowopoznany wampir nie musiał o tym wiedzieć.
— Zatem będę ci służyć — Constantin odpowiedział pewnie, po czym syknął i zacisnął palce na jego ramieniu. Wnętrze paliło go od obcierania i dawało mu ekstazę. A raczej twardy członek drugiego wampira sprawiał, że było mu gorąco jak drewienkom w palenisku. — Wiernie… i długo…
— Tak… mm… abyś gościł mnie na lepszych posłaniach. — Mihai zaśmiał się, jeszcze wtedy nie wiedząc, jak jego słowa będą prorocze. Zaraz po tym znowu chwycił szyję Constantina obiema dłońmi i dusząc go, przyspieszył ruchy swoich bioder. Skończył po kilku chwilach z drapieżnym grymasem satysfakcji.
Niemogący wydusić słowa Francuz tylko poruszył biodrami, odrywając pośladki od pomiętej pościeli. Jego ciało jeszcze drżało, głodne kolejnego orgazmu. Było tego bardzo bliskie, rozpalone i napięte.
Mihai na szczęście jeszcze po tym, jak sam strzelił w jego tyłku, jeszcze chwilę się ruszał, do tego gryząc jego ciało. Puścił też jego gardło, a zamiast niego chwycił sztywnego, twardego penisa, który dźgał go w brzuch.
Od razu ten nabrzmiały członek zadrżał mu w dłoni jak żywy. Żyły na nim były bardzo dobrze widoczne i pulsujące. Mihai nie zdążył nawet pomyśleć o tym, jakie są smakowite, kiedy Constantin warknął i doszedł, tryskając drugi raz tej nocy. Jego silne ciało poderwało w fali przyjemności. Zaklął coś nawet po francusku, a potem opadł i zaburczał.
Blondyn zaśmiał się krótko i figlarnie. Wysunął się z niego i położył na jego szerszej od swojej klatce piersiowej.
— Na twojego ojca ponownie będzie trzeba zapolować po tej nocy.
— Daliśmy mu sporo czasu przewagi przez to dymanie — odpowiedział młodszy wampir, zginając rękę i podpierając na niej głowę. Patrzył w dół na Mihaia, zmęczony i usatysfakcjonowany. — Nie wiem, czy uda się dzisiejszej nocy go znaleźć. To oszust. Trudno go wytropić.
— Jeszcze mnie nie doceniasz. Zresztą, jest mi dłużmy przysługę. Nie tylko ze względu na ciebie muszę go znaleźć.
Oblicze Constantina nieco pociemniało. Chyba nie rozumiał albo nie podobało mu się, że Mihai w ogóle zawierał jakieś neutralne układy z jego ojcem.
— Przysługę?
— Ma wskazać silniejszego od siebie. Jak się żywić, to się żywić. — Mihai uśmiechnął się podle.
Francuz rozluźnił wyraz twarzy i skinął głową, a jego dłoń powoli pomknęła po plecach Mihaia.

*

— I udało wam się znaleźć go tej samej nocy? Constantin mówił w ogóle, jak stary był jego ojciec? — Layne zapytał z zaciekawieniem, stojąc przy barierce skrzypiącej huśtawki, przy której przystanęli, bo Mihai chciał się pohuśtać. Było to w parku niedaleko miejsca pełnego zabaw na powietrzu i okrzyków radości czy strachu dzieci się tam bawiących.
— Nie, tej nocy go nie dopadliśmy. Nie spieszyło mi się. Posililiśmy się jeszcze i dałem mu odpocząć i się zregenerować. A co do Jacka, to potem się okazało, że od Constantina był sporo starszy, jakieś pięćset lat — blondynek odparł, huśtając się lekko i samym spojrzeniem odradzając dzieciom zbliżane się.
Zresztą po tych spojrzeniach same dziwnie na niego patrzyły. Stały grupkami przez chwilę kawałek dalej, wskazywały na niego palcami i ewidentnie się bały. Nieprzyjemne skrzypienie huśtawki nie pomagało. Do tego Layne z tym swoim demonicznym wyglądem też ich nie radował. Stał spokojnie obok z złożonymi rękami.
— Zabiłeś go ty czy Constantin?
— Tak naprawę? Zabili go ludzie. Chociaż znacząco im w tym pomogłem. — Mihai uśmiechnął się, zerkając na grupkę dzieci jak na pudełko czekoladek. — Czasami są okrutniej… — zaczął, ale urwał, aby skończyć inaczej. — Czasami są równie okrutni jak my.
Layne przez chwilę miał wrażenie, że się przesłyszał. Rzadko Mihai coś takiego wypowiadał. Właściwie to Layne nie wiedział, jak jego ojciec widzi granice okrucieństwa. Co dla niego jest okrucieństwem, a co jeszcze zabawą.
Pozwolił sobie nie drążyć tego tematu i wrócił do wcześniejszego.
— Ale w końcu go znaleźliście, tak? — zapytał, stając za plecami Mihaia i kładąc mu dłonie na ramionach. Zaczął go delikatnie masować. — Constantin jakoś się mścił?
Blondyn odchylił się bardziej do tyłu, pozwalając sobie oprzeć się o tors młodszego wampira.
— Tak. Ale trochę nam to zajęło. Naprawdę był dobrym kłamcą, nawet mi uciekała jego woń. Chociaż i tak było mi łatwiej, tak samo jak z twoim poprzednim ojcem. Znałem ich woń dzięki waszej krwi — przypomniał synowi i wyciągnął ręce w górę, obejmując Layne’a za kark. — A Constantina spytasz sam, co zrobił ojczulkowi. Mmm… nie był grzeczny.
— Potrafi być bardzo zwierzęcy — przyznał Anglik, pochylając się trochę i delikatnie cmokając Mihaia w czubek zimnego nosa. Był taki inny niż jego brat. Taki subtelny, troskliwy i czuły. Z nim Mihai nie mógł się tak bawić, jak z Constantinem, ale miało to swoje uroki. Z Laynem było spokojniej i czasami dziwnie rodzinnie, bo ten roztaczał taką atmosferę opiekuńczości. Nie raz też go bardziej rozpieszczał niż Constantin. — Ale mówiłeś coś o dyniach? — przypomniał sobie.
— Mhm. Kiedy go dopadliśmy, okazało się, że mnie oszukał. Jak możesz sobie wyobrazić, nie ucieszyło mnie to, ani nie rozbawiło. W sumie nie jestem pewien, czy wtedy Constantinowi znowu nie stanął. Tym razem jednak rozsądek kazał mu się nie wtrącać, bo długo by moim synem nie pobył mimo obietnicy — fuknął, patrząc w górę to w ciemne oczy syna, to w gwieździste niebo. — Po tym jak zadałem mu psychiczny ból, wypiłem jego krew, aż słaniał się na nogach. A że w gniewie nie chciałem, aby zbyt mało cierpiał, nabiłem mu na głowę dynię. Uznałem, że to będzie przezabawne, kiedy ślepy, bez sił, będzie obijał się od domu do domu, bez ubrania i cały we krwi. Ludzie w tamtych czasach szybko podejmowali sądy, tym bardziej jak ktoś miał nóż, a w tłumie ktoś krzyknął, że to upiór.
— Och… Zabawne — Layne uznał to za naprawdę ciekawy żart ze strony Mihaia i uśmiechnął się. Po tym wznowił masowanie ciała ojca i co raz muskanie palcami jego szyi czy podbródka. — Nie zdjął tej dyni, bo go zauroczyłeś? — dopytał dla pewności. Wiedział, że Mihai potrafił kontrolować nawet wampiry, a nie tak, jak oni jedynie ludzi.
— Nie miał nawet na to siły, ale tak, pomogłem mu trochę. Kilku ludziom w mrocznych wizjach też. Ale resztę dopowiedzieli sobie sami. Potwór, błąkająca się dusza, nosząca dynię, monstrum o broczących krwią oczach. To było bardzo proste, aby pominąć takie farmazony i od razu spalić nieszczęśnika.
Layne przytaknął i oparł delikatnie podbródek o czubek głowy Mihaia. Kapelusz Krugera porzucili po drodze, przykrywając nim zastygłą twarz jednej z ich ofiar na drodze.
— Constantin mógł więc oglądać śmierć swojego ojca. Nagle pożałowałem, że ja nie ujrzałem mojego.
— Sam nie planowałeś go zabijać. Był ci chyba obojętny… — Mihai zadumał się, starając sobie przypomnieć szczegóły z tego wydarzenia.
— Tak, był. Na pewno mojemu bratu bardziej zależało, by widzieć śmierć takiego ojca niż mnie. Mimo wszystko naszła mnie taka myśl — Layne wytłumaczył się, wdychając przy okazji zapach Mihaia. — Ale gdy wrócimy do domu, chcę ubrać ci takie podkolanówki, jak ma tamta dziewczynka — niespodziewanie zmienił temat, patrząc na koniec tego niedużego placu zabaw, gdzie stała grupka trzech nastoletnich dzieci i patrzyła na nich, śmiejąc się, choć dość nerwowo. Jedna z dziewcząt miała białe podkolanówki, sukienkę i dwa kucyki. Chyba przebrała się za jedną z postaci któregoś ze współczesnych horrorów.
Blondyn od razu spojrzał w jej kierunku. Layne zawsze go zadziwiał ze swoim fetyszem. Ten był szczególnie zabawny, kiedy brało się pod uwagę okrucieństwo Mihaia i świadomość tego przez młodszego wampira.
— Takie, czy konkretnie tamte?
— Tamte — odpowiedział od razu Anglik, wpatrując się w dziewczynkę, a jego dłoń wręcz samoistnie pomknęła pod kołnierzyk Mihaia i zawędrowała na jego sutek. Mimo że seks, który opisał mu ojciec chwilę temu, nie był w jego guście, to i taka miał ochotę kochać się z nim. Długo i namiętnie. Mieć Mihaia tylko dla siebie i nie dzielić się nim z nikim tej nocy.
Blondyn zamruczał długo i nisko. Patrzył ciężkim do wytrzymania spojrzeniem na dziewczynę.
— Mmm… da się zrobić — odparł i w końcu wstał z huśtawki, przybierając na twarzy przyjazną, kuszącą minę. Tak, dzisiejszej nocy umrze wiele istnień, ale nie przez dyniowego Jacka, szaleńca z siekierą, czy głupie zakłady bandy nastolatków. Dziś przyjdzie po nich prawdziwa śmierć.
Layne tylko patrzył za nim ze stoicką miną, w duchu uśmiechając się delikatnie. Był synem i kochankiem tej śmierci, która dzisiejszą noc skończy w białych, niewinnych podkolanówkach. Czuł się szczęściarzem i kochał Mihaia za to, jaki był. Nawet, gdy przyprawiał o ciarki samym spojrzeniem swoich okrutnych, ale pięknych oczu.

7 thoughts on “Bonus Halloween – Opowieść o Jacku, dyni i dziwnych fetyszach

  1. Shivunia pisze:

    Basia >> Także witamy ;) I dziękujemy za miłe słowa. Fajnie, że się podobała ta historia. Była takim uzupełnieniem tego co do tej pory było. Więc fajnie jak przypadła do gustu :* Wysyłamy buziaki w zamian za wenę :D

  2. Basia pisze:

    Witam,
    to po prostu wspaniałe, ciekawie było czytać historię o tym jak Constantine stał się synem Mihaya, oj taki zwierzęcy, wspaniały po prostu wspaniały…
    Dużo weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    SilencedUnknown, zgadzam się, że okrucieństwo połączone ze słodyczą to coś fajnego. W ogóle czasem mi się wydaja, że przez tę słodycz coś jest bardziej creepy (dzieci i lalki w horrorach to najgorsza rzecz XD). A Mihai to w sumie takie ucieleśnienie brutalności przez cukier. I zgadzam się, z głową Constantina jest zdecydowanie coś nie tak XD Fajowo, że poprawiło humor i było przyjemne do czytania! :D Miło wiedzieć, dzięki wielkie ;) Pozdrawiamy również :)

  4. SilencedUnknown pisze:

    Oj, ależ to cudowne. ^^
    Może to i chore, ale uwielbiam połączenie okrucieństwa ze słodyczą. To taka genialnie ryjąca psychikę mieszanka, że aż człowiek nie potrafi przestać się uśmiechać. :P
    Mihai i Layne są tacy.. wprost wycięci z Halloweenowego klimatu. Pięknie ze sobą współgrają i w ogóle. ^^
    I nigdy nie nadziwię się fetyszom Constantina. Facet jest poza wszelkimi normami. Typowy shizowy psychopata ^^ Genialny :P
    Wbrew pozorom, mimo krwawych scen, śmierci i okrutnych dzieciobójczych aktów, bardzo pozytywna notka, w sam raz na poprawę jesiennego humoru. :D
    Pozdrawiam. ;P

  5. Katka pisze:

    Liv, zgadzam się, że wampirki to akurat pod Halloween dobre są. Pewnie z każdej parki jakoś by się dało coś fajnego stworzyć, ale wampiry same w sobie są creepy. Tak, Constantin kiedyś się wplątał w romans z człowiekiem, a to jest dla nas samych na tyle ciekawa sprawa, że mooooże kiedyś się coś pokusimy z nimi, ale to na razie w dalekiej przyszłości. Niemniej mamy to w głowach ;) Heh, a co do seksów z Conem zamiast z Laynem… taaa, domyślałyśmy się, że sam wybór wampirów do bonusu to nie wszystko, bo ci, co lubią NM, są podzieleni na grupy tych, którzy wolą Mihasia z Conem i Mihasia z Laynem. No ale akurat tak padło, choć chciałyśmy to wypośrodkować i zrobić trochę tego, trochę tego.
    Odczuwanie bólu przez wampiry na pewno jest inne, w ogóle myślę, że oni wiele rzeczy zupełnie inaczej odczuwają, choć to raczej sprawa taka płynna, w sensie… ciężko mi to opisać, ale mam świadomość, że to trochę inne istoty i wątpliwe, aby od ludzi różniło ich tylko to, że piją krew i nie wychodzą na słońce. W głowie mam ich obraz jako bardzo skomplikowanych postaci, ale wiadomo, ciężko to czasem przedstawić, a nawet jakby się chciało, to trzeba by to zrobić poza obrębem „romansu” i skupiania się na nim, a właśnie trochę podrążenie samej struktury wampirów. Ech, to głębsza sprawa XD
    Dzięki wielkie, pozdrawiamy ciepło i mamy nadzieję, że dzień/wieczór mija przyjemnie! ;) Albo właśnie strasznie i krwawo XD

    PS. No i gdzie komentarze od tych 159 osób, które głosowały na Nightly Masquerade?! (nie mogłam się powstrzymać XD)

  6. Liv pisze:

    No, strasznie przepraszam, ale nie bedzie bez polskich znaczkow, poniewaz :)
    Przeczytawszy bonusik, uroczy. Tesknilam za Nightly Masquerade i taka specyficzna wampirza atmosfera, wiec na Halloween pasuje idealnie. A opowiesc Mihaia byla super. Po prostu zobaczylam w myslach ten moment, kiedy blondynek robil masakre wsrod reszty wampirow, a Constantin stal obok i przygladal sie wszystkiemu ze wzwodem! Cos pieknego…
    A jego fetysz to w sumie ciekawa sprawa, bo cos mi sie kiedys obilo o oczeta, ze Francuz wplatal sie w milosc do czlowieka, wiec ciekawe, jak to z nim wygladalo. No i o tej historii tez bardzo chetnie bym przeczytala, bo lubie Constantina. :)
    Ale troche zaluje, ze seksy byly z nim, a nie z Laynem, bo to jego widze z Mihaiem. To znaczy w sumie byly, ale juz nie opowiedziane :3. Choc Constantin po tej opowiesci Mihaia spodobal mi sie jeszcze bardziej, wydawal sie taki pewny, powazny ale jednoczesnie taki lekcewazacy… No czasy sprzed Krola Francji, to tak bardzo do niego pasuje. :)
    Natomiast zastanawia mnie, czy wampiry odczuwaja mniejszy bol, niz ludzie. A moze po prostu sie przyzwyczaily do niego i nauczyly sie go kontrolowac? Bo przyznam, ze nie wyobrazam sobie, zeby penis nie opadl po konkretnym ugryzieniu, nawet u Constantina-fetyszysty. Moge tylko napisac, ze podziwiam xd.
    No… i to ogolnie byl super bonus, chcialabym zobaczyc, jak wyglada taki domek Mihaia gdziej bardziej z dala od miasta. Chyba Layne musial dobrze sie tak czuc, skoro nie za dobrze radzi sobie z dopasowaniem sie do postepu. Chociaz oz czuje sie dobrze wszedzie, gdziekolwiek ma Mihaia :).
    Uwielbiam te pare, jest strasznie klimatyczna, juz to chyba pisalam, i romantyczna tez. Az mam ochote przeniesc sie to takiego starego, gotyckiego Londynu, albo do Francji do Constantina… I przylaczyc do Layne’a w zalu za mijajacymi czasami klasy i godnosci. W ostatnim rozdziale NM swietnie opisalyscie jego przemyslenia na ten temat. Jak zmienil sie swiat i takie tam… :l
    Dlatego tak lubie czytac o seksach Layne’a z Mihaiem, bo oni tak utrzymuja razem ta klase.
    No, znowu sie zaczynam rozpisywac :)! Bonus cudowny, w ogole chyba komentuje pierwsza (wybaczcie, musialam wspomniec ;). Mam wielka nadzieje, ze kiedys przeczytam cos wiecej o milosci Constantina, bo jest zajebisty.
    Milego Halloween (srogi Szatanie, ale to slabo brzmi :l )
    Obrzydliwego, kwawego Halloween, buzka… c:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s