No Exit – 17 – Monstrum

Harley Bunch wyszedł ze swojego niewielkiego, wręcz klaustrofobicznego biura po tym, jak już przyjął od ochrony zgłoszenie o wywaleniu z klubu dwójki facetów zażywających narkotyki w darkroomie. Nie mogli sobie na to pozwolić. No Exit cieszyło się naprawdę dobrą renomą i było najczęściej odwiedzanym klubem branżowym w mieście, a co ważniejsze też w okolicy. Harley miał zamiar to utrzymać. I dlatego, mimo że do zadań ochrony należała obserwacja tego, co się działo w klubie, sam robił częste wycieczki poza biuro, by przyjrzeć się gościom. Wolał czuć, że trzyma rękę na pulsie, niż wszystko zostawiać czasem obijającym się pracownikom.
Tym razem zrobił podobnie i przeszedł krótkim, ciemnym korytarzykiem do metalowych podwyższeń nad główną salą. Oparł się o srebrną barierkę łokciami i spojrzał na dół.
Za barem uwijał się barman, a na podwyższeniach ładnie tańczyli chłopcy. Greg na jednym, Karl na drugim i jeszcze jedna tancerka. Tak dla dopełnienia obrazka. Z początku w ogóle wahał się przed zatrudnieniem kobiet, bo w końcu No Exit było klubem gejowskim. Ale nie pożałował, gdy według swoich przewidywań, do klubu nie zaglądali tylko geje, ale i osoby biseksualne. Teraz zresztą zaobserwował, że nie tylko Karl i Greg przyciągali wzrok. Kilku facetów łakomie spozierało na wdzięki kuso ubranej dziewczyny.
Scena była tego wieczoru zaciemniona, bo występów we wtorki nie mieli. Mimo to dojrzał swoich dwóch głównych tancerzy wśród ludzi kręcących się po klubie.
Marvin właśnie popijał piwo przy barze, rozmawiając luźno z barmanem, a Jaz konwersował z jakimś chudym gościem w kapturze. Śmiał się co chwilę, ale nie wyglądał na pijanego. No, chyba, że w butelce coli miał coś poza nią. Wydawał się rozluźniony, taki zwyczajny, a nie poważny, jak ostatnimi dniami mu się zdarzało.
Harley podwinął mankiet koszuli pod marynarką, by spojrzeć na srebrny zegarek, który miał na nadgarstku. Nie było specjalnie późno, a on zamierzał i tak zejść na dół po kawę, więc gdy schodził już po schodach, wpierw skierował się do Jaspera.
— Cześć, w robocie nawet w czasie wolnego? Chwali się — wtrącił się do jego rozmowy z nieznajomym mu mężczyzną, który zerknął na niego krótko, ale poza tym, jak wyglądał, nie ściągnął na siebie uwagi managera klubu.
— A bo… — Jasper roześmiał się — przyprowadziliśmy kumpla. Przyjaciel Marvina przyjechał do miasta i nie wypadało mu nie pokazać. Pozwolisz, że przedstawię? — spytał szefa, po czym wskazał mu swojego rozmówcę. — Dean, a to nasz manager, Harley Bunch.
Rosły mężczyzna w garniturze ścisnął na powitanie dłoń Deana.
— To dobrze, że klub reklamujecie, choć powinno się chyba najpierw po zabytkach gości oprowadzać. Jesteś spoza miasta? — zapytał, niezrażony specyficznym wyglądem Deana. Widział w swojej pracy wielu dziwnych ludzi.
— Nom, z Montany, ale nie jestem jednak koneserem staroci, więc chyba nie będę jakoś się szlajać. Chyba, że coś polecasz? — odparł Dean, kiedy już zabrał dłoń.
— Moje mieszkanie to całkiem ciekawy pofabryczny budynek — odparł manager pół żartem, pół serio.
— Czyżbyś zachęcał do odwiedzenia go? — dopytał Dean, lekko się uśmiechając kącikiem ust. Naturalnie kokietował nawet Jaspera, więc teraz zgrabnie skierował swoje zainteresowanie na nowego rozmówcę.
— Na pewno wart zobaczenia. Zdziwiłbyś się, jak duża w takiej kamienicy wydaje się powierzchnia, jak się jest singlem. — Harley jak zwykle łatwo lawirował między słowami, dając dużo do myślenia w niewielkim potoku słów. Zerknął jednak przy tym na Jaza, by nie było, że flirtuje z facetem, gadając ze swoim pracownikiem i mając go w poważaniu. — Ćwiczyliście występ?
— Tak — odparł od razu Jasper. — Marvin nie wyszedł z wprawy i nieźle to wygląda, chociaż dobrze, że dałeś nam klucze, aby ćwiczyć, bo inaczej mogłaby być na występie siara. A, i ty chyba masz jeszcze te do starego magazynu, co? Bo chyba tam jest jeszcze część dekoracji.
— Jest, wszystko się przygotuje zawczasu. I wiem, że to długi występ, więc nie leńcie się i przyjdźcie jeszcze raz czy dwa koło południa poćwiczyć. Jak wyjdzie bez zarzutu, to może jakaś premia będzie — odparł Harley, odruchowo rozglądając się po sali i przyglądając gościom. Byli grzeczni i dobrze się bawili. Tak miało być.
— To nam pasuje. — Jaz uśmiechnął się szeroko. — I nie zawiedziesz się. Mamy wsparcie. — Z entuzjazmem poklepał udo Deana, który przewrócił oczami. Aż zastanawiał się, co Marvin o nim naopowiadał, że i teraz Jasper zachowywał się, jakby niemalże występował na Broadwayu. Przecież nie mogła być to wina tych kilku rad, które dał im po dzisiejszej próbie.
— Wsparcie jako kibica, czy też tańczysz? — Harley skierował swoje ciemne jak noc oczy na drugiego mężczyznę, kątem oka widząc, jak Marvin odsuwa się od baru, by ruszyć w tłum ludzi na parkiecie tanecznym krokiem. Nie było zaskoczeniem, że wielu do niego lgnęło, chcąc wykorzystać okazję, poocierać się i potańczyć z gwiazdą tego klubu.
— Tancerz.
— Kierowca — odpowiedzieli prawie jednocześnie, z tym, że młodszy mężczyzna trochę wcześniej i głośniej. A Dean teraz patrzył niemal wilkiem na szczerzącego się Jaspera, jakby ten zdradził jego sekret. — Kiedyś tańczyłem — dodał jednak na wytłumaczenie.
— Spoko. Jakbyś chciał pokazać, jak się ruszasz albo zobaczyć stary loft, daj znać — odparł Harley, czując, że czas wrócić do pracy. Sięgnął jednak jeszcze do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyciągnąwszy z niej wizytówkę, wsadził ją do kieszeni w spodniach Deana. — Grzecznie się bawcie — dodał, patrząc im krótko w oczy, choć Deanowi jakoś tak dłużej. I dopiero się ulotnił.
Dean też zerknął za nim i dopiero wyciągnął wizytówkę, by ją obejrzeć.
— Pełna kulturka. Kiedyś pisało się swoje numery na przedramionach albo innych dziwniejszych miejscach. Ciekawego macie szefa — zwrócił się już do Jaspera, chowając znowu wizytówkę do spodni. Nie było co oglądać. Była aż nudnie prosta.
— Szczęściarz… — westchnął ni stąd ni zowąd barman, który najwyraźniej słyszał całą rozmowę. Spojrzał też tęsknie na szerokie plecy idącego w kierunku pomieszczeń dla personelu managera, a jego umalowane delikatnym, zielonkawym cieniem powieki zmrużyły się przy tym błogo.
— Jest spoko — odparł zwięźle Jasper, nie rozumiejąc za bardzo, w jakim kontekście rzucił to Ethan.
Dean za to olał towarzysza i uśmiechnął się przelotnie i trochę szatańsko.
— Tak? A to czemu? — zaciekawił się, pochylając w stronę chłopaka za ladą.
Ethan oblizał usta, chyba umalowane błyszczykiem, choć nie było to pewne w tym świetle. Pewne za to było, że miał farbowane włosy. Czerń była tak intensywna, że przechodziła w lekki granat, a końcówki dodatkowo były delikatnie rozjaśnione.
— Wiesz… — mruknął niby z wahaniem, choć uśmieszek czaił mu się w kąciku warg. — Chodzą ploty, że ma niezłe monstrum w spodenkach.
Wyraźnie zaciekawiony nową informacją Dean uniósł brwi.
— No, proszę, jakiś superlatyw a propos własnego szefa. Rzadko spotykane.
— Jest spoko, a premia zawsze się przyda… — dodał Jaz niewinnie, a barman pokiwał głową gorliwie.
— Ano, szefek jest hojny. Jak widać nie tylko w spodniach. — Zachichotał i przeprosił ich nagle, bo klient po drugiej stronie baru żądał piwa.
Dean pokiwał głową i napił się, zastanawiając się, czy aby tego nie sprawdzić za jakiś czas. W końcu przyszedł się tu zabawić, a przecież dostał wizytówkę. To musiało świadczyć o jakimś zainteresowaniu.
Kiedy się rozejrzał, stwierdził, że Marvin też bawi się całkiem nieźle. Tańczył w samym środku pięcioosobowego kółeczka, co raz ocierając się pośladkami o któregoś z mężczyzn, zginając przy tym kolana i przesuwając palcami po swoich włosach. Robił to wszystko bardzo zmysłowo i pociągająco na tle poruszających się jak sztywne tyczki facetów.
Dean uśmiechnął się pod nosem, po czym wychylił do Jaspera.
— Ej, tygrysie, idź też potańczyć, bo nie mam sumienia zostawiać cię tu samego. A mimo wygody tych stołeczków, nie będę tu tak radośnie kwitnąć całą noc — zasugerował, po czym dopił na raz piwo i wstał ze swojego wysokiego miejsca przy barze.
Jasperowi chyba spodobał się ten pomysł, bo też wstał. Swoją colę tylko schował za barem, dając o tym znać Ethanowi.
— To ja lecę wbić się do kółeczka! — Zaśmiał się, mając na myśli to, które powstało wokół Marvina.
— Powodzenia w szukaniu szczeliny! — odkrzyknął Dean, widząc, że okrąg wokół jego kumpla był bardzo… ciasny. Cóż, rzadko kiedy gwiazda schodziła ze sceny, by potańczyć z szarymi, zwykłymi klientami klubu No Exit.
— Tobie też! — odkrzyknął Jaz, przepychając się w stronę tańczącego kochanka. Miał szeroki uśmiech na ustach. Dawno nie był w takim tłumie, nie czuł wokół innych ciał, nie był tak tym wszystkim miażdżony i obserwowany z bliska.
Kiedy Marvin go dostrzegł, uśmiechnął się lekko, ale bardzo kusząco i położywszy dłonie na ramionach dwóch mężczyzn, rozsunął ich płynnie na boki. Potem stanął przed Jazem i objąwszy go za szyję, otarł się o niego klatką piersiową i kroczem.
— Mmmm… — zamruczał mu nisko do ucha i polizał jego płatek.
Jaz od razu położył mu jedną dłoń na biodrze i odchylił się gładko od jego ust. Zaczęli swój własny, prywatny taniec, na który każdy mógł patrzeć, ale na tym się kończyło. Kusili siebie nawzajem, ocierając się ciałami, to odsuwając, aby znowu się dotknąć. Wszystko szło na spontanie.
W tym momencie przykuwali dużo większą uwagę niż trójka tancerzy na swoich podwyższeniach. Nawet Karl tańczący na jednym z nich zwątpił w siebie, kolejny raz tego samego dnia. Miał na sobie jedynie ciasną, srebrną bieliznę, a przyciągał mniej wzroku niż w pełni ubrani Jaz i Marvin. Chyba powinien do tego przywyknąć. Albo to zwyczajnie goście klubu woleli takich facetów jak ta dwójka. Ale i tak się dziwił, bo przecież na stronach porno filmiki z twinkami miały dużą oglądalność!
W tym czasie Dean krążył po klubie, szukając kogoś, kto by go zainteresował. Chwilę nawet eksperymentował z jednym z facetów, ale ten jakoś nie wydawał się przekonany, aby położyć mu dłoń na biodrze czy cokolwiek innego od chwili, jak tylko zobaczył jego zęby. Dean osobiście je uwielbiał, więc nie rozumiał, co ludzie do nich mieli. Olał więc kolesia i odsunął się z wdziękiem. Bujał się potem chwilę do rytmu, ale albo się starzał, albo nie był to jego dzień, aby się wczuć w rytm. Co prawda nawet kiedy nie wykazywał znacznego entuzjazmu jak w tej chwili Marvin i Jaz, to i tak przykuwał wzrok. Ruszał się, ogólnie mówiąc, dobrze. Czuł muzykę, ale chyba był za mało małomiasteczkowy. Darował więc sobie zabawy po tym, jak jakiś bardzo dziwny jegomość się do niego doczepił. Mający maksymalnie dwadzieścia lat i zachowujący się jak fan 4chana.
Przy barze napił się, tym razem jednak jakiegoś mocniejszego drinka, aby nie latać co pięć minut do kibla po piwie i… zawahał się. Dopił do końca swój alkohol i ruszył do schodów prowadzących do strefy już niedozwolonej dla klubowiczów.
Gdy przeszedł się przez metalowe podwyższenie, mając tym samym niezły widok na całą salę, zobaczył krótki, ciemny korytarzyk, a przy nim dwa pomieszczenia. Jeden miał plakietkę „Archiwa i dokumenty. Wstęp surowo wzbroniony”, a drugi „Harley Bunch. Manager”.
Stanął pod tymi drugimi, opierając się tuż obok nich o ścianę i zapukał, odchylając rękę na bok i trochę do tyłu.
Harley musiał już ze swojej wycieczki po kawę wrócić do biura, bo po chwili Dean usłyszał ciężkie kroki i drzwi się otworzyły. Gdy manager go ujrzał, uśmiechnął się jednym kątem ust, bo drugi nie był za bardzo ruchomy.
— Mogę w czymś pomóc?
— Tak się właśnie zastanawiam… — Dean dalej stał oparty o ścianę z luźnym wyrazem twarzy. — Czy powiedzieć, że zgubiłem wizytówkę, którą jednak mam nadal w spodniach, czy że przyszedłem sprawdzić plotki o managerze tego lokalu.
— A jakie to plotki krążą? Może mogę rozwiać wątpliwości — odparł mężczyzna. Wydawał się być starszy od Deana i dużo mocniej od niego zbudowany, choć zdecydowanie nie wyższy. Miał ciemne, głęboko osadzone oczy, a włosy po bokach krótsze, za to szeroki pas na górze był dłuższy i zaczesany w tył. Były znacznie ciemniejsze niż te Deana.
— Wstyd mówić tak na korytarzu… chociaż też może źle robię. W końcu nie wiem, co myślisz o takich donosicielach — Dean kontynuował tę zawiłą, słowną grę, która miała tylko doprowadzić do sytuacji bardziej intymnej i pasującej bardziej do darkroomu niż biura. Nie mógł ukrywać przed sobą, że szukał dziś seksu i liczył, że nie zostanie odprawiony z kwitkiem.
Harley zacmokał z udawanym zatroskaniem.
— Jak o donosach, to nie na korytarzu — przyznał mu rację i gestem swojej dużej, naprawdę dużej dłoni zaprosił go do pomieszczenia.
Dean miękko oderwał plecy od ściany i z dłońmi w kieszeniach wszedł do środka. Przy okazji pozwolił sobie jeszcze raz dokładnie zmierzyć spojrzeniem mężczyznę.
Garnitur dobrze na nim leżał, a szeroki krawat dodatkowo wydawał się sprawiać, że jego postawa była większa. Biuro jednak nie było ogromne. Na środku stało poszarzałe biurko, zawalone papierami. Pod ścianami regał z książkami i kilkoma zdjęciami sportowców. Do tego granatowy, całkiem miękki dywan i dwa czarne fotele pod ścianą. Oświetlenie stanowiły trzy niewielkie reflektory podwieszone w rogach biura.
Dean rozejrzawszy się, usłyszał zamykanie drzwi, a potem poczuł zapach męskich, dość ciężkich perfum. Gdy się obejrzał, Harley wyciągnął powoli dłoń do jego ust i kciukiem przesunąwszy po jego górnej wardze, odchylił mu ją delikatnie.
— Dobrze widziałem — stwierdził na widok ostrego uzębienia.
Dean uśmiechnął się kącikiem ust, nie odsuwając się. Patrzył tylko trochę w dół na postawnego mężczyznę, jakoś odruchowo wyobrażając sobie jego dłonie ściskające się na jego ciele. Właśnie tego zazdrościł Marvinowi. Miał na wyciągnięcie ręki własnego, dużego, seksownego chłopaka. Przez pamięć przeleciał mu ten moment, kiedy Jaz go uniósł.
— I co myślisz? — spytał trzeźwo, a raczej na tyle trzeźwo, na ile pozwalał mu stan lekkiego upojenia.
— Myślę… — Harley lekko zmrużył oczy, przekręcając przy tym głowę i przyglądając się kłom — że lubisz ostro — skończył, raptownie pchając go w tors, przez co Dean dosłownie wpadł na biurko. Nie zdążył się podeprzeć dłońmi, które początkowo trzymał w kieszeniach spodni. Nim je wyjął, aby się podnieść z blatu, na który upadł, został znowu do niego przytrzaśnięty ręką managera klubu. Ten wisiał nad nim, patrząc twardo w jego jasne tęczówki.
Dean sapnął, po czym przygryzł dolną wargę swoimi ostrymi kłami.
— Może… Chociaż bez przegięć. Jestem za chudy, aby wystarczająco szybko schodziły ze mnie siniaki. A nie lubię wyglądać jak śliwka. Nie pasuje mi to do oczu — odparł, samemu sięgając już do jego spodni i szczupłymi palcami przesuwając po kroczu. Materiał to maskował, ale wyczuł tam niemałą wypukłość.
Harley za to wyciągnął kolano i rozsunął nim nogi Deana. Bardzo szeroko. Mając teraz pomiędzy nimi wolną przestrzeń, stanął bliżej i wsunął mu dwa palce do ust. Złapał go za rozcięty język i uśmiechnął się tym swoim półuśmiechem.
— Złapana żmija — rzucił cicho i nie puszczając jego języka, ukąsił go w szyję.
Dean stęknął cicho, mocniej dotykając krocza mężczyzny. Drugą rękę położył na ramieniu managera, nie spuszczając spojrzenia z jego głowy. Poruszył też językiem, ale nie na tyle, by się wyrwać, a by dotknąć drugą jego połową palca, który trzymał pierwszą. Był świadomy tego, że jakby zatrzasnął zęby, to ugryzienie byłoby naprawdę bolesne. Trzymał więc usta szeroko otwarte i napalał się z zadowoleniem, że tak szybko poszło, że mężczyzna zrozumiał bezbłędnie, po co tu tak naprawdę przyszedł.
Czuł usta i nos mężczyzny przesuwające mu się po szyi. Potem wreszcie ten się uniósł i puścił jego język, ale nie wyciągnął palców z jego ust. Przytrzymał nimi język piromana na dole, przez co jego ślinianki mocniej pracowały i nawilżały mu palce. Do tego poruszył biodrami, zachęcając go do rozpięcia spodni. Wiedział, że ma dużo pracy i może sobie pozwolić jedynie na szybki numerek, ale liczył, że ten będzie dobry. Dean wyraźnie go zainteresował.
Były tancerz już obie dłonie skierował do jego spodni i rozpiął je sprawnie, bez oporów. Nawilżył też jego palce, obejmując je z obu stron swoim językiem, który był niesamowicie sprawny i zwinny.
Harley mruknął nisko na pochwałę i gdy już miał rozpięte spodnie, odsunął się i wyjął palce w ust Deana. Były całe mokre od śliny. Manager uniósł dłoń i poruszył nimi sugestywnie, uśmiechając się przy tym.
— Wypnij się — polecił krótko.
Dean skinął głową, uniósł się i zgrabnie zsunął się z biurka, aby zaraz potem znowu się na nim położyć, na tych wszystkich papierach. W międzyczasie rozpiął jeszcze spodnie i wystawił się do prawie obcego faceta.
— Tylko nie zapomnij w tym wszystkim gum — uprzejmie przypomniał, rozsuwając nogi, aby być bardziej na wysokości krocza Harleya. Ten był w końcu od niego niższy, nie było co mu utrudniać.
— Jest jedna w pudełku na długopisy, podasz mi zaraz — odparł manager i jedną ręką obsunął mu w dół spodnie razem z bielizną. Tylko pod pośladki, by zrobić sobie dostęp do jego wejścia. Na nim też od razu Dean poczuł wilgotne palce, które wdarły się w niego powoli, ale pewnie. A do tego dołączyła druga dłoń Harleya, która zacisnęła się na jego pośladku i ścisnęła mocno.
Dean obnażył swoje zęby i odetchnął nisko, bardziej się do niego wypinając. Sięgnął w tym samym czasie do wspomnianego pudełka. Prezerwatywę znalazł bez problemu.
— Umm… Tylko jedna? A wieczór jeszcze taki młody… — wydyszał, przyzwyczajając się do rozciągania.
— Pracuję. Dlatego jedna, by nie kusiło — odparł Harley, pochyliwszy się nieco. Złapał Deana za warkocz i odchylił mu mocno głowę na kark. — Choć takich jak ty nie ma wielu — dodał, polizał go po policzku i poruszył palcami w przód i w tył, pieprząc go nimi.
Policzki Deana były już mocno zaróżowione. Wszystkiemu była winna jego karnacja.
— Prawdzi… wa… dbałość o klienta. Dopieści, pochwali… — wydyszał ciężko. Lubił dużych facetów i seks. Nie hamował się, korzystał z przyjemności, jaką dawały mu palce.
Te jednak w końcu opuściły jego tyłek, a Harley wyciągnął mu z dłoni gumkę. Przez moment Dean nie słyszał nic, aż nie poczuł wreszcie główki penisa na swoim pośladku. Jak ta poklepuje go po nim i… miał wrażenie, że członek był ciężki. Czyli duży. Nawet bardzo.
— Nie gadaj tyle, wężyku, tylko się rozluźnij — rzucił Harley nisko, rysując jakieś kształty penisem po jego pośladkach i co raz ocierając się nim o rowek.
— Nie, czekaj. — Dean uniósł się na rękach, odwracając głową do tyłu. Chciał zobaczyć, czy plotki były prawdziwe. Nie tylko poczuć. — Pokaż.
Harley przekrzywił głowę pytająco, po czym stanął bardziej z boku Deana. Miał już rozluźniony krawat i wyciągniętą ze spodni koszulę. Oraz… wystającego z bielizny wielkiego penisa. Nie dość, że był długi, to jeszcze gruby i żylasty. Jak to powiedział barman, „monstrum”. Do tego krocze było dość mocno owłosione.
Dean oblizał się swoim rozdwojonym językiem.
— Faktycznie te plotki są prawdziwe. — Uśmiechnął się, znowu kładąc się na biurku. Jedną dłonią sięgnął do swoich pośladków, aby chociaż jeden odchylić na bok. Wiedział, że na pewno zaboli na początku, ale jakby się tego bał, to nigdy nie przecinałby sobie języka, czy robił innych szalonych rzeczy.
— Takim plotkom nie zamierzam zaradzać — odparł Harley, znowu stając przy jego tyłku. Rozchylił usta i pozwolił ślinie spłynąć po języku w dół, pomiędzy pośladki Deana. Rozsmarował ją jeszcze po jego dziurce i dopiero naparł główką kilka razy, naciągając wejście coraz bardziej i bardziej. Wreszcie przepchał czubek, równocześnie trzymając w stalowym uścisku biodro drugiego mężczyzny.
Dean zasyczał, a w końcu stęknął głośno, pozwalając uciec powietrzu wstrzymywanemu w płucach przez usta.
— O… kurwa…! — jęknął, kładąc czoło na skraju biurka. Przechylił kilka razy głowę to na prawo, to na lewo, oddychając płytko i samemu też mocno wbijając palce zarówno w swój pośladek, jak i skraj mebla, na którym leżał. Nie mógł znaleźć sobie wygodnej pozycji, kiedy wszystkie myśli skupiały mu się na własnym tyłku i penisie tego faceta.
Harley powoli, ale nieustannie napierał na niego dalej. Przez ściany słyszeli głośną, acz stłumioną muzykę i jej pulsujące dźwięki. Reflektory w biurze dodawały specyficznego klimatu, a jedna z dłoni managera przesuwała się po plecach piromana i trzymała go, jakby pilnowała, czy się nie poderwie. A ten wielki członek wchodził i wchodził w niego, rozpierając jego wnętrze.
Gdy tylko dotarł do końca, mężczyzna na biurku był na niego niemalże nabity i aż nie miał siły się ruszyć. Miał za to lekko wilgotne oczy i wrażenie, że jak tylko drgnie, zepnie się czy cokolwiek innego, to coś w nim pęknie. Czuł też śmieszną jak na ten moment potrzebę wiedzieć, gdzie ten koleś kupuje kondomy. Czy gdzieś normalnie na mieście, czy musi robić wycieczki do sex-shopu, czy przez Internet. Jego penis był olbrzymi na tyle, że Dean ledwo oddychał, wiedząc przy tym, że czuć go będzie w sobie potem bardzo, bardzo długo. Uśmiechnął się do tej myśli na siłę. Chyba właśnie miał w sobie swojego największego.
— Wymiękasz? — po chwili usłyszał przy uchu i znowu poczuł ten mocny zapach Harleya. Mężczyzna zafalował biodrami na razie powoli, choć i tak ten subtelny ruch wydawał się poruszać całym wnętrzem Deana.
Ten stęknął głośno i położył głowę, aby z ukosa widzieć twarz managera.
— A czę… często to robią? — odparł pytaniem na pytanie.
— Zdarza się. Na dziewice nie mam szans. Ale ty nie jesteś dziewicą — Harley odpowiedział z pewnością, kładąc mu dłoń z boku twarzy i przesunął kciukiem po jego piegach pod oczami. Po tym zaczął już płynnie i równo się poruszać, dociskając za każdym razem do końca.
Dean na chwilę musiał przymknąć oczy. Obnażył do tego swoje zaciśnięte, ostre zęby. Nie był dziewicą, ale koleś był ogromny! Nigdy nie miał w sobie takiego i jakkolwiek ten niesamowicie dociskał jego prostatę i napełniał, aż brakowało tchu, to na bardzo szybki numerek się nie nadawał. No, chyba, że lubiło się fisting.
Co jednak złagodziło dyskomfort, nadeszło niedługo później, gdy Harley stanowczym szarpnięciem odsunął jego biodra od krawędzi biurka i chwycił jego penisa w swoją dużą, proporcjonalną do penisa dłonią. Poruszał nią po nim szybko i pewnie oraz mocno ruchał Deana swoim wielkim członkiem. Może wyszedł z założenia, że skoro Dean sam do niego przyszedł i sam się o to prosił, to mógł. Pieprzył go więc bez zawahania, dbając jednak o to, by i jemu było dobrze.
Mimo że piroman nie wyglądał na utopionego w czystej rozkoszy, to i tak było mu przyjemnie. Czuł podniecenie, co prawda pomieszane trochę z bólem, ale był tym wszystkim miło zmiażdżony. Jak podczas tańca, kiedy mięśnie już pieką od przemęczenia, a i tak dalej się tańczy, będąc owładniętym rytmami, które teraz były mocnymi pchnięciami bioder Harleya.
— Mmm… Taa… Ta… — wychrypiał, na początku nie mogąc wydobyć głosu. Chciał jednak temu bykowi nad sobą pokazać, że nie jebie go tylko po to, aby skończyć, a też dlatego, że jemu daje przyjemność. Mocną, dudniącą przyjemność, od której mieszały się zmysły i poczucie świadomości.
Harley uśmiechnął się do siebie niesparaliżowanym bokiem ust i pochylił się do piromana, niemalże w nagrodę odwracając za warkocz jego głowę i całując w usta. Mocno, pewnie i bardzo zwierzęco. Sapnął nawet przy tym, roztaczając silniej swoją nieco ziemistą, ciężką woń.
Dean od razu westchnął i nawet sam się podciągnął w górę, wyginając mocno plecy. Odpowiedział na pocałunek, splatając z językiem managera swój rozdwojony do połowy. Lubił takie dodatki w zwykłym jebaniu. Nie należał do tych wyznających teorię, że całuje się tylko z kimś bliskim. Pocałunki były pieszczotami, a on lubił takie małe hedonistyczne drobiazgi.
Harley odsunął się na dosłownie sekundę, by skomentować jego język.
— Sprawna żmija. Fajna. — Po tych słowach znowu go pocałował, wciąż trzymając sobie jego głowę za warkocz i pieprząc go w stałym rytmie. Jego penis już mocno pulsował, bliski końca. Tym bardziej, że mężczyzna się nie hamował.
Dean nieco się tego bał, bo jemu jeszcze trochę brakowało do końca. Może na początku za bardzo nie umiał wyciągać z tego seksu tylko przyjemności. Nieważne, miał nadzieję, że Harley go ot tak nie zostawi albo co gorsza nie wyprosi zaraz po skończeniu. Nie lubił sobie zwalać w jasnych, śmierdzących środkami czystości, klubowych kiblach. Chyba że już w darkroomie kogoś by na szybko znalazł. Uwaga mężczyzna napawała go jednak pozytywnymi myślami. Całował się z nim, co raz tylko odrobinę odwracając głowę, aby jęknąć głośniej czy złapać oddech.
Harley obchodził się z nim bardzo pewnie. I kiedy z głośnym pomrukiem doszedł w gumkę, wykonawszy kilka ostatnich, silnych pchnięć, nie zostawił Deana samemu sobie. Wysunął się z niego, odwrócił, tak że ten leżał na plecach na tych wszystkich papierach i wsunął mu już delikatniej dwa palce w odbyt. Znalazł jego prostatę i zaczął ją przyjemnie masować, przy równoczesnym pieszczeniu jego penisa drugą dłonią. Patrzył na niego z góry ze spełnionym i już spokojniejszym spojrzeniem.
Dean złapał się dłońmi za skraj biurka za głową. Oblizał kilka razy usta, patrząc spod rzęs to na mężczyznę, to na swojego penisa. Tak, tego na koniec było mu trzeba. Chociaż teraz z tymi palcami w środku czuł się taki strasznie pusty. W tym wszystkim, to co mogło zaskoczyć Harleya, to pod jakim kontem nogi mężczyzny przed nim były rozłożone. Dean miał je zgięte w kolanach i uniesione. I jak to było nawet normalne, tak kąt był już ponad przeciętną. Nie było wątpliwości, że bez problemu może zrobić szpagat, nawet jeśli teraz uda blondyna były blokowane przez przeszkadzające im obu spodnie.
Wyraźnie się to podobało managerowi. Choć jakby było przeciwnie, to pewnie nie pracowałby tam, gdzie pracuje. Dlatego też jego ciemne oczy prześlizgiwały się po całej postaci Deana łakomie. Doprowadzał go na szczyt masażem wnętrza i masturbacją. Robił to niespiesznie, najwyraźniej tylko z własnym orgazmem się nie hamując, a jemu zamierzając dać tyle czasu, ile potrzebował.
Dean na szczęście dla jego czasu pracy w końcu zaczął czuć zbliżający się orgazm. Dał temu wydźwięk swoimi głośniejszymi i częstszymi jękami oraz ruchami bioder i ciała powyżej. Zupełnie jakby tańczył taniec brzucha na blacie biurka.
— Ooo… cho… oo… Już… Zaraz…
Harley nie skomentował, tylko kontemplował jego falujące ciało i zaczął mocniej pieprzyć go palcami. Nie zważał na to, że kilka dokumentów właśnie upadło na ziemię, a poziom niżej tańczyły dziesiątki ludzi.
Dean już zacisnął oczy na koniec i w końcu doszedł z niskim, gardłowym pomrukiem. Jego ciało przy tym wyprężyło się i spięło, aby po chwili zadrżeć.
Harley wysunął z niego palce i wyrzuciwszy jeszcze kondom do kosza w rogu pokoju, zaczął doprowadzać się do porządku.
— Serio już nie tańczysz? — zapytał przy tym, wyraźnie wracając myślami do tego, jak się przed chwilą poruszał.
Dean jeszcze sekundę leżał na biurku, po czym zsunął się z niego. Ściągnął nos, pokazując zęby, kiedy lekko zapiekło.
— To trochę bardziej skomplikowane, aby odpowiedzieć „tak” albo „nie” — odparł, już chcąc podciągnąć spodnie. Zatrzymał się jednak. — Masz chusteczki? — Zerknął jeszcze na Harleya.
Ten poprawił krawat pod szyją i skinął głową. Podszedł do biurka i wyciągnął z szuflady całą paczkę. Rzucił ją Deanowi i poprawił palcami włosy, zaczesując je do tyłu.
— Już miałem zapytać, czy znacie się z Marvinem z jakiejś szkoły tańca, ale z tego co wiem, on do żadnej nie chodził.
Dean westchnął do siebie, zastanawiając się, ile powinien powiedzieć. W międzyczasie wytarł swojego penisa i tyłek. Nie krępował się przy tym w ogóle przed mężczyzną. Kolejną świeżą chusteczką otarł zgrzane ciało.
— No, nie chodził. Razem kiedyś tańczyliśmy, on by powiedział, że go uczyłem, ale to trochę za dużo powiedziane. No, a potem kilka rzeczy nie wyszło i musiałem przestać. Teraz ciężko jest wrócić do tego, co było — wytłumaczył w końcu na tyle, na ile uznał za stosowne.
Harley tylko pokiwał głową i podszedł do niego. Musiał lekko się unieść, co było zabawne przy jego posturze, ale pocałował Deana z zaskoczenia, wsuwając mu na chwilę język do ust. By poczuć ten jego, rozdwojony i przesunąć własnym po jego zębach.
— Niezłe dodatki — skomentował i dodał już normalnie: — A jak ty uczyłeś Marvina, to pewnie rozmawiam z całkiem niezłym tancerzem.
— Nie jestem pewien, czy uczeń nie przerósł już mistrza — odparł Dean i uśmiechnął się lekko. Całus był przyjemny. Szczególnie, że niejednokrotnie odczuwał, jakby to jego tyłek był bardziej atrakcyjny niż usta. — Jednak dzięki. Za to — cmoknął go krótko — i za to. — Dotknął szczupłym palcem jego krocza. — A teraz może już nie będę przeszkadzał takiemu zapracowanemu człowiekowi. Już dość narobiłem bałaganu. — Zaśmiał się, zerkając na biurko, na którym papiery były w naprawdę dużym nieładzie. Część nawet pogniotła się do niemożliwości, więc skrzywił się, czując się trochę winny, ale tylko trochę. W końcu nie musieli robić tego na biurku.
— Posprząta się. Wolę zapach seksu niż kadzideł — odparł Harley, wsuwając jedną dłoń do kieszeni garniturowych spodni. — I też dzięki za seks. Zapraszam do klubu znowu, jeśli na dłużej zostajesz w mieście.
— Zobaczę, ile jeszcze będą chcieli mnie gościć, ale na pewno jeszcze z raz tu zawitam. I… — Chwilę się zawahał. — Może skuszę się też na tę propozycję pokazania… ekhem, miasta, jeśli to nadal aktualne — zaryzykował, samemu do końca nie wiedząc, czemu to robi. Może dlatego, że manager klubu był jak na razie najciekawszym i największym facetem, na jakiego tu trafił. Nie lubił długo żyć w abstynencji.
Harley zmierzył go wzrokiem z uznaniem i znowu uśmiechnął się lekko.
— Miałeś go w sobie i chcesz jeszcze raz… Doceniam. To będę musiał posprzątać i zapalić w kominku — stwierdził, nieświadom „ognistych” zapędów drugiego mężczyzny.
Dean za to, słysząc ostatnie słowa, uśmiechnął się głupio, jak pięciolatek, który zobaczył olbrzymi prezent pod choinką. Powstrzymał się jednak równie szybko, starając się nie szczerzyć.
— To odezwę się i… — Przełknął ślinę, wiedząc, że to dziwnie zabrzmi. — Będę mógł sam rozpalić?
Harley zaśmiał się krótko.
— Nie ma problemu. Jak zgubisz wizytówkę, Jasper i Marvin mają mój numer. A teraz spadaj, wracam do pracy — dodał na koniec, ale nie nieuprzejmie, a z sympatią. Wyraźnie coś musiało mu się spodobać w Deanie, bo patrzył na niego w bardzo pozytywny sposób.
— Jasne, szefie — Dean odpowiedział z uśmiechem na twarzy i wyrzuciwszy jeszcze do kosza brudne chusteczki, wyszedł z biura. Puścił na do widzenia oczko mężczyźnie.
Był podekscytowany myślą o kominku. Podpalanie koszy na śmieci to jedno, ale kominek miał w sobie taki naturalny urok i kulturalną formę.
Z podwyższenia już zobaczył, że Jaz i Marvin przestali się ruszać na parkiecie. Ten drugi właśnie podążał w kierunku toalet. Karl za to również uchwycił wzrokiem Deana, wywijając tyłkiem na podeście i sapnął krótko. Wyraźnie wciąż pamiętał to, czego się o nim dowiedział, a raczej co wyczytał niegdyś z gazet.
Dean wypatrzył jeszcze w tłumie Jaspera, który wrócił do baru. Przeciągnął się jak kocur i zszedł do niego na dół, mocno czując, jaki jest rozciągnięty i lekko naruszony przez tego wielkiego kutasa. Na swój sposób mu się to podobało. Zresztą, facet miał podobno tylko jedną gumkę, więc jeśli nie kłamał i jest singlem, to dzisiejszej nocy jego wielki potwór był tylko jego. Łechtało to przyjemnie nawet tak rozwiązłe libido, jak jego.

17 thoughts on “No Exit – 17 – Monstrum

  1. Katka pisze:

    Basia, Ethan chyba po prostu lubi ploteczki XD Na pewno z równą emfazą rozmawia z innymi o Marvinie, Jazie czy Karlu. No ale tak, to Deanowi się trafiło zapoznanie z tą wielką osobistością w spodniach Harleya XD Dzięki za wenę! :D

  2. Basia pisze:

    Witam,
    ;] jednak Jasperowi udało się dostać do tego kółeczka, odniosłam wrażenie, ze Ethan jest zainteresowany Harleyem, ale to właśnie Dean miał okazję przekonać się, czy Harley naprawdę ukrywa „monstrum”, może jednak na o wiele dłużej zostanie w mieście…
    Multum Wam weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko

  3. Katka pisze:

    Saki, miło, że nadrabiasz komentarz :) Widzę, że ogólnie Was zaskoczyłyśmy tym sparowaniem. Pewnie przez to, że Harley był właśnie taką cichą postacią, ale to ma swoje plusy, nie jesteśmy aaaaż tak przewidywalne XD A czy Harley pozwoli mu zapalić w kominku? Cóż, nie wie, czy ma się czego bać, w końcu Dean nie chwalił się swoją piromanią. Co do Karla – przyznam, że jakkolwiek może irytować, tak cieszy nas, że właśnie jest taką szarą postacią. Ni to dobrą, ni to złą i jesteśmy ogólnie zadowolone z jego kreacji :) No i widzę, że masz co nadrabiać, ale to dobrze, nie musisz aż tak czekać na jakiś tekst ;) A do SV zachęcam, jest więcej pozytywnych opinii niż negatywnych ;) Dzięki wielkie za komentarz i pozdrawiamy :)

  4. saki2709 pisze:

    Przeczytałam już tak ddawno i nie miałam czasu skomentować. A że teraz mm chwilę, to naskrobię co pamiętam. Rozdział jak zwykle super. I kompletnie nie spodziewałam się takiej kombinacji. Kombo Dean x menago podoba mi się dużo bardziej niż Dean x Karl (który swoją drogą z rozdziału na rozdział wkurza mnie coraz bardziej, ale nie potrafię go znielubić, co jeszcze bardziej mnie wkurza, bo nie mogę sobie wyrobić zdania na jego temat. Niech on się w końcu ogarnie). Nie spodziewałam się kompletnie takiego rozwinięcia akcji i brałam pod uwagę Karla, bo nawet on częściej występował w opowiadaniu niż przewijający się w nim sporadycznie menedżer klubu. No i kto by pomyślał, że facet chowa takiego potwora w spodniach XD Dean’a tak szczerze widziałam na górze, ale taka opcja też do niego pasuje. Może nawet bardziej ;p Ciekawe, czy menedżer pozwoli mu zapalić w kominku XD
    Ja wiedziałam, że ten języczek to Dean ma uzdolniony i chętnie poczytałabym, do czego jeszcze jest zdolny XD
    Czekam na następny rozdział z niecierpliwością, le nie wiem, kiedy będę miała czas go przeczytać. Jeszcze mam do nadrobienia jeden FDTS i epilog z ATCL (puaczę, że to już koniec części. Teraz będzie trzeba długo czekać na następną część). Co do nowego opka, to nie wiem, czy będę go czytać (nie że w ogóle, ale na razie, bo ne czytałam SV).
    To chyba tyle.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  5. Katka pisze:

    Kaczuch_A, oj, na pewno nie wszystkie najlepsze partie to geje! Są jeszcze biseksy, które wybrały bycie z facetem XD Marne pocieszenie, haha, no ale coś w tym jest. I jak widzisz po tym, jak mało mamy przegiętych gejów, my też raczej wolimy tych z dawką testosteronu, niemniej czasem fajnie napisać coś z takim typem, bo jest ciekawie i różnorodnie. Choć nie wiem, jakby się pisało seks XD Jeszcze nie próbowałyśmy.

  6. kaczuch_A pisze:

    Shivunia, bardzo, ale to bardzo im dobrze życzę. Jakiś prywatny pokazik tańca naszej żmijki przy kominku dla szefuńcia~! O tak, to jest dobre~! xD

    Tak Karl podsyca napięcie, wywołuje u mnie niepohamowane napady agresji xD Orwell, jego przemilczę, bo to już jest szczyt szczytów.

    Fakt Patsy i Chris są przeraźliwie różni, ale najbardziej mnie irytuje ich prezencja, takie chłopięce dziewczynki, albo gorzej mówiąc przegięte ciotki. Wolę jak gej wydziela trochę testosteronu. Ale to tylko taka moja osobista dygresja.

    Jazz to chodzący, zmaterializowany ideał faceta, w seksownym ciele, ale jak zwykle najlepsze partie to geje xD z Jasonem to samo i Ryanem i długo by wymieniać xD

  7. Katka pisze:

    O., hehe, no u szefa, który jak widać chował asa w kieszeni XD Kto by się spodziewał, że ma tam takiego potwora :) No i biedna jesteś, że Cię ten trójkąt prześladuje. Co to będzie, jeśli pojawi się w faktycznie w jakimś rozdziale. A czy żmijka się umie zachowywać… no to się okaże, bo pan manager raczej nie chce niebezpiecznych niespodzianek…

  8. O. pisze:

    Na początku myślałam, że to monstrum to będzie w spodniach Deana… Jakże miła była niespodzianka, że to u szefa xD I że nie było (jeszcze?????) trójkąta <3333 Normalnie mogę hasać jak sarenka ! <333333
    Ten kominek to chyba nie jest dobry pomysł…Chyba, że nasza Żmijka umie się jednak zachować wśród ludzi… xD

  9. Shivunia pisze:

    kaczuch_A >>Och jak miło czytać, że ci się spodobali. I że tak dobrze, przynajmniej według na pewno jednej osoby z No Exit, im życzysz. I kominek.. co by nie mówić, kominek jest kuszący. Dean luuuubi kominki hehehe. Więc jest nadzieja na kominek ;D
    Zabawne, że Patsego i Chrisa zawsze bierze się w jednej grupie. A przy tym uważam ich za dużo bardziej różne od siebie osoby niż nasze byczki opowiadaniowe. Chociaż… jak tak teraz myślę, nie mam jakiś dobrych przykładów postaci które można by było wrzucić do jednego worka a jednak nie robi się tego tak jak z ciotkami ;p Niewaaażne
    Karl to Karl… z nim nie jest tak jak z Orvelem czy Jasperem, że ten jest zły, ten jest dobry. Mam nadzieje, że dzięki temu podsyca napięcie ;) A Jaz… oh, też się porozklejam hehehe. I takiego Jaza mogła bym brać nawet takiego, byle by nigdy nie trafił mu się po drodze jakiś Marvin i będzie git ;p

  10. kaczuch_A pisze:

    Dean i Harley~! Kocham ich i uwielbiam. Chcę więcej tych panów :3 by było między nimi miło, przyjemnie, by były smexy i chcę bardzo o nich czytać. Przypadli mi do gustu. I kominek <3 Chcę akcję przy kominku z tymi samcami w rolach głównych~!

    I nie lubię takich przegiętych ciotków, po prostu takie istoty mi nie leżą, tak bardzo ;/ Patsyego i Chrisa za nic nie polubię. A co do Karla, jak na początku wywołał u mnie jakiś tam promyczek sympatii, tak przez tą całą akcję z filmem, etc stracił wiele i jak tylko przeczytam coś na jego temat, to mam ochotę mu przyjebać.

    Jaz jest zbyt zajebisty, jest ideałem po prostu niech mi się taki, tylko hetero zmaterializuje i 'mój ci on' xD. I nadal nie jarają mnie faceci w szpilkach xD

  11. Katka pisze:

    Ash, hehe, czy z Harleyem i Deanem będzie coś więcej – się okaże, na razie są umówieni na „zwiedzanie miasta” XD Zobaczymy, czy jakoś się to rozwinie i czy w ogóle oni chcą, by się rozwinęło. A co do Chris vs Patsy – właśnie to jest dziwne, że mamy dwóch ciotków i obaj nie są normalni XD Ale tak, różnią się, mam wrażenie, że Patsy jest bardziej wyrafinowany i na pewno jest bardziej inteligentny niż Chris. Sama nie wiem, którego typa się bardziej bać XD Pozdrawiamy cieplutko :)

  12. Ash Alex Sugar pisze:

    Szczerze, to jak tylko Harley upatrzył Deana, to wiedziałam, że coś między nim będzie i… czyżby na dłużej? xD I czy przygoda na dłużej, czy też na dłużej-dłużej? :D Zobaczymy, zobaczymy, jestem ciekawa xD
    Sam Dean jest ogólnie bardzo ciekawą postacią :D
    (nie wiedziałam, że będzie na dole w sumie T.T ale może nie będę z siebie robiła gimbusa, komentując jakoś szczególnie sam seks… xD)
    Poza tym… czekam dalej na rozwój akcji, nic się wielkiego nie działo ;c
    Wiem, powtarzam się, nie przejmujcie się tym, Shiv, Kat xD
    To nie znaczy, że mi się nie podoba, ja po prostu czasem muszę pomarudzić xD
    Jasper jest cudowny, chociaż go tu nie było, ale zawsze jest i to pod każdym rozdziałem trzeba podkreślić :D
    Hm poza tym Karl – bardzo dobrze, że się bo i bardzo dobrze, że się czuje mały. Mały, głupi, śmierdzący… *mamrocze obelgi*
    ;3
    No oby jeszcze bardziej nie namieszał -.-
    Hm, Orvel jest ch*jem i ch*jem będzie, to nie podlega dyskusji i nie sądzę, żeby miał cokolwiek w głowie zaskakującego czy nieprzewidywalnego. Ale jestem bardzo ciekawa spojrzenia na całą sprawę ze strony Patsy’ego. Nie lubię go, ale wydaje się nie być taki całkiem głupi. Porównując go do Chrisa: niby obaj to wasze (chyba jedyne) ciotki, a jednak są całkowicie różni – odniosłam takie wrażenie. Patsy jest egoistyczny, ale on kurcze myśli xD Znaczy dla chłopaków to źle. No nie wiem, jak to ująć, też jest przygięty strasznie (STRASZNIE T.T gdzie się tacy ludzie rodzą…) ale tamten fragment z jego perspektywy: on jest kurcze przebiegłym gnojkiem… Egoistycznym, ale nie wiem no, w miarę ciekawszym. Na widok Chrisa jedynie załamuję ręce potem się żałośnie śmieję, a tutaj jestem ciekawa, co siedzi w jego głowie – mimo wszytko ;)

    A teraz ”módlmy sięę…” aby ktoś ogarną o co mi chodzi, bo nie chce mi się czytać jeszcze raz, a bywa, że wyrażam się zawile jak Ryan xD
    Oo, jak ładnie udało mi się przejść do tematu! Bo co do Ryana, to pod rozdziałem ;)

    Pozdrawiam <3

  13. Katka pisze:

    Shin97, mimo wszystko ciężko o coś ostrzejszego w biurze, gdzie na dole bawi się masa ludzi, a top ma pałę jak maczugę XD trzeba było troszku uważać, hehe. A w ogóle „krejzol” tak pasuje do Deana, haha. Cieszmy się, że się podobało :D

  14. shin97 pisze:

    Taaaaak! :D Dean i Harley <3 wreszcie beda ostre sexy :P Brakowalo mi tego xD Choc przyznam ze ten sex w biurze nie byl zbyt ostry jak dla mnie :/ ale mam nadzieje ze Dean sie przekona do tego bardziej ostrego sexu np. z siniakami, w koncu jest krejzolem :D Bylabym usatysfakcjonowana :P Dziekuje za poprawe humoru :3

  15. Katka pisze:

    Liv, o jaaaa, no to jesteś jedną z nielicznych osób, które nie polubiły Jaspera XD Większość uznaje go za idealnego faceta (wg mnie słusznie), ale Ty widzisz w tym wadę – z czym broń Boże kłócić się nie będę, bo jak wiele razy wspominałam, super jest czytać skrajne opinie! :D Nie wiem jeszcze na ile to teraz czuć, choć jestem pewna, że do końca opowiadania lepiej pozna się Jaspera, ale wg mnie w dużej mierze to, że wybacza tyle Marvinowi tkwi w jego własnych kompleksach. Ma ich strasznie dużo i czuje się w ogóle jakimś szczęściarzem, że ktoś taki WOW jak Marvin zwrócił na niego uwagę. Więc wybacza, by nie stracić. Ale nie chcę tłumaczyć tego za bardzo, wolę, by dało się to odczuć w miarę czytania. Ale, ale, zaskoczyłaś mnie znowu z tym Patsym, bo jego z kolei nikt nie lubi chyba XD Hahaha, bawi mnie to jakoś XD My osobiście z Shiv na swój sposób go lubimy, bo jest dziwny ze swoim podejściem do sprawy. Hm, a co do Deana, rysunek się pojawi, choć wg mnie nie oddaje jego pełni wyglądu… Może Shiv kiedyś wrzuci swoją wersję, o! Bo kiedyś stworzyła. Jak będzie więcej czasu to poszperamy w naszych bazgrołach w szufladzie i się powrzuca ;) Ale spoko, Deana będzie sporo jeszcze w tym opowiadaniu ;) Super, że go lubisz :D

    Bebok, hehehe, no własnie, wlaśnie, No Exit ma takie dwa człony, w których jednym jest Marvin i Jasper, a w drugim pierwsze skrzypce gra Dean, dlatego własnie poleciłabym się nie zniechęcać na początku, jeśli ktoś nie polubi głównych bohaterów, bo potem może się miło zaskoczyć ;) A co do Harleya – haha, taaak, lepiej bym tego nie ujęła – „cicha postać”. Nie był pisany tak, żeby zwrócić na niego uwagę, przemykał tu i tam i na pewno wydawał się bardzo poboczną postacią. A tu łup! Najzabawniejsze jest to, że to nie był planowany zabieg, a jednak przypadkiem nam ten podryw w klubie wyszedł XD Ale to w sumie długa historia, haha. W każdym razie teraz musisz zmienić wyobrażenie z otyłego gostka po 50tce na inny image XD

  16. Bebok pisze:

    Ooooch! Dean<3 Uwielbiam tego kolesia! Jak na początku "No Exit" było na przegranej pozycji bo nikogo tam specjalnie nie polubiłam tak wraz z pojawieniem się tego wariata opowiadanie nabrało kolorów i aż chce się je czytać. No na prawdę aż się nie spodziewałam! ;D Pewnie misia będzie dupa piekła w najbliższy czasie ;P Ciekawe czy przejdzie mu do kolejnego spotkania z Szefuńciem ;P Harley swoją drogą to taka cicha postać, niby jest ale jakoś nie zwróciłam wcześniej na niego uwagi. Kojarzył mi się z jakimś nieco otyłym gostkiem pod 50 i jakoś teraz mam lekkie wtf xd Bo kompletnie pominęłam tę postać i jestem zaskoczona że jednak odbiega od moich wyobrażeń i co więcej zerżnął mojego Deana! Aż jestem ciekawa zwiedzania jego chaty ;P I lepiej niech się Dean za ten kominek nie bierze ;D
    Fajne było! :D Czekam na kolejny rozdział!

  17. Liv pisze:

    No to jestem na bieżąco, fajnie :)
    Chociaż na początku jakoś nie mogłam się przekonać do No Exit, teraz bardzo mnie wciągnęło. Zwłaszcza, że nie polubiłam specjalnie Jaspera (ech, można się było domyśleć…), a i Marvin nie zdobył mojej ogromne sympatii. Ale już większą, nie jest tak dobry jak Jaz ^^
    Ale najbardziej polubiłam zdecydowanie Patsy’ego (przepraszam, dobrze odmieniłam?) i Deana. Ten pierwszy to taki totalny ciotek, jednak zaimponował mi takim a nie innym spojrzeniem na sprawę tego całego szantażu Marvina. Myślałam, że nie uwierzy, albo zacznie płakać i jęczeć, albo bardzo niemęsko spoliczkuję ukochanego… Ale nie, zachował się całkiem dojrzale, chyba stara się to rozwiązać tak, żeby każdy ucierpiał jak najmniej, a on miał jak największe zyski ;3
    Poza tym, musi uroczo wyglądać, mam ochotę zobaczyć go na żywo tak ślicznie uśmiechniętego. Aż mi się nie chce wierzyć, że przyjaźni się z takim frajerem jak Karl :)
    No a Dean… kozak! Nie będę wymieniać wszystkich rzeczy, którymi mnie rozwalił, bo musiałabym cytować właściwie każdą jego wypowiedź. Chciałabym zobaczyć jego rysunek w postaciach, bo na razie troszkę ciężko mi jest go sobie wyobrazić, zwłaszcza warkocz. Ale uwielbiam te ząbki i języczek, nie mogę się doczekać, aż będzie obciągał menagerowi. ^^ I nie mogę się też doczekać, aż da popis swoich umiejętności i nie mówię tu o tańcu. Też lubię bawić się ogniem, mam nadzieję, że jak Dean zacznie eksperymentować, to skończy się przynajmniej jakimś widowiskowym wybuchem, a najlepiej rozróbą na całe miasto :)
    A Orvel pewnie się przestraszy, nie lubię chujka. Oby nie zawrócił Patsy’emu w główce tak bardzo, żeby wplątać moje cudeńko w jakieś brudy. Zachował się w stosunku do Marvina niemiło, nie szantażuje się ludzi filmami porno z ich udziałem, prawda? No. :)
    W ogóle jakiś czas na początku nie mogłam za bardzo zrozumieć relacji łączących Marvina i Jaspera. Kto w kim pierwszy się zakochał, a jeśli Marvin, to dlaczego się puszczał, takie tam… Ale Jasper jest dla mnie o prostu zbyt wyidealizowany, co za facet (nieważne jak zauroczony) pozwoli partnerowi na wolny związek? I to w jedną stronę? Chuj, a nie facet. ^^ Ale na szczęście Marvin się opamiętał, bo słabo by było, gdyby miarka drugiego tancerza się przebrała. Właśnie, na dodatek występy poszłyby się kochać, co?
    A tak nikt nikogo nie zdradza (Patsy, tak mi przykro), wszyscy sobie pomagają, a ja czekam tylko na Deana i managera raazeem. Buźka!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s