Project Dozen – 17 – Projekty mniejsze i większe

Mark Moss nie kontaktował się ze wszystkimi profesorami prowadzącymi projekt dozen. Głównie rozmawiał z dwójką, w tym Clarkiem Mosesem, z którym był dzisiaj umówiony na spotkanie. Zazwyczaj rozmawiali przez telefon lub skype’a, natomiast dzisiaj, po prawie miesiącu trwania eksperymentu, wreszcie mieli zobaczyć się znowu twarzą w twarz. Tym razem odbyć się to miało w obecności psychologa szkolnego, który wiedział o całym eksperymencie. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że jego pomoc mogła być przydatna, tym bardziej, jeśli chłopcy będą czuli się projektem przytłoczeni.
— Dzień dobry, panie Moses — Mark przywitał się z profesorem pod wejściem do szkoły i uścisnął jego dłoń z oszczędnym uśmiechem. — Zapraszam za mną, spotkanie odbędzie się w gabinecie naszego psychologa — dodał, od razu kierując się z nim w stronę odpowiedniego korytarza.
— Dobrze, nie ma problemu — odpowiedział wysoki, zgolony na łyso mężczyzna w dobrze skrojonym, gładkim, granatowym garniturze. Wyglądał na zadowolonego z tego spotkania oraz wypoczętego, mimo że dopiero co przyleciał samolotem do Wyoming.
Gdy doszli pod drzwi z plakietką „psycholog szkolny”, dyrektor zapukał i wszedł do środka wraz z gościem. Tam, znad biurka od razu uniósł się postawny, ciemnoskóry mężczyzna. Uśmiechnął się do przybyłych profesjonalnie i uprzejmie.
— Dzień dobry, czekałem na panów — zwrócił się do nich, wychodząc im na spotkanie. Najpierw podał dłoń profesorowi, a następnie dyrektorowi. Temu dodatkowo skinął łysą głową.
— Dzień dobry, Foster. — Mark uśmiechnął się do niego i dodatkowo zachęcił Clarka, żeby zajął miejsce na fotelu przed biurkiem. Obok był postawiony drugi, a dodatkowo ten psychologa. — Foster, można skorzystać z twojego ekspresu? Zrobiłbym nam kawę — zasugerował.
— Proszę, proszę. Nie mam nic przeciwko. Pamiętasz gdzie są filiżanki? — spytał jeszcze dyrektora, przechodząc z nim na ty, jak zwykle robił zaraz po powitaniu. Jednocześnie rzucił gościowi uprzejmy uśmiech, przepraszający za przedłużanie.
Clark nie wyglądał, jakby się gdzieś spieszył, czy niepokoił, tylko oglądał gabinet, kiedy pozostała dwójka przygotowywała kawę. Powiedział tylko jeszcze jaką preferuje, aż wreszcie cała trójka sączyła czarny płyn, siedząc przy biurku.
— Dobrze, to może zaczniemy to krótkie spotkanie. Interesuje mnie głównie państwa opinia o uczestnikach, ponieważ macie ich panowie bliżej i możecie ich obserwować lepiej niż my. Kamery jednak wszystkiego nie oddają — profesor odezwał się jako pierwszy, patrząc swoimi wąskimi, bystrymi oczami po dwójce pracowników tej szkoły.
— Żadne z dziesiątki, a nawet z dwunastki, nie było u mnie, aby rozmawiać. Istnieje jednak ogólne przeświadczenie wśród uczniów, że coś się dzieje. Nie konkretnie, że coś zorganizowanego, ale głośno jest na temat konfliktu na linii Jules Fox i Jude Wagner —psycholog odparł, odstawiając swoją filiżankę kawy i pocierając zarost okalający mu usta. Był krótki i równo przystrzyżony na kształt prostokąta.
— Jeden z uczestników, Cody Solt, który prowadzi gazetkę szkolną, też to wszystko dość mocno rozdrapuje. Zresztą, nie tylko to, bo zadanie Jolene z zamknięciem futbolistów czy ośmieszenie Patricka też już obiegło całą szkołę — dodał kwaśno dyrektor, który nie był do końca rad z tego, co się działo.
— Cóż, panowie… — Clark uśmiechnął się lekko i zetknął opuszki palców jednej dłoni z opuszkami drugiej. — Minął dopiero miesiąc, musicie się panowie nastawić, że będzie tego więcej. Nawet jedna tura się nie skończyła, bo jeszcze piątka musi mieć swoje pierwsze zadania. Druga tura będzie już na wyższym poziomie.
— I do czego to dojdzie? Co niby te dzieciaki będą musiały zrobić? Teraz jeszcze wszystko da się odkręcić, bo nikt nie wie, kto za czym stoi. Ale potem? — Foster Craig był zdecydowanie bardziej negatywnie nastawiony do całego eksperymentu. Jednak zgodził się na niego, bo wiedział, że odbędzie się z jego czy bez jego zgody.
— Eksperyment ma zbadać granice młodych ludzi, wychowanych w takich, a nie innych rodzinach, z takimi, a nie innymi cechami. Pan, jako psycholog, dobrze powinien znać przykłady eksperymentów, które posuwały się znacznie dalej. Ten jest prowadzony pod naszym i państwa okiem, więc wspólnie strzeżemy bezpieczeństwa tych chłopców. Ich zadania jednak mają być tajne, więc niestety nie mogę panu ich zdradzić — profesor odpowiedział i napił się kawy.
— Och, tak, oczywiście. I ja jestem na pierwszej linii obrony, jeśli coś durnego strzeliłoby im do tych głów. W ogóle, znam historię, ale jeszcze podjudzanie ich? Za pomocą dwójki monitorów? Mam nadzieję, że jesteście z nimi w stałym kontakcie, aby to nie skończyło się tak, że będą ambitniejsi od was — psycholog szkolny dalej cedził słowa, a mówiąc o Francisco i Sebastianie spojrzał na ojca jednego z chłopaków.
Mark Moss cudem opanował się przed skrzywieniem się. Już po pierwszych trzech zadaniach wyrzucał sobie, że wpakował w to Sebastiana. Nie powinien się godzić na angażowanie go w ten eksperyment. Tym bardziej, kiedy zadanie Patricka Brighta odbiło się na drugim „szczurze”, Francisco Moreno. Wiedział, że kwestią czasu było dostanie się również jego synowi.
— Dostajemy od nich ciągłe raporty na temat obserwacji pozostałych członków projektu — odezwał się Clark. — Sebastian głównie podczas spędzania czasu z Patrickiem Brightem rozmawia o projekcie. Wiemy od nich, jakie panują nastroje wśród członków, czego kamera niestety nam nie pokaże. Ale pan, panie Craig, w razie swoich obaw, może przecież zaprosić ich na rozmowę.
— A nie wspominaliście czegoś w stylu… — czarnoskóry mężczyzna udał zamyślenie — niewtrącania się, jeśli nie ma ku temu podstaw? Że niby mam nie mieszać im w głowach, tylko pozostawić ich samym sobie, aby nie zakłócać waszego eksperymentu? Pan, panie Clark, dobrze wiedział, jakie jest moje zdanie co do tego wszystkiego. Zgodziłem się na to, ale też chcę czegoś w zamian. A dostaję jak na razie nic. A chcę wiedzieć, jakie są postępy.
Przez chwilę dwójka mężczyzn mierzyła się spojrzeniami, a dyrektor się nie wtrącał, bo Clark Moses najwyraźniej zamierzał odpowiedzieć.
— Trudno mówić o postępach, kiedy dotychczas zadania były wyjątkowo trywialne. Ale jeśli pan naciska, skonsultuję się z moimi kolegami i, jeśli by to pana interesowało, dostałby pan dostęp do ich dzienniczków projektu. Myślę, że wgląd w ich osobiste spostrzeżenia powinien pana, jako psychologa, satysfakcjonować.
— Tak, zdecydowanie będzie mnie to bardziej satysfakcjonowało niż siedzenie za biurkiem i oglądanie wyłącznie chaosu, jaki dzieje się w tej szkole — Foster odparł z powagą, jednak wewnętrznie zadowolony, że coś ugrał.
— Dobrze, zatem będziemy w kontakcie.
— Ja mam tylko pytanie, panie Moses… Co, jeśli chodzi o eliminację? — odezwał się dyrektor, który na razie tylko się przysłuchiwał i już zdążył przez ten czas wypić swoją kawę. — Nie wiem, czy mówił pan wraz z innymi profesorami, na czym ona będzie polegać i kiedy odpadnie pierwszy uczestnik.
— Będzie stopniowa. Na razie poczekamy, kiedy nie zostaną wykonane pierwsze zadania, potem będzie ona uzależniona od tego, jak bardzo uczniowie będą się starali i ile zostanie czasu do końca. Mamy rozpracowane wiele scenariuszy, ale wszystkie wspólnie prowadzą do tego, aby wyłonić zwycięzcę. Osobę, która przebije bariery i pokaże, jak bardzo można być ambitnym dla swoich marzeń.
— I faktycznie dostanie ona to, o co walczy? — zapytał z naciskiem dyrektor, mimo że zapewniane mu to już było od początku. Wciąż jednak nie był tego w stu procentach pewien, skoro profesorowie tak naprawdę badali coś innego niż mówili uczestnikom.
— Jeśli tak by się nie stało, to znaczyłoby, że od początku i ich, i was oszukujemy. Prawnicy nie zostawiliby na nas suchej nitki po takim kłamstwie — naukowiec odparł z pobłażliwym uśmiechem, popijając leniwie kawę.
— To mnie pociesza… — westchnął dyrektor, który sam czułby się winny wobec swoich podopiecznych.
— Przyszedłem jednak nie tylko po to, by pytać panów o stan rzeczy, ale też by was przestrzec. Oczywiście pozostali nauczyciele mają o niczym nie wiedzieć, podobnie jak inni uczniowie, jednak istotne jest, żeby pan, panie Moss, uważał na to, by pańscy pracownicy nie zaburzali działania projektu. Tym bardziej, że kolejne zadania będą trudniejsze, więc nauczycieli może niepokoić zachowanie chłopaków.
— Co pan przez to rozumie? Mają nie reagować, kiedy uczniowie będą zachowywali się jak wandale? — Foster Craig zmrużył oczy, odchylając się do tyłu na swoim fotelu. — To doprowadzi do kolejnych awantur. I nie tylko ta dwunastka rozniesie tę szkołę, ale i reszta uczniów zachęcona durnymi wybrykami.
— Nie, liczę na to, że ewentualne pozory zostaną zachowane. Oczywiście inni uczniowie nie mogą wiedzieć, że agresywne zachowania są lekceważone — odpowiedział poważnie Clark, unosząc dodatkowo wskazujący palec, jakby to zaznaczał.
— Więc co ma pan na myśli, mówiąc, aby pilnować nauczycieli? — psycholog był nieugięty.
— Najlepiej by było, aby pouczyć ich, by w związku z tymi chłopcami ewentualnie zwracali się do dyrektora o poradę. By nie podejmowali pochopnych wniosków. Oczywiście nie mówię o błahych sprawach. Istotne, żeby powstrzymywali się przed listami z naganą do ich rodziców, dłuższych zawieszeń… Rozumieją panowie, prawda? Istotne, żeby chłopcy nie zostali odsunięci od środowiska szkolnego.
— Ale czy to będzie naturalne? Panowie sprawdzają, jak daleko chcą się posunąć, ale czy jednocześnie pobłażanie im w jakikolwiek sposób jest korzystne dla sprawy? — Craig powoli zaczął bawić się długopisem w dłoni. Uderzał to skuwką, to piszącym końcem w skraj biurka. — Jeśli bowiem byliby zdesperowani, aby wykonać jakieś zadanie, to czy nie powinno dla nich być priorytetem, aby nie zostać złapanym? Aby móc wykonać kolejne i wspiąć się jeszcze wyżej? A nie naszym, aby im to ułatwiać?
— Oczywiście — Clark zgodził się żywo i nawet uniósł się lekko na fotelu, by znowu na niego opaść. — Zależy nam jednak na tym, żeby do końca mieć ich pod kontrolą, a dobrze panowie wiedzą, jakie panują zasady w szkole. Uczeń może być wyrzucony i nawet dobra wola dyrektora nie pomoże, jeśli dany uczeń ma zbyt wiele nagan bądź w inny sposób jego zachowanie szkodzi szkole i uczniom. Ważne, żeby ci chłopcy tutaj pozostali. Wszelkie inne środki karania, ale nieformalne, czyli niepozostawiające śladu w ich dokumentacji, są jak najbardziej aprobowane.
— To chociaż coś ustaliliśmy. Dobrze jednak będzie, jeśli panowie nie będą im sugerować zadań, które w ewidentny sposób wskażą ich albo będą na tyle drastyczne, że nie będziemy mieli możliwości nie przymykać na to oczu. Dobrze mówię, panie Moss? — psycholog zwrócił się do dyrektora, szukając w nim poparcia.
— Oczywiście, w końcu było mówione, że zadania mają być takie, by dało się zachować ich tożsamość w sekrecie. Inaczej chyba projekt mijałby się z celem, skoro jest tajny — przyznał Mark, rzucając profesorowi spojrzenie wręcz wymagające potwierdzającej odpowiedzi.
Clark uniósł obie dłonie w obronnym geście i uśmiechnął się lekko.
— Panowie, nie jesteśmy katami. Oczywiście, że nie będą drastyczne, a chłopcy nie są do niczego zmuszani, więc będą mogli się w razie czego wycofać. Zaleciłbym jednak pewną inwigilację w gazetkę szkolną. Ważne, by ktoś zaufany lub sami panowie dokładniej przeglądali publikowane informacje. Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, czy Cody Solt nie wyda projektu. Podobnie Jules Fox. Niech panowie dbają o poufność w ramach swoich kompetencji i możliwości.
Psycholog szkolny zatroskał się wyraźniej niż do tej pory. Miał opory moralne, aby mówić o tym, co mu przyszło do głowy. Odezwał się jednak, pochylając nad biurkiem
— Właśnie, co do młodego Solta, co panowie myślą o tym, aby naprawdę inwigilować jego teksty? Panie dyrektorze, musimy dbać o wolność słowa wśród uczniów, ale czy czasami nie lepiej by było ostrożniej poprzyglądać się temu, co ten chłopak pisze? To w końcu gazetka „szkolna”, a nie jego osobista własność jak w przypadku Foxa.
Dyrektor lekko się skrzywił i potarł swój wystający podbródek palcami.
— Dzieciaki kupują to głównie dlatego, że jest prowadzona przez jednego z nich. Owszem, zezwalamy na jej publikację, udostępniamy drukarnię i materiały, ale to wciąż trochę ich świat. Nie tylko Solt mógłby się zbuntować.
— Nie mówię o dosłownym tego pilnowaniu. Chodzi o to, że… — pedagog zawahał się po raz kolejny. Nie podobało mu się we własnej ocenie, co chciał zaproponować. — Jest wielu uczniów podobnych do Solta, którzy z nim współpracują, licząc na jakieś profity. A dobrze by było wiedzieć przed całą szkołą o tym, co się ukaże w gazetce.
— Popieram pana Craiga — przyznał Clark Moses. — To może nas uchronić przed ewentualną, że tak to nazwę, zdradą ze strony Cody’ego Solta.
Dyrektor już czuł, że jest przegłosowany, a nacisk ze strony profesora Uniwersytetu Yale nie pomagał. Przetarł twarz dłonią i pokiwał głową.
— Przyjrzę się temu. Chociaż ja osobiście nie mam czasu czytać całej gazetki szkolnej, tym bardziej, że teraz wychodzi częściej.
— Mogę się temu poświecić, ale pan będzie musiał, panie dyrektorze, znaleźć osobę, która będzie nas informować. Albo raczej móc takiej osobie coś obiecać — Craig westchnął ciężko, aż się sobie dziwiąc, do czego to dochodzi.
— Załatwi się — mruknął wcale z tego niezadowolony Mark Moss, za to Clark uśmiechnął się szerzej.
— To dobre wieści. W takim razie, jeśli panowie pozwolą i nie mają więcej pytań, pojadę do Newcastle, bo mam tam kilka formalnych spraw do załatwienia.
— A kiedy ostatecznie pan nas opuszcza? — dyrektor odwrócił się jeszcze w jego stronę.
— Jestem do wtorku, rano mam samolot, więc byłem zmuszony załatwić sobie nocleg na dwa dni w mieście. Niestety, jako jedyny z nas prowadzących jestem w tym czasie w stanie tu być.
— Dobrze, że istnieją jeszcze inne sposoby kontaktu niż tylko osobista rozmowa. — Dyrektor wstał, aby pożegnać się z gościem.
Psycholog jego śladem zrobił to samo.
— Miło było mi się z panami spotkać. Jakby co, jestem pod telefonem i chętnie pomogę. A do pana, panie Craig, zadzwonię w sprawie tego wglądu do dzienniczków — dodał jeszcze profesor i uścisnął dłonie obu mężczyzn. — Do widzenia.
— Do widzenia — ci odparli niemalże jednocześnie, patrząc, jak gość wychodzi z gabinetu.
Mark Moss jeszcze chwilę obserwował drzwi, nim wreszcie westchnął ciężko i usiadł na fotelu. Rzadko bywał w tym gabinecie, bo oczywiście zazwyczaj to Foster Craig przychodził do niego w jakichś sprawach, ale lubił to pomieszczenie. Było tak zaaranżowane, żeby wzbudzać ciepłe odczucia i pozytywną energię. W końcu dzieciaki mówiły tu o swoich problemach. Było więc sporo roślin, ciepłych kolorów i gustownych obrazów.
— Wiem. Nie podoba ci się to — rzucił, zanim psycholog szkolny zdążył coś powiedzieć.
Ten za to uśmiechnął się ciepło pełnymi, ciemnymi ustami.
— To widać, że znasz mnie lepiej niż śmiałem sądzić. A i tak obu nas w to wpakowałeś — odparł ten, nie siadając, a sprzątając filiżanki po kawie.
Mark westchnął ciężko i zapatrzył się na wiszący na ścianie kalendarz z górskim krajobrazem.
— I własnego syna…
— Sebastian czasami jest rozsądniejszy niż ty, a przynajmniej ja mam taką opinię. A od tego jestem. Od wydawania opinii. Umie przeliczyć, co jest dla niego ważne, a co nie i jak na razie nie przejął od ciebie chęci, aby iść po trupach do celu. Mimo że niewiele mu brakuje. — Foster zaśmiał się na koniec pod nosem i kiedy wracał za biurko, chwycił jeszcze na moment ramiona dyrektora. — Nie obwiniaj się. Już przepadało.
— Obiecaj mi tylko, że jeśli zauważysz, że coś mu grozi, to mi powiesz — dyrektor poprosił ciężkim głosem i potarł nasadę nosa.
Psycholog pomasował jeszcze raz jego ramiona i pochylił się nad nim, cały czas stojąc za jego plecami.
— Obiecuję. Przecież to ja jestem tym, któremu całość w ogóle się nie podoba.
— Dzięki. Bardzo doceniam w tym twoją pomoc, tym bardziej, że znacznie wykracza poza twoje obowiązki. — Dyrektor zaśmiał się krótko i spojrzał na niego z bliska. — Pójdę już. Sebastian po powrocie z miasta z Patrickiem… bo mają jakiś projekt na zadanie, ma ze mną zjeść kolację.
— W końcu bierzesz się za bycie ojcem, jak ci radziłem. Chłopak szybko dojrzewa, łap to, co jeszcze zostało i to, że jeszcze chce z tobą gadać. Bo potem będzie głupio, jak będę przychodził ci mówić, że jest problem, abyś szedł z nim porozmawiać, bo mnie będzie obowiązywała tajemnica. — Foster Craig uśmiechnął się po raz kolejny i w końcu puścił ramiona dyrektora, aby wrócić na swoje miejsce. — Ach, i pamiętaj. To, że dzieciaki tu przychodzą, nie znaczy, że ty nie możesz.
Mark pokiwał głową na znak zrozumienia. Uniósł się wreszcie z fotela i podszedł do drzwi. Już w progu rzucił drugiemu mężczyźnie pełne wdzięczności spojrzenie i uśmiechnął się blado.
— Będę pamiętać. W obliczu tego, co się dzieje, taka rozmowa może rzeczywiście mi się przydać. Do zobaczenia. — Na koniec skinął głową i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

*

Patrick nie miał dobrego humoru w niedzielny poranek, kiedy miał się wybrać z Sebastianem do Newcastle i przeprowadzić ankiety. I tym razem wcale nie miało to nic wspólnego z faktem, że nie lubił z Sebastianem przebywać. Po tym, jak jako swoje zadanie w tajnym projekcie musiał schować ciuchy Francisco Moreno, jego możliwości na utrzymanie stołka przewodniczącego zmalały drastycznie. Cała szkoła żyła w przekonaniu, że to on to zrobił. To znaczy… większość oczywiście nie dowierzała, bo po co ktoś taki jak on miałby coś takiego odwalić? Ale i tak pojechało mu to po opinii i czasami zamiast szanowanego ucznia w szkole czuł się jak klaun, z którego się wielu innych uczniów śmiało.
Oświadczył Sebastianowi, że zamierza wziąć swój samochód, więc mieli umówić się na parkingu. Podążył po dziesiątej do swojego srebrnego kabrioletu, po drodze układając jako tako brązowe włosy i pocierając ze zmęczenia swój duży nos. Nie wyspał się, ale czekała ich teraz praca, więc nie miał zamiaru narzekać.
I ku jego szczeremu zdziwieniu, na parkingu już czekał na niego jego największy wróg. Sebastian, chłopak wychodzący z większości sytuacji obronną ręką, a do tego darzący go sympatią na równi z jego.
— Siema, coś niewyraźny jest nasz szanowny przewodniczący.
— Nie musimy zaczynać niedzieli od docinek — odpowiedział Patrick wyważonym tonem i poprawił długą, postrzępioną chustę, którą miał przewiązaną szyję. Było dzisiaj chłodno, więc ubrał się ciepło, w długi płaszcz, jeszcze dwie warstwy pod nim i właśnie szal. Miał również rękawiczki bez palców. Uniósł wzrok wyżej, bo oczywiście Sebastian był od niego dużo wyższy. — Bądź tak miły i nie utrudniaj dzisiejszego przedsięwzięcia.
— Mogę nawet tak bardzo nie utrudniać, że wrócę do łóżka — odparł ten z krzywym uśmiechem. Swoje dłonie trzymał w kieszeniach ciepłej bluzy. Na nią jeszcze miał zarzuconą skórzaną kurtkę. Żył przy tym nadzieją, że później zrobi się cieplej.
Przewodniczący szkoły zmrużył groźnie oczy i mimo swojego niskiego wzrostu wyglądał na zdeterminowanego i władczego. Wyciągnął z kieszeni kluczyki do samochodu i odblokował alarm.
— Wsiadaj. Żarciki też nie są na miejscu — powiedział grobowo i sam podszedł do drzwi od strony kierowcy.
Sebastian przewrócił oczami, ale już nie dodał niczego. Nie chciało mu się dłużej dyskutować na ten temat z Patrickiem. Wolał wsiąść, rzucić torbę pod nogi i poczekać, aż przewodniczący wyjedzie ze szkolnego parkingu. Dopiero wtedy podjął rozmowę.
— To jak? Sondaże ci spadają?
Patrick popatrzył na niego chłodno i pokierował się w stronę miasta.
— Oczywiście, że tak. Twój chłopak z wymiany też nie pomógł, lecąc na golasa do internatu. Jakby nie mógł do ciebie zadzwonić z czyjejś komórki albo pożyczyć ubrań!
— Och, czyżbyś zaczynał żałować, że się tak kretyńsko do tego zabrałeś? — Sebastian nie darował mu uszczypliwej uwagi. Uważał za świństwo, że akurat na Francisco Patrick wykonał zadanie.
— Nigdy nie da się przewidzieć wszystkich szczegółów i sądziłem, że twój chłopak z wymiany ma jednak więcej mózgu. Do tego wielu widziało, że Fox to kręcił i jeśli pojawi się filmik, nie tylko Moreno będzie miał wstyd, ale ja problemy. I nie waż się… — dodał przez zaciśnięte zęby — kablować ojcu.
Sebastian prychnął pod nosem, uśmiechając się kącikiem ust.
— Nie mam co mu kablować. Każdy w szkole wie, że to ty. A jak nie wie, to prędzej czy później się dowie. Radziłbym podczas następnego zadania pocisnąć bardziej Foxa, a nie mnie czy Francisco — odparł z politowaniem i kręceniem głową. — I w ogóle, weź się odwal z tym „twój chłopak”.
Tym razem to na obliczu przewodniczącego pojawił się cień uśmiechu. Jego dotąd zaciśnięte na kierownicy palce trochę się rozluźniły.
— Każdy wie nie tylko to, że ja schowałem mu ubrania, ale też że ty poczułeś się do roli obrońcy swej damy w opresji. Wtedy, gdy Fox nagrywał.
— I każdy też wie, że zabrałem wtedy Foxowi kamerę i mu to skasowałem — wyższy chłopak odparł z całkowitą powagą i nawet oko mu nie drgnęło, kiedy w oczywisty dla siebie i tematu ich rozmowy sposób kłamał. Nie wiedział, na co jeszcze Jules trzymał ten film, ale na razie go nie publikował, więc mógł w to brnąć.
— Dzielny chłopiec. Moreno na pewno jest ci wdzięczny. Miał już jakieś zadanie?
— Nawet jeśli, to co cię to?
— Co mnie to? Moss, jestem jednym z dwunastki i nikt nas nie informuje, ilu z nas przeszło dalej. A jest to dla mnie równie ważne jak stołek przewodniczącego.
— Och, czyli gra idzie o wysoką stawkę. Zadania Francisco są dla ciebie tak ważne jak stołek przewodniczącego — Sebastian przedrzeźniał go dalej. — Może umów się z nim do kina, to ci powie?
— Żebyś poczuł się zazdrosny? Nie jestem draniem, nie będę ci odbierał tego, co twoje — odpowiedział Patrick ze zjadliwością w głosie, widząc już w oddali zabudowania miasta. Droga była pusta, jeśli nie liczyć dwóch samochodów, które zdążyły ich minąć.
Sebastian uśmiechnął się obłudnie i poklepał Patricka po udzie.
— Widzisz, to nie odbieraj mi też wiedzy, którą mam i pilnuj własnego nosa i własnego stołka.
Przewodniczący rzucił mu kolejne wrogie spojrzenie.
— Skupmy się na naszym dzisiejszym zadaniu. Jak zwykle wchodzisz ze mną w dyskusje, które nie powinny mieć miejsca — uciął temat w swoim mniemaniu.
— Ty je za każdym razem zaczynasz. — Sebastian wzruszył ramionami, ale postanowił odpuścić Patrickowi. Na razie. — To już wydzieliłeś, co kto robi?
— Wydrukowałem dużo kopii ankiety. Wszystkie są w torbie w bagażniku. Podzielimy je między siebie. Ja wezmę wschodnią część miasta, a ciebie podwiozę na zachodnią i spotkamy się po dwóch godzinach w centrum.
— Dobra, może być. Tylko nie ciśnij tych ludzi za bardzo. Ankiety są dobrowolne, wiesz o tym, co nie?
— Nie pouczaj mnie. To nie ty jesteś przewodniczącym i fakt, że masz średnią taką jak ja, nie czyni z ciebie mentora — odparł Patrick z coraz większym jadem w ustach. Nie znosił Sebastiana i jego opanowania. A już tym bardziej miłości nauczycieli do jego osoby. Sam musiał zawsze tak się starać by mieć chociaż połowę tego, co miał siedzący obok niego chłopak!
Wcisnął pedał gazu, by szybciej znaleźć się w mieście i odwieźć Sebastiana na miejsce.
Sebastian kolejny raz tego ranka przewrócił oczami. Ta współpraca zwyczajnie nie mogła układać się spokojnie. Nie spodziewał się tego, więc zaopatrzył się na zaś w dużą dawkę opanowania i teraz tylko zbywczo i zlewczo wzruszył ramionami, czekając, aż dojadą i skończą te ćwiczenia na dziś.
Kwadrans później Patrick odstawił go na miejsce i odjechał na drugą stronę miasta. Zostawił mu oczywiście teczkę z ankietami i było ich naprawdę dużo. Aż ciężko było uwierzyć, żeby wszystkie dało się przeprowadzić w ciągu dwóch godzin, ale Patrick zawsze był zbyt ambitny.
Sebastian zaczął chodzić od drzwi do drzwi, grzecznie prosząc ludzi o wypełnienie i poznał, jak trudne jest to zadanie. Większość wcale nie była skora do tego, żeby za darmo poświęcić mu czas na szkolny projekt. Po kolejnej porażce, zgromadziwszy przez pół godziny zaledwie sześć ankiet, zrobił sobie przerwę przy budce z ulicznym jedzeniem. I akurat w ten moment wpasował się Francisco ze swoim smsem: „Hola, Sebastian! Jak ci idzie przesłuchiwanie? Patrickowi kiepsko? Powiedz, że tak!”. Francisco oczywiście po ostatniej akcji z jego ukradzionymi ubraniami nie pałał do Patricka miłością.
Sebastian uśmiechnął się pod nosem, po czym od razu spoważniał, przypominając sobie ostatni incydent między nimi. Nie miał jednak prawa się od niego odwracać, chociaż bycie całowanym przez współlokatora, a potem słuchanie od Patricka o „swoim chłopaku” było mu mocno nie w smak.
„Nie wiem, jak mu idzie. Pracujemy oddzielnie, a on się mi nie spowiada.”
Kiedy jeszcze stał w krótkiej kolejce do budki, dotarła do niego wiadomość zwrotna: „OK. Ja dalej leżę w łóżku i się lenię. Szkoda, że też nie możesz :(”.
„A myślałem, że wstałeś. Nie masz nic na dziś do zrobienia?” — odpisał mu i akurat mógł złożyć zamówienie na gofry.
„Zadanie z geometrii. Popołudniu zrobię. I poszukam Cody’ego Solta, bo ma mieć zadanie, więc go podpatrzę.” — przeczytał, kiedy już odebrał swoje zamówienie i znowu miał wolną jedną dłoń.
„Tylko nie daj się w coś wrobić durnego, tak jak ostatnio” — Sebastian ostrzegł go, jedząc powoli swoją przekąskę, a raczej śniadanie. Na to bowiem nie zjadł nic więcej poza zbożowym batonikiem.
„Spokojnie, chłopie, nie dam się. Patrick mnie czegoś naumiał. Ty też bądź ostrożny! Może chcieć cię posunąć!” — Francisco odpisał na smsa i… ciężko było powiedzieć, czy to wina słownika w komórce, jego braku umiejętności odpowiedniego dobierania słów czy… czegokolwiek innego.
Sebastian aż pokręcił głową.
„Mam nadzieję, że nie będzie chciał mnie posuwać. Woli być ostrożnym, abym nie nagadał ojcu, kto cię tak urządził.”
„To było podłe bardzo. A twój papa i tak nie może się wtrącać, bo wie, że to przez projekt. Pewnie ci przeszkadzam. Pracujesz nad zadaniem.”
Chłopak odczytał do końca sms’a i rozejrzał się po okolicy. Nigdzie nie widział upierdliwej twarzy Patricka.
„Jest spoko, akurat zrobiłem sobie przerwę. To parszywe zadanie.”
„Si, my nigdy nie wpuszczamy do domu kogoś z jakiejś oferty, wiesz, promocje, naciąganie. Ale jak się uśmiechniesz, to łatwiej pójdzie :D”
Sebastian, nie odrywając spojrzenia od komórki, nadal jedząc, odpisał:
„To nie promocje, to ankiety. A i tak to maltretowanie człowieka. I co masz na myśli z tym uśmiechem?” — spytał na koniec, początkowo nie będąc pewnym, czy to pisać.
„Bo się śmiesznie uśmiechasz i ładnie ci się oczy mrużą.” — Francisco odpisał, najwyraźniej impulsywnie, bo zaraz potem nadszedł kolejny sms: „Bez podtekstów tylko! Bo ja tylko zauważam co jest twoim artefaktem.”
Sebastian jak z początku był lekko wcięty po pierwszej wiadomości, tak po kolejnej nie powstrzymał uśmiechu. Takiego, o jakim pisał Francisco. Od razu domyślił się, że chodziło mu o atrybut, bo artefakt nie pasowało w ogóle, a jedno i drugie było na tę samą literę.
„Dzięki, ale następnym razem nie mów nikomu, że bez podtekstów, bo to jeszcze bardziej nasuwa, że są w tym podteksty.”
Odpowiedź otrzymał natychmiastowo, jakby Francisco z napięciem trzymał telefon i gapił się na ekran w oczekiwaniu na odpowiedź.
„… sorka :( Zapamiętam. To ja może wstanę i się ogarnę i zrobię zadania. Zobaczymy się w pokoju.”
„Jasne, spoko. Do zobaczenia.” — Sebastian odpisał i od razu zablokował komórkę, by móc schować ją do kieszeni. Zjadł przy tym ostatniego kęsa, wtarł usta, otrzepał dłonie i wrócił na ulicę. Rozejrzał się, wybierając kierunek. Czas wrócić do pracy.
Zbieranie ankiet skończył około pierwszej popołudniu. Był na dzisiaj umówiony z ojcem na kolację, ale to dopiero pod wieczór, więc musiał przemyśleć, czy wrócić do kampusu na resztę popołudnia, czy pokręcić się jeszcze po mieście. Na razie i tak musiał czekać na zwrotną wiadomość od Patricka, czy i on już skończył, więc pokierował się do centrum Newcastle.
Nie zdziwił się specjalnie, że ujrzał kilku uczniów ze szkoły. W weekend większość wybywała do miasta, chociaż spora część jeździła na ten czas do swoich domów rodzinnych. Najwyraźniej Cody Solt należał do tej pierwszej grupy. Sebastian ujrzał go siedzącego przy gustownym stoliczku na zewnątrz niedużej kawiarenki, bardzo niedaleko torów. Na stoliczku stała wysoka szklanka z chyba cappuccino frappe, a sam chłopak z bardzo dużym skupieniem wypisanym na twarzy przeglądał galerię na swoim nieodłącznym aparacie. Cóż, wyglądało na to, że pomysł Francisco, by go dzisiaj poszukać, raczej spali na panewce.
Sprawdził jeszcze raz komórkę, czy ich szanowny przewodniczący raczył odpisać, a widząc, że tak się nie stało, bez pytania podszedł i dosiadł się do Cody’ego.
— Co tam? Wypuszczasz się teraz w teren?
Szare, bystre oczy uniosły się na niego znad aparatu, a chłopak od razu go wyłączył. Uśmiechnął się trochę wymuszenie.
— Siema. Tym razem wycieczka nie w celach poszukiwawczych do gazetki. Każdemu się kiedyś należy wolny dzień — odpowiedział i jeszcze zdjął ze stolika zeszyt, w który widocznie wciśnięta była… koperta. Pospiesznie schował go do plecaka leżącego u swoich stóp. — A ty? Sam się włóczysz? — zagadał. Niby nie mieli razem żadnych zajęć, a Sebastian był od niego dwa lata starszy, ale obaj byli tymi uczniami w szkole, których po prostu każdy znał. Cody jako redaktor naczelny gazetki szkolnej, a Sebastian jako syn dyrektora. Do tego kojarzyli się przecież z samego eksperymentu.
Sebastian zerknął znacząco na plecak młodszego „kolegi” i rozsiadł się wygodnie na niewygodnym krzesełku.
— Niestety nie. Ale towarzystwo jest na tyle miłe, że go unikam. A ty na pewno masz wolny dzień, czy zajmujesz się innymi rzeczami? — dodał i skinął głową na jego aparat. Nie był głupi, a Cody, jak na takiego „agenta szkolnego wywiadu”, był wyjątkowo nieostrożny.
Młodszy chłopak zmrużył oczy i sięgnął po swój chłodny napój.
— A co, chcesz sesję zdjęciową? Jakbyś kandydował przeciwko Patrickowi, to bym mógł ci zrobić.
— No proszę, czyli już wiem, w jakiej kwestii jesteśmy w stanie się dogadać. — Uśmiechnął się bokiem ust, mrużąc oczy. — Ale na kogo polujesz? Widziałem, co masz w zeszycie.
Cody westchnął i napił się swojego cappuccino.
— Na nikogo nie poluję. Dostałem zadanie, które akurat dla mnie jest banalne, bo mam tutaj to, czego potrzebuję — wyjaśnił, stukając swój aparat. — Szukałem tylko odpowiedniego materiału do… ukazania.
— Masz coś na kogoś z dwunastki?
— Nie… — Cody zmrużył powieki. — Nie było to tak określone. Nie musi być nikt z dwunastki.
— To co to za zabawa? — Sebastian wzruszył ramionami zlewczo i wyzywająco.
Drugi chłopak przez chwilę nic nie mówił, tylko obserwując swojego rywala w projekcie. W tym czasie jakaś para usiadła do stolika obok, a w oddali na niebie ukazały się ciemne, zwiastujące burzę chmury.
— Nie mam tu nic na nikogo z dwunastki… — mruknął w końcu, włączając ponownie aparat.
Sebastian znowu wzruszył ramionami.
— Jak już się powtarzamy, to… co to za zabawa? Ile masz czasu na wykonanie zadania?
— Do południa we wtorek. Chyba wzięli pod uwagę, że ciężko nagle znaleźć kompromitujące zdjęcie — odparł Cody, po raz kolejny przeglądając galerię w aparacie, ale nie miał tam nic z którymś z dwunastki.
— To jeszcze masz dużo czasu. Wykorzystaj to, a nie idziesz na łatwiznę. W końcu zadanie nie dość, że wykonasz, to będziesz miał haka. Chociażby na kogoś z konkurencji — Sebastian zasugerował mu, idąc tropem, aby jak najbardziej podburzać uczestników projektu do wzajemnej rywalizacji.
— Nie nazwałbym tego hakiem, a raczej osłabieniem. Fotkę trzeba powiesić na tablicy na którymś korytarzu, więc i tak ktoś to zobaczy — wyjaśnił młodszy chłopak i siorbnął swój napój. Potem uśmiechnął się lekko i skinął na niego. — A ty co, szukasz sojuszu?
Sebastian uśmiechnął się delikatnie, ale cwaniacko.
— Nie szukam go bynajmniej u Patricka, chociaż on też ma wpływy.
— Tak samo jak Fox. Reszta jest raczej niegroźna — stwierdził Cody. — Ty masz ojca za plecami. Nie wydaje mi się, żeby dobrali tę grupę sprawiedliwie.
— Liczy się chyba też inicjatywa. Może się okazać, że niektórzy są czarnymi końmi w tej potyczce — Sebastian kluczył między słowami, nie wspominając specjalnie, kto jego zdaniem jest niedocenianym zawodnikiem. A takich było co najmniej dwóch.
— Nie mówię, że nie. Dobrze jednak wykorzystywać wpływy. A jeśli mowa o wpływach… moja gazetka ma być infiltrowana — chłopak wykrzywił usta w niesmaku, jakby zjadł coś bardzo niedobrego. Odstawił przy tym pustą szklankę. — Dzisiaj doszedł do mnie mail od dyrekcji — tutaj spojrzał na rozmówcę wymownie — że przed wydaniem każdego numeru będzie on czytany przez kogoś z kadry pedagogicznej. I tu się pojawia pytanie… skoro tak chętnie namawiasz mnie, żebym wykonał zadanie na którymś z dwunastki, to czy sam nie działasz w kierunku zaszkodzenia któremuś z nas i namówiłeś swojego szanownego rodziciela do ograniczenia moich możliwości…
Sebastian prychnął pod nosem, słysząc tę uwagę. Cody był mądrzejszy niż wyższy i na swój sposób mu się to w nim podobało. Zadanie zmanipulowania go nie było aż takie proste. Jednocześnie jednak, jak każdy dziennikarz, mówił stanowczo za dużo.
— Myślisz, że mam aż taki wpływ na ojca? I na to, aby cała kadra czytała twoją gazetkę, by tylko cię spowolnić?
— Nie wiem, ty mi powiedz. Twój ojciec wie o całym projekcie i na pewno bardzo wspiera twoje marzenie… więc mając odpowiednią władzę, może ci pomagać. Mój by tak zrobił.
— W takim razie zazdroszczę rodzica. — Sebastian uśmiechnął się obłudnie. Tym bardziej, że wcale nikomu nie zazdrościł ojca. Swojego uważał za naprawdę porządnego gościa.
Cody uśmiechnął się specyficznie i schował aparat do plecaka.
— Pozostaje mi być ostrożnym. W sojusze nie wierzę, zawsze na końcu ktoś kogoś posunie w dupę — stwierdził i wstał. Po tym skinął głową na niebo. — Będzie burza. Jak coś, mogę cię podwieźć, bo wracam — dodał w momencie, kiedy Sebastian usłyszał głos nadchodzącej wiadomości tekstowej na swoim telefonie.
— Daj mi chwilę — poprosił i zatrzymał Cody’ego gestem, wyjmując jednocześnie telefon z kieszeni.
To Patrick wreszcie odpisał na jego wiadomość. „Skończyłem. Gdzie jesteś? Wziąłbym od ciebie twoje ankiety, żeby mieć je razem.”
— Dzięki, ale nie skorzystam. — Sebastian spojrzał na Cody’ego, nim zaczął odpisywać. W tym wszystkim też wierzył, że lepszy jest znany wróg niż nowy. A po ostatniej deklaracji Cody’ego domyślał się, że ten raczej nie zawrze z nim sojuszu. A do tego go nie znał, więc nie miał zamiaru aż tak ryzykować.
— Okej. To na razie — odpowiedział redaktor gazetki i oddalił się. W przeciwieństwie do chmur, które zbliżały się coraz bardziej i coraz szybciej.
Sebastian odpowiedział równie zdawkowo i napisał Patrickowi, gdzie jest i aby po niego przyjechał, bo on też skończył i czeka. Przewodniczący dał znać, że będzie za pięć minut. Lakonicznie, bez emocji. Czyli raczej wspólne tworzenie projektu semestralnego nie miało szans na stanie się bodźcem do poprawy ich kontaktów… Cóż, było to do przewidzenia.

*****

Wpisów do Dzienniczków dokonali:

Sebastian Moss – 29.09

Patrick Bright – 29.09

22 thoughts on “Project Dozen – 17 – Projekty mniejsze i większe

  1. TigramIngrow pisze:

    ” W tym czasie jakaś para usiadła do stolika obok, a w oddali na niebie ukazały się ciemne, zwiastujące burzę chmury.” Subtelnie. Przyroda ekwiwalentem uczuć? Podprogowe przekaz, że za moment coś dupnie?

  2. Basia pisze:

    Witam,
    świetny, ciekawe kogo dotyczy zadanie Colta, no i jak poszły Sebastianowi te ankiety jak zaczął się uśmiechać…
    multum weny
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Bebok, hahaha, zaraz każdemu się dopasuje jakąś druga połówkę XD A może to pan Moses pokrzyżuje nadzieje dyrektora i psychologa na romans i któremuś się wpakuje do łóżka? Może potajemnie któryś z nich buja się w panu Mosesie? Tyle możliwości…! Co do Patricka, to chyba nikt go nie lubi – poza mną i Shiv XD Nas osobiście bawi. No ale, ale, nie ma się co dziwić, pluje jadem na Sebcia kiedy tylko może. I w ogole cieszy mnie Twoje zainteresowanie, bo oczywiście z racji na ilość bohaterów może się dziać bardzo wiele! Tym bardziej, że są to nastoletnie umysły pełne głupich pomysłów i niezrozumiałych problemów ;) Pozdrowionka! ;)

  4. Bebok pisze:

    Ohoho… Czyżby kroił się romans Pana Psychologa z Panem Dyrektorem? To by byłooo…. interesujące xd A co z Panem Mosesem? Też by mu się przydał ktoś u boku. Co do Sebastiana i Patricka to w temacie chyba niewiele się zmienia xd Oboje się nienawidzą i w gruncie rzeczy są mi dość obojętni, Sebastiana jeszcze zniosę szczególnie z Franiem. Są razem uroczy. Patricka nie lubię. Cody też mnie raczej drażni (swoją drogą ciekawe kto będzie na zdjęciu xd). Ciągle jestem ciekawa tego co będzie się działo i jak to się skończy. Tyle postaci i tyle możliwości! Och! Nie mogę się doczekać! ;D I jak zwykle ubolewam nad brakiem Woddy’ego <3 Hah ;D
    Pozdrowionka! ;*

  5. Katka pisze:

    Saki, dzięki za poświęcony czas ;) Nadrabiaj powoli, nie spieszy się, ale trzymam kciuki, byś na relaks czas miała. Sebastianka faktycznie ze wszystkich stron atakują dwuznaczne teksty! Ale co się dziwić, kiedy się jest nastolatkiem XD Toż tam cały czas wszędzie seks XD A razem w jednym pomieszczeniu – cóż, mieszkają razem, więc na pewno wiele takich scen uświadczysz ;) Cody na szczęście ma wielu „kandydatów” do swoje poniżającej fotki. Poza wymienionymi przez Ciebie jeszcze jest Patrick, Kevin, Tyler, Jude, Jules i Colin. Zobaczymy na kogo trafi… pozdrawiamy! ;)

  6. saki2709 pisze:

    Powoli nadrabiam zaległości. Mam ostatnio tak mało czasu, że nie mam kiedy czytać, a co dopiero komentować. A skoro znalazłam wolną chwilę, to postanowiłam trochę nadrobić. A więc…
    „Może chcieć cię posunąć!” – padłam. Kocham Frania i jego teksty. Ciekawe czy miał na myśli to, co powiedział. Bo znając jego wpadki słowne niczego nie można być pewnym. Biedny Sebcio. Nie może zapomnieć o tym pocałunku, a tu jeszcze Patrick wyskakuje z tym „twój chłopak z wymiany” (btw, kocham to określenie), potem Franio z jego epickim tekstem, a na koniec jeszcze Cody, w formie przenośni,ale jednak, wspomniał o posuwaniu w dupę XD
    Trochę mało Frania było w tym rozdziale, ale cieszę się, że był chociaż w tych esemesach. Mimo wszystko chce ich więcej. I to razem, w jednym pomieszczeniu.
    Po komentarzach widzę, że nie tylko ją odniosłam wrazenie, że między dyrem a psychologiem szkolnym coś jest. Byłoby ciekawie, nie powiem XD A jeszcze ciekawiej, jakby się Sebcio dowiedział. Ale może się okazać, że jedyne co ich łączy, to przyjaźń. Jak dla mnie miło by było, gdyby jednak to było coś więcej.
    Albo Cody jest nieostrożny, albo uznał, że skoro Sebcio wie, że to on dostał teraz zadanie, to i tak się domyśli, jakie ono było, może mu je zdradzić wcześniej. Mam tylko nadzieję, że jesli pójdzie za radą Sebcia zrobi kompromitującą fotkę komuś z dwunastki, to że nie będzie to ani Franio, ani sam Sebcio, ani mok kochani Woody i Tommy. Co do reszty nie czuje się aż tak przywiązana. No, może jeszcze mój kochany wariat Sen, ale o niego się nie martwię. Czuję, że dalbo sobie radę, nawet jakby Cody próbował go ośmieszyć. Może jeszcze bardziej by go to zmotywowało.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, a w nim, o ile dobrze zrozumiałam, Sebcia i Frania.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  7. Katka pisze:

    O., hehehehe… jaki ojciec taki syn XD Ciekawa jestem, który by się pierwszy zapadł pod ziemię albo zrobił facepalma XD No a wgląd do Dzienniczków to mimo wszystko już jakiś krok do przodu. Coś więcej będzie wiedział. I jeśli będzie miał wgląd do wszystkich, to też do dzienniczka syna swojego… tfu, dyrektora! Hehe, sama nie wiem, czemu to podburzam XD

  8. O. pisze:

    Ale by była zwała jakby ojciec i syn stali się gejami xD Tj odnaleźli swą prawdziwą orientację, w sumie jak zwał tak zwał xD Ale już mam w głowie:
    -Jesteś gejem?
    -Jak ty tato.
    Buhahahaha

    Ale psycholog ma rację, że to mu się nie podoba… Wzgląd do dzienniczków to nic, lepiej jakby miał wzgląd do zadań i wcześniej o nich wiedział. A tak na pewne reakcje może być przecież za późno.

  9. kaczuch_A pisze:

    Katka, „Jest jebnięty i to do niego pasuje.” – jesteś moim mistrzem xD leżę i kwaczę ze śmiechu.

    Będę mieć nadzieję o romansie dyrektora~! xD

  10. Katka pisze:

    Liv, taaaaak, Sen Nakano mający sklepik z laleczkami voodoo, robiący je zawzięcie na zapleczu to coś, to mnie też bardzo łatwo sobie wyobrazić. Jest jebnięty i to do niego pasuje! Co do przyspieszenia akcji, tak jak mówiłam gdzieś tam, myśli poooowoli nad zrównaniem go z innymi opowiadaniami, co by częściej wychodziło, bo to w pewien sposób na pewno załatwi sprawę. Zobaczymy jak to się w czasie rozłoży, ale póki co prosimy o cierpliwość ;) Haha, a co do Sama z Glee – TAK, bardzo, bardzo dobrze, że Ci się kojarzy, bo Sam z Glee był naszą mooocną inspiracją, jeśli chodzi o Tomasa. Więc jak najbardziej pasuje! ;)

  11. Liv pisze:

    Hihi ^^
    Super opowiadanie i bardzo fajny rozdział, ale przyłączam się do wszystkich rozpaczliwie łaknących Sebastiana i Francisco oraz Woody’ego i Tomasa, którego kocham. Poza uroczym nerdem, moje, hmm, zainteresowanie wzbudził Nakano, bo jest porąbany i genialny. Widzę go w przyszłości jako twórcę laleczek voodoo.
    Ogólnie Project Dozen strasznie mi się podoba, ale z każdym rozdziałem coraz bardziej marzę o przyśpieszeniu akcji. Jestem ciekawa, kto odpadnie pierwszy, wszystkie emocje chłopaków są genialnie przez Was oddane :)
    No to… nie pozostaje mi nic innego, jak tylko z niecierpliwością czekać na kolejne rozdziały.
    Ach! Może to głupie, ale odkąd tylko jako tako poznałam Tomasa, jego wygląd niesamowicie kojarzy mi się z Samem z Glee… Zwłaszcza pełne, pełne usta i ogólnie rozumiana fajność. Więc mam nadzieję, że moje wyobrażenie o nim nie odbiega jakoś okropnie od Waszej prawdy, bo już chyba nie dam rady tego zmienić. Przepraszam? ;)
    Buźka.

  12. Katka pisze:

    Kaczuch_A, z tym się oczywiście zgadzam, romansik taki byłby w tym opowiadaniu dużą odskocznią. Aż jestem ciekawa, ilu by to zaaprobowało. Ale, ale… może się kiedyś przekonamy… Nigdy nie mów nigdy.

  13. kaczuch_A pisze:

    Katka, romansik dyrektora z psychologiem zawsze mile widziany xD taka mała odskocznia od młodych uczniów, by zaserwować takie ‚dojrzałe’ uczucie i ‚dorosłe’ seksy xD

  14. Katka pisze:

    Kaczuch_A, haha, a co, czuć chemię między nimi? Jak widzę czuć, skoro nie jesteś jedną, która między nimi coś widzi XD A co do ciężkości czytania, coś mi się wydaje, że głosy są bardzo podzielone na zasadzie: 1 team uważa, że opko jest super i w ogóle, 2 team nie może go ogarnąć i brnie z trudem. Mam nadzieję, że będzie się czytać przyjemniej z czasem… I w ogóle planujemy w pewnym momencie częściej je wrzucać, ale jeszcze do tego troszeczkę.

    *-*, co do podobieństwa do innych eksperymentów psychologicznych – nie dziwię, że widzisz je, bo przyznam, że trochę nas zainspirowały wykłady na właśnie taki temat i przebrnięcie przez poleconą przez wykładowczynię książkę. Wydało nam się na tyle ciekawe, by stworzyć właśnie takie opko, a jak coś konkretnego jest inspiracją to często widać podobieństwa. Ale tak bardzo drastycznie chyba nie będzie XD No zobaczymy, na razie chłopcy mają bajtowo.

    Porebula, „Atak pochw się zakończył!!” – zabiłaś mnie tym tekstem XD Jak będzie rozdział o pochwach, jak nic damy mu tytuł „Atak pochw 2”. Co do Frania i Sebcia – będą następnym razem ;) Dzisiaj poprawiałam już następny rozdział, więc zapewniam, że coś się z nimi pojawi ;) No i wow, co jak co ale nie spodziewałam się kłaniania się za częste wrzucanie rozdziałów pod akurat Projektem XD Miło, miiiiło. Bo tak to jest niby na co marudzić, jak się patrzy na wychodzenie innych naszych opek, ale jak już się popatrzy na innych blogerów, to wypadamy tak blado XD Dzięki wielkie :)

    Flea, haha, raczej jego „niedoumianie” angielskiego czyta Ci w myślach, ale i tak słodko XD

    Neko-chan, hehe, dyrektor i psycholog – chyba zasiali w Waszych głowach nadzieję na romansik XD Franio i Sebcio rozbrajają pewnie głównie przez głupotę Frania, chociaż to jest chyba ta głupota z serii słodkich XD „Ech, i tyle czasu jeszcze do następnego rozdziału. Ale ważne, że jest! I już krócej do kolejnego rozdziału FDTS i ATCL.” – i to jest dobre podejście, zuch dziewczyna! Normalnie mnie dzisiaj zaskakujecie tym widzeniem plusów w minusach XD Hehe, a czy będą seksy w FDTS się dowiemy juuuuż za kilka dni :) Co to też mogło się stać w sali pełnej luster… Dziękujemy za wenę i pozdrawiamy cieplutko ;)

  15. Neko-chan pisze:

    kaczuch_A hah, również mi się wydaje, że ze sobą kręcą xD
    „Może chcieć cię posunąć!” uwielbiam Frania, naprawdę :D Zawsze mnie tak rozczula. Ta ich rozmowa smsowa była świetna :3 I ten tekst Francisco o uśmiechu Sebastiana… I ciekawi mnie co będzie w drugiej turze… Jeju, nie mogę się doczekać :D
    Ech, i tyle czasu jeszcze do następnego rozdziału. Ale ważne, że jest! I już krócej do kolejnego rozdziału FDTS i ATCL.
    Co do tego pierwszego: nie wydaje mi się, by Jason mógł zdradzić Alexa, raczej mam wrażenie, że coś przygotował. I że mimo „zakazu” będą seksy :D Chociaż, fajnie by było gdyby była jakaś drama xD Ale w sumie… może lepiej nie. A co do ATCL… zaczynam się coraz bardziej martwić o Willa i Jeffa… ech, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze :o
    Pozdrawiam i dużo weny życzę~!

  16. Flea pisze:

    „Patrick mnie czegoś naumiał. Ty też bądź ostrożny! Może chcieć cię posunąć!” Franek czyta mi w myślach. <3

  17. porebula pisze:

    „Spokojnie, chłopie, nie dam się. Patrick mnie czegoś naumiał. Ty też bądź ostrożny! Może chcieć cię posunąć!”
    XD umarłam to jest piękne, on wiedział co pisze? ? Bo to nieco straszne jest… rozdział w sumie przyjemny tylko nie było nerdziątka, ani Jezusa i Frana było mało, ale są plusy!! Atak pochw się zakończył!! Cieszmy się i raduje się tym!! Czy mi się wydaje czy stary Moss i ten psycholog coś ten teges? A mi się nigdy nie wydaje, a jak mi się wydaje to szkoda :( Ale gdzie Francji?! Czemu tak mało… chce żeby on już coś z Sebkiem bardziej… Tortury czekania na rozdział się zaczęły i moje uzależnienie się od zwiastuny jest dość ciężkie… A Pszemek ( głos w głowie mówiący mi ze jestem głupia i zmuszony do cczytania rzeczy które ja czytam, zwłaszcza jak nie ma gejów jest zuy często ale nie o tym… ) zasnął tak trochę chyba, ale to może mieć coś wspólnego z tym ze mnie mózg boli dzisiaj… btw to ja mam zadziwiająco długie te komentarze… musze jeszcze NBTS skomentować, ale to jak się do laptopa dobiore bo z tablet nie chce mi się pisać jak nienawidzę zakończenia… i tego ze zobaczyłam co się stanie i nie mogłam tyle raczej ile powinnam bo juz się oswoilam ze to się stanie… i znowu nie pisze o PD… Ale czemu aż 18 dni?! Chociaż z jak porównajto do Echa od KKto to mam ochotę się wam kłania ze tak często, tylko toma chyba rorozdziały krótsze, ale ile wy tego piszecie!! I jak ja mam was nienawidzić?! Czuje się w obowiązku powiedzieć wam że w mojej Religi 17 kwietnia obchodzi się święto Yaoica, obchodzi je z nami i cieszcie se tym specjalnym dniem. Kółko, pokój, mięso nie będą z wami ( mięcho!!!!!!!!!!)

  18. *--* pisze:

    Nie mogłam się doczekać! :D Jak pomyślę, że znowu taki odcinek czasu to ehhh… (szkoda pisać)
    W każdym razie straszliwie mi się to kojarzy z MK ULTRĄ na razie, nie wiem dla czego..^^” Rzecz jasna mam nadzieję, że aż tak daleko w testowaniu chłopaków, to się nie posuną. Ten ichni profesor jakiś taki podejrzany mi się zdaje. Tym bardziej buduje to więcej napięcia bo obawiam się co tam dla nich przygotowali w etapach dalszych.. Brr.

  19. kaczuch_A pisze:

    Czy mi się tylko wydaje, czy dyrektor kręci ze szkolnym psychologiem? :3

    W dalszym ciągu PD czyta mi się ciężko i nie jestem jak na razie fanką tego opowiadania. Ale walczę dalej i czytam, może się przekonam. Nie powiem, że romansik dyrektora, by mnie bardzo zadowolił xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s