No Exit – 16 – Kumpel, tancerz, piroman

Klub No Exit, gdy był pusty, wyglądał na dużo większy, niż gdy był zapełniony gośćmi. Sala to tańczenia była bardzo obszerna, w jej rogach znajdowały się podwyższenia z metalowymi barierkami, na których zwykle tańczyli tancerze, czyli Marvin, Jaz, Karl i jeszcze kilku innych bardziej dorywczo niż nawet na ćwierć etatu. Bar znajdował się przy najdłuższej ścianie. Był długi, z czarnym blatem, który od dołu, po zewnętrznej stronie, miał rządek świecących na niebiesko lampek. W drugiej części klubu stały okrągłe stoliki z kanapami oraz dużą jego część zajmowała scena, za którą było wyjście do garderób. Sama scena była półokrągła i zwykle oświetlana reflektorami, ale teraz całkiem ciemna. Podobnie jak cała reszta klubu, nie licząc baru, przy którym stało czterech mężczyzn, sprawdzając coś. Byli ubrani w robocze ubrania i debatowali nad ułożeniem nowych głośników. Obejrzeli się w kierunku wchodzącej do pomieszczenia trójki, ale nie zwrócili na nich głębszej uwagi.
— Skoczę do magazynu, by zobaczyć, czy jest tam ta muza i radio — zakomunikował Marvin, ruszając przez parkiet i słysząc, jak dźwięk kroków niesie się po pustej przestrzeni.
Jasper skinął głową i poszedł w stronę sceny, aby tam się rozebrać i rozgrzać trochę mięśnie. Przy okazji zapalił dodatkowe światła. Dean podążył krok w krok za nim. W pierwszej kolejności to on przyciągnął wzrok pracujących przy głośnikach mężczyzn z uwagi na swoją fryzurę i ubiór. Biała bluza z obszernym kapturem oraz jego ulubiona, pomarańczowa, puchowa kamizelka, a do tego już bardziej typowe spodnie, bo rurki, przez które jego nogi wyglądały wyjątkowo chudo. Szedł lekko zgarbiony, patrząc na plecy Jaza, który poza standardowym dresem miał jeszcze pikowaną kurtkę.
— Dużawo tu miejsca, ale scena bez szaleństw.
— I tak ważne, że jest. Kiedyś podobno była mniejsza i były tylko te podwyższenia po bokach. Wiesz, małe miasto. — Jaz wzruszył ramionami, zdejmując wierzchnie okrycie i ciepłą bluzę. Buty też ściągnął i usadowił się już tylko w podkoszulku i luźnych spodniach na deskach sceny, aby się rozciągnąć.
— Marvin, z tego co wiem, kręci tu już kuperkiem od… ile to było, jak miałem wychodzić… Z cztery, pięć lat? A ty? — zapytał Dean, przechadzając się po klubie. Widywał większe, ale musiał przyznać, że nie spodziewał się takiego cuda w takim mieście. Od razu zauważył, że stoliki nie były bynajmniej rozkładane i plastikowe, a bardzo solidne, kanapy też nie wyglądały na stare. Nie mówiąc o przyjemnym doborze kolorów. Widać, że nie projektował tego amator.
— Ponad dwa — wyjaśnił Jaz, rozgrzewając mięśnie. Był naprawdę dobrze umięśniony, a Dean widział, że nie jest to tkanka nabita od jakiegoś pakowania, ale od regularnych i częstych treningów.
— Wcześniej też tańczyłeś?
— Hmmm… Można tak powiedzieć. Wiesz, dla siebie. Nie chodziłem do żadnej szkoły, więc nic klasycznego nie zatańczę, nawet jakbym chciał — odparł, a kiedy skończył zdanie, Dean nagle się napiął w postawie do walca. Z jego wyglądem był to widok niezwykły.
— Czyli nie dałbyś się poprowadzić? — zasugerował, schylając się dwornie z wyciągniętą ręką. Na twarzy utrzymywał poważny wyraz, chociaż oczy błyszczały mu figlarnie.
— Ee… — Jaz rozejrzał się, jakby nie był pewien, czy to do niego. — Raczej… nie?
— Nie? — drążył Dean, a robotnicy przy barze aż zamilkli na moment, wgapiając się w nich jak wcięci.
— No… W życiu nie tańczyłem nic tak. Um… — Spiął się. — No, wiesz, serio, a nie tylko tak erotycznie.
— Ale klasyczne są erotyczne. Napięte mięśnie, wygięte jak w ekstazie plecy i ta… agresja i pasja — Dean zamruczał, marszcząc nos. — No, chodź, chociaż cię ustawię.
Jasper oblizał usta, ale wstał, dziwnie się czując. Dotychczas był z Marvinem najlepszym tancerzem w klubie, a teraz miał być ustawiany przez mistrza swojego kochanka. To było troszkę przytłaczające.
— Ty chodziłeś do jakiejś szkoły, że tak… chcesz mi pokazać? — spytał z wahaniem w głosie.
— Nauczyło się tu i tam. Nie mów, że ta sucz nie chciała z tobą nigdy walca zatańczyć — odparł Dean z uśmieszkiem, czekając, aż Jaz łaskawie do niego podejdzie. Marvina też wyzywał dobrotliwie, bo słychać było to w jego głosie, jak i zażyłość mężczyzn na to pozwalała.
— Nigdy — odparł z całą pewnością, w końcu stając przed Deanem. — I co teraz?
Starszy mężczyzna nie odpowiedział, tylko położył sobie jedną jego dłoń na ramieniu i jeszcze spojrzał w dół, stopą przesuwając jego stopy, by odpowiednio stał.
— Powinieneś mieć jeszcze cycki i szersze biodra, ale styknie — rzucił.
— Wal się. Ty powinieneś mieć garniak, więc nie mądrzyj się — odszczeknął Jaz, ale bez złości.
Dean to wyczuł i uśmiechnął się pod nosem. Posłał mu buziaka.
— Rozluźnij się i na… trzy, cztery. Najprostszy ruch, patrz mi najpierw na stopy, a potem na twarz. Nie skupiaj się i daj się poprowadzić.
Jasper lekko się skrzywił, ale spojrzał najpierw na to, jak mężczyzna go prowadzi, a po chwili przemieszczali się już po kwadracie.
Robotnicy chyba zwątpili i zwyczajnie wrócili do pracy, a Jaz starał się podążać za krokami Deana. I gdy już myślał, że po raz kolejny podepcze mu stopy, usłyszeli rytmiczne stukanie.
— Kradniesz mi faceta? — rzucił Marvin, który trzymał w ręce przenośne radio. Był już przebrany w ciuchy, w których zwykle ćwiczył na występy, czyli wąskie, ale elastyczne spodnie, które wsunięte były w buty do tańczenia. Trzymały kostkę paseczkami, a spory obcas sprawiał, że tancerz wydawał się sporo wyższy. Do tego obcisły podkoszulek, pod którym widać było jego rysujące się przy każdym ruchu mięśnie. Cały strój był czarny, a mężczyzna poruszał się w takich butach aż zadziwiająco płynnie. Do tego jego biodra lekko i seksownie się bujały, a pośladki były bardziej wypięte do tyłu.
Dean spojrzał na Jaspera, z którym tańczył, potem na Marvina i znowu na Jaza. Uśmiechnął się i objął go ramionami, unosząc jedną nogę do tyłu. Obciągnął nawet palce stóp.
— Ups! — Zaśmiał się, po czym puścił go i rzucił z pretensją do swojego przyjaciela z dawnych lat: — Nie pokazywałaś mu walca, quickstepa, rumby albo, na Boga, czaczy?
— Nie było okazji — stwierdził Marvin, stawiając radio na skraju sceny, przy czym wypiął lekko tyłek w ich stronę. — Nie tańczymy tutaj takich rzeczy — dodał, sięgając po kabelek, by podłączyć go do gniazdka.
— Nie tańczycie też na rurze, a to już się do tego miejsca nadaje. Czacza z, ekhem, drobnymi modyfikacjami też byłaby porywająca. Jednak… — Dean wzruszył ramionami, w końcu na tyle się nagrzewając, aby rozpiąć swoją ukochaną kamizelkę — wasza robota, wasza wola — odpuścił i uśmiechnął się, siadając na brzegu sceny.
Jaz spojrzał na Marvina.
— Czyli co? Poza tym, co razem tańczymy, jeszcze też umiesz resztę? Poza klasycznymi też coś jeszcze? — spytał, zaczynając w siebie mocno wątpić. Maskował i walczył z tym, ile tylko mógł, ale nie był tak pewnym siebie facetem jak chociażby Marvin.
— Klasyczne, nowoczesne, na rurze… Trochę tego jest. W dużej mierze wina Deana — wyjaśnił Marvin, podpinając radyjko, ale jeszcze nie puścił muzyki, tylko wskoczył na scenę i zaczął się rozciągać. Miał naprawdę giętkie i sprężyste ciało o… dużych możliwościach. Kąt, jaki umiał zrobić nogami, też był bardzo… rozwarty.
Jaz z uczuciem spadającego mu na barki ciężaru spojrzał na wspomnianego przez kochanka mężczyznę. Ten zrobił duże oczy i pomachał rękoma przed sobą.
— Na mnie nie patrz, na mnie nie patrz! Ja się nie czuję winny.
— Tobie do życia tango niepotrzebne, tygrysie — pocieszył kochanka Marvin, rozgrzewając ramiona. — I rozciągaj się, chcę zobaczyć, czy ten układ w ogóle pamiętamy. Historia upadłego anioła, który zostaje zniewolony przez człowieka o wysokich ambicjach — wyjaśnił w skrócie kumplowi, a robotnicy znowu zrobili duże oczy i bardziej gorączkowo zabrali się za instalowanie głośników. Najwidoczniej nie chcieli się załapać na darmowy występ, za który niejeden stały bywalec klubu dałby się pochlastać.
— I pewnie ty będziesz tym aniołkiem, co, ptaszku? — spytał Dean, przyglądając się im.
Jaz w tym czasie wszedł na scenę i wrócił do rozgrzewki. Zawsze wiedział, że jest o krok za Marvinem, ale teraz, kiedy to wszystko usłyszał, to miał niemiłe wrażenie, jakby był za nim tych kroków z dziesięć. Co najmniej. Zrobiło mu się dziwnie.
— Bardzo niegrzecznym i buntowniczym aniołkiem… — Marvin zamruczał w odpowiedzi, podciągając nogę do klatki piersiowej i rozciągając mięśnie. Przy tym wypukłość w jego obcisłych spodniach bardziej się odznaczyła, a on patrzył prosto w oczy kumpla.
Dean uśmiechnął się pod nosem i skinął głową.
— Nie zaskoczyłeś mnie tym. Robiliście już kiedyś ten występ? — upewnił się.
Jaz tymczasem położył się klatką piersiową płasko na scenie. Nogi miał po bokach, rozłożone pod kątem prostym. I obserwował ich podczas tej rozmowy. Może powinien iść zmienić spodnie albo coś? Jakoś tak czuł się mało ciekawie w swoich dresach.
— Jakiś czas temu. Powtarzamy, bo miałem małą przerwę, rozciąłem sobie rękę — wyjaśnił Marvin, dalej się rozgrzewając. — Występ zrobił duże wrażenie, więc jeszcze raz go pokazać nie zaszkodzi. Choć w białym nie jest mi do twarzy — prychnął cicho.
— Serio? — Dean zakwestionował. — To co ty założysz na ślub?
Jaz, mimo wisielczego humoru, który zaczął go atakować, prychnął z rozbawienia na tę uwagę, a raczej na to, jak sobie wyobraził Marvina w sukience ślubnej.
— Czerwone kabaretki, stringi drażniące mój rowek i gwiazdki na sutkach — odparł Marvin prześmiewczo.
— To tylko w Vegas chyba — dodał Jaz, bez problemu mogąc sobie wyobrazić kochanka w takim stroju.
— Mm? To co, hajtamy się tam? Wyjdziesz za mnie, tygrysie? — zamruczał Marvin, z rozbawieniem patrząc na Jaza. Klęczał przy tym i wyginał się do tyłu, łapiąc za kostki.
Jasper zarumienił się nagle na policzkach, zapominając języka w gębie. Chwilę mu zajęło, nim odszczeknął:
— Nie wydurniaj się.
— Dean by zatańczył na naszym wieczorze kawalerskim… — kontynuował Marvin, ruszając w jego kierunku na czworaka. Powoli, zmysłowo, poruszając przy tym tyłkiem i eksponując łopatki.
Jaz przełknął ślinę, uśmiechając się jakoś nerwowo.
— No… Byłoby ciekawie, ale no… To takie gdybanie… przecież, co nie? — spytał, wstając i rozciągając uda. Rzucił też krótkie spojrzenie Deanowi, jakby chciał, aby ten go poratował. On jednak tylko słuchał.
— Głupi tygrys — prychnął Marvin, patrząc na Jaza z rozbawieniem, a raczej na jego reakcję. Sam nawet nie myślał o tym, by brać całą tę rozmowę na poważnie. Nie myślał o przyszłości. O takich poważnych, formalnych sprawach. Liczyło się dla niego tu i teraz. A teraz chciał zatańczyć ze swoim seksownym facetem, więc uniósł się i ruszył do radia, by ustawić muzykę w odpowiednim miejscu.
Jasper jeszcze odetchnął, przestąpił z nogi na nogę i uśmiechnął się trochę nerwowo. Przed chwilą się wydurnił, a do tego Dean patrzył i umiał tańczyć. W końcu nauczył tego Marvina. Jakoś tańcząc przed tłumami, nie myślał, że gdzieś tam ktoś może robić to lepiej. I… być dla niego konkurencją. Musiał się postarać.
— To puszczaj.
Marvin przytaknął i wcisnął play, gdy znalazł odpowiedni kawałek. Cały występ był dość długi i nie było w nim żadnych statystów. Był to układ na tylko dwóch aktorów, dość wyczerpujący, ale naprawdę widowiskowy.
Uniósł się, gdy pierwsze nuty popłynęły i zaczął sobie przypominać wszystkie ruchy. Jaz po chwili dołączył do niego. Trochę później wchodził. Musiał przyznać przed sobą, że nieźle wszystko pamiętał. To pewnie dlatego, że przygotowywali się do tego występu za pierwszym razem bardzo długo. Teraz miał wrażenie, że z każdym kolejnym dźwiękiem wydobywającym się z głośników radyjka w jego głowie ponownie pojawia się cały scenariusz i każdy kolejny krok. Był tylko zdenerwowany jasnymi oczami Deana, który po prostu ich obserwował.
W pewnym momencie przerwały im czyjeś ciężkie kroki, które rozległy się po klubie. Gdy całą trójką zerknęli w tamtą stronę, ujrzeli stającego z głupią miną, młodego blondyna w spodniach w moro.
— Chuj. Zajęte — jęknął Karl, z plecakiem na ramieniu.
Marvin ściągnął brwi i podszedł do radia, by zastopować utwór. Dean i Jaz spojrzeli w stronę przybyłego. Młodszy mężczyzna skorzystał z okazji i wytarł twarz koszulką.
Karl dopiero po chwili uchwycił obecność Deana i zamrugał powiekami. Zlustrował go przy tym z góry na dół i oblizał usta.
— Co ćwiczycie? — zagadał.
— Występ na za tydzień — wyjaśnił Marvin, zeskakując ze sceny, by przejść za bar po butelkę wody. — Poznajcie się. Karl Holden, ten, o którym ci mówiłem, że jest sprawcą fotkowej afery, a to Dean Boyer, stary kumpel, też tańczy i podpala różne rzeczy — przedstawił ich sobie, zgrabnie idąc w obcasach. Lawirując pomiędzy robotnikami, dotarł do lodówki. Otarł się o jednego niby przypadkiem pośladkiem. Jakoś nie mógł się powstrzymać.
Ten aż drgnął i cudem nie upuścił śrubokrętu. Wszyscy, włącznie z nim, uwijali się jak w ukropie, przypominając pracujące zwinnie mrówki. Na pewno dopiero teraz poważnie odczuli to, w jakim miejscu przyszło im pracować.
— Różne, różne. To brzmi, jakby to były świeczki, Marvin — rzucił Dean z oburzeniem i wyciągnął rękę do Karla. Wstał, ale nie ruszył się. Poczekał, aż ten podejdzie. A kiedy ten ścisnął mu dłoń z niepewną miną, uśmiechnął się szeroko. — Bardzo młody jesteś.
— I nie nadaję się na opał. — Blondyn zaśmiał się nerwowo, ściskając dłoń Deana i patrząc z lekkim strachem na jego uzębienie. — A ty jesteś… no… kurwa mać, w gazetach kiedyś pisali, zajebista sprawa… jak się widzi takie osoby na żywca, a nie tylko na zdjęciach.
— O mój Boże! Serio kojarzysz moje dzieła? — spytał autentycznie zaskoczony i podekscytowany Dean. Kiedy robił swoje „ogniska” w mieście, nie myślał, że stanie się sławny, mimo że chciał, aby każdy wiedział ten piękny, cudowny ogień.
— Mój brat pracuje w gazecie, więc kojarzę. Ale to kilka lat temu było, młody jeszcze byłem i niech mnie chuj, ale myślałem, że ci więcej dali! — odparł Karl jak zwykle prosto z mostu, patrząc na Deana zarówno z lekkim podziwem, jak i czającym się gdzieś w głosie przerażeniem. Widać też było, że jest skonfundowany tym spotkaniem. I tym, że Dean był „kumplem” Marvina i Jaza. W tej konkretnej chwili nie był pewien, czy lubił mieć tak dobrą pamięć do gazetowych plotek.
— Miałem wiele uroku osobistego — odparł Dean ze szczerością w głosie, wsuwając szczupłą dłoń w kieszeń swoich wąskich spodni. Był naprawdę wysoki i giętki, a nad dość niskim Karlem nieźle górował. — A ciebie z jakiej okazji tu widzimy, skoro jesteś małą iskierką problemów, dla których tu jestem?
— Yyy… jak to, dla których tu jesteś? — wykrztusił Karl i spojrzał na Jaza i Marvina.
Ten drugi właśnie wychodził zza baru z jedną butelką wody i jedną piwa. Wzruszył ramionami, pozwalając przyjacielowi odpowiedzieć. Nawet cieszył się, że Karl tu przyszedł. Przynajmniej poznał Deana i może plota pójdzie dalej. Nic więc nie dodał, tylko rzucił wodę kochankowi, a kumplowi podał piwo.
Ten uśmiechnął się do niego w podzięce, a z kieszeni wyjął zapalniczkę, za pomocą której otworzył butelkę.
— No, chcę pomóc. Tak chyba robią przyjaciele, co nie? Nie masz przyjaciół? — spytał, pochylając się do Karla. Stuknął go delikatnie szyjką butelki w czoło. — Na zdrowie. Za kierowcę! — dodał głośno, odwracając się i wołając do Jaspera.
Ten tylko mu odmachał, bo pił wodę.
— Ale jak… pomóc? Jaja se robicie? — Karl już z otwartym przestrachem popatrzył na Marvina, Jaza i Deana.
— Orvel też nie wyglądał na żartownisia, gdy wysnuwał swoje żądania — tym razem głos zabrał Marvin, obejmując przyjacielsko ramieniem Deana. Odruchowo przy tym wypiął biodro.
Dean wzruszył ramionami.
— I wiesz, całe to wsparcie moralne, te sprawy. — Znowu się uśmiechnął, pokazując chłopakowi kły, a ten zauważalnie przełknął ślinę.
— Serio, to zaszło za daleko…
— To niech się skończy, to będzie po sprawie — uciął Marvin i stuknął Karla w klatkę piersiową. — A ty podobno twierdzisz, że to wymyśliłem, mm? Że się puszczam?
— Eee… nie że tak twierdzę, tylko to jedna z teorii… — Karl zaczynał panikować. Najwyraźniej poczuł się jak otoczona przez drapieżców zwierzyna, gdy stał tu, w tej piwnicy będącej klubem, sam, a przed sobą miał sławnego w okolicy piromana i wkurwioną gwiazdkę estradową. A gdzieś w tle Jaspera, popijającego wodę, w dresowych spodniach oraz dziwnie niepasujących do tego wszystkiego monterów.
— Oj, a jedną z teorii jest też taka, że kilka obiektów w mieście spłonie. Wielka mi rzecz. — Dean wzruszył ramionami i napił się piwa. — No, ale, drogie panie, my tu paplu paplu, a mężczyzna na scenie czeka.
Marvin obejrzał się w stronę Jaspera. Może faktycznie lepiej zostawić Karla Deanowi… Dlatego też nie obdarzył już blondyna spojrzeniem i ruszył w swoich obcasach na scenę, by przewinąć utwór i wrócić do próby.
W tym czasie Karl prawie nie oddychał. Zerknął też na Deana z przestrachem.
— Kurwa… Nie wiedziałem, że ktoś taki jak ty się z nimi kumpluje… — wydusił.
— A co jest w tym takiego dziwnego? Jak słyszałem, ty kumplujesz się z prawie dziewczynką. Mam rozumieć, że jestem tym „gorszym”? — spytał Dean, zerkając na scenę i popijając piwo. Darmowe piwo i jeszcze mieli go odwieźć do domu. Idealnie.
— Tego nie powiedziałem. Ale… to nie jakaś podpucha? Nie wynajęli cię? Chociaż to chyba by było jeszcze gorsze — prychnął chłopak, trzymając się w odległości dużego kroku od Deana.
Ten roześmiał się na jego uwagę.
— Dzięki. Teraz już myślisz nawet, że się sprzedaję — zakpił znowu z tym szerokim uśmiechem. Bawiło go zachowanie tego chłopaka, a nie zamierzał mu odpuszczać, skoro to z jego winy w ogóle powstały te filmiki.
— Sorry, jak uraziłem — odparł Karl i wcisnął rękę w kieszeń spodni, a w niej odszukał komórkę. Musiał napisać do Patsy’ego. Jeśli i jemu coś groziło z rąk tego piromana, to wolał go uprzedzić!
— Nie no, spoczko, spoczko. A tak z ciekawości… — Dean napił się znowu, patrząc, jak na scenie jego gospodarz i kumpel wykonują nawet niezłe podnoszenie. — Ile byś dał za loda? — spytał, pokazując Karlowi swój rozcięty język. Poruszał nim bezwstydnie.
Chłopak zamrugał, chwilowo będąc w bardzo dużym szoku i nawet nie wiedział, jak zareagować poza głupim gapieniem się na oblicze starszego mężczyzny. Potem spojrzał na scenę, jakby szukał tam potwierdzenia słów Deana.
— Teraz to jebnąłeś tekstem. Bez jaj! — Zaśmiał się, chyba nie biorąc tego na poważnie, a raczej próbując to obrócić w żart.
— Nie no, jaja są spoko. Chyba, że za ekstra obsługę byś chciał ekstra płacić — kontynuował Dean, wybornie rozbawiony reakcją chłopaka. Nawet jakby była gorsza, i tak nie miał co robić. Zresztą, uznał za stosowne podsycanie w nim wiary, że jest niezrównoważony psychicznie, by chłopak bardziej się go obawiał.
— Mówiłeś, że się nie sprzedajesz… — Karl wciąż badał teren, patrząc na niego podejrzliwie.
— Och, tylko sprawdzam teren. Wiesz, badania rynku, te sprawy — Dean odparł z powagą w głosie, ale wewnętrznie się z tego wszystkiego śmiał. Nie sprzedawał się, robił sobie tylko… dłużników.
— Spoko. To… no, nie wiem, ile się bierze za loda, nie płaciłem nikomu za seks. Pięćdziesiąt baksów? — Karl wzruszył ramionami niepewnie.
Dean parsknął i aż musiał sobie usta zatkać wierzchem dłoni, w której trzymał piwo.
— Dobre. Za pięćdziesiąt to ja bym ci go najwyżej odgryzł. No, ale dzięki za opinię. Każda się liczy.
— Mówię, że nie wiem. — Karl zirytował się po tak jawnym wyśmianiu.
Popatrzył, jak Marvin upada przed Jazem w teatralnym, pełnym seksapilu ruchu, z dość szeroko rozłożonymi nogami, a ten dopada do niego i stapiają się w jakiejś skomplikowanej kompozycji. Był jak zwykle w dużym szoku ich umiejętności. Jemu było daleko do takiej precyzji i takiego… ognia. Choć może to skojarzenie nie było najlepsze, gdy miał obok piromana.
— Marvin pewnie lepiej wie — dodał, nim ugryzł się w język.
— Och, tak, zdecydowanie lepiej wie, tym bardziej, że nie jest księżniczka taka zdesperowana jak ja. Zobacz. — Dean skinął głową na występujących. — Ma swojego darmowego penisa, a szkoda by było, jakby znowu musiał badać teren. Wtedy trzeba byłoby… — Wzruszył ramionami, mrużąc oczy, jakby mocno się nad czymś zastanawiał. — Nie wiem, pościągać jakieś stare długi, zobowiązania. Zawsze tak bywa. — Westchnął ciężko i dopił piwo. Podał pustą butelkę chłopakowi. — Weź, skocz mi jeszcze po jedno, bądź dobrym chłopcem — dodał i cmoknął do niego protekcjonalnie.
Karl odetchnął i wyszedł za bar po kolejne piwo dla tego mężczyzny. Równocześnie napisał do Patsy’ego krótkiego, szybkiego smsa: „Marvin i Jaz przydybali se PIROMANA! Kurwa, czujesz?! Dean Boyer, weź se wygoogluj, koleś jest psychiczny!”. Wysyłał i wrócił z butelką piwa do Deana, by mu ją podać.
— Proszzz, proszzz — mruknął przy tym z wymuszonym uśmiechem. — Ale wiesz, oni się chyba nie zamierzają rozstawać. A słyszałem, że Marvinowi nie trzeba być singlem, by zaliczać innych. I szkoda by było, żeby przez jego historyjki ucierpiały osoby postronne — rzucił dość desperacko, chcąc przekonać Deana, że nie musi się angażować w sprawę.
Dean otworzył sobie piwo, akurat chwilę przed tym, gdy skończył się kawałek. Jaz podszedł włączyć go od nowa. Zwrócił się przy okazji do mężczyzny przed sceną.
— Już wiem, czemu nie lubiłem tak tego występu. Podnoszenia. Wolałbym chyba, abyś umiał masować, a nie tańczyć rumbę — mruknął, a Dean uśmiechnął się do niego ciepło.
— Też da się załatwić, jeśli ładnie poprosisz.
Jaz prychnął i wrócił od kochanka, który łapał oddech. Piroman jeszcze chwilkę na nich patrzył i napił się wprost z butelki. Chyba zaczynał uważać Marvina za szczęściarza. Jego facet był słodki. Duży i słodki.
Dopiero po kolejnych dwóch łykach, chwili na delektowanie się słabym alkoholem i tym samym olewanie Karla, odpowiedział na jego zaczepkę.
— A co do tego co powiedziałeś, to o kogo się boisz? Jaz jest pewny swojej wersji, więc jak już to sam siebie zrani. A ja też mu wierzę, więc nie wiem, kto tu jest osobą postronną? Ty?
— Mój kumpel — mruknął zgaszony Karl, popatrując, jak dwójka tancerzy zaczyna występ od nowa. Jak Marvin, mimo ciężkiego oddechu, odwala swoje kroki, po czym Jaz wchodzi na scenę wraz z rozpoczęciem szybszego rytmu muzyki w tle. Rzeczywiście, dużo było ruchów, w których musiał podnosić Marvina. Całość jednak wyglądała przez to strasznie widowiskowo i płynnie. — Nieważne. Sam nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi. W ogóle to chyba nie mam szans poćwiczyć, to się zmyję.
— Nie wiem, poczekaj. Poucz się czegoś, popatrz. Ja się już nudzę w sumie. — Zaśmiał się Dean. — Tańczyłeś kiedyś coś klasyczne… — nie skończył, bo monterzy odwrócili jego uwagę, dając im znak, że wychodzą i że sprzęt, jakby chcieli, jest zamontowany. Dean odmachał im. — DZIĘKI! — krzyknął, szeroko się uśmiechając.
Jeden z monterów, ten zmacany pośladkiem Marvina, spojrzał jeszcze z konsternacją, jak ten, jako anioł, usiłuje wyrwać się z sideł Jaza. A gdy już wyszli, Karl poczuł się jeszcze bardziej nieswojo.
— Klasycznie tylko jakieś tam jedno czy dwa tanga. Ale tak to nic, macham tyłkiem tylko na podestach głównie — odpowiedział, wskazując okrągłe podwyższenia porozmieszczane po całej sali.
Dean pokiwał głową ze smutkiem.
— To nie znajdę tu chyba nikogo do tańczenia. Chyba że… — Zerknął na scenę, gdzie Jasper znowu podnosił Marvina. Widać było, że już jest zmęczony. — Jego se wytrenuję do jazzu. — Westchnął. Napił się jeszcze piwa i wyłączył chłopakom muzykę niemalże w połowie ruchu.
Marvin zatrzymał się, oddychając płytko. Przetarł czoło wierzchem dłoni.
— Co jest? — rzucił do Deana.
— Na pierwszy dzień po przerwie ci starczy. Najwyżej potem jeszcze poćwiczycie. Teraz nie przeginaj — polecił im tonem znawcy, a Marvin o dziwo nie zaprotestował, tylko przytaknął i podszedł do odłożonej przez Jaza butelki wody, która stała przy radiu. Napił się z niej sporo i sapnął.
— Zapomniałem już, jak długi jest ten kawałek.
— Dlatego nie przeginaj. Wy odpoczniecie. Ka… — spojrzał na blondyna, jakby upewniając się, czy dobrze pamięta imię. — Karl poćwiczy trochę i najwyżej znowu się zmienicie. Chyba że… O której to otwierają?
— Niedługo. Niech ćwiczy — odparł Marvin, rzucając chłopakowi krótkie spojrzenie, po czym zdjął obcasy i boso zszedł ze sceny.
Jasper zerknął za nim, ale darował sobie wycieczkę do garderoby. Usiadł niedaleko Deana i wypił resztki wody.
— Zostajemy na imprezie, co nie? — upewnił się jeszcze w międzyczasie, kiedy Karl trochę nieśmiało przeszedł, aby włączyć sobie muzykę i się przygotować.
— A mamy lepszy pomysł? I w ogóle, macie tu darkroomy? — zagadał Dean, siadając na brzegu sceny i patrząc, jak Marvin wychodzi w stronę wyjścia dla personelu, najpewniej by się przebrać.
— Mhm, tam. — Jasper wskazał mu załom za ścianą, jakby za barem, ale kawałek dalej. — Korytarzyk i całkiem, całkiem pomieszczenie. A planujesz się wybrać?
— Jak coś z kimś zaiskrzy… kto wie? — odparł Dean, patrząc, jak Karl zaczyna się rozgrzewać na scenie i jak rzuca mu dziwne spojrzenie. Dlatego sam posłał mu buziaka. — Karl nie chciał loda. — Zacmokał.
— Bo boi się pewnie, że mu odgryziesz. Nie dziwię się. Sam bałbym się, że się coś o nie porysuje. I serio mówiłeś z tym masażem jak coś? Najwyżej Marvina poproszę, to mnie pougniata.
Dean zatarł ręce i spojrzał na całą postać Jaza. Blondyna na scenie ignorował. Zresztą, nie chciało mu się odwracać, bo ten ćwiczył za ich plecami.
— Dam radę. Ale to w domu. Jak masz jakieś olejki, to będzie jeszcze bardziej cacy.
Jaz mruknął pod nosem, zastanawiając się nad pytaniem. Nie wiedział. Jednocześnie wyciągnął sobie rękę za plecy, drugą łapiąc jej łokieć i pozwalając mięśniom odpocząć.
— Może się znajdzie.
— No, dobra. Teraz tylko pytanie… Co ja z tego będę miał? — Dean zerknął na niego ze swoim ostrozębnym uśmiechem. Podobnie jak Marvin, odruchowo flirtował, chociaż bez złych zamiarów. Nie podbierał przyjaciołom facetów. Zwykle.
— A co byś chciał poza kanapą i śniadaniem?
— Coś na pewno wymyślisz… — odparł Dean, a Karl na scenie wreszcie zaczął ćwiczyć do jakiejś bardziej konkretnej nuty.
Chwilę później z garderoby wyszedł Marvin, już w ciemnych, wytartych jeansach i w świeżym podkoszulku. Podszedł do nich, obrzucając krótkim spojrzeniem Karla. Jaz był nim mniej zainteresowany. Wyciągnął za to dłoń do kochanka.
— Mmm, jaki ładny — zamruczał, po czym już normalnym tonem dodał: — Co mogę Deanowi dać za masaż?
— Buzi — prychnął Marvin, stając przed siedzącym na brzegu sceny Jazem i obejmując go za szyję. — Co byś chciał, materialisto? Na zapałki cię stać — zwrócił się do Deana, a ten wzruszył ramionami.
— Nie wiem? Kolorowe gumeczki… do włosów? — Zaśmiał się i przechylił się do Jaspera, szturchając go swoim ramieniem w jego, prawie dwa razy szersze. — Coś się wymyśli. Na pewno będę usatysfakcjonowany.
Zanim Jaz zdążył odpowiedzieć, Marvin trącił Deana stopą w kostkę.
— Powiedz mi, mistrzu, co myślisz o tańcu.
— Nieźle. Powiedziałbym, że powinieneś bardziej uważać na palce, obciągać je do końca, ale chyba tu nie o to chodzi i każdy patrzy ci na tyłek.
— Na ogół — przyznał Marvin, kodując jednak w głowie poradę Deana. — A Jaz? Z Karlem mu się pewnie łatwiej odwalało to całe podrzucanie, ale to duży chłopiec, mm? — zamruczał, przesuwając dłońmi po łopatkach i ramionach kochanka.
Ten zaśmiał się pod nosem i zerknął też na Deana, bo ciekaw był jego odpowiedzi.
— Ma to szczęście, inaczej by takiego klocka jak ty nie podniósł. Ja bym na pewno sobie nie poradził, ale… — Dean zeskoczył i chwycił Jaspera za rękę, też go ściągając na ziemię. — Jak go łapiesz w tym miejscu… — Położył sobie jego dłoń na ciele. — To mijasz o kilka centymetrów środek ciężkości Marvina. Zobacz… hmm, ta figura, jak opiera ci się o udo i ciągniesz go na ramię. Spróbujmy to samo. Tylko że dłoń mi połóż tu… — Przekręcił mu ją lekko, a Jaz słuchał z zaciekawieniem. — Mhm, tak. I teraz. To samo, tylko mnie nie przerzuć, bo się połamię — poprosił, śmiejąc się krótko, a Jasper zrobił to podobnie jak z Marvinem, tylko że faktycznie Dean był dużo lżejszy. Jednak ta cała gadka o środku ciężkości ułatwiła mu utrzymanie go w poziomie na swoim ramieniu i dłoni. Zgrabnie też udało mu się go odstawić.
Marvin obserwował ich, opierając się tyłkiem o krawędź sceny. A gdy Dean znowu stanął na podłodze, rzucił:
— Byłoby tu więcej sukcesów z takim pracownikiem, jak ty, mistrzu.
Jaz uśmiechnął się serdecznie i skinął głową.
— No, niezłe to było.
Dean za to popatrzył na nich z lekkim politowaniem.
— Nie uważacie, że lekko przeginacie? — spytał, unosząc górną wargę z dezaprobatą. — To zwykłe podnoszenie, bez żadnych niezwykłych tajemnic. Marvin, ty powinieneś wprowadzać tu takie rzeczy. Czego ja cię uczyłem? — prychnął, a w międzyczasie Karl stał na scenie i odechciewało mu się tańczenia. Czuł się dokładnie tak, jak jeszcze niedawno Jasper, gdy słuchał rozmowy Marvina i Deana. Karl jednak w pełni zdawał sobie sprawę, że Nie ma co marzyć o w ogóle porównywaniu siebie do tej trójki.
— Widać, że jeszcze adept nie przerósł mistrza. I nie przeginam, znam cię i twoje możliwości. Na oczy lepszego tancerza nie widziałem — odparł Marvin poważnie. — I ty wiesz, jak kogoś trenować. Ja nie miałem okazji robić za mentora.
Dean popatrzył na nich sceptycznie, ale w końcu machnął ręką. Nie chciało mu się ich przekonywać. Mogli uważać, jak chcieli, on i tak wiedział swoje. Kochał tańczyć i uczyć, ale przerwa była za długa.
— Jak se tam chcecie.
Marvin tylko uśmiechnął się lekko, a Karl wykrzywił usta, widząc doskonale, że to zupełnie inna liga. No i wciąż zerkał na telefon, czy Patsy nie odpisuje. Nie odpisywał. Ale miał nadzieję, że teraz będą z Orvelem ostrożni. Jeśli ten facet faktycznie planował jakąś… ognistą akcję, to sam wolał trzymać się od tego z dala. I by teraz o tym wiele nie myśleć, wrócił do swojego nieporadnego na tle pozostałej trójki tańczenia. Miał już mało czasu. Niedługo mieli otworzyć klub.

15 thoughts on “No Exit – 16 – Kumpel, tancerz, piroman

  1. Katka pisze:

    Basia, myślę, że by był jakoś zadowolony, że tym razem to on jest tym bardziej pożądanym niż Marvin XD Na pewno miło by mu się zrobiło ;) Hehe, no i nie tylko Karl powinien się mieć na baczności, że Dean przyjechał. Oj, plotka powinna pójść dalej.

  2. Basia pisze:

    Witam,
    no no, podoba mi się bardzo ten rozdział, ciekawe jakby zareagował Jasper jakby dowiedział się, że Dean myśli o im jako o słodkim, no i widać zna się udzielił im już kilka rad, dobrze, że Karl wpadł do kluby przynajmniej wie, ze to już nie przelewki….
    multum weny wam dziewczyny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Saki, uuuuuu, aż sama się najarałam na czaczę w wykonaniu Jaza i Marvina! :DDD Wyglądaliby straaasznie sexy, a jakby taki pokaz dali nie tylko w gejowskim klubie, to pewnie laski piszczałyby jak szalone XD Hehe, a Marvin tak ubrany do ślubu, ooooj, no to by było nietypowe XD ale tak, bardzo w jego stylu. I Karla i Deana rozumiem masz na myśli? Hehehe, dwa blondaski XD Jeden duży, drugi mały, ale zadziorne języczki to obaj mają XD Każdy na inny sposób. A plastikowa przyjaciółka niestety gra według własnych zasad, nie mogą za bardzo liczyć na jej miłosierdzie, a jedynie ochłapy dobrej woli. Więc kto wie, jak to się rozegra i czy Patsy pomoże bardziej.

  4. saki2709 pisze:

    Uwielbiam Dean’a, ale to już chyba mówiłam. No nic. Nawet do głowy mi nie przyszło, że Marvin umie tańczyć towarzyskie. Aż bym chciała zobaczyć, jak tańczy z Jazem chociażby czaczę. A jeszcze lepiej tango, albo rumbę <333 Już to widzę oczami wyobraźni…
    Fajny pomysł w sumie rzucił Dean. Tańce towarzyskie same w sobie potrafią być erotyczne, a jakby jej jeszcze podrasować… Ja bym nie mogła oczu oderwać.
    Rozmowa ślubie mnie rozwaliła. A jeszcze bardziej wizja Marvina w sukni ślubnej. Już nie mówię o wizji Marvina w czerwonych kabaretkach, stringach i gwiazdkach na sutkach, która mnie normalnie zabiła XD Toż to do niego tak idealnie pasuje XDDD Dołożyć jeszcze tylko szpilki, bo bez butów do ślubu nie wypada XD
    Dean już się na coś przydaje. Przyjechał pomóc im z Orvelem, a daje im gratis rady co do tańca. I to całkiem przydatne.
    Co do Karla, zaskoczyło mnie trochę, że rozpoznał Dean'a. Ale to chyba lepiej dla sprawy. A tak swoją drogą, nie wiem czemu, ale chyba bym chciała zobaczyć ich razem w akcji (if you know, what I mean). Podpowiem, że nie chodzi mi o gadanie o pogodzie czy innych duperelach. No i chcę zobaczyć ten języczek Dean'a w akcji, ale kiedy używa go do czegoś innego niż mówienie czy jedzenie.
    Zastanawia mnie jedną rzecz. Czemu ta jego plastikowa przyjaciółka nie odpisała na smsa. Albo go jeszcze nie przeczytał, w co raczej wątpię, albo się zastanawia, co odpowiedzieć. W końcu na smsa od chłopaków też dosyć dlugo nie odpowiadał. Zastanawiam się, czy przypadkiem, zanim odpisze Karlowi nie kontaktuje się bezpośrednio z Marvinem i Jazem, żeby to wyjaśnić.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Zostały mi do przeczytania jeszcze dwa rozdziały FDTS. Może uda mi się je w tym tygodniu przeczytać. Jak to zrobię, to postaram się skomentować.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  5. Bebok pisze:

    Dean jak zwykle podbija me serce <3_<
    Wciąż czekam na rozwój sytuacji ;) Mam nadzieję że Dean zbyt szybko nie wyjedzie bo będzie mi bez niego smutno ;P

  6. Katka pisze:

    Ash, hehe, ucz się grzecznie. Fizyka to zło (chyba że ktoś miał szczęście być ścisłowcem), więc trzymam kciuki za szybkie wchodzenie wiedzy do głowy. Shiv czyta, czyta! Każdego komenta :) Tylko to ja tu zwykle odwalam robotę odpisywania XD No dobra, jej też się zdarza XD (też Cię kocham, Shiv ;*) A co do naszej współpracy – ogólnie piszemy korzystając z dobrodziejstw komunikatorów. Piszemy fragmentami i każda oczywiście prowadzi osobną postać. Przykładowo w No Exit (skoro tutaj komentujemy) ja mam Marvina, Shiv Jaspera i każda z nas opisuje ich na wyłączność – wygląd, kwestia, myśli itp. Jedynie opisy piszemy razem, czasem jedna, czasem druga, różnie bywa. No i tak się tworzy… Kiedyś może wrzucimy na sucho jak to wygląda przed edycją, to będzie można zobaczyć :) Postaciami pobocznymi zazwyczaj się dzielimy, w sensie np. Karl w No Exit jest pisany przez nas obie, w zależności z kim akurat ma scenę. Jak masz jakieś pytania jeszcze odnośnie tego, to chętnie odpowiem :)

  7. Ash Alex Sugar pisze:

    Tak, to, że jest tam tyyyyylu bohaterów – to również sprawia, że nie widzę żadnej akcji ;) Ale to nie znaczy od razu, że jest źle, noo xD
    Och tak, to, że piszecie realistycznie – to widać u was i bardzo, ale to bardzo to doceniam! :)
    Hah na razie się za nic nie zabieram, bo brnę w FDTS… a właściwie to teraz uczę się fizyki, brnąć będę dalej pewnie w nocy xD
    Ok, ok, już ne przeciągam, nie nękam was dyskusją, pozdrowiania, dla Shiv też, mam nadzieję, że czyta ;)

    Ach! (Ash, miałaś nie przedłużać…) Bardzo mnie jeszcze ciekawi, jak wygląda wasza współpraca? Tak z ciekawości, sama nie umiałabym chyba pisać z kimś wspólnie ;)
    „… pamiętam, jak się męczyłam pisząc Jasona …” Wnioskuję, że każda z was ma swój wątek/swojego bohatera w paringu? Czy jak? ;)

  8. Katka pisze:

    Ash Alex Sugar, w PD się niewiele dzieje może własnie przez to, ze tyle jest postaci, a może też przez to, że tyle czekania jest na kolejny rozdział. To naprawdę robi swoje. Ale fajnie, ze i tak czytasz ;) Oooch, a łamanie stereotypów – taaa, lubimy to. Bo stereotyp określa zawsze kogoś jako jeden wzorzec, który nie ma odchyłów w żadną stronę, a przecież każdy ma swoje słabości i zalety, a zachowania i nawyki są przeróżne z racji wychowania, otoczenia, edukacji, bla bla bla, więc nie da się równocześnie opierać na stereotypach jak i pisać realistycznie. A bardziej uderzamy w to drugie. I skoro zabierzesz się za Savage Virus, liczymy na komentarzyk i tam! :D

  9. Ash Alex Sugar pisze:

    O tak, matko, ja też jestem straszne zdziwiona, że jest tak mało komentarzy T.T
    Przepraszam, nie odniosłam się chyba już potem do Project Dozen o.O
    Wybaczcie, po drodze zapomniałam o nie jednej rzeczy, którą chciałam napisać xD
    Co do PD., to nie chodzi, że jest złe, czytam je i będę czytać, no ale jest takie… porównując do waszych innych opowiadań mam wrażenie, że nie dużo się tam dzieje ;)
    No i jest jakieś takie mniej poważne, luźniejsze, może dla tego, że jako jedyne wsze opowiadane jest o nastolatkach wgl ;)
    Pomysł bardzo mi się spodoba, ale czekam stanowczo na większe rozkręcenie się Projektu ;)
    Co nie zmienia faktu, że czytam to z przyjemnością! Tylko troszkę blednie w porównaniu z innymi waszymi tworami ;)
    Och, NBTS kocham uwielbiam! <3 Nie przeczytam końcówki, chociaż czasem myślę, żeby to zrobić, może w przyszłości, na razie nie. Ale uwielbiam je <3 Dopiero, jak o tym powiedziałaś, do pomyślałam, że faktyczne nie ma tam wielu akcji, jak widać nie to się dla mnie liczyło xD Porusza niesamowicie <3
    Tak, czekanie na NoExite to moja zmora życia ostatnio ;P
    Pierwszym, co sobie kupie na 18-nastke, to będzie wasz e-book xD
    Teraz nie mam jak, no ale czekam cierpliwie, czekam i właśnie byłam ciekawa, czy akcja całego opowiadana będzie się kręcić wokół szantażu, czy też zamknie się ten wątek i będą jakieś inne. Wiem, wiem, zobaczę sama xD
    Haha! xD Co do mojego ogarniania schematów – ów kolega który mi was polecił sam coś tam kiedyś pisał, jak przewidziałam ze trzy nastopne wątki, to spytał, czy jestem jasnowidzką xD *dumna z siebie*
    Może to kwestia tego, że trochę czytam, może intuicja itd. xD
    Okej, okej, będę sobie brnąć dalej w FDTS, no cóż, chociaż TROCHĘ mam nadzieję Lennego poznać, natomiast Jasona i Alexa uwielbiam, jak już mówiłam <333
    Ach, wiem, o czym jeszcze zapomniałam wczoraj, przede wszystkim o dwóch rzeczach:
    1) łamiecie stereotypy <3 uwielbiam to, macie tak straszne zróżnicowane postaci, mimo trochę mojej przewidywalności (myślałam zawsze, że to normalne, nic wyjątkowego xD), często mnie zaskakujecie i macie nieszablonowe pomysły <3
    2) większość waszych postaci z początku nie lubiłam, a potem się do nich przekonywałam xD w przypadku Charliego tylko troszkę, na pewno w przypadku Rusha, Jasona, Alexa, Shanea xD
    Poza tym Nightly Masquerade– jeszcze nie czytałam, więc nie oceniam, ale często zapominam, że to tutaj istnieje, jakoś mało się o tym mów ;) Ale następnym, co będę czytać, to najprawdopodobniej Savage Virus, jakoś na razie nie ciągnie mnie to ATCL ;)

  10. Katka pisze:

    Ash Alex Sugar, witamy! :D Zawsze zabawnie jest „witać” na stronie kogoś, kto już nas czyta od długiego czasu. Z jednej strony faktycznie dopiero co nawiązujemy kontakt, a z drugiej już pewnie wszystko ogarniasz (poza opkami, z którymi nie jesteś na bieżąco) i w ogóle. Jeszcze zanim odniosę się do Twojej opinii, to wspomnę o tym koledze, który Ci nas polecił, bo to jakoś zawsze mnie bawi – właśnie często się zdarza, że ktoś tu pisze, że ktoś inny mu nas polecił, że rozmawia o nas ze znajomymi, że jego znajomi coś tam, że ktoś coś tam i w sumie z takich słów wynika, że naprawdę sporo osób nas czyta. I to jest mega fajne! Ale z drugiej strony smutne, jak się patrzy, jak się to przekłada na ilość komentarze i jakiegoś odzewu XD
    Okej, już odnośnie reszty. „Nie przeczytałam jeszcze wszystkiego” i „czytam was od półtorej roku” uświadamia mi jak faktycznie wiele napisałyśmy już XD W pewien sposób wręcz współczuję ludziom, którzy przyjdą tu za jakieś 2-3 lata, to już w ogóle tego będzie masa XD Ale co do NBTS i jego zakończenia, nie jestem pewna, czy faktycznie nakłaniać Cię do przeczytania ostatniego rozdziału, czy nie. Bo z jednej strony wiem, że zakończenie jest wyciskające łzy, ale z drugiej nie ma tam żadnego słowa potwierdzenia takiego stuprocentowego, że chłopcy umarli. Wolę więc to pozostawić Twojej woli ;) I mówisz, że Project Dozen to najsłabszy twór? To też zawsze wolę zostawić opinii czytelników, bo nie mam co zaprzeczać, każda opinia jest inna. Spotkałyśmy się jednak z opinią od sporej ilości ludków, że to Nightly Masquerade było dla nich słabsze. A jeśli chodzi o moją opinię, to uważam, że każde opko ma swoje plusy i każde ma swoje minusy, których jesteśmy świadome (a dla dobra opinii publicznej zostawimy to dla siebie XD), więc niektórzy je widzą, inni nie ;) Kwestia gustu, hehe. Okej, dalej.
    Outsiderek, haha, taki naiwny był, a taki słodki, nie? XD Jestem w sumie pełna podziwu dla nas samych, że udało nam się to takie zwarte i krótkie zrobić, bo ostatnio mamy z tym mocne problemy, wszystko się przeciąga XD Może kwestia jednowątkowości, ale właśnie ten proces troszczenia się o siebie i pokonywania natury Liama jakoś udało się zawrzeć. Fajnie, że się podoba :)
    Never Be The Same… W sumie nie powinnam się dziwić, ale wciąż… może nie dziwi, a cieszy i trochę zaskakuje fakt, że opowiadanie pisane tak dawno (bo było jednym z naszych pierwszych tworów) tak bardzo działa na ludzi i jest tak doceniane. Strasznie fajnie. Nie wiem w sumie, czy mamy jakieś inne oparte tak bardzo na relacjach i uczuciach bohaterów. Może dlatego czasami się wydawać takie bezwątkowe czy coś, bo nie ma wiele perypetii, jakichś zwrotów akcji. Ale może właśnie to, co piszesz, że było widać to takie wierne uczucie jakoś przeważyło na plus opowiadania :)
    Walter i Jasper – haha, no mam wrażenie, że spooooro osób widzi w nich ideały, ale do tej dwójki jeszcze zazwyczaj dochodzi Jason. Ja się oczywiście całkowicie zgadzam! Walter jest takim TYPOWYM ideałem – przystojny, bogaty, opiekuńczy, dający bezpieczeństwo, inteligentny, wykształcony… jego zalety można by wymieniać bez końca. Ale może przy tym wydaje się trochę nierealny, dlatego Jasper czasem go przebija. Jest bardziej „ludzki” – ale to mówię z mojej własnej opinii, tak aby troszkę skonfrontować z Twoją i porównać ;) Zgadzam się, że taki Jasper czy Walter by się człowiekowi przydał XD
    Co to No Exit stricte, to hm… tak, troszku się wlecze, przyznam, że głównym czynnikiem zapalnym był właśnie moment szantażu (ba, wciąż jest!), kiedy Orvel zaczął Marvina szantażować. W sumie doszłyśmy do wniosku, że to zupełnie inaczej się czyta na stronie, rozdziałami, a inaczej w jednym ciągu. Mimo wszystko w drugiej wersji nie ma tego poczucia przeciągania (lub jest mniejsze), bo się ma dostęp do całości i szybko można przejść dalej, a tutaj samo czekanie na rozdział jest przeciąganiem. Dlatego mogę jedynie zasugerować kupienie e-booka z No Exit, chyba że faktycznie nie przeszkadza Ci zanadto to wolniejsze tempo akcji ;) A w ogóle to mam wrażenie, że fajnie pochłaniasz treść, w sensie ciężko powiedzieć po jednym komentarzu (a uwierz, jak ktoś komentuje częściej, to nawet zaczynam ogarniać jego sposób myślenia i czasem łatwo przewidzieć, co się komu spodoba XD), ale… nie wiem, jak to powiedzieć, by nie zabrzmiało debilnie, choć najbardziej mi się ciśnie na usta słowo „schematy”. W sensie umiesz jakoś ogarnąć jakie postać ma zadanie i jak się to ima drugiej postaci/akcji/otoczenia. Fajnie, fajnie. Szczególnie, że robisz to dobrze XD
    „Hm, mam nadzieję, że nie uznajecie niczego co tu mówię, za najmniejszą krytykę, an sugestie jakiś zmian xD” – konstruktywna krytyka jest dobra. Nikt nie lubi, jak się mu wytyka błędy, ale jednak jak coś nie tego, to warto pisać, bo i my się możemy dzięki temu poprawić. W ogóle wow, „profesjonalistkami” XD Zawsze mam wrażenie, że profesjonalistą w tym fachu można być, jak się wydaje książki i na tym zarabia, ale też nie chcę za bardzo umniejszać naszej roli, bo kurde długo już piszemy XD No nieważne XD
    70 rozdział w Fire Dragon, nie jest źle. Przebrnęłaś przez część gołąbkową, tera chyba będziesz mieć większość Jasonowo-Alexową i Leniakowo-Ryanową. Jeśli chodzi o tę pierwszą, to chyba właśnie główny sekret tkwi w tym, że tak bardzo się różnią! :) Z jednej strony wydaje mi się to przepisem na dobry paring – wziąć dwa przeciwne ogniwa i zespolić, ale z drugiej czasem nie jest łatwe pogodzenie ich i przebrnięcie przez ich opory. Bo o matko, wciąż pamiętam, jak się męczyłam pisząc Jasona, żeby w ogóle dotrzeć jakoś do Alexa! A wyszło na to, że to docieranie, ta nauka bycia blisko okazały się poruszające ;) A co do Lenny’ego, haha, zawsze mam wrażenie, że to „czekam, aż poznam lepiej Lenny’ego” jest trochę takim never ending story, bo ciężko tego faceta tak naprawdę poznać XD Nawet teraz, gdy już zbliża się 200 rozdziałów w sumie nie wiadomo o nim większości, ale to może plus, będzie o czym pisać jak będzie już 400 rozdziałów XD
    Na koniec – strasznie, strasznie dziękujemy za te wszystkie słowa chwały XD To mega miłe z Twojej strony. Chooociaż i tak mam wyrzuty sumienia, kiedy nie mamy czasu wszystkiego ogarnąć, bo właśnie jak widzisz, wiele się dzieje, a nie zawsze na wszystko jest czas i niekiedy niektóre rzeczy leżą i proszą o zmiłowanie, jak chociażby strony fejsbukowe postaci. A my mamy takie fazy często, gdy w życiu coś się bardziej dzieje, np. praca/studia/problemy rodzinne i nie ma jak ogarniać. Na szczęście u mnie przynajmniej teraz jest większy spokój i zaczynam wracać do ogarniania XD Dzięki jeszcze raz, jesteśmy obie bardzo szczęśliwe, gdy ktoś przybywa z takimi słowami! Daje kopa do działania :D Na bloga w wolnej chwili zajrzymy, ląduje w zakładkach ;) Pozdrowionka!

  11. Ash Alex Sugar pisze:

    Hej Katko, Shivuniu <3
    Och to będzie długi komentarz… xD
    Hm, od czego by tu zacząć…
    Czytam waszego bloga chyba od półtorej roku, coś kolo tego. Nie mam niestety zwyczaju komentowania wszystkiego na bieżąco, choć właśnie zamierzam to zmienić ;)
    Nie przeczytałam jeszcze wszystkiego, piszecie tak strasznie dużo, ale mam za sobą "Outsider", od którego zaczęłam, "Never BeThe Same", którego ostatniego rozdziału od roku nie przeczytałam i raczej nigdy do tego nie dojdzie, bo wiem, jak się skończy, jesteście okrutne i na samą myśl pęka m serce T.T
    Wracając… a tak, obecnie czytam "Fire Dragon Tattoo Studio", za które bałam się zabrać ze względu na monstrualną długość xD
    Ach i z tych nowych jeszcze "Projekt Dozen", który personalnie uważam za wasz najsłabszy twór ;c, no "No Exite", które jest cudowne, przecudowne, mimo że obecnie akcja się wlecze, ale zaraziłam tym przyjaciółkę :D
    Może po kolei… "Outsider" było urocze! To drugie opo* o wilkołakach również przeczytałam, ale no było okej, fajne, ale bez szału w porównaniu z całą resztą waszych cudownych, niesamowitych tworów <3 Tak, "Outsder" był słodki, to, jak oni zaczęli się o siebie troszczyć, pokonywanie natury Liama, och cudownee, urocze <33
    "Never Be The Same" – tu musiałam odetchnąć głęboko, zanim zacznę pisać… Czytałam t w okolicy zeszłych wakacji, czyli już rok minął… Wracam do tego raz na jakiś czas, do fragmentów, łącznie przeczytałam już z dwa czy trzy razy ;)
    Jest takie piękne… Ta historia jest cudowna. Wiem, że się powtarzam noo xD "Cudowne", "piękne" albo "urocze", to najlepsze słowa oddające waszą pracę, jeśli mam tu nie kląć pisemnie…
    Historia Davda i Shane, to opowiadane, które polecił m kolega i dla którego miałam wgl wejść na wasz blog. Kolega nie uprzedził, że kończy się tragicznie T.T Mam już może ciut większą odporność na takie ending, czasem lubię obejrzeć rak film (np. dzisiaj "Gwiazd naszych wina"), ale jednak kiedy coś czytam to bardziej to przeżywam, nie chcę się dowiadywać, że on nie żyją T.T
    PRZEDE WSZYTKIM to, jak Shane kochał Davida – boże, to było takie piękne <33 "Mogłem cię znienawidzić, ale nigdy nie przestałem cię kochać". 9 lat. Czekał na niego. Przez pierwsze rozdziały oczywiście go nie lubiłam, był tym złym, ale potem och, uwielbiam go-o <3 do szaleństwa, do śmierci zakochany chłopak, kryjący swój ból za maską agresji, aaach <333
    Rozterki Davida też były cudowne to, że się w nim zakochał <3
    Och, jak to mus brzmieć xD Mam nadzieję, że wiecie, co mam na myśl! xD Chodzi o to, o jak wielkim uczuciu to wszytko świadczy *o* <33
    Pisząc o NBTS przypomniałam sobie o "In Out In".
    To również była prześliczna historia! Och, uczucie jakim Walter darzy Jamesa są tak urocze!! Wgl Walter jest prze uroczy i kochany <33 Och, boże, tyle razy wydobywałam z siebie niekontrolowane pisk radości…! xD James jest słodki, biedny, kochany, zakompleksiony <3 … ooooow, kochanie, to nie prawda, że na neo nie zasługujesz :*
    Och, och, wybaczcie dziewczyny, zaczynam mówić do postaci, nie do was, wychodzą na jaw moja skrzywienia psychiczne :D
    Znowuż teraz, pisząc o IInOutn pomyślałam, że mi też by się przydał taki Walter słodki i kochający <3 Ale facetem, którego jako jedynego najprawdziwszego ideała dla mnie, od początku do końca, uważam Jaspera. <3.
    "Niektórzy czekają na księcia na białym koniu. Ja czekam na Jaspera na motorze." – jak nie raz powtarzam :D
    Tak więc pomyślałam przed chwilą, że może Walter też byłby ideałem, nie tylko ogólnie ale też dla mnie, ale hm, nie wdziałam go nigdy w tej roli, a Jaspera prawie od początku xD
    Samo "No Exite" jest również wspaniałe <3
    Właśnie chyba za względu na uczucia, jakie Jasper żywi do Marvina. To takie przeurocze!
    Wiem, wiem, Marvin jest seks-bombą, ale… nie ukrywam, że osobiście odbieram to tak, że to Jasper jest tym cudownym, tym, który się stara i wgl, a Marvin tym, którego Jasoper kocha, bo… go kocha i już xD
    Ne wiem, czy tak był zamysł i wiem, rozumiem, że teraz to się zmienia, właśnie dlatego coraz bardziej lubię Marvina, że próbuje chronić Jaspera, te rozdziały, jak zaczęła się afera z Orvelem, och, na razie to moje ulubione <33
    Tak wiem, to sadystyczne, ale usłyszałam, że kobiety tak mają, że podświadomie uważają, że "kocha, kiedy cierpi" :D coś w tym jest, mam nadzieje, że serio rozumiecie, o co mi chodzi xD
    No, wracając: wiem, jak to wyjaśnić, bo nie uważam, że Marvin sprawia same kłopoty… znaczy sprawa, ale nie jest postacią-darmozjadem, wiem, no ale jeśli spojrzymy na to, kto jest komu za co tak jakby wdzięczny, to Jasper myśli, że go spotkał zaszczyt, że ma takiego SEKSOWNEGO kochanka (głównie tak myśli, okej, na zdrowie xD), a Marvin uważa (i ma ku temu podstawy), że Jasper jest cudowny, cierpliwy, wyrozumiały, że się o niego troszczy i kocha go na zabój xD
    Hm, nie mam na myśli, że to jest złe, broń boże xD
    W wielu w sumie paringach można taki podział ról znaleźć, ale tutaj po prostu tak wyraźnie to widzę ;) W każdym razie chcę Jaspera na własność xD
    Ale on nie byłby taki cudowny, gdyby nie było Marvina, albo gdyby Marvin nie sprawiał kłopotów, wiem wiem! ;3
    Hm… alem się rozpisała… co do NE jeszcze, to mam wrażenie, że akcja się teraz tak troszkę wlecze ;c No ale okej, okej, rozumiem
    Hm, mam nadzieję, że nie uznajecie niczego co tu mówię, za najmniejszą krytykę, an sugestie jakiś zmian xD Zresztą jesteście mam wrażenie profesjonalistkami (w sensie, że piszecie na poważnie, bez względu na wykształcenia), nie idziecie za ZACHCIANKAMI (głupimi) publiczności, no wiecie co macie robić po prostyu ;)
    Sama trochę piszę/pisałam, więc trochę rozumiem stronę taką jakby techniczną – ktoś musi być zły, akcja czasem się wlecze, coś się musi zje**ć td :D
    Hm, za chwilę może wrócę, do wątku czym i jak bardzo mi imponujecie (np. profesjonalizmem), a teraz chyba ostatnie: FDTS.
    Wsze flagowe opowiadane jakoś mi idzie, aczkolwiek jestem na około 70 rozdziale, weźcie to pod uwagę, nie wiem jeszcze wszystkiego :D
    Więc… jest bardzo fajne, momentami urocze, poważne, a nie raz bardo zabawne :D
    Wybaczcie, jeśli niektórych rzeczy nie opisuję dokładne, piszę w ferworze i paluszki wskazujące już bolą xD
    Może trzy główne paringi (bo mówi się o tym opo na stronie tyle, że prawie od początku wiedziałam, kto z kim będzie, co mi nie przeszkadzało zupełnie xD)
    Charlie x Rush – lubię Charliego, jest tak… fajny ;) Przypomina mi moją postać którą bardzo lubię, jest uroczy ;)
    Ogólnie nie widzę świata poza James x Alex, tak więc wszytko inne w FDTS gaśnie… no ale ci dwaj są uroczy, w tej chwili to tak sielankowy paring, no jest przyjemnie :)
    Co do Jamesa i Alexa… o mamo… ta para jest taka przecudne przeuroczaa! Nie w tym sensie, że chciałabym któregoś z nich, NIE, oni mogą być TYLKO RAZEM xD
    To niesamowite, jak bardzo są różni, a jak cudowne idealne się dopełniają. Wyszło wam to idealnie <3 To, jak Alex wzbudził w nieczułym opryskliwym Jasone uczuca, to, jak Jason przezwycięża jego lęki!! I niesamowte jest to, kiedy ja jestem PEWNA, że oni zaraz się pokłócą, już kilka razy tak było, Alex się wścieka, robi się jeszcze zmniejszy, Jason też się wkurza, ale zaraz… przytula go. Albo całuje. Zamiast zacząć się kłócić! Ojejojejojejejej *o* Jak cudownie uroczo, kochanyy! <3 Chłonę każdy kawałek tekstu o którymkolwiek z nich, do tego stopnia, że przeskakuję całe rozdziały, nawet z 20 rozdziałów do przodu! XD
    Hm, co do Ryana i Lennegy, to nie rozgryzłam ich jeszcze. Sądzę, że potem będą mi się bardziej podobać, ale obecnie, jak się docierają dopiero, zaczynają właściwe, hm, no jestem bardzo ciekawa, jak dojdzie do tego że im się ułoży, ale na razie nie porywa mnie to AŻ TAK, no jest w porządku, z chęcią obserwuję postępy ;) Szczególnie czekam na wyjaśnienie, czy Ryan ma obsesję na punkcie „nie-jestem-laską” tak po prostu, czy jest tego jakaś przyczyna; co jest z jego rodzcami, oraz chciałabym zobaczyć, jak Lenny będzie go leczył z bezsenności (nie mam nic zboczonego na myśli! Liczę, że to będzie tak przeuroczo-słodko-kochane-romantyczne jak w przypadku Alexa! xD)
    No i czekam, aż poznam lepiej Lennego ;)

    Hm, a tak poza tym uwielbiam was, jako blogerki i pisarki.
    Co prawda wcześniej czytałam głównie opowiadanie np. moich rówieśniczek**, czy nawet młodszych (no trochę starszych), tak więc wasz poziom jest łoooo, jak wysoko w porównaniu!
    Oprócz starszych rozdziałów FDTS nie znajduję u was żadnych błędów. Piszecie cudowne, cudownie oddajecie charaktery bohaterów, uczucia, jak już mówiłam, tworzycie niesamowite historie!
    Piszecie tak barwnie, tworzycie TYLU zupełnie innych bohaterów i dużo dużo zróżnicowanych historii. Profesjonalnie prowadzicie bloga i jest on mega rozkręcony, tak duża integracja z czytelnikamy, konkursy, zloty, prowadzicie fb niektróych postaci, macie zapowiedzi w formie flmików, BOŻE, w życiu nie przyszło by mi to do głowy i w bucu nie byłabym w stanie czegoś tak rozkręcić i odwalać tak kawał profesjonalnej roboty!
    Na prawdę, jesteście moimi guru w kwestii zarówno pisana jak i prowadzenia strony.
    Kocham wasze opowiadania, prawdopodobnie lecę czytać FDTS ;3

    *skrót od 'opowadanie', będę go pewne używać

    **mając obecne 17 lat i będąc fanką gejów od jakiś 3 lat mam wrażenie, że jestem jedną z młodszych osób na tym blogu? XD

    Ach, kończąc: do napisania tego pchnęło mnie coś: założyłam niedawno bloga life-stylowego, chcę też prowadząc go wrócić do/nauczać się komentować różne rzeczy na bieżąco (albo przynajmniej w ogóle KOMENTOWAĆ), no po prostu się udzielać ;)
    No i do siebie też zapraszam:
    http://ash-alex-sugar.blogspot.com/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s