Fire Dragon Tattoo Studio – 193 – To nie tak, że cię nie chcę

Lenny oparł się tyłkiem o wózek sklepowy, czytając listę, której nawet nie zapomnieli wziąć z domu.
— To teraz jajka — zarządził.
— Żebym ja pamiętał jeszcze, gdzie one są. — Ryan westchnął, idąc krok przed wózkiem i rozglądając się po półkach. Były dla niego jak jakiś labirynt. Każda wyglądała tak samo, market był wielki i miał wrażenie, że zgubili się już kilka razy.
Mulat przewrócił oczami.
— No to nie wiem. Papier toaletowy, szampony, kukurydza w puszce — czytał dalej listę, idąc za kochankiem. Nie nadawał się do tego. Jeszcze jak był na zakupach z matką, to miał wrażenie, że przynajmniej jedna osoba wie, co robi. Mając u boku kochanka… czuł się z nim jak ślepe kocięta nie mogące ogarnąć się w nowym otoczeniu.
Ryan jednak niespodziewanie dostrzegł kukurydzę i wrzucił ją do wózka. I mało nie minął żarcia dla zwierząt.
— Uuu, złośliwie, Lenny… chciałeś zagłodzić Jaya i nie dopisałeś Whiskasa? — Cofnął się i wziął kilka puszek.
— Dopisałem. Jest na szarym końcu listy… o tu. — Pokazał mu kartkę z wrednym uśmieszkiem.
Ryan spojrzał tam, nie ufając mu na słowo, chociaż jak widać niewłaściwie, bo Whiskas był.
— Hm… i przypomniałbyś mi o tym, jakbyśmy już byli przy kasie? — Wrzucił puszki i ruszył dalej.
— Nie, no co ty — rozbawiony Lenny zadrwił. Mimo wszystko lubił tego futrzaka Ryana.
Chłopak obejrzał się na niego wymownie, ale na szczęście równocześnie ogarniał się w okolicy, w której się znaleźli i sięgnął do półki.
— Mhm, znalazłem jajka. Tylko pewna sprawa mnie męczy, Lenny — zaczął, udając, że się zastanawia. Spojrzał do koszyka. — Jajka, kukurydza z puszki, przyprawy, pieczarki… Czy ty oczekujesz, że ja zrobię z tego coś zjadalnego, czy sam postanowiłeś się wykazać w kuchni? Bo moją specjalnością jest raczej głównie jajecznica.
Mulat wyszczerzył do niego zęby.
— Mam plan. — Zaśmiał się wrednie, kierując koszyk na dział chemii.
— Mam nadzieję, że ten plan nazywa się „książka kucharska”, a nie twój własny wymysł — odparł Ryan, idąc za nim.
— Ten plan nazywa się znajomy kucharz.
— No… to ładnie przemyślane — Ryan stwierdził z uśmiechem, starając się wybrać szampon. Był pełen podziwu, bo nie spodziewał się, że Lenny ma znajomych kucharzy, ani że postanowi takiego wykorzystać. Chociaż z drugiej strony… jak nisko już upadli, że musieli uciekać się do takich środków?
— Bardzo ładnie. Wisi mi przysługę. — Lenny potaknął głową i zagapił się na półkę z szamponami. — Który lepszy, jak sądzisz? — Pokazał kochankowi dwa.
— Kokosowy będzie ładniej pachnieć — odparł Ryan, już dobrze wiedząc, że właśnie ten zapach zawsze kojarzył mu się z kochankiem. Nie chciał, żeby to się zmieniło.
— Mhm, okej. — Lenny wrzucił produkt do koszyka. — Będę ci pachnieć kokosami.
— Dokładnie — potwierdził Ryan i pochyliwszy się do niego, wciągnął jego zapach. Dopiero po tym ruszył dalej. — Byleby kokosy nie zatuszowały twojego naturalnego zapachu.
Lenny uśmiechnął się do siebie, bo pochlebiało mu to. Wiedział, że był dla Ryana najlepszym facetem, ale lubił widzieć, jak mu się podoba.
— Spoko, po seksie kokos nie ma szans — zamruczał i ruszył wózkiem w dalszą wyprawę po obcych i niebezpiecznych terytoriach supermarketu.
— Mmm… no, tutaj trafiłbym ze związanymi oczami — rzucił Ryan, stając przed lodówką z piwem i otwierając ją. — Podjedź tu z tym wózkiem, proszę.
— Ależ proszę, księ… — Lenny urwał. Nie chciał kłótni w supermarkecie. — Jasne. — Podsunął wózek i także zaczął przepakowywać lodówkę do ich zakupów.
Ryan spojrzał na butelki w koszu i zmarszczył lekko brwi. Dołożył jednak jeszcze dwie. Miał plecak, jakoś się z tym zabiorą. No i olbrzymim plusem w tym wypadku był samochód. Naprawdę cieszył się, że go kupili, bo to niesamowicie ułatwiło ich życie. Teraz, jak patrzył na ilość zakupów w wózku, utwierdzał się w tym. Chyba inni zakupowicze mieli podobne zdanie, bo dość niepewnie spozierali na ilość butelek w ich wózku. Niektórzy nawet z niesmakiem, szczególnie pewna para kobiet po pięćdziesiątce, które nie zdążyły oddalić się od ich koszyka dostatecznie, by nie były słyszane, a już zaczęły na ten temat plotkować.
— Tak więc najważniejsze wylądowało w koszu, z piwem na pewno nie umrzemy, bo gdzieś ostatnio wyczytałem, że zawiera całkiem sporo witamin potrzebnych człowiekowi do przeżycia. Ale co tam jeszcze masz na tej magicznej karteczce?
— Tuńczyka, sałatę… Wzięliśmy już ten papier?
— Jest. Zapolujmy na tuńczyka. I czy tylko ja mam wrażenie, że powinni przy wejściu rozdawać mapę albo gps? — rzucił z kpiącym uśmiechem.
Lenny machnął ręką, prowadząc wózek miedzy sklepowymi regałami. Ignorował niektóre spojrzenia, bo czasami nie wiedział, jakie mają intencje. Czy jego włosy zwracały uwagę, czy komuś się spodobał, czy jakiś biały rasista coś do niego ma, czy po prostu kogoś dziwi, że idzie z innym facetem i wielką kupą zakupów. Tak naprawdę miał to gdzieś.
— Nie przesadzaj. Dzielnie sobie przecież radzimy.
— A spojrzałeś może na zegarek, jak długu już tutaj zapuszczamy korzenie? — Ryan odpowiedział uśmiechem, rozglądając za tuńczykiem i sałatą.
— Nie wiem. — Wzruszył ramionami i wskazał długą półkę z puszkami. — Widzę cel, majtku.
Ryan spojrzał na niego i uśmiechnął się uprzejmie.
— To zawijamy tam. Weź, proszę, ile tam masz puszek zapisanych i ruszamy dalej. Może kiedyś ta lista się skończy i może nawet nastanie to przed jutrzejszym dniem.
Kiedy jeszcze mówił, pewna kobieta z dzieckiem siedzącym w specjalnym siedzisku spojrzała wymownie do ich koszyka, na te wszystkie butelki piwa, które tam mieli.
Lenny skierował się po puszkę i znowu napotkał dylemat.
— Słońce! Rozdrobniony czy w kawałkach? — krzyknął do kochanka, który stał z pięć metrów od niego.
Kobieta, którą przerażało piwo, teraz spojrzała się na nich jeszcze dziwniej i popchała wózek dalej, aby zniknąć wraz z dzieckiem za następnym regałem.
Ryan skrzywił się w duchu, słysząc okrzyk. Podszedł do niego szybko i wcisnął mu puszkę z tuńczykiem w kawałkach.
— Czy coś ci może mówi słowo „subtelność”, czy niewiele o nim słyszałeś, Lenny? — spytał z krzywym uśmiechem, przewiercając go spojrzeniem swoich czarnych oczu. Zgadzali się zazwyczaj z kochankiem co do nie bycia out na zewnątrz, ale Ryan miał wrażenie, że ten czasem się rozbestwiał.
Lenny zmarszczył brwi.
— Ale o co ci chodzi? Przecież nie nazwałem cię kochaniem, tak jak ty wołasz do swojego ciotowatego kumpla — zakpił i poklepał go po policzku, nic sobie nie robiąc ze złej miny chłopaka. Przecież nawet nikogo nie było w tej alejce poza tamtą kobietą.
— Nie wołam do Charliego „kochanie” przez całą długość półki sklepowej, żeby zwrócić na siebie uwagę połowy klientów — zauważył Ryan.
Lenny zbył go machnięciem ręki i poszedł na bok, aby wrzucić puszkę do koszyka. Ryan sięgnął po jakieś ciasteczko podawane przez hostessę, która właśnie wyłoniła się zza zakrętu i podszedł do Lenny’ego, gryząc je.
— Wprost uwielbiam, jak mnie tak zbywasz, wiesz? — rzucił ironicznie.
— Wiem — mężczyzna mruknął obojętnym tonem, nie słuchając. Zagłębiał się w liście zakupów i miał nadzieję, że jak to zignoruje, to kłótnia przejdzie bez echa. Nie chciał się tutaj spierać z kochankiem, ale chyba powinien się nauczyć, że ignorowanie nigdy go nie uspokajało.
— Lenny, kurwa, może zwrócisz na mnie uwagę, jak do ciebie mówię? — Ryan syknął cicho, a Mulat odwrócił się do niego.
— Przecież zwracam na ciebie uwagę. Nie piekl się tak, bo cię uciszę — zagroził z całkowitym spokojem w głosie.
Ryan uniósł brwi, od razu mocniej się irytując, bo Lenny już nie tylko go ignorował, ale i mu groził.
— Mhm, uciszysz — mruknął, smakując to słowo, coraz bardziej zły. — Bardzo odważnie powiedziane w sklepie pełnym ludzi.
Lenny wzruszył ramionami. Co go to obchodziło? Sam się zirytował, że jego zdrobnienie zostało tak odebrane. Nawet, jeśli z jakiegoś powodu rozumiał, dlaczego kochanek się pieklił.
— Nie próbuj, piękny. Odpuść i chodź do kasy. Chyba wszystko mamy.
— Sałaty nie mamy — przypomniał Ryan. — I nie lekceważ mnie, kurwa mać.
Lenny jęknął żałośnie.
— Warzywa, warzywa, gdzie są te pieprzone warzywa? — mruknął do siebie, skręcając na chybił trafił w prawo, a Ryan zacisnął zęby. Ruszył za nim i zatrzymał wózek, który pchał Lenny.
— Wspomniałem o czymś, może, kurwa, słyszałeś.
Lenny przewrócił oczami.
— Słucham cię przecież.
— Nie, ignorujesz, to co mówię. Po raz kolejny.
Lenny pokręcił głową, niespodziewanie chwycił chłopaka za szczękę w zdecydowanym, silnym geście, nie zważając na to, że są w miejscu publicznym i pocałował go agresywnie i wręcz inwazyjnie w usta.
— A teraz bądź cicho i chodź po tę sałatę.
Nie musieli nawet się rozglądać, aby upewnić się, że wzbudzili tym pewne zainteresowanie, tym bardziej, że już teraz w miejscu, w którym starali się robić zakupy, zgromadziło się więcej kupujących. Pewien facet po czterdziestce przechodzący obok skrzywił się i przyspieszył, ale większość mimo wszystko nie zareagowała negatywnie. Można powiedzieć, że spora część tylko na moment zatrzymała na nich wzrok i potem poszła dalej. Ryan tymczasem zmierzył Lenny’ego groźnym wzrokiem, rumieniejąc mocno na policzkach, ale w jakiś sposób nie poczuł się wcale negatywnie po tym zagraniu. Sam tego nie rozumiał.
— Nad tobą się nie da panować — wyrzucił z siebie, przeczesując palcami włosy. — Kurwa.
Lenny nic sobie nie robiąc z wyrzutów kochanka, kierował się po ostatni artykuł z ich długiej, zdecydowanie za długiej listy.
— Wyluzuj — mruknął, stojąc przed zbiorem wszelakich sałat. W sumie dla niego to wszystko to była po prostu „trawa”, dlatego nie rozumiał, czym się niby różnią te produkty, że miały tyle nazw. — To jaką bierzemy?
Ryan bez słowa wsadził pierwszą lepszą do koszyka i ruszył do kasy, nie oglądając się za siebie. Sklep to nie było najlepsze miejsce na kłótnie, a z Lennym kłótnie nie należały do łatwych. Postanowił więc odpuścić… przynajmniej jak byli w markecie. Bo nawet teraz trochę stracił animuszu przez ten niespodziewany pocałunek, a jakoś nie potrafił sobie wyobrazić kłótni o bycie out z kochankiem, który przecież na ogół i tak wyznawał w tym aspekcie takie samo podejście jak on.
Lenny, widząc zachowanie kochanka, poprawił za ucho jednego ze swoich dredów, wbił ręce w kieszenie i kocim krokiem ruszył za nim. Gdy stanęli w kolejce, Ryan sięgnął jeszcze po gumy do żucia i wrzucił je bez słowa do koszyka, nawet na Lenny’ego nie patrząc, bo trawił to, co się wydarzyło. Mulat też nie wydawał się zainteresowany rozmową. Czekał spokojnie z przymkniętymi oczami.
Kiedy wreszcie dotarli do końca kolejki, Ryan wyciągnął portfel i zapłacił, od razu po tym biorąc się do pakowania zakupów do plecaka. Butelki piwa zabrzęczały, kiedy przerzucił go przez ramię. Lenny resztę rzeczy spakował do siatek. Uśmiechnął się czarująco do kasjerki i w końcu ruszyli na parking, gdzie zaparkowali. Ryan wyciągnął kluczyki z kieszeni, otworzył samochód i wsadził zakupy na tylne siedzenie. Wsiadł na miejsce kierowcy, czekając na Lenny’ego w milczeniu. Ten odłożył zakupy i wpakował się do auta. Od razu jak zwykle rozwalił się wygodnie, zapierając się jednym kolanem o deskę rozdzielczą.
Samochód ruszył spod supermarketu, a Ryan prowadził w ciszy, skupiając się na drodze. Raz tylko rzucił Lenny’emu krótkie spojrzenie, ale ten tego nie zauważył, bo gapił się na widoczki za oknem. Dopiero gdzieś w połowie drogi się odezwał.
— Wzięliśmy oliwę, czy jest w domu?
— Wzięliśmy, nie jestem pewien tylko czy odpowiednią, bo napisy na etykietach nie zachęcały do czytania. Szczególnie ich nie rozumiałem. Do czego jest ci potrzebna? — odparł Ryan, patrząc na drogę. Lenny zachowywał się, jakby sprzeczki nie było i chyba to go drażniło najbardziej. Zawsze tak bagatelizował, a on wolał sobie wszystko wyjaśnić. Chociaż w ich przypadku chyba nie istniało coś takiego.
— No chyba na czymś tam trzeba to wszystko usmażyć? — Lenny zaśmiał się. — A właśnie, zadzwonię do niego — stwierdził do siebie, wyciągając telefon ze swoich luźnych spodni.
Ryan tylko rzucił mu krótkie spojrzenie i zatrzymał się na światłach, a w tym czasie Lenny wybrał numer. Po chwili odezwał się do telefonu.
— No… ta, to ja. Możesz już się zbierać, właśnie wracam. Mhm, chyba wszystko kupiłem, tylko weź jakieś se tam garnki, bo z tym to krucho… Jasne, wyślę ci zaraz… — Kiwnął głową do siebie i rozłączył się.
— Rozumiem, że ten tajemniczy facet o wyjątkowych zdolnościach ma do nas przyjść, zrobić nam żarcie i się zmyć? — Ryan zapytał po chwili, a Lenny przytaknął.
— Dokładnie. Chyba że jeszcze pozmywa. — Zaśmiał się wrednie, bawiąc się dredem ręką opartą o drzwi.
— Przydałoby się, żeby ktoś to wreszcie zrobił. To jakiś twój kumpel?
Lenny skrzywił się.
— Za duże słowo. No, ale ta, kumpel. Pomogłem mu kiedyś, a ostatnio jakoś wyszło, że kiedyś pracował jako kucharz, więc pomyślałem, że może byś chciał ze mną zjeść jakąś dobrą kolację nie z pudełka.
Ryan spojrzał na niego, kiedy zaparkowali pod mieszkaniem. Przez te intencje Lenny’ego poczuł się trochę obłaskawiony, a może nawet by powiedział, że zawstydzony tym, jaką burze między nimi wywołał w sklepie.
— Może niespecjalnie głupim pomysłem byłoby podejrzenie tego kucharza w akcji, to byśmy częściej mieli takie dobre kolacje — zauważył.
Lenny odpowiedział dopiero, kiedy wysiadł z samochodu z siatkami.
— Naprawdę widzisz mnie przy patelni?
Ryan przerzucił plecak przez ramię i zamknął samochód.
— Niestety moja wyobraźnia nie sięga w tak dalekie i surrealistyczne rejony.
— A siebie?
— Umiem zrobić jajecznicę — Ryan przypomniał mu z olśniewającym uśmiechem, któremu dorównywał tylko firmowy uśmiech Rusha.
— Och, faktycznie — Lenny odparł dość ironicznie i stanął przy drzwiach, nie mając jak otworzyć z siatkami w obu rękach.
Ryan więc otworzył mieszkanie i wszedł pierwszy, od razu kierując się do kuchni, aby wstawić piwa do lodówki. Lenny zatrzasnął nogą drzwi wejściowe i dołączył po chwili do kochanka. Zaczął wypakowywać rzeczy.
— A w ogóle… dziś zostaję na noc.
Ryan aż się odwrócił od lodówki w jego stronę z dwiema butelkami w rękach, bo był wręcz pewien, że tej nocy wypada praca jego kochanka.
— Hm… i dopiero teraz mi to mówisz? — rzucił obojętnym głosem, lecz nie dało się nie zauważyć w jego oczach radosnego błysku. Tak samo jak nie opanował lekkiego uśmiechu.
Lenny był dość zaskoczony jego reakcją. Niby przypuszczał, że chłopak przyjmie to z aprobatą, ale że aż z taką, która oczywiście bardziej była widoczna na tego twarzy i w całej postawie, niż w słowach. Chociaż w nich też dosłyszał rozradowanego tonu. Aż sam się uśmiechnął.
— No, a kiedy miałem ci to powiedzieć?
— Wcześniej? — zasugerował Ryan, wstawiając butelki do lodówki, po czym podszedł do niego i objął go luźno za szyję. — Chociażby po to, żebym nie był przekonany, że będę znowu spać z małym Jayem.
Lenny zaśmiał się i cmoknął kochanka w nos.
— A co, przygotowałbyś mi coś, jakbym powiedział wcześniej? — zamruczał seksownie, a te jego zielone ślepia patrzyły na chłopaka kusząco. Co z tego, że był niższy? I tak miało się wrażenie, jakby wgniatał nimi Ryana w podłogę.
— Jakbyś powiedział wcześniej, jedyne co bym zrobił, to sprzątnął trochę ciuchów w sypialni, żebyśmy mieli… więcej miejsca — odparł Ryan z typowym sobie uśmiechem.
Lenny przesunął dłoń na jego kształtny pośladek. Uwielbiał ten pośladek. Drugi zresztą nie mniej.
— Na co więcej miejsca? — droczył się z nim, a Ryan wykonał lustrzany gest, patrząc mu w oczy przeszywającym wzrokiem.
— Na trochę zabawy. — Ścisnął jego tyłek.
Mulat oblizał swoje dość wąskie wargi wręcz kusząco.
— Chciałbyś, tygrysie?
Ryan uśmiechnął się kątem ust i pochylił do niego, by pocałować go w szyję.
— Tak strzeżesz tej swojej szparki przede mną, że to, czy jej chcę, to bardzo delikatne określenie — zauważył, mówiąc niskim głosem tuż przy jego uchu.
Rozbawiony Lenny zaśmiał się, odchylając głowę. Może i by nawet dał, ale dziś nie miał akurat na to specjalnej ochoty. Zresztą, rzadko ją miał.
— Powiedziałbym, że kusisz… gdyby to było kuszące — prychnął, łapiąc chłopaka za kark dla lepszej równowagi.
— Mój kutas w twojej dupci nie jest kuszący? — Ryan spojrzał na niego, przesuwając dłońmi po jego tyłku.
Lenny zmarszczył zabawnie nos i pokręcił głową. Był szczery i jakkolwiek ostatnio było genialnie… tak na ogół bardziej kręciło go rozmawianie o penetrowanym Ryanie.
— Niezbyt.
Chłopak od razu puścił go, marszcząc lekko brwi, bo nie podobała mu się taka odpowiedź. Niby nie chciał pustego słodzenia, ale… „niezbyt”?
— Chcesz mi powiedzieć, że nie czerpiesz z tego przyjemności ani trochę przyjemności? — spytał, wracając do swojego plecaka.
Lenny westchnął ciężko i podszedł do niego, od razu obracając go do siebie.
— Znowu szukasz dziury w całym. To nie tak — spróbował, bo w końcu tylko o tym gadali. Teraz nie umiał się na to najarać. Dopiero w trakcie mogło być… przyjemnie. Ale przecież nie będzie o tym gadał.
— To jak? — Ryan uśmiechnął się do niego uprzejmie, cofając kawałek i opierając tyłkiem o blat. Nie był pewien, czy chce o tym rozmawiać, ale… no uderzyło go to, w jego męską dumę. Przecież ostatnio już było tak dobrze. — Swego czasu też byłem topem, a jakoś… — urwał, ale po chwili z ciężkim sercem skończył — podoba mi się.
Lenny odgarnął do tyłu dredy, czując się coraz bardziej nieswojo. Bardziej, niż kiedy sprzeczali się w sklepie o „słońce”. Nie lubił tych rozmów. Nie umiał powiedzieć czemu, po prostu nie lubił.
— No, nie mówię, że jest źle, tylko, Ryan, nie zawsze mam ochotę. Nutę, nastrój — odparł, zakładając ręce na piersi.
— Raczej wyjątkowo rzadko — sprostował Ryan z nutą kpiny i lekkiego wyrzutu w głosie. Nie był z tych, którzy przekonywali na siłę i naciskali, żeby tym razem być na górze. Wolał, żeby Lenny sam chciał. I trochę go ubodło, że mężczyzna był taki tym niezainteresowany… Nawet mimo tego ostatniego, udanego seksu.
Mulat przetarł palcami oczy. Myślał i nie podobały mu się własne pomysły.
— Dobra. Jak chcesz, mogę ci się dziś dać — odparł obojętnym tonem z ledwo wyczuwalną łaską.
Ryan od razu to wyczuł i prychnął cicho.
— Nie chcę tak. Wolałbym, żebyś mnie chciał, Lenny. — Uśmiechnął do niego wymuszenie. — Zapomnij, to bez sensu — dodał i wyciągnął z plecaka ostatnie dwie butelki piwa.
Mężczyzna zaklął pod nosem. Miał ochotę w coś walnąć pięścią, ale opanował się i podszedł do kochanka.
— Ryan, cholera. To nie tak, że cię nie chcę… tylko… — Chwycił go za dłoń, odwracając do siebie. — Weź na mnie spójrz.
Chłopak wciąż trzymając butelki, spojrzał na niego swoimi czarnymi głębiami, z których trudno było coś odczytać.
— Tak?
Lenny patrzył na niego dłuższą chwilę, a z każdą sekundą w jego oczach przebijało się coraz większe… zagubienie? Tak dla niego nietypowe. Kiedy Lenny w ten sposób mięknął, nie dało się wręcz rozpoznać w nim tego agresywnego, pewnego siebie mężczyzny, który potrafił na niego zapolować niespodziewanie i błyskawicznie.
— Wiesz przecież, że… — zaciął się i zamknął oczy, kładąc dłoń na twarzy.
— Wiem, że co? — mruknął Ryan.
— Z nikim innym niż ty nawet nigdy nie chciałem… — mruknął, nie odrywając dłoni od twarzy. — Naprawdę chcę to z tobą robić, ale… — Kurwa, jak on nienawidził takich rozmów. Czuł się jak idiota.
Ryan aż poczuł, jak zrobiło mu się cieplej na sercu po jego słowach. Jak rzadko miał okazję słyszeć coś takiego od Lenny’ego…
Odstawił butelki i pokonał dzielący ich krok, aby móc odsunąć jego dłoń z twarzy.
— To dlaczego się na to nie godzisz? — spytał lżejszym tonem, stojąc tuż przy nim, blisko, w tej ciasnej kuchni, w otoczeniu męskiego bajzlu, ale we wspólnym domu. To było ważne, ale wciąż męczyło go, że nie do końca się rozumieją na niektórych płaszczyznach. Jak chociażby ta.
— Bo i tak nie przepadam. Czuję się jak deska albo dziwka, kiedy coś w ogóle robię — burknął.
Ryan wykrzywił usta, słysząc to. Nigdy w życiu nie użyłby określenia „dziwka” przy opisywaniu swojego faceta!
— Od razu jak dziwka? To mocno przesadzone, chciałbym zauważyć.
Mężczyzna przewrócił oczami, odsuwając się.
— Może, ale co na to poradzę? Nie kręci mnie to tak, jak bycie na tobie. Wolę dawać niż brać — prychnął. W jego ustach brzmiało to dość groteskowo.
Ryan chwycił go za nadgarstek i przyciągnął do siebie z powrotem.
— Jakiś ty hojny… — Zaśmiał się. — Cieszę się, że zostajesz na noc — dodał i pocałował go lekko w usta. Lenny wydawał się tak uroczo skołowany tym tematem. Niemalże jak nie on. Zawsze pewny siebie… teraz był niemal słodko zagubiony.
Mulat naburmuszył się, ale nie odsunął się.
— Wiedz tylko, że na pewno nie będę się dopraszać — mruknął.
— Wiem, Lenny, nawet mi to przez myśl nie przeszło. — Ryan uśmiechnął się, obejmując go w pasie i całując lekko w brodę. — Będę próbował w takim wypadku, ale masz się nie zmuszać, bo to dla mnie żadna przyjemność.
Mężczyzna zmarszczył brwi.
— I za każdym razem będzie taka rozmowa? Nie lepiej jak od czasu do czasu po prostu ładnie zagram? — spytał głosem bez wyrazu, przytrzymując ręce chłopaka na sobie.
— Nie… Nie chcę twojej gry. Nie doszliśmy jeszcze do tego? Chcę, żebyś mnie chciał —Ryan wyjaśnił ponownie, z mocnym naciskiem, czując, że zataczają koło w rozmowie. Trzymał go blisko, niemalże przytulając go do siebie.
Lenny chwycił go za kark i przyciągnął do pocałunku. Lekkiego, ale czułego.
— Chcę cię przecież i dla twojej przyjemności mogę zgadzać się nawet na to — odparł, rzucając kochankowi jedno z tych swoich rzadkich, ciepłych spojrzeń. — Tak chyba będzie wygodniej i prościej, nie uważasz?
— Hm… powiedzmy — Ryan skapitulował, choć nie był przekonany. Ale tak lubił to spojrzenie… Charlie mu kiedyś powiedział, że nie widzi w oczach Lenny’ego nic poza zimnym wzrokiem mordercy. A teraz te zielone ślepia tak na niego patrzyły, tak czule i kochająco. — Mam nadzieję jednak, że odbierzesz z tego czasem chociaż cień przyjemności — zakpił, lecz z lekkim uśmiechem, który jakoś maskował jego wewnętrzne obawy. Jeden udany seks z tym mężczyzną na dole nie załatwił sprawy.
Lenny cmoknął go w nos.
— To ty będziesz musiał się o to postarać.
— Jakże ciężkie zadanie… zadowolić Lenny’ego. — Ryan uśmiechnął się ironicznie i puścił go. — Kiedy ten twój kucharz ma przyjechać? — spytał. Czuł się aż głupio szczęśliwy na myśl, że spędzą razem wieczór i całą noc.
— Niedługo — odparł mężczyzna, przyciągając z powrotem do siebie kochanka. — Głodny?
— Odrobinę — przyznał chłopak, wręcz rozbawiony tym odpychaniem się i przyciąganiem nawzajem. — Bo chciałbym uprzejmie zauważyć, że spędziliśmy, a raczej straciliśmy sporo czasu w sklepie. Późno się zrobiło.
— Zaraz będzie, spoko, piękny — Lenny zamruczał, całując go ponownie. — Mówiłem ci już, że jesteś cudny?
— Hm… chyba kiedyś wspominałeś — odparł Ryan z lekkim uśmiechem i tylko musnął lekko jego wargi ustami. — Kocham cię — mruknął, a Lenny aż przymknął oczy, rozkoszując się tymi słowami, jakby wyjątkowo przyjemnie głaskały i pieściły całe jego ciało.
— Uwielbiam, gdy to mówisz — przyznał, całując go ponownie. Czasami po prostu nie chciał się od niego odrywać.
Ryan objął go i przymknął oczy, opierając policzek na jego ramieniu.
— To dobrze — odparł tylko. Będzie mógł dzisiaj z nim zasnąć. Ta myśl niemalże go rozleniwiała.
Lenny pogłaskał go po głowie troskliwie. Sam nie mówił, co do niego czuje, ale miał nadzieję, że Ryan o tym pamięta. Cenił to w nim, że nie wymaga tego od niego.
— Ryan?
— Słucham.
— Jeśli nadal chcesz, to mogę się zgodzić — szepnął, rumieniąc się nieznacznie i ciesząc się, że chłopak nie widzi jego twarzy.
Ryan uśmiechnął się lekko i postanowił mu tego nie utrudniać, więc nie podniósł głowy. Wystarczająco dobrze znał Lenny’ego, żeby wiedzieć, jakie ma do tego podejście.
— Mmm… ciebie zawsze chcę — zamruczał i przesunął dłonią po jego plecach.
Mężczyzna kiwnął głową.
— To dobrze — przyznał akurat w momencie, kiedy dobiegł ich dzwonek do drzwi.
— Otwórz. — Ryan odsunął się od niego i wykorzystał ten czas, aby odłożyć ostatnie dwie butelki piwa do lodówki.

10 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 193 – To nie tak, że cię nie chcę

  1. Katka pisze:

    Basia, poprzestawanie w sklepie wszystkich produktów to cios poniżej pasa klientów. Ale Ryan i Lenny zawsze dotrą do lodówki z piwem XD

  2. Basia pisze:

    Witam,
    cóż można opowiedzieć, że ich związek jest trudny przez te takie nieporozumienia, czy inne widzenie sprawy, oni i poruszanie się w sklepie, to katastrofa, no chyba, że chodzi i piwo, ja sama się gubię, ale cholercia, jak genialnie postanowią poprzestawiać….
    Dużo weny życzę
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Bebok pisze:

    Hmmm… Nie wiedziałam właściwie co by tu naskrobać… Uwielbiam tę parę ale zachowują się trochę jak stare małżeństwo… żrą się o byle pierdołę… nie podoba mi się to! Nie spodziewałam się po Lenniaku takiej otwartości ;d żeby tak słoneczkować sobie w sklepie… niesłychane ;P Bulwers Ryana też mnie zaskoczył, choć właściwie nie wiem dlaczego, to bardzo w jego stylu. Wgl… ta scena w sklepie była taka jakaś naturalna i codzienna… to pytanie „Rozdrobniony czy w kawałkach?” tak słodko… a tyle z tego problemów ;P Ryan się strasznie drażliwy zrobił i przeczulony jakiś…. Lenn zawsze miał problemy z wyrażanie własnych emocji i nigdy zbyt otwarty nie był więc tu w sumie wszystko po staremu choć chyba powoli przełamuje własne opory i rozwala prywatne mury na rzecz Ryana :D jeszcze trochę i będzie dla niego całkiem dostępny ;p tiaaa… raczej jednak to mało możliwe ^^
    Ciekawe co to za znajomy kucharzyna i co takiego on wyczaruje z kukurydzy (z puszki), tuńczyka (też z puszki), pieczarek, jajek i sałaty ;D No cóż… czas pokaże
    Pozdrawiam

  4. Katka pisze:

    Tigram, pojazd XD Ale widzę go w takiej koszulce, najchętniej bym ujrzała taki rysunek z Lenem w komiksowej formie, ze zblazowaną minką i taką koszulką :D

    O., atak serduszek XD Jakby Lenniak zawołał do Ryana per Księżniczko przez cały sklep, to jakkolwiek Ryan to zaakceptował, tak tego by mu nie wybaczył XD Omg, chyba by umarł, serio. Sama widzisz, jak zareagował na coś tak teoretycznie lajtowego. Księżniczka zostaje tylko w zaciszu czterech ścian. A i tak tam też ma z tym cień problemu wciąż. I zgadzam się, ze Lenny coraz bardziej mięknie, w moim mniemaniu na plus. Z mordercy, który musiał być twardy w więzieniu robi się coraz bardziej rozleniwiony, kochany kociak. Ryan nie narzeka. Czuje, że ma silnego faceta, ale też wie, że ten facet jest czuły i daj mu poczucie spełnienia i bezpieczeństwa. Więc progres jest :D A z tymi laleczkami to mi się skojarzył ten komiks taki, a raczej mem z tym „And now KISS”. O ten – http://media.tumblr.com/ab41d35fcf877ab6ffac203a5fa4c222/tumblr_inline_n0uudvyy6k1s4keqv.png

    Saki, tak, mogę zapewnić, że nastepny rozdział będzie kontynuacją tej sceny :) No i widzisz, jak znasz Lenniaka, hehehe, a na pewno jego sposoby XD Taa, zamknięcie ust pocałunkiem – brzmi słodko. Szkoda, że dla Ryana to takie słodkie nie było. Ale zgadzam się oczywiście, że gdyby Len nie był oszczędny w słowach, nie byłoby tylu kłótni, ale też gdyby Ryan nie mówił co mu ślina na jezyk przyniesie to tez. Powinni się wypośrodkować… ale wtedy nie byliby sobą, a za coś ich kochamy XD Taaa, a to ich robienie dużych zakupów od początku było podejrzane, nie? Toż na co im jedzenie? XD Tym bardziej takie, z którego nie daj boże samemu trzeba coś zrobić. Gdyby próbowali coś faktycznie zrobić, to pewnie byłby to ich ostatni dzień życia XD Dzięki za komentarz i pozdrowienia! ;* Również cieplutko ściskamy :)

  5. saki2709 pisze:

    Nie no, tak się nie robi… Też się będę przez 9 dni zastanawiać, kto zapukał do tych drzwi. Czy to ktoś, kogo znamy, czy może kompletnie nieznajoma postać. I czy w ogóle go poznamy i czy będzie z tego jakaś drama. Przez to jeszcze bardziej się nie mogę doczekać następnego rozdziału, który, mam nadzieję, będzie kontynuacją tego.
    Nie wiem czemu, ale kiedy Lenny wspomniał o uciszaniu kochanka, pierwsze co pomyślałam, to że zamknie mu te rozgadane usta pocałunkiem. A potem czytam dalej, a Lenny całuje go wśród działu z warzywami XD Uwielbiam ta scenkę i minę zaskoczonego Ryana.
    Gdyby Ryan potrafił zrozumieć Lenny’ego bez słów, w których ten jest tak oszczędny, to nie byłoby połowy kłótni.
    Muszę przyznać, że lenny mnie zaskoczył. Niby nie jest out, a tu nagle do Ryana woła per „słoneczko”, a później ten buziak… Mi to nie przeszkadza, ale Ryan może robić z tego problemy.
    Tak w ogóle, to jak zobaczyłam, że Ryana robi zakupy na większą skalę (czytaj: coś poza piwem, gotowym jedzeniem i żarciem dla małego Jay’a, ewentualnie nutellą) to się zaczęłam zastanawiać, czy chłopakom przypadkiem coś nie odbiło, bo przecież do kuchni chodzą tylko po piwo, lub ogrzać gotowe danie, ewentualnie Ryan w celu zrobienia jajecznicy XD Ale jak się okazało, że żaden z nich nie planuje próbować gotować, co byłoby zagrożeniem dla ich zdrowia, to upewniłwo mnie, że z chłopakami wszystko w porządku i nie zamierzają się nawzajem potruć XD
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  6. O. pisze:

    Puk, puk..
    -Kto tam?
    -Nell.
    -Jaka Nell?
    -Nell Ramsey..
    -Spierdalaj.

    <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333

    Ej co to za kilkanaście butelek piwa? Jak przecież było pisane, że Lenny pije już mniej ;D Znowu robimy z nich alkusów ;D
    Ryan mógł się ucieszyć! Ja bym prędzej go obstawiała to jakiekolwiek cieplejszego zachowania wśród tłumów względem Lenny'ego! No i warto podkreślić, że ten nie nazwał go Księżniczką a Słońcem :D Choć przecież Ryan zgodził się być tą jego Księżniczką.. Ale wtedy byłby przypał jakby tego określenia użył. Pocałunek przy warzywach <33333333333333333333333333333 Jak dla mnie taka mogła by być reklama zdrowej żywności <333333333333333 Aż sobie do pracy jakąś sałatkę wezmę <3
    "(..)stojąc tuż przy nim, blisko, w tej ciasnej kuchni, w otoczeniu męskiego bajzlu, ale we wspólnym domu." <3333333333333333333333333333333333333333333 To takie kochanee!!!!!!!! Ogólnie uważam za uroczą ich rozmowę w kuchni mimo, że była to kolejna sprzeczka o to samo.. To jednak Lenny coraz to bardziej mięknie, nie chodzi mi tylko o seks ale o zachowanie i Ryan (i my) dostrzegamy w nim coraz to więcej! Szkoda tylko, że Charlie nie jest tego świadkiem ;D

    A teraz słodziakowy moment do kwadratu!
    "— Kocham cię — mruknął, a Lenny aż przymknął oczy, rozkoszując się tymi słowami, jakby wyjątkowo przyjemnie głaskały i pieściły całe jego ciało.
    — Uwielbiam, gdy to mówisz — przyznał, całując go ponownie. Czasami po prostu nie chciał się od niego odrywać.
    Ryan objął go i przymknął oczy, opierając policzek na jego ramieniu.
    — To dobrze — odparł tylko. Będzie mógł dzisiaj z nim zasnąć. Ta myśl niemalże go rozleniwiała.
    Lenny pogłaskał go po głowie troskliwie. Sam nie mówił, co do niego czuje, ale miał nadzieję, że Ryan o tym pamięta. Cenił to w nim, że nie wymaga tego od niego."
    Aż chciałoby się mieć ich laleczki ciągle złączać im główki jak to się kiedyś z Barbie robiło ;D Kiedy takie momenty o nich czytam to naprawdę mam ochotę tulić się do kogoś <33333333333333333333333333333333333

  7. Katka pisze:

    Agata, miły, przyjemny, Rynnowy… a ci się żrą, takie to miłe XD Nie no, oczywiście się zgadzam, w ogóle tę scenę pisałyśmy wieki temu XD Frustracja nie opuszcza Ryana, jeśli chodzi o ten temat, a Len nie ułatwia, ale co zrobić… może kiedyś dojdą do porozumienia. A ja jakbym ich w sklepie widziała, to bym ich śledziła chociażby przez pół świata, by się dowiedzieć, gdzie mieszkają XD

    Tigram, oj tam, oj tam, otworzą mu za 9 dni XD Wielu by ustąpiło, wielu zareagowało jeszcze inaczej, ale każdy jest inny i Ryan niestety NIE ustępuje XD Taka jego natura, że jest bardzo uparty, a do tego chce jakoś rozwiązać sytuację. Która na ten moment jest nie do rozwiązania. Jest to źródło dużej frustracji, ale jak widać w związku nie może być idealnie (nawet gołąbki to ostatnio potwierdzają!).

  8. TigramIngrow pisze:

    No chociaż można by było dodać kto to przyszedł. Może to ktoś kto już się przewinął w tekście?
    A co do rozmów z Lennym na wiadomy temat to ja chyba na miejscu Ryana po prostu bym ustąpiła i nie wracała do tego tematu.
    Na chuj się frustrować tym, że facet go nie chce tak jak ten by chciał, żeby go chciał?
    Ja bym miała później za każdym razem wrażenie, że Lenny się zmusza, a ta myśl nie byłaby specjalnie miła.

  9. Agata pisze:

    No przerwać w takim momencie XDDD rozdział miły, przyjemny i taki… Rynnowy XD myślałam że Ryan go szczeli z frustracji, ale w sumie to chłopak opanowany, wiec.. xd chciałabym zobaczyć takiego Lenny’ego i Ryana w sklepie, hahaha xd ciekawa jestem co będzie dalej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s