No Exit – 15 – Sprzymierzeńcy

Dean otworzył sobie butelkę i napił się od razu. Muzyka leciała w tle, a on lekko spiął kilka mięśni, nieznacznie się poruszając. Nie zrobił tego specjalnie. Tak już miał, muzyka go niosła. Usiadł więc na kanapie, podciągając pod siebie jedną nogę i opierając o kolano przedramię, żeby za dużo się nie ruszać. Mieli w końcu poważnie porozmawiać.
— Powiecie mi coś o nim, czy jest tyko problemem znanym z twarzy? — zapytał dwójki swoich gospodarzy, odnosząc się do „indiańskiego problemu”.
— Nazywa się Orvel Arroyo, pisze książki pseudonaukowe pod pseudonimem Paul Minor — odpowiedział Jasper.
— Ma bogate mieszkanie, niedawno się przeniósł i jest ostrożny — dopowiedział Marvin, również niespiesznie pijąc piwo i wciąż siedząc na podłokietniku. — Twierdzi, że jak nie odblokuje czegoś tam, filmik się sam wrzuci. Do tego nie… — zawahał się przez chwilę, po czym popatrzył w oczy kumpla i skończył: — nie spuścił się we mnie na dole, więc wie, co może, a co nie, by go o nic nie oskarżyć. Chyba, że zakładamy, że po prostu nie chciał mi wsadzać — skończył z lekkim uśmiechem, ale i tak jego dłoń na butelce nieco się zacisnęła. Znowu mdłości podeszły mu do gardła.
Jaz zerknął na kochanka czujnie, czy aby nie potrzebuje wsparcia. Został jednak na swoim miejscu, wiedząc, że jeśli Marvin się odważył o tym mówić, to ma na to jeszcze siłę.
Dean w tym czasie obskubał już szczupłymi palcami pół etykiety z butelki.
— To trafił wam się przypadek doświadczony albo po prostu posiadający mózg. To trochę utrudnia. Ale zakładam, że nie masz pojęcia, jak to się niby „samo wyśle”? I czy poza satysfakcją seksualną na czymś jeszcze mu zależy? Coś się wypaplał o tym swoim chłopaku?
— O Patsy’m sam mówił tylko za pierwszym razem, gdy u niego byłem. Że mu nie przystoi robienie loda. Może mu orala brakowało i sfrustrowanie wzięło górę — prychnął Marvin, nie pijąc dalej tylko dlatego, że teraz by nawet łyka nie przełknął. — Pisałem ci też, że chciał kasę na wstępie, ale potem już nie. Może mnie tylko sprawdzał, czy się ugnę i wtedy już zjebałem. — Wzruszył ramionami, mimo że bynajmniej obojętna mu ta sytuacja nie była.
— Spróbowałby inaczej — na swój sposób pocieszył go Dean. — Ale… Cholera. Nie chcecie po prostu się włamać i go sprać, jak rozumiem? — spytał z nadzieją w oczach.
Jaz od razu skrzywił się z niechęcią na taką sugestie albo nawet na same słowa i fakt, że taka idea zrodziła się w głowie gościa.
— Chcieć może i chcemy, ale nie wydaje się nam… mnie przynajmniej — poprawił się — to najlepszym wyjściem. W sensie, już chyba lepiej być gwiazdą Internetu, gdzie wiele takich filmów, niż siedzieć.
— Nie będziesz gwiazdą Internetu, Jaz — powiedział Marvin, ściągając brwi i kierując wzrok na kochanka. — Teraz to nie brzmi chujowo, ale masz dwadzieścia pięć lat. Jak chcesz żyć kiedyś inaczej niż żyjesz, to trzeba coś z tym zrobić.
— I myślisz, że ten koleś będzie śledził mnie przez resztę życia, aby wysyłać każdemu mojemu nowemu pracodawcy film, jak się z tobą pieprzę? — zbagatelizował, bo zaczynały mu się kończyć pomysły na rozwiązanie tego. Patsy się nie odzywał, więc pewnie był po stronie kochanka albo w ogóle nie było go pod numerem, na który napisali. Zresztą w dzisiejszych czasach, czy aż tak by się to źle dla nich skończyło, jakby to wyciekło do Internetu? Nie byli znanymi gwiazdorami ani nikim sławnym, aby zszargało to ich imię.
Marvin milczał chwilę, przez co zapadła mało przyjemna cisza po tych słowach Jaza. Marvin za to w końcu uśmiechnął się gorzko do siebie i przesunął po twarzy dłońmi, świadom, że jeśli Orvel by żądał od niego rozkładania nóg przez niewiadomo ile czasu tylko po to, by faktycznie nikt nie przeszkodził Jasperowi w osiąganiu jego celów i marzeń, to by to robił. Chyba za bardzo szalał za tym dużym, ciepłym i kochanym facetem. Nie chciał, żeby jakiś głupi skandal na dobre zepsuł im życie.
— Mówiłem Jazowi, że gdyby Orvel znowu zadzwonił, mógłbyś po prostu pójść tam ze mną i zrobić odpowiednią scenkę — rzucił w końcu do Deana, wreszcie upijając trochę piwa z butelki.
Najstarszy z mężczyzn uniósł lekko brwi, zaciekawiony taką propozycją i w sumie ich wymianą zdań. Trochę zgadzał się z Jazem, ale też i Marvinem. Zależało to od tego, jak widzieli swoje życie i jakim skurwielem faktycznie był Orvel. Jak bardzo zaciętym, będąc konkretnym. On już nic nie miał do stracenia, więc jakby jemu przydarzyła się taka sytuacja, to po prostu poszedłby wpierdolić kolesiowi albo olał sprawę, nie zważając, że ktoś gdzieś będzie się przed monitorem laptopa masturbował do filmu erotycznego z jego udziałem.
— Chcesz pójść mu czymś zagrozić? — spytał, zamiast wyrażać swoje poglądy. To nie było w końcu jego życie. Nie po to był, by dawać rady w stylu, co by sam zrobił. — A konkretnie mną, skoro tu już jestem? — Uśmiechnął się specyficznie.
— Głośno było o procesie, w którym cię posadzili, a przy okazji trochę innych smaczków z twojego życia. Jeśli odpowiednio by się postraszyło Orvela, może by się tobą bardziej zainteresował i doszedł do źródeł. Jakbym był nim i naczytał się tego o tobie… pewnie bym spitrał, mistrzu.
Dean wydął śmiesznie usta. Obsypany już był na całej bluzie podartą etykietką z butelki.
— Tylko nawet jeśli, to trzeba by było to tak zrobić, aby sam siebie zaszantażował, a nie pozwał nas, mnie o naruszenie jego bezpieczeństwa i takie tam. Sorry, ślicznotko, bardzo cię lubię, ale znowu nie mam ochoty bawić się z prawem.
Jaz burknął coś pod nosem. Widać było jego rezygnację tym wszystkim i tą pustką w głowie, którą miał.
— Nie chcę cię pakować za kraty. Jak uważasz, że to zbyt ryzykowne, spoko — odparł Marvin, nie naciskając. Nie po to poprosił Deana o pomoc, żeby mu zaszkodzić. — To zostajemy przy opcji, że Orvel ma się dowiedzieć, z kim się trzymam i może sam wymięknie — dodał bez specjalnej nadziei w głosie i dopił piwo.
Potem wstał, odstawił butelkę na stolik i ruszył do łazienki się odlać, po drodze przesunąwszy ciepłą dłonią po włosach kochanka, jakby pocieszająco.
Ten obejrzał się za nim i uśmiechnął się kątem ust, był mało jednak uradowany panującą atmosferą. Z zamyślenia wyrwał go Dean, który sączył powoli swój alkohol.
— Kocha cię. Kto by pomyślał — mruknął, a Jaz od razu się do niego odwrócił.
— Ummm… No, tak. Ze wzajemnością… Ale czemu to mówisz? — spytał, nie rozumiejąc w danej chwili intencji gościa.
— A tak, bo miło na to patrzeć. Wiesz, całe te motylki, kwiatki i reszta tego tęczowego cuda. No i chłopak się stara. Jestem pod wrażeniem. — Uśmiechnął się na sekundę kącikiem ust.
Jaz obejrzał się na łazienkę, ale że Marvin jeszcze z niej nie wyszedł, nie poratował go. Czuł się czasami nieznacznie zagubiony w rozmowie z tym mężczyzną. Jeszcze go zaskakiwał swoją otwartością i szczerością oraz tym wyglądem.
— Fajnie, że to mówisz. Tak myślę. Długo się znacie, co nie? Jaki był kiedyś? — zmienił temat na dosłownie pierwszy, który przyszedł mu do głowy. Aż sam się zganił w myślach, bo powinni rozmawiać o Orvelu i problemie z nim związanym.
Dean jednak nie sprowadził go na ziemię i tylko zahaczył stopą w skarpetce o krawędź niskiego stoliczka, gdy odpowiedział:
— Zależy kiedy. Znamy się od kiedy był szczylem jeszcze niewiedzącym, co to prostata czy ester kwasu azotowego i glicerolu. Ale zawsze lubił się podobać i być gwiazdką wieczoru. Machał dupcią jeszcze zanim się połapał, co można z nią robić. I jak mówię, miło popatrzeć, bo bym w życiu nie powiedział, że znajdzie kogoś na stałe.
— Czyli, że się puszczał? — Jaz spytał wprost, jeszcze zerkając, czy Marvin nie wychodzi z łazienki, nim w końcu zdecydował się usiąść.
— Coś w tym stylu — odparł starszy mężczyzna i dotknął w bardzo przegięty sposób swojej klatki piersiowej. — Nauczył się od tatusia — zakpił z rozradowaniem na całej twarzy.
Gdy kończył ostatnie zdanie, akurat drzwi do łazienki się otworzyły i wyszedł z nich Marvin.
— Kto i czego? — zapytał, podchodząc do kanapy, po drodze porwawszy z szafki paczkę papierosów. Od razu odpalił sobie jednego i rzucił paczkę wraz z zapalniczką kochankowi.
Ten z wdzięcznością skorzystał. Ostatnio zaniedbywał swój ukochany zwyczaj, chociaż tak właściwie powinien się z tego cieszyć. Z drugiej strony, bawiło go, że zwykle ludzie denerwując się, palą więcej. On miał zupełnie na odwrót i tym sposobem stawał się coraz bardziej wyjątkiem potwierdzającym regułę.
— Ty ode mnie znajdowania chętnych pał, z którymi można się zabawić — odparł Dean ze spokojem. — Ale też tatuś jest dumny, że już znalazłeś ulubiony smak lodów.
— Nie tak mnie wychowałeś, co? Że mi jeden facet wystarcza — odparł Marvin z lekkim uśmiechem, samemu w sumie dziwiąc się, że jeszcze nie zdradził Jaza z własnej woli, od czasu, kiedy ustalili wyłączność. Oczywiście nie planował go zdradzać, ale wcześniej, kiedy zwyczajnie się puszczał, nie był pewien, czy da radę tak tylko z nim, bo nie umiał inaczej i nie był do tego przyzwyczajony. Dean nigdy tego od niego nie oczekiwał, więc prowadził dość rozwiązłe życie erotyczne. Potem z nikim nie był parą, a teraz było mu z Jazem dobrze, więc nie chciał tego zjebać. To chyba było dobrą motywacją, a Jasper, jakby tego było mało, w łóżku przewyższał wszystkich facetów, z którymi dotychczas sypiał. Nawet Deana. Chociaż z nim robił to dawno temu.
— Ej, ej, nie zapędzajcie mi się tu. Jeden ma ci wystarczyć. — Jaz wtrącił się do tej wymiany zdań i pociągnął mocno i zaborczo kochanka za szlufkę spodni. Marvin upadł mu tyłkiem na uda, a młodszy mężczyzna od razu mocno i na znak posiadania cmoknął go w zarośnięty policzek.
Dean roześmiał się.
— Sama słodycz, aż coraz bardziej w to mi graj, aby iść tam do tego waszego klubu. Może kto chętny będzie, aby potowarzyszyć mi na twojej kanapie, Jaz. — Uśmiechnął się znowu swoimi ostrymi zębami do najmłodszego mężczyzny.
Ten skrzywił się i spojrzał na niego pytająco, czy mówi serio. Ale nim gość zdążył zaprzeczyć, dźwięki puszczonej przez niego muzyki zostały zakłócone przez dzwonek komórki Marvina.
Mężczyzna ściągnął brwi i jedną ręką obejmując Jaza za szyję, drugą sięgnął do swoich spodni. Nie było jeszcze zbyt późno, więc mógł to być każdy, ale i tak miał ściśnięte gardło, gdy spojrzał na ekran telefonu. Na wyświetlaczu było to przeklęte „O.”, pod którym zapisany był w telefonie Orvel.
— Pseudo-indiański pasożyt — oznajmił, czując, że powinien wrócić właśnie do łazienki, bo nagle mocniej poczuł obiad i piwo w żołądku.
— Nie odbieraj — Jaz wygłosił swoją stałą mantrę, także patrząc z nienawiścią na telefon. Miał mu dziś dać spokój!
— Zapytam tylko, czego chce — odparł Marvin, nie patrząc jednak na kochanka, tylko na ekran telefonu. Nie chciał w ogóle słyszeć głosu tego faceta, ale ryzyko było zbyt duże, by to całkiem olać. Już miał nawet odebrać, kiedy telefon zniknął mu z dłoni, wyciągnięty przez szczupłe palce Deana. Ten odebrał, opierając się znowu plecami o podłokietnik.
— Tak? Dodzwonił się pan do całodobowej kwiaciarni. Storczyk, chryzantema czy inny kwiat na każdą okazję. W czym mogę pomóc? — spytał radosnym tonem i napił się piwa, które już mu się właśnie skończyło. Patrzył przy tym ze swobodnym wyrazem na twarzy gdzieś w przestrzeń przed siebie.
Marvin najpierw rozszerzył powieki, potem zamrugał, a na koniec ściągnął brwi. I bezgłośnie rzucił do swojego „mistrza” zarówno w sztuce tanecznej, jak i sztuce miłości:
— Co ty odpierdalasz?!
Ten odepchnął go nogą i przykładając szyjkę butelki do ust zamiast palca, kazał mu być cicho. W międzyczasie usłyszał w telefonie mocno zdziwione.
— Eee… kwiaciarnia?
— Tak, a z kim mam przyjemność? Może numer się pomylił. Często się to zdarza — ciągnął Dean, w sumie nie mając pojęcia, co robi. Jednak jeśli facet uwierzy, że to zły numer, to sprawdzenie tego i w razie czego zdobycie go na nowo zajmie mu trochę czasu. No i nie wyśle może filmów w Internet, jeśli dobrze to rozegra. Gorzej, jeśli zamówi kwiaty.
Marvin już nie skomentował, tylko przysłuchiwał się całej rozmowie, patrząc na kumpla, a na ramieniu kochanka ścinając dłoń. To był najbardziej debilny pomysł, na jaki mógł wpaść Dean.
— Eee… Miałem ten numer zapisany w książce adresowej. Czy… czy już z niego nie dzwoniłem na ten numer? Mógłby pan to sprawdzić? — odezwał się głos w telefonie. Trochę za wysoki jak na wrednego szantażującego Marvina pseudo-Indianina, według Deana.
— Oczywiście, jest to możliwe, proszę chwilę poczekać — odpowiedział, po czym odsunąwszy telefon od ucha, zakrył mikrofonik swoją klatką piersiową i rzucił do kumpla: — Pyta, czy już tu dzwonił, co mam powiedzieć? Jakieś pomysły i… On moduluje głos? Serio? — spytał pełen obiekcji i z miną, jakby trochę, a raczej mocno zwątpił w Marvina. Te filmiki były aż tak złe, że dawał się szantażować komuś o takim spedalonym głosie? A może koleś miał na tym punkcie kompleks i dlatego to robił. Nie, żeby oceniał, oczywiście.
Marvin na te słowa sapnął cicho i wyciągnął rękę.
— Daj, to Patsy!
— Och. — Dean uśmiechnął się szeroko i oddał telefon. — Chciałem pomóc.
— Dzięki — odparł Marvin i przyłożył telefon do ucha. — Patsy?
— Tak. Marvin, tak? Co to… było?
— Kumpel wpadł i zabrał mi telefon. Nieważne. Czemu dzwonisz? — przeszedł od razu do rzeczy, wciąż siedząc na kolanach Jaza, obejmując go ramieniem i czując, jak bliskość jego ciała dobrze na niego teraz działa. Miał jego wsparcie i to tak bardzo namacalnie.
— To… ty pisałeś do mnie tego smsa?
— A znasz jakiegoś innego faceta, poza mną i moim partnerem, którego filmik i seks-fotki pokazywałeś Orvelowi? — Marvin odpowiedział z lekkim przekąsem, choć niespecjalnie wrogo, by nie zjebać, jeśli Patsy miał do powiedzenia coś, co mogło im pomóc.
Przez chwilę w telefonie panowała cisza, ale w końcu chłopak się odezwał.
— Skąd mam mieć pewność, że mówisz prawdę? — burknął w końcu. — Że to… robi?
— Bo ma mój numer, możesz zobaczyć w rejestrze, kiedy do mnie dzwonił, możesz sprawdzić w jego kompie, czy nie ma tam tych zdjęć… przy okazji je usunąć na przykład — odparł Marvin, pocierając nasadę nosa. — A ja ci mogę ze szczegółami opisać, jak wygląda wasz salon, przedpokój i jaką powierzchnię ma tam podłoga — dodał na koniec. Wręcz wyczuwalnie dla Jaspera spiął się cały na myśl, że musieli napisać Patsy’emu, co wyczyniał Orvel. Teraz ten przegięty do granic możliwości chłopaczek wiedział, co robił dla tego chuja. Znowu poczuł się jak dziwka na telefon.
Jasper trochę zdjął z niego napięcie, obejmując go ramionami w pasie i kładąc mu brodę na ramieniu. Co prawda to pozwoliło mu lepiej podsłuchiwać rozmowę, ale to już były szczegóły.
— Nie chcę — burknął Patsy i po chwili dopiero dodał: — Ale nie pozwolę wam go wsadzić… Jednak… chcę, aby był tylko mój.
— Więc trzeba oduczyć twojego chłopca bawienia się z innymi — odparł Marvin grobowo. — Ale trochę nie rozumiem twoich motywów. Wiesz, że cię zdradza i dalej chcesz z nim być? — Nie spojrzał przy tych słowach na Jaza, chociaż skojarzenie było duże. I tak samo motywów swojego kochanka nie rozumiał. A raczej był w jakiś sposób zaskoczony, że Jaz musiał go aż tak kochać, że to znosił. Ciekaw był, czy Patsy ma takie samo podejście.
— Nie masz co rozumieć. Orvel jest kochany i się kochamy, tylko… no — burknął chłopak w słuchawce. — Nie twoja sprawa. W każdym razie macie na razie kilka dni spokoju, zastanówcie się, jak to rozwiązać, a ja pochoruję. Powinien zostać ze mną w domu. I muszę kończyć, bo zaraz wróci z apteki.
— W porządku. Coś wymyślimy, a ty bądź łaskaw zobaczyć na jego kompie, czy nie ma gdzieś tych fotek i filmiku — powiedział Marvin do słuchawki, nie będąc co prawda pewnym, czy skasowanie ich z dysku Orvela by pomogło, bo mógł mieć je gdzieś indziej.
— Mhm… Ciao — Patsy pożegnał się, na końcu mocno modulując głos i rozłączył się.
Dean czekał cierpliwie, co powie Marvin, a Jaz, zauważając koniec rozmowy, wypalił:
— I co?
— W skrócie, ten plastikowy chłopiec tak kocha swojego faceta, że mimo tego, co wie, chce z nim być. Ale nie chce, by trafił do pierdla. Mamy wymyślić rozwiązanie, a on daje nam kilka dni w zanadrzu, udając, że jest chory… albo faktycznie będąc chorym. Czyli mamy kilka dni spokoju. — Marvin uśmiechnął się lekko do kochanka, samemu odczuwając olbrzymią ulgę.
— Chyba, że koleś wyciągnie cię gdzieś na miasto — rzucił nagle Dean, zupełnie niewinnym tonem.
Jasper, który już prawie się radośnie wyszczerzył po słowach kochanka, spojrzał na gościa ciężko.
— Musiałeś?
Ten wzruszył ramionami. Jasper był tu od bycia podporą, a on od bycia obiektywnym. Przynajmniej z takiego założenia wychodził jako przyjaciel mężczyzny, który go zaprosił.
— Jest taka możliwość — zgodził się z kumplem Marvin i pogłaskał Jaza po karku. — Zobaczymy. Ale czekać nie będziemy. Dorwę Karla i każę mu zdać relacje Orvelowi, kto przyjechał do miasta — dodał, rzucając Deanowi krótkie spojrzenie. — Okej, mistrzu?
— Dla mnie spoko. Chociaż wydaje mi się, że nawet nie musi zdawać relacji. Tacy ludzie z mojego doświadczenia raczej lubią plotki… Chyba że, nie wiem, może to szlachetne wyjątki — zakpił Dean, robiąc ruch dłonią, jakby coś zachwalał.
— Liczę, że twoja sława dotrze do uszu naszego pasożyta i mocno się przestraszy. A i jutro zbieramy się najpóźniej koło południa, pójdziesz z nami do klubu, mm? Mamy próbę, to przy okazji ci pokażę nasze miejsce pracy.
— Mi pasuje. Ale ma który jeszcze prawo jazdy na samochód? — spytał, patrząc to na jednego, to na drugiego. — Bo będę chciał się napić kulturalnie.
— Mam. — Jaz się w pewnym sensie zgłosił. — Ale nie jeździłem dawno. Tylko to niedaleko, więc chyba sobie poradzę.
— Jak nas nie zabijesz, to spoko.
Marvin tylko na nich popatrzył, w duchu w sumie ciesząc się, że Jaz nie zareagował na Deana jakoś negatywnie. Spodziewał się, że jak nie fakt, że ten jest nałogowym piromanem i siedział w pierdlu, go zniechęci, tak już na pewno jego image. A jak widać, Jasper wykazał się dużą tolerancją.
Po raz kolejny zobaczył w swoim facecie coś, za co warto go kochać. Nie mógł się powstrzymać i nie zważając na to, że to dziwnie nagłe i niespodziewane, wcałował się w jego usta namiętnie i gorąco.
Jasper stęknął mu w wargi. Był zaskoczony, ale miło, bardzo miło zaskoczony. Objął Marvina ciaśniej, jakoś nie zważając na Deana. Facet nie patrzył się na nich nachalnie, nie ekscytował się niezdrowo i co najważniejsze, nie sięgał po telefon. Uśmiechał się tylko lekko i spokojnie, pokazując swoje zaostrzone zęby. W tym czasie w odtwarzaczu włączyła się kolejna piosenka.
— Pójdę wziąć prysznic, a wy się pomiziajcie — rzucił po chwili.
Wstał z kanapy i poklepał Marvina po ramieniu, nim zawinąwszy jeszcze do swojej torby, poszedł się umyć. Jaz na sekundę odsunął od siebie kochanka.
— Ręczniki są w tej szafce po lewo, na górnej półce.
I jak tylko skończył wypowiadać ostatnią sylabę, Marvin ponownie chwycił jego usta w pocałunku, odwracają się na jego kolanach tak, że teraz siedział przodem do niego, z nogami w rozkroku. Całował się z kochankiem z pełnym zaangażowaniem. Nie nerwowo i gwałtownie, ale bardzo gorąco i namiętnie. Nawet nisko przy tym mruczał, nie mając zamiaru się od niego odlepiać.
Jasper kątem oka zerknął jeszcze w stronę, gdzie zniknął ich gość. Miał wrażenie, że to trochę lekceważące z ich strony, że tak się zachowują, kiedy ten jest z nimi pod jednym dachem. Ciężko mu było jednak protestować, kiedy usta Marvina tak soczyście go całowały.
Ten w pewnym momencie spojrzał mu w głębiej w oczy i mając na to teraz jakąś nutę oraz będąc dodatkowo podbudowanym faktem kilkudniowego, jak miał nadzieję, spokoju, zsunął się powoli w dół, klękając przed Jazem. Zahaczył zębami o dolną wargę, rzucając mu zmysłowe spojrzenie i wysunąwszy język, polizał go przeciągle po spodniach na kroczu.
Jaz spiął się i odepchnął nogami, odsuwając i zapierając przez to plecami o oparcie kanapy.
— Szlag… Co robisz? — jęknął i zerknął w stronę łazienki. — Przecież jest Dean. Nie tu.
— Jest w łazience, długo nie wyjdzie… Zrobię ci tak dobrze, że dojdziesz, nim zdąży spłukać z siebie całą pianę… — zamruczał Marvin i wysunąwszy język, przesunął po nim palcem.
— Skąd wiesz…? Nie lepiej iść do sypialni? — młodszy mężczyzna opierał się jeszcze, ale i tak wyraźnie przełknął ślinę na widok gestu, jaki wykonał Marvin. Czemu on, do cholery, był taki seksowny?
— Muzyka mnie tu nastraja — odmruczał Marvin cichym, wibrującym lekko głosem i przesunął nosem od kolana Jaza aż po jego krocze. Wciągnął przy tym teatralnie jego zapach i lekko ukąsił wypukłość w spodniach przez materiał.
Jaz stęknął ciężko i oblizał usta. Wierzył, że ich gość jest naprawdę godnym zaufania człowiekiem i nie będą mieć znowu przykrych konsekwencji nagłego pobudzenia Marvina.
— Jesteś walnięty — jęknął. — I to będzie twoja wina, jak nie zdążysz — dodał jeszcze, kładąc dłonie na udach. Nie wiedział, co z nimi zrobić.
— Nie rośnie ci tam już nic? — Marvina palce za to powoli podążyły do zamka w spodniach kochanka i rozpięły go powoli. — Mmm… — Westchnął, przymykając oczy, gdy już zobaczył kształt penisa przez slipki. A konkretnie główkę, którą possał delikatnie mimo bielizny.
— Cholera — Jaz stęknął, zamiast potwierdzić. Kiedy tylko się nie hamował, zawsze, jak tylko widział Marvina między swoimi nogami, krew szybciej mu przepływała przez ciało.
Teraz ten ssał czubek jego penisa przez materiał, przy tym nisko mrucząc. Aż wreszcie obsunął mu bieliznę, przytrzymując ją dłońmi pod jądrami i wciągnął intensywny zapach kochanka. W okolicach krocza był najmocniejszy i taki inny niż ten Orvela. Penis był większy, ale sam czuł się podniecony i rozluźniony, będąc przy nim, więc nie miał oporów, by wziąć go do ust. Przechylił lekko głowę, wypychając sobie członkiem Jaza policzek i spojrzał na niego w górę spod zmrużonych powiek.
Młodszy mężczyzna miał przygryzioną dolną wargę i już jedną dłoń wsuniętą pod koszulkę. Opuszkami palców drażnił swój sutek, patrząc z wypiekami na twarzy na Marvina.
— Mhm…
Starszy mężczyzna klęczący przed swoim młodszym kochankiem wprowadził sobie głębiej jego penisa i zaczął go delikatnie ssać i przesuwać po spodzie językiem. Najchętniej przedłużyłby to, na ile by się dało, ale nie chciał Jaza stresować obecnością Deana. Sam nie czułby się zażenowany, gdyby ten go teraz zobaczył, ale Jasper najwyraźniej tak. Dlatego też po tym dopieszczeniu penisa językiem, zaczął poruszać głową w przód i w tył, wpatrując się w podbrzusze kochanka i robiąc mu dobrze rytmicznie i głęboko.
Jasper zajęczał i bez wahania sięgnął dłonią do ciemnych włosów Marvina. Były miękkie, a głowa ich właściciela opuszczała się, to unosiła, dając mu ciepłą, bardzo szybko nakręcającą przyjemność. Aż naprężył się na kanapie, wypychając biodra do przodu i opierając się mocniej tyłem głowy o kanapę.
Marvin na ułamek sekundy spiął się, gdy poczuł jego dłoń, bo jak tylko zamknął oczy, miał chwilowe skojarzenie z momentem, gdy Orvel zatkał mu nos i przydusił do swojego chuja. Wrażenie jednak minęło szybciej niż się pojawiło, szczególnie, gdy rozchylił powieki i zobaczył Jaza. To, jaki jest podniecony, jaki duży i jak głęboko oddycha.
Sięgnął jedną dłonią do nasady jego penisa i zaczął ją szybko i mocno poruszać, a głową spłycił ruchy, by bardziej intensywnie pieścić jego żołądź.
— O… o matko boska! — wyrwało się jego kochankowi, który kręcił się niecierpliwie na kanapie. — Maa… Marvin — wyjęczał za głośno, by było to niesłyszane w łazience, jeśli akurat Dean nie brał prysznica.
— Mmm… — Mężczyzna wysunął na moment jego członek i oblizał seksownie i lubieżnie usta. Były bardzo mocno czerwone i wilgotne. — Co, tygrysie? — zamruczał, skubiąc wargami skórę na penisie. — Już chcesz mi strzelać do gardła?
— Już… już prawie — Jasper dyszał ciężko, przygryzając co rusz swoje usta. Jego ciało było mocno napięte, szczególnie brzuch i uda, a klatka piersiowa unosiła się i opadała rytmicznie. Jego wydepilowana skóra była lekko wilgotna.
— Już marzę o tym twoim ciele na sobie w nocy… — szepnął Marvin i ponownie wziął jego penisa do ust, wracając do mocnego i szybkiego obciągania.
— Tee… też! — Jaz wyjęczał, nie powstrzymując się. Przesuwał przy tym jedną dłonią po swoim ciele. Drugą sięgnął do swojego krocza, aby opuszkami chociaż dotknąć palców kochanka.
Marvin aż sapnął głucho na jego penisie i złapał go za dłoń. Ścisnął mocno, marszcząc przy tym brwi i niemalże ze smakiem ssąc jego członek. Zamruczał i zamlaskał głośno, nie zwracając uwagi na to, czy to słychać w łazience, czy nie.
Jasper w tej chwili też miał co innego na głowie. Stękał głośno i po kolejnych kilku sekundach jęknął. Wyprężył się, łapiąc jeszcze mocniej dłoń Marvina i doszedł w jego ustach.
Ten odetchnął głębiej przez nos, po czym powoli wysunął spomiędzy warg penisa kochanka. Przytrzymał go dłonią, przełknął spermę, którą miał w ustach, a resztki zaczął zlizywać z czubka.
Jasper w tym czasie łapał oddech. Lekko drżały mu mięśnie, ale z błogim uśmiechem patrzył na Marvina. O Deanie w łazience zupełnie zapomniał.
— Czasami… zastanawiam się, czy jest coś, czego nie umiesz.
Marvin zerknął na niego w górę i odsunąwszy wreszcie język od jego członka, starł wilgoć kciukiem z kącika ust.
— Nie próbowaliśmy jeszcze wszystkich pozycji…
— To mamy trochę do nadrobienia — odparł Jaz i wyprostował się, aby następnie pochylić się do Marvina. Pocałował go w usta. — Jakbyś chciał, to możemy przenieść się do sypialni, abym ci się chociaż odwdzięczył. A może coś jeszcze.
— Ma jeszcze siłę, by zanurkować w ciasnej, ciepłej dziurze? — odmruczał Marvin, pytając o penisa, którego przed chwilą ssał, jakby ten był osobą. Wstał z podłogi, nie spuszczając przy tym wzroku z kochanka.
— Coś się wymyśli, aby miał — zapewnił go, sięgając do swoich spodni, aby schować penisa.
W tym czasie łazienki wyszedł Dean. Miał na sobie… coś, jak stwierdził Jaz, który, gdy tylko go usłyszał, obejrzał się w tamtą stronę. Aż go przy tym zamurowało.
Marvin też lekko uniósł brwi, widząc Deana w… piżamie. Przynajmniej podejrzewał, że takie zastosowanie ma ten strój. Wyglądał na bardzo miękki i przyjemny w dotyku. Był cały biały, jeśli nie liczyć szarych, tygrysich pasków. Wisiał na szczupłym ciele Deana, tak że miało się wrażenie, że ten w nim tonie. Cały kostium był jednoczęściowy, nogawki były bardzo szerokie, a przód zapinany na zamek. Do tego jeszcze kaptur z króliczymi uszami, który był zarzucony teraz na plecy mężczyzny. Cały więc przywodził na myśl wysokiego, szczupłego, zmutowanego zwierzaka z dość morderczymi zamiarami przez te jego zęby. Można było też przypuszczać, że coś musi mieć wspólnego z białym tygrysem skrzyżowanym z królikiem i najpierw bardzo otyłym, a potem zachudzonym, że aż skora na nim zaczęła wisieć. I jakkolwiek strój był, delikatnie mówiąc, dziwaczny, tak przeszło trzydziestoletni mężczyzna, który wyszedł z łazienki, wcale nie wyglądał, jakby się przejmował tym, jak wygląda. Właśnie układał swoje zwykłe ubrania pod ścianą zaraz obok torby. Kiedy kucnął, było widać, że nie ma żadnego przyszytego ogonka w tym… czymś.
Jasper gapił się na niego jak na nawiedzonego. Schylił się do Marvina i wyszeptał do ucha, czy ten też widzi.
— Co… co to jest?
— Mój jebnięty, skrzywiony mistrz — wyjaśnił Marvin z lekkim uśmiechem i podszedł do Deana. Sięgnął do króliczego ucha, by zobaczyć, czy materiał był taki miękki, jak wyglądał. Był. — W takich piżamach chodzą dzieci, wiesz? Małe. Dla starszych to już siara.
Dean spojrzał na niego swoimi bardzo jasnymi, niebieskimi oczami i wyrwał mu swoje królicze ucho z dłoni.
— Nie znasz się! — syknął pokazowo, a Jaz skorzystał z tego, że są zajęci i ogarnął się do końca. — W ogóle się nie znasz. Świata nie widziałeś, nie masz więc prawa głosu. A to jest wygodne — wygłosił ostatnie zdanie już z całkowitą dumą.
Marvin oblizał swoje zaczerwienione od obciągania usta w teatralnym geście.
— Sam seks… — szepnął nisko i prześmiewczo.
Dean wystawił mu język w bardzo dziecinny sposób, podkreślony jeszcze przez strój.
— Żebyś wiedział. Pedofile się jarają — odparł z całkowitą powagą w głosie i dotknął palcem wskazującym jego warg. — Szybko — rzucił i wyminął Marvina, aby przejść do kuchni.
Ten tylko obejrzał się za kumplem i spojrzał na Jaza.
— Jeszcze nie raz cię zdziwi. I na ogół jest niewinnie, ale jakbyś poczuł dym, to nie ignoruj — poradził kochankowi.
— Zapamiętam — odparł ten z całkowitą powagą, aż nie wierząc do tej pory w to, co zobaczył. Jak dorosły facet mógł ubrać się w jednoczęściową piżamkę i paradować w niej, jakby to było zupełnie normalne?
Marvin pozbierał ze stolika kolejne, puste butelki piwa i nim poszedł je wyrzucić, stanął przy kochanku oraz szepnął mu do ucha:
— Nadstawię ci się później.
Po tym wyszedł, uznając, że lepiej posiedzieć jeszcze z Deanem, pogadać czy obejrzeć jakiś film, a na seks znajdzie się czas, gdy już się położą. W końcu nie było tak późno, a nie chciał mimo wszystko z powodu własnej chcicy kazać Deanowi nudzić się samemu przed telewizorem. W króliczo-tygrysim stroju.

14 thoughts on “No Exit – 15 – Sprzymierzeńcy

  1. Katka pisze:

    Basia, uczucie pomiędzy Orvelem a Patsym można by idealnie opisać jako skomplikowane. Nawet mi trudno pojąć ich zażyłość XD

  2. Basia pisze:

    Hej, hej,
    Jasper dobrze przyjął Deana, już bym chciała zobaczyć Orvela spierdalającego gdzie pieprz rośnie… ciekawe czy on coś czuje do Patsiego, czy jest taką wygodną przykrywką….
    multum weny życzę
    Pozdrawiam serdecznie

  3. porebula pisze:

    Katka, odwala mi od czekania na rozdział xD To nieco przeażające… Tak wszystko ci sie z opowiadaniami kojarzy… Problemy z klawiaturą są straszne… u mnie nie wpisuje t i r czasem… i tak wpisuje was i wpisuje, a tam sie nie wlącza..

  4. Katka pisze:

    Porebula, miałam ochotę zapytać, o czym Ty do diabła mówisz, ale Shiv mnie oświeciła XD Co do literówki, dzięki, poprawione ;) W ogóle z nią mam częsty problem, bo c jest obok v na klawie i jakoś tak się wciska samo XD

  5. porebula pisze:

    „— Ma jeszcze siłę, by zanurkować w ciasnej, ciepłej dziurze? — odmruczał Marcin”
    Marcin?! Ale co ty tu robisz?! A gdzie Niv?? Opowiadania pomyliłeś?? I czemu chcesz dać dupy, a nie dobierać się do Niva?! To ten co cie zgwałcił?? Marcin! Wracaj do Niva, pedale!!

  6. Katka pisze:

    Saki, na razie Dean jak widać jest intrygujący i może momentami zabawny, więc może nie przyniesie chłopakom nic złego? Cóż, stara się pomóc, ale jak wyjdzie… zobaczymy. A Patsy to sprawa do głębszego przemyślenia, bo jak piszesz, też coś tam niby pomaga, coś tam ułatwia, ale widać, że nie jest to podszyte współczuciem i czystą chęcią pomocy. Bardzo mi się podoba, że widzisz, jaki jest pusty, bo fakt, nie da się tego inaczej nazwać. Kieruje się dość materialnymi i egoistycznymi pobudkami. Takich ludzi rzadko kiedy się lubi.

  7. saki2709 pisze:

    Uwielbiam tą bezpośredniość Dean’a, tą jego inność i.. ta switaśną piżamkę XD Szablozębny króliko-tygrys XD Mam nadzieję, że na coś się chłopcom przyda. Żeby tylko jeszcze bardziej nie zaszkodził. Pozwalał mnie z tą kwiaciarnią XD Aż bym chciała zobaczyć minę Patricka, jak wypalił z tymi kwiatkami. Tak btw, wiedziałam, że to nie Orvel dzwoni. Po prostu czułam, że to Patsy. A skoro już przy nim jestem, mam co do niego mieszane uczucia. Jednak przeważają te negatywne. Dla mnie jest pustakiem i niemiłosiernie mnie wkurza, co nie zmienia faktu, że nie liczę na niego w wiadomej sprawie. Dał im parę dni spokoju, więc to już coś. Przynajmniej mają trochę czasu, żeby wszystko dokładnie przemyśleć. Chociaż troszkę się na nim zawiodłam. Nie żebym wiele po nim oczekiwała. Po prostu myślałam, że trochę bardziej się postara, żeby zwalczyć o swoje (wiem, to brzmi płytko, ale dla mnie on właśnie taki jest). Tymczasem on siedzi z założonymi rękami i czeka na gotowe. Wkurza mnie, no. Zdecydowanie go nie lubię i raczej nie zmienię co do niego zdania.
    Nie mogę się doczekać dalszego rozwoju wydarzeń.

  8. Katka pisze:

    Sharon, jestem, jestem, ale już niedługo wracam. Niemniej Shiv wpada do mnie w sobotę, więc może na zakupach znajdziemy jakiś drobiazg z Krainy Alexa, o który będzie można w jakimś konkursie powalczyć ;) Co do piżamki, czy wygodna nie wiem, bo jeszcze takiej nie nosiłam, ale ciepła na bank. Wyobraź sobie, to niemal jak skafander! Moja siostra w takim czymś spała w zeszłym roku i co noc się przebierała w zwykłą piżamę w nocy, bo jej było za ciepło. Ale to fajne, jak mrozy przychodzą :D Albo na święta, mrrrr :D Patsy i jego nielogiczne motywy… Cóż, jeśli bardziej zależy mu na operacjach plastycznych, na którego jego samego nie stać, niż na wierności, to potem takie kwiatki wychodzą… Nie no, może kocha Orvela faktycznie – cóż, bądź co bądź facet jest przystojny, a my nie wiemy, jak ich związek wygląda. Zresztą Jasper też nie rzucił Marvina mimo zdrad XD A *cenzor* może się nie wystraszyć, kto go tam wie… może siedzi w nim wielkie ZUO i piromani mu nie straszni XD

  9. Sharon d'Arc pisze:

    Katka, jesteś w Londynie? Chcę pocztówkę *.*
    Dean mnie rozwala. I jego pidżama też. Że dzieci śpią w czymś takim to ja rozumiem, ale dorośli? Kojarzy mi się to tylko z tym królikiem z Simsów, co się pojawia jak Sim ma depresję… I że są w ogóle w takich dużych rozmiarach… Nie wiem czy to ciepłe i wygodne, więc się nie wypowiem na ten temat, ale jakbym paradowała w czymś takim w akademiku to bym chyba życia nie miała…
    Kwiaciarnia była zarąbista XD Powaliło mnie to normalnie. Patsy musiał się zdziwić, jak nic. I nie rozumiem go. Facet go zdradza a on nadal chce z nim być. Ja rozumiem, miłość jest ślepa, ale to mi wygląda raczej na po prostu puste oczodoły. A może plastikowy chłopiec po prostu tak baaardzo kocha forsę. W każdym razie nie lubię go i tyle. To przez niego słodziaki mają problemy.
    I ta bezpośredniość Deana. Serio, ten gościu nie myśli o tym, co mówi. I chociaż szczegółów jego odsiadki nie znam to jednak mimo wszystko śmiem wątpić, by ten *cenzor* się tak po prostu wystraszył. Raczej go to rozbawi moim skromnym zdaniem. Mam tylko nadzieję na happy end i „pokonanie zła” (czytaj zabicie tego *cenzor*) :D

  10. Katka pisze:

    Bebok, a to ja zaskoczę odnośnie piżamki – obecnie jestem w Londynie i tutaj jest to BARDZO popularne. I jakkolwiek kiedyś chciałam kupić w Polsce i znalazłam tylko za niebotyczne sumy i to tylko online, tak tutaj… to jest wszędzie! I to w cenach nawet ok. 10 funtów (ok. 50 zł). A to nie jakieś szmaty czy coś, tylko puchate, słodkie kostiumy. W krowy, tygrysy, króliki itp. Z łapkami, ogonkami, kapturkami z uszkami. Wypas! Dlatego będę polować by jakiś sobie sprawić, bo to nawet w rozmiarach na dorosłych facetów jest :D Mega kostiumik, choć pewnie sama wiesz, ze gorąco w tym potrafi być XD A co do rozdziału (boże, jaki off top powyżej XD) to zgadzam się, ze sposób bycia na pewno miał wpływ na Marvina. Choć to zawsze jest składowa wielu czynników, niemniej towarzystwo Deana na pewno tę wolnośc Marvina wspierało.

  11. Bebok pisze:

    są na yatta.pl ;D W necie można zdobyć wszystko ^^ choć tanie to nie jest ;/ ale jak się parę osób zrzuci na prezent to jest git ;D Względnie jak się ma sporo szczęścia to w lumpach można coś znaleźć aczkolwiek wymaga to wytrwałości i czasu od groma xd Wiem że moja znajoma kupiła w lumpie właśnie coś takiego ale było to dawno i chyba właśnie miała więcej farta niż serio tego szukała ;P
    Co do uczenia dupodajstwa… no cóż, ciągle jest to gadanie o „mistrzu” i „tatusiu” więc jakiś wpływ na niego pewnie miał, może faktycznie nie aż tak duży ale jakiś na pewno. Mimo wszystko Dean jest moim ulubieńcem ;D

  12. Shivunia pisze:

    Bebok >> O M G też taką chce pidżamkę. Zagotuje się w niej w nocy, ale chce taką :D I zgadzam się, ze Dean jest ekstremalnie dziwni. I to słowo bardzo dobrze do niego pasuje bo dziwność wcale nie musi być zła ani dobra. Co do tekstu, to pewnie nie tylko ciebie rozwalił ale i Patsiątko i Marvina i Jaza w sumie też XD To nie było to co każdy spodziewał się usłyszeć.
    Co do tego czy przez Deana… no to nie tak, że on go tego nauczył, raczej… wspólnie to praktykowali więc nikt ani jednemu ani drugiemu ze łba nie wybił, że to nienajlepszy sposób na życie. Zresztą nie wiem czy kogoś można nauczyć chęci próbowania nowych potraf, jeśli to samo z niego nie wynika? W mniejszym czy większym stopniu. Niemniej Dean tym rozsądnym na pewno nie był XD
    A Patsiątko zostawiło chłopcom jedynie uchyloną furtkę, bez planu. Nie poczuwa się najwyraźniej. Orvel za to też nie jest chyba pierwszym strachliwym, ale to się jeszcze okaże ;)

  13. Bebok pisze:

    Uwaaa! Dean <3 Mam podobną piżamkę ;D Wiem co czujesz ;P
    Wciąż uwielbiam tego gościa, jest ekstremalnie dziwny, nigdy nie wiadomo czego się po nim spodziewać. Wgl…jakoś tekst "Storczyk, chryzantema czy inny kwiat na każdą okazję." mnie rozwalił ;D
    "— Ty ode mnie znajdowania chętnych pał, z którymi można się zabawić — odparł Dean ze spokojem. — Ale też tatuś jest dumny, że już znalazłeś ulubiony smak lodów." Trochę drażniące że to w sumie przez Dean'a Marvin się zrobił taką dupodajką ;P
    Patsy jednak nie ma specjalnego ultra planu… a ja liczyłam na to że coś wymyśli ;D
    Ciekawe jak w końcu się ta sytuacja rozwiąże. Jak na razie jest spokojnie, pytanie jak długo to potrwa i czy obecność mistrza sama w sobie odstraszy O. Jakoś mi się nie wydaje żeby Orvel tak po prostu się wystraszył.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s