Fire Dragon Tattoo Studio – 192 – Doradcy

Była ostatnia sobota lipca, do ślubu zostały jeszcze trzy miesiące, ale Marg uważała, że jest to dobry moment, żeby zdecydować, jaką będzie miała w tym ważnym dniu suknię. I oczywiście nie zamierzała decydować sama. Potrzebowała dobrego oka, oceny kogoś trzeciego i kogoś, kto się zna na dobrym smaku. Uważała, że Rush jest do tego zadania idealny. No i oczywiście Kate, z którą się przyjaźniła.
Wybrała salon Alegria’s Brides, mieszczący się w Coral Gables, w centrum Miami i w to sobotnie popołudnie była właśnie w nim, w przebieralni, zakładając kolejną suknię z tych, które szczególnie się jej spodobały. Przejrzała już kilka modeli na stronie salonu, ale teraz je wszystkie mierzyła, żeby zaprezentować się przybyłej z nią dwójce, która czekała w sąsiednim pomieszczeniu, na skórzanych, kremowych fotelikach z filiżankami kawy i dyskutowała chwilę na temat wystawionych sukien.
— Jeane w ogóle już miała suknię wybraną? — Kate zagadała Rusha. Wielkie, przeciwsłoneczne okulary miała założone na włosach i kolorystycznie kontrastowała z wystawą, bo dzisiaj jakoś bardziej uderzyła w czerń i ciemną czerwień jeśli chodziło o ubrania.
Rush za to wyglądał, jakby tu pracował. Lekki, beżowy komplet, spodnie i marynarka, bez kamizelki. Do tego firmowy uśmiech przyklejony do twarzy.
— Z tego co wiem, tak, ale nie była nią specjalnie zaaferowana, bo nie był to tylko jej wybór. To, jak miała wyglądać, było decyzją ojca, matki, ogólnego zamysłu też wyglądu ślubu — wyjaśnił swojej, jakby nie patrzeć, byłej dziewczynie.
Ta wywróciła oczami i napiła się kawy. Z dużą ilością pianki, bo taką sobie zażyczyła, a obsługa salonu była wybitnie skłonna spełnić wszystkie ich zachcianki. W końcu Marg miała zostawić tu dziś sporo pieniędzy.
— Bo co? Bo musiała pasować do zastawy stołowej?
— Bo miała być skromna — Rush odparł krótko. Sam tego nie rozumiał, ale nie wchodził w to tak, jak tylko się dało.
Co do tego Kate miała wątpliwości, bo jakoś nie widziała obok siebie słów „ślub”, „Alex” i „skromność”. Nie mogła jednak tego wyrazić na głos, bo z korytarzyka wiodącego do przymierzalni, po jasnym i chyba dzisiaj polerowanym parkiecie wyszła Marg w kolejnej sukni.
— Wciąż nie wiem, czy ładniejsze są te rozkloszowane od kolan czy talii… — rzuciła z konsternacją i pokazała się przyjaciołom.
Jak wcześniej wyszła do nich w sukni z szerokim dołem, bez ramiączek, z mocniej wyeksponowanym biustem, tak teraz suknia była węższa, rozszerzała się dopiero poniżej kolan i miała więcej koronkowych elementów. Tym razem jednak miała już ramiączka, choć wciąż dość wąskie.
— Bardziej mi się podoba, jak widać ci nie tylko cycki, ale też i tyłek — Kate od razu oceniła, pochylając się na kanapie do przodu. Była za sukienkami, które opinają biodra przyszłej panny młodej i pokazują, jaką ta ma genialną talię.
— A jak w ramionach? Bo myślę, że ładniej, kiedy masz je odsłonięte, więc ta wcześniejsza sukienka to miała lepiej, a tak to Katy ma rację — Rush dodał swoje. Miał tu być i pomagać dziewczynom radą i męskim podejściem. Mógł to robić, miał dobre poczucie smaku, a i umiał doceniać kobiece walory.
Marg popatrzyła po sobie, a potem stanęła bliżej wysokiego lustra postawionego pomiędzy dwiema biegnącymi łukiem wystawami sukni dwóch różnych marek. Obróciła się wokół własnej osi, aby ocenić swój tyłek i zerknęła na dwójkę na fotelach obok.
— Czyli raczej węższa, ale odsłonięte ramiona? Może znajdziemy takie połączenie… — zamyśliła się i sięgnęła w górę, aby dłonią zebrać swoje długie, pofalowane, brązowe włosy w pseudo koka. — I wtedy też spięte włosy, hm?
— Obowiązkowo — Rush i Kate odpowiedzieli niemalże chórkiem, przez co przyszła panna młoda wybuchła śmiechem.
— Sama słyszałaś, nie ma się co nad tym zastanawiać — Kate dodała, wstając i podchodząc do przyjaciółki. Skręciła jej włosy i podtrzymała z tyłu głowy w koczku.
— Będzie pięknie widać twoją szyję. Można, jeśli chcesz, ten koczek zrobić jeszcze z pasmem wypuszczanym do tyłu albo jakieś pejsiki przy policzkach — Rush dodał w formie propozycji. — Fryzurę będzie można dobrać do sukienki.
— I jakieś cudne kolczyki musisz do tego mieć — Kate podchwyciła żywo, a Marg uśmiechnęła się mimowolnie. Z taką dwójką doradców na pewno będzie wyglądać wspaniale.
— To idę zapytać o taką sukienkę, o jakiej mówicie i przymierzę — stwierdziła, a kiedy Kate puściła jej włosy, poszła do sprzedawczyni, która cały czas asystowała przy jej wyborach i pomagała zakładać suknię.
Kate za to znowu zajęła swoje miejsce i rozejrzała się wymownie.
— Szał, co? Żałuj, Rush, żałuj, że nie będziesz mieć swojej połówki w jednej z takich sukienek na ślubie — rzuciła żartobliwie.
Rush trochę skwaśniał, ale nie pokazał tego po sobie.
— Nie mów, Katy, że tobie udziela się ślubna gorączka? Czyżby suknie ślubne cię zaczarowały, że sama myślisz o przymierzeniu jakiejś?
— Trochę… Ale mi się do ślubu nie spieszy jeszcze. Jesteśmy z Juanem dopiero niecałe pięć miesięcy. Nawet więc półrocznej rocznicy nie mamy. Nie to co wy…
— Cóż, nam do ślubu też na tę chwilę się nie spieszy — Rush odparł trochę poważniej i napił się swojej kawy.
Widział, jak Marg rozmawia z pracownicą sklepu, jak świergoczą do siebie o koronkach, o kolorze sukienki. A sama Marg jest niesamowicie podekscytowana, że robi coś tak ważnego i kupuje suknię ślubną. Nie było się co dziwić, był to dla niej wielki dzień. Rush za to od Alexa wiedział, że szukają z Mikiem mieszkania. Marg jednak bardziej zajmowała się samym ślubem, a Mike tym, co miało być po nim.
Kate zerknęła czujniej na blondyna i siorbnęła kawy.
— Walka Charlie versus Charlie trwa?
Rush westchnął ciężko.
— Zacznijmy od tego, że nie ma żadnej walki. Jest jedynie moja wina, że Charlie mi nie wierzy.
Kate wydęła wargi i kilka razy zacmokała z zamyśleniem.
— Nie wiem czy „jedynie”. Trochę tak, bo zjebałeś tym skakaniem z kwiatka na kwiatek. Ale on też już troszkę… zaczął przesadzać — przyznała, mimo że na początku było bardzo ekscytująco, gdy intryga się „narodziła”. Charlie jednak miał coraz więcej podejrzeń zamiast coraz mniej i nikt z ekipy nie umiał tego zatrzymać.
— A co ja mogę na to poradzić? — Rush spytał z lekką irytacją w głosie, która była czymś dość niezwykłym u takiego chodzącego, uśmiechniętego szczęścia. — Czym bardziej zaprzeczam, tym ma większe podejrzenia.
— A nie myślałeś o konfrontacji? Wiesz, ty, Charlie i Charlie? Pogadanie we trójkę wprost, wyjaśnienie wszystkiego?
— Boję się, że Charlie zacznie ją obrażać, a ja będę zmuszony jej bronić, bo to jednak nie wypada, a Charlie weźmie to jako moje jakieś zaangażowanie w urojony związek, jaki z nią mam — Rush wyjaśnił swoje obawy, mając wrażenie, że w którąkolwiek stronę by się nie odwróci, wpadnie na mur. — Alex z nim ma pogadać, to zobaczymy.
Kate musiała przyznać mu rację. Charlie naprawdę wmawiał sobie, że ten romans jest prawdziwy i wszystko widział przez krzywe zwierciadło.
— Ale to nie może trwać wiecznie, nie? W końcu się albo znudzi, albo się rozejdziecie — palnęła oczywistym tonem.
Rush od razu spojrzał na nią z pretensją.
— Ostatnia uwaga była zbędna, Katy. Nie rozejdziemy się. Coś wymyślę albo Charlie w końcu zrozumie, że nic i nikt mu nie zagraża.
— No to powodzenia… Ja bym się bardziej bała podsłuchu albo… nie wiem… podsłuchiwania rozmów. On jest do tego zdolny — Kate odpowiedziała z pewnością w głosie, jakby sama wcale o tym nie marzyła wiele razy.
— A nie podpowiadałaś mu nic z tych rzeczy? — Rush nie był głupi, a też na tyle ostatnio poirytowany sytuacją z kochankiem i bezradny, że też stawał się mniej wyrozumiały.
Tym razem Kate trochę poczerwieniała i sięgnęła po maleńką filiżankę z resztkami kawy, aby zakryć za nią twarz.
— Nie, no ja tylko z nim raz pojechałam pod wasze biuro, by zobaczyć w ogóle czy jest o co się bić. I jest… ta twoja sekretarka to jak znaleziona na jakimś wybiegu modelek — stwierdziła z krzywą miną, dodatkowo by zobaczyć reakcję Rusha. Ciekawa była, co on myśli o swojej pracownicy.
Blondyn zerknął w stronę przebieralni, gdzie kilka minut temu zniknęła Marg.
— Mogę cię zapewnić, że nie wybierałem jej ze względu na wygląd. Jest ładna, ale jedynie klienci i niektórzy pracownicy są tym zainteresowani. Ach, i ty, i Charlie.
— I wcaaale o niej nie fantazjowałeś? — Kate przeciągnęła sylabę, tym samym dając znać o swojej ciekawości.
W tym samym czasie usłyszeli kroki od przebieralni, z której ku nim wyszła Marg, w sukni opinającej się na jej talii, pośladkach i udach, z koronkową górą i ładnym bardzo delikatnym wzorkiem u dołu, chyba węższego trochę niż ta wcześniejsza. Sprawiała wrażenie skromniejszej.
Rush więc nie odpowiedział, tylko skierował uwagę na osobę, dla której tu przyszedł.
— Bardzo ładna, ale… nie chcesz bardziej zaszaleć? Więcej koronki, jakieś kamienie?
— Wybrałam z panią Evelyn trzy, ta jest właśnie najskromniejsza. Zaraz wam pokażę jeszcze dwie. Jedna ma tu taki złoty paseczek. — Dziewczyna pokazała na sobie miejsce w talii. — Sama nie wiem, nie chcę przesadzić…
— Marg, przecież to jest najważniejszy dzień w twoim życiu. Nie mówimy o sukni z diamentów, ale musisz błyszczeć! — dodała Kate, podziwiając sobie dziewczynę. — Suknia musi mieć jakieś wzbogacenie, bo potem ubierzesz bardziej wypasione kolczyki i nie będą pasować. Nie, Rush?
— Diamenty pasują do wszystkiego, więc tu Marg musi sama zdecydować, jaką chce sukienkę. Masz się z niej czuć idealnie. Nie okej, nie akurat, a idealnie — mężczyzna odpowiedział, uśmiechając się szeroko do przyjaciółki i kiedy ta lekko się uśmiechnęła w odpowiedzi, puścił jej jeszcze oczko. To poskutkowało, aby zaśmiała się weselej.
— Jakbyś nie miał swojej firmy, to spokojnie mógłbyś pracować w takim miejscu. Kobiety by się żeniły i rozwodziły, abyś tylko jeszcze raz im doradził.
— Noo, a tak to tylko będą zmieniać mieszkania co pół roku, żebyś tylko im sprzedał nowe — Kate wtrąciła ze śmiechem i dodała do Marg: — To pokaż te dwie, co masz, ale już jest lepiej — pochwaliła tonem znawcy.
— Mhm, już idę się przebrać — Marg zgodziła się i miała się już odwrócić, kiedy Rush zatrzymał ją gestem.
— Jeszcze może byś pomierzyła takie? — Wskazał na jedną z sukien, w którą ubrany był manekin. — Aby góra taka była. Nadal będziesz miała odkryte obojczyki, ale może będzie ci wygodniej? — zasugerował, mając na myśli koronkowe skrzydełka na ramionach, jakie miała wskazana przez niego sukienka. Nie były to cienkie paseczki ani proste ramiączka, ale dzięki temu góra sukienki trzymała się na czymś więcej niż na ściśnięciu pod biustem i Marg ze swoim dużym rozmiarem mogłaby czuć się swobodniej.
Marg przyjrzała się sukience i dotknęła materiału.
— Też jest śliczna… I nie ma takiej koronki, która by mnie tu obcierała, jak ta poprzednia — dodała, wskazując na miejsca po bokach biustu, blisko pach, gdzie wcześniejsza sukienka trochę za mocno się tam ściskała i obcierała koronką. — Może przymierzę też tę i zobaczymy — zdecydowała, postanawiając poddać się opinii Rusha, bo od kiedy przyszli tu dwie godziny temu, słyszała od niego same dobre rady.
— W takim razie przygotuję dla pani tę sukienkę i jeszcze może jedną podobną — ekspedientka zaoferowała się i odprowadziwszy Marg do przymierzalni, poszła przynieść jej kolejne sukienki.
Rush więc mógł ponownie zająć miejsce przy Kate i zauważył przy tym, że na ich stoliczek z oszklonym blatem postawione zostały małe biszkopciki. Kate już zdążyła się zresztą do nich dobrać.
— To co z tym Charliem? — zagadała, nieubłaganie wracając do drażliwego tematu. — Żrecie się o to w ogóle? Bo ja was jeszcze wrzeszczących po sobie nie widziałam.
— A musisz widzieć? — Rush odparł, samemu sięgając po słodkość. Temat był męczący, a Katy nie dawała rozwiązania. Jej pytania też nie.
— Chcę tylko wiedzieć, jak poważnie jest. Nikt z nas nie chce, żebyście się rozeszli. Wiesz… Charlie będzie miał doła, znowu będzie w studiu dziwnie… Poza tym jesteście pierwszymi z nas, którzy się zeszli — dodała z prawdziwym sentymentem, bo mimo własnej ciekawości w związku z tą sprawą, nie chciała, żeby coś się u nich popsuło. W końcu każdy z nich miał swoją drugą połówkę. Byłoby dziwnie, jakby nagle zrobiło się w paczce dwóch singli.
— To jak każdy z was tak się martwi o Charliego, to czemu nikt nie wyjaśni mu, że go nie zdradzam? — Rush odparł ostrzej iż zamierzał, przez co od razu przeprosił. — Wybacz, Katy, nie wiem, co się dzieje między nami. Nie panuję nad tym.
— Ale każdy próbuje! Mike z nim rozmawiał, Ryan z nim rozmawiał, nawet Jason mówił, że to niemożliwe. Ale on i tak widzi to, co chce widzieć. A ostatnio jeszcze musiałam mu trzysta razy potwierdzać, że widzimy się dzisiaj z Marg, bo myślał, że się spotykasz z sekretarką… — Kate jęknęła, gestykulując biszkopcikiem.
Obsługa salonu z taktem ignorowała ich rozmowę, choć na pewno słyszała każde słowo. W końcu cały czas ktoś się tu kręcił, poprawiając wystawę, rozmawiając telefonicznie z klientami i pomagając Marg.
— Nie wiem już, co mam robić. Może naprawdę ten podsłuch nie byłby taki zły, wtedy by był cały czas przy mnie i miał poczucie, że ma rękę na pulsie, ale… to nienormalne. — Blondyn przetarł twarzy i przy okazji rozczesał jasne włosy palcami.
— To może mu bardziej pokaż, że ci zależy? Wyjedź z nim gdzieś chociażby na weekend? No… jakbyś zwolnił Charlie to też pewnie by pomogło… — Kate zasugerowała delikatnie.
— Nie zwolnię jej, bo zafunduję sobie tym inspekcję pracy albo i pozew sądowy. Jakbyś ty się czuła, jakby cię zwolnili z pracy, bo jesteś kobietą? A co do Charliego, to szykuję mu kolację niespodziankę. Tak, to znaczy, że nie możesz mu o niej mówić — Rush dodał, chociaż jeśli tajemnica wyszłaby na jaw, może kochanek trochę by się uspokoił.
— Ooo, słodko. Jak mu pokażesz, jak go kochasz, może pomoże. Chociaż nie wiem, czy da się bardziej. Przez was mi się wydaje, że Juan mało mi uczuć okazuje. — Kate zaśmiała się, podgryzając biszkopta.
— Zawsze możesz go poprosić, aby bardziej się postarał pokazywać, co do ciebie czuje.
Kate pokiwała głową i chwilę wypatrywała Marg, ale ta się jeszcze nie pojawiała. A że już sama zdążyła obejrzeć suknie na wystawie, jej największą rozrywką teraz była rozmowa z Rushem.
— W sumie Charlie ma za dobrze z tobą, może dlatego szukał sobie jakiejś czarnej dziury. Na dobre wam to wyjdzie.
Rush ściągnął brwi w pytającej minie.
— Na dobre? Na razie wychodzi nam to na złe, więc obawiam się, że nie rozumiem całkowicie.
— Oj wiesz, dramaty umacniają związek. Na przykład Juan po tej akcji narkotykowej teraz mówi mi o swoim każdym wypadzie do sklepu po mleko — Kate odpowiedziała z dumą i uśmiechem, jak to sobie urobiła faceta.
Rush spojrzał na dziewczynę i z wahaniem przytaknął głową.
— Mam nadzieję, że masz rację. Nie chcę jednak, aby miało to odmienny skutek. Nie zniósłbym tego.
Kate chwilę nie odpowiadała, trochę to analizując i dochodząc do wniosku, jak poważnie się zrobiło. Szczególnie, że teraz na twarzy Rusha zobaczyła autentyczną troskę i… bezradność. Słowa zawodziły, Charliego nikt nie był w stanie przekonać.
— No… Charlie byłby durny, jakby cię zostawił z tego powodu. Trafił mu się prawdziwy książę z bajki.
— Bez przesady, Mike to książę z bajki. Sama zobacz, jaką ma księżniczkę — Rush odparł tak, a nie inaczej, bo akurat z przebieralni wyszła Marg.
Kolejna sukienka jeszcze nie miała ramiączek, ale była mocniej falbaniasta u dołu. Miała też ogon i tak jak dziewczyna wspomniała, złoty paseczek. Ponownie rozpoczęła się dyskusja nad jej plusami i minusami.
Dziewczyna była im bardzo wdzięczna za porady i zainteresowanie i dokładnie po raz kolejny przeanalizowała wraz z nimi każdy element sukni. Potem jeszcze przymierzyła jedną z trzech wcześniej wybranych, ale ostatecznie wygrała suknia w zaproponowanym przez Rusha kroju. Wydawała się Marg wygodniejsza, czuła się w niej bezpiecznie i miała piękne zdobienia w postaci koronki, wzorków i złotawych dodatków. Nie obawiała się w niej, że suknia obsunie się jej z biustu, jak i nie obciskała za mocno jej bioder, więc łatwiej się w niej chodziło.
Na sam koniec jeszcze Katy dała się jej przekonać do ubrania jednej sukienki, żeby chociaż na chwilę poczuć się tak, jak czuje się Marg — wypełniona szczęściem i nadzieją na to, że jej związek ze szczęśliwego zmieni się w jeszcze szczęśliwszy, gdy już formalnie i ostatecznie rozpocznie wspólne życie z miłością swojego życia. Tylko Rush, który się temu przyglądał, miał gdzieś w głowie cały czas myśl, że jego własne szczęście jest zagrożone…

*

Trzeba było przyznać, że miejsce na założenie szkółki tanecznej było bardzo dobre. Nie w samym centrum, ale blisko oceanu, w miejscu na tyle spokojnym i nieotoczonym głównym drogami, że żaden hałas nie powinien zakłócać prób i treningów. Co prawda Jason nie zawitał tu w środku dnia, ale znał tę okolicę. Teraz tym bardziej było cicho, bo był już późny wieczór. Nie mógł tu pracować w ciągu dnia z racji pracy w studiu, a dopiero po niej. Tak jak teraz. W weekend Tony pokazał mu budynek, przekazał mniej więcej, jakiej grafiki oczekuje i tatuażysta spędzał tu już drugi wieczór. Na razie ogarniał, co gdzie ma być, uzgadniał szczegóły z czarnoskórym tancerzem, dlatego ten i dzisiaj mu towarzyszył. Dobre oświetlenie padało z podłużnych lamp, lustra na jednej ścianie optycznie powiększały pomieszczenie, a parkiet musiał być niedawno położony.
— Czyli co, kolory raczej jasne, dużo zieleni i pomarańczy? — Jason mówił, sugerując swoje pomysły. Stał w odległości kilku kroków od ściany, na której stworzył blady szkic tego, co miało tam być. Czyli dość abstrakcyjnie namalowanych tancerzy, bardziej jako tubylców odbywających swoje rytualne tańce. Uderzyli w koncepcji dość mocno w naturę i specyficzną dzikość. Miało być żywo, kreatywnie i zachęcająco do swobodnego tańca.
— Mhm, ale też wiesz, aby nie było to za bardzo jak brazylijska fiesta. To fajny temat, ale jednak chcemy trochę się odciąć, nie? — Tony odparł, przyglądając się szkicowi. Na razie ciężko było mu sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał efekt końcowy, ale wierzył w tatuażystę. I przede wszystkim w jego talent.
— Dużo tu macie przestrzeni. Możemy z grafiki na tej ścianie przejść w jakieś inne klimaty. Dałoby się to zgrać płynnie, jakby przechodzenie obrazów — Jason tłumaczył, przesuwając wyciągniętą dłonią przed sobą. — Jak film w klatkach, ale by się bardziej rozmywały różnice.
— O, no, to by było chyba dobre. Wiesz, fajnie byłoby coś z naszą plażą pokminić. Czy z falami. Hm? W końcu fajne z plaż są wspomnienia. — Tony zaśmiał się na koniec, wsuwając dłonie w nisko wiszące na jego biodrach spodnie. Uśmiechnął się przy tym z rozbawieniem, ale i zalotnie.
Jason odpowiedział na uśmiech, w duchu jednak trochę rozbawiony. W sumie nie pieprzyło mu się źle z tym facetem. Uważał go za całkiem słodkiego. Dupcię też miał niczego sobie. Ale on miał Alexa, o czym Tony chyba nie wiedział.
— To zaczniemy od dżungli, skończymy na plaży. Po drodze po szczypcie z każdego z tych tańców, których będziecie uczyć — podsumował, odwracając wzrok od tancerza, by jeszcze raz spojrzeć na szkic. Na razie był na jednej ścianie, ale wszystko dało się zmodyfikować. — Mogę zacząć malować jutro wieczorem, jak zdążę po robocie skoczyć po materiały.
— Byłoby zajebiście. Nawet nie myślałem, że tak szybko — Tony wyraźnie się ucieszył i nawet nieznacznie zbliżył bliżej wyższego od siebie mężczyzny. — Aż mam ochotę za to zaangażowanie dodatkowo ci jakoś podziękować. — Zaśmiał się na końcu przyjaźnie, a przy tym wzrok uciekł mu po całej postaci przed sobą.
Jason uśmiechnął się pod nosem i zerknął na niego z góry.
— Taa? I co byś takiego dla mnie chciał zrobić? Striptiz w tańcu? — zagadał z rozbawieniem. Miał dzisiaj jakoś wybitnie dobry humor.
Tony zaśmiał się, aż lekko pochylając głowę i tułów do przodu. Po tym spojrzał z niejakim wyzwaniem w oczy tatuażysty.
— Może nie tylko to.
— Czyli co? Znowu sam? — Jason zagadał, nie dając mu wprost zielonego światła do tego, co ten chciał mu zaoferować. Pamiętał zresztą, że kiedy ostatnio się widzieli, Tony kręcił z jakimś facetem, choć sytuacja chyba była śliska. Nie pamiętał dokładnie. Przy tym wszystkim przez myśl mu przeszło, że w tej wielkiej, pustej sali, z jedną ścianą pełną luster, w środku nocy przyjemnie mogłoby się… kochać z Alexem. Na tym parkiecie, słysząc jęki kochanka, dodatkowo wzmocnione dobrą akustyką tego miejsca… Może by mu się kiedyś udało coś takiego zorganizować.
Tony po jego pytaniu trochę spasował. Nawet skrzywił się.
— No, znowu. Nie mam za dobrego celownika do facetów, coś jak zawsze schrzanię z doborem. A… a ty? — spytał, już czując podskórnie nadzieję, ale też i obawę, że sprawdzi się teoria o jego kiepskim celowniku.
Jason westchnął ciężko i znowu spojrzał na szkic.
— Ta… Zajęty. Już jakiś czas, z Anglikiem. Sorry — dodał na koniec, bo wiedział, na co liczy Tony. — Ale długi czas byłem sam i nic się nie zapowiadało. Tobie się też w końcu trafi.
— Ta… — Tony odparł wpierw z melancholijną zadumą, samemu zwracając wzrok na ścianę. Nie patrzył jednak na nią długo, bo szybko się ożywił i skinął na tatuażystę. — Ale skądś ty Anglika wytrzasnął?
Jason uśmiechnął się pod nosem i podszedł do uchylonego okna, żeby zapalić. Przy okazji spojrzał na dość puste o tej porze ulice. Czuło się w powietrzu, że ocean jest blisko.
— Przyjechali z bratem prowadzić tu interesy. Mają firmę w Downtown, przeprowadzili się na dobre, kiedy się tu ustatkowali.
— No proszę, chcesz powiedzieć, że usidliłeś se Anglika? Nieźle! — Tony pogratulował mu skinieniem głowy z wiele mówiącą miną. — I ile to już twój sprzęt jest… niedostępny?
Jason musiał się dokładniej zastanowić, bo nie mieli żadnej rocznicy z Alexem i nie pilnowali czasu, który upływał od ich… początków. Przy tym zdążył odpalić papierosa i zaciągnąć się.
— Jakoś w listopadzie zaczęliśmy się spotykać, ale długo było to tylko na zasadzie numerków od czasu do czasu. Ale już mieszkamy razem i szukamy większej chaty.
Tancerz zrobił większe oczy.
— To ja zarywałem prawie do mężatego! — Zaśmiał się, widząc, jak poważny to był związek, skoro mężczyzna planował wspólne mieszkanie. — Ale to też nie jesteście z takich co to trzeciego przygarną, nie?
Jason uśmiechnął się mimowolnie i pokręcił głową.
— Kiedyś bym się skusił. Ale teraz koniec z takimi zabawami. Ale z tobą było spoko — dodał na koniec jako miły komentarz.
— Dzięki za pocieszenie, ale wiem, że było spoko. — Tony zaśmiał się, nie tracąc dobrego humoru i swoistej pewności siebie.
— Tego się trzymaj. Jakich w ogóle lubisz? — tatuażysta zainteresował się jakoś bardziej, skoro i tak teraz nie miał nic lepszego do roboty i leniwie popalał papierosa.
Tony wzruszył ramionami, zbliżając się do mężczyzny. Przysiadł na ziemi niedaleko niego, aby być dobrze słyszanym.
— Nie opiszę ci mojego ideału, bo go tak serio nie mam. Dobrze, jakby facet nie by kupą tłuszczu albo nie był zbyt zarośnięty. I to się trochę gryzie z tym, że obowiązkowo koleś musi być aktywem albo chociaż uniwersalny.
— Nie wiem, czy tak się gryzie. Ja jestem chudy, niezarośnięty i aktywny. Ale różnie bywa. — Jason wzruszył ramionami i strzepał popiół za okno. — Może jakiś uczeń w twojej nowej szkółce okaże się strzałem w dziesiątkę.
— Wiesz, że będą tu przychodzić też dzieciaki? — Tony zaśmiał się, bo jakoś nastolatek o kilka lat od niego młodszy nie wydawał mu się możliwym strzałem w dziesiątkę.
— Dzieciaki są wyrośnięte w naszych czasach — Jason odpowiedział z uśmieszkiem. — I sprawne. Wiesz, sam jesteś energiczny i trochę cię nosi. Znudziłbyś się z jakimś starym facetem, nawet jakby był niezarośnięty, dobrze zbudowany i aktywny.
— Ale nie wiem, czy dobrze bym się czuł psychicznie, jakby pieprzył mnie… co ja mówię, w ogóle jakbym się pieprzył z na przykład szesnastolatkiem. To takie… niby sam już to robiłem w tym wieku, ale teraz już wskazówka tyka.
Jason musiał trochę przyznać mu rację, bo teraz sam by się dziwnie czuł, uprawiając seks z nastolatkiem. Chociaż Charlie miał niecałe dwadzieścia trzy lata, dla niego wciąż był trochę dzieciakiem, a jednak jeszcze niedawno go dymał.
— Kwestia podejścia. W ogóle będziecie mieć podziały wiekowe? Grupy jakieś?
— Mhm, tak standardowo. Dzieciaki, młodzież i dorośli. Poza dzieciakami dwiema grupami będziemy się dzielić, a dzieciaki bierze jedna taka dziewczyna. Ma jedyna do tego podejście. Jeśli już o podejściu mowa. — Puścił Jasonowi oczko z rozbawieniem na twarzy.
— Jak będziesz miał dorosłych, nie będziesz miał obaw moralnych, komu dajesz dupy. — Jason uśmiechnął się i wyrzucił niedopałek przez okno.
Tony roześmiał się głośno.
— Najlepszy dziś tańczący dostanie w nagrodę dupę prowadzącego! — Zarechotał zaraz po tym, jak udał poważny ton, w jakim ogłasza się komunikaty.
Jason za to ostentacyjnie zlustrował tancerza i zamruczał.
— Z taką motywacją wyrobisz sobie zajebistych tancerzy.
— A sobie opinię niezłej kurwy. — Tony znowu się zaśmiał. W tonie nie pokazywał, aby źle się z tym czuł. Cóż, Jason wiedział, że ciemnoskóry mężczyzna nie miał szczególnych oporów, aby wystawiać swoje czekoladowe pośladki do innych mężczyzn. I pamiętał, że te pośladki były naprawdę niczego sobie. Chociaż miał wrażenie, że Ryan ze swoją słabością do czarnoskórych facetów doceniałby je jeszcze bardziej.
— Wiesz, trzeba płacić za swoje słabości — podsumował i skinął na ścianę. — To co? Masz jakieś klucze zapasowe? Bo wpadnę tu pewnie dopiero koło dziewiątej wieczór.
— Tak, już ci daję — Tony odparł i wstał z takim zapałem, jakby dopiero sobie przypomniał, w jakim celu jest tu Jason. — I w ogóle, nie wiem, jaki ten twój Anglik jest, ale… — zaśmiał się krótko, zerkając na Jasona — nie myśl, że masz szansę rozdziewiczyć to miejsce. Wiesz, renoma. Trzeba o nią dbać.
Jason cmoknął pod nosem.
— Cholera. Rozgryzłeś mnie. I jak ty chcesz motywować ruchaniem, jak nie chcesz się tu ruchać? — odparł z docinkiem i czekał, aż dostanie klucze, przy okazji zabierając swoje rzeczy. Wziął trochę tego, by zrobić szkice, pomierzyć przestrzeń i cyknąć kilka fotek, by w domu na spokojnie przeanalizować, co z tym zrobić.
Tony na jego słowa jeszcze bardziej się roześmiał i wrócił do niego z kompletem kluczy.
— Nie, Jay, ja już rozdziewiczyłem to miejsce, ruchając się przy lustrze, więc twoja sperma czy tego Anglika nie będzie pierwsza, jaka tu spłynie. Dbam o renomę, ale bardziej dajki niż porządnego faceta — śmiał się, mówiąc i aż mrużył przy tym sympatyczne oczy. Wręczył przy okazji klucze tatuażyście.
Ten zaśmiał się krótko i wrzucił je do czarnej, sportowej torby z resztą rzeczy. Przerzucił ją przez ramię.
— Czyli coś ci się jednak trafia — zauważył, wracając się, by zamknąć okno i móc wyjść z tancerzem. — Ale szukasz na stałe, nie?
Tony wzruszył ramionami, zabierając jeszcze swoją kolorową bluzę z wieszaka przy wejściu.
— Ciężko powiedzieć. Dobrze mieć kogoś na stałe, kiedy jest ciśnienie, a nie na wariata szukać kutasa. Plus tekst „zajebisty smok, stary” zaczyna być nudny, jak słyszy się go za każdym razem, kiedy ściąga się ciuchy.
— Ale jak szukasz kogoś tylko dla seksu, to lepiej znajdź kumpla na taki układ — Jason zasugerował, idąc w jego kierunku, bo Tony już stał przy dwuskrzydłowych drzwiach, które wiodły do korytarza, z którego następnie schodziło się na parter. — Ale polecam coś poważniejszego. Może się starzeję, ale czasem tylko spędzanie czasu z facetem jest lepsze niż częsty seks.
— Nie mówię, że nie, ale wiesz, może na razie małe kroki. Najpierw seks kumpel, potem może coś więcej. Może starość mnie nie zastanie. — Tony wzruszył ramionami zlewczo, a Jason klepnął go w ramię i wyszedł za nim z sali, gasząc przy okazji światło.
— Powodzenia. I pamiętaj, żeby dbać o tatuaż. Charlie się jeszcze bardziej starał, widząc, że masz smoka ode mnie.
— Ktoś mógłby pomóc mi go nasmarować, akurat miejsce, ale spoko, pamiętam. Mam trochę wprawy. — Tony puścił mu oczko. Naturalnie zachowywał się i może nawet trochę kusił oraz flirtował. Ale taki już był. Luźny, bezproblemowy i lubiący radości, które daje ciało.
— Mogę ci posmarować, jak masz coś ze sobą — Jason zasugerował bez specjalnej krępacji. Nie takie miejsca klientom smarował. — Ale jeszcze by ci stanął i mielibyśmy chwilę skrępowania — dodał z uśmieszkiem, powoli kierując się z tancerzem do schodów.
— Mielibyśmy? Ale że kto by miał? — Tony zaśmiał się, zerkając za siebie na tatuażystę. — Ale nawet nie mam co liczyć na obmacanko, bo nie mam ze sobą niczego.
Jason uznał, że może to i dobrze. Co jak co, ale wolał unikać niezręcznych sytuacji, jeśli z jakiegoś powodu Tony nagle zachciał czegoś więcej, mimo że on już ma faceta.
Zszedł z tancerzem przed piętrowy budynek, przy którym zaparkował i wyciągnął do niego dłoń na pożegnanie.
— Dam znać, jak się ma sprawa z materiałami. Ale jak się nie wyrobię z tym jutro, to zacznę od piątku.
— Nie ma sprawy. I tak zajebiście, że znalazłeś dla nas czas. — Tony uścisnął Jasonowi dłoń z szerokim uśmiechem. Biel jego zębów jeszcze była podkreślona przez koloryt skóry.
— Nie ma problemu. Na razie. — Po tych słowach Jason przeszedł przez pusty o tej porze parking aż do swojego motoru. Napisał jeszcze Alexowi smsa, że już wraca do domu, ciekaw w duchu, czy będzie przed kochankiem. W końcu Alexowi też zdarzało się pracować o takich porach, chociaż pod naporem próśb Jasona, jeśli już musiał, brał pracę do domu.

16 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 192 – Doradcy

  1. Katka pisze:

    Basia, jakbym miała wybierać jakąś kreację na jakieś wielkie wydarzenie, to pewnie też bym chciała mieć takiego Rusha przy sobie… Och tak, on wie, jak sprawić, by dobrze wyglądać XD Mógłby pracować w takim programie TV gdzie się kogoś upiększa XD

  2. Basia pisze:

    Hej,
    och Rush okazał się naprawdę dobrym doradcą dla Marg w wyborze sukni ślubnej… już teraz sama Kate uważa, że Rush nie zdradza..
    Dużo weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie Basia

  3. Katka pisze:

    Inertia, odpiszę Ci tutaj na wszystkie komcie ostatnie, ok? Bo wróciłam do domu niedawno, nie spałam tej nocy (jazda samochodem w kiepskich warunkach), więc zdycham XD To po pierwsze – tak, plus jest dla Jasona, potraktował Charliego poważnie ;) Zauważył, że jednak tego zignorować nie można. Każdy w tym wypadku widzi, że to, co się dzieje jest poważne. Co do wątku Theo i Nell – taaaa, Ryan by najgorzej przeżył, a raczej nie przeżył odsiadki Lenny’ego. To jest dla niego najczarniejsza wizja, ale cieszy, że dla Was też XD Chociaż osobiście (oczywiście tego nie chcę, ale wizja nasuwa się sama) uważam, że to by było ciekawe, ale dość angstowe, takie opisywanie romansu przez kraty… A Tony i Jason… hehe, no ja oczywiście nic nie mogę powiedzieć ;) Wybacz, że tak chaotycznie odpisuję, ale trybiki nie działają mi dobrze, szczególnie, że dodatkowo się na podróż przeziębiłam…

  4. Inertia pisze:

    Problemy w królestwie – ciąg dalszy :| No miejmy nadzieję, że Rush oczaruje Charliego i raz na zawsze wyzwoli go od wszelkich podejrzeń, chociaż w tej sytuacji wygląda to na odległą przyszłość, no ale Rush już nie raz zaskakiwał :)
    Katy rozbraja swoją bezpośredniością i tym całym dopytywaniem, szacun dla Rusha, że tak dzielnie to znosił :D

    Co do akcji z Jasonem… coś mi mówi, że to nie koniec zalotów Tonego i jeszcze bedzie próbował podejść tatuażystę.
    Mam nadzieję, że pomimo ostrzeżenia, jednak Jason przyprowadzi Alexa na tą halę :D

  5. Katka pisze:

    Saki, o jaki duży komentarz! :D Dzięki wielkie, że chciało Ci się skomentować nie tylko ten rozdział ale też odnieść się do pozostałych. W ogóle fajnie, że tyle da się powiedzieć i rozłożyć na czynniki pierwsze taki mało… hm, mobilny wątek. W sensie to, co się dzieje, dzieje się głównie w głowie Charliego i trudno tu szukać zwrotów akcji, dlatego domyślam się też, że może to na swój sposób dla niektórych być nużące, ale z drugiej strony dochodzę do wniosku, że to jest obyczajówka, wiele rzeczy powinno być statycznych bardziej (wątek Hansowo-narkotykowy jest bardziej jak wyjęty z książki akcji czy kryminału) i dobrze czasem zwyczajnie pokazać właśnie taki obyczajowe problemy, z życia wzięte.
    Hehe, widzę, że seks w sali pełnej luster prześladuje XD No ale nie powiem, jest to bardzo pociągająca wizja. Chyba w moim mniemaniu Alex właśnie jest jedną z tych postaci, które najbardziej chciałabym zobaczyć w takiej scenerii. Do pozostałych zakwalifikowałabym jeszcze Jamesa, Jeffersona, Josha (może, same na J) i może Marvina.
    Tony, tak przewijał się też w wątku Ryanowym, ale było to w momencie, kiedy ten zakładał się z Jasonem w klubie, że pierwszy znajdzie homo kolesia zdaje się. O ile dobrze pamiętam oczywiście (taaa, mimo że sama to pisałam, to jednak pamięć zawodzi). Mmm, a seks karteczkowy Ryan na pewno będzie długo pamiętał i chciał częściej powtarzać XD Pytanie, co na to Lenniak… Odnosząc się do Twojego komenta w dalszej części – czy będzie chciał czy nie, dobrze, ze będą mieli w ogóle możliwość aby się chociaż o to pokłócić, a nie rozmawiać o tym zza krat, jakby przypadkiem w tamtym radiowozie siedział Roger. Ale na szczęście byli to zwykli policjanci patrolujacy ulice. Roger zapewne albo siedział w biurze albo zamykał jakiegoś narkotykowego dilera. Nie para się patrolowaniem ulic już.
    Dziękujemy bardzo za ten komentarzowy twór i życzymy miłego weekendu ;)

  6. Katka pisze:

    Bebok, biedna… Powinnaś mieć w piwnicy małych Azjatów, którzy by specjalnie dla Ciebie szyli buty (rasistowski żarcik z rana… dobrze zaczynam sobotę).

  7. saki2709 pisze:

    Suknia ślubna odhaczona na liście rzeczy do załatwienia przed ślubem. Rush jest dobrym doradcą, trzeba mu to przyznać. Szkoda tylko, że nikt jemu porządnie nie umie doradzić w sprawie Charliem. Chociaż w tej sprawie trudno cokolwiek doradzić, bo ptaszynka nie da sobie nic powiedzieć, tylko bezpodstawnie oskarża kochanka o zdradę. Ja rozumiem, że ma prawo o podejrzenia, ale on popada w paranoję. To się już robi mocno niezdrowe nie tylko dla ich związku, ale też dla całego otoczenia. Jedyna nadzieja w Alexie. Mam nadzieję, że rozmowa z nim (na którą z niecierpliwością czekam) przywróci Charliemu zdrowy rozsądek. Bo ptaszynka i jej chora obsesja zaczyna działać mi na nerwy.
    Mam nadzieję, że pogodzą się do ślubu Marg i Mike’a, bo popsują młodym uroczystość. Wiem, że do ślubu jeszcze kawał czasu – chociaż narzeczeni wcale nie muszą tego tak odbierać – ale Charliego żadne argumenty nie przekonują i jak nie stanie się jakiś cud i autorytet Alexa nie przywróci mu rozumu, to może się ciągnąć naprawdę długo, albo rozlecieć tak, jak związek Nelly i Theo (który na marginesie rozleciał się właśnie przez zazdrość). Ja wiem, blond-książę kocha swoją ptaszynkę, ale on też ma chyba jakieś granice. No i mam wrażenie, że ta kolacja niespodzianka wcale dobrze może się nie skończyć, bo Charlie znowu może sobie coś nadinterpretować i dajmy na to, pomyśleć sobie, że Rush chce uśpić jego czujność, żeby w spokoju dalej się z Szarlotką umawiać, i wpaść w jeszcze większą obsesję.
    Co do Jasona, fajnie, że znalazł dodatkową pracę (a raczej praca jego znalazła XD), dodatkowa kasa się przyda, zwłaszcza że z Alexem planują kupno większego mieszkania. Ciekawe czy Jason mimo wyraźnego zakazu, który nie jestem pewna, czy do końca szczery był, będzie próbować namówić swoją królową na numerek w studiu. Jak ja bym chciała, żeby się Alex zgodził… Jak sobie wyobrażam te jego jęki w tym akustycznym pomieszczeniu i te wszystkie lustra… o matko, Jason, lepiej się postaraj i wymyśl tak dobre argumenty, żeby nawet Alex nie znalazł lepszych przeciw.
    Tony, jak dano go nie było, hehe. Aż prawie zapomniałem o jego istnieniu. O ile dobrze pamiętam, to z Ryanem też coś kiedyś miał… chyba nawet umówił się z nim, kiedy Lenny już z nim mieszkał, ale oficjalnie był między nimi tylko seks, a Ryan się stęsknił za byciem na górze, tylko ostatecznie nic z tego nie wyszło, bo już wtedy czuł się jakoś zobowiązany w stosunku do Lenny’ego. Uwielbiam ich od początku.
    A skoro już przy Rynnie jestem, a nie komentowałam kilka rozdziałów wstecz, topostaram się to nadrobić tutaj. Ten ich seks z pamiętnej czerwonej koperty był mega gorący. Ryanowi się spodobało, i choć mam wrażenie, że zbyt często się to nie będzie powtarzać, to jednak Ryan będzie próbować, zwłaszcza że Lenny też był zadowolony i nawet doszedł i to bez dotykania, sam nie wiedząc kiedy. A skoro już przy tym rozdziale jestem, to muszę powiedzieć, że Juan mnie rozwalił tym swoim udawaniem, że wcale nie widzi tych malinek wyprodukowanych na ciele kumpla przez Ryana XD Wracając do Rynny, rozdział, w którym Lenny pojechał z Ryanem na spotkanie z zazdrosnym Theo mało mnie o zawał nie przyprawił. A konkretnie sytuacja z panami w niebieskich mundurach. Jak przyjechał ten radiowóz, to miałam wrażenie, że wysiądzie z niego Roger z jakimś innym policjantem i chłopcy będą mieć, krótko i delikatnie mówiąc, przesrane. Na szczęście nie jesteście takie okrutne i żaden z nich nie będzie miał obowiązkowych przedłożonych wakacji w uroczym pomieszczeniu z kratkami zwanym celą.
    To chyba wszystko, co chciałam powiedzieć. Na sto procent pewną nie jestem, bo dawno nie komentowałam tego opka. Jestem okropna, wiem, ale czasem mi się nie chce, a czasem nie mam czasu. Postaram się jednak komentować regularnie. Le nawet jak nie komentuję, to wierzcie że czytam i z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały i rozwój wydarzeń.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  8. Katka pisze:

    Bebok, naprawdę, z butami? W sensie nie możesz się nigdy zdecydować, czy coś z rozmiarówką jest nie tak? Bo jeśli chodzi o buty, to ja z nimi problemu nigdy nie mam jakoś.

    Sharon, spoko, scena jest napisana, więc pojawi się ta rozmowa na pewno, ale no chronologia czasem robi spore psikusy XD A co się robi ze suknią ślubną… Omg, dobre pytanie! Ja nie wiem i pewnie się szybko nie dowiem, chyba że ktoś mi powie. Osobiście pewnie próbowałabym ją sprzedać, a w ogóle nie kupowałabym jej, tylko wypożyczyła. Marnowanie kasy. No i jak miło, kolejna osoba nielubiąca zakupów XD Podoba mi się to, haha, nie czuję się osamotniona XD Co do Rusha – słusznie zauważasz, cokolwiek nie zrobi, to będzie źle. Bo jak osoba jest zaślepiona, to wszystko widzi przez krzywe zwierciadło. I och, jak ładnie wysunęłaś morał! Że trzeba uważać, co się robi, bo może się to na nas odbić w najmniej oczekiwanym momencie. Ogolnie powinno się być dobrym dla ludzi, bo nigdy nie wiadomo, co się stanie z daną znajomością i jednak to, nawet dla własnego dobra jest korzystniej nie postępować źle. Kurcze, kto by pomyślał, FDTS uczy… Haha, a czy JA będą mieli nowy fetysz… cóż, kto wie. Na razie pomysł na zaciągnięcie tu Alexa jest w fazie fantazji Jasona. Nie wiadomo w końcu, co na to Alex…

  9. Sharon d'Arc pisze:

    A ja jak głupia myślałam, że Alex sobie pogada z Charliem w tym rozdziale. Oj, głupia ja.
    Tak się zastanawiałam… co się robi z suknią ślubną po ślubie? No bo jest tak jak u Marg, masa pracy w wyborze tej jednej, najpiękniejszej, czasu i pieniędzy, żeby wyglądać perfekcyjnie w tym wielkim dniu. No ale taką sukienkę zakłada się raz w życiu… Co z nią potem robią? Trzymają w szafie i pokazują potem swoim dzieciom, wnukom?
    Ja bym tam umarła. NIENAWIDZĘ siedzieć w sklepach z ciuchami. Najchętniej bym zwiała. Może dla najlepszej przyjaciółki to bym przetrwała te tortury, ale nie jestem pewna. Katy pewnie lubi takie rzeczy.
    No i biedne Rushątko, widać, że cierpi z powodu tej niejasnej sytuacji ze swoim kochankiem, ale żeby zwierzać się największej plotkarze Miami? Ta kolacja-niespodzianka długo niespodzianką nie zostanie :D Ale fakt, blondyn jest między młotem a kowadłem – jak nie zrobi, tatuażysta i tak zinterpretuje to po swojemu. Z drugiej strony jest to dobry przykład, że nasza przeszłość i to co myślą o nas inni ma duży wpływ na teraźniejszość i przyszłość, i może się zemścić w najmniej odpowiednim momencie i wszystko zaprzepaścić W końcu przez całe życie odpowiadamy za podjęte przez nas decyzje, a ludzka natura sprawia, że raczej pamięta się te złe rzeczy u tych „dobrych osób” i dobre u tych „złych”. Oboje po prostu muszą uporać z demonami przeszłości, a Charlie też by się ogarnął. Przecież jakby książątko go zdradziło to zaraz cała ekipa zwaliłaby mu się na łeb. Nie mówiąc już o rozmowie z Alexem na temat jego zachowania ( romans z sekretarką to skandal dla firmy no i jak on śmie zdradzać kogoś będąc w związku, toż to takie niemoralne (przyganiał kocioł garnkowi)).
    Ale Smok ma wzięcie :D Albo to Tony taki chętny do wszystkich :D No i chciałabym zobaczyć jak Jason przekona swojego faceta na taki wypad. Basenu to studio tańca raczej nie ma, ale już jedna akcja z lustrem już była… Może to będzie ich nowy fetysz XD

  10. Bebok pisze:

    Ech… znam ten ból… rozmiarówki to jakaś katastrofa ;P szczególnie że w każdym sklepie jest inna ;D Ale i tak chyba najwięcej problemów mam z butami… ;/

  11. Shivunia pisze:

    Bebok >> Oj, potwierdzam, Kat nie jest na pewno bff for shopping. Ale ja też nie jestem jakimś zakupoholikiem. Przyznaje się jednak, że objawiam kobiecy odruch kupowania rzeczy mniej potrzebnych jeśli tylko są na promocji. Ale tak to jestem skończonym sknerą zakupowym. I świętą racje prawisz – jak czegoś szukasz to tego NIE ma. Albo nie pasuje. Eh… nie lubię braków rozmiarowych :(

  12. Bebok pisze:

    Haha xd Kat taaaak! Zakupy w biedrze to jest to! U mnie jeszcze w grę wchodzi matras lub antykwariaty ;P nie żebym normalnych zakupów jakoś zbytnio nie lubiła o ile ktoś mi je sponsoruje ;P Jakoś wiecznie szkoda mi kasy na ciuchy i to szlajanie się za jakimś konkretnym łachem serio potrafi zniszczyć człowieka ;P Szczególnie że zawsze jak czegoś konkretnie się szuka to za cholerę tego nie ma ;D
    Boże! Dopiero teraz zauważyłam „panicza Alexandra” xd Haha nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie to rozbawiło ^^

  13. Katka pisze:

    Agata, scena w salonie z sukniami ślubnymi to jak z takich typowych seriali czy telenoweli, że masakra XD Fajnie, ze się spodobała, w sumie sama chciałabym być na miejscu Marg XD Oj, ale Rush powiedział Kate o kolacji, wierząc, ze to taka tajemnica wcale nie jest i źle by nie było, gdyby Charlie się dowiedział. Zresztą nie ma nic do ukrycia, więc tak mu to nie wadzi, że Kate rozpowie wszem i wobec, co jej mówił. A to „panicz Alexander” – matko, mam nadzieję, ze tak na Alexa nie mówiono XD

    Bebok, ooo, no to high five, też mnie nudzą takie rzeczy. Shiv świadkiem, ze jak idziemy gdzieś razem na zakupy (i nie jest to biedronka), to zawsze chodzę za nią jak bodyguard i tylko burczę, kiedy koniec. No bo serio, co jest w tym fascynującego? XD A rozmowa z Kate – taaa, przynajmniej trochę światła rzuciło na to, jak się Rush z tym czuje.

  14. Bebok pisze:

    Lubię Marg i Mike’a i cieszę się ich szczęściem ale wybieranie tej jednej jedynej sukienki wśród miliona innych mnie wyjątkowo nudzi xd Podobnie miałam jak siostra wybierała kieckę dla siebie, jeździłam z nią ale myślałam że padnę z nudów xd
    Rushowa rozmowa z Kate niewiele wniosła do tematu ale serio widać jak Rusha boli to co się dzieje, czuje się winny i niby dobrze bo część winy jest jego ale tak jak Kate powiedziała Charlie przesadza, sam siebie coraz mocniej nakręca i nadinterpretuje niektóre rzeczy. Zrobił się męczący, upierdliwy i trochę żałosny… przestałam go lubić… ech. Żal mi księcia mimo że wielką miłością do niego nie pałam to trochę dostaje po dupie więcej niż zasłużył. Kate jak zwykle mega taktowna… może taki jej urok. Ciekawe jak się to skończy… byle nie trwała ta drama zbyt długo bo serio Charlie stał się zbyt męczący.
    Jay się bierze za robotę ;D Jakby faktycznie miał z Alexem seks w tym miejscu to byłoby mega gorąco ;D Chętnie bym poczytała.
    Tony… biedaku ;P Jason już zajęty, powtórki z rozrywki niestety nie będzie ;P

  15. Agata pisze:

    ojej, scena w sklepie z sukniami ślubnymi jest taka ładna *.* znaczy wyobraziłam ją sobie jako taką śliczną i cudowną i oh ah eh XD Rush chyba upadł ba łeb. SPOWIADAĆ SIĘ KATE?! XD To jak powyznawać kilka spraw wścibskiej plotkarskiej starszej sąsiadce i na koniec powiedzieć: „Tylko nikomu nie mów! To jest tajemnica”. Chyba mu się mózg przegrzał z tego zamartwiania się o swój związek ;-; a co do Jasona – mam nadzieję, że mimo wszystko zaprowadzi tam panicza Alexandra… hihihih C:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s