Project Dozen – 15 – Sobota lepsza niż zwykle

Do poniedziałku Tomas musiał wysłać swój esej na temat książki Jamesa Baldwina, a w pokoju, w którym Colin grał przez Internet z jakimiś kolesiami i dyskutował z nimi przez mikrofon, zupełnie nie mógł się skupić. W pierwszej kolejności chciał pójść z laptopem do biblioteki. Potem jeszcze myślał o sali komputerowej w internacie, ale kiedy tylko spojrzał za okno i zobaczył, jak ładna jak na koniec września była pogoda, uznał, że spróbuje to jeszcze wykorzystać.
Zabrał cały swój sprzęt, teczkę z notatkami, które sobie porobił oraz samą książkę i wyszedł na dwór. Nie chciał siedzieć przy boiskach, bo tam w soboty kręciło się sporo uczniów, więc wybrał skatepark. Tutaj zawsze było mniej ludzi. Przysiadł sobie na skraju, założył słuchawki na uszy i zaczął pisać. Nawet miał wenę, chociaż domyślał się, że porobi masę błędów. Starał się jednak i z muzyką płynącą z słuchawek tworzył to, co myślał o przeczytanej niedawno książce.
Miałby może spokój dłużej, gdyby nie fakt, że swego czasu zabrał do kina chłopaka, który właśnie przysiadł obok niego i bez pytania zerknął mu przez ramię na to, co pisze.
— Serio, nerdzik. — Woody Jolene uśmiechnął się wąskimi ustami, przez co jego dołeczki w policzkach mocno się powiększy. Nie musiał też stukać w słuchawki chłopaka, bo przez takie nagłe najście ten go nie mógł nie zauważyć.
Tomas zamrugał i szeroki uśmiech pojawił mu się na ustach automatycznie. Wyjął słuchawki z uszu i rozejrzał się, sprawdzając, czy są tu sami. Niestety, kilku uczniów się wokół kręciło, więc nie mógł pocałować Woody’ego w policzek na powitanie.
— Czołem. Co tam? — zagadał luźno, łakomym spojrzeniem badając twarz drugiego chłopaka.
— Szedłem na skatepark, sprawdzić, czy Trey jeszcze żyje i wpadłem na ciebie. Co piszesz? — spytał, opierając się za plecami dłońmi. Mocno mrużył przy tym oczy przez promienie słoneczne.
— Aaa, wiesz, taki z dupy esej mamy na angielski o książce. Do końca września trzeba napisać, więc najwyższy czas. Pewnie i tak spieprzę, bo zawsze jakieś błędy mi znajdą, a ja ich nawet nie widzę. — Zaśmiał się z lekkim skrępowaniem.
— O jakiej książce? I nie bądź taki pesymistyczny. Chodzisz przecież na to koło teatralne, co nie? To chyba umiesz się ładnie wysławiać, a jaki to już dalej problem, aby przelać to na papier?
— Taaa, ale literki jakieś mi czasem brakuje, coś źle napiszę, wiesz… takie pierdoły. — Tomas westchnął i sięgnął po książkę leżącą pod teczką z drugiej strony. — A czytałem to. Jest… — rozejrzał się znowu — o gejach.
Woody zaśmiał się, słysząc jego ton i widząc to spojrzenie. Bawiło go to, bo jeszcze bardziej zwracało uwagę niż jakby głośno to powiedział.
— Jaka konspira — trochę wyśmiał chłopaka i przewertował książkę. — Ale to specjalny dobór? I dobra w ogóle?
— Ten koleś w ogóle pisał o gejach albo o czarnych, to chyba nie będzie to takie podejrzane. Jules tak twierdził — Tomas dodał, jakby znany wszem i wobec Foxy był pod tym względem wyrocznią. — I dobra. Ale jakbyś chciał przeczytać… — zaczął bardzo, bardzo poważnym tonem i postarał się przy tym o złapanie z drugim chłopakiem kontaktu wzrokowego, żeby upewnić się, czy ten zanotuje sobie w pamięci jego słowa — nie czytaj w czyjejś obecności. Bo można się poryczeć na końcu, a wiesz…
Woody’ego trochę wcięło na tak poważny ton, wręcz wyznanie.
— No… Ta, jasne, spoko, stary. Chociaż, jak patrzę, to nie wiem czy to moje klimaty. Ale będę miał na uwadze. Tylko jeszcze mi powiedz, ty się poryczałeś? — spytał, a kącik ust uniósł mu się zadziornie.
Tomas za to mocno ściągnął brwi i zabrał mu książkę.
— Ja tu z pomocną dłonią wychodzę… A ty mi pytanie poniżej pasa! — odparł z pretensją, kryjąc lekki rumieniec, gdy odwracał się, by odłożyć książkę. — I czemu gadamy o angielskim, jak ty podobno z matmy jesteś miszczu? Kiedy się mogę zapisać na korki? — Znowu na niego zerknął, tym razem z uśmieszkiem.
— A kiedy chcesz? W ogóle, dużo masz jeszcze tego stukania w klawiaturę? — Skinął głową na wyświetlacz laptopa.
— Już napisałem trochę, ale jeszcze mi zejdzie… nie wiem, z godzinę, może dwie — jęknął Tomas, patrząc na otwarty dokument Worda. Niby miał wenę, ale wolałby spędzić wolny dzień inaczej niż na odwalaniu pracy domowej.
Teraz, gdy nie miał słuchawek na uszach, słyszał głośniejsze dźwięki od strony betonowej części skateparku, przy którym siedzieli, kiedy któryś z chłopaków mocniej wyskoczył na swojej deskorolce bądź rowerze. Treya też widział, ale kawałek dalej, przy barierkach. Najwyraźniej podpowiadał jakieś wskazówki młodszemu koledze i pokazywał, jak wykonać trik. Jak widać, ten drugi był w tym totalnym amatorem, ale Trey nie okazywał zniecierpliwienia i spokojnie powtarzał po raz kolejny ten sam ruch. Tomas i Woody jednak nie słyszeli ich rozmowy, bo siedzieli na porośniętej skoszoną krótko trawą przestrzeni, zaraz przy samym skateparku, ale bliżej ścieżki wiodącej od internatów.
— Bo Treyowi raczej tu jeszcze zejdzie… — Woody oblizał dolną wargę trochę w geście zachęty, aby stąd poszli, trochę dlatego, że zwyczajnie miał wysuszone usta. W pokoju sam się nudził, więc przyszedł tu. A że wpadł na Tomasa, to mógł z nim trochę czasu spędzić.
Blondyn wahał się… ale niezbyt długo. Och, miał okazję na przyjemnie spędzone sobotnie popołudnie! Przecież może napisać esej jutro albo wieczorem!
— To… jak nie masz co robić, to mogę to skończyć później i coś porobimy? — zasugerował, wpatrując się w oczy drugiego chłopaka i uśmiechnął się.
— No, to zapisuj to i spadamy stąd. Nie będę go przecież pilnować jak wierna żona — Woody dodał na koniec, odnosząc się do współlokatora i wstał, otrzepując dłonie z trawy.
— Weź, bo będę zazdrosny — Tomas rzucił żartobliwie i wręcz imponująco szybko dopisał kilka słów do urwanego w połowie zdania, nim zapisał cały plik. Potem zatrzasnął klapę laptopa, schował słuchawki do kieszeni białej, zapinanej na zamek bluzy i uniósł się. — Pójdziemy do ciebie? Bo mój pokój okupuje Colin.
— Ta, mówiłem, Trey jeszcze tu pewnie się powyżywa i poobija, więc u mnie jest luz — Woody potwierdził, kierując się już do internatu. Po drodze jeszcze wyjął telefon i napisał kumplowi, aby dał znać, jak będzie się zbierać.
Tomas szybko podążył za nim, gdy udało mu się teczkę, książkę i laptopa upchnąć do plecaka. Serce aż mu łomotało w piersi z ekscytacji. Od ich randki w kinie samochodowym minął tydzień i przez ten czas tylko mijali się na korytarzu, bo nie było czasu na nic więcej. Cieszył się więc, że Woody na niego wpadł, choć niekorzystnie to wpłynie na jego pracę nad esejem.
— Hej, będziesz głosować na naszego rywala? — zagadał nagle, kiedy wchodząc do internatu, zobaczyli na szklanych drzwiach wielki plakat z uśmiechającym się Patrickiem. Pod zdjęciem były wypisane główne punkty jego programu, a Tomas aż się uśmiechnął do siebie na wspomnienie jego fioletowego wyszczerzu sprzed kilku dni.
— Zobaczę. Może w ogóle nie będę głosować. Średnio mnie to obchodzi, jeśli mam być szczery. A ty? — Woody prowadził gościa, rozmawiając z nim spokojnie. Jedną dłoń trzymał w kieszeni wąskich, jeansowych spodni, na których pasek opadała zielona, bawełniana koszulka i rozpinany, stylizowany na stary sweter.
— Coś ty, nie chcę robić dobrze innemu członkowi z projektu — odparł od razu Tomas, po czym szybko zerknął na Woody’ego, jakby dopiero teraz dotarło do niego, że ten też był jego rywalem. — Znaczy… wiesz, tobie bym zrobił — dodał z głupim uśmiechem.
— Dobrze? — Woody uśmiechnął się zadziornie i kusząco, kiedy już drzwi windy się zamknęły, a on oparł się o jej ścianę plecami.
Tomas zassał odruchowo dolną wargę i powoli się do niego zbliżył. Oparł jedną dłoń z boku ciała drugiego chłopaka, odrobinę nad nim górując.
— Mhm… — odpowiedział z napięciem i delikatnie pocałował go między oczami.
Woody uśmiechnął się, jeszcze bardziej uwydatniając swoje dołeczki w policzkach.
— Kuszące — zamruczał i odsunął go lekko od siebie, bo akurat dojechali na odpowiednie piętro. — Będziesz miał okazję — dodał już na korytarzu, wyjmując klucze do pokoju.
Tomas uśmiechnął się jeszcze szerzej, mając nieodpartą ochotę podbiec do niego, złapać go w pasie i objąć. Powstrzymał się, bo głupi nie był, żeby to robić na korytarzu, po którym chodzili inni uczniowie.
— Szkoda, że nie mieszkamy w tym samym internacie — rzucił luźno, gdy byli już pod drzwiami.
— Ale chodzimy do jednej szkoły. Nie masz co marudzić. W ogóle, byłeś już z kimś, hm? — Woody spytał, kiedy już wszedł do pokoju. Trzymał jeszcze drzwi, aby je za nimi zamknąć.
— Mhm, co ci mówiłem ostatnio, że jeździliśmy do tego kina. — Tomas położył swój plecak przy ścianie i zdjął bluzę. Rozejrzał się i w końcu postanowił ją położyć na swoich rzeczach. Został więc teraz tylko w jasnych jeansach i zielonej koszulce z wielkim King Kongiem na torsie.
— A poza tym, że jeździliście do kina, to… „byliście razem”? — Woody spytał z wrednym uśmieszkiem, siadając na swoim łóżku. Poklepał miejsce obok siebie i podciągnął nogi do siebie, kiedy tylko skopał ze stóp buty.
— Nom… Jakiś czas — przytaknął blondyn i usiadł obok, dość blisko, żeby poczuć jego ciało przy sobie. Rękę oparł za plecami Woody’ego, tuż przy jego tyłku, mając olbrzymią ochotę go tam dotknąć.
Woody zaśmiał się pod nosem i jako pierwszy wychylił się, całując pełne, wręcz soczyste usta Tomasa. Robił to długo, ssąc jego wargi, to podszczypując je zębami. A kiedy się odsunął, jeszcze się oblizał.
— Wolny jesteś. Pytałem, czy byliście razem, w sensie, czy mieliście seks.
Tomas lekko się zaczerwienił, ale i tak złapał twarz Woody’ego z boku i pocałował go z rozmachem.
— Jasne. Jest starszy, już wiesz… wiedział co i jak — wyjaśnił, nie zabierając dłoni. Strasznie go ciągnęło do jakiegokolwiek kontaktu cielesnego.
Drugi chłopak też jeszcze raz go pocałował. Tym razem dużo słabiej.
— Więc już miałeś doświadczonego faceta. Słodko. Ale co mi jeszcze o sobie powiesz? Lubisz tak spędzać czas? — pytał, chcąc jak najwięcej się dowiedzieć, a nie tylko dać się ponieść nastoletnim potrzebom.
— Mało mam okazji, żeby tak spędzać czas. Głównie to spędzam go z Colinem na graniu albo znajomymi z neta… na necie… Jakbyś chciał tak częściej… — Przełknął ślinę i w końcu zsunął dłoń niżej, na talię Woody’ego, by przytulić go bardziej do swojego boku. — A ty kogoś miałeś? W łóżku — uściślił, czując rosnące napięcie. Miał wrażenie, że kiedy o tym rozmawiali, to stawało się realne, że będzie mógł i z Woody’m spróbować. A był strasznie chętny, by zobaczyć go nago, chociaż chyba najpierw chciał go poznać. Chciałby mieć kogoś, z kim mógłby mieć coś wyjątkowego, jak bohater książki, którą czytał. Tylko żeby to miało szczęśliwe zakończenie.
— Mhm, zdarzyło się, ale nie było to coś, co się zgrało na dłużej. Jak widać zresztą. Tak naprawdę to jedna, może dwie imprezy i… tyle z jednym kolesiem. Potem chwilę też byłem z takim kumplem, ale nie było to wybujałe życie erotyczne, mimo że było nam po drodze — Woody przedstawił drugiemu chłopakowi, jak sprawa wygląda.
Tomas odetchnął w duchu z ulgą, że Woody coś wiedział. Sam nie czuł się przewodnikiem. Może to przez to, że przy Julesie zawsze miał wrażenie tego nieogarniętego w gejowskim seksie. Zresztą, dopóki go nie poznał, nie miał na przykład pojęcia, co to jest fisting. Oczywiście w takie ekstremalne rzeczy się nie bawili, ale dużo rozmawiali o tych sprawach.
— Spoko… Fajnie, że coś, wiesz… robiłeś. Tylko chyba żeby było dobrze w łóżku, musi też być dobrze poza nim — zaczął dość pokrętnie i znowu musnął swoimi całuśnymi wargami policzek drugiego chłopaka. — Chciałbym spędzić z tobą więcej czasu — szepnął i ponowił pieszczotę.
Woody zamruczał nisko i przekręcił głowę tak, aby następny pocałunek zamiast na jego policzku znalazł się na jego ustach.
— Zgadzam się, dlatego też cię tak wypytuję o to, co tylko mi przyjdzie do głowy. Też możesz, wiesz? — trochę zadrwił z niego, poprawiając się na łóżku, aby być w miarę blisko.
Tomas od razu uśmiechnął się i pokiwał głową. Mimo że był środek dnia, a zza okna i drzwi docierały do nich żywe odgłosy, miał wrażenie, że jest w dość intymnej sytuacji. To sprawiało, że jego policzki rumieniały, a on czuł się cały przyjemnie napięty.
— To… w czym jesteś dobry poza matmą? I co lubisz robić? — zapytał ze szczerym zaciekawieniem.
— Szwendać się, spotykać się z ludźmi i bawić, ale też obejrzeć jakiś spoko film. Nie przepadam za przesadzonymi dramatami. Tak serio, to często rozbijam się gdzieś z Treyem, jak jest rok szkolny, a jak są wakacje to też się pętam. Jeżdżę na przykład nad jezioro czy coś.
— Ja nad jezioro też lubię jeździć, jak czasem ktoś się zabiera większą grupą. Wiesz, ognisko jakieś wieczorem, muzyka z radia… — Tomas lekko się rozmarzył, bo już oczami wyobraźni widział siebie na takim wyjeździe w towarzystwie Woody’ego i może jego znajomych. Ale to był właśnie zawsze problem… Znajomi. — Szkoda tylko, bo w takich momentach zawsze jak jest para to prędzej czy później się liżą i… no… Głupio, że sam tak nie mogę.
— Czemu nie możesz? — Woody nie widział w tym problemu. Znaczy, nie lubił sam specjalnie się eksponować ze swoją orientacją, ale jak był ze swoimi zaufanymi znajomymi, to czuł się luźno. A kiedy jeszcze się trochę zabawili, to już w ogóle się nie przejmował. Chociaż rozumiał odmienne opinie.
— Bo nikt nie wie… Poza tobą i moim byłym — przyznał Tomas, cofając dłoń i teraz nerwowo bawiąc się palcami na kolanach.
— A twoi starzy? — Woody spytał, patrząc uważnie na twarz chłopaka swoimi wąskimi oczami.
— Nie, jasne, że nie! — Tomas odpowiedział wręcz z przestrachem, jakby sama wizja, że mogliby wiedzieć, była przerażająca na miarę ataku Obcych na Pentagon. — A twoi…?
— Wiedzą. I normalnie to nawet traktują, chociaż matka, jak to matka, miała wąty, jak to będzie i w ogóle. Za dużo się martwi zwyczajnie, ale teraz są spoko. A ty, czemu tak boisz się powiedzieć swoim?
Tomas nagle poczuł się mniej pewnie. Cofnął się nawet o kilka centymetrów, chociaż niespecjalnie, a raczej dość odruchowo. Miał lekkie wrażenie deja vu. Z Julesem też tak było. Był otwarty, rodzice go akceptowali i dziwił się, dlaczego Tomas nie może po prostu przestać się obawiać ostracyzmu. Dlaczego się nie postawi. Ta różnica w ich światopoglądzie była kluczowym powodem zerwania, przez co teraz poczuł się bardzo… niemiło. Nawet nie umiał dokładnie tego określić. To nie było przyjemne podobieństwo pomiędzy tą dwójką, mimo że sam związek z Julesem wspominał dobrze.
— Bo by nie zrozumieli — mruknął w końcu, podgryzając wargę. — Bo nie są aż tacy okej, a zresztą zawsze wyrażali się źle o gejach. Nie wpasowałbym się z tym w ich wizję wymarzonego syna.
Woody na widok jego zachowania westchnął ciężko, przysunął się nieproszony, objął w pasie drugiego chłopaka i pocałował go w policzek.
— Nie uciekaj, co? Spytałem tylko, nie każę ci przecież już natychmiast do nich dzwonić. Robisz, jak chcesz, co nie? Rozmawiamy, hm?
Tomas spojrzał na niego z lekkim grymasem.
— Czuję się jak sierota — palnął, zamierzając tylko o tym pomyśleć, ale słowa same wyszły z ust. Tak, znowu czuł, że robi z siebie ostatnią ofermę życiową. Aż był ciekaw, czy cierpliwość Woody’ego jest większa niż Julesa i kiedy zacząłby mu to wypominać. Gdyby miał z kim, to nawet by się o to założył. — Ale tak, tak, rozmawiamy. Sorry, to strasznie głupi temat, mało radosny jak na początek… czegoś. — Zaśmiał się ze skrępowaniem.
— Dobry jak każdy, stary. Wiesz, ja nie naciskam. Mi osobiście Trey sporo pomógł w akceptowaniu siebie, bo nie ma do tego żadnych zgryzów czy większego ale. Nie znam twoich znajomych, ale jeśli cię lubią, a ty ich, to może kiedyś spróbuj z nimi pogadać. Ale — ścisnął go trochę mocniej — nic na siłę. Możemy w ogóle odłożyć ten temat na półkę zakazanych, jeśli chcesz? — spytał i uśmiechnął się wąskimi ustami do drugiego chłopaka.
— Jak Dział Ksiąg Zakazanych. — Tomas uśmiechnął się bokiem ust, już mentalnie odkładając temat na wyimaginowaną półkę w odpowiednim dziale w bibliotece Hogwartu. — Spoko wodza, byłoby fajnie. Też masz jakiś taki? Wiesz, żeby po równo było — dodał i w końcu położył dłoń na kolanie Woody’ego. Pomasował go po nim lekko, w duchu ciesząc się jak pięciolatek pierwszy raz na kolejce linowej. Chciał się dotykać więcej i więcej. Samo to sprawiało, że była to sobota lepsza niż inne.
Woody zaśmiał się z porównania, a do tego podobało mu się że Tomas go dotyka. I to tak, że widać było, że się tego nie boi. Nie lubił wymuszenia i robienia czegoś na siłę, nawet wobec samego siebie.
— Nie wiem, jaki temat może być taki zakazany, ale ustalmy, że wyjdzie pod drodze, bo teraz nic mi do głowy nie przychodzi. O, albo mogę zamiast tego dostać kartę wyrozumiałości, jak będziesz musiał mi tłumaczyć bardziej skomplikowane hasła niż ten z Działem Ksiąg Zakazanych.
Tomas roześmiał się wesoło, zapominając zupełnie o tym skrępowaniu sprzed chwili. Przycisnął jego nogę do swojej i z rozmachem pocałował.
— Jasne, nie ma problemu. A w ogóle to się staram hamować, bo jak z Colinem gadam, to czasem moja mama nie wie, z jakiej planety się urwaliśmy — rzucił ze śmiechem. Potem rozejrzał się i dodał: — A wy obaj z Treyem jesteście w ogóle z takich, wiesz… kolesi co palą zioło, wierzą w bogów natury i te sprawy?
— Bogów natury? — Woody aż prychnął, a jego dłoń na boku Tomasa, powoli, milimetr po milimetrze, podciągała mu bluzkę, aby dotknąć opuszkami palców ciała.
Przez to Tomas na moment zapomniał języka w gębie. Kiedy się opanował, nie tylko zsunął dłoń na wnętrze uda Woody’ego, ale przysunął się bliżej.
— Kiedyś widziałem jakiś program… taki o rastamanach, którzy wielbili drzewa i inne korzonki.
— Nie, stary, nie ta bajka. Daleko mi też do szurniętego hipisa, mam na to za ścisły umysł. — Zaśmiał się i dodał już do szyi Tomasa, bo właśnie w nią go pocałował. Byli, do cholery, sami, dobrze się całowało, więc chciał jeszcze trochę. — Jak w ogóle masz w tych sprawach? Bo mam wrażenie, że przeginam i nie trzymam się własnych ustaleń.
Tomas uśmiechnął się szerzej i potarł policzkiem o bok jego twarzy. Woody musiał przy tym poczuć, jak miękkie miał włosy, za to on sam wyczuł szorstkość jego dredów. Och, bardzo mu się podobały. Chciałby mieć takiego super chłopaka.
— Ale mi się podoba takie przeginanie — odpowiedział i ścisnął jego nogę. — A nie chciałbyś mi usiąść na kolanach? By być bliżej? — zaproponował.
Woody uśmiechnął się zadziornie, unosząc głowę i patrząc Tomasowi z bardzo bliska w oczy. Dosłownie stykał się z nim nosem.
— A może ty chcesz usiąść na moich? — zamruczał nisko, po czym przechylił głowę i pocałował te pełne i duże usta. Chciał ich posmakować i pomyśleć, nim wpakuje się Tomasowi na kolana i, znając życie, da mu się obmacywać jak jakaś pierwsza lepsza, bardziej napalona, laska.
— Ja jestem większy — drugi chłopak wyburczał niewyraźnie, bo nie miał zamiaru przy tym odsuwać ust od pocałunku, więc słowa znacznie się zniekształcały, gdy co raz stykał się wargami z gospodarzem tego pokoju.
— Jaki argument! — Woody zaśmiał się i odsunął od niego. Przekręcił się i klęknął na materacu, po czym usiadł Tomasowi na udach. — Tylko bez protekcjonalnego macania — ostrzegł jeszcze i przycisnął blondyna za ramiona do ściany, całując znowu. Miał zdolne usta. I mimo że nie były takie całuśne jak drugiego chłopaka, to zjadały je wręcz.
Tomas nawet nie miał ochoty odpowiadać na to upomnienie, bo wyleciało mu z głowy w momencie, kiedy dotarło mu do uszu. Teraz jego umysł był całkowicie zdominowany przez bliskość drugiego chłopaka. Czuł jego pośladki na swoich udach, jego język pomiędzy własnymi ustami i nie chciał go puszczać. Objął go w talii, jedną dłonią już sunąc pod jego bluzką, by pomasować mu plecy. Takie przyjemne w dotyku, ciepłe… Przycisnął do siebie go zdecydowanym ruchem, by zetknąć się z nim torsem.
Woody, chcąc nie chcąc, oparł się o niego, klęcząc nad jego nogami, ze stopami wystającymi poza łóżko i jednym ramieniem za szyją Tomasa, a drugą na jego żebrach. Nie przerwał pocałunku jeszcze długo, przekrzywiając głowę to na jedną, to drugą stronę. Trącał przy tym swoim nosem nos przed sobą.
Im dłużej to trwało, tym bardziej Tomas się uśmiechał.
— Mmm, lubię to… — zamruczał, przytrzymując jedną ręką głowę Woody’ego z boku.
— Tak rozmawiać? — Woody zaśmiał się uszczypliwie, wyginając mocno kącik ust w górę.
— Tak! — Tomas roześmiał się i jeszcze kilka razy skubnął jego wargi i podbródek, nim nagle na leżącą obok na pościeli komórkę gospodarza nadszedł sms.
Woody wyciągnął się po nią, nie schodząc jednak z ud blondyna. Wiadomość była od Treya: „Będę zaraz w pokoju. Odkładam deskę i spadam do Harp. Chyba dziś zaliczę trzecią bazę.”
— Trey pisze — rzucił i zaczął jednocześnie odpisywać kumplowi, nie schodząc z ud Tomasa.
„Spoko, bylebyś się nie przeliczył. Ma wolną chatę?”
— Będzie tu zaraz? — Tomas lekko się spiął, chociaż bynajmniej spychać chłopaka nie zamierzał.
— Mhm, zostawi deskę, a potem spada. Harper ma chyba wolną chatę. Ciekawe czy po niego wpadnie.
Tomas zrobił głupią minę. Przecież chwilę temu Woody mówił o akceptacji Treya tak, jakby ten był hetero i po prostu tolerował kumpla geja, ale nie żeby sam był! W tej chwili zupełnie nie przyszło mu do głowy, że może chodzić o tę Harper, a nie tego Harpera.
— Em… W sensie do kumpla jedzie? — dopytał, bo tu mogło chodzić tylko o jakąś… imprezę czy coś… prawda?
W czasie, kiedy blondyn wyrażał swoje skonfundowanie, na telefon Woody’ego przyszła odpowiedź: „Taa, jej starsi wyjechali gdzieś na weekend. Sama mówiła, że trzeba to wykorzystać, to może znaczyć tylko jedno.”
— Nie, do swojej laski — Woody rozmył jego wątpliwości bardzo szybko, jednocześnie odpisując, mimo że kumpel miał zaraz przyjść do pokoju. „I jak ma wolną chatę, to poza obściskiwaniem się z tobą nie planuje jakiejś imprezy?” — dopytał, zainspirowany pytaniem Tomasa. Chciał jeszcze Treya się spytać, czy ma klucze, ale w końcu uznał, że się pofatyguje i otworzy drzwi. Przy okazji nie narazi się na głupie teksty, że siedzi chłopakowi na kolanach.
Tomas zrobił „o” z ust, wyrażając tym nagłe zrozumienie.
„Nic nie mówiła. Chyba będzie sam na sam, więc nie jesteś zaproszony :P” — odpisał Trey i dosłownie kilka sekund później Woody usłyszał, jak nagle uderzył ciałem w drzwi. Chyba nie spodziewał się albo nie pomyślał, że jest zamknięte.
— Uprzedzałem, że idę, ubierać się — usłyszeli obaj jego głos zza drzwi.
Woody przewrócił oczami i otworzył. Był tuż przy nich, kiedy czytał smsa. Nacisnął klamkę, przez co stanął na wprost Treya ze zobojętniałą miną.
— Biegłeś tu? — prychnął, nie mając zamiaru się tłumaczyć, a wręcz przeciwnie, zwalić winę na kumpla, że jest tak szybko.
— Specjalnie, żeby zobaczyć, jak się gejisz — odparł Trey z lekkim uśmieszkiem i wyminął go, wchodząc do pokoju wraz z deską. — Siema, Tommy.
Siedzący na łóżku Woody’ego chłopak przełknął ślinę i uśmiechnął się do niego.
— Czołem.
— Spadam, bo zapłaciłem jakiemuś nerdowi pięć baksów za podwózkę i czeka na parkingu — Trey rzucił jeszcze przez ramię do Woody’ego, stawiając deskę pod ścianą i zaczynając się szybko przebierać. Zdejmował przy tym spodnie i koszulkę, zupełnie nie przejmując się obecnością drugiego chłopaka, ani tym, że przebiera się przy dwójce gejów.
— Już nawet se taksówkarzy znajdujesz, aż tak cię pili? Nieźle, stary, buziaczka ci jeszcze tam wysłała? — Woody zaśmiał się, opierając się o ścianę przy drzwiach i wsuwając dłonie do kieszeni spodni. Przyglądał się też szamoczącemu się kumplowi. — I weź jej spytaj, kiedy starszy wracają. To może by można było coś ogarnąć i zakosztować cywilizacji.
— Zapytam, może jutro by jeszcze dało radę coś ogarnąć — odparł Trey, wsuwając na tyłek granatowe, ciasne spodnie. Obejrzał się przy tym na nich i zapytał: — Przerwałem w ważnym momencie?
Tomas lekko się zaczerwienił i zostawił odpowiedź Woody’emu. Nie miał pojęcia, ile ten mówił swojemu współlokatorowi.
— Mogło być gorzej. Jak widzisz nie jestem w takim amoku jak ty w tej chwili — ten odparł Treyowi uszczypliwie. — I dobrze wyglądasz, Harper lubi twój tyłek — dodał, bo przypomniało mu się, jak go po nim klepała. Wąskie spodnie więc były lepszym wyborem.
Tomas jakoś automatycznie spojrzał w kierunku pośladków Treya i musiał w duchu przyznać, że rzeczywiście były niczego sobie. Trey też obejrzał się na swoją dupcię i zagryzł wargę.
— Taa, zauważyłem, często się na nim skupia — odparł i wyciągnął dwie koszulki. Jedna bordowa z odkrytymi ramionami i szarym nadrukiem, a druga biała, z podszytymi, zawiniętymi rękawami. — Która? — Pokazał kumplowi obie.
— Nie gadałem z nią o twoich pachach, więc nie wiem, czy woli wygolone czy nie. Na wszelki wypadek załóż białą. Tomas, a ty co myślisz? — Woody spytał blondyna. Może był niesprawiedliwy, wiedząc, jakie ten ma opory ze swoją seksualnością, ale uważał, że dobrze by było, aby się odzywał i złapał jakąś nić porozumienia z przyjacielem.
Zapytany chłopak był tym trochę zaskoczony i nie wiedział za bardzo, co ma odpowiedzieć. Niby domyślał się, że Trey wie, że kręci z jego współlokatorem, ale… miał wyrazić opinię o jego ubraniu się? To było zbyt gejowskie, czy po prostu miał już paranoję?
— No… Też myślę, że biały, bo fajnie z granatowym wygląda — odparł w końcu, a Trey przyłożył bluzkę do ciała i rzeczywiście wyglądała całkiem przyzwoicie w połączeniu z grantowymi spodniami.
— Wygląda więc na to, że jadę w białej — stwierdził i szybko zarzucił ją przez głowę.
— A masz gumy, czy zabierzesz swojego taksówkarza jeszcze na wycieczkę na zakupy? — Woody spytał bez krępacji, nawiązując do tematu, co może robić kumpel ze swoją dziewczyną.
— Kupiłem po drugiej randce, żeby siary nie było, jak coś nagle wyjdzie. Ale dzięki, mamo. — Trey cmoknął do niego i wsunął w kieszenie spodni portfel oraz komórkę. — Klucze mi się nie zmieszczą, wpuścisz mnie jak coś, okej?
— Czyli mam nie wychodzić? Dzięki — Woody odparł zjadliwie i otworzył mu drzwi, obok których stał. — Spadaj, bo podwózka zwieje z twoją kasą.
Trey machnął jeszcze Tomasowi na dowidzenia, a ten odpowiedział tym samym. Potem współlokator Woody’ego podszedł do drzwi, klepnął go w tyłek i z krótkim „na razie” wyszedł. Blondyn na łóżku za to z pretensją ściągnął brwi, lokując spojrzenie w poklepanym pośladku chłopaka, z którym kręcił.
— Dupek! — Woody jeszcze wychylił się za drzwi, krzyknął za Treyem i dopiero wrócił do pokoju. Zamknął ich znowu i wrócił do Tomasa. — Jeśli Harper się serio zgodzi, to się dziś nasłucham o waginach.
Tomas nie skrzywił się tylko dlatego, że sam nie raz mówił o waginach tak, jakby się zagłębił już w dziesiątkach. Była to norma podczas rozmów w szatni na zajęciach na basenie. Tak samo jak rozmawianie o cyckach czy gwiazdkach porno. Oczywiście znał ich dość dużo, bo przeglądał ich zdjęcia, żeby wiedzieć, o czym mówić.
— Nie brzydzi cię to? — zainteresował się, ściągając do siebie Woody’ego za dłoń i cmoknął go z rozpędu w policzek.
— Gadanie o laskach? Nie. Nie jara mnie to też, ale posłuchać mogę, tym bardziej, że byłbym strasznym chujem, jakbym sam chciał o czymś pogadać z nim, a jego nie słuchał. — Oparł kolano na materacu, mówiąc to i znowu usiadł na kolanach blondyna. — A ciebie?
— Jak nie ma za dużo szczegółów anatomicznych, to daję radę. — Tomas odpowiedział ze śmiechem i splótł palce za plecami drugiego chłopaka. Przytulił się lekko do niego. — A ty mu zdajesz relacje ze swoich… wiesz, spotkań z chłopakami?
— Jak pyta. — Woody wzruszył ramionami, opierając dłonie na biodrach Tomasa. — I czy tylko ja mam wrażenie, że gadamy cały czas o tym czubie? W ogóle, podzielasz zdanie Harper, że ma niezły tyłek?— dodał z rozbawieniem na twarzy i w głosie.
Tomas odchrząknął i z poważnym tonem odpowiedział nad wyraz dyplomatycznie:
— Ty masz lepszy.
— Cwaniak. — Woody zamruczał i cmoknął go w te soczyste wargi. Od razu rozszerzyły się w lekkim uśmiechu.
— Fajnie masz. Widać, że się nieźle zgrywacie. I co ty myślisz o jego tyłku? Jaki masz gust w ogóle? — Tomas zainteresował się, z zaciekawieniem wpatrując się w oczy Woody’ego. Miał nadzieję, że jakoś wpisywał się w jego typ.
— Całkiem szeroki, chociaż też taki stereotypowy. Wolę kolesi podobnych mi ciałem. Czyli nie za wielkich, nie za delikatnych czy dziewczęcych. Z twarzy to różnie, ale tobie całkiem, całkiem idzie w dodawaniu se kolejnych punktów.
— To dobrze, że pływam, a nie pakuję? — Tomas łasił się o więcej komplementów, gładząc przy tym kciukami plecy Woody’ego dość nisko. Był taki podekscytowany tym wspólnym dotykaniem się i w ogóle takim siedzeniem.
— W ogóle nie pogardziłbym, aby cię zobaczyć na basenie. Często pływasz?
— W piątek mamy pozalekcyjnie basen, do tego tyle co na WF-ie, ale tak jak rok temu, wczoraj sobie wykupiłem przez neta karnet na basen w Newcastle. Wiesz, taki miesięczny, że chodzę, kiedy chcę. I może mi się uda przynajmniej dwa razy w tygodniu, chociaż plan mam trochę popieprzony. — Skrzywił się na koniec, ale i tak wyglądał na rozluźnionego.
— To może powinienem się kiedyś z tobą zabrać?
— Jasne! Jest super, taki duży i do tego jest sauna w cenie, jakbyś chciał — odparł z zapałem. — Musielibyśmy tylko znaleźć dzień, co mamy razem czas.
Woody skinął głową i złapał go za przedramiona, zdejmując je z siebie. Po tym wstał, aby wziąć plan z biurka. Był wydrukowany na pojedynczej kartce A4. Podał go Tomasowi i tym razem usiadł obok niego, aby widzieć plan.
— Pamiętasz swój? Jak nie, to najwyżej go weź i coś zaplanuj. Ja nie mam aż tylu zajęć.
— O, ale też nie masz pozalekcyjnych w poniedziałki i wtorki, to może wtedy? Jak ci nie przeszkadza, że tak późno, bo ja w oba te dni kończę dopiero o czwartej. — Tomas wydął te swoje wydatne usta. — Durny angielski. Choć jak we wtorek masz ostatni WF, to by ci się pewnie nie chciało za bardzo na basenie ruszać… — mamrotał do siebie, przyglądając się planowi i w końcu go olśniło. — Ooo! Ale obaj mamy wolne czwartki przed południem, bo ja też zaczynam dopiero po drugiej. Może wtedy?
— To albo w poniedziałek, albo w czwartek, chociaż nie wiem, czy będzie mi się chciało wstać. Nie jestem zbytnio rannym ptaszkiem. Ale to jeszcze nie w tym tygodniu co będzie. Musiałbym ogarnąć sobie kąpielówki. — Zaśmiał się krótko.
Tomas zgodził się z nim, już podbudowany wizją wspólnego pływania. Zobaczy więcej ciała Woody’ego. Mmm… nie mógł się doczekać, aż będzie mógł dotknąć go w wodzie… I tak myślał o tym, patrząc na plan, aż coś nie przykuło jego uwagi. Każdy uczeń musiał wybrać sobie jeden przedmiot ścisły, on sam robił więc pierwszy semestr geometrii, ale na planie Woody’ego zobaczył aż piąty i to z trygonometrii, którą uważał za czarną magię. Wyglądało na to, że rzeczywiście siedział obok ścisłego umysłu. Skomentował to więc głośno, podobnie jak wyraził podziw, że chciało mu się uczyć fizyki, której wysoki poziom też dostrzegł na planie. Sam poczuł się przy tym trochę głupi, ale słuchał z zaciekawieniem, co Woody mówił o swoich zainteresowaniach i o tym, jakie trudności pod tym względem sprawiał jego współlokator. W tej chwili dla Tomasa nawet korki z matmy u Woody’ego wydawały się super…

11 thoughts on “Project Dozen – 15 – Sobota lepsza niż zwykle

  1. Katka pisze:

    Basia, Trey i Woody to bardzo dobrzy kumple, którzy odrzucają w swoich relacjach wszelkie uprzedzenia, więc działa pomiędzy nimi bardzo silna i zdrowa więź ;) Fajnie, że to widać.

  2. Basia pisze:

    Hejka,
    wspaniały rozdział, jak widać rozmowy Traya i Woodego są takie luźne i nie traktuje go jakoś inaczej, a to odpisywanie na smsy jak się jest praktycznie pod drzwiami było super….
    Dużo weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Saki, osobiście uważam, że czasem takie powolne pieszczoty, kiedy nowa parka jeszcze nie poszła na całość, mają w sobie więcej magii i czasem potrafią bardziej napalić :D No a poza tym to młodzi chłopcy, dopiero ze sobą zaczynają, więc nie chca od razu lecieć do łóżka. Tzn chcą, marzą o tym, haha, ale jednak no nie są na tyle doświadczeni, by uważać to za dobry krok. Trey za to swoje relacje z Woody’m ma rzeczywiście bardzo dobrze zarysowane, wie czego się spodziewać i chyba sam fakt, że się całowali i nic to nie zepsuło między nimi, dowodzi, że naprawdę są zżyci. I cieszy nas, że to się podoba ;) Och, a szczurki nie wiem, kiedy będą, bo jeszcze nie ogarnęłam następnego rozdziału, ale ich też same lubimy, więc nie będzie ich mało XD

  4. saki2709 pisze:

    Uwielbiam ich są tacy słodcy. Już się nie mogę doczekać, aż wyjdą poza pocałunki. Miałam cichą nadzieję, że stanie się to w tym rozdziale, ale mimo to, że tylko się całowali i tulali, przyjemnie się czytało. Jeśli potrzebują więcej czasu, to ją cierpliwie poczekam. Lepsze to, niż jakby im się miało coś zepsuć, zanim na dobre się zacznie. Takie stopniowe poznawanie się i czułostki reż coś w sobie mają :)
    Uwielbiam Trey’a i to, jak dobre relacje ma z Woodym. I chyba się cieszę, że nie wyjdą dalej poza stopę przyjacielską. Jakoś te relacje, jakie teraz mają, wyjątkowo mi pasują. Mam nadzieję, że uda mu się związek z Harper, bo ją też bardzo polubiłam.
    Czekam z niecierpliwością na moje kochane szczurki, bo już się za nimi stęskniłam. Jestem bardzo ciekawa, jak im idzie rozmyślanie nad tym, co się dzieje w ich nastoletnich główkach i serduszkach.
    Ciekawa jestem, kto tym razem, kiedy i jakie dostanie zdanie.
    Pozdrawiam i życzę weny.

  5. Katka pisze:

    Bebok, noo, tu jest sytuacja trochę inna, bo tu Trey inicjuje, a tam każdy musiał Mike’a namawiać na różne gejowskie zabawy. No ale jednak motyw heteryka próbującego czegoś z gejem jest. Ale masz rację, to nastolatki, oni mają zapędy do eksperymentowania, więc jak najbardziej nie ma się co dziwić. Zresztą ostatnio kolega z pracy opowiadał mi, jak mu facet ciągnął i że mu się podobało (a koleś jest hetero, żonaty), więc jak widać nie trzeba być homo, by się tak bawić. I oczywiście bardzo nas cieszy, że w czekaniu też widzisz jakiś plus :) Mnie się wydaje, że to zawsze jakoś zapewnia, że coś się nie kończy, coś dalej trwa i można się tego czegoś spodziewać, a nie jest to czymś, co się skończy po jednym kęsie :)

  6. Bebok pisze:

    Kurczę! Mi też się Mikiem skojarzył xD Nastoletnia wersja, choć w sumie Mike się trochę dawał wykorzystywać a tym razem to Trey chciał spróbować. Ale nastolatki wielu rzeczy próbują z czystej ciekawości, nie dziwię się że Trey chciał sprawdzić jak to jest mieszkając w jednym pokoju z gejem… ciągnie do takich rzeczy jeśli ma się z nimi styczność. Choć w sumie nie wiem czy każdego ;D
    Jak dla mnie to czekanie podsyca ekscytację ;D To jak czekać na kolejny tom książki, albo kolejny odcinek, sezon i tak dalej. Niby denerwujące ale jednak jak tak pomyśleć to całkiem fajny element. Kiedyś Shiv chyba napisała że na głodniaka wszystko smakuje lepiej… no cóż, ja się zgadzam ;D
    Przetrwałam choć lekko nie było ^^

  7. Katka pisze:

    Bebok, yey, cieszę się, że jesteś kontenta :) Właśnie wiem, że na konkretne opka z osobna trzeba czekać i może to być męczące, ale pomiędzy każdym rozdziałem są inne rozdziały, więc jakoś macie umilony ten czas oczekiwania, mam nadzieję. Haha, no i racja, chłopaki idą własnym tempem, trochę może niespodziewanym, jak na nastolatków, ale obaj trochę czują się na niepewnym lodzie – bo cokolwiek by nie chcieli i nie myśleli, to nie bardzo wiedzą, czego spodziewać się po drugiej stronie. Och, a Trey to w ogóle specyficzna sprawa. Jak widać można by się spodziewać po nim gejowskich zagrań, a jednak wciąż się chłopak trzyma swojej laski. Nie wiem czemu ale trochę kojarzy nam się z Mikiem z FDTS, którego też wielu by chcialo widzieć jako geja. Mam nadzieję w ogóle, że przetrwałaś sobotę!

    O., też ich lubię jakoś tak XD hehehe, no słodziaki są z nich raczej, takie jeszcze niewinne, młode… w sumie jak większość bohaterów tutaj. Och, gdzie te czasy nastoletnie… A romans jak z ksiązki, haha, Tomas, Tomas, za dużo kółka teatralnego i lektur XD

  8. O. pisze:

    A mnie się tam ta ich sobota podoba! :D Lubię ich jakoś tak xD Słodcy są! I to pragnienie Tomasa, by przeżyć miłość jak z książki jest UROCZE <333333 xD I mam nadzieję, że niedługo pójdą dalej niż macanko cacanko ;D Ale i tak trzeba ich pochwalić, że wpierw chcą się poznać :D

  9. Bebok pisze:

    Uwaaaa…. Dzień dobry :D
    Ja tam jestem zadowolona i jedyne co mnie drażni to niedosyt ^^ No, może jeszcze częstotliwość wychodzenia rozdziałów ale do wszystkiego da się przyzwyczaić a takie czekanie sprawia, że rozdział bardziej cieszy :D No i przecież mamy po drodze FDTS <3<3<3 i ATCL :D I NE ;P O jaaa… nie ma co narzekać :D
    Jak już zobaczyłam że Tommy obrał kierunek skatepark to wiedziałam że Woody się pojawi ^^ Więc od razu miałam lepszy humor, ale spodziewałam się czegoś więcej skoro mieli wolny pokój… trochę szkoda no ale idą własnym tempem a sama obecność Woody'ego mnie zadowala ^^
    Trey niech się postara z Harp bo lubię ich jako parę ;P Widzę że zrobiłyście nadzieję na coś więcej między nim i Woodym tamtym całusem xd Ja tam się cieszę że to tylko taki smaczek. Jak już kiedyś wspomniałam mimo że podobają mi się razem to cieszę się że jest jakaś hetero postać, która (chwilowo przynajmniej) się nie waha czy może jednak faceci go kręcą… ;D
    Chciałabym żeby moja sobota też była lepsza niż zwykle choć się na to nie zapowiada… muszę się zbierać do roboty a zapowiada się na prawdę pracowity dzień… Ech ;P Zazdroszczę im takiego lenistwa ;P
    Pozdrawiam i życzę weny!! ;P

  10. Katka pisze:

    Martotx, o ja, a ja sądziłam, że się ucieszysz O.o Serio, poprawiając rozdział i widząc, że czas na Woody x Tomas x Trey, byłam pewna, że będziesz raczej zadowolona. A tu zonk XD No cóż, przykro :( Trey niestety ma ciągoty do dziewczyn a nie chłopców, a przynajmniej na to wygląda, więc jednak to Tomas ma tutaj pierwsze miejsce. Szkoda, że się zawiodłaś :( Ale jeśli odczuwasz to jako „powolne samobójstwo”, to nie katuj się dalej. Nie chcemy być współwinne śmierci XD Pozdrawiam serdecznie, mam nadzieję, że będziesz miała udany weekend ;)

  11. Margotx pisze:

    Nie no, nie wierzę :(
    Dziewczyny, niestety. Nie chcę tego robić, ale muszę Was zabić. Naprawdę mi przykro, ale wbiłyście mi nóż w serce :(
    Czekałam około dwóch miesięcy na rozdział z W&T, a Wy mi tu dałyście tego Tomasa, którego nie cierpię. No dzięki, naprawdę :(
    Jeden rozdział na miesiąc.. Fuck this shit, opuszczam to opowiadanie póki jeszcze moje zdrowie psychiczne jakoś się trzyma, bo to co się tu dzieje to jest powolne samobójstwo :|
    Sayonara amigos! W&T na zawsze w mej pamięci :'( ♥

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s