Project Dozen – 14 – Upokorzony, zawstydzony, zaskoczony

Już na długo przed jedenastą uczniowie zaczęli zbierać się na boisku. Każdy chciał zająć sobie dobre miejsce, żeby widzieć zarówno mecze, jak i występ chórku. Przemówieniem przewodniczącego nikt się za bardzo nie ekscytował, ale Patrick wierzył, że po usłyszeniu tego, co chce powiedzieć, będą bardziej zadowoleni. W końcu zamierzał przedstawić swój układany przez całe wakacje program, w którym starał się znaleźć kompromis pomiędzy zadowoleniem uczniów, a sprawieniem, by nauczyciele patrzyli na niego jeszcze bardziej aprobująco. Liczył więc na otwarcie uczniom możliwości zgłaszania propozycji zbiórek na różne, ważne dla nich cele, które potem samorząd by sprawnie organizował, obiecał wynegocjowanie z różnymi profesorami tematycznych wyjazdów, powiększenie menu w stołówce przy pomocy osób z kółka kulinarnego i wiele, wiele innych. Przekupił już odpowiednią ilość uczniów, którzy mieli robić sztuczny aplauz w konkretnych momentach. Był przygotowany idealnie.
Omawiał właśnie z profesorem Hancookiem, sprawującym rolę zastępcy dyrektora, szczegóły całej akademii, nad którą miał w dużej mierze pieczę. Wraz z członkami samorządu zajął się planem, następnie zaaprobowanym przez dyrektora. Swoje przemówienie pozostawił na sam koniec, kiedy już uczniowie będą rozluźnieni po występie chórku i meczach. Miał tylko nadzieję, że nagle połowa z nich nie ucieknie. Podobnie jak niektórzy zrobili podczas rozpoczęcia roku szkolnego. Pozytywnymi myślami napawał go fakt, że nauczyciele pilnowali trybun. Gorzej, że jego pilnował nie kto inny jak Jules Fox, internetowy Foxy, który wczuwał się aż za bardzo w konkurenta szkolnej gazetki i teraz nagrywał przygotowania.
Patrick ściągnął brwi, widząc to zza ramienia nauczyciela.
— Profesorze, niech pan wybaczy. Spróbuję zaprowadzić porządek… który ktoś narusza — powiedział uprzejmym tonem, wymownie mrużąc oczy i wykrzywiając usta. Poprawił przy tym czarną marynarkę i krawat i minąwszy Hancooka, ruszył w kierunku Julesa. — Fox! — zawołał z oddali. — Czy ty naprawdę nie masz nic lepszego do roboty? Wiesz, że jeszcze chórek nie zaczął swojego występu i twój chłopak zacznie dopiero kwadrans po jedenastej?
Jules uśmiechnął się do niego szeroko swoimi idealnie białymi zębami. Nie zaprzestał przy tym filmowania małą kamerką całej sceny.
— Mój chłopak musi się skupić przed występem, więc mam kategoryczny zakaz zbliżania się do mojej słodkiej gwiazdeczki — zaświergotał tak, jak zawsze to robił, kiedy nagrywał.
— Rozumiem, więc mógłbyś poczekać z nagrywaniem, zanim nie pojawi się na scenie, bo chyba nie chcesz marnować filmiku na ten… chaos — Patrick wykonał gest w kierunku trybun, na których na razie jedyne, co można było zaobserwować, to przepychanie się uczniów szukających odpowiednich miejsc. — Już nie mówię o tym, że jak się nie pospieszysz, to na pewno dobrego miejsca na nagrywanie mieć nie będziesz.
— Ale przecież, słoneczko ty moje, przeważnie w tej szkole ja się nigdzie nie wybieram. Gadałem z szanownym panem dyrektorem, że zostaję z tobą tu, na scenie. Tak samo jak pan paparazzi naszej cudownej szkolnej gazetki — odparł, jeszcze chwilę filmując to swoją twarz, kiedy to mówił z manierą, to trochę Patricka, ale w końcu zastopował film i już normalnym tonem dodał: — Innymi słowy, zostaję, aby potem pokazać światu twoje przemówienie.
— Och… — Przewodniczący wpierw uniósł lekko brwi, a jego niebieskie, i tak już duże oczy, zrobiły się jeszcze większe. Potem na jego usta wystąpił uśmiech. — Skoro tak, mój przyjacielu… — niemal zamruczał, obejmując Julesa przyjacielsko za szyję. — Postaraj się ująć mnie z prawego profilu. Jest tym lepszym.
— Nie wątpię, słodziutki. Wiesz jak rozmawiać z mediami, co? — Jules także się uśmiechnął, włączył opcję nagrywania i pokazał ich obu w obiektywie. — A to ja i mój drogi mądry przyjaciel. Wiecie, na kogo glosować, co nie, kochani? Patrick, powiedz coś swoim zagorzałym widzom.
— Cóż… — Przewodniczący zrobił poważną minę, pozorując zadumanie. — Wszystkiego dowiecie się niebawem z mojego przemówienia, choć zapewne w momencie, kiedy ten filmik trafi na kanał, już będzie dawno po nim… — Uśmiechnął się do obiektywu. — Niemniej, musicie wiedzieć, że samorząd pod moją pieczą zawsze działa na waszą korzyść i stara się, byście chętnie uczestniczyli w życiu szkoły. Wiedzcie, że wszelkie petycje możecie składać na mojego osobistego maila lub na stronę facebooka samorządu. Każda prośba będzie rozpatrywana z uwagą. Mniejszości seksualne też znajdą u nas ciepłe przyjęcie, więc można liczyć na to, że postaramy się, by wystawienie tęczowej flagi na drzwiach szafki nie wiązało się z przemocą. Postaraliśmy się bowiem wzmocnić program walki z terroryzowaniem uczniów przez uczniów, ale o tym więcej w przemówieniu — zakończył, posyłając widzom i Julesowi wyćwiczony uśmiech.
— Och, jak słooodko — Jules zamruczał nisko i przycisnął się do Patricka. — Oto odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. A teraz idziemy wszystko przygotować, zaraz wracamy — dodał do trzymanej przez siebie kamerki, po czym wyłączył nagrywanie. — No i pięknie. Co jest pierwsze? — spytał, odklejając się od niego i rozglądając, czy już gdzieś w okolicy kreci się Cody, czy szuka sensacji gdzie indziej.
— Chórek. Z tego co wiem, mają dwie piosenki całą grupą i potem solo twojego chłopaka, ale to pewnie wiesz — odpowiedział Patrick i urwał nagle, bo dostrzegł niewysokiego, choć wyższego od niego Cody’ego Solta, który właśnie siedział obok jego rzeczy na ławce przy boisku i zrobił mu zdjęcie. — Ale teraz wybacz, miałem jeszcze omówić kilka szczegółów z Soltem. Połowa następnego numeru ma być poświęcona programom kandydatów, a muszę zadbać o to, by mój był jako pierwszy.
— Zawsze wybijasz się przed szereg, a Jude to taki mój chłopak jak ty, to chyba wiesz — Jules prychnął pod nosem, patrząc już na wykonane przez siebie nagranie, a nie rozmówcę. Widać było, że docinki tyczące się jego powiązań z pierwszym chórzystą szkoły spływały po nim jak po kaczce.
— Och… Nie przypominam sobie, bym miał z tobą fizyczno-oralny kontakt — odpowiedział Patrick, posyłając mu uśmiech numer pięć, ale nie czekał na odpowiedź. Znowu upewnił się, czy krawat mu się nie przekręcił i podszedł do siedzącego przy jego plecaku redaktora szkolnej gazetki. — Witaj, Solt. Masz podobną przywarę jak Fox, jak widzę. On też uwieczniał na swoim sprzęcie coś, co jeszcze się na dobre nie zaczęło.
Cody zaśmiał się krótko i zawiesił aparat ponownie na szyi. Wstał od razu z ławeczki. Lubił stać przy Patricku. Zwykle sam był tym najniższym w towarzystwie… ale Patrick nawet przy nim wyglądał na mikrusa. Podbudowywało go to.
— A nuż się przyda. No ale… panie przewodniczący, mieliśmy układ. Ja ci zapewniam pierwszeństwo w artykule, ale ty mi dajesz gotowy program — przypomniał. Nie chciało mu się aż tyle notować, a i tak nie miał już kogo zatrudnić do spisywania od wszystkich kandydatów ich pomysłów na rozwój szkoły i dobrobyt uczniów. Zresztą, właśnie Rodrick i czwórka innych jego podopiecznych z gazetki chodziła po boisku i rozmawiała z kandydatami. Również Patrick zapewnił mu dotarcie do nich, bo tak naprawdę nikt jeszcze na sto procent nie wiedział, kim są. W końcu po przemówieniu przewodniczący dopiero miał oficjalnie rozpocząć kampanię wyborczą.
— Tak, pamiętam o tym — odpowiedział żywo Patrick i pochylił się do swojego plecaka, leżącego na ławce. Wyciągnął z niego butelkę oranżady, jakieś kanapki, które niby zrobił sobie, by nie zgłodnieć, bo był tu od samego rana, ale nie zdążył ich zjeść. Jeszcze jakiś zeszyt z notatkami i dopiero znalazł zaklejoną, dużą kopertę. Odwrócił się do Cody’ego i podał mu ją. — Tu masz wszystko spisane w punktach. Liczę na ciebie.
— Jasne! — Cody zabrał kopertę i schował ją do swojej prostokątnej, sztywnej torby na ramię. — Dzięki i na razie.
To była szybka rozmowa, niewymagająca zbytniego angażowania się w nią, tak jak w przypadku Julesa, który właśnie znowu do niego doszedł. Wyjął z małego opakowania cukierek i włożył do ust.
— Chcesz? Do pogryzienia, o smaku gumy zamiast gumy. Są z wyciągiem z melisy, na uspokojenie, aby lepiej przemówienie poszło — zasugerował, podtykając mu fioletowe pastylki. — Bo idę poszukać jednak Jude’a, może się stęsknił. — Uśmiechnął się przebiegle.
— Chciałbym mieć tak bliską osobę, która by mnie wspierała w powodujących tremę sytuacjach… — Patrick odparł lekko prześmiewczo i żartobliwie i poczęstował się cukierkiem. — I dzięki. Przekaż im, żeby się przygotowali, bo za dziesięć minut będą wchodzić — dodał, po czym musiał się odwrócić, bo znowu ktoś zajął jego uwagę.
Tym razem był to czarnoskóry członek zajęć z koszykówki, który właśnie postukał go po ramieniu. Do tego Patrick go kojarzył, bo Kevin Blare też był jednym z członków tajnego projektu dozen. Teraz przebrany już był w czarno-żółtą koszulkę swojej drużyny i właśnie z konsternacją wypisaną na twarzy przesuwał swoją dużą dłonią po krótko ściętych włosach.
— Ej, Patrick, jest sprawa, wiesz… Kapitan naszej drużyny się wypieprzył na schodach i chłopaki musiały go zabrać do pielęgniarki…
— Znowu komplikacje… — Patrick westchnął ciężko i musiał aż zadrżeć głowę, by spojrzeć mu w oczy świdrująco. Nie wyglądał jednak przy tym, jakby czuł się tym zażenowany. — No i?
— No i nasza drużyna miała grać jako pierwsza, a nie wiem, czy się wyrobimy, więc jakby się dało… trochę przesunąć nas niżej, co ziom?
— Poczekasz tu chwilę? Porozmawiam z Knopperem. Choć nie wiem, czemu ty do niego nie poszedłeś od razu… — Pokręcił głową, choć był przyzwyczajony do tego typu zajść. W końcu już w zeszłym roku był przewodniczącym, więc organizował z pomocą nauczycieli takie akademie już nie raz.
Przez swoje zabieganie nie zauważył nawet, jak dziwne i niepewne spojrzenie Kevin rzucił wspomnianemu wuefiście. Zresztą, niewiele go to obchodziło. Nie chciał po prostu, żeby coś zaburzyło starannie zaplanowany przebieg, więc udał się do wuefisty i załatwił z nim zmianę kolejności odbywania się meczy. Po kilku chwilach wrócił do wciąż stojącego przy jego rzeczach Kevina i obwieścił mu dobrą nowinę.
— Zajefajnie! — ucieszył się chłopak i klepnął go mocno w ramię. — Dzięki. To ja idę przekazać chłopakom, że nie mają co schizować.
— Byle nie wpadli na pomysł zbiorowego skoku ze schodów — mruknął Patrick i rozejrzał się, czy ktoś przypadkiem jeszcze czegoś od niego nie chce. Na szczęście było spokojnie, już nawet na trybunach, bo uczniowie usadzili się, jak chcieli. Spojrzał na zegarek i widząc, że do jedenastej pozostały już tylko dwie minuty, usiadł sobie na ławeczce, napił się wody i zjadł cukierka od Julesa. Pozostało mu już tylko czekanie na swoją kolej.

*

Kilka szklanek Francisco trzymał w szafce w kuchni na piętrze, więc zmierzył w tamtym kierunku, żeby zabrać dwie. Wreszcie był piątek i wreszcie mogli napić się tego wina, które kupił Sebastian. Bardzo radowało to Argentyńczyka, który niemal pobiegł w tamtym kierunku. Podciągnął po drodze dresowe, czarne spodnie, bo oczywiście nosił je masakrycznie nisko, ale że, jak zwykłe jeansy, nie miały paska, to czasem obsuwały mu się niżej niż ustawa przewiduje. Czarna koszulka bez rękawów też ukazywała dość mocno jego śniade ciało.
Po drodze zatrzymał się, słysząc dziwne odgłosy z pokoju wspólnego, więc z ciekawości tam zajrzał. Uśmiechnął się na widok, który go zastał, ale nie kontemplował imprezy zbyt długo, tylko podążył dalej do kuchni i po kilku chwilach wrócił do pokoju.
— Wiesz, że chłopaki z kółka spirytystycznego chyba wywołują w pokoju wspólnym ducha Marilyn Monroe, bo któryś z nich, z wywaloną pytą, wołał, że dzięki jego magicznej spermie Marilyn zmartwychwstanie i będzie jego seksualną niewolnicą? — rzucił od progu ze śmiechem i zamknął za sobą drzwi. — Ostra impreza, mówię ci.
— Aż można się zastanowić, czy czegoś nie brali. — Sebastian był trochę bardziej sceptyczny, ale nie na tyle, aby iść tam i przywoływać czyjś zdrowy rozsądek. — Masz? — spytał odnośnie naczyń, z których mieli pić.
Siedział na łóżku w podkoszulce i krótkich spodenkach. Obok niego leżał otwarty laptop, a z którego sączyła się teraz dość cicha muzyka.
— Si, amigo! — zawołał Francisco i usiadł tuż obok. — Ja trzymam, ty lejesz. Ciekawe czy dobre, czy jakiegoś sikacza obleśnego kupiłeś — dodał, szturchając go łokciem żartobliwie.
— Nawet jeśli, to i tak byś to wypił. Widzę to po tych twoich iskierkach w oczach. — Sebastian zaśmiał się i po chwili szarpania się z korkiem otworzył butelkę. Polał od razu dużo do szklanek.
Kiedy odstawił butelkę, jego współlokator stuknął swoją szklanką w jego i patrząc mu w oczy, powiedział z tą swoją naiwnością i szczerą wesołością:
— Za mojego dobrego przyjaciela Sebastiana.
— I za ciebie — odparł ten, uśmiechając się do niego przyjaźnie, ale oszczędniej niż on.
Napili się, a Francisco na dłużej zatrzymał łyk w ustach. Chwilę go smakował, delektując się i oceniając jakoś trunku. Przymknął oczy i zjechał odrobinę niżej plecami po ścianie, w geście oznaczającym błogość.
— Dawno nie miałem procentów w ustach… — zamruczał chrapliwie i nisko i oblizał wargi.
— Właśnie, jak tam u was jest z piciem alkoholu? — jego towarzysz przekręcił się, aby lepiej go widzieć, podał mu swoją szklankę i jeszcze sięgnął do laptopa, aby trochę pogłośnić muzykę.
— U nas można pić alkohol od osiemnastu lat, więc w moim kraju będę mógł już za rok legalnie kupować. A rodzice się tego dość mocno trzymają.
— A pozwalają ci pić w ogóle czy pełna konspiracja?
— Rodzice nie. Tylko czasem wuj i mój brat, Federico, w tajemnicy coś poleją. — Francisco roześmiał się, upijając kolejnego łyka. Smakowało mu, było takie słodkie.
— I co? Masz mocną głowę czy nie bardzo? — Sebastian droczył się z nim, mimo że sam nie umiałby odpowiedzieć na to pytanie. Naprawdę mało było okazji, aby chociaż spróbować alkoholu. Chociaż, jak każdego nastolatka, ciągnęło go do rzeczy zakazanych. I nie mógł zrozumieć, czemu jeździć samochodem mógł od szesnastego roku życia, czyli dwa lata wcześniej niż w wielu krajach, ale pić alkohol mógł dużo później niż oni.
— Nie wiem! Raz się z bratem uchlaliśmy jak prosiaki i śpiewaliśmy pod domem jego koleżanki. Frederico wziął gitarę i potem Gloria mówiła, że brzmiało trochę jak Nino Rota, wiesz, z „Ojca chrzestnego”. Ja wiele nie pamiętam. Potem się obudziliśmy w szopie, bo nas tam położyła — Francisco zrelacjonował, śmiejąc się. Miał wyjątkowo dobry humor. — A wypiliśmy taką jedną butelkę dużą, ale to wiesz, domowej roboty, bardzo, bardzo mocne było — zaznaczył już poważnie, żeby sobie Sebastian nie myślał, że jakimś sikaczem się tak uchlał.
— A co potem mówiła? Doceniła jego zaloty? — dopytywał, pijąc powoli wino. Z każdym łykiem było mu lepiej na żołądku. — Czy tak doceniła jak Patrick szczere zainteresowanie jego przemówieniem? — Zaśmiał się na koniec, wspominając sytuację z poniedziałku.
Francisco roześmiał się i długo nie umiał się uspokoić. Na szczęście wino w jego szklance było już w większości wypite, więc nic się nie wylało.
— O Chryyyyste, ale to był polew! Nie doceniła aż tak! — odparł, wciąż się śmiejąc i poklepał Sebastiana po kolanie, robiąc większe oczy. — Ej, sprawdź szybko, czy Foxy wrzucił w końcu filmik! No! Nie daruję mu, jak tylko dla siebie to zachował.
— To trzymaj. — Sebastian znowu podał mu szklankę i przekręcił laptopa, siadając tuż obok kolegi. Zetknął się z nim ramieniem i wpisał odpowiedni adres i frazę wyszukiwania. — Ale w ogóle, kurcze, był wściekły. Najlepsze, że nie wie, kto to zrobił.
— Super ubaw — stwierdził Francisco i w czasie, kiedy Sebastian klikał na laptopie, dolał im wina do szklanek. — Już chyba nawet Solta zdążył o to oskarżyć, bo niby się kręcił przy jego plecaku, co nie?
— Ta, normalnie koleś wybuchł. Ale to jego wina, że nie miał idealnie czystych ząbków, to mu zafarbował nalot. — Sebastian w końcu znalazł odpowiedni film ale poczekał jeszcze, nim puścił. Obaj z Francisco znali zarówno sprawcę, którym był autor filmiku, jaki mieli zaraz zobaczyć, jak i treść zadania, które polegało na ośmieszeniu publicznie jednego z członków projektu.
— Mnie to w ogóle zaskoczyło, że Foxy miał coś takiego, co koloruje zęby! — dodał Francisco, pochylając się trochę, by lepiej widzieć. Dowiedzieli się, że Jules użył płynu wybarwiającego płytkę nazębną, którego używało się po to, żeby sprawdzić, czy zęby są dokładnie umyte. Jeśli nie były, płytka farbowała się na fioletowo bądź różowo. — Ale on taki trochę się wydaje… wiesz, dbający o ciało, to pewnie ma więcej dziwnych kosmetologów — stwierdził z pewnością w głosie, myląc słowo. — No, puszczaj, puszczaj!
Sebastian zaśmiał się jeszcze pod nosem i faktycznie nacisnął „play”. Od razu usłyszeli głos Julesa Foxa, kiedy ten modyfikował go specjalnie.
Zapowiadał dużą, dosłownie różową niespodziankę i jego po krótkiej przemowie był pokazany filmik ze sceny postawionej na boisku. Tłumy uczniów zgromadzone były na trybunach i po bokach, a kiedy Patrick zaczął przemawiać, po krótkiej chwili ciszy rozległy się głośne gwizdy i śmiechy. Sam Patrick przez dłuższą chwilę nie miał pojęcia, co się dzieje i usiłował mówić dalej. Nauczyciele pilnujący całej akademii próbowali uspokoić rozradowaną widownię. Każdy jednak widział, jak fioletowe były zęby przewodniczącego samorządu i zwyczajnie nie dało się jego słów brać na poważnie. A może nawet ta powaga na jego twarzy i późniejsza konsternacja dodawały wszystkiemu komicznego wyrazu.
Francisco parsknął śmiechem, niemalże się opluwając, kiedy Knopper, wuefista, wreszcie podszedł do stojącego przy mikrofonie Patricka i powiedział mu, dlaczego na widowni panuje taka ucieka. Słychać to było dobrze, bo mikrofon był tuż obok ich głów.
— O ja nie mogę! Posikam się zaraz! — zachrypiał Argentyńczyk, ocierając łezki z kącika oczu i opierając czoło o ramię Sebastiana.
Na filmiku widać było, jak Patrick nagle łapie się za usta i robi większe oczy, a na widowni znowu rozlega się głośny rechot. Tłum dosłownie szalał, a Foxy pokazywał zarówno to, jak i czerwieniejącego w zawrotnym tempie Patricka. Oczywiście pewnie nikt by wszystkiego tak dokładnie nie widział, gdyby nie to, że na żywo obraz z kamery na scenie przekazywany był na ekran z boku sceny. Aby każdy mógł lepiej widzieć i słyszeć zarówno przemówienie, jak i występy chóru. Teraz to odbiło się na Patricku ze zdwojoną siłą.
— Wygląda jak burak. A taki cwaniak i pewny siebie! Nie umył debil zębów! — Sebastian śmiał się głośno wspólnie z współlokatorem.
— Różowiutkie jak pupa niemowlęcia! —Argentyńczyk rechotał, trzymając się za brzuch. Szklankę z winem musiał odłożyć na podłogę przy łóżku, bo by wszystko wylał. — Dobrze mu tak! — dodał twardo, wskazując palcem chłopaka na filmiku, który właśnie zbierał w pośpiechu wszystkie kartki i dosłownie umknął ze sceny, przypominając kolorem twarzy dojrzałego pomidora. — Za to jak mi ukradł ubrania i ośmieszył.
— Zawistny jesteś, widzę — Sebastian odpowiedział z szerokim uśmiechem na ustach. — Ale w ogóle zobacz, jeszcze Fox go nagrał, no burza się po tym zrobiła jak jasna cholera. Widziałem go niedawno, normalnie chodzi z lusterkiem i sprawdza, czy wszystko okej z jego zębami.
— Chyba się nie spodziewał, że początek kampanii będzie dla niego taki kiepski, co nie? Teraz się reszta kandydowanych żywsza zrobiła, bo szansę widzą — dodał Francisco i odetchnął kilka razy głębiej, żeby się uspokoić. Mimo to szeroki uśmiech nie opuszczał jego twarzy. Mógł jednak już sięgnąć ponownie po swoje wino i napić się zdrowo. Od razu zrobiło mu się cieplej w policzki. — A ty z nim w niedzielę nie jedziesz do miasta? Wiesz… ten wasz projekt na nauki polityczne?
— Jadę, trochę będę mógł go pomęczyć. Chociażby kogo uważa za winnego. Już tak naprawdę widzę, jak sobie robi specjalną listę, na kim się zemścić. — Sebastian zaśmiał się i też się napił.
— Ty też pewnie na niej jesteś. Wie, że go nie lubisz. Mnie też może podejrzewać, skoro to mi spłatał ostatnio figla. — Francisco pomachał palcem z powagą. — Więc ty uważaj z nim w tym mieście!
Sebastian prychnął pogardliwie pod nosem.
— A co on może mi zrobić? Zresztą zależy mu na tym projekcie, więc też będzie się starał w pierwszej kolejności tego nie spartaczyć.
— Ale puść znowu tę muzyczkę — wtrącił Francisco i dopiwszy swoje wino, wstał, żeby rozlać następną kolejkę. — Ale wiesz, to mnie naprawdę cieszy. Strasznie się wstydu najadłem przez niego — mówił, bujając biodrami, kiedy współlokator włączył muzykę. Pochylał się przy tym nad biurkiem, na którym postawił swoją szklankę i nalewał wino. — Wszyscy widzieli więcej niż to. — Zaśmiał się z lekkim skrępowaniem, podwijając bluzkę i pokazując swój brzuch, po czym wyciągnął rękę do Sebastiana. — Daj swoją.
Ten na szybko dopił, co w niej miał, i podał naczynie koledze.
— No, faktycznie widzieli, ale to jest męska szkoła, więc i tak miałeś mały stres. Wyobraź sobie, co by było, jakby tak cię laski zobaczyły. Następnego dnia byś już miał trzy dziewczyny.
— Mam z Foxem historię sztuki, już się dziwnie na mnie patrzył! — odparł Francisco ze śmiechem. — A! I ja jestem monomerem — dodał z olbrzymią powagą, unosząc do tego wymownie brwi.
— Monomerem? Jak mamograf? Czy mormon? Czy… — Sebastian nie mógł załapać, o jakie słowo chodziło kumplowi i był pewny, że jego podpowiedzi nie są dla niego pomocne. — Powiedz mi, co chcesz powiedzieć.
Francisco wyglądał na ogłupiałego, kiedy Sebastian zaczął wymieniać kolejne słowa. Spłonił się też na policzkach, bo zdał sobie sprawę, że źle się wyraził.
— Że ja wolę z jedną dziewczyną… a nie na boki skakać — wymamrotał i skupił się na rozlewaniu wina.
— To mogło ci chodzić o monogamistę. I dobrze, że tak wolisz. Twoja dziewczyna nie będzie musiała czuć zagrożenia. — Uśmiechnął się, chociaż i tak uważał, że takim monogamistą to jest się do czasu. Aż nie pozna się innej dziewczyny i wtedy przez chwilę się jest z dwoma, aby znowu potem wrócić do osławionej monogamii.
— Oczywiście, że nie! — podchwycił żywiej Francisco i podał mu szklankę. — Za zdrowie mojej przyszłej dziewczyny, co by ładna była! — Uśmiechnął się szeroko, z mocnymi wypiekami i szklistymi oczami.
— I chętna — Sebastian dodał swoje. W końcu każdemu nastolatkowi jedno chodziło po głowie. Automatycznie też zaczął się zastanawiać, jaka faktycznie mogłaby być dziewczyna współlokatora.
— O, to, to, to! — Francisco roześmiał się i usiadł obok niego, a raczej zwalił się na materac. Objął Sebastiana za szyję przyjacielsko. — A bo ty jesteś wolny?
— No, niestety. W wakacje był mały romans, ale obiecaliśmy sobie, że nic nie będziemy zakładać, skoro się rozstajemy na cały rok. Wyszło to od niej, ja nie naciskałem i chyba dobrze się stało.
Argentyńczyk pokiwał głową ze zrozumieniem i poklepał kolegę po udzie.
— Przykro słyszeć, ale z twoim urokiem na pewno szybko znajdziesz tu fajną dziewczynę. I chętną! — dodał ze śmiechem.
Sebastian nie zdążył nic odpowiedzieć, bo nagle usłyszeli, jakby obok ich pokoju przebiegło stado dzikich koni. Łomot był wielki, a takie krzyki jak „no, mówię ci, że ją widziałem!” i „spierdoliła do komnaty tajemnic, za nią!” rozlegały się przez ścianę. Aż nagle drzwi do ich pokoju niespodziewanie się otworzyły i do środka wpadła dwójka mocno podchmielonych chłopaków.
— Wow, wow! Nie te drzwi, chłopaki! Szanowny Moss junior! — jeden z nich, z rudymi, długimi włosami roześmiał się, patrząc na Sebastiana. A potem jego zamglone spojrzenie padło na butelkę stojącą na biurku. — I sir wino! — zawołał, od razu ruszając w tę stronę.
Sebastian od razu wstał z łóżka i zastąpił intruzowi drogę.
— Wypad, Brandbery, bo oberwiesz. Nie twój pokój, nie twój zasrany interes! — pogonił chłopaka, wypychając go za drzwi mimo jego oporu. Nie rozumiał czasami, skąd się tacy ludzie brali.
— To oni próbowali wskrzesić Monroe! — zawołał Francisco, zaskoczony, ale rozbawiony tą sceną.
— I udało się! — odpowiedział radośnie wypychany chłopak. — Ale nam spieprzyła do łazienki. Męskiej, czujecie? Co za suczka, poruchałbyś, Moss, co? — Zarechotał, poruszając brwiami, ale nie szamotał się i grzecznie razem z kolegą wycofywali się z pokoju.
Z korytarza tymczasem dochodziły ich odgłosy innych osób biorących udział w imprezie członków kółka spirytystycznego.
Sebastian nie odpowiedział na zadane pytanie i do końca wypchnął intruza, a potem zamknął drzwi. Na wszelki wypadek.
— Oni coś brali — rzucił pod nosem, co brzmiało bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.
— Ale każdy cię tu zna — stwierdził Francisco i jak Sebastian zauważył, zdążył podczas tej sceny wypić swoje wino. Teraz uśmiechał się wesoło, cały rumiany i jeszcze bardziej ruchliwy niż zwykle. Siedział rozwalony na łóżku współlokatora, a właściwie półleżał, ze szklanką z resztkami wina postawioną na brzuchu. Nie trzymał jej, więc ledwo stała.
— Plusy i minusy bycia synem dyrektora — odparł i podszedł do kolegi. Zabrał mu szklankę i wypił z niej resztki. — Bo mi oblejesz łóżko, tak na nim polegując — prychnął z rozbawieniem i klepnął go w brzuch. — Wstawaj.
— Nnn… to były moje resztki! — jęknął Francisco z udawanym wyrzutem i nawet nie zauważył, kiedy przeszedł na hiszpański. Jakoś łatwiej mu się tak mówiło po alkoholu. Nie musiał się zbytnio skupiać na tym, jak wymawiać odpowiednie słowa, a Sebastian rozumiał go, bo w końcu uczył się hiszpańskiego siódmy semestr.
Argentyńczyk uniósł się, ale gdy stanął, nagle mocniej zakręciło mu się w głowie i złapał się kolegi za szyję, by nie upaść. Objął go przy tym dość mocno.
— I właśnie dlatego zabrałem ci te resztki — Sebastian powiedział z powagą, nie odsuwając go od siebie, tylko patrząc na niego z bliska. — Usiądziesz może jednak? Gdzie cię nosi? — spytał, samemu mówiąc po angielsku z tym samych przyczyn i czując, jak mu jest przyjemnie lżej. Miał jeszcze trochę do dopicia i cieszył się, że pije wolniej.
— Gdzie oczy poniosą! Na spacer bym chętnie poszedł, gdyby nie to, że wylądowałbym pewnie na dywaniku u twojego ojca! — Francisco zaśmiał się, mówiąc szybciej, gdy używał swojego narodowego języka, ale na szczęście drugiego chłopaka dość wyraźnie. Chociaż, trzeba było przyznać, że po alkoholu miał jeszcze większą chrypkę niż zwykle. — I niiiiic by mi nie pomogło, że jestem przyjacielem juniora Mossa — dodał, mrużąco oczy i przypatrując się twarzy niewiele wyższego od siebie chłopaka. Wciąż trzymał go za szyję i lekko się chwiał.
— Masz rację, nic by ci nie pomogło, więc sadzaj ten swój tyłek z powrotem na łóżku, ale już i bez dyskusji. Jak tak mi zajmujesz ręce, to sam nie mam się jak napić — pogonił go, pchając tym razem do tyłu, aby ten go puścił i usiadł.
Kiedy Argentyńczyk upadł na materac tyłkiem, bynajmniej nie puścił szyi Sebastiana, jakoś znajdując w niej oparcie, bo czuł, że zaraz przewróciłby się na podłogę. Śmiał się przy tym nawet do momentu, kiedy nie odkrył, jak blisko jego twarzy znalazła się w tym momencie twarz drugiego chłopaka, kiedy mimowolnie pociągnął go bardziej w dół. Wpatrzył się w nią, jakby ujrzał ją pierwszy raz, a jego duże oczy ulokowały się w brązowych tęczówkach Sebastiana.
Ten podpierał się po bokach jego ciała, leżąc na nim i próbując się podnieść.
— I to jest ta twoja głowa. No, nie powiem, dobrze, że tego więcej nie kupiłem, bo byś mi tu robił striptiz, tańcząc na łóżku — żachnął się, ale lekki uśmiech nie schodził mu z twarzy. Nie miał nic przeciwko temu, że drugi chłopak był blisko, jednak uważał, że nie jest to odpowiednia pozycja, w której powinni się znajdować.
— Chciałbyś! — Francisco posłał mu szeroki uśmiech i wciąż badał jego twarz spojrzeniem, dość głupio się na nią zapatrując. Wszystko szumiało mu w głowie, Sebastian dziwnie się kręcił, a on czuł tak specyficzną lekkość. Było mu przyjemnie, a zapach drugiego chłopaka w tym momencie wydawał mu się wyjątkowo przyjemny. Taki świeży, przyciągający. I te jego mrużące się oczy, uśmiechając się usta… Nawet się nie spostrzegł, kiedy niespodziewanie wychylił się, równocześnie przyciągając go mocniej i pocałował z rozpędu w wargi.
Sebastian bardzo mocno się zdziwił, kiedy poczuł na swoich wargach te pełne, często rozciągnięte w szerokim uśmiechu, ale co ważniejsze, należące do innego chłopaka. Aż zamarł z szeroko otwartymi oczami.
Co to miało niby być…?
— Francisco…? Puścisz mnie i wyjaśnisz mi, co właśnie zrobiłeś? — spytał, starając się zachować w wyważony sposób.
Francisco reagował bardzo powoli. Najpierw jego powieki zaczęły się szerzej otwierać, potem policzki spłoniły się mocniej niż te Patricka, gdy odkrył, co rozbawiło publiczność. Potem zakrył sobie usta dłonią i szybko poderwał się z łóżka, wysuwając się spod Sebastiana. Przewrócił się, zarył kolanami o podłogę i ponownie wstał.
— Ooooo, Chryste! — jęknął, cofając się kilka kroków. — Ja, ja, ja… wybacz, przepraszam, nie wiem, co…! — mówił w swoim narodowym języku, nie wiedząc, gdzie podziać oczy.
Sebastian na widok jego rozgorączkowania wziął głębszy oddech. Pamiętał, jak ostatnim razem sam wybuchł i w efekcie jeszcze bardziej zdenerwował Francisco. A wtedy nijak nie będzie mógł z nim porozmawiać i wyjaśnić, co się właśnie stało.
— Okej, okej, tylko spokojnie. Wszystko da się wyjaśnić… tylko trzeba to wyjaśnić — tą wypowiedzią jednak sam upewnił się, że jest zdenerwowany.
Francisco kilka razy zacisnął i rozluźnił pięści i odetchnął głęboko. Znowu się cofnął, aż wpadł na drzwi szafy.
— To było… impulsywne i… bo byłeś tak blisko… — jęknął, wskazując go ręką, jakby to była jego wina. Był czerwony jak burak i teraz wyglądał na jeszcze bardziej podenerwowanego niż po tej akcji z kradzieżą jego ubrań.
— Okej, czyli… — Sebastian odetchnął ciężko, zakręcił się w miejscu i usiadł na łóżku. Sięgnął po resztki wina i wypił je. Nie mogło to pomóc, ale szkoda było mu to marnować. — Dobra, spokojnie. Takie rzeczy się zdarzają. Zdarzyło ci się już cos takiego? — ostatnie pytanie zadał współlokatorowi.
— Nie! — Francisco zakrzyknął, jakby usłyszał obrazę. — Nie jestem gejem!
Sebastian uniósł dłonie w obronnym geście. Miał wrażenie, jakby rozmawiał z przestraszonym zwierzaczkiem.
— Spokojnie, spokojnie, to nic złego! Ale rozumiem, nie jesteś gejem. Spoko, tylko nadal nie wiem, czemu mnie pocałowałeś? Czy wolisz, abyśmy udali obaj, że nic się nie stało?
Francisco jęknął żałośnie i osunął się plecami po drzwiach szafy. Gdy już siedział z podkulonymi kolanami, przejechał po twarzy dłońmi kilka razy.
— Nie, bo ty będziesz myślał, że nie chcę o tym rozmawiać, bo na ciebie lecę, a potem będzie dziwnie, a ja cię bardzo, bardzo lubię — odpowiedział, nie zauważając nawet, jak dziwnie ostatnie słowa mogły brzmieć w kontekście tego, co się wydarzyło.
— Więc? — Sebastian nie ruszył się ze swojego łóżka, patrząc jednak w miarę spokojnie na współlokatora. Oczy trochę błyszczały mu od alkoholu, nadal było mu ciepło, ale czuł się w obowiązku być tym rozsądniejszym.
Francisco za to zupełnie nie wiedział, jak się zachować. Nawet nie umiał wyjaśnić swojego zachowania! Sebastian po prostu był tak blisko i tak dziwnie przyciągnął go swoją osobą, a on nawet nie zauważył, jak szybko zaczął się do niego zbliżać, odkąd się poznali. Naprawdę go polubił, dobrze mu się spędzało z nim czas i lubił go dotykać… Od razu przypomniały mu się te chwile, kiedy z kuzynem i jego kumplem oglądali filmy porno i siedząc obok, trzepali sobie. Czy to już było… gejowskie? Czy dlatego tak się wtedy Sebastian zdziwił, kiedy mu o tym opowiedział, bo już w myślach oceniał go jako geja? Ale przecież nie był gejem! To po prostu… po prostu jego współlokator był taki miły, wysoki, uśmiechał się przyjemnie, mrużył zabawnie oczy i…
Jęknął znowu i schował twarz w kolanach.
— Nie wiem…
Sebastian westchnął ciężko. Co on miał niby zrobić z tym chłopakiem? Nie był Julesem Foxem i nie mógł podejść, pocałować go i jakoś w tę stronę pociągnąć sytuację. Był sobą, ale jednocześnie nie chciał teraz krzyczeć na Francisco za to, że go pocałował. Nie brzydził się tym, tylko zwyczajnie nie czuł, aby go coś do niego ciągnęło. Znaczy, widział, że jest przystojny i na swój sposób uroczy w tej swojej nieporadności, ale przecież nadal był chłopakiem. Do tego ze śladowym zarostem na szczęce i zdecydowanie niemający w sobie nic z dziewczyny.
Chwilę tylko tak siedzieli, nic nie mówiąc, dopóki Francisco nie zaczął się mozolnie podnosić z podłogi. Chyba trochę otrzeźwiał, bo nie chwiał się tak bardzo. Nie patrzył jednak na Sebastiana, tylko skierował się do drzwi.
— Muszę iść do łazienki — poinformował go. Było mu tak bardzo wstyd! Czy mógłby zrobić coś gorszego?!
— Ale dobrze się czujesz? — Amerykanin wstał. Dziwna sytuacja się między nimi wytworzyła, ale miał nadzieję, że Francisco nie zrobi przez to niczego głupiego. — Wiesz… nie musisz się tak stresować, głupsze rzeczy się zdarzały.
— Ja po prostu nie chcę, żebyś na mnie dziwnie patrzył. Lubię dziewczyny, nie chcę, żebyś się mnie brzydził. — Francisco odwrócił się do niego, gestykulując rękoma. — Widziałem, jak tu się na takich patrzy, jak Erika prześladowali i jak się z Julesa śmieją czasami, a ja nawet nie jestem gejem — powtórzy jak mantrę, krzywiąc się boleśnie.
— Przecież nikt z ciebie się nie będzie śmiać. Kto niby miałby komukolwiek powiedzieć, hm? Ja? Też przecież dostałbym taką samą łatkę. Nie wygłupiaj się. Nic się nie stało. Za dużo wypiłeś i tyle — Sebastian uspokoił go, chociaż i tak podniósł odrobinę głos.
— Nie mówię o kimkolwiek tylko o tobie! — Francisco również zareagował żywiej i trącił go palcem w klatkę piersiową. — Żebyś ty się na mnie dziwnie nie patrzył i nie mówił, że ooo, „gorsze rzeczy się działy, wypiłeś za dużo i tyle”, a sobie myślisz, że ja… że ja… że lecę na facetów, że tak robię częściej i… i cokolwiek!
Sebastian westchnął głębiej. Kilka nienajlepszych opcji wybrnięcia przychodziło mu do głowy, wybrał w końcu jedną. Miał nadzieję, że najlepszą z tych wszystkich.
— No i nawet jeśli? To co? Co się stało, to się nie odstanie dlatego, że uciekniesz. Już ci przecież o tym, do cholery, mówiłem. Postaw się trochę.
— Hoho! To teraz masz mnie nie tylko za geja, ale i za cipę! — wybuchnął Francisco, który najwyraźniej nie otrzeźwiał tak, jak mogłoby się wydawać. — I to twoja wina była! Bo ty jesteś taki…! — dodał mało precyzyjnie, pchnął go jeszcze raz i wyparował z pokoju.
Sebastian miał ochotę krzyknąć. Zamiast tego tylko zacisnął mocno zęby, schylając się i zaciskając pięści. Potem wypadł zza współlokatorem i wszedł za nim do łazienki. Pustej łazienki, bo najwidoczniej kółko spirytystyczne już znalazło inne miejsce swoich polowań. I nim Francisco gdziekolwiek zdołał się schować, chwycił go za ramię i pociągnął w swoją stronę. Z impetem, aż uderzając w jego nos, pocałował go.
— Masz! Po równo teraz. Nie masz już argumentów. I ochłoń trochę! — syknął na niego, puścił go i wrócił do pokoju szybkim, nerwowym marszem.
Francisco nie wracał bardzo długo. Tak naprawdę za oknem zdążyło zrobić się już zupełnie cicho, żadne odgłosy imprez nie dochodziły z korytarza. Wskazówki na zegarze przesuwały się wyjątkowo powoli, więc Sebastian po jakimś czasie usiadł przed laptopem i włączył sobie film. Całkowicie opróżniona butelka stała obok jak jeden wielki wyrzut. Szklanki podobnie. Pomięta pościel na jego łóżku też przypominała o tym, co się wydarzyło, ale udało mu się w końcu skupić na fabule i na chwilę oderwać myśli od Francisco. Do czasu, aż nie usłyszał powolnego otwierania drzwi, gdy do środka wszedł jego współlokator.
— Przepraszam — powiedział cicho, przystając, gdy tylko zamknął drzwi.
Sebastian westchnął ciężko, zastopował film i słabo się uśmiechnął.
— No, okej, spoko. Gdzie byłeś? — spytał go z troską w głosie.
— Piętro niżej… W pokoju wspólnym, kolega z geometrii grał na Play Station i się dołączyłem.
— Ochłonąłeś trochę?
— Si. Głupio mi, że tak zareagowałem. Zdenerwowałem się… — Francisco potarł się po włosach i w końcu ruszył przez pokój, by usiąść na swoim łóżku.
— Rozumiem. Dziwna sytuacja, więc naprawdę, w pełni zrozumiałe — Sebastian spróbował go jeszcze jakoś podnieść na duchu. I siebie chyba też, bo mimo upływu czasu, nadal nie był pewny, co tak właściwie znaczył ten specyficzny pocałunek.
— Powinniśmy się wybrać w któryś weekend do miasta, do jakiegoś klubu — Francisco dodał z większym zapałem, który jednak wydawał się wymuszony, jakby chciał nadać tej rozmowie na siłę lekki wydźwięk. Zresztą, Sebastian zauważył, że nie był dobrym kłamcą, a jego reakcje zawsze były tak żywiołowe i szczere, że od razu dało się zauważyć, kiedy był spięty. — To wszystko może przez to, że tu tyle chłopców i… Wiesz, fajnie by było poderwać jakieś dziewczyny, potańczyć trochę. Co ty na to, hm?
— Jeśli chcesz to spoko. Oczywiście jeśli na weekend nie zaplanują nam żadnego zadania. I nie wiem czy na ten. Na niedzielę jestem umówiony z Patrickiem, a znając jego, będzie trzeba wstać skoro świt. Wolałbym chociaż przespać te sześć godzin. Ale na przyszły tydzień albo w któryś dzień co mamy na późniejszą godzinę następnego dnia, pasuje? — Sebastian ciągnął ten temat, dając chłopakowi uwierzyć w swoje słowa.
— Jasne! — Francisco podchwycił i uśmiechnął się do niego. — Na pewno znajdziemy jakiś dzień, który będzie nam pasował. Rozerwiemy się trochę, a i muszę w końcu poderwać jakąś Amerykankę. — Zaśmiał się na koniec, myśląc jednak o tym, że pocałował dzisiaj Amerykanina i okazało się, że ten ma bardzo miękkie wargi. Przesunął nerwowo dłońmi po swoich kolanach i dodał: — To… jest między nami w porządku, co?
— Przecież ci już mówiłem, że tak. Nie możesz aż tak się denerwować. Tym bardziej, że ja jestem po twojej stronie. Siedzimy w tym razem, a poza tym jesteś moim współlokatorem i kumplem. Naprawdę, jest okej.
Francisco uśmiechnął się do niej lżej, jakby te słowa sprowadziły na niego ulgę. Odetchnął głębiej i skinął na jego komputer.
— Przerwałem ci, oglądaj. Ja pójdę się umyć, bo cuchnę i… No — skończył płasko, uniósł się i zaczął zbierać wszystko, co było mu potrzebne do łazienki.
— Jasne, też skończę to oglądać i pójdę się umyć — Sebastian podchwycił temat, uznając, że na dziś sensacji i trudnych rozmów im wystarczy. Zresztą, sam był nimi trochę zmęczony, bo nie wiedział do końca, jak się do sytuacji odnieść. W końcu nie było tak, że nie lubił Argentyńczyka, tylko… nie był gejem.
Francisco pomruknął coś na potwierdzenie i zostawił go wreszcie samego. W łazience, nim wszedł pod prysznic, przystanął przy umywalce i spojrzał na swoje odbicie. Brązowe oczy, burza kręconych, ciemnych włosów, śniada cera i chyba jakiś urok, na który dziewczyny w jego rodzinnym mieście leciały. Nigdy nie miał problemów z powodzeniem i lubił to. Lubił spędzać czas z dziewczynami, zabierać je na randki, tańczyć i oglądać wspólnie filmy. Dlaczego więc pocałował chłopaka? I dlaczego akurat Sebastiana, skoro to na jego przyjaźni mu zależało?
Odetchnął głębiej i wszedł w końcu pod prysznic. Normalnie to pewnie właśnie by się masturbował. Robił to niemal codziennie, bo jak większość nastolatków miał dużą chcicę. Ale teraz jakoś nie mógł. Nie że nie chciał. Po prostu wiedział, że i tak nie będzie sobie w stanie teraz wyobrazić krągłych piersi, tylko będzie myślał o tym, co się stało, a nie zamierzał sobie trzepać, myśląc o Sebastianie. W końcu nie był gejem!
Umył się dość szybko, w chłodnej wodzie, dlatego gdy wyszedł z łazienki, marzyło mu się tylko zakopanie w kołdrze i pójście spać. Wrócił do pokoju, powiesił ręcznik na oparciu krzesła i podążył do swojego łóżka.
— Idę spać, Sebastian. Dobranoc — wychrypiał do swojego współlokatora przyjaźnie i szybko odwróciwszy się do niego plecami, położył się.
— Jasne. Nie budzić cię rano? — ten upewnił się jeszcze, patrząc na niego wąskimi oczami, które naturalnie były jakby cały czas napuchnięte.
— Nieee, wreszcie się wyśpię. — Francisco zdecydował się na niego obejrzeć i uśmiechnąć do niego. A uśmiech samoistnie się poszerzył, kiedy zobaczył tę przyjemną, całkiem przystojną twarz Sebastiana.
— To śpij. Wezmę słuchawki, aby ci nie przeszkadzać — ten dodał jeszcze, wstając, aby zrobić, co powiedział. Zgasił przy okazji światło i w końcu położył się na brzuchu przed swoim laptopem, aby obejrzeć do końca, a przy okazji nie przeszkadzać współlokatorowi.
Francisco jeszcze chwilę na niego patrzył. Na to, jaki był wysoki i teraz jego stopy lekko wystawały za łóżko. Jaki miał przyjemny dla oka profil i jaki był w tym wszystkim spokojny i opanowany. On sam musiał przy nim wyglądać na totalnego nerwusa.
Skrzywił się i w końcu ponownie odwrócił się do ściany, by wreszcie zasnąć z nadzieją, że ich kontakty przez ten dziwaczny wieczór nie zmienią się na gorsze.

*****

Wpisy do Dzienniczków tym razem:

Patrick Bright – 23.09

Sebastian Moss – 21.09 i 27.09

14 thoughts on “Project Dozen – 14 – Upokorzony, zawstydzony, zaskoczony

  1. Katka pisze:

    Basia, zadanka mijają powoli, ale sukcesywnie! :) Kolejne za nami, ale jeszcze wiele przed nami. Och, a ten pocałunek… cóż, wiele namiesza w głowach chłopaków ;) Pozdrawiamy również cieplutko ;)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    fantastyczny rozdział, no i jest kolejne zadania za nami i wszystko na Patricku… w końcu Sebastian i Francisco mogli wypić to wino i ten pocałunek….
    dużo weny…
    Pozdrawiam serdecznie i ciepło

  3. Katka pisze:

    Vivi, haha miło nam, że się jarasz :D A szczurki mogą zapisać kolejną osobę do swojego funclubu, hehehe. Dzięki za komentarzyk :)

  4. Shivunia pisze:

    Margotx >> hie hie hie, widzę dziurę w twoim planie. Kiedy nas zabijesz, to już będzie pewniak, że nie będzie kolejnej sceny ;)

  5. Margotx pisze:

    Dziewczyny, powiem tylko tyle, że mam ochotę Was zabić, także radzę grzecznie żeby sceny z W&T były fajne i to w następnym rozdziale @.@

  6. Katka pisze:

    Margotx, normalnie aż mam wyrzuty sumienia… Tak serio. Kurcze, uwierz mi, że chciałabym zadowolić wszystkich, bo i wiem, jak to jest „czekać na swoją kolej”, że gdy opko jest wielowątkowe i w kolejnym rozdziale nie pojawiają się faworyci, to człowieka sięga frustracja. I domyślam się, że to, co nam piszesz, to zaledwie cząstka tej frustracji jaką czujesz i tak na serio klniesz na nas, że jesteśmy podłe i durne i nie dbamy o Was XD Nie no, ale serio, no nic z tym nie zrobimy, naprawdę się nie da ;( Przynajmniej na chwilę obecną, więc może żyj nadzieją, ze się uda to naprawić jakoś. I nie wiem, czy to Cię pocieszy ale wczoraj akurat pisałyśmy Dozeny (wreszcie, bo dawno nie pisałyśmy z racji innych planów) i powstały dwie sceny z Woody’m. Wiem, ze to małe pocieszenie, ale no nie wiem, co innego powiedzieć, bo nie umiem na to nic zaradzić. Tak jak polecałam Yaoistce – ostatnie dni konkursu memowego są, zawsze można zawalczyć o bonus i poprosić o swoją parkę XD Uch, uch, ściskamy cieplutko i no, mamy nadzieję, że jednak cierpliwość Cię nie opuści ;*

    Bebok, właaaaśnie, ludzie szybko znajdują inne rozrywki, a to jednak jest często rzecz, o których nastolatki zapominają. Wydaje się im, że to, co się stało, zostanie zapisane w podręcznikach od historii i każdy na świecie dowie się o ich pryszczu XD No ale co się Patrick nacierpieć musiał, to się nacierpiał. A co do Frania i Sebcia, tak, długa droga przed nimi, bo chyba ta scena pokazała, że oni średnio ogarniają temat XD I wiele dziwnych emocji im w tym towarzyszy, więc… no muszą się rozwinąć. Btw to w Twojej szkole fajnie było XD Ale szkoda, że kartki z tekstami, a nie sprey jakiś czy farba na ścianach XD

    CaramelVincent, myślę, że wrażenie, że dzieje się wooolno jest spotęgowane właśnie tym, jak rzadko są rozdziały. Ale de facto pojęcie „rzadko” jest względne – bo PD wychodzi rzadko tylko w obliczu tego, jak często dodajemy inne rozdziały opowiadań, a jednak w sieci czasem ludki dodają rozdziały jeszcze rzadziej. Choć w tym całym marudzeniu doszukuję się pozytywnej iskierki, że nie marudzilibyście, jakby nie było to wciągające opko XD A w ogóle, haha, spodobało mi się Twoje „łapie samolot by odlecieć do krainy miłości” XD Do tego jeszcze troszkę, ale może już lot sobie zabukował. Pytanie, kiedy wsiądzie do samolotu…

    O., nooo, do macanek to jeszcze troszkę, bo obaj chłopcy nie mają pojęcia o tym, co czują i do czego ich ciągnie. Jest to dla nich bardzo nowe, więc już sama inicjatywa buziaczkowi to takie „WOW, WOW!”. W ogóle oziębły Sebastian i gorący Franio… lubię to. W sumie prawda, Sebcio to bardziej chłodna głowa, a Franio nie wie, co znaczy „najpierw myślę, potem robię”. I cieszy nas, że Jules i Eric też wzbudzają dobre odczucia, w sensie tego „macanka”. A Słodki flirt – nie kojarzę przyznam. I haha nie wiem czy była orgia z duchem, ale chyba nie, bo pewnie go nie znaleźli XD Może ktoś jednak wyczarował jakąś dmuchaną lalę.

    Saki, oj tam, oj tam, wcale nie zaniedbujesz! Jesteś jedną z czytelników, którą widzę bardzo często w sekcji „komentarze” ostatnio :D Patrick rzeczywiście oberwał, należało się, ale masz oczywiście rację – nikt nie lubi być poniżanym, a poniżanie jest złeee. Dlatego to tylko w opowiadaniach, nie próbować w domu. Tfu w szkole. I tak jak inni – dobrze widzisz, że jeszcze wiele przed Sebciem i Franiem, bo jednak chłopcy nie są nawet w takim stadium jak Woody czy Tomas, jeśli chodzi o ich seksualność. To chłopcy, którzy są przekonani, że lecą na laski. Mają więc troszkę barier do przełamania. Pozdrawiamy również! :)

    *-*, yey, uszczęśliwiony głos w komentarzach XD O zamyśle autorek nic nie powiem, oczywiście, spoilery to zło i takie tam. Ale wyobraźni jak najbardziej możesz pozwolić na działanie :D A druga para o której mówisz… Hehe, tak samo, pozostawiam wszystko domysłom i wyobraźni :D Bardzo nam miło, że tak lubisz to opowiadanie!

  7. *--* pisze:

    Doczekałam sięęę… T.T W koń-cu!
    Fransisco&Sebastian to mój ulubiony team tego sezonu, radabym zobaczyć ich „biżej” ale nie chcę sobie za wiele na razie wyobrażać… @>@ Bo może zamysł autorek jest inny? ( Oby nie? ;) )
    Na drugim miejscu plasują się podobnie, już wymienieni Trey&Woody i tutaj to samo względem przypuszczeń. Będzie przyjaźń czy „coś więcej”? Awww…
    Projekt Dozen obecnie zdecydowanie faworytem wśród opowiadań.

  8. saki2709 pisze:

    Jakoś ostatnio zaniedbuję komentowanie. Muszę coś zrobić z tym moim lenistwem.
    Hahaha. Patrick’owi się dostało XD Powiem jedno: należało mu się. Wiem, jestem wredna, ale temu gościowi ktoś musiał w końcu nosa utrzeć, bo za bardzo się szarogęsi. Nie lubię go, choć… troszeczkę mu współczuję. Ale tylko troszeczkę. Nikt nie lubi być poniżany.
    Co do Foxa, to nie można mu zarzucić braku fantazji XD Nieźle przewodniczącego załatwił. Cała szkoła miała polew, a on biedny nie wiedział, o co chodzi XD
    A teraz moje kochane szczurki. Szczerze,to liczyłam na coś więcej, ale dobre i to. Na Sebcia trzeba znaleźć sposób, bo widzę, że ma całkiem mocną głowę. A przynajmniej mocniejszą od Frania. No cóż… Pierwszy pocałunek mają za sobą. W sumie drugi też XD A teraz czekam na rozwój sytuacji. Sebcio się aż tak bardzo nie wkurzył, więc wszystko jest na dobrej drodze. Choć coś mi mówi, że jeszcze wiele przed nimi.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
    Było trochę literówek, ale, wybaczcie, nie chce mi się ich teraz wszystkich wypisywać.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  9. Margotx pisze:

    Świadomość, że trzeba na następny rozdział czekać pół miesiąca skutecznie psuje mi humor, naprawdę nie ma żadnego sposobu żeby wstawiać jeszcze jeden rozdział tego opowiadania miesięcznie? Trochę lipa aktualnie jak tak widzę po komentarzach… Oczywiście nie hejtuję Was dziewczyny, bo robicie dobrą robotę, ale cóż… Tłum się domaga :|

  10. O. pisze:

    Ejjejejejejejejeejjejejeje </333333333333333333333 Nie odwzajemniony pocałunek? A później taki "a masz, a co mi tam"… To smutne! Liczyłam na jakieś macanki obiecanki *.* Ale mam nadzieję, że któregoś dnia do nich dojdzie!!!!!!!! Że oziębły Sebastian zdominuje gorącego Franusia <33333333333333333333333333333333333333333333333333333
    Hahaha od teraz gdy będę patrzeć na cukierki propolisowe (czy jak się tam zwą, te takie co w aptece można też kupić) będę uważała żeby nie mieć w moim ulubionym kolorze ząbków :D Fajna akcja xD Ciekawe jak ją Eric w pokoju skomentował :D Ich macanki też byłyby fajne :D W sensie Erica i Julesa :D Patric kojarzy mi się z Natanielem z gry Słodki Flirt ;oooo Nie wiem czemu xD
    Duch Marylin…. Co oni brali? I później była orgia z duchem? xDD

  11. CaramellVincent pisze:

    Rozdział niezły ale mam ból dupy że tak rzadko dodawane są kolejne i że akcja rozwija się bardzo powoli w moim mniemaniu :c Jestem bardzo ciekawa co wyjdzie z tej dziwnej relacji Sebastiana z Francisco. Widać że latino już powoli łapie samolot by odlecieć do krainy miłości do Seby ale ten drugi wydaje się być bardzo oziębły i jakoś nie potrafię wyobrazić sobie happy endu a szkoda

  12. Bebok pisze:

    Podzielam żal Margotx choć ja rozdział przeczytałam xd Ale serio… Wooodyy <3 Mam szczerą nadzieję że w następnej notce będzie! Stęskniłam się a tu znowu tyle czekania ;/
    Ale, ale… rozdział! Patrick ;D Mam wrażenie że nie ma zbyt wielkiego grona osób które szczerze go lubią xd Nie przepadam za osobami jego pokroju choć przyznam, że trochę mi go żal, w końcu upokorzono go przed całą szkołą, ale ludzie szybko znajdują nowe rozrywki więc prędzej czy później o tym też zapomną. Ciekawe jak to się odbije na jego kandydaturze na przewodniczącego xd biedactwo ;P
    Francisco ;D Wiedziałam że to wyjdzie z jego strony! Choć późniejsza panika nieco zbiła mnie z tropu…. w końcu był pijany, to niezła wymówka… Wgl… potem jak Seba mu "oddał" xd Słodko :) Długa droga przed nimi o ile coś się z tego rozwinie bo biorąc pod uwagę panikę po buziaku, przypadkowe "coś więcej" sprowadzi apokalipsę ;P Oj Franio, Franio…
    Wywoływanie ducha Marylin Monroe… WTF? "Spierdoliła do komnaty tajemnic" xd padłam ;P u nas jeszcze za czasów licealnych ktoś kiedyś porozwieszał kartki z tekstami: "strzeżcie się wrogowie dziedzica" i ofc "komnata tajemnic została otwarta"

  13. Margotx pisze:

    No nie wierzę, że nadal nie ma nic o Treyu i Woodym :/
    Przeleciałam wzrokiem rozdział i się załamałam, nawet tego nie czytałam, ech… ale żal, cały miesiąc czekania i nic. Ja to jednak mam pecha, jak coś mi się sposoba to zawsze się coś dzieje i kończy :(
    I kolejne dwa tygodnie czekania przed nami, pozdrawiam :(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s