Across The Cursed Lands II – 38 – Trochę na zapas

Dawno nie był w domu tak długo. Aż czasami zastanawiał się, czy dom, jaki miał z Maverickiem, nie jest bardziej domem tylko partnera. Byli czasem tak długo rozdzieleni przez pracę, jaką wykonywał… Czuł się z tym zarówno źle, jak też miał to poczucie spełnienia. Było mu przez to zawsze dziwnie, tak, jakby musiał wybierać między ukochanym mężczyzną a pracą, która daje mu satysfakcję, dzięki której wie, że jeszcze do czegoś się nadaje. A były dni, że w to wątpił, że ciało bolało go na tyle, że nie wiedział, czy jeszcze do czegoś się nadaje, czy nawet jest w stanie być dobrym kochankiem dla ukochanego.
Dziś jednak nie był taki dzień. Czuł się dobrze, był nawet wypoczęty, a do tego znowu zmierzał do wspólnego domu, gdzie czekała na niego miłość jego życia. I przynajmniej kiedy rankiem wyjeżdżał do miasta, aby uzupełnić zapasy, ten był w dobrym humorze.
Lato powoli się kończyło, ale wciąż dopisywała pogoda, co też przekładało się na nastrój Mavericka. Nie było problemów z suszą ani z nadmiarem opadów. Bydło dobrze się chowało, mutacje nie atakowały, a ryb w jeziorze było pod dostatkiem.
Kiedy Nicholas był już bardzo blisko domu, usłyszał głośny gwizd od prawej strony, a kiedy się tam obejrzał, zobaczył galopującą w jego stronę Nacomę oraz jej jeźdźca — swojego kochanka. Kapelusz podskakiwał na jego plecach, związany z przodu sznureczkiem, a sam Maverick wyglądał na pogodnego. Musiał wybrać się na przejażdżkę, bo nie miał ze sobą nic do łowów ani żadnych juków przy siodle.
Generał uśmiechnął się bokiem ust. Ducha nie popędzał, nie było sensu. Ten więc kroczył swoim rytmem, ciągnąc wyładowany wóz i właściciela.
— Hej! — krzyknął mężczyzna do zbliżającego się.
Kasztanka Mavericka zadrobiła w miejscu, gdy znalazła się tuż obok wałacha i parsknęła kilka razy.
— Hej. Jak udały się zakupy? — Maverick zagadał partnera, oglądając się na wóz i przeczesując w tył pofalowane, ciemne włosy.
— Dobrze, kupiłem wszystko z twojej listy i jeszcze kilka rzeczy. Co by nic ci nie zabrakło i byś nie musiał wypuszczać się do miasta — zaśmiał się krótko. Nagle nabrał ochoty, aby pocałować mężczyznę będącego tuż obok. Ale ten był za daleko.
Na jego śmiech jednak odpowiedział przyjemnym dla oka, łagodnym uśmiechem.
— Dziękuję. To mi znacznie ułatwia — zapewnił, już stępem idąc u jego boku.
— Nie ma sprawy. Od tego w końcu jestem. A ty co robiłeś? — spytał Nicholas, powożąc niespiesznie. Lubił takie leniwe sytuacje między nimi. Tym bardziej, kiedy słońce przyjemnie oświetlało opaloną skórę Mavericka, a ten nie miał do niego żadnych pretensji. Najwyraźniej fakt, że już ponad tydzień był w domu, znacznie uspokajał jego nerwy. Niewątpliwie starszy mężczyzna nie lubił, gdy tylko wpadał do domu na dzień czy dwa, a potem wyjeżdżał na kolejny miesiąc.
— Rano naprawiłem tę nogę od stołu, którą obgryzł Flap. A teraz przejechałem się w teren. Jest dobra pogoda, korzystam.
— Mogłeś pojechać ze mną. Ale nic, tak gadam tylko. Myślałeś nad jakąś strawą? — zainteresował się Nicholas, nie chcąc wchodzić na grząski grunt ciągłego przebywania Mavericka na ranczu. Jeśli było miło, to wolał to zatrzymać.
— Zając wpadł rano w jedne sidła. Upiekę część, a na drugiej zrobię zupę. Przynajmniej tutaj dobrze zjesz, bo gdy wrócisz do kwatery, pewnie nie będziesz mieć czasu na nic pożywnego — odpowiedział Maverick, prowadząc Nacomę odrobinę bliżej, jakby zamierzał się zetknąć nim łydkami.
— Nie głodzę się tam, też dobrze jadam, ale nie domowo. Niestety — Nick złagodził swoją wypowiedź ostatnim zdaniem. Nie chciał urazić partnera, ale w Kansas City też nieźle jadał. Chociaż nie zawsze. Miał jednak kilka swoich ulubionych jadłodajni.
— Kiedyś… — Maverick zaciął się i na moment zapatrzył się przed siebie, na zarys domu, który widać było w oddali. — Kiedyś znowu tam z tobą pojadę — skończył dość nieobecnym głosem. Jakby były to marzenia bądź obietnice bardzo dalekosiężne.
Nick uśmiechnął się do siebie.
— Nie musisz się zmuszać. Też cię przecież nie zmuszam. Tłumaczę się tylko, że jakoś o siebie tam dbam.
Maverick skinął głową, chociaż łatwo dało się odczuć, że nie jest całkowicie uspokojony, że jednak coś go dręczy. Nie powiedział co ani dlaczego. Tylko obejrzał się na Nicholasa i przemknął spojrzeniem po całej jego twarzy.
— Czasami podziwiam cię, że wciąż to robisz.
Nick ściągnął brwi pytająco.
— Ale że co?
— Jeździsz tam, działasz, walczysz o pokój w kraju… Podziwiam, że Adela to robi, że Show to robi. I nie dziwię się Jess, że to zostawiła.
— Jess zniknęła — odparł od razu ostrzej Nick. Wbrew sobie. Jeśli jego siostra by to zostawiła, to chyba miałby jej to mniej za złe niż to, że po prostu pewnego dnia słuch o niej zaginął. — A resztę… nie wiem, Mav. To nasza decyzja, tak jak twoja, że tu jesteś.
Oblicze jego kochanka od razu się ściągnęło. Jego obandażowane dłonie na moment mocniej zacisnęły się na lejcach.
— Po prostu nie umiem już inaczej — ni to wydusił, ni to wycedził, więc trudno było powiedzieć, czy jest to wyrzut, tłumaczenie się, czy cokolwiek innego.
— I nikt cię za to nie wini. Jest tak, jak chcesz, przecież wiesz — Nick uśmiechnął się do partnera, chociaż chciał, aby ten był bardziej aktywny w agencji; dzięki temu spędzałby z nim więcej czasu.
Kiedy Maverick popatrzył na niego, w jego oczach generał ujrzał napięcie, ale na szczęście mężczyzna nie chciał rozdrapywać tego tematu tak jak i on. Często się zdarzały kłótnie na ten temat, ale chyba i jemu udzielił się nastrój i pogoda, więc spokojnie dojechali do domu, powitani z ganku skrzekiem Flapa.
Maverick wziął z wozu jak najwięcej rzeczy, żeby jego partner nie męczył się przenoszeniem ich. Nie lubił widzieć na jego twarzy grymasu, więc starał się mu ułatwiać. Nie pytał, czy pomóc, nie sugerował, tylko po prostu to robił.
Zostawił Nacomę i podążył do domu ze wszystkimi workami, które zdołał unieść. Nick jednak skrzywił się z dezaprobatą, że ten bierze za dużo rzeczy. Sam więc zabrał resztę, wychodząc z założenia, że to on powinien nosić ciężary, skoro jest silniejszy i większy.
— W jednym z worków powinna być paczka ziół. Taka kobieta mnie na nie namówiła, ja się nie znam, ale ty chyba je lubisz.
— Dobrze, chętnie zobaczę — Maverick ucieszył się i postawił worki na stole w kuchni.
Była nieduża, trochę zagracona, ale po naprawieniu stołu rano trochę tu posprzątał, więc żadne garnki nie stały na szafkach, ani nic zbędnego nie walało się wokół. Nawet okienko nad jedną z szafek było uchylone, a do środka wpadało świeże powietrze. Nie mówiąc już o przyjemnym widoku, jaki rysował się zza niego.
Nick tylko mruknął na potwierdzenie i zajął się wypakowywaniem wszystkiego, co kupił. Był więc cały jeden wór wypełniony warzywami, bulwami różnych roślin, był też jeden pełen zboża oraz kukurydzy. Kupił też zapasy opatrunków, bandaży, maści, wszelkich rzeczy, na jakie namówił go farmaceuta w niedalekim mieście. Były też zioła, suszone oraz świeże, a także trochę mięsa drobiu, bo do tego, jako jednego z nielicznych, Maverick nie miał dostępu.
— W ogóle, wszyscy się jakoś dziwnie cieszyli, kiedy kupowałem jak na jakiś targ — zaśmiał się, wyjmując czy rozkładając kolejne rzeczy po kuchni i do składziku.
Starszy mężczyzna uśmiechnął się delikatnie, przepakowując wszystko do szafek.
— Wykorzystuję cię, jak już przyjeżdżasz — po tych słowach Maverick na chwilę się zaciął, jakby się wahał, czy dodać coś, o czym pomyślał. Ale w końcu uznał, że chce to zrobić. I Nicholas jak rzadko ostatnimi laty, usłyszał z jego strony flirt. — Trochę na zapas… całego — przy tych słowach Maverick spojrzał na jego krocze, odetchnął i schował kolejny bochenek chleba.
Nicholas zamarł i odwrócił szybko głowę do partnera. Aż strzyknęło mu w karku, ale nie przejął się tym, tylko większymi oczami patrzył na całą postać Mavericka. Był zaskoczony. I było to delikatne słowo.
— Tak? — spytał, przełykając ciężko ślinę i zapominając o dwóch batatach, jakie trzymał w dłoniach, bo chciał zapytać jeszcze sekundę wcześniej, czy mężczyzna by nie przyrządził ich na obiad.
Maverick znowu się do niego odwrócił i odpowiedział bardzo głębokim spojrzeniem. Jakby nie tylko chciał to pociągnąć, ale też uzyskać jakąś odpowiedź na swój flirt, upewnić go, że rzeczywiście myśli o tym, co jest między nimi… łóżkowego.
— Do tego też mi tęskno, kiedy wyjeżdżasz — odpowiedział niewymuszenie niższym głosem, na który wpływ miały emocje, które i jego przy tym ogarnęły.
— Tak? — Nick znowu odpowiedział niemądrze i odłożył pospiesznie bulwy byle gdzie, ale na bok. Otrzepał dłonie o spodnie i zbliżył się do partnera. Jego wzrok przesunął się po jego ciele. — Nie mówisz… tego zwykle — zauważył, samemu czując specyficzne spięcie sytuacją.
Mavericka zdradziło szybkie oblizanie warg. Kiedy Nicholas stanął odpowiednio blisko, jakby z wahaniem położył mu dłoń na biodrze.
— Nie mówię. Ale myślę. Często myślę o tobie… — szepnął i odetchnął. — Często marzę o tobie.
Nicholas odetchnął ciężko, napinając swoją dużą klatkę piersiową.
— Jak… marzysz? — spytał, zamiast podzielić się z partnerem tym, co sam myślał. Bo sam także pragnął być bliżej i częściej ukochanego.
— Że śpię w łóżku, jest ciemno i cicho… — zaczął Maverick, przesuwając powoli dłonią po jego boku. Był spięty, ale poza tym też w jakiś sposób pobudzony. — Nie słyszę Ducha, gdy przyjeżdżasz w środku nocy. Śpię więc dalej, a ty wchodzisz do sypialni, podłoga trochę skrzypi. Rozbierasz się… — przełknął ciężko ślinę. — Wsuwasz się pod kołdrę, sunąc dłonią po moim udzie…
Nicholas po raz kolejny odetchnął ciężko i z napięciem spojrzał na dłoń partnera. Dawno, naprawdę dawno się tak nie czuł.
— Jeśli udałoby mi się… przejść obok Flapa niezauważonym… — odetchnął, a jego wzrok przesuwał się to z ust Mavericka, przez jego szyję, klatkę piersiową, na ręce. Ta, która spoczywał na jego biodrze, delikatnie się zacisnęła, a sam Maverick wychylił się do masywnej klatki piersiowej generała i cicho wciągnął jego zapach.
— To tylko marzenia. Bo wiem, że po ciężkiej podróży, nie myślisz o mnie, tylko o łóżku — szepnął.
Nick zmarszczył się brzydko i fuknął pod nosem.
— Skąd możesz to wiedzieć z taką pewnością? — spytał, bo zasmuciły go te słowa. Co prawda często był wykończony po całej drodze, ale myślał też o kochanku. O jego ciele i tym, jaki musiał być ciepły i pachnący. Ale nie chciał go budzić.
— Bo łóżko lepiej cię zaspokaja i daje ukojenie po przebytej drodze — usłyszał od kochanka, ale nie dojrzał jego spojrzenia, bo mężczyzna wciąż miał delikatnie pochyloną nad jego torsem głowę.
Generał przełknął ślinę i sam ostrożnie sięgnął do ramienia partnera.
— Mmm… może masz trochę racji. Teraz twoje słowa nie dają mi ukojenia, a wręcz mnie… rozbudzają.
Głęboki, gorący oddech został wypuszczony na jego klatkę piersiową, a Maverick powoli podwinął palcami koszulę partnera.
— A teraz jesteś zmęczony wyjazdem do miasta? — zapytał, unosząc wreszcie wzrok na piwne oczy generała i delikatnie zmrużył swoje, jakby w trochę zachęcającym uśmiechu. Z nadzieją, że ten moment nie przerodzi się w sprzeczkę, a w coś przyjemnego.
Generał odetchnął po raz kolejny bardzo ciężko.
— Nie tak, aby przeszkadzało mi to, co robisz — odparł szczerze, mając nadzieję w oczach i w sercu. Chciał, aby to posunęło się… dalej. Jak najdalej.
Na razie była na to nadzieja, bo Maverick nie odsuwał się. Wyciągnął mu koszulę ze spodni, a następnie powoli zaczął ją rozpinać. Zaczynał od dolnych guzików, a jego usta niespodziewanie znalazły się na szczęce Nicholasa.
— Marzę też o tym, jak zaczynaliśmy — szepnął. — Gdy dotykaliśmy się wszędzie, by się poznać. Poczuć. Spróbować sprawić sobie nawzajem przyjemność…
Nick zamruczał nisko na znak, że rozumie. Sam zresztą tego pragnął, ale też był rad z tego, że zna już odpowiedzi na pytania, które kiedyś go męczyły. Teraz już wiedział, co Maverick lubi, gdzie, jak i jak mocno. Nie umiał tylko pojąć, czemu to jakoś dziwnie się zmieniało. Czemu boi się czasem wykorzystać swoją wiedzę.
— Teraz już to wiemy, czy… czy jest coś, co się zmieniło?
Maverick spiął się lekko, a jego dłonie zatrzymały się przy ostatnim guziku. Pod trochę rozchyloną koszulą widać już było część umięśnionego, owłosionego ciała.
— Ty mi powiedz.
Generał przełknął ciężko ślinę. Nie wiedział, jak od razu opowiedzieć na to pytanie. Zrobił więc to najprościej, jak umiał.
— Nadal kocham, kiedy ty mnie dotykasz. Nieważne jak, byle byś to był ty.
Po tych słowach ostatni guzik jego koszuli został rozpięty, a Maverick rozsunął ją na boki i subtelnie pocałował w środek klatki piersiowej.
— Pamiętam, kiedy pierwszy raz widziałem cię myjącego się w wielkiej, drewnianej balii — powiedział cicho i słaby uśmiech zabłądził na jego ustach. — Nie mogłem oderwać wzroku.
— Pamiętam, jak pierwszy raz świadomie się przed tobą rozbierałem. Bałem się, co sobie pomyślisz — odparł Nick w podobnym tonie. Jego sztuczna dłoń zwisała swobodnie wzdłuż ciała, a druga ostrożnie sięgnęła do włosów partnera. Uwielbiał jego lekko kręcone kosmyki i to, jakie były w dotyku. Dzięki temu nie myślał o tym, że nadal bał się tego, co Maverick sobie o nim myśli.
— Ja, że zauważysz, że patrzę. Wszystko, co robiłem, wydawało mi się podejrzane i nieostrożne — przyznał Maverick ciężkim od emocji głosem i przesunąwszy dłoń na kark Nicholasa, wychylił się do niego i pocałował. Zachłannie, z tęsknotą wyrażoną nie tylko w głębokim oddechu, ale i ciężkim stęknięciu, które z siebie wydał, gdy tylko ich wargi się zetknęły.
Młodszy mężczyzna stęknął z przyjemności i objął ukochanego w talii jedną ręką. Potrzebował jego bliskości, ale czasami też obawiał się, czy druga strona to odwzajemni.
Nie miał pojęcia, że tego samego obawia się Maverick. Że nie chce zajść za daleko, jeśli nie ma jasnego sygnału, że jest chciany. Bo był pewien, że tak nie jest, że Nicholas zbliża się do niego z litości, że robi to tak, jak stary mąż wobec starej żony, z przymusu. Aby tylko odwalić swój obowiązek, a myślami jest przy kimś młodszym, atrakcyjniejszym, ciekawszym. Ale równocześnie Maverick był tak stęskniony, tak głodny tej bliskości, że czasami starał się o tym nie myśleć, wmawiać sobie, że obaj tego chcą.
Teraz też jego myśli zdominowane były bliskością z Nickiem, unikaniem tych wszystkich gestów, które mogłyby potwierdzić jego obawy. Dlatego nie czekał na ruch partnera, sam głaskał go po karku, po plecach i ściskał jego bok, gdy przylgnął do niego mocniej i pogłębił pocałunek.
Nick aż zadrżał z przyjemności i tego, co nagle się w nim zebrało. Był taki… roztrzęsiony wszystkimi uczuciami, że nawet nie zauważył, kiedy nagle odciągnął od siebie Mavericka, patrząc mu z przestrachem w oczy. Po tym jednak ponownie chwycił go za przód ubrania i przyciągnął do siebie, całując z desperacją. Bał się tego wszystkiego, co czuje, co czuje miłość jego życia.
— Nick…! — wydyszał Maverick w jego usta i potarł swoim kroczem o jego. Pragnął go, tęsknił, pożądał! Chciał go poprosić, by spuścił spodnie, ale szkoda było mu marnować czasu na odsuwanie się od pocałunku. Dlatego sam sięgnął w dół i zabandażowanymi dłońmi zaczął rozpinać mu dolne odzienie.
Nicholas nie puścił przodu koszuli kochanka i nie przerwał pocałunku, mimo że serce zabiło mu mocniej, kiedy poczuł palce partnera na kroczu. Pragnął go, ale nie chciał go rozczarować.
— Powinniśmy… powinniśmy chyba… gdzieś przejść? — spytał, całując zarośnięte i szorstkie policzki Zwierzaka.
Ten spojrzał mu w oczy i spróbował szybko dojrzeć, czy jest to sposób na ucieczkę Nicholasa, czy stara się jakoś dać mu znać, że mu niewygodnie, nie ma nastroju, cokolwiek. Boże, nie chciał tego! Pokiwał więc głową na zgodę i obejrzał się w stronę wyjścia z kuchni. W salonie było najmniej światła, bo pokój był duży, a okno tylko jedno. Może tam Nick nie będzie zważał, że wygląda staro, może w jakiś sposób będzie mógł sobie wyobrazić, że kocha się z trzynaście lat młodszym Maverickiem, jak kiedyś.
— Chodź — powiedział ciężkim głosem i złapawszy dłoń partnera, pociągnął go do wyjścia.
Generał spojrzał za partnerem i widząc jego zmianę w postawie, spiął się bardziej. Powiedział coś nie tak? Znowu coś było źle? Może Maverick nie chciał niczego więcej, a on tylko to nad-interpretował i… Sam nie wiedział.
— Maverick? — spytał, idąc za nim, a w końcu łapiąc go w połowie drogi w talii i zatrzymując. Przycisnął twarz do jego szyi i zaciągnął się tym cudownym zapachem ukochanego.
Poczuł, że mężczyzna spiął się nagle w jego objęciach, ale równocześnie desperacko chwycił się jego przedramienia.
— Co? Nie chcesz? — zapytał z obawą, której nie chciał dać zabrzmieć w głosie. Nie chciał jednak, by Nick się zmuszał, bo po tym czułby się jeszcze gorszy. Ale nie chciał też go puszczać! Stał więc w niepewności, czując za plecami swojego ukochanego i bojąc się, że zaraz go puści.
— Co? Nie, nie. Oczywiście, że chcę… tylko — urwał i pocałował go delikatnie w szyję. — Tak zgasłeś… — na ile umiał, wyjaśnił swoje obawy. Czuł się, jakby stąpał po bardzo cienkim lodzie.
— Nie… Ja też tego chcę — odpowiedział Maverick i pogłaskał jego przedramię. Nawet kiedy byli młodsi, a Mały Nick zachowywał się jeszcze jak dzieciak, porywczy, radosny i momentami nierozsądny, to też go tak obejmował. Zawsze był od niego większy i wykorzystywał to. A jemu się to podobało. Ale wtedy było w tym mniej desperacji, a więcej niewinnej, pozbawionej tych ciężkich emocji namiętności. — Chodźmy na kanapę.
Nicholas pokiwał głową, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Nie rozumiał, czemu czasem tyle kosztowała go bliskość z kimś, kogo tak kochał. Czemu zawsze czuł się, jakby to, co robi z Maverickiem, było swoistym egzaminem. Za każdym razem jednak łaknął tego, podobnie jak jego kochanek.
W końcu znaleźli się na kanapie przed o tej porze roku nieużywanym kominkiem. Maverick odsunął stolik, aby było im wygodniej i zdjął z siebie górne odzienie oraz kapelusz z pleców. Zerknął na twarz ukochanego i bez pytania, aby nie otrzymać odmownej odpowiedzi, sięgnął do jego spodni, aby wreszcie mu je rozpiąć.
Nick tylko przełknął głośno ślinę, świadom, że jego zainteresowanie bliskością może być bardziej widoczne dzięki stanowi jego penisa, niż temu co chciałby, ale bał się powiedzieć. Nie zdejmował przy tym koszuli, pozwalając, aby ta zakrywała jego blizny i dodawała mu nieznacznej ilości pewności siebie.
Maverick za to znowu niepewnie zerknął na jego twarz. Widział ten strach ukochanego, słyszał to przełykanie śliny, czuł tę niepewność w ruchach, swoista bierność i oczekiwanie. Jakby czekał na wyrok. Sam czuł przez to gorąco zażenowania. Miał wrażenie, że go obrzydza, że Nick wcale nie chce go dotknąć.
Zacisnął zęby, czując, że to koszmarne uczucie dominuje nad jego podnieceniem, że jego własny penis wiotczeje przez ten strach i było mu tak strasznie wstyd za samego siebie.
Odetchnął ciężko i szybciej niż zamierzał rozpiął spodnie kochanka oraz wydobył jego członek na wierzch. Tu spotkała go przyjemna niespodzianka, bo jak sam tracił zainteresowanie, a jego ciało żar, tak ten na pewno wypełniał krocza partnera. Może jeszcze nie w pełni, ale członek jego generała był półtwardy, jeszcze z główką schowaną pod napletkiem, ale już pobudzony.
— Także… także do ciebie tęsknił — wydusił Nick przez ściśnięte gardło i ostrożnie dotknął ramienia ukochanego.
Brązowe oczy Mavericka spojrzały na niego z nadzieją, a mężczyzna wychylił się i przytulił do Nicholasa. Jedną ręką objął go za kark, a drugą ujął członek, aby poczuć to, co widział. Że rzeczywiście Nick się podnieca, że to, co robią, ma rację bytu. Było to dla niego jakimś bodźcem do dalszego działania i odsunięcia niechcianych myśli.
— Niech pokaże to bardziej — rzucił w końcu z delikatnym uśmiechem, skubiąc wargami wargi ukochanego i pobudzając jego penisa palcami. Nie mógł całą dłonią, bo była obandażowana, więc nie chciał go otrzeć i urazić materiałem. Nicholasowi aż tak bardzo to nie przeszkadzało. Co prawda wolałby, aby Maverick robił to całą ręką, ale nawet nie dlatego, żeby jemu było milej, ale dlatego, że nie chciał, aby ukochany miał poranioną dłoń.
— Zaraz pokaże. Ale… ty też…
Tym razem Maverick poczuł dreszcz podenerwowania na plecach. Zaczął się co prawda na nowo podniecać, ale nie chciał, aby było widać, że idzie mu to wolniej. Wszystko przez te głupie myśli, obawy…
Wciągnął zapach kochanka, spróbował brać z tej chwili, ile się dało, aby po rozpięciu jego spodni było widać, że również tego pragnie. Powoli się udawało.
— Już — zapewnił cicho i pocałował ponownie Nicka, aby następnie na moment puścić jego penisa i rozpiąć swoje odzienie.
Nicholas od razu spojrzał w tamtą stronę, a dłonią pomasował udo partnera. Było takie silne i twarde. Ale naturalnie twarde, nie jak jego metalowa kończyna, której z całego serca nienawidził i tylko dziękował losowi, że razem z kończynami nie stracił przyrodzenia.
— Wiesz, że cię kocham, prawda? — wyszeptał do ucha Mavericka, delikatnie skubiąc je zębami.
Ten nie odpowiedział na pytanie dosłownie, bo nie był czasami pewien, czy ukochany mówi mu to dlatego, by dać mu ułudę, że chętnie tu wraca. Miło jednak było tego słuchać, więc uśmiechnął się w odpowiedzi i sam szepnął:
— Ja ciebie też kocham.
Przy tym w końcu wyjął swojego powoli sztywniejącego penisa i ponownie chwycił członek generała. Nie musieli robić więcej niż wzajemna masturbacja. Mieli bliskość tak rzadko, że każda jej forma była dla Mavericka satysfakcjonująca i strasznie intensywna.
Nicholas uśmiechnął się połową twarzy i pocałował w policzek starszego mężczyznę. Może było to naiwne, ale ten wydawał mu się tak samo atrakcyjny jak te kilkanaście lat wcześniej.
— Dobrze mi, Mav… — wyszeptał po chwili, kiedy pod wpływem dotyku ręki ukochanego jego penis osiągnął pełną erekcję. — Też chcę… by ci było dobrze. Położysz się?
Otrzymał w odpowiedzi pytające spojrzenie, ale w końcu mężczyzna przytaknął i ułożył się wygodniej na kanapie, aby następnie z dołu móc spojrzeć na ukochanego. W przeciwieństwie do niego miał nagie ramiona i klatkę piersiową. Był opalony przez długie przebywanie na słońcu, na przedramionach miał spore owłosienie, ale na torsie już trochę mniejsze. Jak na swój wiek był dobrze zbudowany, bo dużo się ruszał, ale w swoich oczach wyglądał na mało atrakcyjnego. Nicholas jednak uważał przeciwnie i jedynym problemem dla nich był fakt, że nie mówił tego, a jeśli już, to Maverick nie zawierzał jego słowom. Nie zmieniało to jednak faktu, że dla młodszego mężczyzny jego partner był łakomym kąskiem. Oparł się więc mechaniczną ręką tuż obok jego biodra i pochylił do krocza. Zdrową dłonią ujął jego penisa i polizał.
Zwierzak stęknął cicho, ściągnął brwi i przymknął oczy. Wyciągnął nawet dłoń i delikatnie pogłaskał swojego partnera po policzku. Trochę szorstkim, ale ciepłym.
— Tak mi dobrze — zasygnalizował cichym, błogim głosem.
Nick uśmiechnął się do siebie i z większą ochotą polizał członek. Czuł ten mocny zapach, jaki był wokół ukochanego, a tuż przy jego kroczu był jeszcze silniejszy.
— Mi też — zamruczał, uradowany pozytywną reakcją.
Poczuł po chwili, że Maverick odruchowo unosi biodra do jego ust, bez słów doprasza się więcej i głaszcze go po włosach. Nawet wymsknęło mu się „mój Mały Nick”, kiedy w coraz większej błogości poddawał się jego zabiegom, a penis sztywniał mu sukcesywnie.
Generał patrzył przy tym cały czas na jego ciało, reakcje i nie przeszkadzało mu, że jest tak mało światła wokół. Nie dlatego, że nie chciał widzieć dokładniej, ale tak sam czuł się bardziej komfortowo. Bardziej intymnie. A z Maverickiem z roku na rok coraz bardziej pragnął czuć intymność, a nie tylko szaloną, cielesną przyjemność.
Nie ociągał się z seksem oralnym, jaki dawał partnerowi. Chciał go zasmakować w całości, a nie czuć tylko jego zapach i smak samego członka. Widział, że jego poczynania działają na Zwierzaka. Szczególnie po rumieńcach i coraz głębszych oddechach przez rozchylone usta. Mężczyzna w pewnej chwili jedną ręką złapał się podłokietnika za głową, a drugą zacisnął na skraju kanapy. Wyprężył się mocniej.
— Nick… Mmm… Jeszcze tylko moment…
— Mmm… — ten tylko zamruczał, nadal ustami obejmując penisa ukochanego. Ssał go przy tym i ściskał przyjemnie wargami, pragnąc, aby ukochany doznał spełnienia dzięki niemu.
Nie musiał na to długo czekać. Najpierw usłyszał cichy jęk przyjemności, a następnie poczuł, jak Maverick cały się wypręża, gdy z penisa, prosto do jego gardła, wystrzeliło nasienie. Członek zadrżał mu w ustach, a Zwierzak na ślepo odnalazł jego dłoń i ścisnął.
Nick najpierw się skrzywił, bo odzwyczaiwszy się trochę i dlatego też, że miał członek za głęboko. Po tym jednak uśmiechnął i oblizał.
— Jesteś… — zaczął, ale nie skończył, a tylko oparł brodę o biodro kochanka, całując go po wysoko po udzie.
Maverick odetchnął kilka razy głęboko, obserwując mężczyznę przez błogo zmrużone powieki. Nie pamiętał, kiedy ostatnio Nicholas mu ssał. To było strasznie przyjemne i dobre. I chciał, żeby Nick też dobrze zapamiętał to zbliżenie, aby poczuł się choć trochę spełniony. Dlatego szybko podpadł się na łokciu i uniósł.
— Daj teraz swojego — zamruczał, wychylając się do niego.
Nick pocałował go jeszcze raz w owłosione podbrzusze.
— Też chcesz… czy… wolisz ręką? — spytał ostrożnie. Mógłby jeszcze tak poleżeć i nawet tylko całując i dotykając Mavericka sam się doprowadzić do spełnienia. Ale skoro Zwierzak zaproponował, to aż ciężko było odmówić.
— Są zabandażowane. Chcę, żeby ci było dobrze — odpowiedział mężczyzna z pewnością w głosie i oblizał wargi. Pocałował krótko partnera w usta, nim zmienił pozycję na tyle, aby było mu wygodnie pochylić się do jego krocza. Odetchnął głęboko przez nos i mogąc już skupić się całkiem na Nicku, wziął do ust jego członek. Włosy trochę opadły mu po bokach twarzy, a plecy się napięły, gdy zaczął ruszać głową.
Nick wziął bardzo głęboki oddech, a jego klatka piersiowa uniosła się, kiedy zobaczył Mavericka tuż przy swoim kroczu. Jego penis odruchowo drgnął, a w myślach pojawiła się wątpliwość, czy ten chce go naprawdę brać do ust, po całym dniu poza domem. Czy robi to tylko, by się odwdzięczyć. I jak głowa plotła wątpliwości, tak jego ciało odpowiadało natychmiastowo na ciepło języka.
Aby być bliżej Nicholasa i poczuć, że to, co robią, jest jeszcze bardziej intymne, bardziej prywatne, Maverick poszukał jego dłoni i kiedy ją odnalazł, ujął ją w swoją dłoń. Delikatnie ścisnął, ciesząc się jej wielkością i ciepłem i obciągał mu dalej.
Nick szybko spojrzał na ich złączone dłonie. Ciężko było mu wydusić z siebie coś poza głębokim westchnieniem świadczącym o celebracji tej chwili. Był nią urzeczony, bo takie momenty jak teraz zdarzały im się wyjątkowo rzadko. Teraz więc było niesamowicie, bo odkąd tu był, już drugi raz się do siebie zbliżyli. Czuł dzięki temu jakąś nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Wiedział jednak, że w końcu będzie musiał wyjechać, a nie miał pojęcia, co zastanie go, kiedy wróci. Czy wciąż będzie między nimi jakaś dziwna, nieprzyjemna przepaść, pustka, z którą żaden z nich nie potrafił nic zrobić? Ale teraz nie było to ważne. Teraz byli blisko, a jego ukochany w końcu doprowadził go do spełnienia swoimi ustami, nie zważając na końcu, że trochę spermy wydobyło się jego kącikiem ust na ciemny zarost.
Nick oddychał po tym ciężko jak po długim biegu, ale jego serce łomotało nie tylko ze zmęczenia, ale głównie z ekscytacji i spełnienia. Dawno nie było mu tak dobrze.
— Kocham cię… — wydyszał, nie chcąc tracić tego momentu. Nie chcąc, aby to im uciekło nawet na chwilę, ale gdzieś czując, że z każdym krokiem, może się potknąć i zamiast utrzymać tę bliskość, jeszcze bardziej ją zniszczy.
Maverick zamruczał w odpowiedzi, unosząc się znad jego krocza. Wytarł usta wierzchem dłoni i również mając podobne myśli do kochanka, usiadł po prostu przy nim i położył głowę na jego ramieniu. Siedział po jego prawym boku, więc nie miał pod policzkiem twardego metalu.
— Będę miał o czym marzyć, gdy znowu wyjedziesz — rzucił po chwili spokojnym, zmęczonym głosem.
— Też — Nick przyznał mu rację. Wyciągnął dłoń i splótł palce z palcami ukochanego mężczyzny. — To było… bardzo przyjemne — dodał, jeszcze całując brodę partnera tam, gdzie wcześniej znajdowała się jego sperma.
Maverick uśmiechnął się łagodnie i przymknął oczy.
— Bardzo. Po tak spędzonym dniu będziemy musieli zjeść coś pożywnego. Dobrze, że zrobiłeś duże zakupy.
— A upieczesz bataty? — młodszy mężczyzna spytał z zaciekawieniem, mając na to szczerą nadzieję. Chociaż mógł je sobie darować, jeśli jego partner częściej zamierzał tak z nim flirtować. — I w sumie…. Hmm… nie musisz się do tego ubierać.
Maverick zerknął niego ukradkiem i pomasował kciukiem wierzch jego dłoni.
— Upiekę. I nie ubiorę się. Jeśli będziesz mi towarzyszył przy przygotowaniach.
— Jeśli tylko tego chcesz. Mogę ci też w miarę możliwości pomóc.
Maverick przytaknął i w końcu wyprostował się na kanapie. Przekręcił na bok głowę, aż mu strzyknęło w karku i odetchnął.
— Więc chodźmy. Zgłodniałem, ty na pewno też — zadecydował, mając nadzieję, że ten dzień będzie do końca taki przyjemny jak dotąd. Że nic nie zaburzy tej chwilowej harmonii.
Nicholas przytaknął, żywiąc te same nadzieje. Był to jeden z lepszych dni i chciał, aby trwał jak najdłużej. Pogoda dopisywała, nadal czuł posmak spermy partnera w ustach i wiedział, że będzie mógł popatrzeć na jego sprawne ciało, kiedy ten będzie im gotował. Cieszyło go to, bo co by dużo nie mówić, nadal czuł ogromny pociąg do tego mężczyzny. I tak, pragnął, aby taki stan, jaki teraz mieli, jak najdłużej się utrzymał. Jeszcze dzień, dwa, jeszcze chwilę. Aby mogli cieszyć się sobą, a nie martwić tym, że w końcu będą zmuszeni znowu się rozstać. Zapowiadało się gorzkie pożegnanie.

12 thoughts on “Across The Cursed Lands II – 38 – Trochę na zapas

  1. Katka pisze:

    Basia, będzie między nimi na pewno więcej takich chwil ;) Ich związek wkracza na nowy poziom, zapewniam, że jeszcze wiele emocji przed nimi :D

  2. Basia pisze:

    Witam,
    wspaniały, aż chce aby więcej było między nimi takich chwil, powinni porozmawiać, albo komuś powiedzieć o swoich obawach, bo mają podobne myśli…..
    weny
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Sharon, taaa, z nimi to takie życie na krawędzi – scenka jest fajna, cud miód, ale człowiek i tak się zastanawia, kiedy nadejdzie ten moment, gdy wszystko się spierdzieli XD Ale, haha, masz chyba dobrą wizję na to, jakby to wyglądało, gdyby Mav się z nim zabrał – maaaarudzenie. Maverick ma to w genach chyba. Biedny Nick, jak on to znosi… „Taka udręka wykańcza człowieka, szczególnie jeżeli tyczy osoby, którą się kocha.” – prawda. Strasznie ich to niszczy. A Jasona jeszcze nie wiem, jak przeteleportować, ale jak dasz radę zbudować portal, to się chętnie z nim zabiorę XD

  4. Sharon d'Arc pisze:

    Jak oboje zaczęli sobie w myślach smęcić jacy to oni są nieodpowiedni dla partnera, bla bla, bla, to normalnie miałam ochotę walić laptopem w podłogę. Na szczeście szybko policzyłam ile musiałabym jeszcze przepracować, by mnie było stać na nowy i się trochę uspokoiłam. Potem jak się zaczęło między nimi dziać to się modliłam, żeby któryś z nich (ekhem, Maverick) nie spaprał chwili. Stresujący rozdział…
    Rozpływałam się przy tych ich wspominajkach. To było cudoffne, słodkie i w ogóle. No i calutki rozdział o nich *.* Czegóż chcieć więcej… Mam nadzieję, że Nick nie zostanie nagle wezwany, zatłukę tego kto to zrobi. No i ta obietnica Mavericka, że się poświęci i pojedzie do kwatery *.* Już widzę jak marudzi, że miasto itp, a Nick mało kur*icy nie dostaje…. brrrrr, straszna wizja. Nope, nope, nope, nope. Zamknie się w jakimś ogródku i będzie miło spędzał czas z ukochanym. Tak to będzie… musi być… Oni cierpią już wystarczająco. Taka udręka wykańcza człowieka, szczególnie jeżeli tyczy osoby, którą się kocha. No ale serio, im trza jakimś cudem dostarczyć Jasona, bo nie jestem pewna czy jest inny sposób, żeby się ogarnęli. Śmiem wątpić, by pewnego cudownego dnia usiedli sobie przy podejrzanych ziółkach Mavericka i uczciwie pogadali o swoich uczuciach i wygarnęli wszystko, co im leży na wątrobie i innych organach wewnętrznych….

  5. Katka pisze:

    O., żeby do tego całkiem dociec, w sensie jak to się stało, że nie umieją ze sobą rozmawiać, to trzeba by faktycznie mocno zagłębić się w ich historię. Mamy nadzieję po troszku ją odkrywać, ukazywać niuanse z ich przeszłości, co na pewno da jaśniejszy obraz na ich stosunki. Niestety w pewnym momencie się popsuło i się całkiem zamknęli więc nawet jak się swego czasu nauczyli rozmawiać, tak po tym momencie blokującym stracili najwyraźniej tę zdolność :(

  6. O. pisze:

    Ale dla mnie najdziwniejsze jest to, że oni przecież młodzi stażem nie są… Więc jak mogą pozwolić na takie coś? Nie nauczyli się ze sobą rozmawiać?

  7. Katka pisze:

    O., masz rację, nie mówią, co im leży na wątrobie, a to jest w tym momencie najważniejsze, bo żaden nie wie, co tak naprawdę jest na rzeczy i mają zupełnie fałszywy obraz tego, co czuje partner. Dlatego morał jest krótki i niektórym znany, rozmawiać trzeba, bo związek rozjebany XD

  8. O. pisze:

    Mi jest ich zawsze żal… Niby rozmawiają ze sobą, ale nie mówią tego co najważniejsze.. Znaczy mówią sobie, że się kochają.. Ale chodzi mi o to, co mają na wątrobie.. Niby faceci już tak mają, że nie gadają o swoich uczuciach, ale im to by się naprawdę przydało! Taki wieczór zwierzeń, a nie kolejne smutne rozstanie, na x czasu, podczas którego będą rozmyślać o tym co jest w nich nie tak i jak bardzo odpycha to drugiego…

  9. Katka pisze:

    Bebok, noo, jak widać u nich też da się, by było dobrze. No… co prawda na chwilę, ale da się. Szkoda tylko, że potem znowu się psuje i jakoś nie umieją zatrzymać tej dobrej passy. Nawet jak jest dobrze, to mają nad sobą widmo kolejnej kłótni i rozstania. I zdeeeecydowanie masz rację z tym, że w sumie mają tylko siebie, nie mają raczej żadnej wow przyszłości. Już swoje przeżyli, więc powinni trzymać się siebie mocno, a jednak się oddalają. Super, że rozdział się podobał. Tak jakoś mam wrażenie, że w tych scenach z nimi głównie zagłębiamy się w to bagno, w jakim siedzą i mają znaczenie bardziej emocjonalne niż u Jeffa i Willa – u nich nastawienie na akcję i docieranie się na różnym polu.

    Hoshii, mmm, lubię jak macie ciarki XD Czuję się jak producent pornosa, którego wytwór sprzedaje się jak świeże bułeczki. Dobra, to porównanie nie było dobre XD Ale, ale, fajnie że ta para wzbudza takie odczucia, liczymy na to, bo jak pisałam do Bebok, to jest wątek bardziej emocjonalny, uczuciowy, więc musi poruszać. A czemu nie mogą pogadać? Proste – są durni.

  10. Hoshii. pisze:

    oooh, uwielbiam rozdziały z nimi. są takie… takie… hot, no nie wiem, aż mam ciarki wzdłuż kręgosłupa. jest między nimi taka chemia, że aż iskry lecą. te ich wspominki… oooh! a potem znowu się spieprzyło… czemu oni nie mogą pogadać jak normalni ludzie w związku? wymienić obawami, rozwiać wątpliwości?

  11. Bebok pisze:

    WOOOOW! Jestem pod wrażeniem! Nie pokłócili się xd Co więcej! Mieli seks, całkiem niezły zresztą. Oby tak dalej! (Choć to raczej mało prawdopodobne) Nick, nie jedź…. :( Bo znowu się wszystko popsuje… albo lepiej Maverick niech pojedzie razem z nim, tak jak powiedział. Nawet jeśli nie teraz, to niedługo niech do niego dołączy, przecież nie mogą wiecznie na siebie czekać…. przykro mi jak czytam o nich. Nie są już tacy młodzi, wiele ich poróżniło, żadna świetlana przyszłość się przed nimi nie rysuje. W zasadzie mają tylko siebie a i tak dzieli ich jakiś mur nie do przebycia, jedno i drugie ma samoocenę na podobnym poziomie, zdecydowanie za niskim. Nie potrafią się dotrzeć. Z jednej strony jestem na nich wściekła, z drugiej jest mi smutno. Ale takie momenty jak ten dzisiejszy powodują, że jednak uśmiech gości na moich ustach :) Dzięki za trochę pozytywnych chwil u nich :D Oby było ich więcej.
    Duuużo weny życzę, pozdrawiam :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s