No Exit – 13 – Odbierz mu, co zabrał

Jasper nie tylko wiedział, ale i czuł, że śmierdzi. Wszystko co wziął, dres do biegania, spodnie, w których ćwiczył dziś w klubie, było przepocone, a głupi zapomniał wziąć coś na przebranie.
Wracając wolnym truchtem do domu, po drodze kupił starter do telefonu. Po kilku kolejnych minutach już był pod drzwiami swojego małego mieszkania i marzył o prysznicu. Nie tylko dla odświeżenia się, ale i ogrzania, w szczególności uszu, nosa i policzków.
Gdy tylko wszedł do mieszkania i zaczął rozbierać się w przedpokoju, zajrzał przez drzwi sypialni. Zobaczył tam Marvina klęczącego przed kufrem i wyciągającego co raz jakieś szpilki, podwiązki czy gorsety.
— Hej — mężczyzna rzucił do Jaza, unosząc na niego spojrzenie. — Nie znalazłem nic na karcie. Były tylko slajdy z jakichś prezentacji do jego książki — poinformował go od razu.
— Szlag, szkoda. A ty… co robisz?
— Sprawdzam, czy mam jeszcze ciuchy do tamtego występu, który mamy znowu odwalić — wyjaśnił Marvin. Sam był w granatowo-czarnej bluzie w paski oraz w czarnych jeansach, co wyglądało dość zabawnie przy tym, jak przytykał sobie gorset do ciała, sprawdzając, jak wygląda.
— Spoko. To szukaj, ja idę się wykąpać. I… zresztą wiesz. — Machnął ręką i ruszył do łazienki. — A i kupiłeś coś do żarcia?
— Jest kurczak z rożna, w mikrofali sobie możesz odgrzać, ja już jadłem — odparł Marvin, wyciągając kolejną parę szpilek. Naprawdę dużo ich miał. Więcej niż przeciętna kobieta. A i tak była to tylko część, bo większość zbiorów trzymali w magazynie w klubie. — Zrobić ci?
— Umyję się najpierw! — odkrzyknął Jaz, po czym wszedł do łazienki, trzaskając drzwiami. Niechcący.
Marvin wrócił do przeszukiwania kufra. Niestety nie znalazł w nim swojego stroju, więc domyślał się, że jest w klubie. Przynajmniej miał taką nadzieję. Inaczej musiałby skompletować nowe przebranie, chyba że Peter raczyłby ruszyć tyłek do sklepu.
Myśląc o tym, wstał i poszedł zrobić kochankowi jedzenie, podejrzewając, że ten zaraz wyjdzie spod prysznica. Kiedy oglądał z zafascynowaniem kurczaka kręcącego się na talerzu w mikrofali, drzwi do łazienki się otworzyły. Jaz zajrzał do kuchni i zaciągnął się zapachem unoszącym się w pomieszczeniu. Był głodny. Nęcący w tej chwili wydawałby mu się nawet zapach fast foodów. Już miał otworzyć usta, kiedy z sypialni rozdzwonił się telefon.
Marvin zastygł z talerzem w ręce na ułamek sekundy. Potem wcisnął go w ręce Jaza i wyszedł pospiesznie do sypialni, by sprawdzić, kto dzwonił. Jaz z jedzeniem i tylko ręcznikiem na tyłku pognał za nim.
— Jeśli to on, to nie odbieraj!
Marvin nic nie odpowiedział, tylko ściągnął brwi i sięgnął po swoją komórkę, która leżała na szafce nocnej przy łóżku. Spojrzał na ekran. „O.” i dwie możliwości: odebrać albo zostawić i poczekać, aż przestanie dzwonić.
— On… — sapnął, patrząc na telefon i czując, jak wibruje mu w dłoni. Jego organizm zareagował na to nieprzyjemnym ściśnięciem żołądka. — Jaz, jak nie odbiorę, może to wrzucić na neta…
— Możesz nie słyszeć. Zostaw.
Marvin zacisnął zęby i jeszcze chwilę patrzył na telefon, aż ten nie przestał dzwonić. Potem go wyciszył i schował do kieszeni.
— Okej, chodź, zjesz i zadzwonimy do Patsy’ego — zdecydował nieco bardziej grobowo niż chwilę temu.
Jasper wyciągnął rękę do kochanka, aby podał mu swoją.
— Chodź. Napiszemy do niego tylko i poinformujemy, że jego facet to chuj. Nic radykalnie.
Marvin złapał go za dłoń i skinąwszy głową, wyszedł z nim z sypialni. Po drodze mocniej zacisnął palce na ciepłej ręce kochanka. Nie miał pojęcia, jakby dał radę to wszystko znieść, gdyby nie Jasper.
— Czyli nie chcesz spotkać się z Patsy’m i z nim pogadać?
— Na razie pomyślałem, aby go poinformować i zobaczyć, jak zareaguje — odparł młodszy mężczyzna, siadając w końcu z kochankiem w kuchni przy stole. Postawił ciepły talerz przed sobą i zaczął jeść.
— Anonimowo? — dopytał się Marvin. To była część planu Jaza, więc to jemu postanowił zostawić decyzję. Przynajmniej próbowali dwóch sposobów. Jaz z Patsy’m, a on sam z Deanem. Może któraś z tych opcji nie zawiedzie.
— Na razie tak — odparł jego kochanek i oblizał palce, po czym wstał, aby przynieść telefon i kupiony starter. Położył wszystko przed kochankiem. — Włożysz?
Marvin pokiwał głową i otworzył obudowę telefonu, by wymienić karty. Przy tym zapytał:
— „Twój chłopak cię zdradza i szantażuje innych facetów, by móc ich ruchać, wsadzać im fiuta do gardeł i zabawki w tyłki. PS. upewnij się, czy zdezynfekował dildo.”? — zironizował zimno i gorzko, sugerując możliwą treść wiadomości, którą chcieli wysłać.
Jasper aż na moment zastygł z kęsem w połowie drogi do ust. Uśmiechnął się krzywo.
— Mocne. I dosadne. Myślisz serio, aby tak to napisać?
Marvin wzruszył ramionami.
— Lepiej dosadnie, niż: „Słuchaj, z twoim facetem jest coś nie tak, przyjrzyj mu się.”. Zresztą, stary, on równie dobrze może to uznać za głupie wygłupy. Ale napisz tak, żeby wiedział, o co chodzi.
— To… to może faktycznie tak, jak powiedziałeś. Chociaż mam lekkie opory, bo to numer Patricii. Mam nadzieję, że Karl podpisał go jako dziewczyna, a nie dlatego, że ma jakąś koleżankę o takim samym imieniu — Jaz mruknął, wracając do jedzenia.
— Najwyżej wyzwie nas od zboczeńców. Nie pierwszy raz i nie najgorzej, jak się słyszało — stwierdził Marvin i wyciągnął do niego telefon. — Piszesz, czy napisać?
— Napisz, mam brudne palce.
Marvin więc zaczął wystukiwać wiadomość. Mniej więcej tak, jak powiedział Jazowi chwilę temu. Zawahał się moment przed wysłaniem, ale uznał, że to może faktycznie zadziałać. Zresztą, czuł, że spróbowałby teraz każdego sposobu, by tylko nie musieć znowu iść do mieszkania tego obleśnego mieszańca i mieć z nim cokolwiek wspólnego.
Wysłał wiadomość pod numer Patricii, a potem odłożył komórkę na stół i z zamyśleniem sięgnął do talerza Jaza. Ukradł mu kawałek kurczaka, oblizując powoli palce z tłuszczu i rozważając wszystkie możliwe opcje oraz całą tę sytuację.
— Ciekawe czy odpisze… — z zamyślenia wyrwał go głos Jaspera, który jadł powoli, co raz zerkając na Marvina. — Albo czy ten dupek nie odbiera jego wiadomości.
Marvin zacmokał i zagryzł palec, który miał akurat w ustach.
— Możliwe… Dowiemy się zapewne niedługo. Może Patsy pójść mu się poskarżyć, że ktoś takie „bzdury do niego pisze”. Albo Karlowi. Wszystko się może jebnąć jeszcze bardziej.
Jaz, po tym co usłyszał, wyglądał na bardziej zdołowanego i rozbitego niż rozgrzebany na talerzu kurczak z mikrofali.
— I mówisz to, kiedy już wysłałeś tę wiadomość? Cudnie. Może w RPA potrzebują dwóch seksownych tancerzy.
— Dwóch seksownych tancerzy na wygnaniu. Jeszcze Orvel napisze o nas książkę — prychnął Marvin i opadł na blat, kładąc głowę na złożonych na nim rękach. Popatrzył na kochanka spod przymrużonych powiek.
— RPA to nie taki zły pomysł z drugiej strony. Ciepło i to jedno z przyjemniejszych miejsc dla geja. I dla rozrywki gejowskiej. Dużo tam tego typu klubów, no, na pewno więcej niż w Północnej Karolinie.
— Skąd wiesz w ogóle? Szukałeś miejsca na wakacje dla dwojga? — Marvin zamruczał nisko, trącając go stopą delikatnie w kostkę.
— Może. — Jasper uśmiechnął się, oblizując palce i odsuwając talerz z kośćmi po kurczaku. — I dzięki, smaczny był. A nawet jeśli, to chyba trzeba by było sobie załatwić paszporty i skądś skołować kasę, której nie mamy. Więc… co najwyżej Nowy Jork albo Massachussets.
— Może na taki wyjazd odkładajmy kasę z mojego mieszkania — zaproponował Marvin, pamiętając, jak Jaz sugerował, by na coś ją oszczędzać. — I gdzie byś wolał, tygrysie, mm?
Jasper wzruszył ramionami, opierając się bokiem o ścianę.
— Nie wiem. Może Nowy Jork. Duże miasto, żyjące swoim życiem. Mogłoby być ciekawie. A ty?
— Nie byłem ani w Nowym Jorku, ani w Massachussets. Chcę tam, gdzie będzie żywo, pogodnie i gdzie będę mógł cię przyciągnąć i pocałować na środku ulicy — stwierdził Marvin. — Albo chociaż zapalić ci z ręki — dodał już z lekkim uśmieszkiem.
Jaz uśmiechnął się pod nosem, wyobrażając sobie od razu, jak idą nocną porą tłoczną ulicą i na chwilę przystają. On sięga po papierosy, odpala jednego, a kochanek łapie go za nadgarstek i przystawia sobie jego dłoń do ust. Obejmuje filtr wargami i zaciąga się, patrząc mu przy tym w oczy. Kręciło go to.
— Czyli co? Palm Spring?
W całej tej rozmowie było przyjemne to, że nie musieli się denerwować wyczekiwaniem na to, czy Patsy odpisze, czy nie. Czas po prostu mijał, a oni na dość bzdurnym, według młodszego mężczyzny, gdybaniu, po prostu spędzali go razem.
— A może jakiś gejowski, zakopany głęboko w podziemiach klub w Berlinie? — odparł Marvin z rozbawieniem. — Może dla odmiany ktoś inny by dla naszych oczu zatańczył — dodał, nawet nie myśląc o tym, czy któraś z ich komórek się odezwie. Patsy z odpowiedzią na wiadomość czy Orvel.
— Do tego skóry i kolesie z baczkami?
— Pejcz, knebel, łańcuchy i owłosieni faceci? — dodał Marvin, po czym lekko spoważniał. Przesunął językiem po zębach, przyglądając się Jazowi wciąż ze swojej pochylonej pozycji. — Pieprzmy się — szepnął.
Jasper też od razu spoważniał i aż ciężej odetchnął. Zrobiło mu się przy tym zarazem cieplej, jak i poczuł dziwny niepokój.
— Teraz?
Odpowiedzią Marvina było lekkie i powolne wysunięcie języka na wargi i polizanie ich w zmysłowy sposób. Potem mężczyzna wstał, obszedł stół, odsunął go trochę, aby mieć miejsce i odwróciwszy się tyłem do Jaza, obniżył się, przesuwając pośladkami odzianymi w spodnie o jego krocze. Objął go przy tym za szyję i wykręciwszy się, przesunął nosem po jego skroni.
— Pokaż, kto tylko może mnie dotykać — szepnął niskim głosem.
Jasper przełknął ślinę i położył odruchowo dłoń na udzie kochanka. Spojrzał na niego z ukosa z lekkim zdenerwowaniem, dość nietypowym dla siebie, kiedy miał do czynienia z chętnym na seks Marvinem.
— Ummm… z chęcią, ale… nie boli cię?
— Nie — skłamał mężczyzna niskim, wibrującym głosem i rozłożył nogi tak, że jego były na zewnątrz. Nie aż tak bardzo, dodał w myślach. Czuł, że nie będzie niekomfortowo, jeśli dobrze się przygotują. Chciał Jaspera. Potrzebował go wręcz. Odczuwał desperacki brak jego dotyku. Jasper musiał go posiąść, zaznaczyć, zabrać na własność i wyłączność.
— Jesteś pewien…? Bo wiesz, jeśli czujesz, że coś jest nie tak… — ciągnął Jaz, przesuwając nosem po boku twarzy kochanka. Nie mógł inaczej przez jego pociągający zapach. — To możemy… tak bardziej lajtowo sobie umilić czas… podotykać się…
Marvin tylko zamruczał, przymykając na moment oczy, po czym wstał z jego kolan i wyciągnął z kieszeni komórkę. Odrzucił ją na stolik, po czym złapał Jaza za rękę i pociągnął mocno w górę, wciąż patrząc mu w oczy kusząco.
— Chodź… — poprosił, lekko mrużąc oczy i kierując się tyłem w stronę wyjścia.
Jasper oblizał wargi i dał się pociągnąć. Teraz to on był jak wiedziony na pokuszenie młody chłopak, a nie jak zwykle przejmujący inicjatywę „tygrys”.
Marvin pociągnął go do salonu, po drodze z kredensu wyciągając lubrykant i gumki. Poślizg mieli porozkładany po całym domu, a w gumki też się ostatnio wyposażył. Odwrócił Jaza i pchnął go na miękką kanapę, po czym klęknął tuż nad nim.
— Sprawdzimy, czy jest odpowiednio miękka dla gościa? — zamruczał. Powoli sięgnął do skraju swojej bluzy i podciągnął ją w górę, ukazując tym samym kochankowi swój szczupły, sprężysty brzuch.
Jasper przełknął ślinę, od razu wyciągając dłoń do jego boku.
— Nie zamierzasz chyba mu o tym mówić, co?
— Że jest miękka? — Marvin uśmiechnął się do kochanka krótko, odrzucając górne ubranie. Nie opuścił jednak od razu obu rąk. Jedną dłoń skierował do ust i bardzo powoli oblizał palec. Potem podsunął go do swojej klatki piersiowej i obrysował nim sutek. Ten stwardniał po krótkiej chwili.
— Że tak ją sprawdzałeś — uściślił Jaz, lustrując jego ciało wygłodniałym wzrokiem.
Gdzieś w podświadomości przebijało mu się, że to cudne ciało nie widział tylko on, ale cóż… Miał tego świadomość i pogodził się z nią, a poza tym wiedział, że takich popisów Marvin nie robił przed tym szantażującym go chujem. O mężczyznach z wcześniej starał się powoli i systematycznie zapominać. Tym bardziej w obliczu obecnych problemów.
— Nie powiem… Chyba, że chcesz, by wiedział, że siedziałeś tu teraz z rosnącym w spodniach kutasem i tylko czekałeś, aż będziesz mógł dotknąć mojego tyłka — zamruczał Marvin, powoli sunąc dłonią po swoim ciele, aż trafił na guzik w spodniach. — Dotknąć mnie, całować i pieprzyć — mówił, rozpinając zamek i lekko wysuwając biodra w przód.
— Nie chcę — odparł od razu Jasper i wychylił się, łapiąc go po bokach dłońmi. Przyciągnął go raptownie do siebie i od razu przesunął jedną dłoń na tył głowy kochanka. Zmusił go tym samym do pocałunku.
Marvin przymknął oczy i rozchylił usta, pozwalając mu spenetrować ich wnętrze. Sam przylgnął mocniej do kochanka, przekręcając głowę, by pocałunek był głębszy i bardziej namiętny. Gdy na moment przerwali, wyszeptał na wargi Jaza:
— Rozbierz mnie.
Ten mruknął potakująco i znowu chwycił wargami jego usta. Lubił je, były soczyste i takie seksowne.
— Mmm… Jak coś… to mów — uprzedził jeszcze, sięgając do jego spodni i rozpinając je wprawnie, mimo że nie patrzył w tamtą stronę, a na przystojną twarz przed sobą.
— Och, dużo do ciebie będę mówił, tygrysie… — zamruczał Marvin, falując lekko biodrami, ale nie tak, by przeszkadzać Jazowi w zsuwaniu mu spodni.
Był pełen satysfakcji przez to, co teraz robili. Orvel może tego nie widział, ale Marvin i tak miał przeświadczenie, że pokazuje temu skurwysynowi, czyj tak naprawdę jest. Czyje jest jego ciało. Orvel mógł tylko się gapić i może nawet wsadzać mu fiuta, gdzie chciał, ale on, Marvin, oddawał się w pełni i duszą, i ciałem tylko Jasperowi i tylko on miał pełne prawo do jego całego.
— Wsuń mi palce pomiędzy pośladki — poprosił, przesuwając wargami po policzku i skroni kochanka.
Ten ma moment ściągnął brwi, obserwując twarz starszego mężczyzny. Nie był pewien tego, o co poprosił. Nie był ślepy, wiedział, że to, że Marvina podobno nie boli, było powiedziane tylko po to, by się nie wykręcał. Rzecz jasna nie miał zamiaru tego robić, tym bardziej teraz, ale zwyczajnie mógł się zadowolić czymś innym, a nie tylko analną zabawą.
— Ummm… Jesteś pewien? — spytał, masując już uda Marvina, ale nie ugniatając zbyt gwałtownie jego pośladków.
— A słyszałeś w mojej prośbie zawahanie? — Marvin złapał między zęby jego płatek ucha i zakręcił biodrami.
— To podaj mi nawilżenie. — Jaz westchnął z rezygnacją, patrząc na kochanka trochę surowo, po czym zupełnie nagle ugryzł go w sutek. — Tylko się nie zmuszaj, bo się wkurzę.
Mężczyzna zamruczał na potwierdzenie i wpierw odsunął się na chwilę, by zsunąć do końca spodnie oraz sięgnąć po buteleczkę z żelem, nim ponownie uklęknął nad Jazem.
— Odbierz mu, co zabrał — powiedział cicho i nisko, patrząc przenikliwie w orzechowe oczy kochanka, gdy podawał mu lubrykant.
Jaspera aż na moment zmroziło, po czym jednak wyrwał podaną buteleczkę i chwycił Marvina mocno w talii. Przyciągnął nachalnie do siebie i mocno pocałował w usta, jednocześnie zsuwając dłoń na jeden jego pośladek.
— Ummm! — zamruczał nisko w wargi mężczyzny, czując dziwne gorąco w klatce piersiowej. Marvin chyba za dobrze go znał. Pamiętał, jak kazał mu odpłacać się za zdradę, wiedział, jak Jaz chciał, aby był tylko i wyłącznie jego, a teraz… Jasper czuł, że będzie żałował, ale nie zamierzał już się wykręcać jak idiota. Marvin był tylko i wyłącznie jego i z nikim nie zamierzał się ani dzielić, ani pozwolić komuś go sobie odebrać. Do tego przecież był dorosły. Musiał być odpowiedzialny za swoje, nawet jeśli nierozważne, słowa.
Otworzył za plecami starszego mężczyzny lubrykant, nie przestając go całować i wylał go wprost na jego rowek.
Z gardła Marvina wydobył się stłumiony pocałunkiem jęk. Tancerz do tego mocno się wyprężył, wyginając kręgosłup i tym samym pośladki w górę. Tak, tego pragnął! By Jaz całkiem go sobie zawłaszczył, tak go obejmował, całował i ruchał. Do tego wreszcie miał sztywnego penisa. Nie tak, jak z Orvelem, gdy penetracja nie była niczym przyjemnym. Przy Jazie sam jego dotyk dłoni i ust sprawiał, że już trącał główką twardego penisa w jego brzuch, a Jasper w tym czasie rozsmarował z wprawą śliską substancję na delikatnej szparce kochanka, całując go nadal i przyciskając do siebie. Mimo że był rozogniony, pełny potrzeby, aby Marvina sobie zupełnie przywłaszczyć, to nie chciał mu zrobić krzywdy. Chociaż był już prawie pewien, że temu na dobre to nie wyjdzie.
— Mmm… Wsuń, tygrysie… Wsuń palce — wydyszał Marvin, obejmując kochanka za szyję i masując jego barki oraz kark.
Cały prężył się, patrząc na niego zmrużonymi, wilgotnymi oczami i głośno oddychając. Mimo że siedzieli na zwyczajnej kanapie, w małym mieszkaniu Jaza, gdzie robili to niezliczoną ilość razy, to miał wrażenie, że jest zaskakująco ekscytująco. Intensywnie. Seksownie. Gorąco. Wszystko dlatego, że patrzył na niego Jaz, te orzechowe oczy, ta ciepła twarz. Że to jego usta go całowały i jego dłonie znowu go dotykały.
Jasper mruknął na jego zachętę potakująco i bardzo delikatnie i powoli wsunął w niego jeden palec. Bał się, jak Marvin na to zareaguje, a w dalszej kolejności on sam na jego ból i jednocześnie złość, że ktoś śmiał go skrzywdzić.
Starszy mężczyzna jednak nie zacisnął się bardziej niż zwykle. Palec w końcu nie wsunął się nazbyt głęboko, tam, gdzie weszło tak boleśnie dildo Orvela. Marvin wewnętrznie też się nieco stresował, czy nie będzie zbyt niekomfortowo, ale czując ostrożność Jaza, paradoksalnie chciał go mocniej i głębiej. Chciał być jego i wiedział, że ten da mu dużo przyjemności. On i jego penis, o którym już marzył.
Jasper i tak był opanowany. Przynajmniej w okolicach jego tyłka. Usta za to całował mocno i zdecydowanie, co raz podgryzając je nawet, czy ssąc język kochanka. Wolną dłonią też mocno i intensywnie masował jego boki, czasami nawet przesuwając po nich paznokciami. Marvin był taki… ładny. Wszędzie. Nie tylko twarz miał przystojną, ale i to ciało, na które patrzył co ranek i wieczór i na które ten nie musiał tak pracować jak on sam. Przez to wydawał mu się jeszcze bardziej idealny. Do tego teraz to ciało prężyło się w jego ramionach, a gdy wsuwał po kolejnych długich minutach następne dwa palce, było wyraźnie mocniej rozgrzane.
Wreszcie Marvin położył mu dłoń na ramieniu i delikatnie się od niego odsunął. Spojrzał mu w oczy i podał mu gumkę, po czym cofnął się, by ułożyć się na plecach na kanapie. Oblizał usta, rozsunął nogi i sięgnąwszy do swoich jąder, uniósł je, by odsłonić przyjemnie rozluźnioną przez palcówkę szparkę. Drugą dłonią złapał się podłokietnika za głową w równocześnie poddańczym, jak i nęcącym geście.
— Weź mnie — szepnął.
Jasper aż sapnął, patrząc na niego i wstając z kanapy, aby rozebrać się do naga.
— Cholera jasna…! Jesteś zbyt gorący, aby ktoś w ogóle mógł cię takim widzieć! Rozpalasz do czerwoności! — wydyszał, oddychając głęboko i równo. Otworzył opakowanie kondoma, nałożył go z niechęcią, po czym klęknął pomiędzy nogami kochanka. Pocałował go wpierw w udo i pogładził po brzuchu, prawie że z nabożną czcią. Co miał poradzić na to, że był w nim zakochany jak szaleniec?
Poczuł, jak mięśnie naprężają się pod jego dotykiem, a Marvin wysunął nogę, ocierając się łydką o jego biodro.
— Mmm… — zamruczał ledwo słyszalnie i sam pomasował się nieco poniżej jąder. I jęknął równie cicho, przymykając oczy.
— Patrz na mnie. — Jasper przesunął dłoń aż na klatkę piersiową Marvina i jedną nogą zsunął się z kanapy, a drugą postarał jak najniżej się usadowić, aby gładko wsunąć się w kochanka. Przy tym musiał patrzeć na jego twarz. Była zbyt przystojna i za bardzo bał się, że zobaczy na niej oznakę bólu.
Marvin rozchylił powieki, a jego przejrzyste oczy wpatrzyły się w twarz kochanka. Sam miał rozchylone, zaczerwienione od wcześniejszych pocałunków wargi, rumieńce na policzkach, a jego klatka piersiowa unosiła się głęboko.
— Jest gotowa… — zamruczał, zsuwając dłoń jeszcze niżej i delikatnie naciskając na swoją szparkę. Ta otworzyła się, zamknęła i znowu otworzyła niemal zachęcająco, a Marvin ponownie przytrzymał swoje jądra.
Jaz zerknął tam krótko, po czym przesunął główką penisa po jego wejściu i dopiero bardzo, bardzo powoli, opierając się jedną dłonią o jego biodro, a drugą o oparcie kanapy, zaczął się w niego wsuwać. Odetchnął ciężej, zapatrując się na twarz Marvina z rozemocjonowaniem, a ten odpowiadał gorącym spojrzeniem.
— Twój… — wymruczał nisko i drugą ręką też sięgnął do podłokietnika za głową. Zacisnął na nim palce i otworzył się szerzej na Jaza.
Ten wsuwał się w niego bardzo wolno, aby w razie czego wychwycić moment, kiedy sprawi dyskomfort kochankowi.
— Daj rękę — poprosił przy okazji.
— Nie wolisz mnie trzymać za tyłek? — odpowiedział Marvin, uśmiechając się do niego kusząco. W duchu nie był przekonany do tej prośby, bo zaciskanie palców na kanapie pomagało mu w niezaciskaniu się na penisie Jaza, a każdy mocniejszy ścisk dłoni mężczyzna mógłby odczytać jako wyraz jego bólu. Nie chciał mu tego pokazywać, nie chciał, żeby przestawał. Chciał być nim wypełniony.
— Mam jeszcze drugą ręką — odparł Jasper, nieświadom jego myśli i przesunął tę, którą do tej pory miał na jego biodrze, w dół, pod jego pośladek. — Daj — poprosił, kiedy w końcu już wsunął się w swoim mniemaniu dostatecznie. Nie do końca, ale tak akurat, aby im obu było, miał nadzieję, dobrze.
— Uparty — skarcił go Marvin, oddychając głęboko, ale puścił się jedną ręką podłokietnika i złapał dłoń Jaza. Ścisnął ją lekko i oblizał usta. — Dobrze?
Jaz uśmiechnął się i przytaknął. Ułożył ich dłonie tak, aby było jako tako wygodnie, po czym delikatnie ruszył biodrami, cały czas patrząc przy tym na jego twarz. Widział na niej, że kochanek tego chciał i było mu z tym dobrze. Jego penis był odpowiednio twardy, a ciało wyraźnie rozgrzane. Przez moment poczuł mocniejsze ściśnięcie dłoni, ale twarz Marvina była rozluźniona. Potem jednak przemknął przez nią cień, gdy mężczyzna zagryzł mocniej wargę i ściągnął brwi, krótko się spinając.
Jaz zmarszczył się i schylił się do jego twarzy. Pocałował go w usta namiętnie, puszczając jego pośladek na korzyść boku jego twarzy. Spłycił też pchnięcia, próbując wyczuć, jak sprawić przyjemność kochankowi. Chciał dać mu to, co ten chciał i przy okazji go nie skrzywdzić.
Marvin jęknął w jego usta, a przez całe jego ciało przebiegł dreszcz przyjemności. Nie skomentował tej zmiany, bo faktycznie, płycej było mu lepiej. Prostata była rozkosznie stymulowana samą główką i miał nadzieję, że Jazowi też pasuje taka penetracja. Z drugiej strony w środku czuł wręcz wybuchające gorąco na świadomość, że kochanek tak się do niego dostosowuje. Że dba o to, by mu było dobrze i by nie stała mu się krzywda. To było takie… inne niż tamto, takie pełne uczucia i czułości. Jak z nikim innym. Ścisnął mocno jego dłoń, ale nie na oznakę bólu, ale by przekazać wszystko, co teraz czuł.
Jasper jęknął mu w usta i na chwilę odsunął się od jego twarzy, aby widzieć wyraźnie jego oczy. Zatrzymał się też. W końcu nigdzie im się nie spieszyło.
— Wszystko okej?
Marvin najpierw wciągnął głębiej powietrze do płuc i dopiero odpowiedział.
— Nawet bardziej niż okej… — Wpatrzył się w twarz kochanka z podnieceniem, po czym lekko uniósł głowę, by zerknąć sobie pomiędzy nogi. — Tobie jest… tak dobrze? Jak cię masuje? — dopytał się już niższym głosem, korzystając z momentu przerwy, by się bardziej rozluźnić.
— Bardzo — odparł Jasper w sumie zgodnie z prawdą. Nie miałby nic przeciwko, aby wsunąć się głębiej, ale tak też było dobrze. W ogóle z Marvinem było mu dobrze. Nie zawsze idealnie, bo byłoby to zwyczajnie niemożliwe, ale zawsze dobrze. — Obejmij mnie za szyję, hm? Będzie wygodniej — zasugerował, samemu puszczając jego dłoń i obejmując go nią pod karkiem.
Marvin od razu puścił się kanapy i przełożył ręce przez szyję kochanka, czując, że tak będzie bliżej niego, bardziej z nim spleciony. Zapach Jaspera też był strasznie podniecający, taki męski i świeży po kąpieli, ale bynajmniej niezmącony żelem pod prysznic.
— Już… pieprz mnie… — wyszeptał mu do ucha miękko.
Jaz uśmiechnął się pod nosem z zadowoleniem i wznowił ruchy biodrami. Jednocześnie wrócił do całowania ust kochanka.
Rzadko kiedy kochali się tak powoli i leniwie. A raczej ostrożnie, z konieczności. Im obu było mimo to przyjemnie. Do tego zarówno Marvin czuł satysfakcję, że oddaje się odpowiedniemu mężczyźnie, w pełni i całkowicie z własnej, nieprzymuszonej woli, jak i Jaz, że symbolicznie odbiera Orvelowi swojego kochanka. Ten drugi do tego czuł, że penis starszego mężczyzny jest już bliski końca i dosłownie wystarczyło jeszcze kilka płytkich pchnięć, by wystrzelił pomiędzy ich ciałami. Nie minęła minuta wzajemnego ocierania o siebie, a Marvin wyprężył całe swoje ciało, wbijając palce w plecy kochanka.
Jasper stęknął i pocałował rozchylone wargi kochanka, delektując się jękami, jakie się z nich wydobywały. Wysunął się z niego i nie puszczając, ani się nie odsuwając bardziej niż to konieczne, sięgnął dłonią do swojego penisa, by w ten sposób skończyć. Ściągnął zbędną już prezerwatywę i przytulił ich członki razem, czując przez to jakąś zaskakującą przyjemność.
Marvin przy tym patrzył na niego przez zmrużone powieki, stękając jeszcze na te pieszczoty, aż i Jaz nie skończył. Potem ściągnął go do siebie mocno za szyję i zdecydowanie pocałował. Sam wsunął mu język między wargi i trzymał kochanka, jakby chciał się z nim stopić.
Jasper zajęczał, trochę zaskoczony, ale i na swój sposób oczarowany tym, jak Marvin go chciał. Objął go najciaśniej jak umiał i prawie się na nim położył. Nawet przesunął rękę do tyłu i pociągnął nogę starszego mężczyzny, aby objęła go w udach.
Ten zupełnie nie oponował i najwyraźniej pochwalił tę prośbę, obejmując nogami Jaza. Czuł się może i śmiesznie zamknięty w jego ramionach i taki pod nim trochę zgnieciony, ale było mu przy tym dobrze. Ze swoim dużym, cudownym tygrysem.
— Dean mi cię będzie zazdrościł… — Uśmiechnął się, patrząc w oczy kochanka, gdy tylko odsunął usta od jego ust.
Rozbawiony i mile połechtany tą uwagą Jaz prychnął pod nosem.
— Wolałbym w tej sekundzie nie gadać o żadnym innym, ale — pocałował go w policzek — to nawet seksowne, że tak myślisz.
Marvin mruknął na potwierdzenie i wsunął mu palce we włosy z tyłu głowy.
— Brakowało mi tylko jednego w tym wszystkim… Twojej śmietanki w środku — dodał, puszczając mu przy tym oczko.
Jasper znowu się uśmiechnął, przykładając swoje czoło do jego. Chciał być z nim blisko. Nawet jeśli nie zawsze było idealnie, teraz wyjątkowo ciężko, to chciał, bardzo chciał, być z tym mężczyzną.
— Już niedługo, a teraz… — Poruszył się na nim delikatnie na prawo i na lewo. — Pomyśl, że nasza „śmietanka” nie dość że się zmieszała, to jeszcze nas razem skleja.
Marvin uniósł lekko brwi i zaśmiał się krótko. Jasper od kilkunastu dni nie widział go w ogóle śmiejącego się, więc teraz ten widok był dość osobliwy.
— Jesteś głupi, ale i tak cię kocham! — śmiał się, obserwując tę rozkoszną i pocieszną twarz Jaza.
— Nie ma co, zajebisty komplement, stary — ten w odpowiedzi prychnął i wyszczerzył się szeroko, cmokając go z rozpędu tak, że prawie zderzyli się zębami. — Uwielbiam, jak tak wyglądasz.
— Pozlepiany śmietanką? Czerwony na twarzy, zarośnięty, nagi? — Marvin wciąż uśmiechał się do niego, obejmując go rękami i nogami, przygnieciony jego dużym ciałem do miękkiej kanapy.
— Nagi i uśmiechnięty. Chociaż… to czerwony i rozpalony też — uściślił Jasper, który aż czuł, że ciężar spadł mu z serca chociaż na chwilę, kiedy widział takiego rozradowanego i zadowolonego Marvina. Był z siebie strasznie dumny, że do tego doprowadził. Spokojnie mógł być „głupim”, jeśli udałoby mu się nie zatracić tej zdolności.
Marvin odpowiedział jedynie kolejnym uśmiechem i dopiero po chwili, głaszcząc go po karku, rzucił:
— Nie mogę się doczekać, kiedy znowu z tobą zatańczę, stary.
— Też — Jaz przytaknął skwapliwie i zmarszczył zabawnie nos. — W końcu na scenę wraca prawdziwy jej władca… — zamruczał w swoim mniemaniu seksownie, chociaż miał jeszcze daleką drogą do tego, jak Marvin umiał to robić.
— Dobrze kombinujesz — pochwalił starszy z tancerzy z wyraźnym rozbawieniem i pocałował go krótko w usta. — Mmm, ciepłe — dodał, liznąwszy je jeszcze na koniec. — Wstajemy? Wycieramy śmietankę?
— Spoko. I… — Jaz zaczął, powoli się unosząc. — Wycieramy czy prysznic?
— Ty się myłeś chwilę temu, nie ma sensu. Ja się wytrę, prysznic wieczorem. Chyba, że gdzieś planujemy wychodzić? — zapytał Marvin, siadając na kanapie, a potem wstając, gdy Jaz się odsunął.
— Nie. Na dziś już wszystko — odparł luźno, siadając na kanapie i przesuwając dłonią po brzuchu, gdzie na naciągniętej na napiętych mięśniach skórze była rozmazana jego sperma. — Sporo.
— Nie bierz do ust. Wytrzyj od razu — odpowiedział Marvin nieco poważniej, sięgając po chusteczki ze stolika, by wytrzeć się z nasienia.
— A widzisz, żebym brał? Mówię, że dużo — odparł Jaz i rozsmarował to na dłoniach. — Ale to podobno dobre dla skóry. — Zaśmiał się i wyszedł do łazienki, aby już zwyczajnie obmyć ręce i ciało.
Marvin najpierw odprowadził go wzrokiem, po czym poszedł do kuchni, żeby wyrzucić chusteczki i wziąć sobie coś do picia. Zatrzymał się jednak w progu, gdy jego wzrok padł na telefony leżące na stole. Odetchnął głęboko i zbliżywszy się, sięgnął powoli do tego swojego. Odblokował i popatrzył na ekran.
Był tam sms, a raczej dwa. Zarówno od jego prześladowcy, jak i, miał nadzieję, ratunku. Odebrał najpierw tego od Deana, według zasady, że może dobra wiadomość złagodzi tę złą, jakakolwiek ona by nie była. Ta dobra była krótka.
„Jutro. Szykuj piwo i talerze.”
Uśmiechnął się blado do siebie, po czym odpisał kumplowi:
„I dobrą muzykę, byś miał do czego kręcić biodrami. Daj znać, jak będziesz dojeżdżać do miasta.”
Wysłał i czując nieprzyjemne, ale już znajome mdłości podchodzące do gardła, odczytał drugą wiadomość. Ta zła też była krótka. Niestety mniej sympatyczna.
„Nie odbierasz, nieładnie. Jutro o drugiej popołudniu u mnie.”
Na tę już nie odpisał. Obejrzał się w stronę drzwi i usiadł nago przy stoliku, zamknąwszy na moment oczy. Dopiero co miał z Jazem zajebisty seks i jeszcze chwilę temu śmiał się z nim tak przyjemnie niezobowiązująco, lekko. A teraz znowu wybiegał myślami do tego, czego tym razem chciał Orvel. Chore scenariusze przychodziły mu do głowy. Od tych, w których klęczał przed nim i krztusił się jego kutasem, do tych, w których leżał przywiązany do stołu i czuł, jak dziwne przedmioty zostają wsadzane w jego odbyt.
Zaklął pod nosem, zablokował telefon i podszedł do lodówki, by napić się mleka. Nie chciał teraz myśleć o tym smsie. Pomyśli jutro. Teraz czekał go wieczór z kochankiem i zamierzał nie myśleć o żadnych pseudo-indiańskich skurwysynach, którym czegoś najwyraźniej brakowało w związku, w życiu i w mózgu. Tego był pewien.

*

W pokoju było ciemno, pachniało naturalnymi kadzidłami, a satynowa pościel była przyjemnie chłodna, kiedy młody mężczyzna przesuwał po niej dłonią.
Patsy patrzył, siedząc na łóżku tuż obok śpiącego, śniadego mężczyzny, to na swoją komórkę, którą trzymał w dłoni, to na kochanka. Zastanawiał się, ze spokojem analizując wszystko, co wiedział i o czym wiedział nadawca smsa.
— A jednak… — mruknął do siebie, po czym pocałował leżącego tuż obok mężczyznę w ramię i zsunął się z łóżka.
Przeszedł na drugą stronę i kucnął przy jego głowie. Wyciągnął mu spod poduszki komórkę i wyszedł z sypialni, aby ze spokojem jeszcze chwilę nad tym podumać i wypić filiżankę herbaty rumiankowej.
Kuchnia, do której wszedł, jak całe mieszkanie była zaprojektowana ze smakiem, była też bardzo przestronna. Orvel nie szczędził sobie luksusów. Patsy’emu na szczęście też i kiedy ten tylko chciał jakoś… upiększyć swoje ciało, dostawał na to od kochanka pieniądze. Orvel był kochany, ale niestety miał swoje wady.
Patsy, czekając, aż jego rumianek się zaparzy, spojrzał na wiadomości w telefonie kochanka. Zobaczył, że ten znowu chciał to zrobić — „Jutro o drugiej popołudniu, u mnie.”. Pytanie tylko, czy osoba, do której ten sms został zaadresowany, faktycznie przyjdzie. Z drugiej strony, miał w dłoni kontakt do Marvina Milligana. Dostał przecież od niego smsa, że jego ukochany facet jest szantażystą.
Zastanawiał się, jak to rozegrać, aby wszyscy byli zadowoleni. On w szczególności. Ale przy okazji, by nikomu nie działa się nadmierna krzywda. Nie mógł przecież dopuścić, aby Orvel, jego ukochany i bogaty facet, skończył w więzieniu. Nic więc nie zrobił poza napisaniem smsa do szefa, że jutro bierze sobie wolne, bo źle się czuje. Pomysł z przeziębieniem w sumie nie był zły, aby w ogóle nie wychodzić z domu i zabezpieczyć go przed czyimkolwiek niechcianymi przez niego wizytami.
Wypił ze spokojem wywar, po czym wrócił do sypialni. Odłożył telefon Orvela na miejsce, swój też schował pod poduszką, kasując wiadomość, ale zapisując numer pod jakimś żeńskim imieniem. Zaraz po tym przylgnął do kochanka, grzejąc sobie na jego ciele chłodne dłonie i stopy.

5 thoughts on “No Exit – 13 – Odbierz mu, co zabrał

  1. Katka pisze:

    Basia, oj tak, Marvin pragnie i wręcz potrzebuje dotyku Jaspera. To jest dla niego jak lekarstwo, czuje się szalenie bezpiecznie w ramionach Jaza. A Patsy wie…. oj wie, on wręcz za dużo wie! Też pozdrawiamy :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    chociaż mieli chwilkę takiego odsapnięcie, a ten seks mmm rewelacyjny, Marvin bardzo pragnie dotyku Jaspera, mam nadzieję, że nie ukryje przed Jasperem tej wiadomości i nie pójdzie do Orvela, ale chwilka Patsy wie od kogo dostał smsa….
    weny…
    Pozdrawiam serdecznie i ciepło

  3. Shivunia pisze:

    Saki >> Hahaha, odpisuje ci po raz drugi, bo mój „kochany” komputerek postanowił wyłączyć mi przeglądarkę. Tyle radości. Aleeee, do rzeczy. Po pierwsze, jestem pełna podziwu że z takim brakiem skupienia wysmażyłaś taki ładny komentarz. To jest imponujące, tym bardziej dla osoby która ma koncentracje godną złotej rybki i jest wstanie gapić się w przestrzeń, zamiast coś konstruktywnie zrobić. Udajmy, że nie mówię o sobie.
    Co o Patsiątka, to byłam bardzo ciekawa jak zareagujecie kiedy przekonacie się jaki jest naprawdę. Powiem szczerze, że osobiście nawet go lubię. Jest… zaskakujący przy bliższym spotkaniu. I pytanie jak duża jest jego rola i co zrobi. Bo nie jest bynajmniej tak bierny i uległy jak Karl. Co w sumie jest zabawne, patrząc po tym jaki obraz siebie kreują.
    Co do Jaspera…to będę w 100% nieskromna, ale uważam że to ideał faceta. Sama takiego poproszę. Jest wg mnie taki akurat. W żadną stronę zbyt. Jak sama zauważyłaś, nawet święty ma swoje granice. Jaz, też ma swoje granice ale nie są one jakieś dziwnie poprzesuwane. Jeeez, ale sobie samej kadzę. Bardzo niefajnie z mojej strony.
    „odwołania Marvina” – jest chyba serio coś ze mną nie tak, bo pomyślałam o takim odwoływaniu sługi, albo… gorzej, pokemona. Mój mózg jest zaiste skrzywiony.
    Dzięki jeszcze raz za komencik i mam nadzieje, że wyjazd będzie udany nawet jeśli czegoś zapomnisz spakować ;)

    Bebok >> SMS był bardzo ironiczny. Przyznam szczerze, że nie chciała bym takiego sama dostać. Nawet przez pomyłkę. Od razu w głowie pojawiły by mi się niepokojące myśli. Ale na szczęście, trafili i wiadomość trafiła tam gdzie powinna. Co do Deana… oh… tu powinnam zamilknąć, ale mój długi jęzor aż sam się wyrywa, aby coś zdradzić. Nooo boooo… można i namieszać i naprawić czyż nie? Ale ciiii, bo Kat mnie zabije i nie bezie opowiadań. Chociaż i tak mam wrażenie, że ja bardziej umieram z ciekawości jak odbierzecie moje Deaniątko XD (skromność livel zero) „Coś czuję że słodka kicia jeszcze pokaże pazurki. ” TAAA, idealnie go opisujesz. Podstawowe założenie złowieszczego planu? Nigdy nie wyglądaj i nie zachowuj się jak ktoś kto ma taki plan.
    Dzięki bardzo za komentarzyk. Zawsze miło czytać je pod NE, bo tu jednak jest ich często mało :*

  4. Bebok pisze:

    Treść SMSa mnie rozbroiła :D szczególnie: „PS. upewnij się, czy zdezynfekował dildo.”
    Seks jak zwykle świetny, troska Jaza jest urocza :D Dean faktycznie będzie miał czego Marvinowi zazdrościć. Swoją drogą ciekawa jestem tego faceta. Czy pomoże czy bardziej namiesza. Hmmm ;D
    Patricia! Ależ z ciebie materialistka! xD Coś czuję że słodka kicia jeszcze pokaże pazurki. Patsy nie jest taką słodką idiotką jak się wszystkim wydaje, cwana bestia z niego, chyba zna Orvela lepiej niż temu się wydaje i wie więcej o jego wybrykach niż ta szuja by chciała.
    Zobaczymy co czas przyniesie, choć szczerze powiem że jestem bardziej ciekawa tego jak Patsy załatwi tę sprawę niż Dean ;D

  5. saki2709 pisze:

    Z tego Patsy’ego to niezłe ziółko jest. Jest bardziej cwany niż się wszystkim w okół wydaje. I wie więcej niż mogli podejrzewać. Kto by pomyślał, że to on kontroluje kochanka, a nie odwrotnie XD Mała żmijka. Zastanawiam się, czy bardziej się przejmuje tym, że może stracić dojną krowę, czy że jego kochanek może trafić za kratki. Bo szczerze to nie jestem pewna. Czy gdyby jego kochanek nie był nadziany, to tolerowałby te jego zdrady czy inne takie? Moim zdaniem chłopak jest taki pusty jak studnia w czasie suszy. I pewnie nie zwróciłby uwagi na Orvela, gdyby nie to, że facet jest bogaty i przystojny. Nie mam pojęcia, jak dużo wie. Czy wie, że anonim jest od Marvina? W sumie mógł się domyślić, skoro Orvel się nie wysłał i nie nadawał pseudonimu Marianowi. Chłopak jest bystrzejszy niż wygląda.
    Dobra, bo się o Patsy’m rozpisałam, a on na końcu był. Muszę przecież wspomnieć o poprzedniej części jeszcze.
    Uwielbiam Jaza i Marvina. To jak się wobec siebie zachowują, to jak mówią do siebie per stary, a potem się przytulają i wyznają miłość, ich seks… Ten był taki inny, ale też mi się podobał. Jaz tak dba o Marvina, żeby nie stała mu się krzywda. Uwielbiam ta jego delikatność. I tą drapieżność. I to, że wie, jak się kiedy trzeba zachować, a nie kieruje się instynktem i własnymi pobudkami. No dobra, czasem go ponosi, ale tylko czasem. Jak w przypadku, kiedy się dowiedział o całej sprawie z Orvelem. Ale kogo by nie poniosło w takiej sytuacji. Nawet święty ma swoje granice.
    Czyżby w następnym rozdziale przyjechał kumpel z Montany? Już się nie mogę doczekać.
    No i jeszcze jedno. Intuicja Jaza nie myliła. Patsy dostał swoją wiadomość. Mam nadzieję, że jednak zostanie w domu i Orvel będzie zmuszony odwołać Marvina. Bo jak go znam, pewnie by nie posłuchał kochanka i pobiegł na spotkanie z nim.
    To by było na tyle. Nie mogę się skupić, bo okazało się, że dzisiaj wyjeżdżam na cały tydzień i w ogóle nie jestem spakowana. Nie wiem, czy będę miała dostęp do neta. Raczej nie, więc czeka mnie przymusowa przerwa od Waszych opowiadań.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s