Fire Dragon Tattoo Studio – 188 – Pochwycony drapieżnik

Lenny miał dziś samochód, wracał nim więc z pracy. Był sobotni ranek i dlatego postanowił zawinąć do najlepszej w okolicy kawiarni, aby nabyć dwie pobudzające kawy. Jedną dla siebie, drugą dla Ryana. Uznał, że z takim przekupstwem będzie miał szansę na to, że to nie on będzie robił śniadanie.
Zaparkował na niewielkim parkingu nieopodal. Kawiarnia nie miała własnego. Nie była sieciówką, ale podawali tam naprawdę dobre mieszanki kaw. Smakowały jak należy, a dawały kopa jeszcze lepiej. Wszedł do środka, już wiedząc, co będzie zamawiał.
— Lenny! — usłyszał niespodziewanie nagły, znajomy, damski głos.
Kiedy się obejrzał, zobaczył siedzącą przy stoliku ciemnoskórą parę. Nell, jak zwykle kolorowo ubraną, wesołą, z uśmiechem bielusieńkich zębów i Theo, który nie emanował radością na widok Mulata. Był nisko pochylony nad stoliczkiem, trzymał w dłoni widelczyk i właśnie dłubał nim w jakimś pełnym białego kremu cieście. A że patrzył przy tym prosto na Lenny’ego, miał się wrażenie, że wyobraża sobie, że na talerzu ma jego głowę.
Lenny na ich widok niewidocznie się spiął. Nie spodziewał się, że wpadnie tu i teraz na parę.
— O… hej — przywitał się i zerknął jeszcze na baristę. — Chwilkę, okej? — dodał do Nell i Theo.
Zamówił dwie słodkie, ale mocne kawy. Jedną z białą czekoladą, drugą z wiórkami kokosowymi. Cóż, czasami można było pozwolić sobie na coś słodkiego. Kiedy podszedł do stolika, przy którym siedziała Nell ze swoim chłopakiem, dziewczyna odsunęła dla niego krzesło i poklepała je.
— Sadzaj tyłek, pogadaj chwilę z nami — zachęciła. — Co słychać?
Stolik znajdował się przy szklanej szybie, nad ich głowami wisiała lampka w kształcie muffinki, a obrusik, którym był nakryty blat, miał wzorki w ziarnka kawy. Wokół pachniało kawą i słodkimi wypiekami, a na talerzyku dziewczyny znajdowała się w połowie zjedzona babeczka z migdałami.
Lenny nie miał szczególnie wyboru, bo na kawę musiał jeszcze chwilę poczekać. Cóż, na dobre rzeczy zwykle trzeba było poczekać, ale on wolałby tym razem tego nie robić. A przynajmniej teraz, kiedy tak wyraźnie widział specyficzne zachowanie Nell.
— Okej, wracam właśnie z pracy. Do domu. Dlatego też zamówiłem kawę dla Ryana — wyjaśnił, zerkając czujnie na Theo, który jak na dłoni nie był zachwycony z tego przypadkowego spotkania.
— Spoko, fajnie. Ale trzeba było go wyciągnąć z łóżka, obczaj, jaka super pogoda — dziewczyna odpowiedziała radośnie. — My z Theo dzisiaj na plażę jedziemy. Mam nowy strój, muszę wypróbować, nie? — Uśmiechnęła się bokiem ust i odchyliła skraj luźnej koszulki, aby pokazać Lenny’emu ramiączko i dekolt swojego stroju w hawajskie wzory.
Theo momentalnie ściągnął brwi i chyba mimowolnie zaczął poklepywać krem widelczykiem.
— No ładny jest, ale bez przesady, Nell, nie negliżuj się tu.
— I tak na plaży się bardziej rozbiorę, Theo, spoko. Lenny’ego zresztą to nie robi. — Zaśmiała się, a Mulat psyknął między zębami.
— No, niekoniecznie. Z jakiegoś w końcu powodu Ryan jest facetem — mruknął, licząc na własną kawę, aby móc już iść.
— Spoko — Theo mruknął, jakby nie chciał się z dziewczyną kłócić przy Lennym, ale nie miał zadowolonego spojrzenia. Łypał na mężczyznę spode łba, irytując się, że w ogóle spojrzał na ciało Nell.
— Chcesz w ogóle kawałek spróbować? — ta zasugerowała Lenny’emu, wyciągając do niego babeczkę. — Bo lubisz słodkie, nie?
— Nie, dzięki, poczekam już na swoją kawę — Mulat odparł i aby to przyspieszyć, zerknął na baristę. Ten chyba kończył. Ale niestety jeszcze nie skończył.
— Okej. A jakbyście chcieli z Ryanem wpaść na plażę, to będziemy się też szlajać, to możemy się zgadać, nie?
— Zobaczę, co na to powie — Lenny odparł znowu wymijająco. Irytowało go, że lubił Nell, ale… zaczynał dziwnie się przy niej czuć. Do tego Theo. Też był ślepy, czy co? On jej nie prowokował, nie zachęcał, więc nie wiedział, czemu tak rzucał mu złe spojrzenie.
— Byłoby super, jakby chciał — dziewczyna zapewniła go i ugryzła kawałek muffinki. — Pobujać się w jakimś klubie też byśmy kiedyś mogli. Biali nie czują tak muzyki jak my — dodała z uśmieszkiem.
— Jego facet jest biały, uważaj, bo urazisz — Theo zwrócił jej uwagę niby rozbawionym tonem, ale zabrzmiało to trochę tak, jakby przypominał jej, że Lenny jest zajęty i kręcą go męskie dupy, a nie damskie, jakkolwiek cudownie nie bujają się do muzyki.
Lenny czuł, że powinien coś odpowiedzieć, ale uratowała go w tej chwili kelnerka, wołając po zamówienie.
— Może kiedyś. Miłego dnia, ja spadam, póki jest ciepła ta kawa — rzucił, jednocześnie wstając od stoliczka, aby zmyć się do domu, gdzie czekał na niego jego biały facet.
Został odprowadzony przyjaznym spojrzeniem Nell i mniej przyjaznym spojrzeniem Theo, który miał bardzo, bardzo zaciętą minę. Nie było mu się co dziwić, zachowanie jego dziewczyny wcale nie mogło być dla niego przyjemne, ale Lenny miał w tym momencie problem, że miał pretensje najwyraźniej do niego. Nie wiedział, za co go to nieszczęście spotkało, ale na razie był rad z tego, że może się wyrwać. Pożegnał sie więc jeszcze raz z parą i ulotnił się do samochodu z dwiema kawami w tekturowej podstawce.
W domu pojawił się niedługo potem. Powitało go miauknięcie kota, ale poza tym nie słyszał specjalnie głośnych dźwięków świadczącym o tym, że Ryan już nieźle się rozbudził. Potwierdziło się to, gdy ujrzał, jak przez salon przechodzi jego chłopak wciąż w samych slipkach, przecierający twarz i ziewający.
— O, dzień dobry — rzucił do Lenny’ego, zauważywszy go.
— Dobry. Mam kawę — poinformował kochanka, lustrując go wzrokiem, kiedy wskazał na dwa przyniesione, ciepłe i słodkie napoje.
— Mmmm… rozpieszczasz mnie kofeiną… — Ryan zbliżył się do niego, wchodząc do przedpokoju, ale zanim zabrał dla siebie jedną, wpierw pocałował kochanka w usta. — Dziękuję. I jak minęła ci nocka w porcie?
— Okej. Jak to w pracy. — Lenny wzruszył ramionami i rzucił jeszcze swoją torbę z rzeczami pod ścianę w przedpokoju. Zabrał też kawę z białą czekoladą, a z tekturową podstawką udał się do kuchni, aby ją wyrzucić. — A ty? Spałeś?
— Zasnąłem po tym, jak napisałem ci ostatniego smsa około drugiej, ale udało się — przyznał Ryan, już popijając swoją kawę i podążając za kochankiem do kuchni. Rudy kocur co raz krążył slalomem wokół jego nóg, ocierając się o nie, a w kuchni, jak zwykle, panował bajzel. Wczorajsze naczynia po obiedzie spoczywały w zlewie, podobnie jak tekturowe opakowanie po pizzy na stole i pusta butelka po Coca-Coli.
Lenny na moment odstawił swoją kawę na blat i powpychał co się dało do kosza.
— Dobrze — zawyrokował i spojrzał kochankowi w oczy. — Dobrze, że nie kłamiesz — dodał, osądzając, czy ten nie ma worków pod oczami. Wszystko wyglądało jednak dobrze i w normie.
— Myślałem, że doszliśmy już do tego, że nie zdarza mi się kłamać — Ryan odpowiedział z lekkim uśmiechem, opierając się tyłkiem o stolik i popijając kawę. Obserwował przy tym swojego kochanka. Zawsze lubił patrzeć, jak się porusza, poza tym podobał mu się jego styl ubierania się i włosy, więc całokształt Lenny’ego ogólnie… bardzo go kręcił. Szczególnie dzisiaj, kiedy wiedział, co chce mu zrobić. — Będziesz jeszcze chciał odespać, hm?
Lenny siorbnął kawy i pochylił się, by z niechęcią wyjąć worek z kosza na śmieci.
— Myślałem, aby dopić kawę. A potem… nie wiem. Myślałeś nad czymś? — spytał, zawiązując go i nie czekając na odpowiedź, wyszedł z kuchni, aby dać pomyśleć kochankowi i wyrzucić śmieci. Już śmierdziały i bardziej to czuł, kiedy dopiero co wszedł do domu.
Kiedy wrócił do kuchni, Ryan wciąż stał przy stole, teraz głaszczący po grzbiecie Jaya, który usiadł na blacie i obserwował wszystko wokół.
— Myślałem, aby potem wykorzystać pogodę i albo spędzić czas najlepiej jak się da na takim słońcu, czyli na plaży, albo wpaść do Juana do knajpki. Niestety nie może się wybrać na deskę, bo dziś tworzy drinki dla spragnionych jego talentu gości, ale że jego urocze Puerto de Colorido znajduje się przy plaży, to można by upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.
— No spoko. Nie pogardzę drzemką na słońcu. — Lenny uśmiechnął się trochę do siebie, trochę do Ryana, także opierając się o blat kuchenny, ale naprzeciwko kochanka i biorąc się znowu za picie kawy. Była słodka. Bardzo.
Ryan też nie narzekał na swoją kokosową kawę i cieszyło go, że Lenny wiedział, co lubi. Zdecydowanie dodatkowo podobał mu się fakt, że pachniała tak jak włosy kochanka. W końcu Lenny używał kokosowego szamponu.
— Uuu, odespanie ciężkiej pracy w porcie na gorącym piasku na słońcu. Przyjemna wizja, hm? Mam tylko nadzieję, że Juan rzeczywiście będzie choć trochę zajęty tą swoją drinkową pracą, bo coś mi mówi, że gdyby siedział z nami cały czas, to nie pospałbyś zbyt wiele przez jego zauroczenie tobą godne słodkiej Nelly.
— Weź, nie wiem, co inni do mnie mają. Na Nell i Theo w ogóle wpadłem w kawiarni. — Mulat skrzywił się, rzucając krótkie spojrzenie Ryanowi znad kubeczka.
— O, no proszę, jaka niespodzianka. Ale sądząc po twojej minie, są na liście osób niechcianych do spotkania w pobliżu takich osobistości jak mój ojciec, Hans, nasz wspaniały psycholog więzienny czy chociażby Katy — Ryan zironizował pod koniec, napił się kawy i dopytał: — Udało ci się to przeżyć bez porażenia piorunami z oczu Theo?
— Oni chyba nie łapią, że to nie moja wina. Czy ja jestem jakiś za miły dla niej, czy co?
— Hm… — Ryan udał, że się zastanawia. — Tak.
Lenny rzucił kochankowi srogie spojrzenie. Wcale nie chciał tego usłyszeć.
— Bez przesady.
— Nie jest zaskoczeniem, Lenny, że jesteś dla kobiet przesadnie miły, ale podejrzewam, że nie tylko w tym tkwi zainteresowanie Nelly tobą. Coś mi mówi, że po prostu się jej podobasz albo jej czekolada nie zaspokaja jej tak, jak powinna. Aż jestem ciekaw, który z was ma większego… — Ryan uśmiechnął się na koniec i dopił do końca swoją słodką kawę. — Mmm…
Mulat stojący przez Ryanem zrobił groźną minę.
— Nawet nie próbuj myśleć o jego kutasie. To mnie nie bawi.
— Nie…? — Ryan powoli się do niego zbliżył i pocałował go krótko. — Nie chcesz, żebym wiedział, czy mam większego w łóżku? To by mogło być na twoją korzyść, bo jestem przekonany, że trudno jest przebić twój rozmiar. Hm… chociaż on jest ciemniejszy… — na koniec znowu udał zamyślonego.
Lenny prychnął z pretensją.
— Serio mnie to nie bawi. Wiesz, że nie lubię, jak się oglądasz za kolorowymi, czy gadasz o ich pałach. Czy ciemniejszych, czy jaśniejszych od mojej.
Ryan uśmiechnął się mimo jego słów i wyciągnął mu z dłoni kubek z resztą kawy. Odłożył go na stosowną odległość.
— Wybacz, postaram się tego unikać. Wiem za to, co lubisz — zamruczał i szarpnął mężczyzną, odwracając go do siebie plecami oraz przyszpilając do blatu z dłonią na jego karku. Pochylił się, pocałował go w szyję i dodał: — Sam mi o tym napisałeś.
Lenny’ego początkowo zatkało, po czym spróbował się szarpnąć. Ryan przez to mocniej zacisnął mu palce z tyłu szyi.
— Czyli jednak się zdecydowałeś — prychnął, czując wzrastające w ciele gorąco. A przed chwilą było tak spokojnie. Cudownie. Aż uśmiechnął się do swoich myśli na tę nagłą zmianę.
— Myślałeś, że stchórzę i nie wykorzystam okazji dobrania się do ciebie? — Ryan odpowiedział mu nisko przy uchu, a Lenny poczuł, że krocze chłopaka mocno trze o jego wypięty przez tę pozycję tyłek. W górę i w dół, jakby materiał ich nie oddzielał, a penis Ryana już był gotowy, żeby spenetrować jego wnętrze.
Lenny zaśmiał się nisko i znowu się szarpnął. Tym razem dużo mocniej, aż wyprostował się odrobinę, a Ryan był zmuszony znowu przytrzasnąć jego głowę do blatu.
— Dobrze… — zamruczał nisko, podniecając się tą adrenaliną i w końcu zdecydowaniem kochanka w działaniu. — I tak… myślałem, że podwiniesz ogon i będziesz chciał się ze mną pieprzyć tylko jak z twoim kochaniem.
— Moje kochanie nigdy nie dało mi zielonego światła w obchodzeniu się z nim w taki sposób… a ty, mimo że się szarpiesz jak pantera złapana w pułapkę, to wiem, że tego chcesz — wraz z tymi słowami Lenny’ego spotkało kilka mokrych pocałunków w kark, ale potem Ryan uniósł się nad nim, trzymając go na wyprostowanej ręce za szyję. Drugą wpierw zszarpnął mu spodnie i bieliznę pod pośladki, a następnie przyparł go kroczem mocno do szafki, aż spłaszczając mu pośladki. Jego nogi też zostały stanowczo rozchylone kolanem. — Szerzej.
Lenny wpierw chciał przerwać kochankowi i kazać mu się zamknąć. Jak nigdy tego wcześniej nie robił. Ale Ryan skończył swoją przemowę w ostatniej chwili. Co jednak nie dało mu nadziei na to, aby Mulat z nim współpracował. Zapierał się tylko o blat, oddychając ciężko i głośno. Włosy ku radości młodszego nie były na jego twarzy, bo były związane.
Ryan korzystał z tego, obserwując go z góry i patrząc na jego reakcję. Podniecało go w tej chwili to, że Lenny, będąc tak ostro traktowany, bardziej się podniecał, niż kiedy wcześniej się do niego dobierał. To dawało nadzieje, że będzie dobrze i że może zrobić to, co właśnie zrobił — czyli wykręcić mu rękę na plecy, splunąć na dłoń i mocno przesunąć palcami po całym rowku. Tarł przy tym o zaciśniętą szparkę i naciskał na nią, gdy akurat po niej przesuwał palcami.
Lenny nic nie mówił, tylko spozierał na niego co chwilę kątem oka. Czasami tylko je zamykał i marszczył nos. Ryan miał przy nim dużo roboty i musiał się wysilić, bo mężczyzna nie przestawał mu utrudniać. Był jednak rozgrzany i podniecony, jak dawno nie był w tej konfiguracji.
Chłopakowi udawało się nad nim panować, bo byli w odpowiedniej pozycji. Od tyłu miał nad nim przewagę, szczególnie mając go zamkniętego między sobą a szafką.
Przytrzymał mu mocniej rękę, trochę się nad nim pochylając, żeby dodatkowo unieruchomić go ciężarem swojego ciała i naparł dwoma, obślinionymi palcami na jego szparkę. Chciał już tam wejść i nawet poczuć, jak Lenny spina ją tak samo, jak spinał się cały. Próbując się mu oprzeć, a i tak nie mając ku temu możliwości.
Kochanek zasyczał, ale jego ciało też zadrżało z przyjemności. A przynajmniej Ryan znał ten rodzaj przyjemności. Ten lekko wymieszany z bólem, ten tak nieznośnie przytłaczający i zarazem rozpalający od środka wyjątkowo mocno.
— O żesz…
Ryan sam wciągnął głębiej powietrze do płuc, widząc to, co dzieje się z Lennym. Naprawdę go to jarało, że trzymał go pod sobą takiego uwięzionego i dosłownie skazanego na jego palce. Przynajmniej w tej chwili palce. I nawet jego ta palcówka kręciła, kiedy widział, jak pośladki mężczyzny drżą, gdy wsuwa się głębiej, aż po knykcie. Zagryzł wargę i patrząc uważnie na mężczyznę, zgiął palce i pociągnął mocno w górę.
Lenny szarpnął się, zasyczał i stanął trochę na palcach. Odwrócił też bardziej głowę w stronę blatu, dysząc ciężko. Czuł, jak kropelki potu zbierają mu się na skórze, nasączając ubrania. Aż w nim wrzało.
Chłopak od razu mocniej zacisnął palce na jego wykręconym nadgarstku, żeby łatwiej nad nim panować. Podniecało go, że ma pod swoją władzą takiego silnego, seksownego faceta, który w tym momencie tak wierzgał. Chciał sprawić, że będzie reagował jeszcze bardziej ekspresyjnie.
Chwilę jeszcze kręcił w jego tyłku palcami, to rozkładał je na boki w jego dupci, żeby bardziej ją rozciągnąć. Nie był przy tym delikatny, skoro takie dostał instrukcje od mężczyzny i kiedy poruszał w jego palcami w przód i w tył, robił to szybko i mocno. Potem nagle wyszarpnął je z niego i ścisnął mocno pośladek, jakby ugniatał ciasto.
— Już drżysz — zamruczał z zadowoleniem, jak rzadko patrząc na niego z góry.
— Zamknij się… — Lenny wydyszał, a jego oddech był przy tym płytki i bardzo szybki. Chciał, aby Ryan już go wziął. Nie gadał, nie marnował czasu, a tylko go wziął. Och, jak się przed nim odsłonił, tymi rozmowami, tą kartką. — I… włosy — syknął jeszcze, wolną ręką przesuwając po blacie kuchennym. Miał ochotę zatopić w coś paznokcie.
W Ryanie od razu zawrzało. Lenny nie tylko podniecał się tym, co i jak mu robił, ale do tego się dopraszał. Oj tak, zamierzał mu to dać. Puścił więc jego rękę, złapał go za włosy i na chwilę, zamiast dobierać mu się do tyłka, szarpnął go brutalnie w górę i dossał się do jego szyi za uchem.
Lenny krzyknął krótko, a jego ciało się wyprężyło przez ten bardzo mocny pocałunek. Chłopak też czuł, jak jego ciało zadrżało kompulsywnie. I… co by dużo nie mówić, nad czekoladowym ramieniem Mulata widział jego zdecydowanie bardziej sztywnego penisa niż kiedy dobierał się do niego na własny sposób. Pobudzało go to do dalszego działania. Czuł się w tym momencie bardziej mężczyzną niż kiedykolwiek wcześniej. Oddychał ciężko na jego skórę, podgryzając ją jeszcze chwilę, nim znowu sprowadził Lenny’ego w dół, przyszpilając go do blatu. Trzymał go przy tym mocno za włosy, a drugą ręką nawilżył jeszcze śliną swojego penisa i przytknął go do dziurki mężczyzny. Dziurki. Kurwa, wydyma go za ten cały czas, kiedy nie mógł tego robić. I zrobi to tak, że Lenny długo to będzie pamiętał i czuł.
— Przygotuj się — powiedział i dosłownie kończąc wypowiadać ostatnią sylabę, zaczął się w niego wciskać.
Lenny zasyczał, a Ryan słyszał, jak szoruje paznokciami po blacie. Czuł też, jak mężczyzna się spina, jak musi w niego wchodzić niemalże na siłę. Ale teraz… jego kochanek już się nie wyrywał. Leżał płasko klatką piersiową i twarzą na blacie i oddychał szybko, płytko. Jego ciało drżało, a on miał cudowną pustkę w głowie.
To był wspaniały widok dla Ryana. Ujrzeć go w takim stanie, rozpalonego, poddanego mu, podnieconego i wszystko za jego sprawą. Och tak, wypad na plażę przyda się mężczyźnie po wszystkim. Ryan czuł, że będzie mu dobrze w bezruchu na ciepłym piasku.
Pomasował jego bok i pośladek, a kiedy dobił się w nim do końca, nie zatrzymał się bynajmniej ani na moment. Zaczął od razu mocno się poruszać, za każdym razem dociskając jego ciało do szafki.
Lenny znowu syknął głośniej, zawarczał i nawet jęknął po którymś mocniejszym pchnięciu. O tak, był rozpalony po całości, a w środku już paliło go żywym ogniem. I chyba miał coś w sobie, jakieś niezdrowe zapędy, że wolał, gdy ktoś odbierał mu kontrolę, niż kiedy ją komuś oddawał.
Dla Ryana była to nowa sytuacja. Nigdy nie kochał się tak z Charliem czy kimkolwiek innym, a w takiej sytuacji był tylko tym na dole. Ale teraz… teraz takie reakcje Lenny’ego, to drżenie jego czekoladowego ciała, a przede wszystkim jęki, nakręcały go do nieustawania w szybkim i agresywnym ruchaniu go. Dlatego uderzał mocno w jego pośladki, czując, jak mężczyzna jest w środku ciasny, nieużywany wręcz. Było mu tam dobrze, trochę tarło i ściskało, ale było genialnie.
Zacisnął mocniej palce na czarnych dredach i pochyliwszy się, zassał się mocno na zgięciu jego szyi. Poruszał teraz samymi biodrami, aż plaskało.
Lenny jęknął, a jego dłoń nagle znalazła się na biodrze kochanka. Nie dawał rady go za nie chwycić, więc tylko co chwilę muskał go po nim palcami. Oddychał przez usta z policzkiem rozpłaszczonym na blacie i bez słowa pretensji. Jego wzrok był tylko nieobecny, a oczy co chwilę się zamykały. Inaczej niż kiedy górował i wręcz zjadał spojrzeniem kochanka.
Teraz to on był tym branym, złapanym w mocne sidła i bez litości pieprzonym. Czuł na swoim ciele, jak Ryan się nim delektuje, jak nie tylko wzrokiem spija te reakcje, ale dotyka go wszędzie, ściska jego napięte mięśnie, całuje i podgryza. W pewnym momencie nawet puścił jego włosy, aby podwinąć mu koszulkę wyżej i obcałować jego łopatki. Potem jednak znowu owinął sobie kilka dredów wokół dłoni i przytrzymał mocniej na wyprostowanej ręce, znacznie przyspieszając pchnięcia. Był bliski końca, więc zamierzał jeszcze wydusić z niego kilka podniecających i głośniejszych jęków.
Lenny odpowiadał na jego ruchy, a raczej jego ciało odpowiadało. Stan jego umysłu był bliżej nieokreślony. Na koniec mocno zadrżał, kiedy Ryan skończył. Czuł, jak przechodzą go dziwne dreszcze, jak jego ciało wbrew jego woli spina się, a on sam nawet nie wie, w jakim stanie jest jego członek. A był już wilgotny i chyba po strzale, którego nawet nie zarejestrował, co innego szafka, która nim oberwała.
Jego kochanek lepiej wiedział, w którym momencie dokładnie doszedł, bo wyczuł to mocne spięcie, to zasysanie jego penisa. Żar, jaki był od mężczyzny, przechodził na niego samego i po wszystkim czuł się… doskonale.
Odetchnął ciężko i puścił włosy kochanka. Pocałował go nisko w plecy i ostrożnie wysunął się z niego.
— Kocham cię całego — szepnął mu do ucha.
— M… mhm… — mniej więcej na tyle było stać Mulata, który został na blacie, oddychając coraz wolniej i głębiej. Nie ruszył się, bo nie tylko mu się nie chciało, ale i nie miał na to siły. Miał miękkie jak wata nogi, czuł pogryzienia i ból tyłka. Na swój sposób przyjemny, bo wywoływał dobre wspomnienia, ale jednak niezachęcający do nagłej zmiany pozycji.
Ryan obsunął mu spodnie i bieliznę do kostek, żeby mężczyzna mógł wyjąć z nich tylko stopy. Przesunął dłonią po jego rozgrzanym i spoconym boku i chwilę delektował się tym, co widzi.
Naprawdę dał mu orgazm. Wreszcie się udało, nie było żadnych nieporozumień, spadku nastroju… wszystko poszło idealnie. Dziękował Lenny’emu całym sercem, że napisał mu tę karteczkę, że poinstruował go, jak lubi.
— Pomóc ci dojść do łóżka? Bo domyślam się, że zanim pojedziemy do Juana, chcesz odpocząć, hm?
Lenny odwrócił głowę na blacie i dopiero teraz tak naprawdę spojrzał na kochanka.
— Mógłbyś palić. Nie musiałbym się wysilać i szukać ci powodu, abyś wyszedł na trochę — mruknął, podnosząc się równocześnie na rękach. Z oczu znowu był dawnym sobą. Panterą, której nic i nikt nie zagraża, która nie ma słabych stron. Ryan już jednak wiedział, że ma i że da się to zwierzę podejść.
Zmrużył powieki i objął go w talii na chwilę, aby go pocałować.
— Jeśli chcesz, mogę wyjść posiedzieć na pace i zadzwonić do Juana, że w ogóle wpadniemy — zasugerował, nie chcąc, żeby Lenny żałował oddania mu się. Jeśli czuł się skrępowany, wolał dać mu przestrzeń, bo chciał, żeby ten seks w pełni był dobrze zapamiętany.
— To idź i zadzwoń — Lenny odparł prosto i krótko oddał pocałunek. Nie przedłużał tego jednak. Widać było, że chciał, aby Ryan sobie poszedł. Aby dał mu przestrzeń.
Ten więc przytaknął i wyszedł z kuchni, aby wziąć jakieś spodenki z podłogi z salonu i komórkę z sypialni. Opuścił dom dość szybko, a rudy Jay pobiegł za nim, aby połazić po okolicy i może przynieść im jakiś martwy podarunek.
Ryan już dawno skończył rozmawiać z Juanem, ale jeszcze leżał na plecach na pace samochodu, z nogami opuszczonymi w dół i patrzył na niemalże bezchmurne niebo. Nie kłopotał się zakładaniem koszulki, więc ubrany był tylko w krótkie, ciemnoniebieskie spodnie i buty na płaskiej podeszwie. Lubił, kiedy słońce tak grzało go w klatkę piersiową, ale teraz brakowało mu jeszcze szumu oceanu. Takie przyjemne grzanie przerwał mu nagle lodowaty chłód na brzuchu. Aż się poderwał, aby zobaczyć znikającą rękę, trzymającą butelkę wody, najpewniej z lodówki. Kiedy się obejrzał w prawo, ujrzał Lenny’ego opierającego się o bok samochodu. To on przyniósł picie.
— Nie ubierzesz czegoś? Jak będziemy wracać, może być chłodniej — rzucił, jakby seksu, jaki mieli niecałe pół godziny temu, nie było.
— Chyba jednak zaryzykuję, bo niespecjalnie chce mi się szukać czegoś świeżego w oceanie brudnych rzeczy — Ryan odpowiedział z uśmiechem i zeskoczył na ziemię. Zerknął jeszcze do samochodu, czy został tam plecak z olejkiem do opalania i ręczniki z ostatniego razu. Na szczęście były, więc tym bardziej nie miał powodów, by wracać się do domu. — Zamknąłeś już dom?
— Nie, bo myślałem, że jednak się ubierzesz. Ale odpalaj, zaraz zamknę — Lenny odparł, podając mu zimną wodę i odsuwając się od samochodu, aby zamknąć mieszkanie. Był w krótkich spodenkach, japonkach i podkoszulce na naramkach, która w ogóle nie ukrywała jego pogryzionego karku.
Ryan aż się tam zapatrzył i poczuł się dziwnie dumny, że był tego sprawcą. Napił się, usiadł za kierownicą i odpalił samochód, a kiedy Lenny również zajął miejsce, ruszył spod domu w kierunku knajpki Juana. Był do niej kawałek, ale nie spieszyło im się. Mieli cały dzień.
— Z tego, co pamiętam, Juan nie serwuje obiadów, a tym bardziej tanich obiadów, ale chyba gdzieś w okolicy była jakaś budka, hm? Bo przyznam, że jeśli mamy spędzić na plaży cały dzień, warto by było mieć dostęp do czegoś, co nie jest tylko kolorowym drinkiem.
— Możemy coś wziąć teraz, nie pogardzę albo potem podjedziesz. Ja jak mówiłem, jestem za spaniem na plaży — Lenny odparł, siedząc standardowo na swoim miejscu pasażera. Zapierał się kolanem o deskę rozdzielczą, lecz teraz nie tylko dlatego, że tak lubił, ale i dlatego, że było mu wygodniej i mniej siedział na tyłku, a bardziej na kości ogonowej.
— Hm, w takim razie zrobimy dwie wycieczki. Jedna teraz, a potem skoczę jeszcze raz, żebyśmy mieli coś na ciepło — uznał Ryan, jadąc dość wolno, bo za jakimś spowalniającym ruch, małym samochodzikiem. W takim momencie żałował, że nie mają samochodu z otwartym dachem, ale nie marudził. Było mu dobrze.
— Spoko — Lenny zgodził się, tylko wgapiając się w przednią szybę. A przynajmniej głównie w nią, bo kiedy miał pewność, że kochanek też patrzy w tym kierunku, zerkał na niego ukradkiem.
Był zadowolony. Naprawdę był zadowolony z tego seksu, jaki przed chwilą mieli. Był obolały, pogryzienia i malinki go piekły, a jego tyłek był tak specyficznie naruszony. Czuł się przyjemnie zdominowany, wzięty jak coś zupełnie swojego. Jakby on nie miał żądnego prawa głosu. I to mu się podobało. Chociaż wciąż wolał dawać tę przyjemność Ryanowi i słyszeć jego, a nie swoje, głośne jęki. Tak czy inaczej, uważał, że ma idealnego chłopaka. Takiego, który jest gorący jak ogień, kiedy mu się oddaje, ale i umie też stanąć na wysokości zadania.
— A w ogóle… — zaczął zupełnie niespodziewanie.
— Hm? — Ryan popatrzył na niego krótko i pytająco, wreszcie wyprzedzając jadący w żółwim tempie samochód.
— Pamiętasz, jak ostatnio gadaliśmy u Mike’a?
Chłopak zmrużył oczy w zamyśleniu.
— Tak, ogólnie pamiętam, jak gadaliśmy u Mikey’ego, bo był dość specjalny dzień dla naszych artystycznych przyjaciół, ale nie do końca wiem, o którym momencie mówisz?
— O tym, że ci mówię per piękny — Lenny naprowadził kochanka, jednak jak to on, mało szczegółowo.
Tym tylko bardziej zaintrygował Ryana, bo jak ten rzeczywiście przypomniał sobie tamtą dziwnie… romantyczną rozmowę w łóżku, tak nie wiedział, do czego Lenny pije.
— Mhm, pamiętam bardzo dobrze.
— A ty mi tego nie mówisz, ale myślisz — Lenny kontynuował swoją myśl, rozglądając się swobodnie po okolicy.
Ryan chyba zaczął rozumieć, co jest celem kochanka i z jednej strony miał ochotę się uśmiechnąć z rozbawienia, że zmierza do tego tak okrężną drogą, a z drugiej był przyjemnie napięty.
— Tak, myślę tak i jeśli dobrze pamiętam, wtedy ci to nawet powiedziałem.
Lenny pokiwał głową i zerknął na Ryana krótko.
— Więc chyba i ja powinienem, nie?
Chłopak uśmiechnął się lekko i też na niego spojrzał.
— Czasami miło byłoby usłyszeć.
Lenny oblizał dolną wargę i przez chwilę się wahał. Nie dlatego, że nie był tego pewien, lecz zwyczajnie ciężko przechodziło mu to przez gardło.
— W takim razie wiedz, że serio cię kocham.
Ryan uśmiechnął się szerzej i wychyliwszy się, krótko do cmoknął.
— Wiem — odpowiedział zwięźle jak na siebie i skręcił w końcu na drogę, na końcu której już znajdowała się knajpka Juana. — Jeśli mnie pamięć nie myli… jesteśmy ze sobą jakieś pół roku. I jeśli ci strasznie nudzący się w życiu specjaliści, którzy badają dziwne rzeczy i tworzą podejrzane statystyki, się nie mylą, to już czteromiesięczny okres zauroczenia za nami, więc… chyba będzie z tego długoterminowy związek.
— Nie wiem od kiedy liczysz, ale raczej wątpię w twoje „zauroczenie” moją osobą na samym początku — Lenny prychnął, zadowolony z odpowiedzi kochanka. Naprawdę kochał go za to, że nie naciskał, nie chciał, aby do niego gruchał jak blond książę i był na co dzień dobrym przyjacielem, a w łóżku jeszcze lepszym kochankiem.
— No i patrz, zepsułeś mój tok myślenia — Ryan zironizował z rozbawieniem, trochę przyspieszając na ostatniej prostej z racji braku samochodów na drodze. — W takim razie u nas było na zasadzie od nienawiści do miłości? Żadnego stadium pomiędzy, który zapalił to ostatnie? Och, nie… było… Duża chemia.
Lenny przytaknął, zerkając za okno, bo już widział knajpę kumpla.
— Bardzo dużo chemii — przyznał rację kochankowi. — Zabrałeś wszystko?
— Mam portfel, komórkę, olejek i ręczniki. Myślę, że tyle wystarczy, żebyśmy ten dzień przeżyli z dala od domu — uznał Ryan, ale nie zaparkował jeszcze stricte przed knajpą, a przy sklepie zaraz obok. Mieli w końcu kupić coś do jedzenia.
— Dobra, to skocz coś kupić, poczekam, a potem idziemy jeszcze do Juana? — Lenny spytał, marząc tak naprawdę już o drzemce, a nie gadce z Latynosem, który na sto procent będzie gapił się z rumieńcami na twarzy na jego malinki.
— Bingo. Na chwilę, by wymęczyć od niego coś do picia, zapytać, jak się miewa obrót i idziemy na plażę — odpowiedział Ryan, gasząc samochód i wysiadając z samochodu. — Zaraz będę — dodał i podążył w stronę sklepu.
Mulat nie miał czasu odpowiedzieć. Nie miał też bardzo pomysłu co, więc dobrze się stało, że kochanek poszedł. I w tej chwili jedyne na co liczył, to że „na chwilę” będzie faktycznie krótkie i że Juan nie będzie rzucał zbyt głupich spojrzeń i pytań. Chciał odpocząć, a miał poczucie, że na to zasłużył.
Kwadrans później siedzieli już przy barze w Puerto de Colorido, jedli duże, ciepłe i sycące hot dogi i konwersowali z Juanem. W knajpce o tej porze właściwie nie było ludzi. Jedynie dwie dziewczyny siedziały przy stolikach wystawionych na zewnątrz, popijając bezalkoholowe drinki i plotkując radośnie. Mauri krzątał się po knajpce, sprzątając stoliki, zmiatając podłogę i porządkując zapasy. Jak zwykle nic przy tym nie mówił, a gości powitał cichym, mrukliwym „hej”. Juan za to stał oparty łokciami o blat i nieudolnie udawał, że nie widzi śladów na ciele Lenny’ego. Jego oczy jednak cały czas zdradziecko uciekały na malinki, a jego twarz momentalnie rumieniała. Wszystko tak, jak przewidział Lenny.
— Ogólnie Kate całkiem nieźle zgadał się z Nell i podobno często razem z Marg gdzieś wyskakują, nie? — mówił, gdy temat zszedł na jego dziewczynę. — Seksownie w trójkę wyglądają — dodał ze śmiechem.
Lenny nie podzielił jego rozradowania. Nie wiedział, co konkretnie jest w nich seksownego, chociaż nauczony życiowym doświadczeniem bez skrupułów odpowiedziałby, że u Marg piersi, u Katy nogi, a u Nell jej tyłeczek. Nic jednak z tych atrybutów jego tak naprawdę nie kręciło.
— Możliwe. A co myślisz o Theo?
Ryan zerknął na kochanka, ale tym razem sam milczał, pochłonięty zjadaniem hot-doga. Było strasznie dużo musztardy, więc ciężko się mówiło, równocześnie musząc panować nad tym, by nic nie wypłynęło.
— Theo… — Juan zamyślił się i zapatrzył na kolorowe koraliki zwisające u futryny wiodącej do korytarzyka z toaletami. — Nie gadałem z nim jakoś dużo tam u Mike’a, pewnie lepiej go poznam, jak Kate uskuteczni tę podwójną randkę, którą planuje. Chyba jest okej, taki typowy czarnuch. Bez urazy, Len, ale rozumiesz, nie? Rap, koszykówka, slang i w sumie tylko świecidełek nie widziałem u niego.
Mulat zaśmiał się pod nosem. Uznał to za ciekawe podsumowanie.
— Może dlatego, że jest za czarny, nie zapowiada się na razie na wieczną przyjaźń między nami — rzucił, będąc z tego powodu wdzięcznym. Jakby się kumplował z Theo, to Ryan naturalnie by częściej go widział. A Lenny nie lubił, jak ten miał wokół siebie czarnych.
— Ale co, to przez Nell są jakieś problemy? Weź, Len, masz takie wzięcie, że tylko pozazdrościć! — Juan zaśmiał się i poprawił za ucho swoje brązowe, przydługie włosy.
Ryan przełknął i uśmiechnął się z rozbawieniem.
— Obawiam się, Juan, że nie ma tu czego zazdrościć, a najlepiej ci to pokaże odwrócenie sytuacji i zastanowienie się nad tym, czy wciąż byś uważał, że jest to godne pozazdroszczenia, jeśli jakiś osobnik płci męskiej śliniłby się do ciebie, jakby nie mógł się doczekać, aż wskoczy ci do łóżka.
Juan skrzywił się od razu, a Lenny znowu się uśmiechnął, podłapując słowa Ryana.
— Jakby to Theo się do ciebie cały czas szczerzył, a nie Nell? Jakby ci było? — spytał z rozbawieniem. Chociaż w jego przypadku problem tkwił w tym, że jakby Theo się do niego dowalał, to dałby mu w pysk. Nell nie mógł.
— Weź, Len… — Juan jęknął i wyprostował się za blatem, jakby słowa Ryana i Lenny’ego uderzyły go prosto w twarz.
— Osobiście więc nie zazdroszczę Lenny’emu, a sam kojarzę ten problem, gdy jedna koleżanka w pięknych czasach szkolnej młodości uznała, że jestem jej przeznaczony. Co prawda zgodziłem się być jej partnerem na balu maturalnym i było mi z tego powodu bardzo przyjemnie, bo dziewczyna była ładna, fajna i… czarna — Ryan uśmiechnął się przy tym — ale niestety wciąż była dziewczyną, więc nieszczęśliwie dla niej nic z tego nie wyszło. Jedyny plus dla mnie, że umiałem jej to powiedzieć wprost i dobitnie, a Lenny ma jakieś nieznane mi opory na tym polu — zauważył, zerkając na kochanka i na koniec wgryzając się w całkiem grubą i soczystą parówkę.
— Ale ona przecież wie, to co mam jej mówić? Wszyscy wiedzą, że jesteśmy razem — Lenny odparł trochę groźniej swojemu chłopakowi. Wałkowali to w nieskończoność.
— Może jednak chce się wcisnąć w jakiś trójkąt? — zasugerował Juan, opierając się plecami o chłodną lodówkę. Dzisiaj koszula hawajska wisiała nad nim bardziej niż zwykle, więc albo schudł, albo kupił za dużą.
Ryan już chciał odpowiedzieć, że nie ma na to szans, ale usłyszał dźwięk smsa dochodzącego na komórkę kochanka, więc urwał i ostatecznie tylko dojadł do końca hot-doga.
Lenny też nie odpowiedział, bo wyjął telefon i przeczytał. Dopiero po tym się odezwał.
— W to też wątpię, bo trzeci kąt trójkąta mi właśnie grozi — wyjaśnił, odkładając komórkę na blat. Po tym napił się owocowego koktajlu.
— Co…? — Ryan ściągnął brwi i sięgnął po telefon. Przeczytał bez pytania i aż uniósł brwi na widok wiadomości od Theo. — „W piątek późnym wieczorem Take One Coctail Lounge. Pogadamy poważnie, czarnuchu.” Och… coś mi mówi, że Theo albo nie widzi winy swojej dziewczyny, albo jego podświadomość bardzo mocno działa na rzecz jej wybielenia, a zwalenia wszystkiego na ciebie…
— Koniec końców, nie jest zainteresowany trójkątem. Ech, trzeba będzie się z nim spotkać… — Lenny westchnął umęczonym tonem, opierając łokieć o blat baru. Jedną dłonią pomasował pogryzioną szyję. Aż poczuł szczypanie, kiedy to zrobił. Jakoś abstrakcyjnie przyjemnie mu się przez to zrobiło.
Spojrzenie czarnych oczu Ryana spoczęło w tamtym miejscu, a chłopak z lekkim uśmiechem stuknął mężczyznę kolanem. Podobało mu się to, co widział.
— Ale co, ustawka? — Juan zrobił większe oczy i burknął do Lenny’ego z wyrzutem, ale dość nieśmiałym: — Mi każesz się trzymać z dala od kłopotów, a sam się w jakieś pakujesz.
Lenny spojrzał na niego ostrzej i zdecydowanie przenikliwie swoimi zielonymi oczami.
— Jak nie pójdę, nie rozwiążę problemu. Nie będę się z nim bić, tylko jeszcze raz wyjaśnię mu, że nie jestem winny zachowania jego dziewczyny. Powinienem mu przemówić do rozsądku, a w razie co, jeden siniak, kiedy sam się o to prosi, mu nie zaszkodzi.
— A jak sprosi kumpli? — Juan rzucił z brakiem przekonania, zakładając ręce na klatce piersiowej.
— Juan ma rację, Theo może przyjść z jakąś radosną obstawą, więc byłbym wdzięczny, gdybyś mi chociaż pozwolił zabrać się z tobą. Filmy chyba każdego z nas nauczyły, że jeśli chodzi o kobiety, to niektórzy faceci potrafią być bardzo… zdeterminowani — wtrącił Ryan, mnąc w dłoniach papierek, w którym trzymał jedzenie i wrzucił go do kosza stojącego kawałek dalej pod wiszącą na ścianie, drewnianą maską. Na szczęście trafił.
— Spoko, nie będę się spierać. Może twoje kwieciste opisy tego, co ze sobą robimy, uzmysłowią mu lepiej, że nie jara mnie jego dziewczyna. — Lenny westchnął i dopił swój gęsty, owocowy napój. — Ale do piątku jeszcze trochę, więc może w końcu plaża?
— Dla mnie brzmi dobrze. Juan, wybacz, że cię zdradzimy ze słońcem, ale na pewno zawitamy tu za… hm, kilka godzin. Ewentualnie, gdy zacznie chcieć nam się pić, bo masz w tych lodówkach na pewno za dużo butelek, więc pomożemy ci zrobić miejsce dla następnych — Ryan zapewnił gospodarza knajpki i uniósł się z krzesełka.
— Jasne, grzejcie się, a jakby co, to ja tu jestem do wieczora. — Juan uśmiechnął się do nich i jeszcze raz rzucił pełne skrępowania spojrzenie na szyję Lenny’ego. Przecież wszyscy z ekipy mówili po cichu, że to Lenny pieprzy Ryana. Ale to, co dziś widział na skórze swojego idola… jakoś dziwnie o tym nie świadczyło. Nie, zdecydowanie nie chciał sobie tego wyobrażać!
Lenny skinął krótko głową kumplowi i jako pierwszy wyszedł na zewnątrz. Od razu odetchnął i obejrzał się na Ryana.
— Nareszcie.
Chłopak uśmiechnął się i wystawił twarz do słońca. Na ramieniu miał plecak z ręcznikami kąpielowymi oraz olejkiem. Od razu zeszli na piasek i podążyli kawałek od knajpki, by znaleźć sobie jakieś ustronne miejsce. Wiatr znad oceanu nie był jakoś szczególnie duży, było ciepło, bezchmurnie i przyjemnie. Pewnie Jason i Alex uznaliby, że jest zdecydowanie za gorąco, ale oni to lubili.
— Nareszcie drzemka? — Ryan zagadał, odnosząc się do jego słów i rzucając plecak na piasek.
— Nareszcie drzemka, nareszcie przestał się gapić i nareszcie sami, nie licząc tych wszystkich ludzi. — Lenny wskazał brodą pozostałych uczestników plażowania. Grupę nastolatków grającą w siatkówkę i dwie starsze kobiety dosmażające się na stare skwarki.
— Jestem pewien, że szybko uda nam się wyprzeć ich ze świadomości, kiedy trochę poleżymy — uznał Ryan, kucając przy plecaku i wyciągając ręczniki. Jeden, bielusieńki podał kochankowi, a drugi, zielony, sam sobie rozłożył. — A co do „gapienia się” Juana… myślę, że on się czuł równie nieswojo z tym, co widział na twojej skórze, jak ty z tym, że w ogóle na nią patrzył. Jest w tym jednak plus, bo po jego minie można od razu osądzić, że nie będzie za żadne skarby próbował z tobą wyjaśnić tej kwestii, a nawet będzie unikał tego tematu tak, jak ty starasz się unikać ostatnio Nelly.
— Na to liczę — Lenny podsumował krótko i powstrzymał się przed dodaniem, że martwi go tylko trochę, co Latynos sobie mógł pomyśleć. Ale, do cholery, co mógł sobie pomyśleć? Że się pieprzyli i facet, który potrząsał połową więzienia, dawał dupy?
Przebrali się w kąpielówki i usiedli na ręcznikach, aby wygrzać się na słońcu. Ryan posmarował plecy Lenny’ego, który na razie położył się na brzuchu, a potem zajął się swoim ciałem. Zamierzał później trochę popływać, ale na razie postanowił potowarzyszyć swojemu facetowi. Zresztą, przyjemnie było obserwować jego ciało, a do tego cieszyć się myślą, że spełnił swoją rolę. Przeleciał go i im obu było dobrze. Teraz tylko liczył, że dzięki temu małemu sukcesowi ich życie łóżkowe nabierze… większej różnorodności.

20 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 188 – Pochwycony drapieżnik

  1. Katka pisze:

    Basia, to weszłaś w to stadium, w którym Nell zaczyna wkurzać, chyba wielu czytelników go osiągnęła XD Ale właśnie, czasem ma się wrażenie, że to Theo tutaj jest tym mniej myślącym.

  2. Basia pisze:

    Witam,
    no nie, Nell zaczyna mnie trochę wkurzać, Rayan dobrze wykorzystał to co napisał Lenny na tej karteczce, ciekawe jak potoczy się z Theo, facet zamiast mieć pretensje do swojej dziewczyny to ma do Lennego….
    Dużo weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Inertia, fajnie, ze nadrabiasz! :D Działaj, działaj, rozdziały czekają do eksploracji! Nooo, Ryanek stanął na wysokości zadania, na szczęście Lenny’emu też stanął, więc mission completed XD Cieszy nas, że wątek się podoba :) Jest chyba trochę z tych łagodniejszych w obliczu niektórych, jakie tu były, ale coś się dzieje ;) I słodko, że Juana lubisz! Zgadzam się, że potrafi być uroczy :D Uroczy głuptas :) Pozdrawiamy :)

  4. Inertia pisze:

    Powoli nadrabiam zaległości, więc zaczynam od FD.
    No i proszę na początek cudowny rozdział z Ryanem i Lenem *.*
    To było po prostu cudowne. Zastanawiałam się jak Ryan sobie poradzi w tej roli, ale spisał się na medal :D
    Jestem cholernie ciekawa jak ta sytuacja z Theo się rozwiąże i ogólnie świetny jest ten wątek tego emocjonalnego w zasadzie czworokąta.
    Juan jak zwykle przeuroczy i nie ma szans bym przestała go lubić :D
    pozdro ;)

  5. Katka pisze:

    Marta, ostry, ostry, bo tak lubią :D Ale Jason tak wzięty przez Alexa… cóż, Alex jednak nie jest „ostry” w łóżku, więc jeśli już dominacja, to widzę ją troszkę inaczej, ale nie powiem, sam fakt Jasona na dole przyjemny :) Poza tym zawsze można napisać fanfika XD

  6. Shivunia pisze:

    Whisper >> „Maruda”, jakie urocze określenie XD Nie wiem jednak czy się dowie. Los jest przewrotny. A i masz racje, Jay to faktycznie wujek dobra rada, ale nie wiem czy za jego „usługi” można płacić używkami. Bo jeśli by tak było, nasze smoczysko, mogło by być jeszcze bardziej „śmierdzące”, a tego byśmy nie chcieli. Alex też by nie chciał. Pomysł więc w forach w czasie meczu uważam za bardziej trafiony ;)

    Tigram >> Ojtam ojtam, każdemu się należy, a oni sami na taki seks pracują ;)To ich zasługa. Co do kolczyka, to raczej specjalnie go nie zdejmował,ale zarówno Lenny jak i on bardziej skupiali się na ogólnym odczuwaniu, niż tym detalu.

  7. TigramIngrow pisze:

    To aż niesprawiedliwe, że im się takie dobre seksy trafiają.
    A tak właściwie to Ryan miał kolczyk w czasie tego seksu? Bo nie było nic napisane jak Lenny to czuł i czy czul w ogóle.

  8. Whisper pisze:

    W sumie to masz racje z tymi podziekowaniami, w końcu Jason to taki Wujek Dobra Rada. Jak nie flaszke to może Lenny da mu małe fory na nastepnym sparingu w kosza. :D Chociaż . . . gdyby tylko Ryan dowiedziałby sie o rozmowie swojej pantery i śmierdzącego (w jego i moim mniemaniu) smoka. ;) Myśle, że po TAKICH rezulatatach tych ploteczek obsypałby Jasona fajkami od stóp do głow. Byłby zpas na (chciałam napisac 10 lat . . . o naiwna ja) rok!
    Mam tylko nadzieję, że nasza maruda kiedyś dowie się o źródle motywacji Lennego. XD

  9. Katka pisze:

    Whisper, haha, a widzisz, jednak nie zawiodłyśmy XD Za mało wiary w nas! Chociaż to „pochwycenie” w kawiarni też jakoś się do tytułu odnosi, masz rację. Ale, haha, taaa Ryan wreszcie porządnie zamoczył XD W końcu się mu udało i było dobrze. Na pewno będzie długo to wspominał, hehe. I tak, chyba coś tam Lenny wisi Jasonowi, ale jakby tak Jasonowi stawiać za każdym razem jak pomoże (flaszkę, bez skojarzeń XD), to by się nieźle facet obłowił… XD

  10. Whisper pisze:

    Jak tylko zobaczyłam tytuł to od razu nasunęło mi się, że Ryan wreszcie porządnie zamoczy. Potem jak przeczytalam sam początek (wpadnięcie na Nell) pomyślałam, że to o takie pochwycenie chodziło, a dziewczyny szczuja nas tylko tym tytulem ;_;. Jednak po lekturze całego rozdziału . . . zwracam honor dziewczęta ^^. Opis seksu tej dwójki jest po prostu elektryzujący i oby wiecej takich. <3 :*

    Zapomniałabym, wydaje mi się, że Lenny wisi Jesonowi jakąś dobrą flache (albo cygara) za zachęcenie do rozmowy z Ryanem.

  11. Katka pisze:

    Yaoistka, Nell tak może, bo Nell nie łapie, że robi źle XD Niestety się tak dzieje, ale taaak, Lenniakowi nerwy zostały ukojone cudownym odmóżdżeniem w seksie :D Mocne bzykanko, oooch mocne, na pewno będzie je długo czuł XD

  12. Yaoistka^^ pisze:

    Jestem niezdolna do napisania komentarza xD Jakoś Nell mnie mega wnerwia! … jak ona tak może? Ale na szczęście Lenny dostał mega super sex! <3 Uch, nie ma to jak mocne bzykanko xD

    Weny laski ^^

  13. Katka pisze:

    Agata, czemu groźnie? Z racji Theo czy Ryana przejmującego dowodzenie? XD

    Tess, taaak, jeśli chodzi o życie erotyczne Ryana i Lenny’ego to nie stoi ono w miejscu. Cały czas u nich się dzieje coś nowego, nowe pomysły, miejsca, okoliczności… I myślę, że na tym dzisiaj się nie skończy, jeśli chodzi o ich rozwijanie się łóżkowe :D Fajnie, że wciąż jakoś lubisz Nell! Ogólnie widzę (i w sumie się nie dziwię), że wzbudza ona raczej negatywne emocje, bo no cóż, nie działa zbyt racjonalnie, ale miło, że jednak dla kogoś potrafi wciąż być spoko. Osobiście, oddzielając od niej zauroczenie Lenny’m, uważam ją za spoko babkę. A co wyniknie… hehe, wkrótce się dowiecie ;)

    Another, haha osobna historia o Ryanie i Lennym to by było coś, choć też mam wrażenie, że sporą część zajmowało by takie zaleganie na kanapie, pieprzenie się i spanie XD Oni mają takie skłonności do sielankowego spędzania czasu. Ale och, porównanie do początków, taaaak wiele się zmieniło! Lenny rzeczwiście bardziej się otworzył i dopuścił do siebie Ryana :D A snu zazdroszczę. Mnie się rzadko kiedy śni cokolwiek z postaciami :( A tym bardziej z Lenniakiem! Chciałabym go ujrzeć we śnie, no ale widać jest to zarezerwowane dla wybrańców XD Dziękujemy bardzo za komentarzyk :)

    Bebok, haha „misiom” XD Słodko. Choć do nich chyba bardziej pasuje „kociakom”, ale misie też są słodkie XD No i wiesz, my tu mamy nie aż tak dużą władzę, to wszystko zależy od zachowania Theo i Lenny’ego XD Ale może jakoś dojdą do porozumienia… Kto wie. I cieeeszy mnie, że podobał się seks :D Ryan się biedny stresował tak samo, jak był nakręcony. Dobrze, że wyszło dobrze, nie tylko według Lenny’ego. Zgadzam się, ze z Juana taki szczeniaczek, a raczej taki kundelek, który paczy, paczy i nie rozumie XD Dziękujemy za wenę! Ściskamy mocno! :)

    SilenceUnknown, lubię nieskładne komentarze w jakiś sposób XD Świadczą chyba o tym, że faktycznie rozdział wywołał duże emocje. Z tytułami zawsze jakoś mam problem, więc fajnie, że pasuje :D Och Theo, Theo biedny… tak zjechany. Ale osobiście uważam, że jemu też się należy troszkę pojazd, nie tylko Nell, bo masz rację, niespecjalnie wykazuje się myśleniem. Nie widzi, że w tym raczej nie ma winy Lenny’ego. „jaskiniowiec_moja_kobieta_ty_w_ryj” – rozbroiło mnie to! XD

    O., oooooch miałaś wolny dzień! Zazdroszczę! Ja w pracy od 7 do 21 T_T Też bym coś poczytała fajnego w poniedziałek XD Niektórzy mają lepiej. Ale, ale, to fajnie, że ubogaciłyśmy tekstem Twój dzień :D Co do poszerzania wiedzy o tym co lubią – to się na pewno stanie, ale nie wiem, czy przez rozmowę. Jeśli chodzi o tę dwójkę, to oni raczej preferują inne sposoby na poznawanie się niż rozmowa XD Jakoś tak im łatwiej. Empirycznie doświadczać XD Ale nie mówię, że szczerze nie pogadają nigdy, bo to się na pewno też stanie ;) Intymność oczywiście zbliżą do siebie, ale niestety oni mają swoje… granice tej intymności. Są sytuacje na tyle zawstydzające, że nie chcą, by druga osoba miała w tym udział. Chociaż wszystko jest do pokonania XD Boże, ale co do przyszłości i ich w wieku 70 lat – odmawiam wyobrażania sobie tego XD Zdecydowanie nie lubię przemijania, unikam przewijania czasu w tekstach i w ogóle jedno wielkie nie XD Tyle w temacie, haha. A gdyby ślady zobaczył Charlie… Były taaaakie oczy O.O Ryan na pewno postarałby się o to, żeby Charlie był pewny, że to dowód na jego topowanie. Co by sobie nie myślał, że tutaj tylko on daje. Ale tak, reakcja mogłaby być zabawna. A czy Katy powinna powyrywać Nell kudły… W sumie nic do tego nie ma, więc nie jestem pewna. O dziwo nie czuje chyba takiej potrzeby wtrącania się, oczywiście poza dowiedzeniem się jak najwięcej o całej sprawie XD

  14. O. pisze:

    Awwwwwwwwwwwwwww <333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 W końcu! Choć myślałam, że dłużej nas przetrzymacie z topowaniem Ryana <3333333333333333333333 Nie ma to jak idealny rozdział na wolny dzień <3333333333333333333 Czekolada kokosowa!! Mmmm shit, mam ochotę na coś kokosowego ;oo Ajć, Lenny przywieź mi coś!

    Hm.. Jak pierwszy raz Ryan przeleciał Lenny'ego na ostro, za jego pozwoleniem, to miał z tym problem… A teraz to jak ryba w wodzie, albo kot w mleku <3333 Kolejne moje skojarzenie, to wypowiedź Mulata, kiedy mówił, że on nie potrafi bez ręki tak jak Ryan… A tu zaskoczenie, szafka potwierdzi, że doszedł bez dotykania się ;o <333333
    Miłe było to, że choć trochę poznaliśmy przemyślenia Ryana, że podoba mu się agresja, którą może rozładować w boskim seksie, jednak szkoda, że Lenny był nieobecny xD Ale i tak wiemy, że było mu dobrze ;D Na miejscu Ryana wykorzystałabym każdą datę, którą wypisał Lenny… A może będą mieć rozmowę na ten temat? Poszerzą wiedzę o tym co lubią i ich życie seksualne będzie dalej rozwijało się w różnorodności :D

    Ouh i brakuje mi paru myśli Lenny'ego, kiedy się zbierał do ładu i składu.. Sam lubi pomagać Ryanowi i nie miałby problemu z posprzątaniem po ich pokolczykowym pierwszym razie, a tu jednak nie dopuszcza do siebie.. A moim zdaniem to jakby powiększa poczucie intymności między dwoma osobami, czułość etc. Ale wiadomo- Lenny to drapieżca… I tak już dopuścił mocno Ryana do siebie, mocno się przed nim otworzył.. Więc wiem, że nic u niego na hip, hip, hura.

    Przypomnienie rozmowy odbytej u Mike przeurocze! Dobrze, że Lenny ma taką pamięć, bo dzięki temu lepiej mu 'omijać' pewne rzeczy niż mówić je wprost ;D
    "I jeśli ci strasznie nudzący się w życiu specjaliści, którzy badają dziwne rzeczy i tworzą podejrzane statystyki, się nie mylą, to już czteromiesięczny okres zauroczenia za nami, więc… chyba będzie z tego długoterminowy związek." – Tutaj słowo "chyba" mi się nie podoba!!! Mam nadzieję, że planujecie im dłuuuuugąąąąąą burzliwą przyszłość….. Gdzie jako 70-cio latkowie będą polować na siebie, na zasadzie, kto będzie tulił z góry xDD Chyba, że będą wciąż gryfni to inne polowanko też może być, ale bez opisu xD

    Ej!! Te ślady na szyi Lenny'ego powinien zobaczyć Charlie!! Choć komentarz Jasona byłby świetny, ale to pierwszy powinien zejść na zawał xDD Ciekawa jestem ich reakcji, serio xD Na pewno byłaby przezabawna ;D I szkoda, że Nell ich nie widziała…Pewnie by zmieniła zdanie, podglądaczka jedna i może to by ją przystopowało.. Theo chcący pobić, bądź nastraszyć w klubie Lenny'ego jest nieco żałosny "Muszę pobić geja bo moja laska na niego leci", nie wiem czego on nie rozumie w byciu gejem. Chyba, że podejrzewa Lenny'ego o biseksualizm.. Ale to, do niego nie pasuje nawet! Szkoda, że dziewczyny nie umieją jakoś na nią wpłynąć, choćby Katy.. Czy nie czuje "zagrożenia" w byciu najmilej traktowaną laską przez Lenny'ego? :D Przecież to ona albo wskakiwała mu na plecy, albo wyciągała na parkiet, albo zagadywała.. A tak już może nie błyszczeć, bo Nell będzie chciała to robić xD Na miejscu Katy kudły bym jej urwała :D

  15. SilencedUnknown pisze:

    Pierwsze co muszę skomentować to tytuł. Elektryzujący tytuł! Genialny tytuł!^^
    A później było jeszcze lepiej… i przyznam, że mam problem z wysłowieniem się.
    To było takie ekscytujące. Do momentu jazdy samochodem czytałam w napięciu bojąc się, że coś się spierdzieli.. ale na szczęście nie!
    Co do Nell i Theo. Ta pierwsza mnie drażni za to, że zachowuje się totalnie nie na miejscu i to jeszcze przy Theo (choć dziś był wyjątkowy spokój, nie to co u Mike’a), a jej chłopak irytuje mnie swoim bezmózgim tokiem (nie)myślenia. Ale cóż… tak już niektórzy mają…
    Jestem ciekawa piątku. Mam nadzieję, że „pan_bezmózg_Theo” wysili szare komórki i nie zachowa się jak „jaskiniowiec_moja_kobieta_ty_w_ryj” bo chyba stracę wiarę w heteryków :P
    A tymczasem czekam na Across ^^
    Pozdrawiam! ;)

  16. Bebok pisze:

    Nell jak na początku nawet lubiłam tak teraz wyjątkowo mnie wnerwia choć w sumie może tylko się zgrywa bo przecież wie że Lenn w cyckach nie gustuje. I Theo idiota jeszcze syfu im narobi z zazdrości. Pogadał by ze swoją czekoladą a nie czepiał by się cudzej! Nie podoba mi się to, mam złe przeczucia co do piątkowego wieczoru. Mam tylko nadzieję że cokolwiek się nie stanie jednak będzie zakończone happy endem. Nie pozwólcie zrobić misiom krzywdy! Bo się obrażę! O! ;D
    Jezu Ryan! Nie znałam cię z tej strony ;D Seks był bombowy! Aż nie wiem co powiedzieć! Jak dla mnie to jest para idealna, mimo pewnych trudności na początku teraz świetnie się dograli, nie oszczędzają się w łóżku, nie żałują sobie czułostek, pasują do siebie jak mało kto, Uwielbiam o nich czytać i przyznam że mimo mojej miłości do J&A Ryan z Lennym przejmują pierwsze miejsce w rankingu :D Ubóstwiam po prostu!
    A tak z innej beczki ;D Ryan chyba nie byłby zadowolony wiedząc że nie tylko jego jarają reakcje Lenny’ego ;D
    Juan…. boże xd on mi się z taką pierdołą życiową kojarzy…. taki szczeniak zbłąkany, nic nie wie o życiu i wgl :D Niby miał swoje problemy, coś tam nielegalnie robił ale serio… To było pewne że malinki na szyi jego idola go zawstydzą ;p Śmieszą mnie jego reakcje ;D
    Jak zwykle chcę jeszcze! Duuużo weny życzę i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam ;D

  17. Another69 pisze:

    Ha, doczekałam się xD Wczoraj postanowiłam czekać do północy i chyba 20 minut przed odleciałam… Cholera xD
    Nie mogłam isę doczekać tego rozdziału, ta parka jest najlepsza xD Uwielbiam wszystkie, ale tą mogłabym wyciąć z opowiadania i zrobić jedną książkę o Rynnie xD W ogóle, seks bardzo dobry, a Lenny jest… Wow xD Uwielbiam gościa. W ogóle, znowu czytam opowiadanie od początku i akurat jestem przy tym, jak Lenny dopiero co się wprowadził i już dowiedział się o orientacji Ryana i zaczyna się nakręcać xD I fajnie się czyta jak tam co chwila Ryan na niego warczy i każe wynieść się z domu, a tutaj Lenny kupuje mu kawke i daje dupy :D Widać postępy.

    Ciekawi mnie ten wątek z Theo, nie mogę się doczekać co tam wymyślicie xD Fajnie, że Ryan z nim idzie, będzie ciekawiej. Domyślam się, że Theo jako „typowy czarnuch” może się rzucać.
    Ostatnio mi się w ogóle śniło, że był jakiś wypadek, chyba nawet o tym raz Rynna rozmawiała, i Ryan trafił do szpitala. Pamiętam tylko tyle, że Lenny stał nad jego łóżkiem i chciał zabić gościa,który spowodował wypadek xD Dziwny sen i raczej nie dokładny, ale zawsze jest fajnie, jak ci się bohaterowie opka śnią.

    Jednocześnie czytam początki JA i przypominam sobie, dlaczego tak bardzo ich pokochałam :D

    Wyczekuje niecierpliwie następnego rozdziału :D

  18. Tess pisze:

    Och, och!
    Kocham seks Lennego i Ryana, ale tak naprawdę, naprawdę. Ich jest najlepszy z całej ekipy :D
    A ich życie łóżkowe już nabrało większej różnorodności, w końcu niedawno Ryan zrobił sobie kolczyk, jeszcze ten seks w łazience i oczywiście ten całodniowy maraton z zabawką w pakiecie, nie wspominając o dzisiejszym rozdziale, który już w ogóle był super, super (chociaż i tak Lenny jest lepszym aktywem. Soreczka Ryan) :D

    Pomijając seks… Cała ta sprawa z Nell jest dziwna. Mimo, że wyraźnie interesuje się Lennym, to nie wydaje mi się jakoś BARDZO nachalna, w każdym bądź razie nie aż tak, abym musiała ją znielubić, co jest dziwne, bo zazwyczaj mam alergie na takie piąte koła u wozu w związkach. Może po prostu nie widzę w niej realnego zagrożenia?
    Wkurza mnie tylko to, że widząc, iż Lenny nie odwzajemnia jej zainteresowania , nadal próbuje go podrywać.
    I jeszcze ten Theo… Facet musi być nieźle nieudolny skoro nie potrafi utrzymać baby przy sobie, dodatkowo zgania winę na Lennego… Jakby dziewczynie było dobrze, to by nie rwała się do innego faceta. Tyle w temacie xD
    Ciekawe czy z tego całego spotkania wyniknie jakaś bójka, czy może spokojnie i kulturalnie porozmawiają. Zdziwiłabym się, jakby wyszła ta druga opcja!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s