Fire Dragon Tattoo Studio – 184 – Zwycięstwo

Spodziewał się, że w domu, w którym jest dziecko, będzie głośno. A mały Scott spał grzecznie w swoim pokoju, więc spokojnie mógł pracować z Rose w kuchni. Tak, w kuchni. Piekli tort dla Ryana. Dziewczyna sama mu zaproponowała, żeby wpadł w poniedziałek po południu, bo zaprosiła Ryana do domu na wieczór. A teraz dzielnie instruowała Lenny’ego, co ma robić i bardzo dokładnie go przy tym pilnowała, bo już po pierwszym poleceniu zauważyła, że bynajmniej kursu kulinarnego w więzieniu nie przeszedł.
Threvor się nie wtrącał. Zresztą dopiero co wrócił z pracy i poszedł prosto do łazienki, by się odświeżyć. Był wyjątkowo upalny dzień. Rose, ubrana we fioletową, lekką sukienkę, ale na nią dodatkowo biały fartuszek, pochyliła się właśnie do Mulata i zaczęła dosypywać stopniowo cukier do masy, którą ubijał.
— Na pewno będzie doskonały. Skosztujesz zaraz, czy jest odpowiednio słodkie. I staraj się kręcić po wszystkim.
— Jak po wszystkim? — Lenny spytał, zupełnie nie rozumiejąc polecenia ani tego, że w ogóle dał się namówić na robienie ciasta. On w kuchni. Wydawało mu się to więcej niż nierealne, ale i tak grzecznie ubijał masę, stojąc obok Rose, siostry swojego kochanka, w jej kuchni, w jej fartuszku, co by nie ubrudzić bardziej ubrań, w których przyszedł. Chociaż dużo na sobie nie miał. Krótkie spodenki i bluzka bokserka.
— W ten sposób. — Dziewczyna stanęła bliżej, położyła swoją drobną dłoń na jego trzymającej mikser i pokręciła nim na około, po całej misce, aby masa równomiernie się mieszała. — Wiesz, żeby wszystkie składniki się połączyły. Logiczne, nie?
— Powiedzmy. — Lenny nie był przekonany. Nie czuł do tego drygu. W ogóle. — Threvor coś umie robić?
— Wiesz, jak to facet. — Rose wzruszyła ramionami i wróciła do krojenia truskawek na połówki. Potem spojrzała po Lenny’m i uśmiechnęła się w podobny sposób do swojego brata. — Taki bardziej zsocjalizowany facet, który wie, do czego jest nóż, obierak, a nawet mikser. W sensie, jak mnie nie ma, to umie sobie zrobić obiad.
— Makaron z serem też się liczy? — Lenny spytał, wiedząc, że poza spaghetti i odgrzania czegoś umie tylko to.
Rose pokiwała głową z trochę teatralnym podziwem, ale jednak.
— No, całkiem nieźle, bo z tego co wiem, Ryan nie umie wiele więcej. W ogóle fajnie, że dałeś radę wpaść — rzuciła pogodnie. Odsunęła ramieniem grzywkę z oczu i dodała: — Jesteś też wujkiem mojego syna, więc miło się spotkać razem.
— Wujkiem… To brzmi poważnie. O której się budzi zazwyczaj? — spytał, ciekawy malucha. Tym bardziej, że był jego „wujkiem”. To brzmiało dziwnie, bo przecież teoretycznie był dla niego obcym facetem, a tylko Ryan był autentycznie wujkiem, ale to było miłe ze strony Rose, że go tak nazwała.
Spojrzała na godzinę wyświetlaną na kuchence. Była prawie piąta popołudniu.
— Za jakieś półtorej godziny powinien się przebudzić. Ale jest bardzo spokojny. Potrafi czasami sam tak leżeć cicho długi czas po przebudzeniu i nie dawać o tym znać. Nie drze się, jak niektóre dzieci. — Zaśmiała się i wskazała na już przedzielony na trzy części biszkopt. — Spróbuj masę, czy jest już odpowiednio słodka i jeśli tak, to możesz przekładać.
Lenny wsadził palec do miski i spróbował. Na jego gust mogłaby być odrobinę słodsza, czyli była akurat.
— Jest dobra. A z dzieciakiem na razie macie farta. Gorzej jak potem przemieni się w coś strasznego.
— Mam nadzieję, że nie… Że mimo wszystko przejął geny Threvora. Jeśli będzie taki jak ja albo Ryan w dzieciństwie… — Zagwizdała wymownie i wrzuciła truskawki do miski. — To koszmar nam się szykuje.
— Było aż tak źle? — Lenny wyczuł nosem okazję, aby wypytać Rose o dzieciństwo Ryana. Jaki był, jak się zachowywał. W międzyczasie powoli i na tyle staranie, na ile umiał, wykonywał polecenie przekładania masy. Musiał podzielić ją na dwie części, bo tort miał kilka warstw. Już został pouczony, że do drugiej połowy będzie musiał dodać syrop truskawkowy.
— Byliśmy małymi diabełkami. Ryan się nie słuchał, ja się nie słuchałam… Buntownicy od małego.
Lenny oczywiście zachlapał się syropem i kiedy już oblizał dłoń, umył ją, bo ta dalej się kleiła, dopytał:
— Co na przykład robiliście? Ryan nie lubi opowiadać o przeszłości.
— Nie dziwię się — Rose odpowiedziała z wymownym wydęciem warg i podeszła do tortu, aby nożem jeszcze rozprowadzić masę na boki i wierzch. — Wiesz… jak to dzieci, łaził nie tam, gdzie powinien. Raz wlazł na dach domu wujka, bo podobno zobaczył tam kota. Spadł, złamał nogę i jeden palec w ręce. Tak wykręcił go wiesz… jak antenkę. — Wzdrygnęła się i stuknęła mężczyznę łokciem. — Weź truskawki, poukładasz na górze.
— Muszę lepiej przyjrzeć się tym jego palcom — na tyle mniej więcej było stać Lenny’ego względem podsumowania tej opowieści. Po tym oczywiście wziął truskawki i zatrzymał się z nimi. — Jak je poukładać?
— Ładnie. — Zaśmiała się. — Po swojemu, będzie twoja inwencja. Na górę psikniemy śmietaną jakiś ładny napis i cacy, nie?
Lenny odetchnął ciężko. „Ładnie” nie było konkretną odpowiedzią. Zaczął więc kłaść truskawki w miarę symetrycznie, jak indeksy na zegarze.
— Mam nadzieję, że tak może być. A… powiesz mi coś jeszcze o małym Ryanie?
— Hm… uwielbiał zwierzęta i samochody. Cały czas wracał do domu z jakimiś obrażeniami. Ale był słodki, często mamie przynosił kwiatki, oczywiście ukradzione sąsiadom. — Rose uśmiechnęła się wymownie i wyciągnęła śmietanę z lodówki. — Do czasu, aż nie zaczął mieć jej za złe, że nie broni go przed tatą. Ale był pogodny i… lubił się bić. Jak mówimy o małym-małym Ryanie oczywiście.
— Małym-małym? Czyli do ilu lat? I potem nie lubił się bić? Nie wyrósł też przecież na aniołka. — Lenny spojrzał na bitą śmietanę. Wolał ją niż truskawki.
Rose oparła się tyłkiem o kremową szafkę i pokiwała głową, nim wycisnęła na palec trochę śmietany i zjadła.
— No, potem jakoś mniej się bił, a więcej zaczął się po prostu szlajać po mieście i robić głupoty. Wcześniej się bił tak… nie wiem, może do szkoły średniej. Chyba tak odreagowywał dom. Potem znalazł inny sposób. I skończyło się w więzieniu. — Na koniec westchnęła ciężko. — Ale był dobrym chłopcem. Nigdy nie był draniem i nie gnębił słabszych.
— I kumplował się z Charliem — Lenny dodał, jakby to był dowód tego, że Ryan nie jest osobą, która znęca się nad słabszymi. — A rozmawialiście ze sobą dużo? Czy wtedy też już nie lubił się dzielić konkretami, a wyłącznie słowami?
Rose zaśmiała się, przy okazji popędzając mężczyznę z układaniem truskawek.
— No, trochę gadaliśmy, ale jak to rodzeństwo, często się też kłóciliśmy. Ale były dobre chwile. Chociaż na pewno jeśli chodziło o wielkie tajemnice, to prędzej Charlie czy Mike się o nich dowiadywali. Ryan jednak zazwyczaj był skryty, nie lubił mówić o swoich słabościach.
— Nie zmieniło się w tej kwestii wiele — Lenny prychnął, układając resztę truskawek już bardziej byle jak, bo nie wiedział, gdzie ma je dawać.
— Mhm… Dobra, teraz kluczowe zadanie. Napisz coś od serca — Rose powiedziała poważnie i podała mu puszkę z bitą śmietaną. — Tylko prosiłabym o nic zbereźnego, bo Threvor…
Lenny spojrzał na bitą śmietanę, na Rose i znowu na bitą śmietanę.
— Za coś od serca Ryan się wścieknie — odparł, bo pierwsze, co mu niestety przyszło do głowy, to „sto lat, księżniczko”.
Dziewczyna uśmiechnęła się szerzej, ale nie zamierzała mu w tym pomagać. Ryan nie miał pojęcia, że Lenny będzie, więc sama jego obecność miała być niespodzianką. Ale drugą miał być tort zrobiony częściowo jego rękami. Napis był kluczowy.
— No wysil wyobraźnię, na pewno wymyślisz coś, co go ucieszy. Jakieś proste życzenie, serduszko, cokolwiek.
Lenny znowu spojrzał na nią bez przekonania, ale nie umiał się z nią sprzeczać. To utrudniało. Do tego naprawdę nie miał pomysłu na nic nadającego się do napisania na torcie.
— Muszę pomyśleć…. I, tak ode mnie tak? — upewnił się jeszcze, bo miał jakiś prosty pomysł, ale był… raczej niezrozumiały dla reszty.
— Oczywiście! Tort jest od ciebie, ja tu tylko asystowałam, więc napisz coś od siebie — dziewczyna zapewniła go, przy okazji zabierając się za sprzątanie kuchni. Ryan miał się lada chwila zjawić.
Lenny zawahał się ostatni raz. Nie miał innego pomysłu, a to wydawało mu się stosunkowo bezpieczne. Wpierw z trudem wypsikał jak największe serduszko, a w środku napisał „MÓJ”. Rose, która mimochodem spojrzała mu przez ramię, uśmiechnęła się do siebie delikatnie.
— To wstaw go na chwilę do lodówki. Ryan pewnie zaraz będzie, to weźmiemy. I możesz już przejść do salonu, ja już idę.
Mulat wykonał polecenie bez dodatkowego komentarza poza „mhm”. Podziękował jeszcze Rose za pomoc i wyszedł do salonu. Tam już siedział mąż dziewczyny.
— Siema — przywitał się, siadając na kanapie niedaleko jego fotela.
Wchodząc do tego domu, nie powiedziałby, że mieszka tu młode małżeństwo z maleńkim dzieckiem. Rose i Threvor musieli mieć upodobanie do starych mebli i antyków, bo te stały gdzieniegdzie w formie ceramicznych naczynek, starych zegarów czy luster różnej wielkości. Kolorystyka była raczej ciemna, ale bardzo ciepła. Było tu bardzo specyficznie, bo jak czasem widział wnętrza innych mieszkań, miewał wrażenie, że są identyczne. Tego za to nie dało się pomylić z żadnym innym, co było na swój sposób klimatyczne i przyjemne dla oka. Chociaż musiał przyznać, że właśnie w umeblowaniu domu widać było największą różnicę między Rose i Ryanem.
Threvor popatrzył w jego stronę znad gazety i skinął głową. Ciemne włosy, grube brwi i szeroka szczęka. Może sprawiał wrażenie dziwnie topornego mężczyzny, ale o przyjemnym spojrzeniu.
— Cześć. Jak tam? — zagadał i złożył to, co czytał, na cztery części.
— Nie jestem urodzonym kucharzem, ale miło coś samemu zrobić — Lenny przyznał zgodnie z prawdą. Nie planował jednak bez potrzeby tego powtarzać. — Dzięki też za zaproszenie. To dobry pomysł.
— Mhm, lepiej świętować takie rzeczy rodzinnie. Ile Ryan kończy? Dwadzieścia cztery? Pięć?
— Jeśli mnie pamięć nie myli to… dwadzieścia cztery. Ale nigdy nie byłem dobry w przywiązywaniu wagi do takich rzeczy. Sam staram się nie pamiętać, ile mam lat. — Uśmiechnął się pod nosem i dopiero zauważył, że nadal ma na sobie fartuszek od Rose. — Cholera! — Zaśmiał się i przeprosił rozmówcę na chwilę, aby wrócić do kuchni. Oddał fartuszek Rose z miną mówiącą, że zrobił z siebie idiotę.
Dziewczyna, która właśnie myła ręce, aby do nich przejść, zaśmiała się i poklepała go po ramieniu.
— To by była kolejna duża niespodzianka dla mojego braciszka — stwierdziła, ruszając za nim do salonu. I zdążyła usiąść na zaledwie sekundę, bo naraz rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Uśmiechnęła się i szybko wstała. — Idealnie na czas! Idę otworzyć — dodała i zniknęła w przedpokoju.
Lenny obejrzał się za nią, nie ruszając się ze swojego miejsca. Aż tak ambitny nie był, aby chować się gdzieś po kątach i wyskakiwać z szafy. Threvor też tylko popatrzył w kierunku wejścia, ale kiedy ujrzał swojego szwagra, uniósł się, aby się przywitać.
Ryan musiał być prosto z pracy, bo miał jeszcze na ramieniu plecak, który zawsze do niej zabierał. Uśmiechnął się do męża swojej siostry i przywitał się z nim uściskiem dłoni.
— Dzień dobry, Threvor, cieszę się, że nie tylko Rose i mały Scotty będą na tym uroczym spotkaniu — powiedział przy tym i… dopiero zauważył swojego faceta. Nie ukrył zdziwienia na jego widok. — I widzę, że gromadka będzie większa niż myślałem i wcale nie mam na myśli nowej rybki w akwarium, o jakiej mi Rose opowiadała.
— To ciekawe rzeczy ci opowiadała. Mi o twoim dzieciństwie — Lenny odpowiedział, także wstając i podchodząc do kochanka. Nie krępował się, aby chwycić go za szyję i pociągnąć trochę w dół, by móc pocałować krótko na dzień dobry. — Wszystkiego najlepszego.
Ryan od razu się uśmiechnął i na chwilę zapatrzył się w oczy kochanka.
— Mm… dziękuję — odpowiedział i sam cmoknął jego usta. — Cieszę się, że jesteś — dodał i dopiero po kolejnej chwili popatrzył na siostrę. — Że też mnie nie uprzedziłaś…
— Miała być niespodzianka, a wiesz… niespodzianki mają to do siebie, że są niespodziewane — dziewczyna odpowiedziała, mrugnęła do niego i wskazała na miejsca przy niskim, ciężkim stoliku. — Siadajcie. Idę po cudo zrobione przez Lenny’ego.
— Tylko pomagałem, więc powinno być zjadliwe — Mulat dodał jeszcze, nim zajął miejsce na kanapie tam, gdzie wcześniej.
Threvor zaśmiał się, chociaż chyba po tych słowach miał pewne obawy co do tortu. Zajął jednak miejsce na fotelu, a Ryan usiadł w końcu obok swojego faceta, uprzednio zostawiwszy plecak przy ścianie.
— Hm… chyba teraz spodziewam się jakiegoś okrzyku „Żartowaliśmy! Jedzenie jest z cateringu!”, bo z tego co wiem, Lenny, w pierdlu raczej nadzorowałeś pracę w kuchni i ograniczałeś się do jedzenia tych wyrobów, a po wyjściu u mnie bynajmniej nie ćwiczyłeś.
— Ja jestem świadkiem, że spędzili z Rose w kuchni bardzo dużo czasu, więc na pewno nie tylko na zamawianiu jedzenia przez telefon — rzucił gospodarz.
— A tylko jeden Carter mnie interesuje, więc niestety naprawdę pomagałem z ciastem — Lenny jeszcze dodał, nie zważając, jak to może brzmieć dla gospodarza. Był to w końcu dość… dwuznaczny żarcik.
Threvor chyba nie bardzo wiedział, jak to skomentować, ale uratowała go przed tym żona. Weszła do salonu z tortem i nożem do krojenia. Talerzyki deserowe i widelczyki były już w salonie na drewnianym, ciemnym stoliczku, więc nie musiała się tym kłopotać.
— Zobacz, bracie, jaki piękny — powiedziała, stawiając wysoki wypiek na blacie. Dużo kremu, dużo truskawek i ten napis.
Ryan zapatrzył się na niego i teraz już był pewien, że Lenny rzeczywiście musiał brać udział w tworzeniu tortu. Napis był niezbitym dowodem. Odetchnął i uśmiechnął się do niego, a następnie do siostry i szwagra.
— Dziękuję, naprawdę wygląda tak dobrze, że jestem gotów uwierzyć, że równie dobrze smakuje, nawet jeśli Lenny go robił.
— Składniki Rose wkładała mi w ręce i pilnowała. Może będzie nieźle. Czynisz honory? — Lenny spytał, podając mu nóż. W ogóle starał się być najbardziej rozluźnionym, jak się da. Rose była sympatyczna, Threvor był nijaki, ale cieszył się już, że Ryan jest tu wspólnie z nim.
— Służę.
Ryan uniósł się trochę, kiedy jego siostra już usiadła. I po tym, jak kroił, widać było, że albo nie umie, albo uważa, że każdy da radę zjeść wielką porcję, albo po prostu na taką miał ochotę. Bo kawałki wyszły bardzo duże. Był głodny po pracy i, cóż, chciał spróbować czegoś, co między innymi zrobił jego facet.
Kiedy już wsadził do ust pierwszy kęs, odetchnął głęboko, podelektował się chwilę smakiem, po czym, nie zważając na nic, chwycił lekko Lenny’ego za podbródek, odwrócił go do siebie i pocałował z cichym mruknięciem.
Lenny oddał pocałunek, smakując usta kochanka.
— Dobre. I chyba faktycznie nietrujące — podsumował i wziął swój talerzyk z ciastem.
Threvor przyglądał się im i co chwilę zerkał na żonę, czy aby na pewno tak to wszystko powinno wyglądać. Nie odzywał się przy tym. Był tylko trochę zakłopotany. Rose za to uśmiechała się do nich i do męża życzliwie. Cieszyło ją, że brat wreszcie ma coś z życia, a Threvorowi już truła, żeby się nie dopieprzał do jego orientacji. Rodziny się nie wybiera, a ona w swojej miała dużo gorsze osoby niż brat gej.
— No, całkiem niezłe wyszło — pochwaliła, kiedy też skosztowała. — Potem wam to zapakuję, to weźmiecie do domu.
— Bardzo chętnie, dziękuję — odpowiedział Ryan, który zajadał się ciastem. Krem był taki słodki i… kremowy, że miał ochotę wręcz zjadać to ciasto z ciała swojego faceta. Po ostatnim seksie w piątek i tym, że miał cały czas wrażenie, że czuje jego skutki… nie stracił apetytu na Lenny’ego. Wręcz przeciwnie. Miał wrażenie, że ich życie erotyczne nigdy mu się nie znudzi. — To zabawne, jaką słodyczą sobie potrafią ludzie rekompensować dni, w których bardziej umierają — dodał z uśmiechem.
— To na moje urodziny przyjdziesz ubrany na czarno jak na pogrzeb z taką logiką? — Lenny spytał z rozbawieniem na ten czarny humor. Jeśli Ryan widział kolejne urodziny jako kolejny krok do grobu, to on w tym marszu prowadził.
Gdyby byli sami, Ryan odpowiedziałby, że skoro to jego urodziny i jego dzień miałby uczynić jak najlepszym, to pewnie przyszedłby nago. Ale że nie byli sami, odpowiedział inaczej.
— Nie, myślę, że jednak urodziny to na tyle wesołe święto, że postarałbym się reprezentować bardziej słoneczny nastrój. I mam nadzieję, że do października to, co tam napisałeś — wskazał na tort — będzie aktualne i będziesz mógł zobaczyć, jak się na twoje przygotuję.
— Właśnie, co do przygotowań. — Lenny przeprosił wszystkich, odstawił talerzyk na stoliczek i sięgnął do tylniej kieszeni spodni. Wyjął z nich małą kopertę, jakie czasami dołączało się do kwiatów. Była czerwona i… zaklejona. — Wszystkiego najlepszego. W domu jeszcze jest bardziej rzeczowy prezent, ale byłem za leniwy, a to… cóż, mam nadzieję, że domyślasz się, co to jest.
Ryan popatrzył mu w oczy, zupełnie ignorując obecność siostry i jej męża. Odstawił talerzyk z ciastem na kolana i sięgnął po kopertę. Zlustrował swojego faceta od dołu do góry i zapytał:
— I rozumiem, że nie powinienem tego teraz czytać? — zapytał domyślnie, mając wrażenie, jakby chwilę temu napił się gorącej czekolady, a nie zjadł chłodny tort.
— Nie — Lenny odparł krótko i zwięźle, biorąc się znowu za ciasto.
Chłopak pokiwał głową i schował kopertę do kieszeni jeansów. Chyba już wiedział, jak się czuł Lenny, kiedy to on mu dał taką karteczkę, a ten nie mógł jej przeczytać.
Kiedy ponownie spojrzał na gospodarzy, zauważył, że ci właśnie się naradzają, a po chwili jego siostra wstaje i podchodzi do komody. Wyciągnęła z niej dwie torebki ozdobne. Jedną podała mężowi i podeszli do Ryana.
— No to jak czas prezentów… Wstań, to jeszcze zaliczysz uścisk.
Ryan obejrzał się na Lenny’ego, odstawił talerzyk i uniósł się.
— Coraz bardziej zaczynają mi się podobać takie urodziny… Ostatnie cztery razy dostawania życzeń przy stoliczku w pokoju widzeń to jednak nie to samo.
Rose prychnęła i przytuliła go mocno.
— Cały czas narzekasz na moje firanki… Więc tak, wymarzonym prezentem są nowe firanki — powiedziała z rozbawieniem, a kiedy Ryan zajrzał do swojego prezentu od siostry, zaśmiał się. Faktycznie, był tam przezroczysty pakunek z firankami w kolorze grafitowo-granatowym, więc powinien chyba pasować do ścian.
— Mam nadzieję, że mały Jay nie uzna, że to świetny materiał do wspinaczki — skomentował i cmoknął siostrę w policzek.
Następnie podszedł do niego Threvor i po męsku uścisnął mu dłoń.
— A ode mnie coś, co serio ci się przyda. — Zaśmiał się i wraz z życzeniami podał mu torebkę, a gdy Ryan do niej zajrzał, zobaczył butelkę jakiegoś alkoholu. — To likier, w smaku podobno chałwy. Nie pytaj. Ale to jakiś rarytas nie ze Stanów bynajmniej, więc nie pijcie jak wodę. Warto się delektować. Kolega, u którego zamawiałem, mówił, że bardzo gęsty i jak coś może się nadać do jakichś deserów.
— Będzie odskocznia od piwa — Lenny dodał ze swojego miejsca, zadowolony w sumie z tych firanek. Nie wiedział jednak, kto je zmieni. Zdjąć stare przecież mogli w każdej chwili, a nie zrobili tego aż do teraz.
— Podzielam opinię Lenny’ego. Dziękuję wam jeszcze raz i… hm, pozwolicie, że jeszcze przywitam się z moim siostrzeńcem, nawet jeśli śpi? Chciałbym przynajmniej zobaczyć, czy to prawda, że niemowlaki rosną tak szybko i czy już widać, jak bardzo jest do mnie podobny — rzucił Ryan, odstawiając swoje prezenty na kanapę.
Lenny także wstał i spojrzał an Rose.
— Jeśli też bym mógł? — spytał, chcąc zobaczyć niemowlę.
— Oczywiście! —dziewczyna odpowiedziała z uśmiechem.
— Nic tak nie rozraduje kobiety, jak zainteresowanie jej „najpiękniejszym dzieckiem na świecie” — skomentował rozbawiony Threvor. — To idźcie, ja zrobię nam kawy do tego ciasta, bo na pewno będziecie chcieli dokładkę.
— Czytasz mi w myślach. — Ryan posłał mu uśmiech i podążył za swoją siostrą w stronę schodów na piętro, gdzie mieścił się pokój jego siostrzeńca.
Tam, za pomalowanymi na granatowo drzwiami, znajdował się dziecięcy, spory pokoik. Ściany były niebieskie, na suficie namalowane zostały chmurki, na półkach było wiele zabawek, mebelki pod kolor, a w kojcu leżał na pleckach mały Carter, który niestety już nie nosił tego nazwiska. Trudno. Rose i jej brat patrzyli tak na niego.
— Ma mocny sen — ocenił Lenny, bo mimo że do pokoju zeszły się aż trzy osoby, na razie mały Scott nie zaczął się nawet wybudzać.
Był naprawdę nieduży, ale w sumie miał dopiero miesiąc. Spał spokojnie, okutany w kolorowe ubranka i kocyk. Według Ryana nie różnił się niczym od innych dzieci, ale i tak pochwalił:
— Jest uroczy i mam nadzieję, że nie tylko, kiedy śpi. Daj znać, jak zacznie się interesować samochodzikami, to sprawię mu małe, cudne Ferrari, żeby się uczył od małego, co dobre.
Rose zaśmiała się cicho.
— Myślę, że da się załatwić — odparła, a w międzyczasie Lenny przechylił się nad dzieckiem, oglądając, jak śpi. Malec był uroczy. Nie był może aż takim entuzjastą dzieci, ale uważał, że ten szkrab jest całkiem sympatyczny.
— Będzie z niego cudny chłopak — pochwalił siostrę swojego chłopaka, uśmiechając się do niej lekko.
— Na pewno. Już jest cudny.
Ryan też bliżej przyjrzał się swojemu siostrzeńcowi. Podobało mu się to, na co patrzył. W jakiś sposób był dumny z Rose. I już teraz czuł się odpowiedzialny za tego dzieciaka.
— Mam nadzieję, że będziemy mogli uczestniczyć w jego życiu, bo wierz mi bądź nie, ale bardzo doceniam to, że przynajmniej w tobie mam kogoś bliskiego z rodziny. W tobie i w twoim mężu oczywiście i wcale nie mam na myśli zniżek na leczenie zębów — Ryan posłał jej szeroki uśmiech, odnosząc się do tego, że Threvor był dentystą.
Rose uśmiechnęła się pod nosem, mierząc swojego brata zadziornym spojrzeniem.
— Wiem o tym. Nie musisz mi przypominać. Jeszcze trochę i będziesz — urwała i zerknęła także na Lenny’ego — będziecie żałować twoich słów.
— Mam szczerą nadzieję, że jednak nie. Ale pozwól, że wrócimy do twojego męża, bo nie chciałbym, żeby Scotty wspominał mnie jako tego, który ględził mu nad uchem i budził z cudownych drzemek — Ryan zasugerował, ale jeszcze wyciągnął dłoń do swojego siostrzeńca i wierzchem palców dotknął jego delikatnego policzka. Uśmiechnął się lekko.
Lenny przyjrzał się zarówno dziecku, jak i kochankowi.
— Jakie ma oczy? — spytał matki śpiącego.
Rose uśmiechnęła się lekko i przykryła szczelniej synka.
— Na razie niebieskie, ale lekarze mówili, że tak ma większość niemowlaków, więc wszystko się jeszcze może zmienić — odpowiedziała i zachęciła ich do cichego wyjścia z pokoju.
Mulat przytaknął i pierwszy wyszedł z dziecięcego pokoiku. Był zaskoczony tym, jakie dziecko było małe i pulchne, a jednocześnie trochę zasmucony, że spało i chociażby Ryan nie wziął go na ręce. Rose pocieszyła ich, że mały pewnie niedługo się obudzi i będą mogli sami zobaczyć, jakie ma oczy. A kiedy doszli już do salonu, stanęli całą trójką jak wcięci. Właśnie z przedsionka wychodził Threvor z bardzo nieswoją miną i… rodzice Rose i Ryana.
— Naprawdę, Threvor, Rose na pewno ucieszy się z niespodzianki, a mały Scott będzie… — matka rodzeństwa urwała w połowie słowa, widząc, kogo zastała.
Lenny od razu wziął głębszy oddech i kątem oka zerknął na kochanka. Wcześniej jednak zobaczył Rose, która zrobiła to samo co on, ale znacznie bardziej jawnie. Zaraz po tym ruszyła do swoich rodziców. Do tego posłała swojemu mężowi mordercze spojrzenie. Threvor odpowiedział przepraszającym, jakby chciał powiedzieć, że nie wiedział, co ma zrobić w obliczu takiej „niespodzianki”. Roger za to poczerwieniał i zacisnął zęby, patrząc niemalże równie morderczo na syna, co na jego faceta. Mimo braku munduru na sobie, wyglądał groźnie i poważnie. Zresztą, zawsze nosił ciemne ciuchy, co dodatkowo dodawało mu animuszu. Jego żona z kolei jak zahipnotyzowana, zwyczajnie dała się przytulić córce i tylko patrzyła.
— Mówiłem ci, że nie życzę sobie, żeby ten śmieć miał do czynienia z moim wnukiem — Roger powiedział ostro do Rose, ale nie ruszył się z miejsca. Jedynie jego nozdrza zdradzały, że zaraz może wybuchnąć.
Ryan za to poczuł się jak oblany zimną wodą. Nie zareagował. Wiedział jednak również, że po prostu nie mogą zostać. Nie chciał uciekać, ale… Co, mieli usiąść wszyscy razem wokół stoliczka i napić się herbaty? A może jeszcze poczęstować rodziców tortem?
— Tato, przestań, mały śpi — Rose spróbowała jako tako załagodzić sytuację, jednocześnie nie wsuwając palców między drzwi a framugę.
Lenny w tym czasie patrzył z wyzwaniem na ojca swojego kochanka i panował nad sobą tylko dlatego, żeby nie wyjść na kąpanego w gorącej wodzie. Zresztą matki Ryana też nie obdarzył miłym spojrzeniem. Była kobietą, niepozorną, wystraszoną, szczególnie w tych burych, trochę bezkształtnych ubraniach, ale nie wzbudzała w nim niestety wielkiego współczucia.
— Mamo, tato, może napijecie się kawy? — Threvor zaproponował szybko i odchrząknął, stojąc jak wmurowany.
— Ta… tak, ja poproszę. — Kobieta uśmiechnęła się do niego słabo, nawet nie patrząc już w kierunku swojego syna i jego partnera. Jakby ich nie było, jakby nie istnieli. Jej nerwowość tylko zdradzało skubanie skrawka beżowej koszuli.
Roger za to stał jak stał i tylko powiedział twardo, patrząc w oczy Ryana:
— Ja wejdę dalej dopiero, kiedy ta szumowina plamiąca moje nazwisko wyjdzie z tego domu.
Ryan tym razem drgnął i zaczerwienił się na policzkach. Ojciec nie był widokiem, który chciał oglądać w dniu swoich urodzin. Podobnie jak takie poniżenie nie było tym, co chciał w tym dniu doznać. Walczyła w nim chęć ucieczki z chęcią postawienia się i nie poddania. I… nie wiedział, co zrobić. Stał więc kilka kolejnych sekund, nie potrafiąc się ruszyć, aż z ust Rogera wydobyła się kolejna porcja jadu.
— No już! Won z okolicy mojego wnuka i mojej córki, pierdolone pedały!
Lenny tym razem nie wytrzymał i wystąpił o krok naprzód.
— Nie wyjdziemy z tego domu, chyba że poproszą nas o to gospodarze. Jesteś takim samym gościem jak my i — zmierzył mężczyznę wzrokiem z zupełnym brakiem szacunku — nie waż się go tak nazywać — zasyczał, hamując się, jak tylko był w stanie. Najchętniej jednak sprowadziłby tego plugawego homofoba na ziemię i skopał po nerach i żołądku, aż ten wyplułby wnętrzności.
Matka Rose i Ryana zaczęła nagle mówić coś o kawie i o tym, jaką ostatnio piła w centrum miasta w nowo wybudowanej kawiarni. Ogłupiały Threvor słuchał jej i odpowiadał, równocześnie przechodząc z nią do kuchni.
Rose za to skrzywiła się, patrząc na prawo, gdzie stał jej ojciec, jak i na lewo, gdzie był Lenny i Ryan. Nie miała pojęcia, co ma zrobić, podobnie jak Ryan, który znowu nic nie odpowiedział.
— Tato, może pójdźcie z mamą do Scotta, zobaczcie jak grzecznie śpi, a my…
— A wy co? Posiedzicie jak pizdy we trójkę i zaplanujecie spedalenie mojego wnuka? — Roger warknął i ruszył w kierunku swojego syna i jego faceta. — Nie będę przebywał w tym domu, kiedy te szczury tu są.
Ryan dopiero teraz zareagował, kiedy zobaczył zbliżającego się ojca. Zupełnie nie myśląc, nawet niespodziewanie dla siebie, złapał Lenny’ego za dłoń i pociągnął.
— Chodźmy stąd.
Ten wpierw z zaskoczenia dał się pociągnąć, po czym nagle się zatrzymał, stopując także Ryana.
— Nie — zanegował ucieczkę kochana i spojrzał znowu na Rogera wrogo. — Nikt stąd nie będzie wychodzić. Już mówiłem, jeśli Rose i Threvor nas nie wyproszą, nie wyjdziemy stąd. Jesteśmy ich gośćmi. A ty — zbliżył się o krok do mężczyzny — nie masz prawa nas obrażać, bo sam nie jesteś wiele lepszy.
Gliniarz zaśmiał się i skrzywił, jakby miał splunąć pod nogi Mulata.
— Nawet nie porównuj się do mnie, czarna pluskwo.
— Tato, przestań! Ryan ma urodziny, zostali przez nas zaproszeni i nie będę ich wyrzucać! — Rose podniosła głos, chociaż ona też w obliczu swojego ojca starała się nie wchodzić w fizyczną interakcję.
Roger prychnął i popatrzył na stolik, gdzie znajdowało się ciasto dla jego syna. Podszedł do niego, wziął cały talerz, a potem dosłownie wcisnął go w ręce syna.
— Bierz to i wypierdalaj świętować najgorsze święto w historii rodziny Carterów. Dzień, w którym twoja matka wypluła na świat skończoną cipę.
Ryan zacisnął zęby, czując się, jakby za każdym razem, gdy Roger otwierał usta, dostawał w twarz. Cały się gotował! Odłożył tort na szafkę, bo ręce mocno mu drżały. Zacisnął je w pięści. I jakimś cudem był to impuls do tego, aby zamachnąć się i z całej siły uderzyć ojca w twarz. Tak… zawsze bał się to zrobić, odpowiedzieć mu fizycznie… Ale teraz poczuł tak wielką satysfakcję, kiedy jego ojciec zwalił się na posadzkę!
— O matko! — wyrwało się jako pierwszej Rose. Aż zakryła usta dłońmi, patrząc na to, co stało się w przeciągu kilku sekund i wbiło w podłogę nie tylko Rogera, ale i mentalnie ją.
Lenny także zrobił większe oczy, ale jednocześnie… poczuł dumę ze swojego chłopaka. Tak powinien już dawno zrobić, a nie dawać pomiatać sobą temu porąbanemu gliniarzowi.
Jednak to Roger był najbardziej zaskoczony ze wszystkich. Ryan nigdy mu nie oddał. Nigdy z nim nie walczył. Stary Carter wiedział, że bał się go i czerpał z tego swoją siłę i władzę. A teraz wielkimi oczami popatrzył na stojącego nad nim syna, który oddychał ciężko przez nos i patrzył na niego z tak niemożliwie podłą i wielką satysfakcją, jakiej nie czuł chyba jeszcze nigdy.
Z kuchni wybiegła jego matka, a za nią Threvor i oboje stanęli jak wryci. Ryan za to jako pierwszy zabrał głos. Pocałował Rose w policzek, podziękował jej za tort i znowu chwycił kochanka za rękę. Przy tym wziął jeszcze swoje prezenty.
— Chodź, teraz już możemy iść.
Lenny uśmiechnął się pod nosem, ściskając jego dłoń w swojej. Patrzył przy tym z wyższością i ostrzeżeniem w oczach na Rogera. Jego mina radziła mu nie wstawać, nie porywać się na kolejne utarczki, bo nikt i nic już mu nie pomoże.
Roger sapnął pod nosem, chyba dopiero przyswajając, co się właśnie stało. Ale zanim zdążył się podnieść, Ryan z Lennym już wyszli z domu Rose Robens i wsiedli do swojego samochodu. Chłopak się nie ociągał, chcąc jak najszybciej odjechać, więc bez słowa odpalił samochód i szybko ruszył. Potem odetchnął i spojrzał na swojego kochanka.
— Nic z tego, co o mnie mówił, nie jest prawdą i… udowodnienie mu tego w taki sposób bardzo mi się podobało — powiedział ciężkim od emocji głosem.
— Jeśli Rose nie będzie miała ci tego za złe, to uważam, że bardzo dobrze zrobiłeś. — Lenny uśmiechnął się do niego i trzymając nadal to nieszczęsne ciasto swojej roboty na udach, przechylił się do kochanka i pocałował go w ramię. — Dobry cios.
Ryan odpowiedział słabym uśmiechem i chwilę patrzył w jego oczy, nim znowu skupił się na drodze.
— Nienawidzę go…
— Krótko — Lenny podsumował z uznaniem w głosie. Wiedział, że czym mniej słów używał Ryan, tym bardziej jego słowa były dosadne. I nie, nie miał zamiaru nawet bronić czy przekonywać Ryana, że nie powinien mieć takich uczuć do ojca. Uważał, że powinien nienawidzić go jeszcze bardziej i znacznie wcześniej mieć odwagę, aby go strzelić w pysk.
Ryan znowu lekko się uśmiechnął i na kolejnych światłach dodał:
— Dziękuję za niespodziankę u Rose. Przyznam, że nie spodziewałem się zarówno, że tam będziesz, jak i że upieczesz coś dla mnie. Dzięki — powtórzył.
Lenny pokiwał głową na znak, że przyjmuje podziękowania.
— Spoko. Jeszcze coś czeka na ciebie w domu. Ale nie wiem, czy spełni oczekiwania.
— Uuu, brzmi ciekawie. I zapewniam, że już i tak jestem pod wrażeniem, więc cokolwiek to jest, będzie dobrze — zapewnił Ryan, któremu było i tak cholernie miło, że Lenny coś wymyślił. Cieszył się też, że mógł spędzić trochę czasu u siostry, zobaczyć siostrzeńca… Jedyną zadrą było spotkanie ojca, ale… nie było takie złe. W końcu wreszcie mu się postawił. W jakiś sposób go pokonał i nie miał na myśli samego ciosu. Miało to bardziej… symboliczne znaczenie, które napawało go abstrakcyjnie pozytywnymi uczuciami.
Kiedy dojechali do domu, Lenny mimo nieporęcznego ciasta na kolanach wysiadł pierwszy. Poczekał, aż kochanek zamknie samochód, po czym wcisnął mu w dłonie wypiek. Otworzył drzwi i zatrzymał go w progu.
— Weź tylko go nie upuść i zamknij oczy — polecił, chcąc, aby niespodzianka była po całości. A kiedy Ryan już to zrobił, chwycił go za łokieć, prowadząc do salonu.
Ryan stanął w salonie, starając się nie potknąć o żadne ubranie i kiedy Lenny w końcu pozwolił mu otworzyć oczy… rzeczywiście o mało nie puścił tortu. Zdecydowanie nie spodziewał się tego, co ujrzał. I, jak rzadko, zabrakło mu słów. Znowu musiał odłożyć ciasto, nim jakoś wyraźniej zareagował i popatrzył to na swój dwukołowy prezent, to na Lenny’ego. Zaśmiał się i pocałował go z rozmachem w usta.
— Rower… I to nie byle jaki — skomentował, a uśmiech sam mu się cisnął na usta. — Jesteś głupi, Lenny — dodał i nie czekając już na nic, podszedł szybko do stojącego na podłodze w salonie, czarnego cuda.
Był to typowy cruiser. Nie miał co prawda przerzutek, ale aby lansować się na ścieżkach wiodących wzdłuż plaży, nadawał się idealnie. Szerokie siodełko, wysoka, rozłożysta kierownica i wygięta w górę rama. Całość dopieszczały duże czarne koła oraz białe zdobienia w kształcie krzyża.
— To dobrze czy źle, że jestem głupi? — Lenny spytał z dłońmi w kieszeniach, przyglądając się swojemu chłopakowi.
Ten właśnie przesunął dłonią po ramie, a potem po siodełku. Podobał mu się ten rower. Nie spodziewał się, ale… tak, podobał mu się. Lubił takie rzeczy.
— Hm… jak powiem, że nie różnię się od stereotypowego faceta z iskrą do takich efekciarskich, nowych zabawek, to potwierdzę, że dobrze trafiłeś? — rzucił, oglądając się na kochanka. — Czarny… odpowiednio zbudowany… może nawet seksowny — dodał z lekkim uśmiechem. — Tak, bardzo chętnie na nim pojeżdżę.
Lenny prychnął pod nosem z rozbawieniem. Widział, co Ryan robi.
— Mów tak dalej, a zacznę żałować, że wybrałem coś takiego zamiast zestawu do grillowania.
Chłopak zaśmiał się i podszedł do niego. Objął go za szyję i przytulił się.
— Kocham cię. Dziękuję.
Lenny odruchowo się uśmiechnął i objął ręką Ryana w talii.
— A tak możesz mówić często.
— Mmm… Naprawdę, pozwalasz mi? — chłopak odmruczał z lekką, ale przyjemną ironią i pocałował kochanka w szyję. — Chętnie będę powtarzać, żebyś przypadkiem nie zapomniał i nie uciekł, to może na następne urodziny dostanę odrzutowiec…
— Prędzej kask, jak będziesz za bardzo szaleć — Lenny prychnął z rozbawieniem i przyciągnął kochanka do kolejnego pocałunku. — A teraz bierz go i sprawdź, czy to chociaż jeździ, czy tylko fajnie wygląda.
— Mam nadzieję, że jeździ równie fajnie, jak wygląda. A ty, proszę, schowaj tort do lodówki, bo coś mi mówi, że tam się takie rzeczy trzyma — Ryan zasugerował i odsunął się, żeby wyprowadzić swój nowy rower na zewnątrz.
Jego ciemnoskóry kochanek już tylko zamruczał na potwierdzenie, nie strzępiąc niepotrzebnie języka. Wykonał polecenie, aby potem pójść pooglądać sobie swojego chłopaka na nowej zabawce. Innej i mniej erotycznej niż ostatnio Ryan zakupił. Cóż, łączył ich tylko kolor.
Ważne, że Ryan był zadowolony i próbna jazda mu się spodobała. Chwilę zajęło odpowiednie dostosowanie wysokości siodełka, ale gdy już wszystko było okej, przejechał się ulicą tam i z powrotem i uśmiechał się do swojego faceta. Podobało mu się. Zamierzał odwiedzić na nim Charliego i Mike’a i wyciągnąć ich na plażę. Co z tego, że spotkał dzisiaj ojca? Widział swojego siostrzeńca, dostał tort i prezent od siostry, a do tego miał swojego faceta, który zaskoczył go dzisiaj kolejny raz. Zapomniał nawet o karteczce, którą miał w kieszeni i w której Lenny zawarł coś, co mogło mu sprawić jeszcze więcej przyjemności.
— Kocham cię! — rzucił głośniej, przejeżdżając szybko, na rozpędzonym rowerze obok mężczyzny i zjechał w dół ulicy. Cieszył się.

17 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 184 – Zwycięstwo

  1. Katka pisze:

    Basia, nooo, duże zmiany, nie? Ryan wali w mordę ojca, Lenny próbuje piec… Armagedon! Hehe a karteczka, w sumie łatwo się domyśleć, chooociaż z Lenem nigdy nic nie wiadomo XD

  2. Basia pisze:

    Witam,
    a było tak pięknie, po co rodzice się tam przypałętali…. Rayan w końcu się postawił, Lenny w kuchni jestem w szoku… no i tort zrobił dla niego, ciekawe co jest napisanie na tej karteczce, ciekawość mnie zżera… choć mam pewne podejrzenia ;] ale poczekamy zobaczymy…
    Dużo weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Saki, obawiam się, że nawet jakby Rose dała Lenowi kilka lekcji gotowania, to nic by to nie pomogło XD On po prostu nie ma do tego ręki, ale może nauczyłby się robić chociażby jajka sadzone… Bo na naleśniki nie ma co nawet liczyć. Ooooch i ile jadu wyplułaś na Rogera! Oczywiście popieram wszystko co o nim napisałaś i też me serce drży w obawie o Scotta. Miejmy nadzieję, że dziadek nie zepsuje mu życia, ale myślę że Ryan już o to zadba… Oj, a firanki na pewno kiedyś zawieszą XD Może Jason wspomoże jak zobaczy, że Lenny potrzebuje drabiny ;)

  4. saki2709 pisze:

    Przeczytałam już dawno, ale komentuję dopiero teraz… no cóż…
    Lenny w fartuszku i do tego w kuchni, na dodatek robiącego coś, co nie jest jajecznicą, to niecodzienny widok. Był uroczy, jak robił ten tort. A to MÓJ było takie… <333333 Rose powinna mu dać trochę lekcji gotowania, może urozmaiciliby sobie trochę to jedzenie XD Lenny był taki uroczo nieporadny, aż szkoda, że Ryan go takiego nie widział XD
    Imprezka fajna, oczywiście do wiadomego momentu, czyli niezapowiedzianej wizyty rodziców gospodyni i solenizanta. Ten to ma wyczucie. Nie wiem, czy z premedytacją wybrał akurat tą datę na wizytę, czy to czysty przypadek, że to akurat były urodziny Ryana i przyszedł, bo akurat tego dnia miał czas – wyglądał na zaskoczonego, więc to chyba drug opcja – ale jego zachowanie było karygodne. Cham i prostak normalnie. Przychodzi w gości i drze japę. A przecież to on był nieproszonym gościem – wdarł się na proszone przyjęcie i wypędził zaproszonych gości, na dodatek zachowując się niczym pozbawiony kultury prosiak – nie obrażając świnek. Tak się cieszę, że Ryan się w końcu przełamał i przywalił staremu w pysk. Należało mu się, a co. Już dawno powinien dostać, pieprzony terrorysta. Niech nie myśli, że mu wszystko wolno i może obrażać Ryana i jego kochaną Panterę, jak mu się podoba. Grrr. Głupi pies. Zagryźć go tylko. Zasługuje na karę. Zaszczuł całą rodzinę, nie tylko Ryana. Boi się go własna żona i nawet Rose. Jeszcze by tego brakowało, żeby mały Scotty przez niego cierpiał. Chociaż nie widać, żeby miał zamiar go terroryzować, ale z tym oszołomem to nigdy nic nie wiadomo.
    Rower jako prezent, to taki kochany pomysł. Lenny tak dba o swoją księżniczkę i myśli o jej wygodzie. A co do drugiej części prezentu… aż się nie mogę doczekać, co jest napisane na tej czerwonej karteczce.
    Co do tych firanek… bardzo praktyczny pomysł. Tylko kto im je zawiesi? XD

    "— Hm… jak powiem, że nie różnię się od stereotypowego faceta iskrą do takich efekciarskich, nowych zabawek, to potwierdzę, że dobrze trafiłeś?" – a nie "z iskrą"?

  5. Katka pisze:

    Yaoistka, jestem pewna, że ciasto odłożył XD Ale fajnie, że rozdzialik się podobał i bardzo nas cieszy, że już tak długo nas czytasz i nie ustajesz! :) Pozdrawiamy serdecznie! :)

  6. Yaoistka^^ pisze:

    I… jestem w szkoku! Super!!! ^^ Nic innego nie umiem napisać, a jaki mam mętlik w głowie. xD Ten cios ciastem! Zajefaszczy! *.*

    Weny kobity i czekam. ;)
    PS: Nie martwcie się jak komci nie piszę, ale zawsze czytam ;)

  7. Katka pisze:

    O., omg opcja z utratą pamięci… brrrr, nie lubię tego motywu. Wydaje mi się zawsze jeszcze bardziej dołujący niż śmierć któregoś z bohaterów. A czy Lenny by przez to jeszcze raz przechodził… Myślę, że nie jest typem, który rzuciłby wszystko w cholerę. Na pewno walczyłby do końca, chociaż może zamknąłby się na jakiś czas? Sama nie wiem… ale jakoś wolę nie gdybać o tym, bo nie lubię tego motywu XD Och a cytaciki z rączkami, hehe, no zauważyłam, że jakoś szczególnie na te łapki zwracasz uwagę :)

  8. O. pisze:

    Ale szczerze powiedziawszy też miałam takie wrażenie… Zazwyczaj w filmach tak się kończą przejażdżki xD Ale Ryan mógłby wyjść cało, np pamięć stracić…Ciekawe czy Lenny, by dał radę przejść przez to wszystko jeszcze raz, gdyby musiał na nowo „docierać się”… Taka mała myśl ze snem Jasona i jego zastanawianiem się, czy dałby radę jeszcze raz przejść przez to dochodzenie do Alexa… Przypomniała mi się scena z Grey’sów, gdzie Arizona (lekarka lesbijka xD) mówi do swojej kochanki (Cali), że kiedy umarł jej brat, to wiedziała, że nie będzie w stanie przejść przez to jeszcze raz… A mówiła o tym wtedy, kiedy jej najlepszy przyjaciel leżał u nich w szpitalu i dowiedzieli się, że rak zaszedł za daleko i nie przeżyje.. W skrócie- chodzi mi o to, że czasem mówimy, że nie damy rady przez coś przejść jeszcze raz, czegoś pokonać, a życie po raz kolejny tą przeszkodę, sytuację kładzie nam przed nogi. Ale dobrze, że opowiadanie to nie film i Ryan wróci do Lenniaka by spełnić karteczkę <333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 A żeby było milej oto dwa cytaty z poprzednich rozdziałów:
    "Ryan momentalnie przymknął oczy, a penis w dłoni Mulata drgnął. Tak dawno tego nie robili, że chłopak miał wrażenie, że strasznie niewiele mu trzeba, aby coraz bardziej i bardziej się podniecić.
    — Lenny… dłonie też — rzucił po chwili, samemu dotykając kochanka po ramieniu i karku.
    Lenny spojrzał w górę, nadal na zmianę liżąc i całując penisa. Jedną dłonią wciąż go trzymał, a drugą przesunął w górę na jego klatkę piersiową."
    "Następnie chwycił go za jedną nogę i mocno ją mu zadzierając, przekręcił Ryana na plecy. Zaraz po tym chwycił go pod kolanami, wsunął się do samego końca i… pocałował Ryana. Tego chciał. Pragnął. Jego ust i…
    — Ryan… ręce.
    Chłopak, który przez moment wręcz widział mroczki przed oczami z nagłej przyjemności, jaką dało mu kolejne wsunięcie się i to z innej pozycji, jedynie wydobył z siebie nieprzytomne „mmm?”.
    — Daj je… obejmij — Lenny wydyszał, bo i jego oddech już dawno nie był równy i spokojny. Sam też nie mógł wziąć rąk kochanka, bo trzymał jego uda, klęcząc między jego nogami, z penisem w tym gorącym, teraz bardzo wilgotnym wnętrzu."
    <3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333

    Zawsze zwracam uwagę na dłonie dlatego cieszy mnie, że wychodząc z domu Rose Rynna się za nie trzymała <3333333333333333333333

  9. Katka pisze:

    Inetria, hehe, pewnie Ryanowi by się nie podobało stwierdzenie, że jest niczym prawdziwa księżniczka, ale szzzz, nie musi o tym wiedzieć XD Ojczulek jest denerwujący i sądzę, że Lena i Ryana denerwuje 100x bardziej niż Was, ale to zrozumiałe. Matko, a ta wizja na koniec… to by było takie ŁUP! Nie że dosłownie, ale pewnie niewielu z Was by się tego spodziewało XD A Lenny by chyba sobie do końca życia wyrzucał, że kupił rower a nie zgrzewkę piwa…

  10. Inertia pisze:

    Ryan i Lenny! O tak! <3
    Jakąś dziką frajdę sprawia mi czytanie rozdziałów z nimi w roli głównej. Ryan jest taki uroczy *,* Taka prawdziwa księżniczka z niego ;d
    Szkoda, że jednak Lenny nie napisał tej pierwszej opcji na torcie :D
    I ta akcja z ojcem. No co za denerwujący typ! Ryan do boju. Dawno powinien go sprowadzić do parteru.
    Ciekawość, mnie zżera co było na tej karteczce :D Czyżby Lenny oddawał przysługę i także napisał jakiś zboczony liścik? xDD
    W ogóle ostatnia akcja mnie rozwaliła:
    "— Kocham cię! — rzucił głośniej, przejeżdżając szybko, na rozpędzonym rowerze obok mężczyzny i zjechał w dół ulicy." To brzmiało tak, że byłam niemal pewna, że dalsza część będzie brzmiała w stylu: "Znikąd pojawiła się ciężarówka" albo "Nagle wpadł pod rozpędzone auto" XDDD
    Na szczęście skończyło się na "Cieszył się"
    Nie chciałabym żeby mojemu ulubieńcowi coś się stało :((
    Czekam na kolejny i pozdrawiam : )

  11. Katka pisze:

    Seiridis, obawiam się, że u Lena coś takiego jak mózg wyłącza się w momencie, kiedy przekracza próg kuchni XD A co do Rose, z jednej strony bardzo dobrze Cię rozumiem, bo również nie stałabym bezczynnie w takiej sytuacji, ale trzeba jednak wziąć poprawkę na to, jaki wizerunek w oczach rodziny wyrobił sobie Roger i że jest w stanie naturalnie sprawić, że inni ani myślą mu się postawić. To taka trochę psychiczna blokada, jaką miał wobec niego Ryan i którą tym razem przełamał. Rose też się czuła zablokowana. Niemniej, oczywiście nie było to do końca w porządku zachowanie, powinna zareagować.

    CaramelVincent, hehehehe, wpierw musieliście czekać na karteczkę od Ryana, a teraz dałyśmy Wam nowy smakołyk nie całkiem na wyciągnięcie ręki XD Oj ale tak, ta część chyba szybciej się wyjaśni. Rozwaliło mnie to: „NO I KTO TERAZ JEST PIZDĄ?” XD Rozkoszne podsumowanie!

    O., dooookładnie, skończyła się pewna era. Ryan postawi kropkę tym ciosem w swoich relacjach z ojcem. Był to dość przełomowy moment i na pewno wiele zmienił w jego głowie odnośnie ojca. Chociażby to, że wizja spotkania ojca na mieście nie będzie już nacechowana strachem. Czasami bardzo niewiele trzeba, żeby nastąpiła jakaś zmiana i bardziej strach przed tym małym czynem jest cięższy do zniesienia niż sam czyn. Hehe, co do karteczki, to masz rację – jest to bardzo dobry sposób na wyrażenie przez Lenny’ego tego, czego chce, bo zwykle idzie mu z tym ciężko. Chociaż też nie jest powiedziane, jak mu idzie to na piśmie, ale raczej można się domyślić, że łatwiej. A czy Lenny ma rower… trzeba zapytać Shiv, bo nie wiem O.o Podejrzewam, że raczej nie, a raczej na pewno nie u Ryana. Może mieć jakiś stary rupieć jeszcze u swojej mamy. Ale na plażę raczej się będą wozić samochodem, bo jednak Ryan często zabiera ze sobą deskę. Rower to tak bardziej rekreacyjnie i dla szpanu XD Względnie do pracy.
    Oczka Scotta jak Ryanowe… no na pewno byłoby słodko i pewnie Lenny bardziej by czuł, że to krewniak jego chłopaka. Więc kto wie, może rzeczywiście na to liczy. Ale jeszcze czas, by się to okazało. Ponoć dopiero po pierwszym roku życia kolor oczu się stabilizuje.
    Ej, właśnie, tu jest jawna niesprawiedliwość – Ryan nie ma takich możliwości dowiedzenia się o Lennym z dzieciństwa. Wszystko przez to, że Lenniak nie chce być out przed mamą (czemu się osobiście nie dziwię XD). Póki co może liczyć tylko i wyłącznie na opowieści z ust Lena, a dobrze wiemy, jak o takie trudno… A i znajomych z dzieciństwa swojego faceta nie zna… Smuteczek.
    Hahaha i jaki nacisk na spełnienie wizji o urodzinach Lena XD Jakoś jednak widzę bardziej Charliego tak witającego Rusha XD Ale zobaczymy, może Ryan coś ciekawego wymyśli ;)

    Bebok, hahaha, jakby Len przywitał Ryana w fartuszku, to Ryan zrobiłby w tył zwrot i poszukał jakiegoś GPS-a czy mapy, co by sprawdzić, czy aby dobrze trafił XD A co do koperty, to co jeśli Ryan jednak o niej zapomni, Lenny zawiezie ciuchy do pralni i karteczka wypierze się wraz ze spodniami?! Wszystko jest możliwe! „Szczęśliwe misie” – słodko, kto by pomyślał, ze kiedyś będzie można ich tak określić :D Ale masz rację, dzisiaj jest serduszkowo i słodko. Choć w głowie Ryana Roger był dość mocno gorzkim dodatkiem XD I jeśli już chodzi o Rogera, a właściwie cios – hehehehe, dobre skojarzenie z tą Hermioną. Coś w tym jest. A za życzenia Ryan bardzo dziękuje! :)

  12. Bebok pisze:

    O MÓJ BOŻE! Ależ mi słodko i przyjemnie! Lenny robiący tort! W fartuszku <3<3<3 Aż żałuję że sobie o nim przypomniał, komentarz Ryana na ten widok byłby bezcenny xd Tajemnicza czerwona koperta jest taka tajemnicza xd Och, ależ się nie mogę doczekać jej otwarcia! No dalej Ryan! Nie zapominaj o niej, nie wolno! :d
    ROWER!!! <3 Uroczo xd Ogólnie scena z przejażdżką była czadowa :D I takie szczęśliwe misie <3 aż się mordka sama cieszy :D Serduszkowo dzisiaj jest <3<3<3<3<3<3_<
    Uwielbiam ich i nawet papcio nie popsuł mi nastroju podobnie jak Ryanowi ;D W końcu dostał po pysku jak mu się należało!!! (Ta scena mi się skojarzyła z ciosem Hermiony w nos Malfoya w 3 części HP! Epicko! ;P) Brawo Ryan!!!
    Podpisuję się pod zdaniem CaramellVincent „NO I KTO TERAZ JEST PIZDĄ? Ha! Powalony koleś. . . Zabijcie go czy coś bo tylko chodzi i wkurwia człowieka xD” ^^

    Btw: Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Ryan :* <3

  13. O. pisze:

    Ryan, brawo!!!
    W końcu pewna „era” dobiegła końca! Mam nadzieję tylko, że Roger nie zrobi z tego napadu na funkcjonariusza po służbie… -.- A że będzie to początkiem lawiny strat władzy jaką wywierał na swojej rodzinie… Że Rose po wyjściu Ryana i Lenny’ego też w jakiś sposób się postawiła, że matka w duchu przyzna, że mu się należało i NIKT mu nie pomoże xD Rewolucję uznajemy za rozpoczętą.
    Liczę na jakieś dokończenie tej sytuacji..W sensie albo na relację Rose albo kolejną scenę u niej w domu.

    Lenny w kuchni <3333333333333333333333333 Wow, nie spodziewałam się, że Rose jest aż tak odważną kobietą! Ale brawa dla niej, niech częściej uczy Lenny'ego, może to jakoś urozmaici dietę Rynny, a pewne składniki można wykorzystać i do innych aktywności <3333 Ciekawe czy Ryan wyliże krem choćby z ust Pantery? *.* I co jest napisane na kartce? ;o;o;o;o;o;o;o;o !!!!!!!!!! Ryan będzie u góry? *.* <333333 w sumie ten pomysł z karteczką jest trafiony, w końcu Lenny nie umie wyrazić słownie swoich preferencji, więc wierzę, że napisanie ich było dla niego jakoś prostsze, choć nie sądzę, by Ryanowi dane było przeczytać je na głos <3333 Jednak sama "nadzieja" na jego górowanie jest nakręcająca! <33333333333333 I Lenny to słodziak! Najpierw wynajął na jedną noc ferrari, dorzucił więcej swoich oszczędności do samochodu, teraz kupił rower <333 A sobie też, czy już ma? No bo jak teraz będą wybierać się na plażę? Lenny w samochodzie a Ryan na rowerze? Niech się obaj lansują na rowerach ;D Haha i ciekawe co Charlie powie? A ekipa co przyszykowała na urodziny Ryana? Mam nadzieję, że nie przeszkodzą w spełnianiu "życzenia" z karteczki!!! To byłoby straszne! Niech się jakoś to zgra czasowo ;oo I wgl powinno to być pisane jako pierwsze, że super iż Rose jakoś się "familuje" z Lennym i że go nazwała z wujkiem! To jakoś tak scala ich wszystkich relacje, nie tylko jej z Mulatem ale i z Threvorem, czy nawet z Ryanem. Bo ten tą odpowiedzialność, którą poczuł patrząc na Scotta dzieli z Panterą <33333 Ou i też żałuję, że Ryan nie wziął Malca na ręce! Może wtedy zrobiłby się bardziej rodzinny obrazek, gdyby Lenny objął go <3333 Taki słodki mam obrazek przed oczyma <33333 Och, och! Czyżby Lenny chciał, żeby Malec miał oczy jak Ryan? Jakąś jego małą miniaturkę, by chciał? I jakoś tak czuję, że byłby w stanie bardziej od niego Scotty'ego rozpieszczać xD Na pewno sprawi mu pierwszy rower xD hahahaha xD

    I firanki <3333 Buhahahahaha ciekawe czy Rynna się skapnie, że przy wymianie firanek wartałoby umyć i okna? Choć to za dużo jak dla nich… Pewnie firanki poleżą jeszcze w torebce jakiś czas, pewnie dłużej niż likier <3333 Ogólnie to podziwiam Threvora, że w jakiś sposób odnalazł się, starał się odnaleźć przy parze gei w rodzinie <33 Może jakaś lepsza relacja się wywiąże i zrozumienie, gdy będzie podrzucał im dzieciaka albo przyjeżdżał po niego xD Jeżeli oczywiście uderzenie Rogera przez Ryana nie będzie miało w skutku podziału rodziny i zakazu kontaktowania.

    Lenny pytający o Ryana też był uroczy <33333 I jestem ciekawa jak sprawdzi palce Ryana, w sensie czy weźmie i tylko na nie popatrzy, czy pocałuje każdy po kolei? *.* <333333333 Tylko… trochę nie fair, że dowiedział się czegoś z dzieciństwa kochanka, a Ryan pewnie na jakieś jego historie będzie musiał zaczekać… Ja też czekam (pewnie nie tylko ja xD) <3

    Och i duma Lenny'ego taka "to MÓJ facet" xD <33333333333333 napis na torcie jak najbardziej był trafiony i brawa za brak wstydu i narysowania serduszka <3333

    Ej! OŚWIADCZAM, ŻE TRZYMAM RYANA ZA MYŚL- POMYSŁ OBCHODZENIA URODZIN LENNY'EGO! OBY W PAŹDZIERNIKU CZEKAŁ NA NIEGO NAGI W DOMU ALBO ZAKRYTY JAKIMŚ KOCEM TYLKO PODJEDZIE PO LENNIAKA DO PORTU PO ROBOCIE <3333333333333333

    I niech wraca szybko z tej wycieczki… Niech mu się na karteczka przypomni a pomysł odwiedzenia na rowerze Mikiego i Charliego spełni się innym razem ;D

  14. CaramellVincent pisze:

    Achh… nie przerywa się w takim momencie! Ta czerwona koperta czy tam karteczka jakoś strasznie mnie uwiera i drażni. . . Należy tę sprawę jak najprędzej wyjaśnić!

    A co do rozdziału to super! Tylko czekałam na ten moment – aż Ryan się przełamie i Roger dostanie w ryj. NO I KTO TERAZ JEST PIZDĄ? Ha! Powalony koleś. . . Zabijcie go czy coś bo tylko chodzi i wkurwia człowieka xD

    Niech następny szybko się pojawia bo jestem ciekawa tego czerwonego kawałka papieru!!!

  15. Seiridis pisze:

    „— Wiesz, żeby wszystkie składniki się połączyły. Logiczne, nie?
    — Powiedzmy. — Lenny nie był przekonany. Nie czuł do tego drygu. W ogóle.” No kurwa no. xD Lubię Lenny’ego, ale po takim wytłumaczeniu żeby nie rozumieć to… no kurwa no! xD Do tego nie trzeba drygu, mózg wystarczy T_T

    Cieszę się, że Ryan przywalił ojcu. Bardzo się cieszę.

    Jedyne co mnie irytuje to fakt, że Rose pomimo tych wszystkich obelg stała i pozwalała ojcu przezywać brata, którego podobno kocha. Ale jak się kogoś kocha, to nie pozwala się go chyba przy sobie obrażać. ._. Nikomu nie dałabym tak nazwać mojej rodziny bez reakcji. Nawet jeśli moi krewni by tak mówili. To mnie do niej zniechęciło, jest ogólnie miła i ok, ale przez całą tą tyradę odezwała się jeden raz. Przykre to.

    Ryan dostał rower, awww :D Ta scena na końcu, jak powiedział „kocham cię” jak jechał na rowerze… Normalnie Hollywood. :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s