Project Dozen – 11 – Ośmieszony

Nikt nie lubił wstawać rano. Sebastian nie był chlubnym wyjątkiem, więc teraz ziewał i czekał przed drzwiami do biblioteki na Patricka. Umówili się dziś na stworzenie ankiety i opracowanie planu ich wspólnego semestralnego projektu na nauki polityczne. I że przewodniczący miał zajęcia dopiero na pierwszą popołudniu, umówili się rano. Zdaniem Sebastiana zbyt rano, skoro miał wolne.
Kiedy ujrzał swojego rówieśnika, idącego w jego stronę korytarzem, z rozbawieniem zauważył, że i on nie był rannym ptaszkiem. Włosy co prawda miał starannie ułożone, ale już koszula była lekko pomięta, a oczy opuchnięte z niewyspania. Pocierał właśnie swój wystający podbródek i ziewał.
— Sebastian — przywitał się skinieniem głowy, gdy stanął już przed nim. Przez ramię przewieszoną miał torbę.
— Patrick — syn dyrektora odparł z kpiącym uśmieszkiem, patrząc na chłopaka z góry. — To skoro już przypomnieliśmy sobie swoje imiona, to może wejdziemy i odwalimy tę ankietę?
— Mam nadzieję, że chociaż trochę o tym myślałeś i przeanalizowałeś wysłane nam dokumenty, a nie oczekujesz, że wszystko zrobię za ciebie — odpowiedział przewodniczący, jako pierwszy wchodząc do biblioteki.
— A nie zrobisz? — Sebastian zaśmiał się z pewnym uśmieszkiem.
Patrick uznał, że jest to niewarte komentarza, a co najwyżej karcącego spojrzenia. Dlatego też takie właśnie rzucił synowi dyrektora i podszedł do pani Beggins, by zapytać ją o potrzebne im książki. Chciał czegoś zarówno o partiach republikańskiej i demokratycznej teraz, jak i ich historię oraz książkę czysto teoretyczną na temat profesjonalnego budowania ankiet. Chciał, żeby wszystko było idealne.
Kiedy pani Beggins kazała im usiąść i poczekać, aż wszystko przyniesie, Patrick skinął na Sebastiana i ruszyli do stolików.
— Robienie ankiet w mieście może być długotrwałe, a nie wierzę, byśmy często mieli okazję razem się tam pojawić, więc mam propozycję — oznajmił, siadając i wyciągając teczkę. — Weźmiesz jedną część miasta, ja drugą i potem zwyczajnie złożymy nasze wyniki.
— Odważysz się na coś takiego? — Sebastian podparł głowę ręką, przyglądając się przewodniczącemu i jego teczce. — I wiesz, że trzeba będzie ją sprawdzić? Pilotażem to nazywają, wiesz o tym prawda, drogi Patricku? — mówił, samoistnie jakoś nabierając coraz większej ochoty, aby go drażnić.
Przewodniczący samorządu szkolnego rzucił mu ostre spojrzenie.
— Mógłbyś podejść do tego poważniej, zamiast się ze mnie nabijać? Owszem, wiem. Ale czy ja muszę o wszystkim decydować? Może zasugeruj jakiś pomysł, który rozwiąże problem naszego braku chęci do współpracy? — rzucił, wyciągając jeszcze długopis, żeby móc zapisać wszelkie pomysły i pytania na kartce.
— Ale ja nie neguję twojego pomysłu. Mówię tylko, że chociaż kilka ankiet, chcąc nie chcąc, musimy zrobić razem. Potem się podzielimy, aby szybciej poszło — odparł i nie dodał już nic, bo akurat zobaczył bibliotekarkę idącą do nich z książkami. Poczekał, aż je postawi na stoliku i podziękował.
Patrick też nic nie powiedział, tylko otworzył sobie książkę na temat prac badawczych, a Sebastian musiał zabrać się za przeglądanie tych dotyczących tematu ich projektu. Zamilkli więc na dłuższą chwilę, skupieni na swoich zadaniach, aż w końcu Patrick uniósł wzrok i rzucił niespodziewanie:
— Miałeś już jakieś zadanie z tajnego projektu?
Sebastian dokończył jeszcze czytane przez siebie zdanie i dopiero uśmiechnął się znad książki.
— Męczy cię to, co? — zagadnął i przy okazji był ciekaw, kiedy faktycznie padnie na Patricka. Minęło już kilka tygodni. Największą burzę jak do tej pory wywołał Sen, chociaż jego zadanie wydawało się wyjątkowo trywialne. Doprowadziło do tego, że Jules pocałował Jude’a, a on przegrał zakład z Francisco.
— Nie nazwałbym tego tak. Choć zastanawia mnie, dlaczego tyle to trwa. Spodziewałem się dużej ilości zadań, a na razie nie mam nawet jednego na swoim koncie. Dlatego pytam, czy tylko ja.
— Też nie miałem. Ale wydaje mi się, że to dlatego, że rok szkolny jest długi, a jakby non stop coś się działo, to ktoś nabrałby podejrzeń. I tak chyba ktoś musiał mieć jakieś zadanie, chyba że to jakiś debil zamknął futbolistów w szatni.
— Wydaje mi się, że przyklejenie flagi mogło być takim zadaniem, choć oba wydają mi się dość… — Patrick lekko zmrużył oczy w wyrazie powątpiewania — trywialne jak na tajny projekt.
— A co sam chciałbyś dostać nietrywialnego? — Sebastian zaznaczył miejsce, gdzie czytał i zamknął książkę. Oparł się o stolik łokciami, niemal na nim kładąc. A tym samym był bliżej drugiego chłopaka.
Patrick za to siedział w lekko nonszalanckiej pozie, z chustą przerzuconą przez szyję i postukiwał się palcem po brodzie.
— Nie wiem… Jakąś umysłową łamigłówkę? Coś bardziej odkrywczego. Liczę, że ten projekt nie będzie tylko sposobem na zdobycie wymarzonej nagrody, ale też wyzwaniem.
— Zobaczymy. Może faktycznie dobierają jakoś te zadania do osób, a… — Sebastian urwał, bo usłyszał dźwięk pagera. — Nie mój.
Patrick uniósł brwi, zaskoczony zbieżnością sytuacji. Czyżby zadanie? Tylko dlaczego akurat w momencie, kiedy siedział z innym członkiem projektu w bibliotece?
Pochylił się do swojej torby i wygrzebawszy z niej pagera, sprawdził wiadomość. Jak się okazało, czekała na niego koperta wsunięta pod encyklopedię pojęć mitologicznych.
Ściągnął brwi i popatrzył w oczy Sebastiana.
— Wybacz na moment — rzucił i wstał.
Ten wzruszył ramionami, już ciekaw, jakie zadanie dostał. Ale nie miał jak tego sprawdzić w tej chwili.
Patrick w tym czasie znalazł kopertę i przeczytał jej zawartość: „Zadanie nr 1: Schowaj ubrania Francisco Moreno po prysznicu. Czas — osiem godzin.”.
Chwilę stał i patrzył się na treść zadania, dosłownie nie wierząc, że kazano mu zrobić coś takiego. Owszem, miał WF z tym chłopakiem, ale także z masą innych, którzy mogli zobaczyć, jak beztrosko wynosi ciuchy jednego z nich. Do tego… czego to miało dowodzić? Że umie szybko uciekać?
Westchnął ciężko, schował kopertę do kieszeni w spodniach i z neutralną miną wrócił do stolika.
— Możemy wracać do pracy — poinformował Sebastiana, wracając do książki, którą czytał.
— I co tam dostałeś? Może masz kogoś pocałować? — Zaśmiał się, nie mogąc się powstrzymać. Zirytowana mina Patricka była bezcenna.
— Nie, i nie licz, że pocałowałbym ciebie. Wolałbym już starego profesora Hamberta — odparł przewodniczący z krzywym uśmiechem i postukał wierzch książki Sebastiana. — Czytaj. Musimy opracować dzisiaj tę ankietę, a ja nie mam całego dnia wolnego.
— A to już nie moja wina. — Sebastian wzruszył ramionami, ale fatycznie zabrał się za czytanie. Po chwili też zaczął spisywać swoje pomysły na pytania. I jak bardzo nie lubił się z Patrickiem, tak praca z nim szła dość szybko i sprawnie.
Udało im się przez te kilka godzin uwinąć z ankietą, a raczej jej zarysem. Patrick zasugerował, żeby Sebastian dopracował ją samodzielnie, a potem wysłał mu i on sam zrobi to samo. A potem umówią się na wspólny wyjazd do miasta, żeby przeprowadzić wstępnie ankietę na niewielkiej liczbie osób.
Liczył, że dalsza część dnia minie równie owocnie jak poranek i nie oberwie od nikogo po WF-ie po tym, jak zwinie ubrania tego całego chłopaka z wymiany.

*

Los bywa przewrotny i Jude doskonale już to wiedział. Jak sam nabijał się z Julesa Foxa, tak dziś już ze trzy razy ktoś za nim zagwizdał, a dwa razy został nazwany Jude Fox. Niemalże jakby wziął ślub z tym gejowskim gwiazdorem z youtube’a. A teraz był trzeci raz, kiedy ktoś podał mu piłkę. I miał szczerą ochotę wepchnąć ją w gardło Jacobowi, który tak do niego zawołał. Zamiast tego tylko poczekał na okazję, a ta nadarzyła się szybko, bo grali w futbol.
— Sorry — prychnął, kiedy powalił chłopaka z dużo większą niż konieczna w tej chwili siłą.
— Pieprz się, Jude! — Jacob warknął, po czym, nadal leżąc na ziemi, dodał: — Najlepiej z tym swoim chłopakiem.
Jude warknął znowu i rzucił piłką, jaką trzymał w dłoni, w twarz drugiego chłopaka. Ten zdążył się zasłonić, ale w odpowiedzi kopnął go w nogę.
Nauczyciel od początku czuł, że prędzej czy później dojdzie do sporów na boisku, teraz więc posłużył się swoim ulubionym narzędziem, czyli gwizdkiem i kiedy wszyscy na niego spojrzeli, czując kłopoty, wydarł się na nich:
— To ma być brutalna gra, ale nie aż tak! Jak się który chociaż spróbuje bić, to już ja wam załatwię kozę! Ze mną!
Oczywiście nikt nie chciał robić sobie kłopotów, więc rozległy się ogólne, przepraszające pomruki. W tym Jacoba, ale gdy tylko nauczyciel się odwrócił, ten klepnął Jude’a w pośladek.
To wszystko obserwował Patrick, który, jak tylko mógł, siedział na ławce rezerwowych. Nie lubił WF-u. Wolał przedmioty wymagające siły intelektualnej, ale niestety na kondycję i zdrowie też kładziono nacisk.
Po zajęciach był wyjątkowo zmachany, ale na tyle zdeterminowany, by po wejściu do szatni nie paść od razu na ławkę i odetchnąć. Ociągał się jak mógł, kiedy wszyscy chłopcy kierowali się pod prysznic. Zamienił z Jude’em kilka słów, mówiąc, że nie wierzy w te dziwne plotki o jego romansie z Julesem, a potem, kiedy gwiazdor zniknął pod prysznicem z resztą chłopców, Patrick zabrał się za swoje zadanie.
Wcześniej czujnie obserwował, do której szafki Francisco Moreno chowa ubrania. Teraz więc dopadł do niej i przepakował wszystkie do reklamówki, w którą się wyposażył przed zajęciami. Schował zarówno spodnie, bluzkę, jak i bieliznę i buty. Nie był pewien, jak bardzo precyzyjnie powinien wykonać zadanie, więc wolał na wszelki wypadek zabrać wszystko. I nie kłopocząc się tym, że sam śmierdzi po dwóch godzinach biegania po boisku, wyparował z szatni razem z ubraniami chłopaka z wymiany.

*

— No i on mi mówi, żebym do niej zagadał, a jak nie mam jaj, to niech chociaż zaproszę ją na facebooku. Ale wiesz, ja myślałem, że to nie moja liga, a laska, wiesz… no, fajna. I w efekcie teraz jesteśmy ze sobą, ale nie wiem, ile to wypali, bo ja tu ona tam — jeden z pierwszych wychodzących spod prysznicy chłopaków po kilku krótkich minutach nawijał, opowiadając wszystkim zainteresowanym i mniej zainteresowanym historię swojego wakacyjnego romansu.
— I co? Tak, na odległość? To ten twój kumpel na bank ją teraz rucha! — Zarechotał kolejny z nastolatków, podchodząc do swojej szafki, aby założyć zwykłe ubrania.
— Wy Amerykanie w ogóle nie wierzycie w miłość, póki was nie spotka! — dorzucił Francisco ze śmiechem, boso idąc w stronę swojej szafki. Na biodrach miał ręcznik, a włosy wilgotne, bo właśnie je umył. — A romantyzm uważacie za obciach — dodał, żartobliwie machając im palcem, po czym otworzył szafkę i zamarł.
— Tam, obciach. Ale co, mam za laską latać jak pies z kwiatami, jak potem słucham, jak one się z nas nabijają? To głupie.
— No, dobrze gada — dodał chłopak wspominający swoją wakacyjną historię.
Francisco już ich nie słuchał, bo właśnie wkładał obie ręce do szafki, jakby ubrania po prostu były niewidzialne, a on mógł je tak pochwycić. Niestety, jego nadzieje okazały się płonne, więc wykrzyknął z przejęciem i strachem:
— Ktoś mnie okradł!
— Co? — Jacob zainteresował się jako pierwszy, bo stał najbliżej. Sam zajrzał do szafki, aby się upewnić. — No, stary, racja. Ktoś ci zajebał ciuchy! — Zarechotał.
— To na pewno ta szafka, amorku? — Inny chłopak też zaśmiał się, wspominając słowa Francisco o romantyzmie.
— Tak! — odparł ten z przestrachem, ale i tak zaczął sprawdzać każdą kolejną. A potem kosze na śmieci i podłogę pod ławkami. — Chryste, nie ma! — jęknął, unosząc na resztę zgromadzonych spojrzenie pełne żalu i niepokoju.
Jude prychnął pod nosem z niedowierzaniem. Takie żarty były żałosne w jego mniemaniu. Podobnie jak ten z pocałunkiem. Ale, właśnie. Czy to nie mogło być jedno z tych durnych zadań z projektu?
Rozejrzał się po szatni.
— Ej… Gdzie jest Patrick? — spytał.
Niektórzy już byli ubrani i gotowi do wyjścia, ale dramat chłopaka ich zatrzymał. Chociażby, aby popatrzeć, jak ten się szamocze, nie wiedząc, co zrobić. I dopiero teraz wszyscy zauważyli, że przewodniczącego nie ma.
— Chyba nawet nie było go pod prysznicem… — ktoś rezolutnie zauważył.
Francisco za to zaklął po hiszpańsku, domyślając się, że takie mogło być jego zadanie. Ale nie rozumiał, dlaczego skierowane akurat przeciwko niemu! Co on miał teraz począć?!
— Uduszę go, uduszę — jęknął, chodząc w kółko. — Może schował na korytarzu… — dodał z nadzieją, idąc boso w stronę wyjścia z szatni, ale jeszcze upewnił się, czy nikogo na zewnątrz nie ma.
Ktoś zaczął się śmiać, inni współczuli koledze sytuacji, ale wrócili do przebierania się. Dopiero, kiedy już pierwsi się ubrali do końca, któryś z chłopaków wyszedł za Francisco na korytarz i zaoferował, że pomoże mu szukać. Ale że jak nie znajdzie, to „sorry”. To nie było bardzo pocieszające. Jude też jakoś nie chciał się wtrącać, tym bardziej po ostatnim razie, kiedy przez wbijanie się w czyjeś sprawy sam miał kłopoty z reputacją.
Argentyńczyk wraz z kolegą przeszukał cały korytarz wokół szatni i toalety, ale nigdzie nie mogli znaleźć zagubionych rzeczy. Co gorsza, w końcu i kumpel musiał się zawinąć na swoje zajęcia dodatkowe. Francisco więc został sam. Z ręcznikiem, nago, nawet bez butów.
Nie miał już żadnego pomysłu, co mógłby zrobić, więc z silnymi wypiekami na policzkach oraz dłońmi przytrzymującymi ręcznik pokierował się karnie w stronę wyjścia ewakuacyjnego. Musiał dotrzeć do swojego pokoju w internacie.
Jedynym pocieszeniem w tym wszystkim było to, że było ciepło i podczas chodzenia na bosaka nie marzły mu stopy. Wolał sobie nie wyobrażać, co by było, jakby taki numer został wykręcony mu w zimę.
Śmiechy, okrzyki i ogólny ubaw otaczał go przez całą drogę do internatu, a on miał wrażenie, że zaraz spłonie z zażenowania. Starał się iść szybko, ale przecież musiał uważać na to, żeby ręcznik mu nie spadł! Już trzy razy po drodze ktoś doskoczył, strasząc go, że mu go zerwie. Za każdym razem wtedy serce stawało mu w piersi. To byłoby jeszcze większe upokorzenie. A przecież musiał znaleźć w końcu swoje rzeczy. W kieszeni spodni miał przecież telefon!
Teraz jednak nie miał czasu o nim myśleć, bo nagle zobaczył, jak w stronę parkingu kieruje się Jules. Widząc go, nagle się cofnął i podążył szybko w jego stronę.
Francisco już widział, jak wyjął z torby kamerę. Zrobił większe oczy, jedną dłonią mocniej przytrzymał ręcznik, a drugą wyciągnął w stronę chłopaka, zasłaniając się.
— Nawet o tym nie myśl! — krzyknął z przestrachem, a kilka osób zagwizdało. Przy ścieżce zgromadziło się już całkiem sporo osób, a Argentyńczyk miał wrażenie, że jego twarz i całe ciało płonie ze wstydu.
— Nie przesadzaj, Francisco! — Jules ostatnich kilka kroków podbiegł i zatrzymał chłopaka z wymiany, obejmując go ramieniem. — Nie jestem Cody’m — dodał mu do uszka i dopiero włączył kamerkę, kierując ją na wyciągniętej ręce na siebie, a potem na swojego towarzysza. — Hej, kochani, to znowu ja, wasz cudny Foxy. Zobaczcie, na jakiego słodziaka dziś trafiłem na szkolnym boisku! I jak ubranego? — zaświergotał z dumą i skierował obiektyw kamery bardziej na Francisco. Przy tym cały czas obejmował go ramieniem.
Argentyńczyk zasłonił sobie jedną dłonią krocze ukryte pod ręcznikiem, a drugą ręką spróbował zakryć sutki. Jakoś czuł, że całe ciało ma wystawione na wszelkie spojrzenia i powinien wstydzić się każdego skrawka. Do tego jeszcze był prawie nagi przy szkolnej, gejowskiej gwiazdce, stojąc boso na środku chodnika.
— Muszę się ubrać, przepraszam, Jules, naprawdę muszę do pokoju — jęknął, rzucając mu spłoszone spojrzenie i krótki uśmiech, kiedy usiłował wydobyć się spod jego ramienia.
— Ale, słodziutki, wyglądasz prześlicznie. Opowiedz nam wszystkim, jak do tego doszło? — Jules patrzył na rumieniącą się twarz Francisco i jakoś sam uśmiech wypływał mu na usta. Zwykle nie był takim draniem, ale ostatnie sytuacje nastawiły go do przekonania, że warto mieć haka na każdego z projektu. Każdego.
Nie zauważył, że od strony akademików ktoś się do nich zbliża. Aż zerknął większymi oczami na Sebastiana, kiedy ten wyjął mu kamerkę z dłoni i wyłączył ją.
— Ej, nagrywam tu! Oddawaj! — syknął, puszczając od razu Argentyńczyka.
Sebastian za to odsunął się o krok do tyłu, mając ochotę odrzucić sprzęt gdzieś na beton. Nie był jednak głupi. Szybko wszedł w ustawienia.
— Kurwa, Sebastian, oddawaj! — Jules dopadł go, aby wyrwać mu swoją własność.
— Spierdalaj, Jules! — Chłopak od razu go odepchnął do siebie. — Nie masz, cholera, co robić? Nudzi ci się, kurwa? Idź pouganiać się za Jude’em albo Erikiem, bo cholera wie już, gdzie twoją dupę ciągnie.
Jules zatrzymał się, patrząc mściwie na syna dyrektora.
— Przeginasz — syknął, a Sebastian wiedział, że ma rację. Ale to, co Jules robił, też było przesadą.
Chwilę jeszcze oddychał ciężko, cały poirytowany, po czym tylko zatrzasnął ekranik małej kamerki i odrzucił ją Julesowi.
— To ty przeginasz. Nie masz wstydu — dodał, doskonale wiedząc, że szkolny gwiazdor szybko zauważy, że nie wykasował filmu. Nie był pewny, czy dobrze zrobił, ale przecież… miał nakręcać ten cały cholerny projekt. Tylko że nie spodziewał się, że tak to się odbije na Francisco. A i pewnie w swoim czasie na nim.
Francisco w czasie tej wymiany zdań tylko stał z boku i patrzył na nich szeroko otwartymi oczami. W pewnym momencie zaczął się cofać i wykorzystując fakt, że ci się kłócą, zaczął pospiesznie iść do internatu. Chciał się schować najszybciej jak mógł!
Jules jeszcze zerknął za nim i otworzył kamerkę, aby chociaż nagrać, jak ten odchodzi. Myślał, że Sebastian wszystko wykasował.
Ten położył mu dłoń na urządzeniu i pokręcił głową.
— Nie przesadzaj. I tak masz u mnie przejebane, bo przez ciebie przegrałem zakład. I ten twój Eric nadal z tobą jest — prychnął, doskonale wiedząc, jak to brzmi. Potem odwrócił się na pięcie i ruszył za współlokatorem, rzucając innym, zbyt nadgorliwym uczniom, ostre spojrzenia. Nawet niech nie próbują robić zdjęć.
Jules w tym czasie tylko za nim patrzył. „I ten twój Eric nadal z tobą jest” — pobrzmiewało mu w głowie. Chciałby, ale nie było na to szans w dosłownym tego słowa znaczeniu. Kilka dni męczył się, trochę unikał współlokatora, ale już czuł, że wraca mu zdrowy tok myślenia. Ręka i chłodne prysznice pomagały, chociaż wiedział, że jak już zauważył, że jego współlokator jest atrakcyjny, tak już ciężko będzie mu patrzeć na niego zwyczajnie.
Nie mając już nic do roboty, zawrócił, skąd przyszedł, poprawił torbę na ramieniu i sprawdził, jakich szkód dokonał Sebastian. Po kilku krokach uśmiechnął się do siebie, widząc, że żadnych. Nic nie było skasowane, ale postanowił nie robić z tego odcinka na swoim kanale. Chciał poczekać, aż będzie potrzebował tego materiału jako kartę przetargową.
W tym czasie kilka osób jeszcze pobiegło za oddalającym się Francisco, by zaobserwować, jak panicznie umyka do internatu. Potem, zamiast skierować się do windy, ruszył w stronę klatki schodowej. Wciąż ściskał ręcznik, żeby przypadkiem mu nie spadł i zaczął boso, już brudnymi stopami, pokonując kolejne stopnie. Dopiero potem zdał sobie sprawę z tego, że… nie ma klucza do pokoju!
Jęknął do siebie, zatrzymał się i bezradnie rozejrzał. Stał na środku schodów i musiał się wrócić do Sebastiana! Łzy pojawiły mu się w oczach, kiedy zaczął ponownie zbiegać w dół.
Nie dotarł na parter, bo dosłownie wpadł na swojego współlokatora, przez spuszczoną głowę.
Sebastian chwycił go za ramiona.
— Kurwa… — syknął, po czym chwycił Francisco tylko za jedno ramię i pociągnął w górę schodów. — Już, chodź. Nie denerwuj się, nie daj im tej satysfakcji — dodał, zaciskając mocno palce na ramieniu współlokatora. Mocno i nerwowo.
Francisco złapał kilka razy głębiej powietrze i pokiwał głową. Paliczki już miał zupełnie białe i tak właściwie to ledwie czuł dłonie przez to kompulsywne ściskanie ręcznika.
— To Patrick — wydusił i otarł mokrą powiekę o ramię, idąc szybko przy boku drugiego chłopaka.
— Tak, już wiem. — Sebastian znowu zaklął pod nosem i już kiedy byli prawie na górze, wyciągnął klucze z kieszeni spodni. Nic nie dodał, tylko szybko skręcił w stronę pokoju, niemal wepchnął Francisco do środka i zamknął za nimi drzwi. Od razu spojrzał na współlokatora ze współczuciem, a jednocześnie, co samego go z dziwiło, z pretensją.
Argentyńczyk odetchnął, gdy tylko znalazł się w środku i usiadł na łóżku. Nagle zrobiło mu się jakoś dziwnie słabo od tych emocji. Wytarł szybko zaczerwienione oczy i spojrzał na Sebastiana z wyjątkowo mocno rozburzonymi włosami i silnymi wypiekami na twarzy.
— Dziękuję. Za Julesa i… W ogóle…
— Nie powinieneś dziękować! Chłopie, ogarnij się! — Sebastian syknął, czując, że trochę traci opanowanie. Mieli innych podpuszczać, nakręcać przeciwko sobie, a nie sami stawać się ofiarami! Do tego czuł się jakoś odpowiedzialny za tego chłopaka. — Nie jesteś babą, a Patrickowi przyjebiesz, jak go znajdziesz!
Francisco skulił się w sobie i popatrzył na niego z większym zaskoczeniem.
— Miałem… Zabrał mi ciuchy, miałem biec za nim z pytą obijającą mi się o uda i bojowym okrzykiem?! — zareagował żywo, wręcz nie wierząc, że Sebastian ma mu za złe jego reakcję!
— Miałeś tu wrócić, ubrać się i nie dawać się prowokować Julesowi! — odkrzyknął, sam nie wiedząc do końca, czemu się nakręca. Ale przecież nie mógł tego chłopaka wiecznie bronić, do cholery! A… a nie chciał, aby stał się ofiarą.
— On nadbiegł sam, nie prowokowałem go! — Argentyńczyk uniósł się z łóżka, patrząc mu z niedowierzaniem w oczach. — Sebastian, ślepy jesteś?! Chciałem osiągnąć pokój, żeby móc się tu ubrać, ale Jules się pojawił znikąd, ja nic nie robiłem!
Sebastian warknął i przetarł twarz dłońmi. Nakazywał sobie spokój w głowie, ale mało to pomagało.
— Ale było się nie peszyć jak dziewczynka w jego ramionach. Co ty, wstydzisz się, jak wyglądasz czy co? Normalnie łazisz z tym gołym brzuchem, a teraz nagle wstydliwy! — znowu naskoczył na niego, zamiast spokojnie wyjaśnić, że powinien obrócić to w żart i wykorzystać przeciwności jako swoją broń.
Francisco zacisnął usta, dysząc przez nos jak mały byczek i w końcu pchnął mocno Sebastiana w klatkę piersiową, aż ten uderzył plecami o drzwi.
— Pieprz się! — krzyknął i dopadł od razu do swojej szafy, gorączkowo, drżącymi rękami zaczynając szukać w niej jakichś spodni.
Sebastian zaklął znowu. Był cały poirytowany. Głupi Francisco!
Dopadł do szafki przy swoim biurku i wygrzebał z niej zapasowy klucz do pokoju.
— Masz — rzucił, kładąc go z uderzeniem na jego biurku i doszedł do drzwi. — Idę poszukać tych twoich ciuchów, a ty się ogarnij.
— Teraz chcesz mi ciuchów szukać, a chwilę temu mentalnie na mnie splunąłeś! — odkrzyknął Francisco i każdy normalny chłopak uznałby, że przesadza, że zachowuje się teatralnie, ale Sebastian już przez te niecałe trzy tygodnie mieszkania z nim nauczył się, że on taki naprawdę był. Wyjątkowo ekspresyjny, używający innych niż tutejsi chłopcy sformułowań.
Zatrzymał się z dłonią na klamce i nie wyszedł. Chociaż chciał. To jednak potwierdziłoby jakoś słowa Francisco. Wziął kolejny głęboki oddech i odwrócił się do niego.
— Nie splunąłem na ciebie. Nawet mentalnie! Martwię się, do cholery, nie łapiesz?! — krzyknął, wskazując go ręką. Wyglądał tak inaczej niż na co dzień, ze zwykłym sobie lekkim uśmiechem i beztrosko zmrużonymi oczami.
— To bardzo brutalnie się martwisz, wiesz? Nie jestem „dziewczynką”! — Francisco wybuchnął jeszcze raz i wreszcie usiadł ciężko na łóżku z jeansami w rękach. Popatrzył na Sebastiana spod burzy włosów i już nic nie dodał. Nie chciał się kłócić. Chciał się ubrać.
Sebastian przeczesał palcami włosy i podszedł do niego. Usiadł tuż obok.
— Jasne, że nie jesteś, tylko… — Westchnął ciężko. Nie miał pojęcia, jak to wszystko ugryźć, jak porozmawiać z tym chłopakiem, aby mu to wyjaśnić. I chyba najprościej było właśnie… najprościej. — Nie możesz pokazywać, że ci zależy, znaczy… Musisz nauczyć się obracać takie sytuacje w żarty, tym bardziej jak widzisz sam, zadania są też skierowane na nas samych.
— Mogli mi napisać. Mają z nami kontakt, dlaczego, do diabła, nie napisali?! — Francisco znowu zareagował żywiej, z jawnym wyrzutem i pretensją. — Zaskoczyło mnie to, nie wiedziałem, że… Nie wiem, Sebastian, chciałem się ubrać… — jęknął na koniec.
Drugi chłopak westchnął ciężko i objął go ręką w ramionach.
— Wiem… — rzucił pocieszająco, na ile umiał. — Ale już, mogło być gorzej, więc już… — Potarł jego ramię dłonią. — O, pomyśl o tym, że przecież Eric się nie wyprowadził od Julesa — spróbował naprowadzić myśli chłopaka na inny tor, jednocześnie obiecując sobie w duchu, że sam będzie bardziej ostrożny.
Francisco uśmiechnął się mimowolnie i spojrzał mu w oczy z bliska.
— Wisisz mi alkohol — rzucił z nutą wesołości w głosie.
Sebastian wciąż czuł, że jest spięty, ale przynajmniej trochę jego twarz się rozluźniła. I teraz skierowana była prosto w jego stronę, na tyle blisko, że wręcz czuł zapach szamponu, którego chłopak musiał użyć pod prysznicem.
Też uśmiechnął się do niego lekko i poczochrał mu włosy. Od skóry były jeszcze trochę mokre, a przez to chłodne.
— Ta… Wiszę ci alkohol. Ciesz się, cwaniaku. — Zaśmiał się i wstał. — A teraz ogarnij się. Zostawiłem ci klucz zapasowy na biurku. Idę poszukać twoich ciuchów. Okej?
— Si. Dziękuję — odpowiedział Argentyńczyk, patrząc za nim i jakoś żałując, że się odsunął. Dobrze mu było, gdy siedział obok i… Przełknął ślinę, dziwnie się z tym czując. Ale Sebastian był takim dobrym chłopakiem, to przecież na pewno wdzięczność. Rzucił mu więc jeszcze jeden uśmiech i ignorując brak bielizny, zaczął wciągać na nogi spodnie.
Sebastian uśmiechnął się pokrzepiająco ostatni raz, zerkając na jego ciemniejsze ciało oraz tę burze kręconych włosów. A kiedy Francisco już miał spodnie, wyszedł na korytarz, od razu wyjmując telefon z kieszeni i idąc do klatki schodowej. Nie miał zamiaru robić z siebie debila i latać po szkole w poszukiwaniu tych ubrań, skoro wiedział, kto je zabrał.
Wybrał numer Patricka, zbiegając aż na sam dół.
Przewodniczący nie odebrał od niego telefonu, ale gdy tylko Sebastian chciał znowu wykręcić jego numer, nadszedł sms: „Nie mogę odebrać, jestem na pozalekcyjnych z francuskiego.”
Zatrzymał się, aby napisać odpowiedź.
„Gdzie są rzeczy Francisco?”
„A może chociaż jakieś „czy mógłbyś mi powiedzieć?” albo coś w tym stylu?” — jak się spodziewał, Patrick nie odpowiedział mu od razu.
Warknął pod nosem i oparł się o ścianę ramieniem, pisząc szybko.
„Nie pyskuj. Wiem, że to ty zrobiłeś, więc gadaj, gdzie są, bo pożałujesz jeszcze bardziej.”
„Wkurzasz się, jakby to tobie ktoś zwinął ciuchy. Zażyłość między wami rośnie? Są w garderobie za sceną przy audytorium. I nie przeszkadzaj mi w zajęciach.”
Sebastian fuknął pod nosem, już kierując się w stronę szkoły.
„I tak każdy wie, że to ty.” — odpisał mu jeszcze, pierwszej uwagi nie komentując, chociaż wzbudziła w nim pewne obawy.
Na całe szczęście Patrick go nie okłamał i znalazł w wąskim pomieszczeniu za sceną reklamówkę z rzeczami Francisco. Było tam wszystko, od butów, przez bieliznę, po resztę ubrań. Audytorium było otwarte, bo akurat sprzątaczka zamiatała podłogę, ale nie wyprosiła go, bo wiedziała, że jest synem dyrektora.
Sebastian mógł się tylko domyślać, jak bardzo jego ojca męczy to, co się dzieje w szkole od początku roku. Zadania z projektu wywołały w końcu już niejedną burzę. Postanowił, że nie będzie dokładał mu kolejnych zmartwień i nie poskarży się o to, że oni też zostali w to tak podle wciągnięci. A mieli być tylko szczurami. Zresztą, nie był dzieckiem, aby latać z takimi rzeczami do ojca. Sam w końcu radził Francisco, aby był silny, więc tym bardziej powinien słuchać swoich rad.
I z takimi myślami pospiesznie wrócił do pokoju.
Francisco był już cały ubrany, stopy też musiał już umyć i teraz leżał na brzuchu na swoim łóżku z laptopem przed sobą. Obejrzał się, gdy tylko usłyszał otwieranie drzwi.
— Sebastian. Znalazłeś — zauważył, unosząc się szybko.
— Patrick mi powiedział — fuknął i podał mu siatkę. — Nie, żeby po dobroci. Ale… — usiadł na drugim łóżku — sam na to wpadłeś, że to on, czy jak to wyglądało?
Francisco westchnął ciężko i jeszcze spojrzał w stronę laptopa. Oni też mieli Dzienniczki Projektu, które prowadzili i chwilę temu zastanawiał się, czy nie napisać, jak duży czuje uraz do organizatorów, że nie uprzedzili go o swoich planach. Ostatecznie zrezygnował z tego, bo przecież nic by to nie zmieniło.
Spojrzał więc na swojego współlokatora i opowiedział mu całą sytuację. Włącznie z tym, jak ktoś zauważył, że Patrick dziwnie szybko zniknął z szatni.
— A resztę już znasz. Pewnie ktoś zdążył porobić jakieś durne zdjęcia — jęknął na koniec, choć był już spokojniejszy. W końcu w czterech ścianach, tylko z Sebastianem, ze strony którego nic mu nie groziło.
— Dobra, czyli faktycznie to cała grupa wie, że to on. Na pewno nie pomoże mu to w byciu zajebistym panem przewodniczącym, jak wyjdzie, że kradnie ludziom ubrania. Pamiętaj, że musisz zarzekać się, że w życiu nic mu nie zrobiłeś i że robi to, bo jest… uprzedzony czy coś. Musimy postawić go w złym świetle. — Sebastian pochylił się do przodu, opierając łokcie o kolana i szukając w ciemnych oczach współlokatora zrozumienia.
Francisco pokiwał głową na potwierdzenie.
— Nikt nie widział, żebyśmy kiedykolwiek dłużej rozmawiali, więc pewnie uwierzą. Można też mówić, że nie lubi mnie, bo mieszkamy razem, co nie?
— O, na przykład! — Sebastian wskazał go dłonią z uśmiechem na ustach. Podobało mu się to wytłumaczenie.
— Poczekaj, poczekaj, to kto już miał zadanie? — Argentyńczyk wyciągnął dłoń i zaczął odhaczać kolejne palce. — Woody Jolene… Ten chłopak, na którego uwzięli się futboliści podobno każdy dzień rozpoczyna z colą na włosach… Sen Nakano… Ale Eric już sobie poradził. — Zaśmiał się, poruszając brwiami sugestywnie, licząc na dobry alkohol. — Jude Wagner, ale jego zadanie obeszło się bez szkód, co nie? No i teraz Patrick…
— Tak. To jeszcze szóstka do końca pierwszej tury zadań. A od początku roku szkolnego minęło osiemnaście dni, więc nieźle im idzie. Nie za szybko, nie za wolno, chociaż mi się wydaje, że niektórzy mogą myśleć, że Jules też już wykonał swoje zadanie, całując Jude’a.
— Racja, racja. Ale to było coś, nie?! — Francisco ożywił się wyraźnie, pochylając się bardziej w stronę kolegi. — Szkoda, że tego nie widziałem, ale potem na jego filmiku widać było złość Jude’a. Bo on nawet nie jest bi, nie?
Sebastian wzruszył ramionami.
— Szczerze, nie wiem. Chociaż mam wrażenie, że kiedyś coś mówił, że jest. Weź sprawdź jego akta, te co wypełnialiśmy dla projektu, ze zdjęciem — zachęcił współlokatora, skoro ten i tak siedział przy laptopie.
Francisco zgodził się chętnie i rzucił się znowu na brzuch przed laptopa. Poklikał kilka razy, wszedł w odpowiedni folder i znalazł „akta” Jude’a Wagnera.
— Data urodzenia… Wzrost 182… Włosy czarne, oczy niebieskie, klasa 4… hm… O, orientacja. Napisał „bi”! — Zrobił większe oczy i wskazał na ekran. — Bi jak nic!
— To co on się tak wściekał? — Sebastian ściągnął brwi, podchodząc do laptopa i siadając bokiem na łóżku, tuż obok drugiego chłopaka. Chciał lepiej widzieć.
— Może Jules nie jest w jego rodzaju? — zasugerował Francisco, na pewno chcąc powiedzieć „w jego typie”, ale pomyliły mu się słowa. Spojrzał przy tym wymownie na Sebastiana, trochę z dołu. — Może woli bardziej tych takich gejów, wiesz… kobiecych, skoro lubi też laski.
— Może… — Sebastian wzruszył ramionami, przekładając rękę przez plecy Francisco, aby lepiej widzieć. Nie tak z boku. — Ale i tak… Wyglądał, jakby pierwszy raz go facet pocałował. Chociaż sam nie wiem, może go nie lubi? Sam, jakbym był bi, to bym dał w pysk Patrickowi, jakby mnie tak cmoknął — prychnął, analizując to bycie „bi” Jude’a.
— Tak? — Francisco zaśmiał się i szturchnął go zaczepnie łokciem w rękę, którą Sebastian się podpierał. — To komu byś nie dał w pysk, przyznaj się?
Sebastian prychnął pod nosem i opadł w dół, przyciskając współlokatora do materaca.
— Każdemu bym dał, chociaż jemu w szczególności. A ty? Coś taki ciekawy? — Roześmiał się i poczochrał mu włosy obiema dłońmi, leżąc na nim bokiem.
Francisco zatrzasnął klapę laptopa i odsunął włosy z czoła, wciąż się śmiejąc.
— Bo sobie wyobrażam, jaką byś zrobił minę, jakby cię Patrick tak pocałował albo, o, Jules! Pewnie byś tak oczy zmrużył, jak to robisz zawsze, jak ci się komp ścina — dodał z pewnością w głosie i zimitował jego minę. Jego oczy przy tym ledwo było widać spod zmrużonych powiek.
Sebastian prychnął z rozbawieniem i dźgnął go pod żebra.
— Na pewno bym tak ich nie potraktował łagodnie, jak swojego laptopa. By dostali po twarzy, aż by im się odechciało całować cokolwiek innego niż zimny okład.
Chrapliwy śmiech znowu wydobył się z gardła Argentyńczyka, który dodatkowo skulił się, chroniąc przed palcami współlokatora. Złapał go przy tym za nadgarstki i zaczął się z nim siłować.
— Jaki kozak, jaki kozak! — Rechotał.
— Bo nie będzie mnie jakiś facet całował, ot tak! Co ja, laska? Niedoczekanie! — Sebastian dalej się śmiał, siłując się ze współlokatorem i starając się znowu wbić mu boleśnie palce pod żebra. Jednocześnie jakoś lepiej mu było, gdy widział Francisco tak głupio rechotającego, a nie takiego skulonego, kiedy Jules jak debil nagrywał sobie z nim filmik popołudniu.
Francisco już nie był w stanie nic powiedzieć, bo śmiech i stęknięcia podczas szarpaniny mu to utrudniały. Skołtunili przy tym pościel jeszcze bardziej, a gdy przy tym Sebastian już miał spaść ze skraju łóżka, Argentyńczyk szybko złapał go w pasie i przyciągnął do siebie mocno.
— Uważaj, chłopie, zlecisz zaraz! — Zaśmiał się, trzymając go blisko.
Sebastian na moment zamarł, czując jego ręce w talii. Trochę za ciepłe ręce, tak swoją drogą i trzymające go „trochę” za blisko ich właściciela.
— A ty uważaj, bo się zakrztusisz tym śmiechem — odparł, prostując się mimo oporu w pasie. Miał nadzieję, że Francisco go sam puści, kiedy poczuje, że chce się uwolnić.
Widział, jak chłopak uspokaja się, a potem jego uśmiech nieco się zmniejsza. Ostatecznie miał wrażenie, że na jego twarzy pojawiła się lekka konsternacja i w końcu cofnął dłoń z talii Sebastiana.
— No, już mnie brzuch boli do tego, więc może rozejm, nie? — rzucił lekkim, a raczej niby lekkim tonem i podniósł się trochę.
— No, rozejm, rozejm. Bo będę miał cię na sumieniu — Sebastian prychnął i jeszcze poklepał go w brzuch, wstając z łóżka. Miał dziwne wrażenie, że atmosfera jakoś zgęstniała. Nie umiał jednak wyjaśnić czemu, ale i tak otworzył okno. Tak dla złapania oddechu.
Francisco w tym czasie popatrywał za nim, mając wrażenie, że wciąż czuje na dłoni ciepło jego ciała. Przez głowę przemknęła mu absurdalna myśl, że nie miałby nic przeciwko, gdyby Sebastian znowu się położył obok niego. Żeby razem obejrzeć film albo coś, rzecz jasna. Nie powiedział tego głośno, bo miał wrażenie, że w kontekście wcześniejszej rozmowy o całowaniu się facetów mogłoby to dziwnie zabrzmieć. Otworzył więc laptopa pod pretekstem sprawdzenia jeszcze czegoś i zupełnie zamilknął.
Sebastian też na siłę już nie wracał do rozmowy. Zajął się sobą, nie do końca wiedząc, co się wydarzyło. Po kilku piosenkach, obejrzanym filmiku na youtube jeszcze zagadał o coś współlokatora, ale już luźno i bez kontekstu. Bynajmniej nie wracali do sytuacji tego dnia.

*****

Tym razem wpisów do Dzienniczków dokonali:

Patrick Bright – 19.09

Francisco Moreno – 19 .09

13 thoughts on “Project Dozen – 11 – Ośmieszony

  1. Katka pisze:

    Basia, tak, niestety Francisco nic nie wiedział i mu się oberwało. Ale Sebastian przybył z odsieczą :D Uratował swojego chłopaka z wymiany XD

  2. Basia pisze:

    Hejka,
    uuuu biedny Franicso stał się ofiarą projektu, pewnie nic mu nie powiedzieli, bo to pewnie by podejrzanie wyglądało jakby się jakoś asekurował przed tym zwinięciem ubrań, na szczęście Sebastian przybył z pomocą….
    Dużo weny wam dziewczyny życzę..
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko

  3. Flea pisze:

    „— I co tam dostałeś? Może masz kogoś pocałować? — Zaśmiał się, nie mogąc się powstrzymać. Zirytowana mina Patricka była bezcenna.
    — Nie, i nie licz, że pocałowałbym ciebie. ”

    SOON.

  4. Katka pisze:

    Kan, nooo, Frania to tylko pomiziać, szczególnie po czuprynce – zresztą Sebcio już sobie ją upatrzył do czochrania ;) A co do Treya w poprzednim komentarzu, to tak, coś mogłoby się między nimi zepsuć, gdyby nagle podejrzanie zaiskrzyło. Chociaż z drugiej strony mówi się, że kiedy partner jest równocześnie najlepszym przyjacielem, to jest to udany związek. Ale zgodzę się, że na takich relacjach, jakie mają, idealnie się dopełniają.

    Bebok, takie mówienie, że zachował się jak panienka, a jednak jak się samemu postawi w jego sytuacji to nie jest różowo, jak widzisz XD Pewnie gdyby wiedział, że tak się stanie, to by się psychicznie przygotował i inaczej to rozegrał, ale… no cóż, emocje wzięły górę. Niestety upokorzenie to jednak z najgorszych rzeczy dla nastolatków. Bardzo mnie cieszy, że zaczynasz ogarniać, że jest pod tym względem lepiej. Mam nadzieję, że progres będzie coraz większy :) No i ogólnie wydaje mi się, że Sebcia i Frania już się raczej nie powinno mylić, za to problem pewnie sprawiają postacie o podobnych imionach jak Jude i Jules czy Trey, Tyler i Tomas. Ale, ale, z każdym rozdziałem będzie lepiej!

    Saki, Patrick rzeczywiście nie przemyślał sprawy. Coś czuję, że gdyby miał większy zapas czasu, to by sobie zrobił cały plan tej tajnej akcji, ale cóż, nie wyszło. Tym bardziej, że jednak większym priorytetem dla niego było wykonanie zadania niż pozostanie w ukryciu. Wiedział, że trochę nie ma wyboru. Co do Sebcia i Frania – fakt, może Sebcio powinien przytulić i pocieszyć, ale z drugiej strony… czy lepiej nie zadziała właśnie taki kubeł zimnej wody? Jeszcze by się Franiowi takie pocieszanie za bardzo spodobało i częściej „przypadkiem” wpadałby w tarapaty XD A Foxy, hahaha, taaa, ma wyczucie zdecydowanie XD Dlatego to niezbity dowód na to, że nadaje się na gwiazdeczkę – szum i afery go otaczają. No i oczywiście mam podłą satysfakcję z tego, że nie wiadomo, jak się rozwiąże sprawa Eric-Jules-Jude :D Wszystko jest możliwe, a to zaleta dużej ilości postaci XD A co będzie w następnym rozdziale, sama nie wiem, bo jeszcze nie ogarnęłam, ale może jak ogarnę, to chociaż na fb dam info, kogo można się spodziewać ;)

    Gordon, hahaha jakże często to działa na zasadzie „wszyscy wiedzą, tylko nie sami zainteresowani”, nie? XD Ale tutaj dobrze, że tymi wszystkimi jesteśmy my i Wy, czytelnicy, a nie uczniowie szkoły, bo chłopcy mieliby przejebane XD Fajnie, że Patrick wydaje się pocieszny, a Jules i mokre sny… oj, już widzę te rumieńce na jego twarzy po pobudce :D

  5. Gordon pisze:

    Bedzie romans u Sebestiana i jego chlopaka z wymiany jak nic xD Kroi sie cos wiekszego i wyczuwa to chyba kazdy pooza nimi. Patrick jest smieszny i jakos nie umiem goscia nie lubic ;p Fajne sa z nim sceny, a Jules jeszcze sie doczeka mokrych snow ze swoim wspollokatorem. Goraco sie robi :D

  6. saki2709 pisze:

    Biedny Franio. Ja bym się chyba ze wstydu spaliła na jego miejscu. I pewnie w ogóle bym nie wyszła z tej łazienki. Swoją drogą, po przewodniczącym spodziewałam się większej inteligencji. Nic mu nie chcę narzucać, ale powinien się domyślić, że jak wyjdzie pierwszy, bez prysznica, to chyba jasne, że będzie głównym podejrzanym. Szczerze się zawiodłam na Patricku (w sensie na jego ocenie sytuacji i strategicznym myśleniu, a nie jako na osobie. Nadal go nie lubię. A że zrobił krzywdę mojemu Franiowi – kij z tym, że takie miał zadanie – nie lubię go jeszcze bardziej).
    Między szczurkami coraz większe napięcie, widać na pierwszy rzut oka, że coś się między nimi dzieje. A ja już się nie mogę doczekać, jak będzie się dziać więcej. Zakład rozstrzygnięty, Sebcio załatwia alko, obaj będą pić i coś czuję, że procenty wyzwolą w nich emocje, które hamują na co dzień, kiedy są trzeźwi. Już się nie mogę doczekać :)
    Sebcio zamiast krzyczeć na Frania powinien go przytulić i pocieszyć. On taki biedny był, kiedy się próbował przedostać do internatu. I jeszcze ten Foxy. On to zawsze wie, kiedy się pojawić, zawsze jest tam, gdzie coś się dzieje. Jakby, kurczę, miał jakiś wykrywacz afer XD Mam nadzieję, że jednak nie wykorzysta tego materiału, który zdążył nakręcić. Franio już i tak został wystarczająco poniżony.
    Ciekawi mnie, co by Sebastian odpowiedział, jakby Francisco zadał mu pytanie: „Przywaliłbyś mi, gdybym cię pocałował?” czy coś w tym stylu. Ani Julesa, ani Patricka nie lubi, więc mnie nie dziwi taka odpowiedź. Ale Frania lubi i zdecydowanie coś między nimi iskrzy, więc odpowiedź wcale nie jest tak jednoznaczna.
    Jude’a mi nie szkoda. Da sobie radę. Zwłaszcza, że z „akt” wynika, że jest bi, więc nie było mu tak źle, jak można by się spodziewać. Widocznie nie lubi Foxa i ten nie jest w jego typie i dlatego był taki wściekły, jak mu skradł pocałunek.
    Co do Julesa, ciekawa jestem, jak to z nim będzie. Czy niedostępny Erick jakimś cudem zrobi się dostępny i będą słodką parką, czy może dwie nienawidzące się gwiazdki jeszcze większym cudem zapałają do siebie niczym niewyjaśnionym pożądaniem i wylądują razem w łóżku, a potem jakoś poleci. A może znajdzie się ktoś trzeci? Nie mam pojęcia i jestem ciekawa, jak poprowadzicie jego wątek.
    Już chcę kolejny odcinek ze szczurkami. Ale jednocześnie nie mogę się doczekać randki Woody’ego i Tommy’ego. Jestem taka rozdarta :( A te rozdziały są tak rzadko, że dodatkowo mnie to dobija. No cóż. Poczekam. Jestem cierpliwa. No dobra, nie jestem, ale i tak poczekam. Nie mam innego wyjścia.
    Swoją drogą… dawno nie było Sena. Ciekawa jestem, co ten wariat porabia :)

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  7. Bebok pisze:

    Patrick działa mi na nerwy! >_<
    Kurczę, ciekawa jestem jak się rozwinie sytuacja Jules'a i Erika ;D Chętnie bym o nich więcej poczytała, ale Seba i Francisco ostatecznie też mogą być! Co za ciapa z chłopa…. serio się zawstydził jak panienka…. (Chociaż z drugiej strony ja bym chyba siedziała w tej szatni aż ktoś by mnie nie znalazł i to ktoś z zapasowymi ciuchami! ;p) Jeszcze ta akcja z Foxym… ech, biedactwo ;p Ale Sebastian go przyszedł uratować^^ Mała sprzeczka na smaczek dla mnie na plus ;p W końcu to wyraz troski i zmartwienia :D Ooooooch! Było tak blisko czegokolwiek, ale jednak się spłoszyli :( Smuteczek. Ale coś jest na rzeczy więc zaczyna się robić ciekawie no i można już niektóre imiona przypisać do konkretnych sytuacji a to ułatwia ich zapamiętywanie! Jest progres! No i gadka Francisco nie jest już przeładowana tymi błędami wskazującymi pochodzenie a to jak dla mnie też sporo ułatwia. Jest tak akurat (choć jak dla mnie mogłoby nie być wcale).

  8. kan pisze:

    Franio i Sebuś, oni muszą być razem ;d Franuś jest takie słodki i mniamuśny, że nic tylko przytulić i pomiziać ;d Patrick mnie wkurwia, totalnie zjebany gość ;/

  9. Katka pisze:

    O., wiesz, zawsze łatwiej się poucza, niż samemu odpowiednio zachowuje. Chociaż może jednak miałby więcej animuszu, by sobie z taką sytuacją poradzić. Jedno jest pewne – wie, że okazywanie słabości w obliczu tego, co się obecnie wokół nich dzieje, nie jest dobre. Stara się bronić przed tym Frania, bo jak widać ma wobec niego… ciepłe uczucia XD A jak zadziała alkohol? Kto wie, hehe, zależy co będą robić, o czym rozmawiać i jak w ogóle reagują na alkohol XD Wszystko jest możliwe! A Jules… rozwaliło mnie to „i ten mu nie przywali” XD Biedny Jules martwi się o coś więcej niż tylko przywalenie. Nie chce stracić przyjaźni Erika… :)

  10. O. pisze:

    <3<3<3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Ej!! Oj, oj, oj <33333333333333333333333333333333333333333 Sebcio i Franuś, do boju! <3333333333 Sebastian trochę przegiął tą złością na Francisco, ciekawa jestem jakby on w Argentynie chciałby przejść przez plac w samym ręczniku.. Zapewne też jakoś superowo by mu to nie wyszło, ale dobrze, że i tak stanął w jego obronie. Plus jest! I oj, jak czochrał mu włosy i to, że mógł poczuć szampon jaki chłopak poczuł i to jak woli go roześmianego <3333333 No, no no <3333 Może wspólnie odkryją swoją prawdziwą orientację? I jestem ciekawa, czy to też będzie bi, czy jednak homo? Lubię te ich interakcje <33333333333 A ciekawa jestem tych po alkoholu *.* Czyżby miało się coś zadziać? Mhrauuuuuu huhuhuhu <3333333333333 już mają gęstą atmosferę między sobą a alkohol może ich albo zmrozić albo dodać im odwagi xD W końcu wszystko będą mogli na to zwalić, pytanie czy będzie co i czy faktycznie będą chcieli obwinić alkohol xD

    wohohoho…. Jules musiał sobie zwalić pod prysznicem myśląc o Ericu? I my o tym nie przeczytaliśmy? ;(((( Smuteczek… Ale może jakoś to nadrobicie, hę? I może jakoś Jules'owi wymsknie się to, że Eric mu się podoba i ten mu nie przywali? xD Trzeba czekać… A może coś będzie o Jolenie? <333333 I o jego randkach? <333

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s