Fire Dragon Tattoo Studio – 183 – Za lodową barierą

Wracając z pracy, Rush miał nieprzyjemność trafić na korek. A było to o tyle niewygodne, że akurat odwoził Charlie, swoją sekretarkę. Ponadto tuż przed nim jechał van z reklamą na tylnych drzwiach. Reklama dotyczyła kupowania kwiatów, nie tylko od święta i należała do największej sieci kwiaciarni w Miami.
Rush westchnął ciężko, mając wrażenie, że od rana atakowały go dziwne sytuacje. Najpierw zepsuty samochód Charlie i jej spóźnienie do pracy. Potem klientka, która kupiła mu czekoladki w podzięce za… coś, nawet nie za bardzo wiedział za co przez jej niezrozumiały potok słów. Potem para dwóch kobiet szukająca mieszkania połączonego z przestrzenią pod galerię sztuki. A teraz to.
— Mam nadzieję, że nie miałaś planów na wieczór, bo jeszcze pewnie tu postoimy.
— Nie, nie miałam. W ogóle strasznie przepraszam za kłopot… — Charlie ściągnęła boleśnie brwi, popatrując przez okno na stojące w korku samochody. — Może gdyby mnie pan nie musiał odwozić, to wybrałby pan inną trasę i szybciej był w domu…
— Nie szkodzi. Nie wypada zostawiać kobiety w potrzebie. I… — westchnął, ale i tak uśmiechnął się do niej życzliwie. — Poza pracą nie musisz mi mówić per „pan”. Jeśli chcesz zachować poważny ton, jak Alex, to tylko Richard, ale dla znajomych jestem Rush.
Charlie uśmiechnęła się do niego, od razu przekręcając głowę w jego stronę. I już miała coś odpowiedzieć, ale nagle zrobiła z ust maleńkie „o”, kiedy nagle coś skojarzyła. Odbiło się to w jej jasnych oczach.
— Oj… To pan… To znaczy ty nazywasz się Rush? Chyba… hm, chyba poznałam twoją… twojego… — Trochę się zamotała, jakby nie była pewna, czy powinna mówić to, co już zaczęła. — Twojego… — znowu się zawahała. — Jezu, nie wiem, czy nie palnę gafy, jeśli to nie pan… nie ty, ale chyba poznałam twojego chłopaka.
Rush zerknął z zaskoczeniem na twarzy, odwracając wzrok od kierowcy w samochodzie obok, który ewidentnie złorzeczył na korek, kierując swoje słowa do siedzącej obok pasażerki.
— Kiedy?
— Wczoraj, był podobno odwiedzić cię w pracy. Wpadliśmy na siebie na dole w drzwiach i rozmawialiśmy dosłownie chwilę. Czyli… to prawda, tak? To twój chłopak? — dopytała trochę niepewnie.
— Jeśli oboje mówimy o uroczym, długowłosym przystojniaku, to tak, to mój chłopak. Mam nadzieję, że cię to w żaden sposób nie razi. Nie chciałbym wchodzić w jakiś konflikt opinii — odpowiedział Rush gładko, uśmiechając się przy tym szczerze i bardzo czarująco, kiedy opisywał swojego kochanka. Martwiło go tylko to, że ten przyszedł w odwiedziny, a chłopaka widział przecież dopiero w domu.
— Nie, nie mam nic przeciwko, wszystko jest w porządku. Zaskakuje mnie to tylko, bo… przyznam, że masz bardzo dobre podejście do kobiet, jesteś bardzo, hm… szarmancki i nie spodziewałam się, że jednak wolisz… mężczyzn — wytłumaczyła szybko dziewczyna, ale po pierwszym szoku wyglądała na uspokojoną i tak samo pewną siebie jak wcześniej.
Rush posłał jej niemal książęcy uśmiech, kiedy ruszyli kawałek do przodu. Nie na tyle daleko, żeby stracić z oczu witrynę sklepu zoologicznego, którą… podziwiali już dobre pięć minut.
— To nie do końca tak. Jestem z mężczyzną. Z, co najzabawniejsze w tej chwili, jak ci to mówię, Charliem, ale nie jestem z osób, którzy wolą którąś płeć. Charliego kochałbym tak samo, niezależnie, czy byłby kobietą, czy mężczyzną — wyjaśnił ze spokojem i swoją naturalną pogodą ducha.
— To urocze… — Charlie zerknęła na niego z lekkim, miłym dla oka uśmiechem. — Długo już jesteście razem?
— Po większych i mniejszych perturbacjach już prawie rok. Zaręczam, zdecydowanie jest uroczo. — Zaśmiał się, strzelając na prawo i lewo swoim olśniewającym uśmiechem. Naraz jednak posmutniał i dodał: — Chociaż teraz muszę mu udowodnić, że wszystko jest okej.
— Jakieś problemy? Jeśli nie moja sprawa, to nie ma sprawy, nie wtrącam się — powiedziała szybko sekretarka i uśmiechnęła się do niego delikatnie. Nie była świadoma, że to właśnie ona była problemem.
Rush spojrzał na nią, po czym westchnął. Nie było sensu zaprzątać jej głowy. Nie była niczemu winna.
— Drobne. Ma obawy co do mojej wierności, ale że są to tylko obawy, to liczę, że za jakiś czas się uspokoi.
— Mhm, na pewno, wystarczy szczera rozmowa. Zależy też, czy jest upa… — Charlie urwała, bo usłyszała dźwięk dzwonka z telefonu swojego szefa.
— Wybacz — przeprosił Rush i spojrzał na ekran. Był to jego kochanek, więc odebrał zaraz po krótkim zerknięciu na sekretarkę. — Cześć, kochanie. Co tam?
Kobieta po jego prawej stronie od razu się napięła.
— Hej. Jestem w sklepie i myślę nad sosem do makaronu na wieczór i w sumie waham się, czy robimy mięsne danie, czy dałbyś się skusić na pesto? Tylko nie wiem, czy mamy do niego odpowiednie wino, a ty lubisz, jak pasuje.
— Do pesto… Myślę, że powinno być. Jest jedno białe wytrawne, chyba prowansalskie, jeśli się nie mylę. Chyba że będzie ktoś rozsądny w sklepie i ci doradzi, jeśli chcesz sam kupić wino do obiadu. Bo sam pomysł jest bardzo dobry — zamruczał na koniec z uśmiechem na ustach. Najchętniej przełączyłby na głośnomówiący, ale nie chciał, aby dziewczyna obok wszystko słyszała.
— Mmm, myślisz? — Usłyszał zadowolenie w głosie kochanka. — Dobra, to zapytam w sklepie o poradę, a jak będzie nie takie, jak powinno, to będziemy się modlić, żeby było coś u nas w barku. A jak praca? Na którą się wyrobisz na kolację?
— Właśnie z niej wyszedłem, ale będę trochę później, bo zaoferowałem pomoc koleżance. Zepsuł się jej samochód, a teraz stoimy w korku i rozmawiamy o tobie — odparł Rush bez zająknięcia, nie mając zamiaru kłamać. Kłamstwa, jeśli wychodziły, źle wpływały na związki. A tym bardziej na podminowanych partnerów. Od kiedy był z Charliem i porzucił swoje wcześniejsze życie skaczącego z kwiatka na kwiatek dupka, starał się być prawdomówny. Już zauważył, że to było bardziej opłacalne i przyjemniej oraz bezpieczniej funkcjonowało się w związku, gdy nie obawiało się dziwnych sytuacji wynikających z mniejszych i większych oszustw.
— O… o mnie? W sensie… wyoutowałeś się przed kimś…? I jaka koleżanka? — Charlie ostatnio był bardzo podejrzliwy, więc Rush nawet nie zdziwił się jego pytaniem.
Jego pasażerka siedziała w ciszy i patrzyła przez okno, żeby przynajmniej pozornie sprawiać wrażenie osoby, która nic nie słyszy.
— Charlotte. I chyba to ty mnie, kochanie, wyoutowałeś, bo ponoć na siebie wpadliście. Nie było co mówić, że to nieprawda, co nie, ptaszyno? — Rush zaświergotał na sam koniec. Chciał widzieć teraz twarz kochanka.
Jego sekretarka zamrugała i cudem powstrzymała się, by nie obejrzeć się na swojego szefa. Charlie w telefonie za to odmruknął:
— M… mhm. I ten, sorry za wyoutowanie… Jakoś tak wyszło, wiesz… Nie chciałem, ale… chyba nie masz mi za złe, co?
— Nie, oczywiście, że nie, słoneczko. Szkoda tylko, że wtedy do mnie nie zajrzałeś, jak już byłeś w okolicy. Coś się stało? — drążył Rush.
Miał wrażenie, że zachowywał się na swój sposób perfidnie. Chociaż był też całkiem szczery, bo żałował, że Charlie nie wszedł na górę, skoro widział się z jego sekretarką.
— Eee… Byliśmy wtedy z Katy i coś nam wyskoczyło. Nie mogłem wpaść — wytłumaczył Charlie niby lekkim tonem, ale Rush nie był głupi i wyczuł, że to bujda. — Ale wróć prosto do domu potem. Wiesz… no, kawę też mamy — palnął na koniec mało konkretnie.
Rush odetchnął w duchu. Że też takie insynuacje przychodzą Charliemu do głowy… Nie zamierzał przecież wstępować do Charlotte „na kawę”.
— Kawę? Charlie, proszę cię. Wiesz, że będę najszybciej, jak tylko mogę.
— Mhm… To… puść mi smsa, jak już będziesz wracał, to zabiorę się za kolację… A często ją tak odwozisz? — zapytał na koniec.
— Dziś pierwszy raz, bo jak wspomniałem, popsuł się jej samochód.
Sekretarka zaniepokoiła się trochę rozmową. Poczuła się mocno spięta, co widać było w jej postawie. Już chyba wiedziała, o co chodziło.
— No, okej… To do zobaczenia w domu — mruknął Charlie.
— Do zobaczenia, kochanie — odparł Rush czule i cmoknął do telefonu, nim się rozłączył. Odłożył komórkę i spojrzał bardziej w lewo, chcąc sprawdzić, czy widać koniec korka. Miał złudne nadzieje. — To jeszcze potrwa. Może poszukamy jednak jakiegoś objazdu? — jęknął, wybierając opcję w nawigacji samochodowej.
— Mhm, oczywiście — odpowiedziała jego pasażerka i cicho odchrząknęła. — Przepraszam, ale czy… twój chłopak podejrzewa, że ze mną sypiasz?
Rush na moment oderwał wzrok od ekranu na desce rozdzielczej i odparł, kiedy głos zakomunikował mu, jak ma teraz jechać.
— Mniej więcej tak. A jeśli nawet nie sypiasz, to że się za tobą oglądam albo ty próbujesz mnie uwieść. W każdym razie tak, jest o ciebie zazdrosny. Nie przejmuj się tym. W niczym nie ma tu twojej winy.
Sekretarka znowu uniosła brwi w smutku i odetchnęła cicho. Musiało być jej mocno niezręcznie, tak teraz siedzieć obok swojego szefa, bardzo przystojnego zresztą, z myślą, że ktoś podejrzewał, że regularnie lądują w łóżku.
— Przykro mi, że jestem problemem. To pewnie wina naszych podobnych imion?
— Oraz mojego wcześniejszego zachowania i biseksualizmu. Nie martw się, to naprawdę nie twoja wina — uspokoił ją kierowca i po chwili zjechał w boczną uliczkę, a potem w kolejną, żeby dużym objazdem dojechać na miejsce, a nie stać w korku.
Kobieta już nie ciągnęła tematu i zaczęła inny, by czymś zapełnić ciszę, choć musiała czuć się skrępowana. Na pewno nie było to miłe, szczególnie że podsuwało myśli, co by było, gdyby faktycznie Rush się z nią przespał. Momentalnie wprowadziło to między nimi napiętą atmosferę.
Mimo to Grey zachowywał się w miarę pogodnie, był uprzejmy i szarmancki. Nawet przez chwilę nie dodawał jej zmartwień, dodatkowo zapewniając, że pomoże z transportem do pracy w miarę możliwości. I tak minęła im droga aż pod dom kobiety.
— Do poniedziałku. Miłego wieczoru.
— Dziękuję bardzo! — Charlotte pochyliła się nad samochodem, żeby jeszcze zajrzeć do niego przez okno. — Zaprosiłabym na kawę, ale chyba spieszysz się do domu, jak zrozumiałam?
Rush uśmiechnął się pod nosem. Od razu pomyślał o słowach kochankach i jego „zakazie” wchodzenia na kawę, jakby ta równała się z seksem przy ścianie, jak to bywało w wielu produkcjach filmowych.
— Charlie czeka z pesto. Nie chcę kazać mu się martwić.
— Oczywiście. W takim razie do zobaczenia w pracy. Jestem bardzo wdzięczna za podwiezienie. — Kobieta uśmiechnęła się do niego na pożegnanie i pokierowała się do swojego domu. Zdecydowanie umiała chodzić w wysokich obcasach, a spódniczka przyjemnie pokazywała kształt jej pośladków. Wyćwiczonych pośladków. I jak Rush doceniał jej wdzięki, tak wiedział, gdzie i z kim chciał dzielić wszystkie cielesne przyjemności. Z całą pewnością był to jego niepotrzebnie zazdrosny chłopak, Charlie Anderson.
Z uśmiechem na ustach ruszył w stronę domu.
Już od progu poczuł, że kolacja powstawała. Stół był zastawiony, nawet ładniej niż na co dzień. Były serwetki, kieliszki, których używali od święta, a Charlie ubrał się wyjątkowo schludnie i chyba zrobił coś z włosami, bo wyglądały na bardzo gładkie i proste. Obejrzał się, słysząc nadejście kochanka i posłał mu uśmiech.
— Hej! Już podaję! Nic nie musisz robić, bo wszystko właściwie skończone.
— Siebie też podajesz? — Rush zaśmiał się, zdejmując marynarkę i rozwiązując krawat. Upewniwszy się, że Charlie niczego akurat nie trzyma, objął go w pasie i pocałował w policzek. — Aż dziwnie mi, że o to spytam, ale mamy jakąś specjalną okazję, że jest tak ładnie?
— No… Nie mów, że nie wiesz, jaką… — Charlie popatrzył na niego z niedowierzaniem, zastygając. A kiedy Rush zrobił zakłopotaną minę, pocałował go krótko i dodał: — Taką, że cię kocham. Siadaj, już podaję. Możesz wino otworzyć — zaproponował.
Starał się wyjątkowo mocno. Nad gotującym się makaronem cały czas sterczał i patrzył na bąbelki niczym zaczarowany, aby wszystko było idealnie. Sos cały czas kosztował, sprawdzając, czy aby na pewno jest dobry, a na wino wydał więcej niż zwykle. Jeśli Rush już odwoził sekretarkę do domu i na bank przeszli na „ty”, musiał go jakoś zatrzymać. Nie chciał, żeby ich związek utknął w rutynie, z której jego facet będzie chciał uciec i szukać oddechu gdzie indziej. Musiał mu pokazać, że wciąż był dla niego najlepszą, najbardziej wartościową opcją.
Anglik przyjrzał się kochankowi, nie puszczając go. Pocałował go jeszcze raz i delikatnie odgarnął mu włosy z szyi.
— Zaraz otworzę, ale daj mi się sobą nacieszyć. Stęskniłem się. Do tego taka okazja… Aż serce mocniej bije mi w piersi z radości.
Chłopak objął go za szyję i przesunął nosem po jego policzku, a potem skubnął wargami jego dolną.
— Mhm, zawsze czekam na ciebie z tęsknotą — odpowiedział, zerkając w jego jasne oczy. Chciał, żeby tylko na niego patrzyły.
— Mmm… Szkoda, że wtedy nie wszedłeś. Moglibyśmy coś zrobić… w łazience — dodał Rush, samemu zaczynając całować i skubać usta Charliego. Kochał go. Żadna inna czy inny Charlie się nie liczył.
— Pewnie byłeś zajęty pracą… — wyszeptał Charlie, odpowiadając na pocałunki i głaszcząc kochanka po karku. — Może zrobię ci dzisiaj masaż, hm? — zasugerował z uśmiechem chochlika. Rush lubił być dopieszczany. W końcu w domu miał tak zawsze. Liczył więc, że jeśli da mu tego jak najwięcej, to odwidzi mu się tamta sekretarka.
Rush uśmiechnął się i pocałował Charliego.
— Mój słodki. Nikt tak o mnie nie zadba jak ty. Ale jakoś ci się odwdzięczę. Masz na coś ochotę?
— Nie wiem jeszcze, ale na pewno coś wymyślę — zapewnił chłopak i spróbował delikatnie się wyswobodzić. — Zjemy już? Nie chcę, żeby wystygło, a starałem się, żeby ci smakowało.
— Oczywiście! — Rush uśmiechnął się szeroko i czule.
Nim się odsunął, jeszcze raz cmoknął swoją ptaszynę, po czym zabrał się za wino. Miał naprawdę szczerą nadzieję na miły wieczór z ukochanym. Ten zresztą wyjątkowo się starał, nawet podczas nakładania jedzenia. Dodatkowo serwetką starł nieestetyczne kropelki sosu ze skraju talerzy. Przyozdobił dania dodatkowym listkiem bazylii i postawił je na stole. Wszystko wyglądało idealnie, a Charlie cały czas się do niego uśmiechał. W żaden sposób nie nawiązywał do odwożenia przez Rusha sekretarki. Nie wspominał o jego pracy, a gdy to przypadkiem wkradało się w ich rozmowę, szybko zmieniał temat. Nawet jeśli Rush wyglądał na zakochanego w nim bez pamięci, Charlie chciał dać mu jeszcze więcej z siebie. Zauważył, że jego zazdrość przerodziła się bardziej w obawę przed zerwaniem, a tego… tego by nie chciał. Jak wcześniej rzuciłby Rusha po kolejnej zdradzie, tak teraz nawet nie był tego taki pewien. Za bardzo w to wszedł, było mu za dobrze, kochał tego faceta i nie umiałby już być sam. Uzależnił się od niego.
Rush nie był ślepy i widział, jak zachowywał się jego kochanek. Nie chciał, żeby panikował, bo nie było ku temu powodów, ale było mu miło, gdy się tak starał. On sam też chciał się dla niego starać. Dlatego nie pozwolił kochankowi posprzątać po posiłku.
— Idź zamiast tego do łóżka. Jeśli obiecałeś mi masaż, to chcę taki… fajny masaż od najbardziej seksownej ptaszyny. A najseksowniejsza ptaszyna nie ma na sobie ubranek.
Charlie zagryzł wargę i uśmiechnął się. Potem wstał od stołu i wręcz ciężko było mu odwrócić wzrok do Rusha oraz pójść do sypialni.
— Będziesz miał bardzo gorący i erotyczny masaż — zapewnił i zniknął w sypialni.
Tam odetchnął głęboko i szybko zaczął się rozbierać. Specjalnie przed przyjściem Rusha nasmarował się pachnącym mleczkiem do ciała, żeby być dla niego jeszcze bardziej atrakcyjnym. A teraz pospiesznie przygotował olejek do masażu i razem z nim, sam już całkiem nagi, usiadł na łóżku.
Na swojego partnera nie musiał długo czekać. Schowanie naczyń do zmywarki nie było czasochłonne. Uśmiech zagościł na twarzy Rusha, gdy tylko zobaczył Charliego.
— Ale ślicznie wyglądasz — pochwalił i szybko do niego doszedł. Złapał go za bok twarzy i znowu pocałował, smakując jego usta. Czuł na nich smak wina, które wypili do kolacji. — Coś robiłeś?
— A czujesz migdały? Bo mam nowe mleczko do ciała — pochwalił się Charlie i pomasował ramię kochanka. Olejek trzymał w drugiej dłoni i już chciał wymasować te męskie, szerokie plecy swojego seksownego faceta, który powinien być tylko jego, a nie jakiejś cycatej laski.
Rush pochylił się do szyi, a potem klatki piersiowej kochanka, wąchając go.
— Mmm… Czuję. Pachniesz apetycznie. Rozbierzesz mnie, czy ja mam się rozebrać?
Palce Charliego od razu skierowały się do jego koszuli i zaczęły ją powoli rozpinać.
— Zajmę się tobą. Dostaniesz dzisiaj pełny serwis — zapewnił go kuszącym głosem.
— Nie mogę się doczekać. I strasznie mnie dziś rozpieszczasz. Pyszne jedzenie, masaż… Sprawiasz, że chce się żyć — zamruczał Rush, przyglądając się tatuażyście i czule głaszcząc go po policzku i włosach.
— Tak? — Charlie zerknął mu w oczy, uradowany tymi słowami. Przy tym zdjął z niego wierzchnie odzienie i zabrał się za dół. — To dobrze. Bo ja bym nie mógł już bez ciebie, wiesz…?
— To jest nas dwoje, moje ty najcudowniejsze kochanie. — Rush uśmiechnął się szczerze. I nie czekając, aż Charlie zrobi coś więcej, chwycił go obiema dłońmi po bokach twarzy i pocałował mocno. — Kocham cię.
Charlie popatrzył na jego twarz, która wyglądała bardzo szczerze, gdy to mówił. Zastanawiał się, dlaczego mimo to w niego wątpił. Może przez to, że wcześniej Rush już mu to zrobił. Może sam czuł się niewystarczająco atrakcyjny, by przebić sekretarkę Charlie. Nie wiedział, ale gniotło go to w środku koszmarnie. Dlatego chciał tę chwilę zatrzymać, przedłużyć, korzystać z niej i spijać te słowa z ust Rusha, niczym pocałunki, po które właśnie sięgnął. I nie odlepiał się od jego warg jeszcze długo, na ślepo pozbywając go ubrania i tuląc się do niego. To był jego Rush, jego książę. Wiedział, że zatrzyma go przy sobie, choćby nie wiadomo co.

***

Najpierw śniły mu się kufle. Długie półki, których końca nie było widać, pełne szklanek różnych kształtów. Niektóre pełne złotego napoju, inne wina. Alex szedł przy nim i pomagał wybrać mu odpowiedni prezent dla Ryana, ale Jason nie mógł mu wbić do głowy, że te z winem nie pasują, że to nie w stylu Ryana. Alex jednak był uparty, uważając, że będzie to odpowiednio kontrastowało z jego opaloną skórą. Jason próbował powiedzieć, że do zieleni oczu Lenny’ego bardziej pasuje jasne piwo, a oni zwykle piją piwo razem, ale Alex nie dał mu dojść do słowa i kazał mu wypijać zawartość kolejnych szklanek.
Potem sen się zmienił, przeniósł w bardziej rzeczywiste miejsce. Prosto pod studio Fire Dragon.
— Jason, idziesz na fajka? — rzucił Mike w głąb studia.
Następnie słychać było szelest kartek, a z pracowni wyszedł Jason z ołówkiem założonym za ucho.
— Taa — mruknął i powlókł się za szefem, garbiąc się nieco.
Obaj wyszli z salonu odprowadzeni zaciekawionym spojrzeniem Kate, która z jakiegoś powodu miała na oczach poważne okulary połówki.
Mężczyźni stanęli tradycyjnie za rogiem budynku. Mike zachęcająco wyciągnął do tatuażysty paczkę papierosów.
— Zapomnij, nie palę tych twoich śmieci — parsknął Jason chrapliwie i wyjął z kieszeni swoją paczkę. — Na dobre pety kasy nigdy nie żal.
— Pety jak pety. — Mike wzruszył ramionami i poczekał, aż Jason poczęstuje go ogniem.
Mężczyzna podpalił najpierw jemu, a potem sobie i zaciągnął się z lubością.
— Jak tam uważasz — mruknął, mając wrażenie, że znajdował w innym czasie, niż rzeczywiście był. Że Mike dziwnie się zachowywał, że Kate wydawała się go dobrze nie znać, tak jak on jej. Że wszystko stanęło w dziwnym punkcie, a przyszłość wcale nie była taka, jaką zna. — Jak papiery?
— Spoko, pomału działam. — Manager westchnął i oparł się o ścianę.
— To super. — Mężczyzna zmierzył go krótkim spojrzeniem i jednym pociągnięciem wypalił niemalże połowę papierosa. Zaraz i tak wyciągnie drugiego. — Chujowy dzień, nie ma co robić.
— Można na to patrzeć dwojako. Przynajmniej nie ma zapieprzu jak cholera — stwierdził Mike, uśmiechając się swobodnie. — A w ogóle miałem spytać. Odzywał się do ciebie od ostatniego razu?
Mężczyzna rzucił mu wybitnie zblazowane spojrzenie. Początki czegoś osobliwego, co miał obecnie z Alexandrem Greyem, były dziwne i nie wiedział, na czym stał. Czego chciał od niego ten człowiek, który z jednej strony wydawał się dążyć do czegoś, co mieli mieć w przyszłości, a z drugiej hamował go i bronił się przed nim.
— Nie — burknął. — I nie spodziewam się, żebyś mi powiedział, o co mu chodzi. Jakby ktokolwiek, kurwa, mógł go zrozumieć.
Mike zaciągnął się papierosem jeszcze raz i pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
— No gość faktycznie jest… inny. Nie łapię, czemu się w to pakujesz…
Jason zgasił peta butem i zachłannie zaciągnął się kolejnym. Sam nie wiedział, ale coś go do tego pchało. I irytowała go ta słabość. Bo racjonalnie myśląc, powinien się z tego wyplątać, ale coś mu podejrzanie mówiło, że w przyszłości mógł mieć z tym mężczyzną coś… wspaniałego. Nie rozumiał tylko, skąd to wrażenie.
— Skurwiel jest nie do przeniknięcia. Nie mam zamiaru odpuścić.
— Wierzysz, że za tą lodową skorupą królowej śniegu coś się kryje? Wow. Nie wydaje mi się. W bajkach zwykle nie lubią tych wrednych bab. — Mike zaśmiał się, kończąc swojego papierosa.
— Też jestem wredny, a mnie lubisz — Jason uśmiechnął się do niego na swój sposób. — A tamtego drania jeszcze złamię.
— Niby jak?
— Chuj wie… — Był na siebie zły, że nie mógł się przebić do tego zimnego skurczybyka, bo wiedział, że był sposób, że był w stanie to zrobić. Jednak teraz… jakoś zapomniał jak. — Nawet się tej cholery wytrącić z równowagi nie da.
— Aż tak?
— Taaa… — Zamilkł na chwilę, zaciągając się i dodał: — Ciebie nie było trudno wkurwić. — Zaśmiał się chrapliwie, mając wrażenie, że akcje z szefem, które kiedyś uskuteczniał, były mu obecnie czasowo bliższe niż dalsze. — Ale ten to jakaś pierdolona ostoja spokoju.
— Jason, naprawdę cię nie rozumiem. On ma cię w głębokim poważaniu. Nie masz z nim żadnego kontaktu, a on trzyma cię jak na kagańcu.
Mike przestał dla Jasona być Mikiem, tym samym chłopakiem, który miał pieczę nad ich papierkami, który był jego kompanem do szluga na przerwie w pracy i czasami w piciu, gdy gdzieś wyskakiwali pod wieczór. Zaczął być dziwnym uosobieniem tej części jego podświadomości, która chciała mu wbić do głowy, że Alex to nie opcja dla niego. Chłopak nawet dziwnie się rozmazał, a cień jego sylwetki na murze studia miał podejrzany kształt rogów nad głową.
Jason rzucił mu ostre spojrzenie, bo nie chciał poddać się temu głosowi rozsądku. Wiedział, że był niewłaściwy.
— Kagańcu? Może mu się wydaje — odpowiedział, chociaż nie mógł wprost zaprzeczyć, że to nie on tu kontroluje sytuację, co dodatkowo go irytowało. Chciał mieć z Alexem ten moment, w którym czuł się z nim na pewnej, bezpiecznej płaszczyźnie. Wiedział, że go to czekało.
— Jak uważasz — mruknął Mike dokładnie w tym samym momencie, w którym przejechał obok nich biały Bentley i zatrzymał się przed salonem. Jeśli palący mężczyźni się nie mylili, na kołach widać było dziwny szron.
Jason zamarł z petem między wargami, jakby to jego ciało oblazł lód. Rzucił Mike’owi nieswoje spojrzenie, a ten uniósł pytająco brwi, jakby pytał: „Co teraz zrobisz?”.
Jason tylko zacisnął zęby. Po chwili rozluźnił się i oparł się z olewczym wyrazem twarzy o mur, popalając papierosa wybitnie powoli. Nie miał zamiaru pierwszy się ruszać do tej fury, mimo że niemożliwie go do niej ciągnęło.
— Przyjechała królowa śniegu w swoim białym wozie. — Mike zaśmiał się.
— No co ty… — mruknął Jason, wpatrując się w samochód nieprzeniknionym wzrokiem. — Też masz się co z kumpla napierdalać.
— Wybacz. — Mike nie dał rady powstrzymać śmiechu. Groźny Jason wcale nie był taki groźny, jak się go lepiej poznało i szczególnie teraz widziało, jak się wewnętrznie miotał.
W tym czasie z samochodu wyszedł przystojny blondyn ubrany w elegancki garnitur. Spokojnie ruszył w ich stronę z twarzą bez wyrazu, jakby i ją miał całkowicie zamrożoną. Była dla tatuażysty bardzo znajoma, ale równocześnie dziwnie obca. Nie rozumiał tego.
Nie pokazał po sobie zdenerwowania, obserwując spod przymrużonych powiek każdy ruch przybyłego. Sam nie wiedział, co go tak pchało do tego drania, ale widząc go, czuł gdzieś ekscytację połączoną z denerwującą bezradnością.
Garniturowiec stanął przed nimi.
— Witaj, Michael — przywitał się, a chłopak odpowiedział mu tylko skinieniem głowy. — Jason — spojrzał na mężczyznę — do samochodu.
Mężczyzna niedostrzegalnie zmarszczył brwi, nie ruszając się z miejsca.
— Palę — mruknął lakonicznie.
Mike powstrzymał cisnący się na usta uśmiech rozbawienia, obserwując ich z zaciekawieniem.
— To kończ — odparł dobitnie Alex i zwrócił się do Mike’a. — Jak interesy?
— Bardzo dobrze — odpowiedział manager, mierząc Alexa zdystansowanym spojrzeniem. Jakby teraz sprawował z nim walkę o rozsądek Jasona, ale był na tyle ciekaw tego, jak rozwinie się sytuacja, że nie komentował całego zajścia i dziwnego romansu, który Alex miał z jego kumplem. — Z każdym miesiącem coraz większe zyski.
— To bardzo dobrze. Z takim szefem nie ma się co dziwić, że doskonale sobie radzicie.
— Nie pomijaj pracowników. — Mike zaśmiał się, kierując temat na Jasona, który udawał, że ich rozmowa go nie obchodziła.
Alex przeniósł swoje zimne spojrzenie na mężczyznę, po którego tu przyjechał.
— Nie pomijam, ale bez osoby rządzącej nawet najlepszy biznes by się szybko rozleciał. — Po tych słowach zwrócił się do Jasona. — Skończyłeś już.
Wyjął mu z dłoni papierosa i zgasił go podeszwą na ziemi.
— Kurwa — zaklął mężczyzna, patrząc na niego absolutnie wrogo. Nieważne, że ta przeklęta królowa była mu pisana. Wzięła mu papierosa. — Jeszcze była jebana połowa.
— Żadna połowa. Później zapalisz. Do samochodu — zarekomendował Alex chłodno, wchodząc w bardzo, bardzo władczy ton, którego Jason miał wrażenie dawno nie słyszeć. Ba, może nawet nie znać. Jakby patrzył na inne odbicie Alexa, bardziej… przerysowane.
— Po chuja? Jestem w środku pracy — odparł równie oschłym tonem. Irytowało go, że ten facet mówił mu, co ma robić.
— Zaraz do niej wrócisz. Musimy porozmawiać — odparł Grey ze wzrokiem, jakby patrzył na Jasona z góry, a przecież był od niego niższy.
— O czym? — burknął tatuażysta. Choć był ciekaw, co ten drań nagle od niego chciał, irytacja nie pozwoliła mu się ruszyć z miejsca.
— Rusz się. — Alex nie odpowiedział na pytanie, tylko skinął głową w stronę samochodu, a Mike patrzył na całą scenę w niemym szoku.
Jason miał ochotę znowu zapalić, ale zamiast tego wsadził ręce w kieszenie i garbiąc się, odepchnął się plecami od ściany.
— Zaraz wracam — rzucił do Mike’a.
— Jasne — odparł manager i z niedowierzaniem odprowadził wzrokiem tę niezwykłą dwójkę aż do samochodu.
Alexander Grey wsiadł od strony kierowcy, poczekał, aż Jason zrobi to samo i zamknął drzwi.
— No, to co chciałeś? — Jason westchnął, opadając głową na oparcie i patrząc na tego przystojnego mężczyznę przenikliwym wzrokiem. W samochodzie było bardzo zimno.
— Jaka jest szansa, że wylecisz z pracy, jeśli nasza rozmowa się przedłuży?
— Wsadziłem w to też swoją kasę, więc mała. A co takiego interesującego masz mi do powiedzenia, że miałbym dla ciebie olać klientów?
— W sumie do powiedzenia niedużo — wyjaśnił Alex enigmatycznie i po prostu odpalił silnik, ruszając spod salonu.
— To co ty, kurwa, chcesz? Gdzie jedziemy? — Jason na nowo zaczynał się denerwować.
Nie wiedział, co go ciągnęło do tej bryły lodu, ale było to coś bardzo silnego. W tym wszystkim jednak najbardziej męczący psychicznie był fakt, że w tym konkretnym momencie ten mężczyzna był mu daleki, jakby wciąż był otoczony lodową barierą, którą Jason miał wrażenie, że już kiedyś przebił.
— Zobaczysz. — Prowadził niewzruszony. Kierował się w stronę Miami Beach.
Jason rzucił mu krótkie, zlewcze spojrzenie, po czym otworzył okno i poszperał w kieszeni za paczką papierosów.
— Nie pal u mnie w samochodzie — syknął Alex i zamknął okno.
— Trzeba było mi nie gasić — odpowiedział Jason bezczelnie swoim chrapliwym głosem, wsadzając paczkę z powrotem do kieszeni.
— Już kończyłeś, a poza tym nie wierzę, że to był twój pierwszy.
Jason tylko pokręcił głową z rezygnacją.
Skręcili w jakąś węższą uliczkę, przy której rosły choinki i wydawało mu się to całkowicie normalne. Po chwili wjechali na podziemny parking pod hotelem. Jason dobrze znał ten hotel, ale dawno go nie widział.
Wysiadł z samochodu, zanim Alex zdążył wydać rozkaz. Ten wysiadł zaraz po nim, otworzył bagażnik, wyjął z niego czarną walizkę i zamknął samochód, żeby następnie ruszyć w stronę windy.
Starszy mężczyzna, chcąc nie chcąc, powlekł się za nim. Wyglądali obok siebie wręcz komicznie. Zwykle ludzie tacy jak oni mijają się na chodniku bez słowa. W tym przypadku jedyne co ich nie różniło to fakt, że szli w tym samym kierunku. Alex nie odezwał się do Jasona, aż nie weszli do jednego z hotelowych pokoi.
— Wiesz, po co tu jesteśmy, więc się rozbieraj — rozkazał w przestrzeń, nie zerkając na tatuażystę.
Odłożył walizkę na biały fotel. Całe pomieszczenie było urządzone w jasnych kolorach, a gdzieniegdzie dało się dostrzec maleńkie wzorki w kształcie śnieżynek.
Jason prychnął i usiadł na szerokim parapecie, patrząc na mężczyznę wrednym uśmieszkiem, który jednak był pozą, bo czuł się nieswojo. Zagubiony i wepchnięty w trudną sytuację, którą już przecież kiedyś pokonał.
— Co tak oschle? Nie powiesz mi najpierw, jak bardzo mnie chcesz, żeby było milej?
— A ma być milej? — Alex odwrócił się do niego, rozwiązując wąski krawat i uśmiechając się kącikiem ust. Nawet taki grymas na jego twarzy był niezłym osiągnięciem.
— Nie zaszkodziłoby — przyznał Jason i, wciąż na siedząco, zdjął z siebie koszulkę. Rzucił ją gdzieś na podłogę i wpatrzył się w Alexa. Idealnie skrojony garnitur podkreślał apetyczną budowę ciała tego skurczybyka.
— To chyba będę musiał cię rozczarować. Nie przewidziałem, że będziesz potrzebował miłej atmosfery. — Mężczyzna zdjął krawat, po czym podszedł do szafy i wyjął z niej wieszak, chcąc założyć na niego marynarkę.
— Nie, żebym się tego po tobie spodziewał. — Jason uniósł brew, wodząc wzrokiem za wciąż rozbierającym się Alexem, który właśnie zdejmował koszulę i ukazywał mu swoje zgrabne plecy. Koszulę także powiesił na wieszaku i odwrócił się do Jasona.
— Co tak powoli? Nie mam całego dnia.
— To po cholerę wieszasz to do szafy? W tym tempie, zanim skończysz, zdążyłbym się przebrać trzy razy — prychnął mężczyzna, zabierając się za swój rozporek.
— A i tak nadal jesteś ubrany — zauważył Alex bez cienia zmieszania czy podenerwowania.
Jason zeskoczył na podłogę, zsunął spodnie razem z bielizną i skopał je z siebie.
— Teraz widzisz, co chcesz? — Pomasował się po jądrach.
— Tak. Na łóżko — zażądał Alex, zachowując bezczelnie zimny wyraz twarzy. Był jak manekin, kukiełka bez emocji.
— Poczekam, aż ty mi pokażesz trochę więcej w rewanżu, słonko — odparł Jason, nieskłonny do takiej współpracy.
— Na łóżko — powtórzył niewzruszony Anglik, ale Jason podszedł w jego stronę, dotykając lekko swojego penisa. Długiego, powoli sztywniejącego i… owłosionego wokół. Mężczyzna sam miał wrażenie, że dawno go w takim stanie nie widział.
— Wczuj się w to trochę.
— Wczuwam się wystarczająco. Na łóżko — podkreślił Alex dobitnie, nawet nie spoglądając na ciało mężczyzny, jakby to go zupełnie nie interesowało. Teraz Jasonowi skojarzył się nie z kukiełką, a z jakimś… generałem, oficerem, który po prostu wydawał rozkazy i nie okazywał, czy jest zadowolony z wykonania, czy nie.
Zwątpił, zawrócił do łóżka i położył się na plecach. Był tak wysoki, że zajmował całą jego długość. Tymczasem Alex podszedł do czarnej walizki, a Jason przełknął ślinę. Dziwnym trafem wiedział, co się w niej mieściło.
Grey otworzył ją i wyjął z niej parę białych rękawiczek, które od razu założył. Tatuażysta obserwował go już bez słowa, czując, jak krew zaczynała mu szybciej krążyć w organizmie. Nawet powstrzymał się przed skomentowaniem rękawiczek. Alex wyciągnął z walizki jeszcze bicz i zarzuciwszy go sobie na kark, zamknął ją.
— Połóż się na brzuchu — rozkazał, odwróciwszy się do mężczyzny.
Ten zdusił w sobie niepokojące wrażenie, że ktoś młodszy od niego, bez pardonu wtłaczał go w tę… niecodzienną dla niego rolę. Odwrócił się bez słowa, podpierając na łokciach i przeczesując czarnego irokeza palcami. Milczał, nie rzucając żadnych uszczypliwych komentarzy, co musiało na pewno zwrócić uwagę Alexa.
— Chyba się nie denerwujesz? — Usłyszał pytanie, a potem poczuł, jak po jego plecach przesunęła się końcówka skórzanego bicza.
Spojrzał przez ramię zirytowanym wzrokiem, nic nie mówiąc. Jedynie dyskretnie zacisnął dłoń na poduszce, miarowo oddychając przez nos. I nagle poczuł pieczenie, kiedy bicz uderzył w jego skórę. Nie za mocno i nie za słabo. Ta cholerna zimowa królowa umiała to robić.
Nie wydał z siebie żadnego dźwięku, przymykając tylko oczy i czując gwałtowne przyspieszenie bicia serca. Pochylił głowę, a Alex, mając świadomość, że Jason go nie widział, uśmiechnął się kącikiem ust i ponownie uderzył go biczem.
— Uch… — wykrztusił mężczyzna, drżąc. Zmarszczył brwi, przygryzając wargę, żeby nie wydawać żadnych upokarzających dźwięków. Bądź co bądź, nie był przyzwyczajony do takiej roli.
Alex przyglądał mu się, podziwiając czerwone ślady na jego jasnych placach. Schylił się i dotknął dłonią odzianą w rękawiczkę jego ciała. Nienaturalnie delikatnie w porównaniu z uderzeniami bicza.
— Jason… — szepnął do siebie pod nosem, w tym momencie bardziej czule i jakby troskliwie. Takim tonem, który mężczyzna kojarzył z innych czasów i innej rzeczywistości.
Poczuł, że twardniał, czując ten drażniący, przeraźliwie delikatny dotyk na piekącej skórze. Jego plecy to unosiły się, to opadały, kiedy oddychał głęboko.
— Może dalej — burknął, nie odwracając się do niego.
— Co dalej? — szepnął Alex niezmienionym tonem głosu. Wciąż delikatnie gładził jego skórę. Była biała w miejscach, gdzie nie było tatuaży. Cudowna.
— Daj się dotknąć, ptaszku. — Jason starał się trzymać fason. Odwrócił się nieco na bok, patrząc na niego wyczekująco.
— Nie. — Alex odsunął się od niego od razu i strzelił go biczem w pośladki.
Jason wręcz zaskamlał, przeklinając siebie w duchu i ponownie opadając na poduszkę.
— Podnieś się i klęknij przodem do mnie — zażądał Alex, z nogą założoną na nogę siadając na fotelu stojącym przed łóżkiem. Musiał chwilę temu go tam postawić albo mebel samoistnie się tam znalazł, bo Jason jakoś wcześniej nie zwrócił uwagi na jego obecność.
Uniósł się i ustawił w takiej pozycji, jak życzył sobie ten zimny skurczybyk. Spojrzał na niego, unosząc brew.
— I?
— Rozsuń uda i oprzyj się jedną rękę z tyłu. Chcę dobrze widzieć, jak się masturbujesz.
Jason zaśmiał się chrapliwie i rozszerzył nogi. Najpierw leniwie przejechał dłonią po swoim torsie, kierując się w dół i dotykając swojego penisa na razie powoli. Rzucił Anglikowi spojrzenie swoich szarych, teraz zmrużonych w przyjemności oczu.
— A ty co mi pokażesz w zamian? — zamruczał.
Alex uniósł brwi, po czym chwycił bicz w obie dłonie i raptownie pociągnął za oba końce, momentalnie wywołując tym dreszcz na plecach masturbującego się mężczyzny.
— Kontynuuj i nie zadawaj zbędnych pytań.
Jason rzucił mu krótkie spojrzenie, zwilżając wargi językiem. Nie mógł wprost sobie wyjaśnić, dlaczego ten mężczyzna tak na niego działał.
Przesunął dłonią, po całej długości twardniejącego członka i odchylił głowę do tyłu, oddychając przez rozchylone wargi. Alex patrzył na niego, a tatuażysta nijak nie mógł odgadnąć, co kryło się za fasadą jego niewyrażającej nic twarzy. Była jak maska, a on tęsknił do emocji, które potrafiły się na niej pojawić. Wiedział to.
Masturbował się wprawnie, mrucząc przy tym i popatrując na tę zimną twarz. Opadł wreszcie na tyłek, wyciągając nogi przed siebie i robił sobie dobrze w tej pozycji.
— Pobudź mnie jakoś, królowo… — Westchnął, a Alex tylko wstał i strzelił biczem przed jego klatką piersiową.
— Z powrotem na kolana. Lepiej tak wyglądasz — powiedział oschle i zaczął ponownie szukać czegoś w swojej walizce.
Starszy mężczyzna zaklął szpetnie pod nosem, nie wiadomo który już raz tego dnia, po czym uniósł się z powrotem na kolana. Uważnie obserwował poczynania swojego niezrozumiałego kochanka, który po chwili do niego podszedł.
— Załóż to — polecił, trzymając w palcach małe, czarne kółeczko.
Jason rzucił mu krótkie spojrzenie prosto w oczy, by po chwili spuścić wzrok i wziąć od niego pierścień. Założył go na swojego penisa, zagarniając również mosznę, aby cock ring ściskał całe jego genitalia. Na koniec przełknął ślinę, patrząc na wynik tego uwiązania.
Alex dotknął czubka członka Jasona wskazującym palcem, po czym ponownie się odsunął i zaszedł go od tyłu, siadając na łóżku. Oplótł jego szyję biczem i pociągnął odrobinę do tyłu, przez co mężczyzna oparł się plecami o jego kolano.
— Dalej. Dotykaj się. — Szept Anglika dotarł do uszu Jasona, wprawiając jego ciało w rozgorączkowanie. Miał wrażenie, że z tyłu czuł lodowaty chłód, a w sobie ogień.
Już całkiem pospiesznie chwycił swój członek w rękę i zaczął nią po nim rytmicznie przesuwać. Czuł, jak pierścień uciskał go u nasady, kiedy twardniał coraz bardziej.
— Nnn… — wystękał cicho, drugą dłonią sięgając gdzieś za siebie, do nogi Alexa, ale w odpowiedzi poczuł tylko mocniejsze szarpnięcie na szyi.
— Gdzie te ręce? Po co je pchasz do tyłu?
— Khhurwa — wykrztusił, charcząc i czując uścisk na szyi. — Dotknąć cię… tylko… uch, chciałem.
— Po co?
Sięgnął dłonią do szyi i nieco rozluźnił oplatający go bicz.
— Bo mnie podniecasz — niemalże warknął.
Alex chwilę się wahał, po czym zabrał kolano podpierające Jasona i kiedy ten upadł na plecy, niewygodnie wygięty na swoich zgiętych nogach, zszedł z łóżka i stanął przed nim.
— Masz. Rozbierz mnie.
Jason zamierzał skorzystać ze swojej szansy, póki ten drań był łaskawy. Czując niemal boleśnie, jak erekcja dawała o sobie znać, zszedł z łóżka i zaczął rozpinać mu pasek od spodni. Przy tym pochylił się do niego i pocałował w ramię.
— „Rozbierz”! Nie było mowy o całowaniu! — syknął Grey i złapał włosy Jasona, odciągając mu głowę stanowczo, jak dowódca wojskowy karzący nieposłusznego podwładnego.
Tatuażysta powoli wciągnął powietrze przez nos, rzucając mu groźne spojrzenie, choć posłusznie, drżącymi palcami, rozpiął mu pasek, potem rozporek oraz zsunął w dół jego spodnie.
— Złóż je na krześle — zażądał Alex, gdy już całkowicie je zdjął. Reszty ubrań pozbawił się sam, nie chcąc przedłużać.
Jason całkowicie bezwiednie wykonał jego polecenie, cały czas oglądając się przez ramię na jego nagie ciało. Dotknął swojego nabrzmiałego, mocno zaczerwienionego penisa.
Tymczasem Alex usiadł na łóżku i przywołał mężczyznę gestem. Chciał posunąć się dalej. Tym razem było widać na jego twarzy, że brzydził się tej części, ale też jej pragnął, tak samo jak jego penis, który dumnie prężył się między jego nogami.
Tatuażysta uśmiechnął się do niego demonicznie i nie spuszczając z niego wzroku, wdrapał się na łóżko.
— Co tam, królowo? — zamruczał, wyciągając długą, chudą rękę do jego penisa.
I od razu dostał po dłoni. Alex zmierzył go chłodnym spojrzeniem i sam lekko przesunął palcami w białym materiale po penisie, a następnie w górę, po brzuchu mężczyzny.
— Połóż się na plecach — zażądał i wstał.
Jason zmarszczył brwi. Ten facet miał zbyt ładne ciało, żeby tak trzymać się na dystans. Mimo swoich myśli ułożył się na plecach, kręcąc niecierpliwie biodrami i nie spuszczając wzroku z tego seksownego drania.
Po chwili ten wrócił na szerokie łóżko ze złoto-białą pościelą w śnieżynkowy wzorek, rzucił mu małą tubkę lubrykantu i uklęknął nad jego brzuchem. W jednej ręce trzymał dwa opakowania prezerwatyw.
Starszy mężczyzna spojrzał na niego pożądliwie i wycisnął sobie na palce trochę żelu, by następnie chwycić Alexa dużą dłonią za tyłek i skierować palce na jego wejście. Ciasne, prawie że dziewicze.
Anglik zmarszczył brwi i oparł się jedną ręką o ramię mężczyzny. Ten za to zamruczał chrapliwie, czując go wreszcie blisko siebie. Powoli poruszał dwoma palcami, które do końca włożył w szparkę Alexa. Nie spuszczając z niego wzroku, musnął stymulująco jego prostatę.
— Wiesz, co się stanie, jak się nie spiszesz, prawda? — syknął Grey, starając się, żeby nie słychać było za bardzo, jak oddech mu przyspieszył.
Mężczyzna rzucił mu bardzo pewne siebie spojrzenie, chociaż sam za bardzo nad sobą nie panował.
— Nie widzę, żeby ci się nie podobało — rzucił, mocniej naciskając na ten czuły punkt w jego wnętrzu, nie zapominając o rozciąganiu.
— Uch… aaach… — wyrwało się Alexowi. Od razu zacisnął zęby. Te długie palce sięgały bardzo głęboko.
Rozdarł prezerwatywę i szybkim ruchem nałożył na swojego penisa. Drugą podał Jasonowi i oparł się wygodniej obiema dłońmi na jego ramionach.
— Już chcesz go w sobie? — sapnął Jason, otwierając opakowanie zębami, a po chwili wyciągnął palce z Alexa, nie omieszkując przy tym jeszcze dać mu trochę przyjemności. Następnie nałożył sobie prezerwatywę na ciemnego, całkiem twardego penisa.
— Zamilknij i jeszcze mnie rozciągnij. — Alex westchnął, najpewniej czując przyjemne dreszcze na skórze i kropelki potu spływające po kręgosłupie. Jason wiedział, że właśnie dlatego zawsze wolał basen niż siłownię.
— Nie będzie już bolało, ale jak chcesz — mruknął, wracając nawilżonymi palcami do jego szparki.
Tym razem wsadził w niego na raz trzy palce i zakręcił nimi wprawnie. Równocześnie otarł się o niego niecierpliwie penisem, który był wyraźnie ciemniejszy niż reszta jego ciała.
Alex przymknął oczy i sam naparł tyłkiem na dłoń mężczyzny. Nie był w stanie dłużnej się oszukiwać. Chciał go w sobie i mówiło o tym całe jego ciało.
— Już… — szepnął przez zaciśnięte z nerwów gardło. Był uroczo zarumieniony na policzkach. Lodowa Królowa topiła się bardzo szybko i była przy tym cholernie seksowna, a tatuażysta miał wreszcie wrażenie, że widział go bardziej takiego, jakiego go znał. Bardziej… otwartego.
Wydał z siebie ciche westchnienie, obserwując go z wrednym uśmieszkiem. Uwielbiał ten wyraz na jego twarzy. Zawsze chłodny, a teraz rozpalony.
— Grzeczny chłopczyk — wymruczał, przytrzymując dłonią swojego penisa. Uniósł Alexa za tyłek, żeby dobrze się nakierować.
— Jeszcze jedno takie określenie i… Oooch! — stęknął Alex, kiedy Jason naparł na jego wejście. — Nienawidzę cię…
— Uwielbiasz mnie — warknął mężczyzna, przymykając oczy z rozkoszy.
Uniósł w górę biodra, wbijając się w niego powoli, ale płynnie. Alex wziął głęboki oddech i sam dobił się do końca, stękając głośno, co sprawiło, że Jason uśmiechnął się szerzej. Stęknął, obserwując, jak ten wiecznie opanowany Anglik tracił nad sobą kontrolę.
Alex wbił palce odziane w białe rękawiczki w ramiona tatuażysty i zapominając się zupełnie, zaczął go ujeżdżać. W trakcie tej „przejażdżki” Jason jedną dłonią masował jego udo, a drugą skierował na jego penisa, chcąc poruszać po nim w rytmie ruchów Alexa, który wzdychał przeciągle co jakiś czas. Jego wytatuowany kochanek nie żałował sobie, samemu poruszając biodrami i wbijając się w niego intensywniej. Miał prawie czarno przed oczami z tej przedłużającej się przyjemności. Oddychał szybko i chaotycznie.
W końcu Alex aż krzyknął, dochodząc raptownie i intensywnie. Był cały czerwony na twarzy i poczochrany. Jason, korzystając z tego, że niezbyt kontaktował, przesunął dłoń na jego apetyczny brzuch i masując go palcami, wbił się jeszcze w niego kilka razy. Kurczowo zaciskające się mięśnie wokół jego penisa wreszcie doprowadziły go do końca i tatuażysta opadł na poduszki całkowicie wymęczony. Grey wisiał nad nim i oddychał ciężko, pozwalając się dotykać po udach i plecach. Ewidentnie było mu dobrze, mimo obrzydzenia, które wywoływała w nim świadomość, że był cały spocony i trzymał penisa w uświnionym spermą woreczku.
Jason nie miał zamiaru jeszcze wstawać. Mógł podotykać tego skąpca, więc właśnie to robił, chociaż jego ruchy były leniwe przez zmęczenie.
Alex, w miarę uspokoiwszy oddech, z trudem wstał z bioder mężczyzny i bez słowa wyszedł do łazienki. Stało się to tak szybko, cicho i niespodziewanie, że tatuażysta wręcz miał wrażenie odprowadzenia wzrokiem tylko białej smugi zostawiającej za sobą szron i chłód.
Po chwili sam zwlekł się z łóżka, maksymalnie zmęczony. Seks z tym facetem był niczym maraton. Zdjął prezerwatywę i rzucił ją gdzieś obok łóżka. Czuł, że się lepił, a skóra na plecach jeszcze odczuwała uderzenia z bicza. Po krótkim zastanowieniu wszedł do łazienki.
Anglik był pod prysznicem. Przez szum wody nie usłyszał otwieranych drzwi, bo nie odwrócił się. Tatuażysta otaksował go przeciągłym spojrzeniem i otworzył drzwi kabiny, a następnie wszedł do środka. Alex momentalnie zmroził go złym spojrzeniem.
— Wyjdź. Nie skończyłem jeszcze.
Jason spodziewał się takiej reakcji.
— Przestań się fochać — rzucił mu również chłodne spojrzenie i przymknął oczy, wchodząc pod strumień wody.
— Powiedziałem, wyjdź. Nie życzę sobie twojego towarzystwa pod prysznicem — wycedził Alex i przekręcił kurek z wodą tak, że ze słuchawki poleciała lodowata woda.
Jason syknął, raptownie odsuwając się od strumienia.
— Przecież cię, kurwa, nie dotykam, cholero!
Alex ocieplił z powrotem wodę i przeczesał spływające po twarzy blond włosy. Przypominał wtedy bardziej swojego brata, niż kiedy nosił je zaczesane do tyłu.
— Po prostu wyjdź — tym chłodnym rozkazem potwierdził, że był to koniec tej gorącej chwili zapomnienia, którą mieli jeszcze kilka minut temu. Że sprowadzał wszystko do zdystansowania, że odmawiał temu, co mogli mieć, co było tym, co obaj powinni w tej chwili znać.
Starszy mężczyzna rzucił mu krótkie spojrzenie, przeklinając, że jemu trafił się ten bardziej pojebany z braci, po czym wyszedł z kabiny, żeby umyć się przy umywalce.
Po chwili spod prysznica wyszedł Alex i zarzucił na biodra ręcznik.
— Wolne. Umyj się porządnie — rzucił oschle i wyszedł z łazienki.
Jason rozłożył ręce, patrząc za nim z grymasem na ustach. Potem spojrzał w lustro, na swoją zblazowaną minę i wrócił pod prysznic, żeby móc się szybko umyć. Miał wrażenie, że ilekroć podkręcał temperaturę wody, żeby ta była bardziej znośna, tym bardziej się ochładzała, a zamiast pary w górę ulatywały maleńkie, wręcz mikroskopijne śnieżynki. Jakby sama obecność Alexa w kabinie przed chwilą sprawiła, że pozostawił po sobie mróz.
To wszystko jeszcze bardziej zmusiło Jasona do pospieszenia się, więc mimo rozkazu o dokładne umycie się, zrobił to raczej pobieżnie. Wyszedł z łazienki, nie chcąc być tam ani chwili dłużej.
W pokoju obok dojrzał Alexa już wiążącego krawat. Włosy miał nieułożone i wyglądałby naprawdę jak młodszy brat, gdyby nie patrzył na Jasona zimnymi, szarymi oczami bez wyrazu.
Tymczasem tatuażysta zaczął zbierać z podłogi swoje rzeczy i ubierać się. Czuł, że jak zaraz nie zapali, to zdechnie. Nieważne, że wypalił dwa szlugi przed przyjazdem do tego tajnego pokoju hotelowego. Tamten moment wydawał mu się w tej chwili bardzo odległy, jakby spędził tu z Alexem co najmniej kilka dni, a jego płuca żądały od niego swojego „paliwa”.
— Jeśli mój niemądry brat pokaże się u was w studiu, to przekaż mu, że ma się ze mną skontaktować — mruknął Grey pod nosem, pakując do walizki bicz i białe rękawiczki. Niczym chirurg po skończonej operacji albo, jeśli podejść do tego bardziej mrocznie, kat zbierający swoje narzędzia tortur.
— Taa? Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić? — zakpił Jason, rzucając szybkie spojrzenie na walizkę.
— Nic. Dobrze się dziś spisałeś — pochwalił go Alex na swój sposób, nie patrząc jednak na niego.
Jason parsknął chrapliwie, już cały ubrany, zawiązując buty.
— Och, cieszę się, że cię zadowoliłem. Nie, żebym nie widział, jak ci było dobrze.
Alex odwrócił się do niego i z grzebieniem w ręce podszedł do lustra, żeby się uczesać.
— Byłbym jednak wdzięczny, gdybyś mi tego nie wypominał.
Jason usiadł na skraju łóżka, uśmiechając się wrednie. I znowu pościel wydawała się go szczypać chłodem w pośladki. Czy ten pokój jest jakiś zaczarowany, do cholery?
— Nie ma się czego wstydzić, królowo.
— Jest. To nieestetyczne uleganie zachciankom organizmu nie jest czymś, z czego jestem dumny — fuknął Alex i spakowawszy do walizki grzebień, ruszył do wyjścia z pokoju.
— To zgodne z twoją naturą — zaprzeczył tatuażysta, patrząc na niego zirytowanym wzrokiem.
Miał ochotę wręcz powiedzieć, że zgodne z jego przeznaczeniem, a już tym bardziej uleganie tym zachciankom właśnie z nim. Wszystko w tym momencie chciało go podnieść z łóżka i pchnąć do tego mężczyzny, który znowu był tym dalekim, mroźnym punktem, który zamiast się zbliżać, oddalał się. A przecież wiedział, jak go do siebie przyciągnąć.
— Zgodne z naturą byłoby, gdybyś był kobietą. — Alex zmierzył go spojrzeniem. — I normalnie wyglądającą, a nie taką… pstrokatą — skończył, po czym wyszedł z pokoju, a gdy tylko Jason też go opuścił, zamknął drzwi i ruszył do windy.
— Jaką? Nie podobam ci się taki?
Alex zapatrzył się chwilę, idąc wręcz jak na musztrze, wyprostowany i dumny. Jason miał wrażenie, że przez całe to spotkanie niewiele patrzył mu w oczy. Jakby był po prostu elementem, pionkiem w tej całej historii, która wydarzyła się tego dnia. Potem odwrócił wzrok, wpatrując się intensywnie w drzwi windy, gdy już przy niej stanęli.
— Podobasz i w tym tkwi problem.
— Jesteś dla siebie zbyt surowy — powiedział Jason.
Zanim Alex odpowiedział, nadjechała winda. Weszli do środka, a Anglik wcisnął przycisk poziomu parkingów.
— Surowy? Co przez to rozumiesz?
— Typowy brak akceptacji tego, kim jesteś.
— A kim według ciebie jestem?
— Ge-jem… — Jason pochylił się do niego, mówiąc to, po czym cmoknął do niego w powietrzu.
Alex instynktownie odchylił głowę, co wewnętrznie poirytowało tatuażystę, bo z jakiegoś powodu znał uczucia, jakie towarzyszyły dotykowi jego skóry przez wargi. Wiedział, jak smakowały jego usta. A jednak Alex mu to zabierał.
— Który nie może nim być. Mam swoje obowiązki, w przeciwieństwie co do niektórych.
— Idiotą jesteś, że tego nie rozumiesz. — Jason spojrzał na niego zblazowanym wzrokiem. — Jesteś nim. Nie ma, że nie możesz.
— Przykro mi, że tego nie rozumiesz, ale nie mam zbyt dużego wyboru — odpowiedział Alex oschłym tonem, który w uszach Jasona przerodził się w pusty głos, niczym te donoszące z głośników o alarmie przeciwpożarowym, czy wzywające w urzędzie kolejnego klienta do podejścia do stanowiska. Nawet pobrzmiało przy tym specyficzne echo, a tatuażysta był pewien, że i szczegóły przedmiotów wokół podejrzanie się zamazały.
— Masz rację, nie łapię. A ty i tak się ze mną pieprzysz. — Dalej prowadził z Alexem tę rozmowę, mimo że cały czas się rozglądał, zastanawiając się, kiedy wszystko zniknie. Bo ewidentnie otoczenie bladło, a Alex stawał się mniej wyraźny.
Wyszli z windy na zupełnie pusty parking. Jason poszperał w kieszeni. Było tam jednak równie pusto, jak w miejscu, w którym byli. Żadnych samochodów i żadnych fajek w spodniach.
— Alex? — wydusił ze wzbierającą w nim paniką, ale… mężczyzny też nie było.
Jason rozejrzał się bezradnie, okręcił kilka razy wokół własnej osi i… otworzył oczy.
Tym razem ujrzał wszystko wyraźniej. Beżową pościel w sypialni w swoim domu, szafkę nocną, na której spoczywała paczka jego papierosów oraz telefon. Okna z zasłoniętymi roletami, szafę z dużym lustrem, paproć stojącą na komodzie. I Alexa, a raczej jego plecy zakryte śliskim szlafrokiem, które znikały mu za drzwiami sypialni.
— Alex! — zawołał odruchowo, z głowy tracąc wszystkie szczegóły ze snu, ale wciąż mając nieprzyjemne wrażenie oddalenia od mężczyzny.
Ten zatrzymał się w progu i obejrzał w jego stronę. Miał nieułożone przez sen włosy, ale wciąż wyglądał pięknie. Teraz tym bardziej, kiedy blady, delikatny uśmiech zagościł na jego przystojnej twarzy.
— Już się obudziłeś? Idę zrobić kawę.
— A… Okej — odmruknął Jason, uspokojony jego wyrazem twarzy.
Odpowiedział krótkim uśmiechem, a kiedy jego cudowna królowa wyszła, opadł na poduszki.
Zdecydowanie nie miałby już sił, żeby od nowa przechodzić przez to, co mieli już za sobą. Cały etap przebijania się przez grubą skorupę Alexa, zdobywanie jego zaufania, miłości, przywiązywania go do siebie, uczenia bliskości duchowej i cielesnej… Wszystko w tym momencie wydawało mu się czymś nie do zrobienia, niemożliwie trudnym… a jednak dał radę.
Tylko… zaraz… Co tam robił bicz…?

19 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 183 – Za lodową barierą

  1. Katka pisze:

    Yuu, spoko, ważne, że nadrobiłaś z komentem :) Och, a sen… sny zawsze są posrane, więc tutaj też chyba nie ma się co dziwić XD Uważam, że w ogóle sny mogłyby się gdzies zapisywać i być możliwe do odtworzenia. To czasem fajna inspiracja. Wciąż pamiętam, że jeden mój sen był naszą inspiracją do napisania Savage Virus :) Do poczytania faktycznie masz coraz mniej, ale to wciąż dużo! do 213 rozdziału jeszcze trochę :) Dzięki, że przybywasz z komentarzem :) Miło znów widzieć Twój nick :) Pozdrawiamy serdecznie!

  2. Yuu. pisze:

    Witam !
    W sumie to chyba zapomniałam wstawić komentarza tam, gdzie chciałam- pamiętacie ten rozdział gdzie Alex kazał sie wydepilować Jasonowi? Tak właśnie przy tym miałam napisać (chyba) , że właśnie on zachęcił mnie do czytania FDTS)
    A ten postanowiłam skomentowąć, bo.. WTF? Ten sen xD samam rzadko pamietam swoje sny, a jak już to też mam popieprzone, ale.. w żadnym bicza jeszcze nie było, co oni dodali do tej chińszczyzny? xD
    Szkoda mi troche Charliego i Rusha… ciekawe co tam z nimi będzie.
    No i do przeczytania mam coraz mniej.. smutek :( No i nie mogę wziąć udziału w konkursie (nie znam wszystkich opowiadań), więx smutek x2 :(
    Pozdrawiam serdecznie!

  3. Shivunia pisze:

    Basia >> Ano stara stara. W końcu taki książę heheh. Ciesze się, że się podobało. I dzięki za wene, będziemy ją grzecznie kolekcjonować. Może wredna nie ucieknie ;p

  4. Basia pisze:

    Hej,
    Charlie bardzo stara się pokazać Rushowi, ze to właśnie jego powinien wybrać, że nie chce aby ten go zostawiał… sen Jasona to było wręcz boskie…
    Dużo weny życzę
    Pozdrawiam serdecznie

  5. Katka pisze:

    Rehab-e, no widzisz, Charlie powinien wierzyć i w sumie wierzy w miłość Rusha, ale… uważa teraz, że wcale nie musi być tą jedyną miłością. Czuje się zagrożony i nie ufa Rushowi, że będzie faktycznie tylko z nim. Niestety jest to oczywiście obraz wykreowany przez jego umysł, ale niestety bardzo wyraźny, przynajmniej dla Charliego. A Jason i jego sen – hehe, jeśli chodzi o sny, każdy ma je mocno zjebane, że tak powiem i Jay nie jest wyjątkiem XD Dzięki za komentarz :) Fajnie, że się skusiłaś do naskrobania czegoś :)

  6. rehab-e pisze:

    wreszcie się zebrałam i coś tu w końcu naskrobię, bo dawno nie komentowałam tego opowiadania…
    nie wiem jak wam, ale mi taki Charlie troszku z Jamesem się kojarzy… i chyba nie jakoś pozytywnie. Przez tyle rozdziałów, gdzie sobie tak słodzili i słodzili, czasami przyprawiając mnie o niestrawność i odbierając chęci na moją kochaną nutelle, nasza ptaszyna powinna już przyjąć do wiadomości, że książę ma na jego punkcie bzika i nawet jakaś seksowna blondzia nie będzie wstanie wygrać w konkurach z młodym…
    I choć przypuszczam, że to tylko me płonne nadzieje, chciałabym by sprawa z sekretarką szybko się rozwiązała. ;)
    sen Jasona…to było lekko przerażające xDD
    Dziwnie było czytać o takim Alexie – nie – Alexie… na pewno nie nieprzyjemnie, ale to było troszkę straszne ;p
    choć ten bicz to bardzo kusząca wizja *.*
    aż by się chciało więcej takich…

  7. Katka pisze:

    O., wczoraj kupiłyśmy sobie z Shiv kilka piw innych niż zwykłe i ja piłam jagodowe – miało serio kolor bardziej przypominający wino niż piwo, więc i na zielone jest szansa :)

  8. O. pisze:

    Szczaw jest zielony…Może zrobią kiedyś piwo szczawiowe… xD No wiadomo, że nie zawsze sny powinny się spełniać,ale taki sen… Jeszcze jakby Jason miałby go opowiedzieć Alexowi… ;o <33333333333333333333333333333333333333333333

  9. Shivunia pisze:

    O. >> Jakby trzeba było piwo dobierać pod kolor oczu, to Lenny miałby pewne problemy. Możliwe, że nawet żołądkowe XD
    A Jason na pewno ma wiele fantazji tylko czy to co sobie śnimy to zawsze to czego chcemy… sprawa dyskusyjna jak sobie przypominam niektóre moje sny XD

  10. O. pisze:

    Bicz się znalazł, bo Alex potrafił (i potrafi) być jak bitch xD
    A tak serio, Jasonowi marzy się zabawa w łóżku <333333333 Ale zamiast pierścienia wolałabym obrożę, byłoby słodko <33333 Fajnie wiedzieć co tam podświadomość przesyła Jasonowi ;D I nie wiedziałam, że piwo powinno dobierać się pod kolor oczu xD

  11. Katka pisze:

    Inetria, yey, to miło, że komentujesz Fire Dragon i fajnie widzieć, że mała garstka zwolenników Charliego i Rusha została powiększona :) Co do problemów z sekretarką, to na pewno nie jest koniec, bo jak widać Charlie jest dość uparty ze swoją obsesją. Hehe, Alex może rzeczywiście olał namiocik, chociaż nie wiadomo, czy Jason jakiś miał, skoro sen był dla niego trochę gorzki. Ale kto wie, kto wie… Alexik żartujący w towarzystwie, haha, no z jednej strony w sumie rzeczywiście mógłby wrzucić na luz, ale z drugiej mam wrażenie, że niewielu by zrozumiało jego żarciki. Chociaż może kiedyś rzuci jakimś fajnym tekstem i wszystkich zaskoczy XD Wypowiedzi Ryana – taaa, zapominanie początku wypowiedzi pod jej koniec to norma chyba. Ja się nie gubię tylko dlatego, że go piszę, ale rozumiem osobników, którzy muszą go słuchać. Dzięki wielkie za komencik, fajnie widzieć nową opinię :)

  12. Inertia pisze:

    Charlie i Rush <3 Po prostu uwielbiam sceny z nimi. Odnoszę dziwne wrażenie, że to nie koniec "problemów" z Charlie, w sensie z sekretarką :D a Anderson jest słodki jak się tak stara, Rush też jak za wszelką cenę chce mu udowodnić ze jest już grzecznym chłopcem i w głowie mu tylko jego ptaszyna :D
    Jason ma mokre sny i jakieś chyba niespełnione fantazje (bicz) :D Jedno mnie zastanawia, że też Alex niczego nie zauważył, żadnego namiociku czy jakichś innych reakcji :D A może po prostu udał, że nie widzi?
    Jako, że to mój pierwszy komentarz do FDTS to pozwolę sobie podzielić się moimi przemyśleniami na temat bohaterów.
    "Charlie, Rush i Fabryka Czekolady" – tak właśnie widzę wszystkie ich sceny :D
    Jason i Alex – hm… dosyć niecodzienna para. Alexowi z pewnością nic by się nie stało jakby czasem sobie zażartował w towarzystwie i ogólnie wrzucił na luz. A Jason, wydaje mi się być strasznie złośliwy. Szczególnie odnośnie Charliego. Jak po nim jedzie zawsze i jakby uważał, że tworzy lepszy związek z Alexem, niż ptaszyna z księciuniem. Osobiście przyjemniej mi się czyta sceny tych drugich.
    I na koniec wisienka na torcie czyli Lenny z Ryanem *,* Jej… niby nie było ich jeden rozdział, a już tęsknie za tymi złożonymi wypowiedziami Ryana :D Tylko on bowiem potrafi odpowiedzieć wykorzystując niezliczoną ilość słów, zamiast prostego "tak/nie" xD W szczególności kiedy, kończę czytać jego wypowiedź i zapominam o czym mówił na początku :D a Lenny, no cóż taki fajny przyziemny facet. Genialnie się uzupełniają i z pewnością pozytywnie na siebie wpływają.
    Całą reszta ekipy też jak najbardziej na plus. Nie mogę się doczekać kolejnych konfrontacji Nelly/Lenny :D
    Czekam z niecierpliwością na kolejny! :)

  13. Katka pisze:

    Agata, ups… XD To są takie faaaajne błędy. Jedna literówka i zmienia całe znaczenie XD

    Aquina, nom, Charlie znacznie przesadza, bo kreuje sobie w głowie taki nieprawdziwy obraz czegoś, co nie istnieje i ciężko jest to zatrzymać. Obsesją można to rzeczywiście nazwać. I bardzo fajnie, że rozwijasz się bardziej w komentarzach :D

    Marta, hehe, ogólnie widzę parcie na przelecenie Jasona przez Alexa XD No nie tym razem niestety, choć pewnie kiedyś znowu się im trafi ;) Super, że scena się podobała! Była rzeczywiście znacznie różna od ich zwykłego pożycia seksualnego, że tak to nazwę, ale dobrze, że najarała ;)

    Bebok, nooooo, „dziwnie” to chyba dobre określenie, jeśli mówić o snach. W końcu w nich nigdy nic nie jest normalne, wszystko zakrawa o mocny surrealizm i w tym przypadku chyba też tak było. I nawet w ich początkach Alex mimo wszystko nie był taki własnie jak w tym śnie, więc tym bardziej można to odebrać jako coś bardzo udziwnionego przez umysł Jaya. Smutne by było, jakby mieli przechodzić przez te problemy od nowa…

    Seiridis, haha, przy gołąbkach nawet cukierki wymiękają :D

    Saki, no właśnie, dawne czasy już minęły, Szarlotka nie jest groźna, ale Charlie tego wszystkiego nie dostrzega. Niestety. Rush jest trochę bezsilny ;/ A szef taki jak Rush, który jeszcze odwozi po pracy… niby fajnie i w ogóle, ale chyba jak się ma właśnie fajnego lub ciachowatego szefa. Bo u nas na uczelni jeden wykładowca też nagminnie oferował studentkom podwózki, ale… no, żadna się nie kwapiła XD A co do drugiej części, haha, znowu „dziwne”. Dokładnie tak, sny nigdy nie są normalne, zazwyczaj są mocno posrane XD I tak, wewnętrzne obawy Jasona… może są też trochę bardziej spowodowane tym, że teraz będą wkraczać w jeszcze wyższy poziom związku – wspólne mieszkanie, takie serio-serio wspólne. I trochę obawia się zrobić tego kroku? Albo po prostu wszystko mu się nagle przypomniało pod wpływem tego kroku, który ich czeka i to sprawiło, że bardziej o tym rozmyślał. I zdecydowanie nie chce przechodzić tych początków od nowa. Bardzo lubi ten stan, w jakim już są i chce dążyć do następnych ;) Dzięki za literówki, zaraz wszystkie będę poprawiać ;)

  14. saki2709 pisze:

    Charlie chyba wpada w jakąś obsesję. Doszukuje się na siłę czegoś, czego nie ma. Przecież jego księciu nawet przez myśl nie przeszło, żeby go zdradzić. Te czasy już dawno minęły. Szarlotka wygląda na nieszkodliwą. Nawet spoko zareagowała, kiedy się kapnęła, że ten Rush, czyli chłopak jej imiennika, czyli zazdrosnej na zabój ptaszyny Charliego Andersona to właśnie jej szef, Richard. Swoją drogą nie każdy szef jest tak uprzejmy, żeby odwozić do domu swoich pracowników. Mogła trafić dużo gorzej. Musiało być jej strasznie niezręcznie, jak się dowiedziała, że jest powodem zazdrości, zresztą niesłusznym, bo dopóki nie wyszły na jaw podejrzenia ptaszyny, dziewczyna nawet o tym przez chwilę nie myślała.
    A teraz druga część rozdziału, czyli sen Jasona. Powiem tak: to było dziwne. Serio. Czego on się naćpał? XD Scenka mi się podobała, ale była taka trochę nie Jasonowo-Alexowa. To znaczy Alex był tak samo zimny jak na początku znajomości z Jasonem, ale klimat tak jakby nie ich. Chociaż wizja królowej z biczem… Jak sobie to wyobrażam, to muszę przyznać, że mi się podoba. Gdyby nie ten dystans, gumki i te okropne rękawiczki, z którymi Jason swymi czasy całkiem długo walczył, byłoby idealnie XD Chociaż muszę przyznać, że przez chwilę myślałam, że to Alex przeleci Jasona. No nic… Mam wrażenie, że ten sen był wynikiem jakichś wewnętrznych obaw Jasona co do tego, że to co jest między nim a Alexem może wrócić do tego co było, albo się skończyć. Niech się Jason nie martwi. Jego lodowa królowa już dawno roztopiła dla niego swoje zamrożone serduszko i nie wygląda na to, żeby to znów miało zamarznąć. Oni są dla siebie stworzeni i tego się powinien trzymać. Alex go kocha, on kocha Alexa i razem będą szczęśliwi, zamieszkają w nowym większym domku, który będzie ich wspólną własnością i… Mogłabym wymieniać dalej, ale chyba mi się nie chce XD Ach, wakacje. Mam nadzieję, że się za bardzo nie rozleniwię XD
    To chyba tyle, co chciałam powiedzieć na ten temat.

    „— Nawet się tej cholery wytracić z równowagi nie da.” – „wytrącić”.
    „Jason zamarł chwilowo, jakby to jego ciało oblazł lód. Z petem między wargami i rzucił Mike’owi dziwnie nieswoje spojrzenie,” – nie powinno być tam przecinka zamiast tej kropki?
    „Prychnął i usiadł na szerokim parapecie, patrząc na niego z mężczyznę wrednym uśmieszkiem, który jednak był pozą, bo czuł się nieswojo.” – „na niego/na mężczyznę z wrednym uśmieszkiem” bo w tej postaci to trochę dziwnie brzmi.
    „— Co dalej? — szepnął Alex nadal niezmienionym tonem głosu blondyn i dalej delikatnie gładził jego skórę.” – „szepnął Alex” albo „głosu blondyn”, bo oba na raz jest niepotrzebne.
    „Nie był w stenie dłużnej się oszukiwać, chciał go już w sobie i mówiło o tym całe jego ciało.” – „w stanie”.
    „Wyszli z windy na zupełnie parking i Jason poszperał w kieszeni.” – tu chyba czegoś brakuje, bo to „na zupełnie parking” jest bez sensu. Powinno być chyba „na zupełnie pusty parking” albo coś w tym stylu.

    Pozdrawiam i życzę weny.

  15. Seiridis pisze:

    Agata, twój komentarz mnie rozwalił na drobne kawałki xD
    Menel xD

    A w Charlie-Rush tyle słodkości, że aż odłożyłam mojego cukierka toffi na bok… xD

  16. Bebok :* pisze:

    Boże, to było dziwne xd Po przebrnięciu przez Rushową część pojawił się Jason więc od razu mordka mi się zaczęła cieszyć, ale…. to było po prostu kosmiczne. Niby wiem jaką mieli przeszłość (mimo, że retrospekcja trochę przerysowana) i to w tamtym okresie ich polubiłam. Właściwie od początku ich pokochałam. Ale teraz, jak się czyta takie wspominajki to się robi dziwnie smutno, niepasująco i strasznie obco. I ten bicz! W sumie, nie będę narzekać lubię taki klimat a Alex nadaje się do takiej roli, potrafi być władczy <3 Ale jednak… trochę mi to zgrzyta xd Dobrze, że to był tylko sen. Wolę ich w sielankowej wersji <3 Nie chcę żeby znowu przechodzili przez takie problemy i fajnie że mają to już za sobą, mimo że dziś mam wrażenie, że przeszłość bardzo stara się ich dogonić ;d

  17. marta696 pisze:

    Boże jaram się tak bardzo,ja pierdziele aż zapowietrzyłam się jak Alex wyciągnął ten bicz.Ta akcja była taka gorąca,chociaż szkoda że Alex nie przeleciał Jasona,ale wiadomo to były ich początki.Ja chce takie atrakcje u nich częściej ,ale na jawie.Idę czytać tę scenę chyba po raz piąty dzisiaj.

  18. Aquina pisze:

    Tak, fotel postanawia zostać menelem spod KFC i okradać hotelowych gości. :P
    Ten kawałek o J&A był bardzo dziwny.. Dobrze, że okazał się tylko snem. Charlie i jego obawy jakoś wydały mi się dziwnie.. Żałosne. I to o tej desperacji w jego myślach zaczyna zakrawać na Rushową obsesję. Uff, to mój najdłuższy komentarz, jestem z siebie dumna. xD

  19. Agata pisze:

    „Musiał chwilę temu go tam postawić albo menel samoistnie się tam znalazł, bo Jason jakoś wcześniej nie zwrócił uwagi na jego obecność.”
    MENEL? Jaki menel tam niby się przy nich znalazł? ;___; czyżby trójkąt? XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s