Project Dozen – 10 – Pocałunkowa afera

„Zadanie nr 1: Podrzuć dowolnemu nauczycielowi insekty do biurka.” — widniało na notatce w kopercie. Ta ukryta była pod koszem na śmieci w toalecie na parterze szkoły. Stamtąd właśnie wyciągnął ją Jude Wagner. Dziś rano dostał wiadomość na pagera.
Najwyższy czas. Minęły przecież prawie trzy tygodnie od czasu ogłoszenia projektu, a on może nie o tyle miał potrzebę wykazania się, co było mu trochę spieszno. Czas naglił, chciał już to wygrać, bo wiedział, że jest w stanie. Jednak czas poświęcany na próby i ćwiczenie głosu był najważniejszy. A tu, wiadomość pod koszem na śmieci. Kto wpada na pomysły, aby w takich miejscach je chować? I do tego durność tego zdania…
Od razu zgniótł wiadomość i wyrzucił ją do śmietnika, spod którego to wyjął. Najpierw próba. Potem się tym zajmie.
Przez cały dzisiejszy dzień miał wrażenie, że ktoś go śledzi. To wcale nie było jakieś niecodzienne odczucie, bo był w końcu gwiazdą w tej szkole i co chwilę ktoś się na niego gapił. Ale dzisiaj jakoś… wyjątkowo. I dopiero kiedy wyszedł z sali po próbie, zrozumiał, co to było.
Jakiś wysoki, ale bardzo szczupły i lekko zgarbiony chłopak szedł za nim z komórką w ręce i patrzył. Zatrzymał się, kiedy i Jude się zatrzymał. A ten musiał przecież zająć się swoim tajnym zadaniem. I akurat teraz miał na to czas, ale… miał ogon. I to był jeden z tych momentów, kiedy chciał dowiedzieć się, czy Jules Fox z tą swoją internetową popularnością, a teraz też i rozniesioną dodatkowo informacją o jego romansie ze współlokatorem, też ma takie problemy. Właśnie, może wieczorem sprawdzi sobie jego kanał.
Ale teraz musiał zgubić ten ogon. Najpierw więc zrobił rundkę na stołówkę, by zobaczyć, czy tam ten za nim podąży. Jak się okazało, chłopak szedł za nim nadal i chyba robił nawet ukradkiem jakieś zdjęcia. A stołówka była na tyle zatłoczona, że mógł uważać, że robi to rzeczywiście w sposób niezauważalny. Jude, nie mając więc ani czasu, ani cierpliwości, postanowił uciec się do starej, ale sprawdzonej sztuczki, która dawała mu kilka minut.
Poszedł do toalety i odczekawszy dłuższą chwilę, upewniwszy się, że jego nowy prześladowca nie jest aż tak nadgorliwy, aby i tam go śledzić… wyszedł przez okno, wprost przed frontowe wyjście ze szkoły. Od niego wiodła wybrukowana dróżka do okrągłej fontanny na środku małego placyku, za którą z kolei droga prowadziła do wielkiej bramy do kampusu. Po lewej za to miał parking, teraz cały zapełniony samochodami, za to pusty od ludzi.
Szybkim marszem ruszył w tamtą stronę, do swojego samochodu. Musiał kupić przecież to robactwo. Miał nadzieję, że jakieś będzie w sklepie dla zwierząt, bo łapać ich po okolicy nie miał zamiaru.
Na parkingu jeszcze chował się między samochodami, aby ten chudy chłopak nie zauważył, gdzie mu znikł. Na szczęście już go nie zobaczył, więc mógł spokojnie udać się do Newcastle. Cóż, był co prawda środek dnia, a on jeszcze miał popołudniu zajęcia, ale nie powinien się spóźnić. O ile coś po drodze znowu nie utrudni mu zadania…
Sklep zoologiczny na szczęście znalazł. Co prawda po dobrej chwili błądzenia po mieście. Do tego okazało się, że jest połączony ze sklepem myśliwskim, ale nieważne. Miał plastikowe pudełko pełne świerszczy. Robaczków na próchnicy dla wędkarzy wolał nie brać, wydawały się bardziej brudne.
I tutaj miał wrażenie, że ktoś się na niego gapi. Tym razem jednak nie było to jakieś irytujące prześladowanie. Zwyczajnie jakieś dwie, młode i nawet ładne dziewczyny, które chyba przyszły wybrać dla jednej z nich chomika, popatrywały na niego z zaciekawieniem. Cóż, na pewno przyciągał wzrok. Ubierał się w końcu bardzo modnie, w jego postawie dało się wyczuć swoistą pewność siebie, a i istniała możliwość, że po prostu go kojarzyły. W końcu nie śpiewał tylko w szkole, w chórku.
Uśmiechnął się do nich i puścił im oczko, potem zapłacił i nie tracąc czasu, wrócił do szkoły. Musiał się do niej wślizgnąć jak jakiś szczur, wrzucić robactwo do czyjegoś otwartego biurka i udać się na zajęcia. Nie miał pojęcia, w jakiej kolejności to zrobić. Czy wpierw znaleźć ofiarę, czy liczyć na łut szczęścia i łazić ze świerszczami po szkole.
Ich bzyczenie nie było specjalnie pomocne, dlatego przed teorią muzyki, którą miał jako pierwszą, musiał znaleźć jakąś otwartą salę. Okazja nadarzyła się, kiedy tak przemierzał korytarze i zobaczył Julesa Foxa. Najpewniej sam miał mieć jakieś zajęcia w otwartej obok sali, ale w środku nikogo nie było, nawet nauczyciela. Wszyscy stali kawałek dalej, trzymając w rękach zdaje się gazetkę szkolną.
Wyglądało na to, że wyszedł drugi numer i było w nim coś bardzo, bardzo szokującego, bo nauczyciel od historii sztuki kręcił głową z niedowierzaniem, Jules miał na twarzy niezdrowe kolory, a ktoś chichotał kawałek dalej. Jude nawet usłyszał kilka razy słowa takie jak „romans” i „Eric”. A sala wciąż była otwarta.
Postanowił jak najszybciej skorzystać z okazji. Druga mogła się nie nadarzyć, a sensacja na pewno potrwa dłużej niż pięć minut, kiedy on wykona zadanie z tajnego projektu eksperymentalnego.
Już kiedy otwierał szufladę nauczycielskiego biurka, miał wyrzuty sumienia. Nie żeby bał się owadów, ale nie uważał ich za atrakcyjne. Sam nie chciałby, aby na niego wyskoczyły, kiedy po coś sięgnie. Nie miał jednak wyboru.
Otworzył opakowanie i całe, razem z pokrywką, włożył do szuflady. Zatrzasnął ją szybko i dokładnie i wyszedł z sali najluźniej i najbardziej beztrosko jak umiał.
Jak rzadko kiedy, pozostał niezauważony. Wszyscy pochłonięci byli tym, co widniało na gazetce. I jak widać, rozproszyła się ona po całej szkole szybciej, niż rozproszyć mogły się te świerszcze, gdyby teraz ktoś otworzył szufladę.
Aż sam przystanął, aby zobaczyć, o co chodzi. Niby domyślał się, że mogło chodzić o coś z tę ostatnią aferą z Foxem i tęczową flagą, ale co niby było w tym takiego nowego, że każdy rzucał się, aby kupić gazetkę? I wręcz poczuł się jak idiota, bo sam podszedł bliżej, aby jedną nabyć.
Dojrzał gdzieś jednego z przydupasów Cody’ego Solta, który wyciągał co chwilę z pełnego plecaka kolejne egzemplarze i sprzedawał je za kilka dolców. Widząc, że Jude się zbliża, uśmiechnął się do niego i wyciągnął gazetkę.
— Cztery dolce, a dowiesz się, co się dzieje z twoim konkurentem — rzucił niby żartobliwie, oczywiście mając na myśli Julesa. O nikim innym nie mogło być mowy, bo zarówno oczywiste było, że dotyczyło to czegoś związanego z jego „romansem” ze współlokatorem, jak i że w szkole nikt nie był tak sławny jak on sam i Jules Fox.
— Z jakim konkurentem? — prychnął i zabrał chłopakowi z dłoni numer gazetki. Nie zapłacił mu od razu. Interesował go tylko jeden temat w tym szkolnym szmatławcu, a jeśli nie okaże się dość dobry, to za co niby miał płacić?
— Ej, trzeba zapłacić…! — mruknął Rodrick z wyrzutem, ale Jude już otworzył na odpowiedniej stronie.
Artykuł był dalszą relacją z afery, która już nosiła swój kryptonim — „Otwarty gej w zamkniętym związku”. Ciężko było powiedzieć, kto to wymyślił, ale treść na pewno nie była tym, co przyciągnęło tylu uczniów. Były za to… zdjęcia. W tle widać było szatnię, a na głównym planie masę półnagich chłopaków. W tym oczywiście Julesa, do którego przylepił się Eric. Oczywiście można się było domyślić, że próbował zwyczajnie uratować się przed upadkiem na podłogę i zdeptaniem, ale zdjęcie było tak manipulacyjnie wykadrowane, że przy odpowiedniej interpretacji mogłoby to wyglądać na objęcie od tyłu. A przy ewidentnej nadinterpretacji coś jeszcze gorszego… również od tyłu.
Jude zagwizdał, odpychając jednocześnie od siebie Rodricka.
— Czekaj, spokojnie, chłopie. Przecież cię w życiu nie oszukałem — odparł zgodnie z prawdą. Chociaż nigdy ani intencji, ani okazji, aby go oszukać, nie miał.
— Jego nie, ale to jest jakaś farsa! — Jules stał kawałek dalej z rękoma założonymi na klatce piersiowej i wyglądał na wściekłego.
— Czyżby coś cię zabolało? — Jude uśmiechnął się firmowo do drugiej gwiazdy szkoły, a ten tylko prychnął pod nosem. Nie dostając odpowiedzi, główny głos szkolnego chórku sięgnął po portfel, aby zapłacić za tego szmatławca. W końcu w środku poza tym ciekawym artykułem był dodatkowo plan wczoraj rozporządzonych przez dyrektora Mossa akademii na ten semestr oraz jakieś pomysły kółka filmowego, które najwyraźniej poszukiwało osób do musicalu.
— No… To miłego czytania — mruknął Rod, chętnie chowając pieniądze do sakiewki.
W tym czasie ktoś z prawej, od strony załomu korytarza, krzyknął: „Wooow, patrzcie, idzie druga gwiazda!”. „Pieprz się!” rozległ się od razu odgłos Erika, który jednak nie wychylił się zza rogu. Musiał więc iść na piętro, na swoje zajęcia.
Jules zacisnął szczękę, zerkając tylko w stronę, skąd słyszał głos swojego współlokatora. Chciał pobiec za nim i go jakoś wesprzeć, ale to nie skończyłoby się dobrze. Co innego…
Uśmiechnął się do siebie w myślach i upewniwszy się, że Rodrick dalej sprzedaje gazetki i nie ma zajętego niczym wzroku, chociażby pieniędzmi, podszedł szybko do Juda, który nadal stał tuż przy szpiclu Cody’ego Solta, złapał go po bokach twarzy i pocałował w usta.
— Nie jestem z Erikiem — syknął do oniemiałego Rodricka.
Ten rozchylił usta jak rybka, gapiąc się na nich w szoku. Zresztą, nie tylko on. Jak jeszcze chwilę temu było gwarno, głośno, tak teraz zrobiło się całkowicie cicho.
Czym innym był romans otwartego geja z jakimś tam cichym dotychczas chłopakiem, a czym innym romans z drugą gwiazdą szkoły. Wielkim Judem Wagnerem, który swoim głosem podbijał również Newcastle. To było… to było COŚ.
Rodrick, niewiele myśląc, wciąż z ogłupiałą miną wyciągnął telefon i bez pardonu cyknął im fotkę.
— Wow… — wydusił na koniec.
Jude najpierw tylko patrzył na Julesa, a potem, kiedy tylko usłyszał pstrykniecie aparatu, pokrył się na twarzy czerwienią. Odepchnął z całej siły drugiego chłopaka, który aż zrobił dwa kroki do tyłu i przewrócił się. Podparł się na swoje szczęście ręką, aby zupełnie nie upaść.
— Odjebało ci?! Co to było?! — Jude wrzasnął na szkolnego blogera, który uśmiechnął się, wstając i… i puszczając mu oczko. Aż w nim zawrzało! Co on sobie myślał?!
— Co? Nie mów, że to twój pierwszy buziak. — Jules zaśmiał się kokieteryjnie. Sobie nie mógł specjalnie zaszkodzić, Jude’owi a i owszem. A do tego tym sposobem mógł odciągnąć uwagę wszystkich od Erika.
Rodrick znowu pstryknął kilka fotek, za to wokół znowu zaczęły rozlegać się rozmowy. Nie takie głośne jak wcześniej, ale teraz były to pełne zdumienia szepty. No i oczywiście wszyscy się na nich gapili. Nie przestali i nawet nie ruszyli się za bardzo, kiedy rozległ się dzwonek obwieszczający rozpoczęcie się kolejnej lekcji.
— Pieprz się Jules, to chore! — Jude był coraz bardziej wściekły i kiedy tylko zbliżył się do drugiego chłopaka, aby znowu go pchnąć, ten posłał mu buziaka w powietrzu. Od razu się zatrzymał, jak zmrożony.
— No co, już zatęskniłeś? — Jules prowokował go i to w ten swój przegięty sposób, w jaki mówił na filmikach. — O czekaj… — przypomniał sobie i sięgnął do swojej torby, aby wyjąć kamerkę. Zawsze miał ją przy sobie. — Zapomniałem uwiecznić naszego całusa — zaświergotał, włączając swój sprzęt. Zmiażdży też Cody’ego. Jego gazetka będzie niczym w porównaniu do jego kanału.
— Nie waż się tego kręcić! — Jude na nowo rzucił się na niego z rękoma, a ktoś zaczął gwizdać. Zaczynało być coraz głośniej. Szykowała się bójka.
— Jak nie? Naszego drugiego buziaczka? — Jules śmiał się dalej, kręcąc zgromadzonych, jak i siebie. — Kochanie, tak przy ludziach? Zawstydzasz mnie — dodał do Jude’a, kiedy ten złapał go za przód koszulki i szarpnął.
Jules usłyszał trzask materiału, ale zamiast się tym przejąć, cmoknął atakującego go chłopaka w policzek.
Rozległy się głośne gwizdy, śmiech i dopingowanie. Rodrick również usilnie robił kolejne zdjęcia, płonąc na twarzy chyba jeszcze bardziej niż Jude. Jakby miał się za chwilę posikać ze szczęścia.
— Co tu się dzieje?! Nie słyszycie, że już jest lekcja?! — naraz rozległ się głos nauczyciela z historii sztuki, któremu Jude kilka minut temu podrzucił insekty do biurka. Szedł właśnie w stronę całego zbiegowiska, więc część bardziej płochliwych uczniów zaczęła się szybko rozpraszać.
Jules puścił jeszcze oczko Jude’owi i szybko zamknął kamerę. Wrzucił ją byle jak do torby.
— Rzucił się na mnie! — odparł jako pierwszy do nauczyciela, pokazując mu też swoją podartą bluzkę.
— Bo mnie pedał pocałował! — Jude zapędził się, nadal czerwony ze złości.
Profesor Becker stanął jak wryty i większość zgromadzonych uczniów była pewna, że przez chwilę nie wiedział, na co powinien ostrzej zareagować. Co było bardziej poprawnym posunięciem.
— Proszę nie używać takich słów, panie Wagner. Pan, panie Fox, za to powinien wiedzieć, że to… że… Nie powinno się całować, kiedy druga osoba sobie nie życzy — wydusił spod siwego wąsa i sapnął z irytacji. — Chcecie się ze mną udać do dyrektora, czy podacie sobie dłoń i… wreszcie udacie się na swoje zajęcia?!
— Jestem pacyfistą — Jules szybciej reagował, czym dodatkowo drażnił Jude’a.
Gwiazdor miał ochotę mu przywalić, ale… ale kłopotów też nie potrzebował. Jak odbiłoby mu się to na karierze?
— Nawet nie próbuj tego wykorzystać — syknął na Julesa, a ten uśmiechnął się, poprawiając bluzkę.
— Nie rozumiem, o co ci chodzi.
— Jules! — Jude warknął na niego, a nauczyciel położył im rękę na klatkach piersiowych, rozsuwając ich.
— Chyba jednak panowie chcą porozmawiać z dyrektorem? — spytał wrogo, patrząc to na jednego, to na drugiego.
— Ja nie. — Jules od razu się uśmiechnął, w swoim mniemaniu kusząco, w opinii Jude’a krzywo jak po zjedzeniu cytryny, ale i tak obaj podali sobie dłonie.
Cichutkie pstryknięcie oznaczało, że Rod i tego momentu nie oszczędził. Już było wiadome, że Cody Solt będzie z niego bardzo, bardzo zadowolony.
Na gwizd z którejś strony profesor Becker zareagował wyjątkowo ostro, więc delikwent spłoszył się i popędził na swoje zajęcia. Za to nauczyciel już delikatnie pchnął Julesa w stronę swojej sali.
— Mamy zajęcia, panie Fox. A pan, panie Wagner, wierzę, że też się dzisiaj nie nudzi. Rok szkolny się dopiero zaczął, panowie. Niech będzie nastawiony na zdobywanie wiedzy, a nie toczenie konfliktów — jak zwykle wpadł w swój mentorski ton z lekką nostalgią w głosie, typową dla starych ludzi, którzy żałują, że nie są w wieku młodego pokolenia. — Już, już, koniec przedstawienia!
Jude warknął pod nosem, ale nic innego z siebie nie wydusił. Zupełnie też przy tym wszystkim zapomniał o tych przeklętych świerszczach. Miał teraz tylko jedno w głowie. Co zrobić, aby Jules, który jeszcze na pożegnanie puścił mu oczko, nie wstawił tego nagrania na swój kanał?

*

Eric Turner już wiedział, że Jules jest w pokoju, kiedy nacisnął klamkę i okazało się, że drzwi nie są zamknięte na klucz. Odetchnął i szybko wszedł do środka.
Cały dzień spędził tak naprawdę poza kampusem. Gdy tylko pojawił się kolejny numer tej przeklętej gazetki, ludzie znowu zaczęli go prześladować. Właściwie to od czasu sytuacji w szatni nigdy nie przestali, ale teraz wzmogło się to jeszcze bardziej. Było to na tyle nie do wytrzymania, że po swojej ostatniej lekcji dosłownie wybiegł ze szkoły i pojechał do Newcastle, żeby wyżyć się na czymś.
Spędził kilka godzin w salonie gier. Nigdy nie wierzył, że tak bezproduktywnie zmarnuje tyle czasu. Lubił się uczyć, lubił czytać i lubił brać udział w forum dyskusyjnym, któremu poświęcał prawie każdy wieczór. A teraz po prostu… grał.
Do czasu, aż około siódmej wieczór jeden ze znajomych ze szkoły nie napisał mu o pewnej aferze…
Wrócił do kampusu tak szybko, jak umiał. To, czego się dowiedział, było zaskakujące i wręcz musiał się upewnić, czy było prawdą. Dlatego zaparkowawszy samochód, podążył pospiesznie do internatu i teraz właśnie wparował do pokoju.
— Jules… — wydusił od progu, nieświadom, że włosy trochę mu się przy tym rozburzyły, a okulary zjechały niżej na nosie.
Jego współlokator właśnie siedział w samych dresowych, białych spodenkach na swoim łóżku z laptopem na kolanach. W ustach trzymał wykałaczkę i się nią bawił, przesuwając z prawego do lewego kącika ust. Automatycznie uśmiechnął się na widok Erika.
— Siema. Długo cię nie było — zauważył, w duchu trochę się martwiąc z tego powodu. No i nadal nie widział, czy Eric nie będzie chciał zmienić pokoju. Ostatnio znowu mu o tym wspomniał, kiedy po całym dniu bycia dręczonym przez debili w szkole wrócił do internatu.
— Byłem w… mieście — odparł Eric i już nieco spokojniej zamknął za sobą drzwi.
Rzucił plecak obok swojego biurka, a czarną, jeansową kurtkę powiesił na wieszaczku przybitym do drzwi. Spojrzał na swojego współlokatora i poprawił okulary.
— Fred mi pisał, co się stało. Że jest afera o tobie i Wagnerze.
— Afera goni aferę! — Jules roześmiał się i skinął głową na laptopa. — Właśnie składam filmik z „tej afery”. Jeśli ten szczur, Cody Solt, zrobi coś przez noc i będzie pierwszy, to urwę mu jaja. Bo… — znowu zaśmiał się wrednie, przesuwając wykałaczkę z prawa na lewo — to jest genialne. Jude aż się gotował.
Eric ściągnął lekko brwi i jeszcze zdjął buty, nim podszedł bliżej. Był ciekaw, a jedynie słyszał o tym z ust kumpla. Nie widział żadnych zdjęć. Usiadł więc obok współlokatora na łóżku i popatrzył na ekran.
— Naprawdę go pocałowałeś?
— Mhm. Jeszcze przed tym, ale to było impulsywne — Jules odpowiedział, jednocześnie zapisując to, co robił i otwierając plik, który nagrał kamerą. — Wiesz, wszyscy się zebrali na korytarzu jak sroki i się nabijali z naszego pseudo romansu. Jude się szczerzył głupio, do tego z natury rządzącej szkołą musimy się nie lubić, więc… samo wyszło — skończył relacjonować, już nie wspominając, że do tego popchnęło go trochę to, że słyszał, jak za Erikiem znowu ktoś krzyczy jakieś głupie teksty.
Eric za to głupi nie był. Wiedział, że teraz, po takim brawurowym wyskoku, znowu stanie się niezauważalny. Kogo w końcu będzie obchodził jakiś tam Eric Turner? Przecież ten Jude Wagner miał romans z tym Julesem Foxem. Z Foxy’m! To zupełnie zmieniało postać rzeczy, odsuwało od niego całe zainteresowanie…
Milczał dłuższą chwilę, patrząc na ekran, aż w końcu położył współlokatorowi dłoń na przedramieniu.
— Dzięki. Dzięki, Jules, serio.
— Nie ma sprawy — ten odparł od razu i uśmiechnął się do niego. Sam się czuł lepiej ze sobą, że przynajmniej w swoje bagno nie wciągał kogoś, kto się o to nie prosił. Z Jude’m mógł prowadzić wojnę. — Oglądaj. Zobacz, jak się piekli! — Zaśmiał się, samemu z lubością obserwując swoje nagranie. Było dosyć niewyraźne, ale przynajmniej wszystko było słychać.
Eric zabrał rękę i już rzeczywiście skupił się na tym, co działo się na video. Musiał przyznać przed sobą, że mina Jude’a Wagnera była fantastyczna. Widać było jak na dłoni, że czuje się jak zapędzone w pułapkę zwierzątko. Każdy wbijał w niego spojrzenia nie takie, jak kiedy śpiewał.
— Jesteś strasznie… strasznie podły — skomentował z lekkim uśmiechem, który mógł świadczyć tylko i wyłącznie o tym, że uważa to wszystko za naprawdę zabawne wydarzenie.
— Może trochę. — Jules śmiał się, marszcząc nos i ukradkiem zerkając na Erika. Naprawdę ciężar spadł mu z serca, kiedy widział go znowu uśmiechniętego, a nie takiego spiętego, jakim był przez ostatnie dni. — Nie wyprowadzisz się? — spytał, kiedy tylko ta myśl pojawiła mu się w głowie. Nawet jej nie przemyślał.
Eric zamrugał zza okularów, również zaskoczony tym nagłym pytaniem.
— Nie… — odparł w końcu i oparł się plecami o ścianę. — Teraz chyba już nie mam powodu. Zresztą, wiesz, pewnie daliby mnie do Patricka Brighta, bo tylko on mieszka sam. Na zamianę z kimś musiałbym pewnie czekać kilka tygodni.
— No, raczej kilka dni. Nie wiem, kto nie chciałby mieszkać z takim czarującym facetem jak ja! — Jules nie tracił dobrego humoru, świergocząc swoim przegiętym głosem dla zgrywy. Już jednak poważnie dodał: — Cieszę się. Jesteś dobrym współlokatorem.
— Spokojny, unikający imprez, nierzucający się w oczy…? I chyba taka rola bardziej mi odpowiada, niż obiektu kpin całej szkoły — Eric dodał ciężej, chociaż słychać było w jego głosie i widać było po jego twarzy, że naprawdę bardzo się rozluźnił po tym, co pokazał mu Jules. Pomiędzy jego ciemnymi brwiami nie można już było dostrzec nieopuszczającej go przez ostatnie dni zmarszczki, a w ciemnych, brązowych oczach majaczyła weselsza iskierka. Wciąż jednak był oszczędny w okazywaniu wielkiego entuzjazmu, jak zwykle zresztą, po prostu taki był. Albo zwyczajnie jeszcze był zmęczony po tym, co przechodził przez ostatnie kilka dni.
Jules tylko skinął głową, jakoś nie mogąc nic teraz powiedzieć. Do tego momentu nawet nie wiedział, jak bardzo sam był zirytowany tą sprawą. Jak bardzo w nim to wszystko buzowało i drażniło… że Erik może się wyprowadzić. Teraz, kiedy już wiedział, że ten raczej zostanie, aż miał go ochotę przytulić. Objąć, upewnić się, że się nigdzie nie wybiera i… pocałować go.
Spłonił się lekko na policzkach, kiedy zdał sobie sprawę, o czym pomyślał. Do tego wzrok uciekł mu do ust współlokatora, a w głowie pojawiło się pytanie, czemu do tej pory nie miał z tym problemów. Przecież już cały poprzedni rok z nim mieszkał, nigdy nie myślał o takich bzdurach.
— Ta… Ja tu jestem w tym pokoju od wywoływania burz. I jak chcesz, to pokażę ci cały filmik, jak skończę i nim wrzucę go na youtube.
— To najpierw złóż to swoje video, a ja pójdę się umyć i potem mi pokażesz. Byłem w salonie gier w części dla palących i chyba tym przesiąknąłem. — Eric westchnął i zsunął się w końcu z łóżka Julesa. Teraz już czuł się bezpieczniej, bo na przykład wczoraj w łazience nasłuchał się wyjątkowo nieprzyjemnych i sprośnych komentarzy, gdy się mył.
Jules skinął głową na zgodę, nie mając pojęcia, co się dzieje z jego głową. Od momentu, kiedy zobaczył w oczach Erika, po tak długim czasie, rozluźnienie, jego umysł zaczęły atakować myśli, które zdecydowanie by się Erikowi nie spodobały. Bo ten znowu by chciał się wyprowadzić, nawet do przewodniczącego, jakby wiedział, że Jules chce go powąchać, sam się upewnić, czy pachnie papierosami. Przesunąć nosem po jego włosach, szyi, objąć go w pasie…
Nieświadom tych myśli, ciemnowłosy, wysoki i szczupły chłopak właśnie przerzucał biały ręcznik przez ramię i sięgał po świeżą bieliznę. Machnął jeszcze Julesowi, uśmiechnął się do niego krótko i wyszedł z pokoju wręcz wyraźnie lżejszym krokiem niż ostatnio.
Jules najpierw pochylił głowę do przodu, przetarł twarz dłońmi, a potem walnął czaszką o ścianę za plecami.
— Kurwa… — zaklął, biorąc głębszy oddech i wracając do żucia wykałaczki oraz składania filmu. Musiał go zrobić tak, aby był na rano gotowy, a te cholerne filmy wgrywały się na serwer strasznie długo.
Minuty mijały i nawet odpłynął myślami od swojego współlokatora, skupiając się na swojej pracy. Ale w końcu ten wrócił do pokoju i odrzucił brudne ubrania do kosza z brudami. W każdy piątek przed zajęciami zanosił je do pralni. Zawsze o tej samej porze. W ogóle miał wiele takich rytuałów, których nie naginał choćby nie wiem co.
Teraz ubrany był tylko w czarne, dopasowane bokserki. Kiedyś nosił takie masakrycznie luźne, z jakimiś bzdurnymi wzorkami. Wydawało mu się to normalne, bo przecież były wygodne. Ale kiedy kilka miesięcy temu Jules cały filmik poświecił męskiej bieliźnie, porównując i oceniając, jak co dobrze wygląda na mężczyznach, a co jest zwyczajnym obciachem, z oporem zmienił swoje przyzwyczajenia. I teraz naprawdę dobrze wyglądał w takich bokserkach.
Włosy też musiał umyć, bo były nieco bardziej rozburzone i wilgotne na końcówkach. Prostokątne okulary za to wciąż miał na nosie.
— Jak idzie? — zapytał, przerzucając ręcznik przez oparcie fotela, żeby się wysuszył.
Jules przełknął ślinę. I wiedział przy tym, że było to słychać.
— Spoko — odpowiedział, odwracając wzrok od czarnego materiału na ciele, na które nie powinien patrzeć. Odstawił laptopa, bo film już się kompresował. Jak tylko skończy, pokaże go Erikowi i będzie mógł wrzucić na serwer. — Jest coś do picia? — spytał, musząc popić czymś swoje nagłe zdenerwowanie. Cody Solt i cała szkoła dopiero mieliby pożywkę, jakby w tej chwili dowiedzieli się, o czym myśli.
— Sorry, nie kupowałem nic dzisiaj. Ale zobacz, może coś zostało. — Eric spojrzał na niego przez ramię i sam usiadł przy swoim biurku, żeby sprawdzić, czy coś go ominęło poza aferą przez te kilka godzin nieobecności.
Na jedzenie i picie mieli właściwie jedną, wspólną szafkę. Nawyki żywieniowe o dziwo mieli podobne, więc kiedy ich kontakty po kilku miesiącach mieszkania razem były już wystarczająco zacieśnione i swobodne, zaczęli sobie wzajemnie podjadać zapasy, aż w końcu raz na jakiś czas któryś z nich kupował więcej jedzenia i wkładał do wspólnej szafki.
Jules mruknął na potwierdzenie, zaglądając do niej i na szczęście znalazł jeszcze dwa kartoniki soku.
— Jest sok, chcesz trochę? — spytał, biorąc od razu dwa plastikowe kubeczki. Jak jeszcze Erikowi by się chciało zmywać, tak jemu nie.
— Mhm.
Jules jeszcze zerknął na nagi kark, linię ramion współlokatora. Na jego łopatki, na które jakoś wcześniej nie zwracał uwagi. I czym więcej im się przyglądał, tym bardziej chciał ich dotknąć.
— W ogóle, aby atrakcji na dziś było mało… Po tej całej aferze miałem historię sztuki z Backerem. Rozdzielił nas z Jude’m podczas kłótni — mówił, stawiając kubeczek tuż obok Erika i napełniając go sokiem tak, że się przez to nachylił nad nim. Od razu poczuł świeży zapach płynu do ciała. — Potem zaczęły się zajęcia i było nawet spoko. Aż facet nie otworzył szuflady biurka… Jak się wydarł! W środku było od cholery wypuszczonych świerszczy. Potem je do końca lekcji zabijaliśmy. Cała sala była w trupach świerszczy. Przyszedł nawet dyrektor.
Eric odwrócił wzrok od ekranu i z dużymi oczami popatrzył na Julesa. Zaśmiał się krótko w pełnym szoku.
— Poważnie? Ten rok szkolny zaczyna się z większym hukiem niż jakikolwiek inny. Kto je w ogóle tam podłożył? — rzucił z niedowierzaniem i sięgnął po kubeczek z sokiem. — Dzięki.
Jules odpowiedział uśmiechem, powstrzymując się przed pochyleniem i cmoknięciem chłopaka.
— Nikt nie wie. Nikt się nie przyznał — dodał za to opanowanym głosem, samemu sobie także nalewając soku. Odstawił kartonik na biurko. — Trzeba go wypić, aby się nie zepsuł. A i… — zerknął na swojego laptopa — chcesz zobaczyć? Bo się zrobiło.
— Tak, pokaż, pokaż. — Eric zrzucił na pasek swoją pocztę i wstał od biurka. Z kubeczkiem z sokiem w dłoni usiadł ponownie na łóżku Julesa i pociągnął nogę dla wygody. Miał dość ciemną karnację i ciemne włoski na nogach.
Jules podparł się kolanem o materac, wziął laptopa i położył współlokatorowi na kolanach. Przy okazji dotknął jego skóry.
Musiał dziś wziąć zimny prysznic albo zwyczajnie sobie pod nim zwalić. Miał to szczęście, że większość osób z piętra wychodziło z łazienki, kiedy brał prysznic. I jak kogoś mogło to boleć, jego czasami też, tak starał się widzieć plusy w tym, że inni uważali go jak za jakieś zagrożenie. A przecież nie patrzył na każdego faceta w internacie jak… jak teraz na Erika.
— I play — rzucił i włączył filmik, siadając obok współlokatora.
Eric oglądał z tym typowym skupieniem wypisanym na twarzy. Lekko mrużył swoje brązowe oczy, a kącik jego ust co raz unosił się w górę. Jak jeszcze ostatnio rzadko co było w stanie go rozśmieszyć, tak teraz czuł, jakby kamień spadł mu z serca. Był spokojny i mógł się zrelaksować nawet oglądaniem kolejnego filmiku swojego gejowskiego współlokatora.
Jules typowo, jak na każdym swoim filmiku, najpierw buziakami przywitał się z widzami, potem zaczął opowiadać swoją wersję wydarzeń z pełnego wrażeń dnia. Przy tym jeszcze ponaśmiewał się z ust Jude’a, jak to one nie smakowały i jak ten nie stęknął. Było to totalną bzdurą, ale Jules nie miał skrupułów, aby trochę pogrążyć swoją konkurencję.
W przerwach pomiędzy swoimi opowieściami wplótł jeszcze filmik, który już Eric widział. Ta wersja jednak była odpowiednio ucięta, aby przypadkiem nie zanudzać odbiorcy. Były też dwa zbliżenia na twarz Jude’a, włącznie z namalowanymi serduszkami wokół jego wściekłej twarzy.
Ogólnie filmik, jak zwykle, był mocno prześmiewczy, z bardzo przegiętym komentarzem i głosem Julesa.
— Jesteś koszmarny, jak robisz tę minę. — Eric uśmiechnął się szerzej i zimitował buziaczek. Potem znowu popatrzył na ekran, a kiedy filmik się skończył, westchnął głębiej. Jak jeszcze nie wszyscy wiedzieli, co się dzisiaj stało, to jeśli Jules puści ten filmik w obieg, to już na pewno każdy się dowie. I odczepi od niego. Potem jednak naszły go inne myśli i spojrzał nieco uważniej i poważniej na współlokatora. — Nie będziesz miał przez to problemów? To Jude Wagner, na pewno ma możliwości, żeby się odegrać.
— Będę miał pewnie. — Jules zabrał laptopa i nie patrząc na współlokatora, tak na wszelki wypadek, zaczął wgrywać film na swój kanał. — Ale spoko. Ja bym sobie nie poradził? — spytał i krótko, z szerokim uśmiechem spojrzał na kolegę. — Zresztą, co on może mi zrobić? Podłożyć jakąś świnię, nasłać kogoś? Ważne, aby tylko zamykać pokój dobrze i utrzymywać wersję, że zrobiłem to tylko po to, aby mu dopiec.
— Wszyscy będą tym pewnie tak podekscytowani, że nie będą doszukiwać się drugiego dna — stwierdził Eric, który za to teraz patrzył cały czas na twarz Julesa.
Był mu wyjątkowo wdzięczny za ten cały pokaz. Nie mógł już znieść tych głupich komentarzy, docinek i nawet obrywania ręcznikiem w pośladki po WF-ie, co kilku kolesi uskuteczniało, a o czym nie miał nawet siły mówić Julesowi. A nigdy wcześniej mu się coś takiego nie przytrafiało, bo nie miał wrogów. Wciąż zresztą nie wiedział, kto w ogóle mógł mu to zrobić. Nie rozumiał.
Uniósł lekko swój plastikowy kubeczek.
— Za to, żeby wszystko rozeszło się po kościach.
— Za to, aby rozeszło się po kościach i abyś miał w końcu spokój. Gdzieś w końcu też muszę mieć ostoję spokoju — Jules odpowiedział i stuknął się z nim plastikowym kubeczkiem z sokiem. I aż był wdzięczny, że to nie alkohol, bo po nim te głupie myśli o tym, że uśmiech Erika jest rozkoszny, mogłyby się nasilić. A tak, mógł wierzyć, że do rana wszystko wróci do normy. Eric Turner znowu będzie zwykłym, nudnym sobą, a on będzie widział w nim współlokatora i cichego przyjaciela.
Gdy tylko opróżnili swoje kubeczki, Eric wziął oba i wyrzucił do kosza obok biurka. Potem ponownie usiadł przy swoim laptopie i wrócił do sprawdzania poczty, aktualizacji w działach zajęć pozalekcyjnych, w których brał udział oraz upewnienia się, czy nie musi czegoś zrobić na jutro na zajęcia.
Przez ten chaos wokół jego rzekomego romansu z Julesem trochę zaniedbał naukę, ale nie mógł się na niej zupełnie skupić. Na szczęście teraz miał znowu spokój ducha i mogli wrócić z Julesem do swojego zwykłego trybu wspólnego mieszkania. On, w ciszy pochłonięty swoimi sprawami, a Jules pracujący nad swoim blogiem poświęconym fitnessowi czy nad kanałem na youtube. I jak zwykle w tym wszystkim czasem wymieniali się jakimiś uwagami czy rozmawiali o rzeczach wyjątkowo przyziemnych. Już bez tej nieprzyjemnej podświadomości, że wszyscy o nich szepczą i najlepiej by było, gdyby Eric zwyczajnie się wyprowadził. A nie chciał. I cieszył się, że mógł zostać.

*****

Wpisy do Dzienniczka zrobili:

Jules Fox – 18.09

Jude Wagner – 18.09

12 thoughts on “Project Dozen – 10 – Pocałunkowa afera

  1. Katka pisze:

    Basia, bo Jules to dobry chłopak jest ;) Nieraz pozer, ale jak się go dobrze zna, to się wie, jaki jest naprawdę i to „naprawdę” jest wg mnie całkiem urocze XD Pozdrowionka ;)

  2. Basia pisze:

    Witajcie dziewczyny,
    świetny rozdział, Jules okazał się dobrym kumplem bo chcąc chronić Eryka przed durnymi komentarzami, zrobił to co zrobił, ale i przy okazji dopiekł Jude, gazetka szkolna ma kolejną sensację… i jeszcze ta cała akcja ze świerszczami w biurku, zastanawia mnie czemu był śledzony czy to miało mieć na celu trochę utrudnienie, czy da radę…
    Dużo weny
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Saki, po pierwsze dzięki za literówki i tutaj i pod FDTS :) Poprawione wszystko. Co do sesji, spooooko, bardzo dobrze rozumiem. Ja już na szczęście po swojej, więc trzymam kciuki, by Twoja też zakończyła się dobrze i szybko ;) Lubię takie spekulacje, szczególnie co do związków, bo to taki fajny moment, kiedy jeszcze nie wiadomo kto z kim, jak i gdzie i musicie sobie jeszcze wydumać, co może się wydarzyć. To jest możliwe niestety w niedużej ilości opek, bo do tego trzeba dużej liczby bohaterów. Na szczęście tutaj da się dać temu popis ;) Co do Jude’a jako bi – tak, była o tym mowa, ale właśnie z perspektywy innych dzieciaków, więc czy to prawda, czy nie… czas pokaże. Podobnie jak to, czy Eric jest hetero. W końcu nic nie jest pewne, bo plotki rodzą się same. Dla innych bohaterów przyjdzie czas, niestety zawsze jak jedni dominują w rozdziale, to inni muszą czekać na swoją kolej. Minus wielowątkowości.

  4. saki2709 pisze:

    Dawno mnie nie było, ale musicie mi wybaczyć. Sesja. Na szczęście już prawie po. Jeszcze jeden egzamin i luz.
    Hehehe. Biedny Jude XD Jego przestrzeń osobista została naruszona do granic możliwości. Z Erica przeszło na niego. Ale cóż… On to chyba lepiej zniesie niż Erick. Chłopak chyba się już powoli zaczął załamywać.
    Zdawało mi się, czy gdzieś przypadkiem nie było wspomniane, że Jude jest bi? A może to były tylko takie domysły uczniów… Nie wiem. A z resztą. Nawet jak by był bi, to chyba Foxy nie byłby w jego typie. Zresztą Jules też nieszczególnie jest zainteresowany swoim konkurentem w byciu najsławniejszym w szkole, ale także w projekcie.
    Czyżby Foxy się zakochał? W swoim współlokatorze, którego bronił jak lwica swoje młode? I dopiero teraz, po tej całej aferze, jak już się wszystko zaczęło uspokajać? A może Jules już wcześniej coś do Erica czuł, tylko nie dopuszczał do siebie tych myśli? Kto wie… Ja tam widzę w nich potencjał na słodką parkę. Niby się od siebie różnią, jak nie przymierzając ogień i woda, a pasują do siebie idealnie. Z tym że Eric jest hetero, co trochę utrudnia sprawę :/ Ale wszystko się może zdarzyć. A jeśli Jules nie wróci do postrzegania Erica jako cichego, nudnego przyjaciela, tylko nadal będzie odczuwał nieodpartą chęć choćby dotknięcia jego nagiej skóry (tak btw. gdyby Eric znał myśli kumpla, zdecydowanie nie wylazłby w samych bokserkach, a może i nawet wróciłby do przemyśleń nad zmianą pokoju), to ciekawa jestem, jaką ma chłopaczyna samokontrolę i jak długo wytrzyma. Bo nie spodziewam się, że coś by wyszło z Jude’m. Chociaż mogę się mylić i wkrótce będzie z nich wybuchowa parka. No bo Jude i Jules to mieszanka wybuchowa. Takie dwie gwiazdki razem to nie byle co XD A po Was wszystkiego się można spodziewać, więc niczego nie wykluczam. Obie opcje są dosyć ciekawe, ale niekoniecznie którakolwiek z nich może zostać zrealizowana. Chociaż dla mnie najbardziej kuszącym pomysłem byłoby zrobienie pary właśnie Julesa z Erickiem. A Jude’a można by wykorzystać jako… czy ja wiem? Kogoś, kto mógłby wzbudzić zazdrość w Ericu. Wiem, że to nierealne, ale co tam. Jestem ciekawa, co takiego wymyśliłyście (lub wymyślicie) dla Foxy’ego.
    Nie mogę się doczekać, aż znowu będzie Woody. Uwielbiam gościa. Tommy’ego też, a szczególnie w pakiecie z Woodym. Nie mogę się doczekać tej ich randki XD Za szczurkami też się bardzo stęskniłam i mam nadzieję, że już niedługo znowu będę mogła o nich poczytać. Bo już dawno ich nie było (albo to tylko moje wrażenie spowodowane tą okropnie długą przerwą między rozdziałami. Mniejsza o to. Ja chcę wiedzieć, co się u nich dzieje.
    Dawno też nie było mojego kochanego wariata – Sena. Ciekawa jestem, co u niego słychać. On jest tak pozytywnie zakręcony i nawet mały fragmencik z nim mógłby mnie usatysfakcjonować.
    Świerszcze rządzą XD Chociaż jak ja bym była w tej sali podczas inwazji tych okropnych cykających stworzonek wyskakujących z szuflady nauczyciela, chybabym zawału dostała, albo uciekła z piskiem. Brrrr. Aż mi się zimno zrobiło na wyobrażenie tych robali skaczących sobie samopas po sali.

    „Najpierw więc zrobił rundkę na stołówkę, by zobaczyć, czy tam ten za nim podaży.” – „podąży”.
    „Zatrzasnął ja szybko i dokładnie i wyszedł z sali najluźniej i najbardziej beztrosko jak umiał.” – „ją”.
    ” I jak kogoś mogło to boleć, jego czasami też, tak starał się widzieć plusy w tym, że inni uważali go jak jakieś zagrożenie.” – a nie „za jakieś zagrożenie”?
    „Eric oglądał z tym typowym skupieniem wypisanym na twarz.” – „twarzy”.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  5. Katka pisze:

    PandaLikesCandy, miiiiło widzieć, że są fani PD, że się podoba i że bohaterowie mają wsparcie :) Może coś się rozwinie, kto wie. Wszystko zależy od Julesa i tego, jak się jego uczucia ustosunkują. Bo może rzeczywiście następnego dnia Eric znowu będzie dla niego nudnym współlokatorem. A niestety ebooka w tym wypadku nie możemy zrobić :( Bo jak NE było napisane całe dawno temu, tak PD nie jest skończone. Dopiero się uczymy tak naprawdę pisać całe opka i dopiero wrzucać.

    Margotx, chciałabym Ci teraz móc powiedzieć, czy Woody będzie w następnym rozdziale, czy nie, ale nie przygotowałam go jeszcze, więc nie mogę, niestety :(

    O., awwwww słodko XD Mają szansę! :D

  6. O. pisze:

    Kiedyś na wiedzy bezużytecznej przeczytałam, że pary które poznała przed 20 rokiem życia tworzą bardzo zgrany i udany związek xD

  7. Margotx pisze:

    No mi też coś mówi, że się naczekam… Zapewne jakakolwiek wzmianka o Woody’m i Trey’u to pojawi się dopiero po wakacjach :’)
    Wtedy to rzucę to wszystko w cholerę, bo to nie na moje nerwy XD

  8. PandaLikesCandy pisze:

    Świetny rozdział, uwielbiam PD ;3 Mam nadzieję, że między Erikiem a Jules’em coś się rozwinie :)
    I mam świetny pomysł! Możecie zrobić tak, jak z NE. Nie pogadziłabym kolejnym e-bookiem ;D

  9. Katka pisze:

    Margotx, coś mi mówi, że w przypadku tego opowiadania z racji, że jest tu spoooro wątków, te długie przerwy między rozdziałami mogą bardziej męczyć. Bo się jednak na tych swoich ulubieńców trochę czeka. No ale na każdego przyjdzie czas ;) Słodko, ze w ogóle masz swojego ulubieńca :)

    Gordon, hehe, no masz rację, tutaj się może wiele wydarzyć, pójść w dwie strony. Na razie ani Jude, ani Eric nie myśli o Julesie tak, jak ten mógłby myśleć potencjalnie XD Och, Jules lekko nie ma.

    O., hehe, z tym dopełnianiem się masz rację, ta dwójka jest kolejnym przykładem kolesi, którzy stanowią swoje swoiste przeciwieństwo i przy tym się dogadują. Baaardzo mi się podoba Twoja wizja przyszłości! Jest taka słodka i ciepła! :D

  10. O. pisze:

    Ejjjj dobry motyw na parę! <33333 why not? :D Jules z Erikiem się w końcu dobrze dopełniają xD Już sobie ich wyobrażam za 30 lat, jak to Erik pracuje nad jakimś projektem w ciszy, przy biurku a Jules autoryzuje wywiad ze sobą, siedząc tuż obok w fotelu <3333333333333 Buhahahahaha jak milusio :D Ale będzie smutno, jak następnego dnia serio Erik będzie dla niego dalej "tym nudnym" ;o

  11. Gordon pisze:

    Widze ze sie chyba trzeci watek homo rozwija xD Ale nie wiem czy zrobicie ze Jude zapragnie byc z Julesem bo ktos wczesniej mowil ze jest bi, czy Erika pchnie w jego ramiona ;p Spox sie rozwinelo, Jules sie niezle popisal, milo z jego strony ze pomogl przyjacielowi. Dopiero w pokoju bylo widac jak sie zzyl z Erikiem. Buahaha Jude musial miec swietna mine xD

  12. Margotx pisze:

    O dżizusie niebieski, tyle czasu teraz będzie trzeba czekać na następny rozdział :(
    Naprawdę szkoda, że tylko jeden w tym miesiącu, ale cóż. Cierpliwie poczekam. Rozdział jak to rozdział, napisany bardzo dobrze :)
    Aczkolwiek wiadomo, że ja bym wolała Woody’ego ♥
    Nie wiem czemu mam do niego taką słabość… To wszystko przez Was D:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s