No Exit – 9 – Na właściwym miejscu

Wsadził palec w gorący sos i syknął z bólu. Dopiero wtedy pomyślał o łyżce. Nabrał nią trochę sosu pomidorowego, podmuchał i spróbował. Dobre wyszło. Przynajmniej w jego opinii. Makaron też już się dogotowywał, ser był starty, a w salonie na stole paliły się dwie, przypominające kształtem czerwone walce, świeczki. Sypialnia też była przygotowana. Już go swędziało w spodniach na myśl o uroczej kolacji ze schłodzonym winem, dobrym żarciem, a potem upojnym seksem na dobranoc ze swoim ukochanym. Był chyba niepoprawnym romantykiem.
Jego kochanek miał już niebawem pojawić się w domu. Jasper dostał nawet krótkiego smsa, że ten jedzie już autobusem. Zdążył akurat zgasić palnik pod sosem, kiedy usłyszał otwieranie zamka w drzwiach wejściowych.
Uśmiechnął się promiennie i wyjrzał z kuchni, cały podekscytowany.
— Jak tam? — zawołał radośnie. Miał dobry humor, co bez problemu można było zauważyć, nawet jakby nie odezwał się z takim pozytywnym uniesieniem.
Marvin uniósł wzrok, właśnie rozwiązując swoje buty. Nie powstrzymał się przed lekkim uśmiechem, widząc taki entuzjazm na twarzy kochanka.
— Ten zapach sprawia, że idealne. Co tam robisz? — zapytał, aż czując zbierającą się w ustach ślinę. Od czasu jak obciągnął Orvelowi, nie miał w ustach nic poza wodą, więc czuł, jak ściska go w żołądku. Co prawda nie był pewien, czy to z głodu czy z mdłości, ale chciał coś zjeść. Chociażby po to, by nie czuć się tak okropnie osłabionym.
— Nie jestem szefem kuchni najwyższych lotów, ale liczę, że spaghetti cię usatysfakcjonuje. Będziesz brał jeszcze prysznic czy już nakładać?
— Uwinę się szybko, możesz wino otwierać już, jak kupiłeś — odpowiedział Marvin, odkładając buty i od razu kierując się w stronę łazienki. Jednak dość mozolnie, mając nadzieję, że nie jest zbyt blady czy wyraźnie zmęczony na twarzy.
— Kupiłem! — odkrzyknął Jaz, cały czas pogodnie się uśmiechając. — Możesz się potem nie ubierać! — rzucił jeszcze z przebiegle, mając ochotę sobie popatrzeć podczas kolacji. Albo zwyczajnie chcąc się trochę zabawić jeszcze nim przeniosą się do sypialni.
Marvin na moment stężał i poczuł mocniejsze uderzenie serca wywołane dziwnym niepokojem, ale gdy obejrzał się na kochanka, już stojąc w progu pokoju, miał na twarzy swój seksowny, zmysłowy uśmiech.
— Tak jest, tygrysie — zamruczał i zniknął w łazience, upewniając się, czy w kieszeni jeansów ma kupione po drodze do domu gumki.
Jaz oblizał się jeszcze i zabrał się za przygotowywanie wszystkiego. Po kilku minutach już siedział w kuchni przy stole, który był mały, ale znacznie wyższy niż ten w salonie, w samych spodniach, a przed nim stały dwa talerze pełne pysznie pachnącego spaghetti. Do tego wino w kieliszkach i świeczki. Doprawdy, robił się strasznym romantykiem, ale lekka nuta erotyzmu wprowadzona do kolacji trochę to łagodziła.
Nie musiał długo czekać, aż usłyszał kroki bosych stóp. Gdy skierował spojrzenie w stronę wejścia, ujrzał swojego kochanka, który miał tylko zarzucony na ramiona swój kremowy, bawełniany, cienki szlafrok. Poza tym był nagi. Jego wytrenowane ciało, które było teraz delikatnie wilgotne, w blasku świec ukazywało Jasperowi smakowity widok. Mięśnie były odpowiednio zarysowane, kości biodrowe widoczne, a twarz jak zwykle zniewalająco przystojna.
— Nie sądziłem, że tak się postarasz, gdy rano prosiłem jedynie o wino — rzucił Marvin niskim głosem, podchodząc powoli do stołu.
Jaz aż stęknął, lustrując zgłodniałym wzrokiem jego ciało, jakby to ono było wyczekiwanym posiłkiem, a nie spaghetti.
— Uumm, tam takie… małe udogodnienie. Pomyślałem, że nakarmię cię po dniu ciężkiej pracy, abyś potem mi za szybko nie zasnął ze zmęczenia, a do tego z burczeniem w brzuchu — zamruczał nisko i podniecająco, obejmując wzrokiem każdy skrawek ciała kochanka. — Seksownie wyglądasz.
— Mmm, bo bez ubrań? — zamruczał Marvin, siadając naprzeciwko Jaza i wciąż patrząc mu w oczy, choć równocześnie czuł się przy tym podle. Obiecał nie pieprzyć się już z nikim innym. Co prawda nie miał wyboru, ale czuł większe wyrzuty sumienia po zrobieniu loda Orvelowi, niż gdy jeszcze za zgodą kochanka pieprzył się z innymi facetami. Chyba pierwszy raz idea zdrady uderzyła w niego tak naprawdę. Było to bardzo bolesne doświadczenie, a tym gorzej to znosił, gdy myślał, jak zabolałoby to Jaspera, gdyby się o tym dowiedział.
— Też. Ale głównie dlatego, że po prostu jesteś taki seksowny — wyznał młodszy mężczyzna, po czym wyciągnął do niego rękę, wstając. — Daj buziaka, bo się nie mogę doczekać — poprosił, zbliżając się do kochanka z rozmarzonym, zadowolonym uśmiechem.
Marvin poczekał, aż Jaz do niego dojdzie, po czym objął go za szyję i zamknął oczy, gdy złączył z nim swoje usta. Sapnął nawet głośno przez nos, ściągnął brwi i pogłębił pocałunek, czując, że ten właśnie zapach powinien czuć. Te usta, to ciało mieć przy sobie.
Mimo tak przyjemnych odczuć, przez głowę przemknęły mu słowa, jakie wypowiedział na sam koniec ten skończony skurwiel Orvel. O całowaniu się na powitanie z swoim facetem i pamiętaniu, co ostatnio miał w ustach.
Na tę myśl Marvin momentalnie, wręcz zbyt gwałtownie oderwał się od warg Jaza i spojrzał na jego twarz nieco rozbieganym wzrokiem. Ten ściągnął brwi w pytającej minie i cmoknął go jeszcze w policzek. Po jego twarzy jak zwykle było wszystko widać.
— Co jest? — Wyglądał na zatroskanego.
Marvin przełknął ślinę i odetchnął ciężko.
— Wybacz. Jestem głodny, a mi tu pachnie to spaghetti. Potem będzie jeszcze dużo… — zamruczał z nieco wymuszoną zmysłowością — czasu na pieszczoty. Na razie jedzenie i jakiś toast.
Jaz chwilę jeszcze na niego patrzył, czując, że coś jest nie tak, ale wreszcie uśmiechnął się, biorąc jego słowa za dobrą monetę.
— Jasne — zgodził się i cmoknął kochanka w policzek, nim wrócił na swoje miejsce naprzeciwko. Uniósł kieliszek. — Za co pijemy?
Marvin sięgnął po swoje wino i zamyślił się przez chwilę.
— Za twoje górnolotne marzenia. Za twoje przyszłe, duże mieszkanie, dobrą pracę i za mnie w twoim łóżku — powiedział w końcu, patrząc ponad stołem na twarz Jaspera i posyłając mu lekki uśmiech.
Ten także uśmiechnął się ciepło.
— Jak słodko. Podoba mi się. To za moje marzenie i za nas. — Wzniósł kieliszek w geście toastu, cały czas patrząc na Marvina z trochę drapieżnym, a trochę rozmarzonym spojrzeniem. Widać było po jego szerokiej, szczerej twarzy, że cieszy się z tego, gdzie jest i z kim jest. Nieważne dla niego było ani jak duże cztery kąty dzielili ze sobą, ani żadne z ich wcześniejszych spięć.
Jego kochanek tylko skinął lekko głową i napił się wina, przy tym nie spuszczając z niego wzroku. Gdy przełknął, zmysłowo oblizał usta i na koniec niby odruchowo zagryzł krótko dolną wargę. Lubił kusić Jaza, wysyłać mu te wszystkie seksowne sygnały. Sam tym pokazywał, jak kochanek go kręci i jak bardzo chce mu się oddać. Teraz, gdy ten tak na niego patrzył… tak inaczej niż Orvel, czuł się tu naprawdę spokojnie i bezpiecznie. Było to trochę złudne, bo wiedział, że wciąż nie pozbył się problemu, ale liczyło się, że tu i teraz był z ukochanym.
Odstawił kieliszek i sięgnął po sztućce, czując już, jak żołądek mu się skręca z głodu.
— Rozmawiałem z Harleyem. Wrócę na scenę za półtorej tygodnia — zakomunikował, zabierając się za jedzenie.
— Och, cudownie! — Jasper od razu się ucieszył, też zabierając się za jedzenie. Miał już wziąć kęs spaghetti, ale usłyszał tę radosną nowinę. — Znowu będę z tobą tańczył i podniecał się jak małolat! — Zarechotał i dopiero wpakował drugą porcję makaronu z sosem do ust.
— Mam nadzieję, że nie straciłeś opanowania i nie wypchnie ci bielizny za bardzo. Będę musiał wcześniej zadbać, byś był odpowiednio zaspokojony. Szybki seks w garderobie… mmm… — Marvin zamruczał i wziąwszy kęs, oblizał wargi z sosu. — Stary, jak zawsze mnie zaskakujesz. Pychota.
Jasper roześmiał się na ostatnią uwagę.
— Przeginasz, ale dzięki. Miło się robi. — Uśmiechnął się serdecznie, aż mrużąc mocno oczy. Wydawał się przy tym taki niegroźny i poczciwy. — A co do występu, to chyba trzeba będzie, bo jak poczuję znowu, jak taki seksowny facet się o mnie ociera… uuuch, nie ręczę za siebie.
— Więc seksowna dupcia Karla to jednak nie to? — Marvin zerknął na niego ponad stołem, czując, że rozluźnia się coraz bardziej dzięki dobremu jedzeniu, winie, które popijał i rozmowie z kochankiem.
— Och, przestań. — Jaz zbył tę uwagę machnięciem ręki i napił się dużego łyka. — Jest nie do porównania. To tak jakby… nie wiem… porównywać moją miłość do fajek i gotowania. Niby umiem gotować, ale sam wiesz, co wolę bardziej. Dużo bardziej — dodał, mrucząc nisko i seksownie.
— Oj, wiem, znam twoje upodobania bardzo dobrze… A co do Karla, wpadł do niego dzisiaj ten jego przegięty kumpel. Gadałeś z nim w ogóle? — rzucił Marvin, nawijając na widelec makaron.
Jaz pokręcił głową z pełnymi ustami. Za każdym razem brał do ust za dużo naraz, przez co nie miał jak od razu przełknąć i odpowiedzieć. Musiał więc gestem poprosić Marvina, aby poczekał, aż przeżuje i dopiero mógł odpowiedzieć.
— Nie. Koleś jest dziwny, totalnie nie moje klimaty, nawet na konwersację.
— Mm… Po kilku wymienionych z nim zdaniach mogę to samo stwierdzić.
— A co? Gadałeś z nim? — Jaz wyglądał na szczerze zaskoczonego.
— Przyszedł dzisiaj i rozmawiali z Karlem przy barze. Jak ci mówię, kilka słów i po sprawie. — Marvin wzruszył ramionami i popił kilka głębszych łyków wina. Chciał się bardziej rozluźnić, więc jeszcze skinął na butelkę. — Dolejesz?
— Jasne. — Młodszy mężczyzna przytaknął, unosząc się, by uzupełnić kieliszki. — Ogólnie dziwny koleś według mnie, ale na szczęście nie będę raczej z nim miał do czynienia. Chyba że Karl coś wymodzi.
Marvin już wolałby przekonwersować z Patsy’m godzinę, niż mieć chuja jego faceta przez trzydzieści sekund w ustach, ale oczywiście głośno tego nie powiedział.
— Więc nie miałeś nigdy faceta w jego typie? — rzucił i napił się, kiedy Jaz już wrócił na swoje miejsce po dolaniu wina.
— Nie. Starczyło mi, że miałem dziewczynę. Pseudo laski już mi nie trzeba.
— To jak cię mogła podniecać, jak taki przegięty pedałek cię odrzuca?
— Lubię cycki? — Jasper wypalił z szczerą prostotą.
Marvin milczał chwilę, przeżuwając swoje spaghetti i obserwując twarz Jaza. W końcu prychnął cicho z lekkim uśmiechem. Czasami przez to, że pracowali w branży i praktycznie obracali się jedynie w męskim towarzystwie, zapominał, że Jasper jest biseksualny.
— Nie licz, że założę stanik… Stringi chyba mi wystarczają, mmm?
Jaz na jego słowa znowu się roześmiał.
— Oj, nawet bym ci nie pozwolił zakładać stanika! Facet ma być facetem, laska ma być laską. Bez jakiegoś mieszania… Chociaż tobie ładnie w szpilkach i kabaretkach. Może dlatego, że masz takie zajebiste nogi.
— Mam iść założyć…? — Marvin wysunął nogę pod stołem i przesunął stopą po wnętrzu uda swojego mężczyzny, kierując ją sugestywnie blisko krocza.
— Nnn, nie musisz. Tę przyjemność zostawię sobie chyba na po występie, jak już wrócisz na scenę, a ja nie będę mógł wyrobić i przerżnę cię w kiblu w klubie albo na zapleczu.
Marvin uśmiechnął się do niego, czując się bardzo ukontentowany na taką odpowiedź. Sam nie wiedział czasem, czemu tak go kusił, choć w duchu wolał właśnie usłyszeć coś takiego. Że nie trzeba Jazowi takich ubarwień i może być sobą. Że wystarczy, że jest nagi.
Zostawił stopę na jego udzie i wrócił do jedzenia resztek kolacji.
— Uwielbiam cię za to — rzucił ot tak.
— Za co? — Jasper nie załapał i patrzył na Marvina dużymi oczami, z kącikiem ust umazanym sosem i jednym policzkiem pełnym makaronu.
— Za to niewymuszone zachowanie. Bierzesz mnie takiego, jaki jestem, nie uprzedmiotawiasz mnie i… — Marvin zatrzymał się w połowie zdania, nie chcąc już dalej brnąć w to wymienianie, bo znowu mu się niedobrze zrobiło na myśl, co dzisiaj zrobił z Orvelem. A kolacja była zbyt smaczna, by zaraz biec i zwrócić ją w łazience, tak jak to zrobił po wyjściu od tego sukinkota. — I jesteś cholernie seksownym samcem — skończył już z uśmiechem, patrząc na jego szeroką szczękę, orzechowe oczy, mocne ramiona i całą jego pociągającą postać.
Jaz uśmiechnął się szeroko, maskując tym lekki rumieniec, który pojawił mu się na twarzy. Te słowa Marvina były dla niego takie przyjemne. Tym bardziej, że uważał, że to na pewno nie on jest tu tym seksowniejszym.
— Mmmm, ale mi kadzisz. I tak cię dziś przelecę, więc nie musisz się podlizywać. — Zaśmiał się, aby trochę zmienić temat.
— Tak? A może to wszystko tutaj to właśnie dlatego, by móc dobrać mi się do dupy, mmm? — zamruczał drugi mężczyzna, znowu delikatnie przesuwając stopą po jego nodze i sięgnął po kieliszek, już zjadłszy kolację. Pił więcej niż partner, ale ten nic na ten temat nie mówił, dolewając mu, kiedy tylko była taka potrzeba.
Jaz chwilę na niego patrzył, ale w końcu ściągnął brwi i zaklął pod nosem.
— Cholera, wydało się — zażartował.
— Jakże przewidywalny… — Marvin spojrzał na niego znad kieliszka i wypił na raz połowę.
Jaz zaśmiał się i wystawił mu język. Oczy przy tym błyszczały mu z figlarnym rozweseleniem.
— Dupek.
W odpowiedzi zobaczył tylko drapieżny uśmiech Marvina, który w milczeniu go obserwował. Jaz zmrużył oczy, wylizując swój talerz. Kiedy go odłożył, skinął głową na kochanka.
— No co, dupciu? Co tak patrzysz?
— Wyobrażam już sobie, co tam masz i jak duże urośnie — odpowiedział Marvin, naciskając lekko stopą na jego krocze.
— Chyba takie akurat duże, co? Takie jakie lubisz, hmm?
Marvin tylko zamruczał nisko i wibrująco, po czym cofnął nogę i wstał z krzesła. Przeszedł zmysłowym krokiem wokół stołu i stanął tuż przy kochanku. Jednym kolanem oparł się o jego udo i pochylił do jego twarzy. Złapał ją z boku oraz wcałował się powoli, ale mocno w jego usta.
Jaz od razu objął go w talii, przekręcił się do niego przodem, razem z krzesłem przyciągając go do siebie. Był spragniony bliskości Marvina i jak zwykle rozpalony jego cudną inicjatywą.
Poczuł, jak ten pochyla się do niego niżej i pogłębia pocałunek niemalże rozpaczliwie. Potem zwyczajnie objął go mocno za szyję, usiadł do niego przodem na kolanach i… przytulił się, zastygając tak.
Jaz zamrugał powiekami. Był trochę zaskoczony, a trochę zaniepokojony. Objął ciasno mężczyznę, przyciskając go do siebie i cmoknął go w stroń.
— Co jest, przystojniaku? Jakiś ostatnio jesteś nieswój. To z tym mieszkaniem? — spytał, czując, że w tym może być rzecz. — Wiesz, że po to jesteśmy parą, aby razem sobie radzić z problemami, a nie tylko się pieprzyć?
Marvin westchnął ciężko, czując, jak teraz aż go zabolało w klatce piersiowej, że nie może mu nic powiedzieć. Wiedział, że sam sobie z tym poradzi. Jakoś. Nie chciał go w to wplątywać. Jasper był za dobrym, zbyt uczciwym i kochanym facetem, żeby babrać się w jakieś głupie szantaże, które spowodowane były praktycznie tylko i wyłącznie przez jego nieposkromioną chuć. Gdyby wtedy nie zgodził się na tę zabawę na oczach Karla, gdyby umiał się opanować… A teraz musiał za to płacić w najbardziej obleśny sposób, jaki w ogóle mógłby przyjść mu do głowy.
— Wiem, tygrysie — odpowiedział i lekko się odsunął, by sięgnąć do kieszeni szlafroka, skąd wyjął opakowanie gumek. — Dzisiaj z tym — oznajmił spokojnie i wprost. Od razu też poczuł, jak ramię kochanka, które go obejmowało, drgnęło, a mężczyzna spojrzał na niego ostrzej.
— Co? Czemu? — wypalił, czując przepływający przez ciało niepokój i tysiące nieprzyjemnych myśli. Po jego twarzy też było to widać. Szczególnie kiedy nieznacznie zmarszczył brwi i nos. Duże oczy miał wpatrzone z napięciem w drugiego mężczyznę i prezerwatywę.
Marvin odetchnął ciężko w duchu, czując, że musi skłamać. Znowu. Miał już dość tych kłamstw, jakie musiał wymyślać! I tego, jak Jaz ślepo mu wierzył. Podświadomie miał nadzieję, że Jaz zarzuci mu oszustwo i wyciągnie z niego prawdę, choćby siłą.
— Spotkałem faceta, z którym się niedawno pieprzyłem i… poradził mi się zbadać. Jest chory. Więc profilaktycznie, aż się nie zbadam, będzie z gumkami. Okej? — mruknął, głaszcząc kochanka po karku mechanicznie.
— Co…? — Jasperowi aż podskoczyło serce ze zdenerwowania. Złapał twarz kochanka za brodę i odwrócił tak, aby móc spojrzeć mu w oczy. — Naprawdę? Kurwa…! Jak się z tym czujesz? I… też będę musiał przecież się zbadać. Jak… Matko. — Zawahał się, myśląc nad czymś, po czym warknął, zmieniając całkowicie nastawienie. Z zatroskanego na zirytowanego. — Pieprzyłeś się z jakimś kolesiem raz i to, kurwa, bez gumek? Pojebało cię?!
Tak, dał mi w twarz i kazał klękać, a ja nie miałem czasu skoczyć do kiosku, bo zdążyłby upublicznić całemu światu zdjęcia, jak mi wsadzasz chuja, pomyślał Marvin, zaciskając mocno zęby, po czym zamknął twarz w dłoniach i jęknął.
— Zjebałem. Wiem.
Jaz na widok jego reakcji stęknął i od razu go przytulił. Pocałował go w bok głowy. Widać było, że przejął się sytuacją i że jest zły, ale też się martwił. Zależało mu, stąd ciężko było się dziwić jego skrajnym reakcjom.
— Kurwa, Marvin, wybacz. Zaskoczyłeś mnie, no… — Pogłaskał go po ramieniu. — Nie załamuj się, na bank nic nie złapałeś. A jeśli tak, to razem w tym siedzimy. — Zaśmiał się na siłę, mało pocieszająco. Nic jednak nie mógł poradzić na to, że się zdenerwował. Miał Marvina za takiego rozsądnego faceta. Na swój własny, prywatny sposób odpowiedzialnego. A już na pewno w seksie. A tu się dowiaduje, że z jakimś przygodnym facetem pieprzył się bez gumek.
Marvin miał ochotę strzelić sobie w twarz za to, że dodatkowo wystraszył Jaza, który teraz też podejrzewa, że sam coś ma, chociażby HIV. Nie umiałby jednak inaczej wytłumaczyć tych gumek.
— Zbadamy się i będzie w porządku. Sorry, że tak zjebałem ten cały nastrój — mruknął, znowu go obejmując i stykając się z nim czołem. Popatrzył mu w oczy ze zmęczeniem i zrezygnowaniem. Jak nie on.
Jaz uśmiechnął się czule i z troską. Może też pocieszająco, na ile umiał w tej chwil.
— Nie szkodzi. Ważne, że rozmawiamy i mówisz mi takie rzeczy. Razem sobie z tym poradzimy, tak? — Znowu go pocałował. — I będę w ogóle musiał cię dziś strasznie wypieścić, bo jesteś znowu smutny.
Marvin aż prychnął cicho i pokręcił głową.
— Jesteś za dobry, stary. Za dobry — odparł i pocałował go mocno, przyciskając się do niego całym ciałem, aż drugi mężczyzna poczuł na brzuchu jego penisa.
Zamruczał w usta Marvina, obejmując go w talii ciasno i nisko, tuż nad pośladkami.
— To twoja wina — wydyszał, kiedy na moment ich wargi się rozsunęły.
— To chodź do sypialni — szepnął Marvin, kierując usta po jego szczęce, aż na ucho. — Chcę już się dla ciebie otworzyć — wydyszał do niego.
— Och, seksowny. Mam nadzieję, że mocne kupiłeś te gumy, bo już czuję, że może pęknąć, taką mam na ciebie ochotę.
— Mhmm… — odmruczał Marvin, starając się na nowo nakręcić na seks.
Uniósł się z ud kochanka i jeszcze przesunął po jego twarzy dłonią. Potem zrobił w tył kilka kroków, a gdy odwrócił się plecami do Jaza, by ruszyć do sypialni, pozwolił szlafrokowi zsunąć się z ramion. Zaprezentował tym samym drugiemu mężczyźnie swoje niemożliwie seksowne, twarde pośladki. Obejrzał się na niego krótko i zniknął z kuchni, trzymając wciąż w dłoni gumki.
Jaz aż oblizał się na ten widok i kiedy się uniósł, zatarł ręce z zadowolenia, że taki seksowny facet jest teraz już tylko jego. Przeszłość, jak widać, jeszcze się za nimi ciągnęła, ale wierzył, że wyjdą na prostą. Trochę się przemęczą z prezerwatywami, a potem będą pewni, że obaj są zdrowi i będą mogli robić to tak, jak chcą i kiedy tylko będą chcieli. Szczerze w to wierzył. Tym bardziej, że nie zostawało mu nic innego. Chciał przetrwać ten okres i żyć już spokojnie z jednym stałym partnerem bez widma problemu HIV i AIDS nad głową.
W sypialni zobaczył, jak Marvin leży już na łóżku na boku i wpatruje się w niego przez lekko zmrużone powieki. Lampka nocna przy łóżku była zapalona i przyjemnie dla oka oświetlała skórę mężczyzny.
— Stój. Rozbierz się najpierw.
— Co, też chcesz seksowny striptiz? — spytał Jaz, posłusznie się zatrzymując. Przesunął przy tym kciukiem po swoim prawym sutku.
— Nawet. Pokaż, na co cię stać. — Marvin przekręcił się całkiem na plecy i założył ręce pod głowę, przyglądając mu się z rosnącym podnieceniem.
— Ale pod jednym warunkiem… — zaznaczył młodszy mężczyzna, sunąc dłonią po swoim brzuchu.
— Mmm?
— Nie dotykasz się.
Marvin zacmokał z żalu, ale potem zlustrował wzrokiem Jaza i zgodził się niskim pomrukiem.
— To zrób to tak, by było tego warte — prowokował go.
Jaz uśmiechnął się kącikiem ust, podszedł do małej wieży stojącej w rogu sypialni i włączył muzykę. Jak na ich klimaty, bardzo wolną, ale zmysłową. Czasami używali jej jako podkład do seksu.
Znowu uśmiechnął się drapieżnie i powoli zaczął ruszać biodrami, ramionami i całym ciałem, samemu dotykając się po klatce piersiowej, sutkach, brzuchu. Wydawał przy tym co jakiś czas niskie, stymulujące dźwięki.
Marvin oglądał go w skupieniu, nic nie mówiąc. Przyglądał się każdemu płynnemu ruchowi, obserwując to umięśnione, seksowne ciało. Nie dotykał się, jak obiecał, a jego penis leżący na podbrzuszu zaczął twardnieć. Tak, to mu się podobało. Czuł, że myśli podążają mu w dobrym kierunku. Skupiał się całkowicie na Jasperze, który teraz rzucił mu krótkie spojrzenie, potem spojrzał na swoje spodnie i znowu na kochanka, jakby pytał się samymi oczami, czy ma je zdjąć. Nie robił tego tak notorycznie jak starszy mężczyzna, ale umiał kusić.
Marvin odpowiedział gorącym spojrzeniem i rozsunął ledwo dostrzegalnie nogi.
— Zdejmuj… Czekam.
— Jaki zachłanny… — Jasper zamruczał nisko, puszczając mu oczko, po czym położył sobie dłoń na brzuchu i nadal kołysząc biodrami, wsunął ją sobie do połowy za spodnie. Stęknął przy tym i oblizał usta zaraz po tym, jak je zagryzł na sekundę. — Chyba coś mi tam rośnie…
— To bardzo dobrze… Pokaż, jak bardzo. I czy się zmieści tam, gdzie jego miejsce… — Marvin oblizał usta i poruszył nieco tyłkiem na pościeli, podniecając się coraz bardziej. Już chciał go zobaczyć. Chciał go też już na sobie, ale sama ta gra wstępna idealnie budowała napięcie i pożądanie. Podobało mu się to, jak jego kochanek przy swojej posturze potrafił z gracją posługiwać się swoim ciałem. Nie poruszało się topornie, jakby można było założyć, a bardzo płynnie i zmysłowo. Miał talent i nadawał się do swojej pracy.
Jaz znowu uśmiechnął się pod nosem i zajrzał do swojej bielizny. Potem rzucił przelotne spojrzenie Marvinowi.
— Oj, coś czuję, że może się nie zmieścić — zamruczał nisko i włożył całą dłoń w bieliznę, pieszcząc się i robiąc przy tym seksowne miny. Bujał się do tego bardzo… erotycznie. Jakby ujeżdżał albo wsuwał się w kogoś.
Marvin zwilżył usta językiem, samemu już mając ochotę się dotknąć.
— Pokaż go już, sam ocenię — rzucił, patrząc na niego niemalże rozkazująco.
Jaz zrobił głupią minę i zasłonił swoje krocze drugą rękę. Zaśmiał się przy tym. Chciał rozluźnić zarówno siebie, jak i Marvina, aby obaj nie myśleli o problemach, jakie mają na głowie, chociaż przez ten krótki czas.
— Nie. Nie ma! Jeszcze się przestraszysz i co ja wtedy zrobię?
— Tak nisko mnie cenisz? Lubię wyzwania… Moja dupcia chętnie da się przetestować — zamruczał Marvin, tym razem już zupełnie bezwstydnie rozkładając nogi.
— Tak? — Jaz zatrzymał się i zajrzał znowu do swoich spodni. Zrobił niepewną minę. — To pokaż.
— Miałem się nie dotykać… — przypomniał mu Marvin.
— Ale wypiąć się możesz.
Starszy mężczyzna oblizał jeszcze raz swoje kształtne wargi i rzucił mu jedno ze swoich seksownych, pociągających spojrzeń, nim przekręcił się i zgiąwszy nogi w kolanach, wypiął do Jaza tyłek. Na tyle mocno, że jego maleńka szparka była widoczna pomiędzy śniadymi pośladkami.
— No, chodź na przejażdżkę, tygrysie…
Jasper wciągnął głośno powietrze między wargami, delektując się takim widokiem. Co by nie mówić, nakręcała go taka lubieżność.
— Seksowny i…. no, może faktycznie się zmieści — zamruczał i zbliżył się, aby dotknąć zachęcająco rozchylającej się szparki kochanka. Pogładził ją delikatnie z zewnątrz.
Ta zapulsowała, a Marvin stęknął głośno, czując, że przez sam ten subtelny dotyk robi mu się przyjemnie cieplej. A większość tego ciepła kumulowała się teraz w jego podbrzuszu, wzmagając pożądanie.
— Nie zapomnij o gumkach, Jaz — rzucił jednak cicho.
— Pamiętam, pamiętam. Jeszcze nie zamierzam wchodzić. — Usiadł tuż obok kochanka i zaczął całować go po biodrze i plecach. — Patrzę sobie na razie na tego przystojniaka, co go mam w sypialni. I… uch, kurwa, Marvin — zamruczał nisko, wtulając w jego bok twarz. — Kocham cię, stary i… cholera, nie chcę być dla ciebie tylko ucieczką w seks, jak coś jest nie tak. Chcę, abyś mi mówił, jak coś się dzieje. Tak jak dzisiaj z tym kolesiem i gumkami. Z tym mieszkaniem i w ogóle… — skończył dość płasko, wracając od razu z pełnym zaangażowaniem do całowania boków ciała Marvina.
Ten za to cały zesztywniał i to nie w tym dobrym znaczeniu. Poczuł, jak oczy mocno go zapiekły po słowach kochanka. To wszystko, co Jaz podał za dowód jego zaufania i szczerości, było tylko kolejnymi kłamstwami, za jakimi ukrył prawdziwy problem. Oszukiwał tego wspaniałego faceta, a ten niczego nieświadom dalej go kochał. Nie dość, że przez Orvela czuł się ostatnią szmatą, tak teraz dodatkowo oszustem i dupkiem.
Zacisnął pięść na poduszce i wcisnął w nią twarz, oddychając ciężko.
— Jaz, nie teraz. Teraz mnie po prostu przeleć — wydusił przez ściśnięte gardło, nie wiedząc, co innego odpowiedzieć. Nie chciał go gasić. Nie chciał też, mimo że pewnie teraz to robił, sprawiać, by wyglądał w jego oczach w tym momencie jak napalona suka, która tylko chce jego kutasa, a nie tych czułych słów. Mimo że naprawdę chciał tego słuchać. Ale czuł, że nie jest ich teraz wart, tak go oszukując.
Jaz zamruczał potakująco i cmoknął go w ramię.
— Mmm, wybacz. Już się robi, dupciu — niemalże zagruchał z cieniem rozbawienia w głosie i sięgnął do jego dłoni po prezerwatywę. — Nie lubię gumek — wyszeptał jeszcze dodatkowo do siebie, przesuwając się z pocałunkami z boku Marvina, bardziej na jego pośladki.
W międzyczasie ściągnął już z siebie spodnie i skopał je razem z bielizną na podłogę. Był w pełnym wzwodzie i wystarczyło już tylko przygotować kochanka.
Ten odetchnął głębiej i po chwili już zupełnie wyrównał i uspokoił oddech, rozluźniając ciało. Nie chciał przedłużać. Chciał go w sobie, chciał poczuć na sobie jego umięśnione ciało, poczuć, jak Jasper pokrywa go sobą. Wygiął więc nieco kręgosłup, wypinając się mocniej do mężczyzny.
— Też ich nie lubię. Wolę czuć twoje kutasa, a nie gumę — odpowiedział cicho, przymykając oczy.
— No, ale cóż. Konieczność — burknął pod nosem Jaz, delikatnie, ale z wprawą wsuwając palce w kochanka, aby go rozluźnić. Jednocześnie masował jego ciało i ocierał się o niego.
Marvin przymknął oczy, mrucząc chwilę w aprobacie i nie zaciskając się na jego palcach, za to poczuł przyjemny masaż i pieszczenie we wrażliwym miejscu. Och tak, to było dobre. Tak lubił.
— Przepraszam — dodał jednak po dłuższej chwili a propos tej „konieczności”.
— Mmm, spoko. Nie myśl teraz o tym — uspokoił go kochanek, dłuższą chwilę go przygotowując. Nie spieszył się, był systematyczny w tym, co robił, a w jego ruchach Marvin czuł tę uspokajającą pewność. Że ten wie, co robi i do tego robi to tak, jak on lubi.
Kiedy Jasper uznał, że może się wsunąć, otworzył opakowanie z prezerwatywą. Była z nawilżeniem, więc z opakowania mógł trochę nanieść na dziurkę kochanka. Gumkę nałożył bez komplikacji na swojego sztywnego penisa i potarł jego główką o wejście.
— Ładuj, tygrysie — usłyszał podniecony, zachrypnięty głos Marvina, który dodatkowo wykręcił głowę, by spojrzeć na niego z pożądaniem.
Jasper jęknął nisko i pchnął do przodu biodrami, wsuwając się w niego. Dzięki poślizgowi, łatwo szło.
Marvin mocno odchylił głowę na kark i stęknął głośno, czując, jak penis rozpiera go w środku, jak lubił. Odpowiedniej wielkości, gorący i seksowny i tylko kondom był irytującym aspektem. Ale sam fakt, że to Jasper go trzymał i to on go będzie ruchał, sprawiał, że jego ciało drżało.
Jaz objął go ramionami w talii, całując go po barkach i łopatkach. Poruszał się w nim tak, dopóki wyczuł, że Marvin jest do końca rozluźniony. Wtedy zatrzymał się na moment i wydyszał mu do ucha.
— Odwróć się do mnie, chcę widzieć twoją cholernie seksowną twarz.
Marvin przełknął ślinę i pokiwał głową.
— To wysuń się — sapnął, chętnie zamierzając wykonać prośbę. Sam chciał go objąć i stopić się z nim, wziąć go w siebie najgłębiej, jak mógł.
Jaz wysunął się na moment, aby Marvin mógł się pod nim przekręcić, rozłożyć przed nim nogi i aby mogli się dalej kochać.
Chwilę później znowu był w kochanku, który rękoma objął go mocno za szyję, a w pasie nogami. Sam poruszył biodrami, nalegając, by Jaz od razu szybko się ruszał i pocałował go mocno w usta. Całe jego ciało było rozgrzane i wyjątkowo łakome dotyku. Bardziej niż zwykle.
Jasper nie miał zamiaru na to narzekać. Wcałował się w te cudowne usta, jednocześnie trzymając Marvina mocno przy sobie i pieprząc go dobrze i skutecznie.
Jego kochanek był cały rozpalony. Nie musiał nawet dotykać swojego penisa. Ten tarł o brzuch Jaza, a do tego jego członek robił mu tak idealnie i dobrze, że wiedział, że tak z nim spleciony niedługo dojdzie.
— I też cię kocham, stary — wydyszał nagle, cały wijąc się w ramionach Jaza, co tylko mogło znaczyć, że za dosłownie chwilę wystrzeli.
Młodszy mężczyzna uśmiechnął się do siebie szeroko, ale po chwili tę minę zmazał mu grymas zadowolenia i skupienia na odczuwanej przyjemności. Przyspieszył, wsuwając się w kochanka, tak jak najbardziej lubił i wreszcie poczuł, jak ciało w jego ramionach wyprężyło się, jak ścianki wnętrza Marvina zaczęły ściskać jego członek, a penis mężczyzny zadrżał i wystrzelił pomiędzy ich ciałami. A temu wszystkiemu towarzyszył seksowny, niski jęk, który wydobył się z gardła jego kochanka.
Jasper zamruczał nisko, kilka razy mocno wbijając się w Marvina i w efekcie też dochodząc. W gumkę. Już zapomniał, jak to jest, kochać się z kondomem.
Poczuł na twarzy ciepłą dłoń kochanka, która głaskała go niespiesznie.
— Mój zwierz… — usłyszał cichy pomruk.
— Seksowny dziś byłeś — pochwalił go.
— To nie jestem zawsze? — Marvin drażnił się z nim.
— Zawsze jesteś, ale dziś wyjątkowo. — Jasper cmoknął go w policzek. — I taki… oblepiający mnie z każdej strony.
— Wysuń się, to jak wyrzucisz gumkę, ja pójdę się obmyć, to cię jeszcze oblepię, jak się znowu położymy — zaproponował Marvin cichym, pozytywnie wymęczonym głosem.
Tak się inaczej czuł, niż gdy wychodził od Orvela. Miał tylko cichą nadzieję, że ten pojebany szantażysta nie zadzwoni w najbliższym czasie. Nie chciał tyle kłamać, gdy te orzechowe oczy tak miękko i ufnie się w niego wpatrywały. Od kiedy był zmęczony tym wszystkim, Jasper w ogóle nie naciskał na niego i dawał mu luz. Widząc, że ma gorsze dni, dawał mu oparcie. Nie wypomniał ani razu facetów, z którymi sypiał, jak czasami zdarzało mu się to robić mimochodem, od kiedy zaczęli być dla siebie na wyłączność. Nie zmuszał go już do odpłacania za te wszystkie zdrady, na które miał teoretycznie pozwolenie. Odpuścił na ten czas zupełnie, jakby podświadomie czuł, że coś jest nie tak i nie powinien mu dokładać.
— Jasne — potaknął teraz z uśmiechem, jeszcze raz pocałował Marvina i wstał, wysunąwszy się z niego. Wyszedł do kuchni, aby wyrzucić prezerwatywę oraz opakowanie po niej. Sprzątnął talerze ze stołu i pogasił świecie które jeszcze się paliły.
W tym czasie Marvin mógł pójść do łazienki i zmyć z siebie swoją własną spermę. Potem nago wrócił do sypialni, by móc już położyć się z kochankiem, spleść się z nim w objęciu i zasnąć, ukojony jego męskim zapachem i spokojnym rytmem serca.
Nie chciał nawet myśleć o następnym dniu. Obiecał jednak sobie poszukać czegoś na temat Orvela. Jedyny plus był taki, że miał niezbyt popularne imię, więc liczył, że dowie się chociaż, gdzie pracuje. Na dobry początek. I może już na następne spotkanie będzie miał na niego jakiegoś haka… By móc być pewnym, że zdjęcia i filmik przestaną istnieć, a on będzie mógł przestać oszukiwać swojego faceta i już tylko z nim być.

6 thoughts on “No Exit – 9 – Na właściwym miejscu

  1. Katka pisze:

    Basia, ja proponuję dla Orvela kastrację. Może by mu pomogła. A Jasper och taaaaak, to chłopak marzenie! Mieć takiego u boku, to normalnie zero martwień :D

  2. Basia pisze:

    Witam,
    agrhhh mam ochotę i to wielką zrobić coś bardzo, ale to bardzo złego Orvelovi, przeczuwam, że coś się może stać… Jasper jest kochany, troszczy się o partnera… jak ja bym chciała mieć takiego kochanego faceta przy sobie…..
    Dużo weny..
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Yuu, „Zawsze gdy zaczyna być dobrze, coś musi pójść nie tak.” – taaaa, niestety. I moja pierwsza myśl:
    Człowiek: Finally, I’m happy!
    Życie: Lol, wait a sec.
    W każdym razie mam nadzieję, że rzeczywiście myślałaś o nich cały dzień XD taaa, może to wredne z mojej strony, ale luuubię jak czytelników dręczą losy bohaterów. I mówisz, że te były bardziej od strony Marvina? Różnie to bywa rzeczywiście, chyba jakoś naturalnie od czasu do czasu jedna z nas przejmuje bardziej narrację. W sumie jest to łatwiejsze, gdy nie ma w scenie dwóch głównych bohaterów, a główny i poboczne. A tutaj chyba Marvin właśnie bardziej się szlajał bez Jaspera. W ogóle zgadzam się, że Marvin powinien był powiedzieć Jasperowi, zaufać mu, chociaż też nie jestem pewna, czy tu o zaufanie chodzi. Raczej nie chciał go wciągać w kłopoty… No ale mimo wszystko nie jest to najlepsze rozwiązanie. A co do PDF z FDTS – każda część ma chyba 19-20 rozdziałów i póki co w PDF są rozdziały do 180.

  4. Yuu. pisze:

    Wiedziałam, że coś będzie nie tak… Ech.. Zawsze gdy zaczyna być dobrze, coś musi pójść nie tak. Czuję, że gdy Jaz się dowie, to się załamie (ale to tylko moje gdybanie). Jak zwykle wszystko fajnie, ale było mi tak przykro gdy to czytałam… Możecie by z siebie zadowolone, bo czytam was od 4 rano XD Bedę cały dzień teraz o nich myśleć, tak uwielbiam to uczucie, gdy się nad czymś zastanawiam a nie mogę dojśc do rozwiązania, właśnie u was mam tak często bo naprawdę mnie zaskakujecie. Chociażby samo zakończenie w NBTS, tak znikąd ;-;
    wracając do opowiadania: ”Nie chciał tyle kłamać, gdy te orzechowe oczy tak miękko i ufnie się w niego wpatrywały.” na te słowa serce mi się kraja…
    Hm spodobało mi się to, że przynajmniej te 2 rzdziały któe teraz czytałąm, są bardziej opisane od strony Marvina, a nie Jaspera, jak było wcześniej. Bardzo fajnie jest poznać historię obu ludków :3
    Jak pisałam już wcześniej.. Nie wiem co zrobiłabym w ich sytuacji, ale gdyby taka zaszła (tfu, zaraz wypluje) na pewno powiedziałabym to właśnie tej osobie z którą byłabym na nagraniu… Jak mowiłam, seks sprawa intymna, ale… Uważam, że na partnerze trzeba mieć oparcie i to z obydwu stron. Nie mogę wyobrazić sobie związku bez zaufania, bo co to za związek? Seks, albo sztuczne przywiązanie się by nie być samotnym.
    Meh, mm nadzieję że Marvin mu wszystko powie :)
    I tak, In out In na pewno przeczytam, na pewno sceny z Walterem i Joshem, zaintrygowali mnie ;p
    I jeszcze tak na marginesie fire dragon w pdf ile jest rozdziałów i mniej wiecej od ktorego do ktorego (jeśłi jest nie od początku)? (robię małe zapasyXD)
    Dobra lecę, trzymajcie się, pozdrawiam :*

  5. Shivunia pisze:

    O.> Jaza bardzo szkoda. Jest czasami takim naiwnym tygryskiem o wielkim sercu. I fajnie ujęłaś, że daje serce na tacy, a otrzymuje kłamstwa. To tylko pocieszające, że kłamstwem nie jest to co czuje do niego Marvin. Tylko tyle dobrze. Gorzej, że się okłamują. A jak wiadomo, kłamstwa mają krótkie nogi. I niosą konsekwencje bardzo często. Sprawa z Orvelem w ogóle niesie konsekwencje, chociaż, dobrze, że są jakieś pozytywne. „Co się stało to się nie odstanie, a człowiek mądry jest po szkodzie ;)” święte słowa

  6. O. pisze:

    Jaz, taki słodziak <33333333333333 No szkoda go, powiem Wam… Daje serce na tacy a dostaje kłamstwa… Dobrze, że do Marvina wszystko dotarło, że zrozumiał co to zdrada i że go to boli. Powinno. Ale teraz najważniejsze by mógł jakoś właśnie poradzić sobie z Orvelem, choć nie popieram tego, że Marvin okłamał Jaspera..Może gdyby od razu się do tych sms przyznał, to może byłoby dobrze, ale wiadomo- to tylko gdybanie. Co się stało to się nie odstanie, a człowiek mądry jest po szkodzie ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s