Project Dozen – 9 – Miotające się blond nerdziątko

Na ekranie laptopa bynajmniej od dłuższego czasu nie było już tekstu pracy domowej, którą Woodrow wykonywał na za tydzień. Miał na to chwilę czasu. Trey pojechał do miasta, by spotkać się z Harper i chłopak wiedział, że zajmie mu to więcej niż dwie godziny. Miał więc czas. I na pracę domową, i na porno, które właśnie oglądał ze słuchawkami na uszach, usadowiony wygodnie na fotelu przy biurku, z obsuniętymi spodniami.
Zbliżał się wieczór i co prawda sporo uczniów kręciło się po korytarzu, ale on miał bezpiecznie zamknięte drzwi, a słuchawki pozwalały mu się oderwać od tego wszystkiego, co działo się za ścianą. Nie słyszał więc pokrzykiwań z pokoju wspólnego, biegania po korytarzu, ani dźwięków grających jeszcze za oknem, na boisku chłopaków. Słyszał za to postękiwania i lekko mlaszczące odgłosy.
Sam przełknął ślinę po tym, jak oblizał usta i poprawił się na fotelu. Jego penis był już sztywny, podkoszulka podciągnięta wysoko, aby jej nie ubrudzić, a ręka przesuwała się po penisie tak, jak lubił. Przy tym przyglądał się, jak na filmie jeden z aktorów zaciska palce na brzegu kanapy i przyciska do niej twarz, jednocześnie trzymając wysoko biodra. Drugi uderzał w jego pośladki co raz, to znowu jeden odchylał, by lepiej widzieć, jak jego członek zagłębia się we wnętrzu.
Sceneria nie była specjalnie oryginalna. Ot, pokój osadzony w bliżej niezidentyfikowanym miejscu, dwójka facetów znała się niewiadomo skąd, ale ważne, że byli całkiem atrakcyjni. Jeden bardziej umięśniony, drugi z kolei o przyjemnej twarzy, która teraz wykrzywiła się w lekkim grymasie, gdy top przyspieszył. Tak samo jak dłoń Woody’ego na penisie.
Pozwolił sobie na krótkie stękniecie i zmrużenie oczu, kiedy był już coraz bliżej spełnienia. Mięśnie rozsuniętych nóg czasami się napinały, tak samo jak pośladki, kiedy wypychał biodra do przodu. Zamknął główkę w dłoni, teraz skupiając się bardziej na niej, aby dojść, zanim porno się skończy i będzie musiał szukać kolejnego.
Naraz mężczyźni na kanapie zmienili pozycję. Ten na górze szarpnął swojego partnera, przewrócił go na plecy i pociągnąwszy za nogi, ustawił go bliżej siebie. Nie zwlekając, nakierował się i pchnął, wydobywając z drugiego mężczyzny głośny jęk.
Woody aż wziął głębszy oddech, patrząc nadal na ekran, mimo że mrużył przy tym mocno oczy z przyjemności. Czuł, jak powieki mu drżą na samym końcu i jak przy kolejnym stęknięciu i zbliżeniu na wsuwającego się w tyłek penisa sam dochodzi.
Zamruczał nisko, starając się jednak nie wydawać żadnych głośnych dźwięków. Ściany w internacie były cienkie.
Przesuwając jeszcze leniwie dłonią po członku, odchylił się do tyłu, aż fotel skrzypnął. Sięgnął po chusteczki z szuflady. A kiedy już wyrzucał mokrą od spermy chusteczkę do kosza pod biurkiem, jego komórka leżąca na blacie zapikała, oznajmiając nadejście wiadomości tekstowej.
— Teraz? — stęknął sam do siebie i jeszcze wyłączył kończącego się pornosa, nim sięgnął po telefon. Drugą ręką podciągnął bieliznę i spodnie.
„Wyłączaj porno, będę z Harp za kwadrans. Pozdro.” — głosił sms od Treya.
Woody patrzył chwilę na wiadomość, zapinając rozporek. Potem przeniósł się z telefonem na łóżko i odgarnął włosy do tyłu, bo jeden dred za bardzo przesunął się do przodu.
„Może jeszcze oglądam? Albo jej się spodoba?” — zasugerował, odpisując, a potem udając się do łazienki. Używał prawej ręki. A przecież wypadało się przywitać.
„Raz widziałem, co oglądasz — marne szanse, by jej podeszło.” — przeczytał, kiedy wrócił do pokoju. Uśmiechnął się pod nosem. No tak, chociaż z drugiej strony, od razu zaczął się zastanawiać, czy Harper była z tych dziewczyn, które oglądają porno. A raczej z tych, które się do tego przyznają.
„Skąd wiesz? Pytałeś jej?” — odpisał, kładąc się na plecach na łóżku. Nie było sensu brać się za nic, jak mieli za moment być.
„Hej, oglądasz gejowskie porno w samotne wieczory? — to nie jest dobre pytanie na pierwszą randkę, bracie.”
„Właśnie, więc nie wiesz. Do zobaczenia.” — odpisał na koniec, aby kumpel skupił się na lasce, z którą był, a nie na pisaniu smsów. Pewnie i tak będą jeszcze później o tym długo gadać.
Minuty do powrotu Treya minęły mu dość szybko. Było już przed ósmą wieczór, kiedy drzwi się otworzyły i ujrzał swojego współlokatora z dziewczyną.
— Wchodź, nie patrz na syf — rzucił Trey, zamykając za Harper drzwi i skinął kumplowi na powitanie.
— Siema, Harper. — Woody od razu podniósł się z łóżka i podał jej dłoń na powitanie.
Ta nie tylko ją uścisnęła, ale jeszcze cmoknęła chłopaka w policzek.
— Siema, Woody — odparła i rozejrzała się po pokoju. — No, słodko tu u was. Takie małe gniazdko! — Zaśmiała się i weszła w głąb pokoju, aby się mu przyjrzeć.
W tym czasie Trey ustawił pod kremową ścianą swoją deskorolkę i kucnął przy swoim biurku. Otworzył szafkę, w której miał schowane jedzenie niewymagające lodówki i kilka butelek i puszek z piciem.
— Cola? — zaproponował dziewczynie, już jedną butelkę rzucając do Woody’ego oraz wyciągając sobie.
— Może być, dzięki — odparła, kiedy dostała swoją. — Fajnie tu nawet macie. Niezłe plakaty i całkiem mały bałagan. Spodziewałam się bokserek na podłodze.
— Sprzątam swoje — Woody rzucił z uśmiechem na ustach, siadając na swoim łóżku.
— Ale nie ścielisz łóżka — dodał wymownie Trey i usiadł przed laptopem Woody’ego. Jego był wyłączony, więc pozwolił sobie skorzystać i włączył jakąś muzykę. Potem skinął Harper na fotel przy swoim biurku. — Siadaj. Podoba ci się rola gwiazdy? — zapytał z lekkim uśmiechem i wyjaśnił kumplowi: — Tylko dozorca, stary Dawson się za nią nie obejrzał.
— Szczerze mówiąc, nie dziwię się. Ładna dziewczyna w męskim internacie… Będziesz w gazetce Cody’ego — prychnął w odpowiedzi, a Harper zajęła wskazane miejsce.
— To redaktor waszej gazetki szkolnej? Macie coś takiego, tak na serio? — zainteresowała się i odpowiedziała Treyowi: — I nawet spoko, ale chyba macie jakieś godziny, do kiedy można przyjmować gości?
— Cisza nocna jest o dziesiątej. Teoretycznie. I nie patrz od razu na nas, nie tylko my rzadko tego przestrzegamy. — Trey otworzył sobie butelkę i napił się. — A gazetka jest i sprawnie działa. Woody sobie nawet kupił ostatnio. Plotki go interesują.
— Chciałeś powiedzieć piękne zdjęcie wściekłych futbolistów? — poprawił go.
— O, a co się stało? Widzę, że jeszcze początek szkoły, a chłopcom już się nudzi. — Dziewczyna uśmiechnęła się do Woody’ego, a ten wygrzebał spod łóżka gazetę, którą kupił. Podał Harper, aby sobie zobaczyła, o czym mówią.
Trey mało się tym tematem interesował. Wiedział tylko, że zamknięto półgłówków w „klatce”, ci się nabuzowali i uprzykrzyli życie prawdopodobnie niewinnemu chłopaczkowi. Uważał, że to skurwysyństwo, ale nie wnikał. Tak zawsze było, jest i będzie.
— Wzmianka o „Bohaterze Od Mopa” jasno mówi, jaki jest poziom gazetki — skomentował, przekładając jedną nogę przez oparcie fotela, dzięki czemu teraz mógł się o nie oprzeć od przodu, przedramionami.
— Macie przynajmniej gazetkę. U nas co jakiś czas tylko wydają krzyżówki. Nie wiem po co, skoro nikt ich nie chce. Ale też ciężko się dziwić. Dwie osoby są tylko w kółku gazetki szkolnej — odpowiedziała Harper, podkulając nogi do siebie i oplatając je ramionami.
— U nas… Nie wiem, z dziesięć? — Trey nawet nie był za bardzo rozeznany w tym temacie. Wiedział tylko, że Cody Solt zgromadził więcej członków niż było jeszcze dwa lata temu. — Ale nie mignęli nam na korytarzu, więc fotek nie będzie. Co najwyżej plota, że mamy pierwszą uczennicę w szkole — dodał z lekkim uśmiechem.
— Plota, że mamy pierwszą uczennicę w szkole była też rok temu. Pamiętasz, Trey? Co się pokazał taki chłopak, długie włosy miał, szczupły strasznie i ładna buzia. Miał nawet pieprzyk jak Merlin — Woody zwrócił się do kumpla, popijając co jakiś czas colę.
— To byłeś ty Woody? — Harper spytała uszczypliwie.
— Nie. Nie ja. Był wyższy i blondyn. A potem ściął włosy. Na jeżyka chyba. I ucichło.
— I chyba taki spodobał ci się bardziej. Ciekawe, czy dlatego, że miał „ładną buzię”, czy dlatego, że odzyskałeś tytuł kolesia z najdłuższymi włosami w szkole — wtrącił Trey, popijając colę i co raz odwracając głowę w kierunku dziewczyny i kumpla.
— „Ładną buzię” miał też nim je ściął — Woody odfuknął, jednak nie mając mu za złe tej uwagi.
— Mm… Wiesz, że Harper też uważa, że mam szczenięce spojrzenie — Trey rzucił nagle, bo sobie przypomniał. — Ledwie drugie spotkanie z laską, a już mam ksywę. Muszę się jakoś odegrać… — dodał, zerkając na dziewczynę ze zmrużonymi oczami.
— Bo masz szczenięce spojrzenie! — Woody odparł pierwszy, a dziewczyna wychyliła się do niego, aby przybić mu piątkę.
— I nie wiem, jak chcesz się na mnie odegrać. To musiałoby być coś dobrego. I słodkiego. Jak twoje ślepka.
— Uuu… — Woody zachichotał, już widząc, że lubi tę dziewczynę.
Trey spojrzał po nich sceptycznie i machnął ręką.
— To był zły pomysł, zabierać cię tu, Harp. Komitywa powstaje, niezdrowa. Jeszcze mnie do smyczy podepniecie i zaczniecie uczyć sztuczek — zażartował, chociaż w duchu podobało mu się, że jak na razie przypadli sobie do gustu. Nie bał się, że Woody poderwie mu dziewczynę, a ona z kolei wyglądała na pozytywnie do niego nastawioną.
— Tylko, Trey, nie sikaj na podłogę ze szczęścia jak szczeniak — Woody rzucił, po czym oboje z Harper zaczęli się głośno śmiać.
Trey wychylił się i sięgnął z szafki jakiś podkoszulek. Chyba Woody’ego. Zwinął go i rzucił nim mocno w kumpla.
— W ciebie też bym rzucił, ale nie wypada, bo nie wiem, co zdążył dzisiaj ospermić — zwrócił się groźno do Harper.
Dziewczyna dalej się śmiała, a Woody odrzucił koszulkę w swojego współlokatora.
— Durny jesteś! — udał rozzłoszczonego, ale słabo mu to wyszło, bo uśmiech wciąż gościł mu na ustach.
— Naprawdę dobrze się dogadujecie. Na szczęście nie jak stare małżeństwo.
— Woody byłby żoną — uprzedził Trey, jakby faktycznie to rozważali. — Jak chcesz się dołączyć, możesz być kochanką. Woody będzie prasował.
— Pieprz się, Trey. Sam se prasuj! Zresztą, czemu ty nie miałbyś być żoną? Zawsze to żony lepiej się ubierają od mężów — dodał takim tonem, jakby wytknął mu, że nie sprząta po sobie skarpetek.
— To lepiej się ubieram? — Trey spojrzał po sobie i strzelił jedną szelką. Potem spojrzał na Harper, która wciąż się śmiała. Też miała szelki. — Ale to ty się oglądasz za facetami.
— Tak wyszło. — Woody pokręcił głową, a Harper aż musiała otrzeć oczy. Nie miała pojęcia, co konkretnie ją tak rozbawiło. Ich ton czy temat rozmowy. Miała bardzo otwartych znajomych, ale ci nie robili sobie takich żartów z siebie.
— Obaj dobrze się ubieracie. Ale jak już mowa o oglądaniu się za facetami… Jak tam z Danielem?
Trey popatrzył na Woody’ego, sam ciekaw, jak się sprawa ma. Z tego co pamiętał, ostatnio ci gadali na facebooku, ale nie miał pojęcia, na czym stanęło.
— Właśnie, bracie, ruszyło coś?
— Nie bardzo. Nie tak szybko przynajmniej jak tu. Gadamy czasami i tyle. Obiecał, że jak będzie następne wspólne spotkanie, to będzie. Ale to tyle — Woody odpowiedział, ale bez specjalnych nerwów. Fajnie było pogadać, ale dupy nie urywało.
— Jak ci się podoba bardziej niż mniej, to go przyciśnij, bo on wciąż jest „bi” i się waha. — Harper zrobiła cudzysłów palcami i wskazała na niego butelką. — Bo ty już całkiem wyzwolony i szczęśliwy i nie udajesz przed sobą, że wolałbyś złapać mój tyłek od Treya?
— No, tym bardziej, że ty mi jeszcze tego nie proponowałaś. — Woody uśmiechnął się wrednie, nie mogąc powstrzymać się przed małą złośliwością w stosunku do kumpla. — Ale spoko. Trochę go może przycisnę. Bo, cholera, nie wiem, co on w ogóle myśli.
— Jak coś, mogę porobić za swatkę. — Harper roześmiała się, prostując nogi, a Trey mimowolnie tam spojrzał. W końcu miała krótkie ogrodniczki i widać było część jej ud.
— Można się też spotkać we czwórkę — wtrącił luźno, choć miał wrażenie, że Woody nie ma specjalnego parcia na tę znajomość. Gadali czasem o jego przygodach, bo Trey nie miał z tym problemu i wydawało mu się, że byli kolesie, którzy wzbudzali w nim większe emocje niż Daniel.
Trochę pewności o tym zyskał, kiedy jego współlokator wzruszył teraz ramionami.
— No, spoko. Można by. Ale nie czuję się specjalnie w obowiązku zbawiać jego duszę przed kobietami.
— Mówisz, jakbyśmy były czymś złym. — Harper uśmiechnęła się zaczepnie.
— A nie?
Trey miał już się wtrącić, kiedy coś nagle uderzyło w drzwi ich pokoju. Cała trójka w środku więc spojrzała tam ze zdziwieniem, a z korytarza dobiegł śmiech i stłumione: „No mówię ci, że tam jest!”.
Trey wstał i bez pardonu otworzył drzwi, a przez próg dosłownie przepadła trójka chłopaków. Jednego kojarzył, bo chodził z nim na biologię, ale pozostała dwójka wyglądała obco i zwyczajnie. Ot, jak nastolatki, które pierwszy raz widzą cycki. Na szczęście Harper miała swoje zakryte.
Kucnął przed tym, który upadł na kolana i pokręcił głową. Cmoknął, chwilę bawiąc się kolczykiem w języku i skomentował:
— Jak zwierzaki.
— Ej, no, odczep się! — ten fuknął, starając wstać, ale kolano chłopaka, który na niego upadł, mu przeszkadzało.
Harper już dawno śmiała się głośno. Zatykała przy tym usta.
— Pomogę. — Trey wywrócił oczami i sięgnął gdzieś pod ich ciała, żeby podnieść chłopaka, po czym cofnął nagle rękę, jakby się sparzył. — Uch, ledwie usłyszałeś kobiecy głos i już masz sztywnego? — Pochylił się i z wyraźną, dość wredną kpiną spojrzał w dół. — A, nie to twój mały palec. Sorry, pomyliłem z kutasem. A teraz spadajcie — pogonił ich już normalnym, lekko znudzonym tonem, unosząc się.
Harper jeszcze bardziej się roześmiała, a oni mocno się speszyli. Zrobili się czerwoni na policzkach i z ociąganiem, ale także bardzo niezgrabnie, wyszli w końcu z pokoju. Trey zatrzasnął za nimi drzwi.
— Jakbyś szukała faceta z penisem małym jak palec i brakiem mózgu, to tu jakiś na pewno się znajdzie — Woody rzucił do śmiejącej się dziewczyny.
— O Boże, brzuch mnie zaczyna boleć.
Trey oparł się plecami o drzwi i wsunął ręce w kieszenie spodni. Wolał jeszcze chwilę nasłuchiwać, czy ktoś nie stoi pod pokojem i nie podsłuchuje, o czym tu gadają.
— Czyli pierwsza wycieczka do nas raczej udana?
— Raczej tak. Macie fajnych kolegów — zakpiła, wskazując brodą drzwi.
Trey uśmiechnął się i pokręcił głową, a po chwili już wrócił na swoje miejsce, gdy zrobiło się bezpieczniej.
Przegadali jeszcze kilkanaście minut o wszystkim i o niczym. Trochę o szkole, trochę o planach na Święta. A kiedy już zbliżała się godzina ciszy nocnej, Trey wyszedł z Harper, żeby odprowadzić ją na parking.
Kluczyli przez chwilę pomiędzy licznymi, zaparkowanymi na wielkim parkingu samochodami, ale latarnie wciąż się świeciły, więc nie mieli dużego problemu, żeby dostać się do auta dziewczyny.
Trey przystanął kawałek od drzwi kierowcy i spojrzał na jej twarz.
— Dzięki, że mnie odwiozłaś i że chciało ci się wpaść.
— Spoko. Jak będziesz czasami chciał mnie odwiedzić, to mogę po ciebie, biedaku, wpaść. Kupisz coś w sklepie po drodze i będziemy kwita, hm? Bo może nie mam najlepszej fury, ale się telepie — zażartowała, klepiąc po trochę już matowej masce swój samochód. Zwykły, mały, już trochę zdezelowany sedan.
— Taką lamą nie jestem, zawsze mogę od Woody’ego pożyczyć rower albo zabrać się z kimś. Codziennie ktoś kursuje do miasta, chociaż gorzej z powrotem — przyznał, bo rzeczywiście dzisiaj mu się poszczęściło. Inaczej znowu musiałby łapać stopa. — Ale będę pamiętać o propozycji. Która… chyba nie miałaby miejsca, jakbyś nie spędziła dobrze dnia — zaryzykował na koniec, uśmiechając się lekko.
— No, nie miałaby. — Harper uśmiechnęła się i cmoknęła go w policzek. — Spadam, Trey. Napisz jeszcze do mnie jutro. Pogadamy i znowu liczę na zaproszenie! — dodała i sięgnęła do jego boku, ściskając go tak, aby wywołać łaskotki.
Chłopak automatycznie jęknął i skulił się. Z dziewczynami był problem, bo nie mógł oddać. Na Woody’ego pewnie by się za to rzucił. Ale Woody nie miał takich różowych ust, biustu, genialnych nóg i delikatnej cery.
— Ta… Dam znać… — prychnął i mrugnął jeszcze do niej, gdy ta już wsiadała do samochodu. Cofnął się i uniósł dłoń na pożegnanie.
Harper jeszcze mu pomachała i odjechała w stronę miasta.

*

Środowy plan zajęć Tomasa był dla niego korzystny. A już na pewno tego konkretnego dnia. Miał geometrię dopiero na dwunastą, więc po śniadaniu zaszył się w swoim pokoju i spróbował zabrać się za czytanie. W końcu na napisanie eseju miał jeszcze tylko dwa tygodnie, a musiał przetrawić treść. Otworzył więc książkę i leżąc na brzuchu na łóżku, zaczął czytać.
Z początku obawiał się tego, co tam zastanie. Jakby samo czytanie książki o wątku homoseksualnym było zbrodnią. Jakby w pokoju, w każdym zakamarku czaiły się kamery, nagrywały go, by potem pokazać światu. Że oto on, Tomas Eng, jest pedałem.
Treść książki jednak… szybko pozbawiła go tych myśli. Wciągnęła go tak strasznie, że nie miał pojęcia, kiedy zrobiła się jedenasta trzydzieści, a on z wypiekami na policzkach przesuwał wzrokiem po kolejnych literkach. Sam nie wiedział, co ma o tym myśleć, a tym bardziej o tym, że tak go to zafascynowało. Jednocześnie chciał wiedzieć już, teraz, co będzie dalej! A z drugiej strony aż go coś ściskało w środku, bo wiedział, co nastanie. W końcu zakończenie było podane na samym początku, zaś treść stanowiły retrospekcje. Ale… chciał czytać dalej. I wręcz był zły na siebie, że spojrzał na zegarek i uświadomił sobie, że musi wychodzić.
Szybko zerwał się z łóżka, zarzucił plecak na ramię i wybiegł z pokoju. „Mojego Giovanniego” ściskał pod ręką.
Udało mu się dotrzeć pod salę 137 na kilka minut przed dwunastą. I… wykorzystał to jeszcze, na ile mógł, zaszywając się w samym rogu korytarza, by czytać. Nikogo raczej nie dziwiło, że siedział skulony, zupełnie oderwany od rzeczywistości. Często się to zdarzało, ale częściej z komórką w ręce, a nie książką. Choć to też nie było rzadkie.
Był zły na głównego bohatera. Mimo że wiedział, że miał podobne do niego opory, przynajmniej częściowo, to miał do niego bardzo głęboki żal za to, co zrobił Giovanniemu. A właściwie co robił, bo do ostatecznego meritum Tomas jeszcze nie doszedł. Ale może właśnie świadomość, że go zostawi, budziła w nim tę złość.
Przez to wszystko czuł się aż dziwnie sam ze sobą. Był taki… przerażony na myśl, że wszyscy się dowiedzą. Bał się osądu, ostracyzmu, pogardy… A przecież to mu zamykało tyle dróg. Wiedział jednak, że jest za młody i zbyt zamknięty, by umieć się teraz przeciwstawić. Tym bardziej, jak wystarczył głupi żart z tęczową flagą na szafce, żeby jakiś chłopak miał w szkole przesrane. Nie chciał tak.
Gdy wreszcie wybiła dwunasta i przybył nauczyciel, musiał odłożyć książkę, choć doszedł już do jej połowy. Ale może to i dobrze. Budziła w nim za duże emocje. A zbyt wiele ich na raz, to przecież niezdrowe.
Nie dotykał już książki przez całą lekcję, potem przerwę na lunch i nawet cieszył się, że będzie miał po nim dwa WF-y. Zmęczenie może pomóc w wyładowaniu tego, co władowała mu do głowy treść książki Baldwina. Ale gdy już biegał wokół boiska na rozgrzewce, a potem grał z resztą chłopaków w koszykówkę, jakoś wciąż coś go męczyło. Żeby chociaż trochę ruszyć do przodu ze swoimi… sprawami. Gejowskimi. Przecież nie mógł spędzić młodości na oglądaniu aktorów porno. Chciał dotknąć jakiegoś chłopaka…
Gdy już kierowali się powoli do szatni, dochodziła czwarta po południu. Był zmęczony i chyba zdecydowany. Wyminął Tylera Page’a, który również miał z nim WF i który też brał udział w projekcie. Jakoś tak uśmiechnął się do niego i podążył dalej, by zrównać się z tym… nie pamiętał jak on miał. Trevor? Trey? Chyba Trey… Wiedział w każdym razie, że mieszka w pokoju z Woody’m Jolene i dobrze się z nim kumpluje. Położył mu więc rękę na ramieniu, zatrzymując go jeszcze przed wejściem do szkoły.
— Hej, Trey?
Chłopak od razu obejrzał się na niego z zaciekawieniem i pytaniem w oczach.
— Hej… Co tam?
Tomas nie czuł się jakoś mega pewnie w obliczu kolesia z tatuażami i kolczykami, który, jak już nie raz widział, wyczynia dziwne cuda na deskorolce. Ale z drugiej strony ciekawiło go to. Chociaż… musiał przed sobą przyznać, że bardziej ciekawił go jego współlokator.
— Spoko, fajnie się grało, co nie? — zagadał na razie dość nieudolnie, jednak dążąc do swojego celu.
— No, spoko. Jak gra. — Trey wzruszył ramionami, też tak, aby zdjąć z jednego dłoń chłopaka. — Masz jakąś sprawę? Bo trochę nie nadążam. I jak ci było?
— Tomas Eng — przedstawił się szybko i zabrał rękę. — I chciałem zapytać… Bo ty mieszkasz z Woodym, a mam do niego sprawę… I jakbyś mi mógł powiedzieć, gdzie mieszkacie, to bym był wdzięczny — skończył i uśmiechnął się do drugiego chłopaka z prośbą w oczach.
Trey wyglądał za to na trochę zaskoczonego.
— Macie razem zajęcia?
— Nie… W sumie nie, ale gadaliśmy ostatnio na boisku i mam do niego sprawę — Tomas powtórzył, nie chcąc wnikać w szczegóły. A nie miał pojęcia, kiedy i jakie zajęcia miał Woody. W końcu rozmawiał z nim raz… Niecałą minutę.
— Och… No, spoko, stary, to poczekam na ciebie przed szatnią. I tak wracam do pokoju po deskę.
— Super! Dzięki. — Tomas uśmiechnął się szerzej. Obawiał się, że ten chłopak będzie bardziej wrogi, ale na szczęście było odwrotnie.
Kiedy tylko się umył i przebrał w codzienne ciuchy, spotkał się z Treyem przed szatnią. Szkoła już pustoszała, bo właśnie kończyły się ostatnie lekcje. Nie licząc oczywiście zajęć pozalekcyjnych, ale na szczęście Tomas dzisiaj żadnych nie miał. Zajęcia z kółka filmowego przesunęli na wczoraj, bo z kolei chórek chciał dzisiaj wykorzystać audytorium. Takie zamiany były bardzo częste, dlatego trzeba było śledzić stronę szkoły, gdzie w odpowiednich działach pojawiały się aktualizacje.
— Jestem — rzucił do Treya i ruszył za nim do wyjścia ze szkoły. — To ty mało czasu spędzasz w pokoju? — zagadał, odnosząc się do tego, co mówił, że musi wpaść po deskę. Było mu to bardzo na rękę, chciał pogadać z Woodym sam na sam.
— Póki jest pogoda, to co mam się kisić w czterech ścianach? — odparł drugi chłopak idący z plecakiem zarzuconym nonszalancko na ramię i dłonią w kieszeni. Przez swoją postawę wydawał się bardziej zadziorny i dorosły. Mimo że to Tomas był szerszy w ramionach.
— No… Niby tak. Choć zawsze można filmy pooglądać albo coś. Ale sport jest zdrowy, tylko ja wolę basen — rzucił w roli luźnej informacji. — Woody też tak wybywa jak ty? — zapytał, ciekaw, czy go w ogóle zastaną.
— Jak mu się nudzi, to też chodzi do skateparku. Ale nie ma takiej cierpliwości jak ja. I w ogóle, skąd wy się znacie? — Trey spytał, bo nie pamiętał, aby kumpel wspominał mu o tym chłopaku.
Tomas miał ochotę odpowiedzieć „ze szkoły”, bo „bierzemy razem udział w tajnym projekcie” było niemożliwe. Ale zdał sobie sprawę, że ta pierwsza opcja też jest kiepska.
— Z widzenia… a potem taka trochę rozmowa o pogodzie, wiesz… — trochę się miotał, nie chcąc za długo milczeć, by nie brzmiało to podejrzanie. — No, nie mów, że nie ma innych kumpli niż wydziarani kolesie na desce — dodał na koniec z uśmiechem, tym chcąc odwrócić rolę i samemu zadawać pytania. Jakoś tak było łatwiej.
Trey popatrzył na niego z góry na dół i pokręcił głową, zaprzeczając.
— Nie jesteśmy jak futboliści, którzy boją się otworzyć gębę do kolesia w brylach i flanelowej koszuli, bo jeszcze by stracili swoją męskość. Ale o tobie nic nie mówił.
— Spoko… — Tomas tylko tyle z siebie wydobył, myśląc o tym, czy Woody o nim nie zapomniał. Pewnie zrobiłby z siebie strasznego durnia, jakby stanął w drzwiach ich pokoju, Trey powiedziałby, że przyprowadził jego kumpla, a Woody zrobiłby duże oczy i zapytał: „A ty kto?”. Potem jednak przypomniał sobie, że odpowiedział na powitanie w korytarzu, więc pewnie go kojarzył.
Wciąż się stresował, kiedy wyjeżdżali na odpowiednie piętro i Trey wreszcie doprowadził go do pokoju 215. Otworzył i wszedł, a Tomas tylko zajrzał przez futrynę, by zobaczyć, czy Woody jest w środku.
Ten leżał na łóżku w słuchawkach i z rękoma założonymi pod głowę. Chyba nawet nie usłyszał kumpla, kiedy ten wszedł do pokoju. Otworzył oczy dopiero, kiedy ten dźgnął go palcem w brzuch.
— Cholera, Trey… — stęknął, siadając i ściągając duże, kolorowe słuchawki z uszu. Wtedy zauważył w drzwiach Tomasa. — O, siema.
— Czołem — odparł gość, uśmiechając się do niego.
— No, to swoje odwaliłem. Spadam na skatepark, wpadnij potem — Trey zwrócił się do Woody’ego, odrzucając na łóżko plecak, za to zabierając deskę.
— Spoko. Jak będzie mi się chciało. Wziąłeś komórkę? — spytał jeszcze, spuszczając nogi na ziemię. — I wchodź — dodał do Tomasa, widząc, że ten nadal stoi w drzwiach.
— Taa, to nara. — Trey skinął współlokatorowi i minął się w przejściu z blondynem.
Tomas jeszcze obejrzał się za nim i zamknął wreszcie drzwi. Potem odwrócił się w stronę Woody’ego i szarpnął lekko za wiszące paski od plecaka.
— Sorry, że tak niezapowiedziane. Nie zakuwałeś albo coś? — zapytał, mimo że po słuchawkach domyślił się, że nie. Ale przecież jakoś musiał zacząć rozmowę.
— Nie. Muzyki słuchałem. A ciebie co sprowadza? Projekt czy kino? — Woody spytał od razu i oparł się do tyłu o swoje łokcie. — I siadaj gdzie chcesz.
— Dzięki.
Tomas rozejrzał się i wreszcie zajął miejsce na fotelu od biurka. U siebie miał takie samo, tylko jego tył obklejony już był naklejkami z postaciami z Dragon Balla. I w sumie ucieszył się, że Woody od razu utrafił, bo nie będzie musiał kluczyć pomiędzy tematami. Uśmiechnął się więc do niego i położył plecak przy swoich nogach.
— Masz za dużo włosów jak na Xaviera, ale dobrze czytasz w myślach. Kino — odparł przyjaźnie, wesoło, chociaż znowu ze swoistym podenerwowaniem. Sam nie wiedział, czemu się przy nim tak stresował!
Woody ściągnął brwi, słysząc takie porównanie prawie na dzień dobry. Zupełnie nie spodziewał się też, że Tomas go odwiedzi. Po tej rozmowie na boisku jego osoba wyleciała mu z głowy. Chociaż jak teraz na niego patrzył i był po rozmowie na czacie z Danielem, to ten chłopak wydawał mu się atrakcyjniejszy. Chociaż… gadał trochę od rzeczy.
— Xaviera? Tego od X-menów? I co z tym kinem?
— No, tego, tego. A kino… Wiesz, gadaliśmy o tym i byłeś chyba na tak… I jakoś mnie dzisiaj naszło… — jak czytałem o tym, jak dwóch facetów obrzucało się na ulicy pestkami z owoców, śmiejąc się i nie mogąc oderwać od siebie wzroku, przemknęło mu przez myśl. — Wiesz, ja teraz na weekend wracam do domu, ale może za tydzień byśmy mogli się wybrać, tam do tego samochodowego… I jak znasz jeszcze kogoś z projektu, to możemy go zabrać, żeby się jakoś poznać — dodał szybko, żeby Woody przypadkiem nie pomyślał, że zaprasza go sam na sam do kina, jak dziewczynę. Chociaż w duchu trzymał mocno kciuki i modlił się do nordyckich, celtyckich, greckich, starych i nowych i wszystkich innych bogów, żeby nikogo nie znał.
— A masz jakąś propozycję na film? Patrzyłeś w ogóle, co grają? — spytał Woody i podniósł się. — Jak nie, to podaj laptopa, zobaczymy — dodał, wskazując na sprzęt na biurku za plecami Tomasa. Przy okazji przyglądał się temu, jak ten się miota. I zastanawiał się, z czego to wynikało. Z jego nieśmiałości i tego, że szuka sprzymierzeńca w projekcie, czy do niego startuje. Bo jaki chłopak zapraszałby drugiego do kina tak pokrętnie? A nie zwyczajnie: „Stary, jest taki i taki film, idziesz?”?
Gość szybko odwrócił się i z laptopem wychylił się bardziej do Woody’ego. Dzięki temu mógł mu popatrzeć w oczy, które miały śmieszny, brązowo-pomarańczowy kolor. I w ogóle chłopak cały mu się podobał. Miał ładny uśmiech, taki trochę zadziorny, a trochę słodki.
— Wiem, że teraz puszczają Riddicka, Elysium, ale jak nie lubisz science-fiction, to jest jeszcze jakiś horror… Ale to wiesz… Trzeba zobaczyć, co będzie za tydzień w sobotę na przykład, bo może coś wejdzie nowego…
Woody zabrał laptopa, siadając na brzegu łóżka i włączając go.
— To chodź, zobaczymy, co tu mają — zaproponował i poklepał miejsce obok siebie, aby obaj widzieli ekran laptopa. — A jak projekt? Gadasz z kimś o tym? — zmienił lekko temat, aby bardziej wyczuć chłopaka i jego intencje. Przyglądał się mu przy tym uważnie oczami, które zawsze wyglądały, jakby były lekko napuchnięte. Szczególnie dolna powieka.
Tomas chętnie przesiadł się na łóżko i niby przypadkiem zetknął się z nim udem. Miał wrażenie, że materiał jego jeansów i jeansów drugiego chłopaka nie istnieje. Wręcz czuł ciepło jego skóry i bardzo chciał jej dotknąć. Czuł się teraz tak niezręcznie, jak główny bohater książki, która go męczyła, kiedy wyczuł, że drugi mężczyzna z nim flirtuje. Mimo że w tej sytuacji sam wykonywał wobec Woody’ego jakieś kroki.
— Z Colinem mieszkam, a on też jest w projekcie, to w sumie tylko z nim — odpowiedział lekko, opierając się jedną ręką o materac za plecami. Patrzył na ekran… ale nie na to, co na nim było, a w odbicie Woody’ego.
Ten za to stukał szybko palcami po klawiaturze, wyszukując stronę kina samochodowego, do którego chcieli iść.
— To chyba… — urwał, kiedy jedna z ikonek na pasku zamigała, obwieszczając mu, że ktoś do niego pisze.
Na chwilę więc przerwał, aby sprawdzić kto. „Daniel bi” — widniało tuż obok zdjęcia chłopaka, którego poznał na tej samej imprezie co Harper w Newcastle.
— Sorry, na czym to… — przeprosił Tomasa i zamknął komunikator. Nie miał teraz ochoty gadać z Danielem ani tłumaczyć mu, czemu nie może. Wrócił do strony, sprawdzając repertuar.
Tomasa za to wcięło. Nawet nie zwrócił uwagi na wyświetlony repertuar kina i jego zapowiedzi. „Daniel bi”? „Bi”? W sensie… bi-bi?
— To jakaś ksywa jak Buu? — wypalił ni stąd ni zowąd, sam nie wiedział czemu. I miał ochotę się za to plasnąć w twarz. Może powinien sobie rozciąć język na pół, jak niektórzy ludzie, żeby móc go czasem związać i się zamknąć?
Woody’ego też lekko zamurowało, bo nie miał pojęcia, o co właśnie został zapytany. Spojrzał na ekran laptopa, a potem na Tomasa. Z bliska, bo siedzieli tuż przy sobie. Tak, że wzrok na sekundę uciekł mu na jego zaskakująco ciemne i duże usta. Całuśne.
— Bu? — spytał, koncentrując się jednak na spojrzeniu drugiego chłopaka. — Jaka ksywa?
— No… Buu, taki różowy koleś z Dragon Balla, który wygląda jak nadmuchana guma do żucia dla dzieci. Bo… Tam było „Daniel bi” — Tomas szybko wyjaśnił i na koniec, według siebie zdecydowanie zbyt słyszalnie, przełknął ślinę.
Woody uniósł na chwilę brwi z jednoczesnym „oo…!” wydobywającym się z jego ust. Po tym znowu zerknął na ekran laptopa, uśmiechając się kącikami ust.
— Nie, to z żadnej bajki. Koleś jest po prostu bi — odparł, poprawiając do tyłu włosy, aby mu nie spadały na klawiaturę.
Przy tym zerknął kątem oka na reakcję Tomasa i musiał przyznać, że był coraz bardziej ciekawy jego następnego posunięcia. I pewnie Trey by uznał, że jest dupkiem, nie pomagając chłopakowi w stanięciu na pewniejszym gruncie. Ale tak też czegoś się dowiadywał. Nie tylko o Tomasie, jako rumieniącym się, całkiem sympatycznym przystojniaku, ale także jako o swojej konkurencji w projekcie „Dozen”.
— Ach… — Tomas wydusił z neutralną miną, a przynajmniej starał się taką mieć. Czyli… Woody miał znajomych bi? Czyli jedno było raczej pewne: był tolerancyjny. Nie wiedział tylko czy dlatego, bo… po prostu był, czy dlatego, że sam miał… inne skłonności. Ale to dało mu na tyle dużą nadzieję, że postanowił sprawdzić, póki mógł. — Spoko. Choć wiesz, słyszałem, że bi to niezbyt dobry wybór na partnera. Wiesz… Dziewczyna ma faceta bi i skąd może wiedzieć, czy się mu nagle cycki nie znudzą i nie zatęskni do… wiesz, męskiego ciała — rzucił to, co słyszał, a nie to, co uważał. Nie znał nikogo, kto był biseksualny, więc nie umiał powiedzieć, jak tacy myśleli. Ale mógł dzięki temu jakoś… rozwikłać zagadkę tego fajnego chłopaka, który siedział obok.
Woody westchnął i wzruszył ramionami. Odchylił się do tyłu, podpierając na rękach i patrząc na Tomasa swoimi wąskimi, przenikliwymi oczami. W porównaniu z nim, jego współlokator, Trey, miał naprawdę szczenięce spojrzenie.
— Mi się wydaje, że Daniel zwyczajnie nie wie, czego chce. Jeszcze jest na etapie bi, bo jeszcze się w pełni nie akceptuje. Albo przynajmniej na tę chwilę bardziej ciągnie go do facetów. A ty? — spytał z wrednym uśmiechem na ustach, nie konkretyzując pytania.
— Ja? — Tomas zdziwił się i poczuł się teraz bardzo, bardzo nie na miejscu. Miał dziwne wrażenie, że Woody robi sobie z niego żarty. Oblizał nerwowo swoje wydatne usta. — Co ja? — dodał nieco butniej. Nie wiedział, jak się zachować.
— Jak ci się wydaje z tym bi? Jak to jest? — spytał Woody, nie spuszczając z niego spojrzenia. Bardzo przenikliwego i takiego, które albo przykuwało, albo od którego chciało się uciec wzrokiem. — Zresztą. Niezłe tematy nam wyszły — znowu się uśmiechnął wyłącznie bokiem ust. — Wspólne kino, biseksualizm, co dalej?
— No, dziwnie, co nie? — Tomas zmusił się do śmiechu i skinął na ekran laptopa, żeby nie musieć odpowiadać na pytanie. — To co? Elysium? Podobno jest dobre i efekty są świetne, wiesz?
Woody uśmiechnął się za to do siebie. Widział jego rumieńce i nie były one czymś, z czym pierwszy raz miał do czynienia. Postanowił jednak poczekać. Rok szkolny dopiero się zaczynał, nie było sensu się spieszyć.
— A o czym jest? — spytał, prostując się, aby zobaczyć, o czym mówi Tomas.
Zobaczył tylko podpis filmu jako science-fiction oraz zdjęcie Matta Damona z jakąś bliżej niezidentyfikowaną bronią.
— Tak trochę typowo, o kolesiu, który walczy z niesprawiedliwością. Dzieje się akcja na stacji w kosmosie, tam mieszka sobie elita, a inni ludzie na przeludnionej Ziemi, trochę takiej postapokaliptycznej. I będzie dużo strzelania. Taki męski film — dodał na koniec, jakby miało to magiczną moc wygumowania wszelkich dziwnych, gejowskich aluzji podczas całej rozmowy. — O, trailer puść, zobaczymy, co? — Uśmiechnął się lekko do Woody’ego. Wciąż nieco nieśmiało.
— Mhm, spoko. — Gospodarz wpisał nazwę filmu na youtube. Po chwili już na ekranie leciał zwiastun. — O… oglądałeś „Dystrykt 9”? Przyznam, że ja się do tego zbierałem długo, ale jakoś w efekcie nic z tego nie wyszło.
— Oglądałem — odpowiedział od razu Tomas, chociaż czujnie śledził trailer filmu tego samego reżysera, który wyreżyserował „Dystrykt 9”. — Zaraz po skończeniu, wydawał mi się spoko, ale jak potem czytałem, jakie były nieścisłości, to mi się opinia trochę zamazała. — Roześmiał się i skrzywił wymownie, kiedy na trailerze głównemu bohaterowi coś wwiercano w ciało. — Wypas, co?
— Jeśli twórcy uczą się na błędach… — odparł Woody odnośnie tych nieścisłości, o jakich wspomniał Tomas. — A wwiercanie… no. Spoko. Mam nadzieję, że zakończenie nie będzie typowe. Wiesz, jak w tych wszystkich filmach o porwaniach. Co zawsze okazuje się, że to ktoś bliski porwał, a nie osoba, którą podejrzewają. O, chociażby. Oglądasz seriale?
— Jasne!
— A „The Following”? Tam też przecież dobrzy sąsiedzi porwali tę dziewczynę. Ale tam było to dość zaskakujące. Mam nadzieję więc, że ten film — wskazał na ekran laptopa — też będzie zaskakujący.
Tomas znowu zapłonił się na policzkach. To byli sąsiedzi geje. Bardzo fajni zresztą. Jeden szczególnie mu się podobał.
— To zdecydowaliśmy, tak? Będzie ci pasowała przyszła sobota? — dopytał, zerkając znowu ukradkiem na twarz Woody’ego.
— Chyba tak. W ogóle, daj telefon, to nie będziesz musiał prosić Treya o bycie psem przewodnikiem. — Zaśmiał się, samemu przekładając laptopa na łóżko, aby podać chłopakowi swoją komórkę.
— Noo, fuks w ogóle, że mam z nim WF. Nieźle się rusza — Tomas pochwalił jego współlokatora i podawszy mu swoją komórkę, zapisał swój numer w tej jego. — Jak się podpisać?
— Imieniem i nazwiskiem możesz. Możesz dać buźkę, jeśli chcesz — dodał, samemu zapisując się zwyczajnie. Woody Jolene. — A Trey całe dni spędza, jeśli tylko może, na skateparku. Jak chcesz, możemy iść się poprzyglądać z nadzieją, że się w końcu wyjebie albo posiedzieć i pogadać.
— Chcesz? Ja chętnie! — Tomas odpowiedział od razu i oddał mu telefon.
Czuł się podekscytowany. Woody na serio nie zamykał się na tych swoich dziwnych kumpli i dało się normalnie pogadać. Oczywiście czuł się wciąż dziwnie skrępowany, ale… i tak chciał go bliżej poznać!
— Tylko ja bym sobie kupił jakiegoś burgera na dole, dobra? Bo głodny jestem po WF-ie jak So… — już miał dodać, że jak Son Goku, który pożerał wszystko w masakrycznych ilościach i nigdy nie miał dość, ale sobie darował. Lepiej nie robić z siebie takiego pajaca na wstępie. — Jak wilk — skończył więc z szerokim uśmiechem.
— Jasne. Pójdę z tobą, też sobie coś kupię. I jeśli ci to nie przeszkadza, to może jednak pójdziemy gdzieś na zewnątrz. Nie będziemy siedzieć jak w puszce. Hm? — Woody zasugerował, sięgając do szuflady po portfel i zatrzaskując już laptopa.
— Spoko wodza! — zgodził się Tomas, któremu to nawet pasowało. Była bardzo ładna pogoda w końcu. Najwyżej potem, jak Woody będzie chciał już wrócić, to zostanie i poczyta na słońcu dalej książkę. Dzień więc zapowiadał się przyjemnie.
Zarzucił na ramię plecak, kiedy wstał z łóżka. Jeszcze z nadzieją rozejrzał się, szukając jakichś znaków, mówiących „Woody Jolene leci na facetów”, ale niestety żadna tęczowa flaga do niego nie zamachała. Dlatego wciąż niepewien na czym stoi, wyszedł z Woody’m z pokoju.

*

— Masz strasznie jasne te włosiska — to było dobre wytłumaczenie, aby poczochrać włosy siedzącego obok chłopaka oraz przyjrzeć się lepiej jego reakcji, kiedy czyjaś, nie matki czy siostry, dłoń dotyka jego głowy. Ta w końcu była tak wystawiona na widok, ale i była dość intymnym miejscem, na swój własny, wyjątkowy sposób. A do tego Woody, od momentu kiedy skończył swoją kanapkę z tuńczykiem i majonezem, zastanawiał się, czy te blond kosmyki są takie miękkie, jak się wydają. I rzeczywiście takie były. Przyjemnie miękkie i gęste.
Tomas zerknął mu w oczy pytająco, wciąż z burgerem w dłoniach. Nie było to bynajmniej spojrzenie pod tytułem „co ty odwalasz, stary?”.
— No, mało coś blondynów u nas w szkole — odpowiedział dość głupio, bo to było raczej oczywiste, że ciemnowłosych ludzi było na świecie więcej. — Wiesz, że Jude Wagner podobno jest blondynem? — dodał z zaciekawieniem w głosie. Dopiero niedawno się dowiedział, że szkolna gwiazda chórku ma naturalnie jasne włosy, tylko farbuje się na czarno.
Woody oparł łokcie o kolana. Siedzieli na skateparku, na jednej z ramp, mając za plecami barierki, a za nimi kilka metrów w dół.
— Farbuje się? Ale po cholerę? — spytał, bo szczerze tego nie rozumiał. — I w ogóle skąd wiesz?
Tomas zaśmiał się z lekkim skrępowaniem.
— Na jego fanpage’u widziałem, jak jakiś anonim napisał, że o tym wie. A potem Jude to jakoś potwierdził — wyjaśnił, popatrując teraz na trójkę chłopaków jeżdżących po betonie.
Wśród nich był Trey, który co raz podjeżdżał do nich, ale tylko po to, żeby napić się wody z butelki i znowu zjeżdżał w dół. Tomas podziwiał to, co potrafił robić na deskorolce. Takie rzeczy dotychczas widział tylko na filmikach na youtube z podpisem „People are awesome”. I tak… w tym aspekcie Trey też był super.
— Ciekawe po co to robi. Z drugiej strony, to takie samo pytanie, jak czemu ja mam dredy, a Trey to takie trochę rockabilly. — Woody uśmiechnął się kątem ust, zerkając na Tomasa. Miał naprawdę zabawne oczy. Niby brązowe, ale czym bliżej źrenic, tym więcej widać było w nich pomarańczy. Takiej ostrej, rudej.
Tomas pokiwał głową i wpakował do ust resztki burgera. Papierek zwinął i wrzucił bez wstawania do pobliskiego kosza na śmieci. Potem wygodniej usiadł, opierając przedramiona na zgiętych kolanach.
— Długo już masz te dredy? Chyba jesteś jedyny w szkole z takimi włosami — rzucił, uśmiechając się do Woody’ego.
— Mmm… No, już trochę. Jeszcze przed tą szkołą, więc… no, trochę. Najpierw były dużo krótsze, ale w końcu takie urosły. Chociaż na początku… — Zaśmiał się na swoje wspomnienie, bawiąc się jednocześnie jednym z grubych dredów. — Doplatane miałem włosy. Naturalne, ale miałem za krótkie swoje i wyglądały chujowo. Jak kaktus.
— Takie są super — odparł od razu Tomas i pstryknął w jeden z dredów. — Pasują ci do całego imidżu. Pewnie laski na to lecą, co nie? — dodał czujnie, chociaż wciąż z wesołą, zakrywającą prawdziwe intencje miną.
— Tutaj? — Woody prychnął kpiąco. Ostatnio jakaś laska na niego „poleciała” chyba w wakacje. Ale sprawa szybko się wyjaśniła. Starał się raczej być otwarty, kiedy wychodził ze swoim środowiskiem i wiedział, że jest bezpiecznie. Zresztą, odkąd poznał Treya i ten go zaakceptował, sam też bardziej siebie zaakceptował.
— Nie, ogólnie w sensie, wiesz. Chyba nie siedzisz cały rok szkolny na kampusie? — Tomas ciągnął z uporem i krótko zerknął w dół, kiedy rozległ się głośniejszy trzask. To Trey skoczył z większej wysokości i oczywiście wylądował tak, jak zamierzał. Tomasa aż ciekawiło, czy kiedyś sobie coś złamał.
— Nie. Chociaż ostatnio to Trey wyrywał. Mi się trafiła niezdecydowana jednostka — wyjaśnił Woody z ciągłym uśmiechem na ustach. Czasami lubił tu przesiadywać i gapić się na kumpla. Było to przynajmniej ciekawsze niż oglądanie filmików na youtube czy nauka.
— Och… — Tomas wyraźnie zgasł, aż sam tym zaskoczony. Jakby całe jego przedsięwzięcie i zmotywowanie książką zostało brutalnie zdeptane. — To z kimś kręcisz… Fajnie. Ja nie mam trochę okazji ostatnio… — dodał z krótkim śmiechem i zapatrzył się na jeżdżących chłopców.
Woody z większym zainteresowaniem spojrzał na Tomasa. Gadali już ze trzy godziny. O serialach, o ludziach ze szkoły. Tematy same się ze sobą splatały. I był zaskoczony tym, że fajnie się rozmawiało, a teraz, także musiał przyznać, że to, jak Tomas zgasł, wydało mu się… słodkie.
— Nie nazwałbym tego kręceniem. A na pewno nie poważnym. To naprawdę „niezdecydowana jednostka”, więc się nie dołuj — dodał na otuchę. I dobrze wiedział, że mogło to brzmieć dwuznacznie. Jako pocieszenie, że nie jest sam, ale także, że wcale nie jest zajęty.
Na jasnych policzkach Tomasa pojawił się delikatnie różowy odcień. Chłopak jeszcze rzucił mu krótkie spojrzenie i uśmiechnął się lekko.
— Spoko. Może ten rok będzie jakiś przełomowy. — Zaśmiał się i poklepał swój plecak. — I ja chyba będę spadał, bo książkę muszę skończyć czytać, na zadanie na angielski. A już późno się zrobiło — wytłumaczył się. Rzeczywiście, już dochodziła ósma wieczór i nawet nie zauważył, że tak szybko im czas zleciał.
Woody nie wstał, ale uśmiechnął się szerzej do blondyna.
— Jasne. To masz już mój numer, jak coś. I do zobaczenia — odparł i jak tylko chłopak wstał, wyciągnął do niego pięść, aby się stuknąć na pożegnanie.
Tomas uśmiechnął się szerzej i zrobił to.
— Zadzwonię i się umówimy. Na razie! — odpowiedział i jeszcze zlustrował Woody’ego w miarę dyskretnie, nim zarzucił plecak na siebie i odszedł.
Trey, gdy ujrzał odchodzącego blondyna, zeskoczył z deskorolki i powoli podszedł w stronę kumpla. Z dołu skinął na niego, a potem na Tomasa.
— O co tu chodzi?
— O to, że chyba wydzielam ostatnio jakieś feromony czy cholera wie co! — Woody zaśmiał się, także oglądając się za odchodzącym chłopakiem. — Dostałem zaproszenie do kina. Samochodowego — dodał i prychnął pod nosem z rozbawieniem. Kiedy mówił to głośno, jeszcze bardziej miał wrażenie, jakby właśnie chwalił się kumplowi, że idzie na randkę. I mimo że nie było pewności w stu procentach, że ten wypad nią jest, to śmiał mieć takie przypuszczenia.
Trey zacmokał z podziwem i wziąwszy deskorolkę pod pachę, wyszedł wyżej oraz usiadł obok kumpla. Stuknął go łokciem.
— Się powodzi. Podoba ci się?
Woody oddał kuksańca. Tylko trochę mocniej.
— Powiedział ten, co się już umawia z śliczną blondynką — a kiedy to powiedział, roześmiał się głośniej. — Cholera, byłoby zabawnie, jakby mi też coś z tego wyszło. Ty z blond, ja z blond… — Śmiał się dalej i jeszcze zerknął, czy Tomasa nie widać. Ten jednak już znikł z zasięgu wzroku. — I… no… — Wzruszył ramionami. — Słodki jest.
— Trochę nerdzi — skomentował Trey. — Ale nie jest pozerem. Duży plus w tym morzu debili w szkole.
— No, rzuca dziwnymi tekstami. Ale jak załapie, że nie wiem, o czym mówi, to się śmiesznie rumieni — Woody skomentował z rozbawieniem. — Zabawny koleś, ale zobaczę. Może okazać się podobnym strzałem jak Daniel. W ogóle, muszę zobaczyć, co chciał, bo pisał, jak siedzieliśmy w pokoju — burknął pod nosem, drapiąc się po karku.
— Przydałoby mu się dobre pieprzenie, to by się przekonał, czego chce — stwierdził Trey i obejrzał się w stronę szkoły, czy przypadkiem nie ma w pobliżu żadnego nauczyciela. Nikogo takiego nie dostrzegł, więc wyciągnął z kieszeni paczkę slimów i wziąwszy sobie jednego, podsunął pudełko kumplowi.
Ten poczęstował się, uprzednio także się obejrzawszy, jakby już kumpel tego nie zrobił. Ostrożności jednak nigdy nie było za wiele.
— Może. Ale to jak zwykle kłopot z lokum. Cholera — jęknął, odchylając się do tyłu, kiedy już zaciągnął się podpalonym przez Treya papierosem. — A co u Harper?
— W porządku. Gadałem z nią dzisiaj przez telefon trochę. Rozwija się powoli. Muszę ją gdzieś zabrać w przyszłym tygodniu, tylko, kurwa, nie wiem gdzie — mruknął Trey i zaciągnął się dymem, a jego wklęsłe policzki… zrobiły się jeszcze bardziej wklęsłe.
— To zaproś ją do kina samochodowego. Jeśli nie jest przeciwko fantastyce i napierdalaniu na ekranie, to możemy zrobić podwójną randkę — zasugerował z tym swoim wrednym uśmieszkiem, który robił połową ust. Był ciekawy, jakby Tomas zareagował na to, że poza nimi też Trey pojedzie ze swoją dziewczyną do kina. No i do przyszłego tygodnia musiał ogarnąć sprawę Daniela. Cholera. Jak wpierw nie miał w ogóle żadnych widoków, tak teraz nagle dwie szanse się pojawiły.
Trey przez dłuższy moment rozważał jego propozycję, paląc, aż w końcu się odezwał.
— Nawet niegłupi pomysł. Zapytam jej, co ona na to. A na kiedy się umówiłeś?
— Na następną sobotę na Elysium. Godziny dokładnie jeszcze nie znam, ale wiadomo, że wieczorem, co nie?
— Jasne. Dobra, dwa blondi i my. Uroczy czworokąt. — Trey uśmiechnął się lekko i dmuchnął w twarz kumpla, który od razu skrzywił się i odepchnął współlokatora.
— Durny jesteś. I nie ekscytuj się za bardzo. Nie idę na czworokąty. — Zaśmiał się i zaciągnął się papierosem, aby się nie marnował.
— Nie? A Daniela i tego całego blond nerda nie chciałbyś na raz? — Trey zagadał, samemu myśląc o tym, jakby miał mieć w łóżku Harper i jeszcze kogoś. Tak… chyba mu się to podobało.
Woody zamyślił się, rozkoszując się dymem ofiarowanego papierosa.
— Hmm… Chyba… Nie wiem. Chociaż może. Musiałbym tylko dobrze rozplanować czas, aby żaden nie był pokrzywdzony — zażartował z uśmiechem. — A ty co? Taki napalony na trójkąt, jak jeszcze nawet nie zaliczyłeś drugiej bazy?
— Mam siedemnaście lat, bracie, setki scenariuszy do pornosów przechodzą przez moją głowę tygodniowo — Trey odpowiedział ze śmiechem i dopalił peta.
— Tygodniowo? To ty wolny jesteś! — Woody również się śmiał i sam zaciągnął się po raz ostatni. — Ale nie ciśnij jej. Bo dostaniesz w pysk, a zimnych okładów na oko ci robić nie będę.
— Nie cisnę, bracie. Mówiłem ci, że był tylko buziak. Harper jest inna niż inne laski, z którymi kręciłem. Bardziej pewna siebie, trochę nie mogę wyczuć tempa — przyznał, bawiąc się kolczykiem w języku. Westchnął i skonkretyzował: — Laska jest starsza ode mnie, kurwa, może mieć większe doświadczenie niż ja.
— Pewnie ma — Woody od razu podłapał, drwiąc sobie niższym tonem z kumplem. — Może jesteś jej egzotyczną zabaweczką? — Zarechotał, patrząc z wyzwaniem w oczach na przyjaciela, ciekaw, jak zareaguje.
I o dziwo, Trey uśmiechnął się kątem ust.
— Chyba jej szczeniakiem.
— Szczenięce spojrzenie? — Woody spytał domyślnie i z szerokim uśmiechem na ustach.
— Ta, coś w tym stylu. Debil, myślałem, że tylko ty tak uważasz. Co z moim drapieżnym „ja”? — Trey kpił z siebie dalej. Miał do siebie duży dystans. Na tyle, że nawet na pewnej imprezie rok temu dla żartów udawał chłopaka Woody’ego. Co prawda byli po jakimś dobrym ziele, ale i tak.
— Nie zauważam go zazwyczaj. — Woody dlatego też pozwalał sobie, aby dla zgrywy kopać go dalej.
Trey pokręcił głową i zmienił temat.
— Skąd ty w ogóle znasz to blond nerdziątko?
— To najbardziej nieciekawa historia w życiu. Pamiętasz, jak we czwartek byłem rano z tobą tu, a potem gnałem na zajęcia? Wpadłem na niego na korytarzu, a potem zagadał mnie na boisku. Mówię ci, stary. Jakieś feromony — dodał z prześmiewczym uśmieszkiem.
— Musiałeś wyładnieć przez te wakacje — skomentował Trey w podobnym tonie. — Wracamy już?
Woody uśmiechnął się pod nosem.
— Spoko. Jeśli już dosyć sobie tyłek poobijałeś.
— Wyjebałem się tylko dwa razy — odparł Trey, unosząc się i oglądając za siebie, na tył swojej nogi. Faktycznie, widać tam było, że spodnie lekko się zdarły i pobrudziły. Jak każde Treya.
— Będziesz musiał kupić niedługo nowe. Znowu… — Woody westchnął, przypominając sobie, jak w zeszłym roku Trey pod rząd zniszczył dwie pary i musiał pożyczyć mu jedną ze swoich. Czasami naprawdę miał wrażenie, jakby byli razem. Ale bez seksu i żadnej intymności. Cóż, nie można było mieć wszystkiego. — Cho, spadamy.

15 thoughts on “Project Dozen – 9 – Miotające się blond nerdziątko

  1. Katka pisze:

    Basia, widzę, że czytasz dzielnie PD :) Miło, miło, czytaj dalej, a wszystko się okaże :) I mam nadzieję, że będzie się podobać. A wenę chętnie zbieramy, dziękujemy!

  2. Basia pisze:

    Witam,
    Woody tak bardzo męczył Thomas, a on nadal nie wie tak naprawdę na czym stoi, ciekawe jak zareaguje na wieść o „podwójnej rance”
    weny…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. kan pisze:

    Mimo wszystko wolałbym żeby Trey został hetero, oni tak dobrze się uzupełniają i może to dzięki temu, że są innej orientacji. Możliwe, że jakakolwiek relacja intymna mogłaby zepsuć wszystko, co ich łączy. Thomas był takie nieporadny, że kurde no, idealnie pasuje mi do Woody’ego i mam szczerą nadzieję, że coś z tego będzie, podobnie jak w przypadku Frania i Sebusia, tak i tutaj mam nadzieję na związek ;d

  4. Katka pisze:

    Margotx, tak, najwyraźniej w tym miesiącu tylko jeden rozdział Dozenów będzie. Wszystko idzie swoim harmonogramem, który niestety czasami taki psikusy robi. Spoko, w lipcu będzie lepiej :)

  5. Margotx pisze:

    Ej, a czy ja dobrze rozumiem, że w czerwcu będzie tylko jeden rozdział Dozen – 15 czerwca dokładniej? Zawsze chyba było 2 razy w miesiącu :(

  6. Shivunia pisze:

    Margotx >> Oj, nie zabijamy cie. Słowo.Ale niestety nie możemy łamać zasady niespoilerowania. Możemy jedynie obiecać, ze Woody i Trey nie są pobocznymi postaciami więc swój udział w tekście będą mieli. Co się czasami odwlecze, to nie uciecze ;) Głowa wiec do góry :D

  7. Margotx pisze:

    Ej no, nie bądźcie takie, proooszę, ja muszę wiedzieć czy coś będzie, no ludzie, przez to czekanie i niepewność to ja umieram… Nie zabijajcie mnie XD
    Ale jak nie będzie w następnym rozdziale niczego o Woody’m i Trey’u (jakiejkolwiek wzmianki, nie mówię tu o seksie czy coś) to pójdę się pociąć, a WIEM, że nie będzie, zawsze tak jest :(

  8. Shivunia pisze:

    Margotx >> Hahaha, jak słodko ;) Ale jeszcze się okaże ile będzie w „byciu razem” z tego o co błagasz. Jak ja pokrętnie pisze ;/ A „niesprawiedliwość”… cóż. Życie jest z zasady niesprawiedliwe.

    Saki >> Nooo, Saki, Saki, jakie zaniedbanie. Jaka ty leniwaaaa… Jesteśmy tobą rozczarowane. Hahaha, żarcik oczywiście, bo jest nam miło, że mimo lenistwa jednak dostałyśmy taki ładny komentarz ;)
    Teeeeż uważam, że jest słodki. No, takie urocze zagubione blond nerdziątko. Chociaż i tak najzabawniejsze są wg mnie jego porównania i wszystkie te geekowe teksty. To taki inny człowiek mimo wszystko. I przez to może być też ciekawy do obserwowania. Co do Daniela… cóż. Zobaczymy czy jeszcze nie pokaże na co go stać. Jest tu jeszcze kilka „cichych” gwiazd. Które nawet dla nas były zaskoczeniem jak pisałyśmy. Ale o tym ciii, ja nic nie powiedziałam.
    Co do pracy domowej… hm, no już na 100% wiadomo, że na samego chłopaka ma wpływ. Dobre pytanie, czy na kogoś jeszcze. Co do samej książki, obie z Kat ją czytałyśmy. Ja jednak… nie dobrnęłam do końca. Źle mi sie czytało przez łzy w oczach. Ale ogólnie pozycja naprawdę…woow. Jak na tamte czasy w jakich pisał autor. Szacun. Więc polecam. Ja też kiedyś muszę zrobić drugie podejście.
    Oh szczurki. Nawet nie wiecie jak lubię jak ich tak nazywacie. Od razu widzę jakieś dwa słodkie szczurasy. http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/31/bf/68/31bf6876f2042ed2858bc097bb1bb9d4.jpg Tak, uwielbiam szczury więc dodatkowo się tym jaram. A przewodniczący. Cóż. To i tak nieźle, ze tylko on cie denerwuje. Może uda nam się z czasem poprawić ten wynik i będzie więcej „wrogów publicznych” hahaha. Cesarz Zła.
    Dziękujemy też za błędy ;) I jeszcze raz za komcika. Bardzo uroczy :D I rozdziały niestety muszą być w takich odstępach. Najgorsze, że czasu na pisanie zamiast coraz więcej jest coraz mniej. Ehcik. Aleeee, też pozdrawiamy ;)

  9. saki2709 pisze:

    Nie wiem, czemu jeszcze tego nie skomentowałam. To chyba przez to moje lenistwo. No nic. Może trochę późno, ale zawsze coś.
    Tomas jest słooooodki. Serio. I tak uroczo się peszy. Nie mogę się doczekać tej ich randki. Z jednej strony chciałabym zobaczyć jego minę, jakby się dowiedział, że to ma być podwójna randka i obserwować jego zachowanie, a z drugiej chciałabym, żeby byli sami i… mieli tę swobodę. No chyba że wybraliby się dwoma samochodami, to wtedy w pewnym sensie można brać obie opcje pod uwagę.
    Co do tego Daniela… mam w stosunku do niego mieszane uczucia. Może to dlatego, że Woody’ego widzę tylko z Tommy’m XD Ale Woody’emu chyba nie do końca leży ten cały Daniel. Chyba przez co jego niezdecydowanie. Tomas w każdym razie ma konkurencję, skoro Woody mimo wszystko bierze niezdecydowanego bi pod uwagę i blondasek musi użyć poważnych argumentów, żeby wybić mu z głowy swojego konkurenta. Jak na razie chyba jednak ma pewną przewagę, bo to z nim umówił się na randkę… chyba randkę, Woody uważa, że jest słodki i wyraźnie coś między nimi iskrzy. Z niecierpliwością czekam na rozwój sytuacji.
    Mam jakieś dziwne wrażenie, że ta praca domowa naszego blond nerdziądka będzie miała jakiś większy wpływ na fabułę, Nie wiem dokładnie co, ale czuję, że coś się stanie. Mogę się oczywiście mylić, ale wydaje mi się, że koledzy z klasy mogą w żarcie lub niekoniecznie powiedzieć coś w stylu „jesteś gejem” czy coś innego (w tej chwili nic mi nie przychodzi do głowy). Dzieciaki różnie reagują na takie sytuacje, a Tomasik może się tym bardzo przejąć. Nie wygląda na takiego, co by dobrze znosił szykany czy prześladowania. Nie to co Jules, który otwarcie mówi o swojej orientacji i ma w nosie to, co inni o nim myślą. On raczej nie dałby się prześladować.
    A co do tej książki… mam zamiar ją przeczytać. Kiedyś. To znaczy jak znajdę czas, bo jak na razie to trochę z nim ubogo. Sesja to coś, czego nienawidzę najbardziej na świecie.
    Co do Treya, to jakoś nie mam ciśnienia na to, żeby był z Woodym. Podoba mi się ten wątek hetero, który wprowadza. Za to mam chrapkę na innych współlokatorów. Domyślacie się, o kogo mi chodzi, prawda? Oczywiście o nasze kochane szczurki
    Stęskniłam się za Franiem i Sebciem. Sama nie wiem, kogo chcę w następnym rozdziale. Wszystkich bardzo lubię. Chociaż nie… pan przewodniczący mnie denerwuje i jak dla mnie mogłoby go nie być w najbliższym czasie. Chyba że w pakiecie z Sebciem. W końcu mają jakiś tam projekt razem robić. To mogłoby być ciekawe i chętnie bym przeczytała ich zmagania ze wspólnym zadaniem domowym.
    Nadal ubolewam nad tym, że rozdziały są tak rzadko, ale… jakoś to zniosę. W końcu to nie jest jedyne opowiadanie, które tu wychodzi, a lubię każde z nich.

    „„Właśnie, więc nie wiesz. Do zobaczenia.” — odpisał na koniec, aby kumpel skupił się na lasce, z która był, a nie na pisaniu smsów.” – „którą”
    „Wolał jeszcze chwilę nasłuchiwać, czy ktoś nie stoi od pokojem i nie podsłuchuje, o czym tu gadają.” – „pod”.
    „I w ogóle, skąd wy się znacie? — Trey spytał, bo nie pamiętał, aby kumpel wspominał mu o tych chłopaku.” – „tym”.
    „A do tego Woody, od momentu kiedy skończył swoją kanapkę z tuńczykiem i majonezem, zastanawiał się, czy te blond kosmyki są takie miękkie, jak się wydaja.” – „wydają”.
    „— Mam siedemnaście lat, bracie, setki scenariuszy do pornosów przechodzą przez mogą głowę tygodniowo” – „moją”.

    Pozdrawiam i życzę weny.

  10. Margotx pisze:

    Jezu, błagam na kolanach, żeby był seks i intymność w ‚byciu razem’ Woody’ego i Trey’a :(((((
    Przecież oni są dla siebie stworzeni, to niesprawiedliwe :(

  11. Katka pisze:

    O., „Sen mógłby się jakiś taki okazać”? – jakiś taki XD Śmiechowo brzmi, jakby opcji było wiele. I tak, to na pewno oczka, jeśli o Woody’ego chodzi, na pewno XD

  12. O. pisze:

    Znaczy się… Woody, Sebcio i Frankuś (jeśli w parkę się złączą) to mi do szczęścia wystarczą? Tj Woody albo z Thomasem albo z Danielem xD Więcej par homoseksualnych czy jakiś takich ekcesów w wykonaniu innych nie potrzebuję xD nawet Jules’a xD Choć…Może Sen mógłby się jakiś taki okazać? Hm… Mogłoby być ciekawie <33333
    Haha, ja wcale żadnego "fetyszu" nie mam… xD Woody ma bardzo ładne oczy, choć nie ma szczenięcego spojrzenia, o. xD

  13. Katka pisze:

    O., hehehe, no wiesz, nigdy nic nie wiadomo, ale śmiechowo ogólnie, że takie ciśnienie jest na Treya, jak on już nawet sobie dziewczynę znalazł! XD Haha i nieeee, wcale się nie domyślam, dlaczego Woody Cię interesuje XD W ogóle jakie to zaskakujące, jak czasami fikcja jest w stanie zmienić człowieka. Książka rzeczywiście mooocno pobudziła go do myślenia. I to na plus, a tak swoją drogą to polecam „Mojego Giovanniego”. Oooch, a ta złośliwość losu jest chyba częsta, że najpierw nic, nic, a potem nagle za dużo. Norma. Fajowo, że podchody się podobają :D I dzięki za komentarzyk :)

  14. O. pisze:

    To może uszykujecie nam trójkąt- Woody- Harper- Trey? xD Choć czy oni nie są za młodzi na takie zabawy? W szczególności Trey…Lepiej dla niego, by zaczął na spokojnie, a nie od razu wielkie bum w życie erotyczne ;o
    Nie powiem, ale mam słabość nie tylko do Frankusia i Sebcia (<3) ale również do Woody'ego, hm ciekawe dlaczego, co nie? xD
    Thomas powinien się zmienić pod wpływem książki, fajnie, że ona już w nim wzbudziła jakieś pytania, obrazy w głowie..Lepiej dla niego. W sumie historia Daniela gdyby była szerzej rozwinięta w ich rozmowie też mogła by dopomóc dojść do pewnych wniosków, ale wiem, że wy macie wszystko ładnie już rozplanowane <3 Nie powiem, że gdy poczytałam o Thomasie lecącym na Woody'ego to scenę pornosa wyobraziłam sobie z nimi xD Oczywiście Woody u góry xD Ciekawe czy z nich będzie jakiś trójkąt emocjonalny? Czy raczej to się szybko okaże, kto, co, chce od kogo. I niby normalne "nienormalne" jest to, że gdy zainteresuje się nami jedna osoba, to nagle pojawia się druga.. A ile jest okazji jak się już w stałym związku jest ;o Nie wiem, może to polega na tym, że pod uwagą jednej osoby czujemy się bardziej atrakcyjni i to przyciąga do nas inne? Albo po prostu los lubi komplikować wszystko xD
    I naprawdę~! Przeurocze są te podchody <3333 Aż się buzia sama śmieje xD Bo to wszystko, taaakie znajome xD Haha, dzięki! ;*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s