Fire Dragon Tattoo Studio – 179 – Plany bliższe i dalsze

Ryan z Charliem nie dał rady przez dłuższy czas porozmawiać sam na sam. Co raz ktoś do nich podchodził, zagadywał, więc w sumie siedzieli cały czas w ogrodzie, co chwilę raczeni nowymi drinkami w wykonaniu Juana. Było miło, ale Charlie non stop wyglądał, jakby podskórnie wcale dobrze się nie bawił. Nawet wtedy, kiedy kilka osób zechciało porzucać piłką do siatki w większej części ogrodu, kiedy wspominali najbardziej dziwacznych klientów w studiu, czy zgadywali z zasłoniętymi oczami smaki napojów. Na szczęście już późniejszym wieczorem Ryanowi udało się wyciągnąć Charliego do domu. Upewnił się, czy chłopak ma swoją szklankę z jakimś białym, gęstym drinkiem, sam wziął sobie kolejną butelkę piwa i przez tylne drzwi dotarli do salonu. Był pusty i cichy, więc dobiegały ich tylko stłumione odgłosy rozmów z ogrodu.
Charlie postawił swoją szklankę na niskim stoliku przy ciemnych kanapach i sięgnął do kieszonki ciemnoczerwonych, krótkich spodni, które apetycznie opinały jego szczupłe pośladki. Wyciągnął gumkę do włosów i spiął je wysoko. Sam nie wiedział, czy to wieczór był taki duszny, czy to on wypił tyle alkoholu, ale było mu bardzo ciepło, a włosy nieprzyjemnie grzały w kark.
— Powinienem je obciąć, jak ty — rzucił z oszczędnym uśmiechem i opadł ciężko na kanapę.
Ryan od razu pokręcił głową, usiadł obok niego i napił się piwa.
— No, kochanie, kiedy zaczynasz mówić o obcinaniu włosów, to już jest bardzo poważnie. Powinienem dzwonić do psychiatry? Ale uprzedzam, że jedyny specjalista od pomieszania zmysłów, jakiego znam, to więzienny psycholog i wcale ci go nie polecam.
Charlie zaśmiał się krótko i sięgnął po swoją szklaneczkę. Wyglądał uroczo, taki zaczerwieniony na policzkach, z niechlujnie związanymi włosami i w grafitowym podkoszulku z nadrukiem przedstawiającym jakiegoś rysunkowego potworka. A do tego napis „Rawr!”. Ryanowi trochę się kojarzył z takim nastoletnim Charliem, któremu wciąż w głowie były wygłupy. W jakiś sposób doceniał w nim to, że nie do końca dojrzał przez ten czas, kiedy on był w więzieniu. Dzięki temu po powrocie miał poczucie, że rzeczywiście wraca do tego, co zostawił na cztery lata.
— Nie potrzebuję psychologa, zresztą w ogóle pewnie wyolbrzymiam, bo niby nic się nie stało czy coś… — Charlie mruknął ponuro i napił się drinka. Potem oparł głowę o oparcie kanapy i spojrzał na Ryana. — Bo w sumie ja się trochę niepewnie czuję.
— Niepewnie w związku? No wyduś to z siebie, co się stało, hm? Bo zakładam, że to nie jest wina jakiegoś długiego procesu, który doprowadził cię do takiego smutnego stanu, tylko coś, co stało się już w trakcie dzisiejszego, jakże uroczystego wieczoru pełnego mięsa i piwa, ach, no i jeszcze dobrego towarzystwa, bo jestem pewien, że kiedy przyjechałem z Lennym, obaj z księciem mieliście takie same serduszkowe otoczki wokół siebie, jakie macie zawsze, gdy tylko jesteście obok siebie bliżej niż trzydzieści centymetrów. Czyli zawsze.
— No niby się stało… ale nie do końca…
— Kochanie, sprecyzuj i zdecyduj się, proszę, bo jeszcze będę gotów sięgnąć ci do spodni, by się upewnić, czy wciąż masz tam męski narząd potocznie zwany kutasem, czy jednak chowa się tam wagina — Ryan odpowiedział z tym swoim uśmieszkiem, już obejmując Charliego za szyję. Nawet cmoknął jego rozgrzane czoło.
Chłopak wywrócił oczami i trącił go w bok.
— Weź, bo serio się poczuję, jak Katy, kiedy ma okres. A i dobrze wiesz, co tam mam, bo sam mi się tam dobierałeś — dodał z lekkim rozbawieniem.
— Masz rację i muszę przyznać, że tamte rejony masz bardzo smakowite. Ale nie rozmawialiśmy o czasach, kiedy było pomiędzy nami bardziej łóżkowo… hm, samochodowo, namiotowo, dywanowo, ścianowo i podłogowo, ale o tym, co cię tak zmartwiło. Bo jeśli Rush zrobił ci coś, za co zasługuje na śliwę pod okiem, to myślę, że jestem gotowy mu ją zapewnić.
— Nie no, nie trzeba — Charlie od razu powstrzymał jego zapędy. — Nie no, bo… wiesz, ostatnio się tak śmiesznie bawiliśmy w rozmowę kwalifikacyjną w jego biurze. Jak było puste oczywiście, ale ja tam niby przyszedłem na rozmowę właśnie i mu ciągnąłem za biurkiem i było zajebiście…
Ryan uniósł brwi i momentalnie się uśmiechnął. Nawet wymownie zerknął na czerwone wargi przyjaciela.
— No ładnych rzeczy się dowiaduję… Nie macie tam może kamer?
— Mamy, ale nie były włączone jeszcze. Zboku! — Charlie zaśmiał się i stuknął go w ramię szklanką. — No ale, bo nie o to chodzi. Potem, jak wychodziłem, to wpadłem na taką laskę na schodach. Taką wiesz… laskę-laskę. Długie nogi, fajne cycki, blondynka i w ogóle… Taka trochę jak… — szukał słowa, zagapił się na swojego drinka i palnął: — Rushella.
Ryan roześmiał się od razu i pieszczotliwie pocałował Charliego w skroń.
— Rushella?
— Nooo, serio, taki Rush w damskiej formie, bo ładne to, kurde, uśmiechnięte, dobrze ubrane, pewnie skończyła dwa kierunki, dotąd zarabiała trzy razy więcej niż ja i w ogóle wystąpiła na jakimś pokazie mody…
— Hej, hej, bo mi się nakręcasz, kochanie. Ale dopiero co dowiedziałem się, że Rushella wpadła na ciebie, bądź odwrotnie, kiedy wychodziłeś, tak? To chyba nie jest powód twojego złego nastroju, bo… — zawiesił wzrok i szybko sięgnął do jego rozporka, jakby chciał go nagle rozpiąć — naprawdę zacznę tam szukać tej waginy.
Charlie roześmiał się i odepchnął jego ręce. Przy tym rozlał trochę drinka na siebie i kanapę, więc od razu odstawił szklankę z głośnym „o cholera!”, ale dodatkowo wciąż wesołym śmiechem.
— No wiecie co? Przychodzę, bo się martwię o Charliego, a nie dość, że się brechtacie, to jeszcze zalewacie mi kanapę… — to był głos Mike’a, który właśnie wszedł do salonu i stanął z rękami splecionymi na klatce piersiowej i wymownym spojrzeniem.
Charlie, pochylony z pochwyconą ze stolika serwetką, oraz Ryan, odsuwający się zapobiegawczo od plam, spojrzeli na Mike’a i zaśmiali się.
— Przyszedł pan mam-kij-bardzo-głęboko-w-tyłku, bój się, kochanie, i szybko ścieraj — skomentował z rozbawieniem. — I siadaj z nami, Mikey, Charlie jeszcze nie skończył swojej opowieści o sex bombie pojawiającej się w gabinecie księcia Rusha.
— Co…? Jakiej sex bombie? — Mike zaniepokoił się… a może zaciekawił i w końcu usiadł sobie na fotelu ustawionym po skosie do kanapy.
Charliemu udało się zetrzeć plamy. Na szczęście kanapa była skórzana, więc nie zostały ślady. Kiedy ponownie usiadł, już darował sobie dopijanie drinka i pociągnął nogę pod siebie.
— No, bo do Rusha ostatnio, jak do niego wpadłem, przyszła jakaś blond laska, nie?
— Wtrącę tylko, Mikey, że możesz się radować swoim odpowiednim wyczuciem czasu, bo gdybyś przyszedł chwilę wcześniej, usłyszałbyś jeszcze opowieść o seksie oralnym pod biurkiem księcia Rusha w wykonaniu naszego słodkiego przyjaciela — dodał Ryan, a Mike obdarzył go krzywym uśmiechem.
— Dzięki, Ryan, widzę, że moje wyczucie czasu i tak nic nie dało, skoro mi zdajesz relacje. Na pewno nie minąłeś się z powołaniem i nie powinieneś być… nie wiem, komentatorem sportowym albo jakimś lektorem?
— A wiesz, Mikey, że myślałem kiedyś o tym pierwszym? — Ryan obdarzył kumpla zniewalającym uśmiechem. — Ale! Charlie? — wrócił do tematu, który powinien być teraz priorytetem, a nie jego kariera.
— No… I ten, już niby o niej zapomniałem, ale teraz nagle się dowiedziałem, że ona była na rozmowę kwalifikacyjną — chłopak podjął z coraz bardziej grobowym wyrazem twarzy. — Tak zaraz po mnie! I uwaga, teraz najlepsze…
Ryan i Mike popatrzyli na niego z wyczekiwaniem, a tatuażysta pochylił się, by być lepiej słyszanym i oznajmił:
— Ma na imię Charlie.
— Uuuu!
— No dobra, dobra… Ale to niczego nie dowodzi! — Mike od razu się wtrącił i kopnął lekko Ryana w łydkę, bo według niego takimi reakcjami podsycał niepewność Charliego.
— Niby nie, ale… cholera — Charlie burknął z kwaśną miną i znowu opadł na oparcie kanapy. — Laska jest ładna, a nawet bardzo, do tego ma na imię tak jak ja i była po mnie na rozmowie kwalifikacyjnej. I ją dostała! A co, jak mu też ciągnęła? — Spojrzał po kumplach z iście grobową i poważną miną.
Mike skrzywił się i pokręcił głową.
— Daj spokój, Charlie, nie słyszysz, jak niedorzecznie to brzmi? Przecież to, że ma tak na imię albo jest ładna, nie znaczy, że zdobyła pracę przez łóżko.
— Biurko, jeśli być konkretnym, Mikey.
— Ryan! Utrudniasz! — Najstarszy chłopak warknął na kumpla, a ten zaśmiał się i napił się piwa.
— Kochanie… — zwrócił się do Charliego. — Jestem pewien, że moje słowa nie przekonają twojego zazdrosnego serduszka, ani nie wierzę, że teraz staję po stronie księcia z bajki, ale… Mikey ma rację, to o niczym nie świadczy. I jeśli mam być szczery, to nie wierzę, by jakaś dziewczyna była w stanie czymś cię przewyższyć w oczach Rusha.
— Bo ty jesteś homo, to jesteś stronniczy — Charlie od razu obronił swoje podejrzenia. — Rush jest bi, leci na cycki i już kiedyś mnie zdradzał z laskami. I też był przy tym we mnie niby zakochany i wydawało się wszystko okej. A tu jeb, koliberek!
— Koliberek? — Tym razem Ryan nie zrozumiał, za to Mike wykrzywił usta gorzko. Dobrze pamiętał ten dzień, kiedy Charlie dowiedział się w studiu, że Rush zdradził go z dziewczyną i potem jechali razem do hotelu, w którym ten jeszcze wtedy mieszkał.
— Nieważne… — Tatuażysta machnął ręką. Nagle przez tę rozmowę poczuł wilgoć pod powiekami. Nie chciał, żeby to wszystko, co było ostatnio między nim a Rushem niczym wyśnione marzenie, okazało się kłamstwem. Nie chciał, by Rush grał na dwa fronty, by go oszukiwał… Był taki szczęśliwy! A jak to wszystko miało się nagle okazać ułudą, to by tego nie zniósł.
Mike i Ryan wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. Obaj wiedzieli, że podejrzewanie zdrady na podstawie takich szczegółów były raczej wyolbrzymieniem, ale też nie było się co dziwić reakcji Charliego, skoro już raz się sparzył. Ryan dodatkowo uważał, że Rush był zwykłym dupkiem, zdradzając go na samym początku. Teraz jednak… zresztą, sam nie wiedział, w końcu Rush był dobrym aktorem. Równie dobrze Charlie mógł mieć rację. Ale mówienie mu tego na pewno teraz nie pomoże.
Silne ramię Ryana ponownie objęło chłopaka i przytuliło go.
— Nie powinieneś się martwić na zapas, kochanie, a tym bardziej odsuwać od Rusha, bo zakładając, że wszystko między wami jest w porządku, w co głęboko wierzę, to pomyśl, co teraz z Rushem? Pewnie cały wieczór zamartwia się o swojego ptaszka, który w niego zwątpił. Myślę, że nie mógłby oszukiwać nas wszystkich, a… jak się spojrzy do ogrodu, to trochę nas jest, więc jestem pewien, że Rushella-Charlie jest dla ciebie zupełnie niegroźna. Tym bardziej, że jesteś bardzo, bardzo seksownym kąskiem… Prawda, Mikey? — Ostatnie zdanie Ryan specjalnie skierował do najstarszego chłopaka, dodając do tego szeroki uśmiech.
Mike skrzywił się i pokręcił głową. Doprawdy, uwielbiał, kiedy Ryan był taki…
— Tak, jest bardzo seksownym kąskiem — odpowiedział sucho, a Charlie roześmiał się krótko.
— Dobra, przestańcie — odpowiedział, już chyba nie chcąc o tym rozmawiać. Co by nie mówić, Ryan i Mike trochę go pocieszyli, ale… wciąż miał w planach odwiedziny Rusha w firmie. Musiał, po prostu musiał na własne oczy upewnić się, czy sekretarka nie dowala się do jego faceta, a jego facet z tego nie korzysta. —W ogóle, Marg dzisiaj bardzo ładnie wygląda — szybko zmienił temat i zwrócił się do Mike’a. — Wygląda trochę, jakby nie tylko ona ćwiczyła coś przed ślubem.
— Tak, ostatnio codziennie rano robi sobie jogging — Mike chętnie podjął temat, z niejaką dumą. — Podziwiam ją w tym, bo i tak ma w pracy dużo ruchu. Ja mam pracę bardziej papierkową i siedzę głównie za biurkiem, a i tak treningi u Ryana mnie zabijają.
Ryan od razy uśmiechnął się i uniósł swoją butelkę z piwem.
— Zdrowie twojej kondycji i twoich mięśni, Mikey! I pozwól, że cię zmotywuję i powiem, że przynajmniej połowa z dzisiaj obecnych świętujących zauważyła w tobie zmiany. I tak, wiem o tym, bo przez chwilę rozmawiałem z dużym Jayem o twoich nowych walorach, dokładnie komentując każdy wyrzeźbiony mięsień i gdy ktoś usłyszał nasze kwieciste komplementy pod twoim adresem, wyrażał swój podziw. Myślę nawet, że w jakiś sposób zmotywowało to Juana do pomyślenia o czymś więcej niż deska.
— Serio? — Mike zdziwił się nieco, ale w duchu poczuł się przyjemnie połechtany. Cóż, co prawda bywał u Ryana na siłowni tylko dwa razy w tygodniu, ale ten dawał mu zapewne taki sam wycisk, jaki Lenny dawał Jasonowi. W sumie bawiło go, że ta dwójka dbała o kondycję i rzeźbę dwóch innych kumpli. Jakby na to nie patrzeć, nadawali się do tego. — To fajnie, wiesz… no, sam widzę zmiany, ale jednak dobrze to też usłyszeć od kogoś.
— To ja jeszcze chcę zobaczyć! — Charlie wtrącił się z takim uśmiechem, że „zobaczyć” równie dobrze można było odczytać jako „pomacać”.
Mike od razu pomachał rękami i zrobił groźną minę.
— Żadne zobaczyć, już pokazywałem raz w studiu.
— No, Mikey, nie bądź dziś taki dla Charliego, zobacz, jak niewiele trzeba, by mu humor poprawić. Musisz tylko zrobić śliczny striptiz.
— Żaden striptiz, to się zawsze źle kończy! — oburzył się gospodarz.
— Jak to źle? Od tego się podobno zaczęła twoja znajomość z Katy, a potem założenie naszego studia! — Charlie roześmiał się i szybko do niego dopadł, aby włącznie z Ryanem pozbawić go koszulki.
Śmiali się przy tym jak głupi, chwiali na nogach i walczyli z oburzonym Mikiem, który starał się zrobić wszystko, aby wciąż pozostać ubranym. Nie udało się. Tak, w tym momencie poczuł się jak za czasów, gdy wciąż mieli naście lat. Niby tak wiele się zmieniło od tego czasu, ale w takich chwilach mocno w to wątpił…

*

Miał świadomość, że dawno tak się nie czuł. Tak specyficznie oderwany od swojej codziennej rzeczywistości. I było to zaskakująco… przyjemne. Jakkolwiek Alex nie powiedziałby, a nawet nie pomyślał, że potrzebuje czegoś takiego częściej niż raz na dwa miesiące. Takie duże spotkania były bardzo przyjemne, ale też dziwnie męczące. Przy rutynie można było odpocząć, podczas żywych dyskusji z przyjaciółmi i znajomymi już nie tak do końca. A już na pewno inaczej. Ale jeśli ekipa ze studia tatuaży nie planowała takich grilli częściej, to było mu nawet na rękę, aby w nich uczestniczyć. Nawet, jeśli teraz z ulgą powitał powrót do domu Mike’a z podwórza i wygodną kanapę. Impreza przeniosła się tutaj, bo na dworze zrobiło się ciemno, ale jeszcze nikt nie zbierał się do swoich domów. Atmosfera także się przy tym zmieniła. Było spokojniej, była to bardziej posiadówka, osoby mniej chodziły między sobą, a przekąski stały się lżejsze. I podczas konsumpcji jednej z wspaniałych przekąseczek, małego sucharka z pastą i oliwką, na kanapę do Jasona i Alexa dosiadł się Mike.
— Matko, musiałem się przebrać. — Westchnął i obejrzał się z dezaprobatą za Ryanem i Charliem, którzy właśnie rozmawiali z Kate i Juanem, nie miał pojęcia o czym, przy jego barku. — Pomięli mi koszulkę… Na pewno nie ma jakiegoś określenia na striptiz pod przymusem? Tak jak gwałt na seks pod przymusem? — zagadał i sam sięgnął po taką samą przekąskę.
— Molestowanie? — Jason zaśmiał się, a jego kochanek przytaknął, że popiera ten dobór słów. — Charlie się tobą pocieszał?
— No powiedzmy, chcieli z Ryanem zobaczyć skutki mojego ćwiczenia na siłowni. — Mike pokręcił głową, ale zbył temat machnięciem ręki. W ogóle cieszył się, że jego dom wciąż wyglądał tak, jak kilka godzin temu, nie licząc oczywiście porozstawianych strategicznie przekąsek i napojów. Ale to było nic w porównaniu do tego, co się tu czasami działo, kiedy Charlie i Ryan wpadali na pomysł, że fajnie zrobić u niego imprezkę. Czasy młodości ogólnie kojarzyły mu się z hałasem, bałaganem i kłopotami wywołanymi przez dwóch kumpli. Chyba cieszył się, że to już za nimi, że dorośli i wszystko stawało się bardziej… stabilne. — Alex. Miałbym do ciebie interes, jeśli miałbyś czas.
— Oczywiście. Chcesz przyjechać do biura, czy jednak porozmawiać bardziej prywatnie? — blondyn spytał z naturalną dla siebie powagą, siedząc z nogą założoną na nogę, blisko swojego faceta. Nawet nie zauważył, że chyba byli dzisiejszego wieczoru najbardziej dotykalską parą. Publicznie oczywiście. Gołąbki o dziwo oddały pierwsze miejsce z racji swojego nieporozumienia, Lenny i Ryan nie przywykli do okazywania przy ludziach czułości, a nawet Mike i Marg byli zbyt zajęci krzątaniem się i zabawianiem gości, aby na dłużej gdzieś zasiąść i się poprzytulać. Alex i Jason za to przez większość czasu siedzieli razem, a ten drugi sporadycznie głaskał blondyna i obejmował go.
— Mogę przyjechać do biura, bo będzie to kwestia związana z mieszkaniami. — Mike również przeszedł na bardziej formalny ton, zupełnie automatycznie. — Po ślubie chcemy się z Marg jednak przeprowadzić na swoje. Tutaj rzadko są moi rodzice, ale to jednak ich dom, więc… Sam rozumiesz.
— No proszę, Alex, to będziesz miał okazję poszerzyć swoje poszukiwania. — Jason zaśmiał się krótko, obejmując w ramionach kochanka.
Mike spojrzał na nich pytająco.
— W jakim sensie?
— Też się będziemy przeprowadzać. Na trochę większe, z garażem, garderobą… Moje mieszkanie jednak na dwie osoby jest za małe — Jason wyjaśnił, nie dodając, że było dobre na dwie osoby z małymi wymaganiami. Alex nie był osobą mało wymagającą.
— Naprawdę? — Mike wyglądał na szczerze zaskoczonego, chociaż czym bardziej docierała do niego ta informacja, to racjonalnie myśląc, można było się tego spodziewać. A jeśli tak się stanie, to był pewien, że mieszkanie Alexa i Jasona może być o stokroć ładniejsze niż chodźmy ten dom. A i tak trzeba było przyznać starym Spencerom, że mieli klasę, choć według Mike’a uderzali w zbyt ciemne barwy i wnętrze wydawało się ponure oraz może nawet trochę burżujskie. To raczej nie groziło Alexowi i Jasonowi, bo ten pierwszy miał ewidentną słabość do jasnych kolorów.
— Tak, Mike, doszliśmy do wniosku, że to dobry pomysł, tym bardziej, że milej dzielić wspólny dom, niż mieszkać u kogoś. Mimo wszystko, to mieszkanie jest nadal Jasona.
Gospodarz uśmiechnął się i przytaknął. Rozumiał ich bardzo dobrze, bo sam mieszkał w domu swoich rodziców i było to niekomfortowe. Wygodne oczywiście, bo ilość pokoi, dwie łazienki, obszerne garderoby i ogród dawały swoisty luksus, ale psychicznie czuł się źle, że mając dwadzieścia cztery lata wciąż siedzi im na głowie.
— Okej, to w takim razie, jeśli macie teraz z tym jakoś więcej roboty, to nie będę się narzucał. Do listopada zostało trochę czasu, więc jak będziesz miał czas, to daj znać — zwrócił się do Alexa.
— To nie jest coś, co muszę załatwić już, natychmiast, dlatego mogę poszukać też jakiegoś domu dla was, kiedy będę rozglądał się za czymś interesującym dla nas — Alex odpowiedział ze spokojem. Nie było to dla niego problemem, w końcu lubił swoją pracę i znał się na niej. — Nie wiem tylko, kiedy coś by się trafiło, więc także możesz się rozglądać, a ja pomogę ci w razie czego ze wszystkimi formalnościami. I oczywiście, mimo bycia pośrednikiem, nie masz się co martwić kosztami. Jesteśmy w końcu przyjaciółmi. Tylko dobrze by było, jakbyście odwiedzili mnie z Margaret i porozmawiali, czego oczekujecie od domu.
— Okej, pojawimy się razem u ciebie w biurze. I też raczej uderzymy w coś większego. — Mike po tych słowach na chwilę się zaciął i rozejrzał, nie bardzo chcąc, by ktoś podsłuchiwał, w dużej mierze Kate. — Nie, żebyśmy to już planowali, czy coś, ale raczej by był to dom, w którym będzie odpowiednio miejsca jeszcze na, no… dzieci.
Jason uśmiechnął się szerzej, a Alex z zaciekawieniem uniósł brwi.
— Nie żebyście? Naprawdę, Mike? O jak dużym stadku pociech myślicie? Jedno na każdego wujka? — Tatuażysta zaśmiał się cicho, zachowując jako tako dyskrecję. Kate i Juan co prawda zajęci byli popijaniem drinków i głośnym komentowaniem występów na plaży, na których ostatnio byli, ale dziewczyna miała swoistą zdolność wyłapywania z otoczenia słów kluczy, dlatego nie chciał podnosić głosu.
— Czekaj… — Mike zmrużył oczy i wyciągnął dłoń, aby zacząć liczyć na palcach. — Ty, Alex, Rush… Charlie, Ryan, Lenny… Juan… Zarabiam całkiem nieźle, ale jakbym miał każde z siódemki wysłać na studia, to zostałbym z niczym. Ale Marg chce i dziewczynkę, i chłopca, więc… pewnie dwójkę. Ale mówię, nie, że już się staramy — uprzedził szybko i znowu się rozejrzał. Doskonale wiedział, że jeśli Kate by to usłyszała, nie minęłoby dziesięć minut, a z imprezy na cześć studia zrobiłaby się impreza na cześć powiększenia się rodziny Spencerów, a nad drzwiami zawisnąłby transparent z odpowiednio kolorowym napisem, że Marg spodziewa się dziecka.
— Ryan i Lenny mają już jednego dzieciaka od siostry Ryana, więc ich możesz nie liczyć. A tak to możecie postarać się o jednego na parę. Czyli akurat. I Juanowi Katy sama powinna coś sprawić. — Jason zaśmiał się i spojrzał na kochanka. — Co wolisz? Dziewczynkę czy chłopca od młodych? — spytał z rozbawieniem, które zeszłoby mu z twarzy, gdyby nie przywykł do spojrzenia kochanka.
— Twoje żarty są trudne do interpretacji, Jason. Mój homoseksualizm jest na tyle rozwinięty, że nie chcę w ogóle dzieci. Nawet czyjegoś i nawet pod krótką opiekę. Chyba że skończy szesnaście lat — Alex wycedził, po czym dodał do Mike’a: — Wybacz, to nie dotyczy waszych przyszłych potomków, ale ogólnie dzieci.
Mike zaśmiał się krótko i pokręcił głową, pokazując, że nie chowa urazy.
— Jasne, rozumiem. Jasona zresztą też z dzieckiem nie widzę, wystraszyłoby się.
— Mnie? Na pewno by mu się spodobała kołysanka w moim wykonaniu — Jason zakpił sam z siebie tym swoim chrapliwym głosem. Tak samo jak Alex, nie myślał o dzieciach i jakoś nie brał nawet tego pod uwagę. Nie czuł do tego pociągu.
— A jakbyś nosił któreś na barana, dostałoby lęku wysokości. Tak, Jason, wiem, że byłbyś cudownym wujkiem, ale na razie wolę pomyśleć o stworzeniu dobrego domu dla tych dzieci, a dopiero później o podrzucaniu ich wam — Mike prychnął z rozbawieniem.
— Taa, spoko, spoko, szefuńciu. Tylko nie przedłużajcie z tym planowaniem, żeby się duży dom nie marnował. Nasz przynajmniej zajmą garnitury — Jason odpowiedział z lekkim uśmieszkiem i cmoknął Alexa w policzek. Bardzo przyjemne dla niego było, że w otoczeniu przyjaciół Alex nie karcił go za te gesty i mogli się tu czuć luźno jako para. W sumie brakowało mu tego trochę publicznie, ale przynajmniej w takich momentach mógł nadrabiać.
Alex posłał mu chłodny uśmiech.
— Nie martw się, zadbam o to, abyś jedno pomieszczenie miał całkiem dla siebie, aby moje garnitury nie czuły się zanadto wyróżnione.
Jason zaśmiał się krótko. Miał dobry humor, a wieczór uważał za udany. Aż było mu szkoda, że robiło się już na tyle późno, że niebawem powinni się zbierać.
— Taaa, spoko, może jak zrobię roczny zapas ołówków, to ich liczba minimalnie zbliży się do tej, ile jest twoich garniaków — odpowiedział z uśmieszkiem i skubnął wargami jego ucho. — I tak cię w nich uwielbiam — zamruczał.
Alex znowu spojrzał na niego chłodno. Byli przy gospodarzu, który mógł nie życzyć sobie, aby się tak przy nim obmacywali. Mimo że obmacywaniem trudno było to nazwać, kiedy jakiś czas temu Mike został dosłownie obmacany przez obu swoich najlepszych kumpli.
— Jason, mógłbyś tam trzymać to, co chowałeś, te pudła, co ponoć Ryan z Lennym ci pomagali znosić przed przeprowadzką Alexa. Nie wymiguj się więc, że masz tak mało rzeczy. Poza tym fajnie by było, jakbyś zbierał, a nie wyrzucał swoje szkice — Mike dodał swój komentarz, a potem rozmowa sama potoczyła się na temat tego, co każdy chciałby w swoim nowym domu. A to przestronną łazienkę, a to własne biuro z regałem pełnym książek, a to ogromne łóżko.
I jeśli chodziło o łóżka, to w gościnnym pokoju w mieszkania rodziców Mike’a było bardzo wygodne i tej nocy mieli się o tym przekonać Lenny i Ryan. Około drugiej, kiedy już reszta pojechała do domów, Marg pościeliła im łóżko i dała świeże ręczniki. Potem się pożegnali, a Ryan po raz drugi podążył pod prysznic. Zaraz po Lennym. Nie trwało to długo, bo już wcześniej dokładnie się umył, ale dzięki temu miał chwilę, aby się rozluźnić i uspokoić nerwy. Bo tak, był podenerwowany, kiedy wyjął ze spodni złożoną na kilka razy kartkę i spojrzał na to, co wczoraj wieczorem na niej pisał. Teraz, już odświeżony, w luźnych, niebiesko-białych bokserkach do spania, znowu ją rozłożył i po raz kolejny się zawahał. Czy powinien…? A może nie…? Cholera…
W końcu ze zdecydowaniem na twarzy wyszedł z łazienki i wrócił do sypialni, w której miał spać z Lennym. Zapalona była tylko jedna lampka przy łóżku, a ciemnozielone zasłony szczelnie zasunięte. Ktoś tu chyba niedawno sprzątał, bo na mahoniowej toaletce próżno było szukać kurzu, a miękki, beżowy dywan wyglądał na odkurzony. Ogólnie było dużo bardziej elegancko niż u nich w sypialni, ale i tak Ryana najbardziej przyciągał wzrok kochanka. Ten leżał już na łóżku z jedną ręką podłożoną pod głowę i czekał na niego, przewiercając go spojrzeniem zielonych oczu.
Ryan przełknął dyskretnie ślinę i zamknąwszy za sobą drzwi, podszedł powoli do niego. Uśmiechnął się lekko, uklęknął na materacu nad mężczyzną i pochyliwszy się, złożył na jego ustach długi pocałunek.
— Mam dla ciebie coś, co obiecałem ci dać — powiedział cicho, bo nie chciał, by głos mu drżał, gdyby był głośniejszy. Przy tym przesunął skrajem złożonej kartki po jego udzie i wsunął mu ją w dłoń.
Lenny spojrzał najpierw pytająco na karteczkę, potem na Ryana, po czym jednak sobie przypomniał. Poprosił o to już na tyle dawno temu, że potrzebował chwili, ale był wdzięczny Ryanowi, że on chociaż nie zapomniał. Tylko czy to był ten moment? Byli w końcu w gościach. Ścisnął więc małą karteczkę w dłoni i wychylił się, aby pocałować kochanka.
— Dziś?
— Nie… Hm… — Ryan trochę się zarumienił i przy tym położył na boku obok kochanka. Przesunął palcami po jego czekoladowej skórze i odpowiednio wyrzeźbionych mięśniach brzucha. Uwielbiał je. — Myślę, że na to, co tam napisałem, nie wystarczyłoby tu… czasu i pewnego… — odchrząknął cicho i uśmiechnął się wymuszenie — przedmiotu.
Lenny aż przełknął ślinę i spojrzał na swoją dłoń. Miał tam odpowiedź na męczące pytanie, a mianowicie „O czym mówi Ryan?”, ale miał przeczytać to zaraz przed. Tak się umawiali.
— Więc czemu dajesz mi to teraz?
Ryan znowu odetchnął głęboko, nie wierząc wręcz, że prowadzi tę grę. Z Lennym nie bywał bezpruderyjny. Rzadko kiedy w ogóle taki bywał. Ale chciał, aby ten pierwszy, prawdziwy seks po przekłuciu, mimo że mieli już jeden w łazience, był mocno wyczekany i wyjątkowy.
— Żebyś też tak tego wyczekiwał jak ja… Byś mnie jeszcze bardziej pragnął i mocniej na to czekał — odpowiedział w końcu i wsunąwszy nos pod szyję kochanka, pocałował go za uchem.
Przez ciało Lenny’ego aż przeszły dreszcze. Stęknął nawet cicho, czując, jak po jego skórze przechodzi taki specyficzny prąd. Przygryzł na chwilę dolną wargę.
— Wiesz, że już chcę to zobaczyć, prawda? — spytał, odwracając się bardziej na bok i łapiąc Ryana za tył głowy. Pocałował go mocno. Był nienasycony.
Ryana ucieszyła taka odpowiedź. Bardzo długo się wahał, by napisać to, co tam ostatecznie rzeczywiście napisał. Samo pisanie sprawiało, że jego ciało ogarniał ogień zażenowania, dlatego wręcz nie wyobrażał sobie, jak zniesie moment, kiedy Lenny będzie to przed nim czytał. Dlaczego więc tylko on miał cierpieć? A i w jakiś sposób bardzo go nakręcało, kiedy mężczyzna tak go pragnął, tak się na niego nakręcał, niczym drapieżnik obserwujący swoją ofiarę z ukrycia.
— Myślę, że jestem w stanie to sobie wyobrazić… Ale musisz zaczekać — odpowiedział i ująwszy kochanka w talii, przycisnął się do niego, aby całym sobą czuć jego ciało. — Chciałbym, żeby był to seks, o którym bardzo trudno zapomnieć i nie mówię tylko o tym uczuciu… które pozostawia we mnie na kilka godzin twój kutas.
Lenny znowu przełknął ślinę i poczuł skok ciśnienia. Naraz złapał dłonie Ryana i przewrócił go na plecy, przytrzaskując mu nadgarstki nad głową. Pocałował go mocno, klękając nad jego biodrami. Smakował jego usta, ich mięsistość, ich smak i to, jak Ryan odpowiadał na pocałunek.
Ich ciała momentalnie się rozgorączkowały i obaj pragnęli siebie tak bardzo, jak tylko się dało. Seks w łazience nie zaspokoił ich na tyle, by odetchnęli, by byli spełnieni na kilka następnych godzin. Dlatego właśnie to, co napisał Ryan, było całkowicie wyczerpujące. Wiedział, że jeśli to uskutecznią, będzie to odpowiednie nasycenie po prawie miesiącu abstynencji.
— Lenny… To musi poczekać — wydyszał w usta kochanka, ale i tak ukąsił je ponownie.
— Przecież czeka — Lenny odpowiedział, nie puszczając jednak jego rąk. Patrzył z góry na Ryana, jakby tak nie było. Jakby chciał już, w tej chwili go zjeść, a jego włosy, spadające w dół, tworzyły dodatkowe wrażenie intymności, mimo że nie byli w swojej sypialni, ani nawet domu.
Ryan odpowiedział intensywnym spojrzeniem, ale nie szarpnął rękami. Nie mógł z nim teraz walczyć, bo każda walka i szarpanina w łóżku skończyłaby się tym, że po chwili byliby nadzy i głośni.
Odetchnął głęboko, a krzyżyk na jego piersi uniósł się powoli.
— Przytul mnie tylko, proszę.
Lenny przełknął znowu ślinę i spojrzał na karteczkę. Była mała i pognieciona.
— Ile jeszcze? — spytał, nie wykonując prośby. Chciał już, natychmiast, ale był gotowy zaczekać, jeśli musiał.
— Potrzebujemy dnia wolnego, jeśli chcemy, aby wszystko, co tam jest napisane było spełnione i… podejrzewam, że ja… — Ryan znowu musiał odetchnąć, bo jak zwykle, gdy się denerwował, dłonie mu się rozgrzały i były gotowe zadrżeć, a nie chciał zdradzać swojego skrępowania — ja będę potrzebował dodatkowego dnia po wszystkim — skończył z wymownym uśmiechem.
Lenny odetchnął ciężko i zmierzył kochanka wzrokiem od dłoni, które trzymał, po podbrzusze, przy którym klęczał. Wydawało mu się, że tych kilka dni będzie gorsze niż zakładany miesiąc.
— To kiedy weźmiesz to wolne?
— Myślę, że piątek byłby doskonały, bo jak dobrze wiesz, w weekendy nie pracuję, więc dwa dni to odpowiedni czas na, hm, regenerację.
Lenny psyknął pod nosem, po czym puścił kochanka i przewalił się, kładąc tuż obok niego na plecach. Patrzył chwilę na sufit, po czym znów na swojego chłopaka.
— Czyli jednak miesiąc. I nic do tego czasu? — spytał, unosząc w górę karteczkę między palcem wskazującym a środkowym.
Ryan przytaknął z pewnością. Oczywiście w duchu nie był taki pewien, ale… chciał, żeby to było dobre, wyjątkowe, by było czymś, co zapamiętają na długo.
— Tak… myślę, że tak właśnie chcę, aby było. Będziemy mieć pewność, że… przy takiej intensywności tego, co jest tam napisane, z kolczykiem nic nie pożądanego się nie stanie.
— Coraz bardziej chcę tam zajrzeć. Jesteś na uprzywilejowanej pozycji — Lenny prychnął, oglądając złożoną kartkę z każdej strony. Kusiła go. W tej chwili abstrakcyjnie równie mocno jak sam Ryan. Chciał widzieć, co tam napisał. Chciał poznać jego myśli.
— Będzie dużo, dużo lepiej, kiedy przeczytasz to przed samym wydarzeniem — Ryan zapewnił go, wychylił się i tym razem delikatnie pocałował. — Schowaj ją i nie myśl teraz o niej, a zamiast tego powiedz mi proszę, jak ci poszła rozmowa z Theo.
Lenny jeszcze raz zerknął na kartkę, a potem w oczy Ryana.
— Dałeś mi ją, kiedy mam mało na sobie i mam ją schować. Okrutnie wyganiasz mnie z łóżka.
Jako odpowiedź otrzymał uśmiech i kolejne cmoknięcie.
— Służę — zakpił jego chłopak, w którym będzie mógł się rozsmakować dopiero za kilka dni.
Lenny spojrzał na niego gniewnie, ale wstał i odłożył karteczkę do kieszeni spodni, które porzucił na fotelu. Tam też zostawił bieliznę i już nagi wszedł na łóżko, pod kołdrę.
— Pakuj się tu do mnie, już.
Nie musiał się powtarzać i już chwilę później Ryan leżał tuż przy nim, przytulony i grzejący. Jego dłoń była nienachalna, spokojna, ale i tak ochoczo masowała jego bok, już po tym, jak zgasiła lampkę nocną. Lenny także ułożył się wygodnie, w dużej mierze, na Ryanie. Lubił tak. W tej kwestii czuł więź z rudnym, kocim Jayem.
— Co z tym Theo, hm? — zapytał Ryan. — Powiedziałeś mu, że jeśli chce rzucać ci mordercze spojrzenia, to wpierw powinien porozmawiać ze swoją dziewczyną i upewnić się z jej ust, że w żaden sposób jej nie zachęcałeś?
— Nie tymi słowami, ale powiedziałem mu, że nie ma w tym mojej winy i żeby sobie darował, bo nie jestem jego wrogiem.
— I jak przyjął tak urocze oświadczenie?
— Że on nie wie, ale pogada z Nell.
— Hm… Miejmy nadzieję, że tak się stanie — stwierdził Ryan, który popatrywał przez ciemność na kochanka i cieszył się tym, jak ten pachnie. Sobą, mimo użycia żelu do mycia od Mike’a.
— No. Chociaż wiesz, wolę, że to mnie się uwzięła, nie ciebie — Lenny podsumował, wsłuchując się w oddech kochanka. Jego dłoń przy tym była nisko na jego biodrze. Zachłannie.
— Mimo wszystko podejrzewam, że trudniejsze w zniesieniu dla nas obu byłoby, gdyby to sam Theo był którymś z nas zainteresowany, ale na szczęście wygląda na całkowicie ukierunkowanego do płci pięknej. Chociaż nie wiem, czy powinienem używać tego sformułowania, skoro dzisiaj usłyszałem od ciebie to kilka razy — ostatnie zdanie Ryan odpowiedział z lekkim uśmiechem i pomasował czule plecy kochanka.
— Że jesteś piękny? — Lenny zaśmiał się krótko. Jak zawsze był dużo bardziej zwięzły niż kochanek. Dlatego też darował sobie dodawanie, że dla niego piękną płcią nie były wcale kobiety. Ani tego, że jeśli Nell byłaby zainteresowana Ryanem, miałby problem nawet większy niż z Theo. Bo jego jeszcze mógłby zdzielić w twarz, jej już nie, nawet za to, że dowala się nie do swojego faceta.
— Bingo. — Ryan znowu przemknął dłonią po jego plecach, wzdłuż kręgosłupa i z powrotem. Potrzebował takich spokojnych pieszczot. W trakcie tej abstynencji brakowało mu ich równie mocno jak seksu, a teraz, skoro to drugie miało zaczekać, mógł chociaż tym pierwszym się nacieszyć. — Mm… Często mi to powtarzasz, tak jak ja tobie, że cię kocham, ale chcę, żebyś wiedział, że tak samo jak ty rzadko odpowiadasz mi tymi samymi słowami, a jednak to do mnie czujesz, tak ja, mimo że nie mówię ci, że jesteś piękny, to też wbrew mojemu oglądaniu się za ciemniejszymi facetami, uważam, że jesteś od nich doskonalszy i uwierz, za każdym razem, gdy przechodzisz obok mnie, serce mocniej mi bije. — Po tych słowach lekko ściągnął brwi i dodał: — Czy w tym momencie nadrobiłem za Rusha całą słodycz, jakiej nie mógł z siebie dzisiaj wylać przez ten podejrzany spór z Charliem, czy jeszcze mam szansę zachować twarz z umiarkowanym romantyzmem?
Lenny słuchał z uwagą, chociaż wpatrzony był w klatkę piersiową Ryana. Może jemu też było łatwiej to mówić, kiedy nie patrzyli sobie w oczy. Lenny’ego jednak cieszyło, że w ogóle to usłyszał. Uniósł się więc i swoim zwyczajem nie odpowiedział, a pocałował tylko Ryana mocno i z tym wszystkim, co do niego czuł.
— Nie masz szans — wyszeptał w jego usta, po czym pocałował go w oba policzki.
Chłopak uśmiechnął się i wpierw lekko trącił nosem wargi mężczyzny, a potem pocałował go delikatnie.
— Dobrze więc, że nie słyszał tego nikt poza tobą… To książęta powinni sypać kwiecistymi komplementami… — zaciął się na chwilę i skończył ciszej — nie księżniczki.
Lenny odruchowo uśmiechnął się bardzo szeroko. Jego oczy aż skrzyły od pożądania i szczęścia.
— Moja piękna księżniczka. Nawet nie wiesz, jak czasami lubię, jak tak dużo mówisz. — Zaśmiał się i na moment powstrzymał kolejne słowa z ust Ryana, bo go pocałował.
Ten zresztą nie bardzo wiedział, co miałby odpowiedzieć, więc ucieszył go ten pocałunek. A do tego był bardzo przyjemny, więc przedłużył go znacznie, trzymając dłonie na plecach kochanka i w tych ciemnościach się z nim tuląc. Och tak… tęsknił do niego, do tej cielesności…
Uśmiechnął się w pocałunek i cicho zamruczał. Nie chciał się odlepiać. I tylko gdzieś przez skraj podświadomości przemknęło mu, czy właśnie Mike, napalony i wreszcie sam z Marg w sypialni, z uporem i irytacją nie szuka swojego żelu analnego.

14 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 179 – Plany bliższe i dalsze

  1. Katka pisze:

    Basia, no dojrzewają nam bohaterowie, każdy już o swoim myśli. Tylko czekać, aż Katy i Juan zamieszkają razem :) Pozdrawiamy cieplutko :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    Mike i Marg też planują się wynieść na swoje, mam nadzieję, ze naprawdę między Rushem, a „rushellą” nic nie ma…. tym razem to Jason i Alex są najbardziej dotykalską parą, Charlie, Rayan po co gnieść koszulkę Maika trzeba było umiejętnie wylać drinka to i spodnie musiał by zmienić
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    O., śmiejący się Lenny… no rzeczywiście mało, ale zdarza się. Chociaż to nie ten typ człowieka, który śmieje się z każdego żarciku i w ogóle. Raczej jest oszczędny w okazywaniu emocji, co widać nie tylko po śmiechu. Boże i mi też dajcie takich trenerów jak Rynna! Mogłabym im całe swoje stypendium oddawać!

  4. O. pisze:

    Nawet jeśli sięga dłonią do jego rozporka? xDD Ej wgl… Mało jest śmiejącego się Lenny’ego!! Takiego wiecie, nie że zaśmieje się pod nosem lub w oczach jakieś iskierki radości, ale takiego co na głos xD Nie no, może się skasowało samo ;) Nie szkodzi, ja się tylko o serduszko dopominałam xD Ale i tak długą odpowiedź dostałam więc dziękuję ;* <3
    A może po tej imprezie już jej zapędy się zmniejszą? No bo to wygląda tak: ja bronię Lenniaka, Lenny broni Ryana, Ryan broni małego Jay'a, mały Jay broni mnie. Taką o to wstęgę Mobiusa sobie tworzymy xDD
    To ja bym i z Mel B zrezygnowała i z Tiffany i z Gackiej i z Polki co ma dziwne rozgrzewki i z innych wszystkich z których korzystam jeśli by na rynku trenerskim pojawiłaby się Rynna <33333333333333333333333333333

  5. Shivunia pisze:

    O. >> Jestem jednak ślepa XD wybacz, za brak odpowiedzi. Człowiek jest jednak omylnym stworzeniem i zwyczajnie nie przyuważyłam chyba twojego komentarza, albo… coś. Wybacz jeszcze raz.
    W ogóle jak zwykle duuużo serduszek ;) Jaaak słodko
    I w ogóle, mam strasznego mindfucka, bo mam wrażenie, że już odpisywałam na Jasonową kołysankę. Eh, ja i technika XD
    Niemniej, też się ciesze, że Mike nie będzie miał gromadki dzieci. Nie lubię dzieci.
    Co do Charliego i Ryana, już chyba nawet kilka razy było podkreślane, że Lenny nie czuje zazdrości o Charliego bo nie widzi w nim konkurencji. W końcu Ryan potrzebuje czegoś innego niż słodkiego chłopaczka ;) Dlatego tylko chyba by się roześmiał jakby widział to wszystko, włącznie z molestowaniem Mike’a.
    Taaa, tekst o leceniu na geja jest smutny. Biedna dziewczyna, źle kierunkuje swoje popędy, tym bardziej mając swojego własnego prywatnego faceta No, ale dobrze że Lenn ma takiego obrońce jak ty XD
    No Katy nie jest „idealna”, nawet najlepszym zresztą się zdarza. Więc, myślę, ze można jej wybaczyć.
    Pogromcy tłuszczyków. Powinni w takim razie do mnie zawitać XD Z nimi chętniej traciła bym tłuszcz. W ogóle hahaha, będzie suchar. Niedługo nie będzie Chodakowskiej (czy jak jej tam) a Rynna. XD
    Jeszcze raz sorry za zwłokę, Coś musiało nie pójść po mojej myśli podczas odpisywania ;) Dzięki za wenę ;)

  6. Katka pisze:

    Ewciak, bo Ryan to taki dobry kumpel, że najpierw używa czyjegoś nawilżenia, a potem martwi się, że ten ktoś nie porucha XD A co do gołąbków… wiesz, jeszcze się może okazać, że rozmową się ten problem nie skończy, a czymś innym, bardziej dramatycznym… zooobaczymy :)

  7. Ewciak pisze:

    Słodko, a to że pod koniec Ryan martwił się o nawilżenie, którego może szukać Mike… uroczo. Ja chyba nie wyrobie z tym oczekiwaniem kiedy w końcu Gołąbeczki będą miały szanse porozmawiać wrrrr….

  8. Katka pisze:

    Kruha, kurcze, juz było trochę tych męskich postaci, które mieszają, damskie też muszą mieć swoje role! XD ale i pewnie w końcu i na męską się znajdzie. Jakieś tam plany na przyszłość FDTS w końcu mamy… :)

  9. Kruha pisze:

    Shiv to może trzeba znaleźć jakąś męską postać, która trochę namiesza. Tylko błagam nie taką obleśną jak w no exit bo więcej tego nie przezyję. Ja i tak kochan to opowiadanie, ale jak przez kilka rozdziałów jest tak spkojnie i króttko to zaczynam się niecierpliwić. :D

    Piszę na komórce, bo tak najcześciej czytam wasze opowiadania i jeszcze się nie nauczyłam, aby kopiować przed publikacją. :)

  10. Shivunia pisze:

    Marta >> Nie tylko zapewne ty nie możesz doczekać się tego co jest napisane na tej karteczce XD Oj, na pewno nie tylko ty. A co do przebijania słodkością… hmm… może coś w tym jest skoro teraz gołąbki mają kryzys. A Alex i pielucha, padłam na samo wyobrażenie. Zdecydowanie wynająłby kogoś aby zajmował się dzieckiem.

    Saki >> Jak słodko poszalałaś z komentarzem. Dziękujemy bardzo, to na wstępie. Rynna jest cukrowa. Dobrze, że ich skrótem nie jest Wata. chociaż wtedy by bardziej pasowało. Co do karteczki… oh, nawet nie wiesz jakie to było męczące nie wiedzieć TYLE czasu co na niej jest. I nie tylko dla Lennego. Dla mnie też. Musiałam czekać długo na rozwiązanie tajemnicy. To było traumatyczne. Więc… wy też możecie się trochę pomęczyć. Jestem złą kobietą, ale Ryan jest i tak okrutniejszy XD
    Dzieci sa straszne i nie to nie moja winna że Alex tak też myśli. A pomysł Jaya z dzieckiem na pare, to trochę jak „suczka mi się oszczęniła, rozdam szczeniaki znajomym”…… Marg by mnie chyba nie polubiła po tym tekście. A co do Marg… cóż, pomarzyć można, plus Mike raczej nie odebrał by tego jako coś „gejowskiego”. Coż, po tym względem jest swiadomy i fakt, ze lubi się pieszczoty analne nie siadczy o tym że jest się gejem. Bo to by było niemalże jak….że mineta robi z ciebie lesbijkę…. czy coś. Brakuje mi pomysłu. Sorrka.
    Charlie robiący nalot. Cóż… ciekawe co by zrobił po tym jak już by wpadł tam. Bo to jest kluczowe pytanie.
    „Świat staje na głowie” JA sa tulaśni, Rynna jest miód i orzeszki a gołąbki zachowują się jakby ich jajeczka się zepsuły :( Cóż, d czasu do czasu mała zmiana nie zaszkodzi. Chyba.
    Dziękujemy też że rodział się podobał. Chyba starzejemy się jeśli chodzi o FDTS bo coraz wiecej mamy takich „loveeeee is in the air”…. Tak to jest jak stare panny piszą opowiadanie o miłosci XD
    A to co zacytowałaś. nr 1. Ryan tak bardzo. Chociaż niewątpliwie lubimy z Lennym jak tak własnie, mówi za dużo. nr 2 przełamuje się! Dzielny chłopak!
    Co do zazdrosci Lennego o Ryana przy Charliem jest ona odrotnie proporcjonalna do zazdrości Rusha o Charliego przy Ryanie. Ba, nawet zazdrosci Charliego jaką też żywi do Szarlotki. XD Cóż, Charlie nie jest ciemny XD
    Dziękujemy za wenę i także pozdrawiamy ;)

    Kruha >> A piszesz zawsze od razu tu, czy najpierw gdzieś i kopiujesz? Może tak było by bezpieczniej?
    Co do dramy… pracujemy nad tym, ale…. ale… eh, no nie lubimy wymyślać czegoś na siłę. Tak bardzo na siłę. Czasami coś nas natchnie, ale wtedy trzeba by byłor obić przewiniecia których Kat nie lubi. Efekt jest taki, ze jest dużo sielanki i dużo dużo tekstu o „prostocie życia”. Co do Nell, to się jeszcze okaże ;) W ogóle, musimy uważać, co by za bardzo nie demonizowac kobiet. Ups.

  11. Kruha pisze:

    WordPress ciągle zjada moje komentarze, więc jeszcze raz. Powiwm szczerze, ze przydałaby się jakaś porzadna drama. Niech ktoś, coś zacznie mieszać bo nudno się robi. Mam nadzieję, ze Nell coś popląta, albo pojawi sie jakas zla postać, która kogoś zmolestuje haha

  12. saki2709 pisze:

    „Bo zakładam, że to nie jest wina jakiegoś długiego procesu, który doprowadził cię do takie smutnego stanu (…) obaj z księciem mieliście takie same serduszkowce otoczki wokół siebie, jakie macie zawsze, gdy tylko jesteście obok siebie bliżej niż trzydzieści centymetrów.” – „takiego” i „serduszkowe”.
    „Lenny spojrzał najpierw pytająco na karteczkę, potem an Ryana, po czym jednak sobie przypomniał. ” – „na”.
    „Lenny słuchał z uwagę, chociaż wpatrzony był w klatkę piersiową Ryana.” – „uwagą”.

    To było taaakie kochane. Normalnie level up (albo nawet dwa) w kategorii słodkości. Już się nie mogę doczekać, kiedy się dowiem, co też takiego Ryan napisał na tej karteczce i będę razem z Lennym wyczekiwać z napięciem, aż się tego dowiem. A te ich tulaski, no po prostu cud miód i orzeszki. Rozpływam się nad nimi. Normalnie chyba mi cukier skoczył (a to przecież nie są Gołąbki, tylko nasza kochana Rynna XD)
    Rozmowa o dzieciach mnie powaliła. Szczególnie tekst Jasona o tym, że jedno na każdego wujka. To by musiało być straszne XD A Alex jak zawsze poważny do granic możliwości. Każdy żart potrafi sprowadzić do poważnej sugestii, czy czegoś tam. Jay śpiewający kołysanki… nawet sobie nie chcę tego wyobrażać XD Tak teraz na to wpadłam, że może Mike nie lubi gumek i chcąc jakoś kontrolować sytuację robi to z Marg właśnie analnie. Takie luźne przypuszczenia nasuwające się same przez się. Bardziej abstrakcyjna wersja, to taka, że Marg mu wkłada paluszki XD Dobra, wiem, Mike prędzej by dał się znowu Jay’owi zmacać niż dać się swojej narzeczonej dobrać do tyłka, ale pomarzyć można, no nie?
    Coś mi mówi, że ptaszynkę nie za szczególnie uspokoiła rozmowa z kumplami i w najbliższym czasie możemy się spodziewać, że zrobi swojemu księciu najazd na chatę, tfu, biuro XD Aż bym chciała zobaczyć minę Szarlotki, jakby tak Charlie wpadł do biura. Ciekawe jakby zareagowała. Pewnie spytałaby, czy jest umówiony. Zwykle o to najpierw pytają. A potem… potem to już wszystko zależy od jego inwencji.
    Tytuł najbardziej dotykalskiej pary dla Jay’a i Alexa to dosyć nietypowe, a jednak całkowicie realne. Zwłaszcza że Gołąbki oddali tytuł walkowerem, plasując się chyba na ostatnim miejscu na tej imprezie. Świat staje na głowie XD Ale ja lubię jak JA są tacy przytulaśni. Zwłaszcza jak sobie przypomnę, jaki był Alex na początku. To normalnie miód na moje serduszko.
    Ten rozdział był taaki kochany. Więcej takich.

    Kocham to: „Mm… Często mi to powtarzasz, tak jak ja tobie, że cię kocham, ale chcę, żebyś wiedział, że tak samo jak ty rzadko odpowiadasz mi tymi samymi słowami, a jednak to do mnie czujesz, tak ja, mimo że nie mówię ci, że jesteś piękny, to też wbrew mojemu oglądaniu się za ciemniejszymi facetami, uważam, że jesteś od nich doskonalszy i uwierz, za każdym razem, gdy przechodzisz obok mnie, serce mocniej mi bije.”
    I to: ” Dobrze więc, że nie słyszał tego nikt poza tobą… To książęta powinni sypać kwiecistymi komplementami… — zaciął się na chwilę i skończył ciszej — nie księżniczki.”
    <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333
    Ryan przeszedł dzisiaj samego siebie.
    Czekam na wyznanie panterki. Wiem, że woli to okazywać niż mówić, ale jak "usłyszę" to z jego ust, to będę naprawdę szczęśliwa.

    Ciekawe, czy jakby Lenny zobaczył jak tak jego księżniczka się tak z Charliem spoufala, to czy byłby zazdrosny. Coś czuję, że zaszczyciłby ptaszynkę wzrokiem mordercy, mimo że to Ryan dawał Charliemu pieszczotliwe całuski itp.

    No dobra. To chyba tyle. Mam nadzieję, że komentarz nie był zbyt chaotyczny.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  13. marta696 pisze:

    Słodka była ta scena Rynny.Już nie mogę doczekać ich seksu i tego co jest napisane na kartce.Ostatnio pobijają tą słodkością nawet Charliego i Rusha,ale co im się dziwić.Straszne jest mieć takie wątpliwości czy cie facet nie zdradzi.JA i dzieci nie wyobrażam sobie tego ,Alex by zdechł jakby miał zmienić pieluchę XD pewnie by kazał to zrobić Jayowi lub jakiej opiekunce. popieram Alexa co dzieci ani swoich ani cudzych .

  14. O. pisze:

    Jaki przyjemny rozdział! <333333333
    Oj dobrze, że Mike z Marg nie planują gromadki dzieci! Współczułabym xD Tiaaa Jason śpiewający kołysankę…To chyba dobra kara by była? xD
    I też mi się podoba, że Alex go nie karcił za te tulenia i cmoknięcia <333333

    Charlie i Ryan..Dobrze, że Lenny nie widział ich! Ani Rush, choć jemu może to by się przydało… Byłby sam zazdrosny i Charlie no.2 wyleciałaby mu z głowy, jeżeli w niej jest xD I biedny Mike został zmuszony do zdjęcia koszulki, a przecież to nic strasznego!

    Rynna <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 To była chyba ich najczulsza scena <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 Ryan! Jak mogłeś dać mu tą karteczkę? ;o ;o ;o To mnie już skręcało co tam może być napisane a co dopiero Leniaka! Ale te ich tulenia <3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 *.* I rozmowa w ciemności!!!! No puci puci <3333333333333333333333333333 Tylko szkoda, że Lenny nie powiedział "Kocham Cię", liczyłam na to! Ale jeszcze jest czas <3333333333333333 Ale uroczo się zakleszczyli w swoich ramionach<333333333333 Tylko rudego kocurka im w nogach brakowało xDDD

    Wzmianka na końcu o żelu mnie powaliła <3333 Hahahahahahhahahaahahahahahahahhahaahah jestem ciekawa czy gospodarz się domyśli, że ktoś mógł mu go podwędzić? buhahahhahaha

    I jakby Nell się dowalała do Ryana to Lenny nie miałby z nią większego problemu, ja bym jej kudły wyrwała… Pantera więc mógłby spokojnie skupić się na zaspokajaniu swojej Księżniczki <3333 Ej a ta karteczka to już nie jest jakaś lżejsza zabawa w pana i sługę? Albo coś w ten deseń? <3333333333333 Yay! Ja już ten seks chcę!! *.*

    I ciekawe co powie Theo do Nell – "Serio lecisz na geja?" Trochę to głupio brzmi ;o

    I serio Katy nic nie wyłapała? Myślałam, że jej radar działa na bieżąco i jednak by wtrąciła się w rozmowę naszych panów ;o A może jej już coś Marg wspomniała pod groźbą zerwania damskiej przyjaźni? Albo szantażem, że nie będzie jej druhną gdy się wypapla?

    Lenny i Ryan pogromcy tłuszczyku! Taki slogan mógłby mieć ich salon xD Super, że dbają o swoich kumpli, to jakby ich bardziej "scala", w szczególności Lenniaka xD Ale wciąż oni tj Lenny i Jason jak dla mnie komicznie razem wyglądają xD Ten wysoki i blady, ten niski i czarny… Prawie jak Flip i Flap xD W sumie… Uroczo <33333333333333333 Haha!

    Wenny!!!!!!!!!!!!! <3333333333333333333333 Czasu!!!!!!!!!!!! Słońca!!!!!!!!!!!!!!!!! Wiatru!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I czego tam jeszcze <333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s