No Exit – 8 – Pseudo-indiański sukinkot

Jasper ziewnął, zaciągnął się papierosem i znowu ziewnął, kiedy tylko wypuścił dym z ust. Na ślepo szukał w kieszeniach kluczy do mieszkania. Było już późno w nocy, został dodatkową ekstra godzinę, bo do klubu przyszła duża grupa szczodrze rzucających napiwkami facetów z dużego miasta, którzy byli tu przejazdem. Opłaciło mu się, ale padał na twarz.
Gdy tylko wszedł do mieszkania, zobaczył, że w salonie świeciła się lampka. Zajrzawszy tam, ujrzał swojego kochanka siedzącego w samym szlafroku przy biurku z komputerem. Dosłownie w samym szlafroku, bo jego poły były rozchylone i widać było, że jest pod tym nagi. Sam ziewnął szeroko i odwrócił wzrok do Jaza.
— Już miałem pisać, czemu cię jeszcze nie ma.
— Przeciągnęło się. Ale zarobiłem trochę na napiwkach. A ty co? — spytał, podchodząc do kochanka i zdejmując w międzyczasie rozpinaną, czarną bluzę. — Czemu jeszcze nie śpisz? Myślałem, że jesteś zmęczony.
— Właśnie się zbierałem. Prysznic mnie trochę rozbudził, ale od kilku minut zaczynam już zjeżdżać w dół na krześle — odparł Marvin, zamykając sprawnie jakieś okno i zatrzasnął klapę laptopa. Wyciągnął głowę i skinął palcem, żądając całusa.
Jasper cmoknął go, kładąc przy okazji dłoń na jego policzku.
— Było się od razu położyć, głupi. Znowu się nie wyśpisz. A kompa mogłeś nie zamykać, to bym sprawdził sobie pocztę, jak już jest włączony.
Marvin ściągnął brwi krótko, nim uniósł się na krześle. Nie kłopotał się przy tym zawiązywaniem kremowego szlafroka.
— Możesz sprawdzić rano. Chodź już do łóżka. — Westchnął i przetarł twarz dłonią.
— Nnn… To zajmie tylko chwilę. Było nie czekać na mnie przy kompie, tylko w łóżku, to byś nie musiał mnie teraz odciągać. — Jasper zaśmiał się i cmoknął kochanka z rozpędu w policzek. Lubił jego policzki. Tak samo jak usta, oczy, w ogóle wszystko.
Marvin zawahał się przez moment, czy czegoś nie powiedzieć, ale ostatecznie zrezygnował i poklepał Jaza w klatkę piersiową.
— Ale tylko poczta, nic więcej. Chcę cię w łóżku, grzejniku — powiedział zmęczonym, aż nieco zachrypniętym głosem i zerknąwszy dziwnym wzrokiem na laptopa, ruszył boso w stronę ich niewielkiej sypialni.
— Jasne! — odkrzyknął Jaz, siadając na miejscu, które chwilę temu opuścił starszy mężczyzna. Otworzył laptopa, klikając kilka razy ze znudzoną miną w klawiaturę, aby przywrócić system ze stanu hibernacji. Liczył, że skrzynki odbiorczej nie ma zapchanej przez spam. Rzadko sprawdzał pocztę, woląc czas przy komputerze wykorzystać w inny sposób.
Po chwili na pasku zobaczył włączoną przeglądarkę, a gdy ją otworzył, ujrzał ostatnią stronę, na jakiej był Marvin. Była to witryna jego banku, a dokładniej ta pokazująca się po wylogowaniu, z formalnym „dziękujemy za skorzystanie z naszych usług”.
Zaciekawiony uniósł brwi, ale potem przypomniał sobie o tym wynajmowanym mieszkaniu. Może Marvin sprawdzał, czy dostał jakąś zaliczkę. Tak to sobie tłumacząc, wszedł na swoją pocztę, szybko ją sprawdził, wywalając jednak sporo spamu, odpowiadając na jednego maila i zapisując na dysku kilka zdjęć, które wysłał jakiś ich fan. Aż się zaśmiał do siebie z niedowierzaniem, że ktokolwiek w ogóle wpada na pomysł, aby wysyłać zdjęcia z występu osobie występującej. Dopisał jednak, żeby tego nie powtarzał, bo fotografowanie w klubie było zabronione i jakby się manager dowiedział, to mógłby mieć nieprzyjemności.
Po tym zamknął laptopa, poszedł do łazienki, by wziąć szybki prysznic i, jak kazał Marvin, dołączył do niego w sypialni. Rzucił się na łóżko, które zaskrzypiało na znak swojego protestu na takie użytkowanie.
— Mmmm… Łóżko. Seksowny facet. Umarłem i jestem w niebie. — Zaśmiał się, całując kochanka w klatkę piersiową. Nie była tak idealnie gładka jak zawsze, kiedy mieli występy, ale rozumiał to. Kiedy dłuższy czas nie musiał być na scenie, też zaniedbywał całkowitą depilację.
Marvin wsunął mu palce we włosy i nieco się wyprężył.
— Czasami tylko tyle wystarczy, mm? — mruknął, nie przymykając jeszcze oczu tylko dlatego, że ciemność w sypialni, ciepło Jaza i jego zapach szybko sprawiłyby, że momentalnie by zasnął. Chciał jeszcze przez moment odpocząć w jego ramionach bardziej świadomie. Był zmęczony tym dniem. Wściekły i zmęczony.
— Mhm. Nie wiem, czy umiałbym znowu się przestawić do spania samemu — wyznał Jaz, obejmując kochanka w pasie i kładąc mu głowę na ramieniu, przez co oddychał wprost na jego szyję. — A ten koleś, wpłacił jednak zaliczkę?
— Nie, wprowadzi się dopiero za kilkanaście dni, więc jeszcze nic nie ma — skłamał Marvin, na ślepo sięgając po kołdrę i nasuwając ją na nich. Na moment spiął się, słysząc pytanie, ale nie tak mocno, by było to podejrzane.
— Och… — Jaz westchnął, nie wnikając. Nie chciał być namolny i dopytywać, a co, a po co. W końcu to, że kochanek sprawdzał swoje konto bankowe, nie było niczym dziwnym. I jak był nieufny w stosunku do jego spotkań, o których nic nie wiedział, to chociaż mógł nie robić z siebie większego idioty i zaufać mu w takim normalnym codziennym życiu.
Marvin cieszył się, że mężczyzna odpuścił. Nie chciał go za bardzo okłamywać. Chciał trzymać z dala od… tego. Nawet wolał nie myśleć o rozmowie ze znajomym Karla, którą dzisiaj odbył. Na samą myśl krew się w nim gotowała. Chyba właśnie teraz najbardziej żałował, że nie może tańczyć. Na scenie chociaż jakoś by się wyżył, pozbył tych złych emocji, a teraz czuł się nagle przytłoczony czymś, na co nie ma specjalnie wpływu, a co ma olbrzymi związek z nim i, co chyba w tym najgorsze, z Jasperem.
— Idziesz rano pobiegać? — zapytał nagle.
— Jak co rano. A co? — odparł Jaz, trochę zaskoczony pytaniem. Jego rutyną był poranny jogging. Jedyny raz kiedy to zaniedbał, to gdy poszli razem do lekarza.
— Wybiorę się z tobą, obudź mnie.
— Hmm? Co? — Uniósł się z ramienia kochanka, by spojrzeć mu w oczy. — Co cię naszło?
— Powinienem dbać o formę, skoro niedługo mam wrócić na scenę. Na swojej macie powyginam się wieczorem, a rano dotrzymam ci towarzystwa — zdecydował Marvin, przesuwając dłonią po jego włosach i boku twarzy.
Jasper wyglądał na nieprzekonanego i zdziwionego, ale przytaknął.
— No, dobra… Ale jeśli nie będziesz chciał wstać, to cię nie zmuszę — zastrzegł, nie mając ochoty szarpać się z kochankiem, aby ten wstał. I tak zakładał, że mu przejdzie ten pomysł do rana, kiedy będzie musiał wyjść spod ciepłej pościeli.
Marvin miał wrażenie, że nie będzie tej nocy dobrze spał, więc co do wstania rano nie miał wątpliwości.
— Staram się nie łamać danego słowa — zapewnił kochanka, a gdy od razu przypomniało mu się, że miał mu zrobić niespodziankę z zarobionych na wynajmie pieniędzy, a nie może przez to, co dziś się wydarzyło, skrzywił się mimowolnie. — Kurwa mać. Chodźmy już spać — mruknął i ściągnął go z powrotem do siebie.
Jaz zamrugał powiekami, trochę nie rozumiejąc dzisiejszego stanu kochanka, ale skinął głową i przytulił się do niego, jednocześnie samemu go do siebie przyciągając.
— Śpij, śpij, już od dwóch godzin co najmniej powinieneś to robić.
Marvin nic nie odpowiedział. Zamknął tylko oczy, licząc, że zmęczenie szybko go uśpi i będzie mógł chociaż trochę zregenerować nerwy.

*

Zatrzymał się, by chwilę odetchnąć i pochylił się, opierając dłonie o kolana. Był ubrany w czarne, dresowe spodnie i ciepłą bluzę, która, już czuł, lepiła mu się do pleców. Uniósł wzrok do góry, rozglądając się po parku. Na szczęście nie padało, a spacerowiczów nie było wielu. Biegał już z Jazem prawie pięćdziesiąt minut i już wiedział, że wolał ćwiczenia rozciągające, ale mimo to czuł, że pomysł wybrania się z kochankiem na jogging nie był głupi. Zmęczenie dobrze na niego działało. Nie myślał tak wiele o tym, co zdarzyło się wczoraj.
Jasper stanął obok niego i uśmiechnął się szeroko, może nawet z lekkim rozbawieniem. Zrobił kilka skłonów, nim zagadał kochanka.
— Już pękasz? Na scenie masz lepszą kondycję, o łóżku już nie wspominam.
— Zwal to na kilka dni stania w miejscu za barem i zero ruchu — prychnął Marvin i poklepał go po brzuchu. — Cud, że ty jeszcze nie dyszysz, tyle kurząc.
— Bo biegam? — odparł Jaz ze śmiechem. — I kondycji, przystojniaku, się nie gubi po kilku dniach ot tak. Odetchnij i lecimy dalej.
— Jaki ty dzisiaj łaskawy. Już lecimy dalej — odparł Marvin, posyłając mu krótki uśmiech i wyprostował się, po czym ruszył truchtem w kolejną alejkę.
Park był bardzo obszerny, ale rzadko kiedy można było tu spotkać tłumy, co czyniło go jeszcze bardziej dogodnym miejscem na spędzenie wolnego czasu. Nie znajdował się w końcu w ścisłym centrum miasta, a w takie poranki jak ten, kiedy dzieciaki były w szkole, można było tu jedynie ujrzeć sporadycznie przechadzających się emerytów czy dorosłych ludzi z psami. Było więc cicho i spokojnie, a wysokie i bujne drzewa pozwalały poczuć się odizolowanym od miejskiej rzeczywistości.
Jaz biegł obok kochanka, ubrany także w ciepły dres. Do tego jeszcze czapka, szarą, zasłaniająca uszy i mało gustowna. Mężczyzna nie wychładzał dzięki niej przez głowę i istniała nadzieja, że się nie przeziębi, mimo że pocił się mocno od ruchu.
— Och, a w ogóle, masz na dziś jakieś plany? Wiesz, przed robotą jeszcze?
Marvin zerknął na niego krótko, oddychając w równym rytmie, by się nie męczyć.
— Nic mi o nich nie wiadomo.
— Czyli po prysznicu będziesz miał chwilę na zakupy? Coś na obiad wypadałoby kupić.
Marvin skinął głową na zgodę. Musiał co prawda wymyślić jakieś rozwiązanie na swój świeży problem, ale nie miał zamiaru przez to odmawiać sobie towarzystwa swojego faceta.
— Możemy się wybrać. Plus wino. Napijemy się po robocie.
— Jak kulturalnie, cholera. Winko i jeszcze może świeczuszki. — Jaz zaśmiał się, biegnąc i jak na razie nie tracąc oddechu. Kaczki do tego zestawu nie chciał. Jakkolwiek ta nie byłaby dobra, źle by mu się to wszystko razem kojarzyło.
Kiedy akurat zaczęli robić kolejne kółko po parku, poza zwykłymi dźwiękami miasta i przyrody zaczęła im towarzyszyć melodyjka z „Cell Block Tango” z musicalu Chicago, będąca dzwonkiem Marvina. Ten zatrzymał się, gdy to spostrzegł i spojrzał na ekran komórki. Numer był nieznany. Odebrał jednak.
— Halo?
— Siema, ptaszku. Już na nogach? — usłyszał nieznany sobie głos. A raczej taki, który pierwszy raz słyszał przez telefon.
Jaz także się zatrzymał, patrząc pytająco na kochanka, ale czekał cierpliwie.
Marvin uniósł nieco brwi, słysząc określenie, jakim uraczył go rozmówca. Dlatego też, zanim nawiązał z nim głębszą rozmowę, zapytał:
— Z kim rozmawiam?
— Nie strugaj głupiego, panie jeździec. Wiesz, z kim rozmawiasz. Dzwonię podziękować za piękny poranek, ale wiesz… Marzy mi się też piękny wieczór. Masz jakieś plany?
Marvin wciągnął głębiej powietrze do rozgrzanych płuc, gdy zdał sobie sprawę, kto jest po drugiej stronie telefonu. A miał nadzieję, że coś go potrąci. Cokolwiek. I jak aż takiego problemu ze zbyciem tego przegiętego przyjaciela Karla by nie miał, tak jego facet… był inny. Bardziej chytry i pozbawiony skrupułów.
Postarał się opanować mimikę twarzy, by nie wzbudzić podejrzeń kochanka. Wymusił nawet lekki uśmiech.
— Tak, pracuję.
— Uuu, jaka szkoda. Ale na pewno przed pracą masz wolne — usłyszał znowu w telefonie, a Jaz zrobił zniecierpliwioną minę.
— Nie możesz później pogadać, jak skoczymy biegać? Wychłodzisz się.
— Już kończę — Marvin rzucił do Jaza, po czym dodał do telefonu: — Nie mam czasu teraz. Przed pracą też nie, mam cały dzień zajęty. — Nie rozumiał też, po cholerę ten człowiek chciał się z nim widzieć. Wczoraj przelał mu kilka stów na konto!
— A ja jednak wierzę, że masz czas. Chyba że… Cóż. Coś gdzieś się prześliźnie. Ludzie lubią takich facetów jak wy.
Marvin zacisnął zęby i widząc ponaglające spojrzenie swojego kochanka, dodał szybko do telefonu:
— Trzecia popołudniu. Wyślij adres smsem. — Miał ochotę jeszcze dodać jakieś przekleństwo i życzenia nabawienia się bolesnego nowotworu, ale w obecności Jaspera nie mógł tego zrobić. Nie chciał go wciągać w ten chory szantaż.
— Prześlę, prześlę… dupciu. — Zaśmiał się głos w telefonie i dopiero się rozłączył.
— Co tam? — zaciekawił się Jaz, już truchtając w miejscu, bo zaczynało mu się robić coraz chłodniej.
— Zrobisz zakupy sam, okej? Muszę się zobaczyć z… Davidsonem, znalazł jakieś nieścisłości w dokumentach o mieszkaniu — Marvin skłamał, już nie wiedzieć który raz, co zaczynało go coraz bardziej frustrować. Nie chciał swojego faceta okłamywać, chciał spokojnie z nim, kurwa, żyć, a nie musieć zajmować się takimi brudami jak koleś, z którym właśnie rozmawiał przez telefon. — Biegniemy?
— Same problemy z tym kolesiem. Mógłby ci już w końcu zapłacić, wprowadzić się i byłoby po problemie. Ale — Jaz dodał, już zaczynając powoli biec — kupić to wino tak czy inaczej?
— Tak. Zdecydowanie — sapnął starszy mężczyzna, zrównując się z nim i biegnąc u jego boku w równym tempie. — Po robocie nic mnie od ciebie nie odciągnie.
— No, ja mam nadzieję! — Jasper roześmiał się wesoło. Dzisiaj miał wolne, jeśli nie liczyć próby z Karlem i dziewczynami, ale czuł, ze nie potrwa długo, bo jeszcze nie wszystko było przygotowane. Potem będzie mógł zrobić jakąś kolację. I seks przy świecach i winie… Wszystko sobie zaplanował. Czuł, że tak mógłby żyć, tak spokojnie z jednym wiernym facetem u boku.
Myśli Marvina były mniej przyjemne, mimo że starał się kierować je w tym samym kierunku co jego facet. I tak było jeszcze do czasu tego telefonu, który wszystko skomplikował i Marvinowi przestał pomagać jogging. Jedyne, czego teraz pragnął, to zobaczyć zwłoki tamtego faceta pod walcem albo znaleźć się już wieczorem w domu, sam na sam z Jasperem i winem.

*

Marvin wysiadł z autobusu i upewnił się, czy znajduje się na odpowiedniej ulicy. Napis na tabliczce na skrzyżowaniu poinformował go, że tak, więc ruszył bardzo niespiesznym krokiem na poszukiwania odpowiedniego budynku. Był już spóźniony kwadrans, ale nie miał zamiaru mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Szedł powoli, z rękami w kieszeniach swojej skórzanej kurtki, stąpając ciężkimi, motocyklowymi butami po kałużach, które zdążyły powstać, gdy rozpadało się jakiś czas temu.
Nie mógł uwierzyć, że Karl był tak głupi. Nawet im z Jazem nie przyszło do głowy, że ten debil wysłał zdjęcia i filmik z ich pieprzenia swojemu kumplowi! Przecież to było takie naiwne, by pokazywać Patsy’emu takie rzeczy. Pokazywać je komukolwiek! Najwyraźniej Karl nie zdawał sobie sprawy z tego, że facet jego ukochanego przyjaciela jest skończonym skurwysynem, który dorwie się do tych upokarzających materiałów i znajdzie w nich sposób na łatwą kasę. Marvin tylko nie rozumiał, po co ten drań chciał się z nim widzieć. Najchętniej w ogóle nie oglądałby jego twarzy. Znienawidził ją od razu, jak tylko usłyszał jego żądania.
W końcu ku swojemu nieszczęściu znalazł odpowiednie lokum. Nowy budynek, z windą i czystą, pachnącą i przestronną klatką schodową, którą było widać przez oszklone drzwi wejściowe.
Zadzwonił do domofonu z wmontowaną kamerą, czując, że nie pasuje do tej dzielnicy. Jeszcze bardziej go to irytowało, bo już spodziewał się, że gospodarz będzie okazywał nad nim wyższość, tak jak robił to w klubie. Jedna rzecz tylko w tym wszystkim wydawała się nielogiczna — po co mu jego pieniądze, skoro było go stać na mieszkanie w takim miejscu?
— Masz normalnie w zwyczaju tak się spóźniać? — usłyszał na dzień dobry, nim nawet się odezwał, a następnie rozległo się pikniecie, kiedy zamek się otworzył.
Nie raczył więc odpowiedzieć i tylko wszedł do budynku, a potem skierował się do schodów. Wszedł nimi na odpowiednie piętro, brudząc posadzkę mokrymi butami. Starał się opanować, by na wstępie nie przywalić osobie, z którą miał się tutaj spotkać. Dlatego też wziął kilka głębszych wdechów, gdy stanął przed drzwiami i dopiero zadzwonił.
Gospodarz szybko mu otworzył i powitał go nieszczerym uśmiechem.
— No, nareszcie. Wchodź, wchodź. Winka? Piwka? A może soczku? — zasugerował, zapraszając Marvina gestem do schludnego i czystego przedpokoju z kamienną posadzką.
Ściany były jasne, lekko chropowate, oświetlenie też niczego sobie, podobnie jak zdobiona rama wokół dużego, prostokątnego lustra. Z przedpokoju, przez szeroki łuk z jasnego drewna widać było wnętrze domu, który już od progu raził luksusami. To była zupełnie inna klasa niż małe mieszkanko, w którym żył z Jasperem.
— Dzięki, obejdzie się — odparł Marvin, wkraczając do środka i gdy tylko mężczyzna zamknął drzwi, spojrzał na niego mało przyjemnie swoimi drapieżnymi, zielonymi oczami. — Czego chcesz?
— A tego i owego. — Gospodarz uśmiechnął się swoim szatańskim uśmieszkiem.
Był wysoki, ubrany w grafitowe spodnie i zieloną, lekko połyskującą koszulę. Czarne włosy miał zaczesane do tyłu i chyba czymś dodatkowo wygładzone. Najpewniej żelem. Karnację też miał ciemną i trochę nietutejszą. A raczej bardziej tutejszą niż większość mieszkańców tego miasteczka. Od razu było widać, że przynajmniej jego dalsza rodzina miała coś wspólnego z rdzennymi mieszkańcami Ameryki. Do tego wszystkiego specyficznie wąskie oczy i gdyby nie fakt, że był strasznym kutasem w oczach Marvina, można by go uznać za całkiem atrakcyjnego.
— Radzę ci sprawdzić konto, bo wczoraj przelałem ci kasę, więc możesz już opłacić swojej ciotce wydłużanie penisa, jak ci kiepsko robi — mruknął Marvin, chcąc albo wyjść, albo przyjebać temu facetowi, który samym wyrazem twarzy wywoływał w nim mordercze zamiary.
— Ale, przystojniaku, już sprawdziłem konto. Ładnie się wywiązałeś, miałem wyborne śniadanko, patrząc na dodatkową kasę na koncie, ale wiesz… coś masz rację z tym „robieniem”. — Gospodarz położył mu dłoń na ramieniu. — Rozbierz się, porozmawiamy.
Marvin zmarszczył nos, strząsnął z ramienia jego dłoń, po czym błyskawicznie przytrzasnął mężczyznę do ściany oraz zacisnął mu palce brutalnie na szczęce. Nie zważał na to, że musi patrzeć delikatnie w górę, bo facet był od niego wyższy.
— Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Chcę, żebyś wykasował te zdjęcia, kupił sobie lot na jakąś daleką wycieczkę i nigdy więcej do mnie nie dzwonił — zawarczał mu w twarz.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem zamiast się przestraszyć. Miał paskudny, pewny siebie wyraz twarzy.
— Jesteś w moim mieszkaniu, jak mnie spierzesz, będziesz miał gliny na karku. A i nie masz pojęcia, gdzie schowałem zdjęcia i film. Nie radzę mi grozić, tylko być grzecznym.
Marvin zacisnął zęby, patrząc mu prosto w oczy.
— Tutaj jesteś bezpieczny. Ale nie siedzisz tu chyba całą dobę, mm? — mruknął, czując, że najlepszą obroną będzie atak. A przynajmniej w tej chwili, bo nie miał na razie pomysłu, jak inaczej rozwiązać ten irytujący problem szantażu. Pójścia na policję nawet nie brał pod uwagę. Po pierwsze dlatego, że mężczyzna mógłby puścić w obieg zdjęcia i film, a po drugie dlatego, że byłoby to dość poniżające i nie chciał się narażać na uśmieszki policjantów czy ich chore komentarze. Zresztą, nie wierzył, że mogliby coś w tej kwestii zdziałać. Już słyszał, jak mówią znużonym głosem, że się tym zajmą, a kiedy tak będzie, film, na którym pieprzy się z Jasperem na kanapie u Karla, od miesiąca będzie w sieci.
Tak cholernie żałował, że w ogóle zgodził się na ten seks na oczach Karla. Mimo że blondyn nie miał pojęcia o całej sprawie, to wkurwiała go sama myśl, że ich widział. Nie chciał, by ten pseudo-Indianin namieszał w jego życiu. W życiu Jaza. Jego kochanek chciał kiedyś pracować… inaczej. Gdzieś, gdzie nie będzie już tylko ruszał tyłkiem. Chciał mieć większe mieszkanie. A gdzie go zatrudnią, jak wyciekną takie zdjęcia?
— Nie, ale wiesz, mam siostrzeńca. Trzymamy się w rodzinie dość blisko i wiesz, ten siostrzeniec, nauczył mnie takiego bajeru, że jak nie będę na komputerze o którejś tam jakiegoś dnia i nie zatrzymam publikacji filmiku, to… cóż. Sam chyba znasz resztę, co? — Mężczyzna znowu się uśmiechnął. — A poza tym moja dziecinka by się martwiła, jakby coś mi się stało — odniósł się do chłopaka, z którym był w klubie. Tego całego przyjaciela Karla.
Marvin sapnął z wściekłością przez nos jak rozeźlony byk. Puścił jednak mężczyznę, dodatkowo na koniec mocno przytrzaskując go do obrzydliwie czystej, nowiutkiej ściany.
— Nie mam więcej kasy, ty pierdolnięta pizdo — warknął. — Mało ci, co dostałeś?
— Mało — odparł gospodarz prosto i z uśmiechem, nie przejmując się w ogóle zaczepką.
— Ile? — zapytał konkretnie Marvin, nie mając pojęcia, skąd niby teraz wytrzaśnie jakąś forsę dla tego sukinkota.
— Od razu ile… — mężczyzna prychnął, odpychając go od siebie. — Widzisz. — Wskazał mu mieszkanie. — Nie jest u mnie tak źle. Mój pączuszek i tak jest zestresowany, że trafił mu się taki seksowny, bogaty, przemiły, po prostu idealny facet jak ja. — Przesunął dłońmi po swoich włosach do tyłu. — Więc… nie chcę jeszcze bardziej go peszyć, ale… — Spojrzał na Marvina. — Jest kilka rzeczy, którymi możesz sobie wykupić moją łaskę.
Marvin założył ręce na piersi i odpowiedział jedynie pytającym spojrzeniem. Chciał stąd jak najszybciej wyjść i nie zamierzał wdawać się z nim w długie dyskusje. Pomijał już, że sposób, w jaki mówił ten facet, był obrzydliwy. I te określenia a propos jego przegiętego chłopaka. Zniesmaczało go to wszystko.
Szantażysta na widok jego miny przewrócił oczami i westchnął ciężko.
— Och, dupciu, jak ty niczego nie łapiesz. Pomogę ci. — Podszedł do niego i położył mu szczupłą, ale szeroką w śródręczu dłoń na policzku. — Klęknij i ssij mi chuja, bo wasze zdjątka i filmik polecą do Internetu — zagroził już poważnym tonem, ale nadal z okrutnym uśmiechem na ciemnych ustach.
Marvin poczuł, jak coś przewróciło mu się w żołądku. Nawet nie odepchnął od siebie mężczyzny, tylko cały znieruchomiał, patrząc na niego w szoku. Miał… miał dotknąć tego obrzydliwego faceta i zrobić mu… laskę?
Zrobiło mu się mdło i niedobrze na samą myśl, a do tego samo wyobrażenie siebie w tej sytuacji… Miał wrażenie, że poczułby się bardziej jak dziwka, niż kiedy Jaz mu to sugerował, niż gdy umawiał się na tamten striptiz za kasę, czy… niż kiedykolwiek!
— Odpierdoliło ci? Mało masz seksu ze swoim pączuszkiem? — wykrztusił, czując, że blednie.
— Och, panie gwiazdko… — Mężczyzna poklepał go po policzku protekcjonalnie, po czym oparł się o ścianę i zaczął powoli rozpinać spodnie. — Mam z nim wspaniały seks. Ale nie chcę mojego słoneczka hańbić ciągnięciem druta. Jemu takie fanaberie nie do twarzy. A ty… Och, ty się do tego nadasz idealnie. W końcu już wdzięczysz się przed tłumem zwalających sobie facetów, kręcąc dupą, więc ssanie fiuta managera pewnie masz opanowane do perfekcji.
— Mam faceta, ty pojebie! — warknął Marvin, rzucając krótkie spojrzenie na jego krocze. Im więcej się ukazywało pod rozpinanymi spodniami, tym boleśniej jego żołądek się ściskał. Jak to w ogóle było możliwe, że do tego doszło?! Czy naprawdę wyglądał jak kurwa, która prosiła się o wykorzystanie? — Poza tym, skąd mam wiedzieć, że nie masz jakiegoś syfa? — dodał, czując, że było mu słabo na samą myśl, że potem miałby zarazić czymś Jaza. W najgorszym wypadku AIDS. To głównie dla niego starał się utrzymać te popierdolone zdjęcia i filmik z dala, a miałby mu w taki sposób spieprzyć życie? Nie miał zamiaru!
Koleś znowu przewrócił oczami, po czym zupełnie niespodziewanie trzasnął go otwartą dłonią w twarz, aż odrzuciło mu głowę w bok.
— Nie mam syfa, kurwo. A teraz klękaj i ssij albo ten twój facet stanie się tak samo sławny na Internecie jak ty i każdy będzie mógł sobie popatrzeć, jak się jebiecie.
Marvin sapnął głośno i popatrzył na niego, cały wrząc. Nigdy jeszcze nie czuł takiej wściekłości i wstydu jak teraz. Miał ochotę udusić tego faceta, cokolwiek! Rozbić stojące obok lustro i poderżnąć mu gardło. Zwyczajnie go zajebać, aby tylko się tak na niego nie gapił i nie szczerzył tak tego ryja.
Zacisnął z całej siły pieści, aż opuszki palców mu zbielały. Trudno. Będą gumki. Obciągnie tego obleśnego chuja, a na Jazie wymusi kondomy, nim się zbada.
Upadł na kolana przed szantażystą, czując na nich nieprzyjemnie twardą posadzę i rozpiął mu do końca spodnie, powstrzymując się z całych sił, by nie przyjebać mu w krocze albo by nie odgryźć mu tego chuja.
— No, grzeczna dziweczka. Tak się płaci za swoją rozbujaną chuć i niemożność, aby z ukochanym pączusiem celebrować każdą cielesną przyjemność — mężczyzna o rdzennych korzeniach niemalże zaświergotał, nadal z tym samym okrutnym uśmiechem na wąskich, ciemnych wargach. — Wyciągaj go i bierz do gardła, szmato.
Marvin już czuł, jak płonie na twarzy ze złości, którą dodatkowo wzmagały określenia, którymi raczył go facet. Do tego młodszy od niego, ulizany i w tym momencie absolutnie odstręczający. Marvina bolał jeszcze fakt, że miał wrażenie, że te określenia w tym momencie definitywnie go opisują. W końcu… dlaczego to robił? Czy Jasper zrobiłby to samo, co on teraz? Nie, Jaspera nikt by do tego nie zmusił. To z nim musiało być coś nie tak, że ten facet uznał, że idealnie nadaje się do tej roli.
Powstrzymał się przed komentarzem, wyciągnął jego penisa z bielizny i bez zbędnej kontemplacji wziął go do ust. O mało mu się nie zwróciło, ale opanował się i zaczął mu ssać. Od razu mocno, by jak najszybciej to skończyć.
Po chwili poczuł dłoń na włosach i usłyszał niskie mruczenie.
— No… Faktycznie kurwiszon ma wprawę. Często tak ssiesz pały? Och, co ja… och, kurwa… dobry jesteś.
Marvin tylko zamknął oczy, by go chociaż nie widzieć. Choć miał ochotę jeszcze zatkać uszy i wypluć tego chuja. Zamiast tego zaczął szybko poruszać głową, nie dotykając go inaczej niż ustami. Ręce trzymał przy sobie i ciągnął mu sprawnie, chcąc doprowadzić go do pełnej erekcji i wytrysku, a potem wyjść. Albo nie, upewnić się najpierw, czy skasuje te jebane zdjęcia.
Z takiego rytmicznego obciągania i przesuwania głową w przód i w tył wyrwał go nagły chwyt, jakim uraczył go mężczyzna i zaczął dosłownie pieprzyć mu usta. Wpychać się w nie swoim sztywnym członkiem i do tego powarkiwać, i stękać głośno.
Marvin charknął kilka razy i o mało się nie zakrztusił. Jasper miał większego i brał go w dużej części, ale teraz był wkurwiony na całą sytuację, zestresowany nią i czuł obrzydzenie do penisa, którego miał w ustach, więc nie był w stanie w pełni się przyzwyczaić. Coraz bardziej do tego panikował na myśl, że facet spuści mu się do gardła. I czuł, że jeśli ten zaraz tego nie zrobi, to mu się wyrwie, bo nie wytrzyma. Czuł się jak ta sztuczna dziura, którą robił sobie dobrze jakiś czas temu. Miał wrażenie, że tak właśnie ten facet traktuje jego usta, bawi się nim jak chce, a jemu było coraz bardziej niedobrze i źle. Wydawało mu się, że trwa to wieki, a każde kolejne pchnięcie bioder tego pseudo-Indianina wciska w niego jad, który zaczyna zjadać go od środka. Żołądek mu się od tego skręcał, w głowie szumiało, a w ustach miał bardzo nieprzyjemny posmak.
Zacisnął mocno powieki, otwierając szeroko usta i, mimo że nie był wierzący, modlił się o koniec.
— Oooch, tak, dobra z ciebie kurwa… Umm… — szantażysta dyszał ciężko, a w pewnym momencie zadrżał, chwycił Marvina za nos, zatykając mu go i przydusił go drugą ręką do swojego penisa. Z głośnym chrząknięciem spuścił mu się prosto do gardła.
Marvin miał wrażenie, że serce mu się zatrzymało. Jego ciałem wstrząsnęły spazmy i gwałtownie odepchnął się od mężczyzny. Podparł się jedną ręką o zimną podłogę, a drugą zatkał sobie usta, kaszląc głośno. Był cały czerwony na twarzy, gardło aż go bolało od tego pieprzenia i było mu nieznośnie niedobrze, przez co oczy mu załzawiły.
W tym czasie mężczyzna, któremu obciągnął, uśmiechnął się do siebie z satysfakcją i jeszcze przesunął dłonią po swoim śliskim penisie. Wycisnął z niego ostatnie kropelki spermy i schylił się do Marvina. Wytarł mu to wszystko, co miał na dłoni, o policzek.
— No, już, gwiazdeczko estradowa. Ładnie się spisałeś, możesz spadać i wyczekiwać mojego kolejnego telefonu.
Marvin z obrzydzeniem wytarł policzek i spojrzał twardo na mężczyznę.
— Kolejnego? Usuwaj te zdjęcia, pojebie! Zrobiłem, co chciałeś, nie będziesz tego ciągnął w nieskończoność! — zawarczał mocno zachrypniętym głosem, równocześnie unosząc się z podłogi. Serce biło mu szaleńczo w piersi na myśl, że ten koleś zamierzał bezczelnie to pociągnąć.
— Nie? A ja kiedyś twierdziłem, że po tym się skończy?
— Jak ty to sobie wyobrażasz? Nie będę twoją dziwką na telefon! — charknął Marvin, patrząc mu twardo w oczy, cały zaczerwieniony na twarzy i z zaciśniętymi pięściami.
Mężczyzna odsunął się od niego. Zapiął spodnie i wzruszył ramionami.
— No, kurna, fakt. Nie będziesz, ale nie martw się, będziesz dziwką i masturbatorem dla tysięcy zgłodniałych internautów. Patrz… — Machnął ręką, jakby coś prezentował. — Jest tyle nieograniczonych możliwości. No i zawsze możesz potem to kontynuować. Porno gwiazdka dla ubogich. Mogę być twoim managerem, jeśli chcesz.
Marvin zacisnął zęby tak mocno, że zabolała go szczęka. Sama myśl, że ktoś trzepałby sobie, widząc jego faceta, go odrzucała. Tamto z Karlem to było coś innego. Poza tym… wiedział, jakby to Jaza zabolało. No i w jakiś sposób teraz cieszyło go, że to jego ten kutas dorwał, bo gdyby Jasper miał dawać usta takiemu szantażyście, to… czuł, że zajebałby takiego, cokolwiek potem by się nie działo.
— Po ilu razach skasujesz to wszystko? — zapytał, starając się opanować buzującą w nim adrenalinę, a dodatkowo dowiedzieć się, na czym stoi. Dostać jakąkolwiek gwarancję, że to się w końcu skończy.
Mężczyzna wzruszył ramionami.
— Aż mi się nie znudzisz?
Marvin wciągnął powoli powietrze, by się uspokoić i wytarł ostentacyjnie usta z dużą niechęcią wypisaną na twarzy.
— Byle szybko, bo masz obleśnego chuja — mruknął, pragnąc już umyć zęby i twarz. Nie dodając nic więcej, ruszył do wyjścia, skoro i tak facet nie zamierzał teraz kasować zdjęć.
Ten jeszcze zachichotał pod nosem w bardzo nieprzyjemny sposób. Posłał mu nawet buziaka.
— To do następnego razu, słodkie gardziołko! Daj buziaczka na powitanie swojemu seksownemu facetowi! — Zarechotał, patrząc ze spokojem, jak Marvin wychodzi.
Ten tylko zacisnął zęby i trzasnął drzwiami. Przez głowę przechodziło mu tyle myśli, że nie był w stanie nawet stwierdzić, co go bardziej w tej chwili brzydzi czy przeraża. Czy że facet mógł być chory, czy że ma w sobie jego obleśne nasienie, czy że teraz ma wrócić do domu i udawać, że widział się z Davidsonem i omawiał sprawy problemów w dokumentacji. I czuł, że teraz zdecydowanie wolałby grzebać się w biurokracji, niż biec do najbliższego krzaka, by zwrócić wszystko, co załadował w niego ten mężczyzna.

*

Dzisiejszego wieczoru w klubie No Exit nie miało być żadnego z tych dużych, scenicznych występów, które odbywały się od czasu do czasu i na które przybywało bardzo wielu gości. Tancerze w klubie odwalali swoją robotę, pojawiając się co raz na okrągłych podwyższeniach, by poruszać tyłkiem, czy na zawieszonych wyżej balkonach. Karl właśnie zszedł z jednego z nich, ubrany w złotą, obciskającą go bieliznę i podobną kamizelkę. Do tego miał jeszcze buty na obcasie ze srebrnymi klamerkami i pomalowane oczy. Musiał zrobić sobie przerwę, więc ruszył po coś do picia przez tłumek tańczących ludzi.
Kiedy był już przy barze i wypatrywał wzrokiem Marvina, aby go poprosić o coś chłodnego, nagle ktoś złapał go za ramię i przytulił się do niego. Odwrócił się, zaskoczony, i pierwsze co zobaczył to duże, mocno umalowane oczy oraz szeroki uśmiech. Od razu poznał posiadacza tak pięknego, poprawianego kompletu uzębienia.
Zrobił duże oczy na widok swojego przegiętego kumpla i zaśmiał się.
— No, ładnie, tak ci się ostatnio tu spodobało, że postanowiłeś znowu wpaść? — rzucił na powitanie, uśmiechając się szeroko. Wiedział, że z Patsy’m się nie będzie nudzić.
— No, było słodziaśnie! — zaświergotał chłopak, chociaż makijaż mógł wprowadzać w błąd, jeśli chodziło jego płeć. Naprawdę był dość… kobiecy. A to farbowane, zielonkawe włosy, a to przedłużane rzęsy. Ubiór też miał dość wyzywający i prześwitujący. Do tego bardzo opinające jego tyłek, ewidentnie damskie spodnie. Gdyby nie brak biustu, można by było się pomylić.
— To zajebiście. Ale dzisiaj występu nie ma, dopiero z Jazem ćwiczymy do następnego i to dopiero za kilka dni. — Karl usiadł na okrągłym stołeczku i oparł łokieć o blat, zerkając na Marvina obsługującego kawałek dalej klientów. Czekał na swoją kolej.
— Wiem, wiem. Ale i tak chciałem wpaść. Ale to cichutko, Orvel nic nie wie, że tu jestem. Martwiłby się o mnie. — Zachichotał szczuplutki, umalowany przesadnie i specjalnie modulujący głos chłopak, wspominając swojego trochę śniadego, wysokiego faceta o indiańskich rysach.
— Było go zabrać ze sobą. Nie podobał mu się nasz odjechany klub? — prychnął Karl, poprawiając mu zielony kosmyk z grzywki starannie zaczesanej na bok. — Wiesz, Patsy, ja muszę głównie machać dupą tam na górze, więc nie będę mógł z tobą tu cały czas siedzieć.
— Ja wiem, spoczko, spoczko. Potańczę sobie trochę, napiję się kilka drineczków i wrócę grzecznie do domciu, grzać mojemu wilczkowi łóżko. Bo dziś pewnie późno wróci do domciu, to nie chcę, aby nikt na niego w nim nie czekał.
— I wykorzystujesz, że późno wraca, by do mnie tu zawitać? Normalnie co za zaszczyt mnie kopnął w dupę. Jeszcze będzie o mnie zazdrosny. — Karl zaśmiał się i widząc, że właśnie Marvin skończył nalewać piwo dla klienta, zamachał do niego: — Hej, Marvin, możemy po coli? Znaczy ja cola, a ty, Patsy? — Zerknął na swojego przyjaciela, gdy Marvin przerzucał sobie szmatkę przez ramię i podszedł do nich.
— Sex on the beach! — Patsy poprosił o jeden z najbardziej znanych drinków, trzepocząc rzęsami, jakby prosił, aby barman miał z nim seks na plaży, po czym zwrócił się znowu do Karla: — No, Orvel może być zazdrosny… dlatego masz się nie wygadać, że u ciebie byłem. — Szturchnął młodszego tancerza swoim chudziutkim palcem, z pomalowanymi na jasnoróżowo paznokciami. Istniało spore prawdopodobieństwo, że miał tipsy. Krótkie, ale jednak.
Marvin ściągnął lekko brwi, patrząc na nich dość przenikliwie. Zaczął nalewać im zamówienie, zaczynając od drinka i wsłuchując się w tę rozmowę. Karl za to pokręcił głową z uśmiechem.
— Nie mów, że nie lubisz, kiedy jest zazdrosny. O swoje słoneczko. I jak okazuje ci, jak bardzo jesteś dla niego ważny, bla, bla, bla.
— Oj, to słodkie strasznie, ale z mojej strony to by było takie wredne, jakbym tego nadużywał. W końcu by pomyślał, że robię to specjalnie.
— A nie robisz? — Karl zaśmiał się, przez co chłopak nadął poliki i prychnął.
— Nie! — Zarzekł się, wyglądając na święcie oburzonego, a wydęte, umalowane błyszczykiem usta jak u rybki, przynajmniej według Marvina, nie nadawały mu uroku.
— Na zdrowie — rzucił tymczasowy barman, stawiając przed Patsy’m jego drinka, a sięgnąwszy do lodówki po butelkę coli, zagadał spokojnie: — Widziałem cię chyba na występie Karla. Podobał się?
— Och, tak! Był cudny. Fantastycznie to wszystko razem wyglądało i jak… — Patsy ściągnął nosek, robiąc dziwną minę. Coś na kształt takich, kiedy udaje się gryzonia. — Tak seksownie.
— Ćwiczyliśmy z Jazem i Marvin dawał wskazówki, więc wyszło na serio zajebiście — dodał Karl, a Marvin doskonale wiedział, że Patsy był świadom, że razem… „ćwiczyli”. W końcu to jemu Karl wysłał te jebane zdjęcia i filmik, które teraz były jego największym problemem.
— I mogłeś pochwalić się kumplowi. Pogratulować — rzucił Marvin, stawiając przed nim colę, po czym oparł się łokciami o blat, kierując swoje lekko zmrużone oczy na ciotka. Nie miał pojęcia, czy ten wiedział, co wyczyniał jego facet, ale wątpił. To w końcu była jawna zdrada, więc zapewne ten cały Orvel trzymał to przed nim w sekrecie. — No, ale nawet machaniem tyłkiem chyba nie skusisz kolegi, bo widziałem, że nie byłeś sam.
— Niom, byłem z moim facetem. Mogłeś go widzieć, jak się żegnaliśmy — Patsy znowu zaświergotał z dumą aż przelewającą się przez jego ton. Musiał naprawdę być niesamowicie szczęśliwy, że ma takiego partnera. Ciekawe było, czy miał pojęcie, jaki z niego naprawdę jest chuj.
— Mmm, widziałem… — zamruczał Marvin, patrząc prosto w oczy chłopaczka, dosyć hipnotyzująco. — Całkiem przystojny, nie widziałem go tu nigdy wcześniej — ciągnął go za język, w duchu wcale nie uważając, żeby Orvel był przystojny. Wciąż mu było niedobrze na wspomnienie smaku jego chuja w ustach i tego, jak ten się do niego odnosił, i do czego go zmusił. Chciał jednak dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Może znajdzie na niego jakiegoś haka. Nie chciał być jego poddańczą dziwką na każde zawołanie i znosić to wszystko bez mrugnięcia okiem. Musiał to przerwać, zrobić cokolwiek, żeby nie musieć znowu klęczeć na jego posadzce, brać jego penisa do ust i wychodzić z poczuciem upokorzenia.
— Bo niedawno, jakieś dwa miesiące temu, się tu do mnie przeprowadził. Kupił nam duże gniazdko, w którym sobie obaj żyjemy — w głosie Patsy’ego było wciąż słychać tę przesadną dumę. — Jest taki kochany. Znaliśmy się jeszcze długo wcześniej i mieliśmy związek na odległość, ale on chciał być bliżej mnie i się tu przeniósł. Teraz mieszkamy razem u niego i jest cudownie. Och, Karl. — Chłopak klepnął swojego przyjaciela w kolano w bardzo zmanierowany sposób. — Będziesz musiał nas kiedyś odwiedzić. Bo jeszcze nie byłeś, a obiecujesz cały czas!
— No, wpadnę, wpadnę, ale wpraszać toż się, kurwa mać, nie będę, niech mnie ten twój Romeo zaprosi. Jego mieszkanie, nie? — Karl wzruszył ramionami, popijając colę.
— I co, pracę też tak dla ciebie zmienił? Musi być nieźle zakochany. Pozazdrościć — dodał Marvin spokojnie, niespiesznie czyszcząc blat. Miał nadzieję dowiedzieć się, gdzie ten chuj pracuje.
— Nie. Pracy nie musiał zmieniać. Ma wolny zawód — odparł od razu Patsy, w ogóle się nie przejmując, że opowiada o prywatnych sprawach swojego faceta. Może dlatego tak łatwo zdjęcia, które dostał, zostały przechwycone przez tego jebanego „Romeo”. Patsy nie wydawał się mieć w ogóle zahamowań, aby trzymać język za zębami.
— Zazdroszczę wam, ja tu kroci nie zarabiam… — Karl westchnął i skinął na Marvina. — Jaz i Marvin już więcej, wiesz, regularne występy, więcej fanów i tak dalej.
— No są… — jego przegięty przyjaciel zachichotał — bardzo seksowni. Nie dziwne, że się podobają — gadał, jakby Marvin nie stał tuż obok nich. — Ale i tak Orvel jest seksowniejszy. — Schylił się do Karla, aby niby powiedzieć mu coś w sekrecie, ale i tak aby doskonale wszystko było słychać. Gest był raczej pozą. — I wiesz, jakiego ma wielkiego i cudnego fiutka? Wspaniały jest! — Zaśmiał się prawie jak dziewczyna i znowu przesunął wypielęgnowaną dłonią po udzie Karla, a ten roześmiał się głośno.
— Nie chwal się tak nim, nie wątpię, że ma dużego. Nie zaspokoiłby cię inaczej. — Stuknął delikatnie pięścią w wątłe ramię kumpla.
Marvin za to poczuł nieprzyjemną gulę w gardle na to, co usłyszał. Czuł obrzydzenie, gdy teraz tak patrzył na Patsy’ego, tak entuzjastycznie opowiadającego o członku tego sukinkota. Do tego Orvel musiał mu często wsadzać, a Marvin miał go w ustach dzisiaj. Miał nadzieję, że ten ciotek nie dawał dupy na lewo i prawo i nie był niczym zarażony. Bardzo mocno też starał się wmawiać sobie, że dziś nie zdążył jeszcze dać dupy Orvelowi, bo jeśli to zrobił, a ten nie umył się po tym seksie i wpakował mu swojego chuja w usta, to było to absolutnie odstręczające. To nawet gorzej, niż jakby miał zrobić rimming temu przegiętemu ciotkowi.
— Nie przeszkadzam już wam, praca wzywa — rzucił dość niewyraźnym głosem, czując, że znowu blednie i odwrócił się, by napić się wody z lodówki. Wręcz czuł, jak zbiera mu się na wymioty od tych wszystkich myśli.
Karl tylko wzruszył ramionami, a Patsy odprowadził go wzrokiem i przygryzł dolną wargę.
— Strasznie seksowny. Ale to do tego drugiego uderzałeś? — upewnił się.
Karl od razu pokiwał głową na potwierdzenie i westchnął ciężko.
— Do Jaza. Weź, do Marvina nawet nie miałbym szans. No i Jaz jest… wiesz, bardziej na luzie, no i jest większy, ale jak widzisz, chuj z tego wyszedł.
— Możesz jeszcze nad tym popracować. Nic poza moim związkiem z Orvelem nie jest stałe! — Patsy zachichotał, popijając zaraz po tym swojego drinka jak dziewczynka. Robił dzióbek, kiedy zasysał się na słomce, a mały paluszek odstawał mu najbardziej, jak to było możliwe.
— Sucz! — Zaśmiał się Karl, zerkając przez ramię, czy manager się gdzieś nie pojawia, by zagonić go do pracy. — Do tego zakochana po uszy. I co, to poopowiadaj mi, jak tam sprawy łóżkowe. Jebaliście się wczoraj?
Patsy oblizał lubieżnie usta.
— No, ależ oczywiście, złociutki. Zrobił to tak zajebiście długo, że aż ledwo dziś w pracusi siedziałem. Wymęczył mnie do samego końca. On to, kurna, ma kondycję i taką akuracik główeczkę, że mnie tak milusio pieści.
— Huhuhu, ostro! I co, rano rundka, wieczorem druga? Jak twoja dupcia wytrzymuje? Albo te umalowane usteczka? — Karl patrzył na niego z rozbawieniem, stukając palcami w szklankę. Mówił głośno, bo inaczej nie porozumieliby się przy tak donośnej muzyce, ale wierzył, że zagłusza ona ich rozmowę na tyle, że klienci siedzący przy barze nie słyszeli ich za dobrze. Zresztą i tak nikogo by to nie zgorszyło. Nie w takim klubie. Już zobaczył co najmniej kilku facetów, którzy zlustrowali Patsy’ego jak łanię do upolowania.
— Dziurka dobrze, ale do ust za często nie biorę. Jakoś nie przepadam, a i boje się, że mi się jakieś zajady zrobią, czy wargi mi popękają i już nie będą takie seksowne. No i ostatnio jeszcze to w ogóle nic, bo zafundowałem se botoksik — pochwalił się z błyskiem dumy i zadowolenia w oczach.
Karl pokręcił głową z niedowierzaniem.
— Tylko mi się w Amandę nie zamień, bo będzie siara się z tobą pokazywać. Wolę moje śliczne Patsiątko — prychnął, wychylając się i cmokając go w policzek, gdy zobaczył managera wychodzącego na balustrady. — Chyba będę musiał uciekać.
Niezadowolony Patsy wydął usteczka, wykręcając dolną wargę, prawie na brodę.
— Oj, szkoda, szkoda. Ale! — Złapał przyjaciela za dłoń. — Obiecaj, że nas odwiedzisz. Wymuszę na Orvelu, aby ci osobiście wysłał zaproszenie smsem.
— Jak wyśle, to wpadnę — zapewnił Karl, ściskając krótko jego dłoń. — Uwierz, zakurwiście ciekaw jestem tej waszej chatki. Ale dobra, spieprzam, baw się dobrze — dodał, wstając z krzesełka. Dopiwszy colę, pomachał jeszcze przyjacielowi, nim pobiegł pomiędzy tłumem na swoje stanowisko do tańczenia.

20 thoughts on “No Exit – 8 – Pseudo-indiański sukinkot

  1. Katka pisze:

    Alexa Rebel, yey, super, że czytasz od początku :) Mam nadzieję, że czyta się dobrze. A Orvela pisała Shiv i pałała do niego równą niechęcią co wszyscy czytelnicy i sam Marvin. Takiej postaci lubić się nie da, ale niestety czarne charaktery też są potrzebne XD A Marvin nie powiedział, bo… bo myślał, że sam to załatwi i że nie będzie potrzeby angażować i martwić Jaspera. No ale wyszło jak zawsze XD

  2. Alexa Rebel pisze:

    Tak jak sobie obiecałam, czytam NE od początku :D
    Taka jestem wkurwiona po tym rozdziale, serio. Jakbym miała jakiś nóż to już by było po tej suczy Orvelu! Dobrze, że znam te „teraźniejsze” rozdziały bo inaczej nie wiem jakbym przeżyła ten czas od rozdziału do rozdziału.
    A Marvin też głupi jakiś (no co ja nie powiem… :P), dlaczego on od razu nie powiedział nic Jaz’owi…
    No nic, jadę dalej……

    Ps. Która z Was stworzyła Orvela? Czy też miałaś chęć mu dojebać? :D

  3. Katka pisze:

    Porebua, to jest plus poruszających rozdziałów. Komentujecie je nawet po fakcie XD a nas to podbudowuje, jak wzbudzają takie emocje. A co do Patsy’ego, hehe, to zupelnie inna liga niz Chris, tamten rzeczywistoście był zabawny XD czytaj dalej, czytaj, bo czy Marvin powie czy nie… Wiele od tego zależy.

  4. porebula pisze:

    Kurwa…
    Chyba 1 raz zostawiam komentarz pod nieaktualnym rozdziałem, ale no ja pirdole… sory, ale czytając sie nawyklinałam więcej niż Shane… cuda…
    Ja widziałam że to wyjdzie… że albo wstawią zdjecia do neta albo beda szantarzowac… I dlatego nie gada sie ze mna o ksiazkqch, czy filmach, czy ukrytej prawdzie… za proste końce jak dla mnie i tylko u was mózg wyłączam czekając grzecznie i nie myśląc… zmienić to musze… Ale kurwa… Marvin cioto… powiedz Jazowi, wbijcie frajerowi na chate i mu zajebcie no… Możecie nawet Karla zabrać… Ciotek mnie wkurwia, aż mi sie rzygać chciało jak gadał w klubie… I jego wygląd… i zachowanie… Chris był w tym wszystkim zajebisty i fajny i śmieszny ze swoją manią i kogutami (przyniusł miencho, miecho zawsze dobre) a ten jest…. Aghgghggrhrg. Zabić.

  5. Katka pisze:

    Basia, taaa, kłamstwo ma krótkie nogi, a gdy się je przeciąga, to się mocno komplikuje. Gadka z Karlem rzeczywiście nie dałaby nic poza ewentualnie moralizatorskim przekazem, że tak się nie powinno robić. Och, a sprany Orvel… tak, to mu się należy.

  6. Basia pisze:

    Witam,
    aaa „wydarzyło wczorak” jak ja chcę wiedzieć co się wydarzył…. no i wiem kiepsko i to bardzo, Marvin okłamuje Jaspera, ale długo raczej to nie pociągnie bo jak się mówi, kłamstwo ma krótkie nogi…. Marvin chyba powinien pogadać z Karlem, ale raczej to nie wiele da, przydałby się Jasper, który pewnie by użył swojej pięści na Orvelu, jak ja sama mam ochotę mu wpi…..
    weny
    Pozdrawiam

  7. Katka pisze:

    Matsuyuki, hehe, zgadzam się XD

    Hoshii, nom, biedne :( Orvelowi się należy kara za to, co robi. Pewnie Jasper by wcale Cię nie powstrzymywał, jakby widział, że zamierzasz owe tortury na tym dupku stosować. Marvin też nie.

  8. Hoshii. pisze:

    jakbym dorwała Orvela w swoje rąsie, zastosowałabym na nim japońskie tortury w praktyce. nieważne, że zostały zakazane jakimiś tam konwencjami i uznane za najbrutalniejsze na świecie. zasłużył sobie. tymczasem: moje biedne Marviniątko ;(

  9. Matsuyuki pisze:

    Katka, bingo, to dlatego że każdy wie że ten pseudo-indiański sukinkot to kutas i powinni go zamknąć w celi z dwoma murzynami XD

  10. Katka pisze:

    Gordon, ładnie to ująłeś, Marvin jest totalnym indywidualistą, wiele robi „pod siebie”, sam się kieruje zasadami, jakie ma i uznaje za słuszne. Rzadko stara się spojrzeć na sprawę oczami kogoś innego. I jak widać, w tym wypadku kończy się to ukrywaniem wszystkiego przed Jasperem. Ooch a co do granic, taaa, to jest dość kluczowe. Pytanie, ile Orvel będzie chciał ugrać i ile Marvin będzie w stanie zrobić.

    Sharon, haha, zabija mnie to Twoje „on jest rudy” XD Taaaaki pojazd! I w ogóle Twój plan wygląda logicznie… ale niestety Marvin tak tego nie widzi. Ale oczywiście masz rację, ukrywanie takich rzeczy nigdy dobrze się nie kończy. Zobaczymy, jak się to skończy dla Marvina. No i sam Karl… och, żeby tylko wiedział, co narobił swoim głupim pomysłem. Haha, a nauczka na przyszłość a propos puszczania się na pewno jest dość mocna. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, jak to się mówi.

    Matsuyuki, zabawnie, najbardziej pojechałaś po Patsy’m i Karlu, a Orvelowi się nie oberwało XD Ciekawa jestem, czy to przez oczywistość, że jest kutasem i nie ma co stwierdzać oczywistości, że mu się należy kara, czy że Patsy i Karl bardziej Cię wkurzyli XD I to strasznie słodkie, że wykorzystałaś te imiona do matury! :DDD

    Another, hahaha, dobrze, że koleżanka jednak nie zobaczyła, co czytasz XD A co do komentowania – beeeez stresu. Ja zawsze mówię, że wiadomo, super dla nas jak są komenty i w ogóle, ale nie lubię cisnąć czytelników, by robili to pod każdą możliwą notką, jeśli nie mają ochoty, bo jednak jak się do czegoś człowiek zmusza, to po jakimś czasie zupełnie mu się odechciewa. Więc fajnie, że komentujesz sporadycznie, doceniamy to ;) Najważniejsze przecież, że czytasz i wciąż sprawia Ci to frajdę. A już co do rozdziału – bardzo się cieszę, że czuć te emocje i to obrzydzenie Marvina. Miałam nadzieję, że udało się to dość obrazowo oddać, a Twoje słowa mnie uspokajają pod tym względem. Jeśli chodzi o przytulas na każde zło – pewnie by pomógł, ale raczej tylko chwilowo :( Wciąż Marvin by był w trudnej sytuacji bez wyjścia. Niestety. Podsumowanie „Ogólnie, są w dupie xD” jest bardzo na miejscu XD Bo rzeczywiście w tym momencie ciężko powiedzieć, jaki jest najlepszy sposób na pozbycie się problemu. Bezboleśnie i bezproblemowo. Patowa sytuacja.
    Kurcze, ciężko mi powiedzieć, gdzie było o tym, że Ryan i Len byli słyszani przez Jasona i Alexa XD Ale podejrzewam, ze mogło to mieć miejsce w którymś bonusie (matko, to takie lamerskie, że nawet jako autorka nie ogarniam XD). Nie wiem, czy nie przypadkiem w „Superblow”.
    Kaczuch_A, chyba możesz przybić piątkę reszcie, bo widzę, że i Ciebie dotknęło, że Marvin trzyma buzię na kłódkę. Ja się oczywiście zgadzam, że powinien się przyznać. Jeśli wyjdzie to po czasie, może być przecież różnie zrozumiane… Karl rzeczywiście jest zaczątkiem wszystkiego, choć nieświadomie. Hahaha, i nie wierzę, Chris przegrał w plebiscycie na najbardziej nielubianego ciotka XD Patsy przejął tron XD I popieram, powieszenie za jaja Orvela jest bardzo dobrym wyjściem! Oooch, a co do cierpienia panów… no w tych okolicznościach pocierpieć muszą, niestety sytuacja buduje dość angstową atmosferę :( Ale kto wie, czy jakoś ich to wszystko do siebie nie zbliży…

  11. kaczuch_A pisze:

    Ale lipton no~! Wiedziałam, że coś będzie nie halo, ta sprawa waliła na kilometr, ale najbardziej wkurwia mnie to, że ten bałwan, seksowny bałwan nic Jazowi nie powiedział. Teraz to Jaz się wkurzy i bardzo go te zdrady zabolą, a zdjęcia i szantaż będzie uważał za kiepską wymówkę. Panowie sobie trochę pocierpią. I nie lubię Karla bo to wszystko przez niego. Ciotek mnie wkurwia gorzej niż Chris, a to jest już niemiłosierny sukces. A ten indianin, czy kij wie kto…mam ochotę go za jaja powiesić. Bo się naszym dwóm, seksownym samcom relacje popsują. Czuję dramę i to bardzo bolesną dla nich. Smutam~! T^T

    Weny drogie Panie i nie pozwólcie im cierpieć za bardzo, co? *szczenięce spojrzenie*

  12. Another69 pisze:

    Mam nauczkę – nigdy nie czytaj No Exit w szkole na komórce! Heh, właśnie czytam zdanie: „— Oooch, tak, dobra z ciebie kurwa… Umm…” a tu zza ramienia wyskakuje mi głowa mojej koleżanki, która próbuje zobaczyć co też tak mnie wciągnęło, że nie kontaktuje xD Na szczęście nic nie zdążyła przeczytać xD

    Ale wracając- jeny, jak ja rzadko komentuje! Wiem, że komenty są ważne, ale jakoś czasu mi brak :/ Ale jestem na bieżąco.

    Nieźle się porobiło, ale mimo dużego współczucia do Marvina i Jaza czuję dużą ekscytację na myśl jak to dalej pociągniecie :) Cieszę się, że jest emocjonalnie, aż nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Czytając scenę, przetoczoną na samej górze, byłam totalnie pochłonięta i niemożliwie wkurzona! Aż czułam to obrzydzenie Marvina i totalne upokorzenie. W takich sytuacjach chyba nie sama akcja, w sensie obciąganie, jest okropne a poniżające teksty tego oblecha.
    Nie zaprzeczę, że trochę Marvin na to zasłużył bo tych zdradach, ale tak tylko troszeczkę xD Niech przecierpi, dostanie nauczkę, a potem Jaz go utuli i wszystko będzie dobrze xD To takie moje wyjście z każdej sytuacji, przytul się do swojego faceta i wszystko się naprawi xD
    Najgorsze jest to, że takie sytuacje naprawdę się zdarzają! Dlatego lepiej trzymać się z dala od kamerki przy łóżku (chociaż Alex i Jason… Dobra, nieważne xD). Nigdy nie wiadomo co potem z tym nagraniem się stanie, nawet zdarza się, że para zerwie ze sobą w kiepskich okolicznościach i partner w nerwach puści video w obieg… A co trafi w mroczne internety to już nigdy nie zniknie…
    I nie dziwię się, że nie chcą iść na policje, to nie takie proste jak się wydaje – idziesz, prosisz o pomoc i ci pomagają… Zazwyczaj i tak to nic nie daje. Płacenie szantażyście też jest bez sensu, bo będzie żądał więcej i więcej aż mu się nie znudzi. A jak pobije gościa to jeszcze sam trafi na policję a filmik poleci w internet. Ogólnie, są w dupie xD
    Więc trzeba znaleźć coś na szantażystę, mam nadzieję, że się uda :P
    A w ogóle to seks tej parki jest taki sexy *,* Chociaż i tak wolę Rynne xD
    W ogóle mam pytanie! Po kolei czytałam wszystkie rozdziały, gdzie była Rynna – od samego początku xD I nie znalazłam jednej sceny, a jestem pewna, że taka była… Chodzi o scenę, gdzie Alex i Jason słyszeli przez ścianę seks Rynny. Pamięta ktoś numer tego rozdziału? xD Gdzie wyście go ukryły? xD
    Życzę weny i słoneczka :D

  13. Matsuyuki pisze:

    Niech ktoś uciszy tego ciotka. Niedobrze mi się robiło od czytania go. Bleh. Oczywiście Karl powinien dostać po dupie za te zdjęcia i filmik. A Marvin…po prostu powiedzieć Jasperowi… Wyczuwam ogromną kłótnie jak to wszystko wyjdzie :c

    Ps. Dziewczyny! Oficjalnie wasze postacie zagościły na moich maturach z angielskiego :D Zaporzyczylam sobie trzy imiona – Jason, Josh i Shane :D uratowałyście mnie, nigdy nie wiem do kogo pisać list czy inne różne :D

  14. Sharon d'Arc pisze:

    Wiadomo było, że Karl kłopotów narobi, ale że aż tak? Nosz kurde, mówię wam, ON. JEST. RUDY (nie obrażając rudych). Tak żem się wzburzyła, że teraz nie zasnę… Ale Marvin też dziwnie gra. Ja bym powiedziała Jasperowi, bo z ukrywania takich rzeczy nigdy nic dobrego nie wynika, potem wspólnie zrobiła najazd na chate Karlowi, doprowadziła do porządku, a potem urządziła wycieczkę z facetami do tego Patsy’ego czy jak mu tak i wszystko wygadała, raczej by się wkurzył na takie zagrania swojego faceta. Ale się wkurzyłam… no nie zasnę… I nie napiszę nic sensownego… Wiedziałam, mówiłam, że z tego nic dobrego nie wyniknie… Może to oduczy głównych bohaterów puszczania się… nawet razem…

  15. Gordon pisze:

    O kurwa! Myslalem ze moze byc jakas wieksza sprawa z tymi zdjeciami ale nie ze tak porypana. Indianiec jest ostatnim dupkiem i do tego ma wkurwiajaca osobowosc. Marvin jest w patowej sytuacji ale kretyn powinien powiedziec Jazowi o tym wszystkim. Za duzy z niego indywidualista momentami. Przerypane, jak to sie skonczy to jestem ciekaw i jak daleko sie ten szantazysta posunie. Marvin musi miec jakies granice ale koles dobrze trafil bo Marvina chyba stac na wiele. Teraz jak nigdy zaluje ze rozdzialy wychodza tak rzadko ;p

  16. Katka pisze:

    Saki, czyli widzę, że ogólnie nasza nowa parka czarnych charakterów wzbudziła u Ciebie dużą niechęć. Cóż, nie powiem, nie dziwię się XD Sama mam do nich bardzo negatywne odczucia. Orvel rzeczywiście przesadził podwójnie, bo nie dość, że pozbawił Marvina kasy, to jeszcze godności. Ustawił się, jak się dało, zrobił sobie osobistą dziwkę na zawołanie. A co do policji… cóż, nawet jeśli akurat trafiłby na kogoś ze zrozumieniem, to nie chce tego tak przeżywać, tam nie byłoby za przeproszenie pierdole się, tylko mówienie o wszystkim, ze szczegółami, a i sprawa mogłaby się ciągnąć strasznie długo. Nie wspominając już o tym, że Jaz by się dowiedział. I jakkolwiek Marvin jest wyuzdaną i niewstydzącą się nadmiernie osobą, to ta konkretna sytuacja sprawia, że czuje się gorszy, a to nie pomaga w wywlekaniu tego na światło dzienne. I masz 100% racji, że to, co raz znajdzie się w Internecie, często tam zostaje i zawsze jest jakiś ślad. Tego Marvin strasznie chce uniknąć. Dzięki za dużego komenta ;)

    O., taaa, zrobił progres, to inna sytuacja od tych, z którymi dotąd miał do czynienia. Ale może to sprawi, że progres sięgnie dalej i jakoś go zmieni na lepsze pod względem puszczania się? No i fakt, Jaz ślepy nie jest, może zauważyć, pytanie tylko czy domyśli się, co to może być za powód, jeśli Marvin mu nie powie…

    Re-habe, hehe, wiedziałam, że poza tymi, którzy Marvinowi współczują, znajdą się tacy, którzy pomyślą „dobrze mu tak”. Zadośćuczynienie jest dość brutalne i tylko mieć nadzieję, że jakiś pozytywny skutek z tego wyniknie… Bo na razie to, co się dzieje, go niszczy. A czemu Marvin nie mówi Jazowi? Bo nie chce go martwić, bo czuje się szmatą, bo wie, że to jego wina, ale też skoro sam nie widzi wyjścia, raczej nie wierzy w cud, że Jasper go zobaczy. Więc po go martwić? A Patsiątko jest creepy, to fakt XD

  17. rehab-e pisze:

    Wszystko co przewidywałam, sprawdziło się. Ahh, jestę genialna xDD
    Tak szczerze…wcale nie jest mi żal Marvina. Lubię go, ale strasznie denerwował mnie tymi zdradami, które według niego były ok. Czas na zadośćuczynienie. (wiem, jestę zła xD)
    Ten pseudo-Indianin też nie jest do końca normalny. Te jego teksty o tym swoim ciotkowatym chłopaku, bosz, porażka xD
    poza tym, szczerze nie rozumiem, czemu Marvin nie może powiedzieć o tym Jazowi… no rozumiem, że robi to wszystko, bo nie chce, żeby ten filmik przedostał się do neta, ale może Jaz coś by na to zaradził, a nie…
    tak w ogóle: BIEDNY JAZ. ;c
    nawet nie chcę sobie myśleć, co poczuje, gdy się dowie o wszystkim ;//
    a tak z innej beki:
    Patsiątko mnie przeraża!!!
    jak czytałam te jego teksty to tak mi gały latały…to było straszne xD nawet kakałko straciło swój smak ;c on jest okropny…
    czekam ;**

    p.s. I TEN BOTOKS! MATKO KOCHANA! o.O

  18. saki2709 pisze:

    …drań mógłby się jakoś o tym dowiedzieć i filmiki razem ze zdjęciami by wypłynęły w rejs po internecie. A tego Marvin chce uniknąć. W końcu co raz się tam znalazło, to nawet po usunięciu jakiś ślad pozostanie… innymi słowy, chłopcy nie mieliby życia.

    Sorki, że tak w ratach, ale mi się limit znaków na fonie wyczerpał.

    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Mam nadzieję, że im się wszystko jakoś ułoży, a ten pseudo-Indianin da im spokój i zajmie się tym swoim małym przerobionym dziwadłem. Sorki, nie lubię tego ciotka. Mimo że mi go żal, że ma takiego faceta.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  19. O. pisze:

    No to pokarało. A nie mówiłam?
    Marvin zrobił progres, teraz czuł obrzydzenie do Indiańca a wcześniej jakoś dawał radę z innymi. Szkoda, że nic Jazowi nie powiedział, szybciej by pewnie coś konkretniejszego by wymyślili. Ale ten pewnie zauważy że Marvi ma jakieś problemy i dziwne telefony, także może jeszcze nic straconego ;)

  20. saki2709 pisze:

    O rany. No to się nieciekawie zrobiło. Biedny Marvin. Jak go takiego podłamanego w poprzednim rozdziale zobaczyłam, to wiedziałam, że coś jest nie tak. Nie podejrzewałam przygiętego kumpla Karla (tak btw. nie spodziewałam się, że będzie aż tak przygięty. Przy nim Karl jest męskim mężczyzną XD) ale coś czułam, że będzie z tymi zdjęciami. Ale, o matko, facet tego ciotka jest straszny. Żeby się uciekać do szantażu, to nie wiem, jak nisko trzeba upaść. nie dość, że wybulił od Marvina całe oszczędności, to jeszcze zrobił sobie z niego osobistą dziwkę na zawołanie. Na prawdę żal mi Marvina. Nie wiem, czy to dobrze, że okłamuje Jaza i nie powiedział mu o tym wszystkim. Ja wiem, nie chciał go martwić, no ale może razem udałoby się im coś wymyślić. Dobra, wiem, jestem naiwna. Na takiego drania nie ma sposobu. I nie wiem czemu, ale coś mi mówi, że jak jego słoneczko sobie usteczka zrobiło, to jemu brakuje obciągania i wykorzystał sytuację. To jest draństwo. Nie dość, że krzywdzi Marvina, to jeszcze zdradza tą swoją wypacykowaną panienkę. Nie trawię zarówno jego jak i jego chłopaka, ale jak tego ciotka jeszcze zniosę, bo mimo że jest strasznie irytujący, to nie powoduje takich mdłości, jakie mam, czytając o Orvelu, czy jak mu tam było. Można powiedzieć, że Marvin znalazł się w sytuacji bez wyjścia, bo chcąc chronić ukochanego, jest niemal na każde skinienie tego… słowa tego nie opiszą, co o nim sądzę. A na policję, nie pójdzie, bo przecież musiałby się przed nimi obnażyć, składając zeznania. Jakby na niego spojrzeli, gdyby im powiedział, że uprawiał seks ze swoim facetem dla jednoosobowej publiczności, która nie okazała odrobiny taktu, robiąc im zdjęcia i nagrywając filmiki, po czym część wysłała do swojego przygiętego kumpla, który ma faceta pojeba, a któremu owe materiały wpadły w łapska i teraz go szantażuje? No przecież by go wyśmiali. Powiedzieliby, że się sam prosił. I możliwe, że by jeszcze na niego krzywo patrzyli, bo jest gejem. Policja to nienajlepszy pomysł, zwłaszcza że jak Marvin już o tym napomniał w myślach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s