Project Dozen – 8 – Szczenięce spojrzenie

Tomas we wtorki miał zajęcia niemal przez cały dzień, dlatego przerwa na lunch była dla niego zbawieniem. No i jakoś tak szybko się uwinęli z Colinem z jedzeniem i już zmierzali do biblioteki. Colin potrzebował… czegoś. Tomas nawet za bardzo nie słuchał, gdy ten mu mówił, co konkretnie, bo akurat zabijał przeciwników swoim ninja na telefonie. On sam z kolei musiał zebrać materiały na jakieś wypracowanie na angielski.
— Serio nie mogę się doczekać jutrzejszych zajęć z kółka filmowego. Wreszcie się dowiem, co będziemy przedstawiać w tym roku! — mówił z załapałem, wychodząc z Colinem ze stołówki. — Może w koooońcu ktoś wpadł na pomysł, że dobrze zrobić coś s-f. Tylko pewnie ze strojami byłoby ciężko.
— A zauważyłeś, że od piętnastu minut do ciebie mówię? I bynajmniej nie o twoim kółku umarłych poetów. Ziemia do Tomasa, ziemia do Tomasa. Kszzz… — niższy chłopak udał chrzęst radiostacji. — Nikt… nikt cię nie… kszzz… nie słyszy. Odbiór.
Tomas przewrócił oczami, chociaż z lekkim uśmieszkiem na tych swoich dużych, wydatnych ustach.
— Bo ty nie doceniasz! Zainteresowałbyś się tym tematem, tylko się zraziłeś, że ostatnio Otella wystawialiśmy — stwierdził z pewnością, wciskając dłonie w kieszenie zielonej bluzy z kapturem. Była rozpięta, a pod nią miał dość obcisły podkoszulek. Przez to wyglądał o niebo lepiej od swojego współlokatora, Colina Crossa, który chodził w za dużych koszulkach z postaciami, a to z anime, a to z filmów, a to z gier. Zawsze było coś. Nigdy nie wyglądał za dobrze.
— „Otella wystawialiśmy” — przedrzeźniał go. — Jak mogliście w ogóle coś wystawiać? Jesteście kółkiem filmowym. To bez sensu. Nagrajcie film, potem zobaczcie, co to montaż, potem znajdźcie dobry komputer i dodajcie efekty. Tak się robi filmy. A nie wystawia Otella.
— Ty mnie nie ucz, jak się filmy robi, panie Allen. — Tomas prychnął ze śmiechem i skręcił z kumplem w najszerszy korytarz, który miał ich doprowadzić do biblioteki. Oczywiście musieli się przy tym przedrzeć przez tłumy uczniów, wśród których… Tomas zauważył Woody’ego Jolene’a i jego kumpla. Mimo że gadał z nim jeden raz, dosłownie przez chwilę, uśmiechnął się do niego i gdy się mijali, rzucił: — Cześć, Woody!
Ten obejrzał się na niego, słysząc swoje imię, ale kiedy Tomas zobaczył jego spojrzenie, pierwsze o czym pomyślał, to że ten go nie poznał. Chłopak jednak w kolejnej sekundzie lekko się uśmiechnął.
— Siema — odparł zwięźle, wracając do rozmowy z innym chłopakiem z postawionymi włosami i mocno poprzedzieranymi spodniami.
— Nie bardzo coś idzie wpływanie na obce wody? — Colin zaśmiał się wrednie, idąc dalej obok kumpla. Nie lubił innych ludzi Uważał ich za niewykształconych. I co z tego, że z rzeczy, których nie uczyli w szkole?
— Nie staram się nawet — odparł Tomas, ściągając brwi. — Ale Woody jest fajny. Oni w ogóle luźni są — dodał poważnie, nie precyzując, kogo ma na myśli, mówiąc „oni”. — Któryś z nich se znowu zrobił tatuaż w widocznym miejscu i się dyro wkurwiał, słyszałeś?
— Słyszałem. Są durni, ot co. Jakby nie mieli na co pieniędzy wydawać — Colin fuknął, kręcąc głową i nie mogąc pojąć takiego marnowania pieniędzy na coś, co może tylko zepsuć przyszłość. Lepiej było wydać je na figurkę kolekcjonerską albo grę. Przynajmniej czegoś się uczyło.
— No, ja bym wydał pewnie na kolekcję tej zajebistej pościeli ze Star Wars, co świeci… — przyznał Tomas z zamyśleniem i wszedł do biblioteki.
Tutaj, w przeciwieństwie do hałasu na korytarzu, było wyjątkowo cicho. Dbała o to oczywiście pani Beggins i jej pomocnik — Rudy Todd. Wszyscy wiedzieli, że był największym kujonem, jaki chodził po świecie, a plotki mówiły, że znał na pamięć siedemdziesiąt procent zbiorów tutejszej biblioteki. Pomagał pani Beggins, jakby była to co najmniej jego praca i jakby nie miał nic lepszego do roboty. Dlatego każdy się zastanawiał, jakim cudem wygrywa konkursy, a od pierwszej klasy nie dostał gorszej oceny niż B.
Tomas niemal na palcach przemknął obok biurka, przy którym rezydował i jeszcze wychwycił wzrokiem panią Beggins. Na szczęście ta skupiona była na porządkowaniu zbiorów, więc mogli z Colinem na własną rękę czegoś poszukać.
— Zakład, że to android? — szepnął do kumpla konspiracyjnie, wskazując głową za plecy, na Rudy’ego.
— Albo kosmita. Mówię ci. Chociaż jeszcze zakładałem opcję swego czasu z reptilianinem. Bo wiesz, że oni są naprawdę? — Colin odparł szeptem, ale ze śmiertelną powagą.
Tomas spojrzał na niego z powątpiewaniem.
— Tacy, co się przerabiają i rozcinają sobie języki? — mruknął i postukał w dolną wargę, zaczynając szukać po tytułach książek takiej, której potrzebował.
— Nie. Tacy, co przybierają formę człowieka i działają całe życie pod przykrywką. Nie mów, że nie wiesz, o czym mówię, bo pomyślę, że zamieniłeś się z Jar Jarem mózgami — fuknął na drugiego chłopaka, wspominając postać z Gwiezdnych Wojen, której nie lubił. Przygłupawego, kaczkowatego guńgańczyka z planety Naboo.
— Weź mnie nie obrażaj — burknął Tomas z wyrzutem i skinął na niego. — A co, spotkałeś takiego jaszczura? — dopytał i wyciągnął wreszcie jakąś książkę Jamesa Baldwina. „Mój Giovanni”… Miał wrażenie, że coś mu to mówi.
— Możliwe. Nie słyszałeś? To rasa panów. Zulusi o nich mówią, że przybyli na ziemię, a z ich wspólnych dzieci powstawali królowie. A teraz ci są wszędzie. Tylko starają się to zataić.
— To namierzmy jakiegoś i podrzućmy foty Cody’emu od gazetki. Albo, wow, od razu Molderowi i Scully! — Tomas zaśmiał się, chociaż święcie wierzył, że rząd Stanów Zjednoczonych miał sekretną agencję gromadzącą archiwa X. — Wiesz, jaką kasę byśmy zrobili, jakby Rudy się okazał reptilianinem? Jak Todd z X-menów. Chociaż Todd był za bardzo super, żeby się gapić na spódnicę pani Beggins… — dodał na koniec, z grymasem patrząc, jak chłopak, którego obgadywał, spozierał zza komputera na stojącą na stołeczku bibliotekarkę.
— Ale Todd był żabą — Colin zgasił od razu kumpla ze zblazowanym spojrzeniem. — To już prędzej jest synem doktora Connorsa — odparł z dumą z siebie, że wykazał się bardziej od kolegi, wspominając doktora Curtisa „Curta” Connorsa, który pod imieniem Jaszczur był wrogiem Spidermana.
— Pewnie nawet nie wie, kim jest doktor Connors, a co dopiero, żeby był jego synem. — Tomas pokręcił głową i w końcu popatrzył na książkę, którą trzymał.
Musiał wybrać jedną tego autora i napisać esej. Nie chciało mu się. Chociaż wiedział, że weźmie się za to już dzisiaj. Był ambitny, starał się, ale niestety musiał dużo czasu poświęcić na naukę, żeby osiągnąć takie wyniki, jakie niektórzy uzyskiwali po zaledwie chwili zakuwania. Nie lubił tej niesprawiedliwości genetycznej.
— Ej, bo ty czegoś szukasz w ogóle, czy liczysz, że jak zrobisz „Accio moje zadanie” to samo przyleci? — W końcu trącił Colina w ramię wymownie.
Drugi chłopak zmierzył go podejrzliwym spojrzeniem.
— Bo jeszcze pomyślę, że jesteś rządową przykrywką — mruknął coś tylko dla siebie zrozumiałego i ruszył w głąb biblioteki, zostawiając kolegę na pastwę pani Beggins, która niestety nie miała nic wspólnego z Bilbo Bagginsem, może poza niezbyt wysokim wzrostem. Istniał więc cień szansy, że jej dawni, dawni przodkowie mogli mieć w sobie coś z Hobbitów. I Tomas musiał przyznać, że to byłoby ciekawe.
Mimo to, bardzo chciał jej uniknąć, więc szybko czmychnął za inny regał. Musiał dostać się teraz bezpiecznie na drugi koniec biblioteki, do stolików, przy których chciał chociaż trochę rozeznać się z lekturą. Do zajęć miał w końcu jeszcze prawie pół godziny. Nie spodziewał się jednak, że przy jednym ze stolików zobaczy Julesa Foxa.
Zazwyczaj w szkole unikał go niemal tak samo jak pani Beggins. Niebezpiecznie było się z nim zadawać, co ostatnio odczuł na własnej skórze niedawno niezauważalny, a teraz wręcz sławny Eric Turner. To bardzo zaciekawiło Tomasa, więc jeszcze upewnił się, czy wokół nie kręci się nikt z kamerą czy aparatem i wreszcie przysiadł naprzeciwko starszego o rok chłopaka.
— Czołem, Jules — przywitał się z nim niemalże szeptem, uśmiechając się lekko.
Ten podniósł na niego wzrok znad ekranu laptopa. Musiał coś na nim pisać i potrzebował ciszy i spokoju. Jak rzadko, lecz jednak. Nie zdawało się jedynie na reputacji i swoim zdaniu w Internecie. Tego zresztą nikt nie respektował.
— Siema. Co cię sprowadza?
— Angielski. — Tomas pomachał książką. — Esej jakiś trzeba stworzyć. A ty? Co słychać? Na serio jesteś… — pochylił się lekko — wiesz, z Erikiem?
Jules przewrócił oczami, zapisał to, co robił na laptopie i zatrzasnął go, następnie pochylając się do Tomasa.
— Nie. Nie jestem. Mówiłem już! — syknął. — To jakaś głupia farsa. Ktoś bawi się moim i Erika kosztem — dodał wrogo, lustrując przy okazji chłopaka, jakby to on był temu winien.
— Tak myślałem! — Tomas odpowiedział od razu. Tak, teorie spiskowe były wszędzie, a największa ich ilość zawsze na korytarzach amerykańskich szkół. — Gdybyście byli razem, to byś nie… wiesz, wtedy, w samochodzie — szepnął, rozglądając się znowu. — Bo zawsze byłeś w porządku, jak byliśmy… razem — ostatnie słowo wypowiedział bezgłośnie, chociaż miał ochotę je wystukać morsem. Ale pewnie Jules by nie załapał.
Starszy chłopak westchnął ciężko, opierając się łokciami o stół, a głową o dłonie.
— Nie mam tylko pojęcia, kto to zrobił i jaką ma w tym korzyść. Do tego jeszcze to wszystko w szatni — jęknął z rezygnacją i przetarł twarz. Musiał się zebrać w sobie. W końcu takie sytuacje na pewno będą go czekały w przyszłości, jeśli tylko stanie się jeszcze bardziej sławny.
— Hej, Jules… — Tomas wyciągnął dłoń, chcąc go dotknąć, ale znowu strach przed opinią innych wygrał. Poklepał go tylko krótko po ramieniu. — Weź, to pewnie jakiś kretyn i na pewno za kilka dni wszystko zgaśnie. To nie znaki UFO na boisku, tylko durna plota. Wyjaśnij na tym swoim kanale co i jak może? — spróbował zasugerować, żeby jakoś pomóc. Lubił Julesa.
Ten uśmiechnął się lekko do niego. Wydawał się nieznacznie bardziej zmęczony niż zwykle. Czyli taki jak każdy w poniedziałek. Bo Jules zwykle tryskał entuzjazmem i siłą. Wydawał się jakby dodatkowo nakręcony.
— Mhm, jasne. Nie zostawię przecież tego, ale muszę najpierw napisać tę pracę na zajęcia. A tu jest spokojnie. Przynajmniej jakieś fagasy nie walą pięściami w drzwi, jak przechodzą — poskarżył się, ale nie po to, aby chłopak mu współczuł. Chciał go poinformować. A i jego, i Erika irytowało, że nie mogli odpocząć we własnym pokoju.
Tomas lekko się skrzywił, wydymając usta.
— To ci nie będę przeszkadzać… I tak mam zaraz zajęcia, a Colin gdzieś się tu kręci… — mruknął, rozglądając się i przycisnął do piersi książkę.
Jules mruknął na potwierdzenie, po czym skinął głową na książkę.
— Co tam masz? Bierzesz się w końcu za poważną literaturę? — spytał, bo widział tylko tylnią okładkę książki z nazwiskiem autora, którego znał.
— Nie, przerabiamy wkład czarnoskórych autorów w literaturę i… mam napisać esej o jakiejś książce Baldwina — odparł Tomas z małym entuzjazmem i pokazał Julesowi okładkę tej, którą wziął z półki. — Czytałeś? Nie masz jakiegoś starego eseju na zbyciu? — Zaśmiał się lekko.
Jules przyjął od niego książkę i zerknął do środka.
— Czytałem, ale dla siebie. Nie po to, by pisać esej. Wiesz o tym, że jest o młodym Amerykaninie, który zakochuje się w Giovannim, a potem go rzuca i zaczynają się problemy? Jest o tożsamości seksualnej i ludzkich wyborach.
— O… — Tomas zrobił większe oczy i lekko się zaczerwienił. Wybrał książkę z wątkiem gejowskim?! Może powinien jednak ją wymienić? Było wręcz oczywiste, że posypią się żartobliwe, głupie komentarze, jak jego grupa z angielskiego się dowie, o czym pisze. — Nie wiedziałem… Muszę poszukać innej, ale porażka.
— Czemu? To cenna książka. Pod koniec dwudziestego wieku była uznawana za lepszą w swoim rodzaju. Co z tego, że sam Baldwin był gejem? Jego dzieła poruszają problemy dyskryminacji nie tylko osób homoseksualnych, ale też czarnych. Z tego co pamiętam, wspierał działalność Martina Luthera Kinga. To dobry wybór.
Tomas nie był przekonany, ale książka nie była gruba… No i jak autor był gejem, to pewnie w każdej było coś w tym temacie.
— I myślisz, że to nie będzie jakieś… podejrzane, jak o tym napiszę? — dopytał z wahaniem.
— Czemu miałoby być? — Jules wzruszył ramionami. — Jeśli nie napiszesz, że to był specjalnie twój wybór, to to książka jak każda inna. Jak każdy z nas. Taki sam. Póki się nie pozna treści.
— Okej… Podejmę to zadanie — zdecydował Tomas i wziął od niego książkę. — Ale jak coś… to mogę cię złapać i poprosić o pomoc? — dopytał, popatrując w oczy Julesa tymi swoimi jasnymi, niemal niewinnymi ślepiami. Ciężko było im nie ulec. I Jules już dobrze to wiedział i znał.
— Męczysz mnie strasznie. Ale co poradzę? Pomogę ci. Ale naprawdę, jak utkniesz.
— Spoko wodza! — odparł Tomas z uśmiechem i niemalże równocześnie usłyszał od prawej strony „sssssssssssssss”. Skulił się w sobie, uchwyciwszy wzrok zniesmaczonej jego głośnym zachowaniem pani Beggins. — To jak coś, to odezwę się na fejsie. — Obejrzał się jeszcze i widząc, że bibliotekarka podążyła pomiędzy półki niczym zjawa, cmoknął w powietrzu do Julesa. — Spadam.
Jules odprowadził go wzrokiem z pobłażającym uśmiechem i wrócił do pracy. Liczył, że Tommy, jakkolwiek go lubił, nie będzie zanadto zawracał mu głowy swoją pracą.

*

Trey cieszył się na spotkanie z Harper. Nie widzieli się jeszcze po tamtym wieczorze, na którym ją poznał, ale pisali do siebie trochę na fejsie. Wydawała mu się bardzo spoko, więc dlaczego miałby sobie odmówić kolejnego spotkania? Tym bardziej, że kiedy uczyło się w męskiej szkole, każde spotkanie z dziewczyną było na wagę złota.
Zaciągnął się swoim cienkim papierosem, przesuwając deskorolką po betonowym chodniku. Poruszał nią za pomocą stopy w czerwonym trampku i co raz popatrywał na przechodzących ludzi. Nikt się nie dowalał do tego, że pali, mimo że widoczne było, że miał niecałe osiemnaście lat. Może to przez jego tatuaże i kolczyki? Nieważne, cieszyło go to, a raczej miał to trochę gdzieś. Przecież i tak by nie zgasił, jakby ktoś go upomniał.
Sprawdził godzinę na telefonie i schował go z powrotem do wąskich, czarnych jeansów, które trzymały się na nim dzięki szelkom. Miał jeszcze na sobie luźny, biały podkoszulek, który trochę wisiał na jego szczupłym ciele. Przez wycięcie w serek pod szyją dobrze było widać jego obojczyki.
Z dziewczyną umówił się pod kinem. Było charakterystyczne, a do centrum małego miasteczka, do głównej ulicy były dwa kroki.
Jadąc, wyrzucił niedopałek do kosza i zaczesał palcami włosy do tyłu. Część wróciła na swoje miejsce na jego czole, ale nie przejął się tym. Nie myślał wiele o swoim wyglądzie poza aspektem dodatków w formie tatuaży i kolczyków. Je dobierał dość starannie, z zamysłem, podobnie jeśli chodziło o ciuchy. Ale nigdy nie umiał ocenić, czy jest przystojny, czy przeciwnie. Miał dość specyficzną urodę, podłużną twarz, wyjątkowo wklęsłe policzki i wąskie usta.
Nie zastanawiając się nad tym wiele, dojechał wreszcie pod czerwony szyld z nazwą kina i rozejrzał się wokół. Głowa byka, która go zdobiła, nie świeciła się, ale to nie było istotne. Ulica bowiem była pusta, a nigdzie nie było widać dziewczyny. W okienku biletowym też nikogo nie było, aby móc się spytać, czy nikt jej nie widział.
— Hej, szczenięce spojrzenie, chodź! — nagle usłyszał jej głos, kiedy wychyliła się z drzwi pobliskiego antykwariatu. Były tam stare książki, antyki i dużo starych, niepotrzebnych rzeczy.
Uśmiechnął się blado bokiem ust i wziął deskę pod pachę.
— Nowa ksywa dla mnie? — zagadał na wstępie, ruszając w jej stronę.
Ładnie wyglądała. Długie, jasne blond włosy miała rozpuszczone, a do tego bardzo słabo wycieniowane. Kosmyki przy gładkich policzkach nieznacznie się zakręcały, wskazując jej różowe usta. Wyglądały na suche, nieumazane żadnym błyszczykiem czy pomadką, przez co jeszcze bardziej zachwycała ich barwa. Tak samo jak kolor jej niebieskich oczu, podkreślonych za to mocnymi cieniami. Na sobie miała krótkie ogrodniczki oraz długie trampki, do połowy łydki. A szelki także zarzucone na ramiona, na krzyż.
— Bo tak patrzysz tymi ślepiami, to jak można cię inaczej nie nazywać? Te brwi… — Zatrzymała się z jakimś małym, metalowym czajniczkiem w dłoni i stanęła naprzeciw chłopaka. Dotknęła jego czoła pomiędzy brwiami i przesunęła skórę w górę palcem. — Zawsze idą w górę, jak u szczeniaka.
— Serio…? — Trey pomacał się w tym miejscu. Nie wiedział o tym. To znaczy może Woody mu wspomniał raz czy dwa, ale myślał, że to jego fanaberie. — Ale nieważne, co tu robisz w ogóle? Lubisz antyki? — zagadał i lekko pstryknął jej szelkę. — Niezłe — skomentował jeszcze.
— Dzięki. Twoje też. — Zaśmiała się, idąc w głąb antykwariatu.
Zawalony był wszelakimi rzeczami, ale wszystko było w niezłym porządku, w którym czuć było rękę starszej kobiety siedzącej za ladą tuż przy drzwiach. Wypełniała krzyżówki, zerkając na nich co raz, ale nie wydawała się zaniepokojona młodzieżą w swoim sklepie.
— I lubię tu przychodzić. Czasami można znaleźć fajne skarby. Stare płyty, zdjęcia, plakaty. Książki czy kasety. — Harper uśmiechnęła się, nadal trzymając maleńki, żeliwny czajniczek. Chyba chciała go kupić. — Ludzie nie doceniają tego, co mają, a potem wyrzucają.
— Ciekawe czemu… Może dlatego, bo nie działają? — Trey zakpił z lekkim uśmiechem, unosząc kasetę. Dawno żadnej nie widział, czemu nie trudno się dziwić. W końcu to jak… dyskietki do komputera.
Rozglądał się przy tym, czując specyficzny zapach staroci i dałby głowę, że gdzieś pali się kadzidełko o zapachu drzewa sandałowego. To akurat lubił.
— Niektóre faktycznie. Ale to cacko akurat na pewno działa. — Harper wskazała mu swoją zdobycz, której jeszcze nie nabyła. — A reszta… Coś zawsze się może znaleźć. Ale, to co? — Odwróciła się nagle zupełnie przodem do niego, patrząc mu prosto w oczy. — Ty lubisz tylko nowe rzeczy?
Trey przez moment tylko odpowiadał spojrzeniem, na chwilkę dosłownie zerknął na jej dość drobny biust i rozejrzał się znowu.
— Hm… — mruknął i podszedł do starego stołu z drewnianymi skrzyneczkami zawierającymi biżuterię. — Nie tylko. To jest niezłe — rzucił, wyciągając lekko poczerniały breloczek z kotwicą. — Lubię też stare, skórzane portfele. Kojarzą mi się trochę z dzieciństwem, bo jak miałem z sześć, siedem lat, podpieprzałem ojcu drobne z takiego wytartego, wyniszczonego. Ale miał swój klimat.
Dziewczyna oparła się pośladkami i rękoma o komodę stojącą opodal. Była dość stabilna, aby nic jej się nie stało, tym bardziej, że Harper była bardzo szczupła.
— A co jeszcze lubisz? Co ma swój klimat? — ciągnęła go trochę za język, ale przy tym cały czas obserwowała, wyraźnie zaciekawiona.
— Newcastle — odparł, unosząc na nią wzrok. — Dużo tu przestrzeni. Buda ssie, ale lubię tu wracać po wakacjach. To twoje rodzinne miasto?
Harper przewróciła oczami.
— Nom, urodziłam się tu. Ale to straszna dziura…
— Aaa… — przedłużył dźwięk, robiąc minę pełną zrozumienia. — To jesteś z tych dziewczyn, które po szkole pierwsze co zrobią, to się wyrwą do dużego miasta?
— Może nie do dużego-dużego, ale marzy mi się coś więcej niż pracowanie na kasie. Dość, że matka to robi. W Woody’s Food Center — wyjaśniła, pamiętając imię chłopaka, z którym przyszedł Trey.
— Nigdy tam nie byliśmy, Woody mówił, żebym sobie nie robił jaj i nie dał się zaciągnąć. — Trey uśmiechnął się i odłożył breloczek. — Kupujesz to cacko?
— Mhm. I przejdziemy się na tory? — zasugerowała, już idąc do kasy ze swoim czajniczkiem.
— Spoko — odparł zwięźle, bo Harper już płaciła.
Obejrzał jeszcze wystawę, już z zewnątrz, przez szybę popatrując na dziewczynę. Na razie rozmawiało się im całkiem spoko, co nie zawsze dobrze działało, jak spotykał się już z jakąś dziewczyną sam na sam, poza członkami imprezy. Harper jednak nie wyglądała na skrępowaną, więc i on czuł się luźno. Byle tylko tak zostało. I niby nie była to randka… a może była? Sam nie wiedział.
Tajemnica nie wyjaśniła się, kiedy blondynka dołączyła do niego i ruszyli w dół ulicą, aż do torowiska, które przecinało miasteczko.
— A ty skąd jesteś?
— Urodziłem się w Lexington w Nebrasce, ale teraz mieszkam w Chayenne — odpowiedział, mając na myśli duże miasto na samym południu Wyoming, czyli stanu, w którym obecnie byli.
Szedł spacerem obok dziewczyny, co raz tylko kawałek podjeżdżając na swojej deskorolce. Obserwował wtedy Harper, idąc tyłem.
— Tylko uważaj na krawężniki! — krzyknęła za nim w pewnym momencie, lekko ruszając biodrami. — A twoi rodzice? Wysłali cię tu, aby nie mieć rozrabiaki na głowie?
— Pewnie tak, ale trochę pomogłem ojcu w decyzji. Taka wolność trochę kusiła, chociaż myślałem, że to będzie bardziej buda dla snobów. Na szczęście nie jest — odparł, przyspieszył i przejechał skosem po dość długim odcinku krawężnika. Czemu miałby się trochę nie popisać, skoro umiał? I niby umiał dużo więcej, ale nie chciał za bardzo, żeby to wyglądało lamersko szpanersko. — Woody mi dupę uratował, że się napatoczył, jest z kim się trzymać.
— I trzymacie się tak od pierwszego roku? W ogóle, jak się poznaliście? — Harper zaciekawiła się tematem kolegi Treya. Także wydawał się sympatyczny, a chłopak, któremu się teraz przyglądała, również zyskiwał w jej oczach. Nie był tak zamknięty na coś innego, jak niektórzy tu. Nie wszyscy, ale zdarzali się tacy, którzy nie mogli nawet zrozumieć, że jest coś poza klasycznym modelem rodziny. Wtedy najbardziej czuła, w jakim małym mieście mieszka.
— Był podryw na „pomożesz mi w lekcjach” — Trey uśmiechnął się kątem ust i znowu złapał deskę pod pachę, zrównując się z Harper. — Coś mi odwaliło, że na pierwszy semestr wziąłem chemię, Woody zakuwał fizykę w bibliotece… I musiał wyglądać na takiego, który ją rozumie, a ja byłem zdesperowany, więc zagadałem.
Harper zrobiła trochę większe oczy, dowiadując się takich nowości.
— No proszę. Woody wyglądał na takiego? To musiałeś być bardzo zdesperowany! — Zaśmiała się z rozbawieniem i szturchnęła go łokciem, aby przeszli na drugą stronę ulicy. — Wejdziemy? — spytała odnośnie znajdującej się na rogu kawiarnio-jadłodajni. — Kupimy sobie po czymś do picia?
— Wynos, czy chcesz posiedzieć? — Trey zgodził się z nią, idąc w tamtym kierunku. Po prawej stronie była kawiarnia, a po lewej coś, gdzie można było znaleźć więcej jedzenia w menu niż tylko kawę. — A Woody nie wygląda, ale to ścisłowiec, więc teraz mi w trygonometrii pomaga. Mi szybciej języki wchodzą.
— Na wynos. Weźmiemy jakieś milkszejki albo co tam będziesz chciał i pójdziemy posiedzieć na tory albo przy drodze. I pogapimy się na jadące samochody. — Zaśmiała się, wchodząc już do budynku.
Wnętrze było typowe. Długa lada, za którą krzątały się panie w fartuszkach, okrągłe stoliczki pod oknami i wszechobecny zapach kawy.
— A te języki, jakich się uczysz?
— Kiedyś trochę francuskiego. A nie licząc hiszpańskiego w budzie, to niemiecki w kursie internetowym się staram — wyjaśnił Trey i przebiegł spojrzeniem po menu nad ladą. — Wezmę chyba duży truskawkowy — zdecydował, wyciągając już portfel, żeby Harper przypadkiem nie zdążyła. — I w czym ty jesteś dobra?
— Też bardziej ścisłe. Hiszpańskiego też się uczę, ale to tyle co trzeba. Lubię bardzo nauki przyrodnicze. Ale też nie lubię fizyki. I… ja… — Zamyśliła się i podeszła do jednej z kobiet, która przy kasie od razu się do niej uśmiechnęła i przywitała. Musiała ją też kojarzyć z widzenia. — Wezmę śmietankowego.
Ekspedientka odpowiedziała uśmiechem, rzuciła im obu jednoznaczne spojrzenie i zabrała się za przygotowywanie napoi. W tym czasie Trey położył na ladzie należność za oba i wsunął portfel w kieszeń na tyłku.
— A chcesz kiedyś do nas wpaść do internatu? — zagadał, zmieniając odrobinę temat. — Kampus jest spoko i mamy skatepark.
Harper zerknęła na pieniądze i uśmiechnęła się pod nosem. Spodobało jej się to.
— Mogłabym wpaść w sumie. Ale byś mnie odwiózł czy jak? Bo przyznam, nie pamiętam, czy masz samochód.
— Nie mam, ale weźmie się od Lee, to dobry chłopak — Trey wspomniał Latynosa, z którym przyjechali ostatnio z Woody’m do Bounty. — Nie będzie truł, bo i tak rzadko kiedy jakaś dziewczyna siedzi w jego aucie — dodał żartobliwie i podał Harper jej napój, którego odebrał od kobiety zza lady.
Dziewczyna podziękowała, ale też ściągnęła brwi, jakby czegoś nie rozumiejąc.
— To jak ty tu dotarłeś?
— Autostopem. A ty nie masz samochodu? — Trey wziął jeszcze swój napój i wyszli razem na zewnątrz. Było naprawdę ciepło, a milkszejki przyjemnie chłodziły. Do tego były gęste i słodkie.
— Stopem? — Dziewczyna znowu zrobiła większe oczy. — No proszę, że ci się chciało! — Roześmiała się przyjaźnie i obiła się swoim ramieniem o jego. — I mam samochód. Jak wypijemy i pogadamy, to wrócimy się pod kino. Tam niedaleko zaparkowałam, to cię odwiozę. Przy okazji wzbudzę sensację w męskiej szkole.
— To akurat bardzo prawdopodobne — prychnął Trey, popatrując na nią bokiem z uśmiechem. Siorbnął shake’a i przyjrzał się jej wargom, gdy i ona to zrobiła. Pocałowałby ją na pożegnanie, ale nie wiedział, czy w szkole będzie okazja. W końcu faktycznie uczniowie mogli się gapić jak namolne muchy. — Jeszcze bardziej, jak dojdą do wniosku, że jesteś koleżanką. Wolna, ładna dziewczyna na kampusie… — Cmoknął wymownie.
Harper zerknęła na chłopaka jak chochlik, skręcając w stronę torów. Było tam niezwykle pusto. Pociągi też rzadko jeździły. Na tyle, że każdy w miasteczku znał ich rozkład. Z nią włącznie.
Kiedy usiedli, rzuciła:
— To będziesz musiał chyba bardziej się starać?
Trey pochylił się lekko do niej i trochę prześmiewczo odparł:
— Ze mną nic ci nie grozi, mała… — Po czym dodał już normalnym tonem. — Jak chcesz, pokażę ci nasz pokój, ale nie wiem, czy nie uprzedzić Woody’ego. Mamy syf.
Harper zaśmiała się znowu i oparła o swoje nogi, patrząc dzięki temu bardziej od przodu na chłopaka.
— Pierwsza randka… — stuknęła swoim plastikowym kubkiem w jego — i już zapraszasz mnie do pokoju. Co to się dzieje z dzisiejszymi chłopakami?
— Ej… — Trey pstryknął palcami i dodał w obronie własnej: — Jest przyzwoitka w pokoju.
— Kumpel? — prychnęła z rozbawieniem i niebezpiecznymi iskierkami w oczach. Trey widział w nich, że nie jest to dziewczyna, z którą można sobie pogrywać.
— Do tego gej. Będzie nas trzymał w ryzach, jakbyś miała dziwne pomysły — odpowiedział takim tonem, jakby on wcale dziwnych pomysłów nie miał. W końcu Harper mu się podobała. Ta jej lekka zadziorność, pewność siebie, a przy tym wyraźna pogoda ducha. Ciekaw był, czy lubi podobną muzykę, bo że spędzać podobnie wieczory tak, to już przekonał się ostatnio.
— Ja, dziwne pomysły? — ta udała oburzoną, po czym siorbnęła głośno resztki swojego chłodnego napoju. — Ale spoko. Jak Woody będzie nas pilnował, to nie mam się czego obawiać. Zresztą, dobrze z nim masz. Nie boisz się ze podkradnie ci dziewczynę. — Zaśmiała się, znowu zderzając się z nim ramieniem. I chyba trochę bliżej przysuwając.
Kiedy Trey to spostrzegł, jakoś bardziej potrzebował ochłodzenia, więc znowu się napił.
— Ta, dobrze z nim mam. Ale wiesz, siedzę z tobą, więc… — urwał, po czym sięgnął wolną dłonią do jej gładkiego policzka i przysunąwszy twarz, pocałował delikatnie te jej różowe, miękkie wargi.
Harper poczekała, aż się odsunie i obdarzyła go lekkim uśmiechem.
— Szybko idzie — skomentowała, po czym sama go cmoknęła, ale w policzek. — Idziemy, szczenięce spojrzenie. Bo zaraz jedno takie zrobisz i wieczór nas zastanie.
Trey skinął głową i chciał już wstać, po czym wymusił to niby szczenięce spojrzenie, które robił i wlepił w nią swoje jasne, niebieskie oczy.
— Za szybko? — zapytał pół żartem, pół serio. Chciał wiedzieć, czy się jej spodobało, czy nie, a sposób z tym niby spojrzeniem mógł dać okazję obrócenia wszystko w żart.
Harper, która już stała i teraz patrzyła na niego z góry, cmoknęła pod nosem. Chwilę nie odpowiadała, po czym wzięła głęboki oddech i położyła mu palec między brwiami, ciągnąc je na dół.
— Na razie jest okej. Jak będzie za szybko, dostaniesz w zęby, więc się nie stresuj. — Uśmiechnęła się zadziornie, zabierając dłoń. — Chodź.
Trey uśmiechnął się lekko i wstał, sięgając jeszcze po swoją deskorolkę. Dopił przy okazji napój i wyrzucił papierowy kubek do pobliskiego kosza na śmieci.
Potem podążył za dziewczyną, przez chwilę obserwując jej pośladki, do czasu, aż się z nią zrównał. Tak, zdecydowanie była w jego typie. Co z tego, że starsza? Była w porządku. Chociaż ostatnio też myślał, że laska jest w porządku, a jak dowiedziała się, że mieszka w pokoju z gejem, zrobiła wielkiego focha. Cóż, uznał wtedy, że przyjaźń z Woodym jest dla niego dużo cenniejsza. W przypadku Harper przynajmniej ta sprawa była bezpieczna. Miał tylko nadzieję, że nie wyskoczy z czasem nic innego, co by mogło się zepsuć.

15 thoughts on “Project Dozen – 8 – Szczenięce spojrzenie

  1. TigramIngrow pisze:

    Zdecydowanie bardziej wolę te fragmenty opisujące interakcje między Sebciem a Franiem, Treyem a Harper i Jolene i Tomciem niż pozostałe akcje fabularne.

  2. Katka pisze:

    Basia, Harper, jednak z nielicznych lasek w tym opowiadaniu. Dobrze więc że zdobywa sympatię. Nie możemy być stronniczy i tylko lubić facetów, nie? XD Pozdrawiamy ;)

  3. Basia pisze:

    Witam,
    bardzo fajny rozdział, taki spokojny, bardzo polubiłam Harper, no i podoba mi się to „szczenięce spojrzenie”…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  4. Katka pisze:

    O., oooj, nie chciałam Cię zjechać! XD I dobrze Ci, że tylko od dwóch… XD

    Saki, fajnie, że wątek hetero się podoba :) Taka lekka odmienność w naszym pisaniu. Oooch, Woody, Woody, spoko, pojawi się chyba w następnym rozdziale… Muszę jeszcze sprawdzić, bo go nie przygotowałam, ale tak mi się wydaje. Dobrze, że ogarniasz, co i jak z postaciami. Cieszy mnie, że tacy też są XD No niemniej ma to niewątpliwie swoje wady, tym bardziej w połączeniu z długą przerwą między rozdziałami. Zobaczymy, czy będzie się dało coś z tym zrobić. Dziękuję bardzo za literówki :)

  5. saki2709 pisze:

    Tommy to straszny słodziak. Nie mogę się doczekać, aż będzie z nim coś więcej.
    Jak na razie podoba mi się ten wątek hetero. Harper wydaje się całkiem spoko i jest szansa, że wyjdzie jej z Treyem, Jako że go polubiłam, to z ciekawością będę czekać na rozwój sytuacji.
    Stęskniłam się za Woodym a to wspomnienie o nim to zdecydowanie za mało. Chcę więcej. Najlepiej w pakiecie z Tomasem XD
    Zastanawia mnie co się dzieje u szczurków. Za nimi też się stęskniłam.
    O dziwo jak na razie ogarniam jakoś postacie i mi się nie mieszają. Myślałam, że będę miała z nimi większy kłopot. Jednak wadą tak licznej obsady jest to, że chcąc każdemu poświęcić jakiś kawałek tekstu, innego trzeba pominąć, bo niestety wszyscy na raz nie mogą być. A że przerwa między odcinkami jest tak długa… to jeszcze bardziej dobija. Trzeba się uzbroić w cierpliwość, jak to się mówi.
    Czekam na następne zadania.

    „Przynajmniej jakieś fagasy nie walą pięściami w drzwi, jak przechodzą — poskarżył się, ale nie po to, aby chłopak mi współczuł. ” – „mu”.
    „Głowa byka, która go zdobiła, nie świeciła sie, ale to nie było istotne.” – „się”.
    „Długa lada, za która krzątały się panie w fartuszkach, okrągłe stoliczki pod oknami i wszechobecny zapach kawy.” – „którą”.
    „Pocałowałby ją na pożegnanie, ale nie wiedział, cz w szkole będzie okazja.” – „czy”.
    „Kiedy usiedli, rzucił:” – „rzuciła”.
    „Trey widział w nich, że nie jest to dziewczyna, z która można sobie pogrywać.” – „którą”.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  6. O. pisze:

    Poczułam się „zjechana”, ale wybaczam.Od dwóch lat „naście” już nie mam xD Zróbcie im jakąś walkę na spojrzenia xD

  7. Katka pisze:

    kaczuch_A, hehehe, to się mogłaś jako tako wczuć w Jasona i Alexa i przekonać się, co ich czeka XD Grę o tron polecam, chociaż… jak masz już spoilery, to mniejsza frajda jednak…

    O., Harper nie jest puszczalska, ot co, nie będzie numerka na pierwszej randce XD Niektóre nastolatki umieją się grzecznie prowadzić. A kto by uległ… pewnie byłoby ex aequo XD

  8. O. pisze:

    Pierwsza randka i zaproszenie do pokoju? A nie jakiś szybki numerek na świeżym powietrzu? ;o Hahahahah xD I fajnie, że dwie postaci mają szczenięce oczy i jestem ciekawa jakby ich zestawić ze sobą, to który by uległ? xD

  9. kaczuch_A pisze:

    Latałam po Warszawie i łapałam wszystkie możliwe hotspoty xD ale teraz już dorobiłam się własnego na nowym mieszkanku (tak mi się z Jasonem i Alexem kojarzy, z tą ich planowaną przeprowadzką). A Gry o Tron nie oglądałam, ba nawet nie zaczęłam, a mam zaspojlerowane wszystkie odcinki. Też mam nadzieję, że z czasem ogarnę bohaterów i że jednak zapałam sympatią do tego opowiadania.

  10. Katka pisze:

    Gordon, haha, nie, Harper nie okaże się transem XD Niestety XD A pozwoliłyśmy sobie na wątek hetero, bo Treya obie bardzo lubimy i wydaje nam się, że może się ciekawie zespolić z wątkiem Woody’ego – geja. Ale to zobaczysz w toku akcji :) Co do Tomasa, haha, taaa, widzę, że i Ciebie urzekł XD

    Anna, aaaach, no chyba że mówimy o łóżku XD Bo sądziłam, że raczej masz na myśli ich sposób bycia, a nie to, jacy są w łóżku. Bo, jakby nie patrzeć, nie było jeszcze żadnej akcji z nimi w takim sensie, więc wszystko wciąż jest zagadką :)

  11. Anna pisze:

    Wszystkie te cechy, które wymieniłaś nie muszą kolidować, aż tak bardzo z pasywnością. Oczywiście mogę się mylić, ale jakoś zawsze mimo tego że cechy które wymieniłaś są dość zauważalne i głównie przez nie tak lubię Woodego, wydawało mi się że nie jest on do końca typowym aktywem i bardziej pasuje mi na dole. ^^

  12. Gordon pisze:

    Planujecie jakis wiekszy watek hetero czy to zaraz sie okaze ze Harper jest transem i Trey odkryje w sobie geja? ;p Tomas mnie powala, jakbym byl na miejscu Julesa, to juz bym go zaciagnal do pokoju ;p

  13. Katka pisze:

    Anna, oooch, tak, King ma to do siebie, że pisze megaśnie długie wstępy… zajmujące większość książki XD Rozwlekanie i budowanie atmosfery to jego domena, i jak widzę mamy tu jego fankę, więc przynajmniej taki sposób prowadzenia opka nie jest dla Ciebie nowością XD Uf. Ale zaskoczyłaś mnie tym, co napisałaś o Woody’m. On naprawdę się wydaje pasywny? Byłam pewna, że jest odwrotnie, jest raczej pewnym siebie kolesiem, wyluzowanym i dającym przestrzeń, ale bynajmniej nie wycofanym. Z drugiej strony domyślam się, że po tym, co na razie było, ciężko jednak poznać dobrze bohaterów, więc chyba jest to zrozumiałe ;)

    Kaczuch_A, omg, 2 tygodnie bez neta?! Biedna! Mam nadzieję, że dorwałaś go gdzieś poza mieszkaniem, bo aż strach się bać XD Co do mnogości bohaterów – jakoś nagle naszło mnie skojarzenie z Grą o tron, którą masa ludzi uwielbia, ale co z kimś o tym gadam, to uznaje za największą wadę właśnie mnogość postaci. Ciężko przy takiej liczbie ogarnąć koneksje, zapamiętać fakty i w ogóle, a już szczególnie, gdy chodzi o intrygę. Mam tylko nadzieję, że jednak w końcu będzie to do ogarnęcia.

  14. kaczuch_A pisze:

    Nawet nie wiecie jaka to ulga, kiedy po 2 tygodniach podłączają ci na nowym mieszkaniu neta i możesz bez przeszkód znów pisać komentarze xD

    W dalszym ciągu nie potrafię się do tego opka przekonać, nie wiem mało się dzieje, za dużo bohaterów, jeszcze mi się mieszają i za cholerę nie potrafię tego ogarnąć. Ale czytam, poczekam, zobaczę, może później zapałam miłością do tych młodziaków.

    Weny, dużo weny i pozdrawiam.

  15. Anna pisze:

    Strasznie krótkie mi się to wydaje. Cierpię na niedobór szczurków i Sena, nienasycenie Tomasem i zawiedzenie tylko wspominaniem o Woodym. Jednak mnogość postaci ma też swoje minusy. Generalnie w rozdziale dość mało się dzieje ale jako że bardzo lubię Kinga i norweskie kryminały średnio mi to przeszkadza. xD Budowanie atmosfery przez 500 stron książki mnie nie nudzi, więc bez problemu to „zniosłam”. Poza tym to: Jezu jaki Tomas jest słodki! I nie pogardziłabym gdyby w przyszłości miałyby zaistnieć jakieś interakcję między nim a Woodym. Chociaż obydwoje wydaja mi się zbyt…pasywni by być razem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s