Bonus – Zajączek Wielkanocny

Przed Wami scena w narracji Masona Awordza – czyli naszego Mistera strony Shikat Tales! :D Mamy nadzieję, że się Wam spodoba. Miłego czytania i miłego Poniedziałku Wielkanocnego! :)

*****

Nie mogłem zrozumieć fenomenu świąt. Ludzie zagryzają się na ulicach, a i tak istnieje na tyle duża i silna grupa, która przepycha ozdoby świąteczna do sklepów za każdym razem, kiedy zbliża się jakiekolwiek święto. Czy to Halloween, jakby już rzeczywistość nie była dość straszna, czy to ozdoby na Boże Narodzenie. A teraz… teraz kolejna reklama z radosnym zajączkiem zachwalającym nową edycję limitowaną płatków śniadaniowych. Komu, u diabła, tak dobrze się wiedzie, że nawet nie jest świadomy, że nikogo to, do cholery, nie interesuje, czy płatki śniadaniowe będą wyglądały jak jajka, czy jak zajęcze bobki. Chociaż i tak takie płatki śniadaniowe są. I nie mogę ich jeść. Nawet jebanych zajęczych bobków.
Wstałem od telewizora i wyłączyłem go, nie znajdując w nim grama sensownej rozrywki. Udałem się do kuchni w poszukiwaniu któregokolwiek z moich pracowników. Cóż, może poza Robertem. Nie miałem ochoty widzieć jego znudzonej życiem, poddańczej twarzy, która zapewne by się nie zmieniła, nawet jakby go uderzył. Był dobrym pracownikiem.
Jako pierwszą zastałem Annę. Siedziała na fotelu w salonie, w dość kusej jak na siebie sukience, bo zwykle nie nosiła takich dużych dekoltów. Tłumaczyło to trochę to, że w rękach trzymała jakiś bladoniebieski sweter i właśnie cerowała w nim dziurkę. Pewnie wcześniej miała go na sobie, nim zobaczyła ubytek.
— Och, dzień dobry, panie Awordz! — powiedziała na mój widok z uśmiechem.
Mnie nie chciało się uśmiechać, więc tylko stanąłem nad nią z dłońmi w kieszeniach czarnych spodni.
— Dzień dobry. Idziesz gdzieś? — spytałem, zastanawiając się, czy specjalnie się tak ubrała, czy są ku temu inny powód. Co tu dużo mówić, nudziło mi się.
— Czekam, aż Eliot wróci z Joshem, bo chciałam z nim pojechać na zakupy — wyjaśniła z tą swoją nieśmiałą postawą. Mimo to jej palce nawet sprawnie radziły sobie z cerowaniem.
— A gdzie poszli? I czemu ja o tym nie wiem? — spytałem, czując się dziwnie oszukanym, że nikt mi nic nie powiedział. Robert będzie musiał się z tego gęsto tłumaczyć.
— Um… — Anna wyglądała na wystraszoną moją groźną miną. Jak zwykle. — Josh wcześnie rano poszedł z Eliotem do kościoła do księdza Franka. Żeby wyspowiadać się przed świętami.
Znowu te święta. Co oni wszyscy mieli z tymi świętami? Nie mieli innych problemów na głowie?
Na moją minę Anna zrobiła się jeszcze bardziej zaniepokojona, więc tylko westchnąłem ciężej, aby już sobie darowała te sarnie oczy i minąłem ją, ruszając do kuchni.
— Jak wróci, niech mnie znajdzie — rzuciłem jej tylko, aby mogła dalej sobie cerować. Nie oglądałem się, czy potaknęła, czy nie. Miała w końcu taki obowiązek. Tak samo jak dbanie o wyposażenie lodówki, która była ku mojemu smutkowi pełna dobrych rzeczy. Ja jednak byłem skazany na obleśne, pełnoziarniste batoniki, jako jedyną zakąskę między posiłkami.
Batoniki jednak nie były jednymi, które powitały mnie w kuchni. Naraz rozległo się piskliwe szczekanie, kiedy mały, puchaty, beżowy szczeniak odszedł niezdarnie od swojej miseczki i właśnie dobiegł do moich nóg. Skakał przy tym radośnie, jakby była Gwiazdka, a ja Świętym Mikołajem.
Przewróciłem oczami, nie mogąc zrozumieć, jakim cudem to się za mną przyplątało i skąd miałem tak duże szczęście do małych, puchatych Joshy. Bo oczywiście szczeniak dostał mało oryginalne imię — Josh. Bawi mnie nadal, że na „Josh, chodź, mam coś dla ciebie” przychodzą oba Joshe.
— Co tam? — kucnąłem przy małym Joshu, głaszcząc jego futerko na czole, jakby wylizane.
Szczeniak wystawił język, wbijając we mnie te swoje ślepia i popiskując z uciechy. Zupełnie jak większy Josh, kiedy też coś ode mnie dostawał. Aż uśmiechnąłem się do swoich myśli i sprawdziwszy, czy psiak zjadł dość dużo, zabrałem go pod pachę i wyszedłem z kuchni z batonikiem. Jeśli tu znalazłem tylko małą rozrywkę, to uznałem, że przy laptopie poszukam rozrywki dla większego Josha. Skoro i tak go nie było, bo poszedł się spowiadać. Ciekawiło mnie, czy zdradzi Frankowi w konfesjonale, jak żebrze o seks.
Niecałą godzinę później, kiedy wciąż byłem w swoim pokoju przy komputerze, a mały Josh tarmosił skrawek kocyka, który mu rzuciłem, żeby miał się na czym położyć, do domu wrócił Eliot i Josh. No, Josh na pewno, bo wszedł do sypialni z lekkimi rumieńcami na policzkach i na mój widok uśmiechnął się szeroko.
— Cześć! — zawołał, rzucając bluzę na fotel.
Spojrzałem na niego z oczekiwaniem i bynajmniej nie zamknąłem strony, na której chwilę wcześniej złożyłem ekspresowe zamówienie. Tam też wielkanocne promocje uderzyły w moje oczy, jednak tym razem trafiły na podatniejszy grunt.
— Byłem z Eliotem u księdza Franka, ale myślałem, że szybko się zwiniemy. Tylko kolejka była straszna — chłopak mówił dalej, a kiedy zobaczył szczeniaka u swoich stóp, popiskującego przy nich, kucnął, pogłaskał go i sam trącił go nosem, kiedy ten wsparł się łapkami o jego kolana. — Kazał cię pozdrowić.
— Tak? — spytałem z lekkim rozbawieniem, oglądając dwa Joshe. Jeden duży i do ruchania, drugi mały i… do sprzątania po nim. — Coś jeszcze mówił? A ty się grzecznie mu spowiadałeś? Opowiadając mu o wszystkich swoich grzeszkach? Chociażby o takim zwanym nieposłuszeństwem? Miałeś mówić mi, kiedy wychodzisz, a nie dowiaduję się od Anny, że gdzieś polazłeś — warknąłem na końcu, bo naprawdę ręce mi opadały. Ile razy bym nie mówił mu, aby się zachowywał, tyle razy widziałem, że pies więcej jest w stanie pojąć. Że nie sika się w domu. Chociaż… pod tym względem Joshe były takie same. Nie docierała do nich większość informacji.
Chłopak od razu zrobił przepraszającą minę i nie wstając bynajmniej z kolan, podążył do mnie na nich. Tak, lubiłem, kiedy opierał swój podbródek o moje kolano, tak jak chwilę temu mały Josh łapki o jego.
— Bo rano Eliot powiedział, że idzie, a ty spałeś i… no, zabrałem się z nim — wytłumaczył się. Zawsze miał jakieś wytłumaczenie. Takie czy inne. I zawsze patrzył jak ten szczeniak proszący o zmiłowanie.
— Będziesz miał okazję, aby lepiej przeprosić — odparłem, uznając, że poczucie winy dodatkowo skłoni Josha do wykonania tego, o co zamierzałem poprosić.
Chłopak popatrzył na mnie bez zrozumienia i dodatkowo oparł ręce na moich kolanach.
— Tak…? Jak na przykład?
— Zobaczysz. — Uśmiechnąłem się lekko i pogłaskałem go po czole i włosach, identycznie jak psa jakiś czas temu w kuchni. A ten do tego właśnie ciągnął Josha za nogawkę. Prychnąłem pod nosem. Dwa Joshe.
— Okej… — Chłopak uśmiechnął się chyba w odpowiedzi na mój uśmiech. A może na to pogłaskanie? W każdym razie był uroczy. Do tego odwrócił się właśnie nagle, jakby miał chapsnąć małego Josha, a ten rozszczekał się radośnie i zaczął się z chłopakiem przekomarzać, podgryzać go delikatnie i trącać łapkami. I w sumie… duży Josh też odpowiadał bardzo psio. Przewalił się na plecy i ze szczeniakiem włażącym mu na brzuch, śmiał się i bawił się z nim. — A ty co robiłeś? — zagadał mnie w trakcie.
Chwilę nie odpowiadałem, racząc się tym widokiem. Tak, to chyba była najlepsza rzecz w tej całej apokalipsie. Radosny, niemyślący o złych rzeczach Josh.
— Oglądałem dużo mniej ciekawe widoki — odparłem szczerze. Bo jak reklamy zająca wielkanocnego mogły być ciekawsze od widoku tej dwójki? — Josh, lubisz go? Jest na odpowiednim poziomie emocjonalnym co ty, bo świetnie się dogadujecie — dogryzłem chłopakowi, czekając w napięciu, jak się zarumieni i speszy. Tak, to była najlepsza rzecz zaraz po seksie, na jaką mogłem liczyć.
Nie czekałem długo na to, aż na jego policzkach rozleje się czerwień. Musiał być nagle bardzo skonfundowany, bo nie zauważył ataku szczeniaka, który chapsnął go nagle w nos. Większy Josh więc jęknął i podniósł się, a ta puchata kulka sturlała się po jego klatce piersiowej na podłogę.
— Mason… No lubię go, ale jestem mądrzejszy przecież…
— Tak, tak — odparłem z pełną świadomością, jak na takie protekcjonalne zachowane chłopak będzie reagował. Może właśnie dlatego tak lubiłem się nad nim pastwić. Josh był niemożliwie rozkoszny, kiedy sprowadzałem go do takiej niskiej roli. Ale cóż, działało to w dwie strony. Chłopak bowiem niejednokrotnie już tak uroczym zachowaniem sprowadził mnie do odkrywania swoich kart i pokazywania, jak faktycznie bardzo to lubię. Psy… Małe i podstępne stworzenia, które wywlekają dobroć z ludzkich serc. Josh, czy duży, czy mały, w tym był mistrzem.
Chłopak jeszcze chwilę patrzył na mnie niepewnie, a potem w typowy dla siebie sposób wymusił ten uśmiech, który oznaczał, że bardzo chce nagle zmienić temat.
— Grałeś w coś? — zapytał mnie niby z zaciekawieniem, podchodząc bliżej i zerkając mi przez ramię na ekran komputera.
— Nie — odparłem luźno, czekając, aż zobaczy, co robiłem. Strona z zabawkami erotycznymi dla mężczyzn nadal była otwarta.
Josh wyglądał na zainteresowanego, dopóki nie rozpoznał strony. Potem zaczerwienił się jak czerwona obróżka na szyi małego Josha i odsunął się.
— Em… Tak tylko przeglądasz czy coś kupujesz?
— Kupiłem — odparłem wręcz z dumą. — Zgadnij dla kogo? — z pełną rozkoszą podpuszczałem go dalej.
Chłopak zassał dolną wargę, przestępując z nogi na nogę.
— Dla mnie… — powiedział cicho i jakby z wahaniem dopytał: — A mogę zobaczyć… co kupiłeś?
— Nie — odparłem od razu i przekręciłem się tak, aby złapać go i posadzić sobie na kolanie.
Chłopak rzucił mi spojrzenie pełne wyrzutu w tych zielonych ślepiach i znowu spojrzał na ekran.
— Ale to dla mnie przecież, Mason, no pokaż!
Uśmiechnąłem się i mocniej objąłem go w pasie. Szczeniak w tej chwili przeszkadzał, ale miałem nadzieję, że jak będę udawać, że go nie widzę, to sobie pójdzie.
— A nie chcesz niespodzianki? Ma być kurier wieczorem — zamruczałem do dużego Josha, wsuwając mu dłoń pod koszulkę. Był taki słodki.
— Dzisiaj? — Spojrzał na mnie szybko i przełknął ślinę. Potem uśmiechnął się ze skrępowaniem, spuszczając wzrok na moją klatkę piersiową i dodał: — A ja się dopiero co wyspowiadałem…
— Och, to się będziesz chyba musiał jeszcze raz się spowiadać. Ale komu innemu i z czego innego. — Zaśmiałem się krótko i przycisnąłem go do siebie. Już ten kurier mógłby się pojawić, a tak… tak pozostało mi czekać. — Będziesz musiał dobrze się umyć.
Josh znowu zerknął mi w oczy uważniej i pokornie pokiwał głową.
— Okej. Będzie fajnie? — zapytał, jakby nie wiedział, czy ma się bać jakichś nowości, czy liczyć na to, że to jednak z tych rzeczy, jakie już wypróbowaliśmy. Osobiście uważałem, że w przeważającej liczbie razy, jakie wspólnie mieliśmy, było fajnie. Josh nie musiał się zgadzać, ale wierzyłem, że jeśli nie od razu, z perspektywy i tak będzie to dobrze wspominał.
— Będzie. Będzie też bardzo świątecznie, co by twoja spowiedź nie poszła na marne — pocieszyłem go. Trochę obłudnie, ale to nie znaczyło, że naprawdę miało być nie fajnie.
Chłopak uśmiechnął się i przytulił się do mnie. Usłyszałem przy tym, że mocniej wciąga mój zapach nosem.
— Lubię święta, bo nie masz dużo zajęć poza domem. A jak cię nie ma długo, to tęsknię — powiedział, trzymając się blisko mnie i nie zwracał uwagi na to, że mały Josh ciągnął go za nogawkę.
— Naprawdę jesteś jak mały psiak. Ale teraz masz się chociaż z kim bawić, jak mnie nie ma — odparłem cmoknąłem na małego Josha, aby podszedł z drugiej strony. Udało mu się to na tych jego małych, tłustych łapakach. Odchyliłem się na bok, złapałem go za kark i podniosłem, aby duży Josh go trzymał i aby nie było wszędzie wszystko pogryzione. Poza popuszczaniem w najmniej odpowiednich momentach, to była jego kolejna wada. Ząbkowanie i gryzienie dosłownie wszystkiego.
Duży Josh położył dłoń na grzbiecie małego, by przytrzymać w miejscu i uratować przed ewentualnym upadkiem. Tak, ta dwójka nieźle się dogadywała.
— No, jest fajny — odpowiedział z uśmiechem, popatrując na szczeniaka. — Tylko strasznie trudno czasem go kontrolować. Wiesz, co szukaliśmy go ostatnio z Anną, Eliotem i Robertem po całym domu przez pół dnia, a on spał w spiżarce obok ziemniaków.
— Brzmi znajomo — podsumowałem, wspominając, jak to czasami Josh chował się gdzieś przede mną. I w sumie nie dziwiłem się, że teraz cała czwórka służby szukała psa, bo, znając życie, nie byłbym ucieszony, że go zgubili. W końcu jeden więcej obowiązek nie mógł być aż tak trudny.
Josh uśmiechnął się do mnie lekko, a piesek zaszczekał. Chyba miał teraz fazę, w której rozpierała go energia. Była urocza, ale im dłużej trwała, tym bardziej miałem nadzieję, że faza snu przyjdzie szybciej. Kiedy spał, też był słodki, a do tego niekłopotliwy.
— Mogę pójść coś zjeść? Bo w tej kolejce już się głodny robiłem, ale najpierw chciałem się z tobą przywitać — chłopak poprosił mnie w końcu.
Z jednej strony chciałem odmówić, bo przyjemnie było go mieć w swoich ramionach, z drugiej, do czasu, aż miał przyjechać kurier z zabawkami, miało dużo czasu minąć. A chciałem, abyśmy obaj z Joshem mieli dużo energii na wieczór. A takie wspólne siedzenie mogło się różnie skończyć.
— Idź. Zabierz też Josha. Jak się najesz, to przyjdziesz się umyć. Tak?
— Mhm — chłopak potwierdził i pocałował mnie mocno swoimi soczystymi ustami. Potem zeskoczył mi z kolan, pozostawiając na nich uczucie ciepła i poprawiając sobie małego Josha na rękach. — Ale ten… ty odbierzesz przesyłkę, nie…? — dopytał jeszcze, już stojąc w progu.
Odwróciłem się do niego i przeciągnąłem. Może mała drzemka.
— Tak. Ja albo Robert. A czemu znowu pytasz? — zaciekawiłem się, chociaż domyślałem się, że jak zawsze wstydził się tego, aby nikt się nie dowiedział, co z nim robię. A i tak przecież każdy wiedział.
— No… Bo głupio, żeby Robert znowu odbierał dla mnie dildo — jęknął.
Uśmiechnąłem się. Josh był uroczy i taki przewidywalny.
— Będzie w dużym pudełku. To nie tylko dildo — odparłem i specjalnie zlustrowałem go wzrokiem. Pesz się, słodziutki, pesz. Jesteś wtedy bardziej uroczy niż ten szczeniak, którego masz na rękach, który… patrzy takim tępym i szczęśliwym wzrokiem, śliniąc się na swoje własne łapki.
Chłopak jęknął i spuścił wzrok, jakby miało mu to pomóc przed ukryciem jego wściekle czerwonej twarzy.
— To… no… mam nadzieję, że jakoś normalnie opakowane, a nie z jakimś sloganem na pudełku, pod tytułem… wiesz, coś w stylu „Zamknij ptaszka w klatce i otwórz tylne drzwi — to co, twój pan lubi najbardziej” — mruknął i wiedziałem, że to tekst z pornosa tylko dlatego, że znalazłem to kiedyś w historii, gdy Josh używał komputera. A potem była długa rozmowa na temat tego, dlaczego, do cholery, sobie trzepie beze mnie. Podobno szukał inspiracji, by być dla mnie dobrą dziwką. Tłumaczenie było tak chujowe, że nie dało się bardziej, ale jego kolor twarzy i błagające spojrzenie oraz, co by nie mówić, palce w moich spodniach, podziałały cuda. Odpuściłem mu po tym, jak zasnął po orgazmie z wycieńczenia.
— Spokojnie. I tak w razie co każdy wie. A Robert to już na sto procent — odparłem w końcu i skinąłem dłonią. — Idź już, zjedz, wróć już bez psa i będziesz mógł trochę ze mną poleżeć i może w coś pograć, nim przyjdą zakupy — dodałem, już chcąc, aby sobie poszedł, bo coraz bardziej chciałem znowu go przycisnąć do siebie i coś mu zrobić. Coś od czego będzie jeszcze bardziej uroczy.
— O, super! — Josh od razu uśmiechnął się, najwyraźniej zadowolony, że spędzimy razem czas. A kiedyś tak się mnie bał… — To będę niedługo — dodał jeszcze i wyszedł szybko ze szczekającym Joshem na rękach.
Dwa Joshe. Jeden słodszy od drugiego. Chociaż ten drugi też miał plusy, na przykład przyjemne futerko…

*

Nie wydaje mi się, aby było coś złego w tym, aby spędzać popołudnie w łóżku. I nie mówię tylko o seksie, a o mniejszych, cielesnych przyjemnościach, jak chociażby wygrzewanie się do połowy przykrytym kołdrą, obserwując tak odprężające widoki jak Josh grający na konsoli. Do tego jak się odwracał co jakiś czas i tak uśmiechał… Tak, w tym też nie było nic złego. Taka mała proza życia, w której chyba mój duży Josh zapomniał, że wciąż na coś czekamy. Na główną rozrywkę dzisiejszego dnia, bardziej aktywną niż do tej pory. Gra chyba tak bardzo go pochłonęła, że nawet nie zauważał, jak dużo czasu spędzamy dzisiaj w jednym pomieszczeniu. Zwykle, kiedy długo siedzieliśmy w domu, po jakimś czasie zaczynał męczyć o spacer. Teraz tak nie było i tylko z zawziętością zabijał ludzi w GTA. W sumie nawet tak bardzo go nie obchodziło przechodzenie misji, jak rozjeżdżanie przechodniów na ulicach. Nie byłem przez to pewien, czy to zdrowy objaw, czy zwyczajnie kolejna urocza część jego osobowości. Z drugiej strony jednak chyba było mi to obojętne. Josh zachowywał się swobodnie, był uśmiechnięty, a mi było wygodnie i ciepło.
— Chodź bliżej — zawołałem go, bo jak na początku siedział z padem prawie tuż obok mnie, tak czym dłużej grał, tym bardziej ochoczo zdradzał mnie w telewizorem.
Obejrzał się na mnie i posłuchał się. Grzeczny. Przysiadł tak, że zetknął się z moim bokiem. W trakcie tej przeprowadzki na bliższe mi miejsce udało mu się nawet uciec przed gliniarzami i schować się w jakimś zaułku.
— Ale stres — skomentował ze śmiechem i nie odwracając wzroku od ekranu, odchylił trochę głowę w moją stronę oraz zawęszył. Przecież inaczej nie dało się nazwać tego, jak odwraca do mnie nos i wdycha mój zapach niczym psiak.
— Co mnie obwąchujesz tym razem? — spytałem, przekładając dłoń na jego udo. Był ciepły. Jak zawsze. To też było w nim bardzo psie. Nie dało się z nim zmarznąć w nocy. Grzał przyjemnie i nigdy nie miał zimnych palców, które wpakowałby, gdzie nie trzeba.
— Bo dobrze pachniesz — odpowiedział i znowu szybko odwrócił do mnie głowę, tym razem, by cmoknąć mnie na ślepo. Trafił w nos.
Uśmiechnąłem się krzywo. Josh był czasami pokraczny.
— Wolisz grę ode mnie?— spytałem z powagą i dość ostro, chcąc zobaczyć jego reakcję.
Tym razem odwrócił do mnie głowę szybciej, a do tego nie tylko ją, ale i spojrzenie też. Nerwowe.
— Nie… — Zastopował i zakręcił się w miejscu.
— To co całujesz na odwal się? — mój ton się nie zmienił, chociaż już byłem zadowolony z efektu. Tak miało być, Josh był mój, a ja miałem być dla niego najważniejszy.
Josh odłożył pada na kolana i dosunął się jeszcze bliżej do mnie. Połasił się twarzą do mojej szyi i przyjemnie mnie tam cmoknął kilka razy. Mokro.
— Mm… Przepraszam — zamruczał przy tym, a jego ręka już znalazła się w moim pasie.
— No ja myślę. Ale nie rozkręcaj się, jeszcze nie przyszły prezenty — zamruczałem i objąłem go z tyłu głowy. Przysunąłem ją do siebie bliżej i pocałowałem go w usta. Bardzo apetyczne usta.
— Płe… ze… ty? — Josh wymamrotał w pocałunek, co tylko potwierdziło teorię, że przez granie zapomniał o moim zamówieniu. Szybko jednak sobie przypomniał, co poznałem po rozszerzeniu się jego powiek i wypiekach, które wypłynęły na jego policzki, zupełnie jakbym powiedział „nadstaw się” albo „idziemy na spacer”. Czasami oba te zdania działały na niego równie pobudzająco. — Och…
Mruknąłem potwierdzająco. Nie było nic więcej do dodana.
— Pograj więc jeszcze chwilę i może niedługo będą. Ale może przejdź misję, a nie tylko mordujesz? — zasugerowałem, zastanawiając się jednocześnie, jak duże by było skupienie Josha, kiedy miałby moją dłoń w swojej bieliźnie. Nie szkodziło spróbować. Ale niech tylko wróci do gry.
— No spoko, jak mamy się potem… no, bawić, to może ją przejdę — zgodził się ze mną i jeszcze połasił się nosem do mojej szyi, nim zapytał mnie spojrzeniem, czy może się odsunąć. — To… wracam do gry, okej?
— Mhm, ale daleko się nie odsuwaj. Masz być pod ręką — zarządziłem i odczekałem chwilę, aż faktycznie zabierze się za granie. I musiałem przyznać, całkiem nieźle mu to szło. Pytanie tylko brzmiało, czy z pieszczonym kroczem też tak będzie.
Był lekko ubrany, więc nie musiałem się martwić o przedzieranie się przez warstwy do jego penisa z kolczykiem i medalikiem świadczącym o jego przynależności do mnie. No i rzeczywiście się nie odsunął, tylko siedział blisko i z olbrzymim skupieniem działał dalej nad przejściem misji. A ja ze spokojem mogłem bawić się jego główką, trącać palcem maleńki kolczyk i podskubywać napletek.
— Graj — upewniłem go tylko, że ma się nie wybijać z rytmu tym, co robię. Lubiłem, jak był posłuszny. Chociaż byłem świadom, że jakby taki był cały czas, nie byłoby zabawy.
Zakręcił się niecierpliwie na miejscu i kilka razy krótko spojrzał na swoje krocze. Rumieniał mocno, najpewniej świadom bycia obserwowanym. I, co by nie mówić, robił się coraz cieplejszy i sztywniejszy.
— Zabiją mnie… — jęknął, uciekając samochodem, ale widziałem, że ciężko mu to idzie. Ciężej niż kilka minut temu. — Masooon… — dodał z wyrzutem.
— Jak zginiesz, to cię zostawię — odparłem, trochę tego nawet chcąc. Bo jeśli postać Josha zginie, to chłopak zostanie ze wzwodem i będzie się dopraszał, a dopraszający się Josh to widok bardzo cenny.
— Niee… — jęknął błagalnie i zacisnął uda na mojej dłoni, dodatkowo podkurczając kolana. Ale przy tym cały czas starał się uciec goniącej go policji.
— Nie? — to było silniejsze ode mnie. Nie byłem w stanie się z nim nie droczyć. Ale jednocześnie chciałem już, aby ta cholerna przesyłka przyszła. Bo czekanie było wyczerpujące.
Josh stęknął znowu, ze sztywnym penisem w mojej dłoni, mocnymi wypiekami na twarzy i rzucił mi błagalne spojrzenie. To był jego błąd. Nie dość, że zabili go w grze, to jeszcze do drzwi zapukał Robert.
— Panie Awordz? Przybyła do pana przesyłka — poinformował przez drzwi, a Josh jęknął głośniej i odrzucił pada, aby następnie zakryć krocze dłońmi. Przy tym docisnął tam moją rękę.
Spojrzałem na chłopaka wymownie, a potem na jego krocze.
— Mam powiedzieć, aby wszedł? Czy puścisz moją dłoń? — spytałem z rozbawieniem, oglądając, jak na twarz wspina mu się czerwień.
Szybko odsunął ręce i przygotował sobie pada, żeby najpewniej położyć go na kolanach.
— Już, weź, weź — poprosił, jakby się bał, że Robert wejdzie bez pozwolenia.
To też mnie kusiło, jeśli miałbym być ze sobą szczery. Aby nie zabierać dłoni i kazać Robertowi wejść. Jednak w efekcie zlitowałem się nad Joshem. Potem mogłem potrzebować jego dobrej woli, więc teraz nie było aż takiej potrzeby jej nadszarpywać.
— Wejdź — zawołałam Roberta, zsuwając się przy okazji z łóżka.
Drzwi się otworzyły i wszedł mój lokaj z pudełkiem wciąż zalepionym taśmą.
— Przyszło chwilę temu, jak pan mówił. Położyć gdzieś czy zanieść? — zapytał formalnie, nie rzucając mojemu podopiecznemu ze wzwodem na łóżku nawet krótkiego spojrzenia.
— Możesz zostawić tutaj. I idź na górę, by sprawdzić, czy nie ma tam bałaganu. Jeśli jest, zrób porządki i przekaż Annie, aby się jednak pilnowała — odparłem suchym tonem, przeciągając się i stając przy łóżku, które wskazałem, aby mężczyzna tam położył paczkę. Była duża co niezwykle mnie cieszyło. Zerknąłem na Josha, czy jego natomiast to nie przeraża.
Popatrywał na nas w milczeniu i jak oceniłem, jego wzwód bynajmniej nie opadł. A te zielone oczęta wskazywały zarówno na bardzo duże skrępowanie obecnością starszego mężczyzny, jak i ciekawość, co się znajdowało w paczce.
— Dobrze, już o to zadbam — Robert przerwał mi tę obserwację, kładąc pudło i dopiero teraz rzucił chłopakowi krótkie spojrzenie. Potem skłonił mi się i pokierował się do drzwi. — Czy coś jeszcze, proszę pana?
— Nie. Tylko tam posprzątaj i zostaw coś do jedzenia i picia. Dla mnie i dla Josha — odparłem sucho, nie patrząc już na lokaja. Był już nieważny. Teraz liczyła się paczka. Obejrzałem ją z zewnątrz, po czym podszedłem po coś ostrego z biurka, aby ja otworzyć. Cały czas zerkałem na Josha, nie obdarzając spojrzeniem Roberta, który znowu się skłonił i wyszedł.
Chłopak odłożył w końcu pada i nieśmiało podsunął się do paczki. Zabawnie wyglądały jego spodnie na kroczu, mocno wypchnięte w przód przez erekcję.
— To wszystko, co tu jest, będzie na dzisiaj? — zapytał, klękając na materacu i czekając, aż otworzę.
— Na pewno większość. Nie wiem czy wszystko, bo jak widzisz, paczka jest duża — odparłem i w końcu otworzyłem opakowanie. W środku oczywiście był rachunek oraz dużo, dużo folii bąbelkowej. — Chcesz wiedzieć, co tu jest? Czy wolisz, aby jednak była to niespodzianka?
Josh zakręcił się nerwowo na łóżku i widziałem, że nieźle się waha.
— Może… pokaż mi jedną rzecz?
Powstrzymałem uśmiech i tylko skinąłem głową.
— Okej — zgodziłem się i pierwsze co wpadło mi w ręce to rzecz, nad którą najdłużej się wahałem. A mianowicie, opaska z zajęczymi, białymi uszkami. Pokazałem ją Joshowi z powagą, którą ledwo utrzymywałem na twarzy, więc zakrywałem rozbawienie pogardliwym uśmieszkiem. — Wiesz, w co będziemy się już bawić?
— Będę zajączkiem… — odparł Josh, gapiąc się na uszka szeroko otwartymi oczami. Jego policzki wyglądały jak dwa pomidory, a do tego uroczo zacisnął uda. Był ewidentnie zażenowany.
— Mhm, więc możesz sobie wyobrazić, co będziesz robić — odparłem i włożyłem uszy na głowę Josha. Po tym skinąłem na niego, podchodząc do drzwi. — Bierz pudło, może już posprzątał. Nie ma sensu dłużej tu siedzieć.
— A nie mogę tych uszek włożyć do środka? — chłopak zapytał od razu, zeskakując z łóżka. Pudło chwycił nisko, żeby zakrywało jego popisowy namiocik.
Obejrzałem się na jego zarumienioną twarz i zakłopotanie. Odpowiedź była oczywista.
— Nie.
Na pewno się tego spodziewał, ale i tak spojrzał na mnie z jawnym wyrzutem i szybko się ze mną zrównał, jakby chciał się schować za moimi plecami. A co z tego? Był niższy, ale zajęcze uszy i tak wystawały ponad moim ramieniem.
— Jesteś podły — szepnął.
— Zawsze to mówisz, a potem jęczysz, jak ci dobrze robię — odparłem i otworzyłem drzwi, wychodząc pierwszy z pokoju. Szykował się długi, miły wieczór. Potrzebowałem tego. Na rozluźnienie i ku rozrywce, a Josh był najlepszy, aby zapewnić jedno i drugie. Nie oddałbym go za nikogo innego.
Kiedy znaleźliśmy się na piętrze, tuż przy schodkach prowadzących na strych, klapa właśnie się otworzyła i w dół zaczął schodzić Robert. Josh więc momentalnie schował się bardziej za mną, a lokaj z krótkim, trudnym do opanowania szokiem popatrzył za zajęczymi uszami. Odchrząknął szybko i wytarł dłonie w chusteczkę.
— Wszystko posprzątane, proszę pana.
— Dobrze, więc idź i się nie gap — zagroziłem mu, popędzając go. Nie byłem ślepy, widziałem, że zerka, a nie był to jego biznes. Nawet jeśli nie robił zbędnych komentarzy.
— Tak jest, przepraszam, proszę pana — odpowiedział swoim służalczym tonem i odszedł pospiesznie, a ja poczułem, jak pudełko oraz twarz Josha przylepiają się do moich pleców.
— Jaki wstyd… — jęknął cichutko.
— Przestań biadolić i idź już na górę — na swój sposób pocieszyłem chłopaka i nawet krótko objąłem go w ramionach. Po tym oczywiście Josh zarobił klapsa w tyłek, ale była to ewidentnie wina jego seksownych pośladków.
Stęknął, ale grzecznie wszedł na strych, jak zwykle od czasów remontu wykonanego przez Annę, w czerwonych kolorach. Postawił pudełko na stoliczku przy łóżku i obejrzał się na mnie. Uśmiechnął się pod nosem, spuszczając na chwilę wzrok, co zabawnie wyglądało, kiedy miał na sobie uszka.
— Będę kicać? — Zaśmiał się, chyba dla rozładowania własnego napięcia.
Akurat zamykałem właz na górę. Na skobel.
— Tak. I nie tylko. Mówiłem, że mam wiele niespodzianek w tym pudle. W końcu te idiotyczne święta znalazły swój nieliczny plus.
Josh odpowiedział mi uśmiechem. Nie tylko pełnym zakłopotania… ale byłem pewien, że i pełnym niecierpliwości. Nie byłem idiotą, widziałem, jak zerka na pudło. Jarało go to, co robiliśmy.
— To… rozebrać się, tak?
— Mhm, wszystko za wyjątkiem uszu — uściśliłem i sam zacząłem wypakowywać rzeczy z pudełka na łóżko. Chowałem je jednak po wyjęciu z folii bąbelkowej, by Josh miał trochę zabawy i niespodzianek. Przy tym bacznie przyglądałem się jego ciału.
Było apetyczne, a chłopak ewidentnie na siłowni najbardziej skupiał się na brzuchu. Dlatego mimo działania wirusa, jego brzuch był dobrze zbudowany, a mięśnie odpowiednio się zarysowały. Przy jego szczupłej budowie ciała było to bardzo smakowite.
Odłożył ubrania na bok, do kącika i już tylko w uszach i medaliku na półsztywnym penisie popatrzył na mnie z wyczekiwaniem, ale milcząco.
Obserwowałem go chwilę, nic nie mówiąc. Lubiłem jego ciało i twarz, tym bardziej kiedy tak żywo reagowały, jedynie na moje spojrzenie. Bo ślepy nie byłem i widziałem, jak penis chłopaka się podnosi, czym dłużej na niego zerkam. Jakby w nadziei.
— Josh — przerwałem milczenie i spojrzałem mu w oczy. — Czego jeszcze ci brakuje, aby być zajączkiem wielkanocnym?
Chłopak widocznie przełknął ślinę i zamyślił się gorączkowo. Nawet rozejrzał się, jakby w poszukiwaniu plakatu z zajączkiem wielkanocnym, by go do siebie porównać.
— O… ogonka?
— Ogonka — potwierdziłem i wyjąłem z pudełka i z folii ochronnej odkażony, czysty, gotowy do użycia plug z zamontowanym na jego końcu puchatym, zajęczym ogonkiem. Do tego jeszcze duże, wręcz ogromne opakowanie lubrykantu. Kupiłem na zapas, wiedząc, że i tak się nie zmarnuje.
Usłyszałem przy tym miękkie kroki, a po chwili mój osobisty zajączek wielkanocny przystanął tuż obok. Kiedy uchwycił mój wzrok, zrobił coś, co lubię — czyli zachował się wyuzdanie. Pochylił się, opierając dłonie o materac łóżka, przybierając odpowiednią pozycję, aby jego tyłeczek był nie tylko dobrze widoczny, ale i by łatwo dało się wsadzić w niego pluga.
Uśmiechnąłem się automatycznie.
— Dobry Josh. Dobry zajączek. — pochwaliłem go, oglądając jego wypięte pośladki i wygięty kręgosłup. — Dotknij się — rozkazałem, już samemu czując, że ta zabawa zapewnia mi wzwód.
Josh pokiwał głową szybko i sięgnął jedną dłonią za siebie. Ścisnął swój pośladek i pomasował się po nim.
— Dziurkę, Josh — poprawiłem go, cały czas przyglądając się jego ciału, jak jego uda lekko zadrżały. Był apetyczny. Bardzo szybko i bardzo chętnie bym się za niego zabrał, ale mimo wszystko, jeśli już tyle czekaliśmy, to szkoda nie byłoby zabawić się po całości.
Chłopak rzucił mi krótkie spojrzenie, opuścił mocniej głowę, bym nie widział jego twarzy, ale jego palce grzecznie powędrowały do pomarszczonego otworka. Nacisnęły na niego delikatnie i pomasowały okrężnymi ruchami. Tak, wiedziałem, że tak właśnie lubi. Takie małe łaskotki, które nie były bolesne, a bardzo stymulujące.
— Tam będzie twój ogonek — podpowiedziałem mu, oblizując suche usta i sięgając pod chłopaka, aby dotknąć jego medalika. Pstryknąłem go, aby się zabujał.
— Oj…! — Josh drgnął, a ja idealnie zobaczyłem, jak zesztywniał. Zdecydowanie lubił takie zabawy. — I co będę robił potem?
— Potem? Czy potem-potem? — spytałem, drażniąc się z nim. Było to jak zabawa ze szczeniakiem. Trąca się go w nos, a on i tak ma z tego wiele radości, chociaż udaje zdenerwowanego i szczeka.
— Potem, jak już będę zajączkiem — odpowiedział, zerkając na mnie z boku i uśmiechnął się lekko.
— Ogólnie, będziesz udawał zajączka wielkanocnego. Z dyndającym peniskiem. A potem na pewno będziemy ruchać się jak króliczki. Wszystkiego jednak ci nie zdradzę, dlatego na razie masz. — Podałem mu lubrykant, chcąc trochę popatrzeć. Lubiłem to. Najlepsze przedstawienie, w jakim można było brać udział, to Josh zabawiający się na rozkaz z samym sobą.
Przyjął butelkę i uklęknął na krawędzi łóżka. Już na mnie nie patrzył. Wycisnął sobie tylko sporo na palce i skierował je za siebie. Posmarował sobie wejście i wydał z siebie cichy jęk. Dziurka się pozaciskała i odpowiadała tak jeszcze chwilę, nim Josh wsunął w nią powoli palce. Od razu dwa i od razu do końca, jakby chciał mi się pochwalić, jaki jest w tym dobry. I jak wielkiego porównania nie miałem, bo Josh był moim jedynym pupilem, a przed apokalipsą aż tak dużo partnerów nie miałem, tak dla mnie był odpowiednio dobry. A już na pewno odpowiednio słodki.
— Dobrze, ale spójrz na mnie — rozkazałem. To zawsze mnie dodatkowo pobudzało.
Tym razem zobaczyłem, że się zawahał. Umiał być wyuzdany w swoich gestach, ale często przy tym uciekał wzrokiem, bo było mu ewidentnie wstyd. Podobnie jak teraz, ale wiedział, że musi spełnić rozkaz. Nauczył się. Dlatego w końcu odwrócił na mnie spojrzenie, zamiast gapienia się na czerwoną pościel i pod wpływem mojego wzroku jeszcze bardziej poczerwieniał. Chyba przy okazji też zrobiło mu się przyjemniej w środku, bo jego twarz specyficznie drgnęła.
Nieraz byłem dla niego ostry, wiedziałem to, ale było to spowodowane tym, co czułem do tego chłopaka. Był wyjątkowy i nie umiałem opanować wielu emocji, jakie przy nim czułem. Czasami, aby je zaćmić, robiłem dziwne rzeczy, ale teraz, kiedy go pocałowałem delikatnie w rozchylone wargi, nie było to nic dziwnego. Nawet jeśli Josh patrzył na mnie większymi oczami.
— Słodki. Nie zapominaj o palcach.
— Mhm — potwierdził szybko i wrócił do poszerzania się i pieszczenia. Widziałem, jak jego palce powoli wsuwają się do końca, to znowu całkiem wysuwają i masują otworek. Odpowiednio go nawilżył, więc apetycznie lśnił.
Pochyliłem się trochę do chłopaka i pocałowałem go w łopatkę. Przytrzymałem też dłużej dłoń Josha, kiedy ten wsunął palce do końca.
— Zegnij — nakazałem, czując, jak drży.
— Och… — wyrwało się z jego ust, jeszcze zanim wykonał polecenie. Wiedziałem, że to zrobił, kiedy nagle mocniej drgnął i cicho jęknął. — I tak patrzysz… Rozbierz się też — poprosił cichym, skrępowanym tonem.
Nie mogłem się zgodzić na tę prośbę. Dla zasady, jednak nie mogłem. Gra musiała trwać.
— Nn… jeszcze nie — odparłem i sam mocniej pchnąłem jego dłoń w stronę tyłeczka. — Zaraz będzie tam więcej. Ogonek.
Josh stęknął znowu cicho i poruszył palcami, co czułem dzięki swojej dłoni na jego.
— Mhm… ogonek… Może już? — zapytał, bo chyba bardzo krępowało go, że stałem tak blisko, w pełni ubrany i kazałem mu to robić. Jak króliczkowi… eksperymentalnemu.
Testowałem go, jak daleko się posunie, jak dużo może zrobić. I zawsze zaskakiwał mnie albo tym, jak mocno można przesunąć tę granice albo jak uroczym może być, kiedy to się robi.
— Już? Nie będzie za dużo? — spytałem, drażniąc się z nim. Miałem swoje słabości. Każdy je przecież miał.
— Nie… Na pewno będzie w sam raz, Mason — powiedział z zapałem i popatrzył mi przy tym żywo w oczy. I z wyrazem pełnego rozgorączkowania na poczerwieniałej twarzy. No i oczywiście z palcami wciąż w tyłku. I jak miałem się na to nie zgodzić? Na te proszące oczy? Normalnie. Jednak tym razem mu uległem.
— Wyjmij i ręce do przodu. Wypnij się — nakazałem, biorąc plug i lubrykant. Oblałem go dokładnie.
Josh to polecenie wykonał bardzo chętnie i szybko, więc po chwili miałem go klęczącego z przytkniętą do pościeli twarzą, a tyłeczkiem wysoko wypiętym i nawilżonym.
Strzał w pośladek z ręki był czymś nie do odparcia. A kiedy uderzyłem w skórę, miałem wrażenie, że aż mi się ręka przykleiła. I ten czerwony ślad i pisk… Aż włoski stanęły mi na całym ciele.
Josh jeszcze chwilę po tym klapsie oddychał głęboko. A potem, jakby był świadom, że była to nagroda za wypięcie się, a nie kara, wymamrotał:
— Dziękuję.
— Proszę pana? — spytałem, sugerując mu, aby to dodał. Nic lepszego nie przychodziło mi do głowy. Nic bardziej pasującego do zajączka wielkanocnego.
Czekając na odpowiedź, pomasowałem samym końcem pluga maleńką, słodką dziureczkę Josha.
— Dziękuję, proszę pana! — odpowiedział szybciej i żywiej, a dodatkowo rozstawił bardziej nogi. Uszy na jego głowie zafalowały, gdy potarł policzkiem o pościel.
Uśmiechnąłem się na ten widok i zerknąłem na różowego pluga z białym ogonkiem. Czysta rozkosz. Zaraz po tym naparłem nim na wejście chłopaka, widząc, jak jego mięśnie się rozsuwają, obejmując ciasno zabawkę.
Josh wydał z siebie cichy pisk, a szparka nagle z powrotem się zacisnęła, kiedy szersza część się przez nią przecisnęła. Teraz z tyłeczka chłopaka wystawał puchaty ogonek i kiedy spojrzało się na niego z góry, nawet pozycją przypominał zajączka.
Przełknąłem ślinę, podziwiając swoje dzieło. Ogonek był na miejscu i wypełniał Josha.
— Jak tam? — spytałem, łapiąc go obiema dłońmi za pośladki i miętosząc je. Miały być uroczo różowe.
— Doo… dobrze wypełnia. Na pewno nie wypadnie — odpowiedział chłopak, mnąc w dłoniach pościel.
— Zakręć nim — rozkazałem, odsuwając się trochę i siadając w głębi łóżka. Oparłem się plecami o wezgłowie.
Josh obejrzał się na mnie, oblizał usta. Potem zagryzł je i pokręcił tyłeczkiem. Bardzo żywo, żeby mały ogonek dosłownie zatrzepotał. O tak, udało mu się. Odetchnąłem ciężej. Och tak, to było seksowne i niesamowicie urocze.
— Kucnij i rozepnij mi spodnie, zajączku — rozkazałem, rozsuwając bardziej nogi i zdejmując górę ubrań.
— Okej! — Na tę propozycję mój puchaty zwierzaczek uśmiechnął się szeroko. Tak, zawsze mogłem liczyć na jego szczery entuzjazm, gdy pozwalałem mu dobierać mi się do krocza.
Szybko znalazł się obok mnie, na kuckach i pochylił się do moich spodni. Oblizywał się przy tym, jakby zobaczył smakowitą marchewkę, a nie członek wyłaniający się z mojej bielizny.
— Tylko nie ugryź — ostrzegłem go, żartując sobie z tego, że grał teraz zajączka. Pogładziłem go przy tym dłonią po policzku, bo we włosach przeszkadzała opaska z uszami. Już widziałem, jak te się obijają, kiedy Josh się pochyla do mojego krocza.
Dawał z siebie wszystko. Przytknął twarz do moich genitaliów, obwąchał je chciwie i dopiero polizał koniuszkiem języka.
— O Jezu, mniam — wyrwało mu się ze śmiechem i zaczął chętniej oblizywać. Nawet nie musiałem go zachęcać. Mogłem tylko patrzeć, jak oblizuje mój członek, jak niemalże zajada się nim jak jakimś smakołykiem. Josh genialnie ciągnął i trochę znajdowałem w tym swojej zasługi, że się tego przy mnie nauczył. Ale co tu dużo mówić, miał wrodzony talent do tego, nie mogłem go zmarnować.
Nauka więc się opłaciła i udało mi się wyszlifować ten diament. Dzięki temu właśnie miałem robioną zajebistą laskę, bo Josh w końcu niemal połknął mojego penisa. W całości, bez żadnych problemów biorąc go do gardła, a do tego jeszcze znajdując możliwość do wymamrotania błogiego, choć mało zrozumiałego „mnbmmn”.
Odchyliłem głowę do tyłu, opierając potylicę o ścianę. Tak, Josh był w tym genialny. Genialnie też dawał dupy, ale jego laska była czymś naprawdę godnym polecenia. Oczywiście gdyby nie to, że chłopak należał tylko i wyłącznie do mnie.
— Dobrze, postaraj się. Możesz skończyć.
Chłopak od razu zamruczał z uciechą i zabrał się żywo do pracy. Poruszał głową szybko, a jego zajęcze uszy machały w górę i w dół. Ssał mi dobrze, dodatkowo pomrukując i mlaszcząc z rozkoszą. Wiedziałem, że to lubi i nawet nie musiałem patrzyć pomiędzy jego nogi, żeby się upewnić. A ten puchaty ogonek ruszał się mimowolnie. Miałem ochotę zrobić mu zdjęcie, ale z drugiej strony po co, skoro Josha zawsze miałem pod ręką? I te jego genialne usta, dzięki którym było mi coraz lepiej i lepiej. Czułem, jak rozchodzą się po moim ciele dreszcze, jak przyjemność wspina się po kręgosłupie, jak wywołuje ciarki na karku. Było mi gorąco, oddychałem coraz szybciej. Tak, było przyjemnie, a ja nie miałem powodu, aby się wstrzymywać. Wsunąłem więc dłoń we włosy chłopaka, niechcący zsuwając mu uszy bardziej na kark, czyli nie tam, gdzie powinny być. Trudno, poprawi się je za chwilę. Teraz chciałem ścisnąć jego włosy, przydusić go i dojść w jego gardle, aby poczuć, jak zaciska mi się na penisie.
Oczywiście Josh od razu asekuracyjnie położył mi dłonie na udach i ścisnął, ale nie odsunął się. Czasem nawet jak go mocno przyduszałem, starał się być posłuszny tak długo, jak mógł i nie wyrywać się. Teraz też tylko się zatrząsł i zacharczał gardłowo, kiedy zacząłem mu się spuszczać do przełyku. Był w tym niesamowity. Nigdy nie zwymiotował po czymś takim, tylko miał oczy wilgotne od łez.
Puściłem go szybko i uniosłem w górę, całując go wysoko na policzkach, tuż przy załzawionych od mocnego obciągania i dławienia się oczach.
— Biały zajączek z różowymi oczkami. Śliczny — pochwaliłem, poprawiając mu uszka na głowie i całując znowu delikatnie po twarzy.
Josh odetchnął głęboko, jeszcze nie doszedł do siebie, a już uśmiechnął się z radością na pochwałę. Oblizał się i usiadł na swoich łydkach. Jego sztywny penis przy tym stał dumnie, zupełnie tak, jak dumny był Josh ze swojego dobrze wykonanego zadania.
— Dużo było spermy — rzucił, jakby miało to potwierdzić, że dobrze się spisał.
— Mhm, a teraz będziesz musiał zapracować na kolejną porcję. Bo zajączki wielkanocne to niezwykłe zajączki. Poza posiadaniem ogonka i uszek mają też jajeczka i je rozkładają. Ty też będziesz musiał zabawić się z jajeczkami — zamruczałem mu do ucha, kiedy przyciągnąłem bliżej do siebie jego głowę. Przygryzałem go przy tym po uchu. Miało się tego chłopaka aż ochotę zjeść.
— Jajeczka…? — Josh podparł się o moje ramię i otarł mi się o biodro. — Mam ci possać?
— Nie — zaprzeczyłem z rozbawionym uśmiechem i wyciągnąłem się do pudła. Z niego wyjąłem opakowanie wielkanocnych jajeczek. Na sznureczku. Nie różniły się wiele od kulek gejszy, poza tym, że były kolorowe i w kształcie jajek. — Będziesz musiał je wszystkie zmieścić… i złożyć — ostatnie słowo wypowiedziałem z niemalże nabożną czcią, aby Josh dobrze je słyszał i widział, jak to mówię.
Chłopak momentalnie zaburaczał, zrobił wielkie oczy, a potem nagle schował twarz w mojej szyi.
— Ale będziesz patrzył? — wydusił, jakby to w ogóle podlegało dyskusji, a ja doskonale czułem, jaki był zażenowany. Chyba tego się nie spodziewał.
— To raczej oczywiste. Cała w tym zabawa — odparłem pogardliwym tonem, chociaż Josh rozkładał mnie na łopatki. Był niczym szczeniaczek, który coś zepsuje i popiskuje, pokazując poddańczo brzuszek.
Josh jęknął i odsunął wreszcie głowę. Popatrywał to na mnie, to na jajeczka. W końcu wyciągnął głowę bardziej ciekawsko.
— A… dużo ich jest?
— Sporo. Policzysz ze mną głośno, jak będziemy je wkładać — zamruczałem, całując go w ten uroczo różowy policzek.
— Okej… — zgodził się ze mną i sięgnął do swojego puchatego ogonka. Pogłaskał się po nim, bo chyba dopiero teraz poczuł, jaki jest miękki i puchaty. — Mam wyjąć ogonek?
— Jeszcze chwilę, uroczo z nim wyglądasz. Możesz pokicać z nim po łóżku albo podłodze — zasugerowałem. Może zbyt ironicznie i prześmiewczo, ale wizja była rozbrajająca, nie umiałem więc się nie uśmiechać, kiedy o niej myślałem.
— Naprawdę…? — Josh jednak był przyzwyczajony, że często moje z pozoru dziwne polecenia są na poważnie, więc i teraz się upewnił. Ścisnął przy tym odruchowo materiał moich spodni, bo klęczał obok, tuż przy moim boku.
— A jesteś moim zajączkiem wielkanocnym? — spytałem tylko, ciekaw odpowiedzi.
Chłopak ewidentnie nie był pewien, jak odpowiedzieć. Zabawnie się przy tym miotał i czerwienił.
— No jestem… Ale mam wzwód — jęknął, dzięki czemu dowiedziałem się, co wydawało mu się w tym kicaniu najbardziej uwłaczające. Dyndający penis.
— To chyba dobrze, co nie? — drażniłem się z nim dalej. To było lepsze niż kino czy gry komputerowe, które Josh tak lubił. Przy okazji trąciłem jego penisa, naciągając go w dół, aby zobaczyć, jak sam się unosi. Wręcz odskoczył, kiedy go puściłem i pacnął w podbrzusze Josha. Chłopak za to od razu zakrył go dłońmi i znowu zakręcił się niecierpliwie.
— Dobrze, ale by tak podskakiwał, a zajączki chyba mają małe penisy i nie widać tak, nie? — spróbował w tę strunę.
— Chcesz go przywiązać, aby tak nie podskakiwał? — Nie miałem zamiaru łatwo mu odpuścić. Tym bardziej, kiedy już wiedziałem, że tego nie chce nie dlatego, że sprawia mu to dyskomfort, a dlatego, że wyłącznie się wstydzi.
— Nie, nie przywiązać! — odpowiedział od razu, najpewniej przestraszony, że znowu nie będzie mógł dojść w momencie, kiedy będzie już mógł. Chociaż sam uważałem to za ciekawą zabawę, kiedy Josh był w pełni zdany na mnie. Ale dziś mogłem mu to odpuścić.
— Nie? Dobrze. To jak nie chcesz skakać, to wymyśl coś innego, co będzie pasowało do zajączka wielkanocnego — zachęciłem go, aby też trochę wykazał wyobraźnią.
Josh zrobił bardzo zatroskaną minę i widziałem po jego twarzy, że głowi się nad tym, co powiedziałem.
— Zajączki wielkanocne chowają prezenty, które się potem szuka… A ja nie mam dla ciebie żadnego prezentu… — mruknął z wyrzutem.
— Co za niedopatrzenie — zakpiłem i znowu trąciłem go w penisa. — To odwracaj się, pokręcisz jeszcze ogonkiem i dostaniesz jajeczka.
Josh pokiwał głową z wyraźną ulgą i uklęknął tyłem do mnie. Nawet uroczo się wypiął, podkulając pod siebie ręce. Potem zatrzepotał tyłeczkiem, a puchaty ogonek zatrząsł się. Josh za to zagryzł wargę i zerknął na mnie z nieśmiałym uśmiechem.
Był uroczy, a ja urzeczony i znów podniecony tym jego wyuzdaniem.
— Nie ciąży ci ten ogonek? — spytałem, ściskając w dłoni puchatą kuleczkę i bawiąc się nią. Trochę pociągnąłem pluga do siebie, napinając mięśnie zwieracza, to znowu go wcisnąłem.
Josh przy tym poskamlał, ale pokręcił głową.
— Nie, jest fajny… Lubię, jak mnie tam coś wypełnia. Ale wolę twojego kutasa! — dodał żywo na koniec.
— Może powinienem pomyśleć o jakimś jego odlewie, co by mógł cię wypełniać — rzuciłem z zamyśleniem do siebie, czekając jednak na reakcję chłopaka. Przy tym bawiłem się jego tyłkiem, wsłuchując się w uwielbieniem w jego ciche stęknięcia.
Podobało mi się, jak ta zabawa dodatkowo sprawiała, że Josh bardziej się podniecał i sztywniał. Wyglądało więc na to, że szybciej niż później zacznie mnie błagać o spełnienie. Bo nawet jak nie miał uwięzionego penisa, to wiedział, że wpierw musi zapytać, zanim dojdzie.
— Ale potem… potem byś był zły… że robiłem sobie dobrze bez ciebie… — wyskamlał.
— Oczywiście — przyznałem mu rację. Jakiego mam mądrego pupila. — Mógłbyś tylko przy mnie się zaspokajać — podkreśliłem i w końcu całkiem wyjąłem pluga. Odrzuciłem go na bok, nie bacząc, że lubrykantem ubrudzę pościel. Zaraz po tym skierowałem spojrzenie na dziureczkę Josha. Była delikatnie rozluźniona jak po dobrym seksie. Błyszcząca oraz różowa. Śliczna.
Pogładziłem ją palcami i dmuchnąłem, aby Josh ją zacisnął. Zrobił to momentalnie i spiął mocno pośladki. Obejrzał się też na mnie i uniósł na rękach.
— Teraz… jajeczka? — zapytał z napięciem.
— Mhm — potwierdziłem wyjmując z opakowania cały wianuszek kolorowych jajeczek. — Będziemy liczyć. Jak w szkole. — Zaśmiałem się, kiedy wylałem na dłoń trochę lubrykantu i nawilżyłem pierwsze jajeczko przed wsunięciem go w zajęczą dupkę.
Jajeczka były takiej wielkości, że taka ilość powinna dać mojemu zajączkowi… duże poczucie wypełnienia. Josh chyba nie chciał wiedzieć, ile ich jest, żeby napięcie odpowiednio wzrosło, bo szybko odwrócił głowę do pościeli, wygodniej uklęknął i wypiął się do mnie.
— Mhm… Ja będę liczył — powiedział i dopiero szybko dodał: — Mogę?
— Możesz — zapewniłem go, czekając teraz, aż powie, ile już ma w sobie, bo jedno jajeczko, wściekle czerwone, znalazło się już w jego dupci, a zwieracz zaciskał się już tylko na grubej lince łączącej go z kolejnym.
— Jeden! — Josh odpowiedział od razu, kilka razy ściskając i rozluźniając pośladki. — Duże są — ocenił dodatkowo.
— Mhm, duże i jest ich dużo — odparłem, napierając kolejnym jajeczkiem i wsuwając je w chłopaka.
— Dwa — powiedział od razu, kiedy jajeczko zniknęło w jego tyłeczku. Obserwowałem go uważnie, więc zobaczyłem, jak zaciska palce na pościeli i mnie ją. Zabawnie tarł policzkiem o materiał, a jego uszka chybotały przy tym śmiesznie.
Był uroczy, co tu nie mówić. I grzecznie, mimo skrępowania, przyjmował kolejne jajeczka. Aż doliczyliśmy do pięciu. Na tym etapie musiałem zwolnić, chociaż jeszcze kilka jajeczek na łańcuszku było i chybotało się jak koraliki, czy medalik zawieszony na wędzidełku penisa Josha.
Sam chłopak już oddychał głęboko i teraz, czując, że zwolniłem, uniósł jedną nogę i udem zaczął trzeć o swojego penisa. Postękał przy tym w pościel, którą zmiął i przytknął do swoich ust.
— Chyba nie myślisz teraz dochodzić? — spytałem, widząc, co robi. — I ilu się doliczyliśmy? Ile jeszcze zmieścisz? — spytałem, podnosząc się na kolanach. Znowu miałem wzwód, którym otarłem się o jego udo.
Josh obejrzał się na mnie, jakby z wyrzutem mówił „ty się ocierasz, a ja nie mogę?”. Odpowiedział jednak grzecznie na pytanie.
— Mam już pięć, a zmieszczę… jak powoli to jeszcze… jeszcze może osiem? — rzucił takim tonem, jakby chciał się pochwalić, ale nie był pewien, czy nie przecenia swoich możliwości.
Uśmiechnąłem się szerzej. Byłem dumny z Josha, że tak wysoko mierzy. Tym bardziej, że zostało już tylko siedem.
— To nie dojdź, nim dojdziemy do końca — zakomunikowałem mu.
Nie śpiesząc się oraz przedłużając tę zabawę, powoli wsuwałem w niego kolejne jajeczka. Jeden po drugim z przerwami na podciąganie go w górę i całowanie. Josh był przy tym gorący jak piec i bardzo seksowny, taki czerwony, ze sztywnym penisem, który był cały wilgotny od spływającego po nim preejakulatu.
Przy ostatnich trzech jajeczkach już cicho skamlał, nawet jak nic nie robiłem. Był pełny i każdy ruch sprawiał, że jajeczka się w nim przemieszczały. Kiedy wsadziłem ostatnie, uprzednio palcem trochę wpychając to, które chciało wyskoczyć z jego tyłeczka, Josh pisnął i mocno ścisnął uda.
— Dwanaście… — wyskamlał z trudem.
Przełknąłem ślinę i chwyciłem go za twarz, przyciągając ją do siebie. Przytuliłem nos do jego policzka i czule go pocałowałem. Dzielnie się spisał, zasłużył na odrobinę czułości. Tym bardziej, że ciężko było mu ich odmówić, kiedy tak drżał z rozgorączkowania.
— A teraz mi powiedz, jak się czujesz. Wiesz, że chcę to usłyszeć, ale, Josh, nie jak z pornosa, tak zwyczajnie po swojemu. Szczerze.
Chłopak zagryzł wargę i odetchnął, zerkając na mnie cudnie wilgotnymi oczami.
— Bardzo pełny jestem i one się tak… tak ruszają, nawet teraz, jak trochę się kręcę i… Mason… — Widziałem, jak przemyka ślinę, a potem wykręcił się bardziej, aby móc wcisnąć twarz w moją szyję i szepnął ledwo słyszalnie: — Dobrze mi tam…
Objąłem go ramieniem za kark i pocałowałem w głowę. Mój kochany Josh. Seksowny.
— Mmm… Dobrze. O to chodziło. Aby zajączek miał dobrze — zamruczałem i pomasowałem od dołu jego penisa. — Złożysz dla mnie jajeczka?
Josh drgnął i wpierw wypchnął biodra do mojej dłoni, zapewne chcąc tam więcej stymulacji. Już i tak był podniecony jak tylko się dało. A potem pokiwał z wahaniem głową. Wiedział, że nie ma wyboru.
— A… tak tutaj?
Rozejrzałem się, czy istniało coś, do czego mógłby „złożyć” jajeczka. Pokój był prawie pusty, ale nagle rzucił mi się w oczy wymysł Anny — półmisek w serduszka, w którym leżała zapachowa świeca. Nie rozumiałem kobiet, ale naczynie mogło posłużyć za namiastkę koszyczka wielkanocnego.
Wstałem, pozbyłem się zbędnej świeczki, wytarłem wnętrze o pościel i pokazałem Joshowi.
— Twój koszyczek, zajączku — zamruczałem i pocałowałem go w policzek, nim postawiłem półmisek na pościeli za Joshem.
Chłopak oddychał bardzo płytko, jakby właśnie stał na skraju strasznie wysokiej platformy i miał skoczyć na bungee. Był podenerwowany i teraz ewidentnie unikał mojego wzroku. Wstydził się. Uklęknął jednak nad półmiskiem i jeszcze poprawił go pod sobą. A potem, kiedy rzucił mi krótkie spojrzenie, jęknął i zakrył twarz dłońmi.
— Mason, ja się wstydzę, a i tak chcę… Ale mnie za to kochasz, a nie, że to śmieszne albo coś, nie? — upewnił się rozpaczliwym tonem.
Uśmiechnąłem się i złapałem go mocno za brodę. Pocałowałem krótko w te rozgrzane, pyszne wargi.
— Oczywiście, że to śmieszne. Ale też bardzo seksowne… Josh — dodałem poważniej na koniec, aby go uspokoić. Nie okłamywałem go. To było zabawne. Taki był tego cel, aby trochę się podroczyć, pobawić w coś nieprzyzwoitego, może trochę głupiego, ale z czego sam chłopak będzie się później śmiał. Ale nie zmieniało to faktu, że było to też bardzo stymulujące. — Chyba sam widzisz — dodałem, wskazując na moją pełną erekcję.
Josh zerknął tam i chyba przekonał go trochę ten ostatni argument, bo uśmiechnął się lekko, jakby z dumą. Pokiwał też głową i odetchnął głęboko.
— Mhm… Znowu mam liczyć?
— Mhm — potwierdziłem i znowu go pocałowałem, nim położyłem dłoń na jego pośladku, aby odchylić go na bok i ułatwić przez to wydostanie się pierwszego jajeczka.
Josh cały czas był spłoszony, ale jego penis był już tak ciemny i sztywny, że nie miałem wątpliwości co do jego rozochocenia. Ściągnął lekko twarz i jęknął cichutko, kiedy udało mu się wypchnąć z siebie pierwsze jajeczko.
— Je… den… — wydusił i oblizał usta.
Pocałowałem go w nagrodę. Tak też mogliśmy sie zabawić. Właśnie…
— Za każde jajeczko, które złożysz samodzielnie, pocałuję cię niżej — zaproponowałem, aby go zachęcić do cięższej pracy i cmoknąłem go w czubek głowy. Przy okazji policzyłem dwanaście miejsc na ciele chłopaka, aby ostatnim był czubek jego penisa.
Josh od razu popatrzył na mnie żywo i już wiedziałem, że to bardzo dobra motywacja. Dodatkowo pokiwał głową wraz ze swoimi zajęczymi uszkami, a jego penis drgnął.
— To teraz będzie drugi — rzucił i obniżywszy biodra, wypchnął z siebie drugie jajeczko. Jęknął, kiedy naciągnęło mu zwieracz, a ja usłyszałem, jak stuknęło o ściankę półmiska. — Dwa! — zawołał z uśmiechem i popatrzył na mnie z wyczekiwaniem.
Odwróciłem jego głowę do siebie i pocałowałem go w powiekę. Zapowiadała się niezła zabawa. Tym bardziej, że z każdym kolejnym jajeczkiem Joshowi było coraz trudniej. Po pewnym czasie, zarządziłem zmianę pozycji. Josh znowu się wypiął, a ja kontrolowałem, jak sobie radzi, siedząc obok niego. Całusy nadal dostawał, ale w innych miejscach niż wpierw ustaliłem. Nie było to jednak istotne, bo trzymałem zasadę „coraz niżej”.
Josh nawet kilka razy zaśmiał się radośnie, kiedy cmoknąłem go w sutek czy któryś z jego pieprzyków. Przy dziesiątym już dyszał ciężko i kilka razy widziałem, jak chce rozpaczliwie sięgnąć do swojego penisa, ale zamiast tego zaciska dłoń na pościeli.
— Mason… o Jezu… już mam taki wrażliwy tyłek, że kolejne jajeczko i ja muszę już dojść! — rzucił w końcu i jęknął znacznie głośniej, kiedy wypchnął z siebie dziesiąte. — Dziesięć!
— A nie chcesz dojść od mojego penisa? — spytałem, masując mu pośladek, ale specjalnie nie dotykając jego członka. Nie za karę, bo Josh fantastycznie się spisywał, ale dlatego, że nawet nieznaczne pobudzenie mogło skończyć się wytryskiem. A chciałem tego co on. Spełnienia od siebie nawzajem, a nie od zabawek.
W międzyczasie, kiedy Josh nie widział, też ciągnąłem trochę łańcuszek jajeczek. Były na tyle głęboko, a Josh był na tyle zmęczony, że sam by sobie nie poradził, chociaż spisywał się dzielnie i seksownie.
— Chcę… od twojego penisa… — rzucił w końcu szczerze, ale po jego twarzy widziałem, że bardzo by chciał, aby już to się stało. A wiedzieliśmy obaj, że ma jeszcze dwa jajeczka do złożenia. Jęknął więc ze zmęczenia i w końcu wrócił do pracy. Jajeczko ukazało się w jego wrażliwym, różowym otworku i w końcu wypadło całe. — Jedenaście…
Pocałowałem go w pośladek, a potem, nie ostrzegając go o niczym, złapałem go za ramię i przewróciłem na plecy. Josh pisnął głośno, a ja wdrapałem się na niego. Miska była plastikowa, więc nie zbiła się, kiedy zrzuciłem ją na podłogę razem z łańcuszkiem kolorowych jajeczek. Bo w tym samym czasie, kiedy mój ludzki szczeniaczek upadł na plecy, wyciągnąłem szarpnięciem ostatnie jajeczko. I teraz jego dziurka była tylko moja. Cmoknąłem go w czubek penisa, a zaraz po tym, poderwałem mu w górę nogi i wbiłem się jednym pchnięciem w jego rozluźnioną dupcię.
— O kurwa, kurwa! — Josh wydarł się, a jego ciało poderwało się mocno na pościeli. Potem odchylił głowę na kark i wydał z siebie bardzo długi i głośny jęk, tak bardzo przesycony przyjemnością, że nie miałem wątpliwości, że nie mógłby z tej całej zabawy nie czerpać radości. Było mu dobrze i mówiło mi o tym całe jego ciało, a ja zamierzałem wyrwać z jego gardła i z niego całego jeszcze więcej oznak przyjemności.
Złapałem go mocno pod kolanami i zacząłem żywo posuwać. Aż plaskało. Jego tyłek był taki korcący i drżał. To było niesamowite, tak samo jak wyraz jego „pyszczka”. Trzymał się przy tym mocno pościeli i wpatrywał we mnie z rozkoszą wypisaną na twarzy. Sam odpowiadał na moje ruchy i skamlał głośno.
— Ma… bo ja… Mason… Proszę, mogę…? Już nie mogę… — wykrztusił pomiędzy kolejnymi moimi ostrymi pchnięciami.
— Możesz — zgodziłem się i pocałowałem go z impetem w usta. — Ale i tak cię będę ruchać — dodałem. Podjudzał mnie fakt, że chłopaka będzie bolała, a jeśli nawet nie bolała, to będzie czuł swoją dziureczkę jeszcze długo po seksie.
Josh tylko jęknął coś niezrozumiałego i zaledwie w dwie sekundy po tym, jak mu pozwoliłem, doszedł prosto na swój brzuch i klatkę piersiową. Cały się przy tym trząsł i muszę przyznać, że jak na zajączka, wystrzelił bardzo dużo. Krzyknął przy tym błogo, ale bynajmniej nie ucichł, bo przecież wciąż się w niego wsuwałem i tarłem o wrażliwe wnętrze jego dupci.
A mi jeszcze brakowało trochę do końca. Nie dawałem sobie, na jego szczęście, na wstrzymanie. Jego minki, piski, rumieńce, cała ta przyjemność, jaką okazywał, stymulowała mnie na równi z ciepłym wnętrzem okalającym mojego penisa. No i wciąż miał na głowie te zajęcze uszy, które jednak znacznie się przekrzywiły, gdy rzuciłem go na pościel. Ale i tak słodko na nim wyglądały, kiedy tak jęczał i popiskiwał przy każdym moim ruchu.
Naprawdę nie wiem, ile czasu minęło od momentu, kiedy tu przyszliśmy, ale dwanaście jajeczek, zajęczy ogonek, genialny lodzik i teraz kolejny orgazm, jaki wypełnił moje ciało aż po koniuszki palców, to było… coś. Josh był najlepszym zajączkiem wielkanocnym, jaki mógł mi się trafić. A do tego moim. Jedynym i na wyłączność.
Nie byłem zaskoczony, kiedy jego kończyny opadły bez sił, gdy już go puściłem. Nie drgnął nawet o milimetr i tylko dyszał głośno, patrząc na mnie z rumieńcami i słabym uśmiechem. Był padnięty. Zajączek zaruchany do nieprzytomności.
Uśmiechnąłem się pewnie. Mój Josh. Nie było możliwości, aby nie patrzeć na niego jak na smakowity kąsek. Pochyliłem się i pocałowałem go delikatnie w rozchylone usta, po czym dopiero się wysunąłem. Otarłem penisa o jego uda i położyłem się obok, zgarniając go do siebie ramieniem.
Na szczęście Robert, tak jak rozkazałem, zostawił jedzenie dla nas obu na stoliczku obok telewizora. Nie miałem pojęcia, co tam było, bo było przykryte metalową pokrywką, ale ważne, że było, że nie musieliśmy się stąd po nie ruszać. Josh zresztą nie wyglądał, jakby miał siłę. Musiałbym go chyba w taczkach zawieźć do kuchni. Potwierdziło się to tym, jak słabo mnie objął i wtulił się we mnie.
— Za rok pobijemy rekord dwunastu? — szepnął mi cicho w szyję.
Z racji, że nie widział mojej twarzy, pozwoliłem sobie na ciepły uśmiech. Nawet nie ciepły, a rozkochany. Josh był idealny.
— Mhm — odmruknąłem i pocałowałem go w czubek głowy, mocniej do siebie przytulając. Niczym pluszowego króliczka.
Ten odpowiedział cichym, pełnym błogości dźwiękiem i dał się przytulić. Byłem pewien, że jest rozciągnięty do niemożliwości i wyczerpany, ale też spełniony. Nauczyłem go tak lubić, a wręcz kochać i teraz czerpałem z tego, jak Josh to okazywał. A do tego nie tylko miłość do naszego seksu, ale i do mnie samego, bo chyba na koniec jeszcze to wyznanie wymamrotał słabo i zwyczajnie się we mnie wtulił.

*****

I na koniec cudowny art cudownej Strange-Fiction!

Wielkanoc

13 thoughts on “Bonus – Zajączek Wielkanocny

  1. Katka pisze:

    Tess, oczywiście, że Cię pamiętamy! Strrrasznie się cieszę, że wróciłaś! :D Lubię, jak ludki wracają i wciąż chce im się czytać! :D Także bardzo miło mi się zrobiło z rana na widok Twojego nicku ;) No i widzisz jaka niespodzianka Cię zastała – bonusik do SV. Haha, a co do pieska… cóż, już wyjaśniam. Kiedy Cię nie było, na stronie miały miejsce Wybory Mistera Shikat Tales (tu masz odnośniki: http://firedragontattostudio.wordpress.com/zabawy/ Jak sobie zjedziesz na dół, to zobaczysz). No i na końcu, wybrani kandydaci uczestniczyli w pewnej scence, musząc zapracować na sympatię głosujących/czytelników. W tej scenie pojawiły się pieski, które przeszły do tego bonusu z racji zwycięstwa Masona (nagrodą między innymi był „kontrakt” na scenkę z narracją pierwszoosobową danej postaci). Może brzmi skomplikowanie, ale jeśli by Ci się chciało ogarnąć te Wybory, to na pewno załapiesz :) I w ogóle nie jesteś jedyna, którą zaskoczył taki cieplutki Mason, hehe. Jednak siedzi w jego głowie dużo pozytywnych uczuć do swojego Josha :)
    Jeszcze wieeeele nadrabiania przed Tobą, z tego co mówisz! :D Miłego czytania zatem i mam nadzieję, że do następnego komentarza ;)

  2. Tess pisze:

    Córka marnotrawna wróciła po paru miesiącach nieobecności! Ciekawe, czy mnie jeszcze pamiętacie, haha ;)
    Od dłuższego czasu korciło mnie, aby przeczytać kolejny raz SV, a tu proszę! Nowy bonus i to jeszcze z perspektywy Masona. To mnie w pełni zaspokoiło.
    Wprawdzie święta Wielkanocne już dawno przeminęły, ale i tak się niesamowicie miło czytało. Wielki, rozleniwiony do granic możliwości uśmieszek wkradł mi się na usta i jakimś cudem nie chce zejść. Już dawno się tak nie czułam, czytając opowiadanie.
    Och Josh! Jak ja za nim tęskniłam. I nawet za tą paskudą Masonem, którego darzę trudnym do określenia uczuciem. Tylko jedno pytanie – skąd się wziął pies? D:
    Bo z tego co pamiętam, to przeczytałam wszystkie bonusy do Savage Virus i nic tam o nim nie było, tak samo w głównej historii. Zmartwiłam się trochę, że czegoś nie doczytałam, ale chyba wszystko jest w porządku. Fajny pomysł, bądź co bądź widok Josha dużego z Joshem małym musi być przesłodki.

    Mason naprawdę ma coś z zoofila :D Raz szczeniaczek, innym razem zajączek. Z jego wyobraźnią to wszystko możliwe, więc chyba mnie już nic nie zadziwi. Te uszka i ogonek! Nic dodać, nic ująć. Mnie osobiście Josh bardziej podoba się w tej kicającej wersji…
    Jednak zajączek to jest to!
    Oczywiście muszę wspomnieć, że Mason dużo zyskał w moich oczach przez ten bonus. Wydawał się taki ciepły i uczuciowy, zupełnie inny niż ten, którego pamiętam. Dobrze wiedzieć co mu się tam w głowie kłębi i, że nie jest takim zimnym draniem, na którego tak usilnie stara się wykreować.
    Aż mi się ciepło zrobiło na serduszku na te słowa:

    „Z racji, że nie widział mojej twarzy, pozwoliłem sobie na ciepły uśmiech. Nawet nie ciepły, a rozkochany. Josh był idealny.”

    Aww, czuję się dopieszczona! A jeszcze mam do przeczytania dwadzieścia osiem rozdziałów FDTS i tyle samo ATCL! I jeszcze Fellow i te dwa nowe opowiadania! Chociaż je planuje sobie zostawić na jakiś późniejszy czas.
    Nie wiem od czego zacząć :*

    Ech, stęskniłam się ;)

  3. Katka pisze:

    Basia, fajnie, że nadrabiasz i jednak nie poddajesz się ochocie poczytania czegoś, co już znasz, bo jestem pewna, że i na to przyjdzie czas. A w mojej skromnej opinii przyjemniej czyta się coś, co się już troszkę zapomniało. Hehe, co do ilości Joshów – nooo, Mason ma za dobrze normalnie! Osobiście strasznie mu zazdroszczę i nawet mogłabym nie móc jeść słodkości i innych dobrych rzeczy, jakbym w zamian miała to, co on ma XD Dziękujemy za wenę i pozdrawiamy :)

  4. Basia pisze:

    Hej,
    moja ulubiona parka, ja ich nie mam po prostu dość… (najchętniej to bym jeszcze raz przeczytała całe opowiadanie, ale niestety teraz to wole się skupić na nadrabianiu moich zaległości) Masonowi się poszczęściło ma aż dwóch Joshów jeden duży drugi mały, chociaż więcej pożytku przynosi mu ten duży ;] bardzo gorący tekst, Maon wymyślił ciekawą zabawę, ciekawe co wymyśli na boże narodzenie….
    weny, pomysłów życzę…
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko

  5. Katka pisze:

    Seiridis, a widzisz, nie ma co zwlekać z czytaniem! :D Mason nie jest typem, który jest skłonny zrobić dzień czułości dla Josha, ale oj, jak widać umie świętować z nim tak, żeby mu się podobało, więc Josh nie narzeka ;) A wyobraźnia dobrze podpowiada, taki widok Josha zdecydowanie miał też Mason i bardzo go to jara. Dzięki za miłe słowa, fajowo, że się spodobało :D

  6. Seiridis pisze:

    Czemu ja tak długo czekałam z przeczytaniem tego bonusa? Był świetny, Mason faktycznie kocha Josha, chociaż nawet w swoich myślach mało to mimo wszystko okazuje. I mógłby choć raz na ruski rok zrobić jakiś, nie wiem, dzień czułości dla Josha czy coś. Ale fakt faktem, że było to coś świetnego, zarówno motyw z plugiem jak i z jajkami. Widziałam oczyma wyobraźni takiego roztrzęsionego, zmęczonego, wrażliwego, zdesperowanego Josha. Aż takiego na skraju płaczu z przyjemności… Mrrr. Dobra robota, dziewczyny :D

  7. Katka pisze:

    Rehab-e, miło, że jeszcze ktoś skomentował zajączka ;) Taaak się starałyśmy, a tak mało komci. Ale, ale, Mason rzeczywiście myśli o Joshu inaczej niż to czasem pokazuje, ale cóż, czasami nie może inaczej, coby mu się pupil nie rozochocił za bardzo i nie poczuł, że może zbyt wiele. Dyscyplina musi być XD Co do rysunku – zgadzam się, kawał dobrej roboty :D

  8. rehab-e pisze:

    O.o
    rzesz, nie wiedziałam, że Mason ma takie suodziachne myśli w głowie <333
    'Nawet nie ciepły, a rozkochany. Josh był idealny.'
    ahh, co za tekst ^^
    no i ten seks, mega. aż święta wydają się jakieś lepsze…serio.
    s-f odwaliła kawał dobrej roboty, rysunek jest genialny <3
    nigdy nie byłam fanką Masona, ale w tej miniaturce podbił moje serce :D
    bosko ♥

  9. Katka pisze:

    O., nooo, Masonek ma wiele pozytywnych emocji :D Tylko ich nie pokazuje, żeby być takim twardym panem, którego się słucha i boi. Ale bardzo cieplutko o Joshu myśli :D

  10. O. pisze:

    Nasz oziębły Mason ma uczucia! I to dość sporo <333 Słodko!
    "Nawet nie ciepły, a rozkochany." <33333 Nie wiedziałam, że takie myśli siedzą mu w głowie, że tak w niej słodzi Joshowi! Czytałam i miałam takie "wow" xD Boskie!

  11. Katka pisze:

    Tigram, yey, fajowo, że się spodobało :) Szczególnie, że podobała się perspektywa, bo coś czuję, że jest sporo osób, które takiej nie lubią. Sama raczej unikam tekstów, w których jest pierwszoosobowa narracja. Ale chyba od święta (dosłownie) można, bo widać lepiej, co myśli postać ;) A w paczce na pewno było jeszcze wiele dobroci, które Mason z Joshem na pewno wykorzystają XD

    S-f, w ogóle jeszcze raz dzięki wielkie za cudny rysunek! Za każdym razem jak na niego patrzę, wyrywa mi się głośne „awww”, jest przesłodki, a najlepszy jest ogonek w tyłeczku! I ta pozycja, ewidentnie mówiąc, kto tu jest panem XD Cudo :D

  12. s-f pisze:

    No co ja mogę powiedzieć? :D Mason super seme :D podoba mi się jego sposób myślenia i to jak ujęłyście opis seksu. Josh jest rozpieszczany… a Mason? Jednak nie jest taki zły :D
    Przyjemnie się rysowało :D Oby tak dalej! ♥

  13. TigramIngrow pisze:

    Och, och, och. Mamy Śmigus Dyngus i już jestem mokra. To było obłędne! Ja pierdolę jakie zacne. I w ogóle ta perspektywa! No… Cholernie mi się podobało i w ogóle wiedzieć to co myśli Mason! Super. I zabawa z jajeczkami, i ogonek. Och, och. Ciekawe co jeszcze było w paczce!
    Uwielbiam tę parę, a ich seks jeszcze bardziej, Świetne :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s