Across The Cursed Lands II – 24 – Lepszy niż farmer

— Teraz… lepiej — dodał, ponownie kierując swoje jasne oczy na czarne Jeffersona.
Ten uchwycił jego spojrzenie i zbliżył się jeszcze kawałek, spychając starszego na skrzynię za plecami. Przechylił się do niego, zbliżając twarz do boku jego głowy i w końcu, po chwili zawahania, przesuwając nosem po szczęce. Aż musiał wziąć głębszy oddech, a ręce opuścić w dół. Jedną, nadal w rękawicy, sięgnął do biodra Malvina. Czuł przy tym przyjemną ekscytację, adrenalinę, jakby robił coś wyjątkowo niebezpiecznego, ale też wywołującego szybsze bicie serca.
— Jeszcze jeden — zamruczał nisko i cicho.
Malvin najpierw powoli wypuścił powietrze, które najwyraźniej dłuższy czas wstrzymywał w płucach. Nie zawahał się przed sięgnięciem do drugiego guzika, który jednak rozpiął nie tak, jakby się gdzieś spieszył. A opuszki jego palców, gdy tylko go rozpięły, powoli przesunęły się pod materiałem koszuli Jeffersona.
Ten przymknął oczy dosłownie na sekundę i tylko cierpliwie stał, czekając na rozwój wydarzeń. Był podekscytowany tym, jak bardzo sytuacja była niespodziewana i trochę nierzeczywista.
Po chwili poczuł, jak kolejne guziki powoli, wręcz nieznośnie powoli zostają mu odpięte. Potem jedna dłoń Malvina spoczęła na jego klatce piersiowej i podążyła po skórze, a równocześnie mężczyzna delikatnie cmoknął szczękę Jeffersona, oddychając na nią ciepłym, wręcz gorącym i trochę rozedrganym powietrzem.
Na to uczucie, Jefferson zacisnął mocniej palce na biodrze mężczyzny i wręcz na siłę przyciągnął go do siebie. Spojrzał mu w oczy.
— A skrzynie poczekają?
Malvin zmrużył swoje niebiesko-szare oczy w lekkim uśmiechu.
— A spieszy się im gdzieś? — odmruczał, sunąc opuszkami dwóch palców przez środek tułowia Rangera. Aż zahaczył nimi o pas.
Ranger odwrócił głowę, zerkając na wóz stojący przed stodołą.
— Nie… — mruknął i znowu spojrzał na, w sumie obcego sobie, mężczyznę. — Nie wyglądają na bardziej zniecierpliwione od kogoś innego.
— Patrzyłem na ciebie, od kiedy przyszliście… Apetyt wzrastał z każdą minutą — Malvin uśmiechnął się szerzej i przysunął twarz bliżej twarzy Jeffersona. Byli mniej więcej tego samego wzrostu, nie to co William, który musiał delikatnie stawać na palcach, by do niego sięgnąć. — Całujesz się? — spytał już dużo ciszej, z ustami kilka milimetrów od ust gościa.
Jefferson oblizał wargi i jeszcze raz przyjrzał się dokładnie twarzy starszego mężczyzny, nim sam, bez odpowiadania werbalnie, pocałował jego wąskie usta. Wpierw mało natarczywie, ale kiedy poczuł, że ten się nie odsuwa, wzmocnił pieszczotę. Aż miał przy tym sensacje w żołądku. Czując ten ziemisty zapach, trzymając mocno kogoś zupełnie sobie obcego i do tego całując się z nim w stajni. Nie wierzył w swoją ilość szczęścia! Rzadko trafiał na kogoś chętnego na taką chwilę wytchnienia. A już w ogóle, od kiedy nawiązał znajomość z Williamem i zaangażował się w TABiW.
Teraz obaj mieli pewność, że pozostaną niezauważeni. Pomijając fakt, że Malvin mieszkał sam, to jego posesja była usytuowana na obrzeżach miasta, a do tego psy pilnowały wejścia. Skryci za skrzyniami, nie byliby nawet zauważalni z drogi.
Malvin wydawał się chętnie to wykorzystywać, gdy coraz bardziej zażarcie odpowiadał na pocałunek. Jak ten wpierw był delikatny, ograniczający się do subtelnego muskania wargami, tak teraz język gospodarza wdarł się w usta Rangera, a dłonie przyciągnęły go bardziej do siebie. Głuche stęknięcie wydobyło się z gardła Malvina, który dodatkowo wypchnął w przód biodra, by kroczem otrzeć się o krocze Jeffersona.
Młodszy mężczyzna zawarczał i chwycił Malvina pod pośladki, ściskając je w silnych dłoniach. Skubnął też zębami dolną wargę hodowcy zwierząt. Coraz bardziej się nakręcał, a jednocześnie czuł potrzebę pośpiechu. Że musi wykorzystać moment, póki ten jest.
— Uhh… często tak wabisz facetów na noszenie skrzynek? — zamruczał i na chwilę odsunął od niego dłonie, aby ściągnąć rękawice i odrzucić je na bok.
— Gdybym mógł… Gdyby byli tacy jak ty, robiłbym zakupy częściej niż raz w miesiącu — odpowiedział Malvin na wydechu i oblizał szybko językiem wargi, które uśmiechnęły się krótko, z rozgorączkowaniem. Za to jego jasne spojrzenie podążyło znowu w dół, na ciało Rangera, a dłonie zsunęły mu koszulę. — Zdejmij, chcę zobaczyć więcej.
Jefferson uśmiechnął się pod nosem, czując się zaskakująco pewnie. Wiedział, że nie ma się czego wstydzić. A w okresie ostatnich miesięcy, dzięki temu jak William reagował na jego ciało, jeszcze bardziej się w tym utwierdził. Zdjął więc szybko koszulę, po czym zabrał się za rozpinanie paska.
— Ty też. Czuć niezły tyłek, a widzieć, to nie to samo.
Twarz Malvina znowu poweselała. Jak się uśmiechał, to naprawdę było to widać w każdym skrawku jego oblicza. Usta szeroko się rozciągały, w policzkach robiły się dołeczki, a w oczach błyszczały specyficzne iskierki. Nawet w kącikach pojawiały się lekkie zmarszczki.
— Zaraz ci zaprezentuję — zamruczał, odrzucając na bok swoje rękawice i sięgając do paska. Nie miał przy nich nic, w przeciwieństwie do kabur Jeffersona, więc rozpięcie spodni poszło mu bardzo szybko. Ale zanim je obsunął, spojrzał na przystojną twarz gościa i skubną zębami swoją dolną wargę.
Jeff uśmiechnął się i wychylił głowę do jego ust. Liznął je i od razu pocałował. Jedną ręką chwycił przy tym kark mężczyzny, a drugą odłożył broń na bok. Rozpiął szybko spodnie i zsunął do kolan. Zaraz też sięgnął do krocza naprzeciwko swojego.
Wyczuł momentalnie, że jest tam sztywno. Podniecenie Malvina zostało jeszcze przez niego zakomunikowane mimowolnym stęknięciem. Do tego mężczyzna poruszył biodrami, nadstawiając swój członek do pieszczot, po czym nagle odepchnął Jeffersona na odległość kroku. Oblizał zaczerwienione usta, rzucił mu ostatnie, długie spojrzenie i… odwrócił się. A wraz z jego plecami wciąż okrytymi materiałem koszuli, wraz z jego czarnymi, lekko poskręcanymi kosmykami, Jefferson mógł ujrzeć jego pośladki. Nagie, krągłe i teraz, jeszcze jakby lekko niecierpliwie, ściskające się i ukrywające szparkę.
Ranger aż świszcząco wciągnął powietrze między zębami. To, co widział, było zdecydowanie ciemniejsze i bardziej umięśnione niż Williama.
— Jaki zniecierpliwiony — zamruczał nisko i zbliżył się od razu do mężczyzny. Oparł dłoń o jego biodro, a drugą dłonią strzelił go pieszczotliwie w pośladek. — Naprawdę… twarda dupa — pochwalił, już oddychając głębiej i ciężej. Chciał go ugryźć w te drżące połówki.
Malvin zasyczał krótko i złapał się skraju skrzyni tuż przy swojej twarzy. Wykręcił głowę do tyłu, żeby spojrzeć na Rangera. Podobnie jak on, miał spodnie zsunięte do kolan i stał teraz w rozkroku. Ponownie spiął i rozluźnił tyłek.
— Lubisz takie?
Jeff obnażył na krótko zęby i zamiast ugryźć mężczyznę, znowu strzelił go w pośladek, tylko że drugi.
— Mmm… nie ma czym pogardzić — odparł i chwilę pomasował, a raczej pościskał w dłoni ciało mężczyzny. Rozkoszował się tym, jak było twarde, jak mięśnie stawiają opór pod jego naciskiem. — Dawno ktoś ci się tu zapuścił?
— Dawno… Zimą, gdy zapewniłem nocleg farmerowi z południa w zamian za sztukę bandamy — odpowiedział Malvin ze śmiechem, który przez podniecenie był teraz rozedrgany. — Te zwierzęta są chyba dla mnie szczęśliwe… skoro dzięki nim mogę tam — znowu ścisnął pośladki — poczuć to — skończył, ocierając się nimi na boki i trochę na ślepo o krocze Jeffersona.
Ten przełknął ślinę, widząc, jak ten mężczyzna chętnie się doprasza, nie zachowując się przy tym jak jakaś dziwka, z którymi nie raz miał do czynienia w tanich spelunach.
— Najwidoczniej — przyznał mu rację i ściągnął jeszcze bieliznę. Wpierw przesunął dłonią po udzie Malvina, potem chwycił swojego nieźle pobudzonego penisa i poklepał nim pośladek przed sobą. — Czujesz? Jak bardzo trzeba się tobą zająć? Hmm? — zamruczał nisko i otarł się główką o rowek mężczyzny.
Malvinowi wyrwało się ciche, zduszone i trochę drżące „tak”. Dopiero potem znowu spojrzał przez ramię, opierając się już obiema rękami o skrzynie przed sobą.
— Niby skrzynie się nie spieszą… Ale ja, tam na dole, bardzo. Więc trzeba się mną zająć szybko… i po męsku — odpowiedział, a jego oczy były nieco szerzej rozchylone z rozgorączkowania.
Jeff na ten widok przełknął głośniej ślinę. Pochylił się do mężczyzny, złapał go mocno za szczękę i trochę podciągając w górę, wpił mu się w usta z mocnym pocałunkiem. Na koniec liznął go jeszcze w czerwone wargi.
— Czekaj tak — rozkazał niskim tonem i odsunął się od niego na chwilę. Jeśli ten chciał szybko i mocno, to chyba wiedział, jak zapewnić to temu mężczyźnie.
Schylił się po swój pas z kaburami, podniósł go i odplątał z niego fiolkę z mazidłem, które dał mu William. Na tę chwilę mogło się bardzo przydać.
— Co robisz? — spytał Malvin, wykręcając się, by go zobaczyć, ale poza tym nie zmienił swojej pozycji. Wciąż stał przy stercie skrzyń, z szeroko rozstawionymi nogami i odsłoniętymi pośladkami, które, gdy się rozluźniały, ukazywały maleńki, pomarszczony otworek.
— Dbam, abyś dostał takie rżnięcie, o jakim nawet nie śniłeś — odparł Jefferson z powagą i zadziornym uśmieszkiem na ustach.
Znowu ścisnął mocno jeden z pośladków, po czym jednak nie powstrzymał się i ugryzł go z niskim warknięciem. Jego zęby w kolejnej sekundzie zacisnęły się na koreczku fiolki, a palce na tyłku mężczyzny. Ranger pomasował wpierw kciukiem ściśnięty zwieracz, czując, jak ten reaguje na dotyk, a dopiero po tym wylał trochę śliskiego specyfiku i od razu go rozmasował.
Palce Malvina od razu zacisnęły się mocno na skraju skrzyni, a z ust wydobyło się głośne sapnięcie.
— Smarujesz mnie… tam… czymś…? — wydyszał, jakby była to jakaś nowość. Do tego oba jego krągłe, umięśnione pośladki zadrżały, niczym po klapsie. Był to wyjątkowo seksowny widok.
— Mhm, będzie lepiej — zapewnił młodszy mężczyzna i wcisnął kciuk w ciasny tyłek, aby i tam go wysmarować oraz rozluźnić. Jednocześnie przypatrywał się reakcjom mężczyzny. — Podciągnij tę koszulę, chcę zobaczyć twoje plecy.
— Poza blizną po igle szakeldasta chyba nawet mam się czym pochwalić — Malvin zaśmiał się krótko i rozpiął swoją koszulę. Przy tym cały czas kompulsywnie ściskał palec Jeffersona, samemu, jeszcze powoli, lekko bujając się na piętach, by popieścić się tym kciukiem.
Kiedy ściągnął całkiem koszulę, Ranger rzeczywiście mógł ujrzeć, że jego plecy są bardzo apetyczne. Dość szerokie, choć nie za bardzo, ale umięśnione i sprężyste. Do tego jego skóra była dużo ciemniejsza niż ta Williama i faktycznie, na lewym barku miał specyficzną bliznę. Musiało się swego czasu wdać zakażenie, bo była dość rozległa i chyba wypalona.
Jeffersona nie raziły ogólnie takie oszpecenia. Bez oporów więc pochylił się, aby pocałować plecy mężczyzny. Lubił czuć ciepło skóry na wargach, a w nosie przyjemne łaskotanie, kiedy wąchał miły zapach.
— Seksowny z ciebie zwierzak — zamruczał, jednocześnie korkując fiolkę, zaraz po tym, jak rozsmarował nawilżenie zarówno na całym swoim penisie, jak i dziurce Malvina.
— A myślałem, że uzgodniliśmy, że wolimy mężczyzn — zażartował gospodarz, a następnie przełknął ślinę. Jego całe ciało dawało sygnały tego, jaki jest podniecony i podekscytowany. Czubek sztywnego penisa co raz przypadkiem trącał skrzynię, plecy i pośladki delikatnie drżały, a skóra była wręcz gorąca. — Ale już, pokaż, co umiesz robić ze swoim penisem — odwrócił głowę do Jeffersona i dodał: — Daj mi go tam.
Ten uśmiechnął się katem ust w odpowiedzi i skinął głową.
— Strasznie niecierpliwy. Ale nie będziesz żałować — zapewnił go, po czym chwycił swój członek tuż przy główce i mocno przytrzymując drugą dłonią starszego mężczyznę za biodra, naparł na jego wejście. Bez dodatkowej, zbędnej w tej chwili zabawy. Obaj tego chcieli i obaj chcieli tego już. Nie było sensu zwlekać.
— O… oo… Ta… tak… — wyrwało się Malvinowi, a potem zacisnął mocno wargi i przez nie słychać już było tylko długie „mhhh”, gdy Jefferson napierał dalej. Co prawda wnętrze było ciasne i kompulsywnie się zaciskało, podobnie jak palce gospodarza na skrzyni, jednak jasne było to, że tego chce. Jego ciało parzyło mocniej niż słońce na zewnątrz stodoły, a penis był twardszy z każdą chwilą. — Już nie ża… ałuję…
Jefferson znowu się uśmiechnął i już mocniej dobił do końca. Przesunął gorączkowo dłońmi po bokach mężczyzny. Po jego udach, biodrze, a potem brzuchu i klatce piersiowej.
— Gorący! — wydyszał, po czym znowu ścisnął ciało pod sobą i zaczął się ruszać. Dzięki nawilżeniu czuł tę niesamowitą ciasnotę, ale nie wiązało się to jednocześnie z brakiem komfortu.
Malvin uśmiechnął się, choć miał przy tym rozchylone usta. Wydobywały się przez nie głuche sapnięcia, gdy się tak pieprzyli. W stodole, za stertą skrzyń, z mocnym, ziemistym zapachem wokół i sporadycznym poszczekiwaniem psów. Pod stopami czuli siano i deski, powietrze było ciepłe i suche, a Frankfort żyło swoim życiem, ale teraz jakby oddalonym bardzo daleko od tych terenów. Oni zwyczajnie w tym wszystkim oddawali się samczej żądzy.
— A… a ty… kiedy ostatnio… Oo… kiedy miałeś go… w takim ciepłym miejscu…? — wydyszał starszy mężczyzna, wypinając się do Jeffa.
— Później… niż na zimę i… — stęknął głośno, mocniej pchnąwszy biodrami i aż wpychając przy tym Malvina na skrzynie. — Chyba nie jest ci… tak nudno, że chcesz gadać? — zawarczał i strzelił znowu jego pośladek, aż głośno plasnęło.
Malvin zawarczał i stanął na chwilę na palcach, dysząc prosto na skrzynię, z czołem przylepionym do niej. Sapnął, jakby chciał się uspokoić i pokręcił przecząco głową.
— Och, nie… Nie nudzę się… Mógłbym tak cały dziee… eeeń… Och, kurwa, tam!
Jeff warknął i znowu mocniej pchnął, jednocześnie łapiąc mężczyznę za bark i nabijając go na siebie. Palce drugiej dłoni wbijał mu w biodra i mocno go pieprzył.
— Mmm… kurwa… tam? — zasyczał, chcąc więcej słyszeć, jak mu się podoba. Był zadowolony z faktu, że zupełnie przypadkiem mógł tak dobrze spędzić popołudnie. W ogóle już nawet nie pamiętał, że rano miał kaca.
Tym razem Malvin pokiwał głową na potwierdzenie. Na tyle żywo, że jego włosy zafalowały.
— Tak, tak… tak, tam… om… — wystękał, drżąc cały. Kropelki potu ściekały mu wzdłuż zagłębień na plecach, a z rozchylonych ust wydobywało się wiele dźwięków świadczących o tym, jak mu dobrze. Wnętrze nie przestawało się ściskać na penisie Jeffersona, ale i członek Malvina wskazywał na coraz większe zadowolenie.
Ranger nie mógł wyzbyć się wrażenia, że ten facet reaguje wyjątkowo chętnie jak na osobę, która nie wygląda na pierwszy rzut oka na praktykującą takie rzeczy. Podobało mu się to, więc się starał. Dodatkowo chciał mu pokazać, że jest lepszy od jakiegoś tam farmera sprzed prawie pół roku. A i jemu było bardzo dobrze, gorąco, duszno i z coraz większą ochotą, aby się spuścić. Sięgnął więc do penisa Malvina, aby go dodatkowo popieścić.
Starszy mężczyzna jęknął głośno, jakby z zaskoczeniem i sam zaczął poruszać biodrami. W tył i w przód, to nabijając się na członek Rangera, który najwyraźniej dawał mu bardzo dużo rozkoszy, to wbijając własnego penisa w jego dłoń. Nie puszczał się skrzyni ani na moment i podrygiwał coraz mocniej.
Pierwszym znakiem dla Jeffersona, że doszedł, był syk, który wydobył się z ust gospodarza. Następnie penis w jego dłoni wyraźnie zaczął drżeć, a pośladki jeszcze mocniej się ściskały, jakby chciały desperacko zassać robiącego im dobrze kutasa.
Jeff zawarczał i mocniej popieścił trzymanego penisa, aby jeszcze odrobinę, o kilka sekund przedłużyć przyjemność. Jednocześnie sam zaczął szybciej ruszać biodrami. Trochę płycej, ale, skoro Malvin już doszedł, mógł sobie na to pozwolić. Już był coraz bliżej spełnienia, kiedy w końcu chwycił obiema dłońmi biodra mężczyzny i wydyszał:
— Gdzie… ci się spuścić?
— Gdzie… gdzie chcesz… — sapnął Malvin i obejrzał się na niego. Jego jasne oczy były lekko wilgotne i świeciły się wyraźnie. Skronie miał delikatnie spocone, za to policzki wyjątkowo mocno zaczerwienione. Uśmiechnął się. — Też chcę… żebyś to dobrze zapamiętał.
Jeff tylko mruknął potakująco i jeszcze kilka razy wbiwszy się w ten chętny i do tego wyjątkowo ciasny tyłek, w końcu jednak się wysunął i z niskim, chrapliwym stęknięciem spuścił mu się na pośladki. Aż zamruczał, widząc, jak na ciemnej skórze odznacza się jego sperma.
Nie odsunął się po tym od razu, tylko zgarnął trochę nasienia główką i wcisnął ją jeszcze do tyłka tego chętnego faceta. Ten stęknął krótko, najwyraźniej nie spodziewając się tego i przymknął błogo oczy. Pościskał pośladkami penisa Jeffersona i wreszcie opuścił jedną dłoń, aby sięgnąć nią do tyłu. Dotknął biodra Rangera.
— Mmm… — wymruczał, wciąż z zamkniętymi powiekami.
Jeff uśmiechnął się pod nosem i jeszcze wsunął się głęboko, aby musnąć i popieścić na do widzenia prostatę mężczyzny. Poruszał się w nim, trochę leniwie bujając się i gładząc jego plecy ubrudzone własną spermą.
W końcu się wysunął i tylko przesunął palcami po spoconych włosach Malvina, nim podciągnął bieliznę i spodnie.
— Mm… to było dobre — rzucił, siadając kawałek z boku na innych skrzynkach.
— Kim jesteś, Jeff? Wiesz… Muszę wiedzieć, kto jest lepszy od farmera — rzucił Malvin z tym swoim przyjaznym, a teraz dodatkowo wyjątkowo spełnionym uśmiechem. Sięgał przy tym w dół, by podciągnąć własne spodnie i ubrać się mimo wilgoci na pośladkach i rowku.
Jefferson jeszcze ostentacyjnie zlustrował go czarnymi oczami, po czym dopiero skupił się na twarzy mężczyzny.
— Texas Ranger, chociaż dla opowieści może być tylko kowboj — odparł z dumą, której nie skrywał zbyt dobrze. Wiedział, że musiał być lepszy od jakiegoś tam farmera, ale dobrze było to usłyszeć.
Malvin zaśmiał się i sam też przysiadł na jednej ze skrzyń. Rozstawił przy tym nogi dość szeroko, zapewne dla własnego komfortu.
— Nie mam za bardzo komu opowiadać o takim seksie — przyznał i sięgnął po jakieś źdźbło, po czym wsadził je między wargi. — Ale to, czym mnie posmarowałeś… Było z tym dobrze. Lepiej niż bez niczego.
— Mówiłem, że będzie dobrze — Jeff uśmiechnął się pewnie. — Tym bardziej, jak taka dupa już chce, na szybko i nie może doczekać się dobrego pieprzenia — dodał, znowu lustrując sobie Malvina. Czuł się odprężony, zadowolony i z zerowym poczuciem winy.
Mężczyzna znowu się uśmiechnął i na krótko spuścił wzrok.
— Było. Zdecydowanie było dobre. Ale… jutro wyjeżdżacie, prawda? — zapytał, znowu patrząc w oczy rozmówcy.
— No, niestety czas nas goni, chociaż postaram się zapamiętać to miejsce. Może kiedyś… — wzruszył ramionami — będąc w okolicy, to powtórzymy, hm?
— Tak, właśnie miałem ci zaproponować, że w razie kolejnej wizyty, chętnie zapewnię nocleg i… dodatki — odpowiedział Malvin z wigorem i radością w głosie i oczach. Wyciągnął się przy tym po swoją koszulę, której rękawem przetarł sobie czoło. — Mam nadzieję, że zapamiętasz.
— Nie jest u mnie aż tak źle z pamięcią — odparł od razu Jeff i oblizał usta. Może przed powrotem do motelu, gdzie czekał William, zrobiliby coś jeszcze? Musiał spróbować. Tym bardziej, że był to w końcu przyjemny, niezobowiązujący seks, a Malvin wydawał się sympatycznym facetem.
— Świetnie! To co? Przeniesiemy resztę skrzyń, a potem zrobię nam jakąś dobrą herbatę? Pasuje? — Malvin uniósł się ze skrzyni, przeciągając się i zakładając koszulę.
— Może być, mi pasuje. Tylko, jakbyś miał teraz może wodę, aby się napić? — spytał Jeff wstając i tylko składając w jedno miejsce swój pas i koszulę. Nie chciało mu się jeszcze jej zakładać, było mu gorąco po seksie.
— A znajdzie się, znajdzie. Już przynoszę, studnia jest z drugiej strony stodoły — Malvin wcisnął jeszcze rękawice za pas i gdy już miał minąć Jeffersona, zatrzymał się i przemknął swoim szczerym spojrzeniem po jego twarzy. — Dzięki — mrugnął do niego i dopiero truchtem podążył za stodołę.
Jefferson odprowadził go wzrokiem i uśmiechnął się do siebie. Tak, to był dobry i przyjemny seks, a facet był godny następnych odwiedzin, jeśli byłby w okolicy.
Też przeciągnął się dla rozprężenia i ruszył do wozu, aby przenieść chociaż jedną skrzynię, nim wróci gospodarz.

*

Ranger jeszcze raz napił się chłodnej wody ze studni, po czym zimnymi dłońmi przetarł zmęczony kark. Zaczesał jeszcze włosy do tyłu i dopiero założył kapelusz na głowę.
Spojrzał na drugiego mężczyznę, który właśnie bawił się w przeciąganie sznura z jakimś dziwnym, w mniemaniu Jeffersona, psem. Miał ogon jak przerośnięta wiewiórka i podobne do niej uszy. Poza tym przypominał ją kolorem futra. Pysk ewidentnie jednak był psi.
— Lubisz te swoje zwierzęta — rzucił do gospodarza.
Malvin uniósł wzrok i uśmiechnął się do gościa całą twarzą, aż jego jasne oczy mrużyły się w przyjemny do obserwacji sposób.
— Jak tu ich nie lubić? Szczególnie psy, nie ma się wrażenia mieszkania samemu — odpowiedział i wreszcie puścił sznur, po czym kucnął i zawołał zwierzaka. Wytarmosił go za uszami i dopiero zbliżył się do Jeffersona. — A ty pewnie ze swoim kompanem podróżujesz koleją? — zagadał, zapewne dochodząc do takiego wniosku po ubiorze lekarza.
— Ku jego chwilowemu nieszczęściu nie, konno — Jefferson wyjaśnił, jednocześnie uśmiechając się do siebie gorzko. Z jednej strony bawiła go nienawiść Williama do koni, z drugiej męczyło go jego marudzenie. — Podróżowaliśmy chwilę konno, potem on wozem, aż kilka dni temu wóz uszkodził się na tyle, że trzeba było go porzucić. A ty, polujesz też samodzielnie? — spytał, znowu jakoś tak wypytując mężczyznę. Kiedyś jego wiedza na temat zwierząt mogła być im przydatna. A i jakby William został w Chicago albo nawet nie, byłoby się gdzie zatrzymać w drodze do Kansas City.
— Mhm, zdarza mi się — przyznał gospodarz i przysiadł jednym pośladkiem na drewnianym ogrodzeniu. Rękawice, które wciąż trzymał, położył sobie na opiętym spodniami udzie.
Robiło się już późno. Przenoszenie skrzyń było dość ciężką pracą, bo było ich naprawdę sporo i niektóre ważyły bardzo dużo. Kiedy Malvin przenosił je samemu, musiało mu to zajmować wyjątkowo dużo czasu. W trakcie pracy kilka razy robili przerwy, więc już powoli zmierzchało.
Sam gospodarz wyglądał na lekko zmęczonego, ale nie tracił przyjaznego wyrazu twarzy. Jego bardzo ciemne kosmyki tylko miejscami przylepiały się do spoconej na skroniach, czy czole, twarzy i koszula była przepocona. Uśmiech za to był sympatyczny, a oczy bez skrępowania kierowały się na twarz młodszego mężczyzny.
— A właśnie, jeśli zmierzacie na północ, to uważajcie. Tam jest coraz więcej mutacji. Gdzieś na granicy miasta sprzedają mapy, na których zaznaczone są rejony wraz z występującymi tam, świeżo odkrytymi zwierzętami. Jak macie trochę grosza, to na pewno wam nie zaszkodzi. Łatwiej uniknąć ataku i utraty życia, a ja wciąż liczę, że jeszcze kiedyś mnie odwiedzisz.
Jefferson uśmiechnął się szerzej i podszedł do mężczyzny. Klepnął go mocniej w ramię.
— Dzięki, że mówisz. Nigdy nie zaszkodzi trochę przezorności, a i nie wiem kiedy, ale odwiedzę. Jesteś miłym towarzystwem — zapewnił go i wyciągnął dłoń.
Malvin nie uniósł się z ogrodzenia, ale na uścisk odpowiedział.
— Ty też. I bardzo pomocnym. Więc dzięki za to noszenie — mrugnął do Jeffersona i tylko na ułamek sekundy widać było na jego twarzy lekki żal, że już się żegnają. Zamaskował to jednak kolejnym przyjaznym spojrzeniem. — Szerokiej i bezpiecznej drogi, Jeff.
Ten już skinął głową i chciał odejść, ale w końcu się zatrzymał. Cofnął się do Malvina, złapał pod brodę i cmoknął w policzek.
— Mierz wysoko. Żadnych farmerów — zaśmiał się i jeszcze raz klepnął go w ramię. — Dzięki za towarzystwo i to coś z bandam.
— Wyciąg z dziąseł! — zaśmiał się Malvin i skinął głową Jeffersonowi. — Do zobaczenia! — dodał, a Ranger odchodzący już w stronę domu, aby wydostać się na ulicę, był pewien, że jasne oczy gospodarza odprowadziły go wzrokiem najdalej jak mogły.

*

Po drodze Jefferson kupił słodkie ciasto w piekarni. Miał ochotę na coś słodkiego, ale nie miał inwencji, co mógłby zjeść. Teraz wchodził już po schodach i zastanawiał się, czy William ma coś do picia i czy skończył babrać się tym całym wyciągiem z dziąseł oraz sercami w słoikach.
Kiedy tylko otworzył pokój, jego oczom ukazał się właśnie ten konkretny narząd, dla którego wybrali się do Malvina. William musiał dopiero co schować go w słoiku, bo właśnie go zakręcał. A kiedy usłyszał otwieranie drzwi, uniósł spojrzenie na Jeffersona i cichutko odetchnął.
— Dobrze, że jesteś. Mógłbyś zakręcić słój najmocniej jak potrafisz? — zapytał, prostując się znad stolika.
Naczynie było pełne przezroczystej, galaretowanej substancji, a serce… wyglądałoby jak serce, gdyby nie było nie tyle zgniłe, co dziwnie zniszczone. Ciężko jednak było powiedzieć jak i dlaczego.
Jeff tylko westchnął ciężko, trochę z pretensją, trochę ze sztucznym zniechęceniem, ale podszedł do lekarza. Odłożył pakunek ze słodkim ciastem i pochylił się do słoja. Zakręcił go bardzo mocno, aż pobielały mu na chwilę kostki i opuszki.
— Długo ci to zajęło — rzucił, kiedy już szedł na swoje łóżko, aby zjeść.
— Mógłbym powiedzieć to samo o twoim noszeniu skrzyń — zauważył lekarz i sięgnął po płócienny worek, aby wsadzić do środka słój. Zawiązał go rzemykiem u góry.
— Było ich dużo — odparł Ranger i rozpakowawszy jedzenie, skinął na lekarza. — Chcesz?
William zawahał się, ale gdy poczuł słodki zapach, a nie ten typowo mięsny, który zazwyczaj unosił się wokół Jeffersona, kiedy ten przeżuwał, zbliżył się do niego.
— Chętnie — odpowiedział i ułamał sobie kawałek. Przy tym nie podarował sobie zlustrowania całej postaci Rangera. — Bardzo męsko pachniesz — skomentował, nim przysiadł z kawałkiem ciasta na skraju łóżka.
— Czyli chyba jak zwykle — Ranger zaśmiał się pod nosem i wpakował sobie duży kawał ciasta do ust. — Zresztą jestem spocony. Zorganizujesz balię wody?
— Pozwól, że najpierw zjem. Pewnie skrzyń do noszenia było sporo? — zapytał William, odgarniając swoje jasne włosy za ucho, bo wpadały mu do kruchego, słodkiego ciasta, kiedy się pochylał.
Nie czuł się zmęczony, a wręcz zrelaksowany tą kilkugodzinną pracą nad tworzeniem substancji izolującej. Nie było to trudne zadanie, a jedynie czasochłonne. Pozwoliło mu się wyciszyć i zapomnieć o podróży, czy wciąż lekko obolałych od jazdy konnej udach.
— Nawet więcej niż myślałem, ale towarzystwo było dobre, więc czas szybko zleciał — odparł Jeff, nie kłopocząc się od razu przełykaniem wszystkiego, co miał w ustach. — Masz coś do picia?
— Tak, poprosiłem o dzban wody. A to rzadkość słyszeć z twoich ust, że odpowiadało ci towarzystwo — William wstał i podszedł do szafki, na której stała szklanka i dzban z wodą. Ze szklanki musiał już pić, bo była w części pełna, ale nalał do niej więcej wody i dopiero podał swojemu towarzyszowi. — Zazwyczaj stronisz od ludzi — dodał i znowu wziął kęs ciasta. Smakowało mu, a nic dotąd nie zjadł, bo był zbyt pochłonięty pracą.
— Jak to mówisz, brzmisz, jakbym był jakimś odludkiem. A jakoś cały czas z tobą przebywam i jeszcze żyję. I ty też — odpowiedział młodszy mężczyzna i przyjął szklankę, w ogóle nie zważając, że korzystają z tej samej. Jak zwykle zresztą, dla niego to chyba nigdy nie było problemem. Ne brzydził się, ani tym bardziej nie domagał się etykiety.
— Czasami jest to trudne, kiedy się denerwujesz. Bywasz porywczy, więc to zaskoczenie, że wracasz w tak dobrym humorze — William uśmiechnął się delikatnie kącikiem ust, bo lubił, kiedy Jefferson był pogodny. Dużo łatwiej się z nim wtedy rozmawiało i żartowało.
Ranger ściągnął brwi i zmrużył ciemne oczy.
— Musiałeś mi dokopać, kiedy częstuję cię ciastem?
William najpierw przełknął, strzepał z kącików ust okruszki i wychyliwszy się, pocałował lekko Jeffersona w policzek.
— Nie, tylko mówię, jaki jesteś. Ja doświadczam z twojej strony bardzo wiele podobnych sytuacji. A ciasto jest bardzo dobre, dziękuję.
Ranger chwilę jeszcze patrzył na jasną twarz lekarza, aż w końcu prychnął pod nosem.
— A i tak żyjesz i marudzisz.
Lekarz uznał, że nie warto już odpowiadać na ten przytyk i dojadł do końca swoje ciasto, po czym tylko oznajmił, że pójdzie zamówić im kąpiel. A raczej najpierw Jeffersonowi, a potem sobie, mimo że marzyło mu się wspólne moczenie się. Chętnie posiedziałby z Jeffem w gorącej wodzie, a nawet umył mu plecy. I dotykał…
Siedząc w balii, myślał właśnie o tym, by po tych kilku godzinach samotności spędzić z Jeffersonem czas i chociażby objąć go. Oczywiście, najchętniej by się z nim kochał. Dochodził kilkukrotnie, spuszczał się na jego rysujące się pod skórą mięśnie. Ale też chciał wyraźniej i bliżej poczuć jego zapach. Te myśli zdecydowanie były lepsze niż dumanie o jutrzejszej podróży.
Kiedy wrócił do ich wspólnego pokoju, przystanął po zamknięciu za sobą drzwi.
Jefferson leżał na brzuchu na swoim łóżku i przecierał małą szmatką swoją odznakę Texas Rangera. Zwykle nosił ją schowaną, więc w zagłębieniach gwiazdki zbierało się sporo zabrudzeń.
Czujne oko lekarza w sekundzie obejrzało każde zagłębienie na nagich i opalonych plecach Rangera. Do tego w mniemaniu Williama, Jefferson miał odpowiednio nisko założoną bieliznę. Ciężko było mu się powstrzymać przed głośniejszym westchnieniem.
Odłożył ręcznik na oparcie krzesła i również odziany jedynie w lniane, białe spodnie do kolan, podszedł do łóżka. Nie pytając o pozwolenie, usiadł Jeffersonowi na udach, po czym pochylił się i położył na jego plecach.
Ranger stęknął, po czym niemo spytał, co ten robi. Odwrócił przy tym głowę w jego stronę, ale nie mógł go przy tym dokładnie dostrzec.
— Już tyle masy nabrałem, że stękasz? — usłyszał głos swojego towarzysza i poczuł najpierw jego wilgotne usta na łopatce, a potem policzek w tym samym miejscu.
Ranger zaśmiał się pod nosem. Wyciągnął rękę przed siebie, odkładając na stolik i odznakę, i szmatkę. Położył brodę na złożonych ramionach.
— No, jeszcze trochę i może faktycznie będziesz taki ciężki od tej „masy” — zażartował, chociaż faktycznie, mimo że widział Williama codziennie, zauważał, jak ten nabiera mięśni.
— Jeśli będę zbyt długo jeździł na Pigmencie, to może nawet nogi i pośladki będą bardziej umięśnione — odpowiedział William, przypominając sobie, że Jeff już mu to insynuował. Że nie będzie miał „płaskiej dupy”, mimo że sam uważał, że wcale takiej nie miał.
Przyjemnie było mu leżeć na szerokich plecach Rangera, które dodatkowo grzały. I czuć było już nie pot, a trochę zapach mydła i trochę samego Jeffersona. Lubił to, tak samo jak miarowy, silny rytm serca, który teraz wyraźnie czuł, gdy przytknął twarz do jego ciała.
Ranger znowu się roześmiał i wyciągnął jedną rękę spod brody, aby sięgnąć nią do pośladków i ud blondyna. Klepnął w jeden z nich.
— Już są twardsze! — rzucił trochę w formie żartu, trochę na poważnie. Bo jak dużo nie mogło się zmienić od czasu, kiedy ostatnio mu zarzucał brak mięśni, tak ogólnie był zadowolony ze zmiany, jaka nastąpiła, od kiedy poznał Williama.
Lekarz sapnął cicho i zakręcił się niby dla poprawy pozycji, ale głównie po to, aby wyczuć swoim ciałem pośladki Rangera. Nie miał wątpliwości, że te były twardsze i przyjemniejsze w dotyku, ale cieszyło go, że Jeffersonowi podoba się jego ciało bardziej niż kiedyś.
— Nie wiem, czego możemy się spodziewać po tym człowieku, do którego zmierzamy — rzucił po kilku chwilach ciszy, oddychając przy tym ciepłym powietrzem na skórę Jeffersona. — Chciałbym, żeby to był bardziej typ Malvina Berry niż Isaaka Hamiltona, bo inaczej nic nie wskóramy, a bardzo chciałbym zbadać te serca osobiście.
Jefferson przytaknął i znowu podparł się obiema rękoma pod brodą.
— Też. I w ogóle, co o nim myślisz? Zaskoczył mnie. Myślałem, że będzie zdziczałym odludkiem.
— Ja również, choć wciąż uważam, że jego domostwo jest wyjątkowo dzikie jak na to miasto. Ważne jednak, że był nam przychylny i pozwolił jedynie za trochę fizycznej pracy zabrać wyciąg z bandam.
— Nie twojej fizycznej pracy — odparł Ranger z rozbawieniem w głosie, chociaż nie żałował, że tylko on został poproszony o pomoc. Dzięki temu miał okazję na niezły seks. I też w jakimś stopniu bardziej nawiązał kontakt z tym mężczyzną, co w przyszłości może okazać się pomocne. Nie tylko dla jego potrzeb, ale i całej organizacji, dla której pracowali z Williamem.
— Ja zająłem się sprawą słoika, więc nie tylko ty pracowałeś. Ale to uczciwy człowiek, a rzadko się takich spotyka. Chociaż tutejszy farmaceuta też był bardzo miły. Od czasu Wielkiej Stopy mamy szczęście do przyjaznych ludzi, nie uważasz? — William mruknął spokojnym głosem, popatrując na pokój ze swojej wygodnej pozycji. Uznał, że jeśli Ranger będzie miał coś przeciwko niej, to mu powie. Albo go zrzuci, co było bardziej prawdopodobne.
— Mam nadzieję, że nasze szczęście nie skończy się, kiedy znajdziemy naszego człowieka od Isaaka — Ranger westchnął na tyle głęboko, że William poczuł, jak się unosi. — W ogóle, dziś trzeba iść wcześniej spać, aby jutro być gotowym na niespodzianki. A i Malvin wspominał, że na obrzeżach można kupić mapy ostatnich ataków i potworów. Domyślam się że będziesz zainteresowany?
— Tak, jeśli jest coś takiego, to byłoby głupotą nie skorzystać — odpowiedział ucieszony tym William. Wolał omijać mutacje szerokim łukiem.
Uniósł się wreszcie, bo sugestia Jeffersona odnośnie wczesnego pójścia spać wydawała mu się dość oczywista. Podszedł więc do lampki oliwnej i zgasił ją, jednak odchylił zasłony, żeby blask księżyca i gwiazd oświetlał ich pokój.
— A Malvin… — wrócił do tematu, nagle zafrasowany. — Zauważyłem, że patrzył na ciebie w… dziwny sposób.
Jeff, nie ruszając się ze swojego miejsca, zerknął na Williama ciekawiej. Dopiero teraz w jego głowie pojawiły się wątpliwości, co ten może myśleć o tym, że miał seks z innym mężczyzną. Z drugiej strony nie byli razem, ale czy ten chciałby o tym słyszeć? Nie byłoby to jak chwalenie się, albo drażnienie lekarza.
— Dziwny? — spytał więc tylko, udając głupiego.
— Tak — odparł William, wsuwając się pod cienką pościel na swoim łóżku. A kiedy znowu spojrzał na Jeffersona, nie pożałował swojego wyboru odsłonięcia zasłon. Sylwetka jego młodszego towarzysza wyglądała idealnie w tym świetle. — Wydawało mi się, że jest dość zapatrzony i na pewno częściej patrzył na ciebie, niż na mnie.
— Może nie brał cię na poważnie — Ranger zaśmiał się i w końcu się przekręcił się na łóżku, aby zakryć chociaż nogi. — Pytał, czy podróżuję z tobą koleją. Pewnie dlatego, żeś taki elegancik.
— To dobre spostrzeżenie, bo gdyby ode mnie zależało, jak podróżujemy, to byłaby to kolej — William uśmiechnął się leciutko. Miał do tego wrażenie, że Jefferson bardzo pozytywnie wyraża się o Malvinie Berry i słychać było w jego głosie, że ten człowiek przypadł mu do gustu. To spostrzeżenie zmusiło go do dalszego wypytywania. — Rozmawialiście jeszcze o czymś interesującym?
— O jego profesjach. Dowiedziałem się, że sam umie polować, do tego te zwierzęta… Jest niczym jakiś ekspert od nich, a przynajmniej tu. Taki… jakby Zwierzak — rzucił i dopiero do niego dotarło, jak faktycznie Malvin pasował na Zwierzaka. Ten w końcu był znany ze swojej wiedzy na temat zmutowanych zwierząt i w ogóle upodobania do przyrody. W swoim nagłym spostrzeżeniu nie zauważył, że William mógł to „Zwierzak” nie zrozumieć jako nazwa własna. I właśnie nie jako członka Boosy najpierw odebrał to William, a to wszystko przez to, co mu się wydawało, że widzi. Że Malvin patrzy na Jeffersona w ten sposób typowy tylko dla mężczyzn zainteresowanych innymi mężczyznami.
— Chcesz mi powiedzieć, że bardziej cię to podnieca niż… — urwał, gdy wreszcie dotarło do niego, o co tak naprawdę mogło chodzić Rangerowi. — Och… Zwierzak.
Jeff aż uniósł się na łokciach, patrząc przez półmrok na Williama. Od razu wydał się bardziej ożywiony.
— Co nie? Jak Zwierzak, zobacz tylko, nawet inicjały się zgadzają… tylko chyba nie lata? — zmarkotniał na koniec, kiedy to do niego dotarło. W tym wszystkim nawet nie zarejestrował tego, co wcześniej mówił lekarz.
— Inicjały i profesja tak… Jednak nie dałbym temu mężczyźnie więcej niż trzydzieści lat, a Boosa ponoć działała ponad trzynaście lat temu. Sam też mówiłeś, że Zwierzak był tym ze starszej części, więc na pewno piętnastoletni chłopiec nie był tym sławnym Zwierzakiem — odpowiedział rozsądnie William, w duchu dość zadowolony z tego faktu. Gdyby rzeczywiście Malvin Berry był Zwierzakiem, mógłby w oczach Jeffersona urosnąć do miary ideału. A już i tak według Williama Jeff zbyt entuzjastycznie o nim mówił.
Jefferson mruknął na potwierdzenie i znowu położył się płasko na łóżku.
— Na pewno nie… Musiałby być dużo starszy. Ech… ale sam przyznasz, że skojarzenie jest, co nie? Od razu aż się tak zastanawiam, jakby to było naprawdę go spotkać… — westchnął, poddając się fantazjom. Zastanawiał się, jaki ten by był, czy też by im pomógł z tymi bandamami. Czy w ogóle byłby sympatyczny. Chciał wierzyć, że tak by było.
— Tak, byłoby ciekawie… Choć przyznam, że teraz domyślając się, że doktor Show był Dżentelmenem, to z nim chętnie zamieniłbym kilka słów.
— I o co byś go spytał?
— O to, jakich mechanizmów używał, gdy jeszcze działali. Co myśli o aktualnym rozwoju technologii, w której dziedzinie medycyny lubuje się najbardziej… Na pewno wiele pytań by padło i na pewno sporo funduszy byłbym gotów wydać na jakiś jego wynalazek. Na pewno też zapytałbym, czy stosował zawsze jakieś lekarstwa używane tylko przez nas, białych, czy może kiedyś skusił się na indiańskie zioła. Byłyby to głównie kwestie ciebie nieinteresujące — William odpowiedział z lekkim uśmiechem, leżąc na boku, z twarzą skierowaną w stronę Jeffersona. — Tak samo jak pewnie ty pytałbyś Zwierzaka czy Małego Nicka o coś, co mnie zupełnie nie ciekawi.
Jefferson znowu zaśmiał się pod nosem.
— O coś co cię nie ciekawi, taa… Dobrze ujęte. Chociaż też jestem ciekaw, jak się dogadywali. Byli tak różni. Jak rozwiązywali konflikty i w ogóle, jak żyli — odparł i ziewnął na koniec. Uśmiechnął się przy tym, patrząc miękko na blondyna naprzeciwko. — Nie chcę, abyś się na mnie wściekał za tę jazdę konną, ale tak naprawdę będzie lepiej. A jak kiedyś dotrzesz do Chicago, to pokażesz przed ojcem, jak dobrze sobie radzisz w siodle.
William nie potrafił nie uśmiechnąć się na te słowa.
— Jestem gotów stwierdzić, że ojciec nie dowierzałby, że sam nie potrafił mnie tego nauczyć, a udało się to młodszemu ode mnie mężczyźnie. I nie wściekam się na ciebie… Już nie. Choć może to chwilowe, a jutro, kiedy w południe przestanę czuć krocze, znowu będę ci to wypominał — mówił wciąż z delikatnym rozbawieniem, chociaż sama wizja obolałego penisa, jąder, pośladków i nóg wcale go nie radowała.
— To ci je wymasuje, a teraz śpij, bo powyżej też musisz być żywy — Jefferson zamruczał sennie, ale z rozbawieniem w głosie. Miał dobry seks, jutro ruszali w dalszą drogę, a i William wydawał się jakiś bardziej sympatyczny, kiedy się uśmiechał i nie marudził. W sumie, nawet nie musiał iść na swoje łóżko, ale może to i dobrze. Następnej nocy spanie razem na ziemi będzie bardziej… wyczekiwane.

21 thoughts on “Across The Cursed Lands II – 24 – Lepszy niż farmer

  1. Katka pisze:

    Tess, ooooch jaki twórczy komentarz! Strasznie słodko. Chociaż tyle w nim wyrzutu do Jeffa. Nie dziwię się, bo nie zachował się fair, ale też to fajnie właśnie pokazuje, że ani jeden, ani drugi nie jest święty. Bo jak sama mówisz, też miałaś wkurwa na Williama za to, co zrobił pod koniec poprzedniej części. Potrafią zranić siebie nawzajem i potem trzeba odkręcać… Jefferson to prosty facet, nie myślał o Williamie, bo pojawiła się okazja, coś naturalnego, po prostu poszedł za ciosem i impulsem, jaki wywołał w nim Malvin. A czy Willuś się dowie… No to już sama ogarniesz ;) Albo już to zrobiłaś. Och, ale zgadzam się co do tego, co napisałas, ze obaj mieli takie dobre humory w hotelu i ten Jeffa irytował, a Williama smucił Bo to zawsze takie dołujące, jak czytelnik już wie, że coś się zjebało, a bohater jeszcze nie i wydaje mu się, że jest szczęśliwie. Co ja mogę powiedzieć? Cieszy mnie w jakiś sposób, że tak emocjonalnie to przyjęłaś. O to chodziło w końcu! Och ale teraz biedne Jeffko musi zapracować na wybaczenie…

  2. Tess pisze:

    Autentycznie ryczałam podczas tego seksu Jeffa z Malvinem! Tak się zawiodłam Rangerem, że… Aż musiałam skomentować.
    Cholernie mi się przykro zrobiło, kiedy Jeff tak bez ogródek zgodził się na ten numerek z tym, tym! Nawet nie mam na niego słów, a nie chcę wyzywać, bo to według mnie nie jego wina, a Jeffersona właśnie. Niech się palnie w ten pusty łeb do jasnej cholery.
    Miałam ochotę to przewinąć, nie czytać, ale z każdą linijką miałam nadzieję, że się jednak opamięta albo coś im przeszkodzi, nawet, że Will może ich odkryć, ale nic się takiego niestety nie stało.
    Nie wiem co o tym myśleć, ale nie podobało mi się to. Zdecydowanie, definitywnie odrzuciło mnie i obrzydziło. Za chwilę biorę się za kolejne rozdziały i nie ukrywam, że głównie czekam na to aż Will się dowie. Czekam na jego reakcje…

    Ja rozumiem, że nie przyrzekali sobie wierności, ja wszystko rozumiem. Ale dla mnie oczywistym jest, że jak się z kimś pieprzysz tyle czasu, jesteście razem praktycznie 24 godziny na dobę, przeżywacie tyle przygód ze sobą, tych dobrych i tych złych, że nie szczędzicie sobie czułych gestów, nawet kłócicie się, aby ten drugi nie widział w tobie tylko przyrządu do zaspakajania potrzeb seksualnych… to jednak powinieneś mieć jakieś hamulce. Jakieś sumienie.

    Jeszcze potem, kiedy spotkali się w hotelowym pokoju Jeff się tak pogodnie zachowywał, że aż się niedobrze robiło. Za to William był taki pogodny, że aż się serce krajało. A wiecie co jest najgorsze?
    Najgorsze jest to, że Jefferson nie pomyślał w ogóle o nim, nie miał żadnych wątpliwości, zawahań, chociażby takich chwilowych, do tego jeszcze użył środka, który Will stworzył dla nich! I coś mi się wydaje, że właśnie przez to mazidełko cała sprawa wyjdzie na jaw.
    Uch, jestem taka rozgoryczona, że tylko napisanie wielgachnego komentarza mi pomogło. Inaczej bym chyba wyszła z siebie.

    Czuję się tak, jak po tym ostatnim rozdziale pierwszej części, gdzie William wykorzystał tak okropnie Jeffa. Czuję się tak samo zawiedziona i oburzona jego zachowaniem.
    I powtórzę swoje słowa z komentarza pod epilogiem – czuję się jakbym dostała w twarz, ale tym razem nie od lekarza, a od Rangera i to dwa razy mocniej.
    Nie rozumiem Jeffa, naprawdę nie rozumiem. Mam wrażenie, że ten rozdział bardzo zmieni moje zdanie o nim. Boję się tylko, że nie będzie tak jak z Willem, że stosunkowo szybko mu przebaczyłam i na nowo obdarzyłam sympatią. Zdrada to chyba najgorsze co ktoś może zrobić według mnie, więc Jeff stawiam na Tobie krzyżyk.

    Co do samego Malvina… Jak na złość nie mam się do czego przyczepić. Facet jest przystojny, miły. Wydaje się taki ciepły. A jednak nie potrafię go tak do końca zaakceptować.

    PS. Żeby nie było, że dramatyzuję, ale serio płakałam ;)

  3. Katka pisze:

    Basia, bo Jeff najwyraźniej miał dobry humorek, hehe, a jak ma taki, to jest baaardzo przyjemnym towarzyszem drogi :) Dziękujemy za wenę i także pozdrawiamy.

  4. Basia pisze:

    Witam,
    no, no Jeff miał bardzo wspaniały dzień… z taka łatwością mówi o pomasowaniu obolałych części ciała, nawet nie miał by nic przeciwko gdyby Will chciał spać z nim…
    Dużo weny życzę
    Pozdrawiam serdecznie

  5. Katka pisze:

    Kruha, no właśnie, z tej zdrady może przecież wyjść coś dobrego. Sam czyn nie był chwalebny, ale kto wie, czy nic spoko z tego nie wyniknie. Dobre podejście, chooociaż ta zemsta, haha, to już niewłaściwe XD No ale, może oni inaczej do niczego nie dojdą i takie sytuacje są im potrzebne.

  6. Kruha pisze:

    A ja tam sie cieszę, ze jeff zaliczyl kogos innego. Jak sie wszystko wyda, to na pewno bedzie troche dramy. Bardziej liczylam, ze moze to bedzie Will, no ale zobaczymy. Moze jak Will sie dowie, to potem w akcie jakiejs tam zazdrosnej zemsty kogos wyhaczy i Jeff sie bardziej zainteresuje, ze umyka mu cos sprzed nosa:)

  7. Katka pisze:

    Gordon, „anatomiczny ideał”, haha, łaaadnie określone XD I jakże prawdziwie. No cóż, nie mam się co kłócić, Will, jeśli by wiedział, to raczej nie byłby rad, że Jeff się z kimś przespał… Ale czy z tego będzie katastrofa, to się okaże. Wesołych świąt Tobie też :)

  8. Gordon pisze:

    Jednak to zrobil, ale jazda xD Jak sie doktorek dowie to bedzie katastrofa bo ja se dam reke uciac ze go to zaboli. Nawet jak nie uzna tego za zdrade to na pawno bedzie kurewsko zazdrosny ze ktos kladl lapy na jego anatomicznym ideale ;p wesolych swiat wszystkim

  9. Katka pisze:

    O., wiesz, wszystko zależy od spostrzegawczości Williama oraz od tego, czy Jefferson się przyzna, jeśli przyjdzie co do czego. Bo wiadomo, William może swoje wiedzieć, ale prawdę zna tylko Malvin i Jeff. A biurko… zwłoki… jeden pies XD Matko, jeszcze poza nekrofilią, zoofilia nam dojdzie XD A biurko to prawie jak dendrofilia! (to jest to z drzewami XD) Tobie też życzymy dużo zdrówka i radości na święta i duuuużo dobrego żarełka, om nom nom! :D

  10. O. pisze:

    Ponieważ przyznanie się do tej zdrady zrobi jakąś ewolucję między nimi, albo pozytywną albo negatywną. No nie wierzę, że Wy to będziecie ukrywać do końca caaałego ATCL ;o Takich rzeczy nie da się wydać, w szczególności, że Will już coś podświadomie czuje i może podpytywać jeszcze nie raz.
    „Oooch, a Willuś może w końcu zazna szczęścia, czy to z Jeffem, czy kimś innym. ” Zjawiajcie się panowie! Jeff musi dostać w dupsko! Z buta, nic z przyjemności xD Zwłoki, które zrozumieją, oj puci puci… Aż pogłaskałam biurko, które też jest przecież martwe xD

    Właśnie! Wszystkim czytelnikom jak również Autorkom i ich betom i managerce (choć te ostatnie to wliczają się w czytelników xD) życzę pogodnych świąt spędzonych w radosnej i ciepłej atmosferze ;* Najedźcie się dobrze, co by potem było tracić do wakacji xD I bądźcie mokrzy <3

  11. Katka pisze:

    Kaczuch_A, widzę, że u większość z Was w komentarzach pokazuje się pomysł, że najlepszym odwetem by było, jakby to Willuś sobie kogoś przygruchał XD Z jednej strony uważam, że rzeczywiście, dałoby to jakiś obraz Jeffowi, jak to jest po drugiej stronie. Ale też… czy to również nie byłaby zdrada? Ale, ale, wszystko jest możliwe. Oooch, ale ogólnie aż tak smutno Willuś w życiu nie ma. Zresztą, jego życie nabrało smaczku przez podróż z Jeffem, więc nie jest tak źle, jak wygląda ;)

    Ibbera, w jakiś sposób mogę się z Tobą zgodzić, bo rzeczywiście ewolucja uczuć Jeffa płynie znaaaaaaaacznie wolniej niż ta Williama. Ale z drugiej strony trzeba zauważyć, że sama ilość rozdziałów, jakie były w ATCL, a więc bardzo sporo, może dawać mylne światło na to, ile się faktycznie znają – bo panowie znają się 3 miesiące, z czego zaledwie 2 razem podróżują. Oooch, a Willuś może w końcu zazna szczęścia, czy to z Jeffem, czy kimś innym. Nie wiem dlaczego pomyślałam o zwłokach… takie… „Zwłoki cię nie ofuczą… Zwłoki nie porównają cię do baby… Zwłoki zrozumieją.” … koszmarek. I taaaakże życzę przyjemnych świąt i dużo dobrego żarełka!

    O., taaa, całowanie się wręcz czasami wydaje takie bardziej prywatne, a może bardziej czułe niż puste ruchanie. Więc w sumie racja, to smutne było XD Ale oj, Malvin też chciał się pocałować trochę, w końcu on nie ma tego tak często jak Jeff… Oooch, a dalsza część komentarza i teorie spiskowe! :D Zawsze mi się je genialnie czyta… i nigdy nie wiem jak odpowiedzieć, żeby w mojej odpowiedzi nie było wskazówki, która teoria jest prawdziwa i czy w ogóle jakaś XD Także jedynie mogę powiedzieć, że cieszy mnie to pobudzenie Twojej wyobraźni i wydumanie tych wszystkich prawdopodobnych rozwiązań tej strasznej zdrady XD Zabawne tylko, że nie było opcji, ze to się wcaaale nie wyda XD Wszyscy są pewni, że prawda wyjdzie na jaw, hehe. „Haha jakbyście teraz zrobiły konkurs na Mistera to Jeff by od razu odpadł xD” – a wiesz, że też mi to przeszło przez myśl? XD

  12. O. pisze:

    Po tytule myślałam, że Jeff uzna iż to Will jest lepszy od farmera xD Szkoda, że się z nim musiał całować, jakoś bardziej to mnie ubodło niż seks… No ale żeby był pojazd po jeffie to muszę powiedzieć, że musi bardziej pedalsko wyglądać niż Will, że Malvin od razu wiedział, do kogo podejść xD (kij z tym, że Will mógłby nie być w jego typie xD) No i wciąż nie mogę pojąć, że to Jeff zdradził xD Ciągle myślałam,że bardziej do tego zdolny byłby Will, że jego ciekawość nad kolejnym umięśnionym ciałem by wygrała xD
    Sądzę, że ta „zdrada” się wyda. To oczywiste. Schleją się i Jeffowi albo się wymsknie od razu, albo jakieś porównanie, albo padną słowa „Malvin chciał abym to ja był na górze, czemu więc ty tak nie chcesz” xD A reakcja Willa da jasność i im, i nam do tego co jest między nimi. Jeśli to oleje, to znakiem tego, że mu nie zależy. Chyba, że uważa coś takiego za normę. Albo go to zaboli, ale będzie chcieć się dalej kochać z Jeffem, pfu, uprawiać seks, ale już z prezerwatywą nie zależnie kto będzie na górze. To by mogło też zaboleć Jeffa, co właściwe takie złe by nie było xD Albo również może być tak, że Will przywali mu w szczenę i nie będzie chcieć ani spać koło niego podczas nocy w trakcie podróży a w hotelach będzie wynajmować dwa pokoje. Albo się pokłócą i padną jakieś słowa o uczucia, związkowaniu, albo o tym, że albo uprawiają seks tylko ze sobą, albo obaj mogą sobie korzystać i z kimś innym, albo wcale.
    No i szkoda trochę, że Jeff pomyślał o tym, że chętnie by powtórzył rundkę z Malvim jeśli znowu by się znalazł w tych rejonach. Haha a może między nim i Willem nic nie będzie grubszego i to do Malvina Jeff się przeniesie i w 3 planowanej części poczytamy sobie o ich związku xD Oj hahahahaha xD To teraz ciekawe kogo dotyczyły w trailerze trzymające się dłonie xD
    Ah i może gdy Will dowie się, że Jeff miał „skok w bok” też go zachce, ale ranger mu przeszkodzi i wywiąże się jakaś bójka pomiędzy nim a potencjalnym kochankiem na jedną noc? xD Albo skinie głową i będzie mieć to gdzieś. Bo trójkąty w tamtych czasach chyba tak nie bardzo? Poza tym Will nie nadaję się do trójkąta… Jak on by miał dać sobie radę z badaniem dwóch ciał? xD
    No i to słodkie ciasto skojarzyło mi się z prezentami dla zdradzanych żon xD

    Haha jakbyście teraz zrobiły konkurs na Mistera to Jeff by od razu odpadł xD

  13. ibbera pisze:

    Jakoś mnie to szczególnie nie ubodło, że Jeff przespał się z tym kolesiem, jednak żal mi doktorka. W tej relacji on jest tym bardziej zafascynowanym/zakochanym i mam wrażenie, że jakkolwiek nie potoczą się ich losy to zostanie jakoś zraniony/wystawiony do wiatru. To już druga seria ACTL, rozdział 24, a ewolucja uczuć Jeffa do Willa zatrzymała się na etapie: „mam wyjebane, w sumie nie jest taki wkurzające, sex całkiem spoko”. Takie odnoszę wrażenie, co więcej nie zapowiada się na jakieś drastyczne zmiany, porywy uczuć czy namiętności. Na moje zanim miłość rozkwitnie w sercu Jeffa, to czas antenowy potrzebny na zrealizowanie tego celu, to mniej więcej taki siedmioksiąg ala Harry Potter:p Nie wiem może ja po prostu oczekuję więcej emocji od bohaterów romansów gejowskich, a Jeff to taki przystojny nudziarz. Już nawet nie kibicuję Willowi, żeby kowboj się w nim zakochał, bo zwyczajnie dobrze mu życzę i myślę, że z kimś innym dogadałby się lepiej. Mam nadzieję, że doktor sobie też porucha w najbliższym odcinku, najlepiej z kimś interesującym, albo w trójkącie. PS: scena sexu była hot:) Z okazji świąt życzę autorkom, dużo czekoladowych jajek :)

  14. kaczuch_A pisze:

    Smutam. I tak jak poprzednicy Jeff mendo jedna jesteś wredny i straciłeś bardzo w moich oczach. Ja rozumiem, że nie są ze sobą związani, miłości sobie nie wyznawali, ale to jednak boli. Fakt, seks był dobry, ale kij z tym szkoda mi doktorka. Naprawdę Willa bardzo lubię i strasznie smutam z tego powodu, bo jak dla mnie Jeff go ewidentnie zdradził. Przez fiolkę to się wyda, bo Will jest inteligentny i powinien się w tym połapać, ale czego najbardziej oczekuję, to tego, że on sobie kogoś przygrucha, albo wybitnie się jakiemuś panu spodoba, to by było bardzo miłe i może by coś pozytywnego Willa spotkało. A nie ciągłe wonty i pretensje, przykre porównania i docinki.

  15. Katka pisze:

    Hoshii, „dziwka” XD Och, jaki pojazd. Jeffik zbiera punkty minusowe… ciekawe, czy zapracuje sobie na to, aby ponownie osiągnąć stopień zajebistości.

    Tigram, czy ja wiem, czy Will się utarł jako top. Myślę, że po prostu umie na tyle podejść Jeffa, że częściej topuje, ale sądzę, że Jeff wciąż ma w sobie „jestem facetem, nie będę cały czas dawał”, więc na pewno na górze jeszcze go zobaczymy. A czy zdrada się wyda… noo, Willuś już coś podejrzewa, pytanie jak Jeff się zachowa, jeśli podejrzenia wzrosną.

    Aoi, oooooch, jakie złe życzenia dla Jeffa XD Jakże bolesna byłaby jazda konno, gdyby miał rzeczywiście jakąś chorobę weneryczną XD Haha, a super seksowny Texas Ranger w okolicy Willa… noooo, myślę, że nawet Jeffka by to ruszyło XD Cóż, póki co William zapewnia Jeffa, że to on jest tym najbardziej idealny, najlepszy i tak dalej… więc może jakby się znalazł ktoś „lepszy”, to by się mu zmieniło podejście? Cóż, może kiedyś to ujrzymy. I Tobie również życzymy przyjemnych świąt! :)

    Marta, haha, a Ty widzę, że zadowolona :D I chyba podejście masz podobne do Jeffa, że jak się trafia, to trzeba korzystać.

    Kan, noo, bo to faktycznie mimo niebycia stricte związkiem, to jednak jakąś więź mają i teraz pytanie, czy jeśli się wyda, to William będzie myślał podobnie jak Ty – czy też poczuje, że była to zdrada. Nom, było już tak pięknie :< A tu znowu pod górkę…

    Saki, wygląda na to, że wszyscy chcecie, żeby ten mały skok w bok się wydał. Buu, a czy to nie będzie jeszcze bardziej smutne, bo Willuś może to odebrać rzeczywiście jako cios… Chociaż może to też pójść w drugą stronę i jakoś ich umocni. Możliwości jest bardzo wiele. Co do tego, czy William wyglądał na zazdrosnego – no na pewno jakoś nieswojo się doktorek czuł, widząc owe zainteresowanie Malvina Jeffem, jak i Jeffowy miły ton głosu, gdy o nim mówił. I taaak, tajemniczy członek agencji może się już niebawem pojawić… W końcu są coraz bliżej :) Ściskamy mooocno i oby również dla Ciebie święta były spokojne i przyjemne. Pogoda jak na razie ładna, więc są na to szanse ;)

  16. saki2709 pisze:

    Niby byłam przygotowana na to, że to się jednak stanie, bo taka okazja często się nie trafia, ale… Jeff, jak mogłeś? I zero wyrzutów sumienia? serio? Zawiodłam się na tobie. Seks był dobry, ale… no ale przez te wszystkie porównania do Willa było mi po prostu smutno. Jestem za tym, żeby się wydało. Will zaczyna już coś podejrzewać, jak zobaczy, że brakuje płynu we fioleczce, to będzie niepodważalny dowód. Chyba że Ranger wymyśli jakieś wiarygodne usprawiedliwienie. No chyba że będzie miał na tyle jaj, żeby się przyznać. Will wyglądał na zazdrosnego, albo tylko ja tak widzę. W każdym razie to nie będzie dla niego przyjemna informacja, że Jeff „zdradził” go (tak, wiem, nie są parą, dlatego jest cudzysłów. Dla mnie było to jak zdrada, dlatego użyłam właśnie tego słowa). Ciekawe jakby się Jeff czuł, gdyby William poszedł do łóżka z kimś innym, a potem wychwalał, jaki to on jest niesamowity. Jak Will się dowie i da mu szlaban na seks, to dopiero Jeff będzie żałować. Dobra, kończę, bo zacznę zaraz wymyślać najróźniejsze kary dla Jeffka.
    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością i jestem bardzo ciekawa tego tajemniczego członka agencji. A coś mi mówi, że juź niedługo złożą mu wizytę.

    Pozdrawiam i życzę dużo weny, a przy okazji wesołych świąt, smacznego jajka i mokrego Dyngusa :*

  17. kan pisze:

    Niby nie są razem, jednak kiedy tak czytałem, to czułem jakby Willa zdradzał. I te wszystkie porównania do lekarza, wynika z tego w sumie, że z Willem to Jeff uprawia seks bo akurat jest pod ręką. Jakoś przestałem w tym momencie wierzyć, że jakieś tam uczucie się zrodziło, chociaż nadal mam nadzieję, że tak jest. Myślę, że Will się dowie, taki głupi nie jest a widział już, że Malvinowi wpadł w oko Jeff. Było już tak pięknie ;c

  18. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    Jefferson ty skończony dupku myślący zamiast mózgiem tylko swoim kutasem życzę Ci z okazji świąt wszystkich chorób wenerycznych jakimi tylko mógłbyś się zarazić :/.
    Buuuu nie lubię Jeffa całym moim zranionym serduszkiem :'(
    Cały czas miałam nadzieje że mimo wszystko odepchnie tego napaleńca ale gdzie tam…
    Najbardziej smutno mi było jak Jeff wrócił a Will tak się starał i był taki szczęśliwy. A nie powiem jak by Jeff podłapał jakąś chorobę weneryczną a Will by mu nie pomógł to byłabym bardzo szczęśliwa :D. Teraz do pełni szczęścia brakuje mi tylko super ciachowego Texas Rangera który na głowę pobiłby Jeffa i upatrzył sobie Willa, ojjj zdziwił by sie Jeff zdziwił! No nic nie ma co dalej przelewać mojej goryczy w ten komentarz trza iść szykować jajka do święcenia xD.
    Wesołych świąt i smacznego jajeczka no i weny :*

  19. TigramIngrow pisze:

    Powiem tak – seks był gorący, może przez ten numerek Jeffowi przejdzie chętka na topowaniu nad Willem, ale w sumie u nich to Will już się niemal utarł jako aktyw.
    Ja to jestem tylko ciekawa, czy się ta „zdrada” wyda. Will już coś podejrzewa, a jeszcze jak zauważy brak mazi w fiolce… Może być różnie. Chyba bym wolała, żeby się wydało.

  20. Hoshii. pisze:

    dziwka.
    tyle w kwestii komentarza.
    tak, doskonale zdaję sobie sprawę, że przecież nic sobie nie obiecywali, co nie zmienia faktu, że dziwka i Jeff ma kolejne minus 2oo do zajebistości. nie ma to jak pozytywnie rozpocząć dzień pracy ;3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s