Fanfic by O. – Małe co nieco

Charlie nie mógł przestać myśleć o tajemniczej blondynce, którą napotkał na schodach. Była taka zgrabna, a on nie wiedział jak się ma porównać do niej, jeżeli chodziło o fizyczność. On ma penisa a ona krąglutkie piersi. Chciałoby się rzec, że jest 1:1, jednak piersi są dwie, a penis jeden. Normalnie jak na boisku. Skonfundowany miał chęć na kawę, dlatego wyszedł z salonu. Nie chciał się chwalić tym, że jest zazdrosny, w dodatku zazdrosnym bez podstaw. Ona mogła być nikim, ale i każdym w życiu Rusha. Nie potrzebował też ironicznego spojrzenia Jasona na tą sprawę, ani szczebiotu Katy. Nell nie w temacie mogłaby mieć za dużo szczerej racji. A on nie był gotów na nią, jeśli miałaby być bolesna. Nie opodal salonu była dość dobra i mało znana kawiarenka. Idąc w jej kierunku nie wierzył, że wpadnie na osobę, na którą nie chciałby wpaść nigdy. Przynajmniej nie sam. Albo nieuzbrojony. Nie tak jak teraz, bezbronny. Jednak miał nadzieję, że mężczyźnie będzie śpieszno, nawet nie był ciekaw tego, co ten tu robi. Mógł sobie pogratulować pohamowania swej plotkarskiej natury. Ale na jego nieszczęście Mulat zatrzymał się przed nim:
—Yo.— Lenny skinął głową, chciał podejść do salonu pogadać z Jasonem, wracał z pracy na piechtę chcąc jakoś bardziej zmęczyć. Ale tak naprawdę wmówić sobie owe zmęczenie, by nie dobrać się do Ryana.
—Cześć— Charlie brzmiał dość luźno, co było nie lada wyczynem. W tym towarzystwie czerwona lampka paliła się jak najęta w nim. — idę na kawę— nie brzmiało to jak zachęta ani luźna propozycja a Lenny jednak spojrzał na niego inaczej.
— I ciastko— skinął głową do wizji jaka narodziła mu się przed oczyma.
— Co?— Charlie zbytnio nie załapał, albo i nie chciał.
— Jak kawa to i ciastko.— a dwa plus dwa to cztery. Co tu było niezrozumiałe?
— Pewnie jakieś kupie— młodszy przekręcił głowę nieco w bok— a chcesz też?— nie wierzył, że powiedział to na głos, a jednak stało się i obyło bez pioruna, tsunami i innych katastrof.
— Mogę.— wizja dobrego ciasta była przekonująca.
— To musimy przejść przez ulicę i będziemy na miejscu — długowłosy uśmiechnął się nieco szerzej niż rozmówca. Przynajmniej Lenny nie będzie wnikać w powody jego mniej radosnego nastroju.
W ciszy dotarli do lokalu. Oczy starszego od razu skupiły się na gablotce z ciastami. O tak, było tam jedno z jego ulubionych.
— Co dla panów?— od razu odezwała się krótko ścięta kelnerka.
— Dla mnie biała kawa i ptasie mleczko— Charlie długo się nie zastanawiał. Zapłacił za siebie i ruszył w stronę stolika pod ścianą na której był telewizor, blisko wyjścia. Dzięki temu, że kawiarenka duża nie była mógł usłyszeć zamówienie kolegi.
— Gorącą czekoladę i ciasto czekoladowo bananowe— podał banknot dziewczynie i nie biorąc drobnej reszty. Wierzył, że dzięki napiwkowi może dostać większy kawałek. Usiadł na przeciw Charliego, który siedział plecami do wyjścia i był pod wrażeniem tak słodkiego i kalorycznego wyboru.Długo na zamówienie nie musieli czekać i tak jak Lenny zakładał dostał porządny kawałek ciasta.Charlie zaczął od kawy prawie nie patrząc na Lennyego, który to łyżeczką wyjadał bitą śmietanę, jednak uniósł na niego oczy w swoim domniemaniu złym momencie. Łyżeczka z bitą śmietaną zniknęła w ustach zostawiając za sobą białe ślady na dolnej wardze i w kącikach ust. Nieco ostentacyjnie wgapiony śledził jak po wyciągnięciu łyżeczki resztki są zlizywane czubkiem języka. Od środka wargi aż po lewy kącik, przechodząc znów przez wargę do prawego bita śmietana zniknęła, a usta ułożyły się w ironiczny uśmieszek. Chłopak nieco lękliwie uniósł spojrzenie na zielone oczy, które jak zazwyczaj były świdrujące i drapieżne. Dlatego od razu pochylił głowę, by zakryć twarz kaskadą włosów. Upił łyk kawy, gdy Lenny westchnął zrezygnowanie sięgając do jego włosów dłońmi i odgarnął je za uszy kiedy nikt nie patrzył. Młodszego aż wbiło w krzesło. To nie były ręce, które uleczyły, ale które zabiły. (A wróżbita Maciej nie odbierał [musiałam xD]) Mulat przewrócił oczyma, nie był trędowaty ani nieźle wkurwiony, a tatuażysta trząsł się przy nim jak osika. Jednak był to przyjaciel Ryana, więc choćby chciał się podroczyć to nie mógł. Sam miał gdzieś zdanie Charliego ale nie chciał się kłócić z Księżniczką podczas ich abstynencji, przez którą już i tak byli podminowani. Policzył więc do dziesięciu i po łyku czekolady sięgnął widelczykiem do ciasta. W domu jadłby je trzymając w dłoni, ale nie chciał być postrzegany jako jaskiniowiec widząc maniery Charliego przy stole, z pewnością nauczonych od Rusha.
— Słodkie— powiedział na głos zgodnie z prawdą.
— Czyli takie jak lubisz— tatuażysta uśmiechnął się zadowolony, że weszli na luźne tory.
— W dodatku nie poskąpili banana, więc jest odpowiednio nawilżone.— Zajadał się ciastem, w myślach zapraszając już na nie Ryana.
— Ja tam lubię z galaretką. — Wypowiedź Lennyego nie dość, że była najdłuższa jaką słyszał to jeszcze dziwnie dwuznaczna przez ich wieczór z kartami.
— Jak sernik na ciepło? — Odparł nieco głupio bo ptasie mleczko w istocie było sernikiem na ciepło, tylko masa była bardziej jakby napowietrzona. Zauważył to dopiero gdy spytał, jakoś nie przypatrywał się ciastom bez czekolady.
— Lubię białe łakocie ukryte pod kolorową górą.— Zabrzmiało to trochę nie tak jak powinno. Ale Lenny nie wziął tego personalnie.
— Biała czekolada nie jest zła— pokiwał głową będąc w połowie ciastka— jako polewa albo zwykła tabliczkowa. — Dopił swoją gorącą.
— Nie wyglądasz na takiego, co lubi słodkie— w jednej dłoni trzymał filiżankę, w drugiej łyżkę na którą nabrał ciasta. Wolał nie myśleć ile jest sposobów by zabić sztućcami. Gdy Lenny spojrzał na niego pytająco dodał szybko— no cukier tuczy, a gdy graliśmy w kosza to widać było, że i kondycję masz i mięśnie.— No co, zdarzyło mu się nie raz, nie dwa zlustrować go od góry do dołu. — Katy cukier to chociaż w cycki idzie.— Zaśmiał się wiedząc, że gdyby miała przytyć gdzie indziej to w salonie byłby chyba armagedon jakby ktoś jej to wypomniał.
— Jak się dba tak się ma. — Starszy wzruszył ramionami nie potrafiąc sobie przypomnieć, czy Katy była bardziej biustciasta czy płaska. Jednak w jakiś sposób połechtało go mile to, że jego figura wzbudzała podziw. W końcu dbał o nią ćwicząc w robocie, czy grając w kosza, no i ograniczył spożywanie alkoholu.
— No…Jason dalej wygląda patykowato, ale już ponoć kondycja mu się poprawiła i nie ma wielkiego ciśnienia na papierosa jak zawsze. — Charlie próbował nie zrażać się wypowiedziami, które ucinały rozmowę niżeli dawały pole do popisu kolejnym treściom.
— Alex się już chwalił? —prychnął nieco, powoli dojadał swój kawałek ciasta gdy widział, że młodszy ma jeszcze połowę.— Fakt, czasem nie muszę mu dawać for. —dodał nieco rozbawiony, choć dla Charliego było to szok. Nie potrafił sobie przypomnieć śmiechu Lennyego, niby podczas wspólnego wieczorku były powody do śmiechu to jednak miał problem z przypomnieniem sobie tego.
—Nie no…Raczej Jason, że niby wraca do formy jak za czasów gdy grał dla kasy. — taka ciemna przeszłość nie przeszkadzała mu ani trochę do zawarcia bliższej znajomości. — Alex się takimi rzeczami nie chwali, o mamo..On by spojrzeniem zamroził każdego, kto o to spyta.
— Jason jest jeszcze ciepły.— Lenny nie mógł się już doczekać aż Charlie dopije swoją kawę i doje ciasto. Starał się zachowywać w towarzystwie, choć przy Ryanie dawno by zjadł i albo by czekał aż kochanek pójdzie w jego ślady albo by mu pomógł. Oczywiście po wcześniejszym upewnieniu się, że nikt nie patrzy.
— Racja — Charlie wymusił uśmiech. Komentarze tego typu uważał za dość osobliwe w wykonaniu Mulata. —W końcu dopił kawę a Lenny dojadł swoje ciasto nie czekając już na niego.
— Słuchaj, musimy porozmawiać. — mężczyzna wytarł usta w serwetkę, którą odłożył na talerzyk. Tatuażysta speszył się nie wiedząc o co może chodzić.
— Wohohoho ty zrywasz ze mną? — Lenny żałował że nie ma aparatu i nie może uwiecznić miny młodszego, gdy za tego odpowiedział pączek z reklamy Orbit.
— No wiesz, niczego sobie nie obiecywaliśmy —bawił się widelczykiem jak i młodszym. — Obiad skończony i to między nami też skończone— Banderas był ewidentnie po stronie Mulata. Długowłosy roześmiał się nie spodziewając się, że reklama może mięć taki wpływ na ich rozmowę i atmosferę między nimi.
— Jeszcze się nie zaczęło a ty już chcesz to skończyć? Ucinasz mi skrzydła?— pozwolił sobie na żarty pamiętając, że jest w miejscu publicznym.
— Mogę to przedłużyć o gumę. —Rzucił mu uważne spojrzenie, a gdy zobaczył powiększające się źrenice sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął lekko pogniecioną paczkę gum do żucia. — Ryan ma urodziny.
—No tak, pod koniec miesiąca.—Charlie dojadł swoje ptasie mleczko i sięgnął po gumę. Głupio byłoby nie wziąć, gdy telewizja ich poedukowała. Lenny również wziął sobie orbitkę zaraz po nim. — A co chcesz mu coś uszykować? —Tego to już się w zupełności nie spodziewał.
— Nie znam się na tym—odparł szczerze— myślałem, że ty coś wymyślisz.— Tak naprawdę chodziło o to, by mieć ich z głowy. Penis Ryana miał już być wygojony na ten czas i wiedział, że lepiej będzie gdy tyłek będzie go bolał po imprezce urodzinowej niżeli przed nią.
— Jasne! Moglibyśmy zrobić jakąś tematyczną, wiesz całe stroje a nie tylko wieńce z kwiatów— które notabene Katy uwielbiała— motyw filmowy byłby chyba najprostszy — już widział Rusha w stroju Batmana a siebie Robina. Albo Rush mógłby być Kapitanem Ameryką. Z rozmarzeń ściągnął go na ziemię beznamiętny ton Lennyego.
—Coś jak dzieciaki na Halloween? —nie przeżyje przebieranek. Poza tym poza Zieloną Latarnią nie orientował się w ciemnoskórych kreacjach.
— Dorośli też się przebierają— Charlie nie ukrywał oburzenia— Taka już jest tradycja. — Kelnerka z racji małego ruchu podeszła do nich by zabrać brudne naczynia.
—Coś jeszcze panom podać? —uśmiechnęła się do nich przyjaźnie.
— Nie, dziękujemy.— Lenny odparł szybko ale na uśmiech odpowiedział. Charlie tylko skinął głową i po chwili zaczęli zbierać się do wyjścia.
— Katy na pewno pomoże wam ze strojami— sam wolałby skupić się na swoim i blond księcia. W końcu musieliby wyglądać odjazdowo.
— W to nie śmiem wątpić. —Mulat wbił dłonie w kieszenie, gdy szli już w stronę salonu.
— A co cię tak w ogóle wzięło na imprezkę? — Charlie zerknął na niego zaciekawiony. Dzięki temu, że blond cizia nie przewinęła mu się ani razu przez myśl, był skory spojrzeć nieco przychylniej na starszego.
— Tak jakoś.— Nie powie przecież na głos, że chce w końcu pokochać się z partnerem bez zastanawiania się czy i kiedy ktoś wpadnie.
— A to chcesz to zrobić w domu?— wyrażenie „u was”, by mu nie przeszło nawet gdy był w swoim artystycznym światku.
— Może u Juana.— palnął bez namysłu. Latynos na bank by się zgodził, a oni nie musieliby nikogo nocować ani martwić się o alkohol.
— Świetnie! Moglibyśmy jakoś bar ozdobić, by było bardziej klimatycznie — zerknął na Lennyego, który patrzył przed siebie— mogę zrobić projekty— o tak, w głowie już mu powstawały obrazy.
— Idealnie.— Mulat nie silił się na entuzjazm, ten Charliego wystarczał w zupełności aby oniemieć pozostałych pracowników salonu, do którego w końcu dotarli.

3 thoughts on “Fanfic by O. – Małe co nieco

  1. Shivunia pisze:

    Jakie to było słodkie. A ile podtekstów latało XD Oj, dużo, dużo! Miałam wrażenie że czasami cała rozmowa jest z nich złożona. Trochę pogubiłam sie z tymi Orbitkami XD, ale to może wynik późnej pory.
    W ogóle, połączenie na jednym, że tak powiem, planie, Lennego i Charliego :D miodzio ;) Bardzo mi to pasuje. Zawsze moge sie trochę pocieszyć ze strachu Charliego i Lennowego „nie strasz go bo ksiezniczka będzie zła”. Przez to robią si uroczy ;)
    Fajna scenka ogólnie wyszła ;) dzięki bardzo :*

  2. O. pisze:

    Ach pomysł zaczerpnęłam z komentarza Ewciaka xD Sądzę, że chyba lepiej/łatwiej jest sobie ich wyobrazić podczas takiej rozmowy niż podczas igraszek xD Przynajmniej dla mnie, bo może ktoś ma lepszą wyobraźnię xD

  3. Katka pisze:

    Ten fik na jeden podstawowy minus – mam ochotę na ciacho! :( Boooże, te dokładne opisy smaków, samej czynności jedzenia, masaaaakra XD W ogóle to zazdroszczę Lenny’emu, że ma tyle ruchu i wygląda tak zajebiście przy tym, jakie słodkości może podjadać. Och, a do tego w łóżku codziennie biała czekolada XD No ale, ale, zaskoczona byłam, że wcisnęłaś w to Charliego, bo wiem, że za nim nie przepadasz, a jednak zdobył główną rolę! Super :D Podobała mi się ta rozmowa, haha, śmieszni są XD A i Lenniak słodki, że myśli o urodzinach swojego chłopaka :D Wyszło słodko!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s