Fire Dragon Tattoo Studio – 173 – Wielki potencjał

Jason, Kate i Charlie minęli się w progu mieszkania Mike’a z jego rodzicami. Starsi Spencerowie byli zaskoczeni ich widokiem, ale przywitali się uprzejmie, najcieplej zwracając się do Charliego, którego znali od lat. Chłopak też uśmiechnął się serdecznie, choć zwykle miał do nich mocny dystans. Wiedział, że Mike nie był nigdy przez nich tak doceniany, jak powinien, więc oczywistym było, że czuł do nich lekki żal. Tym bardziej, że długi czas kochał się w przyjacielu.
— Wchodźcie, wchodźcie — Mike zaprosił ich do środka, gdy odprowadził wzrokiem matkę i ojca aż do samochodu. Jechali na lotnisko, by znowu wybrać się na jakąś konferencję. — Kochanie, już przyszli, więc możesz wkraczać z ciastem! — zawołał przez ramię do Marg, która krzątała się po kuchni.
— No ładnie, będzie nawet ciasto — zachrypiał Jason, który nie miał pojęcia, dlaczego Kate i Charlie wyciągnęli go w ten piątkowy wieczór do Mike’a, ale długo się nie opierał. Nie miał nic lepszego do roboty. Alex i tak miał wrócić późno, bo z bratem „coś załatwiał”. Nie wnikał. Czasami wręcz mu się nie chciało, bo i tak zrozumiałby z jego przemowy pojedyncze słowa, a i tak by to nic, a nic nie zmieniło. Nie miał jednak do niego żalu. Rano zwykle po takich długich i samotnych wieczorach dostawał śniadanie do łóżka i jak mieli czas, to coś więcej. Jego facet starał się być sprawiedliwy, nawet jeśli nie umiał wyzbyć się swojego pracoholizmu.
— A coś ty myślał? I to jeszcze robione przez Marg. Mmm… będzie pyszne! — Kate zachichotała, pierwsza sadowiąc się na kanapie na środku salonu.
Mike uśmiechnął się pod nosem, a kiedy goście zajęli miejsca, podszedł do masywnego barku przy najdłuższej ścianie w salonie. Wydawało mu się, że kryła się tam butelka whisky i nie mylił się. Sięgnął po nią, w drugą dłoń udało mu się chwycić kilka szklanek i postawił wszystko na ciemnym, ciężkim stoliku, na środku którego od wczoraj stał spory świecznik w kształcie jakiejś mitologicznej kobiety z czterema rękami. Zakup matki. Nie wnikał.
— Twoi starsi dogadują się dobrze z Marg? — zagadał Charlie, przyjmując od Mike’a jedną szklankę, kiedy ten już rozlał alkohol i każdemu podał.
— I to jak! — usłyszał wesoły głos narzeczonej przyjaciela, która właśnie weszła do salonu z kryształową paterą na ciasta. Na niej stał tort z owocami i bitą śmietaną. Był bardzo ładnie przyozdobiony, a sama Marg w kremowej sukience z czarnym paskiem prezentowała się równie dobrze.
— Jestem pozytywnie zaskoczony ich reakcją, ale nie śmiem narzekać. — Mike uśmiechnął się do swojej dziewczyny i podał ostatnią szklankę Jasonowi, który zajął fotel. Sam poczekał, aż Marg postawi wszystko na stole i na moment objął ja w pasie.
— Myśleliśmy, że będzie gorzej, wiecie, po tej rozmowie, jak się dowiedzieli, gdzie pracuję — Marg kontynuowała temat.
— Tej co mi opowiadałaś? — Katy wtrąciła się, biorąc widelec i kradnąc trochę kremu.
— Tak. Ale kiedy poznali mnie lepiej, jakoś mnie chyba… polubili — Marg dodała nieśmiało, zerkając krótko na Mike’a, który cmoknął ją w policzek. — Polepszyło się też, kiedy dostałam awans i objęłam tak jakby… kierownictwo nad służbą pracującą głównie w najdroższych apartamentach w Tides i…
— Dostałaś awans? Super! — podchwycił Charlie i uniósł szklankę z uśmiechem. — To mamy więcej powodów do świętowania.
— Więcej…? — Jason tym razem nie bardzo zrozumiał, do czego odniósł się młodszy tatuażysta. To było podejrzane.
— Noooo, oczywiście, głuptasku nasz wyrośnięty, że więcej! Świętujemy dziś w końcu twoją starość! — Kate uśmiechnęła się szeroko do najstarszego tatuażysty, a Mike nie mógł powstrzymać uśmiechu.
— Katy, trochę subtelniej. Chociaż jest w tym dużo racji. Jason.
Charlie uśmiechnął się i pomógł Marg przełożyć po kawałku ciasta na przygotowane talerzyki, a w tym czasie Mike podszedł do szafki, na której zostawił prezent.
— Powinni tu jeszcze być Rush i Ryan z Lenny’m, bo dokładali się do tego prezentu, ale nie mogli za bardzo, więc robimy trochę za pośredników też — wyjaśnił, a kiedy głęboko zaskoczony tym wszystkich Jason uniósł się, Mike objął go po męsku i podał mu drewniane, dość ciężkie pudełeczko owinięte ładnie czerwoną wstążką. — Wszystkiego najlepszego, Jason.
— Wszystkiego najlepszego, stary smoku! — Katy też zostawiła ciasto i podeszła, aby się przytulić.
Chwilę później Jason stał z dłońmi wyciągniętymi przed siebie, trzymał w nich podarunek i był obejmowany przez dwie dziewczyny. Kiedy go puściły, Charlie także złożył mu życzenia, nie zapominając o kontakcie fizycznym. A tatuażysta stał w szoku. Czy aż tak wiele zmieniło się w jego życiu przez ten rok? Najwyraźniej tak, bo nie dość, że był na krótkim wypadzie z kochankiem, to jeszcze teraz właśnie uczestniczył we własnym przyjęciu urodzinowym.
— Dobra… tego się nie spodziewałem i mimo że nie ma zgaszonego światła i tony balonów wyskakujących na mnie ze wszystkich stron, to udała się wam, głupole, niespodzianka — wydusił w końcu, patrząc po ich twarzach. Wszystkie uśmiechnięte i naprawdę cieszące się z tego, że mogli coś dla niego zorganizować. Kurwa… powinien chyba zacząć się do tego przyzwyczajać. Najwyższy czas. Miał w końcu dwadzieścia dziewięć lat.
— Oj, otwórz już! — pisnęła w końcu Kate i usiadła z powrotem na kanapie, by Jason na spokojnie mógł zobaczyć, co dostał.
Reszta poszła śladem dziewczyny, w tym sam solenizant. Usadowił się na fotelu i rozwiązał wstążkę. Kiedy otworzył pudełko, okazało się, że skrywa ono w sobie zapalniczkę z grawerunkiem. Od razu poznał klasę wykonania. Do tego była wręcz elegancka papierośnica, która, co było zabawne w tym momencie, pasowałaby Alexowi bardziej niż jemu. Gdyby ten palił. W wyobrażeniu tatuażysty uwidoczniła się scena, jak ten wyjmuje z wewnętrznej kieszeni marynarki taką papierośnicę i nonszalancko ją otwiera.
Tak, to był zdecydowanie seksowny widok, ale postarał się teraz wyrzucić to z głowy na rzecz przyjrzenia się zapalniczce. Odstawił więc pudełko na kolana i wyciągnął ciężki, nieduży przedmiot. Zrobiona była w srebrnym kolorze, za to sam grawerunek był odrobinę ciemniejszy. Wyglądała na naprawdę dopracowaną, literki miały niesamowitą precyzję, a sama zapalniczka musiała sporo kosztować. Przesunął kciukiem po literach składających się w napis: „The heart of conflict”. Taki sam, jaki miał wytatuowany na klatce piersiowej. Do tego z drugiej strony, już drobniejszym pismem, widniała data 30 maja 2009 r.
Uniósł wreszcie wzrok na przyjaciół i aż się uśmiechnął, widząc ich pełne napięcia spojrzenie.
— Tak, podoba mi się — skomentował, wiedząc, że tylko na to czekają. Zaśmiał się przy tym krótko i otworzył zapalniczkę. Musiała być już napełniona, bo zapaliła się. — Dzięki — dodał krótko, może nawet za krótko, ale… czuł się wręcz dziwnie skrępowany. Nie spodziewał się tego wszystkiego. Rzadko kiedy w ogóle dostawał prezenty, więc nie bardzo umiał się w takich chwilach zachować.
— Nie ma za co, Jason, to drobny prezent od nas wszystkich. Tak na znak, że pamiętamy o twoich urodzinach i że wspólnie z tobą chcemy je świętować — Mike wygłosił krótką mowę, którą skończyła za niego jego dziewczyna.
— Więc jeśli mowa o świętowaniu, zapraszam na tort. Smacznego.
Jason odchrząknął i odłożył zapalniczkę do eleganckiego pudełka, żeby posłuchać grzecznie Marg i zabrać się za to cudnie wyglądające ciasto.
— Po tym wyciągam cię, Mike, na papierosa. Czuję, że zapalone tą zapalniczką będą jeszcze lepiej smakować — rzucił z lekkim uśmiechem i wsadził do ust kawałek ciasta. Jasny biszkopt, waniliowo-cytrynowy krem, poukładane owoce i masa bitej śmietany. Doskonałe. — Jak zwykle cudne, Marg. — Uśmiechnął się do dziewczyny miło.
— Mhm… Mike to szczęściarz — dodał Charlie, również skupiając się na cieście, chociaż często popijał je alkoholem, który też mu wybitnie pasował. — Więcej by się przydało okazji, żebyśmy mogli kosztować takie pyszności. — Zaśmiał się. — Ej, ale za niedługo rocznica studia, może coś zorganizujemy?
— Masz na myśli coś poza rocznicową promocją? — Mike uśmiechnął się, jak zwykle mając ten swój wspólny pierwiastek z Alexem. Czyli myśląc o pracy.
— Mike, przestań, bo dobijasz ludzi. Zorganizujmy jakąś imprezę albo jakiś wypad na niedzielę chociażby. Gdzieś w fajne miejsce, co? — Kate żywiej zapaliła się na propozycję kolegi.
— W jaki dzień w ogóle wypada rocznica? — zapytał Jason, bo nie chciało mu się sięgać do telefonu, by to sprawdzić w kalendarzu. Był w pełni zajęty delektowaniem się wytworem Marg, whisky Mike’a i zerkaniem na lakierowane, drewniane pudełko z prezentem.
Charlie szybko sięgnął po telefon i uśmiechnął się, gdy spojrzał na kalendarz.
— Za dwa tygodnie w sobotę, to tak akurat. W piątek by się zrobiło tę promocję, a w sobotę mamy wszyscy wolne, to byśmy coś mogli zorganizować — dodał z uśmiechem.
— Brzmi jak dobry plan. Mogłoby być miło — Marg poparła pomysł, który zaczął się powoli tworzyć.
— A gdzie chcecie, myślicie — Mike wzruszył ramionami na znak, że nieważne jakiego słowa użyje i tak go zrozumieją — to zrobić? Iść gdzieś do jakiegoś klubu, pojechać gdzieś? I czy wszyscy-wszyscy, czy jak? Pytam, Charlie, nie rób takiej miny, bo pewnie większość ja będę musiał załatwić.
— To jak wszyscy-wszyscy, to lepiej nie pub. Bo wyobraźcie sobie, jak… ile nas jest? Dziesięć? Jakbyśmy chcieli Nell zaprosić, to nawet więcej. I jakby się dziesięć osób tak wokół stoliczka upchnęło, to trochę dziwnie — zauważył młodszy tatuażysta i starł z kącika ust odrobinę śmietany. Przy tym się pochylił, a długie włosy poleciały mu prawie że do talerza.
— Jedz jak człowiek… — Kate fuknęła i założyła mu włosy na uszy.
— To może grill u mnie? Jest coraz cieplej — palnął Mike i na koniec wzruszył ramionami. — Ale to tak może wstępnie na razie, jako plan B, jeśli nie wymyślimy lepszej opcji?
— Grill to niezła opcja. Poczułbyś się jak mistrz ognia, Mike. Wyobraź sobie. Grill, ty i smażone mięso — Jason zachrypiał z lekkim rozbawieniem, ale opcja ta też wydawała mu się sympatyczna.
— Mogłabym zrobić sałatkę ziemniaczaną, a ogród jest duży, to ta nowa dziewczyna też mogłaby przyjść. Jeśli ma z wami pracować, miło byłoby ją poznać. — Marg dodała swoje, tak samo jak Kate swoją wątpliwość.
— A z facetem? Bo ona ma chłopaka.
— Chyba każdy przyjdzie ze swoim „plus 1”, więc chyba głupio byłoby ją na lodzie zostawić — zauważył trzeźwo Mike, napił się whisky i szybko przełknął, bo coś przyszło mu do głowy. — Ale! Żeby chociaż kilku z was przyszło wcześniej i pomogło z grillem, jakimś marynowaniem mięsa czy coś.
— Tylko żeby nikt mądry nie sugerował tego Ryanowi i Lenny’emu, bo się zatrujemy, a nie dobrze zjemy — wtrącił Charlie z uśmiechem, już skrobiąc łyżeczką po talerzu.
— Ale może by się czegoś nauczyli, jeśli by jednak przyszli pomóc — Marg z troską na twarzy popatrzyła na swojego chłopaka i jego przyjaciela. Wierzyła, że ci by sobie poradzili, jeśli by chcieli, w przeciwieństwie do kumpli Ryana.
Jason, Katy, Charlie i Mike obdarzyli ją pełnym powątpiewania spojrzeniem.
— Nie wiem… może… — mruknął Mike z małym przekonaniem. — Ale to ktoś musiałby nad nimi sterczeć i pilnować, czy dobrze wszystko robią, bo ja ich nie zostawię sam na sam z moją kuchnią. Samobójcą nie jestem, a nie wiem, jak bym wytłumaczył rodzicom, że połowa domu spłonęła. Nie uwierzyliby w „mamo, tato, to naprawdę zaczęło się od zagotowania wody na herbatę”.
Marg skrzywiła się, słuchając każdego kolejnego słowa. Do tego cała reszta nie dodała nic więcej, jakby całkowicie się zgadzała.
— No… to może. Jeśli tak twierdzicie. To wstępnie grill i Charlie i Rush przyjdą nam pomóc?
— Spoko, chętnie — zgodził się chłopak.
— My się z Juanem możemy zająć jakimś alkoholem. Juan się na pewno będzie chciał popisać drinkami — dodała Kate z entuzjazmem.
— To chyba mamy cały zestaw. Nie ma sensu, aby wszyscy przychodzili wcześniej wszystko robić, bo będzie zamieszanie. — Mike spojrzał na starszego tatuażystę. —Poinformujesz resztę i tyle. Z Alexem i resztą przyjedziecie trochę później.
— Mhm. Może zabierzemy Nell, jak w ogóle będzie chciała wpaść, żeby się nie zgubiła — dodał Jason, już tylko popijając whisky, wygodnie oparty o kanapę. — To ustalone?
— Chyba tak. Zabawimy się w sobotnie grillowanie, aby nie było za bardzo sztampowo. — Katy zachichotała, wyskrobując z talerzyka resztki ciasta. Marg, nawet nie pytając jej o zdanie, dołożyła jej kolejną porcję, za co została zmierzona ostrym spojrzeniem. — Bo będę gruba.
Jason spojrzał wymownie na Kate i dźgnął ją bezczelnie w żebra.
— Taa, bardzo… — zironizował. — Ale jedz, jedz. Upieczemy cię na rocznicę, będziesz daniem głównym.
— Jako ofiara złożona bogom tatuażu, by studio dalej działało. — Charlie zaśmiał się i jak tylko skończył mówić, zdał sobie sprawę, że chyba za dużo ogląda z Rushem ostatnio filmów fantasy.
Kate upewniła go o tym dobitniej, kiedy to jego, a nie Jasona spiorunowała spojrzeniem.
— Dzięki… Kołek w dupę i na ruszt. Ciekawe, czy ty byś się nadawał jako uczta ofiarna.
— Wiecie, że to bardzo dziecinne, o czym teraz mówicie? — Mike rzucił do nich karcąco jak ojciec, a Marg zachichotała.
— To niech się posprzeczają, a ty, szefuńciu, chodź zapalić — zasugerował Jason, unosząc się i sięgając do drewnianego pudełka po nową zapalniczkę. Z jakiegoś powodu ciekaw był, co powie Alex na jej widok. Powinna mu się spodobać. Z drugiej strony, zauważał, że był równie szalenie zakochany jak Charlie, z którego w swoim czasie się z tego nabijał. Definitywnie więc nie powinien teraz, patrząc na to z perspektywy, dawać się ponieść takiemu ciągłemu rozmyślaniu, co robi druga polówka. Ale… Obejrzał się na dalej dyskutujących Kate i Charliego, kiedy przytrzymywał drzwi do ogrodu, czekając na Mike’a. Z nim chyba mógł trochę pogadać o przeżyciach z wyjazdu nad jezioro. Tylko trochę przecież.

*

Charlie nie lubił, kiedy Rush pracował w soboty, ale ta sobota była inna. Wyjątkowa. Wreszcie Grey Tower zostało doprowadzone do stanu używalności, chociaż jeszcze jakieś drobne prace były tam wykonywane. Jednak z tego co chłopak się dowiedział, już od poniedziałku zaczną pracować w swojej nowej siedzibie, a on chciał zobaczyć, jak całość wygląda. Tym bardziej, że udało mu się skończyć dla Rusha obraz do jego gabinetu. Zjadł więc lunch w domu, zapakował obraz i wsiadłszy do samochodu, skierował się do dzielnicy Downtown.
Czuł ekscytację na myśl, co zobaczy. Strasznie podbudowywało go to, że miał takiego mądrego faceta, który zrobił taką karierę. To był niesamowity powód do dumy, którą odczuwał jeszcze bardziej, kiedy spotykał się z Rushem i swoimi rodzicami. Po tym, jak Ethan niespodziewanie go odwiedził, wybrali się z Rushem na obiad z rodzicami tatuażysty i ten wręcz naocznie widział słabo skrywany podziw w ich oczach. Na pewno nie wierzyli, że kiedykolwiek ich syn będzie miał takiego partnera.
Porzucił te rozmyślania po przyjechaniu na miejsce, bo jego myśli całkowicie zdominował widok biurowca. Nie mogąc się doczekać, aż ujrzy wnętrze, wziął pod pachę zapakowany w brązowy papier obraz i szybko wszedł do środka, a potem na piętro.
Przypuszczał, że po przekroczeniu progu zaatakuje go ascetyzm i przejrzystość wnętrza, ale i tak doznał szoku, kiedy zobaczył, jak wygląda gotowe biuro. Było bardzo jasne, światło z przeszklonej ściany wychodzącej na ulicę rozszczepiało się na zadymionych szybach tworzących ściany gabinetów braci, które znajdowały się po prawo od wejścia. Na środku był podłużny stół, wygodne, szare, skórzane kanapy oraz rolety na ogromne okna. Po projektorze zaczepionym pod sufitem Charlie domyślił się, że poza miejscem, gdzie ktoś mógł poczekać, można było też organizować tu prezentacje multimedialne. Lewą stronę całej przestrzeni należącej do firmy braci stanowiły mniejsze stanowiska pracownicze podzielone ściankami działowymi. Nie było ich wiele, ale każde było wyposażone w komputer i szafki na kod do przechowywania dokumentów. Uwadze Charliego nie umknął też kontuar przed biurami braci, za którym na pewno będzie stać jakaś sekretarka czy ktoś inny, kto będzie tu przyjmował gości i pracowników innych firm. Z tego co mu Rush mówił, na parterze wynajęli jeszcze jedno pomieszczenie na salę konferencyjną, ale tam chłopak jeszcze nie był. Bardziej interesowało go biuro kochanka, więc to właśnie do niego zmierzył. Znowu w sercu rozlało mu się ciepło, kiedy na drzwiach ujrzał plakietkę z nazwiskiem Rusha.
Zapukał dyskretnie, czując się, jakby wchodził do jakiegoś bardzo specjalnego miejsca, w którym trzeba zachować wyjątkową klasę i kulturę.
— Już idę — usłyszał zza drzwi i po chwili te się otworzyły. Jego jasnowłosy kochanek czekał na niego i teraz szczerzył się radośnie na jego widok. — Dzień dobry.
Teoretycznie nie powinien zamykać drzwi do gabinetu, kiedy nikogo nie było w siedzibie, ale wyszło inaczej. A poza tym, Charlie miał poczuć się, jakby naprawdę przychodził na rozmowę kwalifikacyjną.
Chłopak odchrząknął i nie potrafił powstrzymać się przed zlustrowaniem Rusha. Oczywiście widział go dziś rano tak ubranego, ale jakoś w otoczeniu, w którym się znajdowali, Rush wyglądał jeszcze bardziej poważnie, elegancko i seksownie. Pasowało mu to. Garnitur doskonale na nim leżał.
— Dzień dobry — odpowiedział i założył za ucho swoje rozpuszczone, kasztanowe włosy. — Mogę… wejść? — zapytał, ciekawsko zaglądając mu przez ramię.
— Oczywiście, proszę. — Rush odsunął się, jeszcze porozumiewawczo patrząc w oczy kochanka. Czy już na wstępie zaczynają zabawę, czy jeszcze chwilę czekają, skoro kochanek miał coś ze sobą.
Charlie z jednej strony chciał już, natychmiast mu pokazać obraz, ale rozsądek mu mówił, że lepiej to zrobić, gdy już opadną emocje, bo teraz ten nastrój wnętrza i w ogóle cała ta… biznesowa otoczka zachęcały go do zabawy. Nawet ubrał się odpowiednio, a przynajmniej na tyle, na ile pozwalała upalna temperatura. Wyglądał więc wyjątkowo schludnie w białej, cienkiej koszuli ze starannie dopiętymi guziczkami i w beżowych, prostych, lnianych spodniach.
— Dziękuję panu — odpowiedział grzecznie, dając do zrozumienia, że się „bawią” i wszedł do gabinetu swojego faceta.
Pomieszczenie było utrzymane w podobnym stylu co całe biuro. Schludnie, ze smakiem, łącząc w sobie kolory ciemnego drewna, szarej i czarnej skóry na meblach oraz biel szkła. Biurko było bowiem nowoczesne, jednak drewniane i zasłaniające nogi przy nim. Ekran komputera, a konkretnie kable od niego, były dyskretnie schowane, tak samo jak klawiatura i myszka, które musiały być w szufladzie biurka. Na blacie jeszcze leżała skórzana podkładka pasująca zarówno kolorem, jak i obszyciami do obrotowego fotela. Poza tym w gabinecie nie było wiele. Rush wynegocjował z bratem jednak sporą donicę, w której rosły pędy bambusa i nadawały pomieszczeniu więcej życia.
Rush jeszcze zmierzył gościa wzrokiem, kiedy ten wszedł, a następnie zamknął drzwi i podszedł do swojego biurka, jeszcze nie siadając.
— Proszę usiąść — zasugerował, wskazując jeden z dwóch wygodnych foteli przed biurkiem.
Charlie już poczuł, że zaczyna mu się robić ciepło na policzkach. Odłożył ostrożnie zawinięty obraz pod ścianą i wziąwszy głęboki wdech, zajął miejsce przed biurkiem.
— Ja przyszedłem postarać się o pracę — wydusił, patrząc z napięciem na twarz blondyna i dyskretnie przy tym rozpiął górny guziczek swojej koszuli.
— W takim razie proszę coś o sobie opowiedzieć — Rush zachęcił go ciepłym tonem, ale też przeszywającym spojrzeniem, również siadając na swoim miejscu.
Charlie uśmiechnął się, starając się grać lekko onieśmielonego, ale również figlarnego i kuszącego. Przekręcił się na fotelu, by siedzieć odrobinę bokiem i dawać Rushowi na siebie dobry widok. Niby przypadkiem zagryzł wargę i odpowiedział:
— Myślę, że mam duży talent do przewidywania oczekiwań przełożonych i moje talenty… pozwolą spełnić wszelkie pańskie wymagania. Bardzo bym chciał odpowiednio pana zadowolić i jestem bardzo… dostępny, a ciężka… fizyczna — podkreślił — praca nie stanowi dla mnie problemu. Wiem, że praca w biurze też wymaga dobrej kondycji.
Rush odchylił się na swoim fotelu i oceniającym wzrokiem patrzył na kochanka. Był uroczy i tak go bezpośrednio nęcił. Cieszył się, że chłopak ma już pracę i nie będzie jej zmieniał, bo po tym, co teraz słyszał, nie puściłby go na żadną rozmowę kwalifikacyjną.
— Jesteś dostępny… Hm, więc w razie konieczności, rzecz jasna, byłbyś w stanie zostawać po godzinach?
Chłopak od razu pokiwał głową na potwierdzenie, czując skradające się po skórze ciarki z podniecenia. To było takie… inne niż wszystko, co robił dotychczas. Nawet inne niż obciąganie za kontuarem czy pod drzewem, inne niż seks w samochodzie w starym warsztacie. Był w tak eleganckim miejscu, sam na sam z tym przystojnym mężczyzną i czuł się niesamowicie intymnie. Był pewien, że widać to na jego twarzy.
— Nawet z dużą chęcią. Chcę się sprawdzić w tej pracy, pokazać szefowi swoje oddanie… Jestem artystą, więc kreatywność w wykonaniu — zrobił lekka pauzę — zadań mogę od razu zapewnić.
— Dobrze to słyszeć. — Rush skinął głową z uznaniem. Nie spuszczał przy tym wzroku z chłopaka. — A powiedz mi, czemu chcesz akurat tutaj pracować? I jakie są twoje największe osiągnięcia?
Charliemu w uszach wręcz wibrował głos Rusha. Och, jak on go taki podniecał.
— Chciałbym tu pracować, bo dużo słyszałem o bardzo ciepłych stosunkach pomiędzy pracownikami — mówił zupełnie na żywioł, mimo że o pracownikach i atmosferze w firmie nie miał pojęcia. Ale przecież liczyło się, żeby rozmowa była erotyczna i podniecająca. — Chciałbym pracować właśnie w takim miejscu, gdzie szef daje pracownikom duże możliwości wykazania się. A moje osiągnięcia… — Przy tym tatuażysta nie wiedział, czy mówić o swoim faktycznym „ja”, czy udawać, że jednak jest z branży. Dlatego na moment się zaciął i tylko lekko zakręcił się w miejscu, nim odpowiedział. — Dotąd pracowałem w bliskim kontakcie z ludźmi, w pracy wymagającej całkowitego poświęcenia się klientowi, zaspokojenia jego pragnień, więc myślę, że to bardzo duży plus… w kontekście pracy dla pana.
— Niewątpliwie. Jak na razie widzę u ciebie same plusy albo zwyczajnie tylko je mi pokazujesz. Ale to też dobrze. Za cel stawiamy sobie wiarygodność, ale też chcemy, aby dobrze nas widziano. A wady? Jakie masz wady? — spytał i wskazał na siebie. — Każdy je ma, a dobrze by było… wspólnie się z nimi zmierzyć już od samego początku, jeśli zdecydowałbym się, aby cię zatrudnić.
— Mhm, rozumiem. Wady… może taka, że… — Charlie myślał usilnie i znowu niby przypadkiem czy z nerwów oblizał wargę. — Że dotąd nie pracowałem jeszcze dla tak poważnej firmy i tak znaczącego mężczyzny, więc jestem trochę nieśmiały i nie wiem, czy znam granice, których nie powinienem przekraczać. Ale chciałbym przełamać tę nieśmiałość i niepewność, żeby móc pana odpowiednio zadowolić.
— Podoba mi się to, co mówisz. Ale nadal muszę mieć pewność, że faktycznie oddasz się pracy… — Rush odetchnął ciężko i wsuwając dłonie w kieszenie, zakręcił się trochę w prawo, trochę w lewo na fotelu.
Charlie milczał przez moment, tylko patrząc w jasne oczy mężczyzny i namacalnie czując, jak gorąco jest pomiędzy nimi. Przesunął palcami po dolnej wardze, znowu odsunął od twarzy włosy i z mocno bijącym sercem uniósł się z fotela.
— To może… żeby pana przekonać… — zaczął, powoli obchodząc biurko. — Po prostu pokażę, co umiem — skończył cicho, stając już obok niego i sunąc palcami po blacie.
Rush spojrzał na jego palce, potem na Charliego i chwilę nic nie mówił, jakby na coś czekał albo zastanawiał się nad czymś.
— Bardzo ci zależy na tej pracy, jak widzę — odparł i w końcu odwrócił się do chłopaka przodem.
Spojrzenie brązowych, wyraźnie pełnych żądzy oczu tatuażysty spoczęło na jego rozporku. Charlie jeszcze teatralnie spuścił głowę, a potem powoli uklęknął przed Rushem.
Boże… był w tym luksusowym biurze, za biurkiem szefa tak prestiżowej firmy i właśnie z nim świntuszył. Brakowało jeszcze tylko, żeby po budynku kręcili się inni pracownicy.
— Chciałbym pokazać jak bardzo — odpowiedział, przełykając głośno ślinę i już z dołu spojrzał na blondyna.
— Ach tak… — Rush, który już zdążył oblizać usta, czując coraz silniejsze podniecenie, nie sprzeciwił się temu, co robił kochanek, tylko spokojnie, na ile mógł, obserwował go. — Powiedz tylko, czy na pracy, czy na uznaniu u nowego szefa?
— Myślę, że… w pierwszej kolejności zależy mi na tym, żeby szef był ze mnie zadowolony — odpowiedział chłopak, kładąc delikatnie obie dłonie na kolanach mężczyzny, po czym przesunął je po jego udach wyżej, aż dotarł do paska. Rzuciwszy jeszcze krótkie spojrzenie kochankowi, zaczął mu powoli rozpinać spodnie.
Ten tylko na niego patrzył. Nic nie mówił, jakby czekał, aż jego nowy pracownik weźmie się do rzeczy. Nie naciskał przy tym ani nie pospieszał, chociaż w głębi był strasznie rozpalony i coraz intensywniej myślał, jak wprosić Charliego pod biurko.
Z każdym ruchem chłopaka przekonywał się jednak, że nie będzie musiał naciskać, bo ten doskonale wiedział, co robić i jak faktycznie spełnić jego pragnienia. Nie dość, że po chwili zupełnie rozpiął mu spodnie i wyciągnął penisa na zewnątrz, to przesunął się tak, żeby nie być widocznym od strony wejścia. Rush więc musiał okręcić się na fotelu przodem do biurka, pod którym znalazł się chłopak. Widział, jak Charlie oblizuje usta i jak z wyraźną chęcią i niecierpliwością pochyla się do jego krocza. I wreszcie nadeszła błogosławiona wilgoć i gorąco, kiedy jego członek zanurzył się w ustach chłopaka.
Rush westchnął z ulgą. Jak mógłby inaczej, kiedy ukochane usta objęły jego członek, dając nadzieję na kilka cudownych chwil?
— Czuję w tobie… wielki potencjał.
Charlie pod stołem zamruczał cicho w podzięce na taki komplement, ale nie zamierzał odsuwać się od krocza Rusha. Uwielbiał jego kutasa. Był taki odpowiedni, sztywny i podniecający. Nie powinien się tym chwalić, ale miał spore doświadczenie i smak spermy Rusha chyba najbardziej mu odpowiadał ze wszystkich, jakie próbował. Zamierzał więc wyssać z niego, ile się dało.
Jego włosy falowały za każdym razem, kiedy poruszał głową w przód i w tył, dając oralną przyjemność swojemu kochankowi, a ten, jak początkowo chciał grać niewzruszonego, tak długo nie wytrzymał i w końcu położył dłoń na głowie kochanka. Uwielbiał czuć jego włosy pod palcami. Były takie miłe w dotyku.
Intymności i ekscytacji dodawała otaczająca ich sceneria. Sam fakt, że równie dobrze Alex mógłby siedzieć za ścianą jakoś dziwnie kręcił Charliego. Tego jednak nie zamierzał mówić Rushowi. Masował go tylko po udach, biorąc jego penisa w całości do ust i mlaszcząc, kiedy tylko było to możliwe. Jego policzki odpowiednio zasysały członek, a język stymulował go od spodu.
— Bardzo, bardzo dobrze… — Rush zamruczał nisko i z czystą premedytacją nadając swojemu głosowi bardziej brytyjski akcent. Wiedział, że Charlie to uwielbiał, a on uwielbiał, jak kochanek się ekscytował. Był wtedy niemożliwie uroczy i seksowny. Chociaż teraz, pod biurkiem, też sprawiał, że chciało mu się być znacznie głośniej.
Wręcz wyczuł, jak ciało Charliego zadrżało, a chłopak wysunął jego penisa na moment, by móc spojrzeć mu w twarz z dołu. Jego mocno zaczerwienione wargi i policzki dodawały mu uroku, podobnie jak teraz wręcz nachalne spojrzenie, które chłopak mu rzucił.
— O Jezu… Jak ty mnie taki jarasz… — wydusił Charlie, którego ciało od razu mocniej reagowało na brytyjski akcent i aby za długo nie skazywać penisa Rusha na oczekiwanie, ponownie, z zapałem wziął go do gardła.
Rush oblizał wargi, a między palcami przesunął pasemko kasztanowych włosów.
— To dobrze, bo jeśli chcesz mi się tak oddawać w pracy i tej pracy… to niech i ona sprawia ci przyjemność.
Charlie złapał się za krocze przez spodnie i stęknął, jakby chciał powiedzieć, że tak, zdecydowanie to, co robi, sprawia mu przyjemność. Ciągnął mu z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy, jakby nie zależało mu na niczym innym tak bardzo, jak na „zdobyciu tej pracy”. A do tego robił to na tyle dobrze, że Rushowi nie trzeba było dużo. Był więc bliski finiszu stosunkowo szybko i właśnie zaczął o tym ostrzegać Charliego.
— Umm… już… Chcesz spróbować? — zamruczał nisko, zaciskając, to rozluźniając palce na włosach kochanka.
— Mm… mm… — Charlie spróbował wydusić odpowiedź kilka razy, ale członek kochanka był zbyt kuszący, żeby się odsuwać. Udało mu się jednak w końcu i wymruczał: — Mhmmm. — Od razu też przyspieszył ruchy głowy, by dać kochankowi mocny, intensywny orgazm.
Rush stęknął głośno, napiął się bardziej, co tatauażysta mógł wyczuć pod palcami, które trzymał na udzie blondyna, aż w końcu ten z głośnym westchnieniem doszedł.
Przez myśl Charliego przeszło, czy mieli w tych pomieszczeniach kamery. Na szczęście, nawet jeśli tak, to chyba jeszcze żaden ochroniarz nie siedział przed monitorem, skoro oficjalnie kwatera miała zostać otwarta dopiero w poniedziałek.
Chętnie przełknął nasienie kochanka i dopiero po dłuższej chwili ssania członka, odsunął usta. Oblizał je, a potem spojrzał w górę na Rusha i uśmiechnął się szeroko, z dumą.
— Jak się sprawdziłem? — zamruczał kusząco.
Rush także się uśmiechnął, zwyczajnie nie mogąc inaczej, kiedy Charlie wyglądał tak urzekająco. Z różowymi ustami i takimi wypiekami. Był zwyczajnie niemożliwie pociągający.
— Bardzo, bardzo dobrze. Cudowny byłeś. Idealny wręcz.
Chłopak jeszcze bardziej się rozjaśnił i usiadł na piętach, sięgając dłonią do swojego krocza.
— Mmm… czyli nadaję się do zaspokajania szefa… Ale chyba zostanę przy robieniu tego po jego godzinach pracy. — Zaśmiał się i dopytał: — Mogę w łazience? Macie tu jakąś? Bo nie chcę ci podłogi tu zbrudzić.
— Mamy. A nie pomóc ci jakoś? Hmm? — Rush schylił się do kochanka pod biurko i pocałował go lekko w te słodkie usta. Miał wrażenie, że są jeszcze cieplejsze niż na co dzień.
— To chodź do łazienki — odpowiedział Charlie, unosząc się i od razu mocno całując kochanka. Był rozpalony tym obciąganiem i pewnie gdyby nie miał tak luźnych spodni, to boleśnie uciskałyby jego sztywnego penisa.
— Tak jest — Rush zamruczał nisko i chwycił kochanka za dłoń, odsuwając się z fotelem i w końcu wstając, aby iść z nim do toalety. Przynajmniej ją też zwiedzi i mogli dodatkowo pofantazjować, że robią znowu coś niegrzecznego w miejscu publicznym.
Charlie bardzo chętnie skomentowałby jakoś wystrój wnętrza całego biurowca, ale nie myślał teraz o niczym innym, jak o własnym spełnieniu. Dlatego nawet nie zauważył, że i łazienka była lepiej i ładniej wyposażona niż ta w jego domu. Kafelki w seledynowym kolorze, dużo jasnego drewna i wypolerowane na błysk metalowe części. Było też pachnąco i świeżo, chociaż Charlie miał wrażenie, że czuje tylko męski zapach kochanka. Tym bardziej w momencie, kiedy zamknął się z nim w kabinie, oparł plecami o drzwi i przyciągnął go do mocnego pocałunku.
Rush przylgnął do niego od razu i jedną ręką objął w pasie, a drugą położył na kroczu kochanka, przytrzaskując go do ścianki działowej. Było mu niesamowicie gorąco i perwersyjnie, kiedy wyobrażał sobie, że ktoś mógłby wejść do łazienki i myć dłonie w umywalce podwieszonej pod długim lustrem.
— Mm… Pamiętam, jak kiedyś pytałem… w jakim najdziwniejszym miejscu to robiłeś… — wydyszał Charlie, ogrzewając jego usta gorącym powietrzem i połasił się kroczem do jego dłoni. — Mówiłeś chyba, że nigdzie poza domem… — Zaśmiał się na koniec, rzucając mu figlarne spojrzenie.
— Więc teraz pomagasz mi to nadrabiać? — Rush zamruczał nisko i rozpiął spodnie kochanka, znowu go całując. Musiał przyznać, że bardziej obawiał się kiedyś seksu poza domem niż w tej chwili.
— Oj tak… Nie dasz rady inaczej, mając niegrzecznego chłopaka, który wszędzie myśli o twoim gorącym kutasie — odmruczał Charlie, podpierając się o jego ramię, bo miał wrażenie, że ma nogi z waty. Poruszył kilka razy biodrami, gdy poczuł dłoń kochanka na nagim penisie. — Och, to długo nie potrwa… — wydyszał.
— Uwielbiam, jak jesteś tak napalony — Rush wydyszał szeptem w usta chłopaka, mówiąc szczerze to, co myślał. Charlie był naprawdę czasami bardzo niegrzeczny, ale uwielbiał to w nim. Jak uroczo się doprasza, a jednocześnie jest na swój sposób taki przy tym niewinny. I niesamowicie seksowny w jego oczach.
Charlie uśmiechnął się, a potem jego twarz ściągnęła się w kolejnym spazmie przyjemności. Stęknął i oparł się bardziej na kochanku.
— Trochę na… mmm, na bok stań… — wydyszał, żeby nie ochlapać Rusha spermą, a kiedy tylko ten to zrobił, tatuażysta nagle doszedł na jasne kafelki i ściankę działową naprzeciwko. — O kurwa…!
Rush uśmiechnął się ciepło i pocałował chłopaka w policzek, nadal trzymając w dłoni jego penisa. Lubił go, zresztą jak całe ciało kochanka.
— Jak tam mój śliczny?
Charlie wziął kilka głębszych oddechów, nim spojrzał na Rusha.
— To, co zrobiliśmy od mojego wejścia do biura do teraz, nadawałoby się na niezły scenariusz do pornosa — rzucił żartobliwie, opierając tył głowy o ściankę za sobą.
— Tak myślisz? I oglądałbyś takiego pornosa?
— Jakbyś w nim grał? Tysiące razy!
— Tylko że ty też musiałbyś w nim grać. — Rush w końcu schował penisa kochanka do bielizny i jeszcze pocałował go w policzek.
Charlie uśmiechnął się do niego i schylił się po papier toaletowy, żeby po sobie posprzątać.
— W ogóle, Rush, ale ty masz tu ładnie! Super zaprojektowane. Pewnie nie oszczędzaliście na projektantach, co nie? U nas to wiesz, wszystko szło na żywioł, według naszej inwencji — mówił, kucając i ścierając spermę.
Kochanek w tym czasie wyszedł, aby umyć dłonie. Miał jeszcze dziś spotkanie, więc wypadało, aby miał czyste ręce.
— Alex załatwiał większość takich rzeczy. Ale faktycznie, trochę kosztował projekt i to wykończenie. Jest jednak funkcjonalnie, więc starczy na długo. Mamy nadzieję.
— I cieszę się z tych kolorów, które masz w gabinecie. Mój obraz powinien do nich pasować — odpowiedział Charlie z entuzjazmem, chociaż w duchu trochę się denerwował tym, czy kochankowi w ogóle spodoba się jego dzieło.
Uniósł się, wyrzucił do toalety papier i spłukawszy wodę, podszedł do umywalki.
— Właśnie, musisz mi go pokazać! Jestem bardzo ciekaw, co dla mnie namalowałeś. Będzie to niczym takie wielkie zdjęcie, którym będę mógł się chwalić, jakiego cudownego mam partnera. I jakiego zdolnego. — Rush ożywił się znowu. Taki uśmiechnięty i w garniturze wyglądał powalająco.
Charlie lekko się zaróżowił na policzkach. Rush chciał się nim chwalić… To było strasznie miłe. Z nikim dotąd nie czuł się tak kochany.
Kiedy umył dłonie i je wysuszył, pocałował kochanka w policzek i pogłaskał go po karku.
— To chodź. Zobaczysz, czy w ogóle ci się spodoba — rzucił, ciągnąc go za dłoń z powrotem do gabinetu.
— Na pewno mi się spodoba. Nie biorę pod uwagi żadnej innej opcji, jeśli ty to malowałeś.
Charlie zaśmiał się i już w gabinecie pochylił się do obrazu. Nie był jakiś wielki. Taki odpowiedni. Dłuższy bok miał pół metra, a całość została ozdobiona prostą, drewnianą ramą. Kiedy tatuażysta odwinął brązowy papier, uniósł go nieco wyżej, żeby Rush mógł go dobrze obejrzeć. Teraz więc widać było dokładnie sylwetki pary trzymającej się za ręce. Jedna postać miała długie włosy, ale nie dało się ujrzeć szczegółów, bo głównym elementem był zachód słońca. Do tego domek na plaży i bardzo ładnie zgrane kolory pomarańczy, granatu i czerni.
— I co myślisz? — Charlie spojrzał z napięciem na twarz kochanka.
Ten nic nie mówił, tylko coraz szerzej się uśmiechał, wpatrując się w obraz. Było mu tak ciepło na sercu, jak na niego patrzył. Był odpowiedni. Niekrzykliwy, ciepły i o odpowiednim znaczeniu dla niego. Dla nich obojga.
Dalej nic nie mówiąc, odwrócił się do Charliego, chwycił go po bokach twarzy i pocałował.
— Piękny. Dziękuję.
Z serca tatuażysty spadł ciężki kamień. Dodatkowo Charlie odetchnął i ostrożnie odstawił obraz. Nie umiał się nie uśmiechnąć po takiej reakcji Rusha.
— Super! To jak będziesz miał czym, to sobie to jakoś powieś, może na tej ścianie. Światło z okna będzie go oświetlać — zasugerował, wskazując na ścianę po lewo od wejścia. — I w ogóle to prezenty się udają. Nie mówiłem ci, bo zapomniałem, ale wczoraj Jasonowi dawaliśmy ten prezent i też się ucieszył.
— Och, to super. Czyli jak zwykle moje kochanie ma najlepsze wyczucie smaku. Ale bardzo się cieszę. Obraz będzie wyglądał cudownie. I to jeszcze taki z dedykacją. Jestem szczęściarzem! — Rush zaśmiał się i przyciągnął do siebie Charliego za talię. Pocałował go w policzek z rozkochanym spojrzeniem.
Chłopak objął go za szyję i uśmiechnął się szeroko.
— Mhm… A może teraz jakaś kawa albo coś? Posiedzę chwilę i wracam, bo ty jeszcze tu masz coś do roboty, nie?
— Tak, jeszcze mam umówione spotkanie, ale kawę możemy się napić i popatrzeć na twoje dzieło. — Uśmiechnął się, sugerując gestem, aby Charlie poszedł za nim, kiedy ruszył do innego pomieszczenia, gdzie znajdował się ekspres.
Spędzili razem jeszcze prawie pół godziny. Po wypiciu kawy i snuciu planów na dzisiejszy i jutrzejszy wieczór, Rush oprowadził Charliego po całym biurowcu. Pokazał mu gabinet Alexa, który był bardzo podobny do jego, chociaż wyglądał na surowszy. Zaprowadził go też do dużej sali konferencyjnej, której środek zajmował bardzo długi, mahoniowy stół i ekran do projekcji prezentacji. Potem wrócili na górę i pożegnali się już w gabinecie Rusha.
Charlie wychodził z satysfakcją po cudownej, erotycznej zabawie i po pozytywnym odzewie na jego obraz. Nawet się nie zastanawiał, z kim może Rush mieć spotkanie, ale dowiedział się, kiedy już schodził po schodach w dół i niemalże wpadł na pewną postać.
— Ou… Sorry.
— Och, to ja przepraszam. — Młoda dziewczyna o ciasno zaczesanych w koński ogon włosach i w garsonce uśmiechnęła się ładnie i odsunęła trochę na bok, aby łatwiej było przejść.
Charliemu nie umknęło, że była bardzo atrakcyjna, wysoka, z apetycznymi kształtami i jaśniutkimi włosami. Mimo że był gejem, zlustrował ją z góry na dół i coś dziwnie go ukłuło, gdy pomyślał, że i Rush by tak zrobił.
— Spoko… — zdołał tylko to wydusić, bo był jakoś dziwnie zaskoczony jej widokiem. Przepuścił ją więc przodem.
Młoda kobieta podziękowała i ruszyła w górę schodów. Musiała być tą osobą, z którą był umówiony jego facet, bo w budynku nie było niczego innego poza siedzibą braci Grey.
Charlie więc tylko stał w miejscu jak wcięty i dopiero po minucie się otrząsnął. Ruszył na dół z nieprzyjemnymi myślami, po co też Rush miał się spotkać z jakąś ładną blondynką…

20 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 173 – Wielki potencjał

  1. Em pisze:

    „Mogłabym zrobić sałakę”
    „nadając swojemu głowowi”

    „— Dzięki… Kołek w dupę i na ruszt. Ciekawe, czy ty byś się nadawał jako uczta ofiarna.” – śmiechłam srogo

  2. Katka pisze:

    Saki, nieważne, że późno, ważne, że w ogóle :D Oczywiście Jason nie miał innej opcji niż ucieszenie się – gdyby było przeciwnie, Katy by go zjadła XD Rynna przygotowująca jadło to dobry tytuł na horror. Nie polecam XD A rozmowa kwalifikacyjna – fakt, jest to jakaś opcja dla tajemniczej blondynki. Zdrada jednak wciąż pozostaje opcją drugą XD Pytanie, jak to jest u słodkich gołąbeczków, czy cały czas byliście mamieni wiernością księcia, czy jednak panna przyszła po coś innego. Ale jeśli tak, to po co…? Dzięki za literówki, poprawiłam :) Pozdrawiamy również i życzymy udanego tygodnia :)

  3. saki2709 pisze:

    Trochę późno, ale komentuję.
    Fajnie, że Jasonowi podobał się prezent. W sumie to nawet nie przyjmowałam do wiadomości, że mógłby mu się nie spodobać, ale to szczegół.
    Nie mogę się doczekać tego glilla. Rozwaliła mnie wizja Rynny przygotowującej jadło na grilla. Albo by wszystkich potruli, albo kuchnia wyglądałaby jak pobojowisko XD No, chyba że Marg by przy nich stróżowała i czuwała nad każdą czynnością.
    „Rozmowa kwalifikacyjna” bardzo fajna. Ich szczęście, że Alex do nich nie wpadł w trakcie tej „rozmowy” XD.
    Ciekawa jestem, kim była ta dziewczyna. Najbardziej prawdopodobne jest to, że przyszła na rozmowę kwalifikacyjną, ale taką prawdziwą, dajmy na to na funkcję sekretarki, czy kogo tam. Nie przyjmuję do wiadomości, że Rush mógłby zdradzać swoją ptaszynkę. Oni są zbyt idealni. Takie słodkie gołąbeczki. Oczywiście, ich początki miały wiele do życzenia, zwłaszcza ze strony blond książątka. Ale to jest za nimi i teraz są idealną tęczową parką. Jeśliby to jednak była prawda i Rush robi jakieś skoki w bok, to… będę zła. Bardzo zła. Chociaż to jest ostatnia rzecz, jaką biorę pod uwagę. Co nie zmienia faktu, że Charlie może sobie trochę pobyć zazdrosnym. To chyba tyle.

    „— W jaki dzień w ogóle wypada rocznica? — zapytał Jason, bo nie chciało mu się sięgać do telefonu, by to sprawdzić kalendarz.” – „w kalendarzu”.
    „Marg, nawet nie pytając jej o zdanie, dołożyła jej kolejną porcję, za co została mierzona ostrym spojrzeniem.” – a nie „zmierzona”?
    „Nawe ubrał się odpowiednio, a przynajmniej na tyle, na ile pozwalała upalna temperatura.” – „Nawet”.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  4. Alegz pisze:

    Poza tym… niepowtarzalna autorka tego wspaniałego opowiadania kocha nas na tyle, że NA PEWNO NIE WYSKOCZYŁA BY Z JAKĄŚ ZDRADĄ, O NIE XD Uczucie do nas jest zbyt mocne by ranić nasze małe, kruche serduszka <3 ;_; XD

  5. Katka pisze:

    Alegz, może masz rację XD Biedny Rush, co też by go spotkało, gdyby zdradził Charliątko… a jeśli rzeczywiście go zdradza, to już powinien się wyprowadzać z Miami na Sybir, może tam nikt go z Was nie dorwie XD

    Basia, hehe, no tylko tego by brakowało, żeby Alex się pojawił w gabinecie Rusha podczas całej tej rozmowy kwalifikacyjnej. Chyba nie uwierzyłby, gdyby chłopaki powiedziały, że to właśnie to XD I myślę, że nie byłby kontent z takich zabaw w nowej firmie. No ale, ale, czego Alex nie widzi, tego jego sercu nie żal XD Dziękujemy za wenę, kolekcjonujemy chętnie :)

  6. Basia pisze:

    Witam,
    niespodzianka się udała, Jason zaskoczony i to bardzo, ciekawe co Alex powie na temat tej papierośnicy i zapalniczki… Marg dostała awans na kierownicze stanowisko. A scena w biurze Rush’a i ta cała „rozmowa kwalifikacyjna” boska, czasami myślałam, że tak nagle Alex zajrzy do gabinetu brata… „ochrzcili” już gabinet Rush’a i toaletę, może, może jeszcze trzeba u Alexa…. chociaż ten pracocholik raczej rzadko kiedy będzie opuszczał swój gabinet… sama nabrałam takich samych wątpliwości jak Cherlie, oby Rush nie zamierzał robić jakiegoś skoku w bok…
    pomysłów i weny życzę..
    Pozdrawiam serdecznie

  7. Katka pisze:

    Rehab-e, cóż, z drugiej strony może Rush tak mieć, że wiesz, nie łączy za bardzo zdrad i bycia z Charliem, nie zestawia tego i kochając Charliego i tak „się puszcza”, odcinając się emocjonalnie. Ale to zawsze takie gdybanie, póki nie wie się na 100%. Bo oczywiście nic nie zdradzę, niemniej… wszystko jest możliwe. Istnieje jak widać wiele wyobrażeń, po cóż to tam ta blondzia poszła :)

  8. rehab-e pisze:

    Jason na urodzinkach, uroczo ^^
    no i Rush z Charlie’m fajnie się bawili HYHY
    do czasu…
    ale nie wydaje mi się, żeby Rush był w stanie zdradzić Charlie’go…
    i mam nadzieję, że się nie mylę, bo jeśli by to zrobił to tylko świadczy o tym, że tak naprawdę nigdy go nie kochał… ;/
    w ogóle ta blondzia to może w sprawie pracy, czy coś ;p

  9. Katka pisze:

    Yaoistka, właśnie, Rush jest bi, a do tego nie raz już zdradzał, co prawda na początku, ale Charlie bardzo dobrze to pamięta. Więc takie sytuacje troszkę ruszają jego serduszkiem :) A co do obrazka… Cóż, jedyny wniosek pozytywny: będziesz na przyszłość wiedzieć, co zrobić, aby uniknąć takich sytuacji. Czyli dać link do oryginału i przede wszystkim zapytać samego autora, czy sobie tego życzy. Czasem nawet, jeśli ma się prawie 100% pewności, że to szablon, ale nie do końca jednak, to warto zapytać. Niczego na tym nie stracisz, a można uniknąć takich sytuacji ;)

  10. Yaoistka^^ pisze:

    Mrrrr *.* Rozdział super *.* Jestem… kurcze ale sceneria! Jason na urodzinach , mrrr kochany skoczek! :)

    A potem Charlie i Rush ^^ Biuro…puste ^^ Mrrr poszłyście na całość, naprawdę fascynujący rozdział! ^^ A końcówka jak zwykle zostawiła niedosyt =.= Charlie … zazdrosny? myślałam że mu przeszło, ale oczywiście Rush jest bi więc… no cóż…

    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdzialik. ^^ Weny ;)

    ps: Zrobiłam obrazek w GIMPIE, odrysowałam od jednego (akurat polskiej autorki) myślałam że to base i td. więc dla samej przyjemności sb go zrobiłam… i już mam problemy że niby go ukradłam… no cóż, nie znam się na GIMPIE i szukałam dodatkowo obrazek bardzooo przypominający żeby lepiej było mi narysować i co? dostałam opieprz na stronie oryginału :/

    „Zdaje się, że jakaś smarkula przerobiła Twój obrazek na art do jednego chorego doujinu. Źródło podała dopiero niedawno, robiąc przy tym wielką łaskę (do wglądu w komciach).”

    http://okami123450.deviantart.com/art/Czarna-Walkiria-442962008
    a to ten obrazek, pod nim jest link do oryginału. :/ a i dodaje obrazek przez który myślałam że ta poza to base, wiecie ile jest base? masakrycznie wiele… więc…

    No cóż…. źle bardzo zrobiłam, jestem tak wkurzona że…mam ochotę coś rozwalić, rozumiem bardzo, że nikt nie lubi jak się używa jego prace do robienia swoich itd, wiem że w jakiejś części splagiatowałam ponieważ odrysowałam prawie wszystkie kontury na swoją wizje… przepraszam że zaciepuje was tutaj moimi problemami =.=

    Pozdrawiam i weny! :)

  11. Katka pisze:

    kaczuch_A, hehehe, lubię takie rozkminy, kiedy zapowiada się na coś, a Wy kombinujecie i bierzecie wszystko pod uwagę. Każdy spojrzy na sprawę z innego punktu widzenia i wychodzą różne wnioski. Bardzo mi się podoba, że w jakiś sposób ufasz Rushowi. To urocze. Och, a wszyscy wiemy, że Charliątko ma z kolei różne zapędy po alkoholu i w ogóle XD

    O., i proszę, kolejny wniosek. Kobitka bez wpływu ba ich związek, a przyczyna awantury. Och, ile ludzi, tyle opinii, to lubię :D A potem ten, którego wersja się sprawdza, może być z siebie dumny XD To na swój sposób zabawne. Co do Jasona – myślę, że na tatuaże jeszcze troszkę miejsca ma ;) Coś gdzieś by na pewno utknął, ale na razie nic się nie zapowiada. Och, a Alex i zabawa w pana nieprzystępnego… so hot! On się nadaje do takiej roli :D

  12. O. pisze:

    Mhm, czyżby dziewczę to rozmowy o posadę sekretarki? xD Czująca możliwość dobrego ożenku? xD Nononono Charlie musi się postarać jak Rush wróci do domu xD Pewnie podpyta, zrobi awanturę i albo się schleje albo się pogodzą xD Bo to zawsze może być kobitka co żadnego wpływu na ich związek nie będzie miała xd Ale wiadomo nutka niepewności nikomu nie zaszkodziła ;)) Hah i może Gołąbki własne porno nagrają?

    Jak Jason wyobrażał sobie Alexa trzymającego popielniczkę tak ja wyobraziłam sobie dla niego kolejny tatuaż- dłoń Alexa z zapalniczką z płomieniem xD Może mu się go uda gdzieś na ciele upchnąć xD Ciekawi mnie też, czy spyta Alexa czy ten nie chciałby się pobawić w pana nieprzystępnego z zapalniczką w dłoni co by tak ją zapalał i gasił xD <33333333333

    Weny Piękne <3 <3 <3 !!!!!

  13. kaczuch_A pisze:

    Węszymy dramę~! Jak widać czytelnicy mają na to zapotrzebowanie, huehue~! Trza wprowadzić ciutkę zazdrości. Osobiście nie sądzę, żeby Rush jakoś mógł swoją ptaszynę zdradzić, chyba że jest tak zajebistym aktorem, że nikt się nie połapał w tym, że ptaszyny tak mocno nie kocha. Nie leży mi to. Myślę, że jest szczery w uczuciach teraz. A jak się mylę to będę miała brechę xD prędzej widzę jak Charlie się do Ryana po alkoholu podwala xD

    Pożyjemy zobaczymy i chcę więcej~! Weny jak zwykle~!

  14. Katka pisze:

    Alegz, no wszyscy wiemy, że książątko ma takie zapędy… Zobaczymy, czy o to chodzi.

    Tigram, od razu mogę powiedzieć, że to nie Jeane, bo Jeane nie jest blondynką XD No chyba, że się zafarbowała, ale wtedy nie powiedziałabym, że to nie ona XD

    Arashaya, uuu jak poważnie, „pan Richard” XD To już nie przelewki! Biedny, musi się strzec.

    Marta, taaak, Jay był zaskoczony i to bardzo pozytywnie :D A co do pani, jak mówiłam Tigram, Jeane nie jest blond ;)

  15. marta696 pisze:

    Jason musiał być mile zaskoczony,,taką niespodzianka.Mam nadzieje ,że to była tylko Jeane a nie dupcia z którą zdradzi Charliego.

  16. arashaya pisze:

    O, o, o, o! Coś się dzieje! Jeżeli pan Richard zdradzi pana Charliego, to ukręcę łeb (tak, wiem, że to mało możliwe) i zakopię w najciemniejszej otchłani. Wahaha, będzie się działo~ Chyba xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s