Project Dozen – 5 – Mop w akcji

Trey już wiedział, że skoro zaspał na angielski, nie ma się co nadwyrężać i biec, by zdążyć na ostatnie dwadzieścia minut lekcji. Większy opieprz od nauczyciela by dostał, wpadając tak w środku zajęć, niż w ogóle nie przychodząc. Co mógł na to poradzić, że odzwyczaił się od wstawania tak wcześnie? Do tego Woody miał dopiero na dziewiątą, w przeciwieństwie do niego, więc jeszcze spał. Trey za to uznał, że w takim razie wyjdzie z nim.
Podarował sobie szturchanie kumpla, żeby wstał i po prostu włączył muzykę. I kiedy sam już próbował się ogarnąć, do uszu Woody’ego dotarły, o ironio, jeszcze bardziej usypiające rytmy piosenki „Sun is shining” Boba Marleya. Głos wokalisty jednak przebił się do jego świadomości, tak samo jak budzik, który zaczął dzwonić niespełna pół minuty po tym, jak rozpoczął się utwór.
— Już mogłyby być wakacje — stęknął, wyłączając go i podnosząc się z łóżka. Przeciągnął się i spojrzał na współlokatora. — A ty nie miałeś mieć teraz czegoś?
— Angielski. Zaspałem — wyjaśnił Trey, odwracając się do niego akurat podczas zakładania białego podkoszulka na swoje szczupłe ciało. Nadruk „Fuck war, make peace” nie wyglądał na specjalnie odpowiedni do szkoły, ale Trey najwyraźniej się tym nie przejmował. — Zaraz mam trygonometrię… I wciąż, bracie, nie wiem, dlaczego wybrałem akurat ją, jeśli chodzi o matmę.
— Bo liczysz, że w niej ci pomogę? — Woody odparł i znowu ziewnął, starając się jednocześnie nie patrzeć za długo na nagi brzuch kumpla. W ogóle powinno go nie być. By miał czas, aby zająć się sprawami związanymi z projektem. W spokoju mógłby odebrać pocztę, sprawdzić tego pagera, a tak będzie musiał się gdzieś zaszyć po pierwszej lekcji.
— Taa, to pewnie to — odmruknął Trey i sięgnął po plecak, by zapakować do niego jakieś zeszyty czy cokolwiek może mu się przydać w szkole. — Zmywam się wieczorem do miasta, bierzesz się?
— Nie wiem, ale pewnie tak. Gdzieś konkretnie?
Woody wstał. Musiał się ogarnąć i jak zwykle nie umiał znaleźć swoich rzeczy. Odzwyczaił się od pokoju. A kiedy już znalazł ciuchy, nie przejmując się Treyem, zaczął się przebierać.
— Na tyły Bounty? — Trey rzucił luźno, siadając na swoim niepościelonym łóżku i sprawdzając, ile zostało mu slimów w paczce. Chociaż pewnie i tak nie zdąży zapalić przed lekcjami.
Bounty było klubem połączonym z karaoke. W zeszłym roku chodzili tam często w towarzystwie kilku dziewczyn i kumpli z publicznej szkoły w mieście. Atmosfera była bardzo luźna, a „na tyłach” zwykle mogli zapalić i napić się bez spiny, że ktoś ich przyłapie.
— Spoko, to zabieram się. Chyba, że coś wypadnie, co nie? — Woody odparł, już zadowolony na myśl o wypadzie. Miał nadzieję, że nic nie pokrzyżuje mu planów. Jak chociażby wiadomość na pagerze.
— Luz, bracie. Idę do łazienki — odparł Trey i jeszcze przepiął pasek na inną dziurkę, bo miał wrażenie, że spodnie mu zaraz zlecą z tyłka. Zwykle wolał szelki, ale nie chciało mu się szukać ich w tym syfie. Jeszcze nie ogarnął wszystkich bagaży.
— Spoko. — Woody tylko skinął, nie patrząc już na kumpla. Czasu na maila nie miał, ale na szybko sprawdził pager.
Była wiadomość. Dostał pierwsze zadanie. Usiadł na łóżku i przeczytał.

„1# Szafka 389, kod 3684”.

*

Nie miał czasu sprawdzić tej przeklętej szafki przed pierwszą lekcją. Trudno by było wyjaśnić Treyowi, że nie mogą razem pójść na zajęcia, skoro obaj mieli trygonometrię. Co z tego, że na innym poziomie? Sale były niedaleko siebie. Dlatego okazja nadarzyła się dopiero po pierwszych dwóch lekcjach. Co prawda za kwadrans miał mieć geografię, ale przecież więcej nie trzeba na włamanie się do jakiejś szafki.
Szybko znalazł właściwą, a pamiętając kod, otworzył ją, nie zważając na nikogo wokół. Czym bardziej by się stresował, udawał, że nic nie robi, tym bardziej byłoby widać, że ma coś na sumieniu. A na razie przecież tylko wyjmował kopertę z pustej szafki. Za to nie grozi wydalenie ze szkoły. Był grzeczny.
W kopercie na kartce prostym drukiem napisana była treść pierwszego zadania. I może spodziewał się czegoś… poważniejszego, skoro był to tak ważny projekt, że zjechali się na niego profesorowie ze znanych uniwersytetów, ale… wiadomość wydawała się wręcz trywialna. Nawet mógłby powiedzieć, że głupia i niedojrzała. Mimo że profesorowie uprzedzali o tym, że zadania zaczną się od tych prostych, myślał, że to tylko czcze gadanie. Najwyraźniej nie. Chociaż miałoby to swój sens. Mogli zwyczajnie sprawdzać stopień poświęcenia, jakie są w stanie w to włożyć. Albo uważali, że są zbyt durni, żeby umieć szarpnąć się na coś więcej. Nieważne. Nie miał zamiaru narzekać.
Jeszcze raz spojrzał na karteczkę i uśmiechnął się.

„Zadanie nr 1: Zamknij w szatni przebierającą się drużynę futbolistów. Czas: do 6:00 popołudniu dnia dzisiejszego.”

I jak od razu wpadł na pomysł, jak ich zamknąć, tak nie miał pojęcia, kiedy ci mieli trening, a co za tym idzie, kiedy byli w tej szatni i kiedy się w niej przebierali. Musiał się tego jak najszybciej dowiedzieć. Ale jedno w tym było pocieszające: godzina, do której miał wykonać zadanie. Będzie mógł z Treyem pojechać do miasta.
Szybko zatrzasnął szafkę razem z kopertą. Ten, kto ją tam umieścił, na pewno będzie mógł ją wyjąć, a tam będzie bezpieczna i nikt się o niej nie dowie. Na pewno bezpieczniejsza niż w plecaku zwykłego ucznia. W końcu codziennie statystycznie dwadzieścia drugich śniadań było kradzione przez „elitę” szkolną. Byłoby kiepsko, jakby tym razem jakiś byczek zwinął razem z batonem kopertę z tajnego projektu.
Spojrzał na zegarek. Zostało mu osiem minut do geografii. Problemem było, że miał dzisiaj zajęcia aż do czwartej popołudniu, więc czasu na dowiedzenie się, kiedy jest trening futbolistów, nie miał wiele.
Poprawił plecak na ramieniu i przepychając się przez tłum uczniów, pobiegł pod ich szatnię, by to sprawdzić. Miał nadzieję, że będzie tam jakakolwiek informacja oraz że wyrobi się na kolejną lekcję.

*

W trakcie trzech godzin, do czasu, aż nie stał w korytarzu, czekając, aż futboliści znajdą się w szatni, dostał od Treya dwie wiadomości tekstowe. Jedna, że po lunchu idzie na skatepark i będzie tam pewnie do końca zajęć Woody’ego, by potem mogli pojechać do miasta. Druga, że umówił ich z dwójką kumpli, którzy z kolei przyprowadzą jeszcze trójkę jakichś znajomych. To znaczyło, że ten piątkowy wieczór mógł być całkiem przyjemny. W sam raz na zakończenie pierwszego tygodnia w szkole.
Teraz jednak Woody miał coś ważniejszego do zrobienia niż odpisywanie Treyowi. Był kwadrans po czwartej, on już był po wszystkich lekcjach, a teraz czekał, aż sportowcy wreszcie znajdą się w szatni.
Musiał przyznać przed samym sobą, że zaskoczył go fakt swojego szczęścia. Przypuszczał, biegnąc wcześniej do szatni, że te karki grające w futbol będą miały trening znacznie później. Zaskoczył się więc, widząc, jak pięknie zgrali się z końcem jego zajęć.
I teraz czatował, aż korytarz będzie pusty. Wąski, przeszklony z jednej strony i prowadzący wprost do oznaczonych znakiem szkoły i napisem drzwi z klasyczną metalową klamką. I otwierające się ku jego szczęściu do środka.
Zadanie z początku wydające się na proste, miało jednak haczyk. A mianowicie, jak zamknąć grupę szkolnych byczków i nie zostać narażonym na ich gniew? Woody w czasie przerw między lekcjami szukał otwartego schowka na miotły, a kiedy go znalazł, upewnił się, że ten nie zostanie zamknięty. Teraz, już z długim mopem w dłoni, co osobiście wydawało mu się wybitnie ironiczne, zaczajał się na drzwi do szatni. Nikogo nie powinno tu być, aż do końca zajęć, więc nikt ich szybko nie wypuści z zablokowanej szatni.
Chłopak starał się zachowywać jak najciszej potrafił i nie tracić klamki, za którą wsunął trzonek mopa. Skupienie odbijało się na jego twarzy, kiedy końcem mopa zahaczał o futrynę drzwi.
Nie podziwiał długo swojego wyczynu, tylko szybko się ulotnił, aby znaleźć kumpla. Musiał tylko pamiętać, aby się na imprezie za bardzo nie upić i aby w nocy sprawdzić maila, czy zaliczyli mu to niedorzeczne zadanie. I… cóż, jakkolwiek niedorzeczne nie było, dało mu całkiem sporo adrenaliny i satysfakcji. W końcu w jednym ze scenariuszy był on leżący na posadzce, a futboliści nad nim, kopiący go do nieprzytomności za ten idiotyczny wyczyn.
Skatepark, do którego miał dojść, znajdował się kawałek za boiskiem do koszykówki. Musiał więc przejść po kolei wzdłuż wszystkich innych, w tym obok tego do futbolu. Widział już na nim trenera drużyny, którą zatrzasnął w szatni. Mężczyzna wiózł po murawie duży kosz z piłkami, a na trybunach siedziało trochę uczniów. Niektórzy z książkami, inni z jedzeniem.
— Hej! — Nie zdążył zostawić boiska za plecami, kiedy nagle usłyszał, jak ktoś go woła. To znaczy w pierwszej kolejności nie wiedział, że akurat jego, bo nie kojarzył głosu, więc szedł dalej. Ale potem już się upewnił. — Hej, Woody!
Gdy się odwrócił, zobaczył, jak z trybun zbiega do niego… chyba jeden z dwunastki, która brała udział w projekcie. Blondyn z bardzo szerokim i wydatnym uśmiechem.
Zatrzymał się, czekając, aż ten podejdzie. Trzymał przy tym dłonie w kieszeni i zachowywał się, jakby nic się nie stało. Jakby za kilkanaście minut nie miało się okazać, czy jego „pułapka” na futbolistów miała zadziałać i czy ci się wściekną.
— Hej — przywitał się z blondynem, który był od niego trochę bardziej umięśniony, ale tego samego wzrostu. A Woody do tego nie pamiętał jego imienia.
— Nie wiem, czy mnie kojarzysz. Tomas Eng — przedstawił się chłopak, wyciągając do niego dłoń i patrząc mu w oczy z naiwną szczerością. — Też jestem w projekcie.
— Pamiętam. A ty pamiętasz moje imię — odparł uściśnięciem dłoni i lekkim, niezobowiązującym uśmiechem. — Coś konkretnego, bo szedłem spotkać się z kumplem?
— Ach… — Tomas lekko się strapił i szarpnął kilka razy troczki granatowej bluzy. — Nic konkretnego, tylko chciałem… W sumie powiedzieć, że widziałem, jak rano wyciągałeś kopertę i… Chciałem zapytać, czy to od Sam-Wiesz-Kogo. — Uśmiechnął się na koniec.
Woody zawahał się. Musiał na przyszłość jednak trochę bardziej uważać.
— Ta, ale nic ci do tego, Harry — prychnął z rozbawieniem pod nosem. „Sam-Wiesz-Kto” od razu skojarzyło mu się z Harrym Potterem, a że ten cały Tomas tak zaczął, to nie miał oporów, aby w tak nerdowski sposób odpowiedzieć.
Blondyn possał dolną wargę, rozglądając się.
— Niby nie… Ale ciekaw byłem… Ale chyba mi nie powiesz, co to było za zadanie. — Zaśmiał się na koniec.
— Nie, raczej ci nie powiem. Zresztą, chyba niedługo się okaże, jeśli się udało. A ty będziesz miał swoją szansę. Bo widzę — zaśmiał się i uderzył lekko chłopaka w ramię pięścią — że niecierpliwość cię zżera.
— Lubię rywalizację! — pochwalił się Tomas i odsunął z czoła kosmyk jasnych włosów. — Ale taką zdrową, więc… byłoby spoko poznać wszystkich uczestników. A ty jesteś bardzo inni niż reszta, twoje włosy… — Zaciął się, już chcąc powiedzieć, że włosy Woody’ego są „bardzo fajne”, ale nie był pewien, czy taki komplement do drugiego chłopaka nie byłby zbyt… gejowski. Dlatego szybko skończył inaczej, niż zamierzał: — Twoje włosy super by się nadawały do cospleya Jacka Sparrowa albo nawet Davy’ego Jonesa, ale trzeba by je było zafarbować na… wiesz… zgniłą zieleń — skończył płasko i poczuł się jak kretyn na tyle, że odmalowało się to na jego policzkach intensywną czerwienią.
Woody skrzywił się lekko, ale nadal z błądzącym na ustach uśmiechem. Chłopak był szalony, ale w zabawny sposób. I miał trochę racji. Poznanie przeciwników nie było złym pomysłem.
— Lubisz chyba filmy, co? — zagadał, mając nadzieję, że Trey się aż tak bardzo nie wkurzy za jego spóźnienie. Sam przecież częściej to robił.
— Jasne, możemy kiedyś jakiś razem obejrzeć. Znaczy z innymi uczestnikami — Tomas dodał szybko, czując, że znowu coś palnął. Cholera! Aż mu się gorąco z nerwów zrobiło. Ale skąd miał wiedzieć, że ten chłopak z bliska wygląda jeszcze lepiej niż z daleka i ma taki śmieszny kolor oczu i… i w ogóle? — Jest odjazdowe kino samochodowe na obrzeżach miasta…
Woody zmrużył oczy, przyglądając się swojemu rozmówcy. Zabawnie się peszył. I aż zaczął się przez to zastanawiać nad powodem.
— Spoko. Wszystko, aby poznać konkurencję? Nawet zapłacisz? — Zaśmiał się, sprawdzając takim niewinnym żartem jego reakcję. Sam wiedział, że zawsze z takiego nawet dwuznacznego żartu da się wybrnąć. Chociażby opanowaniem, którego mu nie brakowało, w przeciwieństwie do Tomasa.
Blondyn uśmiechnął się lekko bokiem ust, widząc, że Woody nie podchodził do niego jakoś wrogo. A raczej widział, że był już milszy niż na samym początku rozmowy.
— Jasne, co za problem? — Wzruszył ramionami, by pokazać, że nie stanowi to problemu. Chociaż dziwnie mu się to kojarzyło. Facet płacący za faceta… Trochę jak randka, ale przecież to Woody powiedział, więc chyba nie było w tym nic złego.
Drugi chłopak szerzej się uśmiechnął.
— Jasne, co za problem? Niemal jak randka. — Zaśmiał się tak, że ciężko było powiedzieć, czy robi to ironicznie, czy z sympatią. Klepnął w końcu Tomasa w ramię. — No, ale, to trzymam za słowo, stary. Spadam, bo jedziemy na miasto.
— Okej — odparł od razu blondyn, który wolał nie komentować pierwszego zdania. — To niech Moc będzie z tobą i miłego wieczoru z kumplem — dodał, uśmiechając się do niego.
Woody jeszcze obejrzał się za nim z rozbawieniem na twarzy.
— „Moc” — prychnął do siebie i ruszył na skatepark, by przekonać się, czy Trey już jest zły.
Zbliżając się do siatkowego ogrodzenia, już słyszał jakąś dudniącą, rytmiczną, choć niezbyt głośną muzykę. Przekonał się, że dochodziła z przenośnego radia, które ktoś postawił nieopodal. Na deskorolkach jeździła trójka jakichś nieznanych mu chłopaków, a kawałek dalej siedział Trey i popalał papierosa. Obok niego leżał plecak i deska, a kiedy zauważył Woody’ego, skrzywił się i zawołał:
— Zapomniałeś, co to jest komórka?
— Czekaj, czekaj, takie coś, co rano nas budzi? — zażartował i podszedł do kumpla. Ten, mimo swoich słów, przybił mu piątkę połączoną z uściskiem dłoni. — Kto ma jeszcze jechać?
— Zabieramy się z Lee, miałem mu puścić sygnał, jak będziemy gotowi. Na miejscu widzimy się z Tysonem, a on ma jeszcze zabrać jakichś swoich — Trey wyjaśnił, już się unosząc i zarzucając plecak na ramię. — Pasuje?
— Nie ma co nie pasować. To idziemy, tak? — Upewnił się, wstając także, mimo że sekundę wcześniej usiadł.
— Taaa. — Trey szybko puścił sygnał kumplowi i dopiero zgasił papierosa, by ruszyć za Woody’m. — Nie ma szans dzisiaj na nic lepszego, ale będzie shisha i alkohol. A i Tyson mówił, że może kumpel bi się pojawi — dodał bezemocjonalnie. Niósł pod pachą deskorolkę i w sumie zastanawiał się, czy jej nie zostawić, ale chyba nie chciało mu się zawijać do internatu. Może ją schować do bagażnika przecież.
Woody spojrzał na niego zaciekawieniem, ale i rozbawieniem wywołanym tą uwagą.
— To brzmi jak jakaś sugestia, wiesz? I pewnie jest tak bi, jak każdy gej, który nie wie, czego chce — podsumował, idąc z kumplem w stronę parkingu. W okolicy kręcili się inni uczniowie, a on chyba trochę żałował, że nie zobaczy wściekłości i prób wydostania się z szatni szkolnych futbolistow.
— Może. Wiesz, że się na tym nie znam, bracie — odpowiedział Trey i nawet chciał dodać coś jeszcze, ale w momencie, kiedy przechodzili od północnej strony szkoły, przez tamtejsze wyjście dosłownie wypadła zgraja sportowców.
Trey aż się zatrzymał, by na to popatrzeć, bo widok był dość osobliwy. Oczywiście nie raz widział, jak zaprawieni w boju chłopcy wybiegali z szatni z bojowym okrzykiem, by potem dać upust emocjom na boisku, ale to… nie był zwyczajny okrzyk. Warczeli na wszystko i wszystkich, których mijali, a ci najszybsi właśnie pędzili w stronę boiska, żeby, czego Woody był pewien, poskarżyć się trenerowi. Za to na samym końcu, kiedy już poczerwieniali ze złości futboliści wbiegli na boisko, wyszedł jakiś drobny chłopak w wielkich okularach. Trey i Woody byli na tyle blisko, że usłyszeli, jak bąknął do stojącego obok w równym osłupieniu jakiegoś przypadkowego ucznia:
— Ktoś ich chyba zamknął… Mało mnie nie zdeptali, jak wyjąłem miotłę…
Woody uśmiechnął się pod nosem. Czyli się udało.
— Jak bydło wypuszczone z ciężarówki na rzeź — rzucił do kumpla, naturalnie śmiejąc się ze swoich prześladowców i szkolnej opozycji. On z Treyem byli tymi wyluzowanymi, zbuntowanymi. Futboliści perełkami szkoły, którzy mieliby wszystkie dziewczyny. Mieliby, jakby nie była to szkoła tylko dla chłopców.
Trey uśmiechnął się kątem ust. Bawiła go ta sytuacja.
— Ktokolwiek ich zamknął, niech Bóg go błogosławi — odparł na poły prześmiewczo i skinął na Woody’ego. — Chodź, Lee pewnie już czeka.
— Jasne. I niech go błogosławi, o ile te inteligenty go znajdą — dodał, faktycznie mając nadzieję, że nikt akurat przy zamykaniu ich w szatni go nie widział. I co ważniejsze, nie podkabluje im. Nie chciałby być wtedy we własnej skórze.

*

Bounty znajdowało się w północnej części Newcastle. Żeby dostać się do głównego wejścia, trzeba było wjechać przez zawsze otwartą, wysoką, metalową bramę. Tam znajdował się dość obszerny podjazd, gdzie mogli zostawić samochód. Następnie w oczy rzucał się sklep zoologiczny, którego witryna teraz zasłonięta była brązowymi żaluzjami. Jego szyld był dużo większy niż biały, wąski napis „Bounty” nad drewnianymi drzwiami, wyglądającymi jak zwyczajne wejście do czyjegoś domu. Ale gdy tylko weszli do środka, od razu poczuli, że nie są w żadnym mieszkaniu.
Korytarzyk był wąski i zadymiony. Zapach był słodki, ale nie mdły, a do tego liczne sznureczki z koralikami co raz uderzały o ich ciała, gdy szli. Porozwieszane dzwoneczki także dawały o sobie znać.
Na lewo było wejście do głównego pomieszczenia barowego, w którym już widać było kilku gości. Oni jednak nie pokierowali się tam, a do schodków wiodących do piwnicy. Lee szedł przodem, po drodze z entuzjazmem witając się z gościem, którego minęli przy wejściu do toalety. Potem podążali już schodkami, aż trafili do ciepłego pomieszczenia obitego drewnem, na którego ścianach wisiały zdobne kocyki czy dywany. Jak zwał, tak zwał, Trey nigdy nad tym nie rozmyślał.
Pomieszczenie nie było całkiem puste. Na dwóch wielkich pufach siedziały już jakieś młode dziewczyny, na ławie za to dwójka chłopaków, którzy wspólnymi siłami rozpalali dużą fajkę.
— Siema — Woody przywitał się z nimi, ale nim podał dłoń na powitanie, rzucił plecak na kanapę. Nie chciał zostawiać go w samochodzie, bo nie było wcale tak pewne, czy wrócą z Lee, czy zabiorą się z kimś innym.
— Siema. Cześć — odpowiedziała reszta. Każdy mniej więcej burknął coś pod nosem. Jedna dziewczyna wykazała się większym entuzjazmem, ale to tyle. Woody kojarzył niektóre twarze z widzenia.
Jednym z rozpalających fajkę chłopaków był oczywiście Tyson, brat właściciela tego przybytku. Najstarszy z zebranych, bo już po dwudziestce, dzięki czemu mieli szansę na alkohol. Drugim musiał być ten „kumpel bi”. Miał blond włosy z zafarbowanymi na zielono końcówkami oraz maleńką bliznę pod lewym okiem.
W czasie, kiedy Woody wybierał sobie miejsce, Trey poświęcił większą uwagę dziewczynom, wymieniając z nimi kilka zdań, nim wreszcie sam usiadł na kanapie obok kumpla, z którym przyjechał. Lee, jedyny Latynos z zebranych, rzucił coś o tym, że idzie po piwo na górę.
— Jaki smak? — zapytał Trey, wskazując na fajkę i zakładając rękę na oparcie kanapy za głową Woody’ego.
— Wiśnia. Nie było innego — odparł od razu Tyson. Pociągnął jeszcze mocno, sprawdzając, czy już dobrze się pali i podał pierwszej osobie po swojej lewej.
Była nią młoda dziewczyna z długim, czarnym warkoczem zarzuconym na ramię. Jej koleżanka, wydająca się na trochę starszą, siedziała zaraz obok.
— Mm, dobre i to — odparł Trey, patrząc, jak dziewczyna ciągnie dym.
— Słyszałem, że jesteście z tej prywatnej szkoły — odezwał się tym razem Daniel, „kumpel bi”, jak już określił go w myślach Trey. — Jest jakiś duży rygor, jeśli chodzi o palenie i picie? — dopytał, patrząc głównie na Woody’ego. Musiał dostać informację, że jest gejem, bo spojrzenie bynajmniej nie było dyskretne.
Ten wyłapał to i uśmiechnął się w myślach. Był zadowolony z faktu, że zwraca uwagę, chociaż sam Daniel nie przyciągał za bardzo jego spojrzenia. Trudno, był chociaż ktoś z tej samej drużyny, a nie jak zwykle same dziewczyny i obskakujący je heterycy.
— Raczej klasyczny. Na terenie szkoły nie można ani pić ani palić, ale kto ci przypilnuje tak dużą zgraję?
— Dyro za każdym razem na rozpoczęciu straszy, że podjęli nowe kroki i mamy uważać. Za każdym razem to brednie — dodał Trey i zaciągnął się dymem, bo przyszła jego kolej. — Mm — mruknął i podał współlokatorowi. — Lepsze niż myślałem.
— Zawsze jest lepsze niż myślisz, Trey — dodał uszczypliwie jego kumpel i przejął ustnik. Przeszła go refleksja, jak inne byłoby teraz jego życie, głównie życie erotyczne, gdyby jego kumpel i współlokator w jednym też był gejem. Tak jednak nie było i jak coś musiał się skupić na tym „kumplu bi”.
Kiedy ten przesiadł się bliżej niego i zagadał ponownie o szkołę, do piwnicy zszedł Lee z dwoma sześciopakami piwa. Każdy dostał po butelce, a ustnik przechodził z rąk do rąk dość sprawnie, dzięki czemu w pomieszczeniu szybko zrobiło się gęsto od dymu.
— Myślałem, że to z dziewczynami się czasami obchodzi jak z jajkiem — rzucił Trey po którymś łyku piwa, którejś kolejce fajki wodnej, kiedy usłyszał, jak znowu Daniel dziwnie ostrożnie podchodził Woody’ego, nawiązując do jakiegoś tematycznego balu przebierańców, w którym w jego szkole ktoś przebrał się za Eltona Johna.
— A ty tak obchodzisz się z dziewczynami? Jak z jajkiem? — Z tych obserwacji kumpla Treya wyrwał głos dziewczyny, która siedziała obok niego, po prawej i właśnie podawała mu wąż fajki wodnej. Ta z warkoczem przesiadła się chwilę temu, po wyjściu z toalety.
— Zależy od dziewczyny — odpowiedział i zaciągnął się mocno, przy tym patrząc swoimi jasnymi, dość dużymi oczami na… Harper. A przynajmniej tak mu się wydawało, że się nazywa.
Była blondynką o pokolorowanych na niebiesko końcówkach. Bardzo szczupłą i widać, że z wojowniczą duszą, ale przyjemnym dla oka uśmiechem.
— Musiałaby być podobna do twojego kumpla, abyś się tak do niej odnosił? — Zaśmiała się i szturchnęła Treya w ramię własnym. Rozmowy wokół zagłuszały w większości ich wymianę zdań.
Trey zerknął na Woody’ego i uśmiechnął się lekko. Potem zaciągnął się z ustnika i przyciągnąwszy do siebie kumpla za podbródek, wdmuchał mu dym do ust, bez skrępowania złączając z nim wargi.
— Z nim też się nie trzeba obchodzić jak z jajkiem — rzucił ni to do Daniela rozmawiającego z Woody’m, ni to do dziewczyny, która zadała pytanie.
Woody wciągnął dym i tylko spojrzał pytająco na Treya. Nie podsłuchiwał, więc się trochę pogubił, nie wiedząc, o co chodzi. Ze spokojem jednak wypuścił powietrze.
— Nie wiem, o co chodzi, ale to było… — wzruszył ramionami — spoko. Ale nie kuś losu, bo śpimy razem w pokoju, więc uważaj — zadrwił i sam zaciągnął się shishą.
Harper w tym czasie uśmiechnęła się, przyglądając się im z zaciekawieniem. Większym niż wcześniej.
Trey cmoknął z udawaną konsternacją.
— Muszę wyposażyć się w paralizator — odparł i spojrzał na Harper. Była ładna, niezbyt pospolita… no i lubił mały biust. — Musiałaby być jak Lee — dodał a propos wcześniejszego pytania.
— Pierdol się! — oburzył się Latynos, rzucając w niego ponad stolikiem zwiniętą etykietką z butelki po piwie, a Tyson siedzący obok zarechotał głośno. Przed piwem, które teraz sączył, musiał wcześniej jeszcze coś wypić.
Woody także się zaśmiał.
— Wychodzi, że największą babą, nawet większą niż same dziewczyny i gej, jest nasz słodki Lee! — Nie miał kompleksów, kim jest i nie zmierzał mieć. Nie żeby był out jak chociażby gwiazda kampusowego youtube’a, Jules Fox, ale jeśli każdy o nim wiedział, to czemu miałby się kryć?
— Pojebało was do reszty! — oburzył się chłopak, który ich przywiózł. — Nie jestem jak ba… g… — zaczął dwa razy, a skończył na — jajko!
Dziewczyna siedząca obok Harper miała nieszczęście mieć piwo w ustach w tym momencie i próbując je powstrzymać przed wypluciem, zakrztusiła się. Na szczęście szybko się opanowała, bo nikt za bardzo tego nie zauważył, śmiejąc się z Lee. Uroczo się denerwował, chociaż każdy wiedział, że nie na serio. Zabrał za to Woody’emu z buntowniczą miną ustnik i zaciągnął się, nadymając policzki.
— A ty? Jak się z tobą faceci obchodzą? — Trey zagadał znowu Harper, sięgając po odstawione na chwilę piwo.
— Mam nadzieję, że tak, jak ja z nimi. Bezpośrednio, ale z wyczuciem — odparła, podciągając do siebie nogę. Oparła piętę o kanapę, na której siedziała i sięgnęła po piwo. Sączyła je i zerkała na siedzącego obok chłopaka.
Trey mimowolnie spojrzał po całej jej postaci, w duchu zastanawiając się, co może dla niej znaczyć „bezpośrednio”, a co „z wyczuciem”. To, co mówiły dziewczyny, nie zawsze było jasne i oczywiste, a wręcz zbyt często znaczyło coś zupełnie innego.
Zamruczał potakująco i zapytał:
— Jesteś z miejscowej szkoły? — Ciekaw był, która klasa, ale podobno dziewczyn się o wiek nie pyta. Ta mu się jednak podobała i miał nadzieję, że wyjdzie stąd z jej numerem. A przy okazji był ciekaw, czy i Woody coś ugra na tym spotkaniu w związku z Danielem.
— Mhm, razem z Danielem i Brie do niej chodzimy. Jesteśmy z tego samego rocznika, chociaż po nim nie widać. — Uśmiechnęła się z rozbawieniem, wskakując blondyna, który nadal rozmawiał z Woody’m, a ten już pozwalał na bliższy kontakt ze sobą. Nie było to nic niezwykłego, ale stykali się ze sobą nogami, a to już, z doświadczenia Treya, znaczyło, że kumpel nie jest negatywnie nastawiony do rozmówcy. Zwykle pewny siebie, ale można było po nim zauważyć małe gesty, których Trey uczył się, mieszkając z nim w jednym, małym, internatowym pokoju.
Może dlatego, że sam tak dobrze znał Woody’ego, wydawało mu się zabawne, jak Daniel ostrożnie do tego podchodzi. A może po prostu nie był jeszcze pewny, czego sam chce. W końcu był podobno bi, a jakoś na dziewczyny nie zerkał.
— To jesteś rok wyżej — zauważył i stuknął butelką w butelkę Harper. Usłyszał wcześniej, że Daniel podobno już jest w czwartej klasie, więc wychodziło na to, że Harper jest od niego starsza. Co zabawne, Daniel od Woody’ego też. Ale to dziewczyna wydawała się pewniejsza niż jej kolega.
— Rok? A wydajesz się młodszy! — Zaśmiała się i uszczypnęła go w policzek. Była sympatyczna, a do tego, mimo skupiania uwagi na Treyu, co jakiś czas odpowiadała na krótkie pytania koleżanki siedzącej obok.
Trey pomasował się po policzku i dopił do końca swoje piwo.
— A mimo to ze mną gadasz. Myślałem, że dziewczyn nie interesują młodsi chłopcy — odpowiedział z lekkim prychnięciem i rozejrzał się za fajką, ale najwyraźniej się wypaliła, bo Tyson właśnie odstawiał ją na półkę w rogu pomieszczenia.
— Bo zwykle młodsi równa się głupsi.
— A ja wcale nie jestem taki głupi? — Trey pochylił się do niej lekko. Podobała mu się. Miała taką specyficzną swobodę i pewność siebie i miał nadzieję, że nie tylko dlatego, że rozmawiała z młodszym kolesiem.
— Się okaże. Na razie nawet-nawet ci idzie. No i podoba mi się, jak się ubierasz — dodała całkowicie poważnie. Tylko w swoim towarzystwie spotykała chłopaków, którzy nie powielali modelu propagowanego przez media i sami umieli się ubrać. — Chyba, że to Woody ci dobiera ubrania — dodała, kiedy akurat ten na nich spojrzał.
Od razu zrobił zblazowaną minę.
— Nie. Nie dobieram mu ciuchów. Chyba widać — prychnął, wskazując na swoje zwykłe poprzecierane spodnie, przylegającą do szczupłego ciała, bawełnianą koszulkę i wisiorki oraz bransoletki. Zdecydowanie nie wyglądało to jak ciemnozielone rurki Treya i ta jego koszulka z „pokojowym” napisem. Chłopak do tego miał liczne tatuaże i kolczyki, w tym w języku, którym co chwilę się bawił.
— I dobrze, tak jest okej — wtrącił się Daniel, kładąc dłoń na kolanie chłopaka, którego podrywał. — Obaj macie swój styl.
— Dlatego tak do siebie pasujemy — odparł Trey, szturchając Woody’ego łokciem, po czym dodał do Harper: — Ale nie jestem bi, jakby nie było widać.
— Gejem też mam nadzieję, że nie jesteś? — odparła, uśmiechając się delikatnie, ale niezwykle uroczo. Miała ładne, jasnoróżowe wargi, karnację pasującą do włosów i tylko mocno umalowane, a raczej podkreślone czarną kredką i cieniem oczy.
— Gejem też nie jest — odparł za kumpla Woody i odwrócił się do Daniela. Objął go ramieniem jako odpowiedź na jego dłoń na nodze. Może nie był taki zły, jak się dłużej na niego popatrzyło. Grzywkę miał za długą i za bardzo był obcięty na garnek, ale przecież jemu jego włosy też nie musiały się zaraz podobać.
Trey obejrzał się, zadowolony, że jego kumpel znalazł sobie kogoś na ten wieczór. Może nawet dostanie obciąg? Wiedział, że Woody ma trudniej niż on.
Spojrzał znowu na Harper i musnął wargami jej policzek, a raczej skórę tuż przy kąciku ust.
— Gejem też nie — potwierdził i wstał. — Przyniosę piwo.

*

Było tuż przed jedenastą wieczorem, kiedy brat Tysona odstawił ich pod szkołę. Co prawda teoretycznie cisza nocna zaczynała się od dziesiątej, ale dozorca chyba przyzwyczaił się już w zeszłym roku, że często wracali później.
— Robiliście coś w końcu, kiedy zniknąłeś na dobre pół godziny? — zapytał Trey, opierając się bokiem ciała o ściankę windy, gdy jechali na swoje piętro. Czuł się mocno oszołomiony piwem i fajką, ale że i tak zwykle miał na twarzy spokojny czy znużony wyraz, to nie było tego aż tak po nim widać.
Woody skinął głową i wyjął telefon z kieszeni spodni.
— Znaczy, tak i nie. Poszliśmy na tyły, wypaliłem z nim papierosa na spółę, a potem gadaliśmy jeszcze. Nie całowaliśmy się bynajmniej. Ja nie miałem ochoty, on nie próbował. Ale pytał, wiesz, o takie tam gejowskie sprawy. W stylu, o czym myślę pod szkolnym prysznicem — prychnął i pokazał kumplowi wyświetlacz. — Ale wymieniliśmy się numerami.
Trey skinął głową z uznaniem, po czym sam wyjął swój i pokazał Woody’emu ekranik.
— Nie tylko tobie się poszczęściło, bracie.
— No, proszę. Ciekawe teraz, komu dalej się poszczęści. I kto będzie mógł pierwszy relacjonować — winda zatrzymała się na odpowiednim piętrze, a oni wyszli — swoje bazy. — Zaśmiał się, robiąc cudzysłów palcami. Był w dobrym humorze i był zmęczony. Wiedział jednak, że musi szybko sprawdzić pocztę, kiedy Treya wygoni do łazienki.
— Brzmi jak wyzwanie — odpowiedział jego kumpel i trzasnął go w pośladek, nim wygrzebał klucze z kieszeni. Deskorolkę miał pod pachą, bo na szczęście nie zapomniał o niej, kiedy wchodzili do innego samochodu niż ten, którym przyjechali.
Woody aż podskoczył na klapsa.
— Kurwa, Trey! — syknął, ale bez prawdziwej złości. — Klepać to se będziesz swoją dziewczynę. Nic mi nie dajesz, więc nią na bank nie jestem.
— A co byś chciał? — Trey rzucił, już wchodząc do pokoju i odstawiając deskę pod ścianą. Od razu zaczął się rozbierać, żeby móc się umyć i pójść spać. Czuł się mocno zamulony.
— Nie zaczynaj nawet. Chcieć to se mogę, jak zmienisz orientację — odparł Woody, samemu podchodząc do laptopa. Nie lubił takich pytań od Treya. Lubił go jako kumpla. Nawet przyjaciela, ale zawsze starał się o nim myśleć jak o bracie, a nie facecie. Był w końcu niedostępny, obojętnie jakby mu się nie podobał jego brzuch.
I jakkolwiek szczęśliwe dla niego było to, że Trey całkowicie go akceptował, tak… akceptował go na tyle, że podteksty dla żartu nie były rzadkością. Robił to naturalnie, nie czując się z tym źle i najwyraźniej nie uważając, że uwłacza to jego męskości. Było to oczywiście plusem, chociaż mógł nie zdawać sobie sprawy, że czasem dla Woody’ego było ciężkie.
— Serio byś mnie chciał, jakbym był gejem? — rzucił, już siłując się ze swoimi rurkami. Na szczęście były dość elastyczne.
— Nie myślałem o tym, okej? Ty myślałeś o tym, co by było, jakbyś był gejem albo jakbym ja był dziewczyną? Trey, ta rozmowa do niczego nie prowadzi — odparł drugi chłopak, starając się to ukrócić. Tym bardziej, kiedy byli po alkoholu. Bo wtedy zawsze głupie pomysły przychodziły do głowy, a on nie miał na nie siły.
— Bracie, to rozmowa jak każda inna. Faceci gadają o seksie, a moim kumplem jest gej, to przez to mam się zamknąć? Sam chcesz, żebym cię akceptował — odparł drugi chłopak i wreszcie odrzucił spodnie, zostając w czarnych, prostych slipach. Przez to nie tylko dobrze było widać jego szczupły, umięśniony brzuch, ale też wytatuowaną łasiczkę na obojczyku i ramieniu.
Woody przełknął ślinę i jakoś odruchowo zlustrował go wzrokiem.
— No, faceci gadają o seksie. Jaka laska, facet ewentualnie, im się podoba. Co by z nią, nim zrobił. Lub już zrobił. A nie czy chciałby się z nim pieprzyć — mruknął, wstał i podszedł do współlokatora. Położył mu dłoń na klatce piersiowej i przesunął po skórze kciukiem. — Fajny z ciebie facet, ale skoncentruj się na Harper. I idź się myć. I nie zapomnij mydła — dodał i poklepał go w to samo miejsce.
Trey potrafił zrobić wyjątkowo sarnie spojrzenie, bo jego niebieskie oczy miały ku temu duży potencjał, ale teraz nawet się nie starał, a i tak przez lekkie zamglenie i alkohol wydawały się większe i słodsze.
— Sorry, jestem zmulony — wytłumaczył się i sam poklepał Woody’ego po ramieniu, nim sięgnął po ręcznik i kosmetyczkę, by wyjść i się ogarnąć. Może chłodny prysznic trochę sprowadzi go na ziemię.
— Spoko. Przywykłem — odparł Woody z uśmiechem, ciesząc się, że kumpel spasował. Mógł spokojnie przestać myśleć o jego pośladkach w czarnych slipach i zacząć myśleć o mailu i projekcie psychologicznym.
Kiedy wreszcie został sam w pokoju, usiadł przed laptopem i wszedł na ten cały Dzienniczek Projektu, na którym miało być napisane, czy udało mu się zaliczyć zadanie. I rzeczywiście, pod swoim zdjęciem i rubryczką z danymi ujrzał komunikat:

Liczba wykonanych zadań: 1

Odetchnął w duchu i od razu zaczął się zastanawiać, czy to on był pierwszym, który dostał zadanie. Bo jedno było pewne — tylko on musiał je otrzymać, skoro ten cały Tomas o niczym nie wiedział.

*****

Dzisiaj wpisu do Dzienniczka Projektu dokonał:

Woody Jolene – 3.09, 4.09, 6.09

22 thoughts on “Project Dozen – 5 – Mop w akcji

  1. Dante pisze:

    Będzie ból jak zabraknie i trzeba będzie okazywać cierpliwość w oczekiwaniu ;p. Ale czekanie ma swój urok :)

  2. Katka pisze:

    Dante, nom, nie uczestniczy, ale jednak będzie się sporadycznie pojawiał, bo bardzo często szlaja się wszedzie z Woodym. A i pisze się nam go dobrze XD Co do Sebcia i Frania to nie tylko Ty tak uważasz, wręcz czuję, że mają oni całkiem sporo zwolenników XD Fajnie, że opko się podoba ;) Czytaj dzielnie, czytaj, póki masz jeszcze rozdziały XD

  3. Dante pisze:

    Szkoda że trey nie uczestniczy w projekcie. Spodobał by mi się pewnie xD. Hmmm coraz bardziej mi się to opowiadanie wkręca. Sebastian i Francisco stworzyli by idealną parę wg mnie xD. kurcze tyyyle fajnych postaci i jak na razie irytuje mnie tylko Patrick Bright. Ale on chyba z założenia ma być dla wszystkich irytujący ;). Idę czytać dalej;)

  4. Katka pisze:

    Flea, haha, dobra uwaga! Często takie kto się czubi, ten się lubi się sprawdza i Hooch zgadzam się, ta różnica wzrostu jest fajna XD Fajnie, że spojrzałaś na Sebastiana inaczej niż przez pryzmat Francisco :D

  5. Flea pisze:

    A mi się śni inna para, mianowicie: Patrick i Sebastian. W końcu od nienawiści krótka prosta droga do miłości, co nie? :P
    Nie mówiąc już o tym, że dzieli ich to magiczne dwadzieścia centymetrów wzrostu. XD

  6. Katka pisze:

    Vanill, hehe, Trey nie jest gejem, jednak sytuacje fajne może wyjdą ;) Osobiście przyznam, że lubimy jego postać, więc mamy nadzieję, że będzie ciekawą postacią drugoplanową i dla Was, mimo że nie bierze udziału w projekcie. I nie wiem czemu, ale przez to, co napisałaś, zobaczyłam Woody’ego z taką miną, jaką miał Johnny Depp, gdy jako Jack Sparrow spierniczał przed… już sama nie wiem kim, zawsze chyba robi taką śmieszną minę, jak przed czymś spierdala XD Również pozdrawiamy i wenę chętnie kolekcjonujemy :D

  7. vanill pisze:

    Raaaany, ja też nie mogę się jeszcze pozbierać i ogarnąć z wszystkimi postaciami i ciągle wracam do dzienniczków :P Chyba przed następnym rozdziałem będę musiała przeczytać wszystko jeszcze raz :D
    Szkoda, że Trey nie jest gejem, mogłyby wyjść ciekawe sytuacje… chociaż może któreś z zadań Woodego będzie go dotyczyło? Na przykład „poderwij swojego współlokatora” albo „namów swojego współlokatora na loda” :D
    Jeśli już mowa o zadaniach, to przy pierwszym Jolene nie miał jak się popisać kreatywnością. Wiem, że to rozgrzewka, ale nie spodziewałam się czegoś tak banalnego. W sumie wyszło całkiem zabawnie, bo przed oczami miałam cały czas obraz Woodego uciekającego przed stadem napakowanych byczków :D
    Pozdrowienia i duuużo, duuuużo weny!

  8. Katka pisze:

    Basia, futboliści to taka ciemna masa stereotypowo i bardzo mnie to bawi XD Ale tak, Woody zdaje sobie sprawę, że mimo że zadanie z założenia trywialne, to gdyby inaczej to rozegrał, miałby spory problem…

  9. Basia pisze:

    Witam,
    wspaniały rozdział, no i mamy pierwsze zadanie zaliczone, oj ja chyba też nie chciałabym aby futboliści się dowiedzieli kto ich zamknął… może być masakra…. ciekawe czy pod szatnią urzędowali Sebastian i Feancisco, aby sprawdzić czy ten wykona zadanie….
    weny…
    Pozdrawiam serdecznie

  10. Katka pisze:

    Another, oooch, Trey, Trey… Hehe, cóż, Woody na pewno też go lubi XD Ale cóż, woli go lubić kumpelsko. Na wszelki wypadek, skoro widzi, że ma średnie szanse. Ale niestety porterów reszty nie będzie, na pewno nie na ten moment. Nie ma za bardzo na to czasu, a i tak ciężko jednak robić porter każdej postaci drugoplanowej, mimo wszystko. Sam porter zresztą wątpię, by pomógł w niepogubieniu się XD Liczę, że tekst zrobi to odpowiednio :)

  11. Another69 pisze:

    Trey musi być gejem, no błagam…
    Uroczy jest xD
    Fajne erotyczne napięcie wyczuwam!
    Niech mu Jolene zrobi… Dobrze chociaż.
    I zrobicie może portrety reszty osób, z poza projektu? Np. Treya. Bo można się pogubić :/

  12. Katka pisze:

    Tigram, dobrze, że ktoś, kto Cię interesuje, jest ;) I to aż czwórka.

    Saki, dzięki za błędy ;) Oooch, słodko, że się na nich nakręciłaś. Cóż, wiadomo, że i Woody i Tomas są gejami, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie. Może się Twoje wizje ziszczą. A może ktoś inny zakręci się wokół chłopaków… I tak, Woody dostał już określenie „mop”, więc jak najbardziej dobrze kojarzysz! Dlatego też tytuł jest dwuznaczny. I fajnie, że ogarniasz postacie :) Jak zauważycie, że jednych jest więcej niż innych, to będzie łatwiej na pewno, bo jednak nie będzie trzeba ogarniać caaałej dwunastki i postaci pobocznych, więc powinno być prościej. Dzięki za wenę i również pozdrawiamy!

  13. saki2709 pisze:

    „Chłopak starał się zachowywać jak najciszej potrafił i nie tracić klamki, za którą wsunął trzonek mopa. Skupienie odbijało się na jego twarzy, kiedy końce mopa zahaczał o futrynę drzwi.”- „trącić” i „końcem”.
    „W końcu jednym ze scenariuszy był on leżący na posadzce, a futboliści nad nim, kopiący go do nieprzytomności za ten idiotyczny wyczyn.”- a nie „w jednym”?

    Uwielbiam Woody’ego. A Tommy jest taaaki słodki jak się peszy XD Oni po prostu muszą być razem. Nie mogę się doczekać tej ich „randki” XD O ile ta dojdzie do skutku. Ten cały Daniel niech się schowa. Może jestem wredna, nie dając mu szansy, ale… no co ja mam powiedzieć? Strasznie się nakręciłam na parkę Tomas-Woody i w tej chwili żadnego z nich nie widzę z nikim innym. Nawet mam już w głowie taką niecną wizję ich spotkania w kinie samochodowym, w jednym samochodzie, na przednim siedzeniu, blisko siebie… Ok, bo się zapędzam XD
    Akcja z mopem niezła, chodź czekam na trudniejsze zadania. A jego „narzędzie zbrodni” jakoś dziwnie skojarzyło mi się z jego przezwiskiem (bo chyba któryś koleś tak go nazwał… albo mi się ubzdurało… to było taaak dawno).
    Trey to ma niezły stosunek do siebie jak na heteryka. Ale igra sobie strasznie. Żeby tak niecnie kusić Woody’ego…
    Mam nadzieję, że Tomas będzie z Woodym. Ciekawe czy Woody się domyśla, że Tomas jest gejem.
    Myślałam, że trudniej będzie mi ogarnąć, kto jest kim, ale jak na razie sobie radzę. Zobaczymy co dalej XD Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, kolejnych zadań i moich ulubionych szczurków XD

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  14. Katka pisze:

    O., noo, dzielenie, kto z kim co, kto się do czego nadaje i czy coś czegoś nie wyklucza – męczarnia. Ale przyznam, że przy tym też dużo zabawy :) A to „Frankuś i Sebcio” – jeszcze trochę, a przez Was osiągnął stan gołąbko-podobny XD

  15. O. pisze:

    Bo Wy to bardzo ambitne Dziołszki jesteście xD <3 No układanie planu musiało być czasochłonne, wierzę ;o Jeszcze to podzielić kto może z kim na jakie zajęcie etc xD Ha i cieszy mnie, że Frankuś z Sebciem są "wybrańcami" <333
    Jako dodatek możecie kiedyś dodać jak to mniej więcej powstawało xD

  16. Katka pisze:

    Tigram, tak jak mówi O., po iluś tam kolejnych rozdziałach na pewno chłopaków zapamiętasz ;) Tym bardziej, że nacisk będzie bynajmniej nie na całą dwunastkę, a na wybrańców. Już chyba widać, że Sebastian i Francisco dostają więcej tekstu niż sporo innych postaci. I tak, też uważam, że łatwiej by było, gdyby rozdziały wychodziły co 9 dni, ale mamy 4 opka wychodzące, nie 3 niestety, więc fizycznie nie da się tego zrobić.

    Marta, tak jak napisałam Tigram, liczę, że czas pomoże.

    O., taaa, podejście bardzo ambitne, bo uwierz, jak dla Was ogarnianie wszystkich postaci jest ciężkie, to co dopiero dla nas, kiedy musimy to jaaakoś zgrywać, by wszystko działało cacy XD Chociażby układanie głupich planów lekcji chłopaków było mega czasochłonne XD

  17. O. pisze:

    Sebcio i Franio, jak słodko <33 w skrócie Seranio? SF xD
    Też fakt, że czasowo to się rozciąga ale zawsze można cofnąć się do jakiegoś rozdziału czy chociażby zerknąć na dzienniczki i coś sobie przypomnieć xD Fabuła wciągnie jak jakieś poznamy trudniejsze zadania, jak będziemy czekać na to jaki bohater do czego jest zdolny xD

  18. TigramIngrow pisze:

    Nie no, na pewno się ogarnie w końcu, ale myślę, że jakoś bardziej by to szło gdyby to było faktycznie co 9 dni, jak każde opko, a nie co 17. Ale nie narzekam jakoś intensywnie, wiadomo, polityka dodawania rozdziałów na na pewno jakoś została przez dziewczyny przemyślana z racji zapasów materiału, no ale i tak nie zmienia to faktu, że trudno jest się połapać, szczególnie że sama fabuła też jakoś mocno jeszcze nie wciąga (przynajmniej mnie). Jednak nie tracę nadziei i też czekam na Sebcia i Frania. No i ewentualnie Jolene mógłby coś z Tomciem.

  19. O. pisze:

    To nieogarnianie osób minie z pewnością jak już będzie, nie wiem, z 20 rozdziałów? Albo 15? xD Wiadomo, że skoro tyle osób jest wprowadzonych to o każdym coś musi być, każda osoba coś wnosi xD Moim zdaniem podejście jest ambitne xD
    No ja czekam na Sebastiana i jego Hiszpana <33

  20. TigramIngrow pisze:

    Przez pierwsze zdanie musiałam ponownie przejrzeć poprzednie rozdziały i zajrzeć do Dzienniczków, bo nie kojarzyłam kim jest Trey. Dopiero potem sobie uświadomiłam, że on nie należy do tej grupki doświadczalnej. Masakra. Jak dla mnie za dużo osób, zdecydowanie.
    Ogólnie to myślałam, że po powrocie do pokoju między Jolene i tym całym Treyem dojdzie do czegoś więcej, no ale… Są młodzi, mają jeszcze czas.
    A, w ogóle nie załapałam tej rozmowy o gejach i Lee. Nie wiem czemu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s