No Exit – 4 – Spowiedź i pokuta

— Mój!
Marvin nie potrafił się nie uśmiechnąć, kiedy widział swojego kochanka w tak radosnym stanie. Dopiero teraz tak naprawdę zauważył, że od dłuższego czasu jego oblicze tak się nie rozjaśniało. Było mu… dobrze, że doprowadził go do takiego stanu.
Gdy już się wyprostował, zbliżył się do niego, położył mu dłonie na policzkach i delikatnie pocałował.
— Jesteś cudny, gdy jesteś szczęśliwy — powiedział i nie dodając nic więcej, wziął go za rękę, ciągnąc do wyjścia.
Jasper roześmiał się, dając się pociągnąć. Zostawili niezły burdel w garderobie, ale to było ich pomieszczenie, więc miał to w dupie. Manager i tak rzadko kiedy tam zaglądał.
— To chyba dobrze, co? I jestem szczęśliwy przez ciebie, dupciu — zamruczał i klepnął go w pośladek. Było mu tak cudownie lżej na duszy! Chciał w to wszystko w stu procentach wierzyć, bo obietnica kochanka była jak haust powietrza po zbyt długim przebywaniu pod wodą.
— Bo „dupcia” przestanie się kurwić? — rzucił Marvin, nie patrząc jednak na niego, bo właśnie wychodzili wąskimi drzwiami dla pracowników i musiał przejść przodem.
— Bo dupcię mam na wyłączność i nie muszę się o nią martwić. Sam mogę ją dopieszczać według swojego widzimisię — stwierdził Jasper, idąc za nim, a po chwili trochę zwalniając i przyklejając mu się do pleców. Cmoknął go znowu w ucho, idąc dalej, tylko dużo wolniej i pokraczniej.
Marvin przymknął na moment powieki i wykręcił głowę w jego stronę.
— I skoro jest nas tylko dwóch, bez pobocznych dodatków, to nie muszę się wysilać, by utrzymać twoje zainteresowanie jakimiś ubarwieniami, hm? — zamruczał nisko, pijąc do tego żądania Jaza, zanim zgodził się na bycie tylko z nim.
Jasper zatrzymał go w korytarzu, którym szli i oparł mu brodę o ramię.
— Wiesz, że mnie kręcisz zawsze, hmm? Czy to w szpilkach, czy w spodniach, czy w ogóle z gołym tyłkiem. Co nie? — spytał, już samemu odrobinę poważniejąc.
— Więc jak nie będę ci robić striptizu co ranek i nie będę zakładać stringów co wieczór, nadal ze mną będziesz? — Marvin pogłaskał go powoli po policzku, przytulając się do niego plecami.
— Wystarczy mi raz w tygodniu — Jaz zażartował dla rozluźnienia, po czym cmoknął go w policzek i dodał całkowicie poważnie: — Jestem z tobą, mimo że dorabiałeś mi rogi, więc chyba dość udowodniłem, że będę z tobą nieważne co? Hm?
Marvin uśmiechnął się do siebie, czując się nieracjonalnie przyjemnie. Jaz potrafił sprawić, że czuł się jak najszczęśliwszy mężczyzna na świecie, jedynie szepcząc mu to do ucha w gejowskim klubie, w którym nie raz przebierał się w pończochy i wdzięczył do tłumu napalonych facetów.
Nie odpowiedział nic, tylko przekręcił znowu głowę i pocałował go tuż przy oku. Jaz uśmiechnął się i sam też go cmoknął, po czym znowu klepnął. Tym razem w biodro.
— No, już, nie wdzięcz się. I tak jesteś za ładny.
— Za ładny? Można być za ładnym? Może za ładną, a zbyt przystojnym? — odparł Marvin, jeszcze wyciągając mu z kieszeni w kurtce paczkę papierosów, nim wreszcie wyszedł z nim na zewnątrz i odpalił sobie jednego.
— Oj, wiesz, do czego zmierzam. I odpal mi — poprosił Jaz, kierując się w stronę przystanku. W taką pogodę już nie mogli wracać motorem. A szkoda. Lubił przyciskać się do pleców kochanka albo kiedy to on przytulał się do niego. Nie lubił tutejszych zim, mimo że urodził się w takim klimacie. Może kiedyś tak go to nie uderzało, bo nie prowadził aż tak nocnego trybu życia, jak od kiedy zaczął pracować w No Exit.
Marvin zamruczał na potwierdzenie, wsadzając drugiego papierosa do ust i odpaliwszy go, podał Jazowi.
— Do czego zmierzasz? Że czujesz się przy mnie niedowartościowany? To powinieneś zobaczyć się, stary, dzisiaj na scenie. Przed takim diabłem większość z gości miała ochotę klęknąć i possać mu pałę.
— Bo ciebie tam nie było — Jaz zripostował od razu, zaciągając się mocno papierosem. Lubił swój nałóg, chociaż już kilka razy myślał chociaż o tym, aby odrobinę go ograniczyć. Przynajmniej dla oszczędności finansowych.
— Był Karl… — Marvin rzucił neutralnie, wciskając opatrzoną dłoń do kieszeni kurtki i szedł obok kochanka, co raz mijając na drodze mniejszą czy większą kałużę. Na szczęście po seksie był jeszcze rozgrzany i nie było mu zbyt chłodno.
— No i?
— Ciągnął ci potem? — Skierował przenikliwe spojrzenie na twarz Jaza, który przystanął i prychnął pod nosem. To było niedorzeczne, chociaż sam przecież podpuszczał Marvina, aby ten był o niego zazdrosny.
— Co? Nie. Myślałeś, że tak?
Marvin wzruszył ramionami, zaciągając się mocno dymem, który bardzo niespiesznie wypuścił.
— Może.
— Czyli, że tak? To dlatego ta akcja za barem?
— Podjudziłeś mnie do tego za pomocą Karla — odparł tylko, idąc przed kochankiem kilka kroków, tyłem, by móc na niego patrzeć. — I tak chętnie byś go chciał przerżnąć, czy to tylko gra?
Jaz przewrócił oczami. Chęć to on miał, ale na Marvina.
— Mógłbym, ale… — Wzruszył ramionami. — Wiesz, jestem dupkiem, bo ucieszyłem się, że rozjebałeś sobie dłoń, bo dzięki temu nie poszedłeś do tego kolesia — wyznał.
Marvin prychnął pod nosem i wyciągnął dłoń, by obejrzeć opatrunek.
— Ja byłem dupkiem, pokazując ci tamto popieprzone „menu” — stwierdził i zatrzymał się, a gdy Jaz do niego doszedł, pocałował go krótko w usta. — Mało w nas moralności, choć nie wiem jak ciebie, ale mnie to wali. Ważne, że nie zerwaliśmy przez to wszystko.
Jaz złapał go jedną ręką w talii i sam mocno go pocałował, aż przechylając go do tyłu.
— Ciekawe, kto by pierwszy wyleciał, jakbyśmy zerwali — prychnął. — Bo na scenie ni chuja by się nie dało wyżyć razem. — Wspomnianego menu nie skomentował. Było naprawdę popieprzone i jeszcze pamiętał, jak mu było niedobrze, kiedy je zobaczył. Chyba tylko cudem wtedy Marvinowi za nie to przywalił.
— Uczucie twojego chuja na pośladkach w tańcu i brak możliwości poczucia go pomiędzy nimi byłoby dużo… dużo bardziej bolesne niż zupełny brak bliskości z tobą —przyznał Marvin, obejmując go za szyję dla równowagi. — Kurwa, Jaz… doprowadzasz mnie do szaleństwa — dodał niższym głosem, badając jego twarz spojrzeniem i na koniec wychylił się do jego ucha, szepcząc do niego. — Tak, że mam ochotę wszędzie rozkładać dla ciebie nogi.
Młodszy mężczyzna uśmiechnął się szeroko i w końcu wyprostował się.
— Słodki jesteś. Aż trudno pomyśleć, że się krygowałeś, aby mi powiedzieć, że ci się podobam.
— Nie wiedziałem, jak zareagujesz. Nie chciałem spieprzyć kumpelskich relacji — wyjaśnił Marvin i dopalił papierosa do końca, nim ruszyli dalej w stronę już widocznego na ulicy przystanku. Był teraz pusty, co nie było specjalnym zaskoczeniem o tej porze. W żadnym oknie w mijanych przez nich budynkach nie paliło się światło.
— Dopiero by się spieprzyły, jakbyś mnie rzucił dla innego kutasa.
— Nie mam zamiaru cię rzucać, jak już ci to wyznałem. Zaakceptowałeś mnie i teraz mogę być z takim samcem. Kto niby ma lepiej? — Posłał mu lekki uśmiech.
— Ja? — Jaz odparł pytaniem, gasząc jednego papierosa i sięgając po następnego. W klubie nie mógł tyle palić, a na świeżym powietrzu zawsze było jakoś tak przyjemniej. Zresztą, wierzył, że autobus zawsze przyjeżdża szybciej, jeśli już się zapali.
— Pieprzysz. Podaj jeden argument — rzucił Marvin, przystając wreszcie i opierając się plecami o szklaną ściankę przystanku. Było zupełnie ciemno, nawet księżyc nie dawał blasku, schowany za gęstymi chmurami.
— Każdy cię chce? — rzucił Jaz, co mu pierwsze przyszło do głowy i wydawało się najbardziej oczywiste.
— A nie każdy mnie ma… — Marvin obejrzał się i ujrzał nadjeżdżający autobus, za co w duchu podziękował, bo było mu coraz bardziej zimno. Za zimno, jak na jego gust. — I mamy fuksa, chodź, chcę już do łóżka.
— Dlatego mam lepiej — dodał jeszcze Jaz, czekając, aż autobus podjedzie, aby zgasić papierosa, po czym wsiadł razem z kochankiem do środka.
Przeszli na sam tył. I tak był środek nocy, więc poza jednym chłopakiem z wielkimi słuchawkami na uszach byli sami. Marvin pochylił się i masował sobie przez chwilę jedną łydkę. Obsługiwanie gości za barem w szpilkach nie było dobrym pomysłem. No i był świadom, że na tyłku na spodniach ma plamę po spermie Jaza. I w sumie… kręciło go to. Nawet prychnął cicho z uśmiechem pod nosem.
Młodszy tancerz spojrzał na niego pytająco, siedząc od strony okna.
— Hm? Mój argument jest kiepski?
— Nie, trafiony. Tym bardziej po dzisiaj, kiedy rzeczywiście udało ci się na mnie wymusić obietnicę, że nie będę dawać dupy innym. Uszczęśliwiło cię to — rzucił Marvin, patrząc na niego. — Bardzo.
Jaz wydął wargi i ścisnął mu udo dłonią. W znacząco dominujący sposób.
— Oczywiście. Każdy facet w klubie najchętniej by cię obmacał, zapłaciłby nawet, abyś łaskawie na niego spojrzał, a teraz patrz. Telepiesz się ze mną autobusem do mojego mieszkania, aby jeszcze raz dać się wydymać. — Uśmiechnął się drapieżnie i pochylił do jego ucha. — Cieszy mnie to jak skurwysyn.
— Mm… — Marvin oblizał usta, czując specyficzny ścisk w podbrzuszu. Nieznacznie odchylił udo na bok i mruknął nisko: — Już mam tam mokro…
— Aż tak dużo tego było?
— Sporo. Wciąż jest wilgotna. Będziesz mógł od razu wziąć się do rzeczy.
— Od drzwi?
— Tak. Pchnąć mnie, gdzie będziesz chciał i spenetrować, jak będziesz chciał. — Marvin spojrzał mu w oczy bezwstydnie.
Jaz chwilę tylko na niego patrzył, po czym oblizał usta i skinął głową, robiąc całkowicie poważną minę. Jakby właśnie podjął jakąś ważącą na losach świata decyzję.
— Musisz sobie jutro wziąć wolne.
Marvin zmrużył lekko oczy i zagryzł wargę. Potarł nieco łydką o jego łydkę.
— Bo co? Nie będę mógł się ruszyć, jak już mnie zerżniesz?
Jaz zerknął na chłopaka, który siedział kilka miejsc przed nimi. Nie słyszał ich, to było pewne. Dalej bujał głowę w przód i w tył do rytmu muzyki, która płynęła z jego słuchawek.
— Coś w tym stylu.
— Aż mam ciarki — zamruczał Marvin, całkowicie zgodnie z prawdą. Szalał przy tym mężczyźnie.
Oblizał się jeszcze tylko i wstał, bo właśnie autobus zatrzymał się na ich przystanku. Jaz ruszył za nim i po chwili już szli do jego mieszkania. Dużym plusem było dogodne połączenie komunikacyjne z klubem. Chociaż nocne autobusy mogłyby jeździć częściej, ale to już szczegóły.
— Ej, Marv. A tak w ogóle, tak serio… Jest coś, na co byś nie poszedł?
— Kilka obleśnych fetyszy. Ale jestem otwarty, dla ciebie nawet bardzo szeroko — odparł mężczyzna, wciskając ręce do kieszeni skórzanej kurtki. — A pytasz, bo…?
— Na wszelki większy. Aby nie narazić się na foszka od panienki. — Jasper zaśmiał się i szturchnął go lekko w bok swoim ramieniem, kiedy szli w stronę kilkupiętrowej, dość starej, ale zadbanej kamienicy.
Marvin uniósł kącik ust i cmoknął do niego w powietrzu.
— Głupi zwierz — skomentował i podszedł drzwi budynku, by szybko wejść do środka. Klatka schodowa też była chłodna, ale przynajmniej nie wiało.
— Co głupi, co głupi? Pytam, a ty kręcisz — odparł Jaz, idąc za nim po schodach na górę, po drodze wyciągając klucze.
— Nie wiem, Jaz, próbuj, powiem ci stop, jak będzie przesada, ale jak jestem w stanie ubrać koronkowe, czerwone stringi, to chyba na wiele jestem gotów — stwierdził Marvin i przez to, że szedł przodem, dawał kochankowi widok na swoje seksowne pośladki, opięte przez poplamione spermą spodnie.
— Nie byłeś na dzień dobry taki radosny na ssanie — wypomniał mu drugi mężczyzna, otwierając drzwi i wchodząc do mieszkania jako pierwszy.
— Lodzik się marzy? — zamruczał Marvin, wchodząc tuż za nim do przyjemnie ciepłego przedpokoju. Mmm… Lubił to mieszkanie. Wprowadzenie się do Jaspera było naprawdę dobrym pomysłem. Czuł się tu bezpiecznie i już zdążył się przywiązać chociażby do drewnianych kołeczków na wierzchnie ubranie czy tego brunatnego dywanu zaraz za progiem. Bawiło go, że szybciej podjęli decyzję o mieszkaniu tu razem, niż o tym, że będą prawdziwą parą, a nie kumplami do seksu, jak w pewnym sensie było do dzisiejszej nocy.
— Na razie tylko uprzejmie wypominam — rzucił Jaz z wrednym uśmiechem na twarzy i zamknął drzwi, odwieszając kurtkę.
Marvin zrobił to samo, zostając w czarnej, cienkiej bluzie z kapturem i w spodniach, bo chwilę później zdjął też motocyklowe buty.
— Na razie… Strach się bać, co jeszcze na mnie znajdziesz…
— Chyba muszę dokładniej posprawdzać — odparł Jaz, podchodząc powoli do kochanka z drapieżnym uśmiechem. — I zadbać o to, abyś jutro mógł… albo musiał odpocząć.
Marvin zmierzył go przeciągłym spojrzeniem, patrząc na te wyrzeźbione mięśnie rysujące się pod ubraniem, na jego szeroką szczękę, orzechowe oczy i na koniec skupiając wzrok na kroczu. Sam dość teatralnie wciągnął powietrze do płuc, powiększając klatkę piersiową i wypuścił je z niskim pomrukiem. Cofnął się przed nim o krok, a Jaz uniósł brwi w pytającej, pozorowanej minie.
— Chcesz mi uciec, kotku?
— A jest się czego bać? — Marvin znowu zrobił dwa kroki w tył, równocześnie powoli obsuwając zamek bluzy w dół.
Jaz wzruszył ramionami.
— Zależy, jak bardzo zgrzeszyłeś.
— Sam wiesz, że niegrzeczna ze mnie dziewczynka — odparł Marvin prześmiewczo.
— Jak bardzo? Wyspowiadasz się? — Jaz ciągnął tę grę, patrząc na Marvina trochę z góry, tak samo jak dziś robił to na scenie. Nie musiał być nawet przebrany, aby wyglądać groźnie.
— Rozwiązłość — odpowiedział nisko drugi mężczyzna.
— I? — Jaz pytał dalej, podchodząc do niego coraz bliżej. Wsunął dłonie w kieszenie i był całkowicie poważny na twarzy, mimo że jeszcze chwilę temu się uśmiechał. W głębi ducha nadal to robił i trochę też się nakręcał. Ponosiło go, czuł to wyraźnie.
— Wyuzdanie… — Marvin oblizał powoli dolną wargę, napalając się tą grą.
Jaz prychnął pod nosem i kiedy już był blisko kochanka, chwycił go nagle za szczękę, mocno ją ściskając.
— Więc… Taka seksowna, wyuzdana i rozwiązła, chętna dupcia, więc musi teraz odpokutować i ładnie mi wyśpiewać, jak by chciała spłacić swoje grzechy.
Marvin zacisnął zęby, patrząc mu twardo w oczy.
— Kto powiedział, że chętna dupcia ma w sobie pokorę? — odpowiedział, grając nadal i prowokując Jaza.
— Bo chcesz zmian i chcesz zobaczyć — ten zbliżył się do niego jeszcze bardziej, pochylając mu się do szyi, po czym odetchnął na nią ciepłym powietrzem — jak może być — liznął go po lekko zarośniętym policzku — ci lepiej. Najlepiej.
Marvin zagryzł wargę i spojrzał na niego przez lekko zmrużone powieki.
— Będzie mi lepiej… — zaczął i powoli przesunął samymi opuszkami palców po jego bluzce na klatce piersiowej — jeśli ci ulegnę i okażę skruchę…?
— Mmm… — Jaz zamruczał nisko i wibrująco. — A chcesz zostać ukarany i ponieść konsekwencje swoich… grzeszków? — spytał, chociaż uważał, że były to poważne grzechy, a nie grzeszki, kiedy tak pieprzył się z kim popadnie.
— Tylko marzę o tym, byś mnie ustawił do pionu — Marvin odmruczał dwuznacznie, zsuwając palce w dół i lekko ciągnąc go za szlufki od spodni głębiej do mieszkania.
— A nie poziomu? — odparł Jaz, przesuwając dużą dłonią po boku przystojnej twarzy kochanka. — Mów — nakazał mu, idąc krok za krokiem do przodu, napierając tym samym na drugiego mężczyznę.
— Jestem bardzo skruszony… Ale mi wstyd tak się przed tobą z tych grzechów… obnażać — szepnął, powoli zdejmując z siebie bluzkę i zostając w samym obcisłym, czarnym podkoszulku.
— Wstyd? Przed chwilą mówiłeś, że go nie czujesz — wytknął mu Jaz i nie pociągnął go w stronę sypialni, a przez pokój do łazienki.
— Widzisz sam, tracę przy tobie rozum — stwierdził Marvin i wszedł tyłem do niedużego pomieszczenia z jasnymi, kremowymi kafelkami, którego większość zajmował prysznic z żółtą zasłonką. Na lewo od wejścia była toaleta i obok umywalka z dużym lustrem nad nią.
— Więc? — spytał Jaz, zamykając za nimi drzwi i stanął, opierając się o nie plecami z założonymi rękoma. — Gadaj. Chcę znać twoje małe, plugawe grzeszki, abyś mógł potem je wszystkie, jeden po drugim, odpokutować.
— Robiłem sobie sztuczną dziurą, od kiedy mam opatrzoną dłoń, a myśli o tobie nie pozwalają mi powstrzymać chuja przed erekcją… — zamruczał Marvin z dobrze graną pokorą, choć spojrzenie, które rzucał Jazowi spod ciemnych, długich rzęs było wręcz grzeszne.
— A wcześniej? — ciągnął Jasper, który nadal mierzył go tym oceniającym spojrzeniem. — Mów i rozbieraj się jednocześnie. Chcę cię widzieć. Całego i nagiego.
Marvin rzucił mu wpierw sondujące spojrzenie, zastanawiając się, czy w tej grze w dobrym smaku będzie mówienie o tym, co robił z innymi facetami. Milczał więc przez moment, gdy podciągał w górę koszulkę. Bardzo powoli, równocześnie napinając mięśnie brzucha, przez co drugi mężczyzna miał doskonały widok na jego wyćwiczone na scenie, powoli odsłaniające się ciało.
— Tańczyłem na rurze dla dwójki mężczyzn, a potem jednego przeleciałem, a drugiemu dałem dwa razy napełnić swoją dupę…
— To… — Jaz podszedł do niego, kładąc mu dłoń na napinających się mięśniach. Stał przy tym bardzo blisko niego, przesuwając najpierw nosem po jego skroni. Emanowała od niego taka specyficzna, podniecająca pewność siebie. — Jedno napełnienie mamy już zaliczone… Czy nie chcesz go liczyć? Bo masz tego tak dużo w zanadrzu?
— Grzechów mam sporo na sumieniu — odparł Marvin, patrząc mu w oczy i powoli rozpinając spodnie. — Ale wolałbym teraz zgrzeszyć z tobą — dodał, owiewając jego policzek powietrzem.
— Nnn… ze mną odpokutujesz — odparł Jaz i skinął na niego głową. — Ruchy widzę. Strasznie się ociągasz — dodał dość ostro, ale przecież Marvin mu sam powiedział, że jak zacznie przeginać, to powie mu, aby przestał. A on jakoś chciał zrewanżować się Marvinowi za te tygodnie nerwów.
Marvin oblizał usta, lustrując go wzrokiem. W duchu czasem się wręcz dziwił podejściu Jaza. Jak nie chciał, tak jak teraz, by prężył się przed nim, by zrobił mu dodatkowo spektakl. A już odruchowo chciał się przed nim powyginać, poruszać biodrami i kusić powoli rozbieraną bielizną. Tak inaczej, na szybko, było dziwnie pozytywnie.
Pospiesznie zsunął spodnie, razem ze slipkami i zdjął z siebie, zostając przed kochankiem całkiem nagi. Rozłożył na boki ramiona i zamknął powieki, jakby czekał na rozkaz bądź karę.
Jaz złapał go mocno za szczękę, po czym przysunął własną twarz do jego. Liznął go czubkiem języka po dolnej, górnej wardze i po dole nosa.
— Napnij brzuch — rozkazał.
Marvin najpierw rzucił mu gorące spojrzenie swoich przenikliwych, żywych, zielonych oczu i dopiero spełnił polecenie, a mięśnie na jego brzuchu wyraźnie i mocno odznaczyły się pod śniadą, wydepilowaną skórą.
Jaz, patrząc mu nadal w oczy, ścisnął dłoń w pieść i lekko uderzył go w brzuch. Marvin tylko zmarszczył nos i sapnął głucho, nie spuszczając wzroku. Gdy Jaz uderzył jeszcze dwa razy, zacisnął mocniej pięści i mięśnie brzucha. Zrobiło mu się gorąco i oddech nieco przyspieszył, ale penis nie zmięknął. Wręcz przeciwnie. Coś w nim szalało z ekscytacji za każdym razem, gdy patrzył w tak władcze spojrzenie swojego kochanka. Dobrze mu też było, że ten traktował go tak bardzo po męsku. Ostukując i górując nad nim.
Jaz prychnął pod nosem z uśmiechem, po czym poklepał kilkanaście razy brzuch Marvina, aż ten zrobił się czerwieńszy od uderzeń.
— A teraz wpieprzaj się pod prysznic — rozkazał mu, samemu odciągając na bok ohydną, w swoim mniemaniu, foliową zasłonkę.
Marvin wpierw powoli wypuścił powietrze nosem i wychylił się, by przesunąć jego końcem po szerokiej szczęce Jaza.
— Tak jest — westchnął mu nisko do ucha i powoli wszedł pod prysznic. Tyłem, pokazując mężczyźnie swoje twarde pośladki i niby przypadkiem nimi zafalował, gdy odwracał się znowu do Jaza.
Młodszy mężczyzna tylko zrzucił górę ubrania i sięgnął nad jego ramieniem po słuchawkę prysznica. Drugą ręką pociągnął go za biodra do siebie.
— Wypnij się — rozkazał, ustawiając słuchawkę prysznica tak, aby woda leciała wąskim strumieniem. — I włącz zimną wodę.
Marvin przełknął dyskretnie ślinę, czując się coraz bardziej nakręcony. Niby spotykał się z innymi facetami, żeby ciągle próbować czegoś nowego, ale Jaz był taki naturalny i niewymuszony w swoich nowych zagraniach, że było to o niebo lepsze niż niektóre wydumane pomysły całej reszty. Serce aż przyspieszało swój rytm na samą myśl, na co ten jego seksowny, duży kochanek zaraz wpadnie.
— Cielesna pokuta? — wymruczał, oblizując usta i odkręcił wodę.
— To będzie twoje drugie wypełnienie — wytłumaczył Jasper i kiedy tylko woda poleciała ze słuchawki, nawet sekundę się nie zastanowił czy zawahał przed oblaniem kochanka zimną wodą po plecach i pośladkach. Chciał, aby to było dla niego tym samym co seks z jakimiś tam facetami. Miał za to zapłacić, ale aby potem chciał do niego przylgnąć, zmęczony i w efekcie zadowolony, mimo że w trakcie nie zawsze musiało być idealnie miło.
Marvin syknął głośno i cofnął się pod samą ścianę obłożoną kafelkami. Od razu dostał gęsiej skórki i odwrócił się przodem do kochanka. Penis też mu nieco zmiękł.
Jaz spojrzał na niego karcąco.
— Wracaj. Nie podoba ci się, jak ten facet cię obmacuje swoimi zimnymi łapskami? — spytał retorycznie, przez chwilę samemu lejąc sobie wodę na dłoń, aby ją ochłodzić. Jedną stopę opierał o brodzik i nie przejmował się przy tym, że ochlapuje podłogę łazienki.
Marvin jeszcze przez moment dyszał, stojąc przyklejony do ściany. Jego wilgotne ciało było całe napięte i wciąż miejscami zaczerwienione. Mężczyzna jednak zacisnął zęby i znowu stanął bliżej Jaza, nie zamierzając teraz okazywać słabości i uciekać. Zniesie to.
— Rób, co musisz — odparł mrucząco i wyzywająco.
Jasper zamiast znowu go oblać, chwycił go za ramię i przyciągnął do siebie, całując mocno w usta. Były one o stokroć cieplejsze niż jego lodowata dłoń. Nie puszczając go i nie przerywając pocałunku, dopiero wtedy polał penisa kochanka wodą.
Marvin ponownie chciał się wyrwać, ale powstrzymał się ostatkiem samokontroli. Sapnął tylko głucho w pocałunek i drżał mocno, czując, jak penis mu mięknie i jak ma ochotę stąd wyjść, wleźć pod ciepłą kołdrę i doprowadzić się ponownie, ciepłą dłonią do wzwodu.
Jaz w końcu go puścił i w spodniach wszedł do niego pod prysznic. Nie przejmował się tym, że te niemal od razu zrobiły się mokre i przykleiły mu się do nóg. Przyciągnął kochanka do siebie, obejmując w talii i zbliżając się do kurków, aby zmienić temperaturę wody. Kiedy była już dostatecznie ciepła, polał nią pośladki Marvina, znowu go całując i wsadzając mu język między wargi.
Momentalnie poczuł, jak ciało w jego ramionach rozluźnia się z ulgą. Marvin wypuścił głośno powietrze, przymknął oczy i wygiął lekko kręgosłup, wypinając chłodne pośladki do strumienia wody.
Jaz nie poprzestał tylko na polewaniu ich. Jedną dłonią rozchylił je i mocnym strumieniem popieścił szparkę z zewnątrz.
— Drugi spust? Napełnić cię nim? — wydyszał w usta Marvina.
— Tak — ten sapnął cicho, ledwo słyszalnie. — Tak… tak, pragnę — dodał, spinając i rozluźniając szparkę. Jego spojrzenie było lekko wilgotne i wciąż patrzyło prosto w oczy nieco wyższego od niego mężczyzny.
Jaz przysunął mu bliżej dziurki słuchawkę prysznica, rozsuwając mu jednocześnie pośladki. Polizał go przy okazji po ustach, nie przejmując się, że jego spodnie opinają mu się na udach, całe mokre. Teraz liczył się tylko Marvin, któremu w dość specyficzny sposób chciał pokazać, co dla niego jest lepsze.
Gdy Marvin poczuł, jak ciepła woda go napełnia, objął ramionami szyję kochanka i otarł się lekko penisem o jego krocze. Zamruczał nisko, zwilżając wargi językiem i skupiając się, by wyczuć moment, gdy będzie za dużo.
Jaz tylko trzymał go przy sobie ciasno i teraz, poza napełnianiem go, skubał trochę boleśnie jego ucho.
Marvin ściągnął brwi i zacisnął mocniej palce na jego szyi.
— Mam dość — szepnął w końcu, cofając biodra przed prysznicem w przód. Czuł się taki… pełny. Jakby naprawdę miał już w sobie tego dużo i bardzo potrzebował się teraz tego z siebie pozbyć.
Jaz jednak jeszcze chwilę go przytrzymał, nie pozwalając mu cofnąć bioder i wlewając do niego więcej wody. Dopiero kiedy uznał, że Marvin więcej nie wytrzyma, odsunął słuchawkę prysznica i ciepłą wodą oblał mu plecy.
— Trzymaj. I odpowiadaj. Doniosłeś to do domu w dupie?
Marvin zacisnął dziurkę z całych sił i poczuł, jak go aż zakręciło w środku. Musiał wziąć kilka głębszych oddechów, nim spojrzał ponownie na twarz kochanka, sam mocno zaczerwieniony na twarzy.
— Tak.
Jaz na moment zmarszczył brwi, po czym stuknął pięścią drugiego mężczyznę w brzuch. Marvin stęknął głośno i ponownie się przed nim cofnął, przylepiając plecami do kafelek. Oparł też o nie dłonie i przymknął oczy, dysząc głośno.
— Kurwa… — wydyszał, zaciskając tyłek tak mocno, jak tylko mógł.
Jaz schylił się do niego, przesuwając nosem po jego policzku, aż w końcu cmoknął go w niego. Jedną nogę wsunął między jego, na wszelki wypadek, gdyby Marvin się osunął.
— Hm? Jakiś problem? Doniosłeś, teraz nie doniesiesz? — dociekał, wręcz dręcząc tym mężczyznę. Miał plan i jego chciał się trzymać, chociaż do realizacji podsycało go to, co słyszał. Bolało go, że Marvin wrócił do jego domu z czyjąś spermą w dupie.
— Było… mniej… — wydyszał mężczyzna, nie otwierając oczu. Po udach pociekła mu strużka wody, przez co jęknął krótko i ścisnął jeszcze mocniej pośladki. Był maksymalnie pełny i taki nadęty. — Jaz, pozwól…
Młodszy tancerz uśmiechnął się tuż przy jego twarzy dość wrednie, bo też czuł, że wyjątkowo złośliwe było to, co Marvin mu robił wcześniej. Nie powinien tak się zachowywać, ale był tylko człowiekiem, którego ponosiły emocje, nieważne jakby się nie starał.
— Czyli co? Daję ci… więcej?
Marvin zupełnie nie mógł się w tej chwili skupić, bo myślał jedynie o pójściu na toaletę. Chwycił się tylko za podbrzusze i oparł czoło o ramię kochanka.
— Tak, tylko daj mi już się tego z siebie pozbyć!
Jaz cmoknął go w policzek i odsunął się od niego.
— Masz piętnaście minut — rzucił, po czym podał mu rękę, by wyprowadzić go spod prysznica. Zakręcił jeszcze wodę i nic więcej nie dodając, wyszedł z łazienki.
Po kwadransie Marvin nie wychodził z łazienki. Najwyraźniej uznał, że nagnie jego cierpliwość jak najbardziej, by mieć więcej czasu dla siebie. Nie chciał, by potem nagle woda z niego wyciekła.
Po kolejnych minutach w końcu usłyszał pukanie do drzwi. Mocne i niecierpliwe.
— Ile jeszcze? Wyłaź, nie zwalaj sobie w międzyczasie.
Marvin spojrzał na drzwi, akurat sięgając do spłuczki. Podszedł więc po chwili do progu i otworzył, wreszcie czując się przyjemnie pusty, ale mimo to nieco rozciągnięty.
Przed drzwiami stał Jaz. Oparty dłonią o framugę, ze wzniesionymi wysoko brwiami. Zmierzył wzrokiem ciało Marvina, zawieszając dłużej wzrok na jego penisie. Ten po oklapnięciu przez zimny prysznic teraz znowu był połowicznie sztywny, a Marvin zagryzł wargę kusząco, patrząc w oczy kochanka. Miał nadzieję, że dalsza część będzie przyjemniejsza.
— Chodź. — Jaz skinął na niego głową. Był nagi. Dobrze zbudowany, o szerokich ramionach i mocnej talii, ale nie o takim tyłku jak Marvin. Nie miał też jego nóg. Ale i tak jego ruchy były miłe do oglądania, kiedy szedł przez salon, zerkając dwa razy na kochanka, czy za nim idzie i w końcu wchodząc do sypialni.
Marvin w milczeniu obserwował jego ciało, po drodze już powoli przesuwając dłonią po swoim członku. Nakręcał się na tego faceta. Jaz był czasem taki różny w swoich zachowaniach. Jeszcze niedawno przecież przerżnął go szybko w garderobie, a teraz zabrał go tu, przedłużając całą tę scenę i budując napięcie. A napięcie w powietrzu można było kroić nożem, bo Jaz nie mówił, co zamierza.
— Klęknij — polecił w końcu, wskazując łóżko.
Przez usta Marvina przemknął niemal drapieżny uśmiech. Wszedł powolnym, niemal leniwym krokiem na materac. Klęknął szeroko i oparł dłonie z przodu o pościel, prezentując w całości swoje ciało. Zafalował nim lekko i wypiął pośladki.
Jaz obszedł go jeszcze, doszedł do szafki nocnej i wyjął z niej zarówno lubrykant, jak i… pluga. Tak uzbrojony, klęknął za Marvinem na łóżku i od razu otworzył nawilżenie. Sporo wylał na rozluźnioną dziurkę kochanka.
— Mmmm, tyle wilgoci na niej w jeden wieczór… Rozpieszczasz moją szparę — Marvin szepnął aksamitnym głosem, wysuwając jedną nogę do tyłu i trąc stopą o udo Jaza.
Ten tylko prychnął pod nosem, po czym jeszcze trochę nabrał na jedną dłoń, nim sięgnął drugą po pluga. Najpierw otarł nim o jego rowek, po czym naparł na wejście. Jednocześnie drugą dłonią przesunął między swoimi nogami.
Marvin obejrzał się na niego i rzucił mu długie, lubieżne spojrzenie. Odchylił się tyłkiem bardziej w jego stronę, napierając na zabawkę i biorąc ją w siebie z gardłowym, seksownym pomrukiem.
Jaz patrzył, jak ta się wsuwa w drugiego mężczyznę. Podniecało go to, ale chciał czegoś innego. Chciał skończyć swój plan. Więc kiedy tylko mięśnie odbytu Marvina znowu zacisnęły się, ale teraz na tej najwęższej części zabawki, Jasper pochylił się nad plecami kochanka i wydyszał:
— Jeden sam dałeś, dwa spusty już dostałeś. Wiesz, jaki będzie następny etap twojej pokuty?
Marvin, oddychając głęboko przez rozchylone usta, pokręcił głową przecząco i lekko zakręcił biodrami, dopasowując się do zabawki.
— Powiedz mi.
— Przelecisz mnie — odparł od razu Jaz, używając tych samych słów, których wcześniej użył Marvin, określając, co robił z tymi dwoma facetami. Dwa razy dostał w tyłek. Raz w garderobie, raz pod prysznicem, więc teraz musiał być trzeci raz, z dedykacją dla jego penisa.
W zielonych oczach Marvina pojawiło się na ułamek sekundy zaskoczenie. Nie spodziewał się tego. Nie w momencie, kiedy wcześniej Jaz wspominał o drugiej rundzie i tak porządnie wypłukał mu tyłek. Mimo tego zaskoczenia, poczuł nagłe naładowanie podnieceniem i wyprostował się na kolanach, wciąż czując się specyficznie napełniony.
— Odwróć się w takim razie — zamruczał tuż w usta kochanka, aż ten poczuł na swoich ruch jego warg.
Jaz uśmiechnął się i liznął jego usta.
— Proś o to ładnie. To ma być dla ciebie kara, dupciu — dodał i poklepał kochanka między pośladkami, po podstawie pluga.
Marvin poczuł przepływające przez ciało przyjemne ciarki.
— Proszę… daj się przelecieć takiej suczce… — zamruczał nisko, patrząc mu w oczy uwodzicielsko z całym swoim seksapilem i na koniec przesunął nosem po jego szyi, mrucząc cicho.
— Czyjej suczce? — jego kochanek jeszcze dopytał, jednocześnie jednak już siadając obok na materacu łóżka. Pomasował się dłonią po penisie, po jądrach i między nogami, rozchylając je. Wolał zwykle topować, ale teraz chciał udowodnić, że jego ciasna dziurka jest lepsza niż jakiegoś innego faceta.
— Takiego diabła, który dzisiaj samym spojrzeniem na scenie sprawił, że miałem ochotę podejść do niego na kolanach i błagać o litość — odpowiedział cicho Marvin, sięgając po porzucony przez kochanka lubrykant i wyciskając sobie na palce. — Który potrafi zmusić do posłuszeństwa i usidlić taką kotkę w rui… — dodał, klękając pomiędzy nogami Jaza i kierując palce do jego rowka.
— To niech ta kotka jeszcze ładnie wyliże mi chuja — zasugerował Jaz, rozsuwając nogi i podpierając się za swoimi plecami rękoma. — I niech ci nic nie wypadnie z dupska.
Marvin odpowiedział jedynie gorącym spojrzeniem i sam klęknął szeroko, wypinając tyłek w górę. Potem, masując już dziurkę Jaza, pochylił się i całą szerokością języka polizał jego duży członek od jąder, aż po czubek. Zamlaskał.
— Mmm… — Potarł jeszcze o niego policzkiem, jakby się łasił i zafalował swoim ciałem teatralnie, jakby na samo to uczucie przeszedł przez niego spazm.
Jaz pogładził go dużą dłonią po ciemnych włosach, czochrając je przy okazji. Widział, co Marvin robi i nie zamierzał się dać podpuścić.
— Nie graj, dupciu. Chcę widzieć tylko, jak ci się podoba, jak jesteś podekscytowany, że mnie przerżniesz, mając pełną dupę.
Na te słowa Marvin autentycznie poczuł silne drgnięcie w kroczu. Uśmiechnął się do siebie i wsunął zarówno dwa palce powoli i płynnie w tyłeczek Jaza, jak i jego penisa do ust. Poruszył głową w przód i w tył, zaczynając tak go pieścić i poszerzać jego dziurkę. Dawno nie ruchał Jaza. Wprawy jednak nie stracił, bo pieprzył kilku obcych facetów od tamtego czasu.
— Mmmm… — Jaz mruknął nisko, dosłownie na moment odchylając głowę do tyłu. — No, dalej. Nie szczędź sobie.
Po tych słowach poczuł, jak Marvin rozszerza w nim palce, a potem zaczyna nimi poruszać. Wpierw powoli i płynnie, a potem coraz szybciej i odwróciwszy dłoń spodem do góry, zaczyna go nimi szybko i mocno pieprzyć. Wciąż z jego penisem w ustach.
Jaz jęknął nisko, po czym oblizał usta. Był otwarty na Marvina, nie spinał się, bo kiedy ten był w toalecie, sam trochę nad sobą popracował. Nie chciał za długo zwlekać.
Marvin spojrzał na niego w górę i czując, że wnętrze kochanka nie obciska jego palców, wysunął je z niego. Podobnie jak odsunął głowę. Nasmarował szybko swój członek i zadarł nogi Jaza. Popatrzył mu w oczy, zniżając się do jego twarzy.
— Mój tyłek pulsuje na tym plugu na samą myśl, że jestem godzien, by cię przerżnąć — zamruczał teatralnie.
— Godzien? — prychnął Jaz, wyciągając do niego rękę i łapiąc go za kark. Przyciągnął go do agresywnego pocałunku. — Pojebało cię do reszty. Pieprz mnie i niech twój chuj odpokutuje, że się kiedykolwiek wsunął w dziurę tamtego fagasa!
Marvin zamruczał i pocałował go mocno oraz pchnął, wchodząc w mężczyznę w całości. Jaz od razu syknął i mocniej ścisnął palce na jego karku. Czuł, jak nagle robi mu się cholernie gorąco w dupie i jak penis aż mu podryguje na tę sensację.
Marvin natychmiast zaczął się ruszać, trzymając jego nogi i zginając go przez to. Nawet ruchając go, nie robił tego automatycznie i typowo. Falował kręgosłupem przy każdym pchnięciu i patrzył w oczy kochanka. Był taki przystojny i seksowny… Pachniał seksem i męskością. Do tego sam czuł w sobie zabawkę, która pieściła go podczas poruszania się. Było mu ciepło, tym bardziej, gdy patrzył na rozgorączkowanego Jaza pod sobą. Tego samego faceta, który dzisiaj wyszedł na scenę jako diabeł. I teraz mógł go pieprzyć, a nie dawać mu się ruchać z Karlem.
— Uuuch, kurwa Marv… Rżnij mnie! — wydyszał Jaz, samemu się pod nim poruszając. — Niech moja pełna dupcia mnie pieprzy i robi to naj… najlepiej, jak, kurwa, umie!
— Robi! — Marvin spojrzał mu żywo w oczy i pociągnął zębami za jego dolną wargę. Wsunął się w niego mocno, zadzierając jego nogi jeszcze bardziej i niemal składając go w pół. Prawie że położył się na nim klatką piersiową i od razu zaczął poruszać samymi biodrami, robiąc teraz płytsze, ale szybsze pchnięcia. — Cały jej kutas jest dla ciebie — dodał na wydechu i pocałował namiętnie Jaza.
— Och, taaak! Moja… moja jebana pretty laaaa… — jęknął Jasper, trzymając się teraz mocno ramion kochanka. Miał przymrużone oczy, sztywnego penisa między ich ciałami, ściągnięte jajka i już skrajnie go ogarniającą przyjemność i ekscytację. Obaj zresztą byli rozgrzani i spoceni, ale mimo wysiłku nie chcieli zwalniać.
Marvin wyglądał na maksymalnie podnieconego. Sapał nisko przy każdym pchnięciu, a jego penis był sztywny i gorący.
Czując, że szybko dojdzie, puścił jedną nogę Jaza i sięgnął do swojego tyłka. Chwycił za pluga i poruszył nim w rytm, w jakim wchodził w kochanka. Jęknął głośno.
Jaz zaśmiał się, a raczej zachrypiał między kolejnymi pchnięciami.
— Chęt… chętna dupa — rzucił, samemu podciągając się na karku kochanka i sięgając między jego pośladki. Chciał naprzeć na jego dziurę chociaż czubkami palców, aby mocniej mu powciskać ten duży, obły kawał plastiku.
Marvin znowu wydał głośniejszy jęk i poruszył szybciej biodrami, w końcu spuszczając się w tyłku mężczyzny. Zacisnął się przy tym mocno na zabawce, wykonując ostatnie, chaotyczne ruchy frykcyjne. Jaz potraktował to jako ostatnią szansę i szybko sięgnął do swojego penisa. Korzystał z ostatnich ruchów zmęczonego seksem kochanka. Spod przymkniętych powiek patrzył na niego, cały zadowolony i najarany, aż doszedł z głośnym jękiem.
Rozgrzany Marvin opadł na niego, jakby wcale całkiem niedawno nie uświadczył zimnego prysznica. Był teraz rozgorączkowany po tym seksie, wciąż z plugiem w tyłku, na który teraz nie zwracał zupełnej uwagi. Objął Jaza i pocałował go resztkami sił. Jasper przyciągnął sobie jego twarz do siebie, aby lepiej się w nią wcałować.
— To… hm, myślisz, że odpokutowałeś ten twój jeden skok w bok? — spytał cicho i z lekką chrypką. Doskonale wiedział, że nie był to skok w bok, tylko pozwolił Marvinowi na coś takiego. Kara więc mogła być na pół miła, na pół… Dobrze, miała być karą, ale niech za karę robi z nim zawsze coś lepiej.
Marvin uśmiechnął się do niego bokiem ust i przytaknął.
— Tak, myślę, że tak. I idealnie mi udowodniłeś, że nikt cię nie zastąpi. Taki facet… — Zagwizdał krótko, lustrując go.
— Z takim plugiem. — Jaz zaśmiał się znowu, dotykając zabawki, która wciąż była w kochanku. — Jeszcze tylko masz do odpokutowania resztę, zdajesz sobie z tego sprawę?
— Traktujesz to poważnie czy tylko tak mówisz? — Marvin uniósł się lekko i odwrócił do niego bokiem, by mógł wyciągnąć mu zabawkę.
— A jak myślisz? — spytał drugi mężczyzna bez żadnego uśmieszku na twarzy.
— Moje „skoki w bok” na pewno poważnie, ale to odpokutowanie, nie wiem, stary. Chcesz mnie ukarać, czy coś udowodnić? — Marvin obejrzał się na niego i zamachał na pospieszenie tyłkiem.
Jaz westchnął ciężko i chwycił delikatnie nasadę pluga, ciągnąc go powoli, aby go wyjąć.
— Udowodnić. Karać nie mogę, bo to moja wina, że ci na to pozwoliłem.
Marvin nie odpowiadał chwilę, nim zabawka nie opuściła całkiem jego szparki. Ta lekko się zamknęła i mężczyzna ponownie położył się obok kochanka.
— Nie musisz nic udowadniać. Ciebie kocham, nikogo innego — powiedział poważnie.
Jaz chwilę na niego patrzył, ale w końcu spytał zdecydowanym tonem, chociaż w głębi wcale taki nie był:
— Nie podobało ci się?
— Teraz? Pieprzenie cię? Wyszedłbym na totalną babę, gdyby nie jarało mnie pieprzenie mojego faceta. — Na twarzy Marvina za to pojawiło się lekkie rozbawienie.
— Całość — sprecyzował Jasper, już trochę się denerwując, jaką usłyszy odpowiedź.
— Kurwa, Jaz, a czy ciebie jarało to, jak wychodziłem się pieprzyć z innymi? — Marvin uniósł sceptycznie brew i pocałował go w bark. — Całość… kręciła mnie gra w „spowiedź”, kręciła mnie lewatywa i plug w dupie. Martwi mnie tylko, że na poważnie bierzesz to, co z nimi robiłem.
Jaz aż bardziej się uniósł, przekręcając na bok, aby lepiej widzieć kochanka.
— A jak mam to, kurwa, widzieć, jak nie na poważnie? Jako taką… ot, zabawę? Sorry, stary, trochę zgrzyta.
— To była… ot, zabawa. Jaz, jestem na serio z tobą, tamto nie miało znaczenia na tle tego, co jest między nami. Zapomnij o tym, obiecałem ci już siebie na wyłączność.
Jasper chwilę na niego patrzył. Na te jego piękne, zielone oczy, jakby chciał w nich coś wyczytać. Nie wiedział, co myśli Marvin, mimo że mu mówił. Nie wierzył w to do końca. Bo jeśli to była tylko zabawa, to po co to robił? Po co szukał jakichś bonusów, nie wiadomo gdzie? A on sam? Też chyba nie wiedział, co myśli. Skoro z jednej strony był szczęśliwy, a z drugiej zły, że tyle to trwało. Tyle czasu dusił w sobie wszystkie te uczucia.
W końcu przewrócił oczami i upadł plecami na materac łóżka.
— Pieprzyć, nie łapiesz tego. Chciałem tylko odzyskać co moje — burknął pod nosem, zagapiając się w sufit.
— Mój kutas jest zawsze twój — odparł Marvin, również przewalając się na plecy obok niego i zapatrzył w niemal ten sam punkt. — Nie wkurwiaj się na mnie. Byłeś taki wesoły na tym parkingu.
— Bo się ucieszyłem, że… — Odwrócił głowę w jego stronę. — Że jestem dość dobry dla ciebie. Że serio cenisz mnie na tyle.
Marvin zerknął na niego i lekko pokręcił głową.
— To ty jesteś we mnie za bardzo zakochany. To niezdrowe, jak się mnie trzymasz. Każdy inny dałby sobie spokój.
— Nie jestem każdy inny — burknął Jaz, marszcząc brwi groźnie i z pretensją. — Kocham cię. Nie chcę być każdym innym dla ciebie — warknął na koniec. Kim w końcu był w jego oczach? I co to były za teksty o byciu za bardzo zakochanym?
— Nie jesteś, głupku. Jesteś moim tygrysem — zamruczał Marvin. — Tylko za tobą szaleję — dodał i pocałował go, przytrzymując sobie jego twarz z boku, by przedłużyć pieszczotę.
Uspokoiła ona trochę Jaspera, więc spasował i objął w pasie starszego mężczyznę, gdy ten odwrócił się do niego plecami, wtulając się nimi w jego szeroką klatkę piersiową. Taki przystojny, taki seksowny… Nadal był trochę zły, ale skoro Marvin postanowił iść spać, chyba pozostało mu na dzień dzisiejszy już tylko cieszyć się z tego, że jest z nim, a nie jakimś innym kutasem w łóżku. I… może kiedyś z niego wydusi, co robił z innymi. Po tym, co dziś było, po tym, jak się dowiedział i zrobił to lepiej, czuł się spokojniej. Czuł się lepszy w swoich oczach, że udowodnił sobie, że nie jest „każdym innym”, że coś znaczy i nie należy aż tak bardzo do drugiej ligi, a Marvin jest z nim nie tylko dlatego, że wygodnie było mu spać z nim, miał go do seksu zawsze pod ręką, czy to w pracy czy w domu. A on nie chciał być jego kumplem do seksu czy czasowym kochankiem. Kochał go i wiedział, że zakochuje się w nim coraz bardziej z każda kłótnią czy rozmową przy filmie. I może jednak Marvin miał trochę racji. Był za bardzo zakochany. Ale to dobrze. Postawi na swoim, uda mu się coś w końcu. Marvin będzie jego i nie puści go już. Nigdy.

13 thoughts on “No Exit – 4 – Spowiedź i pokuta

  1. O. pisze:

    „I może jednak Marvin miał trochę racji. Był za bardzo zakochany. Ale to dobrze. Postawi na swoim, uda mu się coś w końcu. Marvin będzie jego i nie puści go już. Nigdy.”
    Podkreśliłabym słowo „JEGO”.
    Jeśli wiecie o co mi chodzi.

    xD

  2. Katka pisze:

    Yuu, heeeeej :D Fajnie, że piszesz komenta i cieszy nas, że czytasz! :D Miło widzieć, że wciąż jesteś z nami. Tym bardziej, że opowiadanie się podoba, ale przyznam, ze pisanie takich scen jak te występy to jednak trudna rzecz, więc miło nam, że jako tako wychodzi ;) Hehe i wychodzi na to, że i Jaz i Marvin się dziwnie zachowują XD Cóż, są specyficzni, wychowali się tak, a nie inaczej i mają te swoje teorie czy opory. Ale przynajmniej jest ciekawiej, niż jakby pisać o szarym, stereotypowym Kowalskim ;) Pozdrawiamy serdecznie i również życzymy miłego spędzania czasu! ;)

  3. Yuu. pisze:

    Hej, hej :3 no, opko się rozwija. Ogólnie podoba mi się jak opisujecie całe te przedstawienia. Ogólnie według mnie przynajmniej trudno opisać jest taki ruch.
    Szkoda mi trochę Jaspera, ale… Jest trochę przewrażliwiony. W sumie chyba sam nie wie czego chce, w końcu nie może trzymać Marvina na smyczy, prawda? Chociaż on też dziwnie się zachowuje, mówi, że go kocha, ale nie umie tego okazać.
    No, ja tylko na chwilkę, pokazać że żyję. Pozdrowionka i miłych wakacji :*

  4. Katka pisze:

    Saki, kreatywności chyba im obu nie można odmówić, hehe. Chociaż tak, Jaz ma jej bardzo wiele, a Marvin nie pozwala mu się nudzić, odwalając e różne durne rzeczy (ale to akurat negatywne XD). Fajnie, że się podobało :) Pozdrowionka :)

  5. saki2709 pisze:

    Przeczytałam już dawno, ale jakoś nie mogłam się zabrać za komentarz. Muszę przyznać, Jasper to dopiero jest kreatywny. Z nim i Marvinem nie ma mowy o nudzie. Rozdział super. Jaz na dole też mi się bardzo spodobał. Ogólnie było gorąco XD
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  6. Katka pisze:

    Basia, seksie fajny, nieskromnie się zgadzam XD Pokuta dla Marvina… cóż, w niej największym problem to ten, ze go kręciła, więc ciężko w tym widzieć jakąś karę, no ale kto wie, może jednak będzie grzeczniejszy ;)

  7. Basia pisze:

    Witam,
    ach jaki fantastyczny rozdział…. oby Martin wykorzystał tą szanse daną przez Jaspera… sceny seksu wspaniale przedstawiłyście… no tak to była prawdziwa pokuta dla Marvina..
    weny….
    Pozdrawiam serdecznie

  8. Katka pisze:

    Gordon, yey, fajnie, że widać, że oni obaj to niezłe samce, mimo że faktycznie Marvin czasami się zachowuje jak kurewka XD No ale, ale, ważne, że ich seks się podoba. A Jasperek i jego inwencja twórcza… no cóż, lata tańczenia jak widać pobudzają kreatywność, tym bardziej, że ich choreograf nie jest specjalnie zaangażowany XD To chłopak umie sobie radzić na różnoraki sposób :)

    Neko, hehe, miało być gorące, więc bardzo mnie cieszy to, co piszesz XD Tym bardziej, że się przekonujesz. To baaardzo fajnie. Mam nadzieję, że kolejne wydarzenia jeszcze utwierdzą Cię w przekonaniu, że warto czytać :)

    O., haha, urocza konkluzja. Och, może być seksowna, może :D Przyznam, że sama się tą sceną niezdrowo jarałam. A Jasper kiedy się stawia, rzeczywiście jest przyjemny do czytania, bo nie tylko wychodzi z niego ta stanowcza, męska część, ale też chyba dzięki temu bardziej namacalnie widać jak mu zależy i że jest zazdrosny :)

  9. O. pisze:

    Jaaaa! Nie wiedziałam, że lewatywa może być tak seksowna! Serio!
    Uwielbiam jak pary są wobec siebie zaborcze i zazdrosne, to drugie w zdrowych granicach, ale lubię i dobrze, że Jasper zaczął się „stawiać”

  10. Neko pisze:

    O rany ; D To było takie gorące, że ledwo usiedziałam na krześle xD Nie byłam do końca przekonana do tego opka, ale zaczyna mi się coraz bardziej podobać.

  11. Gordon pisze:

    Lubie ich seks, jest duzo testosteronu nawet od strony Marvina ktory jak chce to potrafi sie zachowywac jak pani lekkich obyczajow ;p Jasper jest zazdrosny i sie ma co dziwic ale niezle sposoby na odzyskanie swojego wybiera xD Kreatywnosci mu nie brakuje nie tylko przy wystepach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s