No Exit – 3 – Podchody

Jasper z uporem i przekleństwami wciskał na tyłek obcisłe, przylegające do ciała i niewygodne spodnie. Kiedy je zapiął, zostały mu już tylko do ubrania ciężkie buty z metalowymi klamrami oraz szerokie pieszczochy na nadgarstki. Rogi i ogon, które miał sobie doczepić do przedstawienia, zostawił na koniec. Zerknął za to na Karla, który męczył się ze swoim gorsetem. Byli w garderobie Marvina, skoro ta była większa, a i tak między jedną a drugą było swobodne przejście.
— Pomóc ci?
Jasnowłosy, dwudziestoletni chłopak o chłopięcej urodzie obejrzał się na niego i pokiwał głową.
— Jak możesz. Ten szajs jest chujowo ciasny, a i tak tego kurwa związać nie umiem — rzucił, jak zwykle klnąc jak szewc, co, jeśli się go nie znało, wywoływało mocną konsternację przez jego niewinny wygląd. Przynajmniej wtedy, kiedy był ubrany po swojemu, bo jego codzienny styl był już bardziej kompatybilny z jego manierami. Nosił bowiem ciężkie i ciemne ciuchy.
Jaz podszedł do niego i szybko i sprawnie ścisnął go w gorsecie. Miał w tym wprawę, bo niejednokrotnie pomagał przy tym Marvinowi, ale ten sam też umiał sobie z tym radzić. Niemniej z pomocą zawsze było szybciej. Teraz usłyszał stęknięcie chłopaka, kiedy ścisnął go mocno, usztywniając go.
— Ja pierdolę, jak ja mam w tym mieć jakąkolwiek możliwoooookurwaść ruchu? — stęknął Karl, macając się po bokach.
— Ćwiczyliśmy już to przecież. Nie marudź. Dobrze wygląda — stwierdził Jaz i kiedy tylko sznurki gorsetu związał w estetyczną kokardę, pomasował po jasnych, szczupłych ramionach. — Będzie dobrze.
Karl odetchnął ciężko, a raczej spróbował, bo gorset mu to znacząco utrudniał. Głównie oddychanie przeponą. Odwrócił się wokół własnej osi i spojrzał z bliska na starszego tancerza. Był od niego dużo niższy, więc musiał zadrzeć głowę, a lekko pofalowane włosy jeszcze mocniej poruszyły się przy tym ruchu. Był naprawdę śliczny, choć niebieskie oczy mrużył dość lisio. Nie odbierało mu to jednak uroku typowego twinka.
— Dzięki. Wiedziałem, że miły z ciebie facet. I miło będzie z tobą pracować. — Uśmiechnął się szeroko, po czym uniósł się na palce i pocałował go soczyście w policzek.
Jaz nie odtrącił go ani nic tych rzeczy, tylko łagodnie odpowiedział na uśmiech. W tej branży takie rzeczy się zdarzały i nie były niczym dziwnym.
— Jasne, spoko. To dopieść się do końca i — zerknął na zegarek — zaraz wychodzimy.
Blondyn potaknął gorliwie i odsunął się do swojej toaletki, a raczej do toaletki Marvina, którą zajmował na czas jego zmiany stanowiska. Sięgnął po szminkę mężczyzny i zaczął się starannie malować. To mu szło dużo lepiej niż zakładanie tych wszystkich przyciasnych ciuszków.
Jaz chwilę na niego patrzył. Jak używa rzeczy jego kochanka, jak siedzi na jego miejscu… I sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Nie wiedział też ni cholery, po co spytał:
— Masz w ogóle teraz kogoś?
Karl zamrugał rzęsami i popatrzył na niego w odbiciu. Zanim odpowiedział, cmoknął kilka razy ustami, by rozprowadzić szminkę i pokręcił głową.
— Nie mam. A co, chcesz się umówić? — zapytał z lekkim uśmieszkiem i sięgnął po tusz do rzęs.
— Od razu jak bezpośrednio! — Jaz zaśmiał się pod nosem. — Zobaczymy. Po występie ci powiem, jeśli się spiszesz i nie zawalisz.
— Hoho, to muszę zajebiście machać dupą! — Karl roześmiał się, przyglądając mu się w odbiciu z zaciekawieniem. — Dla takiego ogiera się postaram — dodał i zaczął malować rzęsy. Miały się lekko błyszczeć do występu.
Rozbawiony Jaz zaczął montować sobie przy pasku spodni czarny, diabelski ogon, a następnie czerwone rogi. Kiedy trzymał je przy czole, aby specjalny klej trochę przysechł, myślał intensywnie o tym, co właśnie robił. Czy był na tyle niewdzięczny, aby wykorzystać tego chłopaczka, by Marvin poczuł się zazdrosny? I czy w ogóle by się taki poczuł? Cholera! Sam nie wiedział, co robi. Dłoń kochanka goiła się szybciej niż układały mu się myśli w głowie.
W końcu, kiedy obaj byli gotowi, czas było zacząć przedstawienie.
Gdy tylko wyszli na scenę, światła w sali pogasły, oświetlając jedynie miejsce występu oraz bar. Dzięki temu Jaz, za tłumem zgromadzonym na parkiecie, ujrzał swojego faceta w ubraniu barmana, z zabandażowaną dłonią, jak opiera się łokciami blat i patrzy w jego stronę. Wyglądał równie przystojnie jak zawsze, z tym swoim zwierzęcym spojrzeniem. Nawet teraz wymownie zlustrował Jaza i oblizał się lubieżnie na znak aprobaty tego, jak ten się przebrał.
Jasper długo nie mógł patrzeć w jego stronę. Rozejrzał się za to po sali teatralnym spojrzeniem, mierząc groźnie każdego gościa z osobna. Było cicho, a on na czarnej scenie, ubrany poza klatką piersiową, która była naga, także na czarno, wyglądał groźniej niż zwykle. Szeroka klata piersiowa, mocno wyrobione mięśnie i twarde spojrzenie. Na ten występ nawet założył soczewki, aby jego oczy były całe czarne, z białkami włącznie. Robił wrażenie, chociaż trochę było mu głupio, że większy udział w pomyśle, jak będzie wyglądać, miał on sam, a nie ich choreograf, który ograniczył się wyłącznie do zakupów.
Po chwili takiego napięcia, kiedy wszyscy się na niego patrzyli, on nagle zaśmiał się pod nosem. Nieprzyjemnie cynicznie. Wyjął zza pasa spodni bicz, odchylił na moment głowę do tyłu i na bok, liżąc w wyuzdany sposób jego rączkę. Sekundę później chwycił ją już mocno w dłoń i strzelił w podłogę. Z niej, z racji, że była czymś posypana, uniósł się biały pył.
Po klubie rozległa się muzyka. Ciężka, wibrująca, z mruczącymi, niskimi głosami w tle.
Stojący za barem Marvin poczuł specyficzny, nieco świerzbiący dreszcz na kręgosłupie. Wypuścił cicho powietrze, obserwując Jaza. Uwielbiał z nim tańczyć. Tylko z nim czuł ten sceniczny magnetyzm. Mężczyzna, mimo swojej postawnej sylwetki, poruszał się z gracją i każdy krok miał wyćwiczony. Do tego ta ekspresja… Padłby na kolana przed takim diabłem.
Jednak zamiast niego na scenę w ciężkich kajdanach na rękach wyszły trzy osoby. Dwie kobiety wpadające tylko gościnnie na występy i w środku właśnie Karl.
Jaz obszedł cała trójkę, oceniając ją wzrokiem, potem znowu do muzyki trzasnął biczem, a kajdany opadły na ziemię. Aktorzy musieli je dotychczas tylko trzymać, ale i tak wrażenie było dobre. Jakby diabeł miał władzę nad ich wolnością.
Następnie odprawił dwie dziewczyny, które zbiegły ze sceny, jakby uciekając. Został tylko Karl. Wymalowany, w ciasnym gorsecie, a teraz obłapiany od tyłu przez diabła, który trzymał go jedną ręką za brzuch, a drugą przyciskał mu rączkę bicza do szyi, kładąc go na swoją klatkę piersiową. Widać było, że ma nad nim władzę, że posiada go i bawi się nim, zerkając co raz w stronę publiki, jakby chwalił się swoją nową zabawką.
Marvin przesunął językiem po zębach, obserwując ich i niemalże nie mrugając. Nie zamierzał pominąć żadnego szczegółu. Wiedział, że lepiej by to zagrał z Jazem. Karl był dobry, ale nie miał jego dzikości, magnetyzmu i seksapilu. Był jednak słodki. I wczuwał się dobrze, za to Marvin obserwował głównie ruchy swojego faceta z niezmąconym spokojem na twarzy. Jak ten ocierał się od tyłu o chłopaka i przesuwał dłonią po jego udach. Wszystko to robił w rytm muzyki, grając, ale robiąc to tak seksownie, jakby właśnie dobierał się do tego chłopaczka.
Nagle, kiedy muzyka się zmieniła, Karl spróbował się nadaremnie wyrwać, ale diabeł złapał go, okręcił i zmusił do klęku. Twarzą wprost przed jego kroczem. Chłopak przesunął dłońmi po czarnym, napiętym materiale na udach mężczyzny i chyba stęknął wraz z tłumem przed sceną.
Marvin był wręcz pewny, że Karl właśnie napala się na Jaspera i na pewno ma ochotę dobrać się do tej bielizny. Na scenie mógł jednak jej tylko dotykać. Marvin i tak był ciekaw, czy gdy wstanie, będzie po nim widać podniecenie. Jemu i Jazowi się to nie zdarzało, bo byli na tyle doświadczeni, że potrafili się opanować i za to w dużej mierze cenił ich manager klubu. Za to Karl był młody, więc ciekaw był jego reakcji cielesnych na tak… hipnotyzującą i elektryzującą scenę.
Jaz na scenie znowu się roześmiał, po czym podciągnął chłopaka za brodę w górę i odwrócił przodem do publiki, kąsając go jednocześnie w szyję. Poruszał nim jak kukiełką, robił z nim co chciał, a cała scena wyglądała niemalże jak opętanie.
Marvin spojrzał na czarne, lateksowe majtki Karla i uśmiechnął się do siebie. Wzwód musiał być dla blondyna mało pomocny.
— Ostro, co? Ale chłopak się chyba napalił na zwykle twojego partnera — rzucił jakiś gość, który obserwował całą scenę spod baru, sącząc piwo.
— On nie jest zwykle mój, a zawsze mój. A chłopak się wyrobi, potrzeba wprawy… — zamruczał Marvin, wychylając się ponad barem do siedzącego tyłem klienta i dodał mu do ucha — i poznania ciała partnera.
Zaciekawiony mężczyzna uniósł brwi, zerkając co raz na tymczasowego barmana, to na scenę, gdzie w tej chwili diabeł złapał chłopaka, oplątał go biczem i owinął sobie jego nogi wokół talii, jakby brał go na stojąco. Całość aż kipiała erotyzmem zgranym w miłą dla oka choreografią.
— Ale że co? Wy coś poza sceną? — spytał, wyglądając na mocno zaskoczonego.
— Może tak… Może nie… Nie wolno zdradzać prywatnej sfery aktorów. Ale powiedz, czy widzisz między nimi większe przyciąganie, niż między mną a tym namiętnym diabłem? — odpowiedział Marvin swoim niskim, przyjemnym głosem, wciąż obserwując odgrywającą się scenę. Widział, że powoli zbliża się do finiszu. Zwykle spektakle, które robili z choreografem, miały podobny schemat. Uwieść. Przelecieć. Finiszować. Nie było to skomplikowane, a ludziom się podobało.
Gość wzruszył ramionami. Miał około czterdziestki, lekki zarost, był dość przystojny z twarzy, ale ubrany bez gustu w pobłyskującą koszulkę opinającą jego wątłe ciało.
— Ciężko powiedzieć… — rzucił, a przedstawienie właśnie się skończyło wraz z mocnym efektem dźwiękowym i wygaszeniem świateł. — Młody się nieźle wczuwa i serio widać, że najchętniej by dał się tam mu przerżnąć. Ty za to kręcisz tłumy. — Zaśmiał się, puszczając mu przy okazji oczko.
Marvin podparł brodę na dłoni i odpowiedział jedynie enigmatycznym uśmiechem. Zapatrzył się za to za schodzącym ze sceny Jazem, na jego szerokie plecy i zgrabny tyłek. Miał jeszcze co najmniej cztery godziny pracy za barem. Nie pogardziłby Jazem kucającym za nim i obciągającym mu. Ten jednak pewnie będzie po występie zajęty doprowadzaniem się do porządku. Ktoś inny też nie mógłby mu obciągnąć, bo w klubie były kamery. Ten w końcu był z tych luksusowych. Nie w każdym raz w tygodniu odgrywały się takie występy, jak ten przed chwilą, z udziałem jego seksownego tygrysa i napalonego na niego, blond chłopaczka.
Wymienił jeszcze kilka zdań z gościem, ale potem już nie miał na to czasu, bo po występie goście zgromadzili się przy barze, by zamówić piwo, drinki, ogólnie jakiś alkohol. Dużo alkoholu. Nie zauważył nawet, jak minęło mu pół godziny, potem godzina i zbliżało się półtorej, a Jaza jak nie było, tak nie było. Nie przyszedł do niego, by zobaczyć, jak się miewa.
Postanowił napisać mu smsa, bo nie mógł za bardzo rozmawiać. Praca za barem była męcząca i nieustannie był na nogach, nie mając nawet chwili, przy przysiąść na taborecie przy lodówkach. Napisał więc krótkie: „Wróciłeś już do domu?”. Podejrzewał, że Jaz był zmęczony i chciał się wcześniej zmyć. Ostatnio dużo pracy wkładał w przygotowywanie spektakli, a ten z Karlem wymagał dodatkowego nakładu energii, bo młodziaka trzeba było instruować. To też spadło na Jaspera, bo Peter, ich choreograf, uznał, że ten do tego się lepiej nadaje, a on sam przecież musi zorganizować całą dekorację i stroje.
Odpowiedzi jednak nie uzyskał. Telefon nie dzwonił ani nic. Mężczyzny nie było widać i równie dobrze mógł być faktycznie już w domu i spać… albo przebywać na zapleczu z tym chłopaczkiem. Ze wzwodem. Chętnym na niego i dodatkowo nakręconym „grą wstępną” na scenie.
Marvin nie miał za bardzo czasu, aby o tym myśleć, bo gości było wielu, jak każdego wieczoru, gdy był występ. Wtedy mieli największy utarg i każdy miał pełne ręce roboty. Na ten czas zawsze Harley brał do klubu o jednego ochroniarza więcej.
Wreszcie około drugiej w nocy pojawił się Ethan, który przyszedł go zastąpić, bo każdemu barmanowi przysługiwała w końcu przerwa. Marvin, zamiast do toalety czy na papierosa, udał się na zaplecze. Jeśli Jasper jeszcze tam był, chciał się z nim zobaczyć.
Kiedy wszedł bez pukania, zobaczył Jaspera i Karla. Obaj siedzieli już w swoich ciuchach, ale nie kłopotali się ubieraniem do końca. Jaz więc nie dość, że nie miał koszulki, to jeszcze miał niedopięte spodnie. I oczywiście palił. A kiedy zobaczył Marvina, uśmiechnął się od razu szeroko. Co nie umknęło uwadze starszego tancerza, trzymał nogę na krześle, na którym siedział Karl. Między jego kolanami.
— Siema, pretty lady! Masz przerwę? — spytał, używając określenia z jakiejś piosenki, którą nawet nie wiedział kto wykonuje.
— Joł! — dodał Karl, unosząc dłoń w powitalnym geście.
— No, dzień dobry, panowie. Mam przerwę, ale widzę, że przeszkodziłem w jakiejś ciekawej… rozmowie? — odpowiedział Marvin, stając z założonymi rękami przy futrynie, o którą oparł się bokiem. Nie robiło to takiego wrażenia, jakby był w szpilkach, ale nawet w stroju barmana było mu do twarzy. Biała koszula z krótkim rękawem, czarna muszka i obcisłe, uwydatniające pośladki spodnie. Niejeden fetyszysta chciałby go wziąć w tym ubraniu. Zresztą, nie tylko w tym.
— Nie tam, że przeszkadzasz… Tak se siedzimy. Czekam, aż skończysz zmianę, a Karl zaoferował, że mi potowarzyszy, abym się nie nudził — odparł Jaz z uśmiechem. Szerokim i luźnym, jaki dawno nie gościł na jego twarzy.
— I jak wam mija spędzanie wspólnie czasu? — dopytał Marvin, patrząc na usta Karla, by dostrzec, czy są zaczerwienione od obciągania. Były rumiane, ale nie był w stu procentach pewien, czy od robienia loda czy od źle zmytej szminki. Musiałby przyjrzeć się z bliska.
— A nieźle. Miło się… — Jaz spojrzał na Karla — gada. Myślimy o kolejnym występie. Zależnie od tego, czy za tydzień będziesz na chodzie, to we trójkę albo tylko nas dwóch.
— Mówisz, że dobrze się wam razem pracuje? Było widać, że Karlowi się bardzo… — Marvin ściszył nieco głos, tym samym sprawiając, że lekko wibrował i stał się aksamitny — bardzo… podobało.
— Kurwa, to wina Jaza, jest za seksowny! — odparł chłopak od razu, śmiejąc się i trochę czerwieniejąc na policzkach ze wstydu.
Znał zasady pracy w klubie, a Harley nie lubił, kiedy tancerze mieli erekcję w trakcie występów. Oczywiście tym tańczącym na metalowych podwyższeniach podczas każdego wieczoru w klubie na to pozwalał, a wręcz nakazywał, bo to mocniej podniecało i nakręcało gości, ale te konkretne, piątkowe występy miały być w pełni profesjonalną sztuką połączoną z odpowiednią dawką erotyzmu. Bez namiocików.
Jaz uśmiechnął się dobrotliwie.
— Do wyćwiczenia. Jest młody — usprawiedliwił go.
— Jak będziecie dużo razem… — Marvin zerknął na rozpięte spodnie Jaza, a potem w jego orzechowe oczy — ćwiczyć, na pewno nabierze dystansu na scenie. Skądś to znam — dodał do Karla i cmoknął do niego w powietrzu.
Ten machnął ręką.
— Daj spokój, do ciebie jeszcze mi daleko. Masz niesamowite opanowanie, niemal jakby Jaz w ogóle cię nie kręcił! — Zaśmiał się, przez co Jasper się nieco zmieszał.
Rzucił krótkie spojrzenie Marvinowi, trochę się zastanawiając, czy może faktycznie tak trochę nie jest. Że nie kręcił go na tyle, aby był jedynym. Że nie zaspokaja go wystarczająco.
— Dojrzejesz do tego, że i ty tak będziesz wyglądał — odpowiedział Marvin, wewnętrznie czując się bardzo, bardzo nieprzyjemnie. Było mu wręcz nieznośnie gorąco. Karl nawet nie był specjalnie w typie Jaza, a ten może rzeczywiście znudził się już nim, od kiedy nie występuje na scenie. Tak dawno nie chodził w damskich ciuchach. Za barem na pewno nie wyglądał dla Jaspera tak seksownie, więc ten skusił się na tego chłopaka w gorsecie…
Myślał chwilę, patrząc na nich i mając ochotę podejść i zrzucić nogę Jaza z krzesła Karla. W końcu uśmiechnął się do nich i wyprostował się
— Ale przerwa mi się zaraz skończy, przydałoby się skorzystać z toalety. Bawcie się grzecznie… bądź niegrzecznie — dodał i wycofał się.
Jaz ściągnął brwi, patrząc za nim.
— To przyjdź, jak skończysz pracę! — krzyknął jeszcze za kochankiem, na moment smutniejąc. Jeszcze by na niego popatrzył… Na tę jego przystojną twarz. W ogóle nie patrzył na niego tak, jak ten myślał. Dla niego był seksowny zawsze. Nawet rano na kacu.
Przesiedział kilka minut z Karlem w garderobie, flirtując z nim na razie niezobowiązująco. Sam zauważył, że ciśnienie trochę z niego zeszło, odkąd Marvin sobie poszedł, ale i tak kontynuował rozmowę, czekając do końca zmiany. Aż nagle nie usłyszeli głośnych gwizdów i okrzyków pełnych uciechy w wykonaniu co najmniej połowy gości, bo zrobiło się naprawdę głośno.
— Co do kurwy…? — Karl wyprostował się i spojrzał szybko w kierunku korytarza.
Jaz wzruszył ramionami i poderwał się z krzesła. Zasunął jeszcze rozporek i wyszedł na zewnątrz, aby zobaczyć, co się dzieje.
Gdy tylko razem z Karlem wyszli na główną salę w klubie, zobaczyli, jak od strony łazienki za bar kuszącym, rozbujanym krokiem idzie Marvin. I bynajmniej nie wyglądał tak, jak kilka chwil temu. Miał na nogach czerwone kabaretki, wysokie, czarne szpilki, stringi mocno opinające przyrodzenie, a o tym, że jego zgrabne, cholernie seksowne pośladki były idealnie widoczne, nie trzeba było wspominać. Do tego jeszcze czarno-czerwony, mocno ściskający go gorset, muszka pod szyją, aby wyglądał jak barman i krwistoczerwona szminka na ustach. Zwieńczały to jakieś kolczyki i to uwodzicielskie spojrzenie.
Wszedł za bar, przy którym momentalnie, jak stado napalonych wieprzy, pojawiła się chmara mężczyzn. Od razu zaczęli zamawiać jakieś drinki, a pierwszy, którego Marvin zrobił dla jednego z gości, został dodatkowo naznaczony śladem ze szminki. Klient wyglądał, jakby zaraz miał dojść, a Marvin zamierzał pokazać Jazowi, że jest dużo… dużo… dużo bardziej seksowny od tego blondwłosego chłopaczka. Nawet w swoim stanie. Że jest w stanie go uwieść.
Jaz zaklął pod nosem, a Karl zagwizdał, zakładając ręce na klatce piersiowej.
— Cóż, widać, że natura sama z niego wychodzi. On serio nie jest transem? Albo czymś takim? — spytał Jaspera, za co ten zmierzył go chłodnym wzrokiem. Nie wiedział, czemu go to rozdrażniło, ale nie miał ochoty tolerować głupich tekstów i insynuacji, a do tego nie wiedział, po cholerę Marvin to zrobił!
— Nie jest! — syknął tylko i zaczął się przedzierać przez tłum klientów, aby dostać się za bar.
Było ciężko, bo blat był otoczony mężczyznami, którzy i tak między sobą się przepychali, by zamówić sobie drinka u Marvina. Jakoś w ich oczach najwyraźniej był bardziej pociągający w swoim scenicznym image’u. Niemal pożerali go wzrokiem, a on, oddzielony od nich barem, rozdając drinki, wyglądał na pana… albo raczej panią sytuacji. Jakby to oświetlone kolorowym światłem miejsce było jego królestwem, a on mógł sam decydować, komu okazać łaskę i spojrzeć na niego lub posłać całusa. Ethan, drugi barman na dzisiejszej zmianie, który mu tam towarzyszył, nagle poczuł się jak zbędny paź i teraz tylko mógł mu pomagać.
Jaz jakoś w końcu się przepchnął i już za barem szybko do niego podszedł. Uśmiechnął się sztucznie do jednego faceta, który właśnie chciał coś zamówić i złapał Marvina za łokieć. Pochylił się do jego ucha.
— Co ty… robisz? — syknął, a Ethan zajął się zawiedzionym i rozgoryczonym klientem.
Marvin wygiął lekko kręgosłup, by spojrzeć na jego twarz i przesunął językiem po dolnej wardze.
— Jednak do mnie przyszedłeś… Zobaczyłeś, że masz coś lepszego niż on? — zamruczał nisko.
— Co? — Jaz ściągnął brwi, zupełnie nie rozumiejąc. Dobra, może jednak trochę rozumiał, ale…
Marvin wysunął nogę w kabaretce i przesunął kolanem po jego kroczu, czego nie było widać za bardzo zza baru.
— Zobacz, ilu napaleńców się we mnie wpatruje, a teraz możesz mieć mnie tylko ty. Nie potrzebujesz chłopców mniej męskich w wojskowych ciuchach niż ja w kobiecych ubraniach — szepnął do ucha Jaza, wiedząc, jak Karl się nosił na co dzień i pod jego adresem kierując swoje słowa.
— Nie potrzeba… — Jaz zaczął, ale urwał. Spojrzał po mężczyznach, którzy teraz się na nich gapili. Jakiś nawet krzyknął, aby go zostawił, bo chce w końcu swoje piwo. — I po to ubrałeś się jak striptizerka? — rzucił jeszcze do ucha Marvina, nim go puścił.
— Uatrakcyjniam swoją pracę — odpowiedział nieco prześmiewczo. — Harley nie wygląda, jakby miał coś przeciwko — dodał, wskazując na stojącego na metalowym podwyższeniu managera.
Można tam było dojść po wąskich, metalowych schodach i stamtąd goście często oglądali występy, bo dobrze było widać scenę. Rzeczywiście, mężczyzna w czarnym garniturze stojący tam i obserwujący całe zajście, pokiwał im z aprobatą głową.
Jaz też spojrzał w tamtą stronę, ściągając brwi.
— To baw się dobrze. Nie przeszkadzam w pracy w takim razie — odparł sucho. — Będziemy czekać na zapleczu — dodał, specjalnie używając liczby mnogiej, chociaż, sam nie wiedział, czy nie przesadzał. Był zły i coraz częściej zastanawiał się, czy Marvin nie potrzebuje jakiegoś impulsu, aby w końcu się zdeklarować. Albo to on go potrzebował i taki chciał wymusić na kochanku.
Marvin odsunął się o pół kroku, wciągając głęboko, ale dyskretnie powietrze. Rzucił kochankowi długie, nawet bardzo długie i głębokie spojrzenie i już bez słowa odwrócił się do gości, by przyjąć kolejne zamówienia.
Jaz za to przepchnął się znowu przez tłum i wrócił z Karlem na zaplecze. Był wkurwiony.

*

Było już grubo po trzeciej, gdy Karl stwierdził, że musi spadać do domu, bo go brat zabije, jak nie wróci przed wschodem słońca. Jasper więc został sam w garderobie, słysząc z głównej sali muzykę i już mniejszy rumor niż wcześniej. Ludzie też się wykruszali powoli wraz z coraz późniejszą godziną.
Nie mając co robić, podłączył słuchawki do komórki, włączył radio, założył ręce na klatce piersiowej i w miarę możliwości usadowił się wygodnie na krzesłach, przymykając oczy. Czekał. Nic innego nie pozostało mu do roboty. No, poza myśleniem.
W pewnym momencie poczuł niespodziewanie dym papierosowy. A zdecydowanie nie miał szluga w ustach. Gdy tylko otworzył oczy, zobaczył opierającego się tyłkiem o toaletkę Marvina. Już był przebrany w swoje normalne ubrania, czyli odrapane jeansy, motocyklowe buty i skórzaną kurtkę. Właśnie palił, wpatrując się w Jaza. Nie miał już też na ustach szminki.
Postukał się po uchu, przekazując mężczyźnie, by zdjął słuchawki. Ten uśmiechnął się do niego lekko i zdjął je.
— Koniec? — spytał, mimo że było to raczej oczywiste.
Marvin pokiwał głową, zaciągnął się jeszcze raz, po czym wstał i podszedł do kochanka. Pochylił się do jego ust i wdmuchał do nich dym, równocześnie go całując.
— Mhmm… — zamruczał przy tym nisko.
Jaz położył mu dłoń na boku twarzy, wciągając dym.
— Hmm?
— Chodź do domu, łydki mnie napieprzają — odparł Marvin, jeszcze na koniec samym koniuszkiem języka obrysowując jego usta.
— Spoko. Od tych szpilek? — dopytał się Jaz, wstając z krzesła i zerkając jeszcze na niego krótko. Czy powinien zagrać na jedną kartę? Czy zwyczajnie miał za dużo czasu na myślenie?
— Możliwe. Dawno też nie stałem za barem — wyjaśnił Marvin, już ruszając do wyjścia z garderoby. Nawet idąc w tych swoich zwykłych ciuchach, poruszał się wręcz hipnotyzująco. Pachniał też równie męsko, co zawsze.
— No, ból. Ale manager jest z ciebie zadowolony, jeszcze dostaniesz więcej za to niż za występy. — Jaz zaśmiał się, idąc za nim i mimowolnie gapiąc mu się na pośladki. — A w ogóle, tak z innej beczki… Pamiętasz, jak gadaliśmy o tym spotykaniu się z innymi kolesiami?
Marvin obejrzał się na niego z trudnym do odczytania spojrzeniem.
— Pamiętam, co jest? — odparł, już kierując się do wyjścia dla pracowników przez pusty korytarz. Po drodze jeszcze zabrali kurtki z zaplecza.
— Nadal by ci pasowało, jakby działało to w dwie strony? — Jasper spytał niby luźno, w głębi jednak prawie przestając oddychać ze zdenerwowania.
Marvin za to zacisnął mocniej palce na resztkach papierosa. Sapnął cicho i nie odpowiedział, dopóki nie wyszli na zewnątrz. Tam wpierw wrzucił niedopałek do studzienki kanalizacyjnej i odwrócił się do Jaza.
Byli na pustym parkingu, było zimno jak cholera, a wydychane powietrze parowało. Cisza wokół była wręcz wyczuwalna, a z sześciu latarni wokół parkingu paliła się tylko jedna.
Przez moment Marvin tylko wpatrywał się twardo w kochanka, po czym zaczął się śmiać. Zanim ten zdążył się porządnie zdziwić, Marvin przestał i tylko przetarł twarz dłonią w opatrunku.
— Co ci mam, kurwa, odpowiedzieć? — mruknął przesyconym frustracją głosem.
Jaz spoważniał jeszcze bardziej niż do tej pory.
— Nie wiem. To co myślisz, może?
— Mam ci powiedzieć, że nie chcę cię widzieć z nikim innym, mimo że sam dawałem dupy na lewo i prawo? — Marvin prychnął i wykrzywił usta, kręcąc głową. — To by właśnie zrobiło ze mnie kurwę, a nie mężczyznę.
— Czyli mam rozumieć, że mogę się spotkać we wtorek z Karlem i go przerżnąć? — Jaz spytał wprost, chociaż wcale jeszcze się z chłopakiem nie umówił. Nie miał ochoty. Bezczelnie grał na nerwach Marvina, mając nadzieję, że ten pęknie. Cóż, były dwie opcje: albo tak się stanie, albo on to zrobi i się znowu podłoży, brnąc dalej w to coś, co niewątpliwie go coraz bardziej męczyło. Smucił go tylko fakt, że chciał, aby to jeszcze trochę potrwało, mimo że na początku wiedział, że nie przetrwa to długo.
Marvin zacisnął zęby. Więc co, ta głupia scena z wyjściem za bar w kobiecym przebraniu nic nie podziałała? Nic a nic? Dalej Jaz leciał na Karla, miał na niego ochotę? Z drugiej strony czuł, że jakby teraz powiedział mu, że ma tego nie robić, totalnie straciłby honor. Przecież już wcześniej mu mówił, że jak chce, to może. Ale dzisiaj, gdy zobaczył go w garderobie z Karlem, zwątpił. Nie chciał widzieć kutasa, rąk, ust Jaza w pobliżu innego faceta. Ale na kogo by wyszedł, jakby mu zabronił? Choć już gotów był wyjść na ostatnią szuję, bo za bardzo kochał tego faceta.
— We wtorek masz przerżnąć mnie. We środę, czwartek i piątek też. W weekend też masz być ze mną. Nie wolno ci go ruchać — mruknął, czując mocny ścisk w sercu.
Jaz aż wypuścił powietrze z płuc. Cały ten czas, kiedy czekał na odpowiedź, brzuch go bolał ze zdenerwowania. Zachował jednak względny spokój. Musiał tylko przestąpić z nogi na nogę i wziąć głębszy oddech. To pomogło, aby się nie uśmiechnąć i być poważnym.
— Czyli, że co? — Wzruszył ramionami. — Mam „go” nie ruszać, czy ogólnie mam być twój na wyłączność?
— Mój — Marvin odpowiedział ostro, a Jasper wydął wargi i pokiwał głową.
— Spoko. Tylko że w takim razie będziesz musiał się trochę bardziej postarać.
Marvin przekręcił lekko głowę, patrząc na niego pytająco. Gdyby nie sytuacja, przez którą serce mocniej pompowało krew w jego żyłach, pewnie już by drętwiał z zimna. Kilka dni temu jeszcze było względnie ciepło, a teraz przyszło duże ochłodzenie i jeszcze nie umieli się do niego przyzwyczaić i przystosować, zwyczajnie cieplej się ubierając.
— Co masz na myśli?
Jaz znowu wzruszył ramionami, patrząc niby obojętnym spojrzeniem po pustym parkingu. Tak naprawdę aż niedobrze było mu od tego, w jak niebezpieczną, uczuciową gierkę sobie pogrywa.
— No co? Jeśli ja ci nie wystarczam w seksie, a ty masz mi wystarczać, sam jeden, to musisz się bardziej postarać. Wiesz, wierzę w twoją kreatywność, więc się nie obawiam, że nie starczy ci pomysłów.
Marvin zmierzył go twardym spojrzeniem, dopiero teraz uświadamiając sobie, jak bardzo szalał za tym facetem i jak wiele był gotów dla niego zrobić. Ale w tym ich byciu razem, w tym ich… związku najwspanialsze było to, że był… normalny. Że nie musiał robić nic wyuzdanego, jeśli nie miał ochoty, a Jaz i tak go pragnął. Że jego facet był normalnym, męskim samcem, a nie poprzebieranym dewiantem bawiącym się w jakieś chore zabawy. Właśnie to było tym, co sprawiało, że czuł się bezpiecznie i dobrze. A teraz miałby… wysilać się na utrzymanie jego zainteresowania jakimiś dodatkami? Być dla niego tym, czym był dla facetów pod sceną, gdy tańczył?
Te wszystkie myśli napłynęły do niego tak błyskawicznie i ciężko, że długo nie odpowiadał, tylko patrząc na Jaza z pełnym emocji spojrzeniem. Ten w końcu, zaniepokojony jego milczeniem, spojrzał na niego pytająco.
— Czy gdybyś i ty mi wystarczał, zostałoby tak, jak jest? Bez żadnego ubarwiania? — Marvin rzucił wreszcie głucho, spięty i chyba trochę… wystraszony.
Jaz ściągnął znowu brwi i widząc jego minę, teraz i tę sprzed chwili, kiedy tak niepokojąco wyglądał, nie powstrzymał się, jak już kilka razy wcześniej, tylko przyciągnął go do siebie i objął. Pękł, jak zresztą przypuszczał.
— Uch… — Cmoknął go w bok głowy. — Marvin. No, nie zmuszę cię do niczego. Przepraszam za tę szopkę… Jest mi po prostu ciężko — wyznał, dopiero po chwili zauważając, że chyba nie robi najmądrzej i powinien pociągnąć to do końca, tym bardziej po tym, co właśnie powiedział drugi mężczyzna. Może miałby go na wyłączność.
— To, że cię kocham, a że widzę, jak się męczysz, też nie jest lekkie. Łatwiej będzie, gdy będę tylko z tobą, niż gdy mam się gapić, jak mi zdychasz w oczach — odparł Marvin, odpowiadając na uścisk i opierając czoło o jego ramię.
Jaz aż stęknął i ścisnął go w ramionach mocno. Nawet trochę za mocno, ale chciał go blisko siebie, jak najbliżej.
— Jesteś pewien? — spytał jeszcze tuż przy jego uchu. Nie umiał jeszcze się uśmiechnąć, bo ciężko mu było w to uwierzyć. Czuł tylko irracjonalnie, jak oczy go lekko pieką, a w gardle go ściska.
— Powinienem oddzielić pracę od życia prywatnego, a normalność w tym drugim mi nie zaszkodzi. Więc tak, będzie zdrowo, na wyłączność — potwierdził Marvin i odsunąwszy się na ile mógł, złapał go po bokach za twarz oraz spojrzał prosto w oczy. — Ty mój, ja… — pocałował go krótko — twój.
Jaz uśmiechnął się durnie, ze świecącymi oczami, po czym sam złapał go po obu stronach twarzy mocno i tak samo mocno pocałował. Co z tego, że przez zmiażdżone policzki Marvinowi aż zrobił się zabawny dzióbek? Nawet z najgłupszą miną był najseksowniejszym facetem pod słońcem i księżycem. A cholera! Nawet pod wszystkimi gwiazdami!
— Kocham cię! — wyznał z pełną, nieokiełznaną radością. — I mam teraz na ciebie cholerną ochotę!
— Kurwa, tylko nie tu, piździ! — odparł od razu Marvin, oszołomiony całym tym zajściem. Aż oddychał głębiej.
Jaz pokręcił szybko głową i jeszcze raz go pocałował. Złapał go po tym za zdrową rękę i pociągnął znowu do klubu. Ochroniarz dziwnie na nich spojrzał, bo w końcu przed chwilą się z nim żegnali, a teraz wracali, ale nic nie powiedział. Jaz za to pociągnął kochanka znowu w stronę części dla personelu, na ich zaplecze, obok sceny. Od razu zamknął za nimi wszystkie drzwi.
Marvin spojrzał na niego z rozbawieniem, ale zarówno szybko rosnącym podnieceniem, gdy widział go takiego żywotnego i napalonego.
— Ostro, tygrysie… — zamruczał nisko, cofając się przed nim tyłem i nie spuszczając z niego spojrzenia.
Jaz pchnął go na drzwi i od razu wpił się w jego usta, jedną ręką go trzymając, a drugą obłapiając po brzuchu i kroczu. Dosłownie dwie sekundy minęły, nim wepchnął mu palce za pasek spodni. Chciał go znowu. Jakby to był ich drugi start, w którym musi udowodnić kochankowi, że się spisze, że nie podjął złej decyzji. Ale nie o samo to chodziło. Zwyczajnie go pragnął i teraz z pełną mocą to w niego uderzyło.
Marvin sapnął głucho, czując to cholernie jarające go przytłoczenie przez drugiego mężczyznę. Do tego postura Jaza sprawiała, że przy nim czuł się całkowicie jego własnością, a do tego wiedział, że nic złego mu nie grozi z rąk kochanka. Dlatego też zamruczał nisko jak duży kot i wypchnął biodra w jego stronę, patrząc mu przy tym w oczy, niemal świdrująco.
Jaz uniósł górną wargę, warcząc i pokazując zęby. Jak jakaś bestia. Polizał kochanka po policzku, samemu się o niego ocierając w wyjątkowo zmysłowy sposób. Trochę jak na scenie, ale… tylko trochę. Było w tym coś seksowniejszego i bardziej napalającego, niż kiedy występowali.
Marvin wciągnął głębiej powietrze, udając opornego, po czym cofnął szybko biodra i przylgnął całym ciałem do drzwi za plecami.
— Już byś chciał? Tak szybko? — rzucił, odpychając jego ramiona. — Może jeszcze spuścić się na podłogę, by ktoś to musiał za ciebie wycierać?
— Co najwyżej ty byś to wycierał — odparł Jaz groźnie i dając się odpychać, kłapnął zębami, jakby starał się go ugryźć w nos. — Marv… kurwa — zawarczał. — Muszę cię przerżnąć! — dodał, jakby od tego zależało jego życie.
Marvin przesunął językiem po dziąsłach, nie odwracając spojrzenia ani na moment. Kusił go nim. Potem uśmiechnął się do niego drapieżnie i odpiąwszy jeansy, odwrócił się tyłem do Jaza. Następnym, co ten ujrzał, były jego twarde, cholernie zgrabne pośladki, które zostały wypięte w jego stronę, kiedy Marvin oparł się o drzwi.
Jaz od razu zawiesił na nich wzrok i aż stęknął nisko i zwierzęco.
— Dupek! — syknął, biorąc głęboki oddech i nisko burcząc. Klęknął za nim na jedno kolano. Ugryzł go w tyłek bez wyczucia, obiema dłońmi łapiąc jego pośladki.
Marvin warknął krótko, opierając czoło o drzwi. W tej chwili czuł, że to, co zrobił, że zgodził się na bycie na wyłączność, było dobre. Nikt tak bardzo go nie kręcił jak Jaz. Czasem nawet podczas tych spotkań z innymi facetami nie mógł dojść i już po stosunku trzepał sobie w kiblu z myślą o swoim kochanku. Tego jednak nie miał zamiaru mu mówić, a na pewno nie teraz, kiedy ten dobierał mu się do dupy.
— Tylko pośladki cię interesują? Poświęć trochę uwagi mojej szparce — zamruczał i zakręcił biodrami płynnym, falującym ruchem.
— Czekaj! — Jaz rozkazał krótko, nagle się prostując i przyciskając mężczyznę do drzwi. Całą ręką, od łokcia aż po dłoń, przytrzasnął mu bark i głowę, aż twarz Marvina była lekko spłaszczona. Otarł się o jego tyłek, po czym pociągnął go za biodra do tyłu i złapał za penisa. Uch, był w tej chwili tak napalony, że mógłby zrobić wszystko. Penisa miał zupełnie sztywnego już od dłuższego czasu i teraz boleśnie gniótł mu się w spodniach.
Z ust jego kochanka wydobyło się głośne stęknięcie.
— Mmmm… — Marvin dodatkowo zamruczał zachęcająco i poruszył znowu biodrami, czując, jak gorąca, wielka dłoń Jaza samym zetknięciem się z jego penisem sprawiła, że ten drgnął. Była idealna, jak cały ten facet. Duży, męski i pociągający. Chciał być jego ofiarą. Chciał mu się oddać, jak tylko ten lubił najbardziej.
Jaz jeszcze chwilę popieścił jego członek i przysunął jednocześnie nos i usta do karku drugiego mężczyzny. Obwąchiwał go tam i całował, uwalniając jednocześnie własnego penisa ze spodni.
Kiedy tylko jego spodnie zsunęły się do kostek, znowu potarł kroczem między pośladkami Marvina, wsuwając mu się między nogi i trącając główką jądra.
— Zwierz…! — wydyszał starszy mężczyzna niemal bezgłośnie, wypuszczając gorące powietrze na drzwi. Nie przejmował się tym, że po drugiej stronie właśnie mógł przechadzać się ochroniarz, że ktoś mógł sprzątać korytarz i garderoby. Chciał już fiuta swojego faceta głęboko, jak najgłębiej w sobie.
Jaz złapał go pod szczęką i obrócił ją sobie, najpierw całując kącik jego warg.
— Chodź, zobaczysz, u kogo ci najlepiej — dodał i trzymając w pasie, pociągnął go do toaletki z lustrem, gdzie leżały ich kosmetyki na występy.
Marvin najpierw spojrzał na twarz Jaza pytająco, a potem na swoje odbicie w lustrze, gdy oparł się dłońmi o blat toaletki. Momentalnie jego serce zaczęło niemal galopować w piersi.
— Jesteś coś wyjątkowo zaborczy — rzucił, odwracając od razu spojrzenie od swojej twarzy i skupiając je na odbiciu kochanka. Wolał na niego patrzeć i na to, jak on był napalony na jego dupę.
— Nawet nie próbuj marudzić — odparł Jaz krótko, nie mając ochoty w tej chwili na rozmowy. No, dobra, może i miał, ale bardziej na mocny, dobry seks.
Sięgnął po jeden z kosmetyków, jakiś delikatny krem i wycisnął go z tubki wprost między pośladki kochanka. Rozsmarował go tam własnym penisem i od razu na próbę naparł na jego wejście.
Marvin ściągnął brwi i oparł czoło na przedramieniu, dysząc głośno. Jęknął nawet głośniej, gdy poczuł mocne rozciągnięcie. Zadarł więc bardziej tyłek, niemal stając na palcach, by być na odpowiedniej wysokości.
Przez chwilę nic się nie działo. Jaz przystopował, wziął długi oddech jak w maratonie, po czym przesunął mu dłoń po ramieniu, aż na brodę i uniósł mu twarz w górę, aby ten widział się w lustrze. Dopiero po tym zaczął się dalej wsuwać.
Marvin wpatrzył się w swoje odbicie i przełknął ciężko ślinę. Rozchylił przy tym usta, gdy czuł, jak chuj Jaza się w niego wdziera. Potem znowu jęknął i nabrał silnych wypieków na policzkach. Do tego, jak widział za sobą tego umięśnionego mężczyznę, jak dosłownie go sobie zawłaszczał, czuł się niemal upodlony. Tak perwersyjnie przyjemnie upodlony. Wyciągnął nawet jedną dłoń do lustra, by zakryć swoje odbicie.
— Zostaw! — usłyszał za sobą, a w lustrze ujrzał Jaspera pochylającego się nad nim i w końcu dotykającego wargami jego ramienia. Potem młodszy tancerz wcisnął nos między jego bark a głowę, sięgając do szyi i ucha. Trochę go tam wąchał, trochę lizał.
Marvin nie był w stanie odpowiedzieć. Miał nierówny oddech i co raz stękał głośniej. Jego pośladki mocno drżały, a twarz płonęła z podniecenia i zażenowania, co widział dokładnie w odbiciu. Mimo że był bardzo doświadczony w seksie i próbował bardzo wielu rzeczy, tak jeszcze nie zdarzyło mu się uprawiać seksu do lustra.
— Jaz… — wydusił wreszcie, sięgając dłonią do boku jego twarzy. Swoją lekko przekręcił i wydyszał: — Ruszaj już tym chujem…!
— Robi się — odsapnął młodszy mężczyzna i zaczął się nad nim poruszać, wsuwając się i wysuwając. Kręcił w nim penisem i pieścił go tak, jak trzeba, aby zrobić mu dobrze.
Marvin wpatrywał się w swoje odbicie, widząc na swojej twarzy tak namacalnie, jak podoba mu się bycie rżniętym. Każdy jęk, który wydobywał się z jego rozchylonych ust, ściągnięcie brwi i nawet zduszone „o tak”, które co raz wypowiadał, a czego wcześniej chyba nawet nie był świadom. Nie miał pojęcia, że tak właśnie wygląda, jak jest pieprzony. Tak… dziwkarsko.
Jęknął znowu i sięgnął obiema dłońmi do swojego tyłka, tym samym opierając się o toaletkę samą klatką piersiową. Złapał swoje pośladki i rozchylił je na członek kochanka. Chciał go zarówno podjudzić do szybszego tempa, jak i powiedzieć, że do niego należy.
Podekscytowany Jaz stęknął na taką akcję. Wbił palce w boki Marvina i nie przejmując się, że aż chybocze meblem, o który ten był oparty, mocniej się w niego wcisnął. Zmarszczył przy tym nos, głucho stękając.
— Kurwa… moja naj… najseksowniejsza dupa! — wydyszał tuż przy uchu kochanka ze świdrującym spojrzeniem. Gapił mu się na twarz z rozochoceniem, liżąc go co chwilę po policzku i szyi. Może był zbyt romantyczny, ale nie umiał na to nic poradzić.
— Na… naj? A masz inne? — stęknął Marvin nieco zachrypniętym, seksownym głosem, który był przesycony podnieceniem. Te ruchy, to wbijanie się Jaza w jego tyłek i ten widok, jaki miał przed oczami sprawiały, że cały płonął. Nie tylko na twarzy.
— Nnn… Tylko najlepszy towar. Tylko! — Jasper wydyszał mu do ucha i polizał je, aż gilgając go nieprzyjemnie. Jednocześnie sięgnął też do penisa kochanka, zaczynając go dodatkowo masturbować, bo sam już chciał się w nim spuścić. Chociaż najchętniej trysnąłby na raz mu w dupie, na nią i na twarz. Tak pięknie teraz zaczerwienioną.
Marvin cofnął dłonie od swoich pośladków i oparł jedną płasko o blat toaletki. Wypiął się do kochanka mocniej i spojrzał znowu w swoje odbicie, które prezentowało go w skrajnie podnieconej postaci. To było tak zajebiście perwersyjne! Z Jazem to uwielbiał.
Sięgnął na ślepo po wolną dłoń pieprzącego go mężczyzny i przytknął ją sobie do ust. Spojrzał mu w oczy przez lustro i possał jego palce, stękając na nich, bardzo bliski końca.
— Haaaa…! — Jaz otworzył usta, łapiąc powietrze w głębokim hauście. Matko, jaki ten facet był seksowny! Nawet nie był w stanie nic sensownego wydusić, co uświadomiłoby mu, że tak myśli.
Pocałował go jeszcze w ramię, pchnął biodrami mocniej, chaotyczniej, kilka razy i z głośnym stęknięciem trysnął w jego wnętrze. Od razu też wyciągnął z niego penisa, klepiąc go nim po pośladkach i rozsmarowując jeszcze wyciekającą wilgoć na nich i pomiędzy nimi. Jak najszybciej też wrócił do pieszczenia penisa kochanka dłonią.
Marvin jęknął głośniej, czując, jak pośladki mu drżą i jak penis w dłoni Jaza wreszcie tryska. Cały się spiął i zacisnął oczy, czując przepływające przez ciało spazmy przyjemności. Ledwie był świadom teraz tego, co Jaz robił z jego tyłkiem. Odpłynął na moment całkowicie, wciąż z palcami kochanka w ustach. Aż wreszcie je wypuścił i oparł czoło o przedramię prawej, zabandażowanej ręki, starając się odzyskać oddech.
Jasper w tym czasie przyciskał go swoim torsem do toaletki, leżąc mu na plecach i obcałowywał boki jego twarzy i uszy, drażniąc go przy tym takimi cmoknięciami.
— Kochasz mnie?
— Tak… całego… a jest tego sporo — wydyszał Marvin, czując się przyjemnie przytłoczony dużym ciałem kochanka.
— No! — przytaknął Jaz, szczerząc się radośnie. — To teraz muszę cię spakować i zabrać do domu na drugą rundę — zamruczał mu do ucha, pocierając biodrami o pośladki Marvina. Chciał go, raz za razem, aby mężczyźnie nawet przez myśl nie przeszło, aby chcieć innego penisa w sobie. W ogóle, innego faceta zbyt blisko siebie.
Ten zagryzł dolną wargę, wciąż opierając czoło o rękę i ścisnął nieco pośladki.
— Nie znudzę się z tobą, ogierze… — zamruczał, mając ochotę odwrócić się w jego stronę, objąć i popatrzeć na tę męską, wesołą twarz. Nie miał jednak chwilowo na to siły, szczególnie tak przygniatany. Mógł tylko korzystać z lustra, chociaż to nie było to samo.
— I nawet nie próbuj — zagroził Jaz i całym szerokim językiem polizał go po uchu, nieprzyjemnie go obśliniając.
Marvin zmarszczył nos i wreszcie uniósł głowę, by na niego spojrzeć. Pokręcił głową z pobłażaniem, po czym cmoknął do niego w odbiciu.
— Wolałbym tutaj twój język… — rzucił, oblizując wargi.
Jaz zaśmiał się i z trudem wychylił, liżąc odbicie w lustrze. Marvin zamruczał i wreszcie sięgnął dłonią do swoich spodni, by podciągnąć je na tyłek. Nie przejmował się, że był ubrudzony spermą kochanka. Wypierze się.
— Chodźmy do domu. Mówiłem, że mnie łydki napieprzają, a teraz jeszcze mam otwartą dupę.
Jaz zamruczał z aprobatą i podniósł się z Marvina. Pocałował go jeszcze raz w bok twarzy i sam naciągnął spodnie na tyłek. Uśmiechał się przy tym głupkowato i aż zatańczył jakiś krótki taniec radości bez muzyki. Oczy mu się przyjemnie błyszczały, jak patrzył na swojego kochanka.
— Mój!

18 thoughts on “No Exit – 3 – Podchody

  1. Katka pisze:

    Maggie, yey, to witaj z powrotem! :D Bardzo fajnie, że powróciłaś i że No Exit zatrzymało Cię na dłużej. Rzeczywiście jest póki co krótkie, rozdziały wychodzą co 18 dni, ewentualnie zachęcamy do kupna e-booka z całym opowiadaniem, chyba że jednak wolisz czytać je małymi dawkami :) Ładnie podsumowałaś Jaza i Marvina, hehe, wyciągnęłaś ich kwintesencję. Marvin rzeczywiście jest jak kot! I też ma trochę taki syndrom „wielb mnie” XD Okej, to pozostaje mi życzyć Ci miłego czytania! Pozdrawiamy serdecznie :)

  2. Maggie pisze:

    Daaaawno mnie tu nie było, jakoś tak z braku czasu zupełnie w pamięci mi się ta cudowna stronka zagubiła. Pamiętam początki FDTS, które czytałam z uwielbieniem, ale potem brak czasu sprawił, że przestałam. Chciałam zacząć od nowa, ale chwilowo poszukiwałam czegoś krótszego i tak oto trafiłam na No Exit i… Zakochałam się. Uwielbiam ten styl pisania, kreację postaci, temat opowiadania i wszystko ogólnie :> Już zapomniałam, jak dobrze jest czytać w necie opowiadanie, a nie fanfiction stricte :) Na razie nie mogę się zdecydować, którego z bohaterów wolę, bo uwielbiam ich obu. Każdy przyciąga na swój sposób- Jaz swoim zaangażowaniem, pełnią miłości i charakterem. Marvin- chodzi własnymi ścieżkami, nie lubi być ograniczany, zupełnie jak koty, które kocham i uważam za najwspanialsze zwierzęta :) Wracam do czytania i czekam na dalsze rodziały! :)

  3. Shivunia pisze:

    Mocca >> czas szybko mija, szczególnie się to zauważa, jak trzeba napisać pracę mgr XD A co do zaległości – w sumie się nie dziwię, bo rozdziały u nas wychodzą stosunkowo często, więc łatwo wypaść z obiegu. Mamy nadzieję, że jednak wrócisz do FDTS, ale spoczko. Każdy ma swoje tempo. Trzymamy kciuki za nadrabianie :) Haha, a i widzę że Marvin ma swoją fankę XD

  4. Mocca pisze:

    Kat, wybacz, że byłam przyczyną niepokoju. Ostatnio jestem taka jakaś „rozlazła”, leniwa i niezorganizowa. W efekcie mija miesiąc, a ja nawet nie wiem kiedy. (Przykładem choćby jak długo zajęła mi odpowiedź. Wybacz.)
    Przyznam, że mam duże zaległości z opowiadaniami – do tego stopnia, że nie mogę sobie przypomnieć w którym miejscu skończyłam FDTS. :c
    Trochę nie było czasu, trochę ochoty i wyszło jak wyszło. Mam nadzieję jakoś niedługo to ponadrabiać. :D
    A tak nawiasem: MARVIN NA MISTERA STRONY!

  5. Katka pisze:

    Mocca, po pierwsze – jak miło Cię tu widzieć! Mam wrażenie, że sporo czasu minęło i bardzo mnie ucieszył widok Twojego nicku :D A potem nie wiem czemu naszedł mnie niepokój w stylu „ktoś się długo nie odzywa, to może mu się przestało podobać, więc jak odzywa się tak ni stąd ni zowąd, to żeby napisać, jak bardzo jest zawiedziony” XD Chyba mnie pesymizm złapał. Ale tym przyjemniej, że przybywasz z taką opinią :D Co do słabości do Jaspera – nie dziwię się zupełnie, bo to taki trochę „idealny” facet w moim mniemaniu. Nie że nie ma wad, ale… osobiście bym takiego chciała XD I w sumie dobrze, że trochę zaskoczył i jednak pierwsze wrażenie nie okazało się jego jedyną „warstwą”. Och, a Marvin… jakże Ty go dobrze określiłaś! Nawet sama bym lepiej tego nie zrobiła. Podoba mi się określenie, że jest świadom własnej osoby. Wie, jakie ma wady i że te wady są dużą bolączką Jaspera, ale też zna swoje zalety – zresztą, doskonale widać, że wie jak je wykorzystywać. Dzięki temu wie, na co go stać. Strasznie mnie cieszy, że tak na niego patrzysz. Bo wiem oczywiście, że jest to postać, która wzbudza bardzo ambiwalentne odczucia i którą da się NIE lubić, ale równocześnie bardzo mnie cieszy, kiedy ktoś docenia złożoność jego osobowości :) „jak ja bym chciała zobaczyć jeden z ich występów.” – uwierz, byłabym gotowa zapłacić wiele, by też jakiś zobaczyć XD Jeszcze raz stokrotne dzięki za komentarz! :) Pozdrowionka :)

  6. Mocca pisze:

    Moje przypuszczenia były słuszne. Na zwiastun wyzywałam, ale samo opowiadanie…
    Dziewczyny, zacznijmy od tego, że uwielbiam Wasze postacie: złożone, interesujące, a przede wszystkim „niepłaskie”.
    Mam słabość do Jaspera. Na samym początku wydawało mi się, że to będzie takim silnym, zdecydowanym, ociekającym testosteronem samce. I poniekąd jest, ale nie mogę przezwyciężyć wizji Jaza jako takiego rozkosznego, szczeniaczka.
    Marvin mnie dość pozytywnie zaskakuje, bo jest świadom swoich wad i tego kim jest. Na pewno nie można mu zarzucić obłudy, bo jest sobą i otwarcie się do tego przyznaje. Rusza mnie to, że doskonale zdaje sobie jak swoimi numerkami na boku rani Jaspera. Dość smutne to w sumie. Tym bardziej, że raniąc Jaspera rani siebie samego.
    Jezu, Marvin skończy jako jedna z moich ulubionych postaci.
    Jest bardzo świadom własnej osoby, wad, zalet, możliwości, a przy tym nie można mu odmówić wrażliwości i zrozumienia, (w końcu od razu wyczuwa, że Jasperowi coś leży na sercu). A ja lubię postacie, które czują się pewnie z samymi sobą. :D
    Tak na marginesie, to ugh! jak ja bym chciała zobaczyć jeden z ich występów. Jak tak się czyta to aż wbija w fotel…
    Z niecierpliwością czekam co dalej. ;)

  7. Katka pisze:

    Basia, Marvin rzeczywiście poczuł zazdrość, choć jednak wydaje mi się, że to nie to samo, co czuł i czuje cały czas Jasper. W końcu te zachowania Marvina powtarzały się cały czas i on doskonale wiedział, co ten robi, a Marvin miał tu jedynie podejrzenia. Niemniej, myślę, że to dla niego dobra nauczka ;) A to podskórne uczucie… hehe, cóż, jeszcze wiele przed Wami!

    Saki, „Jak widać, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.” – ujęłaś sedno sprawy ;) A co do Karla, hehe, spoko, to, że o nim więcej poczytasz, możemy zapewnić na sto procent. Starałyśmy się jednak, żeby osoby drugoplanowe nie były całkiem spychane na zupełne tło. „Albo Jaz jest taki miękki, albo to Marvin i jego spojrzenie tak na niego działa.” – i to i tooo XD Jasperek jest mięciutki jak masełko, a do tego Marvin jest jego wielką słabością. Czy Marvinowi się uda… ma ciężki orzech do zgryzienia, ale właśnie, Jasper jest dla niego najlepszym kochankiem, więc może naprawdę mu wystarczy ;) Dziękujemy bardzo ładnie za komentarz ;)

  8. saki2709 pisze:

    Mam chwilę czasu, to nadrabiam z komentowaniem (bo przeczytałam już w niedzielę, ale nie miałam kiedy skomentować).
    Tak więc, Marvin nareszcie poczuł na własnej skórze, co to znaczy zazdrość. Jak widać, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. No, ale jak jest dobrze, to zawsze się musi coś spierdolić. I tak w koło Macieju. Ale nie o tym teraz. Karl się na coś przydał XD Nawet go polubiłam i chętnie bym poczytała o nim coś więcej.
    Albo Jaz jest taki miękki, albo to Marvin i jego spojrzenie tak na niego działa.
    “We wtorek masz przerżnąć mnie. W środę, czwartek i piątek też. W weekend też masz być ze mną. Nie wolno ci go ruchać”- to się dopiero nazywa zazdrość XD A jak jest gotów zrezygnować ze swoich przyzwyczajeń dla Jaspera, to serio musi go kochać. Ale czy da radę się wywiązać ze swoich deklaracji, czy przyzwyczajenia i dotychczasowy tryb życia wezmą nad nim górę i nie da rady dochować wierności? Jest szansa, że wystarczy mu Jasper. W końcu z nikim mu nie było tak dobrze jak z nim.
    Czekam na next.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  9. Basia pisze:

    Witam,
    och jaki cudowny rozdzialik… Marvin zazdrosny… no w końcu poczuł się tak jak cały czas czuł się Jaz… ta scenka przed widownią…. ekstra… ciekawe jak by Marvin się sprawił w takiej scenie i nie mówię, że przed publicznością… już tak łatdie wygląda, ale coś czuję podskurnie, że się coś spieprzy…
    weny…
    Pozdrawiam serdecznie

  10. Katka pisze:

    Alikos, ooooch, mega super, że na tyle rozdział się spodobał, że były rumieńce XD To równoznaczne z dużymi emocjami, więc cieszy nas to bardzo! W ogóle hasło „mąciciel” – studia mnie spaczyły i zobaczyłam Karla na czele gangu więziennego XD Bo w grypserze (slangu więziennym) mąciciel oznacza taką jedną z najbardziej lub własnie tę najbardziej wpływową, ważną osobę wśród „git-ludzi” (tych złyyych XD). Ale, ale, zgadzam się, taki ktoś zawsze się przydaje dla „zaostrzenia” akcji. I spoko, rozumiem Twoje spojrzenie na koncepcję postaci, wiem, że to na swój sposób kreuje gusta. Dobrze, że mimo to udało się sprawić, byś czytała to jednak z przyjemnością :) A Karl będzie miał swoją rolę w opowiadaniu, nie martw się :D

  11. alikos3 pisze:

    Naprawdę świetnie napisany rozdział, nieźle mnie wciągnął, do tego stopnia, że czytałam z rumieńcem na policzkach. Jednak wprowadzenia typowego mąciciela (tutaj Karl) daje dobre efekty.Szczerze mówiąc nie spodziewałam, że mi się tak spodoba ,bo ani nie potrafię się wczuć w postać Marvina, który jest chyba głównym bohaterem opowiadania i w ogóle kompletnie mnie nie kręci taki męski facet w szpilkach, kabaretkach itp. cała ta koncepcja jego interseksualności. No ale różne są gusta, ja jestem wychowana na typowym yaoi z podziałem ról itp,(wiem że w życiu tak nie jest) i takie sztampowe wzory postaci chyba najbardziej lubię. Dlatego też od razu polubiłam Karla- napalonego twinka:), bardziej potrafię się wczuć i mam nadzieję że będzie on miał jakiś swój wątek w opowiadaniu.

  12. Katka pisze:

    Hoshii, pięęęękne porównanie z tą kałużą i oceanem! Wybitnie mi się spodobało :D Chociaż troszku biedny Karl, taki pojazd po nim :) Marvina na szpilkach za barem sama bym zobaczyła, ale mega współczuję jego łydkom XD Ileż to się razy słyszało, że kelnerki nie powinny pracować na obcasach. Zamieszkanie w łóżku cudownie brzmi. Szkoda, że tak się nie da. I tak, Marvinowi jak najbardziej zależy, ale nie okazuje tego w sposób, w jaki robi to większość innych ludzi. I dzięki wielkie za komentarz :)

  13. Hoshii. pisze:

    tak bardzo sesja i gramatyka opisowa, że mam teraz zaległości, nie lubię, ale piąteczka w indeksie wygląda tak ładnie… XD
    wzbudzanie zazdrości w Marvinie było podłe. jeszcze, żeby było z kim wzbudzać tę zazdrość, ale taki Karl?… no gdzie on do Marvina? to tak, jakby porównywać kałużę do oceanu. i Marv na szpilkach za barem, zdecydowanie chciałabym to zobaczyć.
    „We wtorek masz przerżnąć mnie. W środę, czwartek i piątek też. W weekend też masz być ze mną. Nie wolno ci go ruchać” – a najlepiej zamieszkaj ze mną w łóżku, to było słodkie:3 widać, że Marvinowi też na nim zależy w bardzo pokrętny i dziwny sposób, ale zależy, Jaz, jesteś ślepy XD

  14. Katka pisze:

    Marta, wierność Marvina rzeczywiście jest wystawiona na próbę i zawsze łatwo się mówi, trudniej robi… ale może im się uda. Jasper na pewno się tym martwi :(

  15. Katka pisze:

    Gordon, yey, bardzo fajnie, że lubisz bohaterów, w końcu to definiuje przyjemność czytania :D I bardzo mnie cieszy, że rozumiesz Marvina. Zgadzam się, on to „ma we krwi”, a raczej tego się nauczył, więc ciężko mu teraz zachowywać się inaczej, ale może Jasper go nauczy, że da się inaczej :) I tak, teorie jak najbardziej pożądane. Nawet te najbardziej nieprawdopodobne. I określenie Jaspera mianem „miękki ale twardy” bardzo mu pasuje XD Duży, słodki miś, ale jak trzeba, to potrafi być stanowczy. Dzięki wielkie za miłe słowa ogólnie :)

    Nate, taaa, zazdrość w końcu musiała nadejść. Owszem, Marvin jest tam największym ciachem i w ogóle mokrym snem wielu facetów, ale Jasper też ma się czym pochwalić i w końcu musiał się znaleźć ktoś, go na niego bardziej leci, niż na gwiazdkę klubu. I widzę, że oni ogólnie Cię bawią, ale i urzekają. To chyba dobrze XD A co tego, czy coś się spierdzieli… cóż, to dopiero 3 rozdział. Czeka ich jeszcze wiele problemów do rozwiązania, heheheh. Nie możemy być zbyt miękkie dla postaci. Dziękujemy bardzo za komentarz, dodaje nam skrzydeł :D Pozdrawiamy serdecznie :)

  16. Nate pisze:

    Ahh, to było do przewidzenia :) Prędzej czy później, Marvin musiał poczuć to ukłucie zazdrości, i dobrze się stało, że Jaz go tak załatwił!
    Ta zaborczość, kiedy wyszedł za bar w kabaretkach! I urocze jednocześnie, jakby był dzieciakiem, łaknącym uwagi, a nie dorosłym facetem, zwyczajnie zazdrosnym o swojego kochanka :)
    Dwa fragmenty mnie rozdupcyły jak puzzle :

    ” — Jaz… — wydusił wreszcie, sięgając dłonią do boku jego twarzy. Swoją lekko przekręcił i wydyszał: — Ruszaj już tym chujem…! ” – Spodziewałam się jakiegoś romantycznego wyznania, a tu proszę! Ktoś jest baaaardzo niecierpliwy :D

    ” — Kurwa… moja naj… najseksowniejsza dupa! — wydyszał tuż przy uchu kochanka ze świdrującym spojrzeniem. Gapił mu się na twarz z rozochoceniem, liżąc go co chwilę po policzku i szyi. Może był zbyt romantyczny, ale nie umiał na to nic poradzić. ” – Oj taaaaaak! Takie to romantyczne!! :D Z jednej strony chcę mi się troszkę śmiać, ale z drugiej… Oni obaj są tacy kochani i uroczy :D

    Cieszę się, że Marvin zgodził się na wyłączność. No, ale przecież nie było by następnych odcinków, gdyby coś nie miało się spierdzielić, prawda? :) Wydaje mi się, że tego Karla jeszcze spotkamy, może jakaś mała walka o Jaspera? To by mogło być dobre! :)
    No, Dziewczyny, życzę powodzenia i z niecierpliwością czekam na następne odcinki :)

  17. Gordon pisze:

    Bardzo podoba mi sie to opo i ta niemoralnosc ktora tu jest na czele ;p Marvin robi Jasperowi duzo krzywdy ale lubie goscia bo jest zajebiscie ciekawy i totalnie inny niz wszyscy wasi wczesniejsi bohaterowie. Jestem w stanie nawet pojac jakos czemu to robi ale pewnie sie to zglebi w ciagu calego opa. Widac ze gosc ma to we krwi i nie mysli kiedy zdradza, chyba jest to dla niego normalka. Pewnie caly cel watku to bedzie nauczenie go ze to nieladnie ;p Albo sie myle i bedzie zupelnie innego ale Shivunia pisala ze moga byc kretynskie teorie to sie otwieram xD Ale Jasper dobrze zrobil z tym calym Karlem i troche podjudzil swojego faceta. Niech walczy tez o swoje prawa. Lubie go bo jest miekki ale twardy ;p Juz nie musze chyba mowic ze opo jest bardzo gorace. Odwalacie niezla robote laski :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s