Project Dozen – 3 – Tak dawno nie miał seksu…

Cody Solt miał zaledwie szesnaście lat, chodził do drugiej klasy, ale już spora część uczniów Brocket High School go kojarzyła. Niby niepozorny i niewysoki, ale całkiem wygadany. Największą sławę przynosiło mu to, że prowadził gazetkę szkolną i jak jeszcze dwa lata temu nie była ona specjalnie popularna i mało kto ją czytał, tak gdy Cody przejął w niej dowodzenie i zrobił kilka reform, czytelników nazbierało się całkiem sporo. A to tych łasych na kąciki klubów pozaszkolnych, a to tych zaciekawionych plotkami. Wszystko miało swoje działy i Cody umiał tak nimi zarządzać, żeby przykuwał zainteresowanie.
Teraz też nie mógł podarować sobie zebrania informacji na temat rozpoczęcia roku szkolnego. Dlatego co raz zadawał kilka pytań przeróżnym, przypadkowym uczniom wychodzącym z budynku szkoły, starając się, by były to osoby różnorodne, a nie przykładowo sami futboliści, którzy jedną masą, niczym stado wywędrowali z budynku szkolnego.
Przysiadł z plikiem kartek na ławeczce nieopodal boiska do futbolu i nie zważając na ogólny gwar wokół, zaczął je ze skupieniem wertować. Wiał dość mocny wiatr, więc fukał co chwilę z irytacją, gdy jego starannie zaczesana na bok grzywka rozburzała się i brązowe włosy wchodziły mu do oczu.
Kiedy ponownie uniósł głowę, żeby je poprawić, ujrzał Julesa Foxa, wyjątkowo sławnego w szkole chłopaka, starszego o dwa lata, który również, tak jak Cody, miał być członkiem tajnego eksperymentu psychologicznego. Ale nie to interesowało teraz Cody’ego. Jules był na tyle sławny, że wiele osób ciekawiło jego zdanie. Przecież nie mógł tego zignorować.
Poderwał się szybko, wyciągnął dyktafon z kieszeni i dopadł chłopaka.
— Hej, Jules! Co słychać? Podzielisz się wrażeniami? Jak się podobał występ chórku i przesławnego Jude’a Wagnera? — wystrzelił z siebie entuzjastycznie pytania, ledwo dostrzegalnie sepleniąc przy wypowiadaniu literki „s”.
Jules zrobił najpierw większe oczy, po czym roześmiał się. Był wysokim i bardzo dbającym o wygląd chłopakiem. Widać to było nie tylko po jego odpowiednio zbudowanym ciele, ale też twarzy, dłoniach i zdrowej cerze.
— Och, czekaj, panie reporter! Ja też mam niespodziankę — zastrzegł i sięgnął do gustownej, skórzanej i na pewno markowej torby. Prostokątnej i dość małej, bo poza jedną z nowych kamerek na kartę nie mieściło się tam wiele więcej. Od razu ją włączył i skierował na Cody’ego. — Siema, tu wasz ukochany Foxy. Już minęło nas rozpoczęcie roku szkolnego, widzieliście występ, a teraz zobaczcie… Cody Solt, nadworny skryba tej szkoły, przyszedł z nami porozmawiać! Co tam, Cody? — mówił, kręcąc albo chłopaka, albo siebie, kiedy mówił.
Tak jak Jules wcześniej lekko się zdziwił, tak teraz Cody. Wpierw przez dwie sekundy patrzył się głupio w obiektyw, a potem uniósł kąciki swoich wąskich ust. Nie uważał siebie za przystojniaka, nie lubił swojego dość dużego nosa i wydatnego podbródka, ale przecież do kamery nie wypadało się nie uśmiechnąć.
— Zbieram relacje z rozpoczęcia roku, Jules. Wiesz, artykuł na pierwszą stronę. Więc zdradź mi swoje odczucia, masa ludzi będzie ciekawa, co powie „Foxy”.
— Moje odczucia? Hmm… — Jules wydął lekko usta, kierując obiektyw kamerki na siebie. Zachowywał się bardzo, bardzo swobodnie i wcale nie ukrywał swojej orientacji. Oraz specyficznej, typowej dla siebie maniery mówienia. Na swój sposób przez to był słodki, a do tego daleko mu było do zachudzonych czy też brzydkich. — Podobało mi się, jak wszyscy tak wyszli, były na chwilę pogaszone światła. Można było sobie powyobrażać to i owo… co się stanie rzecz jasna! — Zaśmiał się. — Szkoda, że nie było większego show. Trochę blichtru im by nie zaszkodziło. Ale o tym już mówiłem na poprzednim nagraniu. Bardziej moich kochanych widzów interesuje co ty myślisz. Zawsze w gazetce tylko jest opinia innych, a nic o tobie nie wiadomo, Coooody — zamruczał na koniec i objął młodszego chłopaka ramieniem. Pochylił się do tego do niego, stykając ich głowy razem. Teraz obu było widać na nagraniu.
Cody na chwilę pożałował, że zagadał akurat Julesa Foxa. Ten prowadził czynnie swojego twittera, co najmniej raz w tygodniu pojawiały się nowe filmiki na jego kanale na youtube, a do tego jeszcze blog poświęcony sprawom fitnessu i tematom LGBT. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie zmieniał tematu. To on chciał wyciągnąć z niego coś ciekawego do napisania, a nie opowiadać o swoich odczuciach! No i po co w ogóle miał teraz pytać o cokolwiek, skoro zapewne zanim zdążą wydrukować ten numer gazetki, to filmik ze wszystkimi informacjami i tak pierwszy wyląduje na necie? Szlag by to… Jedynym plusem tego zajścia mogło być… zrobienie reklamy gazetce.
Cody aż się szerzej uśmiechnął na swój genialny, błyskotliwy i fantastyczny pomysł.
— A co ja mogę myśleć, Jules? Wiesz, wszystko było świetnie dograne, a teraz pytanie, czy równie pogodna atmosfera będzie panować w szkole przez cały rok. Ale, jak obaj wiemy, nigdy nie brakuje afer i sensacji, które na pewno będzie można znaleźć w gazetce szkolnej. Jules, co w ogóle myślisz o zapowiadanych pod koniec ostatniego roku nowych działach gazetki? Na pewno orientujesz się, że w tym roku dojdzie nie tylko dział astronomicznego kółka, ale i cała część poświęcona mini-społeczności gejowskiej w naszej szkole i okolicy — zagadał.
— Od razu takiej mini! Strasznie umniejszasz, Cody, mój przyjacielu. To będzie najbardziej ciekawa, oszałamiająca — ręką, którą obejmował go za szyję, zrobił gest prezentujący coś niesamowitego, jakby pokazywał chłopakowi „nowy, wspaniały świat” — część twojej nudnej gazetki. Na pewno będzie bardziej porywająca niż ta część z relacji kółka szachowego z tamtego semestru! — Zaśmiał się. — I jeśli, kochani, myślicie tak samo, to piszcie w komentarzach albo łapkujcie w górę — dodał do kamerki.
Mina Cody’ego znowu zrzedła. „Nudnej gazetki”? Gdyby była nudna, to nikt by jej nie kupował. Była wspaniała, od kiedy przejął w niej stery!
— Na pewno będziesz wspomagał rozrost tego działu, skoro masz większy wgląd w swoją społeczność niż ja — odpowiedział pogodnie, starając się trzymać twarz, chociaż ponownie dotarło do niego, że wolał zadawać pytania niż być wystawionym na pierwszy plan.
— Och, oczywiście, Cody. Ja i moi kochani widzowie — puścił oczko do kamerki — na pewno kupią gazetkę szkolną, aby przeczytać coś interesującego i nie tylko zobaczyć w niej w końcu coś ciekawego, ale i wspomóc mojego przyjaciela, tak? — zaświergotał na koniec i mocniej przytulił Cody’ego do siebie. — I tym miłym akcentem obaj was gorąco namawiamy, kochani, subskrybujcie mój kanał, łapki w górę, jeśli podobała wam się moja rozmowa z waszym szkolnym dziennikarzem i… Co jeszcze mogę powiedzieć? Kocham was, całusy i do następnego! — Cmoknął jeszcze na koniec do obiektywu kamerki i dopiero kiedy przerwał nagrywanie, odsunął się od Cody’ego.
Ten westchnął ciężko i poprawił szary podkoszulek. Wisiał na jego szczupłym, drobnym ciele jak co najmniej koszula mężczyzny na chudej kobiecie.
— To… No, cieszę się za zapowiedziane wsparcie i trzymam za słowo — rzucił do Julesa z wymuszonym uśmiechem, rezygnując z jakichkolwiek prób wyciągania z niego czegokolwiek na temat rozpoczęcia roku. Powinien był przeprowadzić wywiad z Judem Wagnerem, ale oczywiście nie mógł go złapać. — A jak wakacje w ogóle, hm? Jakieś wakacyjne miłostki? — dopytał, licząc jeszcze na jakąś maleńką sensację.
— Trochę tak, trochę nie. Dziś rano zacząłem wrzucać filmik, który jeszcze przygotowałem w domu. Ale trochę się ładuje, bo jest długi, więc powinien być wieczorem — odparł wyższy, starszy i o niebo przystojniejszy chłopak, poprawiając koszulkę i chowając kamerę. Jednoznacznie dał też Cody’emu do zrozumienia, że odpowiedź na jego pytanie będzie właśnie w zamieszczanym filmiku.
To zbytnio nie ucieszyło redaktora gazetki. Praktycznie nic nie wyniósł z tej rozmowy i stracił cenne minuty, które mógł poświęcić na wypatrywanie w wychodzącym ze szkoły tłumie osób, których zdanie warto zamieścić w gazetce. Cholera by to wzięła…
— W porządku. To… hm, miłego dnia i na pewno jeszcze nie raz się spotkamy z racji — rozejrzał się na prawo i lewo — projektu.
Jules jeszcze zerknął na rękę chłopaka, czy ten aby na pewno wyłączył dyktafon.
— Ta… niewątpliwie. To do zobaczenia i… znajdź może tych z wymiany. Każdy jest ich ciekaw — rzucił i jeszcze klepnął przyjacielsko chłopaka w ramię, nim się oddalił.
— Każdy jest ich ciekaw… — Cody przedrzeźnił go pod nosem, ale tak, żeby Jules już nie słyszał. Ten koleś był dziwny. I Cody zupełnie nie rozumiał, jak to się działo, że nie miał w szkole żadnych wrogów. Był otwartym gejem, a do tego tak szerzył te swoje tęczowe, radosne teorie, że przecież musiał być ktoś, kogo to denerwowało!
Darując już sobie rozmyślanie o tym, Cody ruszył do internatu, żeby przepisać na komputer chociaż to, co zdobył i sklecić z tego odpowiedni artykuł. Miał nadzieję, że Luke, któremu polecił zrobienie zdjęć podczas rozpoczęcia, rzeczywiście go nie zawiódł i jeszcze dzisiaj mu je prześle mailem.

*

Kevin Blare niespecjalnie przepadał za swoim planem lekcji. Nie licząc śród. Je miał wolne, co go bardzo cieszyło. Nie bardzo jednak wiedział, dlaczego w takim razie tego wolnego dnia akurat zmierza w kierunku budynku szkolnego. No tak… umówił się pod biblioteką z kumplem, z którym w zeszłym roku dzielił pokój, żeby potem razem pojechać do Newcastle. Ale dlaczego dał się akurat przekonać do spotkania w szkole? Wolałby unikać tego budynku, póki się dało. Nie lubił się uczyć, siedzieć godzinę na tyłku w jednym miejscu i w ogóle…
Nie mijał po drodze wiele osób, poza dość sporą grupką na boisku. Ktoś najwyraźniej miał WF i jeśli się nie mylił, to wśród biegnących po bieżni chłopaków zobaczył jednego z tej dwunastki, którą przedwczoraj spotkali się w auli, by wysłuchać nudzenia zgrai psorków ze snobistycznych uczelni. Ciekaw był, czy te dredy, kiedy się tak pocił, potem mu jakoś nie capiły…
Złapał wzrok kilku czarnych, którzy, jak to bracia krwi, w niejednej bójce z co bardziej rasistowskimi grupkami, uratowali mu dupę. Skinął im głową, po czym zsunął ze swojej ogolonej prawie że na zero czaszki kaptur i wreszcie wszedł tylnym wejściem do szkoły. Nawet nie było tak źle w szkole, kiedy nie musiał spieszyć się na lekcje. Marzył tylko o tym, żeby nie okazało się, że Johnny Tramp podobnie jak on wybrał sobie w tym roku trzeci semestr z historii. Już w zeszłym podnosił mu ciśnienie, że niby jak jest czarny, to powinien mieć osobną historię. Taką tylko o czasach sprzed wojny secesyjnej, a zajęcia oczywiście praktyczne, by nauczył się robić w polu. Nie raz Kevin wylądował przez niego na dywaniku u dyra.
Porzucił te rozmyślania i spojrzał na zegarek, a kiedy spostrzegł, że ma jeszcze całe dwadzieścia minut do umówionego czasu, skrzywił się. Zawinął w inny korytarz, bo może chociaż zobaczy, czy na tablicy ogłoszeń jego trener od koszykówki nie stwierdził, żeby dać ogłoszenie o zwerbowaniu nowych uczniów. To się zawsze źle kończyło. Przychodzili amatorzy i debile, którzy tylko zajmowali boisko i czas trenera. A on chciał grać…
Na jego szczęście okazało się, że trener nie wywiesił nic odnośnie poboru nowych chłopaków do drużyny. A przynajmniej na razie. Tablica jednak już była prawie pełna, mimo ledwo rozpoczętego roku. Kiedy ją przeglądał, usłyszał zza pleców „sorry”, a potem ktoś go przepchnął.
Od razu zlustrował intruza, którym okazał się jeden z ich dwunastki. Wysoki, dobrze zbudowany chłopak z charakterystycznymi, bo dość odstającymi, uszami. To jednak nie czyniło go od razu brzydkim. Był to niewielki defekt w porównaniu do nieźle umięśnionej, głównie w ramionach, sylwetki oraz podłużnej, mocnej szczeki. A jeszcze ten luzacki sposób bycia… Nie wyglądał na kogoś zakompleksionego uszami.
— Sorry — Kevin odpowiedział dość odruchowo i przesunął się jeszcze o pół kroku. Wcisnął dłonie w kieszenie niebieskiej, wiszącej na nim bluzy i przypatrzył się uważniej chłopakowi. Kojarzył go dotąd głównie z historii, bo byli na tym samym poziomie. Nigdy jednak nie rozmawiali. Teraz za to mieli wspólnie uczestniczyć w tym dziwacznym eksperymencie.
— Mhm, spoko. — Biały chłopak ściągnął z ramienia plecak, wyjął z niego teczkę i przywiesił własne ogłoszenie o grupie survivalu. Dopiero po tym spojrzał na wpatrującego się w niego chłopaka. — Kojarzę cię, nie?
— No. Z historii i teraz mamy razem, wiesz… — Kevin mlasnął wydatnymi, specyficznymi dla afroamerykanów ustami i rozejrzał się po pustym korytarzu. — Brać udział w projekcie.
— O, to bajer, to masz. — Chłopak wcisnął w jego dłonie jeszcze jedną kartkę, identyczną, jaką powiesił na tablicy. Prosty, duży tytuł i podstawowe informacje. Jedynym wyróżnikiem jej był fakt, że była zielona. — Może cię zainteresuje, a i w ogóle, Tyler, ty chyba masz Kee… — zaciął się, najwyraźniej zapominając, jakie dokładnie było imię rozmówcy.
— Kevin Blare. — Czarnoskóry chłopak, niewiele wyższy od Tylera, uścisnął jego dłoń i popatrzył na kartkę. Uśmiechnął się krótko i pokręcił głową. — Daj spokój, nie nadaję się. Kosz to nie to samo co wspinaczki czy inne wyskoki, które odwalacie. Pewnie trzeba mieć zajebistą kondychę.
— No, to jak grasz w kosza, to ci chyba akurat tego nie braknie. Wpadnij, nie zaszkodzi ci chociaż zobaczyć, o co w tym biega, a może się wkręcisz. Dużo czasu to nie zajmuje, bo jak coś, to wypady mamy w wolne dni — Tyler wyjaśnił, od razu uśmiechając się szerzej i przez to mrużąc mocno oczy. W ogóle miał je dość małe.
— Ta, spoko luz — odpowiedział Kevin, chociaż nie był przekonany. Nie lubił robić z siebie debila, a pewnie by tak wyszło, gdyby zabrał się za coś tak ekstremalnego. Słyszał już nieraz, jakie są te wyjazdy. Szkoła przetrwania po całości, a on nawet w koszu nie był tym najlepszym. — W ogóle, stary, nosisz ten cały pager? — Zmienił szybko temat, a ogłoszenie złożył na cztery części i wcisnął w tylną kieszeń w swoich luźnych spodniach. — Ciekawe, czy się mamy też z nimi kąpać — prychnął pod nosem.
Tyler zaśmiał się i wcisnął dłonie w kieszenie, kiedy tylko zarzucił plecak na ramię. Miał luźne spodnie w moro z dodatkowymi, dla zwykłego człowieka zbędnymi, kieszeniami. Buty o wytrzymałości zbędnej w szkole oraz luźną, ciemnozieloną kurtkę zarzuconą na czarną podkoszulkę. Na klatce piersiowej wisiał mu łańcuszek z nieśmiertelnikiem i dość specyficznym sygnetem. Kevin nie mógł mu się jednak dobrze przyjrzeć, aby nie wyglądało to dziwnie.
— No, noszę, noszę, ale na wypady nie planuję go brać. Nawet nie miałbym jak odebrać czy wrócić. Więc myślę, że bez nerwacji w tej kwestii, stary.
— Co nie? Bez przegin — Kevin zgodził się z nim z pewnością w głosie, mimo że nie był przekonany, czy zostawianie pagera samemu sobie na kilka dni było w porządku. W końcu te snoby z uniwersytetów upominały ich, by to mieć zawsze przy sobie. Sam nie wiedział, po co się w to wpakował, ale z drugiej strony wygrana była kusząca… — Trochę ciekaw jestem, czy będą nas informować, jak idzie reszcie dwunastki — dodał, opierając się ramieniem o ścianę w luzacki sposób. Swoje duże, brązowe oczy wbił w twarz Tylera i starał się uśmiechać szeroko. Wiedział, że ma niby ładny uśmiech, a przynajmniej tak mu kiedyś powiedziała Jess, z którą kręcił w zeszłym roku. Cóż, białe, zdrowe zęby, lekko zadarty podbródek, a nawet dołeczki w policzkach… Niby wszystko na miejscu, ale i tak nie czuł się specjalnie swobodnie podczas pierwszych rozmów z nowopoznanymi ludźmi.
Tyler wydawał się nie mieć z tym problemu. Kevin był niemal pewny, że się lekko garbił, chociaż nie tak jak co poniektórzy. Po prostu trzymał za nisko ramiona, ale to w dużej mierze przez niskie kieszenie spodni.
— Zależy, jaki jest ten ich cel. Wiesz, no, jakby nie patrzeć, to może ich właśnie obchodzić, jak my się dogadujemy. To pojebańcy nieźli pewnie, więc będą dziwactwa sprawdzać, ale spoko, dyro przecież krzywdy nie da nam zrobić, więc bez stresu — dodał i klepnął czarnego chłopaka w ramię, nim nagle stężał i spojrzał za nim w głąb korytarza. — Uwaga, idzie świr — zdążył zakomunikować, nim między nich dosłownie wcisnął się przeraźliwie chudy i wysoki Azjata. Od razu z zapałem zaczął odpinać i przepinać ogłoszenia, aby swojemu zrobić miejsce.
— Stary! — Tyler zareagował pierwszy, kiedy zobaczył, że jego zielona karta zmienia położenia. — Co ty odwalasz, koleś?
Chłopak, którego ramię prawie mieściło się w zaciśniętej dłoni Tylera, a już na pewno Kevina, odwrócił się najpierw do tego pierwszego, popatrzył chwilę, po czym jakby nigdy nic wrócił do swojego zajęcia.
— Nie utracisz swoich zielonych danych — zakomunikował w międzyczasie, kiedy znowu miał być szarpnięty.
Kevin uniósł wysoko brwi i zlustrował Azjatę. Niby nigdy nie miał z nim żadnych zajęć, ale kojarzył go. Każdy go kojarzył. W ogóle fakt, że Azjata był prawie jego wzrostu, był dla niego niczym splunięcie w twarz. Azjaci przecież mieli wszystko małe, a pewnie kutas tego całego Sena był wielkości jego kciuka.
— A ty co tam wieszasz w ogóle? — wtrącił się. Sam już miał z ciekawości zapytać Tylera, jaką ten wybrał sobie nagrodę, a Azjata się wtrącił. Co z tego, że też był jednym z dwunastki? Był dziwny. Dziwnych się unikało.
Sen odwrócił się do niego i przekręcił lekko głowę, jakby dopiero teraz go zobaczył. Miał czarne, wąskie oczy, szczupłą twarz z zapadniętymi policzkami i mały, ale prosty nos. Usta też były wąskie, a włosy lekko nastroszone i na pewno niedawno strzyżone.
— Wiem, jak się nazywasz, wiem, jaki jest rachunek prawdopodobieństwa, że ktoś, kogo szuka Tyler do swojej grupy wsparcia w błocie, będzie patrzył wyżej niż niżej oraz że twój trener ma romans z kelnerką z miasta — wyrecytował na jednym wydechu. — Oraz, że ta bluza gryzie ci się kolorystycznie z większością ubrań, jakie nosiłeś w tamtym roku.
Kevin czuł się coraz głupszy z każdym kolejnym słowem Sena. A nie lubił czuć się głupio, więc pchnął go w ramię.
— A co ci do tego, jak się ubieram, co? — warknął swoim niskim z natury głosem, robiąc groźną minę, chociaż ogólnie jego rysy twarzy były dość łagodne. — Może kopsnij się zapisać do damskiej szkoły, jak cię tak dobieranie ubrań obchodzi!
— To nie dobór ubrań nawet sam w sobie, a kolorystyka. Ta jest tak ważna, jak nasz kolor skóry, który zapewne zauważasz każdego ranka — Sen odparł od razu butnie mimo pchnięcia. Musiał być do tego przyzwyczajony. — A ty, Tyler, postaraj się następnym razem nie robić błędów na swoich ogłoszeniach, bo możesz mieć przez to mniej chętnych do tych radykalnych sportów zbliżonych bardziej do polowania na zombie niż zabawy — rzucił do tego po swojej lewej, po czym skłonił się im i odszedł, jakby nic się nie stało.
Tyler za to aż zagapił się za nim jak głupi.
— Co to, kurwa… było?
Kevin, który właśnie skupiony był na macaniu się po bluzie, popatrzył za Senem Nakano z jawnym grymasem.
— Z Marsa się chyba urwała ta żółta poczwara — burknął. — Jakbym potrzebował prywatnego stylisty, to bym poszedł do x-factor, a nie brał udział w Projekcie Dozen. I gdzie tu niby błąd jest? — dodał wojowniczo, patrząc na ogłoszenie Tylera na tablicy. Teraz znajdowało się pomiędzy jakimś ogłoszeniem o dyżurach nauczycieli a grupy męskiego baletu.
Kawałek dalej były dwie kartki, jakie przypiął Azjata. Jedna w ciemnych kolorach, na grubszym papierze z lekko tłoczonymi literami, tycząca się kółka spirytystycznego. Kawałek od niej, tuż obok tej na temat grupy politycznej i literackiej, była jeszcze jedna. Stylizowana na stary papier, z odręcznym, równym i przyciągającym wzrok, a zarazem czytelnym pismem, odnoszącą się kółka filozoficznego.
— Co? Nie mam pojęcia. — Tyler pochylił się do swojego ogłoszenia, wgapiając się w niego z zaciekawieniem. — Sprawdzałem to, no, nie mów mi, że ten kolo coś wylukał tak serio?
— Co ty, stary, to bełkot, co się z jego ust wydobywa. Gada, jakby z Obcymi się chciał porozumieć, to pewnie przez to. — Kevin postukał palcem kartkę na temat kółka spirytystycznego. — Pewnie mu mózg zlasowali. Może jakąś bazę mają w piwnicach szkoły i robią uczestnikom le… lobotomię — prychnął, mając nadzieję, że to, o czym myślał, to lobotomia, a nie lewatywa. Brzmiało prawie identycznie, a on nie znał się na tych pseudonaukowych nazwach.
Tyler zaśmiał się i skinął głową, nim klepnął drugiego chłopaka w ramię.
— Na pewno! Albo jeszcze im tak wycinają mózgi jak tym Egipcjanom, co nie? — podchwycił. — Ale, kurna… — Zerwał własne ogłoszenie. — Wezmę to jeszcze, dam kumplowi, bo siara będzie, jak ten pojeb coś jednak tu wyhaczył — warknął pod nosem.
— No, no, sprawdź na wszelki większy — Kevin poparł go, kiwając głową i zrobił lustrzany gest, również klepiąc Tylera w ramię. — A ja zawijam, bo ziomek czeka. To do zobaczenia na… Kontynuujesz historię? — zapytał, mrużąc w skupieniu brwi.
— Ta, jest spoko. Mam nadzieję, że dyrkowi coś nie odwaliło i nie zmienił nauczyciela, bo będzie marnie. No, ale to do poniedziałku, czy kiedy to mamy.
— No, do poniedziałku. Nara. — Kevin skinął mu głową i minął go, by przejść korytarzem na prawo.
Jeśli dobrze mu się wydawało, może miał szansę na jakiś mały sojusz w projekcie. Tyler wydawał się spoko, ale z kolei w Senie widział wroga. Azjata był jakiś niepojęty i nieprzewidywalny, że nie miał pojęcia, czy nie spodziewać się po nim jakichś sabotaży… A co, jak podłoży im kiedyś laleczkę voodoo…? Przejebane…

*

Tomas liczył na to, że pierwsze zajęcia w klubie filmowym skończą się wcześniej. W końcu jeszcze nie mieli obgadane, co będą robić i rzeczywiście skończyło się na sprawach organizacyjnych.
Ich grupka na razie nie powiększyła się od wcześniejszego roku, ale jeszcze były na to szanse, bo w końcu dzisiaj był pierwszy dzień szkoły, więc pewnie nie wszyscy zdążyli pozapisywać się na zajęcia dodatkowe. Dlatego na ten moment w klubie działały dwadzieścia dwie osoby. W tym Tomas, który na scenie czuł się jak ryba w wodzie. Może i w zwyczajnych kontaktach z ludźmi bywał nieporadny, ale scena… to zupełnie coś innego. W sumie trochę żałował, że dla zgrywy nie odegrali sobie zeszłorocznego Makbeta, ale z drugiej strony mógł pojechać do Newcastle.
Nie kłopotał się zawijaniem do internatu i ze szkoły przeszedł prosto na parking. Wystarczyło wyjść z niej frontowymi drzwiami, a potem, kawałek przed ładnie urządzonym, okrągłym placykiem z fontanną skręcić w lewo. Stąd widać już było olbrzymi parking, na którym… panowała hierarchia.
Oczywiście najlepsze miejsca to te zaraz przy osobnym przejściu do internatów. Były najwygodniejsze i zajmowała je cała śmietanka uczniowska. Najgorsze miejsca z kolei mieli ci gnębieni, biedni czy tępi. Były to miejsca od północy, przy samym ogrodzeniu otaczającym tereny szkoły.
Tomas swoje miejsce miał względnie wygodne — dość blisko zejścia na chodnik wiodący do szkoły. No i jego samochód wyróżniał się spośród tych stojących wokoło. Jasnoniebieskie, wręcz błękitne Porsche Cayman wczoraj wyjechało z myjni, więc Tomas nie potrafił się nie uśmiechnąć na jego widok. Co prawda nie pogardziłby Jazzem z Transformersów, ale to też było dobre. Zresztą dzięki temu samochodowi miał jako takie miejsce w szkolnych szeregach. I nie był tu uwieziony, jak co poniektórzy nieszczęśnicy.
Kiedy już wyjmował z kieszeni kluczyki, usłyszał, jak ktoś go woła. Z daleka.
— Tomas! Toooommy, czekaj!
Odwrócił się i uniósł brwi, wypatrując właściciela dziwnie znajomego głosu. A kiedy już go dostrzegł, rozejrzał się bardziej panicznie. Nikt nie słyszał? Nie… Parking był dość pusty, jeśli nie liczyć kilku szaraczków zmierzających do odrapanego jeepa kawałek dalej.
— Szzzzz! — syknął, przytykając palec do ust, kiedy Jules już się zbliżył.
— Ale co, szzzykasz na mnie, pysiek? Bez nerwacji, słodki. — Jules uśmiechnął się do chłopaka i złapał go za ramię. Tomas nie miał nawet szans, aby uniknąć powitalnego całusa w policzek. — Jedziesz co miasta?
Blondyn przełknął ślinę, spłonił się jak piwonia i odruchowo dopiął zamek swojej kremowej bluzy aż pod szyję.
— Mhm. Wiesz, pozbierać ulotki z kina, coś wypożyczyć i… takie tam. — Uśmiechnął się swoimi wydatnymi, szerokimi ustami, mrużąc przy tym oczy. W dość uroczo nieporadny sposób zaczął bawić się troczkami od kaptura. — A ty?
— Czekam, aż zaproponujesz mi podwózkę! — Jules uśmiechnął się szeroko i skinął głową na samochód. — Milej w końcu tak w dwójkę, a nie samemu się tłuc, skoro w tę samą stronę zmierzamy.
— Ee… — Tomasa nieco wcięło. Nie chciał być niemiły czy coś, ale wolał, żeby nie widziano go z Julesem Foxem. Mieli ze sobą pewne… przygody, które najchętniej ukryłby przed całym światem. A trzymanie się z najbardziej wyzwolonym gejem w szkole nie służyłoby jego etykietce zadeklarowanego heteryka. Nie chciał być jak ci, którzy mieli najbardziej beznadziejne miejsca parkingowe. Ale przecież nie mógł być chamem. W końcu to tylko podwózka. — No, spoko. To ładuj się szybko — skończył, znowu rozglądając się, czy nikt nie patrzy. Spaliłby się ze wstydu i nawet nie brał pod uwagę, że ktoś na nich patrzący wcale nie odebrałby tego tak, że ma na czole napisane wielkimi literami „PEDAŁ”.
Starszy chłopak popatrzył pytająco na Tomasa, ale w końcu tylko wsiadł do jego samochodu. Już na fotelu poprawił jak zawsze dobrze ułożone włosy. Zresztą, w ogóle zawsze wyglądał dobrze i wcale poza swoim zachowaniem nie manifestował, że jest gejem. Ubierał się tylko trochę bardziej obcisło, ale to tłumaczył zwyczajną dumą ze swojego ciała.
Odezwał się dopiero, kiedy ruszyli.
— Chyba się nie stresujesz, co Tommy?
Blondyn, który po wyjechaniu z terenu szkoły i mający po swojej prawej jedynie jezioro, przy którym ta się znajdowała, rozluźnił się. Na tyle, żeby szczerze się uśmiechnąć. Tak naprawdę lubił Julesa, a ich pierwszy raz wspominał bardzo dobrze. I przez to, że to właśnie z nim zaczynał swoje wszelkie erotyczne doświadczenia, uważał go za dość bliską sobie osobę. Co prawda mało rozmawiali pod koniec zeszłego roku, a na wakacjach wymienili może dwa czy trzy maile, ale miło wspominał te pseudo-randki.
— Nie, spoko. Wiesz… mówiłem ci, że nie jestem out i w sumie… Ale nieważne. Jak wakacje? Ja nigdzie nie byłem za bardzo, oszczędzam na lot na Marsa! — Zaśmiał się, zerkając na niego krótko.
Jules przewrócił oczami, siadając niżej w fotelu.
— Walnięty jesteś z tym, słodziaku. Serio. A ja byłem na Barbados, trochę się po kraju poplątałem. Z dwa krótkie romanse, ale to jak jesteś ciekaw, to powinieneś wiedzieć. Opowiadałem o tym na youtube. No, może bez szczegółów, ale o tych chyba nie chcesz słuchać, skoro między nami to już przeszłość.
— Widziałem… — odmruknął nieco zgaszony Tomas i znowu skupił się na drodze. Dość pustej, bo najbliższymi zabudowaniami od szkoły było właśnie Newcastle, do którego jechali. — Subskrybuję twoje filmiki pod anonimowym użytkownikiem…
Jules roześmiał się szczerze.
— To ja tu widzę pełną konspirację! I co, nie masz zamiaru się ujawnić, nim skończysz szkołę? Wiesz, że to niezdrowe i przez takie niepotrzebne nerwy ta śliczna blond czupryna może się przerzedzić? — dodał i wsunął palce w jasne gęste włosy kierowcy. Lubił je.
Tomas poczuł specyficzne gorąco w klatce piersiowej. Znowu krótko zerknął na przystojną twarz swojego rozmówcy. Jules był od niego rok starszy i kiedy on sam dopiero odkrywał, że podniecają go chłopcy, Jules był już wyzwolony. Gdyby nie on, pewnie niczego by nie spróbował, bojąc się wyśmiania. Z drugiej strony ich pseudo związek skończył się właśnie przez to wyzwolenie starszego chłopaka. Tomas zwyczajnie stchórzył.
— Nie chcę. Wiesz, bo ja chcę taki zajebisty bal maturalny, a nie jak z Carrie czy… nie wiem, Queer as Folk… — Wzdrygnął się, podgryzając przy tym swoją dolną wargę, która przez to stała się jeszcze czerwieńsza i przykuwająca wzrok.
Jules wydął na chwilę usta i poklepał go po ramieniu.
— Nie martw się tak. Ja nie planuję ani oberwać bejsbolem, ani… jak to było z tą laską? Coś ją wyśmiali, ale to dlatego, że dała sobie wejść na głowę. A czy ja ci wyglądam jak ktoś, kto daje? Naprawdę, Tommy, nie można ukrywać się całe życie — dodał i cmoknął go w policzek. — Ale nie mówiłem ci, że bardzo ładnie wyglądasz. Ciacho.
Tomas uśmiechnął się pod nosem. Wyglądał jak ciacho. Ha!
— Dzięki. Ty też. Aż jestem ciekaw, czy pod koszulką twoje sutki też tak wyglądają jak na tych filmikach. Nie wiem, co ty z nimi robisz, ale zawsze są sztywne! — Zaśmiał się, skręcając przy tym na zachód, na główną drogę wiodącą do miasta.
Jules odpowiedział szczerym śmiechem i pogładził się po klatce piersiowej.
— Mógłbym ci pokazać, co z nimi robię, ale chyba byś odmówił.
Znowu w Tomasie odezwały się dwa różne głosy. Czuł się jak główny bohater jakiegoś filmu, który miota się pomiędzy dobrem a złem. Gdy jeden głos mówi „bierz i korzystaj!”, a drugi „to niebezpieczne!”. Oczywiście, że chciał zobaczyć, chciał w ogóle bzykać się z facetami gdzie tylko się dało. Ale Jules był niebezpieczną opcją.
— No… Już o tym rozmawialiśmy — odpowiedział, siląc się na pewny ton. — I tak pewnie już masz komu pokazywać, co? — zapytał z nadzieją w głosie. Dla niego lepiej by było, gdyby Jules był zajęty. Nie kusiłby tak.
— Poza moimi odwiedzającymi, którzy widzą już efekt końcowy zabawy z sutkami, to nie bardzo. Nikogo przynajmniej od poprzedniej środy. — Westchnął ciężko, ale zaraz się uśmiechnął do Tomasa. Mimo tego jednak było mu trochę, może nie smutno, ale dziwnie. Wiedział, że był atrakcyjny, ale jakoś nie mógł się z nikim zgadać. Bo jak nawet na krótko coś zaiskrzyło, to zawsze różniły ich poglądy. A może zwyczajnie jeszcze był na to za młody i tylko wydawało mu się, że chce stworzyć coś trwającego dłużej niż dwa miesiące.
— Czyli seks masz? Znaczy… miałeś w zeszłą środę? — zagadał Tomas, znowu ciekawsko na niego zerkając. Aż mu się przypomniały te noce, kiedy się pieprzyli. Zazwyczaj gdzieś na parkingu z dala od szkoły, raz w pokoju Julesa, co prawie wywołało zawał Tomasa przez najmniejszy dźwięk z korytarza. Te wspomnienia wydawały mu się jakieś dziwne, ale też magiczne na swój sposób. Takie… wow.
— Nawet w tę miałem, więc na to nie narzekam. Bycie popularnym i wszystkim znanym ma swoje plusy. Nie musisz rozmyślać, czy facet, do którego zarywasz, faktycznie jest z naszej drużyny, bo ci sami zwykle pierwsi się zgłaszają do ciebie.
To był duży plus. Tomas za to nie miał seksu od chyba dwóch miesięcy. A przecież był nastolatkiem. Ochotę miał zawsze! Teraz też, ale nic nie mógł z nią zrobić. Teoretycznie, bo Jules siedział tuż obok, na wyciągnięcie ręki.
— A teraz? Jedziesz do Newcastle na łowy? — Poruszył sugestywnie brwiami.
— Teraz jadę akurat kupić książkę, bo miała wyjść wczoraj, więc mam nadzieję, że już jest w księgarni, a do tego skoczę do sex-shopu po zapasy. I może też pójdę z tobą do tego kina, zorientuję się, na co pójść w razie ewentualnej randki — zaświergotał, przeciągając się kusząco i bardzo specjalnie. Lubił Tomasa, seks z nim też był całkiem niezły, mimo że dość nieporadny. Ale wszystkiego dało się nauczyć.
— Noo, ja też muszę popatrzeć, co puszczają, bo Colina bym zabrał. Ale tak nie randka, w sensie wiesz, kumpel z kumplem… — Tomas szybko zaczął się tłumaczyć, na koniec krzywiąc się paskudnie, jakby zjadł cytrynę. — Fuj, seks z Colinem…
— Chyba nie aż taki fuj, skoro o nim pomyślałeś w tej kategorii! — Jules zaśmiał się i położył na chwilę dłoń na udzie chłopaka. — Ale nawet jeśli, to co, masz już kogoś na oku? Albo chociaż przyjrzałeś się reszcie z projektu?
Tomas szybko zerknął w dół i znowu zrobiło mu się gorąco. To wszystko przez to, że dawno nie widział Julesa. Jakoś przed wakacjami, pod koniec roku już po ich rozstaniu tyle o nim nie myślał, bo mijali się niemal codziennie. A teraz wszystkie wspomnienia w niego uderzyły i reagował gorączkowo.
— Nie mam nikogo na oku. Ale reszta projektu… Ale miałem zaskok, że w tym siedzisz! — Uśmiechnął się do Julesa, na chwilę odwracając do niego wzrok. Dodatkowo spiął mięśnie uda, by pochwalić się tym, jakie jest umięśnione, mimo że to ramiona miał bardziej rozrośnięte przez branie udziału w kółku pływackim.
— Uwierz, ja też. Taki dobry chłopak jak ty… — Jules zamruczał i pogładził jego nogę. Widział, jak chłopak przed nim się popisuje i już zastanawiał się, czy aż tak głupim pomysłem nie byłoby zaciągnięcie go na seks. Mogli gdzieś nawet pojechać, jeśli ten tak się bał swojej orientacji. Jemu było obojętnie, chociaż uważał to za zbyteczne męczenie się z samym sobą.
— Weź, bo mówisz jak moja matka po usłyszeniu od dyrektora, że przypadkiem zniszczyłem gablotkę z pucharami. „Że też taki dobry chłopak jak ty…” — Tomas przedrzeźnił rodzicielkę i zerknął w dół, na dłoń Julesa. — A reszta… Z Senem na angielski chodzę od pierwszego semestru, a już piąty będziemy robić. Koleś jest zajebisty! Nadawałby się na Zordona albo Yodę w azjatyckiej wersji.
— Sen? Ten szalony Azjata, który mówi tak, że nawet czasami nie da się za nim nadążyć? Teraz dalej będę z nim chodził chyba na psychologię, jeśli ją jeszcze kontynuuje. Może być niebezpiecznym przeciwnikiem, bo nawet nie wiem, czy ma jakieś życie prywatne. — Jules westchnął, poważnie biorąc pod uwagę wszystkich uczestników projektu. Zależało mu na wygranej. Jak zawsze.
— Noo, zobaczymy. „Jak myślisz, że jesteś w czymś dobry, to wiedz, że zawsze się znajdzie jakiś Azjata, który jest w tym lepszy od ciebie”, czy jakoś tak. — Tomas uśmiechnął się pod nosem i lekko przyspieszył, bo droga była pusta, a on już widział w oddali pierwsze zabudowania. — Ej, a ten, mogę całusa? — wypalił zupełnie nagle, bo mimo że starał się skupiać na rozmowie, to dłoń Julesa w tym nie pomagała. — Ale… tak wiesz… bez zobowiązań…?
— Możesz poprosić nawet o coś więcej, bez zobowiązań oczywiście — Jules zamruczał, uśmiechając się jak zdobywca. Wiedział, po prostu wiedział, że chłopak ulegnie! Nie bez powodu przecież tak go podpuszczał. — Zjedziesz gdzieś na przedmieściach w spokojną uliczkę?
Tomas, który już zdążył zaczerwienić się na policzkach, skinął głową dość gorączkowo. Tak długo nie miał żadnych kontaktów z chłopakami! Ale też nie chciał później żałować, nie chciał się pakować w coś większego z Julesem, bo potem skończyłoby się tak samo. Nie był gotowy na coming out, wiedział to.
— Ale nie zrobisz o tym filmiku, co? — upewnił się.
— A czy ostatnim razem zrobiłem o tym filmik? Wiesz, Tommy, mam też swoje tajemnice — Jules uspokoił go. W dużej mierze zasłaniał się filmikami. Mówił o tym, co ludzie chcieli wiedzieć, zaspokajając tym samym ich ciekawość. Ukrywanie w tym natłoku informacji naprawdę ważnych rzeczy było łatwiejsze.
— Spoko wodza. Tak się upewniam. — Tomas posłał mu lekki uśmiech, po czym już skupił się na drodze, bo właśnie dojechali do miasta. — Najpierw kino, czy… już mam poszukać tej super-tajnej, spokojnej uliczki?
Jules zaśmiał się i zerknął na zegarek.
— Zależy czy chcesz tylko buziaka?
— To zawsze się tak z tobą kończyło! — Tomas zaśmiał się niby luzacko, chociaż był podenerwowany, ale również podekscytowany. Na wszystkich nordyckich bogów. Chłopak. Seks. Penis. Tyłek. Lodzik. Cokolwiek homoseksualnego. Tęsknił do tego.
Nie odpowiedział, co wybrał, ale Jules szybko się przekonał. Zamiast pojechać dalej, w stronę cmentarza Greenwood, by za nim pokierować się do centrum miasta, skręcił na lewo, do mniej tłocznej dzielnicy.
Newcastle ogólnie było dość niewielkie, ale tłumy gromadziły się właśnie głównie w jego centrum, kiedy dzielnice na obrzeżach wydawały się nieraz zwyczajnie puste. Domy były rzadko porozstawiane, a Tomas wiedział, czego szukał. Kawałka ziemi za niemal zawsze opustoszałym parkingiem, tuż przy gęstym lesie.
Kiedy tylko zatrzymał samochód i wyłączył silnik, Jules przechylił się do niego, złapał go dłonią za brodę i pocałował. Soczyście i umiejętnie. Miał duże, duże doświadczenie i Tomas doskonale o tym wiedział. Zresztą nie tylko on. Prawie cała szkoła.
Od razu dłonie blondyna podążyły pod koszulkę starszego chłopaka. Podciągnęły ją lekko, jakby nie mogły doczekać się zetknięcia z jego ciałem. Nagim, wysportowanym… męskim. Tego brakowało Tomasowi przez całe wakacje. Poczucia, że jest blisko kogoś, kto odwzajemnia jego pragnienia, kto rozumie to, czego potrzebuje dotknąć, co potrzebuje poczuć.
Palce zacisnęły się na talii Julesa, a Tomas mocniej wychylił się w jego kierunku, lekko nad nim górując. Tak było mu wygodnej, lepiej i łatwiej.
Jules zamruczał nisko w usta chłopaka, także sięgając do jego koszulki. Od razu zaczął masować jego boki i żebra.
— Mmm… coś czuję, że ktoś tu nieźle trenował ostatnio — pochwalił go, uważając, że pewniejszy partner to lepszy numerek. Tym bardziej, jeśli chodziło o Tomasa. — I powiedz mi jeszcze, słodziaku, ilu miałeś od naszego ostatniego razu?
Tomas tym razem zaczerwienił się mocno, a jego dłoń, którą ściskał boki Julesa, zrobiła się wyraźnie bardziej gorąca.
— Nie jestem jak ty… Że się mi podkładają — mruknął, muskając przy tym usta starszego chłopaka. Lubił je, tak samo jak jego szyję, do której właśnie się pochylił. — Jednego — wyszeptał ni to przez napięcie, które czuł pomiędzy nimi, ni to z zawstydzenia. I by nie zostać biernym, skubnął jego szyję, przyciskając go lekko do siedzenia.
— Był prawiczkiem jak ty? — Jules znowu się spytał, a jego dłoń zsunęła się w dół, pod pasek spodni chłopaka. Chciał sprawdzić, czy jego pośladki też były bardziej umięśnione.
— Ja już nie jestem — fuknął Tomas, unosząc na niego nieco butne spojrzenie. — Znaczy… no, po tym, jak z tobą… Oż, Jules, nie wypominaj mi — jęknął i znowu musnął wargami jego szczękę. — Zrobisz mi laskę?
— Jeśli jesteś pewien tego swojego partnera? — spytał, przesuwając palce pod paskiem do przodu, aby rozpiąć spodnie blondyna.
— Robiliśmy z opancerzeniem — pochwalił się od razu Tomas. Zazwyczaj to Jules przypominał o bezpiecznym seksie, bo sam zachowywał się nie raz jak w gorącej wodzie kąpany. Nie było się co dziwić, jako szesnastolatek napalony na wszystko, co się rusza i ma otwór, myślał jedynie o spuście.
Spojrzał od razu w dół, na poczynania starszego chłopaka i już wiedział, że kiedy tylko ten obsunie mu bieliznę, obaj zobaczą duży i pełny wzwód. Nawet się tam golił, żeby było odpowiednio gładko i przyjemnie. Nie lubił mieć tam włosów.
— Więc jesteś tak zdrowiutki jak zapamiętałem? Dalej się golisz? — spytał Jules, między słowami całując usta młodszego chłopaka. Może i był dość rozwiązły, ale co miał sobie żałować życia? Tym bardziej, że wiedział, że dba o siebie. Nie tylko o swój wygląd, ale i zdrowie.
— Poczuj sam — odpowiedział Tomas ze śmiechem, chętnie wypinając do niego biodra.
Rzeczywiście, był tam gładki. No i obrzezany, jak pamiętał Jules. A teraz jeszcze przyjemnie sztywny i chętny. Zupełnie odsuwał od siebie myśli, że może to niewłaściwe, że ktoś może ich zobaczyć… cokolwiek. Był napalony i szukał ujścia, a Jules nie dość, że był fajny, to jeszcze podniecający. No i te sutki… Nie mógł się powstrzymać przed wsunięciem dłoni głębiej pod jego koszulkę i poszukania ich palcami, by sprawdzić, czy są sztywne. A jeśli nie, to pomóc im w osiągnięciu tego stanu.
Jules zerknął w jasne oczy chłopaka i uśmiechnął się pewnie. Ufał, że Tomas by go nie okłamał. Wiedział, że to dobry chłopak, trochę strachliwy i czasami dziwny. Ale na pewno nie był groźny. Nawet patrząc na to z perspektywy konkurencji w rywalizacji w projekcie „Dozen”.
— Planuję — zamruczał, zaraz po tym jak wyprostował się i zdjął przez głowę koszulkę. Następnie pochylił się do krocza chłopaka, rozpiął mu do końca spodnie i zobaczył wpierw wygolone podbrzusze, a potem penisa, którego ujął w dłoń, aby polizać.
Dla wygody Tomas opadł znowu na swoje miejsce i odchylił się do tyłu. Musiał dać więcej miejsca Julesowi, żeby ten miał komfortowy dostęp do jego krocza.
— Ale masz seksowne ciało — wypalił, patrząc na jego ramiona i plecy. Wiedział, że Jules uprawiał różne sporty i że chodził na zajęcia fitnessu w szkole. No i miał swojego bloga temu poświęconego. To wszystko było godne podziwu. Jak… jak kolekcje wielkich armii orków z Władcy Pierścienia, czy tworzenie własnoręcznie makiety wszystkich ziem z Gry o tron!
— Pracuję nad tym. I ty też zacząłeś bardziej, hm? — Jules odparł z przyjemnym, niskim mruczeniem, najpierw dłonią pobudzając chłopaka, po czym lekko liżąc go po samej główce.
Miejsce, w jakim się znajdowali, podniecało go na tyle, że bez oporów sięgnął do swoich spodni, aby sobie też zrobić dobrze. Czasami fajnie było, w jego mniemaniu, zrobić coś szalonego, trochę niezgodnego z prawem. Może też dlatego zgodził się na ten eksperyment.
— Mhm… Basen na wakacjach co drugi dzień… I kupiłem sobie hantle i czasami biegam… — wydyszał Tomas, znowu gryząc się w wargę. Jules już zauważył, że miał taki zwyczaj w trakcie seksu, dlatego jego usta po wszystkim wyglądały naprawdę rozkosznie. Całe zaczerwienione i nabrzmiałe, jakby sam komuś robił długiego loda albo całował się namiętnie.
Jules na moment właśnie dla nich puścił własnego penisa i wyciągnął palce, aby je dotknąć. Przesunąć po nich, poczuć ich soczystość.
— Possij — poprosił, samemu właśnie biorąc się za to, ale z penisem Tomasa.
Blondyn przełknął ślinę i objął wargami same czubki palców Julesa. Przymknął na moment oczy i posmakował je. Potem wziął je głębiej, ssąc i liżąc od spodu. W trakcie na ślepo uchylił okno, by wpuścić do tego dusznego wnętrza trochę powiewu. Naprawdę coraz bardziej się gotował, a jego penisowi w ustach Julesa było bardzo, bardzo dobrze.
Jules jeszcze przygniótł palcami język Tomasa, po czym zabrał dłoń, wracając do masturbacji. Nie chciał potem zostać sam ze wzwodem i czekającym chłopakiem. Chociaż nie obraziłby się, jakby ten odwzajemnił przysługę. Całego dnia jednak nie mieli, więc żywo mu obciągał.
Raz w tym wszystkim usłyszeli dźwięk samochodu, ale ten przejechał jedynie obok i podążył dalej. Byli więc sami, na lekkim wzniesieniu blisko lasu, nieopodal pustego parkingu. Widać stąd było miasto, lecz nikt z niego nie mógł dostrzec, że dwójka chłopaków właśnie uprawia oralny seks w drogim samochodzie.
Białe, równe zęby znowu zacisnęły się na dolnej wardze, kiedy Tomas wygiął się na siedzeniu, nieznacznie zacisnął dłoń na plecach Julesa i spuścił się w jego usta. Tak, tak, tak… było mu cudownie, dobrze i odpływająco!
Jules zamlaskał i uniósł się, całując się z młodszym chłopakiem. Sięgnął do jego dłoni i przesunął ją na swoje krocze. Też chciał dojść.
— Mmmogę… też ustami… jak chcesz — Tomas zaproponował pomiędzy licznymi cmoknięciami, jakie składał na wargach Julesa.
Lubił jego penisa, mimo że po kilku pierwszych razach upodobał sobie topowanie. Ale chciał być też dobry w oralu, żeby kiedyś w przyszłości tak zaskoczyć swojego potencjalnego chłopaka, że odpłynie na księżyc dzięki jego ustom! Wielu jego kolegów mówiło, że dobra mineta to klucz do sukcesu, więc czemu w gejowskich sprawach nie miałby tym kluczem być lodzik?
Jules jeszcze raz pocałował go mocno w usta, po czym odsunął się i oparł o fotel, jak wcześniej Tomas. Jego propozycja mu się podobała, a i był ciekaw, czy jakimś cudem mu się polepszyły umiejętności. Zresztą, uważał, że nawet jakby nie, to jego pełne usteczka wyglądały dość podniecająco, ssąc samą główkę, aby dojść. I te rumieńce na polikach…
Poczuł, że te usteczka nie tylko ślicznie wyglądały, ale też były bardzo gorące. Objęły jego penisa, a Tomas dodatkowo odpowiednio wygiął głowę, aby wziąć go głębiej. Podparł się przy tym dłonią o kolano starszego chłopaka i nie zważając na to, że jego blond włosy teraz nieco wchodzą mu do oczu, przymknął powieki i oddał się tej pracy. Sam był już spełniony, ale czuł się strasznie z siebie dumny, kiedy doprowadzał drugą osobę do orgazmu. Może i nie umiał w całości pochłonąć sztywnego członka, ale ta wilgotna i gorąca pieszczota na pewno była lepsza niż ręczny.
Z tym Jules musiał się zgodzić. Do tego mógł w trakcie wsunąć palce w te gęste, puszyste włosy Tomasa. Zaciskanie na nich palców było na swój sposób dodatkową pieszczotą. Mało który chłopak miał dość długie włosy i przy tym był dość przystojny, aby można było i chciało się w nich zatopić dłoń podczas orala.
Trzeba też było przyznać, że Tomas nieco zmienił się od zeszłego roku. Wtedy co prawda też był dość wysoki i atrakcyjny, ale bardziej chłopięcy niż męski. Teraz też miał łagodne rysy twarzy i czasami wyglądał jak roześmiany pięciolatek, jednak nabrał mięśni i szczęka nieco mu się wzmocniła. Cóż, łatwo też było zgadnąć, że raczej nie ćwiczył na bananach loda, ale i tak było dobrze, miękko, ciasno i wilgotno.
Jules nie krępował się. Przymknął oczy, wyobrażając sobie co gorętsze sceny z pornosów, aby dodatkowo się podniecić. Nie był ideałem, który uważał, że mając z kimś seks, trzeba myśleć tylko o nim. On uważał przyjemność za najważniejszą. Nieważne, jak osiągniętą. I dzięki temu sposobowi myślenia po kilku chwilach w ustach Tomasa wydusił:
— Mm… już prawie.
Blondyn cofnął się na chwilkę, aby przełknąć nadmiar śliny i nie zbrudzić nią spodni Julesa, po czym pomruknął na potwierdzenie i znowu wziął jego penisa. Ścisnął przy tym stymulująco dłonią jego udo, ale na więcej nie pozwalała mu przestrzeń w samochodzie. Już trochę drętwiały mu usta, bo chyba odzwyczaił się od takich zabaw, ale kontynuował obciąganie, samemu czerpiąc wiele z uczucia sztywnego kawałka mięsa w ustach. Jak on dawno tego nie miał!
Jules oblizał się i stęknął kilka razy, nim z dłonią nadal we włosach Tomasa, w końcu doszedł strzelając mu do tych soczystych usteczek. Cieplej mu się robiło na myśl, jakie te będą teraz czerwone. To była jedna z seksowniejszych rzeczy w tym chłopaku.
Ujrzał jego rozgrzane oblicze, kiedy ten wreszcie zostawił w spokoju jego wilgotnego penisa i wyprostował się. Uśmiechnął się i otarł usta. Bardzo czerwone usta.
— Gorący dzień, co nie? — Zaśmiał się i na moment odchylił głowę na oparcie, by odetchnąć. Wszystko mu w środku łomotało ze spełnienia. Tęsknił za seksem.
— Bardzo. I chyba udany wypad na miasto. — Jules uśmiechnął się i pocałował go jeszcze. Zaraz po tym uprzątnął się, chowając penisa do bielizny i poprawiając ubranie. Musiał wyglądać nienagannie, aby czuć się dobrze.
Tomas postanowił wziąć z niego przykład i też zaczął wszystko poprawiać.
— Kiedyś mi się wydawało, że się w tobie zabujałem — palnął ni stąd, ni zowąd, zapinając spodnie. — Śmiesznie, co nie?
— Urocze. Ale nie wiem, czemu mi to teraz mówisz? Czyżby rozentuzjazmowanie po dobrym obciągu? — Jules spytał, wyciągając się seksownie na fotelu i z ukosa patrząc na młodszego kolegę.
— Nie no, całe nasze randkowanie mi się przypomniało. Wspomnienia i takie tam, a na wakacjach czytałem dużo i pamiętam, że było coś o tym, że to normalne, że najłatwiej się zakochuje w pierwszej osobie, której się oddało dziewictwo — odpowiedział Tomas tym swoim mądrym głosem, kiedy mówił o czymś, co czytał, czy czego się nauczył.
Widząc, że Jules też już się ogarnął, odpalił samochód, by zawrócić na tym sporym, suchym placu i wreszcie ruszyć do kina.
Jules uniósł wysoko brwi.
— Serio, słodziaku? Czytasz takie słodkie bzdurki? Bo jeśli taka byłaby prawda, to chciałbym spotkać autora tej książki. Nie znam geja, u którego ta teoria się sprawdziła.
— No… Tak było napisane… — mruknął Tomas z mniejszym entuzjazmem i szybko zmienił temat. — A co w ogóle wybrałeś za nagrodę w projekcie?
Jules odchylił daszek przeciwsłoneczny, po którego wewnętrznej stronie było lusterko. Przejrzał się w nim, czy dobrze wygląda, nie ma jakiejś plamy na twarzy czy cokolwiek, co nie było pożądane.
— A ty mi odpowiesz, czego ty chcesz, jeśli ci powiem?
— Jasne, to żadna tajemnica — odpowiedział Tomas, a w jego głosie dało się wyczuć ekscytację. Zdecydowanie to, czego postanowił zażądać sobie jako nagrodę, było jego wielkim marzeniem. Martwił się tylko, że to, co mówili profesorowie, że niby mogą spełnić każdą, dosłownie każdą ich prośbę, wcale nie będzie takie proste. W końcu jego nagroda była bardzo specyficzna i nie był pewien, czy nie trzeba czegoś więcej niż pieniądze, żeby to wcielić w życie.
Jules uniósł brwi i znowu usiadł wygodniej w fotelu.
— Nie myślałeś, że ktoś z nas może wykorzystać nasze… pragnienia w jakiś sposób? — zaciekawił się, na moment zawieszając głos. Sam miał w swoim mniemaniu ambitny pomysł na nagrodę. Taki, który w sumie mógłby osiągnąć samodzielnie, ale czy nie byłoby łatwiej wygrać?
— Nie wiem, jak moje niby ktoś by mógł wykorzystać! — Tomas roześmiał się szczerze, wjeżdżając właśnie w bardziej zaludnioną część miasta. Tę, w której właśnie o wieczornych porach robiło się tłoczniej, bo otwierano wszelkie kluby, bary i inne miejsca rozrywki. — Myślałem najpierw, żeby mi zapewnili naukę w Nowojorskiej Akademii Filmowej, ale może uda mi się samemu. A nagroda… Chciałem zagrać jako aktor drugoplanowy w jednym z seriali, które im podam — wyznał w końcu, nabierając rumieńców na policzkach.
— A czemu nie pierwszoplanowy? I własny serial? — Jules zapytał od razu, mierząc wysoko i widząc podobieństwo swojego marzenia do tego Tomasa.
— Nie, nie własny, wiesz… Najbardziej czadersko by było, jakbym zagrał w Supernatural. A jak nie, to może być Walking Dead, jeśli jeszcze będzie wychodzić albo w jakiejś serialowej ekranizacji komiksów Marvela albo DC.
Jules chwilę myślał nad tym, co chłopak powiedział.
— Dobry pomysł. Ja myślałem o swoim programie w telewizji. — Westchnął. — Ale jeśli możesz, nie dziel się z resztą tym.
Blondyn pokiwał głową na potwierdzenie z dużą powagą, a nawet poklepał się po piersi.
— Nic nie powiem. I dobry pomysł, wiesz, jak ja wtopię i nie będziesz mógł się chwalić, że znasz sławnego aktora, to przynajmniej ja będę szpanował, że znam sławnego kolesia — odpowiedział ze śmiechem, zjeżdżając pod duży, w znacznej mierze przeszklony budynek, nad którego wielkim wejściem znajdowała się nazwa kina.
— Jeśli tylko to zdobędzie sukces. Co innego sieć, a co innego telewizja jednak — Jules uściślił swój tok myślenia, a kiedy się zatrzymali, wysiadł z samochodu pierwszy. Poczekał, aż zobaczy nad dachem wozu Tomasa. — To co? Rozdzielamy się i odwieziesz mnie potem, czy muszę szukać stopa?
Tomasowi przeszło przez myśl, co by było, jakby ktoś z kumpli zobaczył go z Julesem na parkingu. Wieczorem. Po wspólnej przejażdżce do miasta. Pewnie już któryś by szeptał, że pewnie wybrali się na randkę. Ale nie mógł być chujem. Rodzice wychowywali go na osobę pomocną, więc nie mógł odmówić.
— Odwiozę cię, spoko wodza. Jak się skończysz włóczyć, to daj sygnał. Wciąż mam cię pod muzyczką „Eye of the tiger”, to rozpoznam od razu — dodał jako luźną informację i uśmiechnął się przy tym w specyficzny sposób, patrząc na własne buty. Wszystko przez to, że kiedyś razem oglądali „Rocky III” i trenujący Rocky skojarzył mu się z Julesem i jego fitnessem. I już tak zostało.
— „Eye of the tiger”? Aż taki ze mnie zwierz? — Jules zaśmiał się, ale skinął głową. Tomas w jego mniemaniu czasami był rozbrajający, ale lubił go przez to. Jego towarzystwo w ogóle było odprężające. — Ale dobra, nie męczę cię. To zadzwonię, jak coś też zadzwoń, jakbyś się nudził.
— Dobra. To narka, niech Moc będzie z tobą — Tomas pożegnał się z nim, chowając kluczyki do swoich szarych, modnych jeansów i jeszcze pomachał kumplowi, już samemu zmierzając do wejścia do kina.
Musiał pozbierać ulotki o wyświetlanych filmach, zabrać rozpiskę i spróbować się dowiedzieć, czy pracujący tutaj jeszcze rok temu Pablo, wciąż tu był. Jeśli tak, może znowu uda mu się wyłudzić od niego kilka super plakatów z zaplecza. Albo nawet tekturowego Iron Mana, jak w zeszłym roku mu się powiodło z Hulkiem…

*****

Wpisy do Dzienniczków dokonały osoby:

Cody Solt – 02.09

Jules Fox – 02.09, 03.09

Kevin Blare – 03.09

Tyler Page – 03.09

Tomas Eng – 03.09

Jude Wagner – 02.09

12 thoughts on “Project Dozen – 3 – Tak dawno nie miał seksu…

  1. Katka pisze:

    Mocca, Twój komentarz jest bardzo chaotyczny, haha, ale co do Supernatural się zgadzam. Postacie drugoplanowe nie mają lekkiego życia, no ale… zagrać w Supernatural to jednak coś. Nawet jeśli przez chwilę. Fajnie, że Tomasek się spodobał, taka niewinna owieczka wśród zdegenerowanych nastolatków XD

  2. Mocca pisze:

    Wpisu do Dzienniczka dokonała Adriana:
    18.04
    „Tomas Eng is my animal spirit.”

    .
    .
    .
    Tomas jest cudowny. Taka geekowata słodycz, że O Borze Zielony!
    Ale po dzisiejszym odcinku mam dwie teorie spiskowe!
    (Niby trzeci odcinek, a ja już mogę knuć.)
    Mianowicie:
    a) Tomas jest masochistą ze skłonnościami samobójczymi
    ALBO
    b) Tomas tak naprawdę nigdy nie oglądał Supernatural i tylko jara się tyłkiem Jensena na Tumblrze.

    Serio? Postać drugoplanowa w Supernatural? Serio? Wiele bym chciała, ale na pewno nie chciałabym być postacią drugoplanową w Supernatural.
    SPOILER ALERT!
    .
    .
    Wszystkich zabijają w najlepszych momentach.
    .
    .
    TREŚĆ BEZSPOILEROWA.

    Jules też całkiem milusi. :) Nic tylko się przytulić i tak już zostać.

  3. Katka pisze:

    Anna, yey, bardzo się cieszę, że opowiadanie wciąga i oby tak dalej. Przyznam, że i u mnie z Shiv podczas pisania z neutralnego poziomu podjarania zmieniało się to w trakcie na coraz wyższy :) I fajnie, że już masz jakichś swoich ulubieńców. Szczególnie fajnie, że Sen, którego było co kot napłakał, już zdążył się stać w jakimś sensie wyraźną postacią. Myślę, że on się bardzo wyróżnia charakterem, więc powinien się rzucać w oczy ;) Haha, a tekturowe postacie… taaa, to jest fajna rzecz :D Nadaje super klimatu pomieszczeniu. Sama bym nie pogardziła. No i ciekawa jestem, czy Woody stanie Ci się faktycznie jeszcze bliższy, jak go lepiej poznasz :D

    Another, taa, Tomasa łatwo byłoby wykiwać, jeśli chodzi o związkowanie, jest bardzo naiwny, ale może w trakcie zadań pokaże, że umie sobie radzić. Mam nadzieję, że chłopaki będą Was zaskakiwać. Ooch, a męski mężczyzna dla Julesa… taaa, to by na pewno dobrze zrobiło jego duuużemu ego XD Widzę, że w jakiś sposób dzienniczki się przydają, co mnie bardzo cieszy :) A ciemnoskórzy… Możesz sobie przybić z Ryanem piątkę XD W sumie ze mną też. Natomiast pierwsze zadanie się zbliża dużymi krokami ;)

  4. Another69 pisze:

    Tomas jest uroczy i bardzo go lubię i powinien mieć innego faceta na przyszłość jak dla mnie :P Uczciwego, bo chłopak wydaje się strasznie naiwny.
    Jules za to powinien mieć mężczyznę, kurde. Takiego, który ustawi go do pionu (nie tylko w łóżku xD). Ktoś musi go ogarnąć i musi mieć mocny charakter :P
    Kurde, Tomas jest naprawdę uroczy xD
    Niestety nadal nie mogę spamiętać imion i tego kto jest kim. Ale dam radę, co chwila zaglądam do Dzienniczków i ogarniam zdjęcia, żeby móc sobie to wszystko lepiej wyobrazić xD
    Kevin jest seksi, ale co mam powiedzieć, ostatnio jestem zajarana ciemnoskórymi xD
    Kiedy pierwsze zadanie? :D

  5. Anna pisze:

    Opowiadanie i tak już odkąd pierwszy raz przeczytałam tytuł spodobało mi się, jednak teraz z każdym rozdziałem coraz to bardziej minie kręci. :) A co do aktualnego rozdziału to mimo , iż to dopiero trzeci rozdział, albo aż trzeci – zależy jak na to patrzeć, już powoli wyklarowały mi się postaci ulubione. Czytaj Sen właśnie,który jest strasznie dynamiczny, oryginalny i według mnie dokładnie wpisuje się w typ zbzikowanego naukowca przez co nie potrafię go nie lubić. Dalej Tomas urzekający swoim charakterem małego, uroczego kotka, jestem tylko ciekawa czy ten kotek pokaże pazurki i zagrozi w jakiś sposób innym uczestnikom projektu. No i jeszcze jedną rzecz w nim uwielbiam,a mianowicie tekturowe postacie. Zwłaszcza,że ja sam jestem wielką fanką Tolkiena i takim tekturowym Gandalfem bym nie pogardziła. Kolejne postaci to oczywiście Sebastian i Francisco (czy tylko ja zauważyłam,że o nich pisze się w zasadzie tylko razem, jakby stanowili jakąś jedną całość?) są uroczy i przyjemnie się o nich czyta, wydają się być takimi spokojnymi ludźmi. Trochę jak hipisi. ^^ No i ostatnia osoba, którą polubiłam to tajemniczy pan z dredami o imieniu Woodrow jak mówią mi Dzienniczki. I mimo, że na razie został tylko wspomniany to już wiem, że go lubię. Głównie to przez cel jaki sobie wybrał. Ale dokładnie tego wytłumaczyć nie umiem, po prostu czuję w nim pokrewną duszę i że pewnie nie mało w Projekcie namiesza.
    Zgadzam się też z Saki, że Tomas i Jules do siebie nie pasują, za to sama mam już myśl na pewne sparowania , ale nie chcę się zdradzać bo jeszcze zapeszę. No i pewnie jak wszyscy nie mogę się doczekać pierwszych zadań.

  6. Katka pisze:

    Hoshii, haha, wiesz, to nastolatki, z reguły myślą stereotypowo, poza tym… proszę, to chłopcy, jak mają możliwość poprzeć jakimś pseudo dowodem, że ich penisy są wielkie jak stodoła w porównaniu do kogoś innego, to się nie zawahają XD Ja nie oceniam, bo nie widziałam na żywo (porno się nie liczy XD). Więc wolę nie wnikać, co by nie tworzyć własnych teorii XD Och, a duchowość Japończyków – dobrze się w sumie dowiadywać nowych rzeczy i rzeczywiście tutaj możesz nieźle zabłysnąć :D Ale w tym wszystkim jedno mnie cieszy – Sen jest jak masa imigrantów do Stanów. Urodził się gdzie indziej, ale jednak tutaj się wychował, więc jeśli będziesz w trakcie znajdowała jakieś odrębności, to będzie nasz twardy argument XD I fajniutko, że Tomas zdobył Twoją sympatię :D Myślę, że on ogólnie ma do tego zdolność, by urzekać w jakiś sposób ;)

    Tigram, widzę, że ogólnie Tommy zdobywa sympatię ;) Ciekawe, czy kiedyś Wam czymś podpadnie.

    Basia, cóż, uczestników jest sporo, więc rzeczywiście, mimo że to „już” 3 rozdział, to wciąż ich dopiero poznajecie, ale mam nadzieję, że niebawem każdy jakoś zapadnie Wam w pamięć, chociaż musimy przyznać, ze jedni będą mieć więcej tekstu niż inni. A Sebastian i Francisco już niebawem w dużej ilości ;) Pozdrawiamy również ;)

    Saki, Jules i określenie „kolorowy” baaaardzo mi do niego pasuje! Nie wpadłabym na to, ale lepiej bym nie ujęła. A to, że to nie jest dobry chłopak dla Tomasa – taa, oni się już o tym przekonali, kiedy coś razem próbowali. Nie rozpadłoby się, gdyby się idealnie zgrywali. Hehe, co do Sena – może własnie dlatego Kevin i Tyler mają do niego wąty, bo jest „świrem”, a jednak takich można się bać. Nawet jak na pozór wydają się właśnie nieszkodliwi. I taaak, muszą być przyjaciele i wrogowie. Więc antagonizmów chyba będzie sporo. Za dużo tu ludzi, by żadnych nie było ;) A szczurki, hehe, jak pisałam Basi, będą niebawem :D I oczywiście dzięki wielkie za literówki ;)

    Seiridis, to chyba do Twojej listy karierowiczów dojdzie jeszcze Patrick XD Ale jak Cody’ego tak bym rzeczywiście nazwała, to nie wiem, czy dla Julesa to dobre określenie. Faktycznie, chce zajść daleko, ale… sama nie wiem, karierowicz zawsze mi się kojarzy z takimi bardziej poważnymi zawodami niż… aaa, zamotałam się. Może po prostu jest dla mnie zbyt niepoważny, żeby tak go widzieć, ale może masz rację XD I znowu Tomasek zdobył sympatię. Słodko XD Chyba ta jego naiwność i poczciwość robi swoje. I dzięki za błędy :D Dużo ich coś w tym rozdziale, ale usprawiedliwię się dziecinnie, że niestety rozdział nie zdążył przejść przez betę ;)

  7. Seiridis pisze:

    Po przeczytaniu rozdziału, potem dzienniczków stwierdzam, że Jules i Cody to karierowicze. xD Denerwują mnie. xp Jules i to jego zapatrzenie w siebie szczególnie. Ciekawe co się kryje pod tym płaszczykiem. Thomas z drugiej strony to taki słodki chłopak z nutką nerdzika i mnóstwem uroku. I ta niewinność. Aczkolwiek to, że boi się wyoutować jest smutne. :C O Kevinie i Tylerze nic nie powiem, bo się tacy neutralni, zwyczajni wydają. A Sen… Hahaha, zajebisty. XD
    Były na pewno dwa powtórzenia.
    „aby przeczytać coś ciekawego i nie tylko zobaczyć w niej w końcu coś ciekawego”
    Drugiego nie mogłam znaleźć, chociaż przeczytałam drugi raz, ale wiem, że były dwa takie same wyrazy w tym samym zdaniu.
    „chłopak, który już zdążył poczerwienić na policzkach” poczerwienieć lub zaczerwienić się
    „że pewniejszy partner, to lepszy numerek” bez przecinka
    „widzowie — puścił oczko do kamerki — na pewno kupią gazetkę szkolną” zdaje się, że wtrącenie powinno być zapisane jako osobne zdanie, bo nie jest narracją do zdania
    „Ale jak obaj wiemy, nigdy nie brakuje afer i sensacji, które” Ale, jak obaj wiemy, nigdy nie brakuje afer i sensacji, które – ciągłość zdania, tj. jeśli nie ma przecinka po ale, to za wtrącenie robi nie „jak obaj wiemy”, a „nigdy nie brakuje afer i sensacji”. Przynajmniej takie mam wrażenie. xp

    Hoshii, zainteresowanie spirytyzmem z jakich pobudek, jeśli mogę wiedzieć? :D

  8. saki2709 pisze:

    Nie mam pojęcia, od czego zacząć. Tyle tu tych postaci, że trochę mi zajmie nauczenie się ich imion i dopasowanie ich do postaci.
    Jules jest taki… kolorowy XD Wydaje się być sympatyczny i w ogóle. No i wydaje się być strasznie pewny siebie.
    Tomasa polubiłam od pierwszego wejrzenia, czyli odkąd się pojawił. Straszny z niego słodziak. Mimo że polubiłam Foxa, to myślę, że to nie jest facet dla niego. Za bardzo jest wyzwolony XD Nie zmienia to jednak faktu, że akcja w samochodzie mi się podobała.
    Sen to… świr XD Ale w taki pozytywny sposób. Ale już go lubię. Nie mam pojęcia, co Kevin i Tyler do niego mają. Wydaje się być taki nieszkodliwy. Nadal mnie rozwala to jego marzenie o Disneylandzie XD Ale może to tylko pozory i tak naprawdę niebezpieczny z niego zawodnik? XD
    Kevin i Tyler też wydają się spoko. Ciekawe czy plan unikania Sena się im powiedzie, czy przyjdzie im spotykać go częściej niż przypuszczają w najgorszym scenariuszu XD
    Cody… cóż o nim powiedzieć. Strasznie mu chyba zależy na tej gazetce :) Jego też polubiłam. A patrząc po wpisie do dzienniczka, odnoszę lekkie wrażenie, że lizus z niego.
    Ale chyba nie wszyscy za wszystkimi przepadają. Są sojusznicy to i muszą być wrogowie… Chyba nigdy nie ma tak, że wszyscy są dla siebie mili i są dla siebie przyjaciółmi.
    Trochę się stęskniłam za szczurkami XD I za Woodym też.
    To chyba tyle.

    „Trochę blichtru im bym nie zaszkodziło.”- „by”.
    „— Ta… niewątpliwie. To do zobaczenia i… znajdź może tych z wymiany. Każdy jest ich ciekaw — rzucił i jeszcze klepnął przyjacielsko chłopaka w ramię, nim się oddalił.
    — Każdy jest ich ciekawy… — Cody przedrzeźnił go pod nosem, ale tak, żeby Jules już nie słyszał.”- jak go przedrzeźnił, to nie powinien powiedzieć słowo w słowo to co on?
    „Ktoś najwyraźniej miał WF i jeśli się nie mylił, to wśród biegnących po bieżni chłopaków zobaczył jednego z tej dwunastki, którą przed wczoraj spotkali się w auli, by wysłuchać nudzenia zgrai psorków ze snobistycznych uczelni. „- „przedwczoraj”.
    „Przymknął oczy, wyobrażając sobie co gorętsze sceny z pornosów, aby dodatków się podniecić.”- „dodatkowo”.
    „Cieplej mu się robiło na myśl. jakie te będą teraz czerwone.”- zamiast kropki przecinek powinien być.
    „Ujrzał jego rozgrzane oblicze, kiedy ten wreszcie zostawił w spokoju jego wilgotnego penis i wyprostował się.”- „penisa”.

    Pozdrawiam i życzę weny.

  9. Basia pisze:

    Witam,
    cudowny rozdział, poznajemy powoli uczestników projektu, dowiadujemy się o nich bardzo dużo.. akcja w samochodzie wyszła rewelacyjnie…. Tomas jest taką dość ciekawą postacią…
    zastanawia mnie co u Sebastiana i Francisko…
    multum weny
    Pozdrawiam serdecznie i gorąco

  10. Hoshii. pisze:

    przepraszam, czuję się w obowiązku zaprotestować na tą jawną niesprawiedliwość: japończycy nie mają penisów wielkości kciuka. szczególnie wysocy. powiedziałabym nawet, że mają się czym pochwalić. nie mam pojęcia skąd wziął się ten przesąd, na chłopski rozum – niski europejczyk też nie będzie miał przecież kilku metrów węża ogrodowego w gaciach XD
    nie wiem czemu Kevin kojarzy mi się z typowym polskim przedstawicielem pewnej podkultury… przy okazji – chłopcy niech się nie martwią, duchowość japończyków jest tak głęboko zakorzeniona w buddyzmie i shinto, że użycie voo-doo i odwoływanie się do czarnej magii, która jest sprzeczna z naturą, jest nie do przyjęcia. zainteresowanie spirytyzmem i demonologią wynika z zupełnie innych pobudek XD (cholera, w końcu płaszczyzna, na której się mogę wykazać, czuję się taka doceniona *w*)
    „Chłopak. Seks. Penis. Tyłek. Lodzik. Cokolwiek homoseksualnego.” zabiło mnie to, Tomas jest taki nieporadny i kochany, już go lubię! :3 ciekawe, czy w końcu wygra ze swoją nieśmiałością, usidli Julesa i zdecyduje się na coming-out… hm^_^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s