Fire Dragon Tattoo Studio – 167 – Wieczór z kartami

Rush postawił na stole kolejne opakowanie chrupkich przekąsek. Ciasteczek, orzeszków, słonych, ostrych. Do tego Oreo, na które ostatnimi dni miał straszną ochotę. Jeszcze poustawiał plastikowe talerzyki, aby nie robić przypału, że na męskim wieczorze ustawia szkło, do tego kubeczki. W lodówce chłodził się alkohol, na szafce pod telewizorem były owoce, jakby ktoś zgłodniał. I ogólnie miał wrażenie, że zachowuje się jak kura domowa.
— Słoneczko, o której oni mają być?! — krzyknął w głąb mieszkania.
Charlie, który właśnie mieszał ryż z chińskimi warzywami i mięsem, obejrzał się przez ramię.
— No, za kwadrans maksymalnie — odpowiedział, uważając, żeby się nie przypaliło. W końcu obiecali gościom kolację i nie wątpił, że ze stołu zniknie wszystko. Poza tym, co właśnie mieszał, to każda przekąska znajdzie swoje miejsce w którymś żołądku. — Ale to wiesz, jak nie wyrobią się na autobus, to pewnie jeszcze trochę.
— A myślisz, że tyle alkoholu wystarczy? — spytał Rush, wchodząc do części kuchennej. Objął swojego chłopaka w talii. Odgarnął mu włosy na bok i pocałował w kark. — Mam nadzieję, że będą grzeczni.
— Mówiłem Ryanowi, że my zapewnimy głównie jedzenie, więc jak chcą więcej piwa albo coś, to sami muszą wziąć. — Charlie obejrzał się na Rusha i uśmiechnął się. — I na pewno będą, a jak coś, to ich mój męski pan domu przywoła do porządku… — zamruczał i niby przypadkiem potarł pośladkami o krocze Rusha.
Ten bez problemu to wyczuł i sam poruszał na boki biodrami.
— Aż szkoda, że niedługo będą — zamruczał tuż przy uchu kochanka. — Ale cóż… — jęknął na koniec. — W ogóle, ładnie pachnie. I miałem spytać, ale teraz, jak Alex wyjechał, to nie mam do niczego głowy. Jak ta nowa?
— Super. Serio fajna laska. Gorzej ze wspólnymi zainteresowaniami, bo ona na przykład dużo tańczy, słucha rapu i jeździ ze swoim chłopakiem i jego grupą breakdansce’owców po jakichś dziwnych miejscach. Ale jest bardzo spoko.
— To dobrze, że się dogadujecie i nie ma problemów. Bo byłoby smutno, jakby coś zgrzytało. Mmm… — zamruczał, przesuwając nosem po szyi kochanka. — Studio mojej ptaszyny się rozwija. Jak się cieszę.
— Nie tylko mi się powodzi w pracy — odparł Charlie, wiedząc, że podczas nieobecności Alexa w Grey Tower poczyniono bardzo duże postępy w remoncie. Już niebawem bracia będą mogli tam przenieść pracę.
Zamieszał jeszcze raz, wyłączył ogień pod głęboką patelnią i całość przykrył, żeby danie nie wystygło, zanim przyjadą goście. Potem okręcił się w ramionach Rusha i objął go za szyję.
— A i chciałem Jasonowi złożyć życzenia, ale nie odbierał, więc napisałem smsa — dodał.
— Też muszę mu napisać życzenia. Dobrze, że mi przypomniałeś. I zastanawiam się, czy czegoś nie powinniśmy zorganizować w ramach urodzin, kiedy już wrócą. Co myślisz? — Rush pocałował kochanka w policzek, trzymajac go blisko siebie.
— No… Może. Ale nie wiem co… Chociaż Mike wpadł na pomysł, żebyśmy się złożyli na taką zajebistą zapalniczkę, wiesz, z jakimś grawerunkiem, który byśmy zamówili — odpowiedział Charlie, od razu przypominając sobie wczorajszą rozmowę z kumplem.
— To może jeszcze się wam dorzucę i do tego taką papierośnicę? Czy to przesada i nie będzie jej w życiu używał? — Rush zastanawiał się głośno. Do tego czuł mocno zapach jedzenia i… głodniał.
— Można — podchwycił Charlie. — I do takiego jednego pudełka razem dać. Wiesz, ekskluzywnie — dodał ze śmiechem. Jason miał ekskluzywnego kochanka, więc nie powinien pogardzić, będzie mu pasowało. — I trzeba zapytać Ryana i Lenny’ego, czy też chcą się dorzucić. Im więcej, tym lepiej, bo ładniejszą kupimy, a na sam grawerunek pewnie też sporo pójdzie.
— To akurat dziś będziemy mogli z nimi o tym porozmawiać. Ale, kochanie, na waszych głowach spoczywa pomysł, co mu na tym wygrawerować. — Rush cmoknął go jeszcze raz i puścił w końcu. — Chodź do salonu. — Pociągnął go za rękę. Może chociaż by podjadł kilka orzeszków.
— Tylko że oni jutro wracają, dzisiaj ma urodziny, a my nawet nie zamówiliśmy grawerunku. To trwa. — Charlie podążył za nim, z lekkim grymasem, bo żałował, że wcześniej nie wpadli na ten pomysł. Mógłby być gotowy na teraz.
— To dostanie po czasie. Wydaje mi się, że doceni, nawet jeśli nie dostanie w terminie — Rush uspokoił go, sięgając do miseczki po garść orzeszków w pikantnej skorupce.
— Rush… będzie kolacja zaraz…
— To tylko parę orzeszków. Głodny jestem.
Charlie już otworzył usta, żeby zaprotestować, ale nie miał specjalnie argumentu. Na szczęście uratowały go dźwięki zza okna. Chociaż… nie spodziewał się żadnych, bo przecież Ryan i Lenny mieli przyjechać autobusem.
— Podwózkę mają? — zainteresował się, bo dźwięk silnika dobiegał zdecydowanie z ich podjazdu. Uniósł się więc i szybko podszedł do okna.
— Ale kto ich by podwiózł? — Rush poszedł za kochankiem i kiedy obaj wyjrzeli przez okno, na podjeździe zobaczyli dużego, bordowego pickupa.
Ze środka akurat wychodził Lenny. Od strony pasażera. Z drugiej wyłonił się Ryan i nie było nikogo innego poza nimi. To było dziwne.
Charlie szybko podszedł do drzwi i wyszedł na ganek.
— Hej! — zawołał w stronę gości.
Lenny tylko uniósł rękę w geście powitania i przeszedł na tył do paka, by wyjąć kratę piwa.
— Witaj, kochanie — Ryan przywitał się bardziej werbalnie, zamknął samochód i schował kluczyki.
— Co to jest i skąd to macie? — zapytał Charlie, wciąż zaskoczony widokiem dużego samochodu.
— To jest auto, Charlie, taki duży pojazd, do którego się wsiada i… jedzie. Wiesz, taki środek komunikacyjny, a mamy to z komisu, bo nie, nie stać nas było na nówkę — Ryan, mówiąc, doszedł do ganku i cmoknął przyjaciela w policzek.
— Kupiliście samochód? — Rush, który także wyszedł na powitanie gości, teraz patrzył się z większymi oczami na pickupa.
— Tak. — Lenny doszedł do niech, trzymajac nadal skrzynkę piwa. Nawet nie miał jak się przywitać.
— Świetny jest i wielki! — odparł Charlie z uśmiechem i poklepał Ryana po ramieniu. — Ekstra, że wam się udało. Musisz mnie wziąć na przejażdżkę.
— Wezmę bardzo chętnie, ale na razie może pogadamy, coś zjemy, bo przyznam, że poza płatkami na śniadanie nic innego z Lenny’m nie mieliśmy w ustach — odparł Ryan, a tatuażysta szybko usunął się z przejścia.
— Jasne, wchodźcie.
Lenny od razu ruszył za chłopakiem.
— Kto nie miał, ten nie miał — mruknął trochę do siebie, ale jego kochanek mógł to usłyszeć. W sumie gospodarze też, chociaż Rush miał szczerą nadzieję, że mężczyzna mówi o przekąsce na mieście.
Kiedy Lenny chował piwo do lodówki, a Ryan przechadzał się po salonie, ukradkiem zaglądając pod zasłoniętą sztalugę, na obraz powstający dla Rusha, Charlie zaczął ze swoim facetem ogarniać kolację. Tatuażysta nakładał, a blondyn zanosił talerze do stolika przy kanapie.
— Uuu, jak ładne pachnie — zauważył Ryan, oglądając się na nich. — Kto by pomyślał, że nie ma tu żadnej kobiety.
— Nie musi być, Charlie dobrze gotuje, więc mam nadzieję, że będzie wam smakować. — Rush uśmiechnął się do nich, trochę w wymuszony sposób. Czyli tak naprawdę jak zawsze.
Lenny za to aż poczuł, jak mu burczy w żołądku. I w sumie mógł odpuścić Charliemu w dzisiejszy wieczór całkowicie, skoro ten dał mu jedzenie.
Kiedy gospodarze zajęli miejsce na kanapie, Lenny’emu i Ryanowi pozostały fotele. Do kolacji jeszcze były wysokie szklanki z sokiem.
— To kiedy kupiliście ten samochód? Nic się nie chwaliłeś, Ryan — Charlie zagadał, gdy już zaczęli jeść.
— Przedwczoraj zaledwie, więc nie miałeś jak się o tym dowiedzieć. Stary znajomy Lenny’ego prowadzi komis, więc udało mu się załatwić to cudo — odpowiedział Ryan i uśmiechnął się do swojego faceta, nim wpakował do ust wielką porcję ryżu z mięsem.
— Nie jest kradziony — Mulat dodał, uprzedzając pytania.
Rush skrzywił się i popatrzył na kochanka, jakby ten miał poratować sytuację.
— Nikt nie zarzuca — mruknął i napił się soku.
— W ogóle, widzę, że przygotowaliście się całkiem nieźle — zauważył Ryan, patrząc po wszystkich przekąskach. — Ale wspominałeś coś o kartach, książę, więc mam nadzieję, że o nich nie zapomnieliście, bo przyznam, że nam z Lenny’m nie zdarza się w taki sposób spędzać wolnego czasu i nie mamy kart.
— Wszystko jest przygotowane. Nie kładłem ich na stół, byśmy mogli spokojnie zjeść. Ale wszystko jest, więc nie masz się o co martwić — Rush zapewnił przyjaciela swojego kochanka, jedząc spokojnie.
Lenny w tym czasie w pełni oddał się konsumpcji. I nie pogardziłby dokładką. Poza wspomnianymi płatkami z rana, sperma Ryana nie ukoiła w ogóle jego żołądka.
— Och, jeśli mowa o kartach, złożyliście naszemu wielkiemu, śmierdzącemu smokowi urodzinowe życzenia? — Ryan spojrzał po nich, ocierając usta z tłuszczu z jedzenia.
— No… smsowo, ale co to ma wspólnego z kartami? — Charlie nie załapał za bardzo.
— Dzwoniliśmy do niego rano i jakimś cudem okazało się, że nie wstawali wcześniej niż my. Dlatego chyba nie zdążyli jeszcze nigdzie wyjść i mieliśmy chwilę, żeby życzyć jego płucom wakacji od nikotyny i zapytać, czy jeszcze nie utopili się w jeziorze. A z krótkiej relacji dowiedzieliśmy się, że wczoraj byli w kasynie i twój brat, książę, całkiem nieźle sobie radzi w kartach.
— Byli w kasynie? To aż dziwne, że mój brat się bawi, kiedy ja pracuję — Rush prychnął pod nosem, jeszcze jedząc, kiedy obaj goście już wyskrobali wszystko z talerzy. — Ale wiem, że dobrze gra. Nigdy nie chciałbym grać z nim w pokera. Nic się z niego nie da wyczytać.
— Poker jest spoko — Lenny skomentował, sięgając już po miseczkę orzeszków.
— To możemy pograć w pokera — podchwycił Charlie. — A do Alexa jakoś kasyno pasuje. Mógłby zagrać w jakimś takim filmie gangsterskim — dodał z lekkim uśmiechem.
— I grałby zły charakter, a ja jego dobrego brata? — Rush zaśmiał się i kiedy z Charliem skończyli, zabrał talerze. — Ach i kto będzie dziś pił?
Ryan spojrzał na Lenny’ego, bo nic nie ustalali i sam nie wiedział, co woli. Czy pić dzisiejszego wieczoru i potem nie prowadzić, czy nie pić i znowu znaleźć się za kierownicą.
— Hm… Jeśli nie zamierzacie udostępnić nam na noc kanapy, to jeden z nas musi zadowolić się sokiem — pierwsze słowa rzucił do gospodarzy, a końcówkę do swojego faceta.
— Mogę nie pić — odparł ten, obawiając się, że Ryan, nawet gdyby miał prowadzić, wypiłby jedno piwo.
Rush za to uśmiechnął się w duchu. Zwykle to on musiał wszystkich rozwozić po domach. Raz chociaż chciał też się trochę napić.
Kiedy Rush zabrał talerze ze stolika, zrobili trochę miejsca na karty. Charlie jeszcze puścił jakąś muzykę, żeby było milej. Pojadając przekąski, chwilę jeszcze rozmawiali o wszystkim i o niczym. O pracy, samochodach, o aktualnym wystroju pracowni Jasona, o planowanym wystroju nowej siedziby braci Grey i na koniec ustalili, że Ryan i Lenny dorzucą się do prezentu dla Jasona. Wychodziło więc na to, że powinni mieć wystarczająco, skoro udział w tym miał brać jeszcze Mike oraz Katy i Marg.
— Czyli poker, nie? — zapytał tatuażysta, wstając po karty. W tym czasie Ryan podał każdemu po butelce piwa z lodówki. — Tylko chyba nie na kasę?
— A na co innego? — Rush spytał, siadając znowu na kanapie obok kochanka.
Lenny sączył w tym czasie sok, który jeszcze mu został z obiadu. Ten, którego nie dopił Ryan, też zabrał.
— Nikt nie pali, więc na papierosy też nie… Rozbierany jest nudny — Charlie myślał głośno, zakładając włosy za uszy i tasując już karty. — Chyba żeby pójść za przykładem Katy i na zadania — dodał ze śmiechem, wiedząc, że to zawsze był jej pomysł.
— Czyli to ma być bardziej niegrzeczny wieczór, niż się spodziewałem… — Ryan zamruczał, dość szybko pijąc swoje piwo. Pasowało mu do orzeszków. — Tylko skoro nie ma jej tutaj, to łatwiej będzie wynegocjować jakieś zasady, hm?
— Ej, ale bez przesady, czy jest tu ktoś, kto poprosi o coś niestosownego? Jesteśmy chyba dorośli. Czy serio potrzebujemy jakichś konkretnych zasad? — Rush prychnął, wiedząc, że chyba nie ma szans, aby ktoś zaproponował coś zupełnie niezgodnego z wolą drugiej osoby.
— Bez nagości i tyle? — Lenny zasugerował krótko, sadowiąc się wygodnie na fotelu, aby na przyszłość nikt nie widział jego kart.
Ryan też lekko odsunął swój od skraju kanapy. Wolał, żeby Rush nie zaglądał mu przez ramię.
— Tak, jeśli alkohol nie wpływa na was w taki sposób, że rosną wam fioletowe kosmyki, cycuszki niczym dwie małe brzoskwinki i nie patrzycie na wszystko wokół wzrokiem mówiącym „odnajdę drogę do twojego sekretu, choćbym miała wydrążyć ją łyżeczką przez twoje wnętrzności”, to „bez nagości” brzmi wystarczająco i rozsądnie — dodał z typowym sobie uśmiechem.
— No, to dobra, to zaczynamy. Charlie, rozdasz? — blondyn zwrócił się do swojego chłopaka i jeszcze pocałował go w policzek, wiedząc, że później nie będzie mógł, aby nie wyglądało to na zaglądanie w karty.
— Mhm. — Charlie uśmiechnął się do niego i zaczął rozdawać po pięć kart.
Atmosfera zapowiadała całkiem dobrą zabawę. Wypili już zdrowie Jasona, co Ryan oczywiście wyjątkowo podkreślił. Że piją za zdrowie. Zdrowie. A i był to niecodzienny sposób spędzenia sobotniego wieczoru. Na pewno lepszy niż oglądanie telewizji. Z początku Ryan trochę żałował, bo pogoda była wyjątkowa i można byłoby posiedzieć na plaży, ale tak też było dobrze. Z otwartych na oścież okien docierało do nich przyjemne powietrze, a oni siedzieli w lekkich ubraniach z chłodnym piwem i sokiem w dłoniach.
— No i wiecie, później przyszła taka babeczka, dekoratorka wnętrz. Słowo, jak ją zobaczyłem, to wpierw myślałem, że to ta narzeczona Alexa. Wiecie, jak weszła, zaraz nim się przedstawiła. Strasznie podobna kobieta. Ale potem już spoko się rozmawiało — Rush opowiadał przy okazji swoją historię z pracy, a kolejne porcje jedzenia znikały w żołądku najmniej się wtrącającego Lenny’ego.
— To chyba dla zdrowia Alexa dobrze, że ty z nią rozmawiałeś, a nie on — zauważył Ryan, rzucając Rushowi krótkie spojrzenie znad kart. Były słabe, ale coś tam miał. Pytanie, co kryło się na stole. — Ale ciekaw jestem, czy dalej utrzymujecie kontakt z… niestety imienia nie pamiętam, ale tak, mam na myśli osobę, która niegdyś zajmowała miejsce Jasona w łóżku Alexa, mówiąc w przenośni oczywiście.
— Z Jeane? Z Jeane utrzymujemy kontakt. Niespecjalnie zażyły, jednak jest. Odkąd ojciec się odezwał, z nią też rozmawiamy. Chociaż głównie mailowo — wyjaśnił, przyglądając się swoim kartom z dość kwaśną miną.
— Alex chyba woli mailowy kontakt z nią niż fizyczny — mruknął Charlie i odkrył ostatnią kartę na stole. Cudem powstrzymał się, żeby się nie wyszczerzyć, bo idealnie pasowała mu do tych na ręce. — To co, sprawdzamy?
Kiedy wszyscy pokiwali głowami, kilka prażynek zniknęło w ustach Ryana i Lenny’ego, a Rush napił się piwa, położyli karty na stół i teraz już tatuażysta pozwolił sobie na uśmiech. Jego kareta dziesiątek biła całą resztę.
— Czyli wymyślam zadanie dla tego z najgorszymi kartami, tak? — upewnił się, przyglądając się ułożeniom reszty.
— Chyba tak — Rush przytaknął, mając wrażenie, że to na niego padnie. Jego karty były złe… ale kiedy spojrzał, jakie ma Lenny, mimowolnie się uśmiechnął.
Charlie skierował wzrok na Mulata i przełknął ślinę. Ale od samego rana, kiedy wstał, starał się przystosować do myśli, że mają spędzić miły wieczór ze znajomymi. No i obiecał Ryanowi traktować Lenny’ego jak… no, przynajmniej kumpla. To było trudne, ale nie mógł się go bać.
— Lenny, dam ci pędzel, farbę jakąś, bo to potem najlepiej zmyć i napiszesz Ryanowi na czole jedno słowo, co ci się w nim najbardziej podoba albo… wiesz, co pierwsze ci się rzuca na myśl, jak myślisz „Ryan” — zdecydował w końcu i nie czekając na mordercze spojrzenie z jego strony, które sprawiłoby, że szybko zacząłby wymyślać coś innego na przeprosiny, wstał do swojego kącika z przyborami do malowania.
Lenny, zamiast odprowadzić Charliego ostrym spojrzeniem, spojrzał an Ryana. Pierwsze co pomyślał po usłyszeniu zadania to „księżniczka”, ale wiedział, że kochanek go zabije, jak w końcu zobaczy to w lustrze. Poczuje się jak jakiś oznaczony. Kolejne słowa, które przychodziły mu do głowy, też nie były dobre. Czuł się dziwnie osaczony.
Ryan za to nie skomentował zadania, tylko zbierał karty i popatrywał na swojego faceta. Był ciekaw, co wymyśli.
Charlie chwilę później postawił przed Lenny’m tubkę z farbą oraz cienki pędzel i skinął na przyjaciela.
— No, Ryan, podejdź.
Ryan uśmiechnął się czarująco i wstał. Potem kucnął przed Mulatem i odsunął z czoła włosy. Lenny przełknął ślinę i w końcu zdecydował się na… banał. Czyli inne łóżkowe określenie, jakiego używał, kiedy wiedział, że Ryan się wkurwi za „księżniczkę”. Zamoczył pędzel w farbie i krzywo namazał kochankowi „piękny” na czole. Za to nie powinien wylądować na kanapie z kotem.
Charlie szybko pochylił się, żeby zobaczyć, co zostało napisane i aż zamrugał.
— Wow… — wydusił.
— To dość ciekawa reakcja, ale domyślam się, że nie pozwolisz mi teraz, kochanie, pójść do łazienki i zobaczyć, jak zostałem oznaczony? — zapytał Ryan, rzucając przy tym czujne spojrzenie na Lenny’ego. Miał nadzieję, że nie napisał tam niczego upokarzającego.
— Nie możesz. Dopiero jak serio zachce ci się lać — odparł Charlie ze śmiechem i zabrał z powrotem farbę i pędzel.
— To nie to co myślisz. — Lenny sięgnął po szklankę soku, unikając spojrzenia kochanka.
Rush za to uśmiechał się durnie, co wcale nie pomagało Ryanowi odgadnąć, co ma napisane na czole. Spojrzał jeszcze na Lenny’ego i w końcu wrócił na swoje miejsce. Miał wrażenie, że napis pali jego czoło przez to, że nie wiedział, co tam jest. Ale jeśli nie było to „księżniczka”, jak w pierwszej chwili zakładał, to może nie było tak źle. Charlie chyba zrobiłby inną minę, gdyby to było coś upokarzającego.
— Wracaj, kochanie, rozdajemy druga partię! — zawołał i zaczął tasować karty.
Tym razem poszczęściło się Lenny’emu. Jakby w odpowiedzi na wcześniejszą porażkę. Jego ofiarą stał się Rush, który na swoje nieszczęście miał wykonać pięćdziesiąt pompek. I teraz siedział na kanapie, rozmasowując ramiona. Zrobił wszystkie, ale nie uważał, aby taki nagły wysiłek bez rozgrzewki, po kolejnym piwie i obiedzie był rozsądny. Ale przestrzegał zasad.
Przy tym Charlie bardzo chętnie obserwował jego ramiona i żałował, że Rush do tego nie zdjął koszuli. Domyślał się, jak napinały się przy tym jego plecy. Zrobiło mu się gorąco.
— Aż się napaliłem — szepnął do ucha kochanka, kiedy Lenny rozdawał karty.
Rush uśmiechnął się do Charliego i cmoknął go w policzek.
— Dobrze, chociaż mam nadzieję, że nie za bardzo.
A po chwili znowu wszyscy mieli karty. I tym razem długo mierzyli się spojrzeniami. Rush korzystał z tego, że każdy grymas może zwalić na obolałe ręce.
Fortuna była przewrotna i gdy jedna osoba wpierw się cieszyła, mogąc innym dopiec, tak po chwili sama musiała wykonywać jakieś zadanie. Nie nudziła im się ta gra i nie spieszyli się z jej kończeniem, bo nikt nikomu za bardzo nie zagrażał. Wszyscy oczywiście uwielbiali Katy, ale bez alkoholu z nią takie zabawy były nacechowane bezustannym napięciem.
Po piwach, które przywiózł Lenny i Ryan, nadeszła kolej na alkohol gospodarzy. Zrobili sobie wcześniej krótką przerwę, a aktualnie Ryan patrzył na Rusha i wygłosił dla niego zadanie:
— Książę, zrób sobie drinka z przynajmniej czterech produktów z minimum dwoma alkoholami i wypij za jednym zamachem. — Uśmiechnął się przy tym czarująco.
— To złeee! — Rush wskazał go palcem oskarżycielsko. Już zaczynał mieć w czubie, a wiedział, że taka mieszanka będzie mordercza. Jak nie dla głowy, to dla jego żołądka.
Wstał jednak posłusznie i przyniósł dwa różne wina, sok porzeczkowy i, nie mając już niczego innego, wodę gazowaną. Kiedy wymieszał wszystko w kieliszku, spojrzał na Ryana bez przekonania.
Ten uśmiechał się równie szeroko jak siedzący obok Charlie.
— Do dna, książę! — zachęcił, samemu unosząc swój kieliszek z winem w geście toastu. Jemu samemu też już było dużo, dużo cieplej od alkoholu, Lenny był przez to zabawnie zamglony, a on miał doskonały humor. I właśnie zamierzał zobaczyć, jak Rush dzielnie wlewa w siebie mieszankę o dziwnym kolorze.
Blondyn skrzywił się jeszcze, potem wziął głęboki oddech i wypił wszystko na raz. Aż się skrzywił.
— Ohyda! Odpłacę ci się za to, zobaczysz! — Wskazał go pustym kieliszkiem i… dolał sobie wina. Ale już jednego.
Charlie roześmiał się głośno, pocałował go w policzek i szybko sięgnął po karty. Ryan co prawda już miał pójść do łazienki, żeby w końcu zobaczyć, co ma na czole, ale uznał, że jeszcze jedną kolejkę przeczeka, więc tylko spojrzał na swoje karty, pojadając przy okazji orzechowe ciasteczka. Co z tego, że nie był pewien, czy ma w kartach szóstkę kier czy dziewiątkę karo? I tak było przyjemnie.
Tym bardziej, że kolejne zadania były coraz śmieszniejsze. Charlie w kolejnej rundzie dostał polecenie zatańczenia we własnoręcznie zrobionej ze szmat kuchennych spódniczce taniec hula. Potem Lenny, jako że był jedyny trzeźwy, miał obiec trzy razy kanapę z jajkiem na łyżce. Było zabawnie. Rush był coraz bardziej pijany i co raz stukał Charliego nogą, szczerząc się do niego jak dureń.
W końcu, po tym jak Charlie miał zadzwonić do Alexa i wyznać mu miłość, ale ten na szczęście nie odebrał, Ryan wyszedł do łazienki i zapatrzył się na siebie w lustrze. Co prawda ledwie odczytał to, co miał napisane na czole, ale duży ciężar spadł mu z serca. Zamiast księżniczki widniało tam „piękny” i dziwnie mu się to spodobało. Więc kiedy wrócił do salonu, złapał Lenny’ego za podbródek i pocałował wyjątkowo mocno i wyjątkowo nieumiejętnie przez swój stan. Potem wrócił na swoje miejsce i ponownie zaczął rozdawać.
Mulat uśmiechnął się do siebie, a jeszcze bardziej humor mu się poprawił, kiedy po kilku minutach wiedział już, że wygrał. Zresztą, uważał, że dalsza gra zaczyna być bezsensowna. Sam był trzeźwy, reszta rozchichotana i rozemocjonowana. Niemalże widział w ich błyszczących oczach, jakie mają karty. Ale postanowił wykorzystać ostatnią sposobność, kiedy okazało się, że Ryan ma najgorszy wynik.
Charlie, który siedział z Rushem wtulonym w jego szyję, popatrywał po nich z głupkowatym uśmiechem, a Ryan popił… piwem wino i spojrzał wyczekująco na swojego faceta.
— Jesteś gotowy? — Lenny spytał wpierw enigmatycznie, przyglądając się ustom kochanka. Były czerwieńsze od alkoholu i wilgotne od ciągłego ich oblizywania. A przed wyjściem w gości to on ciągnął i teraz… cóż. Chciał małej rekompensaty.
— Uuu, budowanie napięcia… Ale tak, myślę, że jestem — odpowiedział Ryan, nie tracąc uśmiechu.
Lenny przełknął ślinę.
— To weź banana. Obierz go ze skórki i bardzo, bardzo powoli go zjedz, patrząc mi w oczy.
Ryan zamrugał i na chwilę zamarł, patrząc na Lenny’ego, jakby bardziej spodziewał się usłyszeć „przebierz się za Świętego Mikołaja” niż „zjedz banana”.
Przełknął ślinę i czując na sobie spojrzenia pozostałej trójki, uniósł się chwiejnie z fotela. Owoce były w misce na szafce nieopodal i niestety był tam banan. Wziął więc go i z nim usiadł ponownie na fotelu.
— Hm, chyba nie wypada mi się teraz kłócić, skoro już stwierdziłem, że jestem gotowy — rzucił z krzywym uśmiechem, zaczynając obierać owoc. Zrobiło mu się dużo, dużo bardziej gorąco, co odbiło się wyraźnie na jego policzkach.
— To tylko zjedzenie banana. Nie każę ci się rozbierać przecież — Lenny, mówiąc to, jednak rozbierał Ryana wzrokiem.
Charlie i Rush, wtuleni w siebie, przyglądali się całej scenie z napięciem.
Ryan już nie odpowiedział, bo dziwnie zaschło mu w ustach. Oblizał je znowu, wziął głębszy oddech i spojrzał w oczy swojego kochanka. Rozchylił wargi i powoli, skoro takie było założenie zadania, wsunął samą końcówkę do ust. Jego czerwone wargi objęły owoc i lekko mlasnęły, kiedy ułamał kawałek, by go zjeść.
Żując owoc, miał wrażenie, że ten jakby twardnieje mu w ustach, pęcznieje mu w nich, tak że z ledwością przełknął pierwszy kęs. A może nie była to wina banana, a tego, jak w jego usta wpatrywały się zielone ślepia kochanka. Jak patrzyły na jego wargi, policzki, przełyk i w końcu też na oczy.
To było trudniejsze zadanie, niż z początku myślał. Banan był… duży i gruby. A może teraz tak mu się wydawało, kiedy oblizał usta po pierwszym kęsie i ponownie rozchylił usta, by wsunąć w nie dalszą część owocu.
Cisza była przytłaczająca, a powietrze ciężkie od napięcia. Ryan czuł w ustach więcej śliny niż wcześniej, na języku słodki posmak, a wargi powoli sunęły po wierzchu banana, który wydawał się dziwnie śliski. Cały czas chłopak starał się nie spuszczać spojrzenia z twarzy Lenny’ego, który nic nie mówił. Rozkoszował się tą chwilą i co by się nie oszukiwać, wyobrażał sobie, że jego kochanek bierze do ust co innego niż banana. Chociaż z tej wizji usuwał skrzętnie moment ugryzienia.
Cały proces jedzenia banana odbywał się dla Ryana tylko pomiędzy nim a Lenny’m. Jakby byli sami w tym salonie, albo nawet nie w tym salonie, a u siebie w domu. Nie myślał teraz zupełnie o tym, że po jego lewej stronie, na kanapie siedzi Rush i Charlie.
Ten drugi był w wielkim szoku. Nie musiał się długo zastanawiać, dlaczego akurat to kazał Lenny zrobić Ryanowi. Jeśli jego przyjaciel nadal nie lubił robić innym laski, to zapewne dużo tego w swoim związku nie mieli. Poza tym… to, jak to Ryan robił… powoli… i naprawdę seksownie, sprawiło, że Charlie zazdrościł Lenny’emu. Oczywiście miał Rusha, ale i tak wizja Ryana robiącego loda była… tak niecodzienna, że stawała się zakazanym owocem… który kusił.
Nagle wzrok od ust przyjaciela kazała mu oderwać ręka Rusha. Bynajmniej nie na jego oczach, a na jego kroczu. Kiedy zerknął na swojego księcia, ten właśnie przełykał ślinę, patrząc mu jednoznacznie w oczy. Impreza wraz z tym zadaniem zadanym przez Lenny’ego się skończyła. Wszystkim wyparowały z głowy dowcipy, głupie zadania, a zastąpiły je myśli dużo bliższe tych, którymi dzieli się ze sobą tylko w sypialni.
Lenny też miał problem. Bo czuł, że za każdym razem, kiedy kochanek obejmuje wargami kremowy owoc, jego penis twardnieje o kolejny stopień. Już w sumie chciał, aby Ryan skończył, ale jednocześnie nie mógł oderwać od niego wzroku.
Zarówno Charlie, Rush, jak i Lenny mieli wstrzymane oddechy. I głośno je wypuścili, gdy Ryan wreszcie przełknął ostatni kęs i odłożył skórkę na stolik. Był mocno czerwony na twarzy, ale uśmiechnął się do nich i sięgnął szybko po wino.
— Muszę przyznać, że zazwyczaj szybciej zjadam nawet te burgery XXXL w tej knajpce, którą ostatnio odkryliśmy, Lenny.
— Mhm. — Mężczyzna skinął głową, jakoś nie znajdując mądrzejszych słow.
— To ten… — Rush w tym czasie zabrał dłoń ze spodni kochanka. — Fajnie było? — spytał, przełykając głośno ślinę. Mimo że wieczór zapadł już dawno, a chłodne powietrze wiało z okien i tak było dziwnie duszno.
Charliemu wyrwał się cichy jęk zawodu, kiedy Rush zabrał rękę. Miał już mocno w czubie i chciał się pieprzyć, ale przecież nie mogli tak tu i teraz… Mimo to przytulił się do niego mocniej, chcąc go jak najbliżej.
— Tak, nie masz się co martwić, książę, twoja reputacja nie podupadnie i wciąż będziemy szerzyć w sąsiedztwie wieści, że najlepsze imprezy są u Richie’ego Greya — Ryan bełkotał bez większego sensu i uniósł się. Chwiejnie, nawet bardzo, ale udało mu się. — Ale teraz pozwólcie na chwilę, bo wolałbym wykorzystać waszą łazienkę, w której, aż się dziwię, że jeszcze nie ma kafelek z serduszkami i zmyję z czoła to chlubne określenie.
— Pomogę ci. — Lenny od razu też wstał i pomógł trafić Ryanowi między framugę drzwi do łazienki. Poza tym chciał, aby ten się pospieszył i aby mogli iść. I ślepy nie był, bo widział, że Rush i Charlie też chcą, aby już sobie poszli, chociaż byli na tyle dobrymi gospodarzami, by ich nie wypraszać.
Ryan oparł się jedną ręką o skraj umywalki, a drugą sięgnął do kranu. I kiedy zaczął niemalże na ślepo opłukiwać sobie czoło, mocząc przy tym kołnierzyk koszuli, włosy i praktycznie całą twarz, rzucił do Lenny’ego:
— Spróbuj ukraść trochę tych cudnych, czekoladowych ciastek, jak będziemy wychodzić. Okazja może się nie powtórzyć, a nie wiem, czy zauważyłeś, przypominają kolorem twoje sutki.
Lenny, słysząc to, aż się roześmiał. Szczerze i głośno, po czym pochylił się, chwycił dłonią twarz kochanka i pocałował go mocno w policzek.
— Powinienem ci tu na tym czole napisać „słodki”. Uroczo durne to było — zamruczał i zsunął dłoń z jego twarzy, na klatkę piersiową kochanka, potem na jego brzuch, aż do jego krocza. — Chodźmy już.
Ryan odetchnął głębiej, gdy poczuł dłoń w tamtym miejscu. Potem jednak jeszcze pochylił się do ręcznika i zmazał nim resztki czarnej farby z czoła. Dopiero wtedy razem z Lennym wyszli z łazienki, a na kanapie zastali Rusha i Charliego leniwie się całujących.
— Nie chciałbym przerywać, ale uznaliśmy z Lenny’m, że na nas czas, więc… hm… Sami poszukamy wyjścia.
Rush pierwszy oderwał się od ust kochanka. Niemalże jakby właśnie wynurzył się z wody, po zbyt długim pod nią przebywaniu.
— Tak? Oh… już? — udał zaskoczenie w miarę gładko, zważywszy na sytuację. — To ten… miło było.
Charlie też na nich spojrzał i uśmiechnął się spod wyjątkowo rozburzonych włosów, które w tym stanie prosiły się o jeszcze większe znęcanie się nad nimi.
— No, dzięki, że wpadliście!
Ryan posłał im obu uśmiech, sięgnął jeszcze po cztery ciasteczka sutkowo-Lenny’owe i pokierował się do drzwi, żeby ubrać buty i wyjść z kochankiem.
Lenny, widząc, co zrobił kochanek, podszedł jeszcze do gospodarzy, podał im dłoń na pożegnanie, a kiedy się oddalał, powiedział, że jeszcze się na drogę poczęstuje i wziął kolejną garść ciastek. Skoro Ryanowi smakowały. Po tym także szybko skierował się do wyjścia i po chwili byli w samochodzie.
— Mam te twoje ciastka — rzucił do Ryana zaraz po tym, jak odgonił go od drzwi kierowcy. To nie było łatwe, bo Ryan naprawdę uważał, że sobie poradzi, ale w końcu siedział na miejscu pasażera i trzymał w rękach ciastka.
— To daj, proszę, będziemy mieć na rano do naszego cudnego śniadania w postaci ciepłego mleka — odpowiedział z uśmiechem. Były dobre, bardzo mleczne i kakaowe. Naprawdę kojarzyły mu się z sutkami Lenny’ego, które chętnie by teraz pocałował i possał.
— Sutki z mlekiem — Lenny aż się żachnął, uruchamiając silnik i zjeżdżając z podjazdu.
Ryan mimowolnie spojrzał na jego klatkę piersiową.
— Myślę, że bardzo dobrze by smakowały z takim zagęszczonym, słodkim…
— A co? Miałbyś ochotę? Jeszcze na pewno jakiś całodobowy sklep się znajdzie.
Ryan odetchnął ciężej i uchylił szybko okno, bo znowu zrobiło mu się gorąco. Myślenie o Lenny’m, kiedy miał tyle promili we krwi, zdecydowanie go pobudzało. Chociaż, kiedy był zupełnie trzeźwy i myślał o dotykaniu go, to też go to pobudzało.
— Jeśli nie masz nic przeciwko i jesteś gotów przyjąć rolę ciastka, to nie śmiem odmówić.
— No, to szukamy sklepu…

11 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 167 – Wieczór z kartami

  1. Katka pisze:

    Susan-Kate, hehe, może dlatego wydają się lepsze niż te z Kate, bo przy Kate każdy ma stresa i jest mniej chętny do robienia czegokolwiek, bo ta gotowa jest to wykorzystać przeciwko niemu XD Oooch, a zapalniczka musi być cudowna! :D To w ogóle świetny pomysł, taki oryginalny :)

  2. Susan-Kate pisze:

    Boże.. Charlie wyznający miłość Alexowi? Ciasteczka? Oh good why!! Rozdział genialny i zdecydowanie bardziej mi się podobają zadania w wersji bez Kate XD Prezent zacny (z własnego doświadczenia wiem, od przyjaciół dostałam zapalniczkę z wygrawerowanymi Totoro ze studia Ghibli <3)

  3. Katka pisze:

    Basia, fajnie, że zwróciłaś uwagę na prezent dla Jasona :) Też uważam, że jest super. Jakbym nim była, to bym się ucieszyła XD A ciasteczka… skojarzenie pijanemu Ryanowi nasunęło się samo XD Dzięki za wenę, kolekcjonujemy ją bardzo chętnie :D Pozdrowionka :)

  4. Basia pisze:

    Witam,
    i wróciliśmy do naszych bohaterów w słonecznym Miami…. pomysł z prezentem dla Jasona rewelacyjny, na pewno mu się spodoba, jak i przyda… spotkanie Charlie – Rush i Ryan – Lenny się udało, i jak widzę, Charlie aż tak nie reaguje na Lennego…. uśmiałam się przy scenie z tymi ciasteczkami… Lenny to ty byś wylądował na kanapie, a Jay z Ryanem w łóżku ;]
    Weny, Wam dziewczyny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie

  5. Katka pisze:

    Saki, gołąbki są faktycznie słodkie i mam nadzieję, że uda nam się sprawić, by w większych ilościach byli zjadliwi XD Chociaż nadal obstaję przy tym, że to ich znak firmowy i bez swojej słodyczy nie byliby sobą. A Charlie miałby bardzo popisową minę, po której Ryan na pewno by się pokapował, co mu tam Lenny napisał XD Ryan zdecydowanie dużo więcej jest w stanie zrobić pod wpływem (chyba w sumie jak każdy człowiek XD) A Alex, jak ładnie zauważyłaś, ma jeszcze czas na lodzika, mało bo mało, ale może wykorzysta… kto go tam wie XD Kolczykowanie Ryana też już stosunkowo szybko :) Chciałabym dostać zadanie nakarmienia kolegi bananem… XD zazdrość XD I dzięki wielkie za literówki!

    O., uwierz, ja też nie mogę sobie wyobrazić Lena biegającego z jajkiem wokół kanapy… XD Ale jak widać, jak chce, to potrafi. Na pewno wszyscy mieli ubaw i jestem skłonna powiedzieć, że sam Lenny też :) I w ogóle widzę, że tu nie tylko nasi chłopcy są niegrzeczni, ale i czytelnicy XD Uroczoooo! Och, a zdjęcie do gabinetu nie wiem, czy trafi, ale na pewno tam, gdzie Alex będzie mógł łatwo po niego sięgnąć :) Chociaż nie wiem, czy mogę mówić za Alexa, za to Jason na pewno będzie to miał gdzieś na necie, by widzieć chociażby w pracy na lapku :)

  6. O. pisze:

    Ojojojoj <3333 To było słodkie! Nawet Gołąbki ;D (tak, mizerna ze mnie ich fanka xD)
    Ale nie mogę sobie wyobrazić Lenny'ego biegającego z jajkiem wokół kanapy! To musiałoby być piękne ! Haha
    Kradzież ciastek, komu się to nie zdarzyło? ^^
    Zadanie z bananem też kiedyś dostałam :D Znam tą ciszę buhahahaahahah xD
    No i końcówka mam nadzieję, będzie miała swój ŻYWY ciąg dalszy xD
    Standardowo <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 Mogłabym ich czytać godzinami ;D Ale też jestem ciekawa co tam u JA i czy Alex oprawi ich wspólne zdjęcie i da do swojego gabinrtu xD

  7. saki2709 pisze:

    Jak ja się stęskniłam za Gołąbkami. Prawie zapomniałam, jacy potrafią być słodcy XD Chciałabym zobaczyć minę Charliego, jakby zamiast „piękny” na czole Ryana faktycznie widniałoby słowo „księżniczka” XD Biedny Ryan by się chyba ze wstydu spalił :) Scena z bananem zacna. Aż bym to chciała zobaczyć. Coś zauważyłam, że pijany Ryan godzi się na więcej, niż kiedy jest w stanie trzeźwości. Mam nadzieję, że kiedyś skusi się na lodzika. Nieważne: pijany czy trzeźwy. Chciałabym go „zobaczyć” jak obciąga panterce. A tak BTW Alexa też bym chciała zobaczyć jak Jasonowi robi loda. Został im ostatni dzień urlopu, urodzinowy lodzik byłby w sam raz na miłe zakończenie tych krótkich wakacji XD
    Ciasteczka sutkowo-Lenny’owe totalnie rozwalają system XD Aż się szczerzyłam do telefonu jak to sformułowanie wypłynęło z ust Ryana.
    Kiedy kolczykowanie Ryana? Już się nie mogę doczekać…

    A tak jeszcze propo banana… choć odbiegając od opowiadania… Na osiemnastce u mojego kuzyza graliśmy w butelkę, a ja miałam zadane nakarmić bananem jego kolegę… Nawet sobie nie wyobrażacie, co ja wtedy przeżywałam… i gdzie zbłądziły moje myśli XD

    „Bo byłoby smutno, jakby coś nie zgrzytało.”- jak coś zgrzyta tojest ogólnie be, więc to „nie” trzeba wywalić XD
    „Do tego czuł mocno zapach jedzenie i… głodniał.”- „jedzenia”.
    „Rush zaśmiał się i kiedy z Charliem skoczyli, zabrał talerze.”- „skończyli”.
    „Co z tego, że nie był pewien, czy ma kartach szóstkę kier czy dziewiątkę karo?”- a nie „w kartach” czy jakoś tak?

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  8. Katka pisze:

    Tigram, krótkie na pewno nie, bo 9 stron, czyli ponad standardową ilość ;

    Aoi, hehe, to pewnie przez przerwę świąteczną jesteś tak skołowana ;) Nooo i dawno nie było gołąbeczków, więc teraz nadeszło ich 5 minut :D Słodkość w odpowiedniej dawce chyba, zważając na to, jak rzadko ostatnio się gołąbeczki pojawiają. A to „Len i Ryan się teraz mogą wozić po wsi” jakoś mnie rozbawiło XD Urocze. I mają autko, którego jeszcze nie rozdziewiczyli… Muszą kiedyś nadrobić. A bananek… oj, ja bym popatrzyła XD Dzięki za wenę :D

    Marta, hehe, lubię, jak tęsknicie za gołąbkami i jak się pojawiają, to się cieszycie :D Trzeba chyba ich troszkę przywrócić na pierwszy plan… Och, a bananowi pokaz nie mógł się inaczej skończyć, jak namiocikami. Ciekawe, czy Lenny miał tego świadomość, gdy to wymyślał. A co do Twojego ostatniego zdania – założę się, że Lenny podpisuje się wszystkimi łapkami.

  9. marta696 pisze:

    Cieszę że wreszcie było tak dużo gołąbków.Nie dziwię się ,że po tym bananowym pokazie tak szybko się zmyli.Wszyscy mieli pewnie niezłe namiociki.Seks i jedzenie to bardzo dobre połączenie.

  10. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    o.O nie wiem dlaczego ale ubzdurałam sobie że dzisiejszy rozdział będzie z ATCL a tu takie zdziwienie ale pozytywne na szczęście :P.
    Dawno nie było aż tyle w rozdziale gołąbeczków wiec jestem zadowolona i zaspokojona na słodkości na najbliższy tydzień :D.
    Nonononoooooo proszę Len i Ryan się teraz mogą wozić po wsi i pieprzyć gdzie dusza zapragnie, w końcu mają duże auto :P.
    Ja pierdziele banan będzie mi się bardzooooooo źle kojarzył, ojjjjjjj bardzoooooo ^^
    Wenki moje najdroższe :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s