Fellow – 2 – Nowa rodzina

Harper założył na siebie bluzę z kapturem i dopiero na nią jeansową kurtkę, bo było dziś dość zimno. Nie chciał się przeziębić, chociaż po ostatnim razie, gdy miał gorączkę i przez cały tydzień był nie do życia, wcale tak źle choroby nie wspominał. A to wszystko dzięki Jaredowi, który wtedy wziął sobie za punkt honoru pomóc mu się wygrzać i codziennie spędzał z nim noce, grzejąc go swoim gorącym ciałem. Harper nie miał pojęcia, jak to wytłumaczył w swoim stadzie, ale było mu bardzo… miło, że to dla niego zrobił. To doskonale świadczyło o jego oddaniu.
Wziął jeszcze puszkę coli i dopiero wyszedł przez okno na schody pożarowe. Usiadł na jednym ze stopni i otworzył swoje picie, patrząc w ciemną uliczkę, którą miał na widoku.
Latarnie jeszcze się paliły, więc prawdopodobnie, jeśli w ogóle, jego kochanek przyjdzie dopiero za jakiś czas. Miał jednak dzięki temu trochę czasu na przemyślenia. Codziennie siedział tu w oczekiwaniu na Jareda i wiedział, że jest to beznadziejna sytuacja. Wyczekiwał tych momentów tak bardzo, a mijały, nim zdążył się nimi nacieszyć. Głównie to skłoniło go do podjęcia decyzji co do propozycji wilkołaka. Chociaż równie dobrze mogło się to okazać bardzo złym pomysłem. Jared w końcu mówił, że możliwe było utracenie pozycji, a jeśli tak by się stało, nie mógłby go chronić.
Dłużej jednak niedane mu było nad tym dumać, bo nagle z rozważań wyrwało go krótkie wycie. Kiedy uniósł spojrzenia, zobaczył idących nią dwóch mężczyzn. Jednego od razu poznał — był to jego wielki wilkołak z zielonymi włosami. Drugi mężczyzna obok niego, który nie machał jak szalony, był niższy, szczuplejszy i w ogóle mniejszy, ale niósł ze sobą dużą, metalową, czerwoną skrzynkę na narzędzia.
Harper uniósł się od razu, odstawiając na schodek pustą puszkę po coli i odmachał kochankowi, uśmiechając się do niego.
Jared zostawił swojego towarzysza i podbiegł szybciej do schodów pożarowych. Stanął pod nimi, czekając aż człowiek im je spuści.
— Przyprowadziłem hydraulika — pochwalił się.
— Uff, super. Już zamarzałem w domu.
Człowiek opuścił pospiesznie schody i od razu zeskoczył na dół, obejmując kochanka na powitanie. Ten przyciągnął go mocno do siebie i pocałował soczyście w usta. Nie przejmował się w ogóle obecnością osoby trzeciej, jakby to, co robił, było najnormalniejsze pod słońcem. Nawet chwycił kochanka władczo za pośladek.
— Mm. No, nie chcę, abyś mi tu marzł, jak ja nie mogę cię ogrzać. — Zaśmiał się i dopiero odwrócił się do osobnika, z którym przyszedł. — To jest Angel — przedstawił ich sobie, wskazując na towarzysza. — A to Harper, moja — podkreślił z wyczuwalnym warknięciem — sunia.
Harper zaczerwienił się gwałtownie, nie spodziewając się, że Jared tak go przedstawi. Trącił go łokciem w bok, ale skinął głową Angelowi.
— Hej, mam nadzieję, że uda się naprawić. I dzięki za fatygę.
Jared nie zareagował na kuksańca, tylko przyciągnął za bok człowieka bliżej siebie.
— Spoko. My jesteśmy waszemu stadu winni przysługę za przetrzymanie, więc tak chociaż ja mogę się odwdzięczyć — odparł i skinął na drabinkę. — Tędy?
— Tak, na górze. — Człowiek uśmiechnął się przyjaźnie i wysunął się z objęć Jareda, żeby pójść przodem. Wskoczył szybko na górę, pokonując schody co dwa stopnie i pierwszy wszedł do domu przez okno. Zamknął je za wilkołakami, żeby nie napuścić więcej chłodnego powietrza. I tak było w mieszkaniu wystarczająco zimno.
Angel rozejrzał się po pokoju, a drugi wilkołak od razu usadowił się na kanapie. Żaden nie wyglądał na przemarzniętego, mimo że nie mieli na sobie więcej niż jedną warstwę ubrań.
— Gdzie? — Angel zapytał gospodarza.
— W sypialni, a główny piec jest w kuchni. Ale to raczej wina kaloryfera, bo inne grzeją — odparł od razu Harper i skinął na niego, ruszając do sypialni.
Angel przyjął to do wiadomości i udał się za nim. Niezadowolony Jared zaburczał pod nosem, ale poszedł jego śladem. Nie miał zamiaru zostawiać ich chociażby na chwilę sam na sam. Obcy wilkołak jednak nie wykazywał żadnej chęci odbicia mu samicy. Po wskazaniu przez Harpera kaloryfera, kucnął przy nim i otworzył skrzynkę z narzędziami. Zaczął grzebać w grzejniku.
— Będzie ci potrzebna pomoc? — spytał Harper, pochylając się nad nim.
— Nie, raczej nie — odparł gość, zajmując się już swoją pracą. Nie był zbyt rozmowny.
— Okej, to jakby coś się działo, to wołaj. — Mężczyzna poklepał go w ramię i skinął na Jareda z lekkim uśmiechem, żeby wyszli do salonu. Chciał się z nim już normalnie przywitać.
Większy wilkołak jeszcze spojrzał za drugim niepewnie, czy może go tu zostawić samego, ale wyszedł za człowiekiem do salonu. Harper, jak tylko znaleźli się w drugim pomieszczeniu, złapał w dłonie jego twarz i pocałował namiętnie w usta, drapiąc go lekko swoim zarostem. Wilkołak objął w pasie kochanka, odwzajemniając pocałunek. Był gorący jak piec, mimo chłodu na dworze.
— Mmm… Mówiłem, że przyjdę — zamruczał niskim, chropowatym głosem, pocierając nosem o policzek Harpera tuż nad zarostem.
— Dlatego czekałem. — Człowiek uśmiechnął się szerzej i podrapał go lekko po bardziej wygolonej części głowy. — A ten wilkołak nie jest z twojej sfory? — upewnił się, czy dobrze zrozumiał wcześniejszą wypowiedź Angela.
Jared pokręcił głową.
— Nie. W tej chwili gościmy taką jedna sforę. Są już u nas drugi tydzień, ale Nico chyba zaczyna mieć ich dość. Chociaż ja nie wiem, nie są najgorsi — wyjaśnił, poddając się drapaniu.
— Mhm, patrząc po tym, rzeczywiście są nieźli — zażartował Harper.
Jared zmarszczył brwi, nie łapiąc od razu aluzji.
— Hm?
Harper roześmiał się z jego miny.
— Że macie nowe dupcie do oglądania i to całkiem niezłe.
Wilkołak nadal jednak nie wyglądał na rozbawionego.
— Uważaj, co mówisz — warknął.
Tym razem i człowiek spoważniał, cofając dłonie.
— To był żart — odparł płasko.
— Wiem, ale nie był śmieszny.
— To nie bierz tego tak na poważnie… I tak śpicie razem i macie ograniczoną przestrzeń osobistą, jak mówiłeś. Gapienie się na siebie nie wlicza się w to? — mruknął, obchodząc kanapę i siadając na niej. Chyba się wygłupił.
— Nie wlicza się w to zainteresowanie nieswoim — wyjaśnił Jared i podszedł do człowieka, siadając tuż obok niego. Oparł mu brodę o ramię. — Mnie nie interesują inne wilki. Nie chcę, aby ciebie interesowały.
— Nie interesują. I mam nadzieję, że ja też ich nie zainteresuję, jak już się do ciebie przeniosę — odparł człowiek, przyglądając mu się swoimi ciepłymi oczami i czekając na reakcję.
Jared przez chwilę siedział, nadal nieporuszony i tylko gapił się na człowieka otwierającymi się coraz szerzej oczami. Naraz zawył i objął go, ściskając mocno, jakby chciał zmiażdżyć w dłoniach skorupkę orzecha włoskiego.
— Naprawdę!? — ucieszył się, całując go na chybił trafił po twarzy, a nawet liżąc jak pies. — Jesteś pewien?!
— Nie! — Harper zaśmiał się, naprawdę nie czując się w stu procentach przekonany do tego, co zamierza zrobić, ale nie mógł się nie uśmiechać, widząc takiego Jareda. — Tylko jak będzie tragicznie, to stamtąd znikam — uprzedził trochę poważniej.
— Nie, nie będzie. Wszystkiego dopilnuję! — wilkołak zarzekł się solennie. — Kiedy się zdecydowałeś? — dopytywał z wypiekami na twarzy.
Harper pogłaskał go po policzku i cmoknął.
— Do dzisiaj nie byłem pewien. Ale w końcu postanowiłem spróbować.
— Będziesz częścią stada — ucieszył się Jared, naprawdę tym podekscytowany. — I może na początku będzie ci ciężko, ale potem będzie lepiej. Zobaczysz.
— Czyli mam się nie zniechęcać — stwierdził człowiek, mając nadzieję, że to „ciężko” nie znaczyło „katastrofalnie”. Sięgnął do spodni Jareda i ścisnął jego pakunek. — Będzie kto miał ci je częściej wylizywać. — Zaśmiał się cicho, spuszczając wzrok na własne kolana.
Wilkołak aż sapnął ciężko i pocałował go w policzek.
— Tak. Nie krępuj się — poprosił, poruszając biodrami do jego dłoni. Dobrze by było, aby człowiek cały nim pachniał, nim wprowadzi go do stada.
Harper oblizał usta, zerkając w kierunku drzwi. Miał nadzieję, że naprawa kaloryfera zajmie Angelowi trochę czasu.
— Uprzedź w razie czego — poprosił, patrząc poważnie, ale i pożądliwie w oczy Jareda, a ten pocałował go, zanim odpowiedział.
— Ale co?
— Angel — odparł krótko człowiek i ścisnął mocniej jego krocze.
— No, naprawia kaloryfer. Co z nim? — nie rozumiał najwyraźniej, bo bez skrępowania wsunął dłoń pod kurtkę i bluzę mężczyzny, głaszcząc go po plecach i podgryzając jego szyję.
— Może wyjść i zobaczyć — wyjaśnił Harper, nadstawiając mu szyję do pieszczot.
— Mhm. Nie martw się. Zignoruje — zapewnił go, wsuwając dłoń jeszcze wyżej na sutki Harpera.
Człowiek sapnął cicho, ale odpowiedział poważniej:
— Uprzedź, jak będzie szedł.
Jared na chwilę przystanął i spojrzał w oczy kochanka.
— Krępuje cię to, że zobaczy?
— To, że mam nos w twoich jajkach? Tak — sapnął Harper, czerwieniejąc momentalnie.
— Nie ma co przecież. To naturalne — wilkołak zapewnił go ze spokojem i znowu pocałował. Najpierw w szyję, potem zarośniętą szczękę, a następnie niżej w szyję.
Człowiek jęknął cicho, mimowolnie poddając się tym pieszczotom. Nie chciał teraz roztrząsać tego… dziwnego podejścia Jareda. A tym bardziej mówić, jak skrępowany się tym czuje. Już wiedział, że co innego przebywać z jednym wilkołakiem na „swoim terenie”, a zamierzać wejść na jego teren, gdzie jest ich więcej i panują inne zasady.
Jared też już nic nie dodał. Wsunął dłoń bardziej pod ubranie człowieka, pieszcząc jego sutki. Drugą dłonią wsunął się z tyłu na jego pośladki.
— Ręka — przypomniał mu jeszcze, podgryzając miękką skórę na szyi i zostawiając małe ślady.
Harper zamruczał potakująco, rozpinając mu sprawnie spodnie i wyciągnął z nich członek Jareda. Aż mu się goręcej zrobiło, kiedy ujął go w dłoń.
— Masz go takiego wielkiego… — wydusił z podziwem.
— Mhm. I apetycznego, prawda? — podpowiedział wilkołak, liżąc go po wargach. — Wracasz dziś ze mną, tak? — upewnił się jeszcze.
— Tak, muszę tylko wziąć trochę rzeczy — przytaknął Harper, zerkając w dół na jego męskość, chcąc już poczuć jej smak w ustach. Pochylił się więc, nie schodząc jednak z kanapy, żeby w razie czego móc się nagle wyprostować. Objął ustami główkę penisa wilkołaka i possał ją.
Jared zawarczał z zadowolenia, nieznacznie obnażając zęby.
— Uch, tak. Głębiej — podpowiedział, od razu kładąc mu jedną dłoń na głowie, a drugą dalej mając na jego pośladkach. Teraz mógł wsunąć place aż do samej dziureczki, którą lekko popieścił z wierzchu.
Człowiek pisnął na jego penisie, nie spodziewając się tego. Nie zaoponował jednak, bo ten dotyk tylko pobudził go mocniej. Schylił niżej głowę, wsuwając sobie penisa Jareda do ust. Mimo że był niezły w robieniu loda, członek wilkołaka był tak duży, że ciężko mu było wziąć go całego. Zaczął poruszać żywo głową, podpierając się dłonią o jego udo. Co chwilę słyszał zadowolone burczenie wilkołaka. Co prawda na początku ciężko mu się było przyzwyczaić do tych psich odgłosów, ale zdążył już przestać się im dziwić. Miał tylko czasem głupawe wrażenie, że ma do czynienia ze zwierzakiem. To go wybitnie bawiło.
— Uch, grzeczna sunia — Jared zamruczał pochwalnie, a człowiek poczuł, jak w jego szparkę wsuwa się jeden palec i zaczyna przyjemnie się w niej mościć.
Harper lekko uniósł tyłeczek, tym samym wsuwając sobie penisa głębiej do gardła. Zacisnął mocniej dłoń na udzie Jareda, mrucząc coś bardzo niewyraźnie przez wypełnione usta. Jared jednak nie odsunął go od swojego penisa. Poruszał nawet biodrami, rozpalony, pieprząc człowieka palcem coraz żywiej. Harperowi aż ciężko było skupić się na obciąganiu, bo jego własny penis zaczął być nieznośnie uciskany przez spodnie. Poruszył jednak żywiej głową i językiem, smakując tego twardniejącego penisa.
Po chwili poczuł, jak ten zaczyna drżeć i samemu podrygiwać w jego ustach. W kolejnej chwili człowiek zdał sobie sprawę, że wilkołak wyciąga z niego palce i łapie go za włosy, odciągając od swojego krocza. Drugą dłonią ujął się za członek i skończył, strzelając mu na twarz gęstym nasieniem. Nim Harper zdążył cokolwiek powiedzieć, czy zareagować, wilkołak zgarnął część mocno pachnącej spermy z jego twarzy oraz z żołędzi i wtarł mu ją w brodę i włosy. Kiedy już to zrobił, ujął jego twarz mocno i pocałował.
Harper aż otworzył szerzej oczy, patrząc na niego w szoku. Odsunął się szybko i na ślepo wytarł z twarzy spermę.
— Jared… to jakiś twój nowy fetysz?! — jęknął, wciąż osłupiały całym zajściem. Przecież w pokoju obok był inny mężczyzna, a on teraz miał spermę na całej twarzy! I włosach!
Wilkołak sięgnął do jego dłoni, odciągając mu ją od twarzy.
— Nie, nie. To nie do końca tak — zaniepokoił się i przyciągnął go do siebie bardziej, by pocałować go w usta. Musiał go uspokoić, bo to była bardzo ważna część jego przeniesienia się do stada. — To… to po to, abyś był bezpieczniejszy.
Człowiek dopiero po chwili zrozumiał, co Jared ma na myśli. Odsunął się znowu, sięgając palcami do wilgotnej brody. Aż mu puls przyspieszył, nie mówiąc już o tym, że wydawało mu się to iście wyuzdane.
— Mam iść do twojej sfory ze spermą na włosach…?! — syknął z niedowierzaniem.
Jared uśmiechnął się głupio i skinął głową.
— Nie widać. — Zaśmiał się nerwowo, wcierając mu swoje soki bardziej we włosy.
Harper sapnął ze złości i odsunął jego dłoń. Czuł się… dziwnie. Nie brzydził się jego nasienia, wręcz przeciwnie, ale… miał je we włosach i miał się tak pokazać. Co z tego, że nie widać, jak na pewno wilkołaki to wyczują?! Że jeden z nich spuścił mu się na twarz!
— Nie ma innego sposobu, żebym był bezpieczny? — spytał z naciskiem, buraczejąc na policzkach. To był strasznie krępujące.
Jared nagle zaczerwienił się jeszcze bardziej, słysząc pytanie. Harper dawno nie widział go w tak wściekle czerwonych kolorach. Spojrzał na niego pytająco i wyczekująco.
— No? — popędził go.
— Mo… — wilkołak zaczął cicho, a reszta słowa była już zupełnie niesłyszalna. Spuścił wzrok, chowając swojego penisa do spodni.
— Jared, kurwa! — zirytował się człowiek, chcąc wręcz panicznie znaleźć inny sposób. — Jaki?
— Mocz… — burknął w końcu wilkołak czerwony aż po uszy. Mówione głośno było to znacznie bardziej nie do pomyślenia, zważywszy na podejście Harpera do czegoś takiego.
Człowiek zrobił duże oczy, nie wierząc, że to usłyszał.
— Mocz? W sensie obsikanie mnie ma mi pomóc? — syknął i wstał z kanapy, przeczesując palcami włosy. — Wiesz, ja nie wiem, czy to w ogóle wszystko jest dobrym pomysłem.
Jared od razu poderwał się zaraz za nim i złapał go za dłonie.
— Ale teraz jest już okej! To jest inna opcja. A tak — chwycił go za kark, przyciągając do siebie jego twarz i wąchając — tak jest dobrze. Nawet lepiej.
Harper wbił w niego zagubione, niezadowolone spojrzenie.
— Tylko ma jej nie widać. Wetrzyj, czy coś — sapnął, sięgając znowu dłonią do swojej brody, by nie było białych śladów. Czułby się jak dziwka. I tak już się tak czuł, ale wolał nie pogarszać sytuacji.
Jared przyciągnął go bardziej do siebie, obejmując silnym, gorącym ramieniem. Roztarł bardziej plamy na jego brodzie i włosach. Mały ślad na policzku nawet delikatnie zlizał.
— No, już. Nic nie będzie widać. — Wciągnął głęboko zapach człowieka zmieszany z jego. — Mówiłem już, że jesteś zachwycający? — wypalił zupełnie nagle.
Harper odetchnął, patrząc na niego. Pocałował go lekko w usta.
— Nie kadź mi, jak się wkurzam. — Zaśmiał się krótko, wciąż nie wierząc, że się w to pakuje. Co prawda nie raz miał odczucia podobne do tych Jareda, kiedy nie mogli być razem i było to bardzo męczące. Może i długi czas mieszkał sam, był zaradny i samodzielny, ale… łaknął bliskości, a nie miał jej wiele w takim związku. Chciał więc być bliżej, ale zwyczajnie się bał.
— No co, jestem w tym kiepski, więc staram się poprawić ci humo… — urwał, odwracając się, bo do pokoju wszedł Angel i spojrzał na nich najpierw pytająco, po czym pod ciężkim spojrzeniem Jareda i kiedy ten warknął na niego nisko, spuścił wzrok.
— Naprawione — mruknął i minął ich, przechodząc do okna i wychodząc przez nie na schody pożarowe.
— Dzięki… — rzucił za nim Harper, zastanawiając się, ile wilkołak usłyszał i czy zauważył, że jest… ospermiony.
Jared odprowadził jeszcze obcego wilka wzrokiem, po czym spojrzał na kochanka. Ujął delikatnie pod brodą jego twarz.
— Mmm… Okej? — spytał jeszcze dla pewności.
Człowiek skinął głową, patrząc mu w oczy swoimi ciepłymi, brązowymi.
— Pójdę zabrać rzeczy, zanim się rozmyślę. — Westchnął, a Jared skinął głową.
— Tylko nie bierz prysznica — przypomniał mu jeszcze nieśmiało, w sumie zastanawiając się, czy nie pójść za nim.
— Będę tu wracać, więc może zostać, przyda się jeszcze. — Człowiek się zaśmiał i odsunął. Odetchnął głęboko i ruszył do sypialni. Czuł się dużo bardziej podenerwowany całym pomysłem, niż jeszcze godzinę temu.
Jared też się roześmiał, ale poszedł za nim wiernie, najwyraźniej także zestresowany. Wiedział, że obroni swojego kochanka, swoją sunię przed innymi wilkołakami. Bardziej się obawiał tego, że człowiek zwyczajnie przestraszy się panującej w sforze hierarchii i wszystkich zachowań, które prezentują jej członkowie.
Harper wyciągnął spod łóżka w sypialni torbę i zaczął wrzucać do niej ubrania i bieliznę. Rzucił przy tym krótkie spojrzenie wilkołakowi i uśmiechnął się przelotnie.
— Przyniesiesz mi z łazienki rzeczy? Szczoteczkę i takie tam.
Jared skinął głową i po chwili wrócił do człowieka tylko ze szczoteczką do zębów i szczotką do włosów.
— Płyn ci oddam swój — odparł, kładąc rzeczy na łóżku, po czym niespodziewanie zdejmując rozpinaną bluzę i podkoszulkę.
— Co robisz? — spytał Harper, zatrzymując się w połowie ruchu.
— Eee… No, daję ci swoje ubranie — odparł zaskoczony wilkołak, mrugając oczami. — Załóż. U nas jest chłodniej niż tu. — Uśmiechnął się, samemu sięgając mimochodem po jedną z większych koszulek człowieka. Nie chciał tego mu mówić już teraz, ale miał zamiar sprawić, że wszystkie jego ciuchy będą nim pachniały.
Harper spojrzał na jego ubrania i zdjął kurtkę i bluzę, zastępując to ubraniem Jareda.
— Potrzebuję całej warstwy ochronnej, żeby przeżyć dobę w swoim stadzie? — mruknął ponuro.
— Nie. Potrzebujesz mnie — odparł pewnym głosem wilkołak i kiedy człowiek już ubrał jego rzeczy, nałożył mu jeszcze na ramiona jego jeansową kurtkę. — Nie chcę, abyś zmarzł.
Mężczyzna wsunął ręce w rękawy i skinął głową. Pochylił się do swojej torby, wrzucił do środka to, co przyniósł Jared z łazienki i zapiął zamek.
— Chyba możemy iść — stwierdził, przerzucając sobie torbę przez ramię. Nie było w środku dużo rzeczy.
Jared objął jeszcze kochanka ramieniem i pocałował w policzek. Sprawdził, czy okno jest dobrze od środka zamknięte i wyszli, nietypowo, drzwiami. Harper pogłaskał wilkołaka po włosach pieszczotliwie, mając nadzieję, że nie zapragnie wrócić do domu po godzinie. Naprawdę chciał być częściej z Jaredem, a to był na razie jedyny sposób, więc musieli spróbować.
Wilkołak wyprowadził go przed starą kamienicę, gdzie spotkali czekającego na nich Angela. Jared powiedział mu, że mogą już iść i nadal trzymając władczo rękę na ramionach kochanka, ruszyli do ich siedziby.
Harper czuł się idiotycznie, mając na sobie spermę. Już chyba wolałby mieć ją w tyłku. Angel na szczęście nie zwracał na niego żadnej uwagi i szedł przodem. Nie wiedział jednak, jak będzie z innymi.
— Rozmawiałeś z alfą? — spytał po chwili Jareda.
— Tak. Powiedział, że jeśli ci ufam, to mogę cię wprowadzić. I że on nie będzie interweniował w żadną ze stron.
— To chyba dobrze? — Człowiek spojrzał mu w oczy.
— Mhm — przytaknął wilkołak, cmokając kochanka w policzek.
Harper uśmiechnął się do niego ciepło i podrapał po zielonych włosach. Cieszył się, że będzie z nim częściej i bliżej.
Po kilku minutach szybkiego marszu pustymi, ciemnymi uliczkami, po kilkunastu zakrętach, miniętych barach i opuszczonych kamieniczkach, zobaczył duży, pofabryczny budynek ogrodzony płotem z siatki. Kilka znaków informowało mieszkańców miasta, że konstrukcja grozi zawaleniem, więc jest absolutny zakaz wchodzenia na jej teren. Harpera zastanawiało, czy to naprawdę władze państwowe ją tu umieściły, czy mieszkające tam wilkołaki.
Angel doszedł do ogrodzenia i jednym susem je przeskoczył.
— Nie ma bramy? — spytał człowiek, stając pod płotem.
— Nie — odparł wilkołak. — Znaczy jest, ale jest zamknięta na kłodkę i łańcuchy. Kawałek stąd jest dziura, jeśli chcesz — zaproponował.
— Poradzę sobie. — Harper zaśmiał się i najpierw przerzucił na drugą stronę torbę, a potem wspiął się na płot i zwinnie go przeskoczył.
Jared uśmiechnął się, cały dumny ze swojego chłopaka. Sam chwycił się mocniej siatki i podciągnął, przeskakując przez nią w jednym susie. Po drugiej stronie już chwycił torbę kochanka i cmoknął go znowu policzek.
— Moja zdolna sunia.
Harper znowu lekko się speszył.
— Nie mów tak o mnie przy innych — mruknął, wyciągając rękę po torbę.
Jared jednak mu jej nie oddał, tylko spojrzał pytająco na kochanka.
— Czemu nie? Przecież jesteś moją sunią.
Harper sapnął i rozłożył ramiona.
— Spójrz na mnie. Jestem zarośniętym, dużym facetem.
— No i?
— No i to głupio brzmi… — odparł płasko, nie wierząc, że musi mu to uświadamiać.
— Nie u nas! — Wilkołak zaśmiał się przyjaźnie i ujął go za zarośniętą szczękę, całując lekko w usta.
— Oddasz mi torbę? — spytał Harper, stwierdzając, że nie będzie ciągnął tego tematu.
Jared spojrzał na nią i w końcu mu ją zwrócił.
— Idziemy? — spytał jeszcze. — Masz w ogóle jeszcze jakieś pytania?
Harper zastanowił się, kiedy ruszyli dalej pomiędzy pustymi kontenerami i pudłami porzuconymi byle gdzie na tej wybrukowanej przestrzeni. Z kochankiem rozmawiał swobodnie, ale nie oznaczało to, że nie czuł się spięty. Im bliżej sfory byli, tym bardziej miał wrażenie, że ich czuje. Ich obecność, może nawet zapach. Musiało ich tu być sporo.
— Nie wiem, chyba wyjdzie wszystko w praniu. Może tylko, w jakiej formie głównie jesteście? — zapytał
— Formie?
— Jako ludzie czy psiaki — uściślił ze śmiechem.
— Zależy od preferencji. Ale raczej jako ludzie. I… nie psiak. Wilk — poprawił go, prowadząc go do wejścia do fabryki.
Harper czym był bliżej, tym więcej pisków, wycia i powarkiwania słyszał. Czuł się, jakby wkraczał w jakieś dzikie tereny. Zupełnie nie wiedział, czego się spodziewać. Aż sięgnął dłonią do swojej brody, chcąc się upewnić, czy spermy nie widać.
Angel poszedł zupełnie przodem, zostawiając ich z tyłu. Jared w końcu wprowadził kochanka po starych schodach na piętro. Ściany w korytarzu były odrapane, nie wszystkie żarówki się świeciły, a pod nogami było sporo kurzu. Wyglądało na to, że wilkołaki nie były czyścioszkami.
Na szczycie, pierwsze co ich spotkało, to wykrzywiona w grymasie agresji twarz szarego wilkołaka. Harper aż przystanął w połowie kroku, zaciskając dłoń na pasku od torby. Jared zawarczał i kłapnął zębami, przyciągając Harpera władczo bliżej siebie. Wilkołak zawarczał jeszcze raz, ale cofnął się, mierząc człowieka wzrokiem i powoli zmieniając formę na ludzką. Kiedy już to zrobił, a Jared, będący samcem betą, patrzył na niego spode łba z posłuszną miną, alfa podszedł do człowieka i wyciągnął do niego rękę.
— Nico — przedstawił się.
— Harper… — odparł człowiek, ściskając jego dłoń, totalnie zaskoczony takim… powitaniem. Aż się rozejrzał po pomieszczeniu z wyraźną konsternacją.
Było dość spore i zaniedbane. Na kilku odrapanych, starych kanapach wylegiwały się wilkołaki w formach ludzkich, wilczych i tych największych. Część siedziała na podłodze, bo nie było już miejsca. Dostrzegł grupkę mężczyzn grającą w karty, kobiety śmiejące się z czegoś niemal szczekliwie i kilkanaście innych osobników. Miał tylko nadzieję, że obecność Jareda zrekompensuje mu napięcie, które właśnie zaczęło w nim rosnąć jak sukcesywnie nadmuchiwany balonik.
— Rozgość się. — Nico wskazał zamaszystym gestem ich siedzibę i już nic więcej nie dodając, odsunął się.
Jakiś inny wilkołak stojący obok i bardziej zainteresowany przybyciem kogoś nowego, zagwizdał na palcach.
— Ej, sunia! Nowa sunia! — ucieszył się, machając do człowieka ręką.
Jared przyciągnął kochanka bardziej do siebie i zawarczał niskim głosem, a człowiek usłyszał dźwięk trzaskającego materiału tuż obok siebie. Na swoim boku zauważył, jak dłoń kochanka się jakby powiększa, a paznokcie niebezpiecznie się wydłużają.
— Wara! — zawarczał Jared dudniącym głosem.
Kilka wilkołaków skrzywiło się, wyraźnie już wiedząc, że dotykać człowieka nie wolno, ale duża część tylko bardziej zainteresowana wyciągnęła szyje, niuchając. Harper za to miał wrażenie, że zaraz spali się ze wstydu. Jaka, kurwa, „nowa sunia”?! Aż spojrzał wrogo na niektóre wilkołaki, równocześnie zauważając w rogu pomieszczenia, jak za fotelem jakiś facet pieprzy drobną, jasnowłosą dziewczynę.
Zaczynał wątpić w cały ten pomysł. Jared do tego powarkiwał na co któregoś wilkołaka, prowadząc człowieka do znajdującego się w drugim pomieszczeniu swoistego schowka. Tam w kilku szafach ustawionych pod ścianą były rzeczy wilków.
Harper spojrzał na zielonowłosego wilkołaka i sapnął, zniecierpliwiony.
— No i na co ta twoja sperma, jak i tak się gapią?
— Bo będą się gapić, ale się nie zbliżają — odparł radośnie wilkołak i otworzył jedną z szaf. — Ta jest moja. Możesz tu trzymać rzeczy. — Pokazał mu, od razu zabierając się za przenoszenie ubrań z półki na półkę. Oczywiście większość z nich pogiął w międzyczasie, ale nie wydawał się tym przejmować. Harper zresztą nigdy nie widział go w czystych, wyprasowanych ubraniach. Cóż, nie mógł sobie nawet wyobrazić, jak taki duży facet, może dodatkowo z futrem na ciele, stoi przed deską z żelazkiem w ręce i prasuje koszulę, nucąc pod nosem jakąś piosenkę.
Jaredowi zupełnie nie przeszkadzał panujący tu stan rzeczy. Co prawda w jego wcześniejszym stadzie wyglądało to inaczej — wilki mieszkały w kwaterze w dużym, zadbanym budynku, niektóre miały swoje domy nieopodal i każdy miał dostęp do wszystkich luksusów, jakimi cieszyli się ludzie. Tutaj jednak czuł się bardziej… swojsko, dziko. Natura wilka podpowiadała mu, że to jest właśnie środowisko, w którym powinien żyć. Dlatego nigdy nie brał pod uwagę wprowadzenia się do kochanka, a sprowadzenie go tutaj.
Harper westchnął ciężko, stojąc i czekając, ale widząc zachowanie Jareda, pokręcił głową z uśmiechem.
— Jesteś niemożliwy — rzucił, wypakowując rzeczy z torby na zwolnione miejsce. Musiał uważać, żeby nie podeptać jakiejś bluzy, która walała się na podłodze.
Wilkołak spojrzał na niego z zaskoczeniem.
— Czemu?
— Warczysz na nich, jakbyś miał ich pogryźć, a za chwilę szczerzysz się, jakbyś wygrał na loterii.
Jared roześmiał się głośno i zupełnie nagle przyciągnął kochanka do siebie, całując w usta.
— Bo ich trzeba ustawić. A ciebie wygrałem na loterii.
— Poszczęściło ci się — przyznał Harper ze śmiechem i poklepał go w klatkę piersiową. — W ogóle oni chodzą spać kiedyś? — Zaśmiał się już mniej pewnie, wyglądając przez próg. Jakby nie patrzeć było już bardzo późno.
— Tak, zaraz się kładziemy — odparł Jared, wciskając już na siłę torbę kochanka do szafy. Zamknął ją dokładnie i podszedłszy do człowieka, objął go w pasie. — Bo nie masz planów na jutro jakichś?
— Jest sobota, nie pracuję. — Harper uśmiechnął się ciepło, głaszcząc Jareda po włosach. Ten liznął go krótko w policzek.
— To przebieraj się i idziemy spać — obwieścił, samemu zaczynając się rozbierać.
— A… chciałbym się umyć — odparł człowiek, chcąc pozbyć się nasienia ze swojej brody i włosów.
— Rano się umyjemy — odparł wilkołak od razu.
— To co z tym? —Harper westchnął, wskazując na swoje włosy i zaczął zdejmować wierzchnie ubranie.
— No, a co ma być? Jest. — Jared wzruszył ramionami, zostając w samej bieliźnie.
Człowiek spojrzał na niego koso. Nie wiedział, czy jego protest ma w ogóle sens. Postanowił jednak zaufać Jaredowi. Chciał zobaczyć, czy nie przesadza i faktycznie ta sperma jest konieczna. Jakkolwiek idiotycznie to brzmiało. Przytaknął więc ostatecznie i zdjął górne ubranie, zostając w samych spodniach. Miał owłosioną klatkę piersiową i zgrabne pośladki opięte teraz przez jeansy.
Jared podszedł znowu do niego i przesunął językiem po jego włosach. Złapał go przy tym za boczki.
— Lubię twoje futro — zamruczał, po czym pociągnął go do głównego pomieszczenia, gdzie pod ścianami były rozłożone materace. Na jednym z nich już leżały dwa wilki. Harper uśmiechnął się nawet do nich przyjaźnie, nie chcąc robić sobie wrogów.
— Jest tu też ten wasz człowiek? — spytał, przypominając sobie, że poza nim ponoć ktoś jeszcze był.
Jared skinął głową i po chwili wypatrzył sukę Kiry.
— Tam jest. — Wskazał brodą szczupłego chłopaka w asymetrycznej fryzurze. Był chudy, miał fioletowe jeansy i siatkowy bezrękawnik. Leżał przy jakimś rudawym wilku, wtulony w jego futro.
— Okej, nie wygląda na zmasakrowanego — zażartował Harper.
— Nikt go tu przecież nie pobije — odparł od razu Jared, a Harper po chwili zdał sobie sprawę, że obok nich ktoś idzie, intensywnie mu się przygląda i obwąchuje. Obejrzał się od razu, cały tężejąc.
Dość młody i szczupły chłopak zaniuchał, po czym spojrzał na Jareda, który obnażył tylko zęby. Młody wilk zerknął jeszcze raz na Harpera, po czym wycofał się, odchodząc na bok.
— Czuję się jak obsikane drzewo, które musi obsikać każdy inny przechodzący obok pies — mruknął Harper i pchnął lekko Jareda, żeby poprowadził wreszcie na miejsce. Chciał już się z nim położyć.
Niezadowolony wilkołak zaburczał, prowadząc go na materace.
— Tylko nikt inny nie ma do tego prawa. Weź, tylko nie bądź zły czy coś.
— Nie jestem! — odparł od razu człowiek, łapiąc go po bokach twarzy, kiedy stanęli. Pocałował go lekko, mimo obserwujących ich wilkołaków. — Tylko to nowe… otoczenie. Ale cieszę się, że jestem z tobą — zapewnił go.
Jared uśmiechnął się i już poprowadził go do materacy. Czuł się tak błogo, mając go tutaj! Wreszcie, jego sunia razem z nim, w miejscu, w którym powinni żyć. Może wreszcie poczuje się do końca spełniony?
Dwa leżące wilkołaki uniosły na nich głowy, ale żaden się nie odezwał. Samiec beta zaburczał jeszcze na nich, po czym wskazał kochankowi, aby się położył przy nich.
— Kładź się.
Harper zajął miejsce na materacu i od razu poczuł na nim zapach sierści. Przyzwyczaił się jednak do niego przez Jareda, więc nie przeszkadzało mu to. Spojrzał z dołu na kochanka wyczekująco.
Jared od razu ułożył się tuż obok niego, zamykając go między sobą a dwoma innymi wilkołakami. Położył mu nawet głowę na boku i objął ramieniem na wysokości bioder. Harper obejrzał się krótko na wilkołaki i spojrzał znowu na Jareda. Wsunął mu palce we włosy i pocałował w czoło, przytulając się do jego gorącego ciała. Miał nadzieję, że rano znajdą jakiś prywatny kącik, bo będąc tak blisko Jareda, jego… chuć szalała. Tym bardziej, że dzisiaj nawet się nie spuścił, a jego wzwód po obciąganiu kochankowi w toku wydarzeń tylko oklapł.

*

W dużej grupie, na złączonych ze sobą materacach, spało kilku mężczyzn i kobiet. Wszyscy w siebie wtuleni i grzejący jak piece. Pośród tego morza ciał dało się zauważyć kilka wilczych pysków i łap. Mimo braku ogrzewania w budynku i chłodnej nocy, ludziom, którzy spali pomiędzy wilkołakami, wcale nie było zimno.
Człowiek śpiący pomiędzy zielonowłosym wilkołakiem, a jakimś wilkiem zaczynał żałować, że nie zdjął spodni do spania. Było naprawdę gorąco, jakby znajdował się pomiędzy dwoma grzejnikami. Między innymi z tego powodu obudził się dość wcześnie. Uniósł się do pozycji siedzącej i przetarł oczy, ziewając potężnie.
Kiedy jego wzrok przyzwyczaił się do światła, a zmysły w miarę się przebudziły, zauważył, że kilka ciał dalej ktoś się porusza. Po chwili zdał sobie sprawę, że jest właśnie świadkiem porannego numerku. Aż zapatrzył się z konsternacją, nie wierząc, jak inne zachowania panują w grupie, bądź co bądź, osób żyjących tak blisko „normalnie” zachowujących się ludzi. Wiedział z opowiadań Jareda, że tak się wychowali, jednak dziwne dla niego było, jak dzicy byli mimo kontaktu z ludźmi. Jakby totalnie nie przyswajali innych zwyczajów. Pamiętał jeszcze swoje początki z Jaredem i gdyby nie olbrzymia chemia i fascynacja, którą mieli między sobą od samego początku, pewnie zrezygnowałby z kontaktów z tak… nieokrzesanym facetem.
Teraz odwrócił wzrok od uprawiającej seks się parki i spojrzał na swojego kochanka. Uśmiechnął się do siebie i wstał cichcem, żeby znaleźć łazienkę i się wysikać.
W lofcie ogólnie rzecz biorąc było cicho i przestronnie. Nie było też bynajmniej wielu zakamarków i panowała otwarta przestrzeń. Tak wiec z odnalezieniem łazienki nie miał problemów. Znajdowała się za sąsiednimi drzwiami do prysznicy. Wszedł cicho do środka, domyślając się, że wilkołaki mają na tyle wyczulony zmysł słuchu, że mógłby je obudzić. Z drugiej strony, mogły mieć go gdzieś.
Podszedł do pierwszego z brzegu pisuaru i wyciągnąwszy penisa ze spodni, zaczął sikać. Odetchnął cicho i obejrzał się w trakcie, czy ma szanse znaleźć lustro. To jednak okazało się za dużym rarytasem. Do tego mając bose stopy, zaczął czuć chłód. W łóżku z tymi wszystkimi gorącymi ciałami było jak w piecu, a teraz zdecydowanie rześko.
Kiedy skończył, poszedł szybko w stronę umywalki i mając nadzieję, że działa, pochylił do niej głowę. Nie miał co prawda szamponu, a nie chciał budzić Jareda, ale chciał umyć włosy, bo czuł, że są posklejane. Odkręcił więc wodę i wsadził pod nią głowę. Aż zadrżał, czując, jaka jest zimna. Mimo to porządnie wypłukał włosy.
Kiedy miał oczy zalane wodą, w pewnym momencie poczuł czyjeś ciepłe dłonie na biodrach i niskie mruczenie za plecami. Wyprostował się gwałtownie i zakręcił wodę. Przetarł szybko twarz i obejrzał się, czując jak zimne strużki wody spływają mu po plecach i ramionach.
Przed sobą zobaczył uśmiechniętego szeroko… obcego mu wilkołaka. Jego szeroka szczęka i jasne włosy dodawały mu wiele uroku, mimo że i tak już kipiał testosteronem. Zamruczał jeszcze raz nisko i otarł się o człowieka, przesuwając nosem po jego szyi.
Harper poczuł mocne uderzenie gorąca w całym ciele. Położył szybko dłoń na klace piersiowej nieznajomego i odsunął go od siebie.
— Hej… Nie macaj mnie, co? — rzucił ze zmarszczonymi brwiami. — Jestem z Jaredem.
Ten skinął tylko głową, ale nie odsunął się. Trzymał go w żelaznym uchwycie, a człowiek miał pełną świadomość, że nie ma szans samemu się wyswobodzić.
— Tym… beta, tak? — spytał i liznął chłopaka tuż przy uchu. Nie przejmował się w ogóle oporem, a Harper czuł na udzie, że bynajmniej nie jest zupełnie miękki.
Cały stężał, nie wierząc, że właśnie obcy facet ze wzwodem się do niego przylepił.
— Tak! — odparł z naciskiem i spróbował się wydobyć spomiędzy jego ramion, wiercąc się. — Puść mnie i weź tego chuja od mojej nogi, okej?
— Mm… nie wie… — nawet nie skończył zdania, bo nagle jakaś wielka siła oderwała go od Harpera, a ten zobaczył, jak przed oczami mignął mu szary, wielki, futrzany kształt. W kolejnej sekundzie usłyszał huk i dźwięk tłuczonej porcelany.
Wilk, który się do niego przystawiał, uderzył plecami w umywalkę i teraz leżał pod wielkim wilkołakiem, szczerząc kły i zmieniając postać. Obrastał futrem, starając się byle jak odepchnąć od siebie oponenta, który próbował wbić mu ostre i wielkie na pięć centymetrów kły w tętnicę.
Człowiek cofnął się gwałtownie kilka kroków w tył, opierając o ścianę łazienki i patrząc na wilkołaki. Nie wiedział, co powinien w takiej sytuacji zrobić, więc tylko stał. Ciśnienie skoczyło mu w ułamku sekundy, jakby wlał w sobie bukłak cholernie mocnej, czarnej kawy.
Jared z tą zieloną czupryną, którą miał w każdej swojej formie, przyduszał beżowego wilkołaka do ziemi, kłapiąc wielkimi szczękami tuż obok jego pyska. Natręt w pewnym momencie zawarczał groźniej i przesunął pazurami po ramieniu samca bety. Ten pisnął krótko i szarpnął blondyna za futro, ponownie wbijając go w podłogę. Harper usłyszał, jak pod jego wielkim ciałem pękają kafelki, a w kolejnym momencie do jego uszu dotarł skowyczący jęk, kiedy Jared ugryzł do krwi beżowego wilkołaka.
— Kurwa, Jared, przestań! — krzyknął, zaczynając się obawiać, że zajdzie to jeszcze dalej.
Wilkołak jednak nie usłuchał. Jego przeciwnik w końcu odsunął do niego łapy, którymi się zapierał o jego ramiona i zaczął pokornie popiskiwać. Dopiero wtedy samiec beta, warcząc wściekle, odsunął pysk od jego szyi. Beżowy wilkołak, widząc w tym swoją szansę, skulił się i podkulając ogon, położył się na boku usłużnie. Jared zawarczał na niego jeszcze raz, kłapiąc zębami. Blondyn wiec uniósł się nieznacznie i chyłkiem wybiegł z łazienki.
Harper obejrzał się za nim, zszokowany tym, jak potraktował go Jared. Nie był zadowolony z bycia obmacanym, ale i tak według niego było to za wiele. Wystarczyłby przecież… plaskacz. Czy coś.
Podszedł szybko do swojego wilkołaka i spojrzał na niego w górę.
— Konieczne to było? — mruknął.
Wielkie, futrzane bydle z wilczym pyskiem skierowało na niego swoje mądre, ciemne ślepia.
— Co niby? — warknął nikim, dudniącym głosem.
— To… Pogryzłeś go — burknął Harper.
— Nie chciał się podporządkować — odparował wilkołak. Stojąc na tylnich łapach, był dużo wyższy od człowieka. Ten sięgał mu ledwo do połowy klatki piersiowej.
— I tak wszystko rozwiązujecie siłowo? — spytał człowiek z niezadowoleniem, rzucając przy tym krótkie spojrzenie w dół ciała wilkołaka. Nie miał okazji często go widzieć w tej postaci. Teraz penisa miał jeszcze większego i chyba zmieściłby go tylko w słonicę.
— Tu jest hierarchia, Harper — odparł wilkołak, jakby to wszystko tłumaczyło i sięgnął wielką łapą, wyposażoną w niemałe pazury, do jego twarzy. — Myłeś się.
— Bo się kleiłem. — Człowiek westchnął i zerknął na jego łapę. Uśmiechnął się lekko i przybliżył do niej policzek, kładąc na jej wierzchu dłoń. — Mmm, owłosiony jesteś.
— Jak to wilk — Jared odparł ze szczekliwym śmiechem, wyciągając do niego drugą łapę i przyciągając bardziej do siebie.
Harper potarł swoim zarośniętym policzkiem o jego futro na klatce piersiowej. Czuł się przy nim śmiesznie mały.
— Tylko taki trochę większy wilk.
Jared zaśmiał się chrapliwie, a człowiek czuł, jak w jego szerokiej klatce piersiowej ten śmiech roznosi się echem.
— Mm… trochę. I ten skurwysyn nic ci nie zrobił? — zatroszczył się jeszcze. Był zupełnie niezrażony tym, że w czasie bójki roztrzaskał umywalkę i trochę kafelków. Harper mógł się już domyślać, czemu niektóre miejsca i rzeczy były tu w tak złym stanie.
— Lizał mnie tylko i ocierał się twardym kutasem. — Człowiek pokręcił głową z uśmiechem, mimo że w trakcie było to… bardzo niepokojące.
— Chuj jebany — zawarczał samiec beta, odruchowo obnażając zęby. — Będę musiał cię jeszcze bardziej pilnować — zaburczał gardłowo.
— Jestem facetem, a przy tobie czuję się jak niewiasta w opresji. — Harper zaśmiał się z typowym sobie wstydem. — Też sobie mogę dać radę, nie spinaj się tak. — Wsunął palce w jego ciepłe futro.
— Tylko że ty jesteś moją suką i mam cię bronić i pilnować — Jared zawarczał, poirytowany sytuacją, nie słowami chłopaka. — Taki jest mój obowiązek.
— Hej, nie przesadzaj! — Harper uniósł na niego twarde spojrzenie, czując mocniejsze uderzenie w piersi i lekkie zażenowanie. — Mogę być suką, ale nie mów tego w taki sposób.
Wilkołak przekrzywił głowę w pytającym geście i nadstawił uszu.
— Hm? W jaki?
— Taki, jakby moją rolą miało być bycie rozpłodową samicą. I jakbym był czymś niższym w statusie od ciebie.
— Nie jesteś rozpłodowy. Nie jesteś samicą — mruknął Jared, najwyraźniej nie widząc problemu. — Chcę cię po prostu chronić, abyś był tylko mój i aby nikt cię nie mógł dotknąć.
— Wiem i cieszę się. Ale głupio mi trochę. — Harper westchnął, patrząc swoimi brązowymi, czułymi oczami w górę.
Wilkołak zaskomlił cicho i przesunął najpierw swoim dużym nosem po skroni człowieka, po czym polizał go gorącym językiem po twarzy.
— Nie ma czego.
Harper przytaknął na znak, że rozumie, chociaż i tak uważał, że jako facet nie powinien tak być tu traktowany. Zdążył już jednak zauważyć, że wilkołaki patrzą na to inaczej.
— Znowu mnie obśliniłeś. Jeszcze więcej tego jest, niż jak jesteś wilkiem — rzucił cicho ze śmiechem, wycierając mokry policzek przedramieniem.
Jared zaśmiał się chrapliwie i ujął go bardziej. Chwycił wielką łapą pod pośladkami i przyciskając do swojej wielkiej klaty, uniósł zupełnie bez problemu. Liznąwszy kochanka przy uchu jeszcze raz, wyszedł z nim z łazienki.
— No, chodzić jeszcze na szczęście sam umiem — skomentował Harper, mimo to wtulając się jego ciepłą sierść.
Jared nic jednak nie odpowiedział, niosąc go przez pomieszczenie. Nieliczne wilki obejrzały się za nimi, głównie te z drugiego, gościnnego stada. Zielonowłosy wilkołak nie przejął się jednak nimi i zaniósł swojego kochanka na materace, na których wylegiwał się tylko jeden wilk. Harper usiadł na materacu i spojrzał na Jareda pytająco. Starał się nie zwracać za bardzo uwagi na towarzystwo, skoro ono też go ignorowało. Przynajmniej w części.
— Będziemy się wylegiwać całą sobotę? — Uśmiechnął się lekko.
Wilkołak położył się obok, obejmując go swoim ciałem.
— Czemu nie?
Harper tylko uśmiechnął się i podrapał go za uszami, tarmosząc jego futro, jakby ten był zwierzakiem, a nie jego kochankiem. Wilkołak polizał go jeszcze po ramieniu, łasząc się do niego pyskiem. Wielką łapą objął go w pasie, a człowiek nie zaoponował. Czuł się z nim bezpiecznie, nawet mimo tej formy. Głaskał go wciąż po głowie, wsuwając dłonie w jego gęste futro. Podobało mu się, jak Jared grzał i jaki był duży. Aż się przycisnął mocniej, uśmiechając się do niego oczami.
— Jakie było twoje wcześniejsze stado? Dlaczego tak ci nie pasowało? — zapytał cicho. Słyszał o nim od kochanka, ale nie znał szczegółów.
Jared zaburczał i umościł się wygodniej przy swojej suni.
— Nie wiem… Wolę bardziej dzikie życie, ale i spokojne. Tutaj warczymy na siebie tylko jak ktoś komuś zwinie portki — rzucił żartobliwie. — A tam była wojna, nasi umierali co chwilę… Może instynkt przetrwania mnie tu zaciągnął.
Harper pogłaskał go po zielonych włosach, zaczynając wyłączać z podświadomości obecność innych wilkołaków. Skupił się na tym swoim i doszedł do wniosku, że to wcale nie jest trudne. Ułatwiało wiele to, że pozostali członkowie sfory byli zajęci sobą. Rzeczywiście naturalne musiały być nie tylko stosunki homoseksualne, ale też fakt, że wilkołaki przyprowadzały swoich ludzkich kochanków.
— Mhm… Cieszę się, że tu jesteś. Dotąd nikt mnie nie chciał tak, jak ty — dodał z lekkim skrępowaniem i wtulił zarumienioną twarz we włosy Jareda.
— Na pewno chciał, jesteś słodką suczką. Ale tylko ja ciebie mam. Ale ten… — mruknął, niuchając i tym wyczuwając zmianę nastroju kochanka. — Coś cię dręczy.
— Hm? — Harper zdziwił się wręcz, że Jared to spostrzegł. — No… trochę. Wiesz… Rodzice mnie odrzucili jak śmiecia, mieszkałem długo sam i jakoś, wiesz… Nie widziałem perspektyw w ogóle na… na nic.
— My jesteśmy jak rodzina! — Jared naraz zawołał żywiej, unosząc się i podpierając na rękach po bokach głowy człowieka. Patrzył mu przy tym żywo w oczy. Jego własne świeciły się jak zawsze w momentach, kiedy opanowywały go duże emocje. — Może to z boku wygląda, jakbyśmy się chcieli pozabijać, ale dbamy tu o siebie, każdy jest za coś odpowiedzialny i każdy jest gotowy oddać za drugiego życie. Będziesz tu bezpieczny. Tu będzie twoja rodzina. Nikt cię nie porzuci! A na pewno nie ja! — zakrzyknął na koniec, prostując się i uderzając pięścią w klatkę piersiową.
Ten ostatni gest, po całej pełnej patosu przemowie, rozbawił Harpera, więc ostatecznie ten roześmiał się przez łzy w oczach. Trochę się nimi zawstydził, bo nie powinien tak szczeniacko reagować, ale… póki nie znał Jareda, nikt tyle miłych słów nie powiedział mu w tak krótkim czasie. A nawet jeśli, to nie były one tak szczere jak słowa, które wydobyły się ust wilkołaka.
Jared zmieszał się i przesunął pełnym strachu spojrzeniem po jego twarzy.
— Suniu… Czemu płaczesz…? — wymamrotał, dotykając jego policzka i ocierając się o nie własnym.
Harper znowu się zaśmiał i pogłaskał go po włosach, obejmując go za szyję.
— Bo się… wzr…
— Co?
— Wzruszyłem się, no… Już, cicho… Bo pomyślą, że jestem porażką… — Harper ciężko przełknął ślinę i wtulił się w ciało większego od siebie mężczyzny. — Dziękuję — szepnął na koniec. Bardzo, bardzo cichutko, by tylko Jared go usłyszał.
Na ustach wilkołaka wykwitnął uśmiech pełen czułości, radości i dumy. Jego sunia się dostosuje! A on sprawił, że czuła się dobrze. Oj, nie żałował, że chciał go w swojej rodzinie.
— Moja sunia…

KONIEC

15 thoughts on “Fellow – 2 – Nowa rodzina

  1. Katka pisze:

    Basia, hehehe, no Haprerek raczej będzie narażony na częstsze akcje w tym stylu, skoro wilczki już mają człowieka w stadzie i przyzwyczajeni są, że jest wszystkich. A tu taka sunia przyszła i do tego nietykalna. Trzeba liczyć na to, że Jared zawsze sunię obroni :)

  2. Basia pisze:

    Witam,
    fantastyczny rozdział, akcja w łazience wspaniale przedstawiona, no i obrona swojej suni, coś mi się wydaje, że Jared może mieć pełne łapy roboty, bo mimo „oznaczenia” i tak ktoś się dowala do Harpera…
    Weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko

  3. Katka pisze:

    Floo, ten drugi wilczek to Conall XD I tak, Jared zdecydowanie będzie miał pełne łapy roboty, bo jak widać, mimo „zaznaczenia terenu”, inne wilczki dowalają się do jego suni. Ale może Harper to zniesie… To chyba taki sprawdzian dla ich związku. Dzięki za wenę, zbiramy chętnie :D

  4. Floo pisze:

    Kocham to opowiadanie nawet bez Liama i… czarnego wilczka (jakoś jego imienia zapamiętać nie mogę ;/). Wilki jak to wilki muszą żyć stadnie… i lubią się dzielić. coś czuję że Jared będzie miał pełne łapy roboty przy swojej suni :D
    A Harper mam nadzieję że jest silny psychicznie :P. Trzymam za nich kciuki, mimo że to już koniec, ale możne jeszcze kiedyś wam się jakiś wilk wepcha na kartkę, i nie da się wyrzucić puki nie napiszecie jego historii :D
    Życzę całego stada wen w tym nowym roku :D

  5. Katka pisze:

    Nate, chyba wszyscy liczyli na więcej pikantnych scen, jak widzę… XD Ale właśnie, ktoś może pociągnąć historię, napisać fika, co by nas bardzo ucieszyło :D A jak nie, to reszta pozostaje wyobraźnia. I w ogóle widzę, że określenie „sunia” przypadło Wam do gust XD Zdradzę więc, że wersja robocza tego opowiadania miała taki właśnie tytuł XD Dziękujemy bardzo za życzenia i również mamy nadzieję, że dla Ciebie rok 2014 będzie szczęśliwy :) A świat pełen bzykania bardzo chętnie bedziemy dla Was dalej opisywać XD

  6. Nate pisze:

    Aaaaww… Właśnie tak to sobie wyobrażałam :) Chociaż liczyłam na trochę więcej pikantnych scen! Ale to z drugiej strony daje trochę więcej pola do popisu dla czytelników, którzy chcieli by przedłużyć życie tej parze :D Co nie zmienia faktu, że wyszli naprawdę słodko :) I podobnie jak Tigram myślę, że „Sunia” brzmi zajebiście :D Seksownie, ale też tak pieszczotliwie, że aż się można uśmiechnąć :)
    Życzę Wam weny, Moje Drogie, jak najwięcej czasu na opisywanie nam wszystkim tego całego, wspaniałego, pełnego bzykanka świata i Szczęśliwego Nowego Roku :)

  7. Katka pisze:

    Saki, wysyłaj fika koniecznie! :D To znaczy oczywiście jest to Twoja decyzja, ale wiedz, że jesteśmy go bardzo ciekawe :D Tym bardziej, że taki długi Ci wyszedł. No i oczywiście super, że się podobały wilczki. „byczek, a w środku czuły psiak”, czyli nie oceniaj po pozorach XD Aż by się chciało takiego przygarnąć :) I przyznam, że też mnie bawi ta „sunia”. To takie… niepasujące określenie do faceta postury Harpera mimo wszystko XD Dzięki za komentarz i życzenia! :) Wzajemności ;*

  8. saki2709 pisze:

    Super to było. Ta „sunia” w dalszym ciągu mnie rozwala XD Jared rzeczywiście ma coś z Shane’a… Taki byczek a w środku czuły psiak. A kiedy trzeba, to umie pokazać pazurki (a ma je całkiem spore). Musi bronić swojej suni XD To lizanie po twarzy też ma swój urok. No i to głaskanie i w ogóle. Takie słodkie. A Harper przystosowuje się szybciej, niż śmiałby przypuszczać.

    Ogólnie było trochę literówek w jednej i drugiej części, ale nie chce mi się ich teraz szukać i wypisywać. Lenia jakiegoś złapałam… Komentarze też ostatnio coś ubogie piszę…

    Pozdrawiam i życzę weny :)
    No i oczywiście wesołego Sylwestra i szczęśliwego 2014. Żeby był równie owocny jak bieżący :)

    PS: Napisałam ostatnio małego… chociaż nie… ma około 13 stron, więc nie taki mały… fika do któtegoś z waszych opowiadań (nie powiem którego) i tak zalega w mojej „szufladzie”. Jak wejdę na kompa, to przemyślę, czy Wam go nie przesłać. Boję się, że straszny niewypał mi wyszedł… że nie trafiłam w postacie itd…

  9. Katka pisze:

    Yaoistka, niestety na ten moment ebook z wilkołakami odpada, bo mamy mocno napięty grafik, jeśli chodzi o pisanie i ilość projektów nas wręcz przytłacza XD A doba jak dotąd nie zwiększyła się niestety o kilka godzin. I także życzymy szczęśliwego nowego roku.

    kaczuh_A, Harley i jego obecność w hangarze pełnym napalonych wilkołaków… cóż, na pewno będzie tam miał sporo stresu i kilka „ciekawych” sytuacji, ale jeśli Jared będzie go tak pilnował, jak obiecał, to powininen przeżyć. Jak to się mówi, człowiek jest się w stanie do wielu rzeczy przyzwyczaić. Co do bonusów, nie dało się napisać świąt Jasona i Alexa, bo u nich teraz maj, a święta zapewne będą w akcji właściwej w opowiadaniu ;) Za życzenia bardzo dziękujemy i również życzymy szczęśliwego 2014 :)

    Another, oj zgadzam się, byłoby BARDZO irracjonalne, bo raczej nikt nie weźmie za normalnego psa wilka z kolczykami i zielonym owłosieniem… XD Dlatego dobrze jednak patrzeć na to opowiadanko z przymrużeniem oka. Czy będzie z nimi coś więcej, teraz mi ciężko powiedzieć, bo niezbadane są losy naszej weny XD Czasami pojawia się do bardzo dziwnych rzeczy. Oooch i nawet nie wiesz jak bardzo „lubię to” co powiedziałaś o nieokrzesanych byczkach. Właśnie takich debili się często najbardziej chce wyściskać XD Mrał :D

  10. Another69 pisze:

    Fajne to było *,* Już prawie zapomniałam o Outsiderze, a tu nagle taki fajny bonusik. Ciekawe postacie, szczególnie ten zielony irokez Wam wyszedł xD Jakby zrobić z tego dłuższe opko to pewnie byłoby trochę irracjonalne, takie mam wrażenie, czytając o okolczykowanym wilkołaku,, ale i tak miło się to czyta :P Zresztą, ciężko by opko o wilkołakach nie było irracjonalne (wiem co mówię xD).
    Fajnie jakbyście jeszcze kiedyś pokusiły się o bonusik do tego… bonusu xD Czyli może jakieś dalsze losy, albo fajna akcja.
    Na pewno chętnie bym to przeczytała :)

    Ah, niby nigdy nie mogłabym być z takim „neandertalczykiem”, ale jednak coś jest pociągającego w takich facetach, co nie? Przypomina mi się Shane, który w zasadzie najbardziej mi się podobał w momentach, gdy okazywał się być dość głupiutkim byczkiem xD Aż ma się ochotę go przytulić.
    Pozdrawiam :)

  11. kaczuch_A pisze:

    Urocze to opowiadanie.
    Ale, ale gdzie małe porno w nowym domu rodzinnym? xD
    I taki wzruszający koniec się zrobił.
    Przyjemnie się czytało,
    szkoda, że takie krótkie.

    I w dalszym ciągu nie potrafię sobie wyobrazić człowieka w hangarze pełnym napalonych wilkołaków, psiaków etc. Nie wiem czy mam Harperowi współczuć, czy coś w ten deseń xD

    Szczęścia i pomyślności na Nowy Rok.
    I weny~! I więcej czytelników~!

    A tak w ogóle myślałam, że bonusy świąteczne będą np. o świętach Jasona i Alexa, i wyobrażałam je sobie ciut inaczej.

  12. Yaoistka^^ pisze:

    Jej… jestem pod wrazeniemn*.* daloby rade żebyscie napisaly podobnego ebooka o wilkolakach i zeby mozna bylo kupic?? =))) Naprawde super *.* i slodkie i takie futrzaste i grozne i rozpustne *,,* weny!! Szczesliwego Nowego roku bo brak u mnie neta zeby z terminem wam tego zyczyc =))

  13. Katka pisze:

    Tigram, wiesz, jak na opowiadanko takie króciuteńkie, to jednak lepiej poświęcić więcej stron na jakiś tam zarys fabuły, coby z tego pornos nie powstał XD Jeden seks na dwie 2-częściową historyjkę to chyba wystarczająco ;) Chociaż wiem, że chciałoby się więcej XD Ale jednak uważam, że nie kosztem akcji. I fajowo, że Fellow taaaaak się spodobało :D Aż jesteśmy zaskoczone, bo to serio stary tekst wygrzebany z głębin szuflady. A i też uwielbiam „głaskanie i mizianie nosem” <3 To takie… leniwe :D

    Matsukyuki, przyznam, że zawsze się cieszę, kiedy tekst pozostawia pewien niedosyt, bo znaczy, że wciągnął, zaciekawił i zaintrygował. A to bardzo dla nas ważne :) No niestety są tylko 2 rozdziały, nic na to na ten moment poradzić nie możemy :(

  14. Matsuyuki pisze:

    Rozryczałam się razem z Harperem hahaha (tak bardzo śmiech przez łzy) :) Poczytałabym o nich więcej i więcej! Oj, dużo więcej by się chciało! A tu tylko 2 rozdziały i człowiek znowu chce płakać :c

  15. TigramIngrow pisze:

    Eeeeeej! A gdzie seks? I to seks przy publiczności?
    Ten bonus jest po prostu nieziemski, cudowny, taki… uch!
    Genialny! I ta sperma we włosach i brodzie, i ta rozmowa o moczu. I w ogóle nazwa „sunia” przypadła mi bardzo do gustu.
    Cudne, cudne, cudne! Dla mnie prawdziwa rewelacja, chętnie poczytałabym cokolwiek innego, nawet jakieś niedokończone brudnopisy z przepastnych otchłani szuflady.
    Niezwykle fajne! Naprawdę. Co z tego, że to początki? Widać, że bardzo udane! Przede wszystkim czułe, miłe, troskliwe, niemal romantyczne.
    To głaskanie, mizianie nosem… Miodzio!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s