Fanfic by Saki – Ostatni pocałunek

so I became a stranger for you
and even to myself
now I can’t smile no more
cause it seems to be the end
Hopes Die Last — Last Kiss

Nagle się obudził i wbił spojrzenie w biały sufit. Miał dziwny sen. Śnił mu się dzień, w którym poznał Davida. Ale było w tym coś innego, dziwnego. Miał wrażenie, że gdy tylko na siebie spojrzeli, znali się od zawsze… Każdy dotyk był dla niego znajomy…
— David!— krzyknął, przypomniawszy sobie ostatnie wydarzenie, które potrafił sobie przypomnieć i uniósł się nagle do pozycji siedzącej na niewygodnym łóżku. Podniósł się zbyt gwałtownie, bo strasznie rozbolała go głowa i porządnie mu się w niej zakręciło. Przyłożył rękę do bolącej głowy, wyczuwając, ze wokół niej ma okręcony bandaż. Do ręki zaś miał podłączoną kroplówkę, z której kropla po kropli sączył się jakiś dziwny, przezroczysty płyn. Rozejrzał się po sali, kiedy przestało mu się nieznośnie kręcić w głowie i zdał sobie sprawę, że jest w szpitalu.— Kurwa— zaklął i zsunął nogi z łóżka, chcąc odnaleźć kochanka. Miał nadzieję, że nic mu się nie stało. Albo przynajmniej, że żyje. Bo jak przypomniał sobie, jak wyglądał David po tym cholernym wypadku, modlił się, żeby tylko żył…
Spróbował wstać z łóżka, ale zaraz poczuł tępy ból w lewej nodze. Spojrzał na nią i zdał sobie sprawę, że ta jest w gipsie.
— Widzę, że się pan obudził— powiedziała sympatycznym głosem krótkowłosa blondynka ubrana na biało, która właśnie weszła do sali. Shane rozejrzał się po pomieszczeniu, ale nikogo w nim nie było poza nim i tą kobietą, więc zapewne mówiła do niego.
— Ta. A pani to…
— Jestem pielęgniarką, proszę pana— powiedziała i zaczęła majstrować przy kroplówce.
— Co z moją nogą?
— Złamana— wyjaśniła mu krótko pielęgniarka.
— To jak ja, kurwa, mam iść teraz do Davida?!— zdenerwował się Shane.
— Jeśli chce pan gdzieś iść, to mogę przynieść panu kule.
— A jak mam iść gdziekolwiek z tym ustrojstwem przyczepionym do ręki?— zapytał, wskazując na kroplówkę, do której był podłączony.
— Jak płyn zejdzie, to pana odłączę. Może pójdę po te kule?
— Byłbym wdzięczny— powiedział i pielęgniarka wyszła, zostawiając go samego.
Po kilku dłużących się minutach, odmierzanych spadającymi kroplami, w które się wpatrywał z nudów, nie mając nic lepszego do roboty, ktoś wszedł do sali. Ale nie była to pielęgniarka, na którą, jak sądził, strasznie długo już czekał. Był to starszy mężczyzna ubrany w biały fartuch lekarski, ze stetoskopem przewieszonym przez szyję.
— Dzień dobry. Jak się pan czuje?— zapytał lekarz.
— Nie ważne. Niech mi pan powie, co z Davidem.
— Chodzi panu o mężczyznę, który był z panem w samochodzie?— chciał się upewnić lekarz.
— A o kogo, kurwa, mi może chodzić? Jasne, że o niego mi chodzi— powiedział zniecierpliwionym głosem Shane.
— A jest pan kimś z rodziny? Bo nie wiemy, kogo poinformować o jego stanie.
— A kim pana zdaniem powinienem być, żeby łaskawie udzielił mi pan informacji?
— Bratem, kuzynem…
— Kurwa, to mój facet i chyba mam prawo wiedzieć, co się z nim dzieje?!
— To w takim razie bardzo mi przykro, ale nie mogę panu udzielić żadnych informacji. Pacjent musi udzielić zgody, a w obecnej sytuacji to jest niemożliwe. A teraz pan wybaczy, ale muszę pana zbadać, panie Jarvis— powiedział lekarz bez mrugnięcia okiem, jakby mówił wyuczoną na pamięć regułkę i założył na uszy słuchawki stetoskopu.
— Do jasnej cholery! Powiedz mi chociaż, czy żyje!— zdenerwował się Shane.
— Żyje i to na razie powinno panu wystarczyć. Osobom spoza rodziny nie wolno mi udzielać żadnych informacji na temat pacjenta.
— To jest dyskryminacja, kurwa. Narzeczonej pewnie byście powiedzieli.
— Najprawdopodobniej tak, chociaż to też nie jest do końca pewne— odpowiedział spokojnie lekarz.
— On jest dla mnie jak narzeczony. Kocham go i umieram ze strachu, a pan mówi, że nie może mi udzielić informacji?!
— Przykro mi, ale takie są przepisy— powiedział lekarz, zbadał Shane’a i wyszedł z sali, nie udzielając mu już żadnych informacji.
— Kurwa!— krzyknął i walnął pięścią w ścianę z całej siły, ale zaraz tego pożałował, bo ta cholernie go zabolała.
— Przyniosłam kule— powiedziała pielęgniarka, która weszła do sali akurat w momencie, kiedy Shane atakował ścianę.
— Dzięki, ale chyba się nie przydadzą— powiedział przybitym głosem.
— Skąd ten pesymizm?— zapytała pielęgniarka, opierając kule o szafkę przy łóżku chłopaka i odłączając mu kroplówkę, która już zeszła.— I na pewno się przydadzą, jak będziesz potrzebował iść do łazienki.
— Jakbyś się czuła, jakby twojemu facetowi coś się stało i nie chcieli ci udzielić żadnych informacji na temat jego zdrowia?
— Obecnie nikogo nie mam, ale moja sytuacja jest chyba trochę bardziej skomplikowana.— Nie przeszkadzało jej, że chłopak zwraca się do niej na „ty”. Wyglądało to raczej, jakby tak jej było nawet wygodniej.
— Śmiem wątpić. Raczej podejrzewam, że mamy ten sam problem. Jak chcesz, mogę cię przedstawić mojej kuzynce. Całkiem równa z niej babka, ale chyba samotność jej szkodzi— uśmiechnął się blado, chociaż wcale nie było mu do śmiechu.
— Jesteś gejem?
— Ta. A mój facet jest gdzieś tutaj, a ja nie wiem nic poza tym, że żyje. Jakby mi to, kurwa, miało wystarczyć— powieki go zapiekły, a z oczu zaczęły płynąć łzy, których nie potrafił zatrzymać.
— Nie płacz. Coś na to poradzimy. To ten przystojny szatyn, co go z tobą przywieźli?
— Tak!— rozjaśnił się Shane i wytarł spływającą po policzku łzę.
— Niewiele wiem na jego temat, ale powiem ci tyle, ile sama widziałam i słyszałam. Przywieźli go w ciężkim stanie. Operacja, którą przeszedł, miała przesądzić o jego życiu. Teraz ma drugą operację. Tylko cholera, coś długo trwa… Jego ogólny stan, jak go przywieźli, to uszkodzony kręgosłup, złamane żebra i jeszcze jakieś inne złamania, kilka stłuczeń plus rozbita głowa i lekki wstrząs mózgu.. i tak macie szczęście, że żyjecie, bo wypadek był naprawdę poważny. Ale ja ci tego wszystkiego nie mówiłam.
— Jasne. Ale dasz mi znać, jak operacja się skończy?
— Pewnie— powiedziała dziewczyna, odwróciła się i ruszyła do wyjścia, ale Shane ją zatrzymał.
— Ej!
— Tak?
— Wiesz może, gdzie jest mój telefon?
— Najprawdopodobniej w sejfie, razem z innymi rzeczami osobistymi.
— A mogłabyś…
— Pewnie. Zaraz ci przyniosę— powiedziała i wyszła z sali, zostawiając go samego ze swoimi rozmyślaniami. To jego wina! Jego i tego pieprzonego koncertu! Gdyby nie to, nadal by siedzieli w swoim nowym domu i byliby cholernie szczęśliwi! Co, jeśli operacja się nie uda i David zostanie kaleką, albo co gorsza, jej nie przeżyje? Co, jeśli wszystko się uda, ale on nie będzie nic pamiętał?
— Proszę— przerwała jego rozmyślania pielęgniarka i wręczyła mu trochę poobijany telefon. Chłopak wziął go od niej i włączył. Na szczęście, mimo uszkodzeń, telefon się uruchomił.
— Dzięki.
— Jakby co, to dzwoń— powiedziała pielęgniarka, wskazując na przycisk koło łóżka i zostawiając go samego.
Shane wykręcił numer i przyłożył aparat do ucha. Czekał kilka sygnałów, aż w końcu odezwał się głos po drugiej stronie.
— Hej, dziubku. Co tam? Już myślałam, że zapomniałeś o starej kuzynce. Gdzie tak w ogóle jesteście? Mieliście wrócić w niedzielę. Przedłużyliście sobie wakacje? Z Davida taki pracoholik, że nie spodziewałam się…
— Lucy!— krzyknął do telefonu, przerywając tym słowotok dziewczyny.— Jaki dziś mamy dzień?— zapytał, bo właśnie zdał sobie sprawę, że nie ma nawet o tym pojęcia.
— A co? Tak żeście zabalowali, że straciliście rachubę czasu?
— Powiesz mi, do cholery, jaki dziś mamy dzień?!
— Poniedziałek. Ale nie musisz się tak na mnie wydzierać. Co cię ugryzło? Jest z tobą David w ogóle?
— Nawet nie dotarliśmy na ten koncert, rozumiesz? Nie mam, kurwa, pojęcia, gdzie jest David. Jesteśmy w jakimś cholernym szpitalu, bo mieliśmy wypadek. David ma jakąś pieprzoną operację a ja nawet nie wiem, co mu dokładnie jest, bo skurwiele nie chcą mi powiedzieć. Przepisy, kurwa.
— Czekaj, moment. Jaki wypadek?— zdenerwowała się Lucy.— Dobrze się czujesz?
— Jeśli porównać mój stan zdrowia do Davida, to ja jestem okazem zdrowia. Lucy, cholera, martwię się i jak nie przyjedziesz, to ja tu chyba zwariuję z niepokoju. Nie wiem, kurwa, przywlecz tu Żabcię, jeśli miałaby cokolwiek pomóc w tej sytuacji. Ja jestem bezsilny i nawet ją zniosę, jeśli będzie w stanie dowiedzieć się czegoś konkretnego.
— Miśku, ty serio jesteś zdesperowany. Oczywiście, że przyjadę, ale nie wiem, czy Grace będzie w stanie cokolwiek pomóc. Nie jest już przecież żoną Davida.
— Oni nie muszą tego wiedzieć. A jak przyprowadzi dzieciaki, to będą musieli jej uwierzyć.
— Dobra, kochany. Zrobię, co się da. Powiedz mi tylko, gdzie ten szpital.
— Sam, kurwa, nie wiem. Dowiem się i ci SMS—a wyślę z adresem.
— No dobra. To do zobaczenia— powiedziała i się rozłączyła, nie czekając na odpowiedź.
Shane, słysząc dźwięk przerywanego połączenia, odłożył telefon na szafkę i opadł gwałtownie na łóżko. Zaraz potem jęknął z bólu. Sięgnął do guziczka przy łóżku i nacisnął, żeby przywołać pielęgniarkę. Miał nadzieję, że przyjdzie ta, którą już poznał. Przy okazji mógłby się dowiedzieć, czy wie coś więcej na temat stanu Davida. W życiu się tak nie bał, jak teraz.
Na pielęgniarkę czekał minutę, może dwie, ale dla niego ciągnęły się jak godzina. Ale na szczęście przyszła ta, której oczekiwał.
— Co tam, Shane?
— Skąd znasz moje imię?
— Karty pacjentów?— zasugerowała dziewczyna.
— W sumie racja. Możesz mi powiedzieć, gdzie my właściwie jesteśmy?
— Rozumiem, że chodzi ci o adres?
Shane skinął głową, więc pielęgniarka podała mu dokładny adres, który ten od razu wpisał do telefonu i wysłał swojej kuzynce.
— Coś jeszcze potrzebujesz? Zaraz będzie obiad.
— Nie jestem głodny. Powiedz mi lepiej, czy wiesz już coś więcej w sprawie Davida— spojrzał na nią swoim błagalnym wzrokiem.
— Przed chwilą skończyli operować. Wiem tylko tyle, że operacja się udała.
— A znasz to: operacja się udała, ale pacjent nie przeżył?
— Żyje, ale jest nieprzytomny. Skąd u ciebie ten czarny humor?
— Może stąd, że już, kurwa, nie wiem, co myśleć. Przyniesiesz mi coś do picia? Żarcia nie przełknę, ale cholernie mi zaschło w gardle.
— Jasne— powiedziała i już miała wychodzić, kiedy zapytał:
— Myślisz, że mnie do niego wpuszczą?— w jego głosie było słychać nadzieję i dziewczynie aż żal było zaprzeczyć.
— Nie sądzę. Przykro mi. Ale nie bierz tego do siebie. Jest na OIOM—ie. Nikogo tam nie wpuszczają, poza lekarzami.
— Kurwa. Muszę go zobaczyć.
— Przez szybę nikt ci nie zabroni patrzeć. Mogę cię tam zaprowadzić. Ale nie oczekuj ode mnie, że cię do niego wpuszczę— zastrzegła.— Już i tak dużo dla ciebie robię.
— Serio mogłabyś to zrobić?— rozjaśnił się momentalnie.
— Przecież powiedziałam. Mam cię tam zawieźć, czy sam pójdziesz?— zapytała jeszcze.
— Masz mnie za jakiegoś kalekę, kurwa, czy co? Umiem chodzić.
— Wiem, że umiesz i nie ujmuję ci niczego, ale to jednak jest kawałek drogi, a ty jesteś osłabiony. Wózek byłby najlepszym rozwiązaniem. Dopiero co się wybudziłeś. Podejrzewam, że w życiu tyle nie spałeś— uśmiechnęła się przyjaźnie.
— Chyba nie— powiedział i zaczął się podnosić z tego niewygodnego szpitalnego łóżka.
— Chcesz iść teraz?— zapytała, choć wcale mu się nie dziwiła.
— A na co tu czekać? Chcę go, kurwa, zobaczyć. I to jak najszybciej.
Szli długim, niekończącym się korytarzem, a Shane zaczął żałować, że nie skorzystał z propozycji pielęgniarki i nie wziął tego pieprzonego wózka. Jeszcze nigdy, kurwa, chodzenie nie sprawiało mu tylu kłopotów i nie było takie wyczerpujące. Czuł, że jeszcze minuta takiego marszu i wypieprzy się na tym korytarzu. Zdecydowanie przecenił swoje możliwości.
— Daleko jeszcze?— zapytał.
— Mówiłam, żeby wziąć wózek.
— Nie o to, kurwa, chodzi. Chcę go już zobaczyć.— Może było to i częścią prawdy, ale był strasznie wyczerpany po tym spacerze. Ale tego, kurwa, jej w życiu nie powie. Nie da jej tej satysfakcji.
— Niech ci będzie. Ale wracamy wózkiem.
— Skoro nalegasz…— mruknął Shane, ale tak naprawdę był jej wdzięczny, że to ona zaproponowała. Jemu samemu by to chyba nie przeszło przez gardło.
Dziewczyna uśmiechnęła się półgębkiem.
— Jeszcze tylko kilka metrów— pocieszała go.— Wytrzymasz. Wyglądasz na całkiem silnego byczka.
Shane westchnął i wykrzesał z siebie resztki sił. Nie chciał wyjść przy niej na mięczaka.
Niecałą minutę później dotarli na miejsce. Shane odstawił na bok jedną z kul, stanął przed oszkloną ścianą i oparł na niej wolną dłoń. Wpatrzył się w postać kochanka lezącą na łóżku i zacisnął w pięść dłoń opartą o szklaną ścianę. Zacisnął oczy i oparł czoło o zimne szkło. W jednej chwili zaczął płakać. Łzy płynęły ciurkiem, a on nie potrafił ich zatrzymać. Aż go ściskało w gardle, jak widział takiego Davida. Takiego biednego i bezbronnego. Z tymi wszystkimi rurkami i sprzętami do niego popodłączanymi. Z tym kołnierzem ortopedycznym usztywniającym jego kręgosłup… Ledwo się powstrzymał, żeby tam nie wejść i się do niego nie przytulić.
Dziewczyna podeszła do Shane’a i oparła dłoń na jego ramieniu.
— Wszystko będzie dobrze, zobaczysz— pocieszała go, jednak sama nie była tego do końca pewna. Co by nie mówić, Davida przywieziono to naprawdę w ciężkim stanie, zagrażającym jego życiu i dopóki się nie obudzi, nic nie będzie do końca wiadome.
— Tylko tak mówisz— powiedział Shane, nie odrywając czoła od szyby i pociągnął nosem. W głębi duszy miał jednak nadzieję, że dziewczyna ma rację i naprawdę wszystko będzie dobrze. Do cholery, za dużo przeszli, żeby teraz coś się zepsuło.
— Pójdę po ten wózek, a ty nie rób nic głupiego. Pamiętaj, że ponoszę za ciebie odpowiedzialność. Jak mnie wywalą, to będzie tylko i wyłącznie twoja wina— powiedziała, ale szczerze wątpiła, że któreś z jej słów dotarły do chłopaka. On serio musi go bardzo kochać— pomyślała.
Shane patrzył na śpiącego Davida w takim skupieniu, że dojrzałby najmniejszy ruch, który ten by wykonał. Kurwa, jak on pragnął, żeby David się obudził i spojrzał na niego tymi jasnymi, niebieskimi oczami. I uśmiechnął się do niego, pokazując przy tym te urocze dołeczki w policzkach. Kurwa, jak on kochał te oczy, ten uśmiech, te dołeczki… Jak on kochał tego faceta. Czy pragnął zbyt wiele? Nie wyobrażał sobie życia bez niego. No i nie zniósłby ponownego rozstania. Z jego oczu znowu popłynęły łzy. Sam nie wiedział, czemu pomyślał o rozstaniu. Przecież kochali się tak mocno, że mocniej się chyba nie da… Spojrzał na Davida zamglonymi od łez oczami i zobaczył lekki ruch powieki u kochanka… Albo tylko mu się wydawało. Nie! Wcale mu się nie wydawało! David się obudził! Otworzył oczy!
David tępo patrzył w sufit, nie wiedząc, gdzie jest, co tutaj robi ani co się z nim dzieje. Shane, niewiele myśląc, a właściwie nie myśląc nic a nic, upuścił drugą kulę, która z trzaskiem upadła na podłogę, rozchodząc się echem po całym korytarzu i pędem wbiegł na OIOM, gdzie leżał jego kochanek, nie zważając na bolącą nogę. Tak się przejął całą sytuacją, że w ogóle nie odczuwał bólu. Uklęknął koło łóżka Davida i złapał go za rękę.
— Jak się czujesz, sztywniaku?— zapytał ze ściśniętym i dodatkowo zaschniętym gardłem, a z jego oczu nie przestawały płynąć łzy. Przerażony David wyrwał rękę, za którą trzymał go Shane.
— Hej, co jest? Boli cię…
— Kim jesteś? Co ty tu robisz? Co ja tu robię?— zadawał pytania, jedno po drugim. I wcale nie brzmiało to, jakby żartował. W uszach Shane’a dźwięczało tylko to jedno pytanie: „Kim jesteś?”. Poczuł się jakby ktoś wyrwał mu serce, zdeptał i wyrzucił do kosza. David go nie pamiętał?
— David… Żartujesz, tak? To wcale nie jest śmieszne. Błagam, powiedz, że to tylko wredny żart z twojej strony— powiedział ze strachem i jednocześnie nadzieją w głosie. Twarz Davida jednak zdradzała wszystko. Nie miał najmniejszego pojęcia, o czym mówi Shane.
— Ty serio mnie nie pamiętasz?
— Kim jesteś?— powtórzył pytanie David.
— Shane— powiedział przez zaciśnięte gardło. To bolało. Cholernie bolało.— Shane Jarvis.
— Shane?— wychrypiał David, wgapiając w niego swoje błękitne ślepia, a Shane ponownie zaczął mieć nadzieję, że David jednak coś pamięta. Jednak jego pytanie pozbawiło go wszelkich nadziei. Bezdusznie zgasiło płomyk ledwo się tlący w sercu chłopaka.— Gdzie twoje loczki?
— Co?— nie mógł uwierzyć własnym uszom. Kompletnie nic nie pamięta! Nic a nic, z tego co przeżyli od ich spotkania w parku po latach.
— Zgoliłem. Bo mnie zostawiłeś. Wiesz, jak wtedy cierpiałem? A ty chcesz to zrobić po raz drugi?! Jesteś bezlitosny— powiedział łamiącym się głosem.— Teraz już nie mam czego zgolić, więc kurwa, powiedz, że pamiętasz… Że mnie kochasz…
— Shane, ja mam żonę. I dwójkę dzieci…
— Marg i Timmi, tak, kurwa, wiem! Ale już przez to przechodziliśmy. David, kurwa, rozwiodłeś się z nią. Dla mnie. Kupiliśmy mieszkanie i mieliśmy być, kurwa, szczęśliwi. Nie rób mi tego— powiedział błagalnym głosem.
— Shane, o czym ty, do diabła, mówisz? Dobrze się czujesz? Może się w głowę za mocno uderzyłeś?
— Przestań! Proszę— powiedział błagalnym tonem. Naprawdę nie mógł już tego słuchać.
— Jest tu gdzieś może Grace?
— Weź mnie o twoją pieprzoną Żabcię nie pytaj. Działa mi na nerwy, a w obecnej sytuacji to już wybitnie. Nie mogę uwierzyć, że ją pamiętasz, a o mnie zapomniałeś. Naprawdę, aż tak źle ci ze mną było?
— Co? Nie… Byłem młody, Shane, a ty szczenięco zakochany. A ja chciałem…
— Kurwa, David! Ja nie o tym. To już przerabialiśmy— powiedział, pochylił się nad nim i pocałował w usta. David otworzył szerzej oczy, odepchnął go od siebie i zapytał:
— Co ty robisz?
— Ostatni pocałunek— mruknął Shane, pozbierał się z podłogi i pokuśtykał do wyjścia. Noga napierdalała go niemiłosiernie, ale nic sobie z tego nie robił. Ból pomagał mu nie myśleć. Po raz pierwszy od tych cholernych dziesięciu lat, miał ochotę się pociąć. Oparł się o ścianę i osunął się po niej na podłogę. Teraz już nie płakał, mimo że oczy piekły go niemiłosiernie. Chyba wyczerpał na dzisiaj limit łez. Miał ochotę krzyczeć na całe gardło. Nie pamiętał go! Stało się coś, czego obawiał się prawie na równi ze śmiercią kochanka.
— Shane! Co ty wyrabiasz? Weź mi zaraz wstań z tej podłogi— powiedziała pielęgniarka, która dosłownie chwilę temu przyprowadziła wózek. Za nią stała jego kuzynka, która podbiegła do niego, ukucnęła tuż przy nim i mocno się do niego przytuliła. Shane poczochrał ją po rudych lokach i zacisnął na nich dłoń, opierając głowę o jej ramię.
— Lu… Dobrze, że jesteś— wyszeptał jej w ramię, tak cicho, że dziewczyna ledwo go usłyszała.
— Shane… Cholernie się martwiłam. Wszystko gra?
— Poza złamaną nogą, obitą czacha i pękniętym sercem chyba wszystko jest ok.— próbował żartować.
— Gdzie David? Wiesz już coś?
— Obudził się. Ale nie idź do niego.
— Co? Dlaczego? O niego też się martwię.
— Jest na OIOM—ie. Tam nie wolno wchodzić.
— Ale pewnie i tak to zrobiłeś, co?— zapytała pielęgniarka z wyraźną pretensją w głosie, zbierając z podłogi porzucone przez chłopaka kule. Przysłuchiwała się ich rozmowie z boku i postanowiła przypomnieć o swojej obecności.— Wiesz, że mogłeś mi narobić kłopotów, jakby ktoś tam wszedł, kiedy ty tam byłeś? I dlaczego, na Boga, łazisz mi bez kul? Po co ja ci je przyniosłam? Jesteś gorszy niż dziecko.
— Zabierzesz mnie na salę?— zapytał Shane pielęgniarkę, spoglądając na nią zaczerwienionymi oczami.
Pielęgniarka podjechała do niego wózkiem i pomogła wstać.
— Co się dzieje? Wydaje mi się, czy ci się pogorszyło?— zapytała, sadzając go na wózku.— Zawieziesz go, czy weźmiesz kule?— zwróciła się do Lucy.— Sama nie dam rady z wózkiem i z kulami.
— Wezmę Shane’a— powiedziała Lucy, a pielęgniarka przekazała wózek w jej ręce.— Co się dzieje, Shane?— zapytała, pchając wózek w stronę w stronę sali, którą zajmował chłopak.— Widzę, że coś jest nie tak.
— David— odparł zdawkowo.
— Co, „David”? Mam się domyślić?— Shane nie odpowiedział.— Gorzej się czuje?— dopytywała dziewczyna.
— Nie. Chyba lepiej. Sam nie wiem.
— No to o co chodzi?— zapytała łagodnym głosem. Jeszcze nie widziała go takiego przybitego. Gdzieś z tyłu za nimi szła pielęgniarka.
— Nie chce mnie.
— O czym ty mówisz? Jak to cię nie chce? Przecież się kochacie…
— Ja go kocham. Ale co do niego… Lucy, on mnie nie pamięta, a co dopiero mówić o miłości. Myślałem, że mi serce pęknie. Przyprowadziłaś Żabcię? On myśli, kurwa, że jest jego żoną.
— Przyjechała ze mną, ale… Jak to cię nie pamięta?
— Tak się czasem zdarza— powiedziała pielęgniarka, znowu przypominając o swojej obecności.— Że ludzie po wypadku zapominają pewnego okresu sprzed wypadku. Ale to mija… Kiedyś…
— No to mnie pocieszyłaś, kurwa— mruknął Shane.— Co z tą Żabcią?— zwrócił się do kuzynki.
— Grace rozmawia z lekarzem. Wzięła ze sobą dzieciaki, bo nie miała ich z kim zostawić.
— Super— mruknął.— David będzie szczęśliwy.
Kiedy tylko Shane wyszedł z pomieszczenia, w którym leżał, David przyłożył prawą dłoń do skroni, bo strasznie rozbolała go głowa. Odsuwając ją od swojej twarzy, zauważył, że na palcu serdecznym brakuje obrączki. Pierwszą myślą było, że ktoś mu ją ukradł. Ale coś mu tu nie pasowało. Nie miał pojęcia, gdzie był, choć podejrzewał, że w szpitalu. Gdzie dokładnie ten szpital był, tego nie wiedział. Co się z nim stało? Dlaczego wszystko go boli? I co Shane tutaj robił? Nie potrafił odpowiedzieć na te pytania, co go strasznie frustrowało. Nie potrafił też zrozumieć dziwnego zachowania Shane’a. zachowywał się tak, jakby widzieli się całkiem niedawno. Wiedział o Grace i jego dzieciach… Tylko co, do cholery, ma znaczyć, że się z nią rozwiódł? Owszem, nie układało im się ostatnio najlepiej, ale rozwód? No i o co chodziło z tym mieszkaniem? Że niby mieszka w nim z Shanem? To dla niego za dużo. Kompletnie nic nie pamiętał… Czarna dziura. Shane wyglądał na poważnego, jak tak mówił… ale on nie pamiętał ich ponownego spotkania. Nie przypominał sobie, żeby się rozwodził z Grace. Jednak czuł jakąś lukę w głowie. Jakby zapomniał czegoś naprawdę ważnego. Tak bardzo chciałby pamiętać… Nie chciał ranić Shane’a, ale w tej chwili nie potrafił inaczej. Jakby tylko mógł porozmawiać z Grace…
W tej samej chwili do sali weszła jego, zdaniem Shane’a, była żona z dziećmi w towarzystwie lekarza i pielęgniarki. Marg i Timmy od razu podbiegły do ojca i uściskali go mocno.
— Dzieci, ostrożnie. Nie męczcie tatusia. Nie widzicie, że go boli?— skarciła je Grace. Dzieci, jak na komendę odsunęły się od Davida, ale tylko na jeden krok. Timmy złapał go za rękę i zapytał:
— Bardzo cię boli, tatusiu?
Davidowi mimowolnie przypomniało się, jak Shane złapał do za dłoń, kiedy się przebudził. Tą ciepłą, męską, dużą dłoń, która wydawała się tak cholernie znajoma, a jednak obca. I ten pocałunek i jego delikatne, drżące usta. Dlaczego nie potrafił sobie tego przypomnieć? Skoro to wszystko prawda, to chyba powinien to pamiętać?
— Teraz, jak tu jesteś, to już mniej— uśmiechnął się ciepło do syna. Marg przytuliła się do pleców brata i patrzyła zza nich na ojca.
— Tatusiu, a kiedy nas znowu odwiedzisz? Albo kiedy my będziemy mogli przyjść do ciebie i wujka Shane’a?— wypytywał dalej chłopiec.
David, słysząc pytanie syna, złapał się za głowę, która zaczęła nieznośnie pulsować. Czyli to prawda?
— Timmy, weź siostrę i idźcie sobie kupić po batonie— powiedziała i wręczyła chłopcu banknot.— Może pani iść z nimi?— zwróciła się do pielęgniarki, która tu z nimi przyszła.— Nie chcę, żeby się sami po szpitalu pałętali, bo się mogą zgubić.
Pielęgniarka skinęła tylko głową, nic nie mówiąc. Timmy wziął siostrę za rękę i wyszedł z sali, biorąc po drodze pieniądze od matki, a pielęgniarka poszła za nimi.
Grace podeszła do Davida.
— Jak się czujesz?— zapytała.
— Strasznie. Czy on może nas zostawić samych?— zapytał, mając na myśli lekarza.
— Może pan na chwilę wyjść?— poprosiła Grace lekarza.
— Nie powinienem, ale niech będzie— powiedział i opuścił OIOM.
— Grace— zaczął David, kiedy zostali już sami.— Powiedz… my już nie jesteśmy razem?
Grace spojrzała na niego pełnym zdziwienia wzrokiem.
— Nie pamiętasz?
David pokręcił głową.
— Rozwiedliśmy się. Zostawiłeś mnie dla tego… dla tego faceta.
— Shane’a?— zapytał ze ściśniętym gardłem. Dlaczego tego nie pamiętał?!
— Nie wiem. Chyba. Dzieciaki wiedzą lepiej. Chyba polubiły tego swojego nowego „wujka”. Chociaż ja osobiście uważam, że nie jest dla nich odpowiednim towarzystwem.
Davida zaczęły szczypać oczy, z których za chwilę popłynęły łzy.
— David— powiedziała i pogłaskała go po policzku.— Nie martw się. Przypomnisz sobie, zobaczysz. Między wami jest coś… Kochasz go, David, chyba jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek mnie kochałeś. Mimo że jest to dla mnie dziwne i niezrozumiałe, jakoś to zaakceptowałam, bo widziałam, jak bardzo jesteś z nim szczęśliwy… David, nie umiem ci pomóc. Sam musisz sobie wszystko przypomnieć. Może coś pomoże, jak on tu przyjdzie do ciebie.
— Nie wiem, Grace. Jestem zmęczony. Przepraszam, ale…
— Wyjdę. Prześpij się, a ja zajrzę jeszcze do tego Shane’a.
— No dobra. Dzięki.
— Nic nie zrobiłam.
— I tak dziękuję. Przyszłaś tu, mimo że wcale nie musiałaś.
— Jak zadzwoniła do mnie ta cała Lucy, to nie miałam innego wyjścia. Dziewczyna potrafi być naprawdę przekonująca.
— Co za Lucy?
— To jego kuzynka. Ją też znasz. Pójdę już, bo widzę, jaki jesteś zmęczony. Prześpij się, może coś ci się przypomni.
Z sali, w której leżał Shane, dało się słyszeć dźwięk tłuczonego szkła. Grace przyspieszyła kroku, bo miała strasznie złe przeczucia i nie miała pojęcia, dlaczego. Wbiegła do sali i od wejścia krzyknęła z przerażenia. Wystraszony Shane wypuścił z ręki kawałek potłuczonej szklanki i spojrzał na nią. Miał całą zapłakaną twarz i podpuchnięte, czerwone oczy. Siedział na podłodze przy łóżku, gdzie była reszta potłuczonej szklanki i rozlana herbata.
— Co ty tu robisz? Miałaś iść do Davida.
— Właśnie od niego wracam. Pomyślałam, że chciałbyś wiedzieć…
— Możliwe, ale nie wydaje mi się, żeby David chciał tego samego— przerwał jej.
— Nie przerywaj, jak ktoś mówi, to po pierwsze. Po drugie, wygląda na to, że David ma chwilowy zanik pamięci i nie wiń go za to. Moim zdaniem bardzo cię teraz potrzebuje…
— Jakoś tego nie zauważyłem— burknął, znowu jej przerywając.
— Prosiłam, żebyś mi nie przerywał. Dobrze by było, jakbyś na spokojnie opowiedział mu wszystko, co zapomniał, wiesz… pomóc mu sobie przypomnieć.
Shane nic nie odpowiedział, tępo się w nią wpatrując. Grace nacisnęła guziczek przy łóżku chłopaka.
— Co ty, kurwa, robisz? Nie potrzebuje pielęgniarki.
— A mi się wydaje, że jednak potrzebujesz. Czegoś porządnego na uspokojenie. Co ty, do cholery, chciałeś zrobić?
— Nie ważne— burknął.— Nie twoja sprawa.
Grace ukucnęła przy nim i złapała go za rękę. Podwinęła rękaw i przyjrzała się jej dokładnie. Na przedramieniu zobaczyła liczne blizny. Shane wyrwał jej gwałtownie rękę i spojrzał na nią wrogo.
— Co… to jest?
— Ślepa jesteś? Zresztą nie twój interes. Pilnuj lepiej dzieciaków.
— Cholera. Zaraz do ciebie wrócę. Nie rób nic głupiego— powiedziała i w tej samej chwili do sali weszła znajoma mu już pielęgniarka, a on błyskawicznie zsunął rękaw.
— Dzwoniłeś?— zapytała pielęgniarka.
— Ja dzwoniłam— powiedziała Grace.— Może pani go chwilkę popilnować? Ja muszę znaleźć dzieci.
— Wygląda na dużego chłopca…
— Tak, wiem. Ale niech pani mu da coś na uspokojenie albo z nim pogada. Niech pani spojrzy na niego.
— Ma pani rację. Posiedzę z nim. Niech pani idzie do dzieci.
— Dziękuję— powiedziała i wybiegła z sali, a po korytarzu niósł się odgłos obcasów stukających o podłogę.
— A taka ładna szklanka była…
— Bardzo śmieszne— burknął.
— Specjalnie ją rozbiłeś?
— Nie, kurwa. Chciałem wypić tą herbatę. Tylko łapy mi się tak trzęsły, że wypuściłem szklankę i się potłukła.
Dziewczyna pomogła mu wstać z podłogi i położyć się na łóżku.
— A dlaczego siedziałeś na podłodze? Spadłeś z łóżka?— zapytała kpiąco.
— Chciałem pozbierać to cholerne szkło.
— Zawołam sprzątaczkę, to posprząta. A tobie będę przynosić picie w plastikowych kubkach.
— Dlaczego, kurwa? Szkła zabrakło?— zapytał kpiąco.
— Nie. Ale nie mogę pozwolić, żebyś się okaleczał.
Shane spojrzał na nią z przestrachem swoimi orzechowymi oczami.
— To nie jest żadne rozwiązanie, a może przysporzyć ci tylko szkód— kontynuowała. Widząc jego spojrzenie wiedziała, że trafiła w dziesiątkę.
— Ja nie chciałem…
— Może i nie zamierzałeś, ale powiedz szczerze. Jak już ci się ta szklanka stłukła, to zszedłeś na podłogę i sięgnąłeś po kawałek, żeby spuścić trochę krwi.
— Jesteś, kurwa, jasnowidzem, czy co?
— Nie. Widziałam twoje blizny. Już to robiłeś, prawda?
— Tak— przyznał się po chwili milczenia.— Ale obiecałem sobie… że już, kurwa, tego nie zrobię…
— To dotrzymaj obietnicy. Straciłeś dużo krwi i jej utrata może ci poważnie zaszkodzić. Idę po salową. Twoja kuzynka wróciła— powiedziała i uśmiechnęła się do Lucy, która weszła do sali.
— Co się tutaj stało?— zapytała, zobaczywszy na podłodze potłuczone szkło.
Pielęgniarka spojrzała porozumiewawczo na Shane’a, który spojrzał na nią błagalnie.
— Shane wypuścił szklankę i się stłukła. Nic się nie stało. Ja zaraz wrócę, a ty z nim posiedź— powiedziała i mrugnęła do niej, wychodząc z sali.
— Wszystko w porządku?— zapytała, kiedy zostali już sami i usiadła przy nim, na skraju łóżka.
— Nic nie jest w porządku— mruknął. W tej chwili nie chciało mu się nawet gadać z kuzynką. Chciał, żeby to był tylko sen… okrutny koszmar i się z niego obudzić. Jednak to nie był sen, a on nie miał żadnego wpływu na to, co się tu dzieje.
— Zobaczysz… Jeszcze się wszystko ułoży. Będziecie najszczęśliwszą parą na świecie.
— Raczej w to wątpię. Po tym wszystkim, co przeszliśmy?
— Myślę, że właśnie to wszystko, co przeszliście, umocniło w pewien sposób wasze uczucia…
— Zmieńmy temat, zanim się całkiem załamię. Nasze początki nie należały do najprzyjemniejszych i jeśli David sobie przypomni nasze pierwsze spotkanie po latach… obawiam się, że nie będzie chciał sobie przypomnieć tego, co było potem. Powiedz lepiej, co z tą pielęgniarką.
— Z Nikki? A co ma być?— zapytała, odwracając wzrok. Na jej piegowatych policzkach można było dojrzeć lekkie rumieńce.
— Umówiłyście się?
— A ty co? W swatkę się bawisz?— odpowiedziała pytaniem.
— Nie mam nic lepszego do roboty w tej chwili. To jak?
— Umówiłyśmy się po jej dyżurze na kawę. Wydaje się być całkiem spoko… Nie chcę zapeszać, więc na razie nic więcej ci nie powiem.
Gdy tylko dziewczyna skończyła mówić w drzwiach pojawiła się salowa. Posprzątała kawałki rozbitej szklanki i wytarła rozlaną herbatę, nie odezwawszy się do nich nawet słowem i opuściła pomieszczenie, także bez słowa.
— Nie wygląda na zbyt sympatyczną— mruknęła Lucy, odnosząc się do zachowania salowej.
— Może ma zły dzień— odparł Shane, sam nie wiedząc, czemu broni tej kobiety. Może dlatego, że jego dzień też nie należał do najprzyjemniejszych i sam nie miał ochoty z nikim gadać.
David obudził się cały spocony. Co to miało być?! To był jakiś koszmar. To wydarzyło się naprawdę, czy było tylko snem? Śniło mu się… plac zabaw… Shane… zjeżdżalnia… Shane go… zgwałcił. Miał nadzieją, że to był tylko sen. Ale coś w jego świadomości wcale nie pozwalało mu tak myśleć. To było takie prawdziwe… jakby przeżył to wszystko. Czy Shane naprawdę go zgwałcił? A jeśli tak, to dlaczego, do cholery, z nim był? Miał mętlik w głowie. Im bardziej chciał, żeby to był tylko sen, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że faktycznie nim nie był. To było najprawdziwsze wspomnienie.
— David… Mogę wejść?— usłyszał od strony drzwi głos Shane’a i poczuł, jak coś mu się cofa w żołądku. Wracały te wszystkie uczucia, które czuł po tym wydarzeniu w parku. Tak jakby przeżywał to wszystko od nowa.
— Nie… jestem pewien— niemalże wyszeptał.
Shane uznał to jako przyzwolenie i wszedł do środka, postukując kulami o podłogę. Strasznie niewygodnie się z tym cholerstwem chodziło, ale chyba musi się przyzwyczaić, bo kości tak szybko mu się nie zrosną. Miał szczęście, że przynajmniej jedną nogę ma zdrową i nie jest zmuszony korzystać z wózka. Usiadł na skraju łóżka, a David zdusił w sobie chęć odsunięcia się od niego, bo nie mógł się nawet ruszyć na tym pieprzonym łóżku.
— Powiedz… Shane… Czy to prawda?— zapytał i spojrzał na niego pełnym strachu wzrokiem.
— Co konkretnie?— zapytał Shane, ale widząc jego spojrzenie, przełknął ciężko ślinę, jakby miał w gardle wielką gulę. Ostatni raz David patrzył tak na niego po tym całym pieprzonym gwałcie w parku. Strasznie tego żałował. Nie miał pojęcia, dlaczego to wtedy zrobił. Kierował nim jakiś cholerny impuls… W ogóle nie myślał o tym, co będzie potem.
— Shane…— powiedział przez zaciśnięte gardło.
Chłopak odwrócił od niego wzrok. Nie potrafił patrzeć na Davida, kiedy widział w jego oczach przerażenie i… obrzydzenie…
— Czyli jednak sobie coś przypomniałeś… Chociaż wolałbym, żebyś akurat tego sobie nie przypominał… Ale to chyba było nieuniknione. David… cholernie mi przykro… żałuję tego, co wtedy zrobiłem. Gdybym mógł cofnąć czas…— powiedział i spojrzał mu w oczy, swoimi orzechowymi, które lśniły od zbierających się w nich łez.— David, błagam, nie skreślaj mnie jeszcze. Wiem, że nie powinienem tego robić, ale błagam… wybacz mi po raz drugi— spojrzał na niego błagalnie, a po policzku spłynęła mu łza.
— Po raz drugi?— zapytał David, nadal trawiąc to, że Shane naprawdę mu to zrobił.
Shane kiwnął głową.
— Wtedy… jak jechaliśmy na koncert… powiedziałeś, że mi wybaczasz… David, ja cię naprawdę kocham… przeżyliśmy tyle wspaniałych chwil… proszę… postaraj sobie przypomnieć… Potem było naprawdę dużo lepiej. Byliśmy szczęśliwi… mieszkaliśmy w mojej kawalerce, potem dołączyła do nas Lucy, a potem kupiliśmy własny dom… Daj mi szansę— powiedział błagalnym tonem. Był strasznie zdesperowany i zrobiłby wszystko, żeby tylko David tak na niego nie patrzył.
— Wyjdź, proszę— powiedział David, a Shane poczuł, jakby ktoś go walnął czymś ciężkim w głowę. Ten, widząc jego minę, powiedział jeszcze— Muszę to wszystko przemyśleć, poukładać w głowie… przypomnieć sobie wszystko… a przynajmniej część… Na razie pamiętam tylko tyle, że mnie cholernie skrzywdziłeś. Nie dziw się mi, że nie potrafię na razie na ciebie patrzeć inaczej niż teraz. W tej chwili… Uwierz mi… to wszystko jest dla mnie takie trudne… Pozwól mi…
— W porządku— przerwał mu Shane i wstał z łóżka.— Kocham cię— powiedział jeszcze i opuścił pomieszczenie, w którym znajdował się David, nie oglądając się za siebie. David nie odprowadził go wzrokiem nie tylko dlatego, że nie mógł ruszyć głową. W tej chwili nie potrafił na niego patrzeć. Musiał to wszystko sobie przemyśleć i postarać się przypomnieć cokolwiek. Ale po tym, co do tej pory sobie przypomniał, miał pewne obawy co do tego, czy chce sobie cokolwiek więcej przypominać.
Shane wyszedł ze szpitala dwa tygodnie później. Nie odwiedzał Davida od tego ostatniego razu. Bał się odrzucenia. Odwiedziła go policja i musiał złożyć zeznania. Słyszał, że u Davida też byli, ale raczej nic się od niego nie dowiedzieli, bo ten przecież nic nie pamięta.
Jego noga nadal była w gipsie, z samochodu nie było już żadnego pożytku, Lucy nie miała własnego środku transportu, więc trzeba było poprosić kogoś o pomoc. Grace nie chciał już kłopotać, wystarczającą przysługę mu już zrobiła przyjeżdżając tu i zdając mu raport ze stanu Davida. Czuł się już lepiej, ale nadal nie odzyskał pamięci, więc Shane uznał, że nie ma sensu męczyć go swoimi wizytami, których ten najprawdopodobniej nie chciał. Shane mu się nie dziwił, z tymi wspomnieniami, które udało się mu przywrócić, jednak nie zmienia to faktu, że okropnie go to bolało.
Przyjechał po niego Walter— kochanek jego byłego nauczyciela. James, jak tylko dowiedział się, co się stało, chciał jechać z kochankiem, jednak musiał iść tego dnia do pracy.
— Jak się czujesz?— zapytał Shane’a Walter, pomagając mu wsiąść do samochodu.
— Fizycznie dobrze, gorzej z psychiką— odpowiedział mu Shane i wgramolił się do auta adwokata.
— To znaczy?
— Nie chcę o tym gadać.
— W porządku. Nie będę pytać— powiedział Walter i wsiadł do samochodu od strony kierowcy.— Gdzie Lucy?
— Już idzie— powiedział Shane i wskazał nadchodzącą kuzynkę.
Minął miesiąc, odkąd Shane wyszedł ze szpitala i do tej pory nie miał żadnego kontaktu ze swoim, miał nadzieję, że nadal, kochankiem. Nie miał też żadnych wieści co do stanu jego zdrowia. Każdy dzień był dla niego męczarnią, bo bardzo tęsknił za Davidem. Codziennie przychodziła do niego Lucy i pilnowała go, by nie zrobił niczego głupiego, a to wszystko dlatego, że ta cała pielęgniarka, z którą dziewczyna się ostatnio zadaje. Dzwonią do siebie chyba co dzień i odwiedzają co kilka dni, czy to Lucy ją, czy ona jego kuzynkę.
Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Był pewny, że to Lucy zapomniała kluczy, które jej dał, żeby nie musiał chodzić jej otwierać, bo z tym gipsem mu się nie chciało chodzić. Wziął kule i poszedł otworzyć drzwi. Jakież było jego zdziwienie, kiedy nie zobaczył w nich swojej kuzynki, tylko… Davida. Jego Davida. Świeczki momentalnie stanęły mu w oczach.
— Da… wid…— wyjąkał cicho tylko to jedno słowo. Nie był w stanie powiedzieć nic więcej, bo głos uwiązł mu w gardle. Nie mógł uwierzyć swoim własnym oczom. Miał wrażenie, że mu się to śni.
— Cześć Shane. Nadal… mnie chcesz?— zapytał mężczyzna i spojrzał na niego swoimi niebieskimi oczami. Nie było w nich już widać tego obrzydzenia i niechęci, co w szpitalu. To było spojrzenie, którego tak mu brakowało. Spojrzenie kochającego mężczyzny, za którym tęsknił każdej nocy.
— Ja… Nigdy nie przestałem cię kochać i miałem nadzieję, że wrócisz— powiedział i spojrzał na niego zaszklonymi oczami.
— Miałem taką nadzieję.
— Przypomniałeś sobie?
David kiwnął głową i uśmiechnął się ciepło do Shane’a. Można było przy tym zobaczyć te jego dołeczki, za którymi Shane tak tęsknił.
— Poca…— nie skończył nawet słowa, bo David zachłannie wpił się w jego usta, jakby chciał wyssać z kochanka wszystkie złe emocje, których ostatnio doświadczył. Przytulił go przy tym tak mocno, że Shane mało się nie udusił. Tak, jakby chciał się z nim stopić.
— Obiecaj mi, że jeszcze długo to nie będzie nasz ostatni pocałunek— powiedział Shane, oderwawszy się od kochanka, uprzednio łapiąc głęboki oddech.— I że już nigdy mnie nie zostawisz. Trzeci raz już tego nie przeżyję.
— Obiecuję— powiedział David i przytulił kochanka, tym razem odrobinę lżej.

7 thoughts on “Fanfic by Saki – Ostatni pocałunek

  1. saki2709 pisze:

    Katka, uff, pożyję jeszcze trochę XD Taki mały psikus z tym tytułem zrobiłam chyba :) Mój pierwszy fik też chyba niejednego oszukał… A co do zakończenia… no po prostu nie mogło nie być happy endu. Przecież im się należy, jeśli nie w opowiadaniu, to przynajmniej w moim fanficu.
    NBTS czytałam dosyć dawno i bałam się, że nie trafiłam w charakter postaci, a najbardziej właśnie o Shane’a. A to porównanie jakoś samo przyszło.
    Z postaciami pobocznymi wydało mi się, że będzie ciekawiej, więc postanowiłam je umieścić.
    Cieszę się, że się podobało, no i że wzbudził tyle emocji. A ja zawsze się waham. Gdyby nie moja sister, alias beta, to pewnie do tej pory bym się wahała :)
    Ja też się stęskniłam i z tej tęsknoty powstał ficzek :D

    marta, osobiście uważam, że jeden wypadek im starczy na całe życie :) A zakończenie po prostu musiało być szczęśliwe.

    Shivunia, cieszę się, że się podobało. No i że udało mi się sprawić, że „Shane był taki Shane” XD Najbardziej obawiałam się właśnie o to, że nie będzie taki :)
    Starałam się, żeby to wszystko wyglądało naturalnie, ta utrata pamięci i cały proces jej odzyskiwania. Mam nadzieję, że jako tako mi się to udało.
    Dzieciaki zawsze są bezpośrednie XD
    Lu musiała być, uwielbiam tą laskę XD No i wydało mi się, że skoro pielęgniarka ma dość duży udział w tekście, to powinna dostać imię :)
    To było takie moje drugie alternatywne zakończenie historii (pierwsze znacie), no i jak najdokładniej starałam się to wpleść w to oryginalne zakończenie, więc cieszę się, że mi się to udało.
    Ależ nie ma za co. A jak wena przyjdzie, to i może jakiś ficzek się przydarzy :)

    Hoshii, heheh, no przecież nie mogłam pozwolić, żeby sobie krzywdę zrobił :) A rozmowa rzeczywiście była smutna, szczególnie dla Shane’a. Oni muszą być razem, więc nie mogłam inaczej tego zakończyć :)

  2. Katka pisze:

    Hoshii, niestety nic mi o tym nie wiadomo, ale jak ktoś chce, to może w taki sposób wyobrazić sobie dalszy ciąg po wypadku XD Nie mamy nic przeciwko.

  3. Hoshii. pisze:

    jakie milutkie i puchate! rozmowa Shane’a z pielęgniarką miodzio, wyobraziłam go sobie z plastikowym kubeczkiem ze Starbucksa, a potem jak rozmawiał z Davidem to już tak fajnie nie było, no w co Ty ich znowu pakujesz? tyle już przeszli, należy im się teraz „i żyli długo i szczęśliwie”. i jeszcze to „kocham Cię”. zrobiło się bardzo żałośnie i smutno.
    ale końcóweczka… – „nadal mnie chcesz?” o raaany, tak, tak, tak!
    Kat, Shiv, to co, piszecie alternatywne zakończenie? ;D

  4. Shivunia pisze:

    Jak Kateczka dużo powiedziała tego co ja chciałam powiedzieć. So tru! Fik super! naprawdę dobrze się czytało i nie rozumiem oporów przed wysłaniem, bo Shane był taki Shane! David miał zaćmę w pamięci, jego więc winić nie można za nic ;) A i tak był taaaki słodki na koniec. I taki biedny jak nie wiedział co się z nim dzieje. I te powolne odkrycia, zaskoczenia i rozmowa z byłą małżonką ;) i Dzieciaki, jak zawsze uroczo bezpośrednie XD Miodzio. Shane był jednak wybitnie fajny i taki ojoj. i Akcja ze szklanką. Popisowa akacja. On tak słodko nie umiał kłamać. Bardzo mi się podobało, że jeszcze Lu została wpleciona a pielęgniarka dostała imię. I to wszystko w 12 stronach. Niezły wyczyn. Ale chyba najbardziej co mi się w tym podoba, to że tak gładko się to splata z oryginalnym zakończeniem. Sooo cute :D
    Super super, bardzo dziękujemy ;) Liczymy, że kiedyś jeszcze się jakieś przydarza ficzki :D

  5. Katka pisze:

    Boże… na końcu miałam ochotę Cię zabić za to, że dałaś taki tytuł, że byłam PEWNA, że będzie smutne zakończenie! BU! A z drugiej strony mam ochotę Ci dziękować, że zakończyłaś to happy endem XD Bo nawet nie wiesz, jak bardzo mnie to cieszy. Ale ogólnie fajnie porównałaś, że to takie kolejne zostawienie Shane’a przez Davida i że kolejnego już nie przeżyje. Taa, to takie prawdziwe. Bo Shane jest na tyle wrażliwy i jednak słaby psychicznie, że by pewnie tego nie zniósł i mógłby sobie coś zrobić. No i w tym wszystkim strasznie mi było żal Davida, bo to musiało być dla niego straszne, jak sobie przypomniał ten gwałt i wiedział że teraz jest z tym facetem… brrr. Oczywiście już sam fakt, że nic nie pamiętał, musiał mu nieźle mieszać w głowie. Biedactwo :( W ogóle obaj tu to straszne biedaki :( Smutno strasznie, ale dobrze, że czeka ich happy end i mam nadzieję, że szczęśliwe życie. Zasługują na to (tak, wiem, mówi to ta, która ich wpakowała w wypadek…). Bardzo na plus, że nie zapomniałaś o postaciach pobocznych i miały tu nawet spory udział. Jak na 12 stron tekstu, przewinęło się ich sporo, co jest fajne. Dlatego tym bardziej nie wiem, czemu się wahałaś z wysłaniem tego fika! Bo jest naprawdę bardzo dobry i wzbudza masę emocji! Dzięki wielkie, dopiero do mnie dotarło, jak się za chłopakami stęskniłam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s