Across The Cursed Lands II – 15 – Niedoskonałości

W jukach przy siodle Nacomy, kasztanki Mavericka Baileya, schowany był prowiant, manierki z wodą i dziennik opisujący wszelkie zmutowane zwierzęta. Sam jego autor, Zwierzak, miał też ze sobą strzelbę i dodatkowe naboje w zanadrzu. Wiedział, że nawet na spacer nie powinno się wychodzić niezabezpieczonym. Szczególnie w tych okolicach. Były wolne od rancz, miast i wszelkich zabudowań, a to oznaczało, że żyło tu sporo dzikich zwierząt. Maverick się z tego cieszył. Nie musiał jeździć do najbliższego miasta po pożywienie, a zwyczajnie każdego dnia udawał się na łowy. Polował na mniejsze zwierzęta w polu lub łowił ryby. Chociaż, gdy trafiło się większe zwierzę i mógł dzięki temu zrobić jedzenie na dłużej, był zawsze zadowolony.
Jechał leniwie u boku masywnego wałacha swojego partnera, luźno siedząc w siodle. Stary kapelusz chronił jego oczy przed promieniami słońca. Powoli dojeżdżali do jeziora.
Nicholas siedział w siodle jak zwykle bardzo sztywno. Nie dlatego, że się stresował, czy źle w nim czuł. Zwyczajnie, od momentu, kiedy jego ciało tak się zmieniło, ciężar po lewej stronie był dużo większy, więc cały czas musiał pilnować, aby się nie przeważać i aby Duchowi było jako tako wygodnie. A wiedział, że nie było. Wóz, którego czasami używał, został w kwaterze.
— Ciepło — rzucił do siebie, rozcierając skórę pod szyją i patrząc spod kapelusza na otaczający ich krajobraz. Trawy, pojedyncze drzewa, lekkie wzniesienia i… nic. Można było tu odpocząć.
— Mhm. Od kilku dni jest tak przyjemnie — odpowiedział spokojnie Maverick, jadąc wydeptaną przez Nacomę ścieżką. — A jak w Kansas City? Wychodzisz czasem poza kwaterę?
— Tak, nie siedzę tam zabity w czterech ścianach na szczęście. Ale nad rzeką nie jest tak ładnie — odparł, zerkając kątem oka, czy Maverick patrzy. Miał ochotę rozmasować sobie biodro, ale nie chciał go martwić. Nie bolało aż tak.
Jego partner patrzył przed siebie, na coraz lepiej widoczne na horyzoncie jezioro. Promienie słońca odbijały się w tafli i już marzył o tym, by rozłożyć się na brzegu.
— Nie jest, więc się nie dziw, że mnie tam nie ciągnie. I wiem, że Showa nie było, ale Ad albo Jess nie zawitały?
— Jess przecież w ogóle zaginęła. Nie mam z nią kontaktu — Nicholas mruknął pod nosem ciężkim do ocenienia tonem. Maverick znał go jednak na tyle długo, że słyszał w nim pretensję i chyba żal. Tego ostatniego jednak nie do końca był pewien. — A Adela była, ale dawno. Jeszcze nim te chłopaki przyjechały, ale szybko zebrała się do siebie do Kentucky.
Maverick pokiwał głową i zeskoczył z Nacomy, ostatni odcinek pokonując już pieszo i prowadząc swoją klacz za uzdę.
— Dawno ich nie widziałem… — rzucił z zamyśleniem.
— Mojej durnej siostry też dawno nie widziałem, ale do Ad, jakbyś chciał, można się kiedyś wybrać. Jak już to wszystko się skończy — Nicholas zasugerował, samemu jeszcze siedząc w siodle. Nie mógł ot tak sobie z niego zeskoczyć. Poczekał więc, aż się zatrzymają na zielonej, gęstej trawie tuż przy jeziorze. — Za rzadko… — rzucił jeszcze do siebie, nim zatrzymał Ducha i zsunął się z siodła. Stęknął, kiedy uderzył nogami o ziemię.
Maverick w tym czasie zdjął juki ze swojej kasztanki i zostawił ją samej sobie, szukając jakiegoś wygodnego miejsca na spoczęcie. Gdy już je znalazł, zatrzymał się, rzucił juki na miękką trawę i obejrzał na swojego partnera. Wyciągnął w jego kierunku dłoń.
— Chodź.
Nicholas ściągnął brwi w pytającej i nierozumiejącej minie. Zostawił Ducha i podszedł do partnera.
— Hm?
Jego dłoń została ujęta przez obandażowaną dłoń Mavericka, który, jakby po chwili długiego wahania, pocałował go lekko w usta i dopiero puścił.
— Chcesz wodę? — zapytał, siadając na ciepłej trawie, tuż obok rzuconych obok juków.
— Tak, poproszę — Nick zgodził się i najpierw klęknął, a dopiero potem usiadł obok drugiego mężczyzny. Irytowało go, jak zostaje za nim w tyle w tak prozaicznych czynnościach. Do tego był przez te wszystkie blizny na twarzy, na ciele i protezy strasznie oszpecony. Przynajmniej według siebie. Maverick w żadnej mierze nie zwracał uwagi na jego blizny i nie sprawiało mu dyskomfortu dotykanie ich. Wręcz podziwiał to, jak Mały Nick stał się… duży. Jego postawa była w oczach Mavericka wyjątkowo imponująca.
Sięgnął do juków po manierkę z wodą i podał ją partnerowi, równocześnie wyciągając dziennik. Odkąd wczoraj dostał go w ręce, po tylu latach, trochę obawiał się znowu zostawiać go gdzieś samego.
— Będę musiał dopisać kilka informacji — rzucił, nie mając pojęcia, czy Nicholas nie odbierze jego słów jako żałosnej próby powrócenia do czasów młodości przez takiego samotnego, starzejącego się mężczyznę jak on. — Na przykład Flap… Powinienem dopisać, że squabaty można oswoić.
— Jakby był oswojony, to nie zjadałby ci rąk — Nick wtrącił swoje trzy grosze, nim napił się wody. To jezioro jakoś zawsze kojarzyło mu się z ich początkami. Momentem, kiedy odważyli się zrobić w swoją stronę pierwszy krok. A potem już poleciało. Jeden wpatrzony w drugiego. Zawsze trzymający się razem, mimo różnicy wieku. Nic nie mogło pójść nie tak. Do momentu, kiedy nie zaatakował ich wtedy płazer. Życie całej ligi Boosa zostało wywrócone do góry nogami.
— Pies też może ugryźć — odpowiedział Maverick, kartkując swój notes. — Nie zjada ich, poza tym, tylko czasem zapomina się w trakcie zabawy.
— To baw się z nim inaczej. Patykiem czy czymś. — Nick zatkał manierkę i odłożył między nich. Specjalnie też usiadł tak, aby partnera mieć po swojej prawej stronie.
Maverick fuknął pod nosem, rzucając mu pełne irytacji spojrzenie.
— Wiem, że najchętniej byś się go pozbył. Ale dobrze wiesz, że go lubię. Bawić się z nim też! I patykiem go trącać nie będę — wyburczał, po czym znowu spojrzał do dziennika.
Na kolejnej stronie ujrzał wielką bestię, na którą natknęli się swego czasu w lasach na wschodzie. Barimato były spokrewnione z baribalami żyjącymi w tamtejszych lasach, ale dużo większe. Niemalże jak dwóch ludzi postury Nicholasa. A przynajmniej na takiego samca trafili. Łatwo było ich uniknąć, zwyczajnie spieprzając z okolicy, w której widzi się olbrzymie ślady stóp i połamane gałęzie. Barimato ciągnęło do gęstych lasów, mimo że ich wielkość dewastowała naturę. Chociaż to miało jakiś sens, kiedy wzięło się pod uwagę ich kiepski wzrok. Poruszając się po lesie i zahaczając o każdą gałąź, czuły, że coś je otacza.
— Nie każę ci go traktować patykiem, tylko się z nim bawić patykiem. Jak z psem. A nie poddawać mu ręce, abyś potem je miał takie poranione — Nick jęknął i sięgnął do dłoni Mavericka. Bez pytania ujął go w swoją prawą, dużą i przycisnął do ust, by pocałować go mocno.
Starszy mężczyzna już miał fuknąć w odpowiedzi coś kąśliwego, ale zmiękł na ten gest Nicholasa. Westchnął tylko ciężko i ledwo wyczuwalnie ścisnął trzymającą go dłoń.
— Póki mam maść, nic mi nie jest. Szybko się goi — uciął temat.
Nicholas zasmucił się, ale w końcu tylko skinął głową i puścił jego dłoń. Ta dosłownie wyślizgnęła mu się w uchwytu.
Dłuższą chwilę milczeli, patrząc tylko w stronę jeziora i błękitnego nieba, po którym powoli poruszały się nieliczne chmury. Gdzieś dalej, nad drzewami, przeleciał jakiś większy, drapieżny ptak. Było spokojnie i cicho. Mimo to, Maverick nie tak kiedyś wyobrażał sobie ich życie. Nie myślał wtedy co prawda zbyt wiele o przyszłości, ale nie chciał, by tak się od siebie oddalili. Po wypadku z płazerem, kiedy Nicholas powoli wracał do zdrowia, a potem całkowicie oddał się wojsku i pracy rządowej, Maverick czuł się coraz bardziej od niego oddalony. A im więcej czasu mijało, tym gorzej się dogadywali i mężczyzna już wiedział, że po prostu nie jest tym, kogo Nicholas potrzebuje. Że nie widzi już w nim partnera ani kochanka. Obie te rzeczy bolały go równie mocno. Tęsknił do tych czasów, gdy rozumieli się bez słów i do tych nocy, gdy namiętnie się kochali. Nie tak jak teraz, gdy nie wiedzieli, co dzieje się w ich głowach i gdy ostatni ich seks miał miejsce kilka miesięcy temu.
— Ładnie. — Ciszę przerwał Nicholas, który co raz patrzył, a to na jezioro, a to na swoją lewą dłoń w skórzanej rękawiczce. I mimo temperatury, ubrany był w długą koszulę i kamizelkę. Czym bardziej zakrywał swoje ciało, tym lepiej się czuł. Chociaż nie w towarzystwie Mavericka, bo ten mógł bez pytania chcieć go rozebrać. A nie chciał, aby ten musiał widzieć go takiego… zniszczonego.
— Oby tak ładnie nie przestało tu być. Ktoś mógłby pomyśleć, by wybudować tu fabrykę. Miasteczko. Cokolwiek — fuknął wrogo Maverick, który sięgnął po manierkę i napił się wody, aż ta leciutkim strumyczkiem zniknęła z kącika ust w jego zaroście.
Nick kątem oka obserwował go. W duchu się uśmiechnął, obserwując, jak grdyka partnera się porusza, kiedy ten przełyka.
— Niesamowite jest to, jak ich nie lubisz. Aż dziwne, że mnie jeszcze trawisz, skoro znoszę tu ze sobą zapach miasta — rzucił w zamyśle jako żart.
— Pachniesz sobą, nie miastem. Czekam na ten zapach — odpowiedział Maverick, zakręcając manierkę i wycierając usta wierzchem zabandażowanej dłoni. — Co innego, gdybyś sprowadził tu połowę członków agencji.
Nick mruknął, że rozumie i znowu zapatrzył się na jezioro.
— Czyli nadal preferujesz tę lekką izolację od wszystkiego.
— Nie musisz mi wytykać. Nie mówmy o mnie — mruknął starszy mężczyzna i zamknął dziennik, który wciąż miał na kolanach. — Powiedz, czy Hamilton wciąż jest wrzodem na tyłku.
— Jest raną na chuju. Jest coraz gorszy! — Nicholas zgodził się bez szemrania na zmianę tematu i pochylił się bardziej do przodu, opierając ramiona na kolanach. Był naprawdę postawnym mężczyzną, a jego potężne ramiona napinały w tej chwili materiał koszuli. — Ale nie mam siły go temperować. Znaczy… mi jeszcze nie pyskuje, ale każdemu, kto ma niższy stopień. A ja nie jestem, psia mać, niańką!
— Ma dużą wiedzę. Ale jako osoba nadaje się tylko za biurko. Gdzie nie ma z nikim do czynienia — stwierdził Maverick. W kwaterze bywał rzadko, ale niemal zawsze był tam Isaac Hamilton. I mimo że nie był wobec niego jakimś gburem, to jednak irytował go wyjątkowo swoją postawą. Cóż, wielu ludzi irytowało Mavericka, ale ten jakoś wybitnie. — A inni? Są jacyś, z którymi dobrze ci się pracuje? — dopytał, patrząc tym razem wyraźnie czujniej na swojego partnera.
— Dziadek — odparł młodszy mężczyzna i uśmiechnął się do Mavericka. — Jak teraz o tym myślę, to Lund naprawdę jedyny tam normalny się ostał. A tak to niewiele osób. Albo ktoś w rozjazdach, albo ja zwyczajnie nie jestem tym, z którym chcieliby rozmawiać.
— A ten Texas Ranger? Jest młody? — Maverick dopytywał się względnie spokojnie, w duchu jednak zastanawiając się, ilu mężczyzn w sile wieku może przemykać przez kwaterę i na ilu Nicholas zawiesza wzrok, marząc, by kogoś takiego mieć w łóżku. A może i nawet nie tylko marząc… Na tę myśl ścisnął mocniej palce prawej dłoni, podrażniając swoje świeże rany. Skrzywił się lekko.
Nick zerknął na partnera, nie rozważając nawet tego, aby ten mógł myśleć w tej chwili o kimś innym. On przynajmniej nie myślał o nikim innym poza swoim własnym, prywatnym mężczyzną. Maverickiem Zwierzakiem Baileyem.
— Tak, trochę młodszy od tego swojego lekarza. Są dziwni — odparł pokrótce. Nie zwracał na nich szczególnej uwagi. Interesowało go, co przywieźli.— Ten lekarz głównie. Wpadłem na niego, wychodząc z łazienki. O, nie ma oka — dodał jako ciekawostkę.
Maverick pokiwał głową i zdjął z głowy kapelusz, by wystawić twarz do słońca.
— Wiadomo, co się stało? Ranger jest, mam nadzieję, sprawny? — pytał dalej, mając nadzieję, że znał Nicholasa na tyle dobrze, że w jego tonie rzeczywiście nie wyczuł żadnych… zbyt ciepłych uczuć do osób, o których ten mówił.
— Tak, jest cały, zdrowy i według Hamiltona narwany. Podobno się na niego rzucił. Nie dziwi mnie to jakoś. A lekarza nie pytałem, co z okiem. Był wyszczekany i gapił się. Ale może to dlatego, że ma jakieś zaciągi do mechaniki — jęknął z rezygnacją. — Brałeś coś na ząb? — zmienił gładko temat.
— Chleb, ser i zimną pieczeń. Zjemy? — Maverick schował dziennik do worka i zaczął grzebać w poszukiwaniu jedzenia. Nieopodal dostrzegł, jak Nacoma powoli podchodzi do jeziora, by napić się wody.
— Będę wdzięczny. Znowu zgłodniałem. Jeszcze trochę i utyję. — Młodszy mężczyzna zaśmiał, ale w głębi duszy utycie było ostatnią rzeczą, jakiej chciał. Miałby być jeszcze mniej ciekawy. Nie dość, że w połowie mechaniczny, to jeszcze zalany tłuszczem. Ohyda.
— Nie grozi ci to. Wyglądasz dobrze, jak zawsze — odpowiedział Maverick, układając pomiędzy nimi na ścierce przełamany na pół bochenek chleba, kawał białego, słonego sera oraz już w domu pokrojone mięso. — Nie jesteś miękki. Twardy, gdzie trzeba — dodał z łagodnym uśmiechem, wspominając wczorajszy wieczór, gdy siedzieli na kanapie przytuleni. Czuł wtedy mięśnie Nicholasa i wiele by dał, by teraz go dotknąć, przylgnąć do jego nagiego ciała… Ale nie chciał psuć nastroju. Wyczuwał, kiedy Nick się spinał, jakby chciał go odsunąć.
Chociażby jak teraz, kiedy jego ciało specyficznie się naprężyło. Nick już bardziej nie umiał jak zakryć swojej lewej połowy ciała. Jedyne co mógł, to schować dłoń i oszpecony policzek, łuk brwiowy i lewy bok głowy. „Twardy”. Może był i głupi, ale w tej chwili jedyne, co mu się kojarzyło z twardością, to zimno. Zimno jego protez.
— Mhm. Rozumiem — odparł więc dość nerwowo i wziął w palce kawałek sera. — Sam robiłeś?
Maverick przytaknął, sięgając po gruby plaster mięsa, który zagryzł chlebem. Znowu wewnętrznie zabolało go zejście z tematu cielesności. Nicholas ewidentnie unikał takich rozmów. I Maverick, jakkolwiek by nie bał się niechęci kochanka, i tak wewnętrznie pragnął chociaż spróbować z nim lekkiego flirtu. Ale za każdym razem odbijał się od jakiejś bariery, którą narzucał jego partner i brał to za jasny przekaz, że nie ma na to ochoty.
— Dobre mleko ostatnio dają krowy. Próbuj — zachęcił, czekając, co Nick powie na jego jedzenie.
Ten mruknął pod nosem, że już i wpakował do ust kawałek sera. Aż oblizał palce. Był pyszny. Odpowiednio słony, nie za suchy. Uwielbiał kuchnię swojego faceta.
— Pyszne. Każda kobieta powinna ci zazdrościć takich umiejętności — pochwalił szczerze i sięgnął po kolejny kawałek. Ten od razu wpakował sobie do ust i zaraz sięgnął po mięso.
Maverick uniósł na niego spojrzenie i nie powstrzymał się przed krótkim śmiechem, mrużąc przy tym mocno oczy. Od razu zrobiły się przy nich lekkie zmarszczki, podobnie jak na policzkach.
— Nazwij mnie gospodynią domową, a oberwiesz chlebem — zagroził.
— Byłbyś taką, jaką każdy by chciał. Każdy — Nick podkreślił to i sam lekko się uśmiechnął prawym bokiem ust. Lewy za bardzo naciągał się od blizny, więc sobie zawsze odpuszczał zbyt szerokie uśmiechy. — I chleb jest mało groźny.
— Czyli się mnie nie boisz — odpowiedział Maverick, wciąż dziwnie rozbawiony, odrywając kolejne kawałki pieczywa i jedząc je na zmianę z mięsem i serem.
— Boję — młodszy mężczyzna zaprzeczył. Bał się Mavericka. Zawsze panikował, kiedy ten się wściekał. Bał się, że nie opanuje jego gniewu, że sam się wkurzy i… coś mu zrobi.
Chwilę nie słyszał nic w odpowiedzi, tylko widział, jak Maverick je niespiesznie, co raz odwracając wzrok na jezioro czy swoją klacz. Słońce było coraz wyżej i coraz przyjemniej grzało ich ciała.
— Zawsze byłeś ode mnie większy. Nawet jako szczyl. Ja się powinienem bać — Maverick odpowiedział wreszcie spokojnym głosem. Gdy się kłócili, oczywiście wyładowywał się na Nicholasie, krzyczał i… rzucał w niego przedmiotami, ale nie zbliżał się za bardzo. Znał jego siłę.
— Ty jednak lepiej umiesz… hnmm… przekazać swoje racje. — Nick uśmiechnął się kątem ust. — A poza tym, nie lubię się z tobą kłócić — dodał jeszcze i w końcu sięgnął po kawałek pieczywa.
— Ale lubisz moje jedzenie, więc jedz. Sera jest bardzo dużo w domu. Jak będziesz chciał, zapakuję ci na drogę. — Maverickowi niełatwo przyszło mówienie o ponownym wyjeździe Nicka do kwatery. Za każdym razem się bał, że ten zwyczajnie nie wróci. Dlatego tak ostro reagował, gdy ten się spóźniał z powrotem.
— Zepsuje się chyba do kolejnego wyjazdu — Nick odparł i jeszcze dobrze oblizał palce, nim wytarł je o spodnie. Dopiero po tym przekręcił się niezgrabnie i wstał z trawy. Wyciągnął rękę do partnera.
— Hm? — ten mruknął pytająco i wsadził do ust trzymany kawałek mięsa, nim podał mu dłoń i się uniósł.
Nick uśmiechnął się delikatnie i podszedł bliżej jeziora z ukochanym. Tam, nie puszczając jego ręki, lekko przyciągnął go do siebie i pocałował w zarośnięty policzek.
— Nic. Chciałem powiedzieć, że cię kocham. I że to jezioro mi się kojarzy… w sumie jak każde podobne, z naszym początkiem — wydusił to, co męczyło go od momentu, kiedy tu przyjechali.
Poczuł, jak jego partner cały stężał w jego objęciach. Odwrócił przy tym głowę na jezioro i objął Nicholasa w pasie, jakby z wahaniem.
— Pamiętam ten pierwszy pocałunek…
Młodszy mężczyzna zerknął w lewo. Niepotrzebnie. Czuł, że dłonie Mavericka są tam, gdzie… Nie powinien o tym non stop myśleć. Ale te wszystkie obawy…
— Mmm… też — odparł, zamiast zadręczać się myślami.
Zamiast tych negatywnych, powinien myśleć o tym jeziorze. I rzeczywiście przywoływać obrazy tego, jak kiedyś za sobą szaleli. Było w tym z początku tyle niepewności, podchodów, napięcia, strachu… Gdy się tak niepewnie dotykali, gdy każdy z nich obawiał się uczynić pierwszy krok. Właściwie… teraz było podobnie. Obaj byli pełni obaw co do uczuć partnera, obaj starali się dotykiem wyczuć, kiedy jest dobrze, a kiedy powinni się cofnąć. Jakby znowu błądzili po śliskiej powierzchni. Tym razem jednak nie mając w sobie tyle ekscytacji i fascynacji nieznanym, a zwyczajne obawy przed odrzuceniem i zakończeniem kilkunastoletniego związku.
— To było strasznie dawno temu, Nick — rzucił Maverick bez głębszej intencji. Zacisnął tylko lekko dłoń na jego koszuli i wpatrzył się pusto w taflę jeziora.
— Mhm…. — Nicholas przytaknął, też patrząc w tamtą stronę i, mimo pięknej pogody, czuł, jak wcale nie przepełnia go energia. Chciał przycisnąć Mavericka do siebie, ale nie wiedział jak. Tak bardzo chciał, aby było jak kiedyś. — Ale jedno nadal się nie zmieniło w ogóle.
Maverick milczał chwilę, myśląc, o co może chodzić Nickowi. Ale nie rozumiał.
— Co? — zapytał więc, patrząc w górę na jego twarz i piwne oczy.
— Moje uczucie do ciebie — odparł ten miękko, przebiegając rozemocjonowanym spojrzeniem po już niemłodej, ale i tak przystojnej twarzy. Pocałował ukochanego w usta z rozedrganiem.
Maverick zacisnął mocno powieki i sapnął głośno, mocniej obejmując Nicholasa. Odpowiedział na pocałunek, starając się w ten sposób jak najwyraźniej przekazać mu, że i on go kocha równie mocno. I że nie ma prawa go zostawiać na tym pustkowiu. Nawet, jeśli w kwaterze bywa więcej młodych i przystojnych mężczyzn, nawet jak go nieprzyjemnie ściska, że musi tu wracać. Ale musiał.
— Moje też — sapnął w wargi generała i zacisnąwszy zęby, by nie oddychać zbyt gorączkowo, przytulił go.
Nick spojrzał na niego trochę z góry i wyswobodziwszy prawą dłoń, objął go delikatnie. Pocałował go jeszcze w skroń i najchętniej zatrzymałby ten moment. Jak zawsze, kiedy coś się udawało między nimi. Bo teraz, przez zdenerwowanie, już myślał, co ma powiedzieć za chwilę. Był jak jakiś gówniarz. Brzydki, upośledzony i do tego robiący Maverickowi problemy.
Wyczuł, jak ten jeszcze bardziej, choć powoli, do niego przylega i sam nic nie mówi. Jakby też nie był pewien, co powiedzieć albo jakby się obawiał, że skończy się sprzeczką. A aktualnie ich ciała wydawały się grzać bardziej niż słońce, które było już bardzo wysoko na niebie.
Nicholas pogładził plecy ukochanego, znowu delikatnie go całując, ale nie spiesząc się. Co on miał zrobić? Z tą sprawą w kwaterze, z jego relacjami z Maverickiem. Z bólem w krzyżu. A do tego z pragnieniem ciągłego dążenia do przodu, mimo wszystkich przeciwności. Jednak mimo starań, nie radził sobie i wcale nie był ani idealnym kochankiem, jakim chciałby być dla Mavericka, ani idealnym generałem.

*

Po tym, jak Jeffersonowi Blackowi i Williamowi Lockerbie udało się wyjechać z lasu, jeszcze niedawno opanowanego przez potwora znanego jako Wielka Stopa, minęło zaledwie kilka godzin. Spędzenie w nim nocy wcale nie napawało ich optymizmem, ale od czasu, gdy Jefferson z pomocą rodziny Jenkinsów i tamtejszego szeryfa pozbył się bestii, taki nocleg nie był już zbyt ryzykowny. Po pobudce jednak się nie ociągali i ruszyli dalej, aby czym prędzej dotrzeć do jeziora Laurel River. Kto wie, może John Smith wciąż tam był?
William przytrzymał lejce prowadzącego wóz Pigmenta w jednej dłoni, a drugą pomasował się bardzo delikatnie po nasadzie nosa. Właściwie już w ogóle nie czuł tam bólu.
Odwrócił głowę do swojego towarzysza.
— Jeff? Wciąż widać zasinienie? — zapytał, odsuwając dłoń od twarzy.
Ranger z lekkim znudzeniem spojrzał na swojego towarzysza. Powstrzymał ziewnięcie i dopiero wychylił się w jego stronę, przyglądając się.
— Nie. Chyba nie. Może odrobinę, ale… — Urwał, celowo nie kończąc zdania, aby słowa zastąpić wzruszeniem ramion. — Przejmujesz się czy nadal cię boli?
— Wolałbym jak najprędzej wrócić do pierwotnego stanu — przyznał William, poruszając nosem. Niemal jak mysz, co, jak nie trudno było się domyślić, wywołało rozbawienie u Rangera.
— Gryzoń! — Zarechotał, po czym dodał: — I jak myślisz o pierwotnym stanie, to musiałbyś obtoczyć się w mące.
Tego William wydawał się nie zrozumieć, bo jego błękitne oko spojrzało na twarz Jeffersona z większą uwagą.
— W mące? Dlaczego? — Określenie „gryzoń” postanowił zignorować.
— Bo w pierwotnym stanie, jak się spotkaliśmy, wyglądałeś, jakbyś słońca nie widział.
Lekarz spojrzał po sobie, na szczupłe dłonie, które rzeczywiście nie były już tak jasne, jak kiedyś. Był ciekaw, czy jego włosy zjaśniały, ale nie wydawało mu się. Cały czas chodził przecież w kapeluszu. Teraz także.
— Możliwe. Chociaż chodzi mi raczej o stan nosa. Kolor skóry mi nie przeszkadza. W przeciwieństwie do Johna Smitha, którego może uda się niedługo znaleźć — odpowiedział, zapatrując się w drogę przed nimi. — Niedługo powinniśmy dojechać do jeziora, prawda?
— Tak, lada moment. Myślę, aby objechać go wokół. Może gdzieś obozuje — Jeff odniósł się już tylko do ostatniej uwagi. Chciałby już znaleźć tego uciekiniera i dowiedzieć się, o co tu we wszystkim chodzi.
— Miejmy nadzieję.
Jechali niespiesznie dalej, konie były spokojne, podobnie jak natura. Żadne większe niż niewielkie ptactwo zwierzę im nie przeszkadzało. Pogoda również dopisywała, więc jak na razie nie było niczego, co ostudziłoby ich zapał w pogoni za Smithem.
Po kilku kolejnych minutach wreszcie, po wyjściu szeroką drogą spomiędzy drzew, ujrzeli jezioro. Otoczone gęstą zielenią.
— Od której strony chcesz je objechać? — zapytał William, pozwalając Pigmentowi zbliżyć się do brzegu, by napić się wody.
Jefferson z Oficera nawet zeskoczył i podszedł do brzegu. Sam kucnął przy nim, obmywając dłonie i mocząc włosy.
— Chyba obojętnie, może na wschód — mruknął i skinął brodą w prawo. Brzeg wydawał się tam mniej zarośnięty. Nie wiedział, czego się tu spodziewać. I czemu akurat tu tak podążali z tymi słojami.
— Dobrze. Zróbmy jednak sobie najpierw przerwę — William ni to poprosił, ni to postanowił i zszedł z wozu, aby podążyć za przykładem swojego towarzysza i również obmyć twarz. Zrobił to jednak kawałeczek dalej, aby zdjąć przy tym opaskę i zamoczyć całą twarz.
Jeff przyuważył, co robi lekarz i prychnął wpierw pod nosem, po czym chlapnął wodą w jego stronę.
— Nie zachowuj się jak pannica!
William ściągnął brwi, odsuwając się jeszcze kawałek dalej w obliczu tak niecnego ataku. Nie odpowiedział, nim nie zawiązał z powrotem opaski po uprzednim przetarciu twarzy chusteczką.
— Nie wiem, dlaczego tym razem porównałeś mnie do pannicy — odparł chłodno i uniósł się, w dłoni wciąż trzymając kapelusz.
— Bo się kryjesz jak taka — wyjaśnił Jeff. — Odchodzi na boczek, aby poprawić zręby sukni — prychnął i pokręcił głową. — Przecież już ci mówiłem, że mi to twoje oko albo tam jego brak nie przeszkadza. Koni się wstydzisz?
Jaśniutkie brwi Williama znowu leciutko się ściągnęły. Nie lubił tego tematu. Wiedział, że rzeczywiście Jeffersonowi tak to nie przeszkadzało, jednak nie zmieniało to sprawy, że on sam z tym czuł się dość niekomfortowo.
— Nie musisz kpić — odpowiedział więc chłodno i odszedł od brzegu w jego stronę.
— Nie muszę, tak samo jak ty nie musisz zachowywać się jak pannica. Bądźże facet, nie tylko, kiedy chodzi o dobieranie mi się do tyłka. — Ranger prychnął i stanąwszy obok Oficera, zaczął zdejmować buty. Na kamienistym brzegu pozbył się jeszcze spodni i wyjął manierki z juków.
William nie podarował sobie przeciągłego obejrzenia jego ciała. Jednak uwaga Jeffersona dość mocno go dotknęła, dlatego też przystanął kawałek obok i zapytał:
— Więc jak według ciebie zachowuje się prawdziwy mężczyzna? Gania półnago za zwierzyną w lesie, wyposażony jedynie w zaostrzony kamień? Myje się raz na rok i kopuluje z każdym gatunkiem samicy, jaki napotka?
Jeff obejrzał się na niego już z manierkami w dłoniach. Był skrzywiony.
— Nie wyolbrzymiaj, co? Mówię tylko, że nie masz czego się cackać z tą blizną, a ty już przeinaczasz! — fuknął i boso wszedł do zimnej wody.
William tymczasem usiadł sobie na trawie nieopodal brzegu.
— Więc jedynie przez to, że zasłaniam swoją skazę, uważasz, że nie zachowuję się jak mężczyzna? To nieuprzejme, Jeff. Ja tobie nie insynuuję, że zachowujesz się jak kobieta, gdy mi się oddajesz.
I nim się spostrzegł, w jego stronę leciał jeden z bukłaków. Uderzył w jego twarz, rozplaskując się na niej i wylewając na lekarza wodę, która w niej była.
— Ani słowa więcej!
William sapnął głośno, od razu się podrywając i patrząc po sobie. Splunął, bo trochę wody wleciało mu do ust.
— To było bardzo dziecinne i nieuprzejme! — odkrzyknął do Jeffersona, głęboko zirytowany. Musiał się teraz przebrać. Najpierw ten mu mówi, że zachowuje się jak niewiasta, a potem sam się obraża o dokładnie to samo! I to jeszcze w taki sposób!
Z wyjątkowo niezadowolonym wyrazem twarzy wrócił się do wozu, aby zdjąć z siebie przemoczone ubrania.
— Sam jesteś nieuprzejmy! — Jefferson wydarł się od strony jeziora. Był cały czerwony na twarzy z irytacji. — I odrzuć ten pieprzony bukłak!
— Nie ja rzuciłem nim w suchego, spokojnie siedzącego człowieka, więc nie mam zamiaru go odrzucać. Wątpię, by jakiś ranny mężczyzna wyciągał z ciała kulę, by ją serdecznie oddać swojemu oprawcy! — odpowiedział zimno William, otwierając swoją walizkę i wyciągając z niej nową koszulę i spodnie. Tylko to miał na sobie, nie licząc muszki pod szyją. Było zbyt ciepło nawet na kamizelkę.
— Och, bo umrzesz od tej kuli! — Jeff zironizował, idąc w stronę brzegu po bukłak. Jeden już był pełny. Odłożył go na kamienisty brzeg i znowu wszedł w wodę, aby jej nie zburzyć.
Jego słowa już nie zostały skomentowane. Jego obrażony towarzysz właśnie zdejmował buty, siedząc na trawie. A gdy tylko to zrobił, zdjął jeszcze spodnie i koszulę.
Jefferson nie uraczył go spojrzeniem. Napełniał im wodę. Im. Jak większość rzeczy robił za Williama. Ten mógłby mu okazać zrozumienie, szacunek. A nie wypominać… takie rzeczy.
Teraz najwyraźniej nie zamierzał rozmawiać z Jeffersonem w ogóle. Był zdenerwowany jego impulsywnym zachowaniem albo po prostu zirytowany faktem, że musi się przez niego przebierać. Więc gdy tylko to zrobił, uspokoił się odrobinę i przewiesił przez daszek wozu mokre odzienie. Miał nadzieję, że w tym słońcu wyschnie szybko. Następnie usiadł pod drzewem, dalej niż bliżej pasącego się Oficera i dotknął delikatnie swojej opaski. Westchnął.
Ranger po chwili wrócił na brzeg i stanął przed nim. Wyciągnął do niego bukłak z wodą.
— Chcesz czy schować? — spytał, a jego nogi aż do połowy ud były mokre. Ciemne włoski kleiły się do skóry.
William przesunął spojrzeniem od jego kostek, przez umięśnione łydki, przez kolana, aż na uda. I dopiero potem ulokował wzrok w bukłaku.
— Dziękuję — odparł, sięgając po niego i upijając trochę wody. — Usiądziesz obok?
— Ubiorę się — odparł Jeff, odchodząc i zostawiając Williama sam na sam z wodą.
Okolica była zupełnie pusta. Konie nie okazywały zniecierpliwienia, a śladu Johna Smitha nie było. Jedynym tego plusem był fakt, że mieli dzięki temu spokojny postój. I Ranger też z tego korzystał. Po chwili już siedział obok Williama i pił wodę.
— Nie mam pojęcia, po co on tu przylazł — rzucił, aby nawiązać jakiś temat.
— Każdy nam wspomina, że kierował się do tego jeziora. Może rzeczywiście coś tu znajdziemy. Jeśli nie, patrzyłem na tę listę od Isaaka Hamiltona, dokąd moglibyśmy się udać po kolejne rozkazy. — William spojrzał na niego już spokojnym, poważnym spojrzeniem. Jefferson niestety usiadł po jego prawej stronie, więc musiał mocno odwracać głowę, by na niego patrzeć.
— I co? Kto i gdzie? — spytał Ranger, gapiąc się w jezioro, jakby ono nagle miało mu coś przekazać.
— Osoba o inicjałach A.A. mieszka kawałek za Frankfortem, tuż przy granicy Kentucky z Indianą. To najbliższe nam miejsce.
— To pewnie się tam wybierzemy, niezależnie od tego, co znajdziemy. Ale… — Jeff pochylił się do przodu i wstał. — Czas ruszać. Nie wiem, jak przedrzemy się z wozem. Jakąś drogę trzeba znaleźć, a nie chciałbym, aby zastała nas noc.
William zgodził się z nim i wstał również, po czym złapał Jeffersona za dłoń i odwrócił go do siebie.
— Ojciec się starał, ale matka zdominowała moje wychowanie — powiedział niespodziewanie, patrząc w czarne oczy Jeffersona i na jego typowo męską, przystojną twarz. — Gdybyś ich poznał, zobaczyłbyś, że to większość jej zasad dominuje moją osobowość. Ojciec mi niekiedy zarzucał, że nie zachowuję jak prawdziwy mężczyzna. Ale czasem… głównie, gdy przewodzisz całej naszej podróży, nie jestem w stanie ci udowodnić swojej męskości. Nie tak, jak ty ją pojmujesz.
Młodszy mężczyzna ściągnął brwi, analizując zarówno twarz swojego rozmówcy, jak i jego słowa. I dość długo tak na niego patrzył, aż nie odpowiedział:
— Nie musisz mi nic udowadniać. Zwyczajnie dorośnij. Jesteśmy w pieprzonej głuszy, skazani na siebie. Jestem ostatnią osobą, przed którą musisz się czegoś wstydzić. Znam te twoje słabostki. Już przywykłem, ile rzeczy muszę za ciebie robić. Tylko wiedz, że już nie jesteśmy w cywilizacji. Matczyne rady mogą na mało ci się zdać.
— Taki jestem, Jeff. Dostosowuję się w tym, w czym potrafię. Noszę ze sobą kaburę z bronią, chociaż powinienem ratować, a nie zabijać. Śpię pod gołym niebem, myję się w rzekach, godzinami podróżuję wozem i jem same resztki, gdy trzeba, Staram się. — William puścił wreszcie jego dłoń i założył kapelusz na głowę. — Ale nie mów mi o dorastaniu, Jeff. Tu chodzi o przystosowanie, a nie dorastanie — dodał nieco ciszej i poważniej, nim minął go, by usiąść na swoim wozie i podążyć wzdłuż jeziora na wschód.
Ranger skrzywił się znowu i podrapał po głowie, burząc swoje i tak poczochrane włosy.
— Na razie nieźle ci idzie.
— Tak sądzisz? — Lekarz obejrzał się na niego, gdy schował bukłak i zajął miejsce na wozie.
— Zawsze mogło być gorzej. — Ranger westchnął i psyknął między zębami. — Było gorzej — dodał jak zawsze uszczypliwie. Ale taka już była jego natura. Dało się przyzwyczaić.
Dlatego też William już się do tego nie doczepił. Jedynie przytaknął i pozwolił Jeffersonowi poprowadzić.

15 thoughts on “Across The Cursed Lands II – 15 – Niedoskonałości

  1. Katka pisze:

    Adela, na pierwsze pytanie nie mogę odpowiedzieć XD Zapewniam jednak, że się doczekasz. Drugie – wg mnie zdecydowanie to NIE jest stary mężczyzna! Broń Boże. Jest tak powiedziane, ponieważ Maverick myśli w ten sposób, a jednak fajnie jest prowadzić narrację z perspektywy bohatera, więc przekładają się w niej jego teorie. A niestety Maverick czuje się stary. Chociaż trzeba też poprawkę wziąć na to, że to były inne czasy i ludzie nie dożywali teraz takiego wieku jak my.

  2. Adela pisze:

    pytanie pierwsze: Ile mam czekac na seks z Maverickiem?
    pytanie drugie: Dlaczego uważacie, że 43 lata to facet jest stary?? przecież moga jeszcze nieźle sie wyszaleć! :P zresztą akurat brakuje mi jakoś dojrzałych bohaterów w opowiadaniach, Wszystko to takie młode szczyle (no może nie wampiry które mają pare wieków ale to osobna kategoria)

  3. Katka pisze:

    Hoshii, taaa, myślę, że faktycznie Maverick i Nicholas wywołują tę frustrację, że się chce jednego z drugim trzasnąć przez łeb i wbić do niego, że druga strona ich na serio kocha XD Och, jak często to mam, kiedy ich piszemy. I masz rację, dziennik Zwierzaka bardzo przydałby się im w podróży, bo nie raz pisał on o sposobach radzenia sobie z tymi stworkami. No ale… Wszystko można zwalić na braci Dog XD Oooch, a czy Jeff tak ukrył komplement i swoiste wyznanie? Nie mnie oceniać, bo nie piszę Jeffa, ale baaardzo mi się ta teoria podoba XD Zresztą przyznam Ci rację, że to nie jest typ faceta, który bez żadnych oporów faktycznie mówi o swoich uczuciach. Och i to porównanie bezradności uczuciowej do odwagi przy zabijaniu potworków… mrrr XD Jeff jest taki męski XD W ogóle bardzo nam miło, że czytanie rozdziału troszkę Ci umiliło podróż :) Wręcz czuję się spełniona XD Pozdrawiamy serdecznie ;)

  4. Hoshii. pisze:

    awww, uwielbiam to skomplikowane uczucie łączące Mavericka i Nicholasa:3 chcą dotyku, chcą bliskości, ale jednak te obawy gdzieś w środku im nie pozwalają. aż chce się stanąć z boku, zdzielić ich w łeb i przekazać, że mają błogosławieństwo i mogą pójścia do łóżka, nawet tu, teraz i natychmiast. fajnie, że nie potraktowałyście tego wątku po macoszemu. gdzieś w głębi serca liczę, że Maverick podzieli się z Jeffem swoim notesem – da mu do skserowania, albo zatrudni Willa w charakterze skryby, cokolwiek. przydałoby im się to do misji, pomogło w wielu rzeczach (np. wtedy z Wielką Stopą), a może i Jeff wspólnie z Willem poczyniliby jakieś ciekawe zapiski, czy obserwacje.
    biedny William obrywający w głowę manierką z wodą… chociaż należało mu się za te durne teksty. rozumiem Willa, bo też chcę już zobaczyć Jeffa pod nim, ale no trochę przyzwoitości i nie pokazujmy grzesznych myśli na prawo i lewo. „- Nie musisz mi nic udowadniać. Zwyczajnie dorośnij. Jesteśmy w pieprzonej głuszy, skazani na siebie. Jestem ostatnią osobą, przed którą musisz się czegoś wstydzić. Znam te twoje słabostki. Już przywykłem, ile rzeczy muszę za ciebie robić.” – czy tylko dla mnie brzmiało to jak zawoalowane (wiem, używam trudnych słów) wyznanie miłosne?:3 czyżby to oznaczało, że William jest dla Jeffa męski, mimo, że musi odwalać za niego poło… większość rzeczy, że akceptuje jego wady i nie przeszkadzają mu? to naprawdę urocze, jak nieporadny może być czasami ten wielki facet! barimoto ubije bez problemu (no, prawie), ale żeby powiedzieć komplement, to już ciężko przechodzi przez gardło. no nic, czekam na świąteczne prezenty od was i życzę wam, żebyście pod choinką znalazły wenę i mogły karmić mój spaczony umysł;D
    a z trzynastu godzin w samolocie tylko czas poświęcony na przeczytanie rozdziału mogę uznać za produktywny, dziękuję:3 swoją drogą dziwnie pisać w normalnej strefie czasowej, nie trzeba obliczać, kiedy pojawi się nowy rozdział… XD ah, magia Świąt :3

  5. Katka pisze:

    Saki, uuu, nieźle kombinujesz z tą Adelą! Podoba mi się, jak tak czasem ktoś z Was zauważy podejrzaną zbieżność. A czy Maverick i Nicholas się z nią zobaczą? Może. Co chwilę coś się tu dzieje, postacie są raczej głównie „w ruchu”, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że ktoś na kogoś wpadnie. Jedynie Maverick przylgnął do swojego rancza jak rzep do psiego ogona XD
    Tak, William zwyczajnie wyskoczył z ripostą, a że Jefferson nie jest tak odporny ja on na docinki… to skończyło się fochem i rzutem bukłakiem XD Niewiele trzeba tak naprawdę, żeby zdenerwować Jeffka. Porównanie Jeffersona do Mavericka zamiast do Nicholasa też mi się spodobało, bo sama nie wiem, do kogo tak naprawdę Jeff jest bardziej podobny – czy do Zwierzaka, czy Małego Nicka.
    Co do wspomnień z życia Mavericka i Nicholasa, hehe, to wspomnienie z jeziora było właśnie napisane na podstawie scenki, którą sobie kiedyż napisałyśmy, by zobaczyć, jak to u nich było kiedyś-kiedyś. Może i dla Was coś takiego stworzymy, nie mówię, że nie ;) Ale chwilowo poznawajcie ich od tej dojrzałej, wypalonej strony.
    Jak zwykle dzięki za literówki, poprawione ;) Pozdrawiam serdecznie :)

    Another, specjalnie to pokazane nie było, ale fajnie, że zauważacie podobieństwa. Bo to w pewien sposób może rokować, że Jeff i Will kiedyś też mogą być taką parą-parą. Chociaż, jak Shiv już powiedziała, u nich o brak seksu byłoby ciężko XD Czułości cielesnych rzeczywiście mało. W przypadku Willa i Jeffa to głównie sprawa tego, że są „zajęci”, ale spoko, ruszyli w dalszą drogę, Wielka Stopa pokonana, więc teraz mogą śmiało wrócić do swoich fizycznych relacji XD Jeśli tylko nie będą sobie dokuczać… I to słodkie, że lubisz Jeffko na dole. Też go takiego lubię XD I spoko, Will będzie działał w tym kierunku, aby go takiego zobaczyć XD Dzięki za komentarz :)

  6. Another69 pisze:

    Ktoś wcześniej miał rację, Nick i Mav są trochę jak Jeff i Will z przyszłości. Niektóre cechy są podobne, a tutaj, w tym rozdziale, nie wiem czy specjalnie czy przypadkowo, było to bardzo ładnie pokazane. Ah, i ten początek… Pragnę więcej dotykania! Oczywiście w opowiadaniu, a jakże.
    W przypadku obu par, bo tu i tu jest ostatnio mało czułości… Cielesnych. Chociaż nie pogardzę jakąś dłuższą rozmową, najlepiej o przeszłości, albo nawet głupią sprzeczką, takiemu dogryzaniu sobie. Heh, ten tekst Willa o Jeffie na dole był przezacny xD
    A no i najważniejsze – chcę Jeffa na dole. To chyba mój ulubiony bottom, który jednocześnie jest na dole najrzadziej. Bo ile było takich rozdziałów? Nie wiele niestety. A może to dobrze, nie ma przesytu, ciągle chcemy więcej i czekamy na ten jeden, zarąbisty seks. W opowiadaniu oczywiście!
    Jestem niewyżyta ostatnio.
    .
    .
    .
    Czekam na kolejne rozdziały :)

  7. saki2709 pisze:

    Ad, Kentucky, A. A. Mylę się, czy chłopcy niedługo zawitają do Wybuchowej Ad? Jestem niemal pewna, że to ona. I może Nick i Mav nie będą musieli czekać do zakończenia misji, żeby się z nią zobaczyć, bo sama do nich przyjedzie?
    Swoją drogą to ciekawe co z siostrą generała… Może się niedługo sama odnajdzie?

    Rzut bukłakiem mnie rozwalił. Biedny Will. Czego jak czego, ale tego to się chyba nie spodziewał xD A on tylko się odwdzięczył za uwagę o panience… No ale chyba Jeff jest mniej odporny na takie przytyki. Więc Will, trzymaj takie uwagi dla siebie, albo szlaban na tyłeczek Jeffa się przedłuży XD
    Jakoś tak zauważyłam, że Jeff jest trochę podobny do Mav’a, w sensie, że obaj lubią naturę a nie lubią tej całej techniki itp., a Will do Nicka w tym, że obaj ukrywają swoje niedoskonałości, nie lubią ich pokazywać światu itd.
    Podobała mi się ta rozmowa Nicka i Mav’a, czuć było taką melancholię. Fajne były te wspomnienia o ich początkach, chociaż chętnie poczytałabym o tym coś więcej, takie wspomnienie jakiejś ich wspólnej chwili sprzed ataku płazera, żeby mieć porównanie do tego, co teraz. No i nie oszukujmy się, liczyłam na coś więcej. No, ale może następnym razem…

    „Ale za każdym razem odbijał się od jakiejś bariery, którą narzucał jego partner i brał to jasny przekaz, że nie ma na to ochoty.”- „za jasny przekaz”
    „— Moje uczucie do ciebie — odparł ten miękko, przebiegając rozemocjonowanym spojrzeniem po już niemłodej, ale tak przystojnej twarzy.”- a nie „ale i tak”?
    „Nawet, jeśli w kwaterze bywa więcej młodych i przystojnych mężczyzn, nawet jak go nieprzyjemnie ściska, że musi tu wracać.”- a nie „tam”?
    „Tego William wydawał się nie zrozumieć, bo jego błękitne oko spojrzał na twarz Jeffersona z większą uwagą.”- „spojrzało”.
    „Nie odpowiedział, nim nie zawiązał z powrotem opaskę po uprzednim przetarciu twarzy chusteczką.”- „opaski”.
    „Wiedział, że rzeczywiście Jeffersonowi tak to nie przeszkadzało, jednak nie zmieniał to sprawy, że on sam z tym czuł się dość niekomfortowo.”- „zmieniało”.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  8. Katka pisze:

    Aoi, nie może być aż tak źle! XD No ale, do niczego nie zmuszamy, tym bardziej jak tak obrazowo to opisujesz. Mimo wszystko lubię swoje oczy XD Ale, ale, spoko, ma mam nadzieję, że długo nie będziesz musiała czekać na przeczytanie tego, co byś chciała zobaczyć ;)

    Basia, mhm, wreszcie zaczynacie się dowiadywać o Boosie z „pierwszej ręki” ;) Nich i Mav na pewno więcej na ten temat powiedzą niż Jeff XD A może kiedyś będziecie mogli poczytać już o dziewczynach, a nie tylko o nich „usłyszeć” w opowieściach ;) Scena nad jeziorkiem faktycznie dość sielankowa, ale chyba nutę goryczy jednak w tym trochę czuć. A Jeff jest twórczy, rzutu bukłakiem Will się na pewno nie spodziewał XD

  9. Basia pisze:

    Witam,
    tak rozdział mi się spodobał…. trochę o Maveriku i Nicholasie się dowiedzieliśmy, no i trochę o dziewczynach należących do BOOSA… ech oni to chyba potrzebują jakiegoś mediatora… Nick za bardzo nie chce się zbliżać do Maverika bo uważa, ze te protezy go szpecą, a wcale ten tak nie uważa…. no i to nad jeziorkiem takie sielankowe…. wspaniałe po prostu…. no i Jeff zawsze musi dogryźć Willowi.. ;] rzucenie tym bukłakiem było genialne….
    dużo weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie i gorąco

  10. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    „a na to jest zawsze dobra złota rada – napisz fika XD” Ja i pisanie własnego tekstu to niczym zagłada ludzkości,można fantazjować o tym ale lepiej żeby się to nie wydarzyło xD. Po przeczytaniu paru linijek tekstu większość wykułaby sobie oczy własnymi palcami :P
    \(*-*)/ \(*-*)/

  11. Shivunia pisze:

    Tigram >> To aż niezwykłe kiedy tylko w twoim komentarzu nie ma słowa „seks”. Jestem pod ogromnym wrażeniem XD I pod presją, co by nie mówić, bo o tak mam wrażenie że to „było blisko” jest jednoznaczne XD Ale podoba mi się ten wniosek, są głupi. Zgadzam się. Ale chyba jak są głupi jest na swój sposób ciekawiej.
    I William dostał, no proszę. Kolejne zaskoczenie ;) Chociaż, co by nie mówić, Jeff jest tym mniej „odpornym” na durne teksty. Więc, w sumie faktycznie Will sam sobie ciut zniszczył szanse na sam na sam ;)

    Aoi >> Dziękujemy wać panno ;)
    I dumam teraz ile racji jest w tym co powiedziałaś, że Nick I Maverick są jak Jeff i William z przyszłości, coś w tym jest. Tym bardziej jeśli chodzi o Jeffa. Bo obaj są takimi… „ja, koń i strzelba”. Chociaż np William za nic nadal nie wyobrażam sobie aby był wstanie osiąść gdzieś na takim zadupiu jak Mav, który też jest raczej samotnikiem i antyfanem techniki. A charaktery… może. Chociaż też przy Willu, czy się dało by odłożyć seks na półkę?
    Czy biedny doktorek czy Jeffik, to faktycznie wam pozostaje ocenić. Ale chyba są siebie warci. Chociaż i tak nie zbzikowali od takiej ilości sam na sam 24 godziny na dobę. „Zawiodłam się straszliwie, nie wiem jak sobie z tym poradzę.” a na to jest zawsze dobra złota rada – napisz fika XD

    Marta >> Bo taki już ich urok. Chociaż nie wiem czy coraz bliżej seksu, wszystko jest możliwe ;)

    Kan >> hahahaha wszyscy spragnieni tego seksu. Zbliża się pełnia czy coś? Chociaż to na swój sposób urocze, możecie piątkę sobie z Williamem przybić. Jemu zawsze mało XD Niemniej fajnie, że na coś czekasz ;) Wtedy lepiej ponoć smakuje :D

  12. kan pisze:

    Brakuje mi w tym wszystkim seksu, jakoś wcześniej nie przeszkadzało mi kiedy pojawiały się rozdziały pozbawione seksu, jednak teraz tak odczułem jego brak :d Może przez to, że już jakiś czas nie było zbliżenia pomiędzy Jeffem i Willem? :D

  13. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    Zacny rozdział moje drogie, zacny.
    Za każdym razem jak czytam o Mavericku i Nicholasie to mam wrażenie jakbym czytała o Jeffie i Willu w przyszłości, cholernie podobnie się zachowują i mam nadzieje że młodziaki kiedyś zaczną być tak w sobie zakochani xD.
    Jeff i Will to zawsze się muszą o coś kłócić no jak dzieci normalnie, chyba brakuje im seksu, frustracja i te sprawy :P. Biedny doktorek zawsze dostaje porównany do czegoś jak nie ziemniak to panna, jak nie panna to gryzoń, królik i innego tego typu, Jeff to ma widzę dużo wolnego czasu ^^.
    A tak w ogóle to liczyłam na jakiś gorący seks na łonie natury a tu seksu ni widu ni słychu. Zawiodłam się straszliwie, nie wiem jak sobie z tym poradzę. Musicie mi to wynagrodzić w innych rozdziałach jakimś maratonem seksu Willa i Jeffa :P.
    Weny :*

  14. TigramIngrow pisze:

    No… było blisko! Tak blisko. Lubię Nicka i Ricka, wydają się być tacy prawdziwi, pogmatwani w tym co do siebie czują, ale i tak… SĄ GŁUPI! Rzekłam.
    No nic, może w końcu się przełamią…

    Aua! Will, jak mogłeś! Mimo całej mojej sympatii to teraz przegiąłeś. „Ja tobie nie insynuuję, że zachowujesz się jak kobieta, gdy mi się oddajesz.” I tak macie mało czasu na wzajemną bliskość, a ty jeszcze sam sobie grabisz! No wiesz co… Wstydź się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s