Project Dozen – 2 – Relacje, układy, zależności

Francisco Moreno starał się trzymać swojego przewodnika, o rok starszego chłopaka, będącego synem dyrektora. Było ciężko. Kiedy tylko rozpoczęcie roku szkolnego się zakończyło i pozwolono uczniom odejść, nastał prawdziwy chaos. Każdy wstawał, przepychał się, cisnął, byle tylko wyjść ze szkoły i zakosztować ostatniego wolnego dnia. Jedni chcieli pojechać do Newcastle, miasta położonego najbliżej szkoły, do którego były może dwie godziny pieszo. Szkoła mieściła się tuż za dużym jeziorem, który trzeba było obejść i skierować się na wschód, by dostać się do miasta. Inni chcieli po prostu wrócić do pokoi w internatach, czy spędzić czas na boisku lub w parku. Francisco za to chciał wreszcie zobaczyć pokój, w którym przyjdzie mu mieszkać przez najbliższe kilka miesięcy.
— Sebastian! — zawołał, gdy chłopak jakoś nagle zniknął mu przed grupką innych chłopców. — Przepraszam… Nie chcę się zgubić, ja jestem z wymiany… Przepraszam… Sebastian!
Ten na szczęście na niego poczekał, a że był wysoki, to po chwili Francisco zobaczył go przed sobą.
— Chodź.
— Chryste, ile tu ludzi! — Argentyńczyk westchnął i uśmiechnął się do chłopaka krótko. Teraz już stanął bliżej niego i jako jeden z nielicznych uczniów nie wyglądał przy Sebastianie na wiele niższego. — Nie wiem, którym wyjściem i pewnie bym się zgubił. Musimy się wymienić numerami telefonu — dodał, patrząc, jak część uczniów zmierza korytarzem w kierunku wyjścia na północ, a inni z kolei kierują się do głównego wyjścia, z którego bliżej było na parking. Wyjść było jeszcze kilka, a Francisco wszystkich jeszcze nie ogarniał.
— Już kupiłeś sobie telefon i masz numer? — Sebastian spytał swobodnie, idąc w stronę internatów, czyli od razu po wyjściu kierując się w prawo. Daleko na szczęście nie mieli.
Wydawał się zachowywać bardzo luźno i może trochę bezemocjonalnie. Na pewno nie był zestresowany tym, że będzie mieszkał z kimś z innego kraju.
— Mam, mam. To podam ci w pokoju, na razie się tam dostańmy. — Francisco, mówiąc, rozglądał się cały czas wokół. Po metalowych szafkach stojących na korytarzu w długich rzędach, na tablice ogłoszeń, rozwieszone dyplomy i wreszcie na dużą przestrzeń, gdy tylko wyszli przed budynek.
Po prawej stronie widział obszerny parking, niemalże w pełni zastawiony samochodami. Budynki internatu też wydawały mu się na bardzo wysokie, mimo że miały jedynie cztery piętra.
— Jasne. Dam ci na górze jeszcze klucze, bo chyba nie dostałeś. Na szczęście już przynieśli ci rzeczy do pokoju. Naprawdę, poszalałeś z tymi kartonami. — Zaśmiał się, uśmiechając się do drugiego chłopaka. Kiedy to robił, mocno mrużył oczy, a kąciki ust charakterystycznie unosiły mu się w górę.
— Nie wiedziałem, co się przyda. Mam trochę książek, trochę muzyki, ciuchy… Ale żadnych sprośnych gazetek — Francisco mówił luźnym głosem, ze specyficznym akcentem, nieco przekręcając wymowę niektórych słów. Był energiczny i ciekawski, a kiedy teraz wsunął dłonie w kieszenie spodni, te jeszcze bardziej zjechały w dół.
Sebastian odwrócił się do niego, zerkając na twarz nowego kolegi, którego rozburzone, kręcone włosy były najbardziej charakterystyczne. I był nawet przystojny. Dobrze. Jak będzie jechał do klubu do miasta, to przynajmniej będzie mógł go zabrać, a nie wymyślać jakieś wymówki, czemu ten ma zostać.
— I każdemu to mówisz?
— Nie rozmawiałem tu jeszcze z nikim za bardzo. Przyleciałem z rodziną wczoraj, dlatego mnie nie było w internacie. Wiesz, byliśmy w Newcastle w hotelu i… — opowiadał, przemykając pomiędzy uczniami, którzy, podobnie jak oni, zmierzali do internatu numer jeden. — I byliśmy razem w hotelu i brat się pytał nawet, czy mam jakieś, wiesz… gazetki. Ale nie, bo tu pewnie nawet nie można, co nie? Nie skończyłem czytać regulaminu jeszcze — wytłumaczył się na poły żartobliwie.
— Mhm, nie można. Ale to jak nie można wielu rzeczy, a każdy i tak coś tam robi. A brat? Młodszy, starszy? — spytał Amerykanin, idąc trochę z przodu. Nie lubił, jak tak dużo osób się zbierało naraz na pierwszym piętrze internatu. I zamiast iść do wind, które były oblegane, skręcił zaraz po wejściu do budynku w lewo. — Przejdziemy się schodami, okej?
— Okej, okej. A Federico jest starszy, już studiuje medycynę. Też był na podobnej wymianie kiedyś, ale nie w Wyoming, a w Ohio. Podobało mu się, więc mnie też zachęcał — wyjaśnił Francisco, zauważając, że z klatki schodowej prawie nikt nie korzystał. Ta była usytuowana po lewo, obok kawiarenki. — Na samej górze mamy pokój? — upewnił się, bo powiedziano mu, że na czwartym piętrze. Numeru pokoju już jednak nie pamiętał.
— Tak, na samej górze. Są tego plusy i minusy. Więcej minusów, jeśli nie lubisz chodzić po schodach, ale tak to chociaż nikt nie łupie ci w sufit. I dobrze, że cię namówił, to zawsze jakieś doświadczenie. Jak to mówi nasz dyrektor — zaśmiał się lekko, bo nadal, mimo tylu lat w szkole, mówienie o rodzicu per dyrektor go bawiło — młodzi jesteśmy tylko raz, więc musimy z tego korzystać.
— Mądrze gadasz, chłopie! — Francisco klepnął go przyjaźnie w plecy, śmiejąc się głośno, a jego brązowe loki zafalowały. — I w ogóle wiesz, sam… — wychylił się przez barierkę schodów, by zobaczyć, czy nikogo nie ma na klatce — projekt, to już wielkie doświadczenie.
Sebastian też się obejrzał. Wolał poczekać z tym tematem, aż będą w pokoju, ale jeśli już wyszedł… Trudno.
— Jestem zaskoczony, że dyrektor się na to zgodził, ale tak. Będzie to niewątpliwie ciekawe doświadczenie — odparł, zastanawiając się, jak często jeszcze dozna takiego przyjacielskiego poklepywania od nowego współlokatora. Nie przeszkadzało mu to, ale i tak było czymś dość nowym… Chociaż przyjemnie odprężającym. Może za bardzo się spinał przez osobę ojca jako dyrektora?
— Coś chyba z tego musi mieć? Bo sam nie bierze udziału w eksperymencie, prawda? A wiesz, tak rozumowałem, że jak to prywatna szkoła, to rząd nie może nałożyć takiego programu… Do tego tajnego… — Francisco mówił żywo, wchodząc po schodach za starszym chłopakiem, aż nie znaleźli się na czwartym piętrze.
Tam, jak tylko opuścili klatkę schodową, zatrzymali się. Sebastian wyjął klucze i poczekał z odpowiedzią. Kawałek dalej zobaczył kolegę z poprzedniego roku, który najwyraźniej też nie zmienił pokoju. Pozdrowił go gestem i uśmiechem.
Otworzył drzwi i puścił przodem gościa. Zamknął za nimi drzwi.
— Nie mówił mi, co z tego ma. Pewnie kasę na remont basenu czy czegoś. Nie wiem. A jak prywatna szkoła, to chociaż większość decyzji spada na niego, a nie, że jakiś urzędnik się czegoś dogrzebie i dojdzie do wniosku, że tak nie można było. Twoi rodzice sami zgodzili się na panujące tu warunki, więc może dlatego zrobili to właśnie w prywatnej szkole.
Francisco pokiwał głową i chwilę nie odpowiadał, bo oglądał pokój. Już zarejestrował, że był zaraz obok łazienki, co było dość wygodne. Nie był duży, z okna widać było boiska, jasny parkiet na podłodze nie skrzypiał, a łóżka miały ładną pościel w morskim kolorze. Na jednym stały jego kartony.
— Ciekawe, jakie będą te zadania… A my? — Francisco obejrzał się na syna dyrektora swoim szczerym, brązowym spojrzeniem. — Ci profesorowie mówili, że mamy mieć na skrzynki przesyłane wskazówki, jak kombinować. W życiu bym się nie spodziewał, że będę szczurem! — Roześmiał się, podchodząc do okna i otwierając je, a po tym lekko się wychylił, opierając o parapet łokciami.
Sebastian, który akurat usiadł na swoim łóżku i zobaczył prawie przed swoją twarzą tyłek Argentyńczyka, prychnął z rozbawieniem. W sumie podobało mu się, że Francisco tak dobrze i egzotycznie wyglądał. Nie był fanem podziału na lepszych i gorszych i się w to nie babrał, ale… nie mógł się oszukiwać — zawsze łatwiej się żyło w szkole u boku tych przystojnych, fajnych i nadzianych. A już wiedział, że Francisco spełnia ten pierwszy warunek.
— Szczurem z widocznym rowkiem. Ty w ogóle nosisz bieliznę? — prychnął. Ten koleś go coraz bardziej bawił. Miał tylko nadzieję, że jak będzie musiał, będzie w stanie być poważny, aby łatwo było wykonywać powierzone im zadania. Czyli udawanie członków dwunastki z projektu, podpuszczanie reszty i pisanie sprawozdań z tego, jak im to idzie, czyli ogólnie rzecz biorąc bycie tak zwanymi monitorami. Miał wrażenie, że będzie to dużo prostsze niż faktyczne branie udziału w eksperymencie. A i też dostaną za to niezłe pieniądze i dobre listy polecające na studia.
Francisco obejrzał się na niego i podciągnął nieco spodnie, śmiejąc się.
— Wiesz, jak to działa na kobiety? Świat się powinien naumieć, że nie tylko ciało kobiece powinno być pokazywane, bo one też lubią mieć na co patrzeć — wyjaśnił, opierając się biodrem o wewnętrzny parapet. — A jeszcze co do projektu… Myślisz, że będzie ostro? Wiesz, mi nikt nie mówił, jakie mają być zadania i jak to nasze przeszkadzanie ma wyglądać. W ciemno w to wszedłem.
Sebastian przeciągnął się i splótł dłonie za karkiem, opierając się o ścianę za plecami.
— Też mi nie mówili, jakie to będą zadania. Chyba wyjdzie z czasem i w tych mailach, co będą nam pisać. I „nauczyć” — zwrócił mu uwagę, zauważając, że już któryś raz chłopak nie do końca tak jak powinien wypowiedział słowo. Nie robił tego uszczypliwie, sam wołałby, aby Francisco go poprawiał, jakby musiał mówić po hiszpańsku.
— Nauczyć — powtórzył Argentyńczyk. Sięgnął przy tym do kieszeni po smartfona i szybko usiadł obok Sebastiana. Zupełnie bez pytania, ładując mu się na łóżko. — Zobacz, mam już ten Dzienniczek Projektu — dodał żywo, jakby tym podekscytowany i poklikał coś na swoim ekranie dotykowym, włączając Internet. — Zobacz, czy dobrze napisałem, co? — poprosił, podsuwając ekran Sebastianowi.
Tam widać było rubryczkę z danymi takimi jak klasa, nazwisko czy wiek. A niżej Francisco zamieścił już wpis: „Przybyłem do szkoły. Czekam na rozkazy.”.
Całość bardzo przypominała zwykły blog, ale była pozbawiona jakichś ozdóbek czy innych niepotrzebnych dodatków. Nie licząc oczywiście zdjęcia wyglądającego jak jedno z tych legitymacyjnych.
— „Czekam na rozkazy”. Teraz to poczułem się jak w wojsku. — Sebastian zaśmiał się, ale przejrzał, czy wszystko było dobrze. — Ale… jest chyba dobrze. W ogóle, masz gdzieś też swój plan zajęć? Dużo ich wziąłeś?
Argentyńczyk schował smartfona do kieszeni i podciągnął jedną nogę do siebie, uprzednio zsuwając szare trampki, żeby nie pobrudzić pościeli Sebastiana.
— Mam dwadzieścia jeden godzin, wszystkie przedmioty od zera, wiadomo. Jutro o 10 zaczynam od historii sztuki. Nie mamy nic razem chyba, prawda? Jesteś w czwartej klasie? — Brązowe oczy chłopaka popatrzyły na współlokatora z zaciekawieniem.
Obaj nie wiedzieli o sobie praktycznie nic, a mieli współpracować w tajnym eksperymencie psychologicznym, robiąc za podstawioną dwójkę, mieszającą w życiu pozostałych uczestników. Intrygujący był fakt, czy profesorowie prowadzący to całe przedsięwzięcie wzięli pod uwagę ich osobowości, doświadczenia i całą wiedzę o ich życiu, przy dobraniu ich w parę „szczurów”.
Sebastian patrzył na nowego współlokatora z lekkim podziwem. Spodziewał się, że jak na kogoś z innego kraju, w nowym miejscu, będzie bardziej zestresowany. A on, miał wrażenie, że sam bardziej zachowuje się jak gość z wymiany.
— Nie, nie mam nawet nic na pierwszym poziomie. Wszystko z tych obowiązkowych przedmiotów, które mnie nie interesują przyszłościowo, już zrobiłem. Ale nie martw się. Mam jutro wolne na szczęście, to ci pomogę ogarnąć, gdzie są jakie sale.
— Dzięki, Sebastian. — Francisco uśmiechnął się do niego szeroko. — Ale szkoda, że nic razem nie mamy. A wiesz, co sobie też zabrałem? Hiszpański na pierwszym! — powiedział i roześmiał się głośno, sam wybitnie tym rozbawiony. Nie było się czemu dziwić. Dla niego język hiszpański był językiem pierwszorzędnym, mówił nim od dziecka, a rozpoczęcie go w tej szkole na poziomie podstawowym… raczej od razu zapewniało mu zdanie przedmiotu.
Sebastian także się roześmiał. Bardzo mocno mrużył oczy, kiedy się uśmiechał. Aż miał tylko wąskie szparki, a skóra pod oczami mocniej mu się marszczyła. Nadawało mu to bardzo charakterystycznego wyglądu.
— Że ci pozwolili na coś takiego? Ale super, będzie jakbyś miał wolne, chyba, że Valdes, nasza babka od hiszpańskiego, co uczy na pierwszym i drugim poziomie, postanowi się nad tobą poznęcać — dodał, patrząc z zaciekawieniem na chłopaka, jak zareaguje na takie go podpuszczanie.
— Powodzenia jej życzę, ci mówię. Nie zagnie mnie w niczym — Francisco odpowiedział pewnie, śmiejąc się. Szturchnął przy tym Sebastiana w ramię. — A ty? Umiałeś się coś po hiszpańsku? — zapytał, znowu przekręcając słowo. Już pewnym było, na jakim przedmiocie będzie miał problemy.
Sebastian znowu się zaśmiał, głównie przez tego kuksańca. Mógł szczerze powiedzieć, że ci cali psychologowie dobierający ich do eksperymentu nawet nieźle ich sparowali, bo naprawdę luźno czuł się w towarzystwie tego Argentyńczyka. Może na początku miał sporo dystansu, ale świadomość, że zachowanie chłopaka jest swobodne i bezpretensjonalne, jego samego rozluźniała.
— Tak. Uczyłem się już od pierwszego roku, więc coś tam umiem. Ale i tak cię wykorzystam i będziesz z nim mi pomagał, w zamian za pomoc w angielskim.
— Zgoda! — Francisco podał mu dłoń do „podpisania umowy”, szczerząc się sympatycznie.
— Zgoda. — Sebastian też podał mu dłoń. — I pierwsza lekcja. „Uczyłeś się hiszpańskiego?”
Francisco wydął wargi z lekkim speszeniem, ale pokiwał głową na znak, że zapamięta.
— Dzięki. I tak mam mniejszy problem z mówieniem niż z pisaniem — przyznał.
— To chyba zawsze tak jest. Ale, jeśli mamy razem mieszkać i jakoś wspólnie funkcjonować w tym całym projekcie Dozen — przewrócił oczami — to co powiesz na to, aby pójść kupić coś do picia, a potem gdzieś się przejść i pogadać? Poznać się trochę, aby już od razu nie nadepnąć sobie na odcisk?
— Okej, okej. Rozpakuję się potem. Mamy cały dzień wolnego, mmmm! — Francisco przeciągnął się i wstał z łóżka swojego współlokatora, po czym nasunął na stopy trampki. — Bo tak, to chyba macie tu wymaganie, by chodzić na klasy pozalekcyjne? — zapytał, oglądając się przy tym przez ramię. Przez to rzeczywiście prawie widać było skraj jego pośladków, gdy się tak pochylał.
Sebastian także wstał z łóżka. Zaśmiał się, złapał za szlufkę spodni nowego współlokatora i pociągnął je w górę. Zaczynało go bawić to, że non stop widzi skraj jego pośladków. Jak myślał, że Patrick, z którym konkurował i nie raz się z nim porównywał, miałby mieć takie „widoki”, to jeszcze bardziej chciało mu się śmiać na wyobrażenie jego oburzenia. Dla Francisco lepiej, że to jego miał za współlokatora.
— Tak. Ale jeśli nie chcesz się męczyć, to możesz chodzić ze mną do klubu latino. Robimy fajne projekty, słuchamy muzyki, podszkalamy dodatkowo języki. Jest fajnie, a do tego na pewno będziesz ciepło przyjęty. Wiesz, sto pytań na minutę. — Roześmiał się i podszedł do biurka. Pogrzebał w jednej z szuflad, szukając drugiego klucza do pokoju.
— Łoooo, klub latino brzmi dobrze! — podchwycił Francisco i podziękował jeszcze za kluczyk, który podał mu Sebastian. Przyczepił go sobie do zawieszki przy smartfonie. — A kiedy są spotkania tego klubu? — dopytał, już chowając telefon do kieszeni.
— W piątki. Jutro jeszcze ci pokażę, w której sali się spotykamy, bo z tego, co pamiętam, przed tym zaraz mam angielski, więc nie będę mógł po ciebie przyjść. Idziemy? — spytał, łapiąc za klamkę drzwi.
— Tak jest — odparł żywo Francisco i szybko wyszedł z pokoju. Zamknięcie go zostawił Sebastianowi, a sam rozejrzał się po korytarzu. Był prosty, w odcieniach szarości, a po skosie widział już wejście do pomieszczenia oznaczonego na drzwiach metalowym napisem „pokój wspólny XIII”. Miał jeszcze wiele do poznania w całym kampusie… Ale był do tego pozytywnie nastawiony. Podobnie jak do swojego nowego współlokatora, który wydawał mu się bardzo sympatyczny i pomocny, oraz do eksperymentu psychologicznego. Czuł, że to będzie dodatkową atrakcją w wyjeździe do amerykańskiej szkoły.

*

— Od razu człowiek się lepiej czuje! — zakrzyknął jeden z chłopaków, niejaki Jude Wagner, schodząc ze sceny. Był szeroko uśmiechnięty, na swojej już dość męskiej twarzy, mimo młodego wieku. Może dlatego miał takie powodzenia. Wyglądał dojrzale.
Wymieniał ożywione uwagi z resztą chóru i wyglądał na szczęśliwego, mimo początku roku szkolnego. Wielu członków chóru poklepywało go po plecach, gratulowało swojej solowej części, która oczywiście wyszła genialnie. Jude miał świetny głos, który uwielbiała niemal cała szkoła.
Zza sceny słychać było, jak jeden z nauczycieli jeszcze przemawia do uczniów, już bardziej w sprawach organizacyjnych. Na szczęście członkowie chóru szkolnego nie musieli siedzieć na fotelach i wyczekiwać tego upragnionego momentu, by wyrwać się ze szkoły. Musieli tylko przebrać się w swoje ubrania, ale przeszkodziło w tym nagłe nadejście osobnika, który bynajmniej w chórze nie był.
— Dzień dobry, nie przeszkadzam? Przyszedłem pogratulować udanego występu i podziękować w imieniu kadry pedagogicznej.
— Dzięki — odparło kilka osób jednocześnie. Zaczęły się przez to oczywiście śmiechy. Nastrój był bardziej niż dobry.
Jude jeszcze uspokoił wszystkich, samemu się śmiejąc, ale nie z przewodniczącego, który do nich przyszedł, a z sytuacji.
— Wybacz. Dziękujemy wszyscy za miłe słowa. Dobrze, że się podobało. — Uśmiechnął się szeroko. Chyba poza farbowaniem włosów zafundował sobie jeszcze wybielanie zębów w wakacje.
Patrick Bright, który przyszedł złożyć całej grupie gratulacje, wyglądał przy nim dość niepozornie, choć jego postawa i pewna mina nie świadczyły o tym, by czuł się gorszy. Co prawda był niski, o całe dwanaście centymetrów niższy od gwiazdy szkoły, Jude’a, ale w skrojonym na miarę garniturze prezentował się dobrze.
Przebiegł swoimi niebieskimi, dużymi oczami po całej zbieraninie, która bez skrępowania rozbierała się z identycznych ubrań. Wykrzywił swoje mocno różowe usta w uśmiechu. Miał lekko zadarty podbródek, jasnobrązowe włosy, zaczesane na bok i dość duży nos.
— Dyrektor się uśmiechał, słuchając, podobnie jak reszta kadry. Pewnie gdyby były tu twoje fanki z Newcastle, byłoby nawet głośniej podczas oklasków.
Jude przeczesał palcami włosy, uśmiechając się pewnie i szeroko. Jak prawdziwa gwiazda.
— Wtedy nawet nie byłoby słychać oklasków od ich pisków — odparł i roześmiał się. Nie był aż tak zadufany w sobie, na jakiego wyglądał. Często też śmiał się z właśnie takich żarcików sytuacyjnych. — Ale, ale, jak tobie się podobało? Bo tego ani słowem nie powiedziałeś — zainteresował się i skinął na przewodniczącego, żeby tak formalnie nie podchodził do sytuacji i gdzieś sobie usiadł. Sam chciał się już przebrać jak reszta chłopaków z chóru.
Patrick rozejrzał się po niedużej przestrzeni na tyłach sceny. Przy wysokiej, grafitowej ścianie stały wieszaki z ubraniami. Dalej była szafka, a po obu końcach pomieszczenia wyjścia na scenę. Były również niskie pufy, więc przewodniczący samorządu szkolnego odpiął guzik marynarki i przysiadł sobie na jednym, by przy okazji nie przeszkadzać w ogarnianiu się członkom chóru.
— Bardzo mi się podobało. Jak większość, lubię wasze występy, szczególnie, kiedy są bardziej sceniczne — przyznał szczerze. Osobiście uważał Paula Lamberta, nauczyciela prowadzącego chór, za zbyt infantylnego i beztroskiego człowieka, ale musiał przyznać, że umiał robić swoje. — Wiesz… Liczę, że na kolejną akademię zrobicie jakieś duże show. Na przykład na rozpoczęcie rozgrywek szkolnych w futbolu. — Uśmiechnął się przy tym delikatnie, jakby stawiał im wyzwanie.
— A na to nie lepiej pogadać z dyrektorem o jakiejś wymianie ze szkołą z dziewczynami? Nie wątpimy, że się podoba chłopakom od nas ze szkoły nasze śpiewanie, ale na rozgrywki futbolowe to raczej oni chcieliby cheerleaderki, a nie szkolny chórek. — Jude uśmiechnął się przyjaźnie, ale z lekkim pobłażaniem na wizję grupy chłopaków śpiewem zagrzewających do meczu kolegów. To było trochę gejowskie.
Jednocześnie właśnie zdejmował koszulkę. Miał dobrze wyćwiczone ciało. Musiał starać się dobrze wyglądać. Nawet jeśli chodził do męskiej szkoły i szans na piszczące na jego widok dziewczyny mógł szukać tylko poza jej murami.
— Jestem pewien, że cheerleaderki też da się załatwić. Wasz występ byłby dobrym dodatkiem — stwierdził pewnie Patrick.
Widział w tym dobrą okazję do zarobku. Oczywiście wiedział, że im lepiej zorganizowani są uczniowie i im większy on sam ma w tym udział, tym lepiej nauczyciele na niego patrzą, ale już chodził mu głowie… zakład. Chociażby, czy uczniom bardziej spodobają się akrobacje cheerleaderek, czy może występ szkolnej gwiazdy rocka.
— Ale tak odbiegając od tematu, zasłyszałem, że nie tylko ja zostawiłem sobie WF na ostatni rok. Jutro mamy razem zajęcia — dodał, siedząc z nogą założoną na nogę.
Jude roześmiał się szczerze i głośno. Ale nawet śmiech miał ładny. Pasował mu.
— Powiedzmy, że miałem co innego na głowie.
— Wspinanie się na szczyt kariery… No, Jude, chyba coś nas łączy. — Patrick uśmiechnął się szerzej i dodał enigmatycznie, żeby tylko ten konkretny chłopak wiedział, o co chodzi: — Choć teraz łączy nas poza aspiracją do wielkich rzeczy coś, co może nam pomóc je osiągnąć.
Nie wiedział co prawda, co było nagrodą dla Jude’a w wypadku wygrania w eksperymencie psychologicznym, ale domyślał się, że ktoś taki jak Jude Wagner mógł wybrać coś, co w dużej mierze pomoże mu w karierze muzycznej.
Wyższy chłopak spojrzał na siedzącego jasnymi oczami i dopiero naciągnął na ciało podkoszulek.
— Na to wygląda. I pewnie już wiesz wszystko o wszystkich, którzy też mają cele na ten rok?
— Nie, szczerze powiem, że nie rozmawiałem jeszcze z nikim z naszej dwunastki — Patrick przyznał spokojnie. Z Sebastianem Mossem wolał nawet nie nawiązywać dialogu. Nie przepadał za tym chłopakiem, któremu było zbyt łatwo w szkole przez bycie synem dyrektora. Z tym uczniem z wymiany, który również brał udział w projekcie, też nie udało mu się zamienić słowa. A reszta… z resztą niewiele miał wspólnego, ale liczył na zawarcie jakichś kontaktów, by zorientować się w swojej sytuacji i szansach. — A ty? Już jakiś sojusz zawarłeś? — dopytał z uprzejmym zainteresowaniem.
— Dziś jest pierwszy dzień. I tak dość mi wczoraj czasu zabrali z prób i — Jude wskazał palcem na Patricka, podchodząc do niego bliżej — nie mówię o sojuszach. Myślałem, że już coś kombinujesz, węszysz. Tak jak ten… — Pstryknął i ściągnął brwi, nie mogąc za nic przypomnieć sobie ani imienia, ani nazwiska jednego z chłopaków. Niby chodził z nim na nauki polityczne, ale to tyle. Wiedział jednak, że ten dużo czasu poświęcał gazetce szkolnej. A tacy zawsze coś więcej wiedzieli.
Przewodniczący najpierw ściągnął pytająco brwi, po czym olśniło go. Domyślał się, o kim mógł mówić Jude.
— Cody Solt? Ten mały szczurek, węszący po kątach za sensacjami? — dopytał. Nie zważał na to, że „mały” mogło w jego ustach brzmieć jak hipokryzja. Sam był bardzo niski.
— No, no, ten. — Jude przyklasnął i wskazał Patricka palcem. Był bardzo charyzmatyczny.
— Wiesz, chyba nawet nie zdziwiłbym się, gdyby już miał całe nasze kartoteki. Dobrze, że, z tego co wiem, nie złapano go na żadnych hackerskich przekrętach, bo byłby gotów dorwać nasze Dzienniczki Projektu — Patrick odpowiedział dość luźno, bo już ostatni chłopak z chórku pomachał im i wyszedł tylnym wyjściem z pomieszczenia, by opuścić audytorium.
Słychać było po drugiej stronie ściany niezły harmider, więc łatwo było się domyślić, że rozpoczęcie się zakończyło i teraz każdy usiłował jak najszybciej ewakuować się z budynku szkoły. Patrick również wstał, by za chwilę zrobić to samo, a raczej by opuścić jedynie audytorium, bo musiał jeszcze podejść do gabinetu dyrektora, by zapytać, czy nie ma dla niego na kilka najbliższych dni w szkole jakichś specjalnych zadań.
— I mówi to ten, który jako przewodniczący ma największe możliwości, aby wygrzebać nam jakieś śmieci. — Jude puścił oczko do rówieśnika i wskazał drzwi. — Ale… idziemy, bo, mimo że miło się gada, to jednak jeszcze trochę wolnego dnia jest. I w ogóle, nie boisz się, że jak cię na czymś przyłapią, to zlecisz ze stołeczka?
Patrick westchnął ciężko i wcisnął dłonie w kieszenie czarnych, garniturowych spodni, po czym wyszedł za Judem na szkolny korytarz. Ten był na tyle zatłoczony, że wolał nie mówić zbyt głośno i dosłownie.
— Jeszcze nie wiemy, jakie zadania nas czekają. Może wystarczy trochę sprytu i inteligencji, by pozostać nienaruszonym. Choć to kwestia ocenienia swoich szans. Zobaczymy, jak będzie. Ale… — Przystanął, gdy doszli do rozwidlenia. Wskazał dłonią skręt w lewo. — Ja idę do dyrektora, więc… do zobaczenia jutro w sportowych ciuchach — skończył z przyjemnym uśmiechem i dość formalnie wyciągnął dłoń do drugiego chłopaka. Zadzierał przy tym głowę, by spojrzeć na jego twarz.
Jude odpowiedział szerokim uśmiechem. Ścisnął jego dłoń i podciągnął go do siebie, obejmując drugim ramieniem. Poklepał go przyjacielsko w plecy i znowu się wyszczerzył. Albo był bardzo radosny, albo bardzo dumny ze swoich wybielonych zębów.
— Do zobaczenia. Nie zasiedź się u dyrektora. Miej coś jeszcze z tych wakacji. Trzymaj się!
Patrick skinął mu głową, życząc jeszcze miłego dnia i już luźnym krokiem przeszedł prawie pustym korytarzem. Wszyscy szli drugą stroną, do wyjścia, w przeciwieństwie do niego.
Jude też ruszył z tłumem. Po drodze jeszcze z kilkoma osobami porozmawiał o wakacjach, planach, o wszystkim. Był popularny w szkole i nawet bardzo lubiany, zważywszy na fakt, że nie tak trudno być zazdrosnym o jego talent. I wygląd, który jakoś utrzymywał, mimo awersji do zajęć z wychowania fizycznego.
Przeszedł do internatu numer jeden. Na szczęście spora część zmierzała do kawiarenki, by zjeść coś, skoro zbliżała się pora obiadowa. Jude jednak ruszył za częścią osób do windy i dopiero kiedy znalazł się w jej utrzymanym w jasnych barwach wnętrzu, zauważył, że Patrick nie był jedyną osobą z chłopców biorących udział w Projekcie Dozen, których dzisiaj miał okazję spotkać.
Zobaczył dwoje chłopców z niższego rocznika, którzy rzucili mu krótkie spojrzenie, ale nie odezwali się. Nie znali się, nigdy nie mieli razem żadnych zajęć.
Uśmiechnął się do nich promiennie i puścił widowiskowe oczko z pstryknięciem palcami.
— Jak tam? Podobał się występ? — zagadnął, jak zwykle otwarty na każdego. Może właśnie dlatego tak był lubiany. Wydawał się przy tym szczery.
Dwójka spojrzała po sobie, jakby lekko zaskoczona tym zagadaniem, ale jeden z nich odpowiedział. Ten wyższy, przystojniejszy i lepiej zbudowany.
— Nawet nieźle. Dobrze się ruszasz — palnął. Uśmiechnął się przy tym, a jego uśmiech nawet mimo braku wybielania zębów, jak w przypadku Jude’a, był naprawdę przyjemny dla oka i od razu zjednujący sobie ludzi. Zresztą Tomas Eng ogólnie był chłopakiem wyjątkowo atrakcyjnym i… słodkim. Ciężko było inaczej powiedzieć. Miał jaśniutkie, blond włosy, aktualnie starannie uczesane. Do tego niebieskie oczęta, bardzo wydatne, niemalże całuśne usta i lekkie, łagodne rysy twarzy, które sprawiały, że wyglądał na osobę uroczo naiwną. I wyraźnie starał się wyglądać dobrze. Poza dopracowaną fryzurą, chyba utrzymaną na miejscu za pomocą lakieru, dopełnieniem była biała koszula w paski i eleganckie spodnie.
— Nad wszystkim trzeba pracować — Jude odparł z równym uśmiechem i spojrzał jeszcze na towarzysza blondyna. Nie oszczędził uśmiechu jego osobie o lekko podkrążonych oczach i nieuczesanych aż tak porządnie włosach. — A tobie się podobało?
Colin Cross, chłopak niższy od swojego kolegi, o zmrużonych oczach i specyficznym, przewiercającym spojrzeniu, wyłącznie skinął głową. Jego włosy, zaczesane do tyłu odsłaniały jego twarz, która ze względu na kości była nawet szeroka i okrągła. Włosy miał rozjaśnione na końcach przez słońce, ale w dużej mierze były ciemniejsze. Przy skórze najbardziej, potem brązowo-rude.
— A ty grasz jeszcze na gitarze, co nie? — odezwał się znowu Tomas Eng, kiedy winda piknęła i wysiedli na drugim piętrze. Tomas i Colin mieszkali razem w pokoju i najwyraźniej usytuowany on był na tym samym piętrze co Jude’a. — Bo ja jestem zajebisty w „Guitar Hero” — pochwalił się, unosząc sugestywnie brwi.
Jude uśmiechał się dalej promiennie.
— To kiedyś musiałbym i ja spróbować. Gram niby na prawdziwej, ale takiego serio-serio pojedynku na „Guitar Hero” nie miałem.
— Noo, polecam, zajebista zabawa — odpowiedział żywo Tomas, patrząc na starszego chłopaka.
Wszem i wobec było wiadomo, że Jude przyznaje, że jest biseksualny i w sumie Tomas ciekaw był, czy to prawda. Był przystojny i tym swoim sposobem bycia też potrafił kręcić. Tomas wręcz się zapomniał i na chwilę zagapił zbyt głupio na jego oblicze, ale na szczęście opamiętał się szybko.
— To możemy się kiedyś umówić. Wiecie — spojrzał jeszcze na Colina, unosząc brwi i ruszając nimi zabawnie i szpanersko — teraz, w takich okolicznościach, jakie nas łączą, dobrze by było lepiej się poznać.
— Trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale swoich wrogów jeszcze bliżej — odpowiedział Tomas aktorsko poważnym głosem, cytując fragment z „Ojca chrzestnego”, a gdy skończył, stuknął łokciem swojego młodszego kolegę, uśmiechając się wymownie.
— Mhm. Jeśli oczywiście taka gwiazda nie ucierpiałaby od takich zabaw. Bo w końcu takie gierki są niepoważne — Colin dodał mrukliwie pod nosem. Wydawał się negatywnie nastawiony do całego spotkania.
Jude początkowo lekko się skrzywił, potem jednak przesunął się i klepnął chłopaka w ramię. Stali jeszcze przed windami i robili mały zator.
— Nie bądź taki pesymistyczny. Jesteśmy w końcu sąsiadami i nie tylko. — Puścił im oczko. — Ale na razie panowie, idę do siebie, trochę się ogarnąć. Wiecie gdzie mieszkam, więc jak coś, to walcie śmiało. Stykniemy się jeszcze na to „Guitar Hero”.
— Mm, spoko. — Tomas pokiwał mu żywiołowo głową, popatrując jeszcze chwilę za jego tyłkiem, a kiedy Jude zniknął w pokoju 173, blondyn ruszył wraz z Colinem w stronę ich wspólnego, znajdującego się po drugiej stronie. Tej, której okna wychodziły na szkołę.
Jeszcze chwilę myślał o tym, czy rzeczywiście fajnie byłoby spotkać się i pograć z tym sławnym w całej szkole chłopakiem. W ogóle… chciałby go jakoś sprawdzić, czy… cokolwiek. Ale przecież wysnuwanie jakichkolwiek dwuznacznych gestów do kogoś, o kim jest głośno nie tylko w szkole, ale i w najbliższym mieście, Newcastle, byłoby bardzo ryzykowne.
Szybko pozbył się tych myśli na rzecz tego, co dzisiaj jeszcze może robić, skoro mają wolne. I jakoś naszło go, że może powinien założyć ten Dzienniczek Projektu.
— Ej, Colin, ty już masz ten dzienniczek? — zapytał, kierując swoje duże, niebieskie oczęta na kumpla.
Ten był w klasie niżej, ale w zeszłym roku, mając wspólnie jedne zajęcia, dogadali się i odkryli wspólne hobby, jakim były głównie gry komputerowe i filmy.
— Ten Bridget Jones? Nie. Ale mam super-tajny-nie-mów-o-nim-nikomu, tak. Jak się topiłeś pod prysznicem, założyłem. A co? — spytał, wchodząc pierwszy do pokoju.
Tomas zamknął za nim drzwi, jeszcze uprzednio teatralnie za nie wyjrzawszy, jakby w poszukiwaniu szpiegów. Potem usiadł na obrotowym fotelu przy swoim biurku, które już uginało się pod laptopem, głośnikami i stosem płyt z grami. Na dolnej półce w biurku było wiele książek, głównie fantasy. Pościel Tomas też miał swoją i to nie dlatego, że uważał tę tutaj za jakąś obrzydliwą, jak niektórzy z dziwnymi fobiami. Po prostu uwielbiał swoją pościel w barwach Kapitana Ameryki.
— A tak pytam… Wiesz, ja jeszcze nie mam. Może to zrobię teraz, tylko nie patrz!
— Tak, pierwsze co będę robił, to podglądał, jakie masz hasło. Nie wiem po co. Poznam to po tym, jak piszesz. — Colin zaśmiał się, siadając od razu do swojego niemożliwie obklejonego laptopa. Litery na klawiaturze już w dużej mierze były wytarte. Zresztą, nie tylko to świadczyło o jego upodobaniu do gier, komiksów i filmów. Na ścianach wisiały plakaty, a pod ścianą, upchnięty za kartonem z książkami, stał tekturowy Gandalf.
Ktoś, kto jedynie by ich słuchał, nie widząc ich, mógłby uznać, że wyglądają identycznie. Noszący okulary, z myszką przyrośniętą do dłoni, zgarbieni i posiadający skórę, która wyglądała, jakby nie widziała słońca od zeszłej dekady. Oni jednak wyglądali zupełnie inaczej. Tomas zresztą, co prawda przesiadywał przed komputerem czy telewizorem dłużej niż ustawa przewiduje, jednak jego kolejną pasją był basen i scena, na której mógł się spełniać aktorsko. No i miał ku temu wizualne predyspozycje.
— Ej, bo serio… To ma być tajne, Colin, kurwa… A tak w ogóle nie wiem, co tu pisać… — Tomas mówił bardziej do siebie, zakładając konto.
Jego palce prześlizgiwały się po klawiaturze w zawrotnym tempie. Aż końcu uśmiechnął się do siebie głupio i wpisał pierwszy post w dzienniczku: „Lu, ay’eyng!”. W języku na’vi znaczyło to „Jestem, przyjaciele!”. Oczywiście wiedział, że uczenie się języka z Avatara na podstawie internetowych słowników mogło nie zawsze być poprawne, ale i tak dawało mu masę frajdy. Co wieczór powtarzał sobie nowe słówka.
— Na pewno nic w języku entów, bo się ten projekt skończy, nim ty skończysz myśl —rzucił Colin, włączając kolejne gry, gdzie codziennie musiał kontrolować swoją armię czy cywilizację. — Napisz im coś normalnie. Tak jak ja. Że… no, wiesz. Że jesteś już w nudnym internacie, podłączony pod kompa i pagera jak Neo pod swoją wtyczkę w galarecie i tyle.
— Już napisałem „Lu, ay’eyng!”… Myślisz, że się wkurwią…? — Tomas włączył kamerkę i połączył się przez odpowiedni komunikator z Colinem siedzącym za jego plecami. No przecież nie będzie wykręcał głowy do tyłu. To niezdrowe.
Ten, przyzwyczajony do tego, wzruszył ramionami, widząc kumpla za plecami w małym okienku w rogu monitora. Napisał do niego w komunikatorze, zapominając się. „Ne, styknie”. W międzyczasie wpatrywał się w swoich żołnierzy w grze.
Tomas westchnął i jeszcze chwilę bawił się kursorem po pulpicie, ale w końcu uzupełnił swój wpis o przeprosiny i zdał już poważny raport, że siedzi właśnie w swoim pokoju numer 187 i nie może doczekać się jakiegoś zadania.
— A co w ogóle myślisz na temat Jude’a Wagnera? Miły gość, co nie? — zagadał po chwili miniaturkę Colina na swoim ekranie.
Ten ponownie wzruszył ramionami. Wyciszył Tomasa. Przecież nie było mu potrzebne słyszenie go w głośniku, skoro ten był za nim.
— Nawet spoko jak na takiego pseudogwiazdora. Lansuje się tylko. Jeszcze trochę i będzie jak Tony — zakpił, odnosząc się do Tony’ego Starka, który w jego mniemaniu był najbardziej szpanerską postacią Marvela. A teraz jeszcze bardziej, po tym jak wykreowali go w filmach.
Tomas roześmiał się głośno, wyjątkowo rozbawiony. Aż zamknął przy tym całkiem oczy i odchylił się na fotelu. Przy okazji sprawdzał facebooka Jude’a Wagnera, wyszukując jakichś jego zapowiedzianych w Newcastle koncertów. Wiedział, że w niektórych klubach grywał i zdobywał popularność. No i miał na profilu, że interesują go kobiety i mężczyźni. Frapowało go to.
— Stark nie był bi — rzucił luźno, wciąż w tym żartobliwym tonie.
— Ale był kobietą — odparł od razu Colin, wspominając jedno z uniwersów Marvela, gdzie faktycznie Tony Stark był kobietą. I poślubił na dodatek Kapitana Amerykę.
Tomas spojrzał na swoje łóżko w barwach Kapitana Ameryki i oblizał usta. Na wszystkich starych i nowych bogów, miał ochotę na seks! Jak każdy nastolatek, myślał o tym non stop. I przez tę rozmowę z Judem myślał teraz o tym, jaki mógłby być w łóżku i…
— Dobre to było — odpowiedział, byle tylko odpowiedzieć.
— Nawet. Spoko pomysł. Lepszy chyba niż te wszystkie supergirl i inne takie damskie wersje superbohaterów. Chociaż Lady Deadpoo jest zajebista — Colin mówił, jednak był zatopiony w swoim świecie. Pewnie nawet by nie zauważył, jakby jego współlokator za bardzo się rozmarzył o spotkanym w windzie chłopaku. Jego interesowało w tej chwili wygranie kampanii i zdobycie kolejnego poziomu.
— Co ty, superbohaterki wyglądają mega seksownie w tych ciuchach! — Tomas zaoponował żywo, mimo że teraz chętniej by zobaczył w takich obcisłych ubraniach kogoś zgoła innej płci. I znowu zarumienił się na policzkach, gdy ciśnienie za bardzo mu skoczyło i spodnie lekko zaczęły uciskać. Przełknął ślinę i dodał do kamerki: — A ten, myślę, żeby się na chwilę wylogować. — Skinął przy tym głową na łóżko. — Mam taki plan, że każde popołudnie zajęte i nie będzie już popołudniowych drzemek. — Zaśmiał się. Musiał pójść do łazienki…
— Jak chcesz — Colin odparł, nawet nie zerkając na współlokatora. — Mogę założyć słuchawki, jak chcesz spać — poszedł na ustępstwo, ale nie rozwodził się nad tym, ile jeszcze chciał spędzić czasu na kompie ani tym bardziej, jaki ma plan na kolejne dni. To był nudny temat do rozmów. Ciekawiej było zdobywać nowe punkty doświadczenia.
— No, byłoby super. Dzięki. To ja jeszcze idę do łazienki i w kimę — stwierdził Tomas, przeciągając się. Zamknął facebooka, a potem całą resztę. Wiedział, że łatwo włamać się na czyjegoś kompa, więc nie ryzykował. A gdy wstał i już podszedł do drzwi pokoju, dodał jeszcze żartobliwie: — Jakbym nie wracał, to wyślij kogoś za mną do komnaty tajemnic.
— Spoko. — Colin skinął głową, znowu nawet na niego nie zerkając. Mówił też bez specjalnych emocji w głosie. — Poślę za tobą twojego skrzata domowego, chyba że zostawiłeś go w domu i w tym roku nie będzie poskładanych koszulek.
— No, nie słuchał się, to za karę poleruje moje puchary zdobyte w Quidditchu — odparł Tomas ze śmiechem, ale już nie czekał na odpowiedź Colina, tylko wyszedł z pokoju i od razu skierował się do łazienki.
Nie do zwykłych WC, których na piętrze było osiem. Domyślał się, że jeśli teraz ktoś korzystał, to właśnie z samych toalet. W łazienkach nie powinno nikogo być, a on wciąż czuł uścisk w spodniach i wyobrażanie sobie wielkiego bazyliszka, próbującego go wypatroszyć, wcale nie pomagało.
Uśmiechnął się sympatycznie do chłopaka, z którym kiedyś chodził na WF i wszedł do obszernej łazienki. Pożałował, że nie zabrał ręcznika, bo mógłby spokojnie, pod prysznicem sobie strzepać. Zamiast tego po prostu zamknął się w jednej z kabin, sięgnął po duże ilości papieru toaletowego i pospiesznie rozpiął spodnie.
Bogowie… może powinien poszperać za jakimiś prochami, które dawano żołnierzom na obniżenie popędu seksualnego? Albo po prostu powinien znaleźć… chłopaka.

*****

Jak widzieliście w tekście, chłopaki muszą prowadzić tzw. Dzienniczki Projektu. A dla Was mamy taką niespodziankę, że będziecie mieli w nie wgląd! :) Pod rozdziałami, jeśli któryś z chłopców będzie robił nowy wpis do dzienniczka, będziemy dawać linki do tych konkretnych dzienniczków, jednak ogólnie rzecz biorąc można do nich dotrzeć cały czas tutaj – Dzienniczki Projektu.

Dzisiaj wpisy do dzienniczków zrobiły poniższe postacie:

Francisco Moreno – 02.09

Tomas Eng – 02.09

Patrick Bright – 02.09

Colin Cross – 02.09

13 thoughts on “Project Dozen – 2 – Relacje, układy, zależności

  1. Katka pisze:

    Linellin, nie, w Argentynie mówi się po hiszpańsku. W ogóle jeśli mnie pamięć nie myli, z krajów Ameryki Południowej tylko w Brazylii mówi się po portugalsku :)

  2. linellin pisze:

    A czy w Argentynie nie mówi się po portugalsku? Bo niby przydzielono chłoptasia do Franca ze względu na jego znajomość hiszpańskiego…

  3. Katka pisze:

    Basia, na pewno sam fakt, że opowiadanie wychodzi w sumie stosunkowo rzadko w porównaniu do innych dotąd, jakoś wpływa na ten fakt „powolnego” rozkręcania się, niemniej zadania już tuż tuż, i myślę że z każdym kolejnym będzie coraz więcej emocji ;)

    Saki, uuu, egzamin. Groźnie. Ale fajnie, że już masz za sobą ;) Tym bardziej, że święta idą i trzeba się zrelaksować, a nie stresować. Tak, Francisco i Sebastian są tam na innych warunkach – nie biorą udziału w eksperymencie tak jak reszta, a są tzw. monitorami – czyli osobami najbliżej „obiektów” (reszty chłopców) i mogą z pierwszej ręki informować prowadzących o tym, co się dzieje. Zatem o nagrodę nie walczą, ale mają w to swój wpływ. I fajnie, że lubisz wszystkich chłopaków, hehe, chociaż myślę, że też będzie fajnie, jak się w miarę czytania wyłonią takie Wasze sympatie i antagonizmy. Nie każdy przecież jest super, dobry i w ogóle naj, a jakieś niecne cechy też mogą wyjść, więc i takie spojrzenie na Patricka może być jak najbardziej słuszne. Och i to gdybanie, komu co się uda, kto z kim będzie kręcił itp. Podoba mi się mi się to :D Dzięki wielkie za wenę i komentarz :)

  4. saki2709 pisze:

    Egzamin zaliczony, więc wreszcie mogę w spokoju skomentować. Przeczytałam już w sobotę, ale nie napisałabym nic produktywnego, bo w głowie miałam cały czas egzamin.
    Czy ja dobrze zrozumiałam, że Francisco i Sebastian są tu na jakichś specjalnych warunkach? I że pracują razem? Bo coś tam było wspomniane, że zostali wybrani itd, ale nie wiem, czy dobrze załapałam. Że mają zdawać im raporty z czynów pozostałych uczestników projektu itd.? Oni też walczą o nagrodę, czy mają za zadanie tylko przeszkadzać, obserwować i zdawać raporty?
    Tomas i Colin wymiatają. Ich rozmowy mnie po prostu rozwalają XD Już ich lubię. A rozmowy na komunikatorach jak się jest w jednym pokoju… XD
    Tak w ogóle, to lubię wszystkich chłopaków, którzy zostali już przedstawieni, chociaż… ten Patrick jest trochę dziwny. Nie wiem czemu, ale jego jakoś najmniej lubię z ich wszystkich, jak na razie. On mi się kojarzy z takim, co zrobi wszystko, żeby osiągnąć cel. Ale to dopiero początek i wszystko może się zmienić. Jeszcze na dobrą sprawę projekt się nie zaczął, nie było żadnych zadań… może to tylko pozory i okaże się całkiem w porządku.
    Czyli póki co jest dwóch gejów i jeden bi. To już coś XD Ciekawa jestem, czy ktoś jeszcze z tej dwunastki (ewentualnie z ich środowiska) zalicza się do homo światka XD Dobra, odbija mi chyba. Nie wyspałam się.
    Powodzenia Tomas. Może uda ci się zaciągnąć Juda do łóżka XD
    Nie wiem czemu, ale jakoś Francisco i Sebastian jakoś mi to siebie pasują i chciałabym ich zobaczyć razem. A te opadające spodnie Francisco *evil smile*. Może jednak się Sebastian skusi… kiedyś?
    W ogóle jakoś fajnie są dobrani współlokatorzy. Świetnie się dogadują, a Tomas i Colin mają nawet wspólne zainteresowania
    Nie mogę się doczekać, kiedy poznam resztę bohaterów. I tego Japończyka XD

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  5. Basia pisze:

    Witam,
    wspaniały rozdział… powoli się rozkręca… Francisko i Sebastian są podstawieni, aby mieszać innym uczestnikom projektu… już nie mogę się doczekać tych zadań….
    Dużo weny życzę Wam…
    Pozdrawiam serdecznie i gorąco

  6. Katka pisze:

    kaczuch_A, wiek bohaterów to większy problem niż mogłoby się wydawać XD Ogólnie też jest to nawet dla nas jako piszących dziwne, więc i dla starszych czytelników też może być osobliwe. W każdym razie pisząc, mamy takie „Boże, jak myśli nastolatek?!”. Niby nie było to dawno, ale jednak XD Fajnie, że już ktoś tam wzbudza Twoje zainteresowanie i oby tylko się to pogłębiło :D Wierzę, że sympatia do bohaterów ma duży wpływ na odbiór samej akcji. A jak projekt będzie realizowany, to się okaże :) I dziękujemy bardzo za wenę! :D

  7. kaczuch_A pisze:

    Czytam, czytam i w dalszym ciągu nie potrafię się do tego opowiadania ustosunkować. Może dlatego, że bohaterowie są w zasadzie ode mnie młodsi xD
    Imoł z osądzaniem i wyrażaniem własnego zdania poczekam, aż akcja się bardziej rozwinie, ale i tak już widzę, że wyklaruje się parę moich OTP *perv smile*
    I jestem ciekawa co będzie działo się dalej, bo sam pomysł wydaje mi się trochę nierealny żeby zamieścić go w szkole, ale zobaczymy.

    To samo co zawsze: weny~!

  8. Katka pisze:

    Tigram, nieeee, Tomasek jest mój XD Nie wiem dlaczeeego takie założenie, że jest Shiv XD Haha, och a właśnie to chyba fajne, że jak jest tyyyle postaci i nie wiadomo, ile jest homo, to tak można sobie gdybać póki co ;)

    O., „Szkoda by było ich osobno xD” – słodko XD Ale zgadzam się, jakoś fajnie się razem zgrywają chyba. Są dość różni, więc może dlatego. Zadania będą opisywane, ale ich poziom trudności będzie baaardzo różny. Początkowo lajtowe, potem coraz trudniejsze, ale będziecie mogli przeczytać ich przebieg zarówno w tekście, jak i w Dzienniczkach, chociaż nie wykluczam, że niektóre będą zagadką ;) Bo jeszcze nie jest całe opko napisane, więc może być różnie ;)

  9. O. pisze:

    No ja mam cichą nadzieję, że Sebastian i Francisco okażą się nie tylko kumplami, ale czymś więcej xD Jakoś tacy są ze sobą fajni xD Szkoda by było ich osobno xD
    Mam takie małe pytanie, czy Wy będziecie opisywały zadania? Czy skrzętnie ukryjecie to w tekście, a my z dzienniczków będziemy mogły wywnioskować, które zachowanie było prawdziwe, a które wynikało z zadania? xD

  10. TigramIngrow pisze:

    Obstawiam, że Tomasa pisze Shiv. Zgadłam? Lubię chłopaczka przez jego libido ^^
    Szkoda, że nie było Woodrowa.
    Ogólnie to W tym momencie widzę w opku 3 – 4 gejów, zobaczymy czy moje podejrzenia się potwierdzą. W sumie… zobaczymy co będzie.

  11. Katka pisze:

    Ania, fajnie, że Project Dozen Ci się podoba i zachęca do czytania. Ogólnie fajnie widzieć, kto bardziej entuzjastycznie reaguje na jedno opowiadanie, a kto na drugie. Zawsze ta różnorodność cieszy, bo same lubimy pisać bardzo różne rzeczy, więc przynajmniej nie mamy obaw, że nie znajdzie się totalnie nikt, kto daną rzecz polubi. Co do relacji, to mogą być bardzo skomplikowane, bo jest sporo osób i chyba każdy ma do każdego inne, indywidualne podejście, więc mamy nadzieję, że będzie ciekawie ;) Haha, Colina i Tomasa ogólnie się zabawnie pisze, bo jednak trzeba się wysilać, by takie nerdowskie wstawki robić. A Sebastian i Francisco… och zgadzam się, mają swój urok ;)

    Hoshii, taaa, wierzę, że teraz można mieć niezły chaos w głowie przez nawał postaci, ale liczę, że z czasem, jak ich bardziej poznasz, rozpiska nie będzie taka konieczna. W ogóle mam też nadzieję, że właśnie Dzienniczki też w tym pomogą. Cóż, to chyba kwestia czasu ;) Hehe, a komu kogo uda sie zaciągnąć do łóżka… zoo obaczymy :D Na pewno komuś się uda, ale kto z kim jak i gdzie… :D Przeszkadzanie w projekcie, a raczej głównie obserwacja to zadania Sebastiana i Francisco. Cóż, niewątpliwie będą mieli w ten projekt wkład, ale pytanie, czy i na nich się to jakoś nie odbije.

  12. Hoshii. pisze:

    Chyba bede musiala zrobic sobie rozpiskę imion i nazwisk,bo sie gubie xd jak ktoś już wspomniał, Francesco i Sebastian też budzą moją sympatię^^ już sie nie mogę doczekać kolejnych rozdziałów, szkoda, że będą w aż tak długim odstępie czasu… młodzież, hormony, tyyyle przegrać! ciekawe czy… Tomasowi (? chyba musze zrobić tę rozpiskę….) uda się zaciągnąć pana gwiazdę chórku do łóżka xd i ciekawe jak ma wyglądać to przeszkadzanie w projekcie… hm, robi się ciekawie:3 (i zupelnie nie mam pojęcia dlaczego, ale jak myślę „sebastian”, mam przed oczami Mizushimę Hiro,który będzie grał niejakiego „Sebastiana” w nowym filmie… wyczuwam kino xd

  13. Ania pisze:

    Project Dozen spodobał mi się odkąd tylko usłyszałam nazwę. Dlatego też raczej oczywistym jest , że z każdym , w zasadzie to z drugim odcinkiem podoba mi się coraz bardziej. Prawdę powiedziawszy z nowości wolę właśnie to opowiadanie. Jest bardziej w moim stylu. A co do dzisiejszego posta to jestem ciekawa ich przyszłych zadań oraz relacji jakie się między chłopakami zawiążą. Bardzo podobały mi się rozmowy Colina i Tomasa. Są takie typowo nerdowskie… I ten tekturowy Gandalf. ^^ Ale na razie moimi ulubionymi współlokatorami są Francisco i Sebastian. Wzbudzają moją sympatie. ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s