Bonus – Mokry Ridley

Przebiegł kilkanaście metrów, a potem stanął na światłach. Warknął „kurwa!” dość głośno, nie przejmując się wcale tym, że wokół stali inni ludzie. Było mokro! Nie miał pojęcia, skąd się wzięły nagle te chmury! Miał już całkiem przemoczone ubrania, do tego włosy będą wyglądały za chwilę gorzej niż zwykle, a jemu… zepsuł się samochód. Do tego jak na złość gdzieś po drodze zgubił portfel. Albo ktoś go okradł, ale tego nie był pewien. Jedyne, o czym marzył w tym momencie, to dotarcie do tego przeklętego daszku. Dlatego kiedy tylko światło zmieniło się na zielone, przebiegł przez ulicę i stanął pod upragnionym schronieniem. Zaczynało mu się robić chłodno i coraz bardziej nie wierzył w swój pech. Miał tylko nadzieję, że to przemoczenie nie sprawiło, że telefon mu przestał działać. Wręcz z duszą na ramieniu sięgnął do kieszeni jeansów i wydobył komórkę. Odetchnął, gdy okazało się, że działa.
Czym prędzej wykręcił numer Alberta. Po kilku chwilach usłyszał w słuchawce znajomy głos.
— Tak? Coś się stało, czy marnujesz czas na dzwonienie do mnie, kiedy miałeś tu być już ponad piętnaście minut temu?
— Nie mam portfela ani samochodu. Jestem w centrum miasta, cały mokry. Możesz po mnie przyjechać? — odpowiedział Ridley, rozglądając się na boki i pocierając dłonią ramię.
W telefonie po dobrych trzech sekundach usłyszał zduszone westchnienie pełne zrezygnowania i czegoś jeszcze, czego Ridley przez dzielącą ich odległość nie był w stanie rozpoznać.
— Wiesz, że mam motor i w taką pogodę na niego nie wsiądę, ale… wezwij taksówkę. Będę na ciebie czekać i zapłacę kierowcy.
Ridley pokiwał głową do siebie i oblizał swoje wyjątkowo blade usta.
— W porządku. Do zobaczenia — odpowiedział i szybko się rozłączył. Nie chciał przedłużać, tym bardziej, że wiatr dość mocno wiał, przez co wręcz mroziło go po plecach, ramionach i twarzy. Już nie wspominając o tym, że buty mu przemokły.
Czym prędzej zamówił taksówkę i ignorując fakt, że brudzi siedzenie, wzbudzając tym krzywe spojrzenie kierowcy, pojechał do swojego partnera.
Kiedy już taksówkarz miał pytać, gdzie się zatrzymać, Ridley zauważył mężczyznę stojącego przy ulicy z parasolką w dłoni. Polecił, aby przy nim przystanął. Kilka chwil później ten już jechał dalej z należnością za kurs, którą wręczył mu Albert.
— Jesteś cały mokry — tak powitał były duchowny swojego kochanka.
— Twoja dedukcja zaczyna być bliska mojej — odpowiedział Ridley w miarę żartobliwie jak na swój stan, chociaż dalsze słowa wypowiedział już dużo żywiej, z jawnym poirytowaniem i podenerwowaniem. — Nie wiem, jak to się stało! Wszystko się pieprzy dzisiaj, wszystko, Albert! I nie wiem, co się stało z moim portfelem, gdzieś mi może wypadł, bo nie czułem żadnej dłoni na pośladku w kieszeni, nic…!
— A co z samochodem? — spytał Albert, trzymajac już nad blondynem parasol i prowadząc go do swojego mieszkania. Wydawał się przy tym jak zwykle specyficznie spokojny, a jednocześnie zły. Najpewniej jednak na te komplikacje, jakie spotkały Ridleya, a nie na niego samego.
— Stanął i nie chciał ruszyć, a ja nawet nie mam pojęcia dlaczego! Nie czytałem wiele książek o motoryzacji, więc nawet w teorii moja wiedza nie jest wystarczająca. Na szczęście zostawiłem go niedaleko redakcji i nic mu się tam nie stanie, dopóki nie znajdę kogoś, kto mi z nim pomoże — Ridley mówił szybko, mocno gestykulując, chociaż co chwilę sięgał do swoich ramion i pocierał je, aby się rozgrzać. Zerkał przy tym na Alberta spod swoich wyjątkowo mocno poskręcanych, mokrych włosów.
— A portfela na pewno nie zostawiłeś w samochodzie? Albo w pracy? — Albert starał się brzmieć jak najbardziej racjonalnie.
— Wydawało mi się, że czułem go w spodniach po tym, jak zostawiłem samochód i poszedłem po kawę. Ale okazało się, że już w kawiarni go nie było. Nie wiem, co się z nim stało. Muszę zadzwonić do banku, żeby zablokować kartę — mówił dalej mocno rozemocjonowanym tonem. Marzył o czymś ciepłym. — Zimno mi — zakomunikował na koniec.
— Zaraz ci zrobię coś ciepłego do picia— Albert odpowiedział tylko i wpuścił Ridleya do domu. Skończył dopiero, kiedy wrzucił parasolkę do specjalnego stojaka, aby ociekła. — Rozbierz się w łazience, ubrania zostaw w wannie i możesz w moim szlafroku w sypialni zadzwonić do banku. Zrobię ci grzane wino z goździkami i pomarańczą. Lubisz goździki?
— Lubię, tak, lubię — odpowiedział Ridley, potakując dodatkowo głową. Potem szybko pozbył się butów i już stanął w progu łazienki. — Dzięki, Albert i… — odchrząknął — wybacz za podłogę. Posprzątam — dodał, wskazując na plamy, nim pospiesznie zamknął się w łazience. Musiał się chociaż trochę oblać gorącą wodą. Cały dygotał.
Gospodarz także spojrzał na mokrą kałużę, po czym pokręcił głową, prychnął na głupotę Ridleya i wyszedł do kuchni po szmatę, aby to wytrzeć. Przy okazji wyjął garnek i wlał do niego wino do grzania, które kupił. Dodatkowo dosypał do niego przypraw i goździków. Kiedy to grzało się powoli, posprzątał bez słowa i wyrzutów do kochanka.
Słyszał przy tym, że Ridley pozwolił sobie wziąć gorącą kąpiel, a potem nagle wyszedł z pełnej pary łazienki, zupełnie nago. Włosy miał mokre, ciało jednak już suche i rozgrzane, co było widać głównie na jego zaczerwienionej klatce piersiowej. Przemknął pospiesznie przez przedpokój, prezentując przy tym Albertowi swoje pośladki. Nie zatrzymał się, najpewniej chcąc już zarzucić na siebie szlafrok.
— Zadzwonię do banku! — dodał jeszcze przez ramię i zniknął w sypialni.
Albert zrobił trochę większe oczy, patrząc za znikającym mężczyzną. Za jego jasnymi pośladkami, plecami z pojedynczymi pieprzykami i … Wino! O mało nie zapomniał o winie. Nie mógł go zagotować.
Wrócił szybko do kuchni, aby sprawdzić jego stan, a kiedy już przelewał go do kubków, usłyszał dźwięki bosych stóp za plecami.
— Ładnie pachnie, prawie tak dobrze, jak świeżo zmielona kawa — odezwał się Ridley wyraźnie spokojniejszym głosem niż wcześniej. Miał już na sobie szlafrok i był suchy. To musiało go uspokoić, podobnie jak zabezpieczona karta przez telefon do banku.
— Prawie. Właśnie. — Albert uśmiechnął się pod nosem i wręczył Ridleyowi jeden z kubków z parującym wywarem, w którym pływał plasterek pomarańczy. — Wypij, będzie ci jeszcze cieplej. Z kartą załatwiłeś? Miałeś tam też dowód? Dobrze by było zgłosić to też policji.
— Zadzwoniłem i do banku, i na policję. Ale jutro sprawdzę, czy rzeczywiście nie ma tego w samochodzie. I dziękuję za wino. Chodź, usiądźmy razem — poprosił, po przyjęciu wina zahaczając palcem o dłoń Alberta. Uśmiechnął się bokiem ust. — Tęskniłem za twoim widokiem.
Albert spojrzał w dół, na jego dłoń, po czym sam ją chwycił i lekko ścisnął.
— Oby. Strasznie dużo z tym kłopotów — dodał pokrzepiająco, odnosząc się do zgubionego bądź ukradzionego portfela. — Nie denerwujesz się? — spytał jeszcze, kiedy nie puszczając jego dłoni, pociągnął go do pokoju, ale nie usiadł na kanapie, zastanawiając się samemu, czy nie lepiej położyć się w sypialni.
— Nie miałem tam dużo pieniędzy, chociaż martwi mnie, że będę musiał prawdopodobnie wyrobić nowe dokumenty — odpowiedział Ridley, a widząc po nim zawahanie, pociągnął go do sypialni. — Tam będzie nam wygodniej — wyjaśnił i puścił jego dłoń dopiero przy łóżku, żeby wygodnie się na nim ułożyć. Napił się od razu wina i odetchnął głęboko. — Jesteś mistrzem.
— W czym? — Albert spytał, siadając po drugiej stronie, z jedną nogą podkuloną pod siebie. W czarnych skarpetkach, spodniach i golfie.
— Teraz w dbaniu o to, żeby było mi ciepło w tak smaczny sposób — wyjaśnił rzeczowo Ridley i odsunął z czoła irytujący kosmyk. Potem znowu się napił i lekko podsunąwszy się do kochanka, oparł głowę o jego ramię. — To chyba koniec mojej złej passy na dziś, jeśli nie wyleję przypadkiem wina i nie będziesz na mnie zły.
— Wolałbym, aby ci się to nie przytrafiło, więc wypij wszystko szybko i odłóż kubek. Będzie ci ciepło i może się nie zaziębisz. Bo to może być następstwo twojej złej passy — Albert odparł dość szorstko, ale i tak przełożył wino do drugiej dłoni i odgarnął włosy Ridleya do tyłu. — Ładnie ci się kręcą.
Mężczyzna zerknął na niego i oblizał usta.
— Tym bardziej dziś, przez tę wilgoć. Phil wolał, jak zaczesywałem i sugerował mi ich ścięcie — przyznał i rzeczywiście napił się duszkiem więcej wina.
— Ale tego nie zrobiłeś, okazałeś się rozsądniejszy od niego — Albert na swój sposób pochwalił Ridleya, po czym pochylił się i pocałował go delikatnie w skroń. — Wiem, że zawsze rozmowy o byłych w filmach i romansidłach źle się kończą, ale… jaki on był?
Blondyn zerknął mu jeszcze tym swoim wyjątkowo czujnym wzrokiem, chcąc upewnić się, czy rzeczywiście Albert chce tego słuchać. Nie widział w jego twarzy żadnego podstępu, zazdrości czy niczego podobnego, więc uznał, że może rzeczywiście podzielić się z nim wspomnieniami. Odłożył jednak najpierw kubek na szafkę nocną i znowu przysunął się do boku kochanka.
— Też sprawiał wrażenie zbuntowanego mężczyzny… Groźnego i dość nieosiągalnego. Takiego, przed którym każdy chce się popisać, aby raczył zwrócić na nich uwagę. Taki, przy którym się czuje… modnie… pełnowartościowo… — Ridley szukał odpowiedniego słowa, ale nie do końca umiał to określić. Phil był taki… „super”. Choć po bliższym poznaniu go i całym związku okazało się to tylko pozą.
— Więc jak ty zwróciłeś na siebie jego uwagę? — Albert spytał bez cienia emocji. Był spokojny, zaskakująco spokojny. Nawet dla samego siebie. Jakoś czuł, że Ridley widzi w nim kogoś lepszego dla siebie niż w Philu.
Ridley musiał zmrużyć powieki i spróbować sobie przypomnieć tamten dzień, w którym poznał Phila.
— Ktoś go okradł — odezwał się w końcu, jakoś tak uśmiechając się do siebie krzywo przez skojarzenie z dzisiejszym dniem i dużym prawdopodobieństwem, że i jego portfel dzisiaj został skradziony. — W autobusie. Był pewien, że to ktoś z pasażerów, więc… postanowił poprosić kierowcę o zamknięcie pojazdu, by przeszukać pasażerów. Zrobił się wyjątkowo duży chaos i wielu było oburzonych… Ja siedziałem na samym tyle, a w trakcie całego przekrzykiwania wskazałem złodzieja. Jego zachowanie dla mnie było oczywistym dowodem winy. Rzeczywiście, okradł Phila, a potem w podzięce Phil zabrał mnie na kawę — skończył i zerknął w ciemne oczy Alberta. — Teraz powiesz coś o tym, że to tak nieprawdopodobne, że nadaje się na scenariusz do taniego romansu?
— A chcesz, abym tak to podsumował? — Albert poprawił się na łóżku. Sytuacja rzeczywiście wydawała mu się dość niespotykana, ale jego historia z Waltem też nie była banalna.
— Nie. Widzę, że jednak mi wierzysz, zapewne dlatego, że twój pierwszy związek nie zaczął się od czata czy podrywu w gejowskim klubie — odpowiedział Ridley, jak zwykle aż niepokojąco przewidując jego reakcje i myśli. — Łączy nas coraz więcej.
— Dziwne początki związków i winda — Albert podsumował i wychylił się do zarumienionego policzka Ridleya. — Cieplej ci?
— Dużo bardziej — przyznał blondyn i przekręcił się nieco na bok, po czym przełożył nogę przez udo Alberta. Dodatkowo jego ciało grzało, co było przyjemnym doznaniem po tym, jak zmoknął na dworze. — Najcieplej w żołądku, dzięki winie. Ale teraz też w nogę…
Albert uśmiechnął się lekko. Niezobowiązująco, nie wyjątkowo mocno, jakby się starał. Zwyczajnie, bo było mu miło, a kącik ust sam się uniósł w gorę.
— Spędzamy zaskakująco dużo czasu w łóżku — zauważył, już nie komentując i dla rozluźnienia przesuwając dłonią po udzie Ridleya.
— I seks wciąż walczy z książkami o przewagę w tym, co tu zajmuje więcej czasu… Więc chyba nie musimy na to narzekać — odpowiedział blondyn, wdychając lekko jego zapach i przypatrując się jego twarzy. Lubił z niej wyczytywać, że Albert był rozluźniony. Na samym początku, kiedy dopiero się poznali, miał wrażenie, że zawsze jest spięta. — Zresztą, lubisz tak spędzać ze mną czas. Czujesz się bezpiecznie, spokojnie i bez nacisku z mojej strony.
Dziennikarz prychnął pod nosem i pokręcił głową z lekkim rozbawieniem.
— Tak, głównie kiedy nie robisz mi psychoanalizy. — Nie żeby się nie przyzwyczaił i nie polubił tego na swój sposób, ale nadal, kiedy Ridley tak wywlekał na światło dzienne to, co czuł, lekko go frapowało.
— A kiedy lubisz najbardziej? — zapytał Ridley, podsuwając się do niego jeszcze bardziej, choć niespiesznie i przesunął nosem po linii jego szczęki. Lubił fakt, że była zarośnięta.
Albert spojrzał na jego czuprynę z góry i wsunął palce między jasne włosy. Pomasował opuszkami czaszkę kochanka, po czym schylił się i pocałował go. Długo, leniwie i czule. Bez żadnego zbędnego pośpiechu, zdenerwowania czy nacisku w jakąkolwiek stronę.
— Teraz — odparł, kiedy w końcu się odsunął.
Ridley zatopił swoje zazwyczaj czujne, a teraz zwyczajnie zrelaksowane spojrzenie w jego oczach. Oblizał swoje blade wargi i wykrzywił je w lekkim uśmiechu. Miał na sobie soczewki, więc dobrze widział Alberta i musiał przyznać, że naprawdę mu się podoba. Tak samo jak jego dłoń na udzie i w ogóle fakt, że sobie razem tu leżeli, że zapłacił za niego za taksówkę, że się troszczył i że mogli razem spędzać czas nawet na czytaniu książek, bez znudzenia.
Nic nie dodając, wychylił się i sam jeszcze raz złapał usta kochanka w pocałunku. Chciał więcej. Całowało mu się z nim cudownie.
Albert oddał pocałunek z uśmiechem w oczach. Kiedy jednak zauważył tęczówki Ridleya przed swoimi, zabrał dłoń z jego uda i zakrył je nią. Na chwilę też się odsunął od jego ust.
— Nie patrz — rozkazał twardo, mimo że na ustach miał szeroki uśmiech. Czuł się dobrze z tym facetem. Mógł być sobą. Nie byli identyczni, ale to było w tym najlepsze, bo czuł, że Ridley go akceptuje. I… chyba był zakochany.
Ridley zamrugał pod jego dłonią, nieruchomiejąc.
— Odbierasz mi moją broń, moje oczy — odpowiedział z lekko udawaną powagą, aż się dziwiąc, że nie czuje się zaniepokojony. Kiedyś Phil zasłonił mu oczy i wtedy nie czuł się dobrze. Wręcz się bał, co może zrobić, a czego on nie przewidzi. Albertowi bardziej ufał.
— Wiem. Dlatego to robię. — Albert uśmiechnął się szeroko, zaraz jak odpowiedział, starając się brzmieć całkowicie poważnie. — Bo za bardzo patrzysz, za dużo wiesz o mnie. A ja mogę tylko pytać. — Westchnął, starając się panować nad głosem. Pochylił się po tym do Ridleya i zaczął go lekko całować po policzkach, ustach, brodzie i szyi.
Od razu wyczuł, jak jego kochanek wciągnął głębiej powietrze. Jak jego noga chyba odruchowo potarła o jego udo, a dłoń lekko zacisnęła się na jego boku.
— Odpowiem ci na wszystko, o co zapytasz — zapewnił Ridley z krótkim uśmiechem i znowu sapnął, czując jego usta. Tylko czując, a nie widząc, co wzbudzało w nim podejrzanie przyjemne ciarki.
— Jak się czujesz? Teraz. — Albert zapytał, powoli drażniąc skórę kochanka.
— Ciepło — odpowiedział od razu, bez wahania i lekko przekręcił głowę, poddając się i wręcz domagając więcej pieszczot. Znowu jego ciało zadrżało. — Ciepło, bo mnie rozgrzałeś, bo w twoim mieszkaniu jest przytulnie. I ciepło, bo jesteśmy razem i to bardzo… mmm, bardzo miłe uczucie, Albert.
— A co jest jeszcze miłe? Co lubisz ze mną robić? — były duchowny pytał dalej, nadal zasłaniając Ridleyowi oczy i wpatrywał się w jego usta. Wpierw miał dać mu czas na odpowiedź, ale w efekcie pocałował go w nie mocno, acz krótko.
— Mmm… To — odmruczał mężczyzna, niemal wiercąc się przy nim na łóżku. — Uwielbiam się z tobą kochać. I czasem bardziej lubię czytać z tobą recenzje filmów, które chcemy razem obejrzeć, niż ich oglądanie. Lubię z tobą rozmawiać równie mocno o pogodzie i filozofii. Nawet lubię, jak idziemy razem na zakupy i mogę patrzeć na ciebie z dystansu jednego kroku. — Zaśmiał się na koniec.
Albert z każdym słowem wypowiadanym przez drugiego mężczyznę miał coraz większe oczy i zaskoczenie na twarzy. Teraz, kiedy Ridley go nie widział, mógł sobie na to pozwolić. Na szczery szok, jak bardzo ten jest w niego zapatrzony. Liczył jednak, że nie za bardzo. To nie było zdrowe. Wiedział to po tym, jak sam był zauroczony Walterem.
— A wady?
— Jesteś nieufny, często wobec czegoś nowego, więc rzadko próbuję podsunąć ci książkę czy film, który odbiega od tego, co czytasz i oglądasz. Choć chciałbym o tym porozmawiać. I jak masz zły humor, jesteś nieprzyjemny i potrafisz sprawić, że jest mi przykro — Ridley odpowiedział wręcz nad wyraz szczerze. Czyli jak zwykle, mówiąc, co myśli.
Albert chciał prychnąć, ale nie dał tym samym znaku, co myśli. Uśmiech nie spłynął mu jednak z ust, bo podziwiał w Ridleyu to, jak ten umiał zarówno mówić, co w nim lubi, oraz co go w nim boli.
— A ty? Jak myślisz, co najbardziej w tobie lubię, a co mnie drażni?
Tym razem Ridley lekko się zaciął. Albert nawet poczuł, że lekko znieruchomiał. Blondyn za to spróbował sobie przypomnieć wszelkie pozytywne reakcje Alberta, by spróbować ocenić, co ten mógł uważać w nim za pozytywne.
— Lubisz moje włosy — wypalił.
Albert nie zabierając dłoni, pocałował go w policzek.
— Coś jeszcze? I wady, mój ty psychoterapeuto.
— Nie lubisz… kiedy wracam do twojej przeszłości, kiedy porównuję to, co jest między nami, do tego, co miałeś z Waltem. Gdy porównuję siebie do Walta…
Kiedy mówił, czuł, jak dłoń na jego oczach lekko drgnęła. Mimo że nie widział Alberta, czuł przez to, że trafił.
— Mhm… nie lubię tego. Ale… jednak jak pomyślę… to macie coś wspólnego — zaczął i zabrał dłoń. — W nim się zakochałem… i — schylił się całując go lekko — w tobie najwyraźniej też. Ckliwie, co? — dodał i uśmiechnął się półgębkiem.
Ridley rozchylił lekko wargi, zapatrując się na jego twarz. Uniósł dłoń, jakby nie wiedział, co chce z nią zrobić. Potem ponownie położył ją na jego biodrze, a potem znowu ją uniósł, by złapać go za bok twarzy.
— Wspaniałe — wydyszał i pocałował mocno Alberta. — Ja też. — Pocałował go znowu, przymykając oczy. — Ja też się zakochałem.
Albert odetchnął z ulgą, nie przejmując się, jak Ridley może to odczytać, zinterpretować i jak wygłosić jego odczucia na głos. Wiedział, że na pewno byłaby to słuszna analiza, a teraz, kiedy już to z siebie wydusił, już się tak tego nie obawiał. Że ten zauważy to wcześniej niż usłyszy.
— Deszcz, taksówka, wino, łóżko i wyznania. Napiszmy scenariusz i wyślijmy gdzieś. Zrobią z tego komedię romantyczną. Tylko pytanie, komu przydzielimy kobiecą rolę.
— Nie psuj chwili! — Ridley zaśmiał się i przylgnął do niego mocniej, całując znowu. I do tego teraz jeszcze czujniej oglądał jego twarz, chcąc ujrzeć jak najwięcej tych pozytywnych emocje, które wyczuwał. Widział, że Albert poczuł się dobrze po jego odpowiedzi i czuł, że obaj byli w tym momencie szczerzy. — Nie chcę, żeby ktokolwiek oglądał naszą historię. I tak nikomu by się nie chciało oglądać dwóch gejów, którzy co wieczór jak rytuał czytają książki w łóżku — zamruczał na koniec i poskubał dolną wargę Alberta.
Albert odsunął go za czoło.
— Już mnie nie skub, tylko się normalnie pocałuj — warknął i przyciągnął go po sekundzie do mocnego pocałunku. A kiedy usta blondyna były już różowe od niego, dodał: — To jak nie film to książka?
— Książka zawsze jest lepsza niż film… A my zasługujemy na książkę — przyznał Ridley z przekonaniem w głosie i dmuchnął w grzywkę. Nic to nie dało. No, może poza wywołaniem uśmiechu na ustach Alberta.
— Może. I znowu miałeś rację, chociaż czasami to irytujące. Lubię je — zaznaczył i sam palcami odsunął kosmyk skręconych, jasnych włosów do tyłu.
— A ja je. — Ridley za to przesunął palcami po jego zaroście, zapatrując się w tamto miejsce. Potem przytulił się mocniej do Alberta. — A nasza historia i tak jest nudna. Przyjemnie nudna. Choć ty jesteś ciekawy. Cały czas coś w tobie odkrywam.
— Taka niekończąca się opowieść? — Albert prychnął, po czym pchnął Ridleya, aby położył się na płasko i przytulił do niego, opierając głowę o jego ramię. — Cieszę się, że miałeś do mnie cierpliwość i… że — zaciął się, czując, że się zapędza. Miał nadzieję, że to wina alkoholu. — Że na razie jest jak jest i… pójdę teraz wziąć prysznic, a jak wrócę, to zamiast wieczoru z książką, chcę wieczór z… — Przesunął wzrokiem po jego ciele, dłonią zsuwając się tam, gdzie ten nie sięgał. Nie dodał nic więcej, wierząc, że Ridley z jego mocno bijącego serca wyczyta, o co mu chodzi.
Klatka piersiowa blondyna powiększyła się znacznie za sprawą głębokiego wdechu. Potem przesunął ustami po włosach Alberta i przytaknął.
— Poczekam.
— No, ja myślę! — Albert fuknął pod nosem groźnie, po czym wstał z łóżka i na moment przystanął przy szafce nocnej. — Um… — nie skończył tylko wskazał ją. — Sprawdź.
Ridley zerknął tam, a potem na swojego faceta. Pokiwał głową i podsunął się do szafki, czując rosnące napięcie. Domyślał się, co tam znajdzie, zanim tam zajrzał.
— Idź. Już mi gorąco — ponaglił swojego kochanka, wyciągając lubrykant. Nie chciał kondomów.
Albertowi tego akurat nie trzeba było powtarzać, bo już był w drzwiach sypialni. Nim Ridley przeczytał etykietkę, zatrzasnął się w łazience, powoli uspakajając się po tym, że sam zaproponował tak w jednoznaczny, słowny sposób seks. Może był głupi, że tak się tym denerwował, jak jakiś nastolatek, ale nigdy do końca nie pozbył się stresu przed seksem, który nabył jako ksiądz.
Ridley czekał na niego cierpliwie. Korzystając z chwili, poszedł jeszcze do kuchni i pozwolił sobie poczęstować się jeszcze winem. Wiedział, że ma wręcz porażkowo słabą głowę, ale chciał się bardziej rozluźnić. Więc kiedy tylko wyszedł z kuchni, miał już mocno zarumienione policzki.
Zdjął z siebie szlafrok, przysiadł nago na łóżku i zaczął się dotykać.
Kiedy już masował swoje coraz bardziej ściągające się jądra, usłyszał, jak z łazienki wychodzi gospodarz. Czekał tylko chwilę, nim zobaczył go jedynie w ręczniku na biodrach w drzwiach sypialni.
— Nie czekałeś.
— Przygotowywałem się — sprostował Ridley, unosząc się z łóżka i podchodząc do kochanka. Objął go w pasie i delikatnie przesunął palcami pod skrajem ręcznika.
Albert założył ręce na klatce piersiowej i uśmiechnął się chytrze, patrząc w oczy Ridleya.
— Tak? A mnie też przygotujesz?
Blondyn odpowiedział uśmiechem i zaczesał palcami włosy w tył, a przynajmniej spróbował.
— Chętnie — odpowiedział i uklęknął przed nim, od razu powoli zsuwając mu ręcznik z bioder.
Albert przełknął dyskretnie ślinę i skinął głową, nie zmieniając pozycji. Może powinien jakoś delikatnie zachęcić Ridleya, pokazać mu, że docenia, co robi… czy cokolwiek, ale serce aż mocniej mu zabiło, kiedy ten znalazł się przed jego kroczem z ustami, a on stał tak wyprostowany i na swój sposób władczy.
Ujrzał, jak piwne oczy jego kochanka zerkają na niego w górę, a potem znowu kierują się na jego członek. Ręcznik został odrzucony na podłogę sypialni, a dłonie Ridleya delikatnie spoczęły na biodrach Alberta. Jedna po chwili pomasowała pachwinę, palcami zaznaczyła drogę od podbrzusza do nasady członka, aż wreszcie mężczyzna powoli wychylił głowę i bez słowa, w zupełnej ciszy oddał się wsuwaniu sobie penisa do miękkich, już zarumienionych ust.
— M… — wyrwało się bardzo krótkie od strony Alberta. Ten jednak starał się panować nad sobą, chociaż sam czuł, jak robi mu się duszno i gorąco. A do tego czuł sporo wilgoci na swoim penisie, do czego po chwili dołączyło ssanie.
Ridley często w łóżku miał zamknięte powieki, podobnie jak teraz. Choć nie było za bardzo widać jego twarzy z perspektywy Alberta, bo włosy skrywały mu czoło. Usta za to sprawnie się nim zajmowały, a język od spodu co chwilę się poruszał, jakby poprawiał ułożenie penisa i lekko go masował. Ridley po dłuższej chwili nawet coś zamruczał, ale miał pełne usta, więc Albert nie zrozumiał co.
Chwilę jeszcze poczekał, ale kiedy i sam był „przygotowany”, bez pośpiechu odsunął Ridleya od swojego krocza. Przy okazji, z racji że położył mu dłoń na włosach, przesunął je między palcami.
Mężczyzna zadarł głowę, by na niego spojrzeć. Uniósł się i zbliżył do niego, po czym zastygł. Przełknął ślinę i zapytał z ledwo wyczuwalnym zawahaniem:
— Możemy się całować po oralu?
Albert ściągnął groźnie brwi i pokręcił głową. Nie jednak na samo całowanie, a na głupie pytanie. Nie odpowiedział też, tylko widząc miną Ridleya, chwycił go mocniej za bok głowy i sam przyciągnął do pocałunku. Aż mu coś podskoczyło w żołądku i nie była to reakcja na sam pocałunek, a też na fakt, że ich penisy się o siebie otarły.
Ridley stęknął i wręcz stanął lekko na palcach, mocniej trąc kroczem o jego krocze. Przekręcił też głowę, by pogłębić pocałunek. Ubóstwiał całowanie się z Albertem! To uczucie jego zarostu na twarzy, gorące usta, zapach i obejście. Kręciło go to i rozluźniało. I był pewien, że od tego pocałunku nabrał jeszcze większych wypieków niż od wina.
— Łóżko? — zasugerował, gdy ich usta się rozłączyły.
— Łóżko — Albert przytaknął, zerknął za jego plecy, objął go w pasie, zrobili razem kilka kroków, po czym pchnął go na nie. Włosy Ridleya znowu się rozsypały na pościeli. — Zetniesz je, to dopiero mnie popamiętasz — zagroził, po czym od razu zlustrował ciało kochanka, niszcząc tym samym swoje groźne ja.
— Obiecuję, że nie zetnę, jeśli ty nie zgolisz tego zarostu — odpowiedział przekornie blondyn, uśmiechając się do niego lekko. Sięgnął przy tym na ślepo po lubrykant, który odrzucił na poduszki.
— Nigdy mam go nie golić? — Albert prychnął i także wszedł na łóżko. Położył się tuż obok i pociągnął Ridleya, za biodro, do siebie. — Jak chcesz?
— Blisko — odpowiedział mężczyzna, przytulając się klatką piersiową do gospodarza. Wykorzystał okazję i cmoknął go w usta. Potem wychylił się do jego ucha, koniuszkiem języka połaskotał płatek i szepnął: — Mogę ja ciebie?
Albert odwrócił głowę, aby zobaczyć twarz kochanka. Nie myślał długo, ale odrobinę przedłużył odpowiedź.
— Mhm… Możesz.
Ridley pocałował go w podzięce, a Albert, kiedy wciąż czuł jego wargi i język na swoich ustach, wyczuł też wilgoć na dole. Na razie dość chłodną, ale opuszki palców, które zaczęły rozsmarowywać ją po jego rowku, były ciepłe i delikatne.
Rozchylił wargi, przesuwając nimi jednocześnie po ustach kochanka. Ciepło i tarcie między nimi wywołało w nim przyjemny, elektryzujący dreszcz. Podobny do tego, jaki zaatakował go z dołu, kiedy Ridley lekko naparł na jego wejście.
— Aż nie wiem, gdzie jesteś cieplejszy… Czy tutaj — wsunął na chwilę język do jego ust, drażniąc podniebienie — czy tutaj — dodał cichym i spokojnym, choć przesyconym pożądaniem głosem i zanurzył powoli dwa palce w jego wejściu. Opuszki od razu zawędrowały głębiej, szukając wrażliwego punktu.
Albert nie odpowiedział, bo stęknął nisko, zamykając na moment oczy. Wiedział, że nie powinien porównywać. Że sam nienawidził, jak Ridley to robił, ale… jeśli było to dobre porównywanie? W końcu czuł się tak lepiej i luźniej, kiedy to Ridley go pieścił, a nie Walter. Co prawda prawnik miał w tym naprawdę dużą wprawę, ale Ridley robił to chyba inaczej. Albert czuł na sobie jego spojrzenie, a palce wydawały się reagować od razu na zmianę jego mimiki. Gdy delikatnie się skrzywił, nie rozciągały mocniej, gdy drgnął, wzmocniły pieszczoty tego przyjemnego miejsca. Wydawały się czytać jego reakcje tak, jak oczy Ridleya czytały jego myśli.
— Pożądam cię, Albert — wydyszał blondyn, wsuwając twarz w jego szyję i całując go po niej, a kciukiem odsunął sobie pośladek kochanka i głębiej zanurzył pozostałe dwa palce.
— To… to dobrze to robisz… — Albert stęknął nadal z przymrużonymi oczami i palcami wsuniętymi we włosy kochanka. Odchylił też głowę, aby poczuć bardziej na swojej rozgrzanej skórze te zwykle jasne usta. Delikatnie go tam ssały, ale nie tak, by zrobić ślady. Ridley naprawdę miał wyczucie, mimo że widać było, że sam już nie może się doczekać dalszej części. Zajął się nim na tyle dobrze, że Albert nie poczuł specjalnego dyskomfortu, gdy wsunął w niego trzeci palec.
— Mm… Jak się czujesz? — Ridley zapytał po chwili, przesuwając się bardziej na Alberta, by nad nim zawisnąć i zrobić to od przodu.
— Mmm… Dobrze. Zresztą… chyba sam… widzisz — odparł, prężąc się na pościeli i na chwilę zaciskając palce na włosach kochanka. Potem przesunął nią po jego karku, aż na pośladek, który ścisnął mocno. — Nie każ mi czekać.
Ridley wydał z siebie głośniejszy jęk na taką zachętę.
— Nigdy! — zapewnił i mocno go pocałował, po czym wysunął z niego palce. Zadarł mu jedną nogę, tylko na tyle, aby móc się nakierować. Spojrzał głęboko w ciemne oczy kochanka i zaczął go rozpychać swoim członkiem. Powoli, żeby ten seksowny tyłek tego gorącego dziennikarza przyjął go chętnie.
Albert stęknął krótko i jedną dłonią ścisnął mocno pośladek kochanka, a drugą jego ramię. Było mu dobrze. Ciężko, gorąco, przyjemnie. Tak jak powinno być. Bez zbędnych myśli, ze zwykłą fizycznością. Dodatkowym, przyjemnym doznaniem, które ogarnęło jego ciało poza całkowitym wypełnieniem, była bliskość ciała Ridleya. Ten uznał, że chce być blisko Alberta, więc gdy tylko wszedł w niego w całości, obniżył się i przytulił całym ciałem do dziennikarza. Delikatnie chapsnął zębami jego zarośnięty podbródek i poruszył samymi biodrami.
— Ssiesz go — wydyszał, cały czerwony na twarzy i klatce piersiowej.
— Głu… głupi — Albert odparł karcąco, a przynajmniej spróbował. Jego szybszy i nierówny oddech nie był czymś, co dobrze łączyło się z surowym tonem.
Ridley tylko zaśmiał się krótko, samemu oddychając ciężko. A gdy tylko przyspieszył tempo swoich pchnięć i wręcz odpływał w tym miękkim, gorącym wnętrzu kochanka, sięgnął do jednej jego dłoni i splótłszy z nim palce, uniósł ich dłonie nad jego głowę.
Albert ściągnął brwi i kiedy już miał coś powiedzieć, z jego ust zamiast kąśliwej uwagi wydobył się niski jęk. Wygiął się na pościeli i zacisnął palce na palcach Ridleya. Jego penis tarł o brzuch kochanka, a jemu było coraz intensywniej.
Ridley impulsywnie wolną dłonią sięgnął pod ciało Alberta, oplatając ją w jego pasie i podciągając bardziej w górę. Tym samym wygiął go lekko w łuk i zaczął go szybciej pieprzyć. Tak, lubił, kiedy Albert tak reagował! Miał wrażenie, że daje mu naprawdę dużo przyjemności swoim penisem. Cieszył się, że jego kochanek też lubił być pasywem. Nie tak jak Phil, który godził się na to tylko i wyłącznie w zamian za doskonałą kolację czy posprzątanie mieszkania. Był dupkiem. A Albert to naprawdę lubił, chciał tego i… och, tak jęczał.
— Mój kochanek — wydyszał blondyn, wciskając w niego członek najgłębiej jak mógł.
Albert stęknął głośno i wyprężył się, zaciskając przy tym na Ridleyu. Znowu stęknął, czując, jak serce łomocze mu się w klatce piersiowej i jak szaleńczo wszystko w nim wiruje. I…
— Puść… mnie! — wydyszał.
Ridley momentalnie zastygł i serce mocniej, ale tym razem nieprzyjemnie zakłuło go w piersi. Puścił dłoń Alberta jak poparzony, a tę spod niego wyszarpnął. Jego piwne oczy rozszerzyły się w przestrachu.
— Coś nie…? Przepraszam? — wydyszał szybko i trochę panicznie. Zabolało go? Coś poszło źle?
Albert nie odpowiedział, tylko warknął. Złapał go za bok twarzy i ściągnął do siebie, wpijając mu się w usta w mocnym, wręcz niecierpliwym pocałunku. Nie miał czasu na tłumaczenia, a jego ust potrzebował teraz, natychmiast!
Ridley mocniej otworzył oczy, dysząc przez nos z podenerwowania. Wszystkie emocje się w nim kotłowały, mieszając się i sprawiając, że cały się gotował. I nie potrafił odepchnąć Alberta, a wręcz łapczywie odpowiedział na pieszczotę, postękując przy tym w jego wargi. Biodra też samoistnie się poruszyły, przy okazji pozwalając członkowi Alberta otrzeć się o jego brzuch.
Albert, nie puszczając jego twarzy i całując się z nim, objął go łydką za udo i przycisnął do siebie. Jego ciało aż się wiło pod Ridleyem. Chciał go dotykać, być blisko i pieścić się z nim. Pragnął tego nieznośnie mocno. Czuł, że zaraz dojdzie.
Przy tym wszystkim nie miał pojęcia, że jego partner w tej gorączce, która ich ogarnęła, stara się wychwycić ten moment. Sam już był gotów, zupełnie oślepiony przyjemnością, jaką dawał mu seks z Albertem, ale chciał, musiał dojść z nim równo! Zawsze to lubił, wydawało mu się to niezwykłe i dodatkowo stymulujące. Więc kiedy tylko poczuł, że mężczyzna pod nim mocniej drży, sam stęknął i puścił hamulce, napełniając go głęboko swoim nasieniem. I w sumie nie był pewny, czy się udało. Przez chwilę wszystko było tylko drgającymi nerwami, mrugnięciami bieli i czerni przed oczami, ale efekt był. Obaj spleceni ze sobą dyszeli po osiągniętym orgazmie, sklejeni ze sobą spermą Alberta, na skołtunionym łóżku.
Ridleyowi zajęło chwilę całkowite przywołanie świadomości. Rozejrzał się, potem zsunął lekko z kochanka i objął go w pasie.
— Teraz nie jest mi ciepło. Teraz mi gorąco. Już nawet nie pamiętam tego, jak mnie mroziło kilka godzin temu — ni to wydyszał, ni to wymruczał, spozierając na przystojną twarz Alberta. Miał wrażenie, że sporo przystojniejszą od niego. A może po prostu zupełnie inną?
Albert zerknął na niego kątem oka i lekko się uśmiechnął. Teraz, kiedy powoli schodziło z niego ciśnienie, więcej do niego docierało.
— Ridley…
— Mhmm?
— Przepraszam, że cię nastraszyłem.
Jasne brwi drugiego mężczyzny delikatnie się uniosły, a kiedy Ridley zrozumiał, o co chodzi, sam mocniej się zarumienił.
— Nie zrozumiałem… Przesadziłem z reakcją, nie przepraszaj — odpowiedział lekko zawstydzonym tonem, co było tylko podkreślone tym, że uciekł spojrzeniem.
Albert prychnął pod nosem z kpiącym uśmieszkiem. Zmęczonym, kpiącym uśmieszkiem.
— Dobrze, nie będę, jednak miło mi, że się o mnie troszczysz. Trochę przesadnie, ale jednak.
Ridley westchnął ciężko, czując, że zrobił z siebie pajaca, ale nie drążył już tego. Albert kpił, więc był rozluźniony. Tak, to było dziwne kryterium, ale umiał rozpoznać, kiedy była to kpina na poważnie, a kiedy taka wskazująca na jego dobre samopoczucie. A to dzięki tamtej niespodziewanej wizycie Walta. Wtedy usłyszał prawdziwy przekąs w ustach Alberta. Do niego za to kierował drwiny w zupełnie innym tonie, pozbawionym wrogości.
— Doszliśmy równo — rzucił po chwili, znowu zerkając na jego twarz i podpierając własną o dłoń.
Albert także się przekręcił, po czym usiadł na łóżku.
— Mniej więcej tak. A teraz mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.
Spojrzenie Ridleya nabrało ciekawości.
— Tak?
— Pójdziesz do łazienki i napuścisz wody do wanny. Weźmiemy kąpiel.
Ridley uśmiechnął się, uniósł i cmoknął Alberta.
— Zrobiłbyś w tym czasie więcej tego wina? Wypilibyśmy w wannie, jeśli się zgodzisz.
Albert przeciągnął się, podrapał się po szczęce i zastanowił się. Nie za bardzo mu się chciało. Był, delikatnie mówiąc, brudny.
— Wygodniej by było, jakbyś mnie wyręczył, ale zgoda. Idź zająć się wodą.
Ridley jeszcze przeanalizował jego twarz, oceniając jego poziom „niechcenia”. Uznał ostatecznie, że nie jest on na tyle wysoki, by Albert na nim się wyżywał za to, że musiał podgrzać wino. Rzucił mu więc jeszcze jeden uśmiech i dopiero wyszedł do łazienki.
Czuł się dobrze. Mieli udany seks, był zakochany i akceptowany, a do tego jego partnerem był wyjątkowo przystojny i intrygujący mężczyzna, z którym łączyło go tak wiele, jak wiele ich dzieliło. Gdyby jeszcze tylko portfel się odnalazł…

19 thoughts on “Bonus – Mokry Ridley

  1. Yuu. pisze:

    Czyli jednak nie taki zły dzień :D Ogólnie jestem pechowcem, ale żeby móc tak sobie wrócić do domku i się tak ogrzać, mrr, słodko <3
    Yuu

  2. Katka pisze:

    Tigram, aż tak? No proszę, nie spodziewałam się, że są aż w czołówce :D Fajnie, chociaż to chyba też trochę ból, że w takim razie jest ich tak niewiele ;) Ale nie wykluczam, że będzie więcej.

  3. Katka pisze:

    Basia, pozwól, że tutaj odpiszę Ci na wszystkie komentarze pod bonusami Albertowo-Ridleyowymi. Zgadzam się, że dogadywanie się wychodzi im nieźle. Dla mnie to właśnie to dogadywanie się jest u nich najbardziej specyficzne, bo raczej nie rozmawiają tak, jak reszta ludzików w ich wieku, mówię tu głównie o tematyce. Są chyba dość mocno dojrzali, albo po prostu patrzą inaczej na świat przez te swoje złe doświadczenia. No i Albercikowe bycie księdzem też swoje zrobiło. Dzięki za komentarze i również pozdrawiam :)

  4. Basia pisze:

    Witam,
    ach kolejny raz się przekonuje do tego, ze bardzo do siebie pasują…. czytało się naprawdę wyśmienicie, i jak widać Wolter pozostawił poważne blizny w duszy Alberta…
    weny, weny, weny…
    Pozdrawiam cieplutko

  5. Shivunia pisze:

    Sharon >> Ja też się wpędziła bym w alkoholizm jakby jakaś nasza postać ukochała tak miód pitny jak ja. A jak mowa o winku grzanym, może se kupie jutro buteleczkę… i w piątek wypije przy ciastkach i filmie. Hmm…
    A wracając do rzeczywistości. Piękne tłumaczenie. Zabrzmiało jak wściekłej kobiety XD ups
    „Czasem mi się wydaje, że specjalnie je rozdrapują, żeby pokazać kto ma większą. Tak jak ja z kolegami na podwórku porównywaliśmy poobcierane kolana, żeby udowodnić kto jest “pro” i “the best”” – taaaa piękne porównanie. I coś w nim jest. Chociaż jak się głębiej nad tym zastanowię i nad Albertem… To przeraża mnie i napawa sporą dozą słodko gorzkiego niesmaku fakt, że coś takiego, słuchanie o tym jak Ridley miał chujowo ze swoim byłym, poprawia Albertowi samopoczucie, a raczej tak ciut go uzdrawia. I dodaje mu takich pozytywnych myśli że „aż tak źle nie miałem”. I udowadnia mi to że Albert to chujek czasami.
    Ale znowu trochę odbiegłam od tematu.
    ‘przeszłość często boli. Można od niej uciekać albo wyciągnąć z niej jakieś wnioski”.- NICE! Chociaż zastanawiam jakich więcej rzeczy mogli by się nauczyć poza tym, że trzeba być ostrożnym, nie zakochiwać się w kimś kto nie odwzajemnia uczuć i … w sumie nie wiem. Nie znam aż tak Ridleya.
    I słowo na koniec. Dużo bonusów bo a) są uroczy b) jest zima i była jesień. Oni zaaaawsze kojarzą mi się z deszczem, jesienią, ciepłym kakao, książkami i kołdrą. A kiedy nam tego trzeba… to cóż. Jak nie ma się własnego życia XD

  6. Sharon d'Arc pisze:

    Przysłowie Ridley’a na dziś: „nieszczęścia chodzą gromadą” XD
    „Coś się stało, czy marnujesz czas na dzwonienie do mnie, kiedy miałeś tu być już ponad piętnaście minut temu?” w wolnym tłumaczeniu: „obyś miał naprawdę dobre wytłumaczenie, dlaczego cię tu jeszcze nie ma”. Ale, serio, rozwalił mnie ten tekst. o i grzane wino. Mniam. Od grudnia po 2 euro we Frankfurcie XD Myśląc logicznie, skoro od poprzedniego bonusu mam w kółko ochotę na tartę cytrynową to teraz będę miała na grzane wino… i wpędzę się w alkoholizm T.T
    Ale to słodkie, że oni się tak o siebie troszczą. Ciągle mają rany po swoich poprzednich związkach. Czasem mi się wydaje, że specjalnie je rozdrapują, żeby pokazać kto ma większą. Tak jak ja z kolegami na podwórku porównywaliśmy poobcierane kolana, żeby udowodnić kto jest „pro” i „the best”… Ale ważne, że słuchają siebie nawzajem, to pomaga się tak komuś wygadać. Jak sobie pomyślę, że dawno, dawno temu kibicowałam Albertowi i Walterowi i wyć mi się chciało jak się w kółko kłócili… Prawda, że przeszłość ma znaczenie, ale powinni obejrzeć „Króla lwa” i scenę jak Rafiki wali dorosłego Simbę tą laską w łeb: ‚przeszłość często boli. Można od niej uciekać albo wyciągnąć z niej jakieś wnioski”.
    Szkoda, że nie było sceny jak biorą kąpiel ale i tak cieszę się, że jest tyle bonusów o nich, bo w IOI było tego naprawdę malutko…

  7. Seiridis pisze:

    Nie, to nie są wpadki. :D To charakterystyczny dla postaci styl wypowiadania, po prostu. xD A to, że mnie rozbawił, to nic złego, ja się z różnych rzeczy potrafię zacząć śmiać. : D

  8. Katka pisze:

    Seiridis, ja prowadzę Ridleya i jestem z tego dumna XD A tak serio to… cóż, wpadki się zdarzają XD I fajnie, ze się podobało :) Albercik się rzeczywiście otworzył, ale chyba jeszcze wiele przed nimi :)

  9. Seiridis pisze:

    „— Pożądam cię, Albert — wydyszał blondyn”
    „— Mój kochanek — wydyszał blondyn”
    Wiem, że kiedyś była o tym notatka, ale która mistrzyni prowadzi Ridleya? Ale się uśmiałam. :D
    Fajny bonus, taki czuły. Albert się w końcu otworzył, to dobrze dla niego. :)

  10. Shivunia pisze:

    Tigram >> Pytanie też czy mocne blizny, czy po prostu Albert jest z tych co pielęgnują mimowolnie takie rany. Chociaż z drugiej strony, oni obaj są ofiarami swoich poprzednich związków i moim osobistym zdaniem Ridley miał gorzej.
    I miło słyszeć, że ich lubisz ;)

    Illita >> hahaha takie aww.. jak słodko, miło oh.. ale jednak! Miło jednak ze się podoba mimo Albercika. Fajnie też że się podoba… ja na prezent na mikołajki poproszę coś mocno przeciwbólowego…. T_T

    Saki >> Oni nadają się bardzo dobrze na pisanie kiedy chce się zakopać pod kołdrą i pić ciepłą czekoladę z piankami. Dlatego też u nich mam wrażenie, zawsze jest jesień. Ewentualnie chlapowata zima. Taka jaką mam za oknem… fuj.
    Ten kto skończy na dole, to nigdy nie wiadomo. Ale to osobiście tez lubię. Uniwersalnie jak jest jest fajnie. I taaa Phil i Walt wracają jak bumerandg. Jak nie jeden to drugi. W końcu obaj, Al i Rid, są po przejściach, a że się rozumieją pod tym względem jakoś i umieją rozmawiać a nie tylko mieć gorący seks…
    Rozgadałam się, trochę tez odbiegając od tematu. Dziś jestem średnio żywa :/
    Dzięki za literówki… poprawie je ja czy Kat jak wróci…
    Idę szukać termoforka :(

    Marta >> Miło to słyszeć ;) Zawsze jakiś. Ja np dostałam czekoladki

  11. saki2709 pisze:

    Jeeej :) Znowu Ridley i Albert :)) Jak ja ich uwielbiam. A to było słodkie. Biedny Ridley, wszystkie nieszczęścia na raz… Ale jak to mówią, nieszczęścia chodzą parami. No i wyznali swoje uczucia. Jak ja kocham takie sceny. A seks był gorący. Chociaż spodziewałam się, że Ridley skończy na dole. Ale to nic. Uwielbiam ich, w jakiej konfiguracji by nie byli XD No i znowu wrócił temat byłego… Ten Phil chyba długo nie da o sobie zapomnieć, pojawiając się we wspomnieniach Ridleya. Ale widocznie to jest nieuniknione. Książki vs seks. Hehe. Ciekawe, co wygra w ogólnym rankingu XD
    I popieram Ala. Niech Ridley nie obcina włosów XD
    Chyba nie napiszę już nic produktywnego, więc będę kończyć :)

    „Potem znowu się napił i lekko podsunąwszy się do kochanka, oparł się głowę o jego ramię.”- „oparł się głową” albo oparł głowę”. Szczerze, nie wiem jak lepie.
    „… pójdę teraz wziąć prysznic, a ja wrócę, tozamiast wieczoru z książką, chcę wieczór z…”- „jak” nie „ja”.
    „Usta za do sprawnie się nim zajmowały”- „to” nie „do”.
    „Zajął się nim na tyle dobrze, że Albert nie poczuł specjalnego dyskomfortu, gdy wsunął w jego trzeci palec”- a nie powinno być „w niego”?
    „Albert stęknął krótko i jedną dłonią ścisnął pośladek kochanek”- „kochanka”.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    PS: uwielbiam ich, ale to już chyba pisałam XD

  12. Illita pisze:

    Aww, jak miło <3 Przemiły bonusik :D Jakkolwiek Alberta nigdy nie polubię :p Ale Ridley jest przeuroczy :3 Przemilaśnie się czytało, cudny, cudny prezent nam zrobiłyście :D!

  13. TigramIngrow pisze:

    Wiedziałam, że Walt zostawił naprawdę mocne blizny w duszy Alberta. Widać to za każdym razem gdy ląduje z Ridleyem w łóżku.
    „Delikatnie chapsnął zębami” – ooooch, mam kolejne ulubione słówko :)
    Poza tym cóż można powiedzieć?
    Uwielbiam ich razem <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s