Fire Dragon Tattoo Studio – 164 – Lubię, kiedy mówisz o nas w przyszłości

Spojrzenie szarych oczu Jasona krzyżowało się ze spojrzeniem Alexa i co chwilę z ust tego pierwszego wydobywało się głośniejsze sapnięcie. Ściskanie na dole było fantastyczne, jędrność ciała, którego dotykał, wręcz go urzekała, a to, jak żywy i jęczący był przy tym Alex, wprawiało penisa Jasona w bardzo twardy i mokry stan.
— Taki poranek… to lepsza rzecz niż papieros po tatuowaniu wkurwiającego klienta — tatuażysta wychrypiał z uśmieszkiem, zaciskając palce na biodrach Alexa.
Świeżość miejsca, w którym się znajdowali mieszała się teraz z wonią ich ciał i Jason musiał przyznać, że bardzo mu się to podobało.
Idąc spać, nie spodziewał się, że obudzi go delikatny, wręcz subtelny dotyk gładkich opuszek palców Alexa na skórze. Długo się nie ruszał, by nie przerwać tego… Alexowego delektowania się jego ciałem. Nie wiedział, jak inaczej mógłby to nazwać. Palce sunęły powoli wzdłuż konturów jego tatuaży, jakby rysowały je od nowa. Potem do palców dołączyły wilgotne, miękkie wargi. Pieściły go wręcz nieśmiało. I mógłby długo tak leżeć, poddając się zabiegom kochanka, gdyby nie pragnienie ujrzenia jego twarzy, którego nie potrafił opanować. Gdy to zrobił, wzrok ich obu, patrzących na siebie, wyrażał jedno — by być jeszcze bliżej, jeszcze intensywniej. Więc zaczęli się kochać.
Alex właśnie stęknął nisko, wyprężając się na obszernym, miękkim łóżku i przyciągając kochanka bardziej do siebie. Od razu poczuł ciarki na całej skórze, ale przecież sam go chciał. Tak przyjemnie blisko, by czuć jego ciało, szybkie bicie jego serca.
— Nie… nie podoba… mi się to porównanie — wydyszał i przesunął nosem po policzku Jasona. Mimo że ogolony, nie był idealnie gładki.
— A jakie byś wolał? — Jason pociągnął zębami za jego dolną, soczystą wargę i pchnął mocniej. Od razu zmarszczył nos z przyjemności, gdy ścianki ścisnęły jego penisa ze wszystkich stron.
Alex wyprężył się i odepchnął kochanka na długość ramion, ale palcami wczepił się w jego barki. Był rozgorączkowany, a to, co czuł na dole z Jasonem, w tyłku, było najlepszym uczuciem fizycznym, jakiego kiedykolwiek doznawał. Uwielbiał seks z nim.
— Ooo… hmmm… coś… coś nie z papie… papierosami.
— Że to lepsze niż whisky z barku Mike’a? A będzie jeszcze lepsze, jak mi wyjęczysz, że to lubisz — odparł Jason, zmieniając nieco kąt, by wejść głębiej. I bardzo mu się podobało, że z tej pozycji widział, jak zwieracz Alexa oplata wokół jego członek. Mógł też się cieszyć, że nie ma pomysłów wypowiadania tego na głos, bo zapewne zostałby złajany przez kochanka, który właśnie oblizywał usta po kolejnym głośniejszym jęknięciu.
— Wiesz… przecież… — wydusił i przesunął dłońmi po szczupłych, wytatuowanych ramionach mężczyzny nad sobą. To nic, że kilkanaście długich minut studiował je po przebudzeniu. Nigdy nie miał ich dość i zawsze odkrywał jakiś szczegół, który bardziej przyciągał jego uwagę.
— Wiem… Ale chcę to usłyszeć — zamruczał Jason, zwalniając tempo, jakby szantażował tym Alexa. Że dopóki nie powie, to nie będzie robił tego tak szybko i głęboko, jak wiedział, że jego kochanek pragnie. Bo, och tak, wiedział, że to uwielbia.
Blondyn otworzył szerzej oczy i spojrzał na szczupłą twarz tatuażysty.
— Jason… — rzucił z pretensją, czując zmianę tempa. Nie chciał teraz przerywać, a nawet zwalniać. Już wpadł w rytm, w ten specyficzny amok, który pozbawiał go wszelkich hamulców, odkrywał jego pragnienia i jego „ja”, kiedy odrzucał myślenie, a skupiał się na odczuwaniu.
— Mhmmm? — Mężczyzna pochylił się lekko i liznął jego smakowicie sztywny sutek. I jeszcze bardziej zwolnił.
— Przestań! — stęknął Alex i sam poruszył biodrami, chcąc poczuć bardziej przesuwającego się w jego wnętrzu penisa. — Rusz się.
— Powiedz, że to lubisz — zażądał Jason z szerszym, wrednym uśmiechem i zupełnie się zatrzymał. Alex może i sam mógłby się ruszać, ale w pozycji na plecach byłoby to i tak niezbyt wystarczające. — Widzę, jak chcesz, żebym cię tam pieścił, więc wyduś to.
Blondyn ściągnął brwi, starając się zrobić groźną minę. Jason był nieczuły, a może zwyczajnie złośliwy i wykorzystywał jego słabości. Mimo że Alex sam wiedział, że dzięki temu na swój sposób się rozwija.
— To szantaż! — syknął. — Jak ci się nie chce ruszać, to przewróć się na plecy.
Jason zacmokał, widząc tę upartość kochanka. Przyciągnął jego biodra, wsuwając się w całości, ale nie poruszył się w inny sposób, jeśli nie liczyć pochylenia się do Alexa i ujęcia go dłonią z boku twarzy.
— No już — zachęcił i musnął delikatnie jego zaczerwienione wargi. — Powiedz to.
Alex stęknął i sam wychylił się do jego ust. Objął głowę kochanka dłonią i pocałował go zachłannie.
— Lubię to, więc… nie przestawaj — zażądał i przyciągnął do siebie Jasona nogą. Głupi, uparty Jason.
Uśmiech zwycięstwa i pewności siebie wypłynął na jego ustach, a jego szczupłe biodra znowu się poruszyły. Od razu z dużą werwą, wchodząc głęboko i odpowiednio mocno naciskając na wrażliwy punkt Alexa. Ten stęknął nisko i tak seksownie, jak Jason nie słyszał z ust żadnego innego faceta.
Alex pozwolił sobie na przymknięcie oczu, ale tylko na chwilę, aby bardziej skoncentrować się na tym przyjemnym cieple i tarciu w środku. Szybko je jednak otworzył, aby przypomnieć sobie, z kim jest w łóżku. Irytował go fakt, że nadal gdzieś głęboko istniał uraz po pierwszym razie, niepozwalający mu zupełnie się zrelaksować. Jakby cały czas podświadomie wracał do uczucia wilgotnej, śmierdzącej potem skóry ocierającej się o jego młode ciało. Mimowolnie wyobrażał sobie aparycję swojego pierwszego kochanka na jedną noc, uczucie bycia zgniatanym przez jego zwaliste ciało, jego nieświeży oddech na karku…
Zacisnął zęby, a jego twarz drgnęła nieprzyjemnie, więc musiał wziąć kilka głębokich oddechów, aby się opanować i wyrzucić ten koszmarny obraz z głowy. Najchętniej wyciąłby sobie część mózgu, która odpowiadała za to wspomnienie.
Jason, który cały czas obserwował twarz Alexa, wychwycił ten nerwowy gest, mimo że był bardzo krótki. Nie był pewien, czy dobrze robi, ale pochylił się niżej i położył sobie jego dłoń na boku. Wiedział, że dało się tam wyczuć żebra. Potem położył jedną rękę na powiekach Alexa i pchnął znowu mocniej.
— Wiesz, że to ja — szepnął przy jego uchu.
Blondyn stęknął nisko i przesunął mocno palcami po ciele tatuażysty, ale też szybko wykręcił głowę w bok, aby coś widzieć.
— Wiem… Och, ale nie… — stęknął, odsuwając dłoń kochanka od twarzy.
Jason westchnął ciężko przez nos i skinął głową.
— Mhm — odmruknął tylko i pocałował go lekko, trochę przepraszająco. To chyba był zły moment na kurację. Tym bardziej, kiedy obaj byli na skraju, więc tylko przyjął wygodniejszą pozycję i wzmocnił pchnięcia.
Alex zadrżał pod nim, wyginając plecy w seksowny sposób. Objął go nogami ciaśniej i przyciągnął do kolejnego pocałunku. Cały drżał z każdym kolejnym pchnięciem bioder tatuażysty i od spełnienia dzieliły go tylko chwile.
Doszli w podobnym momencie, czując, że ten poranny seks był wyjątkowo długi i wyjątkowo leniwy. Tak się im podobało i pozwolili sobie na rozluźnienie po całej tej długiej podróży. Sen w końcu mieli dość krótki, ale teraz poczuli się znacznie lepiej.
Jason tym razem pokusił się na prysznic razem z Alexem i dopiero po kolejnej godzinie wreszcie wyszli ze swojego hotelowego apartamentu. Nie chciał teraz wracać do tego, co zaobserwował na twarzy kochanka podczas seksu w tej pozycji. Mimo że zachowywali się już jak dojrzała para, byli ze sobą dość długo, to tatuażysta wiedział, że wciąż przed nimi dużo pracy.
Na dole, w holu hotelowym Alex rozmawiał przez chwilę z obsługą, potem wypełnił kilka kart związanych z ubezpieczeniem, aby w końcu dostać do ręki kluczyki wypożyczonego samochodu.
— Przejedziemy się wokół jeziora. Zobaczymy, co jest tu ciekawego — zasugerował, a raczej przedstawił kochankowi plan.
— Ta jest — odmruknął Jason, ruszając za nim.
Teraz, kiedy było całkiem jasno, mógł więcej zaobserwować. Okolica była naprawdę ładna i spokojna, więc miał to specyficzne, przyjemne wrażenie, że nigdzie nie musi się spieszyć.
Usiadł obok Alexa na miejscu pasażera i wyciągnął z papierowej torebki rogala na francuskim cieście. Nie marnowali czasu na śniadanie w restauracji hotelowej, tylko wzięli coś na wynos.
— Karmić cię? — zamruczał z uśmiechem chochlika, kiedy jego kochanek ruszył w kierunku drogi wiodącej bliżej jeziora.
— Wolałbym zatrzymać się w jakimś miłym miejscu i spokojnie zjeść, jak już — odparł Alex, jak zwykle chłodno. — W ogóle, wschodnia część jest w innym stanie. To naprawdę tak wygląda, że po przekroczeniu ulicy już obowiązuje inne prawo, a policjant traci swoją jurysdykcję?
— Mhm — odmruknął Jason, który uznał, że sam już zje swojego rogala, bo zgłodniał po seksie. Tym bardziej, że w tej czystej i świeżej okolicy specjalnie nie miał ochoty na papierosy. — Choć jak jakiś pojebany morderca mu zwieje za granicę stanu, to i tak za nim poleci. Prawnie nie będzie miał specjalnej władzy, ale trzeba wybierać, co jest właściwe i ważniejsze.
— Ale to jednak jest ta osobliwość Stanów. Że przekroczysz drogę i obowiązuje cię inne prawo. Do którego roku hazard był nielegalny w Kalifornii? Pamiętasz? I w ogóle, chciałbyś udać się do kasyna?
— Nie pamiętam, jestem z Florydy, Alex. Możemy się wybrać, ale albo będziesz mnie instruował, albo będę robił za twoją panią do towarzystwa — Jason odpowiedział z przegiętym zamruganiem rzęsami i zaśmiał się ochryple. Nic nie mógł poradzić na to, że w filmach zawsze milioner idący do kasyna miał przy boku piękną kobietę w czerwonej sukni. Cóż, co prawda ani nie był kobietą, ani nie był piękny, ale to nie powstrzymywało go przed durnymi żartami.
Alex spojrzał na niego krótko. Zmierzył go chłodnym wzrokiem i pokręcił głową. Miał wrażenie, że Jason czasami zachowuje się jeszcze bardziej dziecinnie i niedorzecznie niż jego brat.
— Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. I dlaczego nie chcesz zagrać? Nie lubisz? — spytał, obiecując sobie, że dla własnego spokoju ducha sprawdzi, od kiedy w Kalifornii jest dozwolony hazard. Wydawało mu się, że kiedyś przemknęła mu ta informacja, ale nie pamiętał.
— Nie moje hobby, ale możemy się wybrać. Choćby po to, żeby zobaczyć, jak jest w takim wielkim kasynie — odparł Jason obojętnym tonem, jedząc rogala ze słodkim, morelowym dżemem. — Jedyny hazard, jaki uprawiałem, to za pomocą własnego ciała — dodał na koniec nieco prześmiewczo.
— W jakim znaczeniu? Bo źle to brzmi, Jason — Alex spytał z lekkim wahaniem. To, jak określał to kochanek, źle brzmiało w jego uszach, ale przecież chyba by mu powiedział, że kiedyś był męską prostytutką, jeśli faktycznie był. Co prawda Jason bywał zamknięty w sobie, ale takiego szczegółu na pewno by tak długo nie ukrywał, a nawet jeśli, to nie przekazałby mu go w takim stopniu.
Tatuażysta spojrzał na niego i jeszcze kilka sekund przedłużał tę scenę dla swojej niecnej satysfakcji. W końcu pokręcił głową.
— Sparingi z innymi kolesiami. Koszykówka — wyjaśnił w końcu. To swego czasu był jego sposób na życie.
Alex odetchnął w duchu z dużą ulgą. Tak, Jason zdecydowanie nie nadawałby się na męską prostytutkę.
— Zakładałeś się o to, kto wygra? — zapytał już rozluźnionym tonem. — I co się stało, że teraz nie możesz nadążyć na boisku za niższym od ciebie facetem?
Jason momentalnie się skrzywił, czując, że Alex wszedł mu na ambicję. Kurwa… Mógł Charliego poprosić o wspólne bieganie, to może by się nie czuł jak emeryt. A jak widział, jak Lenny się rusza, to mu aż dym z papierosów stawał w gardle.
— Inna praca, mniej ruchu, szlugi? — rzucił ze wzruszeniem ramion i urwał kolejny kawałek słodkiego wypieku. Zapatrzył się na niego z kwaśną miną.
Alex, wyczuwając pogorszenie się jego samopoczucia, sięgnął dłonią do jego uda i lekko je potarł.
— Dlatego cieszę się, że wróciłeś do gry. Już… już to czuć — dodał niby mimochodem, ale i tak wiedział, że kochanek zrozumie, o co mu chodzi.
Jason spojrzał znowu na niego i uśmiechnął się kątem ust.
— Będzie lepiej — zapewnił i wskazał miejsce kawałek dalej. — Zatrzymamy się tam, by zjeść śniadanie?
Przejeżdżali już wzdłuż jeziora, na tyle blisko, że dało się zaobserwować jego ogrom. Do tego wysokie góry po jego drugiej stronie robiły wielkie wrażenie. I mimo że gdzieniegdzie widzieli przejeżdżające samochody i spacerowiczów oraz jachty, okolica wydawała się oderwana od świata.
Alex tylko skinął głową i zatrzymał się na żwirowym parkingu tuż przy plaży jeziora. Wysiedli z samochodu, zabierając jeszcze pozostałe rogaliki, blondyn zamknął samochód i udali się w stronę wody, aby usiąść na jakiejś ławce.
— Wierzę i naprawdę jestem pod wrażeniem, że między pracą a domem jeszcze znajdujesz czas, aby trochę poćwiczyć — wrócił do tematu. — Do tego wydaje mi się, że dla Lenny’ego też jest lepiej, że ma kogoś poza Ryanem w naszej grupie. Nie chcę go osądzać, ale nie socjalizuje się zbyt łatwo.
— Nie on jeden — tym razem Jason wystosował do niego docinkę, ale kiedy już usiedli na ławce i skrzyżował nogi w kostkach, dodał: — I wiem, widzę nawet, że chyba dobrze mu to robi. Nie był taki zestresowany, jak wpadł do studia z Ryanem niedawno. W końcu ma jakiś wspólny temat z kimś innym niż z nim. I to serio w porządku facet — dodał na koniec, bo miał wrażenie, że spora część ich grupy podchodzi do Lenny’ego z dystansem, a uważał, że to zbyteczne.
— Obawiają się jego przeszłości. To dość uzasadnione, ale ciebie też na swój sposób powinni się w takim razie obawiać. Jak wiem, że twoja przeszłość nie była idealnie… czysta. Ludzie się zmieniają, chociaż czasami potrzebują kogoś do pomocy — Alex dodał ostatnie zdanie po krótkiej pauzie i kiedy je wypowiedział, odwrócił twarz do kochanka i uśmiechnął się ciepło do niego. Jakby dziękował.
Jason odpowiedział uśmiechem i cmoknął go w policzek.
— No patrz, wystarczy ładny widoczek i już się zbiera na sentymenty, co? — rzucił i wyciągnął do niego papierową torebkę z rogalikami.
— Od razu sentymenty… Staram się być miłym facetem — odparł blondyn, wyjmując wypiek i zaczynając go jeść. Z namaszczeniem i ostrożnością, jak zawsze. Brakowało tylko odgiętego, małego palca i korony na głowie.
— Wychodzi ci nieźle. Patrząc na to… — Jason rozejrzał się wokół ze spokojem. — Że też musiałem poznać Brytyjczyka, by zacząć zwiedzać własny kraj — dodał na koniec i wyjął sobie rogalik. Z zaciekawieniem zerknął na Alexa, by przyjrzeć się temu, jak je. W końcu francuskie ciasto miało to do siebie, że mocno się kruszyło, a mimo że Alex nie ubrał się tak formalnie jak zwykle, to pewnie i tak nie będzie z tego faktu zadowolony.
I nie mylił się. Kochanek po pierwszym gryzie pochylił się trochę do przodu, aby nie ubrudzić swojej beżowej koszulki polo i trochę ciemniejszych spodni. Do tego podłożył sobie drugą dłoń pod brodę.
— Rychło w czas. Na Święta, jeśli nic nie planujesz z ekipą ze studia, też moglibyśmy się gdzieś wybrać. Na narty chociażby.
Jason chwilę nic nie mówił, przyswajając te słowa i jedząc w ciszy. W końcu prychnął cicho pod nosem i rzucił:
— Lubię, kiedy mówisz o nas w przyszłości. Nawet jak to tylko najbliższa Gwiazdka.
Blondyn ściągnął brwi pytająco, po czym westchnął, lepiej pojmując to, co usłyszał.
— Wiesz, że lubię planować. Planuję też, że, jak do tej pory ze sobą wytrzymujemy, to może to potrwać dłużej niż do końca tego wyjazdu.
— Może — Jason odmruczał zadziornie, ale nie dodał nic więcej, bo miał wrażenie, że ktoś zmierza w ich kierunku.
Nie mylił się. Jak z początku mógł mieć nadzieję, że ten koleś w białej koszuli z podwiniętymi rękawami i w szortach w kratkę po prostu przechadza się po wybrzeżu, tak teraz, kiedy uśmiechał się do nich, definitywnie miał ochotę zagadać.
— Hej, widziałem was nad ranem w hotelu. Pierwszy dzień? — zapytał, stając tuż obok ich ławeczki i popatrując na Alexa zabawnie walczącego z okruszkami.
Nieznajomy na pewno nie był starszy niż blondyn i niewiele grubszy niż Jason. Był za to mocniej opalony i całkiem przystojny, jeśli się bliżej przyjrzeć. Czarne włosy zaczesane na bok, długi, prosty nos i ciemne usta, za którymi kryły się na pewno wybielane i prostowane zęby.
Blondyn uniósł na niego wzrok swoich szaro-niebieskich, zimnych oczu i Jason mógł się założyć, że zauważył, jak przybysz drgnął, kiedy ich spojrzenia się zetknęły. Tak, to było na swój sposób niesamowite w Alexie.
— Tak, pierwszy dzień. Mieszka pan w tym samym hotelu?
— Pracuję! — uściślił nieznajomy, posyłając im przyjazny uśmiech. — Jestem szefem kuchni, Bradley Heath, miło mi poznać. — Wyciągnął do nich rękę.
— Jason. — Tatuażysta uścisnął ją i wsadził do ust resztki rogalika.
Alex także podał nowopoznanemu dłoń, ale bez szczególnego entuzjazmu.
— Alexander.
— Polecam kupić przewodnik po mieście. Można wiele atrakcji ominąć, a jest ich naprawdę maaasa. Od kasyn zaczynając, przez kolejki górskie, SPA, na Harleyowcach kończąc — Bradley mówił z entuzjazmem, patrząc na nich z góry swoimi dość wąskimi, ciemnymi oczami. — Tylko lepiej uważać nocą i nawet jak wracacie z niedaleka, to lepiej autem niż pieszo.
— Coś się tu czai? — Jason spytał, mając nadzieję, że nie brzmi tak prześmiewczo, jak mu się wydawało. Powinien nad sobą popracować.
— Noo, taki jeden… Nie chcę zniechęcać, bo sami widzicie, że miejsce jest magiczne, ale warto ostrzec. Kręci się jakiś wariat i na razie tylko straszy, ale… Już jakaś dziewczyna skręciła przez niego kostkę, jak zwiewała, gdy ten zaczął za nią gonić z wrzaskiem jak poparzony. Ktoś go widział z nożem w ręce, jak straszył przechodniów nocą. Gdzieś w okolicy mieszka podobno — ton głosu Bradleya nabrał powagi i bynajmniej nie brzmiało to jak żarty.
— Po tym, co mówisz, nie brzmi to dobrze. Ten osobnik przebywa w tej okolicy? Policja się nim nie zajmuje? — Alex spytał, nie wierząc, że nikt się tym nie interesuje i jakiś obcy im facet właśnie ich ostrzegał przed psychopatą. Już trochę był w Stanach, ich brak formalności, zagadywanie przyjacielsko przez kelnerki czy ekspedientów na stacji paliw powoli przestawało go dziwić. Ale to… jakoś nie umiał sobie wyobrazić takiej sytuacji w Londynie. Że ktoś zagaduje go na ulicy czy w parku i mówi o wariacie. Sam pewnie zostałby za takiego uznany.
— Facet tak de facto nic na razie nie zrobił. Wrzeszczeć można, bieganie też nie jest zabronione. — Bradley wzruszył ramionami i wychylił się lekko do Alexa, zdejmując mu większy okruszek z rogalika z uda, na który ten właśnie spadł.
Jason rzucił mu pełne zaskoczenia i wyrzutu spojrzenie, ale szef kuchni chyba tego nie zaważył, bo mówił dalej, jakby nigdy nic:
— Jest chwilowo nietykalny, ale dobrze się ustrzegać, by nie być jednak powodem, dla którego go przymkną.
Alex spojrzał krótko na swoją nogę, a potem w górę na obcego mężczyznę.
— Dziękujemy w takim razie. Zapamiętamy, aby być ostrożni.
— Nie ma sprawy. Jakbyście chcieli zapytać o drogę do jakiegoś fajnego miejsca, też się nie krępujcie. Zwykle można mnie znaleźć w restauracji — odpowiedział przyjaźnie i jeszcze na do widzenia poklepał Jasona i Alexa po ramionach.
Jason zdecydowanie miał wrażenie, że dłoń faceta na dłużej spoczęła na ramieniu blondyna niż jego samego. Dlatego odpowiedział z dość oszczędnym entuzjazmem.
— Ta, spoko, na razie.
— Do widzenia — blondyn odparł tak formalnie, jak tylko on umiał w sytuacji zupełnie nieformalnej.
Facet jeszcze się do nich uśmiechnął, po czym faktycznie odszedł. Alex chwilę odczekał, nim spojrzał na kochanka.
— Fagas — mruknął Jason do siebie, dość wrogo, odprowadzając kolesia spojrzeniem. Nie był głupi, te gesty nie były zwyczajnie przyjazne. Do tego jego gejdar bił na alarm głośniej niż karetka na sygnale.
Alex jeszcze spojrzał w stronę, w którą odszedł Bradley, po czym wrócił do jedzenia rogalika. Nic nie powiedział na słowa kochanka.
Jason w tym czasie sięgnął po kolejny wypiek i wyciągnął nogi bardziej przed siebie. Milczał chwilę, myśląc o uśmiechu tego faceta i o tym, jak patrzył na Alexa, aż w końcu i sam na niego spojrzał.
— Aż nie wiem, czy mówił serio, czy nie szukał pretekstu, by zagadać.
— Brzmiał dość przekonywająco. Poza tym, dlaczego miałby zagadywać, aby opowiedzieć coś tak niewiarygodnego? Bo muszę przyznać, że trudno mi uwierzyć, aby ktoś bezkarnie biegał i straszył ludzi. Jeśli nie policja, to ktoś inny powinien się tym zająć.
— Lepiej uważać… — mruknął Jason. Wiedział, że po Stanach chodziła masa porypańców i niezbyt uśmiechało mu się spotkanie takiej atrakcji na wyjeździe z kochankiem.

*

W czwartek Ryan jak zwykle kończył pracę o czwartej. W pierwszej kolejności po wyjściu z siłowni myślał o tym, żeby wpaść do Fire Dragon. Odrzucił ten pomysł po przypomnieniu sobie, że Jason jest na wakacjach i w studiu teraz zapewne panuje spory chaos z przemeblowaniem jego pracowni. Zapewne nie będzie tam dzisiaj dla niego miejsca. Poza tym był dość zdrowo zmachany, bo w czasie, kiedy nie było klientów, dał sobie niezły wycisk na siłowni. Więc ostatecznie marzył o tym, żeby znaleźć się w domu, wziąć prysznic i polenić się. Dodatkowo pocieszające było, że chociaż mały, rudy Jay będzie na niego czekał. Z tą myślą udał się na przystanek autobusowy.
Oparł się plecami o przeszkloną ściankę przystanku, siedząc na ławce i czekając. Plecak rzucił sobie pod nogi i już miał na chwilę przymknąć oczy, kiedy rozdzwoniła się jego komórka. Chcąc nie chcąc, zerknął na ekran i lekko uniósł brwi.
— Dzień dobry, książę. Co się stało, że będę miał to szczęście, by usłyszeć twój pełen słodkości głos? — odebrał.
— Czasami, jak tak mówisz, zastanawiam się, czy coś brałeś… — Rush westchnął ciężko, ale szybko zreflektował, nim Ryan zdążył odpowiedzieć. — Chciałem się spytać, czy macie z Lennym jakieś plany… no, na najbliższe dni. Bo z Charliem pomyśleliśmy, aby się spotkać. I może pograć w karty we czwórkę?
Ryan musiał przyznać, że był zaskoczony tą propozycją i od razu zaczął się zastanawiać, ile w tym było wkładu Charliego. Ale jakoś ostatecznie doszedł do wniosku, że ten pomysł mógł być wynikiem propozycji dwóch stron. Charlie mógł cisnąć Rusha, by się postarał z nim zakumplować, a Rush mógł przekonywać Charliego, by zaczął ufać Lenny’emu.
— Z tego co wiem, ja nie mam planów na sobotę, ale niestety nie jestem w stanie teraz powiedzieć, co z Lennym, bo on ma to do siebie, że potrafi nie pokazywać się przez kilka dni. Więc musiałbyś poczekać na ostateczną odpowiedź do czasu, aż się z nim zobaczę. Hm, chyba, że jakimś trafem masz do niego numer.
— Nie… Jakoś nigdy się nie złożyło, abym… no. Nie złożyło się. I może do niego zadzwoń, co? To byśmy mogli przygotować wszystko na sobotę? — Rush zasugerował, brzmiąc przyjaźnie. Nad wyraz przyjaźnie. Ale jak już Ryan zauważył, miał naturalny talent aktorski.
— Dobrze, zaraz do ciebie oddzwonię — odpowiedział i widząc, że autobus nie nadjeżdża, rozłączył się z Rushem. Potem szybko wykręcił numer do kochanka, a po kilku sygnałach usłyszał jego zdawkowe:
— No?
— Hej, Lenny. Chwilę temu dostałem niespodziewaną propozycję nie do odrzucenia od blond księcia. Gołąbki chcą się z nami spotkać w sobotę, więc pytanie, czy będziesz wtedy dostępny. I zanim odruchowo odpowiesz „nie”, to jednak byłbym szczęśliwy, gdybyś nie zostawił mnie z nimi sam na sam.
Przez kilka sekund nie było odpowiedzi. Najwidoczniej Lenny był mocno skołowany tym atakiem słownym.
— Eee… No… Chwila, czekaj. Za dużo. Będziesz w domu niedługo? Albo już jesteś?
— Będę około piątej, jeszcze czekam na swój luksusowy, duszny i pełen ludzi transport.
— Dobra, to jak będziesz, to zadzwoń. I nie rozbieraj się. Pogadamy o tej sobocie jak będę, okej?
— Okej, chociaż to „nie rozbieraj się” w środku twojej wypowiedzi było dość niespodziewane. Szczególnie, że zazwyczaj chcesz, aby było odwrotnie.
— Że chcę, abyś się rozebrał?
— Tak, zazwyczaj takie odnoszę wrażenie — odpowiedział z uprzejmym uśmiechem, mimo że Lenny tego nie widział. I przy okazji się uniósł, bo już najeżdżał jego autobus.
— Bo zwykle chcę, ale… no, możesz się w sumie rozebrać, ale wątpię, abyś długo w takim stanie został. — Lenny westchnął ciężko, ale też z jakimś rozbawieniem w głosie, którego pochodzenia Ryan nie umiał zidentyfikować.
— Pozwól, że w takim razie pozostanę przy pierwszej prośbie i nie będę się rozbierał. Ale rozumiem, że będziesz niedługo?
— Ta, też trochę po piątej. Jeszcze skoczę do sklepu.
— W takim razie do zobaczenia — Ryan odpowiedział i rozłączył się.
Do Rusha wysłał wiadomość, kiedy już siedział na tyle autobusu. Napisał w niej, że da mu znać do godziny, a tymczasem zaczął się zastanawiać, dlaczego Lenny był taki dziwnie tajemniczy. Jakby zwyczajna jego tajemniczość nie wystarczała.

*

Lenny’emu ciężko było uwierzyć, że na zwykłe zakupy, złożone z w miarę tanich produktów może pójść tyle pieniędzy i do tego, że będą takie ciężkie. A nie kupił wcale aż tak dużo piwa. Tak naprawdę, wziął nawet mniej, niż by chciał. Bo, mimo że wciąż ćwiczył, bał się, że mięśnie brzucha mu zanikną albo zwyczajnie spuchnie. Oczywiście mógł być tylko przewrażliwiony, bo brzucha niejeden facet by mu pozazdrościł. Oficjalnie w życiu by się do tego nie przyznał, ale lubił dbać o swoje ciało i o to, jak wyglądało. Był krytyczny względem siebie, a w więzieniu nie było gazowanego, co dopiero piwa. Jak nie wierzył w zrównoważoną dietę, tak nie miał zamiaru się zapuścić.
— Jestem! — krzyknął, wchodząc do mieszkania, obładowany papierowymi siatkami i zwykłymi reklamówkami z jedzeniem i nie tylko. Kupił płyn do ciała, olejek na plażę i szampon. I tak cały czas miał wrażenie, jakby o czymś zapomniał.
Kiedy wszedł do kuchni, Ryan obejrzał się na niego znad miseczki Jaya, do której właśnie przekładał zawartość puszki kociej karmy.
— Uuu, widzę, że dbasz czynnie o to, żeby nasza lodówka nie poczuła się pusta w środku.
— Ktoś musi, co nie? — odparł, słysząc, że w salonie gra telewizor, mimo że nikt go nie ogląda. — W ogóle — zaczął, stawiając zakupy na blacie kuchennym. — Mam coś, co chcę ci pokazać.
Ryan uniósł się i rzucił mu pytające spojrzenie.
— Co takiego? — zapytał i skoro Lenny już odłożył zakupy, objął go za szyję i pocałował.
Mulat ujął go w talii i pomasował po plecach.
— Przyznam, że trochę czuję się winny, że nie ściągnąłem cię jakoś, ale trafiła się okazja i… — Sięgnął do kieszeni spodni i wyjął z niej kluczyki… od samochodu.
Ryan ściągnął brwi i wziął mu z ręki kluczyki, by im się przyjrzeć. Ford.
— Czy to… jest to, o czym myślę? — zapytał i szybko spojrzał w oczy kochanka. Momentalnie cały się napiął, zaskoczony tym, co się działo.
— Nie, to nie są oświadczyny. Ale wyjdź na zewnątrz — Lenny odpowiedział ze spokojem, chociaż zdradzał go lekki uśmiech wypływający na usta. Do tego trochę się denerwował, bo miał to być ich wspólny samochód, a mimo że uzgodnili model, to ten konkretny, który stał na podjeździe, wybrał sam.
Ryanowi nie trzeba było powtarzać. Posłał jeszcze jedno, czujne spojrzenie kochankowi i wyszedł szybko przed dom.
— Czerwony — to było pierwsze słowo, które wydobyło się z jego ust na widok samochodu.
Tak naprawdę pickup był bardziej bordowy niż czerwony, a przez środek jego boków przechodził srebrny, szeroki pas. Nie wyglądał na staroć, był czysty i Ryan miał nadzieję, że jeździł tak lekko, jak sobie wyobrażał.
— Nie wiem, czy środek nie jest za bardzo odkozaczony, ale nieźle wygląda. — Lenny wyszedł za kochankiem i podszedł do auta.
Było wyższe niż to niebieskie, które widzieli w salonie Noah, a to przez jeszcze odrobinę podniesione zawieszenie i sporo większe koła.
Ryan szybko podbiegł do samochodu i otworzył go. Wsiadł na miejsce kierowcy i zaczął wszystko w środku oglądać. O tak… podobało mu się. Było to naprawdę duże auto i wyjątkowo praktyczne.
— Skąd je masz? Nie mówiłeś, że chodzisz po komisach. — Wychylił się przez otwarte drzwi, by zagadać do kochanka.
— Noah do mnie zadzwonił. Miał mi poszukać czegoś, po ostatnim razie, jak u niego byliśmy — wytłumaczył dość ogólnikowo, nie wnikając już w to, że musiał mężczyźnie tłumaczyć, czemu kupuje samochód za Ryana, czemu ten nie może przyjechać i inne pierdoły. Na szczęście, znali się na tyle długo, że nie zrobiło się kłopotliwie.
— A więc jednak Noah. Wystarczyło kasy z naszych uzbieranych funduszy, które, jak rozumiem, już zniknęły z szuflady w sypialni? — Ryan dopytywał, wciąż oglądając samochód. Był cudowny. I… ich. Naprawdę mieli auto. Koniec autobusów…
Lenny oparł się przedramionami o otwarte okno drzwi kierowcy.
— Mhm — odmruknął, tak naprawdę odpowiadając na koniec pytania. Bo pieniędzy nie wystarczyło z oszczędności. Musiał jeszcze trochę wypłacić z konta, ale pasowało mu to. Tym bardziej teraz, kiedy widział, jak Ryan dotyka z błyszczącymi z ekscytacji oczami klasyczną, wąską kierownicę, skórzaną, czerwoną tapicerkę i dopieszczoną deskę rozdzielczą. Do tego lśniące, drewniane dodatki. Rzeczywiście wnętrze nie było typowe, ale to się nawet Ryanowi podobało.
Wychylił się, łapiąc Lenny’ego z boku twarzy i pocałował go bardzo mocno i namiętnie.
— Dzięki — powiedział, nie odsuwając się specjalnie daleko.
— Nie ma raczej za co. To w końcu była też twoja kasa — Mulat prychnął i jeszcze krótko cmoknął kochanka w usta, nim się odsunął, aby zamknąć drzwi do mieszkania. Kiedy to zrobił, wsiadł na miejsce pasażera. — Sprawdzisz, czy się równie dobrze prowadzi jak tamten?
— Rozumiem, że to dlatego miałem się nie rozbierać. — Ryan uśmiechnął się do niego i wsadził kluczyki do stacyjki.
Gdy odpalił, usłyszeli przyjemny dźwięk silnika, a samochód ruszył z podjazdu wyjątkowo gładko. Sama myśl, że należy do nich, nie jest od nikogo pożyczony, dawała Ryanowi bardzo dużo radości.
— Nie wiem, czy o tym wspominałem… ale to mój pierwszy samochód.
Mężczyzna usadowił się wygodnie na szerokiej kanapie, która nie miała nic wspólnego z kubełkowymi fotelami nowych modelów Ferrari. Na szczęście były pasy.
— Twój pierwszy kupiony samochód. W ogóle, jeszcze papiery trzeba załatwić, ubezpieczenie, ale to wszystko czasowe jest, więc będziesz mógł w nim się powozić po urzędach.
Ryan skinął głową, pieszczotliwie przesuwając palcami po kierownicy. Kurwa. Nawet się nie spodziewał, że tak się będzie czuł w swoim wozie.
— I chyba zaczynam dostrzegać plusy tego, że nasze godziny pracy znacząco się różnią — rzucił po chwili, zerkając krótko na kochanka. — Będziesz mógł nim jeździć do pracy, bo i tak wracasz przed tym, jak ja wychodzę.
— Ach, ta rozkosz widzenia plusów tam, gdzie ich zwykle nie ma — prychnął starszy mężczyzna. — Ale jak? Kolorek lepszy? I o co chodziło z tą sobotą?
Ryan pstryknął palcami, bo zupełnie zapomniał o sobocie przez ten samochód.
— Jak mówiłem, Rush i Charlie wpadli na genialny pomysł spotkania się, zapewne dlatego, że Jason i Alex wyjechali i może chcą zapełnić pustkę. — Uśmiechnął się drwiąco, chociaż ucieszył się z tego zaproszenia. Nie miał lepszego pomysłu na sobotni wieczór, a chętnie spotka się ze swoim przyjacielem. — Mówił coś o grze w karty i domyślam się, że skoro nas zaprosili, to mamy szansę na jakieś darmowe jedzenie.
— W tę sobotę?
— Tak, ale nie podał jeszcze godziny, więc jeśli masz plany, o których nie wiem, możemy to spróbować jakoś dostosować.
Mulat przetarł twarz dłonią. Nie pamiętał, czy ma coś na sobotę, ale jeśli to było nie na tyle ważne, aby pamiętać, to mógł to w razie co przełożyć.
— Chyba nic. Nic przynajmniej nie pamiętam.
— W takim razie możesz zadzwonić do Rusha, że będziemy na czwartą popołudniu. — Ryan uśmiechnął się do niego i podał mu telefon z kieszeni. Sam przecież prowadził. — Jest pod „złote blond książątko”.
— Złote blond książątko? — Lenny prychnął, patrząc na kochanka zamiast na telefon. — Serio? A twoje kochanie jak masz zapisane? — spytał, już wybierając numer do Rusha.
— Kochanie — odpowiedział Ryan z czarującym uśmiechem, a Lenny przewrócił oczami.
— Mam nadzieję, że ja nie jestem zapisany pod „ten czarny koleś” — zażartował, a po chwili usłyszał w słuchawce głos Rusha.
— Hej, Ryan, dodzwoniłeś się? Pasuje wam?
Uśmiechnął się do siebie.
— Nie dodzwonił się, ale uzgodniliśmy. Ryanowi pasuje, mi raczej też, więc co powiecie na czwartą?
Ryan uśmiechnął się do siebie, słuchając, jak Lenny dogaduje się z Rushem odnośnie godziny. Zasłyszał też, że podobno mają przywieźć alkohol i przekąski, jeśli chcą, a Rush i Charlie zrobią jakąś większą kolację. To mu się podobało.
Kiedy tylko Lenny się rozłączył, Ryan, wciąż patrząc na drogę, rzucił:
— Lenny. Któraś z moich uroczych koleżanek z pracy mogłaby niecnie przeglądać mój telefon, więc jesteś „Lenny”, choć myślałem kiedyś, żeby zmienić na „mój facet”, przyznam. To brzmi dość… hm, przyjemnie. Wiesz, jak „mój samochód” — dodał na koniec z lekkim uśmiechem.
Mulat zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową z rozbawieniem.
— To może zmień sobie na „mój samochód”, chociaż nie, bo to by brzmiało, jakbym był twoim mechanikiem. Ale, to „kochanie” bardziej brzmi jak twój facet niż ja. Powinienem być zazdrosny jak to… — zerknął na wyświetlacz telefonu, gdzie jeszcze widniała strona kontaktowa do Rusha — „złote blond książątko”.
— Nie wyglądasz, jakbyś był zazdrosny i coś mi mówi, że niezbyt pasowałoby ci, jakbym zaczął do ciebie mówić per „kochanie” — zauważył Ryan, któremu osobiście to niezbyt pasowało. To był Lenny. Jego facet, jego drapieżnik.
— Bo Charlie to twój kumpel, a ty potrzebujesz faceta. To nie mam o co być zazdrosny. —Lenny wzruszył ramionami, przedstawiając swój tok myślenia. Charlie, chociaż nic do niego szczególnie nie miał, to wydawał mu się… mało męski.
— Pewny siebie, jak zawsze — Ryan odpowiedział w ten sposób, bo nie umiał zaprzeczyć słowom Lenny’ego. Nie umiałby żyć z kimś, kto nie jest tak zdecydowany i męski. Lenny’emu daleko było do przegiętego geja, no i chyba jego pozycja w seksie też robiła… wiele. Lubił jego animusz, tę swoistą dominację, którą jednak oddawał w odpowiednich momentach, jak chociażby dając się obejmować przy ich wspólnych kumplach, jak mu się kładł na kolanach, czy pozwalał mu decydować w wielu kwestiach.
— Jakbyś się nie przyzwyczaił. Ale, jak się prowadzi? — Lenny zainteresował się, aby zmienić temat. Odchylił się wygodniej na kanapie, przymykając lekko oczy. Dobrze mu było.
— Dobrze. Zresztą, sam wiesz, jak się wozi to auto, skoro przyjechałeś nim pod dom. Co prawda niegdyś marzyłem o sportowym samochodzie jako o moim pierwszym, ale… chyba nie mam powodu, by narzekać — przyznał Ryan, znowu rozglądając się po wnętrzu samochodu, kiedy zatrzymali się na światłach. Radio, jak już zauważył, też działa, podobnie jak klimatyzacja. Pasy się nie zacinały, a silnik nie burczał za głośno.
Było w porządku.

12 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 164 – Lubię, kiedy mówisz o nas w przyszłości

  1. Katka pisze:

    Susan-Kate, 9 dni i przeczytane 164 rozdziały… szok XD Fajnie, że Ci się udało, jestem pełna podziwu :D Co do związku gołąbków… cóż, mieli swoje 5 minut (czyt. Więcej tekstu na początku), ale spoko, i dla nich szykujemy jakieś perypetie, więc to nie tak, że zupełnie nam tu zniknął i stanął się postaciami drugoplanowymi ;) Ale zwyczajnie jakoś łatwiej skupiać się na max 2 parach w danym momencie, niż prowadzić 3 na równym poziomie ważności, że się tak wyrażę XD A co do Kate – ciekawie, bo dotychczas zauważałam, że właśnie postacie podobne z charakteru do czytelników stają się ich ulubieńcami, a tutaj proszę, jest przeciwnie. Haha i widzę, że już dałaś bohaterom role w swoim życiu XD Dobrze też, że podobają Ci się postacie drugoplanowe, bo bez nich opowiadanie nie byłoby kompletne. A staramy się jednak, żeby nie były mdłe.
    Bardzo dziękujemy za opinię! Superowo, że opowiadanie się spodobało :D Ach i jeszcze co do długości rozdziałów – to wina kilku czynników, w tym weny, nasilenia i ważności akcji oraz czasami braku możliwości ucięcia w takim momencie, żeby rozdział miał sensowną długość XD Niestety, hehe. Pozdrawiamy serdecznie ;)

  2. Susan-Kate pisze:

    Kurde… 9 dni temu zabrałam się za czytanie FDTS, i z wielkim bólem powiadam, iż przykro mi, że opowiadanie mnie tak wciągnęło, że zapomominałam o napisaniu zasłużonego komentarza pod rozdziałem ;) a teraz króciutki komentarz pod dotychczasowymi chepterami ;D Czemu do jasnej cholery Charli i Rush są traktowani gorzej od Kate? (której nie cierpie, z powodu gdyż jest za bardzo podobna do mnie… I nawet to samo imie xd) Dlaczego Kate nie ma lepszego, mniej kręcocego faceta? I dlaczego związek gołąbków schodzi na dalszy plan? And why macie takie fazy „raz w c**j długie rozdziały” a raz „krótkie niczym ogon cziłały”? dobra to jedyne do czego mogę się przyczepić jeżeli chdzi fabularnie ;D a teraz pozytywy … Charlie .. gdyby był hetero to bym do niego wysyłała serduszka. ;D Alex-dogadalibyśmy się w tematach najlepszych środków dezynfekujących ;D Z Jasonem i Lanny’m poszłabym ograć w kosza, a Marg i Richardem pograłabym na PS3 xd uwielbiam postacie poboczne takie jak Ethan czy Jean (tak miała na imię narzyczona Alexandra?) Rose też niczego sobie ^^
    Ale tutaj skończę swój komentarz ;D
    Życzę weny i pozdrawiam ;3
    ~Susan-Kate

  3. Illita pisze:

    Hej Bradley, nie lubię cię : D! No i wreszcie samochód :D! A „złote blond książątko” rozwaliło wszystko. Jebłam, leżę i nie wstaję XD

  4. Katka pisze:

    O., znowu mnie zaserduszkowałaś XD „Po prostu wydaje mi się, że Alex należy do tych ludzi co trudno się przywiązują, ale jak to już zrobią to na tak zwane Amen.” – taaaak, to prawda. Nie jest motylkiem skaczącym z kwiatka na kwiatek i chyba widać, że traktuje sprawę bardzo poważnie. Pewnie nawet mu przez myśl nie przeszło, by teraz, skoro jest taki otwarty, próbować z innymi facetami. To nie ten typ człowieka, na szczęście dla Jasona ;) Rodzinkowa Rynna… hehe, rozbawiło mnie to porównanie kota i samochodu do dzieci – bo to takie dwie „istoty”, o które wspólnie muszą się troszczyć XD To słodkie, chociaż im to wychodzi w dość osobliwy sposób. Normalna para pewnie starałaby się właśnie o dziecko… a ich rodzicielskie potrzeby skierowane są na futrzaka i cztery koła. Yey XD „Mogę być ich matką chrzestną?” – haha, fanatyzm level up XD A ciepłe spojrzenie Lenny’ego na pewno Ryan jeszcze będzie mógł nie raz ujrzeć :D Dzięki za komentarz i hehehehe serduszkowy entuzjazm. Pozdrowionka ;)

  5. O. pisze:

    Ciekawe, czy moje kotki by się Alexemu spodobały…Jason to,by mnie pewnie zrzucił na fotel i podorabiał jakieś cieniowania, albo coś w tym stylu ;D

    <3 Bardzo mi się podobało, gdy Alex tak wodził dłońmi i ustami po ciele Jasona, a jeszcze x rozdziałów wstecz umarłby na zawał, albo potrzebowałby rękawiczek.. Ludzie się zmieniają i cieszy mnie, że w ich przypadku idzie to na lepszą stronę..Choć może być tak,że Jason zmieni Alexa na bardziej otwartego i ten będzie się zastanawiać jak to jest poczuć pod palcami czyjąś skórę, kto nie jest Jasonem? Hahaha ale to pewnie w drugim wcieleniu,by mogło się zdarzyć ^^ Alex nie wygląda i nie ma charakteru na niewierność..No właściwie to miał narzeczoną, ale z nią to inna już sprawa.. Po prostu wydaje mi się, że Alex należy do tych ludzi co trudno się przywiązują, ale jak to już zrobią to na tak zwane Amen.

    <33333333333333333333333333333333333333333333333333 Ryanna <3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 Oni dla mnie robią się coraz bardziej "rodzinkowi", że tak to sobie nazwę xD Mają już kota, tak Ryan każdy wie, że jednak go lubisz, które może być "imitacją dzieciątka", w sensie chodzi mi o to, że mają jakąś istotkę żywą, o którą wspólnie muszą się jakoś zatroszczyć..Choć mam wrażenie, że rzeczą o której zapomniał Ryan, jest jedzenie dla Jaya ;) Teraz do tego dochodzi o wspólne auto, czyli kolejna rzecz do dbania na spółę, mechanicy, trzeba umyć, posprzątać wewnątrz ;D Podzielić się w jakiś dniach, gdzie przez przypadek zdublują im się godziny wyjść i przyjść. Miło tak patrzeć jak dwie osoby, które są sobie bliskie zżywają się i mają więcej powodów,by zżyć się jeszcze bardziej <3 Ach na plus jest zmniejszona ilość alkoholu <3333333333 Jakoś jestem na to wyczulona… Mówią, że pary, które uprawiają razem jakieś sporty mają trwalszy etc, to może by tak Lenniak pobiegał od czasu do czasu z Ryanem, skoro martwi się o swoje mięśnie <3 Oczywiście gdyby do tego miało dojść to pod przykrywką ochroniarza dla Księżniczki, ale to zawsze coś <33333333333 Nigdy nie ukrywałam, że to moja ulubiona para i ukrywać nie będę <3333333333333 Mogę być ich matką chrzestną? Hahaha będę grzeczna <3 Achhh i bardzo mi się podobała wzmianka o tym, jak Lenniak nie żałował, że dołożył kasy do samochodu, gdy widział jak Ryan się cieszy <333 Mam nadzieję, że spoglądał na niego ciepłym jak na siebie spojrzeniem i że Ryan nie raz będzie mieć okazje takie spojrzenie zobaczyć <3333
    "— Nie, to nie są oświadczyny." A dlaczego, by nie? Czego im więcej jeszcze potrzeba, wspólnego kredytu? Tym o to żarcikiem kończę swój komentarz ;D

    p.s.
    Ryannaaaa <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333

  6. Katka pisze:

    Kolejny mój samotny weekend, Shiv wyjechała na działkę i sama się muszę z Wami użerać… XD Hehe, sucharek.

    Tigram, cóż, wytatuowana skóra w dotyku jest identyczna jak niewytatuowana, ale rozumiem, co masz na myśli XD Sama też bym pewnie Jasona zmacała, jakby mi tylko pozwolił. Wspomnienie Alexa to rzeczywiście coś, na czym warto się skupić, szczególnie, że duże ma dla niego znaczenie (niestety negatywne) i na pewno oddziałuje na jego… odczucia w seksie :< Haha i ogólnie widzę, że Bradley wywołał oburzenie. A może zwyczajnie chciał być miły? XD A Wy go tak niecnie wszyscy zjechaliście XD Widać, dobre chęci nie wystarczą, by złapać sympatię XD Co do Rynny i rozdziewiczania autka… hehehe, no to musi nastąpić, to pewne. Tym bardziej, że daje duże pole do manewru dzięki pace z tyłu.

    Marta, haha, biedny Jason, należało mu się XD No widać, nie tylko on umie być wredny. Alexiątko też pokazuje, co potrafi.

    Hoshii, Bradley, biedny Bradley… ciekawe, czy Wam jeszcze bardziej podpadnie… A „pantera” mogłaby wywołać sporą konsternacją przypadkowych osób, które by spojrzały na telefon Ryana XD

    Saki, myślę, że Jasona jeszcze nie raz będzie można zobaczyć zazdrosnego. Bądźmy szczerzy, Alex to ciacho, więc niejeden i niejedna na pewno na ulicy się za nim ogląda. Ja bym się obejrzała XD Reakcja gołąbków na nowy samochodzik będzie pokazana, z tego co pamiętam przynajmniej. I widzę, że ogólnie jesteście za tym, by była w telefonie „pantera”. Może Ryan pod naporem Waszych sugestii zmieni nazwę… ;) Jak zwykle dzięki za literówki, poprawione ;)

    Sharon, problem Alexa wraca jak bumerang. W końcu nie uporał się z tym do końca, więc musiało to wreszcie wrócić, a chyba moment, kiedy w seksie jest na plecach, najbardziej się do tego „nadaje”. Niestety, trauma robi swoje… „ Kasyno… Alex na pewno miał by szansę na jakąś wygraną… ten poker face” – hehehe, prawda XD Zresztą, skoro mają w planach kasyno, to może będziemy mogli go takiego „zobaczyć”. Bożeee, biedny Bradley XD Nie dość, że zjechany, to jeszcze potrzebuje Waszej łaski, by móc żyć XD Och, dobrze, że Was tam fizycznie nie było, bo nie zdążyłby skończyć słowa „cześć”, a już by leciał imponującym łukiem ponad jeziorem na drugą stronę XD Haha, a zdzielenie rynną w głowę… cóż, nie może być za słodko, trzeba wrócić na ziemię po słodkich chwilach z JA XD Ale spoko, następny rozdział jest na nich całkowicie skupiony ;)

    Pozdrowionka i miłego weekendu ;)

  7. Sharon d'Arc pisze:

    W końcu, po tylu latach (no dobra, przesadzam) wspólny wyjazd JA!
    Oj, Jason wredny, torturuje Alexa… No i podoba mi się ponowne wplecenie wątku tego co zrujnował blondynowi psychikę. Niech się jeszcze spotkają… Już Jason mu pokaże czego się nauczył w dziecięcych latach…Ale tekst ” I co się stało, że teraz nie możesz nadążyć na boisku za niższym od ciebie facetem?” mnie rozwalił. Alex, mistrz ciętej riposty i ostrego języka XD Kasyno… Alex na pewno miał by szansę na jakąś wygraną… ten poker face -.- Ale jak się wciągnie w jakiś nałóg to osobiście zdzielę go w łeb. Chociaż nie, za mądry się wydaje… I Anioł Stróż Jason czuwa XD A Bradleyowi mówi stanowcze i zdecydowane „WON!” (coby nie określić tego dosadniej). Ale może dzięki niemu dostaniemy trochę cukrowych scenek, więc.. pozwalamy ci istnieć. Znaj łaskę swych pań XD No i genialny tekst na podryw: jakiś walnięty koleś. Nie zdziwiłabym się, gdyby ten cały Bradley niczego nigdy nie poderwał. Z drugiej strony należy mu współczuć, bo jeżeli chce się dobrać do Alexa to skończy ze skazą psychiczną na całe życie… I zamrożoną częścią mózgu/ciała. No a jak Jason się do niego dobierze… Requestant in pace…
    I centralnie: ja tu unoszę się z radości a tu nagle Rynna… Poczułam się jakbym… dostała rynną w łeb XD Ale zapowiada się ciekawie, już widzę ich jak grają w karty. Ciekawe kto wygra…

  8. saki2709 pisze:

    Super rozdział. Było słodko i w ogóle. I… Jason zazdrosny XD Nie myślałam, że kiedyś go takiego „zobaczę”. Coś mi mówi, że kucharz Bradley nie da tak łatwo o sobie zapomnieć. Na kilometr było widać, że wyrywa Jaysonowi królową. Ciekawe, czy Alex to zauważył?
    Jak Len powiedział, żeby się Ryan nie rozbierał, to sobie pomyślałam: „Oho, Pantera coś szykuje. I to będzie związane z wyjściem na zewnątrz”. A on kupił samochód :) który oczywiście od razu musiał zostać przetestowany. Ciekawe jaka będzie reakcja Gołąbków, jak podjadą ich wspólnym (jak to genialnie brzmi XD) autem na wieczorek przy kartach :) No chyba że dowiedzą się wcześniej.
    A „Pantera” byłoby dobrą nazwą w telefonie Ryana, zwłaszcza jakby ktoś się dorwał do smsów XD
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.

    „Blondyn stęknął nisko i przesunął mocno palcami po ciele tatuażysty, ale też szybko wykręcił głowę z bok, aby coś widzieć.”- „w” nie „z”.
    „Do tego jego gejdar bił na alarm głośniej niże karetka na sygnale.”- „niż”.
    „Nie wyglądasz, jakbyś był zazdrosny i coś mi mówi, że niezbyt pasowałoby ci, jakby zaczął do ciebie mówić per „kochanie”- „jakbym”.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  9. Hoshii. pisze:

    nie podoba mi się pan Jestem Fajny Koleś Bradley Heath. wyczuwam kłopoty na horyzoncie.
    Zgadzam się z TigramIngrow, „pantera” brzmiałoby fajnie na telefonie Ryana ;D

  10. marta696 pisze:

    Och uwielbiam takie leniwe poranki pełne czułości i seksu.Alex zrobił niezły pojazd po Jasonie.Bardzo dobrze że Jason jest zazdrosny.Dobrze mu tak za gadki o innych facetach i lodziku za kontuarem.

  11. TigramIngrow pisze:

    Borze, Alex ma tak jak ja. Gdy widzę wytatuowaną skórę nic tylko bym po niej wodziła palcami i najchętniej też ustami.
    A to wspomnienie Alexa to coś nowego. W sensie wprowadza nowy „problem”, coś na czym warto się skupić.
    I Jason taki wredny, he, he. Jak nie chciał dać Alexikowi przyjemności, zanim ten nie powie kilku słów. Bardzo dobrze, bardzo. Popieram.
    ” I co się stało, że teraz nie możesz nadążyć na boisku za niższym od ciebie facetem?” kie, kie. No, Alexiątko też umie przypiec :D
    Co to kurwa, za jakiś najduch mi nagabuje JA? Co to za drganie od spojrzenia? Wara mi od nich, to jest ich wyjazd, kurfa. Się mogą zdradzać po wyjeździe, a nie w trakcie, no ja jebię, no. Kucharzyna od siedmiu boleści, tfu, tfu, na psa urok. Niech go przeczyści. Durny Bradley.
    Chociaż z drugiej strony jeśli to sprawi, że Jason się stanie zazdrosny, albo Alex mocniej przylgnie do Jasona to wcale nie byłoby to takie głupie na jakie by się wydawało…. *mściwy, sadystyczny uśmieszek* Węszę dramę! :D

    No a po (powiedzmy) solidnej porcji JA nawet Rynna mnie nie drażni. I kupienie samochodu. Hyhyhyhy. Ciekawe kiedy go rozdziewiczą ^^ i czy Ryan będzie bardzo zły jeśli się wyda, że Lenny się jeszcze dorzucił.
    A Lenny’ego mógłby mieć wpisanego jako „drapieżnik” lub „pantera”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s