Fire Dragon Tattoo Studio – 163 – Pod białymi szczytami nad błękitną tonią

Juan zgasił papierosa w koszu przy ławce usytuowanej pod dużą palmą. Minę miał nieciekawą, co było widać mimo okularów przeciwsłonecznych. Ustawił się bardziej bokiem do ulicy, opierając plecami o palmę i westchnął ciężko.
— Serio, Kate, nie wiem, czy to dobry pomysł, żebym tu był — mruknął, dopinając guziki hawajskiej koszuli, bo mocny wiatr rozwiewał mu jej poły i zaczynało go to denerwować.
Czekał z Kate pod galerią CocoWalk i wcale, a wcale nie był przekonany, czy nie powinien się zmyć. Jego dziewczyna umówiła się tu z Ryanem, bo podobno trzy dni temu urodził mu się siostrzeniec i potrzebował jej pomocy w wyborze prezentu. A że była sobota, wszyscy mieli wolne… Nie wiedział tylko, dlaczego on musiał tu być. Nieważne, że dzisiaj Mauri zajmował się knajpką i miał fajrant. Jego kontakty z Ryanem od wydarzenia z Hansem nie były najzdrowsze, a on nie chciał dolewać oliwy do ognia.
— Ty w ogóle nie powinieneś myśleć. Ostatnie twoje myślenie źle wychodzi, więc ja się nim zajmę. Zresztą, jeszcze nie odpokutowałeś za te wszystkie kłamstwa, więc nie marudź. I uśmiechnij się, bo wyglądasz, jakbyś miał coś w gaciach — dziewczyna syknęła na niego karcąco.
Nie lubiła, kiedy w ekipie były zgryzy. Uważała, że szczerość jest ważna, sama nie chowała długo urazy i miała nadzieję, że wszyscy pójdą za jej przykładem. Dodatkowo naprawdę chciała, żeby Ryan znowu dogadał się z Juanem. Pamiętała, jaka była szczęśliwa, kiedy ten pierwszy raz opowiadał jej o ich wypadzie na deskę. O tym, jak fajnie im się wspólnie rozmawiało, że jest jedną z osób z paczki, z którą lepiej się dogaduje i że cieszy się, że ma takich fajnych kolegów.
Juan skrzywił się wyraźnie i zapatrzył się na ulicę, spodziewając się stamtąd nadejścia Ryana.
— Jak przyjdzie z Lennym to już w ogóle będzie grobowo…
— Nie będzie grobowo. Nie panikuj, tylko zachowuj się normalnie. — Kate znowu go ofukała, aż w końcu zobaczyła chłopaka, z którym się tu umówiła.
Juan nic nie dodał, bo wciąż uważał, że był tu zbędny, ale nie miał animuszu, by się o to kłócić. Szczególnie że Kate nadal była na niego zła. Jakby nie mogła już o tym zapomnieć.
Przywołał na twarz uśmiech, kiedy Ryan się do nich zbliżył. Chyba też wziął pod uwagę, że był pogodny i ciepły dzień, bo nie był ubrany w ciemne barwy, jak zazwyczaj, a w dość jasną, popielatą koszulkę i krótkie spodnie.
— Dzień dobry, Katy — przywitał się z dziewczyną, cmokając ją w policzek. Za to gdy spojrzał na Juana, uśmiechnął się tak, że ten upewnił się o słuszności swoich obaw. — No i proszę, kogo to ze sobą przyciągnęłaś. Juan, robisz za szofera, czy będziesz nam towarzyszył w wycieczce pomiędzy smoczkami, śliniakami i innymi narzędziami, które są konieczne, żeby wokół niemowlaka nie znalazło się za dużo zbędnej śliny? — zapytał, wyciągając do niego dłoń na powitanie.
Juan przełknął ślinę i uścisnął rękę Ryana.
— No… Siema. I przyszedłem pomóc — odpowiedział i krótko spojrzał na swoją dziewczynę.
— Właśnie. Co będzie siedział w domu i marnował czas, jak może z nami pochodzić po sklepach? Będzie ciekawiej! — Kate uśmiechnęła się promiennie i poklepała Ryana w klatkę piersiową. — W ogóle dobrze wyglądasz. Wujek! — Zachichotała.
— Właśnie i wypada, żebym nie przyszedł do siostry z pustym rękami następnym razem, więc jeśli nie macie nic przeciwko, wejdźmy do jakiegoś sklepu. Masz jakieś sugestie, co się nadaje na prezent? Na internecie szukanie za pomocą „pokaż wszystko dla dzieci w wieku do dwóch miesięcy” okazało się niewykonalne. Wyników było za dużo, bym zdążył wszystko ogarnąć w czasie przerwy w pracy — odpowiedział Ryan, już ruszając w stronę białego budynku z uroczym, niebieskim daszkiem.
Kate pokiwała głową, a po chwili wkroczyli do sklepu dla dzieci i ich matek. Była prawie tak samo kolorowa jak cała wystawa. Również podeszła do dzisiejszego dnia z mottem „jak słońce świeci, to trzeba świecić wraz z nim”. Ubrała się w czarno-żółtą sukienkę, wielkie, przeciwsłoneczne okulary i również czarną opaskę z seledynowymi drobinkami.
— Grzechotki, smoczki, może ubranka. Nie polecam wkładek laktacyjnych, chociaż mogą się przydać młodej mamie. — Zaśmiała się, wyłapując na twarzy Ryana te jego zabawne emocje, kiedy nie wiedział, o co chodziło i nie mógł odnaleźć się w tym wszystkim.
Juan szedł za nimi z dłońmi w kieszeniach. Naprawdę tu nie pasował. I Ryan był zły, czuł to, nie był głupi.
— Po tym, z jaką pewnością o tym mówisz, jestem gotów założyć, że coś z Juanem planujecie, o czym nikt nie wie — skomentował Ryan, postanawiając zdać się całkowicie na nią.
— Co…? — wydusił Juan jako pierwszy i aż przyspieszył, by zrównać się z Ryanem. — Że my? Dzieci? Em… Nie… Prawda? — Zerknął na swoją dziewczynę z lekkim przestrachem, jakby Ryan chwilę temu nie rzucił luźnego komentarza, tylko był chodzącym testem ciążowym, który właśnie mu przekazał, że będzie ojcem.
Kate spojrzała na swojego chłopaka jak na głupiego i uśmiechnęła się. Ściągnęła go do siebie za koszulkę i pocałowała w usta.
— Z tego co wiem, na tę chwilę nie. Najpierw muszę sobie ciebie wychować, potem może pomyślimy o ślubie. A potem dopiero o dziecku — uspokoiła go, wyjątkowo rozbawiona jego uwagą. Nie planowała mieć dzieci. Nie teraz. Była na to za młoda i zwyczajnie niegotowa. Wystarczyły jej tylko takie zakupy z nowo zaistniałym wujkiem Ryanem.
— Dobrze by było, gdyby miał ojca bez założonej kartoteki — zauważył Ryan, wkraczając jako pierwszy do odpowiedniego sklepu, skoro ci się miziali.
Co prawda pogodził się z Lennym i nie było co wracać do problemu narkotykowego, który prawie że wsadził jego faceta do pierdla. Mimo to, wciąż czuł uraz do Juana za wpakowanie go w to, więc nie był w stanie w pełni radośnie cieszyć się jego towarzystwem. W duchu jednak się zastanawiał, czy nie lepiej byłoby zaprosić go na deskę, by powoli zaczęło wracać do normy. Ale przecież jeszcze dzisiaj mógł mu okazać swoją irytację tym, co zrobił.
Juan skrzywił się, usłyszawszy uwagę.
— No przecież przeprosiłem. To nie tak, że chciałem, żeby to… wszystko się wydarzyło. Tak wyszło, to się działo samo — jęknął i pociągnięty przez swoją dziewczynę, ruszył dalej do sklepu.
— „Działo się samo”… Wiesz, Juan, że takie tłumaczenie bardziej przystoi mojemu, jeszcze nieumiejącemu mówić, siostrzeńcowi niż chłopakowi w twoim wieku? — odpowiedział Ryan i podniósł… coś. Miałoby kształt motylka, gdyby nie dziura w brzuchu. Chyba miała ułatwić dziecku chwycenie zabawki. Kiedy nim potrząsnął, motyl zaczął wydawać bliżej niezidentyfikowane dźwięki. Szybko go odłożył.
— Ej, to powiedz mi, co ja miałem zrobić, hm? Byłeś kiedyś w sytuacji, że jakiś pojeb grozi ci, że cię zajebie? Spanikowałem, a Lenny jeszcze gadał, żebym nic nie mówił i siedział cicho. Że on się tym zajmie. — Juan jęknął, idąc za Ryanem jak sierota.
Kate za to dała im chwilę i odsunęła się o dwa kroki, żeby poszukać czegoś dla siostrzeńca Ryana. Przysłuchiwała się jednak rozmowie, gotowa interweniować w każdej chwili.
— A ty mi się dziwisz, Juan, że się wkurwiam po tym, jak o mało facet, którego kocham, nie skończył w więzieniu na kilka kolejnych lat? Siedziałeś kiedyś w więzieniu? Z tego co wiem, nie, i bardzo dobrze dla ciebie, bo pewnie srałbyś w gacie za każdym razem, jakby strażnicy otwierali cele — odpowiedział Ryan, zbliżając się do niego i patrząc mu w oczy podczas całej tej przemowy. — Będzie między nami w porządku, jeśli łaskawie przestaniesz z tym tłumaczeniem się w głupi sposób, bo przez to mam wrażenie, że umniejszasz całą tę sprawę, a uwierz… dla mnie to, czy Lenny jest ze mną realnie, czy przez kraty, ma całkiem spore znaczenie.
Latynosa na moment wcięło, ale wreszcie pokornie skapitulował. Ryan miał rację.
— Okej… Tylko mówię, no… — jęknął żałośnie. — Też przecież nie chciałbym, żeby Lenny’ego posadzili. To mój kumpel.
— Więc dbaj o to, proszę, żeby nim pozostał, a nie stał się znowu szefem zza krat — powiedział Ryan z naciskiem, po czym wyciągnął do niego dłoń. W końcu to do niego należało zdecydowanie, kiedy przebaczy temu głupiemu Latynosowi. — Okej?
Chłopak zagapił się na niego przez chwilę.
— Juan! — syknęła Kate.
— Hę?
— Co „hę”, co „hę”?! No podaj tę cholerną rękę! — warknęła na niego, już od połowy ich rozmowy tylko się gapiąc i zapominając o grzechotce, którą trzymała w dłoni.
Latynos od razu się otrząsnął i podał Ryanowi dłoń. Była bardzo ciepła z podenerwowania, które towarzyszyło mu przez całą tę rozmowę.
— Okej. Dzięki. I jeszcze raz sorry.
Ryan skinął głową i wymieniwszy z nim uścisk, cofnął się odrobinę, lekko spuszczając z tonu.
— Ale teraz nie ominie cię postawienie dobrego piwa po naszym następnym wypadzie na deskę — przestrzegł, postanawiając niecnie wykorzystać poczucie winy Juana. Następnie zwrócił się do jego dziewczyny. — I co tam, Katy, upatrzyłaś? Byle coś dla noworodka płci męskiej, żeby Threvor nie miał okazji wypomnieć Rose, że jej brat chce zrobić z jego syna ciotę.
— Wydaje mi się, że motylek nie jest dla niego, ale nawet ty musiałeś się bawić za młodu jakąś babską zabawką. W końcu miałeś siostrę. — Kate uśmiechnęła się i pokazała Ryanowi śpioszki. Czarne, z jasnoniebieskim nadrukiem na klatce piersiowej. — Mały Tony Stark?
— I poczuję się, jakbym nosił na rękach dzieciaka Rusha i Marg — odpowiedział Ryan z uśmiechem, zbliżając się do dziewczyny, by obejrzeć ubranko.
W tym czasie Juan odsunął się na dwa kroki i wypuścił głośno powietrze z płuc. Ryan mi wybaczył? Mam nadzieję! To było takie stresujące! A Lenny by mnie zajebał, jakbym miał złe stosunki z jego ukochaną księżniczką.
— To może coś innego. — Kate westchnęła. — Są inne filmy też, ale nie wiem. Z takim podejściem to faktycznie każde będzie jak ich. A może powiedz mi, co lubi twoja siostra?
— Jest patriotką, co czasem daje się aż za bardzo odczuć, kiedy tematy rozmowy schodzą na politykę naszego wspaniałego kraju. Więc może znalazłoby się coś ze „stars and stripes” — zasugerował Ryan, dopiero teraz wpadając na pomysł, że to nie byłoby głupie. W sumie nawet nie myślał o tym, by kupić coś pod siostrę, ale to przecież miało większą rację bytu niż kupowanie czegoś stricte pod niemowlaka, który nawet nie miał pojęcia, co się dzieje, a tym bardziej, że dostaje coś od wujka.
— To może Kapitan Ameryka? — Kate zaśmiała się, idąc do stojaka, skąd wzięła pierwsze ubranko i wyszukała takie w kolorach amerykańskiej flagi.
— To już prędzej — przyznał Ryan, ale obejrzał się krótko, czy Juan się tu nie kręcił. Zauważył, że stał przy pluszakach i uśmiechał się głupio do pluszowej kukurydzy. Pochylił się więc znowu do Kate, mówiąc nieco ciszej. — I pozwól, że skorzystam z chwilowej prywatności, żeby zapytać, czy pamiętasz o tym, o czym rozmawialiśmy w twojej pracowni i jeśli tak, to czy początek czerwca by ci pasował?
Kate od razu uśmiechnęła się szerzej.
— Brzmi jak jakaś konspira przed moim chłopakiem. Tajna randka! — Zachichotała i jeszcze wychyliła się, żeby sprawdzić, gdzie był Juan. Wciąż był zajęty, a ona doskonale wiedziała, o co chodzi koledze. — Ale, no, musiałabym sprawdzić. Nie mam kalendarza w głowie. Ale chyba byłoby okej. Już zdecydowany-zdecydowany? Bo ja nie mogę się doczekać.
— Myślałem, że to codzienność w twoim fachu, a brzmisz, jakbyś nie mogła się doczekać bardziej niż ja — odpowiedział Ryan z lekkim uśmiechem. — I tak, jestem zdecydowany, ale skoro, jak mówiłaś, po tym mam mieć cały miesiąc abstynencji, to ten tydzień chcę jeszcze mieć… na własne potrzeby. Dlatego sugeruję ci początek czerwca. Lenny mówił, że będzie miał wtedy więcej wolnego, a przyszlibyśmy razem. Chyba że jego obecność będzie cię dekoncentrować, to jestem gotów wywalić go za drzwi dla dobra mojego kutasa.
Kate znowu się ucieszyła. Czuła się, jakby była Gwiazdka.
— Potrzyma cię za rękę. O cholera, jak słodko! — pisnęła i od razu zakryła usta, żeby Juan nie zainteresował się ich rozmową. — I spoko, panuję nad wszystkim. Nie pierwszy raz to robię, tylko wiesz… Fajnie tak komuś bliskiemu robić. Nie żebym była sadystką, tylko, no, czuję się doceniona, że do mnie przyszedłeś.
— Wiesz, jak po tygodniu mi kutas odpadnie, to przynajmniej wiem, gdzie mieszkasz — odpowiedział Ryan z uśmiechem i skinął na śpioszki we wzorek flagi amerykańskiej. — Ale zmieniając temat, nie powinniśmy poprosić o najmniejszy możliwy rozmiar?
— A widziałeś go? Jest duży? Wiesz, zawsze bezpieczniej wziąć większe. Dzieci rosną, a w za małe go nie wciśniesz.
Ryan ściągnął brwi i przyjrzał się śpioszkom, ale jakoś nie potrafił ocenić, czy były odpowiednie, czy za małe, czy za duże.
— Jest… normalny, o ile można tak określić coś różowego, co bardziej przypomina zasuszoną śliwkę niż człowieka. Ale z tego co mi Rose mówiła, wagę po urodzeniu miał mieszczącą się w średniej.
— To kup na wszelki wypadek taki wiesz, ciut większy rozmiar. Nie zaszkodzi. Będzie na później najwyżej — zasugerowała Kate, kiedy zbliżył się do nich Juan.
— Te? — spytał, wskazując na śpioszki trzymane przez Ryana. — A może jeszcze maskotkę?
Ryan zgodził się z nim, bo uważał, że maskotka jest lepsza niż jakaś grzechotka, którą dziecko znudzi się po skończeniu kilku miesięcy. Pluszaki za to nie raz ludzie zostawiali na długie lata, bo czuli do nich sentyment.
— Tylko dobrze by było, żeby nie była to pluszowa kukurydza — rzucił i wziąwszy te śpioszki, które wybrał z Kate, udał się na poszukiwania odpowiedniej maskotki. Czuł się zgoła dziwnie w tym miejscu, a może dziwniej by się czuł, gdyby robił tu zakupy sam. Albo z Lennym. Za to obecność Kate jakoś pomagała, zapewne dlatego, że była dziewczyną. Miał tylko nadzieję, że Rose nie wytknie mu, że takie zajebiste prezenty na pewno ktoś mu pomagał wybierać…

***

Jason wracał z pracy. Od jutra miał wolne, o które poprosił Alex, ale do tej pory nie dowiedział się, po co miał je wziąć. Musiał przyznać, że trochę się niepokoił, kochanek nic mu nie mówił, a Rush podobno też nic nie wiedział mimo potwierdzenia, że jego brat także wziął sobie wolne w pracy na kilka dni. Ale poza tym nic. Nie miał pojęcia, co Alexander Grey wymyślił, ale zdecydowanie było to coś ściśle tajnego. Z drugiej strony dobrze, że się urywał, bo od jutra w jego pracowni Nell i Mike mieli robić większe przemeblowanie. Domyślał się, że Kate będzie skakać wokół jak fretka z motorkiem w tyłku, doradzając im, a Charlie nie będzie zadowolony z czatowania cały dzień przy kontuarze. Poza tym… trochę wolnego mogło mu dobrze zrobić.
Zaparkował motocyklem obok samochodu Alexa i już z kaskiem pod ręką wszedł do mieszkania. O mało nie potknął się o stojące tuż przy drzwiach dwie, duże walizy. Na nich stały jeszcze po jednej mniejszej – takie, które często były w kompletach z większymi i idealnie pasowały na bagaż podręczny.
Chwilę tylko stał, patrząc na bagaże, a potem uniósł wzrok, by ogarnąć, co się, do cholery, działo. Bez słowa odłożył kask na szafkę obok tej na buty i podążył dalej z duszą na ramieniu.
— Wyprowadzamy się…?
Z kuchni z kawą w kubku wyszedł Alex i skinął mu głową na powitanie, tak formalnie, jak tylko on mógł. Nieważne, że witał się z kochankiem. Nawet wtedy wyglądał, jakby przyjmował w gabinecie kontrahenta. I właściwie… było w tym coś seksownego.
— Dobrze, że jesteś. Spakowałem cię w większości, ale jeśli chcesz, sprawdź swoje rzeczy. Za chwilę wychodzimy na samolot.
Jason rozchylił usta i przez kilka sekund nie wydobywał się z nich dźwięk. Była szósta wieczór. Myślał, że wróci, zje coś, umyje się i posiedzi z Alexem w salonie, a teraz miał… wyjść na samolot. Tak nagle.
— Co…? Wysyłałeś mi jakiegoś smsa, że nic nie wiem? — zapytał w końcu, bo nie przypominał sobie, żeby Alex wspominał o jakimś locie zaplanowanym na dzisiaj. Może mu telefon szwankował. Bo przecież zapamiętałby taki… szczegół.
— Nie. — Grey podszedł do kochanka i złapawszy go za przód ubrania, pociągnął do siebie. Lubił wzrost Jasona, ale czasami nieznacznie utrudniał. Nie zmieniało to jednak tego, że widząc go po całym dniu, chciał go bliżej. — To wyjazd niespodzianka, który dla nas zorganizowałem z okazji twoich urodzin. Wszystkiego najlepszego, Jason — dodał i pocałował go w policzek. Jego głos delikatnie drżał, jakby bardzo starał się ukryć podenerwowanie, ale Jason i tak je wyczuł. Było w tym coś słodkiego, szczególnie że Alex starał się zachować powagę, a jak na dłoni było widać, że ta chwila była dla niego ważna.
Uśmiechnął się kątem ust i położył dłoń w pasie kochanka.
— No ładnie… Niespodzianka się udała. Nawet jak bagaże przy wejściu najpierw wywołały niepokój — odpowiedział i pomasował go przez koszulę kciukiem. Nie powiedziałby tego głośno, ale w pierwszej chwili zaatakowała go panika, że może Alex go zostawia. Było to oczywiście zupełnie bezpodstawne, ale i tak zakłuło. Nie pozwoliłby mu odejść. Za nic. — Dokąd lecimy?
Alex odsunął się i podszedł do swojej stalowoszarej marynarki leżącej na oparciu kanapy. Podał kochankowi bilety.
— A resztę zobaczysz. Nie mogę przecież zdradzić ci od razu wszystkiego. — Uśmiechnął się nieznacznie i napił się kawy, obserwując tego wysokiego, wytatuowanego mężczyznę, z którym chciał spędzić kilka dni sam na sam w miłym miejscu. Sam nie był pewny, czy sobie nie robił większego prezentu tym wyjazdem.
Jason ściągnął brwi, zerkając na bilety. Reno w Nevadzie. W życiu tam nie był.
— Co tam jest? — spytał, widząc, że wcześniej będą mieli przesiadkę, nim dotrą na miejsce. Lot, z tego co widział, był długi.
— Nie mogłem znaleźć niczego bezpośredniego, chyba że do San Francisco, ale wtedy dojazd do jeziora Tahoe samochodem zrównuje czas podróży nawet z tą przesiadką. Mam nadzieję, że dobrze znosisz loty?
— Jezioro Tahoe… Nigdy nie byłem. I lot… to nie problem — przyznał, znowu zerkając na bilety. Nigdy nie był ani w Kalifornii, ani w Nevadzie, na pograniczu których znajdowało się to wyjątkowo czyste, wielkie i piękne jezioro. A wokół góry Sierra Nevada. Był w tak dużym szoku, że nawet nie potrafił bardziej ekspresyjnie wyrazić tego, co czuł. Było mu… cholernie ciepło. — I nie spodziewałem się. Dzięki — dodał poważnie, najpierw chcąc jeszcze dopytać, czy ma się dołożyć, ale Alex pewnie i tak by odmówił.
— Nie ma za co. Poza tym dziękować będziesz, kiedy już wrócimy. — Alex zabrał mu bilety, ale nie mógł się przy tym powstrzymać, by delikatnie, opuszkami palców nie dotknąć szczupłej dłoni Jasona. Kto by pomyślał, że kiedyś tolerował dotyk jedynie przez materiał rękawiczek? Teraz wręcz go łaknął, jakby całe życie ktoś go głodził, a teraz Jason był wreszcie ujściem dla jego spragnionego ciała i duszy. — Przebierz się i sprawdź bagaże.
Jason westchnął i wyciągnął telefon oraz kluczyki z kieszeni spodni. Odrzucił wszystko na szafkę i ruszył do łazienki.
— Ile mam czasu? — zawołał jeszcze przez ramię.
Alex zerknął na tarczę białego Schaffhausena.
— Czterdzieści trzy minuty.
Odpowiedział mu chrapliwy śmiech kochanka, a potem ten już bez słowa zniknął w łazience.

***

Było już późno w nocy, a raczej powoli zbliżał się poranek, gdy wylądowali na lotnisku w Reno. Przespali sporą część lotu, a podczas przesiadki w Dallas w Teksasie naładowali się kofeiną.
Dla Jasona była to duża zmiana w życiu. Wyjazd podczas urlopu w pracy, a do tego z partnerem… To było tak inne od tego, co dotychczas miał. Kiedyś brał urlop tylko po to, żeby odpocząć w domu. I przez to, mimo urodzin, które miał mieć w sobotę, poczuł się jakoś paradoksalnie młodszy.
— Masz jakiś aparat? — rzucił ni stąd, ni zowąd, kiedy już jechali samochodem w docelowe miejsce.
Nie miał pojęcia, czy mieli zarezerwowany hotel, domek czy cokolwiek innego, ale wiedział, że Alex na pewno coś zaplanował. Trudno było z nim robić cokolwiek na żywioł, ale był to niewątpliwy plus w takich sytuacjach jak obecna.
Anglik spojrzał najpierw na kochanka, a potem za okno. Było jeszcze ciemnawo.
— Mam w bagażu. Potrzebny jest ci w tej chwili? Mogę pożyczyć ci komórkę, jeśli potrzebujesz — zaproponował, nie zważając na kierowcę, który czekał już na nich na lotnisku. Samochód planował wynająć dopiero na miejscu i to nie na cały czas pobytu nad jeziorem.
— Nie, nie potrzebuję teraz. Pytam na zapas — odparł Jason. Przecież musiał mieć jakąś fotkę z miejsca, w które się wybrali.
Spojrzał na tył głowy kierowcy, a potem na swojego faceta. Mimowolnie się uśmiechnął. Ciekaw był, czy Alex wziął pod uwagę, że jeśli będą mieć wspólny pokój, dla obsługi i innych gości będzie oczywiste, że są parą. Trochę go to niepokoiło, bo wiedział, jak zamknięty pod tym względem był Alex, a zależało mu na tym, żeby nie czuł się spięty.
— Dobrze. Niedługo będziemy na miejscu — dodał Grey i sięgnął do dłoni kochanka leżącej na podłokietniku skórzanej, tylnej kanapy Lincolna. — Mam nadzieję, że ci się spodoba.
Jason spojrzał na ich dłonie i odwrócił swoją spodem do góry. Splatając z kochankiem palce, przeszło mu przez myśl, że Alexowi pasowałby sygnet… albo obrączka. Z trudem przełknął ślinę na tę myśl.
— Taa… Raczej małe szanse, by było odwrotnie. Urlop, fajrant i ty… Co niby ma nie grać?
— Atmosfera? Nie wiem, Jason. Obiecuję jednak, że się postaram.
— Mm, spoko, królowo. Ale jeszcze ze trzy godziny snu sobie damy, co? Muszę odespać, zanim zacznę się cieszyć okolicą i tobą bez papierów wokół.
— Oczywiście. Mogą być nawet cztery — zapewnił Alex i ścisnąwszy krótko dłoń kochanka, zabrał swoją. Tak było wygodniej. Obiecał sobie jednak, że tutaj, przez kilka dni, będzie zupełnie otwarty.
— Łaskawy — zamruczał Jason, ale nie dodał już nic, bo zauważył, że kierowca skręcił w mniejszą uliczkę.
Okolica była bardziej pusta od zabudowy. Co prawda fakt, że jeszcze słońce nie wzeszło, trochę przeszkadzał w ujrzeniu detali, ale Jason już czuł w płucach, że byli w świeżym miejscu. Przez uchylone okna samochodu wpadało przyjemne powietrze, a do tego teraz odpowiednio chłodne i rześkie.
— Hotel? — zapytał, nie wiedząc, czego wypatrywać.
— Hotel — potwierdził Alex, oglądając widok za oknem.
Liczne, wysokie drzewa iglaste, łagodne wzniesienia, po których jechali i już czasami widoczna niebieska toń jeziora. Bez wątpienia okolica była piękna. A teraz, kiedy kierowca zwalniał, zatrzymując się pod miejscem, gdzie mieli nocować, Alex wstrzymał dyskretnie oddech. Mentalnie trzymał kciuki, żeby Jason nie zanegował jego wyboru.
Ten był już przyjemnie zaskoczony innością terenu, na którym się znalazł. W sumie całe życie spędził w Miami, które było płaskie aż do bólu. Nie mówiąc już o tym, że prawie cała zabudowa to parterowe domki. Za to czuł, że tutaj teren się zmieniał, a architektura też odbiegała od tego, co znał.
Gdy zatrzymali się pod hotelem, zagwizdał pod nosem. Budynek przywodził mu na myśl domek z Disneylandu. Pierwszą jego myślą było, że musiał nieźle wyglądać zimą. W końcu takie drzewa kojarzyły mu się raczej z dodatkiem śniegu na gałęziach.
Do samego hotelu dochodziło się po schodkach otoczonych kamienistym murkiem. Główna część miała stożkowy daszek i niewielkie okienka. Za nią hotel już rozrastał się szerzej, a Jason po znakach przy drodze domyślił się, że jezioro znajdowało się po jego drugiej stronie. Liczył, że będzie na nie widok.
— Nie powinienem pytać o cenę, co? — rzucił, wreszcie odwracając się do Alexa. Uśmiech błąkał mu się po ustach, a tylko się poszerzył, kiedy ujrzał to znajome napięcie na twarzy kochanka.
— Nie, nie powinieneś — przyznał Alex i kiedy zatrzymali się przed wejściem, wysiadł.
Rzeczy zostawił razem z kierowcą. Kiedy się zameldują, ktoś powinien po nie przyjść.
Jason podążył za nim i kiedy tylko wysiadł, poczuł, jak inne było tu powietrze. Świeższe, trochę chłodniejsze i przyjemnie pachnące lasem.
Postanowił poczekać z papierosem na dotarcie do pokoju. Na razie zdał się całkiem na kochanka, bo i tak miał niewiele do powiedzenia. Trochę dziwnie się z tym czuł, bo nie przywyknął do tego, ale… nie narzekał. Było mu przyjemnie.
O spaniu chwilowo zupełnie zapomniał, gdy przemierzali hotel. Był teraz pusty, zapewne ze względu na porę. Słońce dopiero wstawało i raczej nikomu o takiej chorej godzinie nie widziało się wstawanie z łóżka. Mógł więc na środku korytarza, gdy już zmierzali do wyznaczonego pokoju, złapać Alexa za dłoń, zatrzymać go oraz pocałować mocno i bardzo namiętnie.
Grey na dosłownie na chwilę stężał, ale nie trwało to długo. Objął kochanka za szyję i oddał pocałunek. Nieważne, że krótko. Liczyło się dla niego to, żeby Jason dobrze się czuł, nawet jeśli sam wciąż odczuwał te nieprzyjemne opory, wręcz brutalnie zasiane w nim przez rodziców. Jak bardzo świadom by nie był, że to, co robili z Jasonem, było w porządku, tak wciąż opinia rodziców na temat takich par jak oni siedziała mu w głowie. Zastanawiał się, czy kiedykolwiek przestanie go to torturować.
— Chodź do pokoju.
Jason mruknął nisko, jeszcze raz go cmoknął i dopiero pozwolił zaprowadzić się dalej. Czuł, że nie odklei się od tego blondyna przez cały wyjazd. A gdy zobaczy go z laptopem na kolanach, to wyrzuci sprzęt do jeziora. Z kamieniem przywiązanym do ładowarki.
Po niedługiej chwili Alex otworzył za pomocą jednej z dwóch kart zamek do drzwi i obaj weszli do pokoju. Bagaże miały zaraz zostać przyniesione, ale to dało im czas na rozejrzenie się po… apartamencie. Bo zwykłym pokojem to bynajmniej nie było.
Poza dużym salonem ze stolikiem otoczonym skórzaną kanapą, dużymi, balkonowymi oknami prowadzącymi na zewnątrz i ukazującymi widok na jezioro, było też podwyższenie. Drewniane schody prowadziły na górę, gdzie znajdowała się wyjątkowa dzięki otwartości na resztę apartamentu sypialnia. Nad nią był spadzisty, drewniany sufit, który dopełniał atmosfery. Dodatkowo Jason ujrzał jeszcze jedne drzwi, które najpewniej prowadziły do łazienki, ale nie tam pokierował swoje kroki, a na balkon. Chciał zobaczyć to słynne jezioro. Czy rzeczywiście było takie wielkie i piękne.
— Chodź — rzucił do Alexa, już krocząc po czystym, wypolerowanym parkiecie.
Przy fotelach i opodal kamiennego, chociaż elektrycznego kominka były rozłożone skóry. Cały apartament był zaaranżowany w bardzo górskim stylu.
Alex zostawił na stoliku klucze i dokumenty, nim podążył za kochankiem. Na balkonie ujrzeli zapierający dech w piersiach widok.
Tuż po lewej stronie bielały szczyty gór, ostrych, miejscami niebezpiecznie nagich. Dalej, patrząc bardziej przed siebie, widać było coraz niższe i gęściej porośnięte zielonymi drzewami stoki. Dodawało to uroku wodzie, nad którą znajdował się hotel. Może nie zupełnie na kamienistym wybrzeżu, ale przez to, że był na wzniesieniu, jeszcze lepiej było widać niebieską, przezroczystą toń, w której odbijało się wschodzące za ich plecami słońce.
Jason był wręcz zaskoczony, jak daleko rozciągało się jezioro. Już nawet o tej porze widział gdzieś w dali białe zarysy łodzi, leniwie sunących po błękitnej tafli.
— Przywykłem do widoku oceanu, więc… to robi wrażenie — przyznał, odwracając głowę do swojego kochanka. Przyciągnął go do siebie za talię.
— Pomyślałem, że coś innego niż zwykle może ci się spodobać. Jest tu co robić, ale… — Alex położył mu dłoń na klatce piersiowej. — Poczekaj, aż przyniosą nasze bagaże, a i… nie chciałeś się przespać i odpocząć?
— Chcę, trochę padam — przyznał mężczyzna. Przetarł twarz dłonią i uśmiechnął się do Alexa. — Po śniadaniu przejdziemy się obejrzeć to cudo. Tylko nie zakładaj garniaka — uprzedził. — Nie jesteś w pracy — dodał, jakby z naciskiem. Mimo zapewnień Alexa, nie mógł pozbyć się przeświadczenia, że mężczyźnie trudno funkcjonowało się bez pracy i obowiązków.
— Spokojnie. Wiem, że jesteśmy na urlopie. Mam także inne ubrania. Ale skoro jesteś zmęczony, idź się… — urwał, bo właśnie boy hotelowy zapukał do drzwi. — Idź się umyć — polecił i zszedł z balkonu, by otworzyć.
Jason odprowadził go spojrzeniem, ale nim poszedł do łazienki, zbliżył się do skraju balkonu i zapalił. Leniwym wzrokiem ogarniał to wszystko, co widział, i wręcz nie ogarniał, jak wiele zmieniło się od jego wcześniejszych urodzin. Jakiś rok temu dopiero zakładał studio z Mikiem, Charliem i Kate. Jego życie dopiero wkraczało w zarys stabilności. A teraz? Nie dość że miał genialną fuchę, całkiem niezłe zarobki, rozwój, swój środek transportu, to jeszcze… miał faceta na całe życie. Jednego. A ten na urodziny zabrał go nad jedno z najpiękniejszych jezior w Stanach Zjednoczonych. Może i nie miał kolorowego życia, ale teraz miał debilne przeświadczenie, że złapał Boga za nogi.
Podobało mu się. Ale też czuł, że zmęczenie odbijało się na nim, więc zgasiwszy niedopałek, wszedł do apartamentu, rzucił krótkie spojrzenie na swojego kochanka… swoją Królową i zniknął w łazience. Marzył o śnie.

16 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 163 – Pod białymi szczytami nad błękitną tonią

  1. Katka pisze:

    Linerivaillen, Elsa ze Smaugiem, hahahaha, doooooobre porównanie XD Boże, szalone, ale dobre. A że bociany… no, całkiem romantyczne :) Fajnie, że zdobyli kolejną oddaną fankę hehehe :D

  2. linerivaillen pisze:

    Mój fangirlingomierz wypadł poza skalę. Boru, absolutnie uwielbiam Elsę ze Smaugiem. Tacy cudowni ;-; Oni to nie jakieś gołąbki, to są dwa, ustabilizowane… bociany? No bo bociany to się w pary na całe życie, co? No. Bociany. Niech zostanie. Poniekąd to romantyczne.

  3. Katka pisze:

    Seiridis, haha, to takie „Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, o Juan i Ryan, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex, Jason, Alex” XD To takie zabawne czasem, jak wychwytujecie głównie to, na co kładziecie większy nacisk. Naturalne to i się nie dziwę, ale wciąż mnie to bawi XD No i fajnie, że nas nie zostawicie. Takie, uffff, ze nie tylko dla FDTS tu jesteście. Przynajmniej mam nadzieję, że nie większość ;) I słodko, że tyle wzdychania rozdział wywołał ;)

  4. Seiridis pisze:

    Jak Alex był zestresowany reakcją Jasona na prezent to było „ooh, how sweeeet”.
    Jak Jason pomyślał o obrączce na palcu Alexa to wtedy było „oooooooooh gaaaaaaaaaaaaawd, soooooooooo sweeeeeeeeeeeet”. XDDD
    Fajnie, że polecieli w jakieś miejsce sam na sam. Też liczę, że Jason się doczeka loda. xD I nie, nie zostawimy was po tym, ponieważ zostają jeszcze 3 opowiadania co najmniej, so… xD
    Spoko, że Ryan pogodził się z Juanem.
    Ale jeszcze raz. XD Jason o obrączce – sweeeeeeeeeeeeeeeeeeeeet xD Nie mogę przestać się szczerzyć jak głupi do sera i chichotać. xD

  5. Katka pisze:

    Another, serio, to takie „po co żyję?” „by przeczytasz, jak Alex obciąga i penis Ryana zostaje przekłuty” XD Bo ogólnie to chyba takie dwa punkty, na które czeka większość z Was obecnie. Co będzie, jak to już nastanie? Zostawicie nas! XD „Takie rzeczy można wybaczyć, ale nie zapomnieć.” – och, so true. To się ima każdej sytuacji życiowej. No na szczęście to nie jest AŻ TAK wielka krzywda, żeby Ryanowi to bardzo przeszkadzało w spędzaniu czasu z Juanem. Dzięki za komentarz i pozdrawiamy również! ;)

    Luinlos, och, jak miło Cię znowu czytać! :D Hehe, ja wciąż mam zapisane, kto jeszcze ma rozdział w przód, i tak, na Ciebie jeszcze czeka wykorzystanie kuponu ;) Cóż, mogę powiedzieć, ze w następnym rozdziale są dwie pary, jednak z przewagą JA ;) Och, a co do symboli – słodkie, że Cię to ujmuje, to taki niby szczegół, niby formalność, ale coś znaczy faktycznie. Inaczej tyle ludzi by się nie obrączkowało XD No ale, ale, może kiedyś na nich przyjdzie czas… w sumie ciekawa jestem, która z par by najszybciej się na to zdecydowała… :)
    Och i mam ochotę przybić sobie z Tobą piątkę a propos niemowląt, bo tez mam o nich takie zdanie XD Brrrr, dzieci XD Pozdrawiamy serdecznie i mamy nadzieję, ze do ponownego komentowania ;*

  6. luinlos pisze:

    O jejku to było takie… doskonałe.
    Uwielbiam Jasona i Alexa w takim stabilnym związku. Są doskonali. I to niesamowite, jak bardzo widać po Alexie że się stara, że chce, żeby ten wyjazd był udany – przede wszystkim dla Jasona. I nie chcę już się rozpisywać o tym fragmencie w którym Jason uznał, że obrączka wyglądałaby dobrze na dłoni Alexa. Ja nie mogę, chyba bym się rozpłynęła z radości jakby się związali jakąś taką „przysięgą” – nie ważne czy oficjalnie czy nie, czy formalnie czy nie, wystarczyłoby, że prywatnie wymieniliby między sobą obrączki. Ja wiem że liczy się to co w sercu itd, ale takie symbole straszliwie mnie ujmują.
    Podoba mi się pomysł z jeziorem Tahoe. Z kilku powodów. Po pierwsze, totalnie się tego nie spodziewałam. Po drugie, chłodniejszy klimat jakoś mi szalenie do nich pasuje. Po trzecie – może to trochę głupie – ale przez to że akurat tam ich wysłałyście to jakby na to nie patrzeć z ciekawości musiałam sprawdzić jak to miejsce wygląda a więc przyczyniłyście się do poszerzenia moich horyzontów XD.

    Mam nadzieję, że kolejny rozdział skupi się na Jasonie i Alexie. Kurcze, zapomniałam że mam jeszcze niewykorzystane przyspieszacze rozdziałów za konkórs fanartowy (jak mogłam zapomnieć?? jak??), ale nie wiem czy nie trafię na Rayana torturowanego przez Katy a potrzebuję Królowej i Smoka.

    Ach, no i nie wspomniałam wcześniej ale totalnie podzielam opinie Rayana odnośnie niemowląt – albo jak jakiś mały pędrak albo jak wysuszona śliwka. Zupełnie nie wiem jak można tak bardzo się rozczulać nad stworzeniem, które na prawdę zaczyna mieć jakiś urok jak jest w stanie samodzielnie chodzić (a i to nie zawsze:P).

    Pozdro,
    Luinlos

    PS. Trochę się ogarnęłam życiowo, mam nadzieję, że wrócę do normalnego trybu komentowania :)

  7. Another69 pisze:

    Heh, muszę przyznać, że domyśliłam się, że tak właśnie będzie :P A dokładniej, że Alex zabierze Jasona na jakieś wczasy do pięknego miejsca :P Mam nadzieję, że lodzik też nastąpi w najbliższych rozdziałach. Rozdział przyjemny, taki do poczytania w wolnej chwili. Wydaje mi się, że następny będzie jeszcze lepszy. Ach, tak straaaasznie nie mogę się doczekać i lodzika i przekucia penisa Ryana. Podoba mi się to, że Lenny będzie przy nim. Tak jak powiedziała Kat – to słodkie! :D Może nie jest to przełomowa chwila, ale jednak ważna, a na pewno stresująca. Tak więc dobrze, że kochanek będzie go wspierał.
    I fajnie, że Ryan pogodził się z Latynosem, chociaż wątpię, by wyzbył się do końca urazy. Bo czy można? Takie rzeczy można wybaczyć, ale nie zapomnieć.

    Czekam na kolejny rozdzialik i ciekawi mnie nowe opowiadanie.
    Pozdrawiam :)

  8. Katka pisze:

    Sharon, oj tak, bo Alex ogólnie niewiele mówi o emocjach, a jak juz mówi, to czasem w tak suchy i formalny sposób, że złudnie można odnieść wrażenie, że wcale mu nie zależy. Na szczęście Jason umie go jakoś przejrzeć, bo inaczej dawno by go zostawił, widząc, że tego niewiele on sam obchodzi. Ale tak, takie gesty jak ten wyjazd i w ogóle pokazują bardziej namacalnie, że Alexowi zależy ;)
    Co do zabrania Jasona tam, gdzie jest śnieg… Cóż, myślę, że jeśli nie rozstaną się w ciągu pół roku, to będą jeszcze mieli okazję wyjechać w bardziej Alexowe klimaty ;) Och, i widzę, że kawałeczek z obrączką rzucił się w oczy i zapadł w pamięć XD No cóż, nawet takie niecne smoczysko czasem myśli o takich rzeczach. Pewnie jakby mu powiedzieć z dwa lata temu, że będzie dumał nad obrączką na palcu swojego faceta, to by się roześmiał XD

  9. Sharon d'Arc pisze:

    W końcu :3
    Jeszcze się nie przyzwyczaiłam do takiego niepewnego Alexa, chociaż przyznaję, że jest słodki i rozczulający. No i w tym rozdziale idealnie widać jak mu zależy na Jasonie, do tej pory mogliśmy się w sumie tylko domyślać, bo jest ze smokiem i walczy z swoimi fobiami. Ale ten rozdział… Czytałam cały z wielkim bananem na twarzy.Myślę, że ten wyjazd będzie jednym z najulubieńszych rozdziałów ever. No i Królowa obiecała, że będzie otwarta i bardzo dobrze zaczyna (chociaż chyba powinnam utrzymać tu rodzaj męski o.O). Trzymam za nich kciuki! Rany, z radości chyba się zacznę turlać po dywanie… Shit, nie mam dywanu D:
    No, ale myślałam, że Alex zabierze Jasona gdzieś za granicę, gdzie jest śnieg. W końcu tatuażysta nigdy nie opuszczał Miami i nie widział śniegu (dzieciństwo bez lepienia bałwana T.T ) i jest z Królową ŚNIEGU. A tu taki suprise… Może na rocznicę XD
    Smok rozwalił mnie tym rozmyślaniem o sygnecie/obrączce. Tak, Jason, zaobrączkuj swoją królową, zaobrączkuj (zboczone myśli). Już widzę jak Alex się daje zaciągnąć do urzędu stanu cywilnego XD Pewnie to będzie prezent na jakąś okazję dla starszego Greya
    Mam wrażenie, że Alex wybrał to miejsce ze względu na „czystość” XD

  10. Katka pisze:

    Yaoistka, będzie nr 1 dopóki po pięćsetnym odcinku nie uznacie, że „ile można” XD A tak serio, to miło nam, chociaż mam wrażenie, że z każdym kolejnym rozdziałem coraz trudniej jest utrzymać nim zainteresowanie, bo wiem, że oczekujecie coraz to lepszych i wciągających wydarzeń, a my… cóż, jesteśmy tylko ludźmi XD Boże, mędzę. Ale fajnie, że Ci się podobało :)

    Tigram, „Może i na oral przyjdzie tu czas?” – myślę, że przyjdzie ;) A Alexowi do topienia się daleko, nie jest typem samobójcy XD

    Marta, to dobrze, tak miał zrobić XD

    Dokuro, mam nadzieję, że jezioro Tahoe mieści się w kategorii „ciekawe miejsce” :) Osobiście o ile więcej o nim czytałam, o tyle bardziej mi się podobało i sama bym się chciała tam wybrać, ale… nie mam Alexa, który by mi to zasponsorował XD

    Saki, tak, mam wrażenie, że to było długo wyczekiwane… jak wszystko zresztą XD Co do wybaczenia Juanowi, to na rękę też Ryanowi, bo, jak widzisz, teraz przynajmniej ma z kim pływać na desce. Nikt inny z ekipy się jakoś do tego nie pali. Choć moim zdaniem, Rushowi całkiem by to pasowało XD Hehe, a Juan to w ogóle trochę sierota jest, wiec nie dziwię się temu spostrzeżeniu. Szczególnie przy Katy na taką wychodzi. Dzięki za komentarz i również pozdrawiamy ;)

    O., jakby się z nimi Lenny wybrał, to pewnie by wyszło a) byłby męczony przez Katy, a Ryan by w ciszy wybierał prezent (Juan by się gdzieś po kątach chował) b) Ryan z Lenny’m by się trzymali po jednej stronie, a Juan z Kate po drugiej c) Juan przylepiłby się do Lenny’ego, a Katy wybierałaby z Ryanem prezent. Koniec końców, z pogodzenia się nic by nie wyszło XD A Lenny oby nie zasłaniał Katy oczu! Dobrze by było, żeby penis Ryana nie wyglądał jak sitko XD
    Awww, a Alexik w koszulce z jakąś postacią byłby słodki! <3 Totalnie to do niego nie pasuje… ale oj, słodkie XD

  11. O. pisze:

    Z jednej strony to dobrze, że Lenny’ego zabrakło na tych zakupach, bo zupełnie nie wiadomo jak by się potoczyła cała sytuacja, a z drugiej szkoda, że jednak go nie było. Ale za to mam nadzieję,że pójdzie razem z Ryanem dać prezent <3 Haha trzymanie za rączkę będzie najlepsze, o ile Pantera nie będzie chciał zakryć oczu Kate by nie patrzyła na coś, co należy do niego xD <333333333333

    Alex na urlopie..Muszę sobie to pod nosem powtarzać,bo nie umiem w to uwierzyć… Jak i w jego "normalne" ubrania, nago i w garniaku jestem w stanie go sobie wyobrazić, ale w jakiś jeansach? Haha naszła mnie wizja koszulki z jakąś postacią z kreskówki hahahahahaahahahhahahaha xD Nie wiem skąd, ale naszła :D

  12. saki2709 pisze:

    No i wreszcie jest! Wyjazd Alexa i Jasona! wreszcie się doczekałam :) Było słodko i już się nie mogę się doczekać ciągu dalszego tej ich wycieczki. a czuję przez skórę, że warto czekać.
    Ryan wybaczył Juanowi, choć wewnątrz nadal chowa lekką urazę… Ale powoli wszystko wraca do normy. A Ryan znowu ma z kim chodzić na deskę :)
    Tak w ogóle cały rozdział był taki uroczy i rozczulający, że praktycznie cały czas się uśmiechałam podczas czytania.
    Straszna sierotka wyszła w tym rozdziale z Juana :)
    Nie wyobrażam sobie Ryana i Lennego kupujących prezent dla siostrzeńca Ryana. Ta wizja wydaje się taka… surrealistyczna XD
    Nie mogę się doczekać kolczyka i trzymania za rączkę XD

    „Ostatnie twoje myślenie źle wychodzi, więc ja się nim zajmę.”- nie powinno być „Ostatnio”? Albo mi się tylko tak wydaje… :)

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  13. ~Dokuro. pisze:

    Jejku ! <3 Tak niecierpliwie czekałam na rozdział o urlopie Jasona i Alexa no i ich wypadzie w jakies ciekawe miejsce a tu prosze.. warto bylo czekac. genialne to jest *Q*
    I oczywiscie .. juz doczekać sie nie moge dalszej części =3=

  14. TigramIngrow pisze:

    Ech, a jakby nie było Juana na początku, to może było by więcej scen takich fajnych między Alexem a Jasonem? Mi nawet jakoś cholernie nie zależy na seksie, ale na takiej bliskości, leżeniu razem na tych skórach pod kominkiem, leniwym się całowaniu, jakimś delikatnym pieszczotom, flirtom, przełamywaniu czegoś w Alexie. Może i na oral przyjdzie tu czas? A jak nie wyjdzie to Alex będzie się miał gdzie utopić ze sromoty.

  15. Yaoistka^^ pisze:

    SWEET! <3 Alex ty nieśmiałku ty <3 … Te opowiadanie zawsze będzie 1 klasa! <3 Już się nie umiem doczekać następnych chwil smoka i królowej :)

    WENY! <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s