Fanfic by Saki – Żaba, smok i zwariowana wróżka Cz. 3

Charlie zbliżał się do bram królestwa, kiedy słońce już zaszło. Jason upierał się, żeby chłopak został na noc, ale on uznał, że im wcześniej wyruszy, tym lepiej. Oboje doszli do wniosku, że mimo iż dobrze im ze sobą w erotycznym sensie, to nie ma między nimi „tego czegoś”. Owszem, fajnie się latało na grzbiecie smoka i było to niezapomniane przeżycie, ten wiatr we włosach i szybowanie ponad ziemią… No bo kto nie chciałby latać? Ale Chaliemu nie wystarcza możliwość latania i dobry seks. On by się chciał zakochać. Tak naprawdę. Na dobre i złe. Do końca życia… Ale czy to w ogóle możliwe? Czy na tej ziemi jest ktokolwiek, kto mógłby się w nim zakochać? Charlie szedł w stronę pałacu. Musiał się jakoś tam dostać… Ale nie był pewny, czy wpuszczą go o tej porze. Jeśli nie, to będzie musiał znaleźć jakiś nocleg… W każdym razie musi zażegnać nieuzasadniony konflikt ze smokiem. Zamyślił się tak, że nie zauważył jeźdźca na koniu, który prawie na niego wpadł, gdy przekraczał bramę królestwa. Tylko dzięki refleksowi jeźdźca, nie został stratowany przez jego czarnego jak smoła konia, którego z trudem można było dostrzec w ciemności.
— Uważaj jak chodzisz— powiedział chłodnym, opanowanym głosem.— Mogłem cię zabić.
— Masz rację. Powinienem uważać.
—Co ty w ogóle robisz poza granicami królestwa? Nie boisz się smoka?
— Może i wygląda strasznie, ale mówił ci ktoś kiedyś, że wygląd to nie wszystko?
— Może i mówił. Ale skąd wiesz, jak wygląda? Widziałeś go?— zapytał nieznajomy i zgrabnie zeskoczył z konia.
Charlie zmierzył go wzrokiem, jakby sprawdzając, czy może mu zaufać. Facet był dziwny. I miał w sobie coś, co osobiście go przerażało. Nie to, że wyglądał jakoś strasznie. Wręcz przeciwnie. Był niebiańsko przystojny. To przez to jego zimne spojrzenie i sposób mówienia.
— Nie wiem, czy mogę ci zaufać. Poza tym, spieszę się do pałacu. Muszę poinformować kogoś z rodziny królewskiej o czymś ważnym. Nie wiesz, czy może mnie tam wpuszczą o tej porze?
— Jeśli masz interes do kogoś z królewskiego rodu i zależy ci na czasie, to dlaczego nie porozmawiasz o tym ze mną?— zapytał tym samym tonem, który Charlie słyszał od początku rozmowy. Czy ten facet w ogóle nie okazywał emocji?
— Co… to znaczy? Kim ty właściwie jesteś?
— Książę Alexander, do usług— powiedział jeździec i wyciągnął do chłopaka dłoń w białej, skórzanej rękawiczce. Charlie struchlał, gdy usłyszał te słowa. Cholera. Zwracał się na „ty” do koronowanej głowy. Ciekawe, co mu za to grozi? Miał nadzieję, że nie śmierć. Właśnie dzisiaj doszedł do wniosku, że chce jeszcze pożyć. Ostatkiem sił woli zmusił się, żeby uścisnąć księciu dłoń. Swoją drogą, nie powinien zdjąć rękawiczki do powitania? Czy kultura tego nie nakazuje? Charlie miał nadzieję, że nie trzęsie mu się ręka.
— Charlie— przedstawił się chłopak i zabrał jak najszybciej swoją rękę.— Przepraszam wasza wysokość za mój brak kultury i szacunku wobec pana.
— Wybaczam ci— powiedział Alexander, a na jego twarzy Charlie dostrzegł cień uśmiechu. A może mu się tylko wydawało? Zrobiło się już naprawdę ciemno i mogło mu się przywidzieć.— Skoro zyskałeś moje zaufanie, to możesz mi teraz powiedzieć, o co chodzi?
— Ja nie tylko widziałem smoka. Ja z nim rozmawiałem, wasza wysokość.
— Mów dalej. Skoro przeżyłeś, to znaczy, że nie jest tak niebezpieczny, jak wszyscy mówią?
—Mało tego. On nigdy nie zaatakował królestwa. To wszystko, co o nim mówią to brednie, zwykłe pomówienia. Nikomu nic by się nie stało, gdyby nikt nie próbował go zabić.
— No to mamy problem.
— W jakim sensie?
— Król razem ze strażą planują napaść na smoka, który niby porwał mojego brata dziś wieczór, o zachodzie słońca.
— Ale to niemożliwe. Nie mógł go porwać.
— Dlaczego?
— Bo… Jas… znaczy smok… cały dzisiejszy dzień był ze mną. Dopiero od niego wracam.
— Zawsze mógł to zrobić po twoim odejściu— zasugerował.— Mój brat zniknął dopiero po zachodzie słońca, a wtedy nie było już przy tobie smoka.
— Mówię ci, że on tego nie zrobił!— krzyknął wzburzony Charlie, ale zaraz tego pożałował. Spotkanie z księciem Alexandrem robiło się straszniejsze niż to ze smokiem. Blondyn zmierzył go swoim chłodnym spojrzeniem i powiedział swoim opanowanym głosem:
— Wcale nie mówię, że to zrobił. Nie musisz na mnie krzyczeć. Ja nic nie zrobiłem, a ty się unosisz, jakbym to ja wymyślił tę całą eskapadę. Nie poszedłem na tą naradę, bo trudno mi uwierzyć, że wielki smok mógł tak sobie przylecieć niezauważony do królestwa i porwać mojego brata nieroba. Poza tym, jaki by miał w tym cel? Ja chciałem załatwić sprawę pokojowo, poprzez zwykłą rozmowę. Dlatego też nie mam ze sobą żadnej broni. Myślisz, że smok to doceni?
— Myślę, że tak. Mnie nie zaatakował. Pójdę jakoś zatrzymać twojego ojca… znaczy króla, a ty… wasza wysokość, idź ostrzec smoka.
— Daruj sobie te wysokości. Jestem Alexander. Widzę, że nie w smak ci te wszystkie tytuły, a i mi będzie łatwiej.
— Jak sobie życzysz, książę.
Alexander pokręcił głową i z powrotem wsiadł na swojego konia.
— Lepiej już idź, bo jak wyruszą, to będzie za późno— powiedział Alexander i popędził konia. Charlie jeszcze chwilę patrzył na odjeżdżającego księcia, ale zaraz ruszył w stronę pałacu. Musiał się pospieszyć, jeżeli chciał uratować Jasona i przy okazji ocalić życie tej wesołej wycieczki.
— Wasza królewska mość— zwrócił się do króla, któremu towarzyszył dowódca rycerzy, Roger. Charlie rozpoznał w nim ojca swojego kumpla, Ryana, do którego zarówno on, jak i jego kumpel nie pałali sympatią. Osobiste urazy trzeba jednak było odłożyć na bok. Teraz najważniejszy był Jason.
— Czego chcesz smarkaczu?— zapytał w imieniu króla Roger.
— Ja… chciałem tylko…— Charlie nie wiedział co powiedzieć. Wydawało mu się, że łatwiej by mu się rozmawiało w cztery oczy z królem, a nie przez pośrednika, którym jest ojciec Ryana. Prawie już zapomniał, gdzie pracuje ten nieprzyjemny człowiek… Ale jak nie ma innego wyjścia…
— Streszczaj się, bo zajmujesz nam cenny czas—warknął Roger, a Charlie aż poczuł dreszcze na plecach. Nie takie, jak rozmawiał z księciem Alexandrem. Te były o wiele bardziej nieprzyjemne.— Mów zaraz, czego chcesz, a jak nie, to nie zawracaj nam teraz głowy, bo się spieszymy. Musimy przypuścić atak, kiedy gadzina będzie jeszcze spać.
— Nie!— krzyknął Charlie, niewiele myśląc nad konsekwencjami.— Nie możecie tego zrobić!
— Nie będziesz mówić królowi, co może, a co nie. Niby dlaczego mielibyśmy cię wysłuchać? Zachowujesz się bardzo niekulturalnie, nie wspominając już nawet o tym, że nie ukłoniłeś się królowi, kiedy wpadłeś tu niezapowiedziany. Już dawno powinieneś stąd wylecieć— syknął.— Mało tego. W ogóle nie powinieneś zostać tu wpuszczony.
— Nie przyszedłem tutaj rozmawiać z panem— odparł, tylko na pozór spokojnym głosem.— Ale jak już nie mam wyjścia, to powiem to, co mam do powiedzenia w pana obecności, byleby tylko król raczył mnie wysłuchać. I proszę mi wybaczyć moje karygodne zachowanie— powiedział i ukłonił się nisko królowi— ale bardzo się spieszyłem.
Król patrzył na niego niecierpliwym wzrokiem.
— Roger, przypomnisz mi, gdzie to też podziewa się Alexander?— zwrócił się do kapitana straży.
— Wasza królewska mość, pański syn wyjechał w jakiejś ważnej, niecierpiącej zwłoki sprawie. Tak przynajmniej powiedziała ta pokojówka, Margaret.
— Powiadomił pokojówkę, zamiast przyjść z tym do mnie?! I co może być ważniejsze od życia jego rodzonego brata?! Wezwij ją do mnie natychmiast!
— Wedle rozkazu, wasza wysokość— powiedział i zniknął w jakimś pomieszczeniu, które mogło być siedzibą pokojówek.
— Miłościwy królu? Mógłbym zapytać, jaki związek ma smok z młodszym synem waszej wysokości?— zapytał nieśmiało Charlie.
— Dlaczego miałbym ci mówić, młodzieńcze? Podaj mi choć jeden powód— powiedział król chłodnym głosem.
— Bo nie widzę powodu, dla którego chcecie naruszać spokój smoka.
— Otóż ten smok, nie dość, że terroryzuje nasze królestwo, to porwał Richarda— powiedział król, nawet nieznacznie nie zmieniając tonu swojego głosu. Jego spojrzenie nie wyrażało żadnych emocji, jakby król przywdział maskę obojętności. Charlie już chyba wiedział, po kim książę Alexander miał ten swój wewnętrzny chłód. Tylko że z księciem dało się jako tako dogadać. Co do pierwowzoru nie miał takiej pewności. Król wydawał się nieprzystępny i twardo trzymać się tego, co już postanowił. Jakby chociaż najmniejsza zmiana decyzji mogła ugodzić w jego autorytet i poważnie zszargać dumę. Mógł mieć tylko nadzieję, że Alexander zdąży ostrzec smoka.
— Nie ma na to żadnych dowodów— powiedział Charlie, z całej siły starając się zachować spokój, ale nie było to łatwe przy mrożącym krew w żyłach spojrzeniu króla.
— Chciał mnie król widzieć— usłyszał Charlie zza swoich pleców dziewczęcy głos.
„To pewnie ta pokojówka”— pomyślał i odwrócił się, aby ją zobaczyć. W towarzystwie Rogera ujrzał młodą dziewczynę o długich brązowych włosach, oczach w tym samym kolorze i bardzo sympatycznym wyrazie twarzy. Jak tak na nią patrzył, to doszedł do wniosku, że dziewczyna wpasowuje się idealnie w typ Mike’a. Szczególnie ze swoją figurą. Mike lubi takie… dobrze zbudowane… co to mają czym oddychać. Nie wiadomo czemu, Charlie widział w niej swojego sprzymierzeńca. Może przez sposób, w jaki na niego patrzyła? Ciekawe, czy słyszała rozmowę jego i króla.
— Margaret, dobrze, że jesteś. Możesz mi powiedzieć, gdzie się podziewa Alexander?
— Pojechał w ważnej sprawie. Musiał wyjechać natychmiast, dlatego nie zdążył powiadomić waszej wysokości. Byłam najbliżej, dlatego poprosił mnie, żebym przekazała tą wiadomość waszej wysokości— powiedziała pewnym głosem, jednak Charlie mógł przysiąc, że w pewnym momencie, głos jej się załamał.
— Mówił ci, co to za ważna, niecierpiąca zwłoki sprawa?— zapytał król, całkowicie ignorując Charliego.
— Mówił, że jedzie na zwiady do miasta, czy ktoś nie widział niczego niepokojącego— zmyśliła na poczekaniu. Miała nadzieję, że król się nie domyśli, że go okłamała. Król tylko kiwnął głową i pozwolił dziewczynie odejść. Dziewczyna wyszła z pałacu i ruszyła w stronę ogrodu.
— Młody człowieku. Nie ma też żadnych dowodów świadczących o tym, że smok tego nie zrobił. Więc nie zawracaj nam teraz głowy i nie zabieraj cennego czasu, bo w każdej chwili ten przerośnięty gad może skonsumować mojego syna— powiedział nienaturalnie spokojnym głosem, więc Charlie nie mógł określić, czy król jest zdenerwowany i dopiero jak mu się skończy cierpliwość, wybuchnie jak wulkan, czy jest spokojny i zupełnie na niczym mu nie zależy. Obstawał przy tym pierwszym, więc wolał się wycofać, kiedy jeszcze mógł to zrobić.
— Jak sobie wasza wysokość życzy. Już nie będę niepokoił waszej wysokości swoją obecnością— powiedział Charlie ukłonił się i wyszedł z pałacu. Uznał, że nie ma sensu mówić im o jego wizycie u Jasona. Mogliby to jeszcze wykorzystać przeciwko niemu, a tego Charlie nie chciał. Mógł mieć tylko nadzieję, że dał wystarczająco czasu Alexandrowi. A może uda mu się dogonić tę pokojówkę, gdziekolwiek poszła? Czuł, że dziewczyna wie dużo więcej, niż powiedziała. Zobaczył ją siedzącą nad stawem w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, który do złudzenia przypominał jego kumpla, Mike’a. podszedł bliżej, bo musiał się dowiedzieć, co dziewczyna ukrywa przed królem, albo raczej jak bardzo jest wtajemniczona w tą sprawę.
— Przepraszam, pani Margaret?— odezwał się nieśmiało Charlie. Dziewczyna się obejrzała, a razem z nią jej towarzysz. Pewnie chciał się dowiedzieć, kto śmie przeszkadzać im w tym romantycznym wieczorze. Przy świetle latarni Charlie dostrzegł znajome rysy twarzy.
— Tak, słucham?— zapytała dziewczyna.
— Mike… Będziesz Miał coś przeciw, jeśli porwę na małą chwilę twoją miłość?— zwrócił się do mężczyzny, który rzeczywiście okazał się jego kumplem. Dziewczyna spojrzała to na Charliego, to na swojego ukochanego, nic nierozumiejącym wzrokiem.
— To… wy się znacie?
Mike westchnął, a potem zwrócił się do swojej dziewczyny:
— Marg, kochanie, poznaj mojego przyjaciela, Charlesa. Charlie, to moja ukochana, Margaret— przedstawił ich sobie.
— Możesz mówić przy Mike’u. Nie mam przed nim tajemnic, ty chyba też nie, skoro to twój przyjaciel. Poza tym Mike lubi być zazdrosny i nie jestem pewna…
— Myślę, że Mike zna mnie i moje sekrety na tyle dobrze, że nie powinien mieć żadnego powodu do zazdrości— powiedział i szczerze się do niej uśmiechnął. Marg spojrzała na Mike’a pytającym wzrokiem.
— Oczywiście. Kochanie… jakby to powiedzieć… nie jesteś w jego typie— próbował jej wytłumaczyć, ale jej spojrzenie ani trochę się nie zmieniło. Mike spojrzał na Charliego, jakby pytał: „mogę jej powiedzieć?”. Charlie skinął głową z przyzwoleniem. Dziewczyna wyglądała na taką, co można jej zaufać, a i on nie za specjalnie to ukrywał. Mike z powrotem spojrzał na swoją ukochaną i najbardziej poważnym głosem na jaki go było w tej chwili stać, powiedział:
— Bo widzisz kochanie… Charlie woli chłopców. Właściwie, to dziewczęta go w ogóle nie interesują. Swoją drogą, nie potrafię tego zrozumieć, ale on chyba tak samo odbiera moje zainteresowanie płcią przeciwną— próbował jej wytłumaczyć najlepiej jak potrafił, z całej siły starając się nie zaplątać w swoich wyjaśnieniach. Miał nadzieję, że dziewczyna zrozumiała i nie będzie jej musiał wyjaśniać tego dogłębniej. Dziewczyna widząc jego minę i starania, żeby wyjaśnić jej całą sprawę z Charliem, serdecznie się roześmiała. Mike spojrzał na nią niewyraźnym wzrokiem.
— Oh Mike. Było od razu mówić, że twój przyjaciel woli się z chłopcami kochać— powiedziała bez najmniejszego skrępowania na twarzy, jakby w ogóle jej to nie speszyło.— Nie tylko on…— powiedziała i przerwała, zatykając usta dłonią, jakby mało brakowało, a zdradziłaby największy na świecie sekret.— Z resztą nieważne. Znam takiego jednego, co lubi się też z chłopcami zabawiać. Więc nie musisz mi tego dogłębnie wyjaśniać, Mike— powiedziała i uśmiechnęła się do niego złośliwie po czym cmoknęła go w usta.
— Nie przyszedłem tu rozmawiać o moich upodobaniach seksualnych— powiedział Charlie przerywając tą niezręczną dla Mike’a konwersację. Mimo, że byli dobrymi przyjaciółmi, wiedział jaki Mike ma dystans do tego tematu.— Chodzi o smoka. On jest niewinny. Nie porwał księcia.
— Mówiłam ci kochanie?— powiedziała z uśmiechem triumfu na twarzy.
— Chwila, moment. Umiesz jakoś uargumentować twoje stwierdzenie? I skąd wiesz o całej sprawie?
— Poszedłem do smoka, żeby sprawdzić, czy chociaż część plotek na jego temat jest prawdą. I jak się okazało, jedyne co można mu zarzucić, to to, że jest deczko chamski, dziwnie się śmieje i nie jest zbytnio towarzyski. Ale jak się go bliżej pozna, to nawet spoko z niego gad. Nie mógł porwać księcia, bo bym to zauważył. Właśnie od niego wracam i uwierzcie mi, że zauważyłbym, jakby wielkie smoczysko przelatywało mi nad głową. Z tego co mi wiadomo, nie ma żadnych mocy niewidzialności.
— A skąd wiesz, że książę zniknął i że posądzają smoka?— nie ustępował Mike. Charlie spojrzał na Marg, jakby próbował wyczytać z jej twarzy, czy domyśla się, jakim to sposobem mógł się dowiedzieć o całej sytuacji.
— Rozmawiałem z Alexandrem— powiedział w końcu. Uznał, że jak od razu powie prawdę, to uniknie nieporozumień. Marg już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale Charlie ją uprzedził.— Ty też, prawda? Ty też nie wierzysz w winę smoka?
— Ja…— powiedziała, a Mike spojrzał na nią wyczekująco.— Rozmawiałam. I wierzę, że smok jest niewinny. Coś innego musiało stać się z Richardem…
— Wiesz, gdzie pojechał książę Alexander?— zwrócił się Mike do swojej dziewczyny.
— Pojechał zobaczyć się ze smokiem— odpowiedział za Marg Charlie. Mike spojrzał na niego przerażonym wzrokiem.
— Jak to? Skąd wiesz? I dopiero teraz mi o tym mówisz?— zasypał pytaniami swojego przyjaciela Mike.
— Wiem, bo z nim rozmawiałem. A że twoja dziewczyna ci o tym nie powiedziała, musiała uznać, że nie było to konieczne— powiedział Charlie, a Mike spojrzał na dziewczynę z wyrzutem i niemym pytaniem w oczach, które mówiły „wiedziałaś?”. Marg tylko skinęła głową i spojrzała przepraszająco na swojego chłopaka.
— Dlatego chciałem rozmawiać tylko z tobą— powiedział Charlie do dziewczyny.
— Nieważne. I tak miałam mu to zaraz powiedzieć.
— A co, jak ten twój smok zeżre księcia?— rzucił pytanie w przestrzeń Mike.
— Nie zje go, bo nie je ludzi.
— Skąd możesz to wiedzieć?
— Bo gdyby tak było, to nie stałbym tu z wami, tylko dawno już został strawiony.
— Kochanie, nie mów nikomu, że książę Alexander pojechał spotkać się ze smokiem, błagam cię…
— Jeśli nie wróci tu za dwa dni, to przysięgam, że powiem. Jeśli jednak do tego czasu wróci, to zostanie to tajemnicą.
— Dziękuję— powiedziała Marg i przytuliła się do swojego chłopaka.
— Chodź już, bo późno się robi— powiedział Mike, kiedy dziewczyna się od niego odsunęła. Marg kiwnęła na zgodę głową i gdy oboje pożegnali się z Charliem, odeszli do pałacu, zostawiając chłopaka sam na sam z żabami, które dawały swój wieczorny koncert. Chłopak położył się wygodnie na trawie i poszedł spać. Miał nadzieję, że nikt go stąd nie wygoni… I że Alexander zdąży wrócić na czas. Co jak co, ale słowa Mike zawsze dotrzymywał.

*

Kiedy Alexander dotarł do miejsca, gdzie mógł mieszkać smok, zeskoczył ze swojego czarnego rumaka i wszedł do środka razem z koniem, z racji tego, że nie było go gdzie przywiązać, ale też bał się zostawiać go samego. Jaskinia wyglądała na pustą, ale nie opuszczoną. Widocznie smok wybrał się na mały spacer. Alexander bał się, że będzie tu brudno, ale to miejsce przeszło jego wszelkie oczekiwania. Chętnie by sobie usiadł, ale że nie zobaczył nic, gdzie mógłby sobie usiąść (na podłodze nie miał w zwyczaju siadać, nawet jeśli była czysta), a głębiej wchodzić się bał, wsiadł na swojego konia i wyjechał z jaskini. Skierował się w stronę rzeki, by zażyć kąpieli. Może przy okazji znajdzie smoka? Wtedy upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Gdy dotarł do rzeki, zatrzymał Regenta i zapatrzył się na mężczyznę stojącego po kolana w wodzie i obmywającego swoje ciało. Przełknął głośno ślinę. Tak dawno nie widział nagiego mężczyzny, a ten jakoś go szczególnie podniecał. W świetle księżyca nie było widać wszystkich szczegółów, ale i tak widok był satysfakcjonujący. Aż zrobiło mu się gorąco, a w spodniach poczuł ucisk. Mężczyzna nie należał do takich, co podobają się każdej niewieście. Był zupełnie innym typem niż Alexander. Jeśli można było porównać ludzi do kolorów, Alexander byłby białym, a ten mężczyzna czarnym. Był dużo wyższy od blondyna, a to jest rzadkość, bo Alexander do niskich nie należał. Miał bardzo szczupłe ciało i rude włosy. Na głowie jednak miał krótkiego czarnego irokeza. Alexander nie mógł oderwać od niego wzroku. W pewnym momencie mężczyzna spojrzał w jego stronę, a ich spojrzenia się skrzyżowały. Blondyn przybrał na twarz maskę obojętności, ale w środku aż się gotował. Dziękował w duchu, że nie zszedł z konia, bo z łatwością można by wtedy było dostrzec namiocik w jego ciasnych spodniach. Mężczyzna wyszedł z wody i nie kłopocząc się ani z ubraniem, ani nawet z wycieraniem. Bez żadnego skrępowania podszedł do Alexandra i przedstawił się, z lekką dozą nieufności spoglądając na konia.
— Dobry wieczór. Jestem Jason. Co taki jegomość, jak pan robi w takim miejscu o tak późnej porze? Nie boi się pan smoka?
— A pan?
— Czy nie widać? Kąpię się— powiedział i uśmiechnął się szeroko, patrząc mu w oczy, jakby czekając na jakąkolwiek reakcję, czy zmianę na jego twarzy. Ta jednak nie nastała. Jason więc mówił dalej.— Może pan zejść z tego konia? Wygodniej by nam się rozmawiało. No i nadal pan się nie przedstawił.
Alexander, zrezygnowany zeskoczył z konia, w duchu mając nadzieję, że dzięki ciemności uda mu się ukryć wzwód. Przywiązał Regenta do pobliskiego drzewa i wrócił do Jasona.
— Jestem Alexander. Przybyłem tutaj, by rozmówić się ze smokiem— postanowił przemilczeć informację, że jest księciem. Nie lubił, jak ludzie traktują go przez pryzmat władzy. Wolał mieć szacunek ze względu na to, jaki jest, a nie kim jest.
— I nie boisz się, że zły smok cię zje?— zapytał żartobliwym tonem Jason i zaśmiał się chrapliwie.
— Nie mam złych zamiarów. Chciałem tylko wiedzieć, czy to wszystko, co o nim mówią to prawda.
— Jeśli byłaby to prawda, to gdybyś się o tym dowiedział, zapewne nie długo byś pożył.
— Ty tu jesteś, więc chyba nie jest taki zły, jak wszyscy mówią. Poza tym spotkałem kogoś, kto się z nim spotkał i nie narzekał. Poza tym, chyba wolałbym zostać zjedzony, niż brać ślub z moją narzeczoną.
— Ach tak? Faktycznie, był tu taki jeden— postanowił na razie zignorować ostatnie zdanie.
— A więc go widziałeś?
— „Widziałeś”, to mało powiedziane. Ale nie mówmy teraz o tym.
— A o czym chcesz gadać?
— O niczym. Nie chce mi się gadać— powiedział Jason i zlustrował ciało blondyna, zatrzymując wzrok na jego kroczu. Ledwo, bo tylko przy delikatnym świetle księżyca, ujrzał wzwód rysujący się pod ciasnym materiałem spodni. Uśmiechnął się do siebie i zbliżył się do Alexandra tak, że dzieliła ich od siebie odległość nie większa niż pół kroku. Blondyn nerwowo przełknął ślinę, ale na jego twarzy nie widać było zdenerwowania. Spojrzał na Jasona czujnym, ale i zimnym wzrokiem, czekając na ruch, który wykona. Jason złapał za podbródek księcia, pochylił się do niego i delikatnie pocałował w usta, na razie nie pogłębiając pocałunku. Alexander zaskoczony odepchnął od siebie wyższego mężczyznę i zmierzył go lodowatym spojrzeniem.
— Co ty robisz?— zapytał spokojnym głosem. Zbyt spokojnym, jak na sytuację, w której się znalazł.
— A nie widać? Całuję cię— powiedział pewnym głosem i spojrzał na niego z pożądaniem.
— A nie przyszło ci do głowy, że ja może nie chcę, żebyś mnie całował?
— Ani na chwilę.
— Strasznie jesteś pewny siebie. Powiedz, nie widziałeś może gdzieś w okolicy mojego brata? Wszyscy podejrzewają, że porwał go smok, a ja mam co do tego niemałe wątpliwości.
— To bzdury! Co niby miałby… co smok miałby z nim zrobić?— w ostatniej chwili powstrzymał się przed powiedzeniem tego zdania w pierwszej osobie. Nie chciał na razie zdradzać swojej tożsamości. Nie był jeszcze do końca pewny, czy może mu zaufać. W miarę możliwości chciał, żeby jak najmniej osób znało jego sekret.
— Nie wiem? Może go zjeść?— zapytał ironicznie Alexander.
— On nie je ludzi. Czy młody ci tego nie mówił?
— Młody?
— No, Charlie. Ten długowłosy chłopaczek.
— A, ten. No mówił. I ja mu wierzę. Ale wątpię, żeby większość uważała, że jest inaczej i żaden Charlie, ani nawet ja, ich nie przekona, że jest inaczej. Straż planuje dziś w nocy zaatakować smoka. Nie znam szczegółów, ale idę o zakład, że już są w drodze. Nie sądzę, żeby ten chłopak zbyt długo ich zatrzymał. Ale miałem nadzieję, że zdążę ostrzec smoka, zanim przypuszczą atak. Nie wiesz może, gdzie teraz jest?
— Nie rozstaje się ze mną na krok. Dzięki za ostrzeżenie. Chyba nie wrócę na noc do domu…— powiedział i bez ostrzeżenia wpił się w usta blondyna. Ten jęknął mu w usta, kiedy smok pogłębił pocałunek.
— N… nie jestem pewny…
— Czego?— zamruczał mu w usta.
— Chcesz to robić tutaj?
— Dlaczego nie? Przecież nikt nie patrzy.
— Ale… tu jest ziemia… brudno…
Jason pokręcił głową i głęboko odetchnął.
— Niestety nie zaproszę cię co siebie, choć chętnie bym to zrobił, ale jak sam wspomniałeś, źli ludzie czatują na mój domek. Rozbieraj się. Pójdziemy na trawkę koło rzeki.
— Niech ci będzie— powiedział zrezygnowany. Miał straszną ochotę na seks, a czuł, że nie prędko nadarzy się jeszcze taka okazja. Dobrze, że rzeka jest blisko. Będzie mógł się wykąpać od razu po. Jedno go tylko niepokoiło.— Ale… Chyba czegoś nie rozumiem. Mam wrażenie, że wziąłeś do siebie ostrzeżenie o atak na smoka. Tak, jakbyś to ty…
— Jestem smokiem— Jason potwierdził przypuszczenia blondyna.— I naprawdę jestem ci wdzięczny. Ale zamierzasz tak gadać, czy jednak wolisz się pieprzyć?

CDN

5 thoughts on “Fanfic by Saki – Żaba, smok i zwariowana wróżka Cz. 3

  1. Katka pisze:

    Saki, stresikowi się nie dziwię, ale jak dotychczasowe części były takie super, to przecież ostatnia też musi :D Super bajka Ci wychodzi, powinni to zrobić w formie animowanej, hehe. Czekamy niecierpliwie :D

  2. saki2709 pisze:

    Katka>> Z Rogera nie dało się nie zrobić kogoś ważnego… a tak mi się jakoś wpasował w straż dla króla :)
    „Martin i Roger ramię w ramię… toż to gorsze niż Lucyfer i jego zastępy demonów XD „- padłam. Ale muszę się się zgodzić. Toż to by było straszne, jakby serio się tak zgadali XD
    „Tak mu coś nie szło to zachowywanie konwenansów. „- oj, bo się biedny zestresował i zapomniał o etykiecie.
    „Jason coś ma szczęście.”- oj tak.Może w końcu się odwróci ta jego zła passa?
    A magiczne „cmok” jak najbardziej będzie. Co by to w końcu była za bajka o księciu zamienionego w żabę bez magicznego pocałunku odczyniającego urok?
    Cieszę się, że się podobało :) A jeżeli to jest słodkie, to co będzie, jak się gołąbki zejdą? XD

    Shivunia>> Oj tak. Martin i Roger to niezła bestia, haha
    A o Ryanku musiałam wspomnieć. Toż to go uwielbiam, a nie miałam pomysłu, gdzie go upchnąć. Jakoś nigdzie mi nie pasował i nie miałam go gdzie wstawić to zrobiłam takie wspominki :)
    „Mam nadzieje, że na codzień nie ma takiego szczęścia na chętne dupcie do przelecenia, bo Alex go udusi gołymi rękami, nawet jeśli zamieni się w smoka, jeśli mu coś sprzedał. XD”- heheh. Oj nie. Co to, to nie. W pierwszej części wspominałam, że smoczek już dawno nikogo nie miał, a teraz kąsek sam mu do jaskini przylazł XD Toż to się zła passa odwróciła. Ale jak teraz przylazła królowa… tfu… książę XD, to w ogóle powinna być bajka XD
    Oj, ziemia i trawka to nie w guście Alexa. Ale cóż poradzić, jak smok nie może go do domu zaprosić, bo wesoła wycieczka postanowiła się na niego pod nim zaczaić… Całe szczęście, że ta rzeka jest XD
    Może i jej nie połamie… XD

    Yaoistka>> Czyli mam rozumieć, że się podobało :)

    Jejciu, nawet sobie nie wyobrażacie, jak się stresuję przed wysłaniem ostatniej części… Znając siebie, jeszcze z dziesięć razy do niego zajrzę i za każdym razem coś poprawię… No i musi jeszcze przejść przez łapki mojej bety :) Więc liczę na Waszą cierpliwość i mam nadzieję, że zakończenie, jak i cała reszta Was nie zawiedzie…

    Pozdrawiam :)

  3. Yaoistka^^ pisze:

    … JAKA ARTYLERIA OD SAMEGO POCZĄTKU ROZMOWY ALEXA Z SMOCZKIEM!! XDDD ,Masakra… wzroku od tekstu nie umiałam oderwać huehue xD Ciekawe jak zareaguje Alex w następnej części :)

  4. Shivunia pisze:

    Będę się powtarzać ale…
    SŁODKO! Kat tylko za dużo napisała, bo nie wiem co dodać. Bardzo mi się podobał Charlie myślący o swoim zachowaniu podczas rozmowy z koronowana głową Alexem. I to co też Kat zauważyła. Combo w postaci Króla i Dowódcy Straży. Mega combo. Musieli razem tworzyć niezłą bestie. Gorszą niż smok ;)
    Fajne było tez wspomnienie Ryanka :D Ah, słabości mieć
    Ale najbardziej rozwaliło mnie jaki z Jasona „przenosiciel chorób wenerycznych” Mam nadzieje, że na codzień nie ma takiego szczęścia na chętne dupcie do przelecenia, bo Alex go udusi gołymi rękami, nawet jeśli zamieni się w smoka, jeśli mu coś sprzedał. XD
    I w ogóle, trawka, FUJ, ziemia, FUJ. Gdzie jedwaby, gdzie pierzę? Co to za smok co nie ma złota po które mógłby się kopsnąć i wynająć luksusowy pokój hahahaha. Jak tak piszę, to aż współczuje Jasonowi, że jednak nie zatrzymał se Charliego XD
    I też zgadzam sie z Kat, że Charlie będzie miał żabi atak jak się obudzi. Byle ta żaba się mu nie doklejała od razu do pyska, bo jeszcze Charlie niechcący w nią trzaśnie i … połamie XD
    Niemniej! Pomijając gadanie i No, Alexa, naprawdę super prowadzisz postacie ;)
    Dzięki wielkie za kolejną cześć :D Chce już następną XD

  5. Katka pisze:

    Słodko! Zrobiłaś z Rogera kogoś ważnego, no cóż, ten facet zawsze musi namieszać. Ale maaaatko jakie combo – Martin i Roger ramię w ramię… toż to gorsze niż Lucyfer i jego zastępy demonów XD Okej, odbija mi, ale serio, ta dwójka u swego boku, to strach się bać. Alex powinien brać Jasona pod pachę i uciekać!
    Charlie był słodki. Tak mu coś nie szło to zachowywanie konwenansów. Dobrze, ze Rush nie ciągnie go na jakieś biznesowe spotkania jak swoje „plus 1”, bo chłopak by się specjalnie nie spisał XD
    Jason coś ma szczęście. Ostatnio co ktoś go odwiedza, to ze wzwodem w gadkach XD Rozkoszne! No i jakże romantyczna scena, gdy Alex ujrzał Jasona i tak się napalił! :D Och, a Jason taki pewny siebie, bestia jedna.
    Charlie pewnie jak się obudzi, to ujrzy śliczną żabkę tuż przed nosem :D Och, nie mogę się doczekać, kiedy będzie magiczne „cmok” i odnowiony Rush wróci do świata ludzi, tym razem by być ze swoim ptaszkiem XD Słodycz.
    Ogólnie super jak zawsze, już pragnę 4 części! :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s