Fire Dragon Tattoo Studio – 162 – Polowanie na cztery koła

Piątkowe popołudnie było pochmurne na tyle, że Lenny Tunder, siedzący w samochodzie na parkingu przed siłownią, nie był pewny, czy zaraz nie zacznie padać. Dawno tak nie było i przez to czuł się dziwnie nieprzygotowany. Może powinien wziąć parasolkę, ale nie wiedział, czy w ogóle jakąś mieli. Lecz trochę deszczu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a do tego siedział w suchym wnętrzu pożyczonego samochodu. Czekał na Ryana, żeby z nim pojechać na zachód miasta do komisu samochodowego. Był już najwyższy czas, by w końcu posiadać własny środek transportu.
Swojego chłopaka zobaczył po niecałych piętnastu minutach oczekiwania. Ryan, wychodząc z budynku, sięgnął po telefon i Lenny szybko się przekonał, że to do niego dzwonił. Odebrał po chwili wygrzebywania telefonu ze spodni.
— Czekam w białym Chevrolecie po twojej prawej. Tak, ten biały-biały.
— Mhm, chyba nawet cię widzę — usłyszał odpowiedź Ryana. Ten, schowawszy telefon, podszedł do niego. Zanim wsiadł, zlustrował samochód. — Hej — rzucił, zająwszy miejsce, ku swojemu niezadowoleniu, pasażera.
— Hej, żyjesz? — spytał Lenny, przekręcając kluczyk w stacyjce i ruszając z parkingu.
— Jak widzisz, wszystkie moje funkcje życiowe są zachowane, więc tak, żyję. Ale przyznam, że dzisiaj na siłowni było dużo więcej klientów niż zwykle, na co zapewne ma wpływ ta… — Ryan wyjrzał wymownie przez okno na ponury krajobraz, jak na zwykle słoneczne Miami — cudowna pogoda.
— Mhm — to była jedyna odpowiedź Mulata, który skupiał się na drodze. Nie miał w planach błądzenia.
Długo w milczeniu nie jechali. Było to raczej niemożliwe, kiedy się towarzyszyło Ryanowi.
— A i pozwól, że zapytam, bo dotychczas chyba nie powiedziałeś mi dokładnie, kim jest ten twój tajemniczy znajomy, do którego się wybieramy? Jeśli to ten sam, za pomocą którego całkiem niedawno przyjechałeś pod dom tą piękną Testarossą, to chyba powinniśmy najpierw wstąpić do jakiegoś sklepu, żeby nie przyjechać z pustymi rękami.
Mulat krótko zerknął na kochanka i jakoś od razu przypomniał mu się ich seks w tamtym cholernie ciasnym samochodzie.
— Ten sam, ale nie trzeba się kłopotać. Jestem z nim na czysto. A teraz, myślałeś już, co chcesz?
— Chciałbym duży, dobry obiad, ładną pogodę i duże fale, ale jeśli chodzi o samochód… chyba niestety w naszej kwestii spora różnica jest pomiędzy „chcieć” a „móc”, więc odpowiem ci, dopiero kiedy znajdziemy coś, co mieści się w naszym funduszu, ale nie jest ani czymś, co stanie na drodze po pierwszych dziesięciu przejechanych milach, ani nie wygląda tak jak żółte mini Chrisa — odpowiedział Ryan z ciężkim westchnieniem, bo wiedział, że na wymarzony samochód nie było go stać. Jednak z drugiej strony był podekscytowany, że w ogóle mieli na jakiś szansę. Od wyjścia z więzienia minęło już kilka ładnych miesięcy, a z każdym kolejnym dniem, kiedy musiał poruszać się autobusami, czuł się idiotycznie. To definitywnie nie był jego klimat.
— Tylko niech to będzie coś większego. Ostatnio było ciasno. — Lenny nawiązał do ich seksu w Testarossie, który chociaż ekscytujący, nie był zbyt wygodny.
Ryan od razu skierował na niego spojrzenie swoich ciemnych oczu. Na samo wspomnienie tamtego seksu zrobiło mu się cieplej. Wciąż nie wierzył, że do tego doszło. Że… sam się poruszał. Ujeżdżał wielkiego kutasa swojego faceta. Był pewien, że to po prostu wina tego niemalże magicznego samochodu. W żadnym innym by tego nie zrobił.
— Wezmę to pod uwagę, kiedy będziemy coś wybierać — zapewnił, wykrzywiając wargi w uśmiechu.
Sięgnął do plecaka pomiędzy nogami, żeby upewnić się, czy ma tam kopertę z kasą. Lenny w końcu napomniał mu, że jeśli już się na coś zdecydują, to raczej będą płacić gotówką, dlatego wyjął zaoszczędzone na samochód pieniądze z banku i miał je ze sobą. A przynajmniej miał je przed pracą i teraz chciał się upewnić, czy wśród personelu siłowni nie było jakichś skurwysynów, którzy by go okradli.
Wszystko było na swoim miejscu. Co do banknotu. Mógł odetchnąć, bo były to jego oszczędności z dłuższego czasu.
— Spoko. I dzielimy się po połowie. W ogóle… — Lenny skinął głową w stronę chłopaka. — W schowku jest moja część, możesz je złożyć.
Długo się zbierali, żeby kupić samochód i na swój sposób Lenny czuł się tym podenerwowany. Jak do mieszkania się dokładał, to jednak było ono Ryana. Rose je na niego przepisała, a on był tylko współlokatorem, jeśli nie powiedzieć, że pasożytem. Teraz jednak mieli kupić coś, co miało być ich wspólne i co mieli wspólnie użytkować. Lenny czuł się, jakby właśnie mieli przekroczyć jakąś kolejną cienką granicę związku. Zaskakująco dla niego, było mu z tym przyjemnie.
Ryan połączył zawartość dwóch kopert w jedną. Teraz to wyglądało lepiej i rzeczywiście mógł mieć nadzieję, że kupią sobie jakiś porządny samochód.
— Mam nadzieję, że będzie to coś, co trzyma się na czterech kołach. Z tego co wiem, Charlie swój śliczny, czerwony samochód kupił co najwyżej dwa lata temu, a już musi jeździć z nim od mechanika do mechanika — rzucił, schowawszy pieniądze z powrotem do plecaka. Teraz znowu mógł spojrzeć na Lenny’ego. Podobał mu się za kierownicą. Oczywiście sam wolałby prowadzić, ale seksowny facet i auto to było bardzo… dobre połączenie. — Nie wiem, czy cię kiedyś pytałem, ale miałeś jakiś samochód, zanim ława przysięgłych zdecydowała, że dobrze ci zrobi spędzenie młodości w więzieniu?
— Mieliśmy jakiś czas starego grata, ale potem coś się z nim stało. Pewnie matka go sprzedała albo coś takiego. Pytasz ot tak?
— Jakby nie patrzeć, jedziemy do twojego kumpla, żeby kupić samochód, więc taki temat sam narzuca mi się do głowy. A jeśli chodzi o twoją matkę, teraz, jeśli rzeczywiście będziemy mieć auto, nie będziesz musiał nosić jej wszystkich zakupów w rękach. Aż jestem ciekaw, czy jeśli dowie się, że wreszcie masz samochód, to zechce to wykorzystać, hm? Nie chciałbym cię od niej odcinać, ale też, na pewno się domyślasz, nie ucieszyłbym się, gdybyś znikał na dłużej, niż znikasz — odpowiedział Ryan, nie dodając, że zwyczajnie Lenny mógłby połączyć te dwa światy w jeden, gdyby przedstawił go matce. I nie naciskał głównie dlatego, że wiedział, jak różnie bywało z rodziną. Szczególnie jeśli chodziło o tolerancję.
— Bo bym zabierał samochód?
Na usta Ryana wypłynął ten typowy, czarujący uśmiech.
— Jestem pewien, Lenny, że wciąż, mimo mojej miłości do samochodów, jesteś ponad nimi w mojej hierarchii wartości. Więc nie, nie dlatego, że zabierałbyś samochód.
— To dlaczego nagle o tym teraz pomyślałeś? Że będę znikał na dłużej? — spytał, zjeżdżając już z głównej drogi na zachód miasta.
— Dlatego, że jeśli twoja mama uzna, że może cię wykorzystać, skoro masz nowy atrybut w postaci czterech kół, to to zrobi i będę mógł cię zobaczyć od święta. — Ryan postarał się równocześnie tłumaczyć i spróbować zlokalizować okolicę.
Był ciekaw, czy kojarzył miejsce, w które się udawali. W końcu swego czasu znał bardzo dobrze miejsca w Miami, w których można było znaleźć używane samochody. Niektóre były kiepsko strzeżone i nie raz z Charliem udało mu się do jakiegoś włamać, by poudawać wspólnie, że ścigają się po nocnych ulicach.
— A i wybacz, że zejdę z tematu, ale ten twój kumpel pracuje w tym fachu od dawna?
— Noah? No, już kilka dobrych lat, z tego co wiem. Jest ode mnie sporo starszy i chyba nadal w tym samym komisie siedzi. A matką się nie przejmuj — dodał Lenny trochę zdawkowo, żeby chłopak nie drążył tematu. Nie wiedział w tej chwili, czy w ogóle do niej pojedzie samochodem, bo mogło być tak, jak mówił Ryan.
Chłopak rzucił mu bardziej czujne spojrzenie i skinął głową. Nie naciskał, chociaż chętnie dowiedziałby się od Lenny’ego więcej o jego matce. O czymkolwiek z jego życia poza tym, co mieli wspólnie. Dlatego tak wypytywał o zwykłe, trywialne rzeczy jak samochód sprzed odsiadki. Uznał jednak, że Lenny pamiętał ich kłótnię po powrocie z aresztu i nie zignoruje zupełnie tego, co mu wykrzyczał. Że nic o nim nie wie, że nie miałby się nawet do kogo zwrócić w sytuacji, gdyby coś się z nim działo. Wciąż miał nadzieję, że Lenny się przed nim otworzy.
Mężczyzna też nie odezwał się do momentu, kiedy skręcili w kolejną ulicę, a potem wjechali przez bramę na teren komisu. Nie było wątpliwości, gdzie się znaleźli. Niski budynek obity blachą, a naprzeciwko ogromny parking zastawiony używanymi samochodami.
Mulat zaparkował, zgasił silnik i skinął na Ryana.
— Jesteśmy — rzucił, jakby to nie było oczywiste. — Weź plecak i bez spiny. Jak nic nie znajdziemy, to kiedy indziej.
— Liczę jednak, że chociaż jeden samochód wpadnie nam w oko.
Ryan podążył za nim, przewiesiwszy plecak przez ramię. Poprawił jeszcze kaptur szarej, luźnej bluzy, w którą był ubrany z uwagi na kiepską pogodę, po czym rozejrzał się. Spora część samochodów była totalnymi gratami, ale już uchwycił kilka ciekawych, w dobrym stanie.
W komisie nie było zupełnie pusto. Gdzieś dalej widział dwóch mechaników, jak się domyślił po ich pobrudzonych smarem, roboczych spodniach. Właśnie jeden machał kluczem francuskim na któryś z samochodów i żywo rozmawiał ze swoim kolegą. Gdzieś dalej nawet dostrzegł mężczyznę z nastolatkiem, zapewne synem, który podejrzanie jarał się tym, co widział, dlatego pierwszą myślą Ryana było: „Pewnie ojciec kupuje mu pierwszy samochód”. Uśmiechnął się do siebie krzywo i nim ruszył z Lennym do budynku, skinął w tamtą stronę.
— Zobacz, jaki uroczy obrazek. Niech zgadnę… ciebie też nie spotkało nic podobnego? — rzucił, bo sam wciąż pamiętał, że ojciec był bardzo nieskory do kupienia mu pierwszego samochodu. Uważał zwyczajnie, że na niego nie zasługiwał i będzie miał, kiedy sam sobie zarobi.
Mulat także spojrzał w tamtym kierunku i prychnął pod nosem.
— Nie. I też wolisz nie wiedzieć, skąd miałem kasę na pierwszego grata — rzucił i wcisnął dłonie z kluczykami pożyczonego auta do kieszeni bluzy. Rankiem znalazł ją na podłodze w sypialni. Do tej pory nie był pewien, czy była jego, ale że kochanek nic nie powiedział na jej temat, to istniało takie prawdopodobieństwo.
— Uuu, zdajesz sobie sprawę z tego, że teraz jestem wręcz pewien, że bardzo chcę wiedzieć? — Ryan uśmiechnął się do niego, idąc po suchej nawierzchni. — Czyżby twojego pierwszego grata łączyło coś z moją pierwszą przejażdżką Testarossą?
— „Coś” to dobre słowo. Na pewno była z innego źródła niż ta kasa, za którą teraz kupisz samochód. A i… — Lenny urwał, stojąc już z dłonią na klamce do budynku komisu. — Ty kupujesz samochód. Ja jestem towarzysko — upewnił się, czy byli zgodni co do wersji wydarzeń, patrząc zielonymi oczami w czarne przed sobą. Znalazł w nich zrozumienie, więc nacisnął klamkę i weszli do środka.
Pomieszczenie było mocno zagracone metalowymi regałami pełnymi a to narzędzi, a to dokumentów. Dalej, za futryną pozbawioną drzwi, dostrzegli biuro. Gdzieś po lewej ktoś zalewał sobie kawę wrzątkiem, a z głębi dochodziło postukiwanie.
Ryan szukał wzrokiem kogoś, kto mógł być tym całym Noah, kumplem Lenny’ego. I dużo czasu mu to nie zajęło, bo nim zdążyli przejść kilka kroków, zza ściany wyłonił się ciemnoskóry mężczyzna z lekko siwym zarostem, który uśmiechnął się na widok Mulata.
— Lenny Tunder! — zagrzmiał ciepłym głosem i pokierował się do nich.
Powitany uśmiechnął się lekko i podszedł do starszego od siebie mężczyzny, żeby podać mu rękę. Ten nie tylko ją złapał, ale też przyciągnął go do siebie i poklepał drugą dłonią po plecach.
— Uch, no, siema, siema, Noah, nie mów, że się stęskniłeś — prychnął Lenny, kiedy już właściciel komisu go puścił.
— Rzewnie wylewałem łzy, siedząc przed kominkiem i bijąc się z myślami, czy by do ciebie nie zadzwonić, skoro tak długo nie ubiegasz się o przedłużenie naszej znajomości — odpowiedział żartobliwie Noah. Śmiał się przy tym swoimi pełnymi, dużymi ustami, a na policzkach robiły mu się zagłębienia. Miał specyficzną plamkę na białku prawego oka, a i jego ciało wydawało się spracowane. Mimo to, widać było w nim pogodę ducha. — Co słychać w twoim świecie? Co u mamy? Wciąż ma przepis na to fantastyczne, cytrynowe ciasto na lodówce? — dodał na koniec z kolejną, przyjemną salwą śmiechu.
Ryan chwilowo trzymał się z tyłu w ciszy, czekając, aż mężczyźni się przywitają. Miał dziwną pewność, że to nie był do końca kumpel od czarnych interesów. Zwykle, jakkolwiek zżyci tacy ludzie nie byli, czuło się podczas ich kontaktów specyficzną hierarchię albo chociaż dystans.
— Nie masz kominka — prychnął Lenny z rozbawieniem na uwagę mężczyzny. Do przepisu matki już się nie odniósł. Szkoda było strzępić język. — Ale nie na wspominki wpadłem. Klienta ci przyprowadziłem. Ryan Carter, Noah Levis. Szukamy dobrego samochodu, a ty masz najlepszy komis w mieście. A przynajmniej tak twierdzisz — dodał uszczypliwie, wiedząc, jak podejść mężczyznę.
Dopiero teraz chłopak zbliżył się o krok i uścisnął wyciągniętą rękę.
— Cześć, miło mi poznać — przywitał się, a czarnoskóry mężczyzną obdarzył go uśmiechem.
— Siema. Jak widać, samochodów tu u nas dostatek i jak twierdzę, i jak jest — dodał z naciskiem, rzucając Lenny’emu krótkie spojrzenie — to najlepszy komis w mieście. A czego konkretnego szukacie?
— Czegoś, co nie rozpadnie się od razu. Taniego i dużego. Może jakiś pickup. — Mulat wzruszył ramionami, znowu wciskając dłonie do kieszeni i zerkając na kochanka, upewniając się, czy dobrze mówił. W końcu to on miał być klientem.
Ryan oczywiście miał ochotę dodać „ewentualnie coś sportowego”, ale przecież nie tego szukali. Może kiedyś, kiedy będzie go stać na dwa samochody, to kupi sobie coś, czym będzie mógł pościgać się nocami z Charliem. Na razie zgodził się ze swoim nieoficjalnym facetem.
— Jednak dużego do pewnych granic. Porywać dzieci nie zamierzam, więc van na pewno będzie zbędny — dodał z uśmiechem.
Noah roześmiał się i zamaszyście klepnął chłopaka w ramię. Mogło to być uciążliwe na dłuższą metę, ale najwidoczniej mężczyzna się tym nie przejmował. Pojęcie przestrzeni osobistej też musiało być mu obce, co udowodnił po chwili, obejmując Lenny’ego ramieniem, gdy tylko odpowiedział.
— Czyli duży, amerykański samochód. Coś się znajdzie. Z klasą i w dobrym stanie. Co nie, Len?
Ten skrzywił się nieznacznie i złapał rękę mężczyzny za nadgarstek, by zdjąć ją sobie z ramion.
— Dlatego jesteśmy u ciebie.
— Dobry wybór, dobry — pochwalił Noah i wskazał kciukiem pomieszczenie za plecami. — To jak? Poczekacie chwilę i was oprowadzę, czy chcecie se sami połazić? Ja tylko muszę wypełnić jakieś pieprzone druczki do ubezpieczenia.
— Nie zgubimy się, a jak skończysz, to możesz nas znaleźć albo tu wrócimy — zaproponował Lenny, już cofając się do drzwi.
— To szukajcie śmiało i pamiętaj, Len. Dla starych znajomych zawsze rabacik! — odprowadził ich głośny śmiech mężczyzny.
Gdy tylko wyszli z budynku, Ryan obejrzał się na metalowe drzwi.
— Wygląda, jakby całkiem nieźle cię znał — skomentował.
— Mhm, tak wyszło — potwierdził Lenny, idąc w stronę stojących na dużym parkingu samochodów z kartkami z ceną na przedniej szybie. — Mówiłem, że jest starszy. Mieszkał w tej samej dzielnicy co ja.
— Och, dawny sąsiad. Więc pewnie jeszcze pamięta, jak wyglądałeś w wieku mojego siostrzeńca i nie domyśla się nic a nic, że nie oglądałeś się kiedyś za dziewczynami? — Ryan pociągnął temat z zaciekawieniem. Na szczęście na tyle dyskretnie, że nikt nie mógł tego usłyszeć. Zresztą, akurat ruszyli pomiędzy samochodami, które najwyraźniej nie cieszyły się powodzeniem. Wyglądały na stare i odrapane, ale Ryan widział dalej nowsze modele. Chociaż nie był pewien, czy stać go na Mustangi ustawione w pięknym, bardzo kuszącym rządku. Najchętniej wypróbowałby każdy z nich.
Lenny szedł za nim, przyglądając mu się. Nie lubił mówić o sobie, ale to chyba bardzo mu nie zaszkodzi.
— Mieszkał niedaleko, ale nie pamięta mnie tak małego, bo się sprowadził, kiedy miałem z siedem lat. I jakoś był bardziej zajęty sobą niż tym, za kim latał gówniarz z sąsiedztwa. Nie była to przecież jego sprawa. Na jego szczęście.
— Nachodzi mnie teraz tylko jedno pytanie… czy ktoś z twojego otoczenia poza mną i ekipą z Fire Dragon wie o tym, że jesteśmy razem?
— Nie.
Ryan od razu uśmiechnął się do niego i przytaknął.
— Tak jak się spodziewałem — stwierdził, po czym wskazał na stojące kawałek dalej, czerwone samochody. — Uuu, zobacz. I nie, lepiej nie patrz na cenę. Bo kiedy ja to zrobiłem, od razu zacząłem się zastanawiać, jak dobrą twój znajomy Noah ma tutaj ochronę – wytłumaczył, przyglądając się starszym modelom Ferrari i Corvetcie.
Mulat uśmiechnął się pod nosem.
— Nawet o tym nie myśl. I może popatrz za czymś, na co nas stać. Kilku tysięcy rabatu nie wytarguję.
— Och, szkoda, bo na to liczyłem — odpowiedział Ryan z wyraźną ironią. Wyglądał, jakby miał naprawdę dobry humor mimo ciemnych chmur na nieboskłonie i chłodnego powietrza. — Ale masz rację, całego dnia tu nie mamy, bo… no tak, dzień się już kończy. I skoro wspomniałeś o pickupach… — Ściągnął brwi, rozglądając się po całym parkingu, po czym poprowadził mężczyznę do tych rzędów, w których definitywnie dominowały większe modele. — Byłoby miejsce nie tylko na to, na co mieliśmy go za mało w Testarossie, ale też na deskę.
— Z tyłu — rzucił Lenny, podchodząc do srebrnej Toyoty i oglądając ją z zewnątrz. — Dwa siedzenia, czy jeszcze druga kanapa cię interesuje?
— A planujemy dzieci? — odpowiedział Ryan retorycznym pytaniem, nie oszczędzając kochankowi swojego drwiącego uśmieszku.
— Najwyżej twojej siostry.
— Myślę, że mój siostrzeniec nie będzie miał mi za złe, że oszczędzę jednak na tej kanapie i ją sobie darujemy. Więc szukamy z dwoma siedzeniami — postanowił, ruszając wzdłuż stojących w rządku pickupów.
— A coś jeszcze? Silnik, przebieg, napęd, czy chociażby wielkość opon? — dopytywał mężczyzna, samemu też rozglądając się za jakimś modelem, który nie tylko by mu się podobał, ale i miał pod maską coś więcej niż napęd od kosiarki.
Ryan, nie odwracając wzroku od cen i podanych specyfikacji technicznych mijanych samochodów, wdał się w nim w dyskusję o tym, czego potrzebowali i na co było ich stać. Ograniczenie mieli dość spore, ale na szczęście nie mieli problemów, by dojść do porozumienia. Ryan odpowiednio zdusił w sobie chęć posiadania sportowego samochodu, a Lenny czegoś bardziej praktycznego. Chociażby posiadającego zabudowę na pak.
Ostatecznie stanęli przed sporym, niebieskim Fordem F-150 z 1996 roku. Jego duża, kwadratowa maska była ozdobiona chromowanym grillem, podobnie jak potężny błotnik. Płaski pak też wydawał się wygodny do przewożenia rzeczy i nie było wątpliwości, że deska Ryana by się tam zmieściła. Ogólnie przypadł im do gustu najbardziej ze wszystkich obejrzanych samochodów… problemem jednak była kartka, którą dostrzegli dopiero po dłuższej chwili kontemplacji danych technicznych. „Zarezerwowany”.
— Uuu… A już myślałem, że nasza wycieczka wokół tego uroczego parkingu właśnie osiągnęła owocny wynik. — Ryan wyraźnie pokwaśniał na twarzy. Samochód bardzo mu się podobał jak na pickupa. A teraz wpatrywał się w tę rezerwację ze zrezygnowaniem. Nie chciał tego grata, którego chwilę temu oglądali. Miał wrażenie, że mimo tego, co było napisane przy opisie, rozleci się na drugim skrzyżowaniu. A ten był „fajny”, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało. Nawet ten mały daszek nad przednią szybą nadawał mu oryginalności, jakiej nie spotykało się w nowszych modelach. Było czuć, że auto miało coś w sobie.
— Ale wiemy chociaż, czego szukać, skoro nam się podoba. Ale, poczekaj, mimo że zarezerwowany, to nie zaszkodzi, jak się nim przejedziesz. Sprawdzisz, czy ci taki rozmiar pasuje — zasugerował Lenny i nie czekając na odpowiedź, udał się do Noah po kluczyki.
Ryan zgodził się z nim i rzucił krótkie spojrzenie na samochód, nim podążył za kochankiem. Poczekał na niego przed budynkiem, bo w środku okazało się, że nagle sporo osób miało coś do załatwienia i zrobił się lekki tłum. Gdy tylko dostał do ręki kluczyki, podążył z powrotem do Forda, żeby wypróbować, jak się nim jeździło.
W tym czasie Noah skinął na Lenny’ego i poprowadził go do swojego biura. Okazało się ono być niewielką kanciapą z dwoma odrapanymi regałami, kierownicą Cadillaca Fleetwooda zawieszoną na ścianie oraz z zawalonym biurkiem.
Wskazał Lenny’emu jedno z dwóch krzeseł i rzucił mu puszkę Coca-Coli.
— Poza tym Fordem ten twój kumpel coś znalazł? — zagadał pogodnie.
— Nie, nic ciekawego nie rzuciło mu się w oczy. Jeszcze będzie szukać.
— Zrozumiałe. Ale mu się trafiło, że akurat niedostępny se upatrzył, co? Znaczy, wiesz, jakby miał wielkie ciśnienie na ten wóz, to mogę coś ściągnąć.
— Zobaczymy, jak wróci. Jeszcze może się okazać, że mu nie pasuje, jak się tym jeździ, ale jakbyś mógł, byłoby dobrze. Mam u chłopaka przysługę — skłamał nieznacznie. Przecież ot tak nie powie, że mu zależało na samochodzie dla Ryana. Chciał, żeby był zadowolony, a auto było prostym sposobem na uszczęśliwienie go.
Noah zacmokał i napił się ze swojej puszki.
— Dobra, jeśli problemem nie jest kolor, bo ci głowy nie dam, że sprowadzę taki sam.
— To nie baba. Chyba kolor nie jest ważny aż tak, chociaż jakby kupował sportowy, to pewnie musiałby być czerwony — prychnął Lenny z rozbawieniem. — Ale jakbyś dał radę, to znowu miałbym u ciebie dług.
Noah roześmiał się i machnął ręką. Lenny na szczęście oddzielony był od niego biurkiem i zapewne tylko to uratowało go od poklepania po plecach.
— Daj spokój, chłopie. Ale mój numer masz. Podrzuć kumplowi, to się z nim dogadam, jakby mi ten wóz dojechał.
Lenny’emu było to trochę nie w smak. Znał Noah jako tako i wiedział, że ten był wylewnym człowiekiem. A Ryan najpierw pytał, potem myślał. Do tego miał talent do wyciągania z ludzi informacji.
— Dobra, chociaż możesz też dzwonić do mnie, jak coś będzie, to mu przekażę.
— Jasne. Dogadamy się, jak zawsze.
Dopili colę, rozmawiając jeszcze chwilę o interesie Noah, o tym, jak wiedzie się matce Lenny’ego i jak mu się mieszka w innej dzielnicy. Więcej czasu nie mieli, bo w końcu do biura wszedł Ryan z kluczykami od Forda i położył je na biurku.
— Dzięki. Muszę przyznać, że jeździ się, jak na tak duży samochód, wyjątkowo dobrze. Więc przynajmniej wiem, czego będę szukał, chociaż przyznam, że szkoda, że ten jest niedostępny. W innym komisie mogę trafić na jakiś z wadą pod maską… a to przecież jest najlepszy komis w mieście — dodał z lekkim uśmiechem, wewnętrznie czując cholerny żal, że ten samochód był zajęty.
— A jasne, że najlepszy! Chociaż znalazłeś to, co szukasz, to będzie łatwiej. Na razie jedynie tak mogłem pomoc, ale zawsze coś — odparł właściciel komisu i zabrał kluczyk, by schować go w sejfie.
— Ale to jak będziesz coś miał, to zadzwoń do mnie. — Lenny wstał w celu pożegnania się i wyjścia. Byli tu zaskakująco długo. Było ciemno, a on był głodny od godziny.
Pożegnawszy się z właścicielem komisu, Ryan podążył za Lennym i wsiadł do samochodu, który nawet nie umywał się do tego, w jakim chwilę temu siedział. Uchylił okno, a gdy ruszyli, poczuł chłodny powiew na twarzy.
— Chyba będziemy musieli znowu znaleźć jakiś dzień, w którym obaj mamy trochę czasu, żeby wybrać się do komisu. Albo pójdziemy na łatwiznę i poszukamy podobnego samochodu przez internet.
— Możesz też sam się z tym swoim kochaniem wybrać — zasugerował ciemnoskóry mężczyzna, tym razem zajmujący miejsce pasażera. Tak było mu wygodniej.
— Jak bardzo uwielbiam Charliego, tak jednak wolałbym ciebie jako towarzysza przy kupowaniu samochodu, skoro, chciałbym uprzejmie zauważyć, ma być nasz wspólny.
— Już coś wybraliśmy, ale jak uważasz, może być. Tylko nie wiem kiedy.
— Na razie ja też nie, ale może uda się coś ustalić. Chociaż przyznam, że w tej chwili jedynym moim pragnieniem jest zjedzenie obiadu. — Ryan potwierdził tymi słowami, że myślał o tym, co Lenny.
Prowadził pewnie, jak zwykle niespecjalnie ospale, chociaż ulice nie były puste, a światła jakoś im nie sprzyjały. Na szczęście nie padało. Chłopak do tego był rzeczywiście głodny, bo w przerwie w pracy zjadł właściwie tylko jednego hot-doga i był to jego jedyny posiłek. Pomijając oczywiście nieudane śniadanie, które i tak zjadł z braku laku.
— To jedź do jakiejś knajpy na plaży, to trochę uszczuplimy sobie naszą składkę na samochód, ale dobrze zjemy, hm? — zasugerował pasażer, patrząc przy tym na Ryana. Chciałby, żeby udało się z tym samochodem.
— Mmm, brzmi bardzo dobrze — zgodził się z nim Ryan, zatrzymując się na kolejnym skrzyżowaniu.
Mimo nieudanego polowania na samochód uśmiechnął się do Lenny’ego. Cieszył się, że przynajmniej model wybrali. A teraz jechali na wspólne żarcie.
Lenny zerknął krótko na światła, potem znowu na Ryana i wychylił się do niego, całując go krótko w policzek.
— Piękny, piękny jesteś, jak się tak uśmiechasz, ale pilnuj świateł.
Chłopak od razu mocniej się uśmiechnął po tym buziaku i gdy upewnił się, czy mogli dalej stać, sam pocałował mężczyznę, ale w usta. Mocno, na koniec owiewając jego wargi ciepłym powietrzem.
— Zdążyłem — zauważył i dopiero wcisnął pedał gazu, bo pojawiło się zielone światło.
— Zdążyłeś — potwierdził Lenny, już nic więcej nie dodając i też uśmiechając się do siebie w duchu.
Może nic nie kupili, może dziś pogoda nie była idealna, ale nawet tak czuł się dobrze, spędziwszy z Ryanem dzień. Nawet nie w łóżku, lecz jak kumple. A to tylko bardziej przekonywało go, że było mu z tym chłopakiem tak… odpowiednio.

***

Kate nie było już o tej porze. Jak zazwyczaj, w piątki, zawijała się wcześniej. Charlie siedział w swojej pracowni i tatuował. Miał do zrobienia duży wzór celtycki, niemal na całe plecy i robił go już kilka godzin. Trafił mu się wyjątkowo wytrzymały klient. Jason również siedział u siebie, zajęty tworzeniem wraku statku na udzie starszego faceta. W holu za to Nell omawiała szczegóły tatuażu z klientką. Postawiła przed nią szklankę soku i przyjęła zdjęcia osoby, której portret miał powstać na łopatce dziewczyny.
— Bardzo ładna kobieta… Mogę zapytać, kto to? — zagadała z zaciekawieniem, przesuwając palcem po twarzy na zdjęciu.
— Siostra. Ale przyrodnia, dlatego nie jesteśmy w ogóle podobne — odparła klientka, młoda dziewczyna z czarnym, długim warkoczem, ubrana na sportowo. Przed studiem stał jej samochód, a ona bawiła się kluczykami. Musiała wracać z jakichś zajęć i nie przebrać się po nich.
— Nooo, nie powiedziałabym, laska. I chyba to byłoby najlepsze. — Nell wskazała na jedno zdjęcie, na którym dziewczyna widoczna była od przodu i miała ładnie zaczesaną grzywkę. — Zobacz, włosy nie przesłaniają jej oczu tutaj. A jeśli jesteś zdecydowana, zapiszę cię na dwudziestego ósmego maja, czyli za tydzień w czwartek.
— A powiedz mi, robisz do tego szkic, co nie? By tę kalkę można potem zachować?
Nell zamrugała swoimi wyjątkowo długimi rzęsami, ale pokiwała głową, a przy tym jej okrągłe, metalowe kolczyki poruszyły się w przód i w tył.
— Noł problemo, jak chcesz. To zdjęcie byś mi tylko dzisiaj zostawiła, żebym sobie ten szkic zrobiła. Tylko jeszcze musisz mi pokazać, jakiej wielkości mniej więcej — dodała, kładąc zdjęcie na stoliku i rozszerzając, to zwężając palcami odległość, jakie by mogło wyjść.
— Chciałabym je tutaj na plecach. — Klientka odwróciła się, pokazując Nell ciało trochę poniżej łopatki. — I wielkości… no, takiej. — Pokazała palcami.
Nell przyłożyła zdjęcie do jej pleców i mniej więcej oceniła, czy tak się dało, nim twardo skinęła głową.
— Będzie zajefajny — podsumowała i oddała klientce resztę zdjęć. — To… czekaj — rzuciła i szybko poderwała się z kanapy.
Na kontuarze leżał notes z zapisami i jak Nell już się przekonała, na zapisy miejsca było niewiele. Nie dlatego, że wszystkie terminy mieli zawalone, a zwyczajnie notes był cały porysowany. Musiała przyznać, że ją to bawiło.
Sięgnęła po długopis, przełożyła kilka kartek i spojrzała na wspomnianą datę. Zapisy na ten dzień miał już Charlie i Kate, ale Jason nic, a to dlatego, że wtedy zaczynał się jego urlop. Dlatego ona mogła zająć jego pracownię, bo słyszała, że przemeblowywać ją będą w weekend.
— Dwudziesty ósmy na dwunastą by ci pasowało? — zagadała, unosząc wzrok na dziewczynę.
— A jedenasta? Bo wieczorem mam spotkanie, to jeszcze może uda mi się wrócić do domu, żeby się przebrać. Dałoby się?
— Okej, jedenasta. Zapisuję — potwierdziła Nell i wpisała nazwisko klientki. Zakreśliła mniej więcej do kiedy mogłoby potrwać robienie tatuażu, bo może udałoby się jeszcze kogoś upchnąć na ten dzień, chociaż portrety nie były aż tak częste jak chociażby wróżki. Ale to był w sumie jedyny dzień w tygodniu, gdy siedziała w studiu od rana do wieczora. W umowie, którą podpisała z szefem studia, miała wolny cały poniedziałek i wtorek, a w środę i piątek przychodziła na popołudnie. Pasowało jej to, bo mogła pracować u kumpla w knajpie.
— Dobra, to jeszcze mój numer. — Dziewczyna podyktowała ciąg liczb. — I jakby coś, to dzwoń. I do zobaczenia. — Podała dłoń ciemnoskórej dziewczynie i po grzecznościowych dwóch słowach wyszła, żeby odjechać swoim sportowym samochodem.
W tym czasie Nell mogła wrócić do wpisywania siebie w rubryczkę „ekipa” na oficjalnej stronie studia. Mike dał jej to zadanie i potraktowała je bardzo poważnie. Musiała zamieścić swoje zdjęcie, napisać o swoim doświadczeniu i wkleić kilka prac. Wcześniej Charlie jej pokazał co i jak, dostała login i hasło, a teraz postanowiła zaszaleć, skoro miała chwilę czasu. Już podobała się jej ta praca. Pomijając robienie czegoś, co się kochało, to ekipa była świetna. Tylko… muzykę zamieniłaby na bardziej rapową, ale to może udałoby się wylicytować za jakiś czas.
Po jakimś czasie, kiedy wybierała między jednym zdjęciem a drugim, Jason skończył tatuaż i razem z klientem wyszedł z pracowni. Nell przysłuchiwała się ich rozmowie, nie mogąc jednocześnie skupić się na niczym innym.
— No i jak zwykle. Pilnuj, żeby się dobrze goił i jak jakieś poprawki będą konieczne, to się do mnie zgłoś — rzucił tatuażysta do brodatego mężczyzny znaną im wszystkim formułką zaraz po tym, jak zainkasował za tatuaż.
Mężczyzna obiecał, że tak zrobi i wyszedł ze studia.
— Co tam? Zarobiłeś na fajki? — Nell zagadała Jasona, żując gumę. Postukała przy tym pomalowanymi na jadowitą zieleń paznokciami o klawiaturę.
— Nie przypominam sobie, żeby moje fajki były aż tak drogie — odparł starszy tatuażysta i przeciągnął się, wyciągając ręce nad siebie. — Ale dobrze, że mi o nich przypomniałaś. Nim Lenny przyjdzie, skoczę po nie — dodał i wyszedł ze studia, nie tłumacząc dziewczynie, o kim mówił.
Nell przestała żuć i zagapiła się za nim. Chociaż nie tak, jak kiedyś usłyszała, że „wpadnie królowa”, po czym ujrzała cholernie, ale to cholernie przystojnego blondasa podjeżdżającego na parking i czekającego tam na Jasona. A teraz poczuła, że jeszcze wiele przed nią, nim połapie się, o co chodzi w ich koneksjach.
Już miała wrócić do ogarniania swojej strony, ale nagle zmrużyła oczy i uśmiechając się z zadowoleniem z własnego geniuszu, zmieniła muzykę w studiu. Stacja rap mogła przecież dla odmiany przez jedno popołudnie płynąć z głośników.
Charlie najwyraźniej albo nie miał nic przeciwko, albo był zbyt zajęty tatuowaniem, żeby przyjść i przywrócić poprzednią muzykę, dlatego Nell, pomrukując tekst piosenki pod nosem, zajęła się uzupełnianiem galerii.
I znowu nie udało jej się skończyć, kiedy usłyszała, jak ktoś wszedł do studia.
— Hej — przywitał się luźno ubrany Mulat, ze sportową torbą na ramieniu. Miał długie, spięte byle jak dredy i zauważalnie, nawet z daleka, zielone oczy.
— Joł — odpowiedziała, uśmiechając się do niego sympatycznie, jak do każdego klienta, który się tu pojawiał. — W czym mogę pomóc? Jest pan umówiony czy dopiero się umówić?
Mężczyzna na moment przystanął i dopiero po tym podszedł do dziewczyny.
— Jesteś tu nowa? — spytał, wyglądając na lekko zagubionego. — Bo ja tylko szukam tego wysokiego. Nie ma go?
— Jasona? Wyszedł po fajki… Ale szukasz go, bo masz u niego jakiś projekt, czy że… O, jesteś Lenny! — olśniło ją na koniec.
— Tak. Miło mi w ogóle. — Podał jej dłoń zaraz po odłożeniu torby na podłogę.
Nell uścisnęła ją ponad kontuarem i usiadła z powrotem.
— Nell, miło poznać — odpowiedziała i zlustrowała jego postać. Już miała palnąć coś o tym, czy to nie zajebiste, że Len i Nell to prawie jak anagram. Ale powstrzymała się, bo po pierwsze… przecież miała już chłopaka. A po drugie, była to wyjątkowo lamerska uwaga. Nawet jeśli mężczyzna jakoś bardzo, bardzo pasował do jej gustu. — Pewnie zaraz przylezie, to weź se klapnij.
— Dzięki — odparł Lenny i przysiadł na brzegu kanapy. Nie wiedział, że będzie tu ktoś nowy. Mógł się umówić z Jasonem na boisku. — Długo tu już pracujesz? — zagadnął, byleby nie siedzieć cicho.
Dziwnie czuł się w obecności tej ciemnoskórej dziewczyny. Do tego tak żywiołowej. Od razu zaczął się zastanawiać, jaka byłaby jego siostra, gdyby nadal żyła. Na pewno nie miałaby aż tak ciemnej skóry. Co prawda Nell nie była tak „gorzką czekoladą”, jak chociażby ten cały Nate, który zarywał Ryana na wyspie, ale była ciemniejsza niż on sam. Do tego ubrana w wyjątkowo luzacki sposób, z warkoczykami splecionymi ciasno przy skórze głowy. Dalia też lubiła takie fryzury.
— Od tygodnia. Znaczy wyjątkowo od tygodnia, bo tak to tylko środa, czwartek i piątek tu jestem. A ty? Bo chyba nie praktykant. Prędzej na DJa wyglądasz niż tatuażystę — odpowiedziała z uśmieszkiem. — A tutaj na pewno muzy nie rzucasz, bo przed tym co teraz, to leciało jakieś latino pobrzdękiwanie.
Lenny uśmiechnął się lekko, słysząc jej słowotok. Tak, zdecydowanie pod tym względem bardziej przypominała Ryana niż jego samego.
— Nie, nie. Jestem znajomym tych tu. Z Jasonem w kosza trenuje — wyjaśnił jak zwykle zwięźle.
— No, też wyglądasz — oceniła, znowu go lustrując. Kurde, fajny facet, przemknęło jej przez myśl. — I teraz też na kosza wybywacie?
— Tak. — Lenny skinął głową, jak zwykle czując się dziwnie przy dziewczynach. Dodatkowo dobijały go myśli, że pewnie matce podobałaby się taka synowa.
— Super. Popatrzyłabym, gdybym nie musiała świecić przykładem i siedzieć tu z Charliem do wieczora — odparła Nell z lekkim żalem. — A nie chcesz jakiegoś portretu? — dopytała, poruszając brwiami w zabawny sposób.
— W sensie tatuażu? Nie, dzięki. To nie dla mnie. Ale w ogóle… niezła muzyka — wydusił. Umarłbym prawiczkiem, gdybym był hetero.
— Aha, jasne, że niezła! — Nell wskazała na niego, by podkreślić aprobatę. — Czarni wiedzą, co dobre, stary.
Lenny uśmiechnął się kątem ust.
— Jesteś bardzo… żywiołowa. Musisz mieć powodzenie, hm?
Nelly uśmiechnęła się do siebie i na chwilę zapatrzyła się na własne dłonie. To zabrzmiało jak komplement, a facet, mimo że wydawał się spięty, to się jej podobał.
— Ciężko ocenić, ale mam faceta, więc jak mnie chciał, to chyba jest wporzo — odparła ze śmiechem i skinęła na niego. — A ja znam niejedną, która by poleciała na te dredy. Bardzo cieniutkie są. Pewnie dużo czasu zajmuje pielęgnacja?
— Mam jedną fryzjerkę, która zawsze mi je poprawia. Znajoma mamy. Ma do nich cierpliwość — wyjaśnił, nie wiedząc, co odpowiedzieć zarówno na uwagę o chłopaku i o tym, że jakaś by poleciała na jego włosy. Nie potrzebował, żeby jakakolwiek na nie leciała. Żeby pogorszyć sytuację, też nie miał pojęcia, jak dużo Nell wiedziała o życiu prywatnym osób tu pracujących.
— Odjazd, a pewnie… — Nell jeszcze chciała coś dodać, ale przerwało im wyjście drugiego tatuażysty z klientem z pracowni.
Najpierw ten drugi pożegnał się z dziewczyną za kontuarem, a Charlie, który właśnie do niej podszedł z pieniędzmi, dopiero po chwili spostrzegł gościa.
— O. Cześć, Lenny — rzucił.
— Cześć, Charlie — odpowiedział gość, podnosząc dłoń. — Blondi żyje?
— Tak, nie było wypadku na budowie — odpowiedział tatuażysta z uśmiechem i dodał, w swoim mniemaniu dość gorzki żart, skoro Lenny był mordercą: — A Ryan?
— Podobnie. A przynajmniej z tego, co wiem. Jak coś się na siłowni stało, to jeszcze do mnie nie dzwonili — odparł, pochylając się do przodu i opierając łokcie o kolana. Kiedy Charlie był w pomieszczeniu, jakoś luźniej się czuł. Paranoja.
Charlie uśmiechnął się lekko i usiadł na podłokietniku fotela stojącego obok kanapy. Ten moment Nell postanowiła wykorzystać na skończenie swojego profilu.
— Zabierasz Jasona na kosza? Gracie tak jak wtedy, co o mało nie umarłem na betonie? — zagadał tatuażysta, starając się brzmieć luźno.
— Podobnie, tylko teraz Jason umiera z braku oddechu. Nie ma kondycji — poinformował chłopaka Lenny, po czym zerknął na dziewczynę za kontuarem. — Nie wiedziałem, że macie kogoś nowego.
Nell uniosła na niego wzrok i puściła mu oczko, zaraz potem wracając do wrzucania zdjęć.
— Mhm, zdecydowaliśmy się na Nell, bo szukaliśmy portrecisty. Nikt z nas nie umie. Jason coś tam co prawda robił, ale nie do końca — wyjaśnił Charlie. — Katy się cieszy, bo ma z kim pogadać o ciuchach.
— Babskie rozmowy. W ogóle, jej nie ma? — spytał Lenny z wewnętrzną obawą. Wiedział, jak zawsze kończyły się ich spotkania. Tym, że umierał, wykorzystany przez nią w jakiś sposób.
— Nie ma, już się urwała. Jesteś bezpieczny. — Charlie znowu zaśmiał się krótko, a Nell zamrugała, chyba nie rozumiejąc jego uwagi.
— Charlie, słońce, weź zobacz, czy tak może być — poprosiła, zamiast dopytać, bo już kończyła.
Tatuażysta podszedł za kontuar, by przeczytać jej wypociny o swojej osobie.
— Dzięki. Nie powinieneś jednak tego tak ujmować. — Mulat westchnął ciężko, odruchowo broniąc Kate, mimo że Charlie miał rację. Dużo racji.
Charlie już miał coś powiedzieć o tym, że przecież ujął to idealnie, ale drzwi do studia się otworzyły, więc zamilkł. Tym bardziej, że przyszedł Jason, który na widok Lenny’ego zbliżył się do niego i uścisnął mu dłoń na powitanie.
— Siema. Ładuj torbę na motor, ja już mam tam rzeczy. Bo spadamy, czy chcesz poplotkować z dziewczynkami? — zagadał, na co Charlie fuknął i rzuciłby w niego gumką, jakby jakąś miał w ręce.
— Wyglądam ci, jakbym miał cycki? — fuknął.
— Na szczęście nie — mruknął Lenny i jeszcze pożegnał się grzecznie z Nell, nim ulotnił się ze studia.
Jason zerknął za nim i uśmiechnął się, odpowiadając Charliemu.
— Nie, ale uroczo reagujesz, jak się złościsz. Że też Rush tego nie wykorzystuje. — Zaśmiał się i jeszcze zaszedł Nell, żeby zajrzeć do notesu i na ekran komputera. — Uporałaś się z tym?
— Jako tako. Zdjęcia powrzucałam, o sobie napisałam… Brakuje tylko motywu, by się nuta odpowiednia włączała, jak na mnie klikną — odpowiedziała z uśmieszkiem w jednym kąciku ust.
Charlie nic nie dodał odnośnie komentarza Jasona, żeby się nie denerwować i tylko czytał skrótowy opis dziewczyny. Jason za to rozejrzał się po salonie.
— Takiego, jak teraz tu leci? Dogadałabyś się z Lennym, jeśli chodzi o gust muzyczny. Chociaż, cholera wie, czego on tam słucha.
— Jak sobie wreszcie kupią auto, o którym Ryan tak wspomina, to może się dowiemy ze schowka — odpowiedział Charlie, nie odrywając jednak wzroku od ekranu.
— Taa… — mruknął Jason, po czym machnął im ręką i wyszedł.
Dzięki temu nie musiał uczestniczyć w tym, co stało się potem. Bo Nell, która znowu usłyszała imię jakiegoś Ryana i to w dziwnym zestawieniu z Lennym, wypytała wreszcie Charliego, o co chodziło. A ten był zmuszony wyjaśnić sytuację, czym sprawił dziewczynie podejrzany zawód, gdy ta dowiedziała się, że ten fajny facet z genialnymi dredami jednak nie leciał na dziewczyny… Z drugiej strony, sytuacja była bezpieczniejsza, bo przecież miała chłopaka. Nie powinien podobać się jej ktoś inny. A poza tym, o takiego faceta jej chłopak nie powinien być zazdrosny. Z tą pozytywną myślą wróciła do korygowania swojego profilu razem z Charliem.

12 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 162 – Polowanie na cztery koła

  1. Katka pisze:

    Seiridis, spoko, wiemy, wiemy, będziemy bardzo dbać o to, by penisowi Ryana nie stało się nic złego XD On też na pewno będzie się trzysta razy upewniał, czy coś może zrobić, zanim to zrobi, by nie stracić swojego członka XD

  2. Seiridis pisze:

    Przepraszam, po prostu jestem w tej chwili zjebana. Ale rozdział był ok, taki spokojny, pogodny. Myśl Ryana najlepsza „Wciąż nie wierzył, że do tego doszło. Że… sam się poruszał. Ujeżdżał wielkiego kutasa swojego faceta.” Hahaha. xD Marzę, żeby któregoś razu coś takiego mu się nieświadomie wymsknęło i wtedy reakcja jego i Lenny’ego. Btw. tam coś było o łapaniu fal… Jak sobie Ryan już przekłuje wiadome miejsce, to kategorycznie odradzałabym kontakt z jakąkolwiek wodą poza tą pod prysznicem. Żadnego basenu, żadnego oceanu. Pewnie to wiecie, ale wolałam się upewnić. XD

  3. Katka pisze:

    Saki, dzięki wielkie za literówki, poprawiłam wszystko :) Co do samochodu, wszystko jest lepsze niż autobus XD No, może poza różowym Garbuskiem, bo do takiego to by Ryan za nic nie wsiadł, chociażby go przypalano. Och, Lenny spodobał się Nell, w końcu nie tylko bracia Grey przyciągają wzrok jak za dotknięciem magicznej różdżki. Ludzie w końcu mają różne gusta, więc i tacy są, których powala widok Lena :D I masz rację, mają ze sobą coś wspólnego, co może w przyszłości mieć jakieś znaczenie :) No a Lenniaczek z tymi kobietami biedny jest, niestety. Och, Charlie bohater, kto by pomyślał XD

    Seiridis, spoko, przeżyjemy, ale fajnie by było, jakbyś poza tym napisała choć słówko, jak Ci się rozdział podobał/nie podobał XD

  4. Seiridis pisze:

    „“Uchylił lekko okno i gdy ruszyli, dość chłodny powiew uderzył go jego twarz.”- “go w jego” albo po prostu “go w”. Ta druga wersja chyba będzie lepsza.” No, zasadniczo to tylko druga wersja jest poprawna, bo z racji „go” jest oczywiste, że to jego twarz. :D Ja się nie spotkałam z zapisem „Powiew uderzył go w moją twarz.” Haha. Rozśmieszyło mnie to, jak o tym pomyślałam. : D
    Wiem, czepiam się, przepraszam. xp

  5. saki2709 pisze:

    Wreszcie coś się ruszyło z tym samochodem :) Aleee… wielki jest ten samochód. To zdecydowanie nie jest wymarzona Testarossa Ryana :) Ale lepsze to niż autobus. Brrr. Jak ja nie lubię autobusów.
    Albo Nell nie jest szczęśliwa w swoim związku, albo Lenny aż tak jej się spodobał. Chociaż… jak on by mógł się komuś nie podobać… :) I nareszcie się poznała z Lennym :)
    Len – Nell… dziwne, że dopiero teraz zauważyłam to prawie ich odwrócone imiona. Widać, że łączy ich dużo więcej niż kolor skóry. I nie chodzi tu tylko o litery w imieniu. Chociażby muzyka, którą lubią.
    Lenny to biedny jest z tymi kobietami. Niby taki twardy, a jak się jakaś na horyzoncie pojawi, to totalnie mięknie. Miał farta, że Charlie uratował go przed niezręczną rozmową z Nell. Niezręczną dla Lena, bo dziewczynie się chyba całkiem spoko gadało. No i mam wrażenie, że Charlie i Lenny coraz lepiej się dogadują. Nadal idealnie nie jest, ale nie ma chyba już między nimi takiego dystansu jak na początku.

    „Chociaż nie był pewien, czy stać go na Mustangi ustawione pięknym, bardzo kuszącym rządku.”- „w pięknym”.
    problemem jednak była kartka, którą dostrzegli dopiero po dłużej chwili kontemplacji danych technicznych.”- „dłuższej”.
    „Uchylił lekko okno i gdy ruszyli, dość chłodny powiew uderzył go jego twarz.”- „go w jego” albo po prostu „go w”. Ta druga wersja chyba będzie lepsza.
    „Nell jeszcze przyłożyła zdjęcie do jej pleców i mniej więcej oceniła, czy tak się da, po czym skinął twardo głową.”- „skinęła”. Nell jest kobietą :D
    „— Odjazd, a pewnie… — Nell jeszcze chciała coś dodać, ale znowu przerwało im wyjście drugiego tatuażysty z klientem z pracowni.”- to „znowu” jakoś mi tu nie pasuje. Może to tylko mi się tak wydaje, ale to zabrzmiało, jakby Charlie już wcześniej im przerwał, a raczej nie miał takiej możliwości.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  6. Seiridis pisze:

    „napomniał mu” – Wut? a nie napomniał go, jak już coś? bo jak mu, to raczej wspomniał.
    I gdzieś ostatnio widziałam jeszcze „uwielbienie do”. Nie do. Dla.

  7. Katka pisze:

    Sharon, większość tych amerykańskich samochodów jest wieeelka, więc w sumie nawet nie ma co porównywać do naszych europejskich autek. Amerykanie zdecydowanie mają coś z „wielkością”. Nie jest piękny jak dzieło sztuki, ale jeszcze nie jest powiedziane, że właśnie takie kupią, w końcu nie ma na stanie :( No ale, ale, ważne, by mieli cokolwiek, bo autobusy nie są dla nich XD Hehe, no i proszę, Nell ma wrogów XD Często się zdarza, że postacie kobiece nie są mile widziane w opkach homoerotycznych, hehe, no ale (nie)stety być muszą. „Jestę morderdcę” mnie rozbroiło XD Oj, no każdy ma jakieś słabości – dla Lena to kobiety. Nie mam pojęcia, jakie wykłady można mieć w poniedziałek 11.11, ale spoko XD

    Tigram, cóż, nie sposób się nie zgodzić XD

  8. Sharon d'Arc pisze:

    Rany, wielki ten samochód o.O Będą mogli innych po drodze rozjeżdżać XD Ale serio, brzydki jest XD Moze dlatego, że zbyt jestem przyzwyczajona do „mojego” peugeot’a 206…
    Nie przepadam za Nell. Nie dlatego, że coś zrobiła, po prostu coś w stylu: „Wszyscy dogadują się dobrze bez ciebie. Idź sobie”. No, chyba, że jej chłopak okaże się krypto, albo biseksualny i zabuja się w którymś z chłopaków, a że wszyscy są zajęci, będzie jazda… Chyba stanowczo za dużo myślę… I mam zbyt wybujałą wyobraźnię. Nadaję się do telewizji XD
    Lenny rozbraja mnie tym swoim podejściem do kobiet. Taki twardziel, więzienie i w ogóle, jęstę mordercę itp. A tu pojawia się taka Katy na horyzoncie i cały image diabli biorą XD
    Ale wielkimi krokami zbliża się wyjazd Alexa i Jasona :3
    Dzisiaj komentarz krótki, bo i tak zaspałam już na jedne wykłady (nie, żebym czekała do północy na nowy rozdział XD )

  9. Katka pisze:

    Tigram, hahaha, mi się z thunder kojarzy, ale błyskawica wiele z Lennym wspólnego nie ma XD Twoja wersja mi się bardziej podoba, mrrr. A i tak, takie duże coś, chociaż w wypadku samochodów też jest istotny rok. Może kiedyś wrzucimy jakąś fotkę na tumblra, ale to jeśli sie na takiego zdecydują. W końcu póki co tylko oglądali.

    Gordon, taaak, dobrze, że mówi o sobie. Nawet jeśli jest to wyciągane na siłę, to przynajmniej coś tam Ryan się dowiaduje ;) Dla ich związku na pewno na plus. Och i Lenny chyba bałby się kupić mu sportowe auto, nawet jakby go było na to stać. Ja bym na jego miejscu schizowała, czy chłopak czegoś głupiego nie odwali…

  10. Gordon pisze:

    Wreszcie sie fury dorobia! Podoba mi sie ze sie rozkreca cos wiecej o Lennym, tylko nadal Ryan to musi na sile wyciagac nawet takie glupie opowiadanie o facecie z sasiedztwa. Lenny jest niezle zamkniety ;p Dobrze ze to sie zmienia. Mile bylo jak myslal ze wazne dla niego jest uszczesliwienie Ryana ;p Byle on nie szalal z nowym samochodem, dobrze ze sportowego nie beda kupowac xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s