Fanfic by Saki – Żaba, smok i zwariowana wróżka Cz. 2

Książę Richard przechadzał się po pałacowym ogrodzie i rozglądał za swoją obecną dziewczyną, jednak Kate nigdzie nie było. Wzruszył ramionami i przechodząc koło stawu, nad którym siedziała jakaś postać, powiedział do siebie:
– Jak nie ta, to inna. Łaski mi nie robi. Poczekam jeszcze z dziesięć minut, a jak się nie zjawi, to sprawdzę, co tam u Caroline.
Rozejrzał się jeszcze raz, ale nie zobaczył nikogo, oprócz postaci, którą przed chwilą minął, którą jak się okazało, była jakaś kobieta w szarym, połatanym ubraniu z chustką na głowie i młodego ogrodnika przycinającego krzewy róży. Postanowił zignorować kobietę. Wyglądała na nieszkodliwą. Poza tym był tu ogrodnik i straż czuwała nad bezpieczeństwem zamku i jego mieszkańców. Pokręcił głową ze zrezygnowaniem i poszedł w stronę altany. Może tam na niego czeka?
– A żeby cię, ty parszywy kłamco…– warknęła kobieta, wstała z ziemi, otrzepała swoją połataną sukienkę i poszła w ślad za księciem. Śledziła go do samej altany i schowała za pobliskim drzewem. Niczego nieświadomy Richard wszedł do ślicznej, białej, drewnianej budowli ogrodowej z kopulastym dachem, ozdobionej licznymi kwiatami. W środku stał prostokątny stół i ławka, na której siedziała jedna z pokojówek. Była zgrabną blondynką o długich kręconych włosach i zielonych oczach.
– Dobry wieczór Caroline. Jak ci minął dzień?
Dziewczyna podniosła głowę i uśmiechnęła się promiennie.
– Dobry wieczór książę. Nienajgorzej, dziękuję. Pańska matka daje trochę popalić, każąc sprzątać czysty pokój, ale da się przywyknąć. Nie rozumiem tylko, dlaczego mam myć podłogę, z której przy braku laku można jeść, prać pościel, która była zmieniana poprzedniego dnia…
–Nie przejmuj się tak, kochana. Ona już tak ma– powiedział, poczym usiadł obok niej i objął ramieniem.
– Tak, rozumiem. Ale jakoś nie pociesza mnie myśl, że książę Alexander zmienia się w drugą królową.
– Niezupełnie, ale może coś w tym jest– powiedział, po czym odgarnął jej blond włosy z czoła, ujął jej twarz w dłonie i pocałował w usta. Tego już ukryta za drzewem dziewczyna znieść nie mogła. Ledwo się powstrzymała przed głośnym krzykiem. Wyszła z ukrycia, weszła do altany i położyła swoją dłoń na ramieniu Richarda. Ten przerwał pocałunek i obejrzał się za siebie. Gdy ujrzał kobietę w chuście, lekko się zdziwił. Już chciał otwierać usta, żeby coś jej powiedzieć, ale dziewczyna nie dała mu dojść do słowa.
– Mogę prosić na chwilę waszą wysokość?– zapytała, chodź brzmiało to raczej jak rozkaz, niż prośba o audiencję. W jej głosie było coś takiego, że nie potrafił jej odmówić. Gdzieś głęboko w podświadomości czuł, że powinien kojarzyć ten głos, jednak w tej chwili nie potrafił zidentyfikować go z twarzą. Skinął tylko głową, poczym zwrócił się do Caroline:
– Niedługo wracam, moja miła.
Pocałował pokojówkę w dłoń i pobiegł za dziewczyną w chustce. Dogonił ją dopiero przy stawie. Przez tą szmatkę nie mógł zobaczyć jej twarzy. Dziewczyna, jakby czytając mu w myślach sięgnęła do swojego nakrycia głowy.
– Czekałam na ciebie, a ty nie przyszedłeś– powiedziała, trzymając chustkę, ale nie zdjęła jej jeszcze z głowy. Postanowiła darować sobie formalności. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć.
– Przepraszam… chyba nie rozumiem.
– Nie rozumiesz?– prychnęła.– Bezczelnie mnie oszukałeś. Powiedziałeś, że przyjdziesz dzisiaj, więc czekałam, ale do mnie nie podszedłeś. Powiedziałeś też dużo innych rzeczy, które okazały się kłamstwem. Czy ty w ogóle umiesz mówić prawdę?! Czy istnieje dla ciebie coś takiego jak wierność i miłość?! Ja cię kochałam, ufałam ci, a dla ciebie to wszystko było kłamstwo! Kolejna zdobycz do kolekcji, tak?!– wykrzyczała mu w twarz. Książę był tak zdezorientowany, że zupełnie nie wiedział, o czym ta dziewczyna mówi. Przecież umówił się tu z…
– O nie, mój książę– powiedziała i zdjęła z głowy chustę, a oczom Richarda ukazała się twarz Kate.– Tak dalej być nie może. Nie pozwolę, żebyś wykorzystywał dziewczyny jak tylko ci się podoba i je okłamywał. Dopóki nie pokochasz nikogo naprawdę i dopóki ta osoba nie zakocha się w tobie, a wasza miłość nie zostanie przypieczętowana pocałunkiem, dopóty będziesz dotrzymywał towarzystwa tym jakże uroczym żabkom jako jedna z nich– powiedziała i zaśmiała się jak chochlik. Książę w pierwszej chwili pomyślał, że dziewczyna zwariowała, jednak kiedy skierowała na niego swoją dłoń, a on zaczął się kurczyć, otworzył ze zdumienia usta tak szeroko, że gdyby żuchwa nie była przyczepiona do reszty twarzy, z pewnością musiałby zbierać ją z ziemi. Już po chwili był rozmiaru żaby… To chyba jakiś żart?! On był żabą. Zieloną, oślizgłą ropuchą! Jeśli wierzyć w słowa tej wariatki, to do końca życia pozostanie tym paskudnym zwierzęciem. Jedyne, co różniło go od nich, to mała korona na łysej żabiej głowie. Co się stało z jego włosami? W takim stanie nikt go nie pokocha!
– Coś ty mi zrobiła, wariatko?!– krzyknął. Przynajmniej głosu mu nie zabrała. Ale co to za pociecha, gdy brzmi praktycznie jak rechot żaby, z tą różnicą, że można było rozróżnić poszczególne słowa. Kate ukucnęła i wzięła księcia–żabę na ręce.
– Mówiłeś coś kochaniutki?– zapytała słodko.
– Żarty sobie robisz?! Jestem żabą!
– Zauważyłam.
– Dziwne by było, jakbyś nie zauważyła. W końcu sama mnie w nią zamieniłaś– warknął.– Kim ty w ogóle jesteś?!
– Jak to? Nie wiesz? Myślałam, że mnie znasz… W końcu jestem… byłam twoją dziewczyną.
– Nie denerwuj mnie kobieto!
– Bo co mi zrobisz? Będziesz tak długo kumkał, aż mi uszy zwiędną?
– Ja… ja…
– No właśnie– powiedziała i wypuściła Richarda na trawę. Odeszła kilka kroków, ale zatrzymała się i odwróciła do niego.
– Jestem wróżką, jakbyś się do tej pory nie zorientował– powiedziała, po czym bez pożegnania odeszła kilka kroków i zniknęła. Książę, gdyby mógł, potarłby oczy ze zdumienia. No to go załatwiła wredna baba. Co on tu będzie robić? Co będzie jadł? I czy naprawdę ma dokonać swego żywota wśród żab jako jedna z nich? To najgorsza śmierć, jaką mógłby sobie wyobrazić. Już by wolał, żeby go zjadł smok!
Słońce zaczynało zachodzić. Zaraz podadzą kolację, a jak się nie zjawi, to z pewnością zaczną go szukać. A jak go nie znajdą (co jest bardziej niż pewne, bo przecież nikomu by nie przyszło do głowy, że jakaś walnięta wróżka w ramach zemsty postanowi zamienić go w żabę) to rozpęta się piekło. Będą go szukali po całym królestwie i poza nim. Ciekawe, czy bardziej będą rozpaczać czy skakać z radości, że już go więcej nie zobaczą. I tak Alex zawsze był tym lepszym bratem…
– Książę, gdzie jesteś?! Kolacja na stole i pańska matka się denerwuje!– usłyszał głos pokojówki o imieniu Marg. Dziewczyna miała długie, brązowe włosy i niebieskie oczy.– Wasza wysokość!– Dziewczyna biegała po całym ogrodzie i szukała Richarda. Weszła do altany, gdzie siedziała Caroline i czekała na księcia.– Caroline… nie widziałaś może Richarda? Kolacja już została podana i wszyscy czekają tylko na niego.
– Jest już tak późno? No nie wyrobię. Nie będę na niego dłużej czekać– burknęła.
– Przepraszam, ale obawiam się, że nie mam pojęcia o czym ty do mnie mówisz. Możesz jaśniej?
– Co? Ja nie do ciebie… A zresztą. Słuchaj, siedziałam tu sobie w altanie, a potem przyszedł książę i siedzieliśmy razem. Nawet mnie pocałował…– na chwilę się rozmarzyła, ale zaraz wróciła do rzeczywistości.– Potem przyszła jakaś obdarta baba i go na chwilę zawołała. On powiedział, że za chwilę wraca. A potem już go nie widziałam. Pewnie się ją gdzieś w krzakach bałamuci i poczucie czasu stracił. Wiem, że powinnam w końcu zdać sobie sprawę z tego, że on już taki jest i moich uczuć nie odwzajemni, bo chyba jest tego uczucia pozbawiony… no ale nic na to nie poradzę, że go kocham.
– Zwolnij kobieto. Nie będziemy teraz omawiać czy książę potrafi kochać czy nie. Moim zadaniem jest go znaleźć. widziałaś gdzie poszli?
– Gdzieś w stronę stawu.
– Byłam tam i go nie było. Nikogo nie było.
– To nie wiem. Mówię ci, że musi być gdzieś w krzakach…
– Musiałby być słuchu pozbawiony, bo wydzieram się jak głupia– przerwała jej Marg.
– To co innego? Jak nie ma go tu, to może uciekł z domu?
– Chyba nie miał powodu…
– No to nie wiem. może przyleciał smok i go porwał… albo na miejscu zeżarł. Mały żal.
– Co ty wygadujesz? Przecież smoka mógł ktoś zauważyć. Na pewno nie przyleciałby tu niezauważony. I co znaczy mały żal?
– Może był szybki. Albo niewidzialny. Czort wie, co ten smok potrafi. A mały żal, bo lepiej jak go nie ma, niż jest i łamie serce każdej kobiecie jaką spotka– burknęła.
– Idę od ciebie. Szkoda mi czasu na rozmowy z tobą. Muszę szukać księcia.
– To sobie idź. I tak go nie znajdziesz.
Marg wyszła z altany i wróciła do szukania zaginionego księcia. Zobaczyła ogrodnika podlewającego kwiaty w pobliżu stawu.
– Hej Juan. Widziałeś gdzieś księcia?
– Witaj Marg. Był jakąś godzinę temu nad stawem z jakąś dziewczyną. Ale na chwilę spuściłem wzrok i oboje zniknęli. Nie słyszałem o czym gadali, ale dziewczyna wyglądała na wściekłą.
– Niewiele mi to pomaga… Może Caroline ma rację…
– Co?
– Że smok go porwał… i tę wkurzoną laskę też.
– Nie widziałem smoka, ale wszystko możliwe. A skoro nie ma go tutaj, to na pewno jest poza pałacem. A jak jest poza pałacem, to może być równie dobrze wszędzie. Nawet w brzuchu smoka.
– Weź mnie nie strasz. Idę do Mike’a. Może on coś wymyśli– powiedziała dziewczyna i poszła w stronę pałacu.
– Powodzenia Marg. Ja się jeszcze rozejrzę, ale wątpię, żebym go znalazł– zawołał za nią.– Równie dobrze mogła go porwać ta wkurzona dziewczyna. Niby nie wyglądała na groźną… ale pozory mylą. Nie wiem, jak można skrzywdzić tak kobietę, a zwłaszcza tak piękną… – dodał do siebie, pokręcił głową i wrócił do podlewania kwiatów.
Richard słysząc całą rozmowę pokojówki z ogrodnikiem przeraził się nie na żarty. Co, jeśli Marg weźmie na poważnie tą opcję ze smokiem i zrobią nalot na jego kryjówkę. Wiele ludzi może stracić życie na darmo. No i ten smok… Przecież on nic złego nie zrobił?! No bo kto go widział napadającego na królestwo? Kradnącego zwierzynę? Może on siedzi sobie spokojnie w tej swojej jaskini, poza granicami królestwa i żywi się dziką zwierzyną, a w królestwie nie postawił nawet stopy? Zapytał go ktoś, czy ma coś wspólnego z tajemniczymi zniknięciami ludzi i hodowlanej zwierzyny? Nie, bo to przecież smok. Nie zasługuje na to, żeby prowadzić z nim jakiekolwiek rozmowy. Wszyscy wiedzą, że smoki są złe i nie zasługują na to, żeby żyć. Spójrzcie tylko na nie. Jak coś tak okropnego może być bezpieczne? Ludzie. Przecież wygląd to nie wszystko. Może sobie być straszny z wyglądu, ale to nie znaczy, że w środku jest równie okropny. I to samo w drugą stronę. Jak ktoś jest piękny, to nie znaczy wcale, że taki sam jest w środku… Chyba właśnie zdał sobie sprawę, co chciała mu powiedzieć ta świrnięta wróżka. Szkoda, że tak późno. Jak ma teraz znaleźć swoją miłość, skoro jest małą, zieloną żabą, jaki normalny człowiek zakocha się w tak paskudnym płazie?
– Myślę, że sam odpowiedziałeś sobie na to pytanie– usłyszał głos Katy.
– Co? Jak? Myślałem, że sobie poszłaś. I gdzie ty jesteś? Nie widzę cię.
– Przed tobą ropucho. A raczej nad.
Rzeczywiście. Nad jego głową, na małych skrzydełkach unosiła się dziesięciocentymetrowa postać Katy w długiej, czarnej sukni.
– Proszę cię. Tylko nie ropucha. Zmieniłaś mnie przecież w żabę.
– Szczegóły– burknęła.
– Skoro już zrozumiałem swój błąd, może byś mnie tak łaskawie odmieniła?
– Co? Chyba żartujesz. Żebyś znowu igrał z dziewczęcymi uczuciami? Mowy nie ma.
– No weź, nie bądź taka.
– Nawet, gdybym chciała, a uwierz mi, nie mam na to najmniejszej ochoty, to nie mogę cię z powrotem odmienić. Zaklęcie pryśnie dopiero po pocałunku prawdziwej miłości.
– Kochana, chyba za dużo bajek czytasz. Jaki człowiek zakocha się w żabie. Myślisz, że dziewczyna jest do tego zdolna?
– Jak nie dziewczyna, to chłopak. Dla ciebie to chyba żadna różnica. Ciesz się, że byłam na tyle łaskawa, że dałam ci wybór.
– Świetnie. Może mam ci za to jeszcze podziękować?
– Nie ma za co.
– Nie kpij sobie, dobra? Kto mnie tu niby znajdzie? A jeśli nawet znajdzie, to co z tego? Myślisz, że ludzie przychodzą sobie tutaj, żeby pogawędzić z gadającymi żabami?
– Ja przyszłam, żeby z tobą pogadać.
– Bardzo śmieszne, wiesz? Ty akurat nie powinnaś się w tej sprawie wypowiadać.
– Nie jesteś zbyt miły. Popracuj lepiej nad swoim charakterem, bo tylko to ci zostało. Na te zgrabne żabie udka nikogo nie złapiesz.
– Poczekaj tylko. Jak tylko odzyskam swoją dawną postać, to…
– To co? Zmienisz mnie w żabę?
– Okropna jesteś, wiesz?
– I vis a vis, mój książę. Bywaj. Ja lecę, bo się wyspać muszę. Tobie też radzę. I uważaj na współlokatorów. Mogą się mścić za to, że w nie kamieniami rzucałeś.
– A ty skąd…
– Powiedziały mi, głuptasie. Jak na ciebie czekałam, ucięłam sobie z nimi miłą pogawędkę. Swoją drogą, mógłbyś się od nich uczyć, jak rozmawiać z damą. Słodkie słówka to nie wszystko– powiedziała i zniknęła, jak ostatnim razem.
– Świetnie. Po prostu świetnie. Teraz nie zasnę ze strachu, że mnie jakaś żaba w nocy udusi. Chyba że zaszyję się gdzieś w trawie… albo lepiej nie. Juan wstaje wcześnie rano i mogę nie zdążyć przed nim, i może mnie rozdeptać… Lepiej w krzakach– powiedział i pokicał w stronę krzewu róży.– Muszę jeszcze coś wymyślić, żeby nie zrobili nalotu na smoczą jamę… Ale sam nic nie zdziałam…
– Mike, Mike!– zawołała Marg.
– Co się stało, kochanie? Dlaczego krzyczysz? I gdzie Richard? Miałaś go przyprowadzić. Wszyscy już czekają. Już się zaczynałem bać, że cię podrywa…
– Wiesz dobrze, że tylko się przyjaźnimy… Słuchaj Mike, on zniknął. Nigdzie go nie ma. Wszędzie go szukałam– powiedziała zdenerwowanym głosem.
– Jak to go nie ma? A w pałacu?
– Wszędzie sprawdzałam, Mike. Ostatnią osobą, która go widziała był Juan. Nad stawem. Potem jakby wyparował.
– A co, jeśli smok go porwał?
– Co wy wszyscy z tym smokiem?!
– Smok? Co się stało? Zaatakował pałac?– usłyszeli głos królowej.
– Nie, wasza wysokość– odparła Marg.
– To o co chodzi? I gdzie Richard? Kolacja już wystygła– powiedziała rozgniewana królowa.
– Podejrzewamy, że książę Richard został porwany przez smoka– powiedział Mike.
– Ty podejrzewasz, kochanie.
– Z tego, co mówisz, nie tylko ja.
– Raptem trzy osoby z tobą włącznie. Nie ma podstaw, żeby za zniknięcie księcia winić smoka.
–A masz inny pomysł, co się mogło z nim stać?
– No… nie– mruknęła.
–Kochanie! Alexandrze!
– Co się stało, moja droga?– zapytał zdyszany król. Alexander stał za ojcem i tak samo czekał na odpowiedź.
– Smok… Porwał Richarda.
– Co zrobił?!– zagrzmiał król.– No to gad się doigrał. Ciekawe, co przez to chciał osiągnąć? Nie ważne zresztą. Mało mnie obchodzi, po co to zrobił. Michaelu!– zwrócił się do Mike’a.– Wezwij straże. Niech się natychmiast stawią w sali narad. Trzeba w końcu unieszkodliwić tego gada. Mogłem przewidzieć, że kiedyś do tego dojdzie.
Marg stała za Mike’iem i niedowierzała, że to się dzieje naprawdę. Przecież nie było dowodów na to, że smok w ogóle tu był, a co dopiero porwał Richarda. Pociągnęła go za sobą do najbliższej komnaty.
– Coś ty narobił? A jak to wcale nie smok? Jak to coś innego?
– Zastanów się, co innego mogło się stać. Już od jakiegoś czasu mamy z nim problemy.
– Skąd wiesz, że to wszystko, co się ostatnio dzieje, to wina smoka?
– A czego innego?
– Nie wiem.
– To jak coś wymyślisz, to mnie zawiadom. Ja muszę iść do sali narad. Ty posprzątaj po kolacji. Chyba nikt nie będzie jej już jadł.
– Jak uważasz. Zobaczysz, że to ja mam rację. Na pewno jest na to jakieś inne wytłumaczenie.
– Obyś miała rację i jak najszybciej wpadła na to, co to jest. Bo mi się nie uśmiecha stawać oko w oko z tą bestią. A jak znam życie, to prędzej czy później przyjdzie mi to zrobić.
– Chyba nie myślisz, że cię wypuszczę na takie niebezpieczeństwo. Naprawdę wolę jak pracujesz po godzinach, niż jakby cię w ogóle nie było.
– Wiem Marg. Kocham cię.
– Ja ciebie też. Lepiej już idź. Na pewno już tam na ciebie czekają.
– Raczej wątpię. W końcu ja miałem wezwać wszystkich na zebranie.
– To idź już, bo król się wścieknie. I zrób coś dla mnie.
– Co takiego?
– W miarę twoich możliwości postaraj się opóźnić całą akcję.
– Postaram się. Ale raczej niewiele jestem w stanie zdziałać.
– Porozmawiam jeszcze z księciem Alexandrem. On chyba nie bierze udziału w naradzie, prawda?
– Nie jestem pewny… Wiesz co? Jakby co, to coś wymyślę. Powiem, że zajmuje się sprawami poddanych czy coś tam. Może nie będą pytać. A ty idź do niego i z nim pogadaj. Może on zna jakieś kryjówki czy coś w tym stylu, albo domyśla się, co się mogło stać… Ja naprawdę muszę już lecieć.
– To do zobaczenia.
Alexander właśnie wychodził na naradę, gdy wpadła na niego Marg.
– B… bardzo przepraszam, wasza wysokość.
– Nic się nie stało. Chciałaś coś Margaret?
– Ja… ja tylko…– zaczęła się jąkać. Nie wiedziała co powiedzieć.
– Jak chciałaś posprzątać, to możesz wejść– powiedział chłodnym głosem.
– Nie… Ja muszę z tobą… z księciem porozmawiać. Możemy wejść do środka?
– Ale spieszę się na naradę. Czy to nie może zaczekać?– zapytał i spojrzał na nią chłodnym wzrokiem. Marg aż poczuła zimny dreszcz przebiegający jej po plecach. Nic dziwnego, że Richard się go boi.
– Obawiam się, że nie. To bardzo ważne. I dotyczy pańskiego brata.
Alexander spojrzał na nią bystrzej, lecz wyraz jego twarzy nie uległ zmianie.
– Zapraszam do środka. I oby było coś warte to, co masz mi do powiedzenia. Ja naprawdę nie mam czasu na głupie pogaduszki.
Marg wzięła głęboki oddech i weszła do komnaty Alexandra. Ten mężczyzna był przerażający. W ogóle nie okazywał emocji. Jakby naprawdę miał serce z lodu. Wygląda, jakby wcale nie przejął się zniknięciem brata.
Alexander usiadł na swoim fotelu przy biurku i wskazał kanapę obok. Marg posłusznie usiadła i spojrzała na księcia, próbując ukryć strach.
– To co było tak ważne, że nie mogło poczekać do końca narady?
– Uważam, że ta cała narada jest bez sensu. Że smok jest niewinny. Na pewno ktoś by zauważył, gdyby smok zaatakował królestwo. Tak naprawdę przecież nikt go nie widział w jego granicach.
–To nie dowodzi…
– Wiem. Nie dowodzi, że go wcale nie było. Ale jakie są podstawy, żeby go oskarżać?
– Po pierwsze, niegrzeczne jest przerywać w środku zdania– powiedział poważnym głosem i zmroził dziewczynę swoim spojrzeniem. Marg z trudem powstrzymała się od potarcia swoich ramion. Od tego spojrzenia zrobiło jej się zimno.– Po drugie, możesz mieć rację. Ale co chcesz z tym zrobić? Co proponujesz?
– Czy ja wiem? Najprostszym rozwiązaniem byłaby rozmowa.
– Sugerujesz, że można się dogadać ze smokiem?
– Słyszałam, że podobno smoki potrafią mówić ludzkim głosem. Spróbować nie zaszkodzi. W bezpośrednim starciu człowiek i tak nie ma ze smokiem żadnych szans. A rozmowa może wszystko wyjaśnić.
– Masz rację. Porozmawiam z nim. Wyjeżdżam jeszcze dziś. Powiedz ojcu, że wyjechałem w ważnej sprawie dotyczącej dobra naszego królestwa. Nie skłamiesz, bo to przecież prawda. Jeśli rozwiążę konflikt ze smokiem, to wyjdzie na dobre dla królestwa. Lepiej takiego gada mieć po swojej stronie, a nie przeciwko niej. Biorę Regenta– powiedział i zniknął dziewczynie z oczu. Została sama w pustym pokoju.
***
CDN

4 thoughts on “Fanfic by Saki – Żaba, smok i zwariowana wróżka Cz. 2

  1. Gordon pisze:

    Niezle! Alex skonczy w lozku Smoka a jeszcze o tym nie wie buahahaha. Tylko co na to mlody ktory jest chyba troche zafascynowany nowym kumplem. Rush ma problem ]:-> jestes laska dla niego wyjatkowo podla xD Swietna akcja, czekam na nexta.

  2. Yaoistka^^ pisze:

    Huehue! Katka i Shivunia zadowolone z fanfika, a ja kurcze jestem zauroczona!!! ^^ Pięknie Saki, coś ty przez tyle czasu robiła? Trzeba było wcześniej dodać swoje twory ;)

  3. Shivunia pisze:

    Ej! Ja chce dalej! Wkręciłam sie na tyle dmuchając materac, że nie zauważyłam nawet kiedy go napompowałam. A jakie było moje oszołomienie kiedy skrolując z zapartym tchem, dotarłam do gwiazdek i CDN. To było… takie traumatyczne. Bo strasznie się wkręciłam. I dumałam caaaaaały czas, kto pierwszy uda się do pieczary. Rush na swoich zgrabnych żabich nóżkach, na które mógłby skusić może jakiegoś francuza, czy Alex aby… i nie widziałam po co miałby tam jechać. Jako pierwszy ochotnik do zgładzenia smoka? Ne, to było zbyt podejrzane i nie pasowało do Alexa. A ty tak ładnie wybrnęłaś z tego. Rozmowa! Broń ostateczna Alexandra Greya.
    W ogóle role postaci sa genialnie dopasowany. Juan hahahaha… nie powinnam się śmiać, ale rola ogrodnika tak mi do niego pasuje. To takie stereotypowe, bo meksykanie kojarzą mi się z ogrodnikami. A on najbardziej sie kojarzy z meksykaninem XD W ogóle, już widzę jak znajduje w kwiatku róży wróżkę. I trochę zajeżdża Calineczką XD
    Oh, oh, w ogóle Jason ma przejebane. Ale to juz kat wspomniała. W ogóle rozkmina Rusha też była bardzo cenna. Że nie zawsze piękny ma piękne wnętrze. Resztę znasz XD
    oooooh, chce dalej! Bardzo mi się podoba. Mogła bym takie bajki czytać hie hie hie
    Dzięki wielkie ;)

  4. Katka pisze:

    Najbardziej w tej części podobało mi się, jak szybko wszyscy nabrali pewności, że to smok jest winowajcą XD Zrobiłaś to tak zgrabnie i naturalnie, że wręcz sama się w tym łańcuszku zagubiłam XD Rozkosznie, ale ooooch biedny Jason! Znowu wszyscy coś do niego mają, a on jest niewinny! Snif, uczepili się go jak rzep psiego ogona! Ale jest plus – Alex jedzie porozmawiać ze smokiem… i czuję, że na rozmowie się nie skończy XD Och, och, szykuje się intrygująca scenka, nie mogę sie doczekać :D No i Rusha też szkoda, chociaż tutaj mam wrażenie, jeszcze większy dupek z niego wyszedł XD Dobrze, że zaczyna rozumieć swój bład, teraz musi tylko czekać na prawdziwą miłość :D I wplecenie innych postaci z FDTS też mi się bardzo podoba :D Rozkoszna część, dzięki wielkie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s