Bonus – Tarta cytrynowa

Prawie co minutę piwne oczy gospodarza tego niedużego, zagraconego domku wpatrywały się przez szybkę piekarnika do jego gorącego wnętrza, gdy Ridley czuwał z napięciem nad stanem cytrynowej tarty. Tak naprawdę pierwszy raz piekł coś dla Alberta, więc liczył na to, że w odpowiedzi usłyszy przynajmniej „ujdzie”. Albert, jeśli mu nie smakowało, wyrażał to bardzo szczerze i bez skrupułów. Zresztą, komentował w taki sposób wszystko, co go otaczało. Taka cecha mogła być zarówno wadą, jak i zaletą. Ridley dzięki temu wiedział, co mężczyzna naprawdę myśli, ale bywało to czasami przykre, kiedy komentarz był niepochlebny.
Znowu kucnął przed piekarnikiem, mimo że zegarek mówił mu, że do końca pieczenia zostało jeszcze pięć minut. Nie chciał przypalić ciasta. Nie mogło być zbyt twarde. Westchnął, poprawił okulary, które mu się obsunęły i uniósł się, wycierając bez celu dłonie o jasnozielony fartuszek we wzorki w kształcie białych kokardek. Gdyby faktycznie były brudne, miałby bardzo dobre wyczucie czasu, bo właśnie do drzwi ktoś zadzwonił. W sumie, było niemal pewne, że to Albert, tym bardziej, że było to pojedyncze naciśnięcie dzwonka, a nie, jak robił to listonosz czy kurier, wielokrotne, aż ktoś w końcu przyjdzie. Albert był oszczędny… we wszystkim.
Ridley odetchnął i spróbował bezskutecznie zaczesać włosy do tyłu, co jedynie pogorszyło sprawę, bo te jeszcze bardziej się rozburzyły. Wyszedł z kuchni, by otworzyć. Zapomniał przy tym zdjąć fartuszek, więc wyglądał niezbyt reprezentatywnie.
Albert, który stał w drzwiach, od razu zmierzył go spojrzeniem swoich ciemnych oczu. Potem spojrzał pytająco na twarz gospodarza spod wysoko uniesionych brwi.
Nie poczekał na odpowiedź, tylko wszedł do środka i podał partnerowi papierową torbę, zaczynając się rozbierać ze skórzanej kurtki na motor. Jak zwykle prezentował sobą dość buntowniczy image.
— Co tam jest? — zapytał blondyn, ale i tak zajrzał do torebki, na ślepo zamykając drzwi za swoim kochankiem.
— Kruche ciasteczka. Ale z tego co czuję, nie będą potrzebne — odparł, nie krepując się i samemu kierując się do kuchni zaraz po tym, jak się rozebrał. Był ciekaw, co to znowu Ridley wymyślił.
Gospodarz szybko podążył za nim, a właściwie prawie że pobiegł. Ciasteczka położył na blacie i kucnął przed piekarnikiem.
— Najwyżej zjemy je potem, nie zmarnują się. A tarta jest już chyba gotowa — ocenił i wyłączył kuchenkę, by wyjąć ciasto. Nie był jednak pewien i kolejny raz w swoim życiu doszedł do konkluzji, że dużo łatwiej wyciągać wnioski z obserwowania ludzkich zachowań niż pozbawionych uczuć, emocji i motywów przedmiotów martwych. Prawa fizyki były dla niego trudniejsze do zrozumienia. — Będzie ci smakować — zapewnił, mimo że nie był tego w stu procentach pewien, ale wiedział, że pozytywne podejście dobrze działało na efekt końcowy.
— Jeśli tak mówisz — Albert rzucił luźno i zaciągnął się zapachem, gdy tylko piekarnik został otwarty. — Na razie dobrze pachnie. Chcesz kawę? — zapytał, samemu już sięgając po kubek dla siebie.
— Tak — poprosił Ridley i z użyciem rękawic kuchennych postawił pięknie wypieczoną tartę na desce.
Na cienkim, ubitym cieście była cytrynowa, ścięta masa, której wierzch stanowiła delikatna piankowa warstwa. Żółty kolor może nie był tak intensywny, jak sobie zamarzył gospodarz, ale na pierwszy rzut oka nie było najgorzej.
Sięgnął po nóż i zaczął ją kroić. Równocześnie zapytał:
— Mógłbyś zostać na noc?
— Nie powinna trochę ostygnąć? — Albert zwrócił drugiemu mężczyźnie uwagę, jednocześnie wstawiając wodę na kawę. — I mogę zostać, ale nie brałem żadnych rzeczy na zmianę, więc jutro albo nie ruszamy się z łóżka, albo rano muszę pojechać do siebie po jakieś ubrania.
— Mhm… — Ridley rzucił dość nieprzytomnie, analizując tartę. Zrobił już dwa nacięcia i mógłby wyjść pierwszy kawałek, ale nie wiedział, czy powinien, skoro Albert mu zasugerował coś innego. Rozleci się? A może krem zacznie się rozpływać?
— Zostaw ją tak i chodź do salonu — Albert zasugerował, kiedy tylko przygotował kawę do zalania gorącą wodą i wyjął śmietankę z lodówki. Sam wyszedł pierwszy.
Ridley zagryzł wargę, jeszcze chwilę walcząc ze sobą. Chciał, żeby Albert skosztował i ocenił, ale może miał rację. Wziął więc torebkę z kruchymi, pachnącymi orzechami ciasteczkami i wyszedł za nim.
W salonie jak zwykle był dość duży bałagan. Sporo książek walało się w dziwnych miejscach, a na kanapę rzucony był byle jak koc, w który wczorajszego wieczora zawinął się Ridley, bo było mu nieprzyjemnie zimno. Pogoda ostatnio jakoś nie dopisywała.
Gospodarz szybko go zdjął i przewiesił przez oparcie starego fotela.
— Cieszy cię, że dziś spędzimy razem wieczór? — zagadał.
Albert usiadł na kanapie i przeciągnął się. Zaraz potem skinął na Ridleya, aby usiadł obok niego.
— Dlatego przecież tu jestem. Aby wspólnie spędzić czas.
Gospodarz jeszcze przyjrzał mu się z większego dystansu, oceniając, że ten jest rzeczywiście dość zrelaksowany i niezdenerwowany. Wyglądało więc na to, że nic nie wyprowadziło go dziś z równowagi na tyle, żeby się na nim odgrywał. Uśmiechnął się więc do niego lekko i usiadł dość blisko.
— Nie ma wielu ludzi, z którymi spędzanie czasu cenię bardziej niż na przykład czytanie książek — oznajmił i położył dłoń na udzie mężczyzny.
— I chyba nie ma też wielu ludzi, przy których mógłbyś czytać w spokoju te swoje książki. — Albert uśmiechnął się lekko, położył dłoń na jego i pocałował go w policzek. — Co jest?
Blondyn ucieszył się na widok jego uśmiechu. Albert rzadko się uśmiechał.
— Chciałem, żebyś spróbował tartę — przyznał, okręcając dłoń, by móc spleść z nim palce. — Na początku chciałem zrobić większy placek, taki wysoki, kilkuwarstwowy, ale nie idą mi one dobrze — dodał, nie wyjaśniając, że darował sobie ich robienie, odkąd zrobił taki dla Phila na jego urodziny. Jego były wrócił do domu bardzo późno, nie mówiąc mu o tym wcześniej, bo okazało się, że oblewał urodziny z kumplami. Był więc nieźle wstawiony po powrocie, a po skosztowaniu kawałka ciasta, ostentacyjnie splunął nim na podłogę i resztę wyrzucił do kosza, nim Ridley go powstrzymał.
— Zaraz spróbujemy. Ze słodką kawą ze śmietanką. Spokojnie. Daj mu odpocząć chwilę po pieczeniu. Nie chcesz chyba się denerwować, jak krem będzie spływał albo ciasto przyklejać do noża. Zresztą, nie wiem jak z tartami, ale ciast podobno dla zdrowia nie powinno się jeść za ciepłych.
— Tylko żebyś nie zdążył wypić całej kawy, zanim skosztujesz — zastrzegł Ridley, uważając, że to połączenie będzie na korzyść jego wypieku.
— Spokojnie. Woda jeszcze się nie zagotowała. I obiecuję, że będę pił spokojnie. Co się tak stresujesz? — Albert zapytał już z troską, pocierając kciukiem o jego dłoń. Nie tylko Ridley był tu tym, który umiał wnioskować. Albert nie był głupi i widział, że coś jest nie tak.
Gospodarz odetchnął głębiej. Wolał sam czytać z ludzkich zachowań i odkrywać, jak się czują wewnętrznie, nawet jeśli tego nie okazywali. Był niespokojny, kiedy było odwrotnie. Miał wtedy wrażenie bycia odkrytym i nastawionym na ataki innych.
— Bo… — znowu wziął więcej powietrza do płuc i zapatrzył się na ich dłonie, kręcąc się dość niespokojnie na kanapie. — Zależy mi, żebyś mnie dobrze oceniał.
— Oceniam cię sprawiedliwie. Tak jak mam nadzieję, że ty oceniasz mnie. Wiesz, że nie lubię kłamać dla czyjejś przyjemności, ale nie wiem nadal, czym się tak przejmujesz. Widzę przecież, że coś jest nie tak i że nie mówisz mi wszystkiego — Albert mówił spokojnym, wyważonym tonem, nie okazując zniecierpliwienia tylko wsparcie.
Ridley spojrzał mu czujniej w oczy. Był ciekaw, czy Albert w ten sposób się zachowywał, kiedy kogoś spowiadał. Jeśli tak, to na pewno pomagało, bo sam lubił, kiedy jego kochanek miał tak cierpliwy ton.
— Phil, mój były, nie zawsze doceniał to, co dla niego robiłem. Wyrzucił kiedyś moje ciasto. Całe, razem z formą, tak po prostu. To były jego urodziny, ale powiedział, że zadowoli się wczorajszym kurczakiem i jedyne, z czego był tamtego dnia zadowolony, to z seksu, jak już zjadł i poszliśmy się pieprzyć — opowiedział w końcu neutralnym tonem i sięgnął po torebkę z ciasteczkami, żeby skosztować jedno. Był przy tym lekko zaczerwieniony, bo obawiał się, że ta opowieść wzbudzi w Albercie obawę, że rzeczywiście pieczenie nie jest jego powołaniem.
Albert pohamował swoje emocje. Wiedział, że w tej chwili powinien być wyrozumiały, nawet jeśli temat Phila i to, że ten znowu się pojawiał w ich rozmowie, nie był mu miły.
Zamiast więc westchnąć czy powiedzieć coś pochopnie, sięgnął do przodu i złapał Ridleya za nadgarstek, nim jego palce dotknęły torebki. Przyciągnął go znowu do siebie i łapiąc drugą dłonią za bok twarzy, pocałował go w usta.
— Nie ma podjadania przed główną atrakcją. I poczekaj tutaj, woda już się zagotowała — poprosił i wstał z kanapy. Nim zniknął w kuchni, jeszcze się odwrócił. — I nie myśl teraz o Philu. Nie jestem nim. — Po tych słowach, nie czekając na odpowiedź, zniknął zza framugą.
Ridley zastygł i popatrzył za nim, na moment przestając oddychać. Miał wrażenie, że Albert wyszedł dlatego, żeby nie powiedzieć za dużo, by się przez to opanować i jakoś pohamować. Nie odczytał jednak z jego zachowania negatywnych emocji w stosunku do siebie, więc spróbował się rozluźnić i zamiast zjedzenia ciastek, splótł dłonie na swoich kolanach.
Oczywiście, że Albert nie był Philem, mimo że kiedy pierwszy raz go zobaczył, z tym jego buntowniczym, groźnym „ja”, wydawali mu się dość podobni. Miał zresztą słabość do takich „bad boyów”. Ale im dłużej znał Alberta, tym bardziej upewniał się, że niemalże nic ich nie łączyło. Cieszyło go to i uspokajało. Dzięki temu nie czuł się z nim taki niepewny i wykorzystywany, jak w związku z Philem.
Na gościa długo nie czekał. Ten wrócił już z dwoma kubkami w dłoniach. Jeden ze zdjęciem lasu i jakimś natchnionym cytatem postawił przez Ridleyem na stoliku, a drugi, czarny z termiczną farbą, która znikała pod wpływem ciepła i ukazywała układ słoneczny, zabrał dla siebie.
— Patrzyłem na ciasto. Zaraz będzie można ukroić.
Ridley uśmiechnął się do niego i poprawił swoje prostokątne okulary. Wyciągnął się do kubka i ogrzał na nim dłonie. Lubił zapach kawy.
— Phil był jak krótki, pozbawiony treści e-book, a ty jesteś jak unikatowy egzemplarz prawdziwej książki znaleziony w pachnących papierem odmętach starej biblioteki — rzucił i siorbnął gorącą kawę. Albert wiedział, jak bardzo Ridley nie lubił elektronicznych książek, a jak bardzo uwielbiał te mające już własną historię, pachnące starością i drukiem. Porównanie więc było bardzo oczywiste, nawet jeśli ktoś postronny mógłby go nie zrozumieć.
— Naprawdę się stresujesz tą tartą — Albert po dobrej chwili ciszy, kiedy delektował się tym porównaniem, w końcu odpowiedział i dodał na uspokojenie: — Mam mózg, więc nawet jeśli mi nie zasmakuje, to nie wyrzucę jej do kosza.
Ridley obejrzał się na niego i uśmiechnął lekko.
— Zawsze uważałem, że Philowi brakuje kawałka mózgu. Może właśnie tego odpowiedzialnego za niewyrzucanie ciast — zażartował na swój sposób i odłożywszy kubek, odetchnął i wstał. — Przyniosę po kawałku. Myślisz, że już czas?
— Myślę, że tak i że brakowało mu więcej niż jednego, z tego co o nim do tej pory usłyszałem. I… — Albert zawahał się na moment, ale w końcu też odstawił kawę i wyciągnął rękę do Ridleya. — Chodź tu jeszcze na chwilę.
Gospodarz popatrzył na niego pytająco zza szkieł okularów i wrócił się do kanapy, łapiąc przyjemnie ciepłą dłoń byłego księdza.
— Mhm?
Ten ścisnął ją i pocałował go w lekko spierzchnięte usta.
— Mmm… Już.
Ridley jednak jeszcze przez moment stał i tylko patrzył na niego z lekkim uśmiechem, który samoistnie mu się pojawił na tych jego bardzo bladych ustach. Ciepło rozlało mu się po ciele, jakby było teraz jeszcze gorętsze niż piekarnik, w którym piekł tartę.
Już bez słowa wrócił się do kuchni i bardzo, bardzo ostrożnie przełożył dwa kawałki na dwa, kryształowe talerzyki. Na tę okazję miał jeszcze w lodówce śmietanę w puszce i wypsikał odrobinę na skraj kawałków. Potem sięgnął po widelczyki i z mocno bijącym sercem wrócił do salonu. Wiedział, że magia tkwiła też w samym wyglądzie wypieku, który miał zachęcać do zjedzenia i pobudzić pracę ślinianek. Tak czytał.
— Smacznego — powiedział i podał Albertowi jeden talerzyk, z drugim siadając tuż obok.
— Dzięki. — Brunet uśmiechnął się do partnera pokrzepiająco, po czym wskazał widelczykiem bitą śmietanę. — Z puszki czy robiona?
— Z puszki. Nie miałem kiedy ubić sam, bardzo się dzisiaj spieszyłem. Nawet kawę piłem dziś jedynie z automatu. — Ridley skrzywił się na samo wspomnienie smaku lury, na którą zmarnował pieniądze.
Czekał w napięciu, aż jego partner spróbuje. Mimo jego zapewnień, że nie wyrzuci ciasta i pewności, że zachowa się z większym taktem niż Phil, nic nie umiał poradzić na swoje podenerwowanie. Lubił, kiedy Albert był szczerze zadowolony, a zadowolenie go nie zawsze było łatwe.
— I tylko jedną? — Albert aż się skrzywił, po czym zepchnął bitą śmietanę na bok i spróbował ciasta.
Czuł, że jest obserwowany i przez to aż sam bał się, jak będzie smakowało to, co weźmie do ust. Czy faktycznie będzie niedobre, czy wręcz przeciwnie i Phil okaże się jeszcze większym kretynem niż już był w jego wyobraźni.
Chwilę smakował, próbując dobrze żółtego, cytrynowego kremu oraz ciasta, coraz żywiej przy tym kiwając głową.
— Niezłe. Jeszcze jest ciepłe w środku, przez to jakby miało dwa różne smaki i konsystencje. Ciasto trochę twarde jak dla mnie, ale to tarta, może tak ma być. Ale jest bardzo słodkie i cytrynowe.
Ridley przełknął ślinę, zaróżowił się lekko na policzkach i położywszy talerzyk na kolanach, nagle złapał drugiego mężczyznę za bok twarzy. Pocałował go mocno w usta, wręcz z jakąś pasją. Poczuł przez to na swoich wargach smak ciasta, który w połączeniu z zapachem samego Alberta był bardzo, bardzo dobry.
— Cieszę się — zakomunikował, chociaż nie trudno było tego nie zauważyć po tej ekspresji, jaka wymalowała się na jego twarzy.
— Widzę. I dla kawałka ciasta było tyle nerwów? — Albert uśmiechnął się pobłażliwie i wziął do ust kolejny kawałek. Szczerze smakowało mu to ciasto, więc sobie nie żałował. Było słodkie, ale Ridley z cukrem nie przesadził. Zresztą, rzeczywiście czuć było ten kwasek cytrynowy, który dawał tarcie odpowiednią harmonię smaku.
— Wiem, że to się wydaje trywialne, ale to dla mnie bardzo ważne — Ridley postarał się wytłumaczyć spokojnym tonem, chociaż było widać, że naprawdę nie było to dla niego błahostką. Był już jednak uspokojony aprobatą Alberta, więc sam mógł zabrać się za jedzenie swojej porcji. — Podobnie dla ciebie pączki to nie tylko pączki.
Albert skrzywił się i nie odpowiedział, póki nie zjadł jeszcze jednego kawałka tarty.
— Czyli obaj mamy skrzywienie na punkcie wypieków. — Westchnął ciężko, nie chcąc mieć z donatami za dużo do czynienia. Lubił je, ale za każdym razem, kiedy je jadł, myślał o Walterze. — A jakie to było ciasto?
— Takie ciemne całe. Kakaowy biszkopt, dwa razy przełożony masą orzechową, taką ze zmielonymi orzechami. Był polany z góry polewą czekoladową. Ułożyłem jeszcze na górze płatki migdałowe — dodał z lekkim uśmiechem, po czym odchrząknął i zapchał policzki tartą. — Może jakieś łupinki od orzechów się dostały do masy… Albo polewa była za mało słodka…
— Jeśli nie był uczulony na orzechy, to nawet jeśli tak by było, to nie powinien go wyrzucać. Ale teraz chociaż wiem, jakie ciasto przywodzi ci złe wspomnienia.
— Może dlatego zrobiłem tym razem całe jasne. — Ridley dopiero teraz to spostrzegł. Zrobił to zupełnie podświadomie. — A ty lubisz piec? — zainteresował się, popijając ciasto kawą i siedząc na tyle blisko Alberta, żeby móc czuć go bokiem ciała.
Albert pokręcił głową, bo jeszcze miał pełne usta.
— Nie bardzo. Nie jestem wielkim fanem słodkiego, może z tego powodu mnie nie ciągnie, aby piec coś na własną rękę. A jak już coś, to idę i kupuję, chociażby takie ciastka. Którym nic nie będzie, jeśli poleżą dwa czy trzy dni.
Ridley chętnie zapytałby, czy może Walter piekł coś dla niego, ale już zauważył, że ilekroć temat byłego kochanka Alberta powracał, ten znacznie pochmurniał. Zresztą, sam też nie lubił wspominać swojego dawnego związku, więc rozumiał go.
— Dobrze, że lubisz kawę, to nas łączy — zauważył z uśmiechem, jakoś tak na chwilę zapatrując się na pełne policzki partnera. Musiał głębiej odetchnąć. — Pasuje do ciebie kawa. Tina, ta nowa dziewczyna w redakcji, która podaje kawę, bardzo cię lubi, bo zawsze pierwsze realizuje twoje zamówienie. Plotkowała o tobie z inną dziewczyną na dole, blisko mojego stanowiska.
— I co mówiły? — Albert spojrzał na partnera z zainteresowaniem, kiedy już zjadł ostatni kawałek ciasta. Jadł systematycznie. Od najwęższego miejsca po brzeg już bez kremu. Odstawił talerz z niezjedzoną w całości bitą śmietaną. Tylko trochę zwilżył w niej suchszą końcówkę.
— Tina mówiła, że widziała cię na motorze w skórze i przedstawiasz jej ideał prawdziwego mężczyzny. Im dłużej o tobie mówiła, tym bardziej jej skóra wilgotniała na skroniach i czole. Podniecasz ją — Ridley zrelacjonował swoje obserwacje, również dojadając ciasto. Kiedy sięgnął po kawę, przytulił się bardziej bokiem ciała do drugiego mężczyzny, znowu wolną ręką odnalazłszy jego dłoń.
— W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak jej współczuć i modlić się, aby to zauroczenie szybko jej minęło i ukierunkowało się gdzieś w odpowiedniejszej osobie — Albert mówił spokojnie, trzymając w jednej dłoni ucho kubka, a w drugiej palce Ridleya. Powoli się nimi bawił, prostując je, czy zginając.
— Może się jej uda. Jest bardzo ładna, pracownicy się za nią oglądają — Ridley dalej opowiadał o swoich spostrzeżeniach. — Byłem rozbawiony, że tak cię zachwalała, a to ja mogę się cieszyć tym, że z tobą jestem.
— Więc podobało ci się, że umawiasz się z kimś, kto się podoba?
— Tak. To przyjemne, nawet jeśli nie pochwalę się tym nikomu. A ty co myślisz o spotykaniu się z „dziwakiem” i „odludkiem”? — zapytał, przyglądając się Albertowi ciekawiej i pogłaskał kciukiem jego dłoń.
Były duchowny jednak nie odpowiedział na zadane pytanie, a patrząc na Ridleya, sam zapytał:
— Tak słyszysz, że jesteś nazywany?
— Zdarza się. Najczęściej w postaci takiego gestu — zrobił palcem wskazującym spiralę przy swojej stroni — kiedy rozmawiają o mnie na uboczu. Nawet nie wiedzą, ile sami mają zaburzeń psychicznych. A może wiedzą, ale to, jaki ja jestem, jest dla nich bardziej widoczne.
— A ten, który się im podoba, jest jeszcze dziwniejszy niż ten ich „dziwak”. — Albert westchnął ciężko i przyciągnął dłoń Ridleya do swoich ust. Pocałował ją lekko i puścił, obejmując go w ramionach. — Pasujemy do siebie bardziej niż tylko przez uwielbienie do kawy.
— Mało jest par, które potrafią tak długo jak my leżeć na kanapie naprzeciwko siebie i czytać równocześnie książki — przyznał Ridley, które te momenty bardzo, bardzo lubił. Kiedy przykrywali się kocem i mieli na siebie widok ponad skrajem książek, mogli dyskutować o tym, co czytają i czytać sobie na głos co ciekawsze fragmenty. Było przyjemnie nawet wtedy, kiedy jedna strona skończyła wcześniej i tylko czekała, aż partner skończy albo przerwie. Nie przeszkadzali sobie w tym. Albert bardzo cenił to, że może w spokoju zabrać laptopa do łóżka i pisać, a Ridley nie będzie się nudził. Albo że będzie oglądał telewizję, nie rozumiejąc, że chce z nim przebywać, ale nie chce żadnego hałasu.
— Więc jeśli o tym mowa, to ukrój nam jeszcze po kawałku ciasta, a ja wezmę prysznic i przeniesiemy się do łóżka. Z chęcią wyciągnę nogi.
Blondyn od razu uśmiechnął się po tej propozycji. Ciasto najwyraźniej smakowało Albertowi, ale teraz już wiedział, że musi mu dać bez śmietany. Jednak zanim wstał, wychylił się jeszcze i pocałował go lekko w usta.
— To idę — oznajmił, biorąc oba talerzyki i puste kubki po kawie.
Były duchowny uśmiechnął się lekko. Nie dodał już nic, tylko zostawiając paczkę ciastek na stoliku, poszedł znaleźć sobie świeży ręcznik i skorzystać z łazienki.
Wyglądało na to, że będzie to przyjemny wieczór. Ridley był ciepłolubny, więc w domu temperatura była bardzo odpowiednia. Do tego dbał też o wysoką jakość kawy, a nawet jeśli Albert nie miał ze sobą żadnej książki, to imponujące zbiory gospodarza sprawiały, że nie mógł się nudzić. No i ta tarta, którą teraz Ridley kroił na pewno z poczuciem dumy po pozytywnym odzewie z jego strony. Jego życie naprawdę wyglądało teraz tak, jakby nie miał trzydziestu lat, a dużo więcej i zupełnie jakby jego staż w związku był na zaawansowanym poziomie. Liczyło się, że dzięki temu czuł równowagę w swoim życiu. Wreszcie.

17 thoughts on “Bonus – Tarta cytrynowa

  1. Katka pisze:

    Yuu, awww, czytałaś Tartę cytrynową :D Lubię ten bonus (haha, skromność) A tak na poważnie, właśnie albo sentyment skłania do trzymania prezentów albo nie wiem… no jakieś poczucie, że druga osoba się kurde postarała. A nawet jeśli się pozbyć, bo nie pasuje/nie podoba się/jest bardzo zbędne to raczej tak, by darczyńca nie wiedział. Phil niestety był bardzo… nietaktownym dupkiem. Boże, aż współczuję z tymi naleśnikami XD Ja bym nie pogardziła niczym, co by ktoś mi zrobił do jedzenia, haha. No, chyba że byłoby to coś z selerem lub koperkiem. Pozdrowionka ;)

  2. Yuu. pisze:

    Aw, lubie ten paring, słodki jest :D Hm, dość bezczelnie wyrzucić tak kogoś robotę. Ja nie potrafię oddać komuś innemu mojego starego prezentu na urodziny, który dostałam kilka lat temu, mimo ze mi sie nie podoba, po prostu jest mój i koniec XD
    I myślę, że chyba każdy w swoim związku pragnie być doceniony, przynajmniej widzę to tak jak Ridley. Ostatnio jak robiłam naleśniki, to chciałam go tak jakoś bajerancko przewrócić i pochlapałam sie gorącym olejem, a moja dziewczyna stwierdziła, że ona lubi też jeść desery lodowe i może spróbuję takie robić zamiast tkich naleśników XD
    Denerwuje mnie tutaj ciągłe porównywanie do książek i wspominanie jak to lubią czytać razem/ przy sobie książki, trochę monotonne
    Pozdrawiam
    Yuu

  3. Basia pisze:

    Witam,
    och aż sama nabrałam ochoty na tartę cytrynową, Ridley bardzo się starał aby Albertowi mu smakowała… na miejscu Ridleya bym wyjęła to ciasto i wywaliła na Phila…
    mnóstwo weny życzę…
    Pozdrawiam gorąco

  4. Shivunia pisze:

    Marta >> prawda. Jak nie ciastem, to patelnią!

    Another >> co nie? Sporo tego ostatnio u nas i fajnie, że czytelnicy tworzą ;D Nawet fiki potrafią nas nieźle do pisania zmotywować. No i reszta ma więcej do czytania ;) Potwierdzam, że Phil powinien dostać po pysku, dupek jakich mało.

  5. Another69 pisze:

    Ojjjj tak… Czekałam na to od dawna xD Cudo. Uwielbiam ich. A Phil powinien dostać w mordencję, parokrotnie.
    Jestem głodna…
    I cholera, Wasza strona została napadnięta przez mnóstwo Fików i bonusów ostatnio xD

  6. Yaoistka^^ pisze:

    Katka o czym ty mówisz!? xD Uzależniacie nas od siebie to dawajcie dalej te słodkości! ^^ mniam *,,*

  7. Katka pisze:

    Yaoistka, czasami mam wrażenie, że powinno się nas zamknąć, za powodowanie cukrzycy u takich rzeszy ludzi XD

    Sharon d’Arc, taaa, zawsze to tak działa z tym jedzeniem. Jak Charlie robił z Ryanem corn dogi w którymś rozdziale, to też nas naszło, by samemu spróbować. Wczoraj nawet znowu je jadłyśmy, bo dobre XD No i całkiem niezłe miejsce na Twojej liście ulubionych par! Kto by się spodziewał, a niby tak niewiele ich było :) Fajnie, fajnie. To przebywanie w nieskrępowanej ciszy to faktycznie niezły atut. Świadczy zdecydowanie o tym, jak luźno i swobodnie się potrafią czuć w swoim towarzystwie. No i tak, Ridley umie czytać z Alberta, chociaż początki nie były łatwe, w końcu często go wprawiał w niekomfortowe samopoczucie, bo jeszcze nie umiał wyczuć granicy, ale chyba widać, że jest już lepiej :) I zgadzam się w 100%, że spełniłby się jako detektyw! A Phil… no cóż, niestety dobrzy ludzie nie zawsze trafiają na dobrych ludzi.

    Saki, nooo, Phil to dupek do kwadratu. W sumie dobrze, że Albert osobiście go nie poznał, bo pewnie miałby podobne odczucia jak Ty. I chętnie by dał im upust, bo znamy Alberta na tyle, by wiedzieć, że raczej mówi, co myśli. A o Philu nie myśli dobrze. I tak, nie mieszkają razem, to jeszcze nie taki etap związku, niemniej z tego, jak się nieźle dogadują, wnioskuję, że są tego bliscy :) Dzięki za komentarz i wenę :D Pozdrawiamy również.

  8. saki2709 pisze:

    Jejku, jak ja ich uwielbiam. A Phil, jejku, jak ja go nie znoszę. Normalnie mnie mierzi, jak o nim czytam. Al i Ridley zachowują się jak takie stare dobre małżeństwo, mimo że, z tego co wyczytałam, nie mieszkają razem. Porównanie do e-booka i książki genialne.
    Więcej takich bonusów.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  9. Sharon d'Arc pisze:

    Rany, aż się głodna zrobiłam T.T A jedzenie po północy nie jest najzdrowszą czynnością. Coś czuję, że dzisiaj będą poszukiwania cytrynowej tarty po cukierniach…
    Ridley i Albert zajmują (razem z Rynną) drugie miejsce jeżeli chodzi o moje ulubione pary. Są tacy spokojni, nie robią nic na „hip, hip, hurra!”. Podoba mi się atmosfera jaka między nimi panuje, w końcu rzadko spotyka się ludzi, z którymi można przebywać w nieskrępowanej ciszy. I czytają książki, duży + za to. Zarąbiste jest także to obserwowanie ludzi przez Ridleya i wyciąganie wniosków, to jest chyba jeden z ważniejszych punktów charakteryzujące ich związek – wie jak się obchodzić z Albertem. Powinien pracować jako prywatny detektyw. Albo w policji. Marnuje się facet w tej robocie, marnuje.
    No i to cudowne porównanie do ksiażek i ebooków. Śmierć elektronicznym! XD Ale nie rozumiem jak Ridley wytrzymywał z tym Przecież West wymiata!Takich ludzi się nie krzywdzi i nie wykorzystuje! Że też sam nie odszedł od , gdy się zorientował co to za palant…
    No, ale teraz jest słodko, więc jest dobrze

  10. Yaoistka^^ pisze:

    Tarta cytrynowa moim zdaniem jest słodziutka a oni dodatkowo to już śmiertelna dawka słodkości! ^^ huehue ]:-]

  11. Katka pisze:

    Tigram, „Lubię ich czytać, bo tu nie ma pewności co ktoś zrobi lub powie.” – trafiłaś w sedno sprawy, bo osobiście też w tym widzę największy plus. To właśnie sprawiało, że dobrze się nam ich pisało, szczególnie same początki, bo udawało im się czasem tak lawirować pomiędzy słowami, że nie do końca byłyśmy w stanie przewidzieć, czy może skończy się katastrofalnie czy nie. A brak pośpiechu to ich znak rozpoznawczy chyba, hehe. Tacy „leniwi” są bardzo ;) Dzięki za komenta :D

    Illita, no właśnie, Ridley taki uroczy, a były taka szuja. Jak ten Phil tak mógł, mając takiego chłopaka? XD Jeśli chodzi o ubite ciasto, to takie… uklepane. Wiesz, jak się czasem nie rozwałkowuje czy wylewa, tylko wysypuje do formy i tak uklepuje. Ono wtedy faktycznie czasem jest twardsze niż takie ucierane. I spoko, jak oni tę tartę wszamali, też głodna byłam XD Ach, to oddziaływanie słowa pisanego XD

    Alexa, więcej będzie, spoko, bo już coś tam w szufladzie jest i czeka na ujrzenie światła dziennego ;) Dzięki za motywację :D

    Yaoistka, hehe, no słodziaki, co nie? XD

  12. Alexa pisze:

    To było swietne! Uwielbiam ich <3 Niepewny Ridley i Opanowany Albert ;D Oby więcej takich bonusów :D

  13. Illita pisze:

    Jestem upośledzona, miało być „a jego były”. No i zgadzam się z Tigram, ten brak pośpiechu i po prostu wspólne bycie, choćby to z książkami jest urocze. I to porównanie z ebookiem było też słodkie :D

  14. Illita pisze:

    Tak… słodko <3 Stężenie cukru przekracza dzisiaj wszystkie normy, tęcza to jedyne co mam w głowie ale to taaaakie fajne <3 Uwielbiam Ridleya, jest taki uroczy! A jego było to taka szuja :/ I też dzisiaj zrobiłam tartę, dziwne uczucie XD Ubite ciasto jest dla mnie nieskończenie abstrakcyjną formą i nie wiem o co miało chodzić zupełnie. I aż sie głodna zrobiłam. Wincyj panie takich cudnych bonusów <3

  15. TigramIngrow pisze:

    Jak ja to lubię! Tę niepewność Ridleya i ten pozorny chłód Alberta.
    No oczywiście, że tylko pozorny. Kurde. Lubię ich czytać, bo tu nie ma pewności co ktoś zrobi lub powie. I czuć takie coś w powietrzu, to staranie się. Nie wiem co to jest, ale tworzy zajebista atmosferę.
    Uuuu… wypomnienie pączków mnie osobiście zabolało.
    No i zacnie. Lubię ich. Za ten brak pośpiechu, nawet wręcz za to zwlekanie i odwlekanie. Miodzio.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s