Fanfic by Saki – Żaba, smok i zwariowana wróżka Cz.1

Za górami, za lasami, w pięknym zamku mieszkało dwóch braci: młodszy— książę Richard i starszy— książę Alexander, razem ze swoimi rodzicami. Bracia byli do siebie podobni, ale jedynie z wyglądu. Charaktery bowiem mieli tak różne, że rzadko kiedy zgadzali się ze sobą w jakiejkolwiek kwestii. Obaj byli bardzo urodziwymi blondynami o niebieskich oczach, jednak w oczach Aleksandra można było dostrzec odcień szarości, a jego spojrzenie było tak lodowate, że gdyby mogło zamrażać, jego brat z pewnością już dawno zamieniłby się w figurę lodową. Niektórzy mówili, że nie tylko jego spojrzenie jest lodowate, ale że zamiast serca ma bryłkę lodu i że nigdy nie będzie zdolny nikogo pokochać. Obaj byli tak przystojni, że wszystkie damy w królestwie marzyły, by zostać żoną któregoś z nich. Marne jednak były ich szanse, bowiem Alexander miał narzeczoną, którą wybrali mu rodzice (sam by jej nie wybrał, bo ani myślał się z kimkolwiek wiązać), a Richard zmieniał swoje dziewczyny częściej niż jego brat zażywał kąpieli, a był to niemały wyczyn, bowiem Alexander kąpał się co najmniej dwa razy dziennie. Fobię czystości odziedziczył po matce, która bała się zarazków bardziej niż tego, że jakiś smok postanowi zaatakować ich królestwo. Nie lubił zbyt bliskich kontaktów z ludźmi, co można sklasyfikować pod bał się dotyku, więc kontakty z narzeczoną ograniczał do minimum. Nie to, żeby z nią było coś nie tak. Była ładna. Miała długie, ciemne, gęste włosy, zielone oczy, niezwykle urodziwą twarz i szczupłą sylwetkę. Na imię miała Jeane. Nie można było jednak powiedzieć, że kochała swojego narzeczonego, ani on jej. Owszem, dogadywali się ze sobą całkiem dobrze i miło spędzali czas w swoim towarzystwie, jednak miłością nie można było tego nazwać— raczej był to interes zarówno dla niej, jak i całej rodziny królewskiej. Jako że Richard nie był raczej skory do stałego związku i wciąż zmieniał swe partnerki (lub był z kilkoma naraz— bez ich wiedzy), król i królowa całą nadzieję w przejęciu królestwa i przedłużenia rodu pokładali w Alexandrze. Książę był wykształconym i rozsądnym mężczyzną, i zapowiadało się, że będzie dobrym królem, mimo wad, które wytykali mu niektórzy poddani.
Zbliżał się wieczór i słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy książę Richard przechadzał się wzdłuż królewskich ogrodów z jedną ze swoich dziewczyn. Miała ona brązowe oczy i krótko ścięte włosy, które z jednej strony były trochę dłuższe i miały dość niecodzienny— fioletowy— kolor. Miała zgrabną sylwetkę i była o jakieś piętnaście centymetrów niższa od księcia. Ubrana była w fioletową sukienkę do kolan, a na nogach miała baleriny w tym samym kolorze. Zatrzymali się przy stawie, w którym mieszkało kilka żab.
— Oh, Kate, czy mówiłem ci już, jaka jesteś piękna?— westchnął książę i spojrzał dziewczynie głęboko w brązowe oczy.
— Dzisiaj nie— powiedziała i uśmiechnęła się do niego zalotnie.— Powiedz mi.
— Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek w życiu ujrzałem, twoje spojrzenie jest głębsze niż ocean, a uśmiech jak promyk słońca— zaczął swój romantyczny wywód Richard.
— A nie przeszkadza ci mój mały biust?— zapytała nieśmiało. Zawsze miała kompleks na punkcie swojego biustu i wolała się upewnić, że jednak nie.
— Dla mnie najważniejsze jest to, co w środku. A to co na zewnątrz jest tylko miłym dodatkiem— powiedział książę i cmoknął ją w usta.— A ty masz jedno i drugie. Gdyby mi coś w tobie przeszkadzało, to bym z tobą nie był i nie mam tu na myśli wyglądu— dodał jeszcze.
Dziewczyna zarumieniła się na te słowa i spojrzała na staw, w którym odbijało się zachodzące słońce.
— A gdybym miała tylko to pierwsze?— zapytała nieśmiało.— Gdybym była brzydka, czy nadal byłbyś mną zainteresowany? Czy zostawiłbyś mnie dla jakiejś ślicznej lali, a na mnie nawet nie spojrzał?
—Dopóki mam ciebie, nie spojrzę na inną. Wybacz mi moja pani, muszę już iść— powiedział spoglądając na niebo, byle tylko nie patrzeć dziewczynie w oczy. Nie lubił pytań typu „co by było gdyby…?”. Skąd on niby miał to wiedzieć? Nie jest żadnym jasnowidzem i nie potrafił powiedzieć jak by się zachował w danej sytuacji. — Kolacja zaraz będzie podana, a matka nie lubi, jak się spóźniam. Powiedziałem, że dla mnie liczy się wnętrze, więc znasz odpowiedź— dodał nie podnosząc na nią wzroku.— Spotkamy się jutro?
— Pewnie. Będę czekać w ogrodzie przy tym stawie o tej samej porze co dziś— powiedziała, nie do końca wierząc słowom chłopaka. Kocham cię Richardzie.
— Do zobaczenia jutro, piękna— pożegnał się z dziewczyną i odszedł w stronę zamku. Gdy zniknął z pola widzenia Kate, ta powiedziała do siebie cicho, tak by nikt jej nie usłyszał:
— Wkrótce się przekonamy, czy mówisz prawdę, mój książę. Jak kłamiesz, to… nie chciałabym być w twojej skórze — po czym zniknęła, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

***

Za granicą królestwa mieszkał smok zionący ogniem, ale nie był to zły smok, który straszył mieszkańców i pożerał im zwierzynę. Był to całkiem spokojny smok i z całych sił starał się nie wadzić nikomu, jednak ludzie nie rozumieją tego, że on nie chce im zrobić krzywdy i mimo wszystko się go bali. Co jakiś czas zdarzał się jakiś śmiałek, który próbował pozbawić go życia, a wtedy w najlepszym wypadku wracali do domu z przypalonym tyłkiem, w najgorszym— nie wracali wcale. Ze wszystkich sił starał się zrobić im jak najmniejszą krzywdę, jednak niektórzy byli tak uparci, że po prostu inaczej się nie dało, a coraz częściej zdarzali się właśnie ci uparci. To przecież nie jego wina, że sami mu się pchają do jamy i zakłócają spokój. On się tylko bronił. A jako że królowa wyznaczyła nagrodę za zabicie smoka (nie jest to oczywiście ręka księżniczki, bo król i królowa nie mają córki, ale za to duża, a w zasadzie ogromna suma pieniędzy, znacznie przekraczająca roczny dochód niejednego z mieszkańców królestwa), to śmiałków jest coraz więcej. Jama smoka była całkiem dobrze urządzona. W zasadzie nie wyglądała jak tradycyjna smocza jama, raczej jak umeblowana jaskinia. Smok miał na imię Jason i lubił porządek, dlatego też w jego domu takowy panował. Jason był dużym czerwonym smokiem o szarych oczach. Od czubka głowy, wzdłuż kręgosłupa aż po koniec ogona jego ciało zdobiły czarne kolce. Po bokach ciała miał skrzydła, które imponowały swoją rozpiętością i niejeden smok mógłby mu ich pozazdrościć. Tak jak każdy smok, miał także swoją ludzką postać, choć ludzie nie wiedzieli, że te stworzenia umieją się do nich upodobnić. Tak więc, jego ludzką postacią był wysoki, ponad dwumetrowy mężczyzna o rudo—czarnych włosach. Włosy były naturalnie rude, krótko przystrzyżone, a na przez środek głowy jego włosy były dłuższe w czarnym kolorze i przypominały kolce, które miała jego smocza postać. Mieszkał w swojej jaskini sam jak palec i myślał, że nie potrzebuje nikogo, kto mógłby mu towarzyszyć w codziennym życiu, aż pewnego dnia przybył do niego młodzieniec o długich kasztanowych włosach i brązowych oczach. Początkowo smok myślał, że to kolejny śmiałek, który próbuje ukrócić jego żywot, jednak gdy bliżej mu się przyjrzał, zdał sobie sprawę, że chłopak mu nie zagraża. Ba, nie miał nawet przy sobie broni. Wyglądał raczej jak żebrak, niż rycerz wysłany przez królową na samobójczą misję.
— Czego tu szukasz chłopcze?— zapytał chrapliwym głosem Jason w swojej smoczej postaci, kiedy po raz pierwszy ujrzał chłopaka.
— Chciałem tylko sprawdzić, o co takie halo, że całe królestwo trzęsie portkami na samo wspomnienie o tobie i czy to prawda, co o tobie mówią— odpowiedział spokojnie, a przynajmniej taki miał zamiar. W środku cały się trząsł ze strachu. Miał jednak nadzieję, że smok tego nie zauważy.
— Kto cię przysłał? Królowa?— warknął smok.— Kobieta mi normalnie działa na nerwy.
— Nikt mnie nie przysłał. Sam przyszedłem. To powiesz mi jaka jest prawda?
— Dlaczego nie? Żyłem tu sobie spokojnie, nie wadząc nikomu, aż jakiś gość znalazł mój dom i zrobił wielką aferę, że królestwo jest w niebezpieczeństwie. Ja przecież nikomu nic nie robiłem, to oni zaczęli tę wojnę. Dopóki ktoś nie przyjdzie do mnie z zamiarem unicestwienia, nic mu z mojej strony nie zagraża— tłumaczył mu Jason.— Ja jestem pokojowo nastawiony. To ludzie wiecznie szukają dziury w całym. Jakby po wyglądzie można było stwierdzić, czy ktoś jest dobry, czy zły.
— Czyli jesteś dobrym smokiem?— zapytał z niepewnością w głosie. Wciąż nie wiedział, czy może ufać temu przerośniętemu jaszczurowi.
— Nazywaj to jak chcesz. Teraz możesz już sobie iść.
— Nie jesteś rozmowny, co?
— A ty co się przyczepiłeś? Jakbym nie był rozmowny, to byś nie usłyszał ode mnie słowa. Dowiedziałeś się, czego chciałeś, to teraz zmiataj do domu, bo przez przypadek wezmę cię za kolację— burknął, choć tak naprawdę nie miał zamiaru jeść czegoś, co w pewnym sensie wygląda jak on. Czułby się jak jakiś kanibal. Innym smokom może to nie przeszkadza, ale on nie jest taki jak inni. Ma swoje zdanie na ten temat i jego będzie się trzymał.
— Nie smakowałbym ci. Jestem zbyt łykowaty. Poza tym raczej byś się mną nie najadł— powiedział gość a smok zarechotał.
— Skoro tak twierdzisz, to nie będę próbował. Zmykaj już.
— Już mam iść? Przecież dopiero przyszedłem— burknął.— Gościnny to ty nie jesteś.
— Też byś nie był, jakby każdy gość, który przychodził do ciebie w odwiedziny chciał cię sprzątnąć. Na herbatkę i przyjacielskie pogaduchy jeszcze nikt do mnie nie przyszedł. Poza tym mam też dużo innych wad. Czego ty w ogóle ode mnie jeszcze chcesz?
— Tak szczerze to nic.
— To zmykaj do domu.
— Wszędzie, byle nie tam— jęknął.— Skoro rodzice nie akceptują mnie takim jakim jestem, nie wrócę do domu. Już wolałbym, żebyś mnie pożarł.
— Chyba nie wiesz, co mówisz, chłopcze. Wcale nie chciałbyś być pożarty. A ja nie chciałbym cię zjeść. Człowiek, to jedyne zwierzę, którego nigdy nie zjem. I co w ogóle ma znaczyć, że rodzice cię nie akceptują? Wyrzucili cię z domu?— dociekał smok.
— Nie. Uciekłem. Nie potrafię żyć z nimi pod jednym dachem i udawać, że wszystko jest w porządku. Że będę miał żonę i dzieci, a oni będą szczęśliwymi dziadkami.
— Nie chcesz mieć żony?— Chłopak pokręcił głową.— A dziewczynę?— zapytał smok.
— Ja nie lubię dziewczyn… w ten sposób— powiedział nieco zawstydzony, że opowiada o tym nieznajomemu, który na dodatek jest uważany za potwora przez całe królestwo.
Jason przez chwilę milczał, poczym podszedł bliżej chłopaka i uśmiechnął się do niego.
— Powiedz mi… czy boisz się mnie?— zapytał Jason.
— Na początku może i się bałem, ale teraz już nie. Jesteś w porządku panie smoku— zapewnił chłopak, choć nie do końca było to prawdą. Nie bał się, że smok skrzywdzi go specjalnie, lecz przypadki się zdarzają.
— Proszę cię. Jestem Jason— powiedział i wyciągnął do niego wielką łapę, którą z łatwością mógł go zmiażdżyć. Chłopak się wystraszył i zrobił kilka kroków w tył. Smok ponownie zarechotał.— Gdzie ja mam głowę? Przecież mogłem cię uszkodzić. Zdradzę ci pewien sekret, chcesz?
Chłopak tylko pokiwał głową i głośno przełknął ślinę. To stare smoczysko mogło mu zrobić krzywdę nawet, jeśli nie miałoby takiego zamiaru.
— Tylko musisz mi obiecać, że to zostanie między nami— zastrzegł smok.
Chłopak znowu tylko skinął głową. Komu niby miał powiedzieć? Rodzicom, z którymi nie miał zamiaru gadać, dopóki nie zaakceptują prawdy takiej jaką jest? Ryanowi, którego nie widział od wieków i który prawdopodobnie nie chce go widzieć? A może Mike’owi, który się ustawił jako doradca rodziny królewskiej i mieszka w pałacu i tylko czasem udaje mu się znaleźć chwilę na spotkanie z kumplem? Cholerny pracoholik. Poza tym nie jest babą, żeby na prawo i lewo rozgadywać czyjeś sekrety. Smok nic nie powiedział, tylko nagle zaczął się kurczyć, a jego sylwetka zaczynała przypominać bardziej ludzką niż gadzią, aż w końcu zobaczył przed sobą całkiem atrakcyjnego dwumetrowego mężczyznę z dziwaczną fryzurą i całkiem dobrze wyposażonego. Był nagi, więc mógł się mu dokładnie przyjrzeć. Aż bezwiednie oblizał usta na jego widok i zaczął sobie wyobrażać co ten stwór może zrobić z takim oporządzeniem, a raczej jak dobrze może mu zrobić. Poczuł, że się czerwieni, a w spodniach zaczynało mu się robić ciasno. Jason widząc reakcję chłopaka głośno zarechotał.
— Mam się ubrać, czy ci to nie przeszkadza?— zapytał, ale niezależnie od odpowiedzi nie miał zamiaru nic na siebie zakładać. Ubrania były takie niewygodne. Poza tym nie widział sensu w ubieraniu, skoro i tak zaraz będzie się ich pozbywał.
— Umm. N… nie— wyjąkał.— Nie musisz. Tak… jest dobrze— powiedział i głośno przełknął ślinę. Wzwód w jego spodniach robił się coraz większy, a jednocześnie coraz bardziej widoczny i z każdą chwilą robiło mu się coraz bardziej niewygodnie.
— Tak jak myślałem. To jeszcze raz. Jestem Jason— powiedział i wyciągnął do niego dłoń. Chłopak podał mu swoją cały czas bacznie mu się przyglądając. Nic nie odpowiedział.— A ty?
— Hę? Co?
— Twoje imię. Jeszcze mi się nie przedstawiłeś. Chciałbym wiedzieć jak cię nazywać, kiedy cię będę rżnąć. Tak byłoby dużo łatwiej i osobliwiej, niż nazywać cię chłopcem, nie sądzisz?
— Ja… ten… no…— chłopak poczerwieniał na twarzy jeszcze bardziej, o ile to możliwe.— Jestem Charlie.
— A więc mój drogi Charlie, wyskakuj z ciuszków. Pokaż, czy jesteś wart zachodu— powiedział Jason, ale tak naprawdę przeleciałby go tak czy inaczej. Już od dawna z nikim nie był. Teraz, jak nadarzyła się okazja i chłopak sam mu przylazł do domu, a na dodatek był chętny, to dlaczego miałby nie skorzystać?
Charlie wykonał polecenie i już po chwili stał przed smokiem cały nagi i gotowy na mocne wrażenia. Smok oblizał się na jego widok.
— Nie jest z tobą tak źle— powiedział, ale w środku nie mógł się doczekać, kiedy zanurzy się pomiędzy tymi dwoma zgrabnymi, jędrnymi połóweczkami. Podszedł do chłopaka, zatrzymując się na odległość nie więcej niż pięć centymetrów, poczym pochylił się nad nim i pocałował w usta. Jego członek już zaczął reagować. Jak on dawno tego nie robił?
— Muszę jeszcze wiedzieć, czy już to kiedyś robiłeś?— zapytał Jason i spojrzał uważnie w oczy chłopaka. Charlie spojrzał w szare ślepia smoka i pokiwał głową.
— Ja… mój przyjaciel… my…— zaczął się jąkać.
— Nie prosiłem cię młody, żebyś mi się zwierzał, tylko chciałem wiedzieć czy nie muszę być przesadnie delikatny— burknął Jason.
— Um. Przepraszam.
— Nie musisz przepraszać. Chodź za mną.
Charlie wykonał polecenie i po chwili znaleźli się w małym pokoiku, w którym stało podwójne łóżko. Jason popchnął na nie Charliego i sam się na nie wgramolił. Po omacku wymacał szufladę w szafce i wyciągnął z niej jakieś tłuste mazidło jednocześnie całując w usta swojego gościa. Charlie jęknął, gdy poczuł na swojej szparce śliskie palce smoka, które na razie pieściły go z zewnątrz. Po chwili jednak jeden z palców Jason’ a zanurzył się w jego ciasnym wnętrzu. Charcie się już pod nim rozpływał, a smok nawet nie zdążył się jeszcze rozkręcić. To był tylko palec. Co prawda długi i całkiem zwinny, ale jednak tylko palec. Po chwili dołączył drugi, a potem trzeci. Gdy uznał, że chłopak jest gotowy, kazał mu się odwrócić na brzuch. Charlie wykonał grzecznie polecenie, mimo że miał miękkie kolana i nie był pewny, czy się na nich utrzyma. Po chwili poczuł, jak na jego szparkę napiera gorący penis smoka, jak powoli się w nim zanurza i przyjemnie go rozpiera. Doszedł do wniosku, że jednak zbyt powoli, bo powiedział.
— Ja… son. Ach. No weź.
— Co mam wziąć?— zapytał smok i cmoknął chłopaka między łopatkami.
— Wiesz co— powiedział, ale po chwili dodał— Szybciej, bo zwariuję.
Jason spełnił życzenie chłopaka wsuwając się w niego jednym płynnym ruchem. Charlie jęknął przeciągle. Smok dał mu chwilę na przyzwyczajenie, poczym zaczął się w nim poruszać, miarowo przyspieszając.
— Ach. Młody… ale jesteś ciasny— wysapał Jason.
— Dawno… ach… nie używany— powiedział ledwo łapiąc oddech. Jedno trzeba było smokowi przyznać— nie próżnował. Dawno już nikt tak dobrze mu nie robił. Jason też zaczynał oddychać coraz ciężej. Czuł, że długo to już nie potrwa, więc złapał penisa chłopaka i zaczął mu trzepać, jednocześnie ostro posuwając jego tyłeczek. Chciał poczuć, jak ta ciasna dziurka zaciska się na jego penisie. Po chwili Charlie doszedł ze zduszonym jękiem. Smok, czując przyjemne pulsowanie przyspieszył ruchy swojego członka. Chwilę później doszedł głęboko w tyłeczku chłopaka, zalewając jego wnętrze gorącą spermą. Charlie padł zmęczony na łóżko, a Jason położył się na nim, także padnięty. Oboje sapali, jakby przed chwilą przebiegli maraton.
— Eee… Jason?
— Hę?
— Wiem, że jesteś zmęczony i tak dalej, ale może znalazłbyś siłę, żeby ze mnie zleźć… — powiedział Charlie, kiedy udało mu się złapać oddech, ale mimo wszystko jego głos był trochę przytłumiony.— Może i jesteś chudy i tak dalej, ale mimo wszystko do najlżejszych nie należysz… Nie mogę oddychać. I wysuń się wreszcie, co?
Smok zarechotał, ale zdał sobie sprawę, że rzeczywiście miażdży chłopaka, więc podniósł się z niego, wysunął, a na koniec walnął obok niego na szerokim łóżku.
— Podobało się?— zapytał Jason po chwili milczenia.
— Dawno tak dobrze się nie czułem— powiedział szczerze.
— Stary, ale jary, co?— zapytał i znów zarechotał. Charliego zaczynał już powoli wkurzać ten jego śmiech, ale nic nie powiedział. Co, jeśli zmieni zdanie i jednak postanowi go zjeść? Mimo że w tej chwili nie wygląda groźnie— w ludzkiej postaci, po niemałym wysiłku fizycznym, to tak naprawdę jest wielkim smoczyskiem, które może zabić jednym ruchem łapy— nawet, jeśli nie zamierza tego robić.
— Nie taki stary— powiedział tylko.— Raczej w kwiecie wieku— dodał i uśmiechnął się delikatnie.— Wiesz co, Jason?— zapytał, a smok spojrzał na niego pytającym wzrokiem i pokręcił głową.— Jesteś w porządku. I chyba cię polubię.
— Dzięki młody— powiedział smok i uśmiechnął się szeroko, pokazując swoje zadziwiająco białe zęby.— Jesteś pierwszą osobą, która mi to powiedziała.
— Mogę zostać na noc? Jakoś nie uśmiecha mi się szukać teraz noclegu, a zrobiło się naprawdę ciemno.
— Spoko. Mi nie przeszkadza, dopóki nie nasyfisz mi w moim uroczym mieszkanku. Bardzo cenię porządek w moim domu i nie lubię, jak coś mi się wala po podłodze.
— O to bądź spokojny— zapewnił go Charlie. Po chwili zapytał trochę nieśmiałym głosem— Mam pozbierać swoje ciuchy z podłogi?
— Daj sobie dzisiaj spokój. Jutro je sprzątniesz. Teraz śpij— mruknął i zamknął oczy.
— Jason… śpisz?— zapytał Charlie po chwili milczenia.
— Mnm… Nie. Czego chcesz?— powiedział mniej sympatycznie, niżby chciał.
— … Ja… chciałem zapytać…— zaczął się jąkać. Mimo tego wszystkiego, co dziś zrobili, nadal nie czuł się w pełni bezpieczny. Nawet jako człowiek był trochę przerażający.
— Wyduś to wreszcie. Chcę iść spać— powiedział Jason już trochę łagodniej.
— Zastanawiałem się, czy w twoim jakże luksusowym apartamencie nie mam co liczyć na bieżącą wodę?— zapytał, pół-żartem, pół-serio, choć raczej znał odpowiedź. Jason słysząc to parsknął śmiechem. Takiego pytania się nie spodziewał.
— Niestety nie.— powiedział, kiedy wreszcie się opanował.— Nie u mnie takie luksusy. Mam nadzieję, że pobliska rzeka ci wystarczy. Jak chcesz, to cię mogę tam zawieźć na swoim grzbiecie.
— Super. Jeszcze nigdy nie latałem na smoku— zapalił się od razu.
— Się nie dziwię. Wątpię, żeby ktokolwiek dostąpił tego zaszczytu. A teraz idź spać, bo zmienię zdanie i zaraz cię wywalę.
— Dobra. Już śpię— powiedział Charlie i zamknął oczy, lecz mimo zapewnień wątpił, że zaśnie dzisiejszej nocy. Ten dzień był pełen wrażeń. A jutro przejażdżka na grzbiecie smoka! Nie. Na pewno nie zaśnie— stwierdził, ale nie minęło pięć minut, a spał jak kamień, przytulony do pleców Jason’a. Ten tylko westchnął i mruknął pod nosem „chyba się starzeję” , pokręcił głową i chwilę po tym też zasnął.

***

CDN

Dodatkowo Jay smok w wykonaniu Saki :D

Jay czerwony smok

6 thoughts on “Fanfic by Saki – Żaba, smok i zwariowana wróżka Cz.1

  1. Shivunia pisze:

    Ah, moje tępo czytania. Ale przeczytane. Zakochałam sie w początku. tak fajnie bajkowo i luźno napisany. Bardzo, bardzo fajnie się takie rzeczy czyta. Tym bardziej, że te wszystkie bajkowe stwory i postacie tak pasują do postaci. A jeszcze jak udaje sie, tak jak tobie, tak pokazać ich zarys charakteru, to w ogóle miodzio.
    Jay jest biedny. Gnębią go w jego jamce. Dobrze że Charliątko przyszło i go zaspokoiło.
    Ciekawa jestem a) co zastaną nad rzeczką, oczywiście jak to rozwiniesz b) jaka kara spotka Rusha. W ogóle, jak się go czyta to jeszcze bardziej rzyga się tęczą niż jak się go pisze.
    Niemniej, bardzo jestem ciekawa kolejnej części, a za tą pięknie dziękuje :D

  2. Katka pisze:

    Saki, stanowczo nalegam, by takich rzeczy nie trzymać w szufladzie! Jak mogłoby się nie podobać?! Lubimy takie bajki, hehe :D I bardzo się cieszę, że będą aż 4 części :D

  3. saki2709 pisze:

    Katka >> Cieszę się, że się podobało i że udało mi się mniej więcej sprawić, że postacie przypominają swój oryginał. Właśnie tego się obawiałam. A czy będzie happy end? Po moim fiku do NBTS uznałam, że przyda się coś lżejszego, więc mi taka bajeczka wyszła. Więc happy end musi być :) Ale czy happy dla wszystkich? Jeszcze się nad tym zastanowię XD

    Gordon >> Hehe. Tak. Nie ma to jak dobra klątwa na złego księcia XD
    Cieszę się, że się podobało.

    Yaoistka >> To się cieszę :) Mam nadzieję, że druga część też się spodoba. Jest prawie skończona, więc na dniach powinna być :) Prawie, bo jeszcze musi przejść przez łapki mojej bety, coby mi błędy wyłapała. Więc kiedy będzie, to zależy już od niej :)

    Tak w ogóle to ten fik leżał i się kurzył, bo się bałam, że się nie spodoba. Jak widać niepotrzebnie, bo jak na razie odzew pozytywny, co mnie niezmiernie cieszy :)

    Ogólnie jest przewidziane 4 części. Tak mówię, żebyście wiedzieli, że na dwóch się nie skończy :)

  4. Yaoistka^^ pisze:

    Huo huo!!! *.* ale mi się mordka cieszy ^^ hihi proszę o ciąg dalszy ^^

    Jestem wręcz nabuzowana :) Stary zgryźliwy smok i feniks xd weny ^^

  5. Gordon pisze:

    Zajebista historia, rush ma ostro przejebane xD Katy mu zyc nie da, moze jakas klatwa bedzie bo ksiaze kreci cholernie. Scena Charliego i Jasona jak mlodemu stanal na widok nagiego Jasona odlotowa. Mialem niezly zaciesz, czekam na dalszy ciag, zajebisty fick.

  6. Katka pisze:

    Aaaa, cudo! Bardzo mi się podobało, szczególnie postać Jasona :D W sumie i Jasona i Rusha, jakoś wyjątkowo mi podeszli do gustu, może dlatego, że bardzo przypominają siebie z FDTS. Heheh, Rush to podła bestia, tan bajerować, mimo że nie ma się tego na myśli. I się mrocznie z nim scenka skończyła, więc zapewne możemy się spodziewać, że coś Katy złego uknuje… Uuuu, będzie źle, już mi Rusha żal! Ale licze, że skoro to taka bajeczka, to będzie happy end!
    Postać Alexa idealnie zarysowana i podobała mi się też ta wstawka o Mike’u, że się tak ustawił, haha. Taaa, to do niego podobne. No i Charlie zawitał do smoka, och, biedny Jay. On tak chce dobrze, a wszyscy chcą go zabić, buuu! Biedactwo! Ale na pewno i jego czeka coś dobrego. Strasznie słodko ta scena wyszła i seks w ogóle. Ten fragment jest mój ulubiony: „— Twoje imię. Jeszcze mi się nie przedstawiłeś. Chciałbym wiedzieć jak cię nazywać, kiedy cię będę rżnąć.” – aż mi się cieplej zrobiło, serio XD Musiałam się tu zatrzymać i delektować. Jason mega seksowny, sama bym tak chętnie w tej jego jaskini wylądowała!
    Dzięki wielkie za tego fika, czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg! Weny życzę bardzo mocno, i ooooch to była cudowna bajka na dobranoc!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s