Fire Dragon Tattoo Studio – 154 – Samochód marzeń

Kiedy Ryan się przebudził, dostrzegł Jaya na swoich kolanach. Zmarszczył brwi i rozejrzał się wokół siebie. Telewizor wciąż był włączony, więc zgasił go i zepchnął z siebie kota, by wstać. Nigdzie w domu nie było Lenny’ego. Znowu wyszedł bez słowa. Ryan, przyzwyczajony już do tego, przeciągnął się i poszedł do kuchni po telefon. Wykręcił numer kochanka, siadając na stoliku w kuchni. Po kilku sygnałach usłyszał głos mężczyzny.
— Moment, okej… No, co jest?
— Jesteś w pracy?
— Niezupełnie. A w ogóle, coś chcesz, bo będę w sklepie?
— Hm… Ten cudowny wynalazek, który oszczędza męczenie się z gotowaniem i marnowanie czasu w kuchni: mrożonki. A gdzie jesteś?
— Na mieście — odpowiedział jego rozmówca najbardziej oględnie, jak się dało. — Jakieś konkretne?
— Wszystko jedno, Lenny, nie będę wybrzydzać. — Ryan uśmiechnął się do słuchawki, postanawiając nie komentować pierwszej odpowiedzi.
— Dobra, to będę… Tak po jedenastej wieczór.
— Dobrze, na razie — rzucił Ryan i rozłączył się.
Nie mając nic ciekawego do roboty, szwendał się po domu, to czytając porzuconą w sypialni gazetę, to oglądając telewizję. Ostatecznie, gdy już powoli zbliżała się północ, leżał na łóżku, trącając usiłującego spać obok Jaya. Kot w końcu spojrzał na niego wkurzonym spojrzeniem swoich zielonych ślepi. Wstał i już miał z dumą odejść, kiedy jakiś dźwięk sprzed domu go wybitnie zainteresował. Miauknął i nadstawił uszu. Niski warkot dwunasto-cylindrowego silnika był coraz głośniejszy. W końcu nagle ucichł… tuż przy ich domu.
Ryan zerwał się z łóżka i podszedł do okna. Odsunął tandetną firankę, którą zostawiła jeszcze jego siostra, po czym wyjrzał przed dom.
Na podjeździe stało czerwone Ferrari Testarossa, z którego wysiadł szczupły mężczyzna z długimi dredami. Lenny przeszedł do drzwi pasażera i wyjął kilka siatek z zakupami. Dopiero po tym skierował się do domu.
— Ja pierdolę… — wydusił Ryan. Zanim Lenny zdążył dojść do drzwi, te się otworzyły i chłopak stanął w nich, patrząc na kochanka z błyszczącymi oczami. — Lenny!
Ten aż cofnął się o krok, nadal obładowany siatkami.
— No?
— Zdradź mi, jak ty to załatwiłeś! — rzucił Ryan, patrząc z dystansu na samochód, jakby jakiś ruch w jego stronę miał sprawić, że Ferrari zniknie.
— Pożyczyłem… za przysługę — mruknął Lenny, nadal stojąc w drzwiach. — Mogę chociaż przejść?
Ryan przepuścił go i sam truchtem podbiegł do samochodu. Niemalże z namaszczeniem przejechał dłonią po lśniącej masce. Czuł się, jakby dotykał bóstwo. Lenny spojrzał na niego z politowaniem i poszedł rozpakować zakupy do lodówki.
Tymczasem Ryan przyglądał się samochodowi ze wszystkich stron, przesuwając po nim dłonią prawie pieszczotliwie. Zajrzał też pod maskę. Przez takie Ferrari spędził w więzieniu cholerne cztery lata. Ale było piękne.
Wrócił do mieszkania, szukając Lenny’ego. Ten akurat zwijał reklamówki z batonem w ustach. Chłopak podszedł do niego i klepnął w ramię, siadając od razu przed nim na stole.
— Jest piękne. Przejedziemy się?
— Mhm — mruknął Lenny i odgryzł kawałek batona. Kiedy go przeżuł, kontynuował: — Rano musi wrócić do komisu, więc mamy całą noc.
— Mmm, noc z Testarossą… Gorąco. — Ryan uśmiechnął się olśniewająco, zeskoczył z blatu i pocałował kochanka w usta. — Dzięki, Lenny.
— Ta… Spoko — odparł i podał mu kluczyki. — Tylko nic nie rozwal i zatankuj — dodał, pamiętając o jednym, małym szczególe z tej całej opowieści Ryana, jak to trafił do więzienia.
Ryan przyjął kluczki i schował do kieszeni portfel.
— Postaram się, żeby to cacko wróciło do domu bez szwanku. A teraz chodź, proszę — dodał i ruszył do wyjścia.
Lenny jednak stał, jak stał.
— Mam jechać z tobą? — spytał, a w jego głosie trudno było wyczuć, w jakim kontekście to powiedział.
Ryan zatrzymał się w pół kroku i spojrzał na niego.
— Tak, pytając, czy się przejedziemy, miałem na myśli ciebie i siebie.
— A nie wolałbyś zaszpanować przed kumplem? To ma tylko dwa miejsca — odparł mężczyzna, pogryzając batonika i opierając się o lodówkę. W końcu kilka lat temu nie udało mu się zrealizować właśnie tej części planu.
Ryan przemyślał to chwilę, widząc już w myślach oszołomioną minę swojego przyjaciela.
— Podjedziemy do Charliego, ale razem, może być?
Lenny rozłożył ręce w obojętnym geście. Resztę batonika przytrzymał w zębach, a papierek wyrzucił do kosza.
Wyszli na zewnątrz i wsiedli do samochodu. Ryan tego pamiętnego czasu jechał takim Ferrari zaledwie kilka minut, ale wydawało mu się, jakby wsiadł do czegoś, co znał całe życie. Kochał ten wóz. Mimo że ciasny, niepraktyczny, to jednak… idealny.
Ruszyli z podjazdu z głośnym warkotem, kierując się nocnymi ulicami Miami w stronę dzielnicy West Little Havana. Jeszcze było trochę ruchu, ale to w tym było chyba dodatkowym plusem. Ludzie tak się za nim oglądali…
Lenny siedział obok kochanka na miejscu pasażera. Nie wydawał się znudzony, ale też nie był tak podekscytowany jak Ryan. Bardziej był zainteresowany właśnie nim i widokami za oknem.
Chłopak prowadził w milczeniu, delektując się jazdą. Dopiero po kilku minutach odezwał się do Lenny’ego, nie odrywając wzroku od drogi.
— Nawet czerwone załatwiłeś. Rozpieszczasz mnie.
— Są dość popularne. Dobrze, że nie chciałeś niebieskiego — prychnął Lenny, przypatrując się chłopakowi. Był słodki.
— Nie, w czerwonym mu dobrze — zamruczał Ryan, w której oczach wręcz było widać błyszczące iskierki. Był cały napięty, podekscytowany i zachwycony jazdą oraz samochodem. — Jest przepiękny.
Lenny tylko się uśmiechnął. Lubił sprawiać radochę temu chłopakowi… w miarę możliwości.
Wreszcie Ryan dojechał pod dom Charliego i zatrzymał się z warkotem tuż pod oknami. Zatrąbił głośno, a po dłuższej chwili w drzwiach pojawił się długowłosy chłopak w samych krótkich spodenkach, przecierając oczy. Zamarł, kiedy zobaczył, co zaparkowało pod jego domem. I stał z głupią miną z dłońmi przy twarzy, gapiąc się na Ferrari oczami wielkości spodków.
Lenny pierwszy wysiadł z samochodu. Był tylko w białej podkoszulce na ramiączka i luźnych spodniach. Wyglądał wyjątkowo dobrze w oczach Ryana, szczególnie w połączeniu z tym autem. Oparł się o samochód, zakładając ramiona na klatkę piersiową.
— Siema, młody.
Charlie najwyraźniej wciąż był w szoku, ale wreszcie zbiegł ze schodków i podszedł bliżej, taksując Testarossę wzrokiem.
— Cześć… — wydusił do Lenny’ego.
— Witaj, kochanie moje. Spójrz, co przyjechaliśmy ci pokazać. — Ryan uśmiechnął się uroczo z miejsca kierowcy.
— Widzę…
Mulat odsunął się, robiąc miejsce Charliemu, żeby sobie pooglądał, co chłopak od razu wykorzystał i podszedł do samochodu. Położył dłoń na dachu. Miał mieszane uczucia, ale nie mógł zaprzeczyć, że ten samochód wywoływał w nim bardzo silne emocje. Z jednej strony kojarzył mu się aż za bardzo z odsiadką kumpla, a z drugiej… był silnym wspomnieniem ze szczenięcych lat.
— Ryan, skąd wyście go wytrzasnęli…? — spytał w szoku.
— Lenny załatwił i dobrą wiadomością jest, że mamy go na jedną noc tylko dla siebie. — Ryan spojrzał z lekkim uśmiechem to na Charliego, to na kochanka.
— Załatwił? — bąknął tatuażysta, a Lenny skinął głową.
— Pożyczony. I jest twój blondi? — spytał. Nie przewidział, że kiedy Ryan i tatuażysta zrobią sobie rundkę chwały w Ferrari, on zostanie z Rushem.
— Nie… Dzisiaj jest na jakiejś konferencji czy czymś…
— Spoko. Masz piwo w lodówce? — spytał, kierując się do jego domu.
— Tak, jest — wydusił Charlie.
— Wskakuj, proszę, przejedziemy się tym cudem — zamruczał Ryan do przyjaciela, a ten wyszczerzył się automatycznie, obszedł auto i wsiadł. — Zaraz wracamy — rzucił jeszcze za Lennym.
— Mhm. — Mężczyzna machnął im ręką, wchodząc do mieszkania.
Charlie popatrzył za nim. Matko, nasi faceci są tacy inni! Rush nie puściłby go bez buziaka.
Tymczasem Ryan ruszył z warkotem, a Charlie oglądał wnętrze samochodu z podziwem. W dniu, kiedy Ryan poszedł siedzieć, mieli takim razem jechać. To było ekscytujące, ale i dziwnie niepokojące na myśl, że nie widzieli się tyle lat właśnie przez taki samochód. Miał nadzieję, że nie było przeklęte i ta przejażdżka skończy się tak, jak tamta powinna.
Ryan szybko przejechał wąskimi uliczkami, aby dostać się na trzypasmową przelotówkę.
— Jak ci się podoba? — spytał, przyspieszając. — Udało mi się dzięki Lenny’emu spełnić obietnicę, hm?
— No… Tylko że… No, wooow. Nie przypuszczałem! — Charlie zaśmiał się. Przypominały mu się dawne czasy i aż go coś ścisnęło w sercu.
— Uwierz mi, kochanie, ja też nie — zamruczał Ryan, sięgając do jego włosów i przetrzepał mu je, ale wrócił szybko dłonią do kierownicy. — Hm… Ani razu w pierdlu nie myślałem, żeby przekląć to auto.
Charlie pokręcił głową i przejechał dłonią po tapicerce. Była w świetnym stanie, musiał być restaurowany.
— Ale coś ty zrobił, że załatwił ci tę brykę?
Ryan przełknął w duchu, myśląc o obietnicy seksu w tym samochodzie. Aż o tym zapomniał z tego wszystkiego.
— Jeszcze nic, ale widzę, że dobrze kombinujesz. — Uśmiechnął się do niego ironicznie. — Tak, kochanie, będzie nagroda.
Charlie wydął wargi.
— Taki z niego facet? Że tylko coś za nagrodę?
Ryan spojrzał na niego krótko i znowu skupił się na drodze, zawracając.
— Nie, nie taki drański z niego skurczybyk, Charlie. Nie wydaje mi się, żeby zrobił to dla nagrody.
Chłopak założył ręce na klatce piersiowej.
— To co mówisz, że dobrze kombinuję?
— Hm… Ponieważ tym razem będzie nagroda. — Ryan uśmiechnął się do niego uprzejmie.
Charlie spojrzał na niego, marszcząc brwi. Chyba nie rozumiał. Ale nie ciągnął tematu. Za to Ryan prowadził spokojnie, a po kilku minutach podjechał już z powrotem pod mieszkanie przyjaciela.
— Mam nadzieję, że ci się podobało, kochanie moje, bo specjalnie się do ciebie pofatygowałem.
Rozbawiony tatuażysta trzepnął go w ramię.
— Głupi jesteś i tyle. — Zaśmiał się, wysiadając. Wyglądał na naprawdę zachwyconego tą krótką przejażdżką. Ale w duchu musiał przyznać, że nie chciał, żeby Ryan miał taki wóz. Coś czuł, że pewnego dnia emocje mogłyby go ponieść i zrobiłby sobie w nim krzywdę.
— Ależ nie ma za co — odparł Ryan z uroczym uśmiechem. — Sprowadź Lenny’ego, proszę, bo boję się, że wyje ci całą lodówkę, a wolałbym się jeszcze z nim przejechać, zanim całkowicie się zafascynuje ilością jedzenia, którą posiadasz.
— Jedziesz dać mu nagrodę? — spytał Charlie z wrednym uśmieszkiem, wysiadając z samochodu.
— Tak właśnie. Zmykaj, kochanie. — Ryan pomachał mu.
Chłopak zaśmiał się cicho i wszedł do mieszkania. W środku było zgaszone światło, przez co, kiedy tylko zamknął drzwi, zapanowała ciemność. Zapalił lampę w salonie i rozejrzał się, wchodząc głębiej. Lenny siedział w fotelu, popijając jego piwo. Kolejne tego dnia.
— Zastanawiałeś się kiedyś, młody, jakby to było, jakbyś wylądował ze swoim kumplem w pierdlu? — spytał, nie ruszając się z miejsca. Jeszcze mu się nie chciało, a przez te kilkanaście minut samotności naszło go na myślenie. Może też dlatego, że ostatnio sam był znowu zamknięty. Na krótko, ale jednak.
Charlie aż przystanął, patrząc na niego z oszołomieniem. Ale mniej pozytywnym niż kilkanaście minut temu, gdy ujrzał Testarossę przed swoim domem.
— No… przyznam, że nie — odparł po chwili. Wolał nawet sobie nie wyobrażać siebie w więzieniu.
— Och… Rozumiem. — Lenny wstał kocim ruchem i podszedł do niego. Stanął bardzo blisko, aż Charlie poczuł jego zapach. Męski, ale też trochę słodki. I fakt, że patrzył na niego lekko z góry, nie pomagał. — Bo bałeś się, że w pierdlu ktoś ci poderżnie gardło?
Charlie aż się cofnął, wpadając plecami na regał z książkami. Cholera, co z tym facetem jest nie tak?! Znał go już jakiś czas i wiedział o nim to i owo, ale nie zdarzało mu się często zostać sam na sam w jego towarzystwie. I chyba mu się to nie podobało.
— Co to za pytanie, kurde? — wyrzucił.
Mulat wzruszył ramionami.
— Zwykłe. — Uśmiechnął się i wcisnął mu w rękę niedopite piwo. Niech pomyśli. Nie zaszkodzi mu. Wolałby, żeby Ryan nie pakował się z nim w jakieś głupie pomysły, przez które mógłby trafić do więzienia albo inaczej sobie zaszkodzić. A wiedział, że strach przed tym, co może spotkać człowieka za swoją głupotę, był najlepszym środkiem prewencyjnym.
Minął gospodarza i wyszedł z mieszkania, zostawiając go totalnie wciętego i gapiącego się w punkt, w którym zniknął.
Charlie przez chwilę całkowicie przestał oddychać. Jak Alex był dziwny, to Lenny był straszny. Zastanawiał się, czy tylko on miał normalnego faceta. A starał się jakoś do niego dotrzeć… Dla Ryana.
Ryan na widok swojego kochanka idącego w jego kierunku już odpalił samochód. Lenny wsiadł do środka bez słowa. Dopiero kiedy ruszyli, przechylił się do chłopaka i cmoknął go w policzek. Ryan spojrzał na niego krótko, prowadząc w kierunku jakiegoś odludzia. Chciał się jeszcze przejechać.
— Uuu, a za co dostałem buziaka?
— A tak sobie.
— Chcesz pojechać w jakieś konkretne miejsce?
— Nie — odpowiedział Lenny prosto, a jego dłoń zawędrowała na udo Ryana.
Chłopak nie odpowiedział, ani nie oderwał wzroku od jezdni. Czuł tylko ciepłą dłoń kochanka, nierobiącą nic poza leżeniem. To było przyjemne, choć gdzieś w środku już wywołało w nim specyficzne napięcie.
— Lenny?
— Hmm?
— To taka wolność, wiesz? Tak jechać przed siebie na prawie pustej drodze, słysząc ten warkot… Muszę przyznać, że brakowało mi tego w pace.
Lenny kiwnął głową.
— Zwolnij.
— Chcesz się gdzieś tu zatrzymać?
— Po prostu zwolnij.
Ryan zmarszczył brwi i trochę zwolnił. Lenny chwycił kierownicę, przytrzymując ją pewniej i wychylił się w jego stronę tak, że złapał wargami prawą część jego ust.
— A mi tego — zamruczał, wracając na swoje miejsce.
Ryan zawiesił na nim wzrok, zaraz potem wracając spojrzeniem na jezdnię. Nie odpowiedział, dopóki nie dojechał na jakiś parking przy plaży, gdzie poza ich Ferrari stał tylko jeden samochód. Warkot silnika ucichł, a chłopak odwrócił się bardziej w stronę Lenny’ego.
— Tak, paka to największe skurwielstwo — mruknął.
Mulat zaśmiał się tylko i wychylił ponownie w jego stronę. Chwycił go za koszulę i bez ceregieli przyciągnął do siebie, wpijając się w jego usta. Ryan położył z impetem dłoń na oparciu fotela za mężczyzną i odpowiedział równie mocnym pocałunkiem, wsuwając mu agresywnie język do ust. To na pewno nie było delikatne muskanie się wargami. Lenny zassał dolną wargę Ryana mocno, po czym oderwał się od niego i liznął jego policzek. W tym czasie druga ręka przesunęła mu się w górę uda, na krocze.
Tymczasem chłopak drugą dłonią sięgnął do jego twarzy, chwytając go lekko, ale pewnie za szczękę i odchylił jego głowę, zaczynając całować po szyi, blisko ucha. Niemal od razu usłyszał zadowolone mruczenie i mocniejszy chwyt na swoim udzie. Odetchnął ciężko na skórę Lenny’ego, puszczając jego szczękę i zjeżdżając dłonią w dół, na jego klatkę piersiową. Bynajmniej nie przestał obcałowywać jego szyi, bo czuł i teraz już wiedział, że to jego wrażliwy punkt.
Lenny już sprawnie dobierał się do jego rozporka, a Ryan szybko usłyszał charakterystyczny dźwięk jego rozpinania.
— Hm… Czyżbyś nie mógł się doczekać widoku mojego kutasa? — spytał chłopak, wsuwając mu dłoń pod bluzkę.
— Też — mruknął mężczyzna lakonicznie, wkładając mu dłoń do spodni tak, że objął nią jego jądra od dołu. Nic nie mógł poradzić na to, że się nakręcił. Całe to Ferrari, te iskierki w oczach chłopaka i niepowtarzalna okazja. Trudno było się oprzeć.
Ryan wypuścił głośniej powietrze, masując mu brzuch. Zsunął się pocałunkami na jego ramię, a ciemne włosy przesłoniły mu twarz. Czuł przy tym, jak kochanek masował go stymulująco po kroczu na tyle, na ile pozwalał ten cholernie ciasny samochód.
— Zaciągnąłeś chociaż ręczny? — spytał, niewygodnie wygięty.
— Tak, nie zapomniałem — odparł Ryan, trochę zirytowany tym, jak był wygięty.
— To zdejmij spodnie i chodź tu — zaproponował Lenny, klepiąc się w udo i jednocześnie odchylając oparcie fotela, jak tylko się dało.
Ryan automatycznie to sobie wyobraził i spojrzał na niego krzywo.
— Chcesz, żebym ci na kolanach siedział?
— A widzisz tu jakąś inną opcję? — Mulat uniósł jedną brew wymownie.
— Hm… Trzeba przyznać, że to cacko ma jednak swoje wady. — Ryan uśmiechnął się krzywo i czując napływające do ciała gorąco, uniósł biodra, by zsunąć spodnie. Wolał nawet nie myśleć o tym, jak będzie zaraz wyglądał.
Lenny od razu zobaczył jego półtwardy członek i aż się oblizał. Rozpiął swoje spodnie i wyjął z bielizny własnego penisa. Ryan wiedział, że to, co teraz widział, to dopiero preludium.
Pochylił się i rozwiązał buty, żeby po chwili skopać z siebie spodnie wraz z bielizną. Został w rozpiętej koszuli z krótkim rękawem i srebrnym łańcuszku.
Spojrzał na Lenny’ego, a ten wyciągnął do niego rękę, chwytając go za nadgarstek. Przyciągnął go do siebie.
— Tylko w coś nogą nie przywal.
— Staram się, uwierz, ale chciałbym uprzejmie zauważyć, że jest tutaj odrobinę ciasno. — Uśmiechnął swoim uśmiechem nie do skopiowania. Zamaskował tym lekkie zdenerwowanie, kiedy uklęknął jednym kolanem z boku siedzenia swojego kochanka, przekładając drugą nogę przez jego uda. Czuł się z tym dziwnie.
— To nie ja wybierałem model — odparł kąśliwie Lenny.
Chwycił chłopaka za biodra, chociaż nie było to łatwe. Musiał płasko leżeć na fotelu, żeby Ryan miał jakiekolwiek pole manewru. Ten za to pochylił się nad nim, żeby nie walić głową w szybę. Dłonie położył po bokach głowy Lenny’ego, na oparciu.
— Będziesz miał kolejne ciekawe wspomnienie z tym autem — zażartował Lenny, zaczynając masować pośladki Ryana. Były seksowne. I sam chłopak był seksowny. Taki chętny. Prawie jak nie on.
— Doprawdy, Testarossa prześladuje mnie całe życie… — odparł i odruchowo spiął pośladki, zaraz potem jednak się rozluźniając. Serce biło mu szybko w piersi.
— Bylebyś nie zginął pod jej kołami — szepnął Lenny i skubnął zębami szyję kochanka, nie zaprzestając gładzenia i ściskania jego tyłka.
Ryan spojrzał mu w oczy. To była dziwna odpowiedź, zważając na to, że byli w trakcie gry wstępnej.
Przesunął dłoń na jego szyję, muskając ją palcami.
— Co byś zrobił wtedy? Poderżnął gardło drugiego kierowcy? — zamruczał z ironicznym uśmiechem.
— Mhm — odparł Lenny, nie przestając pieszczot. Nie brzmiał, jakby żartował.
Ryan momentalnie trzasnął go w ramię. Nie podobała mu się ta odpowiedź w kontekście tego, co się ostatnimi czasy wydarzyło. Jak się obawiał, że Lenny’ego znowu zamkną, że spędzi całe życie za kratkami. Że całkowicie zepsuje je sobie przez niego.
— I poszedłbyś znowu siedzieć. Jakże rozsądnie.
— Nie. Dostałbym czapę. — Lenny wsunął palec między jego pośladki, delikatnie drażniąc dziureczkę.
Ryan aż podrygnął i odruchowo się pochylił. Ale mimo tej cielesnej reakcji, dość ostentacyjnie wskazującej na jego podniecenie, zmroził partnera wzrokiem za jego słowa.
— Jesteś idiotą — skomentował.
— Może, ale i tak bym zajebał skurwysyna. Bo po chuj żyć bez księżniczki? — Lenny zaśmiał się i rozchylił dłońmi oba pośladki, a językiem przejechał po brodzie kochanka. Nie żartował, kiedy to mówił. Może i był zbyt impulsywny, ale nie potrafiłby przejść do porządku dziennego po tym, jak jakiś skurwiel potrąciłby śmiertelnie jego chłopaka. Nie zniósłby tego.
Ryan chwilowo nie mógł znaleźć odpowiedzi. Te słowa były… Nawet sam nie wiedział. Były lepsze niż zwykła odpowiedź na miłosne wyznanie. Miał wrażenie, że znaczyły bardzo wiele.
Oparł się całkiem na mężczyźnie i przez chwilę nawet nie myślał o tym, że miał wypięty tyłek, którym Lenny się bawił.
— Kocham cię — mruknął. — Ale i tak jesteś głupi.
— Jak chcesz — zamruczał Lenny zlewczym tonem, choć w głębi zrobiło mu się cieplej przez to wyznanie. Równie mocno go też to pobudziło, co pieszczota za uchem.
Sięgnął do bocznej kieszeni w drzwiach. Wyjął z niej coś i na ślepo za plecami chłopaka otworzył, a ten po chwili poczuł, jak pomiędzy jego pośladki spływa śliski żel. Przyjął to w milczeniu, patrząc uparcie w ramię Lenny’ego. Cholera, kiedy to się stało, że z topa nieruszonego od tamtej strony stałem się dla tego mordercy taki dostępny? A co najgorsze, a może najlepsze… lubił to.
— Pocałuj — zażądał Lenny, jednocześnie napierając na niego dwoma palcami.
Ryan stęknął cicho, więc pocałował Lenny’ego, uciszając się tym. I zaczął całować go agresywnie i dominująco, niemalże przygniatając go swoim ciałem do oparcia. A kiedy tylko ich usta zostały połączone, Lenny swoim zwyczajem wsunął palce aż do końca. Och, Ryan zawsze jest taki cholernie ciasny!
Chłopak cały się spiął i zacisnął na jego palcach. Równocześnie odsunął się od jego ust i gwałtownie wypuścił powietrze. Jego ciało zadrżało z podniecenia.
Lenny nie dał mu jednak daleko uciec, bo złapał go zębami za dolną wargę, przyciągając z powrotem do mocnego pocałunku. Ryan zacisnął palce na oparciu za jego plecami, po chwili odpowiadając na pieszczotę. Lenny czuł przez koszulkę, jak to ciało było gorące. Zamruczał w jego usta, kręcąc palcami i niedługo później dołączając trzeci. Czuł, jak ciasne wnętrze zaciskało się, z czasem coraz mniej. A chłopak wisiał nad nim i oddychał płytko.
— Nie będzie słychać — zaburczał Lenny seksownie w szyję kochanka, zmieniając jeden palec na palec drugiej. Rozchylił lekko jego szparkę. Była śliska i otwarta. Aż żałował, że jej nie widzi.
Ryan otworzył szerzej oczy. Puls mu skoczył gwałtownie.
— Co ty robisz…? — wyrzucił, aż odsuwając się od niego tyłkiem w górę.
— Rozciągam cię. Nie czujesz? — odparł Lenny swobodnie i głębiej wsunął palce. Jego penis był już sztywny i dźgał Ryana w brzuch. To samo można było powiedzieć o penisie chłopaka.
— Nie da się nie czuć… — wydusił Ryan. Szczególnie jak mnie tak rozwierasz, skurczybyku, pomyślał, oddychając ciężko. Chwycił go mocno za szczękę i zassał się na jego szyi.
— Cudnie. Dasz radę nasunąć się sam? — spytał Lenny, wyjmując z niego palec jednej ręki i wsuwając ją z trudem między ich ciała.
To było tak ostentacyjne. Miał go sobie sam wsadzić w tyłek. Ryan wolał, kiedy Lenny to robił. Czuł wtedy większy komfort psychiczny. Nie miał wrażenia, że się naprasza, a po prostu… Sam nie wiedział. Oddawanie kontroli w łóżku go podniecało.
— Zobaczymy, na co mi ta obszerna przestrzeń pozwoli — lekko zironizował, unosząc się.
Mulat kiwnął głową i zsunął się trochę niżej w siedzeniu, dzięki czemu czubek jego penisa przejechał po całej długości członka chłopaka, przy jego jądrach, między nogami. Aż w końcu, dzięki jednemu wspomagającemu ruchowi dłoni, znalazł się pomiędzy pośladkami Ryana.
Lenny uniósł kilka razy biodra, ocierając się o jego rowek.
Chłopak przełknął ślinę i czując, jak z emocji aż mu się w głowie kręciło, opuścił powoli biodra. Czubek penisa Lenny’ego naparł na jego śliską szparkę, rozszerzając ją i wchodząc głębiej. Ryan zatrzymał się, kiedy przeszła główka. Jego umięśniona klatka piersiowa unosiła się szybko.
Lenny chwycił go mocno za kark.
— Dobrze… Czuję, jak mnie ściskasz — zamruczał mu w usta.
Ryan wciąż unosił się nad nim, nie opadając niżej. Chwycił go jedną ręką za szyję, drugą z boku twarzy i powoli polizał jego usta. Opuścił się nieznacznie.
Lenny nie pospieszał go na razie. Na razie, bo nim Ryan opadł do samego końca chwycił go za biodra i nabił na swojego penisa.
Chłopak zdusił okrzyk zagryzieniem wargi i aż opadł na mężczyznę, wciągając gwałtownie powietrze. W tej pozycji czuł go niemożliwie głęboko.
— Ach… Kurwa…! — stęknął.
— Pełny? — spytał Lenny z wrednym uśmieszkiem, niemożliwie nakręcony. — Pełny swojego ukochanego w samochodzie marzeń?
— Hm… — Ryan znowu stęknął głośniej. — Coś mi mówi, że nie tylko w tym samochodzie jest ciasno. Ledwo się mieścisz — odparł, czując, jak go rozpychało.
— Wiem, że tak lubisz — stwierdził mężczyzna pewnym głosem i poruszył do góry biodrami ze stęknięciem. — I ja też.
Ciałem Ryana zatrzęsło. Po chwili sam zaczął poruszać się na twardym penisie. Obserwował przy tym czujnie Lenny’ego, gotów go zdzielić, gdyby skomentował to tak, jakby tego nie chciał. Czuł się cholernie otwarty. Lenny jednak nie wyglądał, jakby chciał cokolwiek dodawać. Delektował się widokiem twarzy Ryana, dłońmi błądząc po jego plecach, pośladkach, udach.
Ryan poruszał się, ocierając się przy tym klatką piersiową o Lenny’ego. Czuł, że ma kontrolę nad tymi ruchami i znowu poczuł się dziwnie z samym sobą, kiedy odkrył, że brakowało mu tej agresji i wbijania się w niego na siłę, przy ostrych ruchach bioder drugiego mężczyzny. Mimo to fakt, że robili to w Ferrari przy oceanie, niemożliwie go nakręcał.
— Jak jest, piękny? — zamruczał mu w wargi Lenny i przejechał paznokciami po jego plecach pod koszulką. Czuł, duszność i gorąco. A do tego świadomość, że Ryan na tyle mocno chciał się z nim pieprzyć, że sam się ruszał, była genialna.
Ryan odetchnął ciężko i pocałował go.
— Kurwa… Dobrze. Nie powiesz, że nie czujesz — wydyszał, ocierając się przy każdym ruchu swoim sztywnym członkiem o brzuch Lenny’ego. — Szkoda tylko, że… Oż, ja pier…! Że nie możesz tam sięgnąć.
Lenny zmarszczył brwi.
— Tam? — mruknął nisko i liznął policzek kochanka, jednocześnie drgając w górę biodrami, żeby go wspomóc.
— Do mojego penisa — odparł Ryan poważnie, poruszając się miarowo.
Lenny jęknął niskim głosem. Też żałował. Jak zawsze chciał mu dać rozkosz z najwyższej półki, a teraz…
— Kurwa… Wyliżę ci go w domu jako rekompensatę — zachrypiał, coraz agresywniej ruszając biodrami. Marszczył nos co jakiś czas. Był gotów na to, co obiecał. I jak kiedyś przypuszczał, że nie porwie się na takie obietnice, tak teraz… z Ryanem, wiedział, że mógł być szczery ze sobą.
Ryan stęknął gardłowo.
— Nnn… Nie będę miał nic przeciwko — odparł niskim z podniecenia głosem i zacisnął pośladki, poruszając się w ten sposób. Chciał go czuć jak najmocniej się dało. Nie mógł temu zaprzeczyć.
Zacisnął palce na jego ramionach, pojękując.
Lenny zagryzł wargi. Coś go w środku ściskało z potrzebą pchnięcia Ryana i przerżnięcia mocno. A w tych pieprzonych warunkach było to niemożliwe.
— Następnym, kurwa… ooch, kurwa, następnym razem van albo jeep! — warknął, trzymając biodra kochanka i ruszając jak najmocniej swoimi. Wreszcie złapał usta Ryana i doszedł w nim z gardłowym stęknięciem.
Gorący płyn wypełnił chłopaka, a ten wyraźnie zadrżał i zupełnie opadł na kolana mężczyzny, z jego penisem wciąż w sobie. Odsunął się od jego ust, odchylając głowę na kark i masturbując się pospiesznie. Był rozgrzany. Zajęczał przeciągle, strzelając sobie po chwili na brzuch i rękę. Kilka kropel spadło też na białą podkoszulkę kochanka, który niemal błyskawicznie chwycił go za kark, przyciągając do siebie i całując żarłocznie.
Ryan opadł na niego bez sił, nieznacznie opierając się dłonią o jego ramię. Odpowiedział na pocałunek mocno, niemalże stapiając się z jego ustami.
Czuł w sobie powoli mięknący członek. To było kretyńsko relaksujące. W tym samym tempie z niego też opadało ciśnienie.
— Zapewne nie masz chusteczek? — spytał Lenny niespodziewanie trzeźwo.
Ryan spojrzał na niego i wykrzywił usta.
— Nie mam — mruknął płasko jak na siebie. Jak się wytrę, kiedy zacznie wypływać…? Nie przewidział tego. — W schowku czy gdzieś…?
— To samochód z komisu. Nikt tu nie trzyma chusteczek — burknął Lenny, nie wnikając, że jakoś nie zapomniał o lubrykancie. Ale przecież nie mógł myśleć o wszystkim. — Może nie będzie tak źle?
— Na pewno nie. Będę miał tylko uroczą plamę na spodniach — mruknął nieprzekonany Ryan. Głupio jednak było tak siedzieć mu na kolanach z penisem w tyłku. Uniósł się i kiedy tylko kutas Lenny’ego z niego wyszedł, sperma zaczęła wyciekać. — Kurwa, pierdolić to — dodał i wyciągnął się po spodnie i bieliznę.
Lenny zmarszczył brwi, widząc jego niezadowoloną minę. Zastanowił się chwilę, po czym ściągnął koszulkę i podał mu.
— I tak jest ujebana.
Ryan popatrzył na niego, po czym uśmiechnął się lekko i przyjął ją.
— Dzięki — rzucił i wytarł się szybko, od razu zwlekając się z niego na siedzenie kierowcy. — Wypiorę.
— Wrzucisz do brudów. Rano, jak trzeba będzie go odstawić, to skoczę do pralni — odpowiedział Lenny i tylko zerknął ukradkiem na kochanka, samemu w międzyczasie chowając jeszcze wilgotnego penisa do bielizny. Zapiął spodnie i przeciągnął się. Było dobrze.
Ryan zgodził się z nim i jeszcze wytarł spermę ze swojego rowka. Starał się przy tym nie patrzeć na Lenny’ego i mieć nadzieję, że nie widać aż tak bardzo jego rumieńców. Naprawdę, czasami, będąc z Lennym, zastanawiał się, kiedy tak się przy nim zmienił. Tak zachowywał. Że nawet był gotów samemu ujeżdżać jego wielkiego chuja.
— Proponuję wybrać mimo wszystko dłuższą drogę do domu — rzucił, by nie siedzieć w ciszy, kiedy już zakładał na siebie ubrania.
Lenny zerknął na kochanka krótko i otworzył okno. W środku było gorąco.
— Mimo wszystko?
— Tak, Lenny, było pod tym ukryte nasze zmęczenie seksem, pot, wilgoć… w moim przypadku też lekki dyskomfort. — Ryan uśmiechnął się do niego wymownie, co było zwyczajnym zatuszowaniem zażenowania. — Do tego fakt, że na pewno przydałby się nam do tego prysznic, a ja wciąż pamiętam, że obiecałeś mi coś wylizać… No i patrz, a ja myślałem, że wolisz, kiedy mówię skrótowo — skończył z lekkim docinkiem, ale i tak Lenny widział jasno i wyraźnie, że chłopak wciąż przeżywał siedzenie w takim samochodzie. W swoim wymarzonym. Do tego teraz, kiedy znowu położył dłonie na kierownicy, wręcz pogłaskał ją pieszczotliwie.
— To dlatego, że nie zgrywało mi się z dłuższą drogą. To wszystko — odparł i ziewnął, nie zatykając ust. — Jedź — dodał. Musiał pomyśleć o jakimś dniu wolnym. Praca, Jason, matka, Ryan. Musiał kupić samochód albo się sklonować.
Ryan przytaknął i już rzeczywiście miał odpalić swoją kochaną Testarossę… ale najpierw odwrócił się do Lenny’ego i delikatnie, lecz z uczuciem pocałował go w usta.
— Dziękuję — powiedział, patrząc mu w oczy.
Mulat uśmiechnął się, złapał go za bok twarzy i oddał pocałunek.
— Spoko. Już ładnie podziękowałeś przed chwilę. Pobaw się, póki możesz.
— Mmm, nie zamierzam sobie odmawiać. Mam tutaj najlepsze połączenie, jakie może być i tak, jeśli nie rozumiesz tego skrótu myślowego, to chodzi o samochód i ciebie, chociaż nie pogardziłbym też piwem do całkowitego dopieszczenia piękna tej chwili, ale jednak pewni niebiescy panowie, którzy jakimś trafem mogliby nas zatrzymać, co do tego ostatniego aspektu mogliby mieć pewne negatywne uwagi… — Ryan, gdy tylko skończył mówić, jeszcze raz pocałował kochanka, nie mogąc się powstrzymać, po czym usiadł wygodniej, zapiął pasy i odetchnął głęboko.
Znowu rosło w nim podekscytowanie i wcale nie zaburzało tego w tym momencie uczucie bardzo mocnego rozluźnienia dziurki. Było wręcz… dziwnie przyjemne. Ale nie o tym teraz chciał myśleć. Wsłuchał się w warkot silnika, gdy odpalił swój samochód marzeń i ruszył z parkingu.

***

— I co myślisz? — Rush uśmiechnął się do Charliego, pokazując mu dużą, pustą przestrzeń ograniczoną od ulicy dwiema szklanymi szybami. Dwie pozostałe były już zwykłe, betonowe. Poza tym w jednym wielkim pomieszczeniu ze zdartą podłogą nie było nic. Choć ściany były odmalowane. Tak samo jak sufit. A raczej wyglądały zwyczajnie lepiej niż beton pod ich stopami. — Może to i pierwsze piętro, ale za to lokalizacja jest dobra. Jest nawet parking. — Wydawał się zachwycony. Tym bardziej przeszkloną częścią powierzchni biurowej.
Charlie zadarł głowę, oglądając duże pomieszczenie. Echo jego kroków niosło się po pustej przestrzeni, kiedy podążał od jednej kolumienki do drugiej i wreszcie stanął przy przeszklonej ścianie.
— Będziesz miał naprawdę blisko z domu tutaj, do Downtown. W ogóle podzielicie to jakoś, nie? — dopytał, oglądając się na swojego faceta. Ciekaw był w sumie, ile czasu zajmie remont. Wszystko wydawało mu się bardzo surowe.
— Tak. Będzie przestronnie, ale i słonecznie. Bo myślę o dużej ilości szkła… I tak już nas minęło wymienianie okien. Bo wcześniej były okna i poprzedni właściciel chciał tu zrobić fitness… ale nie starczyło mu kasy i poszło pod młotek. Cały ten budynek. Złożymy swoją ofertę i mam nadzieję, że przejdzie, bo to dobra lokalizacja. Prawdziwe CBD Miami. — Uśmiechnął się szeroko, zapominając się trochę w wyrażeniach. Wydawał się podekscytowany. — A i myślałem, że cały budynek to dużo, co nie? Więc na dole można by było wynająć pomieszczenia na kwiaciarnię albo cukiernię. By pięknie pachniało! — Wyszczerzył się do Charliego.
Ten za to, widząc tak rozpromienionego Rusha, sam nie potrafił się nie uśmiechać. Uważał, że Rush był najbardziej seksowny, słodki i przystojny, kiedy był właśnie taki szczęśliwy.
— Mhm, świetny pomysł. I gdzie byś miał swoje biuro? Wiesz, żebym wiedział, gdzie mam wpadać z kanapkami. — Zaśmiał się, opierając się plecami o szybę.
— Jeszcze nie wiem. Myślę, żeby było gdzieś blisko okien. Ale na razie jeszcze Alex musi się zgodzić na to miejsce, potem wynajmiemy architekta, aby zajął się resztą. Żeby też tak urządził tu wszystko, żeby się sprawdzało i nie trzeba było robić kolejnego remontu po połowie roku. — Zaśmiał się i podszedł do kochanka. Złapał go za dłonie. — Podoba ci się? Ale szczerze, co myślisz?
— Że to… No, wow, duża przestrzeń. My, jak ogarnialiśmy studio, to wiesz, puste wydawało nam się spore, a to… Robi wrażenie. Inna liga. — Charlie zaśmiał się krótko, bawiąc się palcami kochanka. — Już nie mogę się doczekać, aż ogarniesz i wystroisz gabinet. Mogę ci namalować jakiś obraz, jak chcesz — zaproponował, z cichą nadzieją, że Rush się zgodzi.
— Możesz. Powieszę sobie na ścianie za plecami, jeśli tylko nie będzie to twój nagi autoportret. — Roześmiał się i przyciągnął do siebie chłopaka, całując go w usta. — Mam dobre przeczucia co do tego miejsca.
Charlie objął Rusha i westchnął głęboko.
— Mhm… I to takie już… na stałe, nie? Już będziecie tu z Alexem mieszkać i pracować. I codziennie wracać z pracy do domu. — Charlie, kiedy tylko spostrzegł, że wpadł w dziwny nastrój, dodał szybko: — A co w ogóle Alex mówił o tym miejscu? Wiem, że musi jeszcze zobaczyć, ale raczej jesteście zdecydowani? To serio dobre miejsce. Blisko do domu i nad ocean…
— I ma dobre połączenie, łatwo tu trafić. Jestem dobrej myśli. A na stałe… Tak. Musimy tylko poużerać się jeszcze trochę z urzędem emigracyjnym, żebyśmy nie musieli co jakiś czas wyjeżdżać. Nie możemy być tu nielegalnie — dodał i znowu pocałował ukochanego. Nie mógł się od niego odkleić.
— Po kilku latach będziecie się mogli ubiegać o obywatelstwo… jeśli będziecie chcieli, wiadomo — odpowiedział Charlie, uśmiechając się do kochanka. Cieszył się z tego wszystkiego. Że dążyli do czegoś, że to rzeczywiście było jak wielki krok naprzód. Przez to wydawało mu się, że są z Rushem już strasznie długo, a nie prawie rok.
— Wiem. Teraz musimy tylko być grzeczni. — Zaśmiał się i nagle chwycił Charliego za pośladki. — A ja chcę być taki niegrzeczny — dodał ze śmiechem i ugryzł chłopaka w usta.
Ten odpowiedział głośnym śmiechem, przytrzymując się go mocniej.
— Nooo, to musisz być niegrzeczny tak, żeby nikt nie widział… — zamruczał, prowokacyjnie ściskając pośladki. — Musisz mieć zamek w drzwiach do biura… Koniecznie.
— Nie wiem, czy coś mi da, kiedy będę miał szklane ściany. — Ruch zarzucił sobie ramiona kochanka na kark, po czym podciągnął go w górę za uda. Pocałował i ostrożnie oparł kochanka o jedną z kolumn.
Charlie od razu wczepił się w niego mocno i westchnął głębiej. Nabrał też przy tym rumieńców.
— Jesteś taki silny…
— Noszenie takiego ciasteczka to sama przyjemność. — Rush znowu pocałował ukochane usta.
— Mmm… Myślisz, że Alex mnie zabije, jak będę cię często odwiedzać? W ogóle… — Charlie nieco się strapił, kiedy coś przyszło mu do głowy. — Myślisz, że będzie chciał, żebyście nie byli out przed pracownikami… i w ogóle? — zapytał, wpatrując się z bliska w oczy kochanka.
Grey też lekko się strapił. Aż musiał pomyśleć.
— Na pewno by nie chciał, żebyś codziennie przychodził. Wiesz, jaki on jest. Kiedy czas na pracę, wtedy nie wolno się dekoncentrować. A kiedy jest czas na przyjemności, to się nie pracuje. Chociaż… on trochę się w tym gubi sam czasami — prychnął, doskonale wiedząc, że brat pracował więcej niż osiem godzin w ciągu dnia. — A czy będzie chciał być otwarty w pracy? Hm… — Wzruszył ramionami, po czym nagle się uśmiechnął i pocałował Charliego. — Ja i tak sobie postawię twoje zdjęcie na biurku.
Tatuażysta zarumienił się od razu i uśmiechnął. Mocniej objął go nogami w pasie. Czuł się z nim dobrze. I teraz przez to, że wrócili i mieli tutaj na stałe pracować, jeszcze bezpieczniej.
— Jesteś kochany… Ale ja też pracuję do późna czasem, więc i tak nie mógłbym codziennie… I nie chcę się Alexowi narażać. Jakoś w porządku nawet ostatnio między nami. — Uśmiechnął się lekko, głaszcząc kochanka po tyle głowy.
— Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy. — Rush odetchnął i przytulił się do kochanka, którego nadal przyciskał do kolumny. — W końcu jest tak… dobrze.
— Mhm… — Charlie uśmiechnął się do siebie, głaszcząc go delikatnie. Był rozleniwiony i przyjemnie szczęśliwy. — Mam nadzieję, że szybko uda się wam to ogarnąć. Remonty to wkurzająca sprawa czasami…
— Poradzimy sobie. Krok po kroku, już i tak tyle ich mamy za sobą. Będzie cudownie — podsumował Rush i postawił chłopaka na posadzce. — Chodź. Pójdziemy na lody, a potem spotkam się z Alexem, hm? Pasuje ci?
— Jasne. To ja pójdę potem do parku, porysować i byś mnie odebrał? — zaproponował Charlie, bo przyjechali samochodem Rusha, a on miał w torbie, którą tam zostawił, szkicownik i ołówki.
— Jeśli chcesz. Ale jeszcze nie wiem, gdzie się z nim widzę. Muszę zadzwonić.
— Spoko. To chodź na razie na te lody. — Charlie złapał go za dłoń i pociągnął do szerokiego wyjścia w tym obszernym pomieszczeniu, w którym niedługo na stałe miał pracować jego facet. Aż musiał pochylić głowę, by włosy chociaż częściowo zasłoniły szeroki, pełen rozmarzenia uśmiech, który wypłynął mu na usta na tę myśl.
Rush pochylił się i pocałował kochanka w bok twarzy.
— Moje ty szczęście — zamruczał i ścisnął dłoń, która go trzymała. Tak, zdecydowanie miał dobrze przeczucia.

17 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 154 – Samochód marzeń

  1. Shivunia pisze:

    Anonimowaja, po pierwsze witaj! Super że do nas piszesz i komentujesz. Nieważne gdzie, super że do nas piszesz. W ogóle jak zwykle jestem pod ogromnym wrażeniem, że tak szybko tyle rozdziałów przeczytane. To jest mega wow. Daje znać że opowiadanie wciąga. Co do ulubionych to w sumie się nie dziwię. Ale dobrze też że gołąbki nie przeszkadzają ;-) miło nam też że inspirujemy :-* dzięki jeszcze raz za komentarz i mamy nadzieję że do usłyszenia

  2. anonimowaja pisze:

    Witajcie :)
    Nie wiedziałam gdzie skomentować, więc piszę tutaj, bo tutaj jak na razie skończyłam czytać.
    Zaczęłam od FDTS, bo zauważyłam, że według daty to wasze pierwsze opo. I nie zawiodłam się. Oczywiście chyba jak wszyscy tu obecni pokochałam Jasona i Alexa i Ryana i Lennyego. Gołąbeczki za bardzo troche gruchają ale też nie mam nic przeciwko.
    Dziewczyny powiem krótko, jesteście świetne. Tak świetne, ze czytam Was non stop od 5 dni. Moje postępy widać nawet nawet skoro przeczytałam już 154 rozdziały. O matko kiedy to tak szybko zleciało :).
    tak mnie natchnęłyście, że sama zaczęłam coś pisać, ale długo to pewnie nie pociągnie.
    Po FDTS zamierzam czytać dalej. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej :).
    Pozdrawiam, i życzę weny :).

  3. O. pisze:

    Teraz to ja mogę umrzeć… Tylko wskrzeście mnie na kolejne takie sceny między nimi ! <3333333333333333333333333333333333333333333333333333333
    Ja sobie też nie potrafię wyobrazić jakby Len miałby żyć bez Ryana… Awykonalne jak dla mnie xD <33333333333333333333
    Mam ochotę cały komentarz zalać serduszkami <33333333
    I dodać jedynie do nich- Lenny bierz Ryana!! <3333333333

  4. Shivunia pisze:

    Gordon >> Jak znajdziemy takiego Ryana to ja na bank upewnię się tak minimum 300 razy czy nie jest hetero. Bo sama chętnie bym go zgarnęła. Ale jeśli realny-Ryan zachowa orientacje, to obiecuje podrzucić numer ;)
    „Scena sie nadawala na dobry film dla doroslych ;p” – zgadzam się. W ogolę miałyśmy kiedyś z Kat rozkminę ile trzeba by było im zapłacić za nagranie swojego seksu. Nie wypłaciłybyśmy się. Co nie zmienia faktu, że chętnie bym ich pooglądała. Wątpię aby mi się znudzili szybko XD
    A Lenny i jego zapędy do rozpieszczania… cóż. W końcu mówimy o księżniczce. Księżniczki musza być rozpuszczone i musza być rozpuszczane, ale też uważam, że dobrze że Lenny nie ma na to możliwości. Plus chyba sam uważa, że co za dużo to niezdrowo. Bynajmniej sugardaddy nie chce być ;/

    Margo >> Bo Ryan jest słoooodki jak się go rozpieszcza :D Ah te Lenniakowe słabości. Dobrze, że je ma. I dobrze, że Ryan ma słabosci. Chociażby jak te autko. Od razu łatwiej sprawić mu przyjemność. Chociażby taką przejażdżką samochodzikiem. I co z tego, że nie praktyczny. Wymarzony. Może za kilka lat będą mogli sobie faktycznie taki kupić. Na szczęście nie wydają na papierosy, więc mogą sobie odkładać ;) I potem jeden samochód do przemieszczania się, a drugi po to aby się polansić wieczorami ;) Mmm… też bym tak chciała. „szczególnie gorący seks w samochodzie, co po Ryanie zupełnie się nie spodziewałam, ale co robi miłość z człowiekiem…” – cooo nie :D słodziak XD Oh jestem koszmarnie stronnicza XD

  5. Margo pisze:

    super przyjemnie poczytać o Lennym, który lubi rozpieszczać swojego faceta. Strasznie mi się to podobało jak Lenny cieszył się z tego, że sprawił przyjemność Ryanowi i obserwował jego rozradowaną japę ;) aaah sama bym się chciała przejechać takim ferrari i w dodatku czerwonym..marzenie. Choć podzielam zdanie Ryana, że niepraktyczny itd, ile jedna przejażdżka i spełnienie jednej zachcianki-marzenia może znaczyć. Ryan to by pewnie chciał takie cacuszko na własność – może kiedyś sobie kupią z Lennym hehe:) Rozdział bardzo fajny, szczególnie gorący seks w samochodzie, co po Ryanie zupełnie się nie spodziewałam, ale co robi miłość z człowiekiem… Nie było Alexa i Jasona, ale tym samochodowym seksem wynagrodziłyście mi ich nieobecność :D

  6. Gordon pisze:

    Znajdzcie takiego Ryana w realu i dajcie mi jego nr ;p Ich seks jest zawsze odlotowy nawet jak nie maja miejsca by sie odpowiednio poruszac. Scena sie nadawala na dobry film dla doroslych ;p Lenny jak wylecial z ta ksiezniczka to bylo cos. Ryan jest dla niego kims waznym i podoba mi sie jak to okazuje. Ale dobrze ze nie jest bogaty bo ma zadatki na kolesia ktory lubi rozpieszczac drogimi prezentami swojego mlodszego chlopaka, to mi sie zle kojarzy xD Charlie mial przejazdzke i kilka lat temu tak sie powinna byla skonczyc. Dojrzeli chyba troche ;p

  7. Katka pisze:

    Saki, „Ale jak mniemam się do tego przyznał i nie sądzę, by w najbliższym czasie się to powtórzyło” – jak to się mówi, wszystko się może zdarzyć, ale tak jak zauważasz, nie jest to taka „ich” pozycja. Jakby tak rozkminiać, która para jak sie najczęściej kocha, to by wyszło:
    Jason i Alex – na jeźdźca
    Charlie i Rush – klasycznie, od przodu
    Ryan i Lenny – od tyłu
    A przynajmniej tak zakładam. Co kto lubi w każdym razie, hehe. „mam wrażenie, że polubił to bardziej niż topowanie” – niestety nie mogę potwierdzić, bo Ryan w mojej głowie mnie zabije XD Ale wszyscy znamy prawdę… Jednak o tym, że jego penis też może się posłużyć, nie zapomniał, ale na to na pewno nadejdzie czas :) Na razie regenerują swój związek po pobycie Lenny’ego w areszcie.
    Och, i uwierz, mnie też strasznie rozczuliło to zdanie Lenny’ego, kiedy je wypowiedział. I chyba rzeczywiście coś w tym jest, że to trochę przebija to „ja ciebie chyba też”. Cóż, w końcu to definitywnie oznacza, że go kocha, skoro nie wyobraża sobie życia bez niego.
    Tak, Charlie się przestraszył :( Jakżeby inaczej, jak jakiś morderca w zaciemnionym pokoju mówi takie słowa… Brrr. No i trudno, żeby odebrał to tak, jak Lenny chciał, bo Lenny oczywiście mówi tylko część swoich zamiarów, a pobudki zachowuje dla siebie. Dlatego Charlie równie dobrze mógł to odebrać jako groźbę.
    Ach, i jak założyłaś swojego bloga i chciałabyś się zareklamować, to zajrzyj sobie do nas na podstroję Reklama i wyślij nam maila, to na pewno w rozgłosie pomoże ;)

    Another, nieee, jakby kupił, to by było zdecydowanie naciągane. Zresztą, na co im Testarossa? Takie to nieporęczne i pewnie tylko by stało na podjeździe, a Ryan zamiast w telewizor, to gapiłby się w auto, stojąc z jęzorem przy oknie XD Och tak, Lenny uwielbia to, jak Ryan jest głośny. Sam Ryan już mniej XD No ale co poradzić. „Ryan czuł się bardzo dziwnie, bo pewnie jeszcze trochę wypiera to, że lubi być na górze. Gdy Lenny dominuje, to Ryan pewnie czuje się w jakimś sensie zmuszany i dzięki temu nie czuje się jak prosząca się o wydymanie kurewka. (…) Gdy Lenny przejmuje kontrole, to Ryan nie ma sobie nic do zarzucenia”- wybacz, że tak Cię cytuję, ale wyjątkowo trafnie to ujęłaś, więc musiałam. Dokładnie tak jest. Trochę na zasadzie – łatwiej zgodzić się milczeniem, niż powiedzieć „tak”. Działa trochę tak, jakby nie chciał, by głośno zostało pomiędzy nimi wypowiedziane, że naprawdę mu to pasuje. Ważne, że obaj to wiedzą. Chyba jest tu pewne podobieństwo do tego, jak Lenny obawia się powiedzieć „kocham cię”.
    Co do Charliego i Lena – „Lenny chciał chłopakowi dać do myślenie, no ale zrobił to w dość przerażający sposób xD” – Lenny i jego subtelność XD Charlie w więzieniu nie miałby życia. To znaczy oczywiście jest masa scenariuszy, może by sobie jakoś poradził, ale na bank miałby tak DUŻO trudniej niż Ryan chociażby. Już na pewno sam wygląd mógłby mu troszkę zaszkodzić, no ale… na szczęście nie musiał tego sprawdzać XD
    Heheh i nam też sie strasznie wydaje, że czasu więcej minęło, a tu nawet niecały rok od początku upłynął. A jak teraz Charlie i Rush wyglądają jak małżeństwo, to co to będzie za kilka lat, hehe. I Jason i Alex nadejdą, ale nie da się wszystkiego na raz, niestety.

  8. Another69 pisze:

    Znowu moja parka, może być lepiej? *,* Uwielbiam Rynne i uwielbiam rozdziały z nimi!

    Ah, Ferrari. Na początku myślałam, że Lenny jakoś kupi to auto i już się zmartwiłam, bo to by było zbyt irracjonalne… W końcu to jest drogie cholerstwo. Ale na szczęście okazało się, że to tylko pożyczony na jedną noc :P

    Seks był świetny. Ryan u góry. Dopiero co Lenny mu proponował żeby się nabił, jakiś rozdział temu, a tu już dostaje co chciał! A to skurczybyk. Ale Ryan też nie ma co narzekać, zrobił to w swoim wymarzonym aucie :D I z wymarzonym facetem xD Może nie dosłownie, bo raczej Ryan wcześniej nie śnił o takiej sytuacji, jaką ma z Lennym. Oh, nasz stalowy top. Pamiętam te rozdziały, gdy nawet nie dawał się klepnąć w tyłek przez Charliego. A teraz sam ma ochotę być jeszcze ostrzej posuwanym… Jak tu ich nie kochać.
    Za mało mi było jęków i krzyków Ryana :P Bo tak jak Lenny, ja też to uwielbiam. Bo Ryan nie jest typowym bottomem, nie jest też zniewieściały, a jednak podczas seksu jest strasznie głośny. To świetna rzecz :D W końcu już nawet parę osób słyszało jak krzyczy xD

    A właśnie, Charlie chyba nigdy się do Lena nie przekona jednak xD Ale co tam… Nie muszą się lubić, ważne, że obydwoje kochają Ryana i chcą dla niego jak najlepiej. Tylko inaczej to okazują i tyle. Lenny chciał chłopakowi dać do myślenie, no ale zrobił to w dość przerażający sposób xD Ryan jeszcze by to przetrawił, ale nasz słodki Charlie nie jest przyzwyczajony do takich rzeczy. Nie wyobrażam go sobie w więzieniu. Lenny był w swoim środowisku, Ryan się dostosował i wiedział jak się zachować, co robić. Ale Charlie… W życiu. Albo by go gwałcili, albo pociachali w pierwszych dniach. Jest za słodki i niewinny. Chociaż oczywiście miałby Ryana, ale jednak. Kurde, teraz sobie wyobraziłam jak są w kiciu we trzech xD Lenny broniłby Ryana, a Ryan Charliego i by zrobili mini gang xD Ta wizja mnie przeraża.

    Już nawet nie będę komentować różnicy między Lennym a Rushem, bo tu nic dodawać nie trzeba xD Wszystko widać jak na dłoni.

    Lenny potrafi być romantyczny, chociaż na swój sposób. Ale Ryan nie jest Charliem i mu takie coś wystarcza. Ten drugi za to by chciał co chwile słyszeć wyznania miłości ;p

    Ah, nie mogę przestać myśleć o Ryanie na górze. Mi się to bardzo podobało, bo to był pierwszy raz Ryana. Znaczy, pierwszy w takiej pozycji. Uwielbiam wszystkie pierwsze razy! (Dlatego czekam niecierpliwie na Alexa robiącego lodzika). Ryan czuł się bardzo dziwnie, bo pewnie jeszcze trochę wypiera to, że lubi być na górze. Gdy Lenny dominuje, to Ryan pewnie czuje się w jakimś sensie zmuszany i dzięki temu nie czuje się jak prosząca się o wydymanie kurewka. Którą nie jest, ale tak to pewnie widzi xD Gdy Lenny przejmuje kontrole, to Ryan nie ma sobie nic do zarzucenia. Bo przecież się rzuca i wyrywa, co nie? A tutaj sam na niego wsiadł, sam się nabił. I może i to nie jest wymarzona pozycja ten pary, bo wolą obydwoje ostrzej, to Lenny przynajmniej zobaczył, że Ryan naprawdę to lubi i chce tego.
    Ah, ich związek jest coraz poważniejszy!

    I nie mogę uwierzyć, że te wszystkie pary nie są ze sobą nawet roku… Czuje jakby minęło parę lat. Przynajmniej u Charliego i Rush, którzy są jak małżeństwo.
    A Ryan i Lenny chyba nadal się odkrywają nawzajem. Jeszcze mają długą drogę przed sobą.

    Co do JA, to nie wiem, bo mało ich! Dajcie więcej Alexa i Jasona! :D

  9. saki2709 pisze:

    Po tytule już wiedziałam, że będzie obiecane ferrari :) Ciekawe, co to za przysługa, którą Lenny musiał wypełnić, żeby dostać samochód. Nagroda zacna, chociaż spodziewałam się lodzika. No ale Ryan na jeźdźca to też niecodzienny widok, bo on woli jak go Len bierze, ale jak widać i ta pozycja ma swoje zalety, co zresztą Ryan zauważył. Ale jak mniemam się do tego przyznał i nie sądzę, by w najbliższym czasie się to powtórzyło (Nie narzekam, bo o ile ta pozycja pasuje do Alexa, to do nich już dużo mniej. Ale brak miejsca robi swoje) No bo to przecież jakby otwarcie przyznał, że lubi być na dole. Widać, że nadal go to trochę męczy. No bo przecież przez całe życie był topem i nikt nie miał dostępu do jego pośladków, a tu nagle zjawia się taki Lenny i Ryan staje się regularnym bottomem. No i mam wrażenie, że polubił to bardziej niż topowanie, bo już nawet zaprzestał prób dostania się na górę. Chyba że to tylko takie uśpienie czujności.
    Kochanie dostało obiecaną przejażdżkę ferrari :) No ale bonusa zgarnął Lenny. Tylko że w początkowym założeniu to Ryan miał być na górze :) Ale jemu to chyba nie przeszkadzało. No i to zdanie… „po chuj żyć bez księżniczki” czy jakoś tak… (nie mogę sprawdzić, bo komciam z telefonu). To było takie rozczulające, takie cudne, takie… no, jak dla mnie przebiło nawet to „ja ciebie chyba też”. Takie: jak ciebie nie będzie, to nie ma sensu żyć. Zabrzmiało to trochę jakby kochał swoją księżniczkę bardziej niż własną matkę.
    Charlie się chyba trochę przestraszył, jak tak Len na niego naskoczył(?). Lenny może stracić przez to trochę punktów. No ale on chciał mu tylko dać do zrozumienia, żeby razem z Ryanem nie zrobili niczego przez co można trafić za kratki.
    Co do drugiej części… było… gołąbkowo :) Mam nadzieję, że nie będą mieć żadnych problemów z urzędem emigracyjnym. A to biuro całkiem fajnie wygląda. To spotkanie z Alexem to właśnie w tej sprawie?
    Czekam na next.
    Ps: jak będziecie miały czas, to mogłybyście zajrzeć na mojego bloga? Na razie tylko jeden rozdział, ale wkrótce dodam next.

  10. Katka pisze:

    Tigram, jakoś podskórnie wiedziałam, że nie będziesz zadowolona XD Cóż, niestety operacja „Testarossa” miała tyle, a tyle stron i nie dało się rozbić ciągłości, więc, cóż, jest jak jest ;)

    Tess, bo Charlie i Rush od tego są, by powodować cukrzycę, ot co! XD A Lenny… och tak, on ma ten talent, że nic nie mówi, nic nie mówi, a jak już coś powie, to z dużą mocą XD Hehe, umie być rozczulający :)

    Ive, taaa, sielanka nie może być wieczna. Koleje losu różnie się toczą… Matko, ale lamersko gadam XD Ale, ale, też pozdrawiamy, a wenę chętnie zbieramy :D

  11. IVE pisze:

    Jest słodko, idealnie, cudownie… Wszyscy szczęśliwi i zakochani – aż się boję pomyśleć kto ta sielankę zepsuje i jak bardzo…
    Pozdrawiam i życzę weny***

  12. Tess pisze:

    Oo, nie spodziewałam się tak szybko tego Ferrari i seksu :D Wow, świetny był.
    Te dwa zdania wyjątkowo przykuły moją uwagę.
    „Matko, ich faceci byli tacy inni! Rush nie puściłby go bez buziaka.” – Przez Charliego i Rusha cukrzycy się nabawię :D
    „Bo po chuj żyć bez księżniczki?” – Och, a to było takie w stylu Lennego. Niby wydaje się taki szorstki czasami, ale jak coś już powie to jest to bardzo, bardzo rozczulające :)

  13. TigramIngrow pisze:

    Ten tytuuuuuuuł!
    O maj, o maj!
    Ale czyli co, znów Rynna? A co z obiecanym, specjalnym seksem JA? Heloł? Ja pamiętam!
    -.-
    Czemu mi to robicie?
    Czeeeeeemu? *łka*
    Wszystko, kurwa, jest. Jebany Ryan (i to dosłownie), Lenny, ferrari, Charlie, Rush, biuro.
    GDZIE.DO.KURWY.NĘDZY.JEST.ALEX.I.JASON?!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s