Fire Dragon Tattoo Studio – 153 – Bajka z dzieciństwa

Lenny przetarł twarz w zmęczonym geście, po czym napił się piwa.
Siedział bokiem na kanapie przed telewizorem z nogami na udach Ryana. Był zmęczony. Dniem, ostatnią nocą w pracy i tym, że chyba brakowało mu kondycji, bo nie miał sił. Ale to może przez mecz z Jasonem. Byli zupełnie różni, ale nawet dobrze im się grało. I tak właściwie Lenny powinien być z siebie zadowolony, bo w porównaniu z Jasonem trzymał się świetnie.
— Nic w tym cholerstwie nie ma — mruknął.
Ryan z uporem przeskakiwał po kanałach, szukając czegoś wartego uwagi. Wreszcie podarował sobie te wysiłki, wyłączył telewizor i rzucił pilot na fotel obok.
— No, nie ma, pieprzyć to. — Westchnął, odchylając głowę na oparcie.
Lenny ze znudzoną miną przechylił po raz kolejny butelkę i zagapił się na chłopaka. Ten za to patrzył na wylegującego się na podłodze rudego kota. Zacmokał na niego i Jay przekrzywił głowę, po czym wskoczył na kanapę. Wbrew nadziejom Ryana, wylądował na kolanach Lenny’ego i ułożył się na nich, trącając pazurem guzik od jego spodni. Lenny spojrzał na kota zblazowanym wzrokiem.
— Weź to swoje zwierzę — mruknął, poruszając do góry biodrami, żeby kot nie wpadł na pomysł uwalenia się na nim.
Jay miauknął i wdrapał się w górę na jego klatę, gdzie się położył. Ryan obserwował to z rozbawieniem, starając się jednak zachować powagę, ale nie wytrzymał, kiedy Jay złapał za dreda Lenny’ego i nie mógł uwolnić pazura, który tam utkwił.
Parsknął głośnym śmiechem, obserwując zmagania rudzielca. Lenny warknął pod nosem i chwycił zwierzaka za kark, zaś drugą ręką odłożył piwo na podłogę.
— Ryan, weź tego kota i wyplącz mnie, do cholery! — Zaczął się męczyć z oswobadzaniem swoich włosów.
— Oj, dlaczego? — Ryan uśmiechnął się olśniewająco, nie ruszając się z miejsca. — Jay odkrył nową zabawkę. Przynajmniej on z naszej trójki nie będzie się nudził.
Kocur tymczasem machał uwięzioną łapką, próbując sobie pomóc drugą tak, że raz po raz wyrywał jeden pazur, by zahaczyć drugim.
Lenny spiorunował Ryana spojrzeniem. To nie było śmieszne.
— Zabawkę? Żebym ja później sobie zabawki, cholera jasna, nie znalazł — mruknął, starając się jakkolwiek pomóc kotu z wyplataniem się. Bynajmniej nie było to łatwe, ani go nie śmieszyło. — Aaa…! Ty przeklęty kocie, siedź na dupie!
Zniecierpliwiony Jay miauknął, wyrywając pazury, przy czym szarpał dredem Lenny’ego. Ryan zaśmiał się i wreszcie pochylił się do swojego kochanka.
— Trzymaj tego pieszczoszka, ja mu łapy oderwę.
Lenny skrzywił się, kiedy zwierzę mocniej pociągnęło go za włosy i chwycił obiema dłońmi rudzielca, unieruchamiając go… a przynajmniej tułów. Jego kończyny wierzgały wściekle, a zwierzę nieznośnie zawodziło swoim miauczeniem.
Ryan złapał rudzielca za przednie łapy i ostrożnie wyszarpnął pazury z dreda Lenny’ego. Jay miauknął na do widzenia, obserwując dredy czujnie. Niczym jakieś… niebezpieczne tentakle, które chwilę temu chciały go zabić.
— Hm… Coś czuję, że mały Jay będzie się mścić na tych twoich włosach — rzucił chłopak, wracając do siedzącej pozycji.
Lenny fuknął pod nosem, oglądając dredy. Były poszarpane i nie wyglądały tak dobrze jak zawsze.
— Żebym ja się na nim nie mścił. To twój kot. Czemu do mnie lezie?
— Lubi cię równie mocno jak ty jego. — Ryan uśmiechnął się do niego i sięgnął po kota, który spokojnie ułożył się na oparciu kanapy, głaskany po grzbiecie. — Wzajemne przyciąganie, nic nie poradzisz, że tak cię kocha — dodał, a Jay miauknął, patrząc na Lenny’ego.
— Lubi mnie jak ja jego? Ale kto powiedział, że ja lubię tego rudego pchlarza? — burknął mężczyzna, ponownie biorąc piwo z podłogi. Nie miał coś przeciwko zwierzętom, ale ten kocur mógł sobie nie znajdować w nim zabawki.
— Och, nikt. Tak tylko czasem zauważam, że zdążysz go nakarmić, zanim ja to zrobię, dajesz mu się o siebie ocierać i od czasu do czasu nawet podrapiesz za uszkiem — odparł rozbawiony Ryan.
Lenny za to wyglądał na zirytowanego.
— Jak lezie to i gapi się na mnie, jak wracam rano z pracy, to co mam mu żreć nie dać? Będzie to miauczało pod drzwiami i spać nie da.
— Hm… Ciekawe, dlaczego do pozostałych zarzutów się nie odniosłeś — zauważył Ryan z uśmiechem i poklepał go po kolanie.
Jay od razu wskoczył na nie, ale zaraz potem zeskoczył na podłogę i minął kanapę, unosząc dumnie ogon. Lenny odprowadził go spojrzeniem.
— Bo nie będę się tłumaczyć z czegoś tak głupiego.
Ryan tylko spojrzał na niego z lekkim uśmiechem i ponownie odchylił się na oparcie kanapy. Bawiło go fukanie kochanka na tego rudzielca. Oczywistym było, że bronił swojej męskiej dumy i osoby nieulegającej puszystemu futerku i proszącym ślepiom kota.
Lenny przewrócił oczami i dopił alkohol z butelki.
— Idę po piwo — oznajmił Ryan i zrzucił opierające się na nim nogi mężczyzny, wstając z kanapy.
— Mi też weź! — zawołał za nim kochanek, rozkładając się na kanapie.
— Pijesz jedno, chciałbym zauważyć — odparł Ryan przez ramię, idąc do kuchni.
— Skończyłem. — Zamachał pustą butelką.
Ryan wszedł do kuchni i popatrzył do prawie pustej lodówki. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, jak to się działo, że jedzenia w niej zwykle nie było, ale piwo się zawsze znalazło.
Sięgnął po dwie butelki, a jego spojrzenie padło na gazetę o samochodach na stole. Porwał ją i poszedł do pokoju. Podał piwo Lenny’emu, ze wzrokiem wbitym w stronę o nowych modelach Ferrari i nie odrywając od niej spojrzenia, ruszył na ślepo do sypialni.
Lenny tylko spojrzał za nim, ale nie ruszył się. Otworzył sobie piwo i napił się. Dopiero po dobrej chwili, wypiciu połowy butelki i pogapieniu się w wyłączony telewizor, podniósł się z kanapy, śledzony oczami rudego kocura. Westchnął ciężko i poszedł do sypialni.
Ryan leżał na brzuchu, przeglądając gazetę i popijając piwo. Co jakiś czas odgarniał spadające na twarz włosy, które były za długie, żeby nie zasłaniały mu widoku i za krótkie, żeby założyć je za uszy.
Lenny przekrzywił głowę.
— Co tam studiujesz, piękny? — Uśmiechnął się i usiadł na brzegu łóżka.
Ryan zerknął na niego i przewrócił z powrotem kilka kartek do początku, pokazując mu zdjęcie starszego modelu Ferrari.
— Wspominam stare, dobre czasy. — Uśmiechnął się krzywo. — Za takie mnie posadzili, tylko czerwone.
Lenny przyjrzał się zdjęciu.
— Fajna bryka — skomentował, nie robiąc żadnej uwagi odnośnie konsekwencji kradzieży samochodu. Nie to co Mike.
— Jest zajebiste, skurczysyństwo… — Ryan zacmokał, patrząc na samochód. — Super byłoby się jeszcze raz takim przejechać.
Lenny spojrzał na samochód, a potem na chłopaka. Coś mu zabłysło w głowie.
— Chciałbyś?
— Tak… Mimo że przez to cholerne cacko wylądowałem w pierdlu, to tak, chciałbym.
— A co byś za to zrobił? — zamruczał niskim głosem, a Ryan spojrzał na niego czujnie.
— Czemu pytasz…?
— A nie wiem. Zależy, co byś dla mnie zrobił. — Lenny uśmiechnął się troszkę wrednie, a jego dłoń zawędrowała na udo chłopaka.
Ryan spojrzał za siebie, wciąż leżąc na brzuchu. Przewrócił się bardziej na bok, tak pro forma. Uśmiechnął się do Lenny’ego uprzejmie.
— Czy mi się wydaje, czy usiłujesz mnie podejść? Co z tym samochodem?
Zrezygnowany mężczyzna przewrócił oczami. Ryan za dużo kręcił. Mógłby częściej być słodki. Chociaż z drugiej strony, takiego go lubił. Jeszcze zmiana by mu się nie spodobała i żałowałby swoich chęci.
— Ech, no mogę spytać to tu, to tam, czy się czegoś nie da skołować. Tylko pytanie, jak ładnie mnie poprosisz. — Uśmiechnął się znowu i wychylił do chłopaka, całując go w usta. Lenny doskonale wiedział, jak Ryan kochał samochody.
— Możesz popytać — rzucił chłopak niby obojętnym tonem i polizał jego usta.
— Mogę? Łaskawca. — Lenny zaśmiał się i złapał zębami jego dolną wargę, wsuwając mu jednocześnie palce we włosy. Były mięciutkie.
Ryan położył mu w tym czasie dłoń na karku, przyciskając do siebie jego głowę. Sam uniósł się nieco bardziej na łokciu. Lenny polizał jego usta i zassał po chwili dolną wargę. Zamruczał przy tym niskim głosem, masując skórę głowy kochanka.
— To jak? — mruknął Ryan po chwili, podnoszę się trochę i zawisając nad nim. — Załatwisz z tym Ferrari?
— Testarossę? A nie lepiej coś nowszego? — dopytywał mężczyzna, głaszcząc głowę kochanka i co jakiś czas bawiąc się jego włosami.
— Lubię Testarossę… Miałem taki mały breloczek, odkąd pamiętam. Chyba dostałem od siostry, kiedy byłem mały. — Wpatrzył się uporczywie nieprzeniknionym wzrokiem w zielone ślepia Lenny’ego.
Mulat przewrócił nimi i ponownie go pocałował.
— Jesteś rozkoszny, jak czegoś chcesz. A co ja z tego będę miał poza widokiem twojej szczęśliwej buźki? Hm, piękny?
— A co, nie wystarczy ci ona? — spytał Ryan z lekkim uśmiechem i pocałował go z boku w szyję.
— Niby starczy… Ale miałbyś ochotę na numerek w tym przeklętym Ferrari?
Ryan poczuł, jak na samą myśl zrobiło mu się cieplej.
— Hm… brzmi zachęcająco — rzucił niskim głosem, polizał go po szyi i wyprostował się z powrotem.
Lenny zaśmiał się i odrzucił swoje długie dredy do tyłu, dając większe pole manewru ustom chłopaka. Ryan tylko rzucił mu krótkie spojrzenie i uroczy uśmiech, po czym pochylił się do jego szyi, całując ją agresywnie i podgryzając. Przytrzymał go przy tym z boku twarzy.
Mulat tylko wyszczerzył niemal demonicznie swoje białe zęby. Ryan za to pchnął go na plecy, pochylając się nad nim nisko i obcałowując mocno jego szyję i ramię. Kiedy to robił, poczuł, jak wokół jego szyi oplotły się ramiona kochanka, po czym przy jego uchu pojawiły się usta Lenny’ego.
— Nabiłbyś się na mnie…
Ryan aż zatrzymał się z ustami przy jego szyi. Przeszedł go prąd. Dziwny. Nie do końca przyjemny, ale też nie do końca zły.
Chętnie spojrzałby groźnym wzrokiem na Lenny’ego, ale chyba w tej chwili nie miał na tyle animuszu.
— Nie wydaje mi się, żebym się na ciebie nabił…
— Czemu? — spytał mężczyzna kuszącym głosem, przejeżdżając palcami po bokach Ryana i wywołując u niego dreszcze.
Bo to tak, jakby przyznać się otwarcie, że chcę w sobie twojego chuja, pomyślał z grymasem chłopak. Wciągnął powoli powietrze do płuc, czując dłonie kochanka. Bardzo stymulujące.
— Ponieważ nie interesuje mnie taka konfiguracja? — Uśmiechnął się uprzejmie, unosząc nad nim.
— Wolisz, jak nie pytam? — spytał domyślnie Lenny.
Ryan upadł z powrotem na bok, patrząc na niego groźnie. I jak mam odpowiedzieć…?
— Wydaje mi się, że jesteśmy ze sobą wystarczająco długo, żebyś zdążył zauważyć, jak lubię.
— I nic mi nie powiesz? Wszystko mam robić na zasadzie prób i błędów? — Mulat westchnął i usiadł po turecku. — Ja lubię, jak mnie dotykasz tu. — Wskazał palcami miejsca za swoimi uszami. Już kiedyś Ryan go tam dotykał. I zawsze wywoływało to w nim szalone sensacje.
Ryan przez chwilę milczał, lekko zaskoczony. Przemyślał i położył się na plecach, zakładając ręce za głowę.
— Lubię, jak mnie gryziesz — odparł, obserwując go ostrożnie. Jak zacznie się śmiać, to mu przypierdolę.
— Mocno czy jak podszczypuję zębami? — dopytywał Lenny z pełną powagą.
— Nie wiem, różnie… W usta jak gryziesz. I ramiona.
— Aha. Ja lubię, jak jesteś głośny. — Uśmiechnął się i aż oblizał wargi. — Strasznie mnie to podnieca.
— To już wiem, dlaczego mnie jeszcze nie zakneblowałeś, mimo swoich dziwnych pomysłów…
— Bo to jest gorące. — Lenny westchnął ciężej. Jak na dłoni było widać, że nie kłamał i na samą myśl robiło mu się cieplej.
Ryan aż się przez chwilę na niego zapatrzył, widząc to.
— Wolę, jak masz rozpuszczone dredy i mnie łaskoczą.
Lenny uśmiechnął się i zatrząsł głową tak, że jego włosy rozsypały się bardziej na boki.
— Jak z laską. — Zaśmiał się.
— Fajne są, przyznam. — Ryan uśmiechnął się i wyciągnął rękę, trącając dreda.
Lenny chwycił jednego z nich i zakręcił nim.
— Jay też je lubi. — Uśmiechnął się i pochylił do chłopaka, chwytając go za dłoń. Splótł z nim palce. — Tak też lubię.
Ryan nie zaoponował i przesunął po jej wierzchu palcami. Pociągnął jego rękę bliżej swojej twarzy i pocałował w przedramię.
— Hm… Ja lubię twoją czekoladową skórę.
Lenny przełknął ślinę, gapiąc się na chłopaka czułym spojrzeniem. Było to coś, co Ryan nieczęsto miał okazję widzieć. To niezwykłe zjawisko najczęściej występowało albo rano, jak się przebudzał i przyłapywał Lenny’ego, że się na niego gapi, albo zaraz po seksie. I bardzo lubił to spojrzenie. Wtedy wyraźnie widział, że był dla niego ważny.
Pociągnął go niżej do siebie, nie puszczając jego dłoni, a drugą ręką obejmując za szyję i przytulając się. Mężczyzna uśmiechnął się ciepło.
— A poranki? Lubisz to? — spytał po chwili do ucha chłopaka.
— Co konkretnie?
— Jak cię tak budzę… — Lenny westchnął i uśmiechnął się sugestywnie. Na pewno mówiąc „tak”, nie miał na myśli śniadania do łóżka. Sięgnął przy okazji do tyłu, łapiąc rękę chłopaka i przesuwając ją sobie na bok szyi. — O tu.
Ryan przesunął palcami po jego skórze, głaszcząc go niemalże jak Jaya za uchem.
— Też. Ale wolałbym, żebyś jednak był całą noc w łóżku — odparł w krzywym uśmiechem.
Lenny westchnął ciężko i oparł brodę o ramię kochanka.
— Też bym wolał, ale co poradzę? Taka robota.
— Chujowa — mruknął Ryan, muskając jego skórę palcami.
Niezadowolony Lenny burknął coś na potwierdzenie, nie przestając się bawić palcami chłopaka. Jak prawdziwa para. Takie gołąbeczki. Aż się zaśmiał na taką myśl w swojej głowie.
— Z czego się śmiejesz? — spytał Ryan i puknął w ramię palcem.
— Z tego jak siedzimy — wyjaśnił Lenny, podnosząc głowę i cmokając kochanka w czubek nosa.
Ryan zmarszczył go.
— Ściślej to leżymy. — Uśmiechnął się uprzejmie. — I co w tym śmiesznego?
— Jak gołąbki zakochane. — Lenny zaśmiał się, w pełni rozbawiony abstrakcyjnością sytuacji.
— Hm… Tak, „gołąbki” to głupie określenie — zauważył Ryan i założył z powrotem obie ręce pod głowę, patrząc na mężczyznę. Czuł się paradoksalnie bezpiecznie i przyjemnie przy tym mężczyźnie. Zrelaksowany, spokojny i… zakochany.
Lenny wciąż miał szeroki uśmiech prezentujący jego białe, podkreślone przez kolor skóry zęby.
— A jakie byś wolał?
Ryan udał, że się zastanawia.
— Hm… Do ciebie pasuje tylko kocur, wybacz. Jesteś jak drapieżnik, Lenny. I żadne gołąbeczki mi do ciebie nie pasują, jakkolwiek byś mi nie gruchał nad uchem. — Uśmiechnął się tym swoim uśmieszkiem.
Lenny zaśmiał się i zamruczał jak prawdziwy kot.
— Kocur? Taki duży? — Podniósł się i klęknął nad chłopakiem. Oparł się rękoma po bokach jego głowy.
— Tak. I te twoje zielone ślepia. No kocur, jak nic.
Lenny zamruczał ponownie i mocno polizał go po policzku, po czym złapał zębami płatek jego ucha. To tylko potwierdziło słowa Ryana. Wciąż polegiwał pod nim z rękami za głową, poddając się tym pieszczotom.
— Apetyczny… Tylko zjeść… — Lenny zaśmiał się, łapiąc płatek ucha kochanka do ust i ssąc lekko.
— Jak taki jesteś głodny, wystarczyło powiedzieć, a na pewno bym ci pizzę zamówił. — Ryan odchylił głowę w bok. — Ale nie przestawaj… — dodał niskim głosem.
— Nie mam zamiaru. — Lenny westchnął i skubnął zębami szyję chłopaka. Jednocześnie przesunął paznokciami pod jego bluzką.
Ryana przeszedł dreszcz, kiedy to poczuł. Jego wyrzeźbiona klatka piersiowa poruszyła się wyraźnie w głębszych oddechach, a jego kochanek lizał go, gryzł i drapał na zmianę.
— Ryan… księżniczko — zamruczał w usta chłopaka.
— No, kurwa… Musiałeś z tym wylecieć wreszcie, jakże przewidywalnie! — syknął Ryan. Czuł, jak mu się robiło coraz gorącej po tych pieszczotach, a on nagle z tą „księżniczką”. Nadal nie umiał się do tego przyzwyczaić.
— Znasz mnie, więc czemu się dziwisz? — spytał Lenny, przesuwając ciepłą dłonią jego boku.
— Nie dziwię się. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że mógłbyś się wreszcie któregoś pięknego dnia nauczyć, że to określenie brzmi dla mnie odrobinę frustrująco — odparł Ryan z krzywym uśmiechem, wodząc wzrokiem za jego dłonią.
— Uch, znowu to samo — mruknął mężczyzna, nieznacznie tracąc animusz. — Przecież wiesz, że to nie jest złośliwie.
— Tak, pieszczotliwe. Jak do kobiety albo… — urwał, nie chcąc wspominać o więzieniu. — „Księżniczka”. Skąd ci w ogóle takie określenie przyszło do głowy? — spytał z niewyraźną miną.
Lenny spojrzał na niego czujnie, a jego dłonie się zatrzymały.
— Stare dzieje.
Ryan zauważył zmianę i zapytał dopiero po chwili:
— Jakaś dłuższa historia?
— Nie bardzo. Tylko nieciekawa — mruknął Lenny, podnosząc się znad Ryana.
Ten uniósł się na łokciach, obserwując uważnie. Wreszcie usiadł prosto.
— Opowiedz mi, proszę.
Lenny przewrócił oczami. Po raz kolejny zamiast zacząć się kochać, zaczynali gadki szmatki. Ostatnio w ogóle nie mieli albo okazji na seks, albo wychodziły sytuacje jak ta obecna. To było irytujące. A Ryan jak zwykle drążył.
— Naprawdę nie jest ciekawa — spróbował się wykręcić. Chociaż znając Ryana, miał na to znikome szanse.
— Nieważne, opowiedz, proszę — odparł, sięgając z szafki po swoje nieskończone piwo i napił się, patrząc na Lenny’ego wyczekująco.
Ten westchnął ciężko i walnął się na plecy jak kłoda. Jego długie dredy rozsypały się na kołdrze.
— To z dzieciństwa. Wychowywała mnie tylko matka, zresztą sam wiesz. I na dobranoc, jak byłem taki mały, czytała mi bajki — zaczął z posępną, a może i bardziej zrezygnowaną miną.
Ryan siedział obok, popijając piwo i słuchając. Lenny zamierzał się teraz otworzyć? Rzeczywiście mam usłyszeć coś o jego przeszłości? To na pewno była na tyle niecodzienna sytuacja, że starał się tego nie zepsuć żadnym niewłaściwym komentarzem.
— I?
— No i była taka o księżniczce… — mruknął Lenny, zirytowany, że musiał mu to opowiadać. Co prawda niby Ryan zgodził się być tą księżniczką, jak mu wyjaśnił, kto w więzieniu nosił takie miano, ale… istniało przecież drugie dno tego określenia. — A raczej o takim chłopaku. Wiesz, taka przerobiona wersja starej bajki na coś współczesnego. — Machnął ręką, żeby nie wchodzić w szczegóły. — W każdym razie jako bachor lubiłem tę bajkę, bo opowiadała, jak zwykły dzieciak był na tyle odważny i uparty, że obronił cudną, wspaniałą i tak dalej księżniczkę przed „złem całego świata” — zironizował na koniec. — No i zostało mi marzenie ze szczenięcych lat, że fajnie byłoby mieć taką swoją księżniczkę, którą by się broniło — prychnął, gapiąc się w sufit.
Mocno to uprościł, bo jakoś nie chciało mu się o tym mówić. To wszystko z biegiem lat mocno ewoluowało, zmieniało się. Dużo miała wspólnego z tym jego siostra i… ogólnie to, co wydarzyło się w jego życiu. Nie chciał jednak wszystkiego dokładnie tłumaczyć. „Księżniczka” wiele dla niego znaczyła, nawet jeśli w więzieniu mocno nadużywał tego słowa. Sens był jeden. Księżniczce nie mogła stać się krzywda.
Ryan aż zatrzymał się butelką w połowie drogi do ust. Nie spodziewałby się, że usłyszy coś takiego. Wiedział, że Lenny w przeciwieństwie do tego, co mówiono w więzieniu, nie był pozbawionym skrupułów, zimnym mordercą. Ale ta opowieść… To było takie… niewinne.
— Naprawdę ci to zapadło w pamięć… — powiedział wreszcie.
Lenny zgiął mały i serdeczny palec, a pozostałe dwa przyłożył sobie do skroni.
— Puuuf. I po chuj ci to mówiłem…? — prychnął.
Kiedy to wszystko wyszło na głos z jego głowy, miał wrażenie, że było jeszcze bardziej żałośnie, niż kiedy tam tkwiło. Wolał nawet nie rozważać, co Ryan mógł sobie o nim po tym pomyśleć.
Chłopak uśmiechnął się do siebie i odłożył butelkę. Położył mu przedramiona na torsie i popatrzył w oczy.
— Dobrze, że mi opowiedziałeś. To co? Znalazłeś swoją księżniczkę, tak?
Lenny w końcu spojrzał na niego.
— A nie zauważyłeś?
Ryan prychnął.
— Hm… Dałeś mi do zrozumienia kilka razy. Ale przyznam, że nie wiedziałem, że tak poważnie to traktujesz — odpowiedział, w duchu aż dziwnie się z tym czując. Skoro tak na to patrzył… przez pryzmat bajki w dzieciństwie, a nie cweli w więzieniu, to nabierało to innego, wręcz skrajnie innego znaczenia.
Lenny rzucił mu zblazowane spojrzenie.
— Tak… No, specjalnie robiłem z ciebie idiotę tylko dlatego, żeby cię wkurwiać — burknął. Nie lubił się tłumaczyć, a ta historia z dzieciństwa była chyba najsilniejszym wspomnieniem z tamtego okresu, jakie miał.
— A nie uważasz, że jestem wystarczająco duży, że nie trzeba mnie przed niczym bronić? — Ryan odpowiedział na to spojrzenie wymownym uśmiechem, ignorując komentarz.
— A nie uważasz, że jestem wystarczająco duży, żeby nie bawić się we wspominki bajki z dzieciństwa?
— Nie. — Głos Ryana brzmiał pewnie. Uśmiechał się w duchu. Lenny, który spędził w więzieniu całkiem sporą część swojego życia, mimo to zachował tak niewinne wspomnienia.
Mulat przewrócił oczami i zsunął się z łóżka. Odechciało mu się wszystkiego. Znowu zrobił z siebie idiotę.
Ryan wciąż leżał na łóżku, patrząc na niego.
— Hej, Lenny. Mógłbyś mnie oświecić, gdzie idziesz?
— Pogapić się w pudło w salonie — odparł, wychodząc z sypialni.
Chłopak spojrzał za nim, leżąc jeszcze chwilę. Nie zdziwiło go zachowanie kochanka. Znał go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, jak ciężko mu takie zwierzanie przychodziło.
Wreszcie wstał i poszedł do pokoju.
Mężczyzna polegiwał na kanapie, przerzucając bez sensu kanały. Na jego brzuchu leżał rudy kocur i mruczał, zadowolony z życia. Tym razem Lenny nie kłopotał się z jego zrzucaniem, jak jeszcze kilkanaście minut temu. Wyglądał na zobojętniałego.
Ryan podszedł do kanapy i klęknął z boku, tuż za głową Lenny’ego. Położył dłonie na oparciu i pochylił się nad mężczyzną, żeby pocałować go w usta. Kiedy to zrobił, powiedział:
— Kocham cię, Lenny.
Mężczyzna spojrzał na niego ze zmarszczonymi brwiami, ale w końcu westchnął ciężko, rozluźniając twarz.
— Cwaniak.
Ryan uśmiechnął się i usiadł na fotelu. Widział, że Lenny już nie był taki niezadowolony, jak wcześniej.
— Uuu, jak przyjemnie. Znowu wracamy do punktu wyjścia, mało zajmującego, przyznam — rzucił, patrząc na telewizor. — Nic tu ciekawego nie ma, mimo takiej ilości kanałów.
— Wiem. Chodź tu.
Ryan spojrzał na kochanka i po chwili milczenia uniósł się z fotela, by stanąć przed leżącym na kanapie Lennym. Mężczyzna podniósł się, unosząc z siebie rudego kocura i przesunął, robiąc chłopakowi miejsce za swoimi plecami. Ten usiadł na kanapie, nie spuszczając wzroku z Lenny’ego, a ten przerzucił nogi przez boczne oparcie kanapy i położył się tak, że jego głowa wylądowała na udach Ryana.
— Powiedz to jeszcze raz — poprosił niespodziewanie, poprawiając swoje włosy, żeby na nich za bardzo nie leżeć i nie ciągnąć.
— Co mam powiedzieć?
— Że mnie kochasz.
Ryan odetchnął, przeczesując włosy palcami, po czym wreszcie odparł:
— Służę. — Pochylił się i pocałował go. — Kocham cię — powiedział poważnie.
Lenny przytrzymał jego głowę i oddał pocałunek. Długo i leniwie, jakby nigdzie mu się nie spieszyło i jakby chciał, żeby tak spędzili cały wieczór, zamiast gapienia się w telewizor.
— Ja ciebie chyba też — padło niespodziewanie i cicho z jego ust.
Ryan otworzył szerzej swoje czarne oczy. Jeśli miało być coś, czego się po nim w tej chwili nie spodziewał… to właśnie tej odpowiedzi.
Wciąż wisiał nad nim w tej pochylonej pozycji, blisko jego twarzy i patrzył w jego zielone ślepia… szczęśliwy. Kompletnie nie wiedział, co odpowiedzieć.
Pochylił się jeszcze niżej, całując go z uczuciem. Stęknął mu w usta. Aż poczuł, jak po jego ciele rozlało się przyjemne ciepło. Czuł je pod skórą, w żyłach, w sercu… Wszędzie. A do tego czuł, jak mężczyzna odpowiadał na jego pocałunek. Tak nienachalnie, spokojnie, czerpiąc z tego, jak najwięcej się dało. Wiedział, że Lenny lubił się całować, ale teraz…
Ryan kontynuował to przez chwilę, by wreszcie odsunąć się od ust mężczyzny i przymknąć oczy, kładąc czoło na jego czole.
— Cieszę się — powiedział tylko.
— To dobrze. Nie oczekuj jednak, że usłyszysz to za często.
— Wiem, że jesteś w takich „głupotach” oszczędny — odparł Ryan wymownie, lecz Lenny wyraźnie widział, jak patrzył na niego z zadowoleniem.
— Nie nazywam to głupotami… ale wiesz jak jest… — brzmiał na trochę zagubionego. Takie wyznania naprawdę nie przychodziły mu łatwo.
Ryan wyprostował się na kanapie, trzymając dłoń na klatce piersiowej Lenny’ego.
— Rozumiem.
Nie musiał często tego słyszeć. Ważne, że wiedział. Po takim czasie nawet się nie spodziewał, że w ogóle może coś takiego usłyszeć. Nie od tego skurczybyka.
— Mhmm, to dobrze — odparł Lenny i pogładził kochanka po twarzy.
Ryan uśmiechnął się lekko i zerknął na wciąż włączony telewizor.
— Włączę kanał sportowy, to może z braku laku chociaż mecz jakiś obejrzymy, co? — rzucił po chwili obojętnym tonem, wciąż jednak myśląc o tym, co usłyszał.
Lenny kiwnął głową i podniósł się, żeby podać kochankowi pilot ze stołu. Kiedy tylko to zrobił, ponownie położył się głową na jego kolanach.
Ryan włączył jakiś mecz. Oglądając, bawił się leniwie dredami Lenny’ego, a Jay mruczał cicho, polegując w kącie kanapy. A nie bez powodu, bo Lenny gładził go po futerku. A jeszcze niedawno niemal się tego wypierał…
Po jakimś czasie Lenny poczuł, że dłoń na jego włosach poruszała się coraz wolniej, by wreszcie całkiem znieruchomieć. A Ryan siedział na kanapie z głową opartą z tyłu i zamkniętymi oczami.
Lenny spojrzał na niego i uśmiechnął się głupio. Wziął kota na ręce i podniósł się z kanapy. Jaya położył kochankowi na kolanach, żeby dalej go grzał, a sam poszedł do kuchni.
Jak zwykle był tam bajzel, jak w każdym innym pomieszczeniu w ich mieszkaniu. Lecz tutaj na podłodze nie walały się ubrania, za to w zlewie stały naczynia, a na szafce puste butelki.
Spojrzał na zegar wiszący na ścianie, a następnie do lodówki. Pusta, nie licząc piw. Z ciężkim sercem poszedł się ubrać, wziął portfel i wyszedł z mieszkania.

30 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 153 – Bajka z dzieciństwa

  1. O. pisze:

    Tigram chyba musimy się skumać kiedy na poważną rozmowę… Bardzo poważną rozmowę… Taką, że puci puci nie pomoże…

  2. TigramIngrow pisze:

    Doprawdy, nie wiem czego się boisz. Przecież znam Wasze adresy, wiem gdzie się uczycie(łyście) i kilka innych szczegółów z życia. Czego tu się obawiać…

  3. TigramIngrow pisze:

    Kat, od kiedy psychofanizm Wam przeszkadza? Znacie mnie tyle czasu, powinnyście się już trochę z tym oswoić. A pamiętajcie, ja i O. to dopiero początek!

  4. O. pisze:

    Dlaczego to przeraża? Raczej to chyba ma pozytywny wydźwięk, bo gdyby ktoś czegoś nie lubił to by to się nie kojarzyło xD

  5. Katka pisze:

    O., so cute :D Chociaż aż mnie przeraża, jak wiele z pozoru niezwiązanych z opkami rzeczy potrafi się z nimi kojarzyć XD

  6. O. pisze:

    No bo z Wami i z Nimi inaczej się nie da, po prostu nie da…. ;o ;o ;o
    <33333333333333333333333333
    "Budziłem się w nocy, żeby patrzeć na twoją śpiącą twarz. To było jak położenie mi ręki na głowie i pozwalało spać dalej."
    Jacek Podsiadło "W lunaparkach smutny, w lupanarach śmieszny"
    Takie tam skojarzenie z tą sceną xD

  7. Katka pisze:

    O., Ty i atak serduszek – nigdy mi się to nie znudzi XD Ale słodki fragment znalazłaś, sama bardzo lubię tę scenę i to wręcz maślane spojrzenie Lenniaczka. Mrał.

  8. O. pisze:

    „Lenny przełknął ślinę, gapiąc się na chłopaka czułym spojrzeniem. Było to coś, co Ryan nieczęsto miał okazję widzieć. To niezwykłe zjawisko najczęściej występowało albo rano, jak się przebudzał i przyłapywał Lenny’ego, że się na niego gapi, albo zaraz po seksie. I bardzo lubił to spojrzenie. Wtedy tak wyraźnie widział, że był dla niego ważny.”
    <3333333333333333333333333333333333333333333333333333333
    Lubię sobie wyobrażać jak to Lenny leży na boku, wsparty na łokciu i spoglądając na Ryana głaszcze go po policzku <33333333

  9. Shivunia pisze:

    Seiridis >> spoko. No problemo ;) To dość skomplikowane, ale wiesz, dużo uczuć jest skomplikowanych i nie zawsze wszystko DA się wyjaśnić. Po prostu tak jest. A Ryan, zaręczam nadal się z tym oswaja. Mniej lub bardziej ;)

  10. Seiridis pisze:

    Shiv, ok, dzięki za odpowiedź. Postaram się już na ten temat nie marudzić, bo nie ma nic więcej do powiedzenia. Po prostu mam wrażenie, że trudniej mi się z tym oswoić niż Ryanowi było.

  11. Shivunia pisze:

    Seiridis >> Już pędzę z wyjaśnieniem. W tekście nawet było, ze w pierdlu mocno nadużywał tego słowa. Z czym też czuje się źle. Ale facet poszedł do więzienia. To mu też humor delikatnie mówiąc zepsuło, a jak już potrzebował jakiegoś słowa na osoby które ma pod swoim patronatem, to padło na „księżniczkę”. To było dość krótkie skojarzenie, ale przez to nie do końca właściwe. Bo to też taki chichot losu. Ma się marzenie, a potem idzie się do pierdla. Więc wychodzą takie …nie szczęścia jak kilkanaście księżniczek. Warto też pamiętać, że nie tylko osoby które Lenny posuwał były księżniczkami. Ogólnie osoby z protektoratem Lennego. Na swój sposób należące do niego. Których jednak nie dymał, ani nic takiego. W ogóle sprawa księżniczki jest dość skomplikowana. To takie pieszczotliwe określenie, które najpierw ma dużą wartość, potem chce się je trochę „sponiewierać” bo w końcu nie ma się już szans na normalność i chce się od niej odciąć… a potem wraca to co było wcześniej.
    Zresztą, to słowo. Nie ważne aż tak jakie, ważne w jakim kontekście jest mówione ;)

  12. Seiridis pisze:

    Awwwwwwwwwwwww. To było takie mega słodkie, że nie wytrzymam. Normalnie aż mi taki wielki wyszczerz został. Znów dowiadujemy się czegoś nowego o Lennym, ale dla mnie to się trochę kupy nie trzyma, ta opowieść o księżniczce, bo skoro to miał być ktoś specjalny, kogo by Lenny chronił, opiekował się nim i kochał – ktoś jedyny na świecie, to czemu dał takie ksywy więziennym swoim dziwkom. No chyba ci wszyscy faceci to nie byli „ci jedyni”…

  13. Shivunia pisze:

    Gordon >> Boshe, jestem taka straszna jeśli chodzi o odpisywanie. No ale cóż XD Może przetrwasz XD
    Czas mija, a my jednak staramy się was nie zanudzać takimi „w międzyczasie” chociaż je też nam strasznie dobrze się piszę. Ale trzeba być rozsądnym. ” Caly rozdzial to zaskok krok po kroku.” i własnie o to chodzi ;)
    „Nastroj mu siadl” – nom, bidoczek. Bo uważa, że to takie mało męskie i w ogóle pfff wspominać bajkę z dzieciństwa. Albo w ogóle być uczuciowy. Zdecydowanie wychowanie i środowisko dobrze mu na głowę nie wpłynęło. Przy Ryanie na szczęście się trochę rehabilituje. A ten też nie ma z tym problemu. I nie wymaga gruchania na dzień dobry i na dobranoc. \
    A ten fragment… no bo Lenny to taki obrony kotek. Trochę na zasadzie, ja mogę „krzywdzić” ale nikt inny bo straci coś poza ręką.
    ” pewnie Lenny cos knuje…” się oooookaże ;)

  14. Gordon pisze:

    Whoa nie spodziewalem sie ze Lenny tak szybko sie zdobedzie na to wyznanie. Nastroj mu siadl. Koles jest oszczedny w slowach nie tylko jesli idzie o wyznania milosne ale on non stop jest milczacy to sie brawa naleza dla tego pana ;p Ich zwiazek robi sire na serio powazny. Ksiezniczka miala jeszcze inne znaczenie! Tego tez sie nie spodziewalem xD Caly rozdzial to zaskok krok po kroku. Podobal mi sie fragment gdzie Lenny mowil ze fajnie miec taka ksiezniczke ktora by sie bronilo ;p Rozmowa o samochodzie tez podejrzana, pewnie Lenny cos knuje… :>

  15. Shivunia pisze:

    Another >> Co może bardziej podbudować autora niż „Jestem w Niebie *,*” na samo dzień dobry w komentarzu.
    I tak, trochę się wyjaśniło. Lenny, okazało się, że ma drugie dno swojego „ksiezniczkowania”, które może ciut zeszmacił w pierdlu. No ale, każdemu się zdarzają. A bynajmniej facet nie jest idealny. Broń Boże.
    A twoja wersja, z tym “Kocham Cię moja księżniczko najukochańsza” to, hahahaa, boshe, aż zobaczyłam jak Lenny rzyga tęczą pow wypowiedzeniu takiego zdania. Biedny. By nie wydusił tego. To nie pasuje do jego męskiego ja. Trzeba przecież być oszczędnym w słowach, i takim …eeh… nawet nie mam na to słów.
    Też się zgadzam ze Jay jest słodki. Chętnie bym go adoptowała… ale nie mogę mieć kota :( Buuuu snif. Lenny ma lepiej niż ja. Snif. teraz. Nie np rok temu XD Ale to szczegół.
    Długość rozdziału standardowa. To dlatego że go tak szybko połknęłaś ;)

  16. Another69 pisze:

    Jestem w Niebie *,*
    Oh, cudowny rozdział, wreszcie wiemy o co chodzi z księżniczką.
    Ale to nie jest najważniejsze! Najważniejsze jest:”— Ja ciebie chyba też — padło niespodziewanie i cicho z jego ust.”
    No było takie Lennowate *,* Nie było słodkiego „Kocham Cię moja księżniczko najukochańsza”, tylko takie… Nie jestem pewien, ale chcę byś to wiedział.
    Ah, wiedziałam, że ta parka będzie w tym rozdziale, normalnie wiedziałam. Jeszcze przed tym boski bonus z nimi. I widać ten kontrast, to jak się ich życie zmieniło przez ten czas. Tak jeszcze w więzieniu, tutaj wyznają sobie miłość i są szczęśliwą rodziną, dwa koty i księżniczka xD
    W ogóle Jay jest boski. Uwielbiam jak się psoci Lennemu, są świetni.
    No i Lenny w ogóle idzie w dobrym kierunku. Powoli się otwiera, a ich związek staje się czymś naprawdę poważnym. Zresztą to przecież widać było, gdy Lenny poszedł do więzienia. Reakcja Ryana mówiła wszystko.
    Kurde, ten rozdział jest krótszy od innych? Wydaje się super krótki. No cóż… Ważne, że treściwy. Chociaż odkąd Lenn wrócił z kicia nie było seksu! Przynajmniej opisanego. A normalnie był? *,*
    Już za 3 dni ATCL!

  17. Katka pisze:

    Illita, ogólnie wszystko było słodkie, jak widzę XD Fajnie :D

    Tess, nooo, Lenny walczy z wewnętrzną barierą i Ryan może być chyba z niego dumny, że wreszcie do tego dochodzi :) Jason otwierał Alexa, Ryan Lenny’ego XD I cieszę się, że historyjka o księżniczce była zaskoczeniem :D Lubię, kiedy Lenny Was zaskakuje, hehe, a jeszcze na pewno nie jedno trzyma w rękawie.

  18. Tess pisze:

    Nie dość, że cały rozdział o mojej ulubionej parce z FDTS, to jeszcze tyle się wydarzyło :)
    Wow, no nareszcie :D Lenny robi wielkie postępy. Przełamuje się i opowiada o sobie coraz więcej, do tego to jego kocham Cię. Nie dziwię się zadowoleniu Ryana, też bym była szczęśliwa.
    Historyjka o księżniczce? Szczerze, to się chyba nikt nie spodziewał, że to z bajki. Dosyć nieoczekiwane i niezwykle urocze :D

  19. Illita pisze:

    To było… urocze. Nie przepadam za FDTS (nie no kłamię, JA uwielbiam) ale ten rozdział był wyjątkowo przyjemny. Przesłodka koncepcja z bajką z dzieciństwa :) I wyznanie miłości też słodkie. I kotek też słodki! Lubię. Bardzo!

  20. Katka pisze:

    Tigram, „Mieli szczęście, że nie uprawiali seksu, bo bym się sfochała jak amen w pacierzu.” – haha, oj czemu? Okej, wiem, nie przepadasz za nimi. Ale mimo tego, że rozdział nie bardzo Ci się podobał z oczywistego braku JA, to się cieszę, że uważasz, że niektóre elementy były dobre i fajne :) Ech, jakkolwiek byśmy naprawdę chciały „zrobić wszystkim dobrze” i pokazywać w każdym rozdziale ich ulubione pary, to jest to jednak niewykonalne. Szkoda, no ale przynajmniej uczycie się cierpliwości! XD Taaa, trzeba szukać plusów tam, gdzie ich nie ma XD A Jason i ostreoporoza – taa, też o tym rozkminiałam swego czasu, ale biedactwo i tak prawdopodobnie ma najgorsze zdrowie z nich wszystkich, więc niech chociaż tego nie ma.

    Nezumichi, nooo, dawno Cię tu nie widziałyśmy, więc fajowo, że dajesz znać :D I to takie zabawne, że jedni są niezadowoleni, a inni mają zaciesz, bo pojawiła się ich ulubiona postać. Jednak fajnie, że nie każdy ma taki sam gust XD I dokładnie, mimo że Lenny powiedział to „chyba”, to raczej wszyscy wiemy, że naprawdę kocha. Przecież nie wysilałby się na to wyznanie, gdyby nie był tego pewien :) I również serdecznie pozdrawiamy :D

    O., „Nie ważne jak często wypowiada się „kocham cię” ważne jest to,by w życiu codziennym małymi bądź większymi gestami upewniać drugą osobę.” – no i właśnie chyba Lenny woli w ten sposób okazywać Ryanowi uczucia. Nie słowami, a swoim zachowaniem. Coś mi się wydaje, że przychodzi mu to dużo łatwiej, a i Ryan nie narzeka. A ich rodzinka jest dość specyficzna – księżniczka i dwa koty XD Ryanowe poznawanie Lenny’ego idzie powoli, ale jak widać do przodu. Ryan chyba szanuje ten jego brak umiejętności w otwieraniu się, bo widzi, że postępy są. Jakby ich nie było i Lenny wciąż ukrywał wszystko, co się da, to pewnie Ryan zacząłby się mocno wkurzać… Och, a siostra Lenny’ego to baaaardzo śliski temat, więc póki co Lenny go unika jak może… Ale przecież na wszystko musi przyjść swój czas. Pytanie, jak szybko. Lenny to uparciuch i by dojść do jego wrażliwego „ja”, trzeba pokonać bardzo twardą skorupkę…

    Marta, hehe, trzymanie się za łapki zawsze jest rozkoszne, w czyimkolwiek wykonaniu :D I to w sumie takie zabawne, że wystarczyły słowa „kocham cię”, by uznać, że Lenny się otworzył. Ale fakt, ciężko mu to przyszło, więc to chyba znaczy, że naprawdę musiał się wysilić i zrobił to dla Ryana ;) Ale nie bełtaj tęczą, jeszcze do poziomu gołąbków im daleko XD

    Saki, taa, nawet takie „ja ciebie też” jest trudne dla takiego faceta jak Lenny. On jest pewien swojej męskości, bynajmniej kompleksów nie ma, ale broni jej jak może, jak widać (nie tylko po tym wyznaniu, ale i podejściu do kota XD). Tak się zamyka z emocjami dość mocno, woli ich nie okazywać, ale wreszcie przyszedł ten moment, kiedy to zrobił. Na szczęście, bo to jest potrzebne w związku, tym bardziej, kiedy Ryan tak mało o nim wie i właściwie nigdy do końca nie jest pewien, co się mu tam dzieje w głowie. „Że ta księżniczka to takie wspomnienie z dzieciństwa… No, nie spodziewałam się.” – hehe, co nie? Ryan też się nie spodziewał XD Był pewien, że jej geneza kończyła się na więzieniu, a tu się okazuje, że ma historię dużo wcześniej. To wiele zmienia na pewno w jego postrzeganiu tego określenia :)

  21. saki pisze:

    To było taakie słodkie. No i Lenny w końcu wyznał Ryanowi swoją miłość. Szkoda tylko, że to „chyba” się wkradło. To zabrzmiało tak, jakby do końca jeszcze nie był tego pewny. No ale to już jednak jakiś postęp, więc nie będę narzekać. Ale nadal czekam na takie prawdziwe „kocham cię”, a nie takie „ja ciebie chyba też”. Chociaż to dla takiego Leniaka i tak dużo. Raczej nie wygląda na takiego, co łatwo mówi o swoich uczuciach… Dobra, dość już o tym. Ta rozmowa o tym, co który lubi chyba jeszcze bardziej ich do siebie zbliżyła. No i w końcu wiemy, o co chodzi z tą „księżniczką”. Jak Lenny mu to opowiedział, to chyba łatwiej mu było zaakceptować tą „ksywkę”. No i tak w ogóle to było urocze. Że ta księżniczka to takie wspomnienie z dzieciństwa… No, nie spodziewałam się.
    Jay bawiący się dredami Leniaka wymiata. No i Lenny udający, że wcale koteczka nie lubi, a kiedy Ryan nie patrzy, to głaszcze go po główce. <3 Ciekawe dlaczego Jaya ciągnie bardziej Do Lena niż Ryana? Widocznie ciągnie swój do swego :) Albo Lenny niechcący rozpieszcza koteczka bardziej niż jego pan…
    Nie mogę się doczekać następnego.
    No i za 3 dni ATCL… Też się nie mogę doczekać.

  22. marta696 pisze:

    Aww to było taakie słodkie te tulaski ,trzymanie za ręce ,leżenie głową na kolanach .Powiedział „chyba kocham cie”,ożeszjapierodolę jaram się.Cudownie że tak,otworzył się przed swoim facetem. Wyjaśnienie księżniczki było pewnie dla Ryana wzruszające,normalnie nic tylko bełtnąc tęczą.Chętnie poczytałabym kłótnię JA tak dla równowagi

  23. O. pisze:

    Awwwwwwwwwwwww<333333333
    Nie ma to jak siedzieć na stażu z bananem do monitora <333
    Wiecie jak ich kocham? Tak,że skopałabym każdemu tyłek, który by im stanął na drodze xD Choć Lenny by to prędzej zrobił!
    Nie ważne jak często wypowiada się "kocham cię" ważne jest to,by w życiu codziennym małymi bądź większymi gestami upewniać drugą osobę. Ale nie powiem, czekam teraz aż Lenny powie te słowa bez "chyba", może to nawet zrobić w tych swoich foszkach. Super rodzinkę tworzą z tym kotem ;D Panterka jest jak rodzic, który nie chce się przyznać do rozpieszczania :D
    Ahhhhhhhhhh to trzymanie się za ręce i zabawa palcami <33 Więcej! Do tego te rozmowy co oni lubią, to dobry krok by lepiej siebie wyczuć.. Ryan chce poznać wcześniejsze życie Lenniaka, ale szanuje przy tym jego brak umiejętności w otwarciu się.. Chce kogoś bronić jako swoją Księżniczkę, ale potrafi zrozumieć, że w takiej relacji i Księżniczka może się nim zaopiekować, ale trzymam kciuki,że do tego dojdzie ;D
    Czy nastanie czas w którym Lenny opowie Ryanowi o swojej siostrze? Kiedy przestanie się bać okazać swoją słabą stronę, zapłakać przy nim? Tego mu życzę, Ryan na pewno się nim zajmie, więc może pozwolić sobie przy nim na zachowanie, które nie jest w jego (L) stylu. Wtedy mógłby się już lepiej poczuć. To zawsze pomaga. No ale do takich rewolucji chyba daleka droga.
    Oboje dużo wycierpieli w życiu..Zasługują na szczęście, więc niech je sobie dają..

  24. Nezumicchi pisze:

    Dawno nic nie pisałam, więc pora się odezwać. :3 Podobał mi się rozdział, a z tego opowiadania najbardziej lubię Lenny’ego, więc jestem bardzo, ale to naprawdę bardzo zadowolona i dumna z Lenny’ego. W końcu wyznał, że też go „chyba” kocha. Ale na pewno go kocha, ja to wiem i czuję, no i założę się, że nie tylko ja. xD Huh, no to koniec komentarza, bo oczkami się już zamykają xD Pozdrowienia i buziaki. :*

  25. TigramIngrow pisze:

    Nie będę się zachwycała nad ich sielanką, mimo że scena z wymienianiem tego co lubili była urocza.
    Mieli szczęście, że nie uprawiali seksu, bo bym się sfochała jak amen w pacierzu.
    Czy mi się zdaje, czy ten rozdział był jakiś ultra krótki?
    Pozostaje za to mieć nadzieję, że kolejny będzie miał porywająco ważną scenę, która będzie długa i nie do rozerwania i tylko ten rozdział jest jakiś podejrzanie krótszy.
    Jednak, co ważne, tyle dobrego, żeście chociaż wyjaśniły, że Jason łapy nie złamał. Co jednakowoż jest jednako przykre (Alex mu nie obciągnie!) jak i pozytywne (drugi raz złamanie ręki w ciągu roku to mogłoby być oznaką problemów z osteoporozą, a w jego wieku i przy jego wzroście mogłoby być nieciekawie)
    Podsumowując – nie jaram się wyznaniem miłości Lenny’ego – chociaż punkt za to, że to zrobił. I że było to takie normalne. Dobrze, że się nie kochali – to takie bardziej prawdziwe. Ale czemu, do chuja pana nie było Alexa i Jasona to jednak przeboleć nie mogę.
    To znaczy… jasne, wiem. Każda para musi mieć chwilę dla siebie, powinno być po równo i w ogóle, ale… cóż. W moim przypadku wiadomo jaką parę chciałabym mieć na co dzień. Albo chociaż co dziewiąty dzień.
    Rozdział przyjemny, ciepły. Ale wolę te z Królową Lodu (i koniecznie z Jasonem!),

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s