Fire Dragon Tattoo Studio – 152 – Czy jest coś, czego…?

Ryan sięgnął do miski na kolanach Lenny’ego, by i sobie wziąć trochę przekąsek. Widział tylko kątem oka, że pod nieobecność palaczy Marg nawiązała z Alexem rozmowę o hotelu the Tides. Wychwycił takie słowa jak „wyprowadzka”, „przeniesienie papierów”. Nie wtrącił się, czując, że to nie jego temat. Widząc, że wciąż jego płomienny przyjaciel rozgrzewał siebie i Rusha pocałunkami, zwrócił się do swojego kochanka.
— Rozmawiałem z Charliem o tobie i chyba na ten moment, dopóki nie zasłyszy żadnych doniesień o znalezionych zwłokach i zeznaniach świadka, który widział jakiegoś podejrzanego, ciemnoskórego mężczyznę z dredami uciekającego z miejsca zbrodni, akceptuje cię.
Lenny ściągnął brwi, zerknął na Charliego obłapiającego się z Ruchem bez opamiętania, po czym znowu na Ryana.
— To dobrze — skwitował i stuknął go kolanem. — Szybko go przekonałeś — dodał, samemu mając ochotę na trochę bliskości, ale jednak ci wszyscy ludzie skutecznie go zniechęcali. Co zabawne, dość władcze zachowanie Ryana w ogóle mu nie przeszkadzało.
Ryan nie zdradził powodu, którym prawdopodobnie było powiedzenie kumplowi, że kocha Lenny’ego. Wydało mu się to zbędne. Sięgnął jedynie po kolejną porcję nachosów, równocześnie odpowiadając na dotknięcie lekkim potarciem łydką o łydkę kochanka.
— Okaże się jeszcze, czy utrwali mu się to na dłużej, a książę Rush nie wyssie mu przez usta wszystkiego, co mu chwilę temu powiedziałem.
Lenny spojrzał na całującą się parę.
— No… — mruknął pod nosem, potem oddał miskę Ryanowi i zaczął zdejmować buty. Kiedy tylko te poszły w odstawkę, podwinął spodnie. Było ciepło i przyjemnie. Ciemno, ale bezchmurnie.
Kiedy siedzieli tak przez chwilę, podjadając przekąski, pijąc piwo i z jednej strony wsłuchując się w mlaskanie, a z drugiej w strzępki rozmowy, wrócił Mike i Jason. Ten drugi przysunął sobie krzesło bliżej swojego kochanka i siedzących obok „Gambita” oraz „Zielonej Latarni”.
— Hej, Lenny, jak ty stoisz z dniami wolnymi? — zagadał Lenny’ego, wyciągając swoje długie ramię do oparcia krzesła Alexa. Zarzucił na nie rękę, by móc sporadycznie przesunąć wierzchem dłoni po szyi kochanka.
Alex zerknął krótko na jego rękę, jakby upewniając się, czy ten nie planuje jeszcze czegoś i dopiero wrócił do rozmowy z Marg. Temat hotelu wydał się Mike’owi mało pasjonujący, więc udał się do klubu, by sprawdzić, jak radzi sobie Kate i Juan, którzy podobno poszli tam, aby donieść piwa.
— Różnie. Czemu pytasz? — Mulat obejrzał się na najstarszego tatuażystę. Był aż zaskoczony takim zagadnięciem. Zwykle był najmniej aktywną osobą w rozmowach.
— Myślałem nad… bardziej regularnymi wypadami na kosza. A raczej Alex mi delikatnie zasugerował, że skoro on ma pracować nad ograniczeniem godzin w pracy, to ja nad kondycją — wyjaśnił Jason, zerkając krótko na swojego kochanka, a potem znowu na Lenny’ego. — Ale pasuje mi bardziej kosz niż basen czy surfing.
— Nie przypisuj mi całej winy, Jason. — Alex wtrącił się do rozmowy. — Mimo że rozmawiam z Margareth, wszystko słyszę. Nic ci nie każę. To jedynie twoja dobra wola.
Marg zaśmiała się pod nosem, kiedy Jason zrobił wyjątkowo zbesztaną minę. Nawet Rush na chwilę oderwał się od ust kochanka, aby lepiej słyszeć.
Lenny za to czuł się zagubiony.
— Mi… pasuje. Znaczy nie codziennie, możemy ustalić jakieś dni, ale też nie zawsze, nawet kiedy mam wolne w pracy, mam czas. Ryan świadkiem.
— Niestety muszę potwierdzić, zdarza się, że nadzieja na obecność Lenny’ego okazuje się płonna — potwierdził Ryan i otworzył sobie kolejne piwo.
Jason westchnął i machnął ręką.
— Na początek może być nawet jeden dzień w tygodniu. Weekend czy twoje bardziej wolne popołudnie. Jak ci się w ogóle chce po tym noszeniu skrzynek w porcie jeszcze biegać za piłką z takim jednym bez kondycji — dodał zarówno po to, by Lenny się jakoś nie naginał, jeśli nie miał ochoty, oraz trochę uszczypliwie do swojego faceta.
— Dla mnie spoko. Jakoś chyba znajdę kilka chwil — odparł Mulat, a od strony klubu wymaszerowała Kate.
Wydawała się być w dobrym nastroju, chociaż Juan, który za nią szedł z ponurą miną, nie świadczył o tym, że jeszcze się pogodzili. Rozmawiał smętnie z managerem Fire Dragon, który niósł z nim alkohol i przekąski.
Dziewczyna w tym czasie stanęła obok Marg, po czym podrzuciła piłkę, którą przyniosła.
— Dobra, superbohaterowie! Zdejmować buciory! Nie będziemy tylko patrzeć w gwiazdki — zadecydowała i rzuciła piłką do siatki w Charliego, nadal siedzącego na udach Rusha.
Kiedy ten ją złapał, zamrugał i spojrzał wymownie na niebo.
— Przydałoby się lepsze światło… — rzucił z powątpiewaniem, ale i tak popatrzył po reszcie.
Jason musiałby zdjąć skórzaną kurtkę, Mike odczepić pelerynę, a Ryan pozbyć się płaszcza, jeśli mieli zagrać. W końcu nie wszystkie stroje były komfortowe w użyciu.
— Ej, ale co, będziemy siedzieć i nic nie robić? To chociaż ognisko rozpalmy albo coś. Pianki nawet można pójść kupić do całodobowego, jak nie chcecie grać… — Kate wydawała się pełna życia albo chciała się czymś zająć. Na już, na siłę, aby tylko nie musieć w tej chwili konfrontować się ze swoim chłopakiem.
— To może to ognisko. Wiesz, stroje nie są raczej wygodne. Nie wiem, jak oni w nich walczą, skoro kiepsko nawet grałoby się w nich w piłkę — dodał Rush.
— Mógłbym pomóc ci z Juanem je przygotować, bo uganiać się za piłką nie za bardzo mi się chce — mruknął Jason z ponurą myślą otrzepywania stóp z piachu, kiedy już zdjąłby ciężkie, motocyklowe buty.
Kate wykrzywiła usta, zawiedziona tym, że jej pomysł na grę nie wypalił. A energia wręcz ją rozpierała. Wolałaby się trochę poruszać.
— No dobra, to ruszcie się i rozpalamy to ognisko! — zdecydowała. I dodała do Charliego: — Odnieś piłkę.
Tatuażysta postanowił pominąć, że to ona ją tu przyniosła, ale zwlekł się z kolan swojego faceta i ruszył do knajpki.
— Ale to może w coś zagramy, żeby tak tylko nie siedzieć? — rzuciła Marg, gdy wszyscy zaczęli wstawać i robić miejsce na ognisko. — Na przykład… Każdy by dostał jedno pytanie, na które musiałby odpowiedzieć. Zaczynające się od „Czy jest coś, co lub czego…”? Graliśmy w to kiedyś w szkole na wyjeździe pod namiot.
— Jestem chyba z innej dekady, bo nie znam tej gry — rzucił Jason, nim wstał, aby pomóc z tym ogniskiem.
Juan czekał już na niego. Jeszcze ani razu nie usiadł spokojnie, aby się napić, czy pogadać. Kursował tylko w tę i z powrotem.
Mike też chciał pomóc w rozpalaniu ogniska. Czym mniej siedział i widział swoje niebieskie wdzianko, tym mniej skrępowany się czuł.
Marg poczekała z wyjaśnieniami, dopóki Charlie nie wrócił z knajpki. I kiedy już część rozpalała ognisko, a druga część usiadła wokół z nowymi butelkami piwa, dziewczyna wytłumaczyła im zasady zabawy:
— Musimy najpierw wylosować osobę, która zacznie. Mogę to być nawet ja, skoro nie znacie tego za dobrze. Więc ja wybieram sobie osobę, której zadam pytanie. Musi się zaczynać słowami „Czy jest coś, co… lub czego…”. A potem ta osoba zadaje to pytanie kolejnej i kończy się, gdy łańcuszek dojdzie do mnie. — Spojrzała po wszystkich, czy rozumieją i wykręciła sobie palce z lekkiego skrępowania. — No… Chyba że ktoś ma jakiś inny pomysł.
— Chyba może być. Rzadko się widzimy wszyscy naraz, więc będzie okazja, żeby posłuchać co ciekawszych rzeczy. — Mike poparł swoją dziewczynę, siedząc obok blisko niej i rozkoszując się tym, jak wyglądała.
— Mi też pasuje. Lubię takie zabawy! — podchwyciła Kate, już wymyślając ciekawe pytania. Mogło być przyjemnie.
Alex był największym sceptykiem, ale w końcu ostatnio coraz bardziej „wychodził z szafy”, więc ostatecznie mógł się zgodzić.
— Jednak zachowajmy jakiś rozsądek. Jeśli ktoś nie będzie chciał odpowiadać, uszanujmy to.
— Taa, więc bez ciśnienia — Jason te słowa głównie skierował do Kate, chociaż pozornie mówił do wszystkich.
Kiedy uznali z Juanem, że ognisko odpowiednio się paliło, że każdy miał co pić, rozłożyli się wygodnie wokół ognia. Muzyka z knajpki wciąż była słyszalna dzięki otwartym drzwiom, wiatr znad oceanu nie był zbyt ostry, a oni siedzieli przebrani za superbohaterów przy ognisku, pijąc piwo, jedząc ciasteczka i nachosy. Było przyjemnie.
— To ja zaczynam. — Marg wygodniej się usadziła i popatrzyła po wszystkich, zastanawiając się, kogo mogłaby wybrać. Chwilę marszczyła nos, aż w końcu uśmiechnęła się i spojrzała na swojego przyjaciela. — Rush. Czy jest coś, czego ci brakowało w czasach dzieciństwa i jeśli tak, to co?
Młodszy z braci odetchnął ciężko i napił się swojego soku ze szklanki z grubego szkła. Musiał ich wszystkich potem porozwozić po domach.
— Brakowało… — powtórzył. — Kurcze, nie wiem, ciężko powiedzieć. Może dobrej pogody? Bo jak jej nie było, to nie dało się za bardzo bawić w domu — odparł z dość radosnym uśmiechem. Dodawać, że wspólnych wypadów z rodzicami mu brakowało, nie zamierzał. Byłoby zbyt ponuro. — I co? Teraz ja, rozumiem?
— Mhm. Wybierz sobie kogoś. Tylko potem nie można pytać tych osób, które już były pytane — uściśliła Marg, by nie było wątpliwości.
— To może… Jason, czy jest coś, czego w sobie nie lubisz? — zapytał i uśmiechnął się z nadzieją, że dobrze wybrał pytanie.
Tatuażysta zacmokał, zastanawiając się. Przesunął kilka razy butelką w dłoni, zapatrując się na ognisko.
— Przyjebałeś, blondi… Hm. Pewnie Ryan by mi teraz zasugerował nałóg… — Spojrzał na Ryana, który odpowiedział uśmiechem. — Ale ja lubię fajki… Nie wiem, czy to się liczy, ale nie lubię w sobie zazdrości, że taki Charlie… — skinął na chłopaka — spotyka się czasem ze staruszkami na obiedzie, że wy — skinął na Alexa i Rusha — macie siebie albo Katy szaloną babcię — na koniec prychnął z rozbawieniem i napił się piwa, niemalże je wykańczając. — No dobra, a teraz ja biorę kogoś na odstrzał — dodał luźno, patrząc po zebranych.
Alex w tym czasie przyglądał mu się czujniej. Trochę walczył ze sobą, nim w końcu przysunął się bliżej i wziął go pod rękę. Dziwnie się czuł z tym, co powiedział Jason. Z tym, że był sam, a on więcej wymagał wsparcia, niż go dawał.
Rush, widząc gest brata, automatycznie uśmiechnął się szerzej i sam przycisnął do siebie Charliego, całując go w policzek. Młodszy z tatuażystów odpowiedział uśmiechem, a starszy zamrugał, zaskoczony dotykiem kochanka. Przez chwilę nawet nie wiedział, co powiedzieć, po czym uśmiechnął się tylko kątem ust i w końcu zdecydował, komu zadać pytanie.
— Mike. Czy jest coś, co chciałbyś zrobić, ale się boisz?
Mike odsunął alkohol od ust.
— Nie, Jason. Nie jest to gejowski seks — prychnął z rozbawieniem. — A tak serio. To chciałbym skoczyć ze spadochronu, ale mam serio strasznego cykora. Albo z bungee. I nie jest to nic woow, ale boję się. — Zaśmiał się i skinął głową na Jasona, czy ten jest usatysfakcjonowany. On był, ale nie Kate.
— Serio? — spytała, krzywiąc się. — Przecież nie skaczesz sam. Albo jesteś przypięty do liny. To mniej groźne niż jazda samochodem.
— Katy, ale nawet mimo tego się boję. I jak już spytałaś i skierowałaś uwagę na siebie… Katy, czy jest coś, co wiemy o tobie my, a nie wie jeszcze Juan?
Latynos z zaciekawieniem spojrzał na dziewczynę, która była w jego mniemaniu strasznie urocza, kiedy tak fukała. Na innych. Nie na niego.
Dziewczyna za to zamyśliła się głęboko, stukając palcem w rękawiczce w swoją bordowo umalowaną wargę.
— Nooo… coś na pewno jest… — Nagle odetchnęła głębiej i spojrzała krótko to na Mike’a, to na Juana. — No… Juan nie wie, że kiedyś miałam na ciebie nadzieję — bąknęła w końcu do chłopaka, który zadał jej pytanie.
Jason przez to wyznanie zarechotał jak stary kruk i rzucił w Kate nachosem.
— To były wybitnie głupie podchody, kiedy na łodzi próbowałaś mnie przekupić, żebym zajął czymś Marg — rzucił, przypominając sobie rejs na Endless Summer sponsorowany przez Rusha.
Aż ciężko było uwierzyć, że było to tak dawno. Chyba jakieś osiem miesięcy temu. A wydawało mu się, że jeszcze dawniej, bo ani on nie znał wtedy Alexa, ani Ryan i Lenny jeszcze nie byli wśród nich. A nawet Rush i Charlie byli tylko „kumplami”. Bardzo dużo się pozmieniało od tamtego czasu.
— Naprawdę? — Juan zrobił trochę większe oczy i popatrzył to na Mike’a, to na swoją dziewczynę. Miał nadzieję, że nadal swoją dziewczynę, mimo tego, jak była na niego zła za kolejne kłamstwo.
— To dawno i nieprawda, Juan — uspokoił chłopaka Mike. — Tak samo jak fakt, że Jason miał podobne zapędy do Katy — dodał z rozbawieniem, ale i dziwną goryczą na myśl, do czego kiedyś dawał się namówić. Był taki naiwny ten niecały rok temu.
Jason posłał mu buziaka ponad ogniskiem, a Kate zaklaskała, by skierować na siebie uwagę.
— Lenny — zdecydowała i wpatrzyła się w zieloną opaskę na oczach swojej… ofiary. — Powiedz nam, czy jest coś, co ktoś z zebranych tutaj ma w sobie takiego, co ci się bardziej podoba niż u Ryana. Wiesz, jakaś część ciała, cecha zewnętrzna.
Mulat ściągnął brwi i rozejrzał się. Każdy wręcz poczuł na sobie jego przeszywający wzrok. A mężczyzna chwilę myślał, aż w końcu pokręcił głową.
— Nie.
Kate od razu zrzedła mina. Zupełnie nie zwróciła uwagi na to, że Ryan właśnie zapatrzył się na swojego kochanka i głębiej odetchnął.
— Jak to nie? Nic a nic? Nie wiem, chociaż kolor włosów, karnacja, dłonie, budowa ciała…? — dopytała z nadzieją.
Lenny omiótł wszystkich spojrzeniem, po czym znowu pokręcił głową i napił się łyka piwa.
— Nie. Ryan jest odpowiednio wysoki, ma dobre ciało, tę całą karnację. Nie spala się na słońcu na czerwono. Ma duże dłonie, wyraziste oczy, włosów też nie ma jakichś babskich. Jest brunetem. Podoba mi się taki, jaki jest. Nie urażając reszty, ale chyba o to nie muszę się martwić — odparł, patrząc na Kate ze spokojem. — Wybacz, jeśli cię rozczarowałem — dodał i spojrzał po reszcie. — Teraz ja?
Marg pokiwała żywo głową. Ona miała być zapytana na końcu przez ostatnią z osób, więc Lenny’emu został do wyboru Juan, który jego przemowy do tej pory słuchał ze skrywaną konsternacją, wciąż nieprzystosowany do tego, że jego idol jest gejem. Został też Alex, który siedział jak zwykle sztywno obok Jasona, aktualnie był niezauważalnie głaskany po wierzchu dłoni jego szczupłymi palcami. Ryan, który za butelką piwa ukrywał to, jak dziwnie miło mu się zrobiło po słowach kochanka. Oraz Charlie, z napięciem patrzący na mężczyznę swojego przyjaciela, którego starał się zaakceptować.
— Dobra. — Lenny westchnął i skinął na Juana. — Czy jest coś, z czego cieszyłbyś się bardziej niż z wygrania w loterii najwyższej wygranej? — spytał, rezygnując z dosłownego ingerowania w jego związek z Kate. Ryan nie powinien tak przy wszystkich wyciągać brudów, a on ślepy nie był. Widział, jak w tej chwili zgrzytało między Latynosem a dziewczyną.
Juan zaśmiał się, co wyglądało dość specyficznie przy całym jego dopieszczonym przebraniu Jokera.
— Wysoka poprzeczka, Len. Najwyższa wygrana w loterii wiele by dała. Więc w tym momencie nie ma nic takiego — odpowiedział, patrząc na swojego kumpla. — Jakbym wygrał sporą sumkę, to bym mógł zabrać Kate do Paryża, Nowego Jorku, Los Angeles albo w jakiś rejs po Amazonce, gdzie w jakiejś… przyjemnej otoczce, sam na sam z nią mógłbym poprosić, by nie myślała o tym, by mnie rzucić za moje kłamstwa i by wciąż chciała, żebym jej jeszcze długo serwował jej ulubione drinki — wypowiedział to wszystko niemalże na jednym wydechu, z mocnymi emocjami i ściskiem gardła. W tym wszystkim pomógł mu alkohol, bo gdyby nie on, pewnie nie rozluźniłby się na tyle, by to z siebie wyrzucić.
Kate spojrzała na swojego chłopaka i prychnęła pod nosem. Jednak nie była aż tak zła, jak jeszcze przed chwilą. W końcu jej też zależało, tyle że smuciło ją bycie okłamywaną. Że ktoś wiedział coś, o czym ona nie wiedziała. To było zwyczajnie niepokojące. Nie chciała tego.
— Kombinator — rzuciła tylko do chłopaka, ale też pogoniła go kuksańcem. — Zadawaj to swoje pytanie, a nie się wdzięczysz.
Chłopak od razu przeprosił i z chaotycznym „już, już” rozejrzał się. Jego wzrok zatrzymał się na Charliem.
— O, Charlie. To… czy jest coś… um… uu… Co jeszcze chciałbyś sobie wytatuować?
Zapytany uśmiechnął się, zadowolony z pytania i przygryzł wargę w zamyśleniu.
— Nie wiem, serio… Znaczy, wiesz, mi wpada do głowy dużo pomysłów, ale wiele nie zgrywałoby się w ogóle z tatuażami, które już mam, a nie chce walnąć czegoś tak z dupy. Więc chyba na ten moment nie… Ale żeby jakoś odpowiedzieć, to bardzo chciałbym tatuaże tu na dłoniach — dodał, unosząc ręce i pokazując wierzch obu dłoni.
Jason zagwizdał z aprobatą, a Juan pokiwał głową ze zrozumieniem. Potem Charlie spojrzał po wszystkich i zatrzymał wzrok na bracie swojego faceta.
— Alex? — rzucił, na tyle rozluźniony wypitym piwem, że nawet nie czuł się skrępowany czy nerwowy. — Jak już o tatuażach mowa, to czy jest coś, co byś sobie wytatuował, jeśli kiedykolwiek byś się na to zdecydował?
Alex lekko się skrzywił, ale zachował klasę.
— Niestety, Charlie. Nie ma czegoś takiego, co bym na tyle pragnął umieścić na swojej skórze. Niemniej, wasze tatuaże mi się podobają. I nawet toleruję ten, który zrobił sobie Richard. — Spojrzał na brata wzrokiem, jakby właśnie go na czymś przyłapał.
Rush uśmiechnął się nerwowo. Nie sądził, że Alex wie o jego rybce.
— Ja jednak wolałbym dodatkowo nie znaczyć swojego ciała — dodał starszy Grey.
Charlie pokiwał głową.
— No, spoko. Ale nie będziesz z tym jakimś wyrzutkiem, bo Ryan i Lenny też nie ciągną jakoś do tatuowania — dodał i sięgnął po ostatnie ciastko. — No… I już chyba został tylko Ryan i Marg.
Alex skinął głową i spojrzał na Ryana. Pytanie. Był w sumie w dość trudnej sytuacji, bo większość została już zadana, a nie chciał za bardzo wychodzić na sztywniaka, jakim niewątpliwie był.
— Ryan. Czy jest coś konkretnego, na co wydałbyś swój „pierwszy milion”? — spytał, mając nadzieję, że nie zostanie to skojarzone z powiedzeniem, jakie kiedyś słyszał, że pierwszy milion trzeba ukraść.
Ryan uśmiechnął się i obniżył się na krześle, wystawiając nogi bliżej ogniska.
— Uuu, nawet nie muszę specjalnie myśleć nad odpowiedzią, która jest dość prosta. Gdybym tylko miał milion dolarów, na moim podjeździe stanąłby któryś z nowszych modeli Ferrari, a obok stara Testarossa.
— Więc teraz ostatnie pytanie do mnie — zabrała głos Marg, bo nikt w sumie nie był zaskoczony odpowiedzią. Każdy znał to wielkie ciśnienie i miłość, jaką darzył Ryan ten samochód.
Czarne oczy skierowały się na nią, a Ryan zapytał:
— Skoro już jesteśmy w tych cudnych, w przypadku Mikey’ego nawet smakowicie obcisłych ciuszkach, powiedz nam, Marg, czy jest coś, jakaś moc, wśród Marvelowskich postaci czy tych z DC Comics, która najbardziej ci się podoba?
Mike fuknął i jakby mógł, zaserwowałby Ryanowi kuksańca.
— Nie musiałeś wypominać — zamarudził, niezadowolony, że wypominało mu się strój Supermena. Był coraz bardziej przekonany, że ci superbohaterowie musieli mieć coś z głową, że się tak a nie inaczej ubierali.
Marg za to uśmiechnęła się i poklepała swojego chłopaka po ramieniu.
— Już, Mike, nie marudź. Wyglądasz super. A moc. Każdą! — zawołała i roześmiała się, — Ale serio. Trudno się zdecydować. Fajnie byłoby latać, to na pewno. O, może Wonder Woman? Albo Supergirl?
— Dla mnie ty już jesteś super dziewczyną — podsumował Mike, obejmując ją i cmokając w policzek.
Kiedy Marg uśmiechnęła się z lekkim, uroczym pąsem, Jason zarechotał i wstał. Podał każdemu, kto już nie miał alkoholu, butelkę piwa i ponownie usiadł na swoim miejscu. Otworzył swoją i uniósł ją w górę.
— Dobra, słodziaki, ale zanim ktoś genialny wpadnie na pomysł następnej zabawy… może chociaż mały toaścik, co? Że złoci braciszkowie do nas wrócili i…
— No i jesteśmy tu razem — skończył za niego Charlie, również unosząc butelkę do toastu. Było mu wewnątrz ciepło ze szczęścia, że ten ciężki czas już się skończył.
— I aby było tęczowo i słodko, i każdy się kochał! — dodała Kate i wzniosła razem z resztą swój alkohol bądź sok, jak w przypadku Rusha.
Każdy jeszcze powymieniał się między sobą ciepłymi słowami, kiedy przekazywali sobie wokół ogniska toast. Było przyjemnie. Muzyka, alkohol, wiatr znad oceanu i… jeszcze na pewno kilka długich minut spędzonych przy ognisku na rozmowach. Nikomu się nie spieszyło.

***

Byli umówieni, dlatego Jason był pewien, że się zobaczą. Alex zawsze dotrzymywał słowa i nigdy się nie spóźniał. Jeśli już mówił, że będzie, to był. Tatuażysta liczył, że i tym razem tak będzie, bo na terenie stajni wcale nie czuł się pewnie. To nie były jego klimaty.
Rozglądać się nieporadnie nie musiał długo, bo kiedy tylko zostawił motor na parkingu i przeszedł w stronę padoków, zauważył go jego kochanek.
— Jason! — zawołał, zmierzając w jego stronę w wysokich butach do jazy konnej, beżowych, przypominających tatuażyście legginsy spodniach i w golfie. Do tego miał jeszcze odpowiednie rękawiczki na dłoniach.
Jason aż uniósł brwi i zaciął się na kilka sekund, po prostu patrząc. A gdy Alex znalazł się już bliżej, odetchnął.
— Hej… — rzucił, wciąż oszołomiony, patrząc po całej postawie swojego faceta.
— Chodź, przebierzemy cię. Mam nadzieję, że nie jesteś specjalnie zmęczony?
Jason jeszcze przesunął językiem po dolnej wardze i rozejrzał się. Wokół panowały pustki, jeśli nie liczyć pracowników całego przybytku i jednej dziewczyny na koniu spory kawałek dalej.
— Ale najpierw ty mi pokażesz, jak jeździsz — mruknął, cudem się powstrzymując, żeby nie przesunąć dłonią po jego boku.
— Nie. Najpierw się przebierzesz, potem pójdziemy do Regenta. Już chwilę tu jestem, więc niech odpocznie — zarządził Alex chłodnym tonem, z którym ciężko było dyskutować.
Skinąwszy głową, poprowadził kochanka do budynków obsługi, aby w mieszczącej się tu wypożyczalni dobrać mu wygodniejsze buty, toczek i bardziej przysposobić go do konia, a nie motocyklu.
Jason skrzywił usta, wiedząc, że nie miał prawa dyskutować. Czasami aż go zastanawiało, jak to się stało, że ma faceta o tak twardym charakterze. Dziwnym trafem zwykle bywał w łóżku z młodszymi, uległymi chłopakami. Może dlatego właśnie z Alexem tak dobrze się czuł. Ten był dojrzały, równiejszy mu.
Podążył za kochankiem, wbijając dłonie w kieszenie wąskich spodni.
— I jak ci się jeździło pierwszy raz od długiego czasu? — zagadał po drodze. — Nie będziesz mieć zakwasów?
— Mam nadzieję, że nie, chociaż byłem zaskoczony, jak szybko się zmęczyłem. Muszę poprawić kondycję — odparł ze śladowym westchnieniem rozżalenia w głosie.
— W tym chyba mogę ci nawet pomóc — odmruczał Jason, wpatrując się w jego pośladki. Były krągłe, idealne… a do tego przez obcisły materiał jeszcze bardziej kusiły.
— Bylebyś nie stracił oddechu. Umówiłeś się już na któryś dzień z Lennym? — spytał Alex, wchodząc do budynku, gdzie poprosił młodą ekspedientkę o pomoc w przygotowaniu Jasona.
— Taa, pojutrze jedziemy na kosza. Będzie miał wolne, więc urwę się po czwartej ze studia — wyjaśnił Jason i uśmiechnął się wymuszenie do dziewczyny. Miał nadzieję, że nie znajdą jego rozmiaru… ale najwyraźniej ta nadzieja była płonna, bo blondynka tylko uśmiechnęła się do niego szeroko i zaprosiła go dalej. Chcąc nie chcąc, powlekł się tam.
Po niecałych trzydziestu minutach Jason, przebrany tak, aby chociaż przypominać jeźdźca, razem z Alexem szedł do Regenta. Koń odpoczywał, jednak nadal z siodłem i w reszcie oporządzenia.
— Pójdziemy najpierw na padok, a potem w teren — postanowił Grey, kiedy już witał się z czarnym arabem.
— Mhm — odmruknął Jason, dziwnie czując się w tym odzieniu. Chociaż nawet te obcisłe spodnie i buty do jazdy konnej tak mu nie przeszkadzały, ale już założył na siebie toczek… czuł się trochę idiotycznie.
Alex zaproponował mu, gdzie może stanąć, aby popatrzeć. Potem wymienili się kilkoma zdaniami, aż w końcu Jason siedział na ogrodzeniu padoku, a Alex w siodle swojego konia.
Jason musiał przyznać, że nie znał się zupełnie na jeździe konnej, ale umiał rozróżnić to, jak na westernach jeździli kowboje i jak wyglądały obecne zawody w jeździectwie. I zdecydowanie Alex przypominał mu to drugie. Nie siedział w siodle niedbale, luźno. Był elegancki, wyprostowany i pewny siebie. To było… podniecające. Najpierw niespiesznie poprowadził Regenta w koło, a potem przyspieszył do kłusa. Jego tyłek rytmicznie się unosił.
Jason złapał się na tym, że ani na moment nie odwrócił od niego wzroku, nie myślał o tym, że wraz z ubraniami, w których tu przyjechał, zostawił paczkę fajek. Po prostu zagapił się na elegancję Alexa. To był zdecydowanie jego sport. Pływanie też, ale to… to było coś, co wybitnie do niego pasowało.
Po kilku minutach takiej obserwacji dopiero się otrząsnął i zagwizdał na palcach.
— Tańczy, jak mu zagrasz! Też mam tak w łóżku? — zawołał z rozbawieniem.
Alex zmierzył kochanka ostrym spojrzeniem, wychodzącym spod małego daszka toczka. Ściągnął lekko jedną ręką lejce, a koń płynnie zawrócił. Kiedy stępem zbliżał się do tatuażysty przy ogrodzeniu, jego nogi poruszały się rytmicznie.
— Nie. Jesteś dużo bardziej niepokorny. Napatrzyłeś się?
— Taa… Nabrałem nawet trochę inspiracji do rysunków — przyznał Jason, patrząc na niego z dołu, co było dość niecodzienne przy jego wzroście.
— W takim razie idź do końca ogrodzenia i w lewo. Poczekam tam na ciebie i pójdziemy w teren. Spróbujesz sam, jak się czujesz w siodle.
— Jak muszę… — Jason westchnął ciężko. Jeszcze go sobie zlustrował, nim odepchnął się od barierki i ruszył wzdłuż ogrodzenia. Pogoda dopisywała, ale już miał wrażenie, że było mu trochę za ciepło w tych ubraniach. A głównie w głowę.
Alex nie skomentował. Nie musiał. Znowu było po jego myśli.
Podjechał do umówionego miejsca i tam poczekał na kochanka. Potem zsiadł z konia i razem przeszli kawałek.
— Jak w pracy? Zamieściliście już ogłoszenie w sprawie nowego tatuażysty?
— Taa, Mike wrzucił na stronę, a Katy powiesiła na drzwiach plakat. Zakładają się z młodym, czy nowy zasili heterycką czy homo połowę ekipy — prychnął Jason, idąc wydeptaną drogą obok Alexa.
— Macie dziwne pomysły na tematy zakładów. Nie wydaje wam się, że nie powinno to mieć żadnego znaczenia? — Alex wygłosił swoje zdanie. Sam starał się o sobie myśleć jak o pełnowartościowym człowieku, niezależnie od opinii ludzi. Kimkolwiek byli. Czy jego rodzicami, czy współpracownikami.
— Nie ma. Ale zakłady są spoko. Ale w naszym przypadku liczy się, czy nowy będzie miał jakieś problemy do nas — odpowiedział Jason, cmokając między zębami. Byli dość zżyci i nie chciałby, żeby jakiś bałwan im to wszystko rozwalił.
— Jeśli będzie chciał pracę, to nawet jeśli, to powinien schować to do kieszeni. Takie jest moje zdanie — podsumował Anglik, gdy stanęli na sporej polance. — Siedziałeś kiedyś w siodle?
Jason uniósł wzrok na konia i pokręcił przecząco głową. Czuł się jak dzieciak. Nie miał pojęcia o jeździe konnej i jak nie bał się koni i mógł spróbować, tak miał nadzieję, że nie zrobi z siebie idioty na oczach Alexa.
— Musisz mnie instruować — mruknął.
— Oczywiście.
Alex sięgnął do strzemion, żeby je wydłużyć. Na razie z jednej strony, bo wiedział, że potem będzie musiał je dopasować, kiedy Jason usiądzie.
Po uspokojeniu zwierzęcia i złapania go za uzdę, zwrócił się do kochanka. Chwilę tłumaczył mu, co i jak powinien zrobić, aż w końcu ten nie miał odwrotu i faktycznie musiał wsiąść na Regenta.
Czuł się dziwnie… wysoko. Teraz już zdecydowanie patrzył na Alexa z góry. I typowo dla osoby niedoświadczonej, ściskał mocno grzywę. Miał też przy tym wrażenie, że siodło nie było specjalnie stabilne, ale domyślał się, że to normalne.
— Nie usiadłbyś za mną, co? — zapytał pro forma.
— Nie. Regent nie lubi za dużego obciążenia. I złap się tu, jeśli czujesz się niestabilnie. — Alex poprawił dłoń Jasona, uprzednio ściskającą grzywę konia i przeniósł ją na lekko wypukłą część siodła tuż przed jego kroczem. — Trzymaj się za łęk, a ja cię kawałek poprowadzę, kiedy już poprawię strzemiona.
— Okej — odpowiedział lekko zestresowany Jason. To było trochę jak pierwsza jazda na motorze, więc skojarzenie miał całkiem dobre, ale podejrzewał, że nie wygląda na koniu tak dobrze, jak Alex.
Anglik uśmiechnął się do niego bardzo słabo, czyli w jego przypadku przyjacielsko i pokrzepiająco.
— Nie denerwuj się. Włóż nogi w strzemiona — poprosił, kiedy już je dopasował, po czym przerzucił lejce i pociągnął Regenta za sobą na mały spacer. — Jak się czujesz?
— Jak słup telegraficzny? — Jason zachrypiał ze śmiechem, trzymając się siodła. Podejrzewał, że raczej powinien siedzieć luźno, ale i tak ściskał nogami boki Regenta, mając wrażenie, że pomagało mu to utrzymać równowagę. — Musisz nieźle zadzierać głowę, co? Bardziej niż zwykle, jak chcesz mnie pocałować.
— Nie planuję cię teraz całować. Byłoby to trudne, kiedy tak bardzo się usztywniasz i boisz przechylić nawet odrobinę na bok.
— Mogę się pochylić, jak chcesz, to dasz buziaka. Ale musisz go zatrzymać — odpowiedział Jason, obserwując z góry swojego faceta. I co raz jego wzrok kierował się na opięty ciasnym materiałem tyłeczek. Uwielbiał pośladki Alexa.
— Nie boisz się, że spadniesz? — spytał Alex z lekkim rozbawieniem, oglądając się za siebie na tatuażystę.
— To będzie zajebiście widowiskowa gleba, więc ostrożnie — odpowiedział Jason z lekkim uśmieszkiem.
Alex uśmiechnął się do siebie, ale zatrzymał Regenta. Przypilnował, aby nigdzie się nie wybierał i stanął tuż przy jego przednich nogach, żeby Jasonowi było w miarę łatwo się pochylić.
— Tylko przytrzymaj się siodła, bo się jeszcze zsuniesz.
— Mhm — odmruknął mężczyzna, przytrzymując się, po czym pochylił się w miarę ostrożnie do Alexa. — No, chodź tu, królowo.
Alex westchnął ciężko. Nie miał jak wspiąć się wyżej.
— Stoję i czekam.
Jason odetchnął, przytrzymał się mocniej. Wreszcie udało mu się sięgnąć ustami do warg Alexa. Chętnie przytrzymałby sobie jego głowę, ale wolał się nie puszczać. Pogłębił więc pocałunek, na ile mógł. Szybko jednak się cofnął, bo pozycja była bardzo niewygodna.
— Kolejny krok oswajania się w siodle za tobą — pochwalił go Alex i cofnął się, aby przejść się jeszcze kawałek.
— Takie mi się nawet podoba. — Jason oblizał się niemalże lubieżnie i odetchnął głębiej, skupiając się na tym, żeby nie zlecieć. I kiedy jechali przez chwilę w ciszy, robiąc łuk wokół ogrodzenia, Jason znowu się do niego zwrócił: — Gadałeś w końcu z ojcem?
— Na razie nadal się nie odezwał — odparł Alex chłodno, bez emocji. — Wierzę jednak, że zrobi to, kiedy będzie musiał. Nie martwię się już tym aż tak.
— Rush z nim nie gadał? — dopytał jeszcze Jason. Mówił spokojnie, chociaż na samą myśl o tym starym skurwysynu, który spieprzył życie jego facetowi, ciśnienie mu skakało.
— Nic mi o tym nie wiadomo.
Jason skinął głową i żeby pozbyć się tego złego nastroju, który sam wywołał tym pytaniem, poklepał Regenta po szyi i zapytał:
— To co? Jak często będziesz przyjeżdżał go dosiadać?
— Raz w tygodniu przynajmniej. Już ci mówiłem poprzednim razem — odpowiedział Alex, na szczęście bez chłodnej zgryźliwości.
Jason mruknął coś na potwierdzenie, po czym skinął na niego.
— Dobra, zmiana. Ty lepiej na nim wyglądasz.
— A nie chcesz samodzielnie się przejechać? — zasugerował Alex, odwracając się i chwilę idąc tyłem.
Jason nie wyglądał na specjalnie przekonanego. Regent był jednak spokojny, a on nie chciał się upokarzać. Zresztą, to nie mogło być takie trudne, więc ostatecznie uległ.
— Jak nie wyrwie się do przodu bez mojej zgody, to chyba przeżyję.
Alex pokrzepił go jeszcze słowami i podał mu lejce, instruując, co robić.
Jason starał się jakoś podążać za jego radami. Jakoś dziwnie mu się wydawało, że koń nie był taki spokojny, gdy Alex go nie prowadził, tylko jakiś niedoświadczony koleś, który pierwszy raz siedział na takim zwierzęciu.
Odetchnął i, jak kochanek mu kazał, delikatnie kopnął piętami Regenta, a ten faktycznie podążył przed siebie.
Idylla nie trwała długo, bo Regent po dosłownie kilku krokach zauważył coś dla siebie wyjątkowo interesującego i wyszarpnął mu lejce z dłoni. Jason przechylił się od razu mocno do przodu i aż podparł się o szyję zwierzęcia, aby nie zaryć w nią zębami.
— Musisz trzymać mocniej! — krzyknął za nim Alex, a koń zwyczajnie zaczął się paść, jakby miał to wszystko w głębokim poważaniu.
Jason pochylił się, żeby ponownie złapać lejce, ale okazało się to zupełnie niefortunne, bo wtedy Regent poderwał się i ruszył żywo. To wystarczyło, żeby tatuażysta stracił równowagę i nagle runął przez bok konia, gdy tylko ten pokłusował naprzód.
— Kurwa! — syknął mężczyzna, upadając na ramię z łoskotem.
Alex od razu podbiegł do niego i kucnął tuż obok.
— Jesteś cały? — spytał z przejęciem, ale i tak zerknął, gdzie i jak daleko odszedł Regent. Na szczęście tylko kawałek i znowu zajął się skubaniem trawy, jakby nic się nie stało.
Jason, klnąc pod nosem, usiadł i sięgnął najpierw do toczka, żeby go zdjąć, a potem pomasował się po ramieniu. Skrzywił się nieco, bo cholerstwo bolało. Do tego był brudny od suchej ziemi.
— Ta… Chyba tak. Co on się tak poderwał? — mruknął i zerknął na kochanka.
— Musiałeś za mocno szarpnąć. To się czasami zdarza. Wybacz. — Pomógł mu wstać i przy okazji trochę otrzepał go z trawy i ziemi. Na szczęście miał rękawiczki na dłoniach. — Bardzo cię boli? — dopytał, zauważając grymas na twarzy tatuażysty.
— Nie, przeżyję. Skończy się na siniaku — stwierdził i prychnął pod nosem. — Chyba daleko mi do umiejętności chociażby Rusha, co?
— Niestety tak. Ale mówią, że jak się nie upadnie, to się nie nauczy. Pierwszy krok już masz za sobą — pocieszył go Alex i delikatnie pomasował ramię, na które mężczyzna upadł. — Chcesz już wracać do domu?
Jason obejrzał się na Regenta, ale widząc, że nie trzeba go gonić, pozwolił sobie objąć Alexa w pasie. Trącił jego nos swoim i cmoknął w policzek.
— Mhm. Ale z powrotem jedziesz ty.
— Przejdziemy się. — Alex znowu wyszedł ze swoją wersją tego, jak to widział i przeprosił Jasona, ruszając po konia.
Tatuażysta tylko odprowadził go spojrzeniem i znowu dyskretnie pomasował ramię. Domyślał się, że gdyby nie był taki chudy, to pewnie aż tak by nie bolało. Lecz nie chciał narzekać, dlatego kiedy Alex ponownie do niego dotarł, uśmiechnął się do niego i razem zawrócili się w stronę niskich budynków.

13 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 152 – Czy jest coś, czego…?

  1. 高島惺子。★★★ pisze:

    Sądzę, że przy dobrej motywacji i Jason nauczyłby sie jeździć konno^^
    A tak swoją drogą kanji na obrazku z waszego tumblra to „omoi”, czyli ciężki xd

  2. Katka pisze:

    Kan, hehe, Katy napędza akcję czasem i bez niej FDTS to nie byłoby to samo, mimo że na bank masę ludków irytuje XD A czy Lenniakowe „kocham cię” wypłynie – cóż, było „daj mi jeszcze trochę czasu”, więc powinno w końcu wypłynąć… :) A obciąganie i Ryan – oooch, na wszyyystko przyjdzie czas, hehehehe.

  3. kan pisze:

    Dobrze, że jest Katy, gdyby nie ona to mogłoby wiać nudą ;d Wyznanie Leniaczka, z jego ust to prawie: ‚kocham Cię’. Mam nadzieję, że kiedyś to wypłynie. Jason i konie, buhahahah :d Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić ;d

    Nie obraziłbym się jakąś scenę obciągania w wykonaniu Ryana ;d

  4. Katka pisze:

    Another, haha, gdyby nie Katy to te gry na pewno byłyby nudne, ale mamy Katy, więc zawsze można się spodziewać, że coś fajnego się zdarzy XD Pytanie tylko, jak bardzo reszta będzie w stanie ją przystopować. Co do komentowania, to spoko, przecież komentarz zaraz po dodaniu rozdziału a kilka dni później nie robi różnicy, wartość ma tą samą :) Więc fajowo, że w ogóle piszesz :D I w ogóle jakoś bawi nas, że tak na obciąganie się tutaj uwzięliście XD Alex ma obciągnąć Jasonowi za to, że spadł z konia, Ryan Lenowi za uroczy komplement… XD Haha, oj, słodko. Ale właśnie zdałam sobie sprawę z tego, co łączy Alexa i Ryana – nie lubią obciągać XD
    Konie są fajne! Tzn. no faktycznie wydzielają specyficzny zapach, haha, ale chyba bywa gorzej. Zresztą, oo Regenta tam zajebiście dbają, wiec raczej jadąc na nim tak się tego nie odczuwa. Co innego w stajni XD Mhm i zgadzam się, że coś wspólnego Jason i Lenny mają (poza tym, że im partnerzy nie ciągną XD), więc kto wie. może się nawet dobrze dogadają :)

  5. another69 pisze:

    Oh tak! Chcę więcej tego typu gier! Uwielbiam je *,* „prawda czy wyzwanie” itp. Można tyle ciekawych rzeczy z tego wynieść! No i Katy zawsze mnie w takich chwilach uszczęśliwia, bo zadaje bardzo osobiste pytania, które najbardziej lubię xD A reszta zazwyczaj takie byleby nie urazić. Na szczęście mamy Katy :P
    No i znowu opóźniam te komentarze, zabijcie mnie ;_; Zaczęłam do tego czytać blog Ingi i u niej też wypadałoby komentować xD

    Bardzo podobało mi się zachowanie Lennego @.@ Do tego to nie było nic w stylu „Oh nie, Ryan jest najwspanialszy, idealny i nie ma nikogo lepszego!” przez co by mnie pewnie zemdliło, tylko stwierdzenie faktu. Uh, Ryan powinien mu za to obciągnąć… xD Bo zauważyłam, że głównie Lenny to robi, widać, że to lubi. Ale Ryan by też mógł, byłoby to coś nowego i wele czytelniczek by było zachwycone, ja na pewno :D

    I Juan nieźle potrafi zbajerować Katy widzę. Oh, co zrobić, to było słodkie. Ale i tak niech nasza Katy da mu lanie za kłamstwo!

    Jason na koniu… Kurde, musiał wyglądać strasznie pokracznie xD Szczególnie gdy pocałował Alexa. Akurat ostatnio rozmawiałam z chłopakiem o koniach. Jak dla mnie są ładne i fajne… Z daleka. Jak jesteś blisko to czujesz ich smród, widzisz ohydne, żółte zęby, między którymi rozciąga się ślina i srają gdzie popadnie… Jeny, oby nie czytał tego nikt kto kocha konie…

    Taki kościotrup z niego, to o połamaną rękę nie trudno, co innego u Alexa.
    Fajnie, że Jason zaprosił Lennego na tego kosza raz w tygodniu, może się do siebie trochę zbliżą, poznają czy coś. Mają coś wspólnego – oboje wychowali się w ciężkich warunkach. Tak podejrzewam przynajmniej.

    Nie wiem czy chciałam coś jeszcze napisać… Jedynie później dopiszę :P

    Weeenyyyy….!

  6. Katka pisze:

    Marta, każdego byłoby żal, jakby tak upadł z konika… no może poza Rogerem XD I w ogóle widzę, że głównie z rozdziału wychwyciliście Lenny’ego komplementy o Ryanie i to, że teraz Jason jest biedny, hehe. Cóż, takie rzeczy rzucają się w oczy. Ale co do gorętszych pytań – spoko, na pewno jeszcze nie raz zagrają w coś durnego i pikantnie będzie XD Nawet mamy już coś w głowach w tej kwestii… :)

    Saki, „Tyle słów z ust Lena i to takich pozytywnych” – haha, co nieee? Nie dość, że to w ogóle niecodzienne, by tyle na raz powiedział, to do tego jeszcze taaaak słodko :D Oj tak, Ryanowi się spodobało :) Zresztą, każdy z nas lubi czasem tak nagle usłyszeć coś miłego, tym bardziej, jeśli dotyczy to czegoś, co np wcześniej nie było pochwalone. A że Lenny i Ryan to nie gołąbki i nie gruchają sobie do uszka co chwilę, to to naprawdę było zaskoczeniem :) W ogóle widzę, że nie tylko pytanie Katy wzbudziło jakieś emocje, tym bardziej, że odpowiedź Jasona była chyba tą, która raczej więcej emocji wzbudziła w reszcie. No ale, ale, jak mówisz, że tylko Alex tak go kocha-kocha, to myślę, że właśnie skoro Jason nie ma wiele takich osób, to jakoś bardziej tę miłość odczuwa i się nią… hm, naładowuje XD
    Co do marzenia Ryana – taaak, definitywnie byłby w siódmym niebie, gdyby Lenny znalazł inną pracę. Nie wiem w sumie, jak to widać w tekście, ale staramy się, jak możemy, żeby zasygnalizować, że oni naprawdę rzadko się widują. Zresztą, to trzeba sobie po prostu wyobrazić. Ryan pracuje do rana od późnego popołudnia, Lenny z kolei od wieczora do rana. A do tego raz na jakiś czas jedzie np na weekend do matki. Komuś przydałby się czasowstrzymywacz XD
    Jason na koniu – tak właśnie, jak nie nie przewrócisz, to się nie nauczysz. No dobra, może nauczysz, ale tak to w przyspieszonym tempie XD Lepiej wiedzieć zawczasu, jakich ruchów unikać :) I dzięki wielkie za błędy. Poprawione wszystkie :)

  7. saki pisze:

    Fajną grę Marg wymyśliła, ale szkoda trochę, że tylko jedna kolejka. Katy była chyba troszkę zawiedziona odpowiedzią Lena, ale Ryan raczej był usatysfakcjonowany. Tyle słów na raz z ust Lena i to takich pozytywnych. Musiało mu się ciepło na serduszku zrobić. A jak Jason zaczął o tej zazdrości mówić, to mi się go trochę szkoda zrobiło, bo on nie ma żadnej rodziny i jedyną bliską osobą, taką, którą kocha i która kocha jego jest Alex. No i ta myśl Rusha o rodzicach… musiało mu brakować kontaktu z rodzicami. Szczerze, to myślałam, że Leniak skieruje pytanie do Charliego, ale Juan też może być. Trochę zamotał z tą odpowiedzią, ale Katy chyba tak jakby trochę mniej się po niej gniewała.
    Jason wciela w życie plan poprawienia kondycji :) Alex to ma dopiero podzielną uwagę. Rozmawia sobie z Marg, a jednocześnie wie, co się dzieje dookoła.
    „nie zawsze nawet, kiedy mam wolne w pracy, mam czas. Ryan świadkiem.” Hehe, tak, Ryan coś na ten temat wie. Jak nie praca, tak bardzo znienawidzona przez Ryana z powodu, że odbywa się w nocy, a przez to bardzo mało czasu spędzają razem, to mamusia w potrzebie, która jeszcze bardziej skraca te wspólne chwile :) Coś czuję, że obok Testarossy marzeniem Ryana jest, żeby jego kochanek znalazł pracę w bardziej ludzkich godzinach :)
    Następnym razem przydałby się jakiś kelner czy cuś w tym stylu, żeby biedny Juan też się zabawił, a nie dbał tylko o to, czy każdy ma pełno w kieliszku :)

    Też bym sobie popatrzyła na Alexa na koniu. No bo chyba zdecydowanie jest na co.
    Biedny Jason. Pierwsza konfrontacja z koniem i gleba. Niegrzeczny konik. Nu nu nu. Nie wolno zrzucać Jasona :) No ale cóż, Alex może mieć rację, jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz :) Mam tylko nadzieję, że to nic poważnego. No i musiał założyć na głowę ten toczek, w którym swoim zdaniem głupio wyglądał… No ale gdyby nie miał go na głowie, a upadek byłby groźniejszy, to mogłoby mu się coś poważniejszego stać.
    Ten buziak był cudny. Ja bym się chyba bała tak pochylić.

    „Gdyby tylko miał milion dolarów, na moim podjeździe stanąłby któryś z nowszych modeli Ferrari, a obok stara Testarossa.”- Gdybym; Nie powiem, że mnie to jakoś specjalnie zaskoczyło. Spodziewałam się takiej odpowiedzi.
    „Nie chciał jednak narzekać, więc kiedy Alex ponownie do niego dotarł, uśmiechnął się o niego lekko i razem zawrócili się w stronę niskich budynków.”- chyba powinno być „do”.

  8. Marta696 pisze:

    Jadon na koniu to musiał być seksowny widok.Biedak szkoda mi się go zrobiło jak spadł.Oh teraz Alex będzie musiał się o niego zatroszczyć .i w ramach troski zrobi mu lodzika.To było strasznie słodkie co Lenniak powiedział o Ryanie i to przy wszystkich aww. Gra całkiem fajna tylko spodziewałam się jakiś innych pytan bardziej gorętszych.

  9. Katka pisze:

    Tigram, czasami mam wrażenie, że każdy gest Alexa, kiedy ten publicznie nawet delikatnie dotknie Jasona, wywołuje w Was to „awww” XD Ale rozumiem to, taki zimny facet okazujący czułostki jest rozkoszny ;) I jak widać Lenny jak chce, to też potrafi XD Tylko czasem trzeba to z niego podstępnie wyciągać, hehe. A ostatnie trzy wersy Twojego komentarza… XDDD Haha, aż się głośno roześmiałam :D

    Tess, pewnie jakby tylko Katy zadawała pytania, to by w końcu się zrobiło bardziej pikantnie, ale na szczęście inni nieco ją stropowali XD I się chyba odpowiednio wyważyło. Och, a Lenny niby tylko wymienił, co mu się podoba w Ryanie, a taka radocha z tego, co nie? XD I biedny Jasonek, tak źle mu życzysz… XD

  10. Tess pisze:

    W sumie myślałam, że pytania będą bardziej „pikantne”, ale zawiedziona bynajmniej nie jestem. To było strasznie miłe, kiedy Lenny tak pięknie wypowiadał się o Ryanie, normalnie sama motylki w brzuchu poczułam xD
    Może wyjdzie to trochę wrednie, ale mam nadzieję, że jednak coś stało się Jasonowi. Oczywiście niepoważnego, ale na tyle istotnego, by Alex mógł się nim opiekować, może rzeczywiście poczuć jakieś wyrzuty sumienia? Chociaż na to ostatnie nie liczę :)

  11. TigramIngrow pisze:

    Pomysł na zabawę zacny!
    „Alex w tym czasie przyglądał mu się czujniej. Trochę walczył ze sobą, nim w końcu przysunął się bliżej kochanka i wziął go pod rękę.” awwwwww :3 Jakie to słooooodkie, kochane i w ogóle czułe, no!
    I Lenny jaki! Jaaaaaa….. Normalnie szok. On chyba nigdy nie powiedział tylu pozytywnych słów o Ryanie do Ryana, a teraz tak przy wszystkich. No cudo normalnie.
    Szkoda, że tylko jedna rundka tej gry była, bo kurde, miałam taki roztkliwiony uśmiech ja to czytałam. Miodzio.
    A co do jazdy konnej… Kurde, ale ja rozumiem Jasona. Kiedyś siedziałam na koniu i też mnie skubany poniósł. Geezas, ale miałam pietra, normalnie serce w gardle. Na szczęście nie spadłam.
    A obstawiam, że Jason złamał odręcze.
    I Alex będzie miał wyrzuty sumienia.
    I mu obciągnie!
    Fuck yeah!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s