Bonus – Czopek

Uwaga! Pisane naprawdę w przypływie głupawki i chyba alkoholu jakiś spooory czas temu. Więc radzimy się do tego MOCNO zdystansować XD

*****

Lenny prowadził pożyczony od kumpla samochód, przebierając palcami po kierownicy. Wracali ze szpitala, a na recepcie w kieszeni miał spisane leki, jakie miał jeszcze wykupić w aptece. Na razie jednak chciał zawieźć zakutanego i telepiącego się Ryana do mieszkania.
Ten opierał się bokiem o drzwi samochodu, a czoło miał zroszone maleńkimi kropelkami potu. Do tego lekko zaczerwienione oczy i policzki.
— Przyspiesz… Zimno — sapnął słabym głosem, drżąc od gorączki.
Mulat tylko zmarszczył nos, klnąc pod nosem na debilne pomysły kochanka pływania na desce w najbrzydszy dzień tego lata. Ten oczywiście uparł się na swoim, bo „przecież były takie wysokie fale, a to jest oczywisty znak, że należy je wykorzystać”. Co z tego, że wiatr był zimny i rano padało?
Przyspieszył, przejeżdżając na żółtym świetle, a Ryan tylko wpatrywał się w okolicę za oknem. Nie miał nawet siły, żeby mówić. A to znaczyło, że było już naprawdę źle.
Po kilkunastu minutach dojechali do domu. Lenny zaparkował na zwykle pustym podjeździe i podszedł do Ryana, aby wyciągnąć go z samochodu.
— Już, już. Zaraz będziesz w łóżku. Prześpisz się.
— Mhm… — mruknął chłopak, idąc z nim do drzwi i wczepiając się w niego, żeby znaleźć jakieś źródło ciepła. Trochę tym utrudniał drogę do sypialni, ale aż cały się trząsł z zimna.
Lenny wpakował go do łóżka, zakrył szybko kołdrą i pocałował w gorącą jak ogień głowę. Nie lubił takich sytuacji. Stresował się, a nie uważał się też za znawcę w kwestiach zajmowania się drugą osobą. Może dlatego tak się obawiał, kiedy matkę coś bolało, a nie chciała iść do lekarza?
— Szzz… Leż, zaraz wracam.
Ryan zaprotestował cichym jęknięciem. Nie chciał, żeby szedł.
Wtulił się w poduszkę, cały zakutany w kołdrę. Ledwie wystawał mu spod niej nos, a powieki dziwnie mu się kleiły. Czuł się słabo.
Mulat spojrzał jeszcze za nim i wyszedł z pokoju, po drodze wyjmując telefon z kieszeni. Szybko wybrał jakiś numer, wychodząc z mieszkania i wsiadając do samochodu.
— Hej, nie obudziłem?
— No, hej… Nie, spoko — odpowiedział mu dziewczęcy głos. — Właśnie zjadam tosty, a co?
— Słuchaj, umiesz zająć się chorym?
— Eee… Ale jak bardzo chorym?
— No, przeziębienie i wysoka temperatura — niemal warknął, jadąc w stronę apteki. Niestety było to kawałek od domu.
— No, umiem, powiedzmy — Kate odpowiedziała mniej wyraźnie. — Ale brzmisz całkiem zdrowo.
— Nie ja jestem chory — mruknął. — A Marg? Chociaż ona mniej zna Ryana — rzucił, zastanawiając się na głos.
— Ryan jest chory? No, ale jaki problem? Kup mu jakieś prochy, połóż do łóżka, rób okłady i powinien stanąć na nogi za kilka dni — odparła dziewczyna beztrosko.
— Jakie okłady? I ma jakieś prochy przepisane i… Cholera, Katy, przyjadę po ciebie! — syknął, parkując z piskiem opon pod apteką.
— No, okej… Super, będę niańką! — Katy zaśmiała się na poły gorzko, na poły z rozbawieniem. — To czekam.
— Będę za dwadzieścia minut — mruknął jeszcze i się rozłączył.
Jakiś czas później, kiedy sterroryzował obsługę apteki spojrzeniem i kupił wszystko co było na recepcie, już jechał po swoją pomoc medyczną. Chciał to jak najszybciej załatwić, żeby Ryan przypadkiem nie wpadł na jakiś debilny pomysł wstania z łóżka i wyjebania się na mokrej podłodze w łazience.
Katy, słysząc parkującego na podjeździe jej domu sedana, wyszła i pomachała do Lenny’ego, od razu kierując się do auta.
— No, hej! — przywitała się z nim z uśmiechem.
Mężczyzna nawet nie wyszedł z samochodu, tylko wychylił się, otwierając jej drzwi. Kiedy wsiadła, przywitał się z nią, od razu ruszając z powrotem.
— Ryan umiera czy coś, że aż do mnie dzwonisz? — zagadała. — I zostawiłeś go tak samego na tyle czasu?
— Musiałem jechać po leki do apteki — wyjaśnił oględnie.
— Mhm. I co tam kupiłeś? Byliście u lekarza?
— Tak — mruknął i wyjął z podłokietnika siatkę z lekami. Podał ją dziewczynie, żeby sobie obejrzała wszystkie pudełeczka i słoiczki.
Katy zagwizdała, w duchu mając nadzieję, że z Ryanem nie jest aż tak źle. Lenny chyba jej tam nie będzie trzymał, aż wyzdrowieje… Liczyła na to, że po prostu tak panikował, a Ryan tak naprawdę trzymał się całkiem nieźle.
— No, ładnie, sporo tego i… — zacięła się, wyjmując kolejne opakowanie — czopki?
Lenny zmarszczył brwi.
— Co?
— Nic, nic — odetchnęła dziewczyna, wsadzając opakowanie z powrotem do siatki. — A jaką ma gorączkę?
— Prawie czterdzieści. Chyba — odparł, jadąc zdecydowanie szybciej niż zwykle.
Kate aż zerkała niepewnie na drogę.
— To niedobrze. Ale trochę zwolnij, choremu można pomóc, ale jak nas zabijesz, może być gorzej! — fuknęła.
Lenny spojrzał na licznik, a potem na dziewczynę.
— Jest pusto — mruknął. Szybka jazda nie sprawiała mu takiej frajdy jak kochankowi, ale umiał dobrze prowadzić.
Naburmuszona dziewczyna tylko spojrzała na niego, ale nic już nie powiedziała, grzebiąc w siatce z lekami.
Po kilku minutach w końcu dojechali do dawnego mieszkania siostry Ryana. Mulat wysiadł z samochodu i poczekał na Kate, przytrzymując jej drzwi wejściowe. Dziewczyna weszła do środka, ale od razu przystanęła jak zamurowana, bo o mało nie wpadła na owiniętego w kołdrę Ryana. Ten, przytrzymując się drzwi, usiłował dojść do kuchni. Miał silne rumieńce na policzkach i lekko zaszklony wzrok.
Lenny, kiedy tylko go zauważył, zaklął szpetnie, podbiegając do niego i obejmując, aby nie upadł w razie czego.
— Co ja ci, kurwa, mówiłem?! Miałeś leżeć w łóżku! — warknął, wściekły na siebie, że go zostawił.
— Ale mi wody nie zostawiłeś, pić mi się chce — odmruknął Ryan, opierając się na nim.
Lenny syknął wściekle, łapiąc go mocniej i zakładając sobie jego ramię na kark.
— Idź do łóżka. Przyniosę — mruknął, wlekąc go w stronę sypialni.
Kate cały czas stała w progu, patrząc za nimi. Wreszcie zreflektowała, weszła do kuchni, mijając śpiącego Jaya i nalała wodę do szklanki. A Ryan dał się poprowadzić i zwalił się z powrotem na łóżko.
Kiedy Lenny zapatulił go z powrotem szczelnie w kołdrę, podbiegł do kuchni i o mało nie zderzył się z dziewczyną.
— Aj, spokojnie! — Katy cofnęła się o krok. — Zaniosę mu wodę, a ty weź te lekarstwa. I termometr.
Lenny skinął głową posłusznie, idąc do kuchni, gdzie dziewczyna zostawiła siateczkę z lekami. W drodze do sypialni wyjął z niej też świeżo kupiony termometr, bo nawet nie miał pojęcia, gdzie takowego w domu szukać. O ile w ogóle jakiś był.
Kiedy wrócił do sypialni, zobaczył Ryana półleżącego na dwóch poduszkach, które Kate podłożyła mu pod głowę. Chłopak pił wodę, cały się przy tym trzęsąc. Od razu uniósł wzrok na Lenny’ego.
— Nie musiałeś dzwonić po Katy — mruknął. — Nie… nie umieram.
Lenny rzucił mu chłodne spojrzenie.
— Nie gadaj tyle, tylko pij — mruknął, siadając na łóżku w jego nogach i czytając jakieś bazgroły wypisane przez lekarza.
— Termometr masz? — tymczasem Katy wychyliła się do niego.
Mężczyzna skinął głową i podał jej nowiutki termometr, po czym wrócił do czytania. Nic z tego nie rozumiał.
Katy pochyliła się do Ryana i bez pardonu odchyliła kołnierz bluzy, w którą był ubrany. Chłopak zmarszczył się, ale pozwolił sobie włożyć termometr. Oddał jej przy tym pusty kubek i zsunął się w dół, żeby wejść bardziej pod kołdrę.
— Zimno — zakomunikował.
Lenny spojrzał na nich, nie wiedząc, co robić.
— I co? — mruknął po chwili, podnosząc się i kucając obok łóżka. Położył rękę Ryanowi na czole.
— Jest rozpalony — mruknęła Kate. — Pójdę po więcej wody i damy mu prochy, a jak termometr zapika, to się zobaczy, czy trzeba przejść do ostatecznych środków — dodała rzeczowo, mając na myśli czopki, po czym wstała ze szklanką.
Lenny kiwnął jeszcze głową, podając jej kartkę od lekarza, żeby ona przeczytała. Kiedy dziewczyna wyszła, odgarnął włosy z mokrego czoła kochanka.
— Jak się czujesz?
— Słabo… i zimno — odparł Ryan, unosząc na niego wzrok i pociągnął go za rękę. Chciał, żeby położył się obok.
Lenny pochylił się i pocałował go w policzek, przygarniając go delikatnie do siebie. Przycupnął obok niego na boku, a Ryan przytulił się do niego. Był gorący, policzki miał całe zarumienione, ale wyczuwalnie drżał.
Termometr nagle zapikał, a Kate weszła do sypialni ze szklanką wody. Lenny spojrzał na nią, wyjmując miernik temperatury i jej podając. Dziewczyna, zanim na niego spojrzała, dała Ryanowi szklankę i tabletki.
— Wypij — poleciła i zerknęła na termometr. Czterdzieści. Zagryzła wargę i spojrzała na siatkę leżącą obok na łóżku. — Um, chyba to się przyda.
Lenny w tym czasie podniósł głowę kochanka, wkładając mu tabletki do ust i dając mu je popić. Ryan się nie opierał, przełykając wszystko. A Kate w tym czasie wyjęła opakowanie z czopkami i wyciągnęła je do Lenny’ego.
— Musisz mu to wsadzić — oznajmiła, a chłopak leżący na łóżku w opóźnionym refleksie spojrzał na pudełko. Miał trochę zamglony wzrok.
Mulat dość głupio spojrzał się na jej rękę.
— Gdzie? Czekaj… Ale że jak? — mruknął, ogłupiały.
Kate odetchnęła ciężej, unikając wzroku Ryana. Starała się nie chichotać, mimo że współczuła choremu koledze. Ale i tak nie mogła nic poradzić na wewnętrzne rozbawienie całą sytuacją.
— No… No, do odbytu.
Czarne oczy Ryana gwałtownie się rozszerzyły.
— Co?! — wydyszał, unosząc się gwałtownie na rękach, ale te zadrżały i opadł z powrotem na łokcie.
Lenny, widząc jego reakcję, przytrzymał go na pościeli i pogłaskał po włosach.
— Cicho — polecił. — To na temperaturę? — spytał tym razem dziewczyny.
— Tak, najlepszy sposób — odparła Katy z naciskiem. — A jest wysoka…
Ryan jednak nie dał jej skończyć, bo od razu syknął słabym głosem:
— Poleżę i mi przejdzie! Nie chcę, kurwa. — Jezu, to było poniżające. Nie chciał!
Lenny kiwnął głową, biorąc od dziewczyny czopki i ignorując protest swojego chłopaka.
— Nie dyskutuj. Lekarz ci przepisał — mruknął, chwytając Ryana za bark i przekręcając go do siebie na bok.
— Nie! — warknął Ryan, dysząc płytko ze zdenerwowania. Odepchnął mężczyznę na ile mógł w swoim stanie i cofnął się na łóżku z dala od niego. Patrzył szklistym wzrokiem to na jego oczy, to na opakowanie.
Mulat wydawał się tym nie przejmować, tak samo jak obecnością Kate w pokoju. Przytrzymał go przy sobie jedną ręką, a drugą wsunął mu pod kołdrę na plecy i w dół, zsuwając mu spodnie.
— I co teraz? — Spojrzał na oniemiałą dziewczynę. — Jak mam to, kurwa, włożyć? Jest jakaś specjalna instrukcja?
Wcięta Kate patrzyła chwilę, jak Ryan siłuje się z Lenny’m, po czym odparła:
— Eee… No, normalnie, pokaż to. — Wzięła od niego opakowanie i otworzyła, żeby wyciągnąć czopek.
Ryan w tym czasie, absolutnie zawstydzony sytuacją i sfrustrowany brakiem siły, zamachnął się i na oślep rąbnął Lenny’ego w szczękę.
— Puść mnie, kurwa!
Mulat z racji, że uderzenie nie było mocne, zawarczał tylko i uniósł się, przewracając kochanka na brzuch.
— Nie szarp się! To dla twojego dobra — mruknął, trzymając go.
Kate aż się uniosła, patrząc na nich i czując się coraz bardziej nie na miejscu.
— Spierdalaj ze mnie! — wydyszał tymczasem Ryan, usiłując się wyrwać, ale był tak słaby, że Lenny nie miał najmniejszego problemu, żeby go utrzymać. — Złaź… Nie chcę tego….!
— Masz temperaturę i masz brać leki! — syknął mężczyzna, obejmując go, przy okazji kładąc się przy nim. Jedną dłonią unieruchomił obie jego ręce, drugą sięgnął do pośladków. — Daj te czopki — mruknął już lekko poirytowany do dziewczyny.
Ryan dyszał ciężko, nie wierząc, że Lenny to robi. Czuł, jak policzki go palą ze wstydu. Chciał zniknąć! Zacisnął mocno tyłek, nie dając kochankowi żadnego dojścia do swojej szparki.
— Nie…! Odpierdol się!
— Ale… — zająknęła się Katy, podając Lenny’emu jeden czopek. Z jednej strony ją ta sytuacja dziwnie ją peszyła, a z drugiej była ciekawa, jak to się dalej potoczy.
Mulat spojrzał na zaciśnięte pośladki kochanka.
— Ryan, opanuj się. Co ci do cholery zależy? To tylko leki. Większe rzeczy tam miałeś! — syknął, nie chcąc mimo wszystko za nadto go męczyć w takim stanie.
— Przestań! — sapnął Ryan, spanikowany. Kurwa, Katy to wszystko widziała i słyszała! — Nie wsadzisz tam nic wbrew mojej woli — jęknął, wciąż desperacko zaciskając tyłek.
— To znowu pojedziemy do szpitala i tam ci jakaś tłusta pielęgniarka to zrobi, jeśli tak bardzo się upierasz! Ryan, do cholery, nie zachowuj się jak dziecko.
— Powiedziałem, że… nie chcę…! — Chłopak zaczynał szybko tracić siły przez to szarpanie. Na jego skroniach pojawiły się kolejne kropelki potu.
— Może ja wyjdę… — mruknęła Katy.
Lenny zastanowił się chwilę. W sumie mogłaby mu pomóc, ale wtedy Ryan byłby chyba jeszcze bardziej wściekły.
— Jak chcesz. Jak coś, to cię zawołam.
— Mhm — odmruknęła, szybko ulatniając się z sypialni.
Ryan dyszał ciężko z twarzą przy poduszce, mając wrażenie, że czuje wilgoć na całym ciele i materiale, do którego był przyciśnięty. A wszystko to było nieznośnie gorące.
Zerknął na Lenny’ego bokiem.
— Skurwiel.
Lenny pokręcił głową.
— Mam cię związać, czy będziesz grzeczny i weźmiesz te jebane leki?
— Nie waż się… mnie wiązać — jęknął Ryan. Miał już niemalże drgawki. Cały się trząsł.
Lenny pogłaskał go delikatnie po plecach, starając się go uspokoić.
— Nie będę, chyba że dalej się będziesz tak wygłupiał. Głowa cię będzie boleć.
— Już boli — odsapnął Ryan i obejrzał się nerwowo, żeby sprawdzić, czy Kate rzeczywiście wyszła. Nigdzie jej nie zobaczył, a wiszący nad nim Mulat puścił jego dłonie, głaszcząc go po głowie.
— Chcesz wody?
— Nie… Zimno mi, zakryj mi tyłek — mruknął chłopak, licząc, że Lenny zapomni o tym cholernym czopku.
Mulat westchnął, nakrywając go szczelnie aż po same uszy.
— No, już — mruknął, chowając opakowany czopek w dłoni i przyciągając chłopaka do siebie.
Ryan wczepił się w niego, cały drżąc. Był na niego zły za to, co przed chwilą zrobił przed Katy, ale nie miał siły się o to burzyć. Czuł się wyczerpany. Ledwo go objął słabymi rękami.
Lenny przygarnął go do siebie, przytulając czule i głaszcząc po plecach.
— Szzz… Prześpij się już — zamruczał mu do ucha, jednocześnie cichaczem otwierając czopek.
— Mm — mruknął tylko Ryan, leżąc przy nim i powoli się rozluźniając. Miał straszne dreszcze, a Lenny był taki ciepły. Do tego głaskał go tak przyjemnie i uspokajająco po plecach i udach.
Nagle chłopak poczuł, jak mężczyzna wsuwa mu dłoń w spodnie, a sekundę później już miał w sobie czopek.
— No i już — mruknął Lenny i cmoknął go w czółko.
Ryan spiął się cały gwałtownie i otworzył szeroko oczy, patrząc na niego z niedowierzaniem. Aż rozchylił usta, nie wiedząc, co powiedzieć. Miał to w sobie, a ten skurwysyn podstępny…!
— Lenny, kurwa…! — wydyszał, jeszcze bardziej zaczerwieniony. — Ty draniu…!
Mulat ponownie go pocałował.
— Zbije ci to temperaturę i poczujesz się lepiej — zamruczał, zupełnie lekceważąc słowa Ryana i dalej głaszcząc go troskliwie. — Prześpij się.
— Skurwysyn…! — wykrztusił chłopak słabym głosem i uderzył go w klatkę piersiową. Nie miał jednak nawet siły, żeby się od niego odsunąć. — Nie chciałem… Nie słyszałeś? Nie chciałem!
Lenny mruknął potakująco.
— Śpij już i odpoczywaj. Nie lubię jak jesteś chory.
— A ja nie lubię, jak mnie ignorujesz — jęknął sfrustrowany Ryan, kuląc się pod kołdrą.
— Dla twojego dobra.
— No nie gadaj — mruknął chłopak, zaciskając zęby i po chwili wahania przylgnął do niego z powrotem ciasno, zamykając oczy. Czuł się tragicznie.
Lenny pogłaskał go po głowie.
— Mój biedny — zamruczał mu tuż przy uchu z lekkim uśmiechem na twarzy. Naprawdę nie chciał, żeby chłopak chorował. Martwił się.
Ryan mruknął coś niezrozumiale w odpowiedzi, wtulając się w niego. Kurwa, ten cholerny czopek. I ten jego podstępny skurwysyn. Ale taki ciepły…
Zamknął oczy, oddychając gorącym powietrzem na jego skórę. Czuł, że odpływa. Lenny chyba jeszcze głaskał go aż nie usnął, ale był tak wycieńczony, że nie dałby za to nawet złamanego centa.

15 thoughts on “Bonus – Czopek

  1. Katka pisze:

    Tigram, widzę, że wracasz do staroci. Też lubię ten bonus i aż się czasem dziwię, czemu zwlekałyśmy z jego dodaniem. Może dlatego, że wydaje się śmiesznie głupawy XD

  2. Basia pisze:

    Witam,
    ekstra bonusik, taki opiekuńczy Lenny dobrze wypadł, no i jaki podstępny, ale to dla dobra Rayana…. spodobał mi się entuzjazm Katy na zostanie niańką….
    Dużo weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Katka pisze:

    Tigram, Boże, jak okrutne XD Przybić Ryana do łóżka… Lenny jest za, ale nie w takiej formie XD Wolałby go przybić do łóżka ze zgoła innego powodu…

  4. TigramIngrow pisze:

    Powinno tego być więcej w fabule. A najlepiej w każdym opowiadaniu i co czwarty rdz, a choroba powinna się ciągnąć przez trzy odcinki. Co ja na to mogę że uwielbiam jak ktoś się kimś zajmuje? Nie wiem, lubię strasznie. A Len jest taki tu opiekuńczy i zmartwiony, że nawet mogłabym go polubić. Mógłby Ryan zachorować na coś poważnego, co by go przykuło do łóżka do dłuższy czas.

  5. Katka pisze:

    Another, może dlatego lubisz, bo ogólnie fajnie się czyta, jak jeden bohater opiekuje się drugim? To jest wyjątkowo słodkie momentami ;) A Lenny to ucieleśnienie skrajności, więc takie warczenie tylko po to, żeby za chwilę przytulić to norma, hehe. Podobnie ma chyba Mason, który też skrywa swoją opiekuńczość pod groźną maską, ale w bardziej skrajnej postaci. A Katy to w ogóle ma za dobrze w życiu, haha.

  6. another69 pisze:

    Oooohhh… Dlaczego ja tak bardzo lubię jak postacie w opkach chorują? Oczywiście o ile ktoś się nimi zajmie! Jestem sadystką widocznie xD
    Lenny jest boski, uwielbiam tą jego stanowczość jak krzyczy na Ryana, że ma wracać do łóżka, a chwile później go przytula i się nim zajmuje. No i ten czopek… xD Dopiero w połowie bonusa, zrozumiałam, że nazywa się on „czopek” i już wiedziałam co będzie dalej xD Nie ważne, że nie było zaskoczenia, czasem nie musi być, by było fajnie. Tu było fajnie, zabawnie, głupio, ale jednak nadal w stylu FDTS xD

    I nie mogę z tego, że Katy widziała tak dużo! xD

    Tak bardzo jej zazdroszczę ;_; Tyle gejowskości wokół, można sobie popatrzeć, robić zdjęcia… Zresztą ona w pełni korzysta xD
    Ja to bym jeszcze kamerki gdzieniegdzie pomontowała….

  7. Katka pisze:

    Gordon, oj tam od razu nie powinno. Uwierz, my też miałyśmy niezdrowy ubaw, pisząc to. Biedna dupcia Ryana, Lenniak tak niecnie zaaplikował jej ciało obce XD Hehehe i zgaaaadzam się, fajnie by było mieć takiego Ryanka w łóżku. Przyznam, że sama za dużo dziś o nich myślę przez to, że tak upalnie, a ja cały dzień zmuszona była spędzić na słońcu. Cóż, ważne, że się podobało XD

  8. Gordon pisze:

    Jakie to bylo poryte xD Tylko chyba nie powinno mnie takie cos jarac ;p Jak William sie bedzie bawic w doktorka z Jeffem i tez mnie bedzie jarac to juz bede mial pewnosc ze cos ze mna bardzo nie tak ;p Lenny jest slodkim draniem ;p A Ryana bym nawet tak spoconego chcial w lozku. Zajebisty bonus.

  9. Katka pisze:

    Tigram, hehe, a jest choroba :D

    Tess, co nie? XD Głupie, ale urocze.

    O., to co zacytowałaś to szczyt podłości jest! A przynajmniej Ryan tak uważa XD I tak, Lenniak umie się zająć chorym. Przecież nie zostawiłby go na pastwę losu albo Katy XD

  10. O. pisze:

    „Nagle chłopak poczuł, jak mężczyzna wsuwa mu dłoń w spodnie, a sekundę później już miał w sobie czopek.
    — No i już — mruknął Lenny i cmoknął go w czółko.” Kocham!!! <3333333
    Czyli Lenny jednak umie się zająć chorym! Ale myślałam,że bardziej by schizował gdyby Ryan'owi coś było, nawet przy takim przeziębieniu :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s