Fire Dragon Tattoo Studio – 150 – Po tym, jak dobro wygrało ze złem

Lenny ziewnął, nie kłopocząc się z zasłanianiem ust dłonią. Jechał autobusem z głową opartą o szybę i odstraszał wzrokiem każdego potencjalnego pasażera, który miał durny pomysł, żeby usiąść obok niego.
Znowu jechał do matki. Nadal bolało ją biodro i nadal się nim wysługiwała. W sumie, nie powinien narzekać. Ostatnio faktycznie nie widywał się z nią często, chociaż ona też nie była z tych, które by chciały, żeby cały czas ktoś na nie chuchał i dmuchał. Była niezależna, ale też umiała… wysługiwać się innymi. Tak jak teraz.
Kiedy dawała listę zakupów synowi, w dużej mierze wciskała tam jak najwięcej ciężkich rzeczy, żeby nie musiała tego sama nosić. Nie zważała przy tym na to, że Lenny nie miał samochodu, żeby to jakoś z łatwością przewieźć. Skazany był na noszenie ciężkich toreb. Prawie jak w porcie. Zawsze tylko modlił się, żeby papierowa torba, za którą w przeciwieństwie do plastikowej nie musiał dopłacać, nie porwała mu się.
Przetarł twarz dłonią. Zakupy, potem rozmowa o przyjaciółkach matki albo raczej wysłuchiwanie, jaka to jedna z drugą nie jest i… cała noc w pracy. Już się cieszył.
Kiedy autobus zatrzymał się na odpowiednim przystanku, Lenny uniósł wszystkie torby i wyszedł na ulicę. Było ciepło, choć chmury raz po raz przesłaniały słońce. A z przystanku miał kawałek do domu.
Okolica nie była najciekawsza. Dużo czarnych, dużo Meksykanów… Gdzieniegdzie bezdomni, ale to była norma. Lenny znał tę okolicę. Ludzi tu mieszkających też i ilekroć tu był, odkąd poznał Charliego i częściowo jego poglądy na życie, wiedział, że to byłby kolejny argument za tym, że jest złym facetem dla Ryana.
Kiedy doszedł pod jedno z mieszkań, nie musiał martwić się zamkiem w drzwiach. Te zawsze były otwarte, kiedy matka była w domu.
— Jestem!
Zza odrapanej futryny pomiędzy kuchnią a wąskim przedpokojem wyłoniła się twarz kobiety. Miała ciemniejszą skórę niż Lenny i dość spore gabaryty. Długa sukienka opinała się jej na biodrach i biuście, a siwiejące włosy upięte były wysoko.
— Postaw wszystko na blacie — powiedziała na powitanie i znowu zniknęła w kuchni, z której dochodziły przyjemne zapachy.
— Mhm. Już. Jak się czujesz? — Lenny, nie kłopocząc się zdejmowaniem butów czy torby z ramienia, wszedł za matką do pomieszczenia, by odstawić ciężkie zakupy.
— A daj spokój! — Donna machnęła ręką, trzepocząc przy tym bransoletkami, którymi miała obwieszone nadgarstki. — Ja już nie wiem, co ja z tym biodrem mam zrobić. I tu, o tu połóż. — Mówiąc to, odsunęła ze starego blatu kilka pudełek z lekarstwami, robiąc mu miejsce.
Cała kuchnia była zagracona. Żółte kafelki w części poodpadały ze ścian, w założeniu białe firanki przybrały szarawy kolor, a nie wszystkie szafki się domykały. Jednak z garnka stojącego na zapalonym palniku dochodził zapach wręcz wyśmienity. Trochę ostry, mięsny i intensywny. Donna właśnie sięgnęła po drewnianą łyżkę i zamieszała w nim.
— Może pójdź do lekarza? — zasugerował Lenny, stawiając zakupy i dopiero, jeden po drugim produkcie, wypakowując je. Puszki, mleko, sok pomarańczowy, pieczywo. Kolejne puszki i słoiki. Wszystko przenosił do lodówki.
Donna zaburczała na niego coś o tym, by przestał z tą mantrą. Sięgnęła po głęboki talerz z jednej z szafek.
— Jak wyciągniesz, to umyj ręce i siadaj, to cię chociaż nakarmię. Ta twoja dziewczyna, z którą się szlajasz, że cię matka na oczy nie widzi prawie, to pewnie ci w ogóle nie gotuje, co?
Lenny spojrzał na postawną kobietę z ciężkim sercem. I jak mam z nią dyskutować?
— Dobrze. — Skinął więc głową i wyszedł do łazienki, żeby posłusznie umyć dłonie. Kiedy wrócił, rzucił do matki, siadając do stołu: — I jem przecież. Nie jestem chudy, ale dziękuję za troskę.
— No, nie jesteś, chwali ci się. Nie to, co ojciec, jak raz wyszedł. Że go w ogóle wypuścili, psia jego mać! — fuknęła i zaczęła nakładać na talerz potrawkę z ryżem, mięsem i warzywami, w których przewagę stanowiła papryka. — Ale taka chuda pokraka z niego wróciła. Dobrze, żeś się w niego nie wdał — mówiła, wreszcie stawiając jedzenie przed synem, po czym zaczęła nakładać obiad dla siebie.
— Mhm… Teraz już nie wróci — mruknął Lenny pod nosem, nabierając porcję jedzenia. — Dziękuję i smacznego.
Jakoś nie umiał rozmawiać z matką. Zawsze go przytłaczała. Nauczyła go też, że nie można do niej pyskować, sprzeczać się, czy w ogóle wchodzić w dyskusję. Ona zawsze miała rację. A i on miał poczucie winy, że wszystko tak się potoczyło. Że był teraz jej jedynym dzieckiem, że nie postarał się bardziej i że zostawił ją samą na tyle czasu, kiedy sam, niemalże w ślad za ojcem, poszedł siedzieć.
— Dobrze, że ty wróciłeś! — rzuciła, wreszcie siadając naprzeciwko syna. Pogroziła mu widelcem. — Jakbyś na to warunkowe nie zapracował, to bym cię tu po kolejnych dziesięciu latach nie chciała widzieć!
— Wiem, mamo. Ale już jestem — znowu odparł pokornie.
Kobieta nigdy nie dowiedziała się, że w pewnym sensie była tą kroplą przelewającą czarę, przez którą jej syn poszedł siedzieć. Lenny miał się wycofać. Grożono mu, że jego matka za to oberwie. Nie przejął się. Kto w końcu był takim chamem, żeby napaść kobietę? Okazało się, że tacy śmiałkowie się znajdowali. A i oni, jak i Lenny ponieśli za to konsekwencje.
— Tak jesteś, że cię nie ma. — Donna pokręciła głową.
— Może byś tu częściej bywał, gdyby Dalia żyła — dodała i wstała od stołu, chcąc podać do jedzenia jeszcze sok.
Lenny spojrzał na matkę z lekkim przestrachem. Zawsze mu towarzyszył, kiedy temat schodził na Dalię. Jego siostrę. Jego martwą siostrę.
— Tego nie wiesz, mamo — mruknął pod nosem, już czując się skrępowany.
Kobieta nie odpowiedziała od razu. Szperała chwilę za dwiema czystymi szklankami i nalała do nich zimnego soku z lodówki. Postawiła jedną przed synem, a z drugą znowu usiadła do swojego jedzenia.
— Ano nie wiem. I się nie dowiem. Niczego się nie odwróci, można tylko odpracować. I mówię to też do ciebie, Lenny. Ty sprawuj mi się dobrze, bo tylko ciebie już mam — powiedziała poważnie i zakręciła się na krześle, krzywiąc lekko, gdy znowu zabolało ją biodro.
— Wiem, mamo — odparł bardzo zwięźle, nie wdając się w dyskusję.
Jadł powoli, dość szczęśliwy, czując, jak przyjemnie ciepły posiłek go zapychał. Będzie musiał wystarczyć mu aż do jutra. Chyba że dostanie coś na noc, do pracy. Trochę na to liczył.
— Wiem, mamo, wiem, mamo… Ty zawsze wszystko wiesz, a potem czekam jak ta głupia, aż mnie odwiedzisz… Oj, ja wiem, że ty masz swoje życie, dwadzieścia dziewięć lat na karku, ale co ja mogę na to marudzenie? Przydałaby mi się tu pomoc. I wiesz, nawet nie męska, a kobiece dłonie by były zdatne. Dalia by już miała dwadzieścia dwa, jakby żyła… Pewnie obrotna by była i by się pogadało, popichciło coś razem — mówiła wciąż swoim donośnym, pewnym głosem, ale Lenny i tak widział w oczach matki ból zawsze, gdy temat schodził na jego siostrę.
Bał się go, tak samo jak wspomnienia śmierci siostry. Czasami starał się pocieszać się tym, że przecież w filmach, które czasami były tak podobne do jego życia, wszystko na koniec dobrze się kończyło. I w sumie teraz wychodził jakoś na prostą, ale Dalia… O nią nadal się obwiniał.
— Mamo… — spróbował przez ściśnięte gardło. — Nie zadręczaj się… Ona… — zaczął, ale nie skończył. Nie mógł pocieszać matki, skoro wiedział, że i ona gdzieś w głębi duszy miała mu za złe, że nie upilnował siostry. Że nie zauważył na czas samochodu i nie zrobił… czegoś.
— Byłaby zawiedziona, że poszedłeś siedzieć. Że robiłeś te wszystkie czarne interesy, że wracałeś mi do domu poobijany. — Donna weszła mu w słowo i przerwała tylko po to, by przełknąć kolejny kęs i zabrać się za następny. — Kochała cię, mam nadzieję, że ty ją też, bo jak już dla mnie przestaniesz się zachowywać, to przynajmniej bądź dobrym człowiekiem dla niej. Bo ja nawet nie wiem, czy ta twoja dziewczyna teraz na poważnie jest, skoro nic mi o niej nie mówisz! — fuknęła na koniec, już nie takim ciężkim głosem, jak gdy mówiła o zmarłej córce.
Lenny zamieszał w talerzu, wgapiając się w tej chwili w jedzenie dość tępo. Bez iskry, a zwyczajnie smutno i bez życia.
— Też ją kochałem. Też tęsknię, przecież wiesz… — mruknął w końcu pod nosem.
Dalia była jego promyczkiem. Jak często rodzeństwo się kłoci, tak oni nie byli wyjątkiem, ale nawet jako dzieci z tą siedmioletnią różnicą wieku dogadywali się jako tako. Lenny zawsze chciał być przykładnym, idealnym starszym bratem. I chyba mu się udawało, aż do czasu. A potem wszystko posypało się jeszcze bardziej.
Donna westchnęła, dojadając swoją porcję, aż wstała od stołu. Potem podeszła do wciąż siedzącego Lenny’ego i przycisnęła jego głowę do swojego sporego biustu.
— Wiem. A teraz dojedz to i powiedz mi, z czym ci zrobić kanapki do tej twojej przeklętej, ale przynajmniej legalnej pracy? — dopytała już swoim zwykłym tonem, kiedy puściła jego głowę.
Lenny zacisnął oczy, żeby jakoś odreagować.
— Z czym zrobisz, będzie dobrze. Tylko nie za dużo dżemu czy czegoś w środku, bo się będzie wylewać. Jeśli możesz — poprosił dodatkowo, wdzięczny za zmianę tematu. W myślach też uśmiechnął się do faktu, że zarówno jego matka, jak i Ryan nienawidzili jego pracy. Ale dzięki niej już mógł myśleć o kupnie samochodu. Poza poprawą komfortu życia będzie wygodniej pojechać na cmentarz do Dalii. — I nie przemęczaj się. Idź do lekarza, naprawdę.
— A trujesz mi o tym i trujesz… — Kobieta westchnęła, już zabierając się za przygotowywanie mu jedzenia.
Lenny nie zdążył nic dodać ani skomentować, kiedy nagle telefon w jego kieszeni się rozdzwonił. Matka tylko obejrzała się przez ramię na niego, ale kontynuowała smarowanie masłem pieczywa.
Lenny na szybko wyjadł resztki potrawki i podziękował, wstając. Wyjął telefon, kiedy odniósł talerz i jeszcze przeprosił matkę, nim wyszedł do salonu.
— Tak? — odebrał, uprzednio sprawdzając, kto dzwoni.
— No cześć, Len, nie przeszkadzam? — usłyszał głos Juana w akompaniamencie furkotu kosiarki do trawy zza okna. Sąsiad jego matki, którego zresztą kojarzył, właśnie zabrał się za swój ogródek. Widać to było przez szerokie, przeszklone drzwi, które wychodziły z małego saloniku na tyłach domu.
— Nie tak bardzo, jak byś mógł. Co jest? — spytał, podchodząc do framugi i opierając się o nią. Czy kiedyś też będę tak wyglądał? Siwiejący, z brzuszkiem, w pochlapanej koszuli i koszący trawę z myślami, że najchętniej pokosiłbym czyjąś twarz?
— Bo wstępnie się ze wszystkimi zgadujemy na to wspólne „posiedzenie”, wiesz. Co ma być u mnie w knajpie, jak już Alex i Rush są, ten… wolni. W sensie od starych i mogą być — Juan odchrząknął — ze swoimi facetami. Wszystkim pasuje wieczór w sobotę, ale jeszcze do was miałem dzwonić. Jesteś z Ryanem?
— Nie, nie ma mnie w domu. Mi też chyba pasuje, jeszcze tylko pogadam z chłopakami w pracy, ale by pasowało. Ale resztę musisz sam zgadać — odparł i obejrzał się na wejście do kuchni.
— Spoko, spoko. To jak się upewnię, czy serio wszystkim pasuje, to wam napiszę, o której dokładnie. Ale… bo ten… Jeszcze jest drobna… sprawa…
Lenny przewrócił oczami. Nie lubił „drobnych spraw”, kiedy mówił to Juan.
— No jaka? Byle nie coś durnego i z twojego powodu.
— Nie — jęknął Juan od razu, z pretensją, choć nieśmiałą. — Bo… Wiesz, Kate chciała, by to było takie — znowu odchrząknął — tematyczne spotkanie. I chyba z Rushem i Charliem coś ustalali i… no, musimy się wszyscy przebrać.
Mężczyzna skrzywił się, nie rozumiejąc od razu.
— Przebrać?
— Uhm. Za… superbohaterów. Znaczy, ogólnie mogą być też ci źli. Kate mi kazała zaznaczyć, że mają być po prostu postacie z Marvela i DC Comics. I to nie był mój pomysł! — zaznaczył od razu.
Lenny żachnął się. W tej chwili, chyba pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna poczuł się starszy od całego tego towarzystwa, z którym się jakoś związał przez Ryana.
— I za co niby sobie wymyśliła, że mamy się przebrać? To śmieszne.
— Co nie? — Juan od razu podchwycił żywo. — Paranoja! No, ale jak mus, to mus, Len. Nie wykpimy się. Jason i Mike już zaaprobowali, Marg się podobno cieszyła jak głupia. Więc… wiesz, trochę sprawa przegłosowana.
Mulat potarł nasadę nosa.
— Dobra, byle potem nie marudzili, że coś im nie pasuje — mruknął, zastanawiając się, czy Ryan pomoże mu coś wybrać. Jego dzieciństwo nie minęło bynajmniej na czytaniu komiksów, więc poza Supermanem, Batmanem, Spider-manem i… tak, to byli pierwsi, o których sobie w ogóle przypominał. A i Flash. Ale nie zamierzał przebierać się za czerwonego plemnika.
— No, spoko, bez stresu. Damy radę. To zadzwonię jeszcze do Ryana, jak go z tobą nie ma i… no, czekaj na potwierdzenie. Ach, i w ogóle, Len… — Głos Juana nieco się zmienił. Latynos jeszcze chwilę się wahał albo zastanawiał nad tym, co powiedzieć. — Dzięki za całą sprawę z Hansem. Nie wiem, jak to zrobiłeś, że siedzi, ale… jestem twoim dłużnikiem.
— Wiem, że jesteś… — mruknął Mulat obojętnym tonem. Chłopak dużo mu zawdzięczał, ale trochę z tego dobrego wyszło. Może niespecjalnie, na pewno nie specjalnie, ale Ryan powiedział mu, że go kocha. To odrobinę łagodziło jego złość na Juana. A i ten mu pomagał, kiedy był w więzieniu. — Zachowuj się i niech cię to czegoś na przyszłość nauczy.
— Spoko. Na pewno nauczy. Już nauczyło — zapewnił Juan gorliwie, wyraźnie skrępowany tym tematem. — No… To już ci nie przeszkadzam i do zobaczyska.
— Ta… do zobaczenia — mruknął Lenny i rozłączył się.
Westchnął ciężko. Nie pogardziłby wolnym.
Facet w sąsiednim ogródku właśnie robił kolejną rundkę z kosiarką, a z kuchni wyłoniła się Donna, machając papierową, mocno wypchaną torebką.
— No? Masz, swoje „drugie śniadanie”, synek.
Lenny uśmiechnął się do niej ciepło i podszedł odebrać paczkę.
— Dzięki, mamo.

***

Mike zerknął na zegarek na ręce i zaklął. Wcisnął pedał gazu, kiedy tylko ukazało się zielone światło, a jego pomarańczowy Mustang ruszył dalej.
Cieszył się, że Marg miała klucze do domu i mogła tam już zająć się sobą, a nie czekać na niego. I tak wydawało mu się, że ma za mało czasu. Miał już strój, a w Puerto de Colorido mieli być dopiero za godzinę, ale nie wierzył, żeby zdążył wrócić do domu, przebrać się i pojechać do Juana w tym czasie. I wciąż nie wiedział, czy mają zamawiać taksówkę. Z jednej strony oczywistym było, że będą pić. Z drugiej, jak wsiądą do taksówki w tych śmiesznych strojach, to się spalą ze wstydu.
Westchnął i skręcił w lewo, w uliczkę, na której postanowiony był dom jego rodziców, zazwyczaj pozbawiony ich obecności. Gdy tylko zaparkował na jednym z dwóch podjazdów, wysiadł i już truchtem pokonał drogę do drzwi.
— Jestem! — zawołał i zamknął za sobą, w biegu pozbywając się butów.
— No, nareszcie, Mike, co tak długo?! — usłyszał głos swojej dziewczyny z głębi domu. Musiała być w łazience na parterze. Na kanapie w salonie zobaczył złoty pasek z okrągłych kół i bransolety w podobnym kolorze. Do tego wszystkiego plastikowy pistolet, jeszcze w opakowaniu ze sklepu z zabawkami.
— Biurokracja! — odkrzyknął krótko, ruszając w kierunku schodów. — Na górze jest moje przebranie?! — zapytał jeszcze, gdy już pokonał pierwsze stopnie.
— Jeśli tam je zostawiłeś?! — Marg najwidoczniej nie była z tych dziewczyn, które wyręczały swoich chłopaków we wszystkim. Spisem katalogowym jego rzeczy i wszystkiego, co gdzie było, też nie planowała być.
Mike wbiegł na górę, po czym podszedł do biurka w swojej sypialni, na którym ostatnio był jego strój. Jak się przekonał, nikt go stamtąd nie ruszał. Wciąż duża reklamówka spoczywała na blacie, więc bez zastanowienia zaczął rozbierać się ze swojej koszuli i eleganckich spodni, żeby założyć na siebie… stój Supermena.
Nadal nie wiedział, jakim cudem w ogóle zgodził się na ten cyrk. Ale Charlie wyglądał niemal jak szczeniak, kiedy próbował go do tego przekonać. A on jak ostatnia lama uległ. Dlatego teraz zakładał na siebie obcisłe, niebieskie… nie chciał nawet w myślach wypowiadać słowa „getry”. Do tego wysokie do kolan, czerwone buty. Postarał się też, żeby nie sprzedano mu obcisłej bielizny, tylko po prostu czerwone, krótkie, gładkie spodenki. Na tyle krótkie, że mogły być uznawane za damskie, ale nie miał zamiaru pozwolić, by jego kumple napieprzali się z wyraźnie zarysowanego pod obcisłymi ubraniami penisa.
Górę jego stroju stanowiła niebieska, obcisła bluzka z symbolem Supermena na piersi i dodatkowymi piankowymi usztywnieniami, aby jego ramiona wyglądały na szersze. Na koniec skrzywił się, kiedy zarzucił czerwoną pelerynę i dosłownie wyparował z sypialni, by zbiec na dół do łazienki i przylizać sobie włosy.
Na ostatnim schodku zatrzymał się, kiedy zobaczył swoją narzeczoną. Tak, w tej chwili był zadowolony z wyboru takich, a nie innych spodenek.
Marg była ubrana w obcisłe legginsy, wysokie buty i bluzkę z długim rękawem, ale rozpinaną na piersi. W tej chwili bardzo mocno rozpinaną. Jej biust był jakoś mocniej podkreślony niż na co dzień. Właśnie zakładała oprzyrządowanie taktyczne w postaci paska na spluwę na udo. Do tego jeszcze pasek, który wcześniej Mike widział oraz bransolety. Już była umalowana, a włosy miała skręcone w drobne loczki.
— Szybko — pochwaliła, kiedy tylko go zauważyła. Była gotowa, aby pokazać się znajomym jako Czarna Wdowa.
Mike przez moment tylko otwierał usta jak rybka, nie wiedząc, jak się zachować w obliczu seksapilu w takim natężeniu. I już wiedział, że jeśli Rush i Juan na dłużej zawieszą wzrok na opiętym biuście jego narzeczonej, to każdemu przywali butelką.
Przełknąwszy z trudem ślinę, podszedł do niej. Delikatnie złapał ją w talii i pocałował.
— Wyglądasz… no… wiesz — wydusił głupio.
— No wiem, jak? — Dziewczyna zarumieniła się lekko, ale zapytała kusząco. Chciała usłyszeć pochwałę, szczególnie że czuła się skrępowana tym, jak bardzo wszystko było… opięte.
— Zniewalająco — szepnął i pocałował ją tuż pod uchem.
W tej chwili bardzo, ale to bardzo żałował, że nie mają trochę czasu, bo najchętniej zaciągnąłby Marg do sypialni. Cudem powstrzymał się, żeby nie zsunąć dłoni na jej krągłe, opięte materiałem pośladki.
— Czyli ci się podoba… Clark? — spytała z uśmieszkiem czającym się jej na ustach.
Na twarz Mike’a też wypłynęło rozbawienie. Impulsywnie cmoknął ją w usta.
— Oczywiście. Dobrze, że Juan na dzisiaj zamyka knajpę, bo musiałbym pilnować za dużo oczu, by się na ciebie nie gapiły… No i szczęście, że większość obecnych dzisiaj facetów to geje. I nie wierzę, że to mówię — prychnął. — Zamawiamy taksówkę, czy jedziemy moim?
— Jak wolisz. — Marg zostawiła mu możliwość decyzji, chociaż z błyskiem w oczach patrzyła na swojego chłopaka. Była bardzo zadowolona z tego, co usłyszała.
— Sam nie wiem właśnie… Najwyżej może by się u niego zostawiło samochód, a wróciło taksówką. Wiesz, już jak się trochę napijemy, to może będzie nam już zwisać, czy się kierowca nie patrzy na nas jak na debili — odpowiedział i już ruszył do łazienki, żeby spróbować odpowiednio przylizać włosy.
— Bez przesady. Wydaje mi się, że już niejedno widzieli. — Dziewczyna ruszyła za nim, chcąc mu trochę pomóc.
— Może… Ale wiesz, nie mamy szesnastu lat — rzucił Mike, jakby miał co najmniej pięćdziesiąt.
Marg prychnęła pod nosem.
— Już nas nie postarzaj. Masz. — Podała mu żel do włosów. — Skończ to i już chodźmy. Gdyby nie Alex, to mniej martwiłabym się spóźnieniem.
— Może nie będziemy ostatni… — odparł Mike z nadzieją i sięgnął po grzebień.
Chwilę męczył się ze swoimi włosami, ale dzięki pomocy Marg udało mu się jako tako upodobnić fryzurę do tej Supermana. A kiedy oboje uznali, że osoby ogarniające Marvela i DC Comics po pierwszym rzucie okiem rozpoznałyby w nich Supermana i Czarną Wdowę, wreszcie wyszli z domu.
Niestety droga do Puerto de Colorido z domu Mike’a zajęła im trochę czasu. Knajpka nie mieściła się w ścisłym centrum miasta. Słońce powoli zaczynało zachodzić. Co chwilę na ulicy widzieli grupki ludzi, którzy najwyraźniej również postanowili spędzić piątkowy wieczór w pierwszy dzień maja na rozrywce w mieście.
Dojechali już na miejsce, kiedy zmierzchało.
Przed klubem znajdowała się tabliczka oświadczająca, że dzisiaj odbywa się impreza prywatna i Puerto de Colorido zaprasza jutro oraz w kolejne dni.
— Tak się zastanawiałem, czy ktoś będzie czarnym charakterem! — Mike zaśmiał się na widok Juana-Jokera, który ich wpuścił. Uścisnął mu dłoń.
Juan był Latynosem, więc oczywistym było, że miał ciemniejszą karnację. Dlatego teraz tym ciekawiej wyglądał, gdy jego twarz umalowana była białą farbą. Do tego mocno pokreślone szminką usta, których uśmiech poszerzony był aż na policzki. Brwi też odpowiednio przyciemnił i umalował oczy. Mike i Marg mogli się założyć, że sam tego nie zrobił, a z drobną pomocą swojej dziewczyny. Wyszło całkiem nieźle. Szczególnie że dodatkowo włosy miał pofarbowane na zielono. Na pewno czymś, co zmyje mu się przy kolejnym myciu. Do tego wszystkiego fioletowe spodnie i marynarka, a pod nią zielona kamizelka i fikuśny krawacik. I oczywiście rękawiczki.
— No, ktoś musiał! Chociaż Joker jest taki, wiecie, dość popularny, więc się boję, czy jeszcze ktoś się tak nie przebierze — odpowiedział, przepuszczając ich w drzwiach.
— Może Jason. On też nieźle pasuje do tej roli. — Marg przywitała się z chłopakiem, ale nie dała mu buziaka na dzień dobry, bo zniszczyłaby mu makijaż.
— Nie, Jason poszedł jeszcze bardziej na łatwiznę. — Juan uśmiechnął się, zamykając za gośćmi drzwi.
— Jesteśmy ostatni? — Mike zaciekawił się.
Gdy wszedł dalej, zobaczył siedzącego do niego bokiem Alexa. W ciemnym garniturze, z zaczesanymi do tyłu włosami. Wyglądał… normalnie. Więc co? Odmówił współpracy?
— O, jest szefuńcio i jego piękna pani! — zawołał Jason, który właśnie wyszedł z wąskiego korytarza prowadzącego do toalet. I teraz Mike zrozumiał, co Juan miał na myśli.
Ubrany był właściwie wyłącznie w czarną skórę. Skórzane spodnie, skórzana kurtka z ćwiekami i dodatkowymi, metalowymi kolcami na ramionach. Również skórzane rękawice musiał zdjąć, gdy szedł do łazienki, bo właśnie trzymał je w jednej dłoni. Do tego motocyklowe buty. Ponadto wyraźnie zadbał o charakteryzację twarzy. Była równie biała jak twarz Juana, ale z dodatkowymi cieniami pod oczami i na nosie, złudnie przypominając nagą czaszkę. Jego wklęsłe policzki pomagały w tym wrażeniu. Swojego dotychczas czarnego irokeza pofarbował na pomarańczowo, żeby całe jego włosy sprawiały wrażenie płomieni.
Nie było wątpliwości, że był Ghost Riderem i Marg aż musiała się hamować, żeby nie wybuchnąć entuzjazmem. Uwielbiała tę postać. Najchętniej zrobiłaby Jasonowi zdjęcie przy motorze.
— Przyjechałeś motorem? Powiedz, że tak! — wyrwało się jej, nim jej chłopak zdążył cokolwiek powiedzieć. Była podekscytowana.
W tym czasie Alex, który do tej pory sprawdzał coś na telefonie, odwrócił się do nich. I teraz Mike zrozumiał jego przebranie. Postać Harveya Denta, znanego także jako Two-Face, nadawała się dla Alexa idealnie. Z jednej strony poważny, szanowany prawnik, a drugiej czarny charakter.
— Mike, witaj. Cóż za ciekawy wybór stroju — przywitał się wyjątkowo najpierw z chłopakiem, bo Marg była bardzo zajęta Jasonem.
Strój Alexa z jednej strony był zwyczajnym, czarnym garniturem. Z drugiej natomiast już mocno pobrudzonym, jakby nadpalonym miejscami. Pasował do dobrze ucharakteryzowanej na spaloną skórę połowy twarzy.
Mike’owi aż przebiegł dreszcz po plecach. Powoli wypuścił powietrze z płuc i podszedł do mężczyzny, by podać mu dłoń.
— Mógłbym powiedzieć to samo. Serio… Sam wybierałeś, czy ktoś ci doradził? — zagadał, a w tym czasie Juan obszedł bar, żeby skończyć drinka, którego robił dla swojej dziewczyny. Na razie nie było jej tu widać. Zapewne pudrowała nos w łazience.
— Przyznam, że skorzystałem z pomocy Richarda i Charliego. Ja aż tak bardzo nie interesuję się komiksami ani tego rodzaju filmami. Skorzystałem z ich sugestii — odparł Alex i w końcu mógł przywitać się z Marg, kiedy ta skończyła rozmawiać z Jasonem.
A kiedy chwaliła, jak podoba się jej jego wygląd i jak mu pasuje, z łazienki razem z Charliem, co było dość ciekawe, wyszła Kate. Ubrana była w trzykolorowy strój, który musiała wypożyczyć. Był to jednoczęściowy kostium, w czerwono-czarną kratę z dodatkowymi czerwonymi rombami na prawym udzie. Pod szyją miała białą, zabawną kryzę z pomponami, na nadgarstkach białe koronki i do tego rękawiczki. Czerwona i czarna. Twarz miała mocno przypudrowaną. Albo zwyczajnie pomalowaną na biało, jak Juana. Do tego czarna maska na oczy, mocny, ciemny makijaż i ciemnobordowe usta. Całość uzupełniała słodka blond peruka z dwiema radośnie postawionymi na boki kitkami.
— Harley Quinn! — zawołała wybitnie rozweselona tym wszystkim Marg. W jej oczach widać było iskierki radości. — Wyglądasz super, Katy!
— Co nie? — Kate okręciła się wokół własnej osi, uradowana pochwałą. Wyglądała przez ten strój na jeszcze młodszą. Pasowała do Juana przez samą postać, w którą się wcieliła.
Mike też pochwalił jej strój, po czym przywitał się ze swoim młodszym kumplem.
— No i nie powiem, że się nie spodziewałem — dodał z uśmiechem, przyglądając się strojowi Charliego.
Za Ludzką Pochodnię ciężko było się przebrać, skoro ta postać w założeniu powinna się palić. Z drugiej strony w normalnym stroju wyglądałby po prostu jak członek Fantastycznej Czwórki. Charlie więc musiał znaleźć jakiś kompromis. Rzeczywiście, miał na sobie zwykły uniform z literką 4 na piersi w miejscu serca, ale nie był granatowy, lecz czerwony. Albo faktycznie udało mu się taki znaleźć w sklepie albo na jakiejś aukcji, albo domowymi sposobami go przefarbował. Do tego na dłoniach i szyi, aż na policzki nachodziły mu namalowane farbą do skóry płomienie. Włosy też trochę podkoloryzował, by miały bardziej płomienny kolor.
— Taa, myślałem jeszcze nad Pyro z X-menów, ale w końcu padło na to — opowiedział Charlie i usiadł na swoim stołku przy barze.
Mieli w planach potem przenieść się do stolików dalej, ale Juan chciał najpierw zrealizować ich alkoholowe życzenia.
— A gdzie reszta? — Marg zaciekawiła się, odruchowo poprawiając biust. Miała założony dodatkowy stanik, aby bardziej ściskał jej piersi do środka. Specyficznie uwierał.
— Richard pojechał po Ryana i Lenny’ego — wyjaśnił Alex, kiedy Jason podał mu wysoki kieliszek z lekko gazowanym drinkiem.
— Spoko, to nie rozkręcajmy się jeszcze za bardzo — rzucił Mike, opierając się o bar i przyciągając do siebie za talię swoją narzeczoną.
Charlie i Kate usiedli obok siebie na krzesełkach barowych, a „Joker” podsunął swojej dziewczynie Blue Lagoon.
— No, potem zmienię muzykę na soundtrack z filmów z superbohaterami. Charlie przyniósł — dodał, uśmiechając się do tatuażysty swoim bardzo szerokim, bo dodatkowo poszerzonym, uśmiechem.
— Byle byście potem nie wpadli na pomysł odgrywania scenek rodzajowych — upomniał zapobiegawczo Jason Charliego albo wręcz przeciwnie, poddał mu jakiś szalony pomysł.
— Ej, właśnie. Jason ma rację. Nie będę się płaszczyć przed kawałkiem kamyczka, który ochrzcicie kryptonitem. — Mike zaśmiał się, czując się już trochę swobodniej w swoim stroju. Poprosił „Jokera” o piwo.
Juan jeszcze dopytał o markę i podał mu butelkę z lodówki. Sam na razie popijał tylko tonic. Kawałek dalej, na stoliku, przy którym mieli potem usiąść, znajdowały się dwie wielkie michy pełne nachosów i jedno pudełko słodkich, miodowych ciasteczek.
— W ogóle, bo ja jestem bardzo za, ale dlaczego superbohaterowie? — dopytała Marg, stojąc przy swoim narzeczonym.
— W sumie Katy wpadła na pomysł, by był jakikolwiek temat — zaczął Charlie i uśmiechnął się pod nosem. — No, a wiecie… — zerknął na Alexa — świętujemy dzisiaj powrót Alexa i Rusha, więc to takie… przypieczętowanie walki dobra ze złem. — Zaśmiał się na koniec, a Jason, jakkolwiek uważał to za cholernie infantylny pomysł, nie umiał się nie uśmiechnąć i nie objąć Alexa od tyłu. Nie usiadł na krzesełku, tylko stał za kochankiem, czekając na przybycie pozostałej trójki.
— Dobra ze złem — powtórzył Alex. — Duża nadinterpretacja, tym bardziej, że mogliśmy być także czarnymi charakterami. — Wskazał na siebie i Juana dla przykładu.
— Ale przynajmniej jest zabawniej. Zrobimy sobie zdjęcie za chwilę. — Podekscytowana Marg uśmiechnęła się do nich. Była zadowolona, że taka impreza przebierana przyszła do niej. Inaczej musiałaby Mike’a albo Rusha wyciągnąć na konwent komiksów i gier, aby coś takiego przeżyć.
— Ale i tak ciężko było za kogoś się przebrać. Czułem się dziwnie, tak się malując szminką. No i zielona kamizelka? — Juan zaśmiał się, troszcząc się przy okazji o szklanki gości.
— Ale ładnie ci tak. No i pomagałam w ogóle Juanowi w makijażu — pochwaliła się Kate, a Juan jedynie zdążył uśmiechnąć się do niej, nim drzwi do knajpki się otworzyły.
Charlie pierwszy obejrzał się w tamtym kierunku i uśmiechnął się na widok swojego kochanka. Ten miał elegancko uczesane włosy oraz niebieski uniform z białą gwiazdą na klatce piersiowej i czerwono-białymi pasami na brzuchu. Do tego spodnie wsunięte w wysokie buty z cholewą i obowiązkowo okrągła tarcza w kolory flagi amerykańskiej. Nie zabrakło mu nawet czerwonych rękawic, aby w pełni wyglądać jak Kapitan Ameryka.
— Cześć, płomyczku! — Uśmiechnął się do Charliego. Dał mu buziaka na powitanie, po czym przywitał się z Marg, chwaląc jej strój i fakt, że pasuje do Avengersów razem z nim.
I wreszcie do knajpki weszła ostatnia para, więc Kate popędziła do odtwarzacza, żeby już puścić odpowiednią muzykę, a reszta z ciekawością przyjrzała się, kim postanowili tego wieczoru zostać Ryan i Lenny.
Ten pierwszy od razu został rozpoznany przez fanów X-menów. Marg wręcz pisnęła z uciechy. Ryan miał na sobie lśniącą, fioletową koszulę, niedopiętą rzecz jasna. Ciemne spodnie wsunięte w wysokie buty niemalże do kolan. Na to wszystko ciemnobrązowy, skórzany płaszcz z postawionym kołnierzem, ale całkowicie rozpięty. Do tego jeszcze czarne rękawiczki bez palców, takiego samego koloru gruba opaska na czole, tuż pod linią włosów i w dłoni srebrna, cienka laseczka.
— Dobry wieczór — Ryan przywitał się z całą gromadką i zamknął za Lennym drzwi.
Ten ostatni, który boleśnie odczuł na swojej skórze, że większość superbohaterów i złoczyńców z komiksów była biała… albo łysa, musiał trochę pokombinować ze strojem. Nie wiązało się to jednak ze skomplikowanym przebraniem, a inwencją twórczą.
— Tak, siema — rzucił, unosząc dłoń, na której na jeden z palców był wciśnięty duży sygnet z zielonym oczkiem. Poza tym przebranie za jednego z członków Korpusu Zielonych Latarni nie było aż tak skomplikowane. Składało się z czarno-zielonej bluzki z symbolem na piersi, zielonych mankietów na nadgarstkach i zielonych trampek. Nie licząc oczywiście czarnych spodni i znowu, zielonej maseczki na oczy.
Gambit i Zielona Latarnia zostali powitani radośnie, jednak nastała nagle chwila konsternacji, kiedy Ryan-Gambit ruszył w kierunku baru.
— Wiem, że to ogólnie bardzo radosny dzień. Miło w końcu zobaczyć z powrotem w Miami księcia Rusha… Och, a raczej Steve’a Rogersa oraz starszego i tym razem bardziej niegrzecznego pana Two-Face — mówił, obchodząc bar, na co reszta tylko uniosła wyżej brwi. — Dlatego tym bardziej byłbym szczęśliwy i wciągnął się w tę radosną atmosferę — kontynuował, po czym… niespodziewanie pchnął brutalnie Juana na lodówkę z napojami, przytrzaskując go do niej za szyję swoją srebrną laseczką — gdyby i mój facet nie musiał się przez twoje przypadkowe, wybitnie głupie pomysły już nigdy nigdzie się wybierać. Nawet, jeśli chodzi tylko o areszt w Miami, a nie rezydencję w Londynie. Więc, Juan… — Ryan wychylił się do osłupiałego Latynosa, patrząc mu w oczy z krzywym uśmiechem oraz bardzo twardym spojrzeniem — nie chcę psuć naszej jakże słonecznej znajomości, którą przyjemnie utrzymujemy na falach na desce, ale jeśli jeszcze raz wpakujesz mojego faceta w jakieś proszkowane, białe, nielegalne, niemieckie gówno, to nie będę specjalnie zadowolony i uprzejmy.

17 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 150 – Po tym, jak dobro wygrało ze złem

  1. Katka pisze:

    O., och, ale Ryanowi kibicujecie XD Słodko. Chociaż chyba na tyle kopniaków reszta by mu nie pozwoliła. I tak, po Ryanie zdecydowanie Juana czeka druga runka z Kate… Łatwiejsza na pewno nie będzie. A czy Lenny by się tak łatwo oddał… och, kto wie, może rzeczywiście to „kocham cię” ma moc sprawczą. Ale tego może się kiedyś dowiecie ;) A co do siostrzyczki, jak łatwo zauważyć, sprawa nie jest do końca wyjaśniona, więc na pewno coś niecoś jeszcze wyjdzie :)

  2. O. pisze:

    Dalej Ryan! Skop Juanowi tyłek! *mimo,że lubi tą postać to jednak bierze pocpcorn na kolana* Lewy sierpowy i później kolanko w brzuch i kopniak w leżącego! <33
    Nie no, tak poważnie to nie dziwię się Ryanowi…Mógł tego nie planować, ale emocje to jednak nieujarzmione bestie.. A Juanowi i tak się dostanie od Kate ^^
    Mam nadzieję,że Lenniak doceni złość Ryana, która świadczy o tym,że ten zawsze będzie po jego stronie i zrobi dla niego co tylko będzie mógł xD
    Może jakiś ciepły seks między nimi się z tego wyłoni? Taki w którym to Ryan będąc topem będzie wyznawał miłość xD Lenny od razu by się oddał przecież xD
    Właśnie, mam nadzieję,że prędzej niżeli później dowiemy się czegoś więcej na temat siostry Lenniaka.. Może jakieś dłuższe wspomnienie ich relacji? I powodu dla którego jej nie ma…Może by tak Lenny zabrał Ryana na jej grób i tam mu wszystko wyznał? Przecież z pewnością odnalazłby zrozumienie…

  3. Katka pisze:

    Introwertywna, hahaha, dokładnie, aż nie wiadomo, czy śmiać się z Lena, czy mu współczuć XD To takie przykro-zabawne. Biedactwo z niego. Juan Joker – nooo, przyznam, że jego wybór też mi się podoba najbardziej. Jeśli chodzi o Jokera można na serio nieźle poszaleć z przebraniem. No i sama postać, wiadomo, genialna :D I mega zaciesz, że rozdział dał dużo radochy. Takie śmiechowe imprezki zawsze mają coś w sobie, nawet jak się ciężko pisze, kiedy jest tyle postaci. A format i dane… :< Biednaaa. RIP dane XD Współczuję w każdym razie.

  4. Introwertywna pisze:

    Obok takiego rozdziału nie da się przejść obojętnie. Zwłaszcza, że przy czytaniu wcale tak cicho nie siedziałam, bo przy drugiej części byłam tak samo podekscytowana jak Marg. Ale zacznijmy od początku, bo tam było sporo o jednej z moich ulubionych postaci (żałoba po Albercie trwa…). Z jednej strony zachowanie Lenny’ego było uroczo-zabawne, ale mieć tak przytłaczającą matkę to nic fajnego, aż mi się go żal zrobiło. I to jego „wiem, mamo” – nie wiedziałam, czy kąciki ust unosiły mi się, czy wręcz przeciwnie. Ale jestem bardzo zadowolona, że w końcu rzuciłyście jakimiś szczegółami z życia Lena.
    Super Wam wyszło z tymi przebraniami! I jeszcze jak te postacie im wszystkim pasowały! Oczywiście pierwsze miejsce ma Juan, jako Joker – wzdycham do niego przy każdej okazji i tym wyborem chłopak całkowicie wygrał w moich oczach. Ale Jasona też od razu sobie wyobraziłam, no i Rush bardzo mi pasował na Kapitana Amerykę (którego również bardzo lubię). Ta trójka to zdecydowanie moi faworyci.
    Sprawiłyście mi tym rozdziałem niesamowicie dużo frajdy ;-) I nawet format komputera, a wraz z nim utrata wielu cennych plików tak nie boli. Dalej mam uśmiech na ustach ;-)

  5. Katka pisze:

    Marta, taaa, to jest takie… że no niby nie fair, ale i tak zrobiłoby się tak samo. Nie mówię, że każdy, wiadomo, co osoba to inna reakcja, ale cóż… Ryan na pewno tego nie planował, jednak na widok Juana pchnął go taki impuls i… no wyszło jak wyszło XD I hehehe, co byśmy wszyscy zrobili bez wujka Google XD

    Sharon d’Arc, „matka Lennego jest trochę straszna” – haha, myślę, że Lenny często uważa podobnie XD Jest bardzo… władcza, to na pewno. I widzę, że Ciebie również zaskoczyło wspomnienie ojca Lenny’ego. No cóż, pewne jest to, że w niego się nie wdał. A przynajmniej jeśli nie liczy się pójścia do paki. W ogóle co do księżniczki, to będzie jeszcze coś niecoś na ten temat, ale tak, badasz dobry grunt ;)
    Och, wyjątkowo spodobało mi się Twoje zdanie, że Alexander zamienia się w Alexa… Mm, jakoś tak uroczo brzmi. I cóż, na szczęście pole do popisu jeśli chodzi o postacie komiksowe jest duże, więc nie był zmuszony przebrać się w obcisłe getry. A skoro to Alex… to jak już zdecydował się, że weźmie w tym udział, to MUSIAŁ to zrobić perfekcyjnie, a nie na odwal się, więc strój jest dopracowany. Na pewno cieszył się, że może ubrać garnitur, a nie obleśne majty i pelerynę XD
    A co do Ryana – „Ale tak centralnie zaraz po wejściu?” – jak mówiłam Marcie, nie planował tego, więc… no wyszło jak wyszło. Troszkę na żywioł poszedł, aaale… może to jakoś przetrwają ;) Choć zostaje Juanowi jeszcze po tym konfrontacja z Katy XD

    Saki, hahahaha, och, wyjątkowo mnie rozbawiło to „co autor miał na myśli”! XD To jest BARDZO częste przy słuchaniu Ryana i czasem to obserwuję, jak Shiv jest akurat u mnie lub ja u niej i piszemy z nimi scenę i Shiv tak zabawnie siedzi, czyta tekst i myśli XD No cóż, przynajmniej my sobie możemy to przetworzyć kilka razy, a ci, co go na żywo słuchają, mają już gorzej. A Juan tak, miał nadzieję, że to koniec całej sprawy, ale… nie wziął chyba pod uwagę wkurwionego kochanka Lenny’ego XD Oj, za błędy trzeba płacić.
    Cieszę się, że stroje wystarczająco zostały opisane. Jak mówiłam, to może być ciężkie właśnie dla tych, którzy w tym nie siedzą, ale… no liczę, że jakaś frajda z tego była ;) Haha, a co do taksówki… jak w takim momencie ja bym chciała być kierowcą XD Mega ubaw :D
    Marg – tak, nie jest kurą domową, zresztą jej zainteresowania grami i tak dalej też teeeoretycznie nie podchodzą pod taki typowy opis kobiecości.
    Spoko, jeśli chodzi o Dalię i jej historię, coś jeszcze na pewno będzie. Sprawa na ten moment jest niejasna, co mnie z jednej strony cieszy, bo fajnie spekulujecie ;) Ale mam nadzieję, że wystarcza to właśnie w jakiś sposób, by zrozumieć lepiej Lena.
    „Zrobiła to zdjęcie?” – może jeszcze zrobi… ;) Dzięki za komenta :D

  6. saki pisze:

    Ja chcę dalej. Już się nie mogę doczekać, jak się to wszystko rozwinie.
    Ryan był najlepszy z tym swoim odruchem obronnym :D Jak zwykle musiał to ubrać w dużą ilość słów, no ale to Ryan- nie ma się co dziwić. Uwielbiam te jego monologi, chociaż czasem można się pogubić w temacie przewodnim i poświęcić chwilę na zastanowienie, co autor miał na myśli :) Szczerze, to zastanawiałam się czy Ryan powie coś do słuchu Juanowi, ale nie spodziewałam się, że zrobi to na imprezie, przy wszystkich znajomych. Może być ciekawie. Ciekawa jestem reakcji Lena, Katy i w ogóle wszystkich. Ale najbardziej tej dwójki. Juan chyba obiecywał Katy, że koniec z brudnymi sprawami, a tu nagle słyszy o jakichś prochach. I na dodatek, że wciągnął w to Lena. Oj, coś czuję, że mu się dostanie.
    Tak w ogóle to fajny pomysł z tą tematyczną imprezą. Trzeba pogratulować Katy inwencji. Ona zawsze coś wymyśli :)
    Tak szczerze, to nie znam większości postaci komiksowych, za które się przebrali (właściwie to w tej chwili kojarzę tylko Supermana), ale stroje były dobrze opisane i raczej nie miałał problemu z wyobrażeniem sobie ich.
    Rozkmina MIke’ a czy zamawiać taksówkę też niezła. A co jak się będzie kierowca śmiał? A nic. Będzie miał rozrywkę w tej jakże nudnej pracy, polegającej na jeżdżeniu w kółko. Może bał się, że kierowca będzie się gapił na cycki jego narzeczonej? Marg ma rację. Na pewno nie jedno widział.
    Hihi. Jednak Marg nie jest taką typową kurą domową, co tylko gotuje i sprząta, a na dodatek wie gdzie znajdują się wszystkie graty jej narzeczonego. Ma rację. Niech sam pilnuje swoich rzeczy :) Ona nie musi wiedzieć gdzie podział gatki, czy coś innego.

    Mama Lena jest przerażająca… No dobra, może trochę przesadzam. Ale ma w sobie to coś, co nie pozwala się jej sprzeciwić XD Nie dziwię się mu, że taki posłuszny :)

    Podczas rozmowy o Dalii udzieliła mi się atmosfera. Widać, jak Lenny kochał swoją siostrę i jak bardzo boli go jej śmierć. Było wspominane ile czasu już nie żyje? W pewnym sensie chyba obwinia się o jej śmierć. A może raczej, że temu nie zapobiegł. Albo oba na raz. Sama nie wiem. Na tym etapie trudno to stwierdzić. Niby było wspomniane, że zginęła, ale jak wiele wspólnego miał z tym Lenny i czy widział jej śmierć nie. Więc wszystko jest do wyjaśnienia.

    Szkoda że Mike nie założył tych czerwonych slipek jak ma Superman. Mogłoby być ciekawie. I lepiej by się prezentowało niż te spodenki, choć krótkie :)

    Marg chyba się najbardziej cieszyła z takiego tematu imprezy :) I ten entuzjazm po ujrzeniu Jasona. Czy przyjechał na motorze i czy da sobie przy nim zrobić zdjęcie. To by była bezcenna pamiątka po tej imprezce ;) Zrobiła to zdjęcie?

    Już to pisałam, ale co tam. Nie mogę się doczekać.

  7. Sharon d'Arc pisze:

    Ua, matka Lennego jest trochę straszna o.O No, ale trochę się wyjaśniło. Zaskoczył mnie ojciec Lenny’ego. Myślałam, że to będzie jakiś facet dobrze zbudowany, z mocnym charakterem, ale po tym co przeczytałam odniosłam zgoła inne wrażenie. No i szkoda siostry… Takie przeżycie na pewno w jakiś sposób ukształtowało jego charakter. Pewnie dlatego tak chciał mieć swoją księżniczkę-Rayana do bronienia
    Próbowałam sobie wyobrazić tą imprezę, ale za każdym razem mój mózg wysyłał komunikat: „Error: grozi desynchronizacją obu półkul”. Zastanawiam się jak udało im się zmusić Alexa do czegoś takiego. Ja rozumiem, że stara się socjalizować z innymi, ale to… poważny biznesman Alex… Chciałabym przeczytać jak Jason go do tego namawia XD No i pójście do brata i Charliego, coby mu pomogli… Kim jesteś i co zrobiłeś z Alexem?! A może po prostu Alexander zmienia się w Alexa….
    I ja się wcale Rayanowi nie dziwię, zastanawiałam się tylko czy awanturę zrobi przed imprezą, w trakcie po pijaku czy jakoś później. Ale tak centralnie zaraz po wejściu? Wow, będzie ciekawie. No i Kate się dowie o wszystkim. Coś czuję, że będzie niekoniecznie imprezowy nastrój. Albo po prostu to oleją i będą świętować o darciem się na siebie nawzajem zajmą się kiedy indziej :P

  8. Marta696 pisze:

    ahaha świetne zakończenie,no nie dziwię się Ryanowi,pewnie podobnie bym zrobiła.W sumie na miejscu lennyego bym się cieszyła że tak facet mnie broni i walczy.Oj ,juan będzie musiał się ostro tłumaczyć Katy.Fajny pomysł na imprezę.Tak jak Tess też musiałam googlować wiekszość postaci.Alex i Jason zostali idealnie dopasowani.I jak Jason przytulił Alexa to było aww takie słodkie.

  9. Katka pisze:

    Another, czyli ogólnie podsumowując, matka Cię nie zaskoczyła, a wspomnienie o ojcu tak. W sumie dobrze, nie może być w końcu zbyt przewidywalnie XD Ciekawe, czy jeszcze czymś Cię zaskoczy historia Lenny’ego. Chciałabym osobiście więęęęcej tej historii, bo i ja też ją teoretycznie odkrywam, bo nie wiem wszystkiego. Na pewno mniej niż Shiv XD I jak zwykle, cuuudnie jest czytać domysły :D Och, och! Oczywiście nie mogę powiedzieć, w czym masz rację, ale w części tak. Czytałyśmy z Shiv i miejscami miałyśmy takie „tak, tak, tak!” XD
    A co do takich imprezek z przebraniami – och, marzenie :D Też mam w głowie wiele idei, za co można by się przebrać, ale… to zawsze kwestia towarzyszy i… kasy XD Bo nie wszędzie się kupi tanio elementy stroju ech.
    I TAK, Katy jest starsza od Juana i często mnie to bawi XD Och, te paradoksy. Ona jak dzieciak czasami, ale Juan też nie świeci dorosłością XD I tak, lenny i Ryan mają największą różnicę wieku, co jest chyba urocze na swój sposób ;) Ma młodszego XD

    Tigram, na pewno w następny rozdziale będzie trochę, jak to odebrał, ale tak, zgadzam się, że to jest coś, przez co może się zrobić miło :D Ja bym się na swój sposób ucieszyła XD

    Floo, hahaha, a myślałyśmy o Czarnej Panterze, ale Lenny uznał, że NIE, nie przebierze się tak debilnie XD Musiał wybrać coś najmniej obciachowego XD Och, a Ghost Rider… no właśnie to była jedyna postać chyba, z która w ogóle nie miałyśmy problemu XD Jason idealnie się do tego nadaje. A nie, Rusha też szybko wymyśliłyśmy. A narysować… to się łatwo mówi XD Ciężej zrobić niestety.

  10. Floo pisze:

    Ahahahhahahahahahahahhahahahahaha, auła moje policzki… *zerka na rozdział* ahahahahhaha no nie mogę,, już mnie wszystko boli. Tigram jak ja cie rozumiem, ostatnia scena wymiata!!!!! Ryan wymiata, i jak to pięknie pasuje do Gambita :D. Ale szkoda że Lenny przebrał się za Zieloną Latarnie, ja go widziałam jako Czarną Panterę :D
    W pierwszej połowie miałam ochotę przytulić Lenna i powiedzieć „wszystko będzie dobrze”, za to drugą całą się śmiałam, i nie mogę przestać. Ale przyznaję Alex mnie zaskoczył, miałam straszny problem wyobrazić go sobie wciśniętego w jakiś trykot superbohatera, ale ładnie z tego wybrnął. Za to Jason jak zwykle podbił moje serce, Ghost Rider jest dla niego faktycznie najlepszy. I tak jak Marg, moja pierwsza myśl „ale musiał przyjechać motoreeeem!!!”
    Rany ale ja bym chciała zobaczyć to zdjęcie. Kaaaat, proszę narysuj Jaya- Ghost Ridera!!!!!

  11. TigramIngrow pisze:

    A swoją drogą, jeśli Lenny nie miał pojęcia o tym, co Ryan ma zamiar zrobić, tu chyba mu serce urosło, co? Mnie by na miejscy Lenny’ego się zrobiło, hmm, przyjemnie. Może trochę zdenerwowana, jako że nie chciałabym niczyjej pomocy ani obrony, ale jednak mimo wszystko byłoby to miłe.

  12. another69 pisze:

    Oooohhh :D Rozdział dużo wyjaśnił. Strasznie podoba mi się, że odkryliście trochę życia Lenna. Matka jest taka jaką sobie wyobrażałam, serio xD I łatwiej można zrozumieć, dlaczego Lenn jest jaki jest. Tym bardziej go lubię… W sensie, zawsze miałam słabość do takich facetów. Nie maminsynków, tylko takich, którzy traktują kobiety z szacunkiem. Heh, jego matka świetnie gotuje, szkoda, że nie odziedziczył tego talentu xD Ojca Lennego wyobrażałam sobie raczej jako wielkiego faceta, umięśnionego, takiego typowego kryminalistę. A tu Donna twierdzi, że chudy z pierdla wyszedł *,* Mój świat się zawalił, heh xD
    No i co do siostry, to mam dwie teorie: Przejechał ją samochód na oczach Lennego, a w nim byli jacyś kolesie, którzy z jakiegoś powodu chcieli się zemścić na mulacie, lub, samochód jej nie potrącił, tylko (jak to często widziałam w filmach), jechali samochodem i po prostu ją z niego zastrzelili. Wiecie, wyjęli karabiny czy co tam mają i przez okno strzelali. Tak czy siak, myślę, że Lenny czuje się winny bo,
    a) nie uratował siostry,
    b) to była zemsta na nim i siostra była tylko ofiarą tego.

    No ale opcji zawsze jest dużo, zawsze można coś jeszcze wymyślić ;p

    Gdy matka Lennego o tym napominała, aż sama zrobiłam się bardzo smutna, było mi wręcz blisko do rozpaczy! Co tylko pokazuje, że dobrze opisałyście tą scenę i uczucia Lennego. Albo to ta późna pora… Nie wiem xD
    Pomysł z postaciami z komiksów… Oh tak *,* Zawsze o czymś takim marzyłam ;_; Chciałabym być kobietą kotem, albo… Sztorm z X-manów! Ale bez siwych włosów… xD
    I dobrze Lenny to podsumował w głowie, tzn. On serio jest stary do reszty xD 29 lat, to prawie 30 ;p A reszta ma ile? Charlie ma 22 lata, Rush trochę więcej, 24. Juan też młody, 22, a Katy według tego co jest w Postaciach, 22/23. Katy jest starsza od Juana?! Jej *,* Chociaż jej zachowanie i tak ją odmładza xD Chyba oprócz Lennego, staruszkiem można nazwać tylko Jasona ;p On to już w ogóle, przez te pety i jego zachowanie, mam wrażenie, że jest jeszcze starszy ;p Ale i tak go kocham…

    Natchnęło mnie na myślenie o wieku xD Różnica wieku między Ryanem a Lennym jest chyba największa z wszystkich w opku, tak mi się zdaje. Nie wiem czemu, ale mi się to baaardzo podoba… Ryan taki młodziutki, Lenny musi się nim opiekować! I tutaj kolejne skojarzenie – siostrą też się opiekował i był raczej dobrym bratem. Może dlatego tak bardzo chce chronić Ryana, żeby znowu nie stracić kogoś bliskiego. No i to taka mantra… „Muszę go chronić, nie pozwolę go skrzywdzić, nie tak jak ją”.
    Za bardzo rozkminiam dziś!

    Końcówka zacna, bardzo efektowna xD Serio, Ryan zachowywał się jakby grał w teatrze czy coś w tym stylu. Szacun *,*

  13. Katka pisze:

    Tigram, hehe, taaa, Ryanek ma tupecik czasami XD

    Tess, dokładnie! „Mama ma zawsze rację”. Lenny był tak wychowywany, więc… no fajnie ogólnie, że to rozjaśnia sytuację i jego podejście do kobiet, które wcześniej mogło wydawać się zgoła dziwne. Mama chyba wiele tłumaczy. A co do strojów, to w ogóle miałyśmy niezły ubaw wymyślając, kto kim mógłby być XD Na szczęście jest baaardzo duże spectrum postaci komiksowych, więc nie było to AŻ tak trudne. No i fakt, Ryan nie powinien tego tak załatwiać, ale wiesz… to taki impuls. Czasami niestety nie da się tego opanować. Ale nie bronię go, bo wiem, że to takie… no nie fair troszkę XD

    Mocca, Rush jako Steve idealnie pasuje, co nie? XD Toż aż się prosiło! Ogólnie obawiam się trochę, że osoby, które nie ogarniają za bardzo Marvela i DC komiks mogły podczas czytania czuć się trochę skonfundowane, no ale… Google przynajmniej pomaga wyobrazić sobie stroje XD
    Hahaha i taaak, ta końcówka to taka… klasyka, co nie? Rosnące napięcie i tylko brakowało w tle takiego „dum, dum, dum, duuuum”. Juana oczka też na pewno rosły wprost proporcjonalnie do tego, jak Ryan się do niego zbliżał XD I TAK, Lenny by ich rozszarpał, albo raczej zapobiegł, nim by się wydarzyło.
    Co do Lenny’ego, to będziecie wiedzieć więcej, na pewno ;) Jak wiele i jak szybko, nie jestem w stanie powiedzieć, ale myślę, że postać Lenny’ego jeszcze skrywa wiele tajemnic, które można smaczek po smaczku odkrywać :) Ale domysły zawsze mile widziane XD
    A irracjonalne lęki są słodkie. Taka obawa, ze skończy się FDTS to chyba znaczy, że bardzo tego nie chcesz XD To miłe :D I dzień dobry XD

  14. Mocca pisze:

    No ej, tak się nie robi. Tak się po prostu nie robi! Ostatnio mało was litości dla skołatanych serc czytelników. Jak można przerwać w takim momencie? Foch.
    No dobra, nie foch. Rush jako Stevie skutecznie rozmiękczył me serce. Toż to połączenie idealne! :3 Całkiem zmyślnie rozwiązana sprawa Alexa. Two-Face. Takie to życiowe… Znaczy się w pewien sposób. No a Ryan… Gambit był jedną z moich miłości w dzieciństwie. Oglądało się potem takich X-Menów na FoxKids i motyle latały w brzuchu. ;3
    Jedno mi się rzuciło w oczy: „Dał mu buziaka na powitanie, po czym przywitał się z Marg, chwaląc jej strój i fakt, że pasuje do Avengersów razem z nim oraz z managerem studia, którego nie zdenerwował gapieniem się na cycki jego dziewczyny.” Już chciałam pytać czy ja o czymś nie wiem i Superman jest członkiem Avengersów. Po piątym przeczytaniu zorientowałam się, że chodziło tylko o to, że z nim również Rush się przywitał. Uf, ale i tak zdążyłam zwątpić. Co z tego, że to dwa różne wydawnictwa. :D
    Ta końcówka była taka teatralna. To dramatyczne, rosnące zdumienie z każdym krokiem Ryana. Monolog głównego bohatera! I to dramatyczne przyparcie laską do lodówki. Cholera, co tam teatralność! Junjou Romantica mi się przypomniało. Tylko że w tym wypadku nie mamy co liczyć na niespodziewany seks na podłodze. O ile Katy mogłaby rozsiąść się i podziwiać, to Lenny by ich rozszarpał. Cholera, właśnie sugeruję Ryanowi przelecenie heteryka. Muszę częściej komentować o tak nieludzkich godzinach. :D
    Wreszcie wiemy więcej o Lennym. Mam nadzieję że będziemy wiedzieli jeszcze więcej.
    Wiadomo wreszcie coś na temat siostry. Z tych urywków próbowałam dość do tego jak umarła. Potrącił ją samochód? Chociaż może Lenny prowadził samochód i miał wypadek, podczas gdy ona siedziała na miejscu pasażera?
    Ale wtedy chyba by się bardziej obwiniał. Na razie skłaniam się ku pierwszej teorii, najbardziej chyba prawdopodobnej. Choć z wami to nigdy nic nie wiadomo.
    Uff, no to mogę iść spać. O, wspomnę jeszcze o swoim stresie podczas czytania poprzedniego rozdziału. Przeczytałam fragment o Lennym i Ryanie, który zakończył się jakoś tak słodko, porządkując ostatni bałagan. I widzę – kolejny fragment o Jasonie i Alexie. I wkradła się podejrzliwość. Dwie pary w jednym rozdziale. Ba! Dwie najbardziej pożądane przez czytelników pary. Myślę „jest haczyk”. I zaczynam się bać – „o nie, wszystko uporządkowane, czytelnicy dopieszczeni… A co jeśli to ostatni rozdział?!” Ale nie był. I to tyle o moich irracjonalnych lękach. Dobranoc. Czy też raczej „Dzień dobry!” ;)

  15. Tess pisze:

    Cały rozdział był ogólnie bardzo pozytywny.
    Mama Lennego normalnie rozwaliła system i pomimo tego iż sama nie wytrzymałabym z nią nawet jednego dnia, to zyskała moją stuprocentową sympatię. Aż mi go żal, serio. Trudno się dziwić, że jest tak uległy w stosunku do kobiet mając taką twardą kobietę w domu. Mama zawsze ma rację!
    I oczywiście cieszę się, że wreszcie się pojawiła. Warto było czekać w każdym razie.
    Potem jeszcze Ci bohaterowie! Sama znałam tylko Supermena *wstydzi się*, ale i tak miałam niezły ubaw co raz sprawdzając stroje w google. Fajny pomysł, naprawdę. Brechtałam się jak debil, tylko modląc się, aby nie pobudzić wszystkich w domu.
    Ryan musiał być nieźle wkurzony tak od razu lecąc do Juana. W sumie wszystko się posypało, bo to miała być tajemnica podobno… Oj Juan, Juan. Teraz to ty się będziesz tłumaczył Kate.
    I jeszcze jedno… Moim zdaniem Ryan nie powinien załatwiać tej sprawy akurat w czasie spotkania. Nie miał takiego uczucia, że może zniszczyć zabawę, czy coś? To tylko moje zdanie, ale zachował się delikatnie mówiąc bardzo egoistycznie :D

  16. TigramIngrow pisze:

    Hahahahahaahahahahahahhaahahhaahahaaahahahahaha.
    HAHAHAHAHHHAHAHAHHAHAHHAHAHA
    Hehehehehheehehhehehehehehehehehehe.
    :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D
    Hehehehehehehehehehehe.

    <3

    Oj, bo nie mogę. Rozbawiłyście mnie tą ostatnią scenką, Hahahahahahaha!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s