Fire Dragon Tattoo Studio – 149 – Poznać drugiego ogiera

Ryana obudziła przytłumiona rozmowa dobiegająca do niego z drugiego końca sypialni. Kiedy uchylił jeszcze zaspane oczy, ujrzał siedzącego na szafce w kącie pokoju mężczyznę. Bawił się w jednej dłoni gumką do włosów, a w drugiej trzymał telefon. Jeszcze nie zauważył, że kochanek się przebudził.
— Nie… No, nie mogę, zrozum. Proszę, ju… jutro. Proszę, jutro będę… A… Nie… Mhm… Nie. Rozumiem… Nie, nie zaniedbuję cię… Tak… Dobrze, będę, ale nie wiem, o której… Mhm… Dobrze.
Co chwilę kiwał głową, po czym po kilku podobnych przytaknięciach rozłączył się z ciężkim westchnieniem.
Ryan ściągnął brwi, przetarł dziwnie sklejone powieki i uniósł się na łokciach na mocno skołtunionej pościeli. Zakrywała ledwie jego łydki. Nie musiał nawet patrzeć na zegarek, by domyślić się, że było późno. Czuł, jakby spał co najmniej dwanaście godzin.
— Lenny? — rzucił w kierunku mężczyzny, a to, co usłyszał, bardzo powoli zaczynało do niego docierać. Lecz… czuł się wyspany. Nareszcie.
Mulat od razu na niego spojrzał. Bardzo delikatnie się uśmiechnął albo zwyczajnie jego twarz tak się rozpromieniła na widok chłopaka.
— Mmm… Co tam, śpiochu? — spytał, zsuwając się z mebla i kierując do kochanka. Od razu położył się tuż obok niego i cmoknął go w ramię.
Ryan wciągnął powietrze głębiej w płuca, rozbudzając się powoli. Przekręcił się na bok, chcąc być przodem do Lenny’ego.
— Domyślam się, że gdyby nie sobota, to pewnie właśnie powoli zbierałbym się do pracy — odmruczał i wpatrzył się w twarz mężczyzny. To było głupie, że potrzebował samej jego obecności, by dobrze się wyspać. Do tego świadomość, że ten rzeczywiście nie był za kratkami, tylko mógł tu być, znacznie go uspokajała. — Z kim rozmawiałeś? — dopytał, podsuwając się bliżej niego.
— Jest po trzeciej, więc nawet nie musiałbyś się zbierać, a już w niej być, czy nawet wychodzić — odparł Lenny i chwycił Ryana za kark, ciągnąc go na siebie, kiedy sam przekręcił się na plecy. — I nieważne. Nie musisz o tym teraz myśleć, tylko mnie pocałować.
Ryan chętnie to zrobił, podpierając się przy tym po bokach jego głowy, ale uważając na dredy, by ich nie przygnieść. Jednak, gdy tylko po długim, leniwym pocałunku jego usta odsunęły się od ust kochanka, zapytał:
— Chyba jednak nie daje mi spokoju, komu się tak tłumaczyłeś, mówiąc coś o zaniedbywaniu… Mama? — spytał, bo tylko to przyszło mu do głowy.
Mulat od razu się skrzywił. Nie odpowiedział, tylko skinął głową. Uciął temat, przyciągając kochanka do kolejnego pocałunku. Tak samo długiego i namiętnego. Chciał zasmakować ust Ryana. Jego warg, języka i pokazać mu, że to było lepsze niż rozmowa o telefonie sprzed chwili.
Nic im w tym momencie nie przeszkadzało. Nawet Jay nie zainteresował się, co robiła dwójka jego współlokatorów. A Ryan nie zamierzał oponować na takie pieszczoty. Mimo że w duchu nie był pewien, czy to przypadkiem nie przez niego matka Lenny’ego czuła się zaniedbana. Sam miał ze swoją rodziną zerowy i negatywny kontakt, ale wiedział, że Lenny z matką widywał się dość często.
Wciągnął zapach mężczyzny i wsunął mu palce w długie włosy, patrząc przy tym w jego oczy. Te, jak zawsze, były drapieżne. Zdecydowane. Jakby ich właściciel właśnie czaił się do ataku na jego nieistniejącą już cnotę.
— Mmm… — zamruczał Lenny między pocałunkami, masując jedną ręką kark kochanka, a drugą jego bok.
— Rozumiem, że chciała, żebyś przyszedł? — Ryan wrócił do tematu, obniżając przy tym lekko swoje ciało i delikatnie ocierając się o mężczyznę.
Lenny najpierw srogo spojrzał na kochanka, ale widząc, że ten nie ustąpi, czyli jak zwykle, odpuścił.
— Mhm, biodro ją boli. Chce, żebym zrobił zakupy, bo ona nie będzie mieć siły po pracy — wyjaśnił w miarę cierpliwie.
Ryan chwilę wpatrywał się w jego oczy, po czym pocałował go lekko i zniżył się na tyle, aby się przytulić.
— Hm… Z uwagi na to, że, z tego co pamiętam, nie chcesz, by twoja matka wiedziała o tym, że masz faceta, nie zaproponuję wspólnych zakupów, chociaż chyba nawet chętnie bym to zrobił, by móc ją poznać. Ale w takiej sytuacji chyba musisz sam to zrobić.
Lenny prychnął pod nosem, głaszcząc kochanka po ramieniu i boku. Nie robił nic więcej, mogąc przecież ograniczyć się wyłącznie do spokojnego, wspólnego leżenia. Nie musiał od razu się do Ryana dobierać. Chociaż na to zawsze miał ochotę.
— I ty przeciwko mnie? Nie dasz mi wymówki?
— Leniłeś się, robiąc jedno wielkie nic przez dwie doby, zapewne ograniczając się do patrzenia w sufit… Nie, raczej nie dam ci wymówki, bo jak już zadbałeś o to, by pokazać mi się po tym nagłym zniknięciu ze świata żywych, to teraz powinieneś zadbać o mamę. I z tego co mi wiadomo, przez weekend nigdzie się nie wybieram, więc jeśli nie zabłądzisz pomiędzy półkami sklepowymi do poniedziałku, to powinniśmy się jeszcze zobaczyć.
Lenny ściągnął brwi, po czym uśmiechnął się i cmoknął Ryana w brodę.
— Już się zgubiłem w okolicach tych półek — odparł z przekąsem. Wiedział, że powinien iść. Matce nie umiał odmówić, a do tego i tak dość jej przykrości robił w życiu, żeby teraz serwować jej kolejną, nie przychodząc i zmuszając ją do samodzielnych zakupów. I tak miała mu za złe, że ostatnio rzadziej spędzał z nią czas. Jednak nie mógł jej powiedzieć, że „marnuje go” z facetem, a nie, jak ona przypuszczała, z kumplami i dziewczyną.
Ryan zsunął się z niego, chociaż i jemu ciężko było odsunąć się od Lenny’ego. Kiedy znowu na niego spojrzał, leżąc już obok, miał poważniejsze spojrzenie, które tylko wzmocniła czerń jego tęczówek.
— Byłbym jednak szczęśliwy, gdybyś po drodze nie uznał, że warto wpakować się znowu w jakieś gówno i spędzić tym razem więcej czasu na bezproduktywnym oglądaniu sufitu w celi. Jak mam być… — zaciął się i odetchnął, z trudem kończąc myśl — tą twoją pieprzoną księżniczką, to mi obiecaj, że gdy tylko ktoś równie inteligentny jak Juan poprosi cię o tego rodzaju pomoc, to pierwszej kolejności przyjebiesz mu w mordę, a potem odwrócisz i wrócisz do mnie.
Lenny przekręcił głowę, żeby lepiej widzieć zaciętą twarz kochanka. Chwilę na nią patrzył, po czym przyciągnął ją do siebie i pocałował.
— Wymuszasz na mnie kolejną obietnicę, czy się mylę? Hm?
— Bingo, zaczynasz wyłapywać sens z moich wypowiedzi. I niech tylko Charlie stwierdzi, że do siebie nie pasujemy. — Ryan zironizował mocno, lecz i tak uśmiechnął się do Lenny’ego. Miał mu za złe to wszystko, co się wydarzyło. Że Alex wiedział więcej od niego, że Lenny w ogóle się w to wpakował, że nic mu nie mówił, że mógł zostać znowu zamknięty… I gdzieś w duchu wiedział, że powinien mu to wszystko bardziej dosadnie wygarnąć, ale… Nie mógł. Czuł tak niewyobrażalną ulgę, że mężczyzna znowu tu był, że nic mu nie groziło i że mógł dalej marzyć o długim, szczęśliwym związku. To wszystko sprawiało, że zwyczajnie nie potrafił się na niego wściekać. Czuł się już spokojny. — I tak, chciałbym, żebyś mi to obiecał, bo skoro myślę o tobie na tyle poważnie, że cię kocham, to raczej znaczy, że wolałbym być z tobą… namacalnie, a nie przez szybkę w więzieniu.
Lenny zamruczał potakująco, czując znowu przyjemne ciepło w środku, kiedy Ryan mówił, że go kocha. Chyba odkrył swój kolejny afrodyzjak albo słaby punkt. No i ta księżniczka. Szło ku dobremu. Ryan to akceptował. Powoli, ale jednak. A to go cieszyło z więcej niż jednego powodu.
— Jeśli moja księżniczka tak chce… — Westchnął ciężko z udawaną rezygnacją. Nie miał zamiaru wpakować się po raz kolejny w podobne bagno. Chociaż nie planował robić dokładnie tak, jak Ryan mu zalecił. Lecz dla niego mógł się jeszcze trochę nagiąć. — Ale tylko, że nie wpakuję się w nic, co nas rozdzieli, pasuje?
Ryan chwilę to analizował, aż przytaknął. Nie żądałby tego, gdyby nie ostatnie wydarzenia. Nie umiał tak po prostu zaufać Lenny’emu, wiedząc, jak wiele ten przed nim ukrywał i co ostatnio dodatkowo udowodnił. Mimo to w jakiś sposób wierzył, że jeśli ten mu coś obieca, to dotrzyma słowa. Dlatego naciskał.
— Tak, myślę, że to dość zadowalające.
— W takim razie obiecuję, że zrobię wszystko, żeby nie wpierdolić się w żadne łajno, przez które nie będziemy mogli się widzieć albo być razem. Zadowolony? — spytał z lekkim rozbawieniem i uszczypliwością w głosie. Była to jednak obietnica. Kolejna, na którą zgodził się bez specjalnego szemrania tylko dlatego, że to Ryan tak chciał. I teraz widział, że ta formułka uspokoiła i zadowoliła jego chłopaka. Nawet dostał za to kolejny pocałunek.
— Tak, ale będę jeszcze bardziej, kiedy teraz zadzwonisz do matki, żeby nie wychodziła sama na zakupy, bo za niedługo do niej przyjedziesz — odpowiedział Ryan, kiedy już odsunął się od jego ust i znowu wygodnie położył na swojej poduszce.
Lenny przekręcił się na bok, aby dobrze widzieć jego przystojną twarz.
— Ustawiasz mnie, jak chcesz. Jeszcze trochę i dojdziesz do takiej wprawy jak ona — prychnął, kręcąc głową. — I nie muszę dzwonić. Powiedziałem, że będę.
— Zastanawia mnie tylko, jakim cudem znajdujesz w sklepie to, czego chce twoja matka, skoro, gdy ze mną idziesz, podobnie jak ja, dobrze trafiasz tylko do lodówek z piciem. Zawsze był z ciebie taki dobry synek?
Lenny warknął pod nosem, niezadowolony z tego określenia.
— Kiedy mówisz „dobry synek”, to mam ochotę cię walnąć — burknął, trochę wyolbrzymiając. — I tam już tyle razy robiłem… że mniej się gubię.
— Tam? I rozumiem, że wciąż mi nie zdradzisz, gdzie jest to tajemnicze „tam”, żebym przypadkiem kiedyś z ciekawości tam nie zawędrował, by poznać twoje rodzinne strony?
— Ty mi swojej matki też nie planujesz przedstawiać — odciął się Lenny. Nie lubił rozmawiać o swojej rodzinie. O swojej matce, z którą miał specyficzne kontakty i… ogólnie o tym, co kiedyś było.
— Sądzę, że zarówno ty, jak i ona nie bylibyście zadowoleni z tego spotkania. — Ryan wykrzywił usta w wymownym uśmiechu, podchodząc do tego podobnie jak Lenny. Chciał zostawić swoje wcześniejsze życie rodzinne daleko za plecami. I jak jego kochanek łączył się z nim jedynie za pomocą matki, tak on za pomocą siostry. Wiedział, że w głowie zawsze będzie mu siedział ojciec, jego sposoby wychowania, dziwny i trochę toksyczny kontakt z matką… ale miał nadzieję, że nie myśląc o tym, spychając gdzieś na samo dno podświadomości, będzie w stanie spokojnie funkcjonować.
— Sądzę, że w tym możemy się obaj zgodzić.
Ryan tym razem nic nie odpowiedział, tylko wpatrzył się w twarz kochanka. Czuł się najspokojniej, leżąc bezproduktywnie przy starszym od siebie o sześć lat mężczyźnie, który kiedyś zabił człowieka, spędził w więzieniu kilka długich lat i zapewne dopuszczał się tam bardzo niemoralnych czynów. Było to zaskakujące nawet dla niego, ale nie umiał i nie chciał nic na to poradzić. Naprawdę myślał o Lennym poważnie.
— Powinienem zaraz za śniadaniem i nakarmieniem kota pomyśleć o zadzwonieniu do Charliego, żeby powiadomić go, że żyję. Może się zamartwiać po tym, jak ostatnio wyglądał na strwożonego moim niepokojem o ciebie — rzucił w końcu z zamyśleniem.
Lenny, który w czasie tej chwili spokoju i ciszy sięgnął do dłoni Ryana i bawił się w prostowanie jego palca, który zginał się sam, zbystrzał, słysząc imię przyjaciela kochanka w połączeniu ze słowem „zadzwonić”. Zupełnie zapomniał.
— Właśnie. Dzwonił już.
— Och, więc już sprawiłeś, że albo odetchnął z ulgą, że w takim razie żaden z nas nie ucierpiał bardziej, niż mógłby się obawiać, albo zajęczał z rozpaczy, że jednak nie zamknęli cię na dłużej i nie będę musiał szukać kogoś innego? — Ryan uśmiechnął się krzywo, wiedząc, jakie Charlie miał mniemanie o Lennym, choć ostatnio chyba powoli zaczynało się poprawiać. Nie był pewien, jak mógł zareagować.
— Powiedziałem mu, że śpisz, więc chyba odetchnął — odparł Lenny rzeczowo i krótko w porównaniu do Ryana. — Ale możesz potem zadzwonić, jak wyjdę, to se pogadacie. Chyba że się pieprzy z blondim.
— Mimo wszystko spróbuję zadzwonić. Najwyżej wystęka, że oddzwoni, gdy go książę doprowadzi na wyżyny. — Ryan spojrzał w dół i w końcu delikatnie przesunął palcami po wnętrzu dłoni Lenny’ego, po czym powoli splótł swoje z jego. — A kiedy wychodzisz? — dopytał, unosząc wzrok ponownie na jego oczy.
Lenny zerknął na ich dłonie. To było trochę nierealne w jego odczuciu. Nie wyobrażał sobie nigdy w przeszłości, że będzie tak leżał z facetem, trzymając się za rękę. Było to jednak niewątpliwie przyjemne.
— Szybciej, niż byśmy dali radę skończyć — odparł z żalem. Już chciał w pełni odreagować te kilka ciężkich dni. I dać Ryanowi tę samą możliwość. Chciał się pieprzyć, kochać, uprawiać seks. Jak zwał, tak zwał. Ale chciał to robić długo, aż do upadłego. A nie na szybko, byleby się spuścić.
— Hm… Jeśli rzeczywiście zamierzasz dotrzymać obietnicy, to będziemy mieć do tego jeszcze okazję — odpowiedział Ryan, myśląc o tym samym co Lenny. Cokolwiek by sobie nie wmawiał, wiedział, że długi i intensywny seks z tym seksownym mężczyzną był najlepszym remedium na wszystko. Oczywiście po tym wszystko go bolało, ale czuł się zawsze zdrowo wypompowany z sił i myśli. Potrzebował tego, lecz wolał zaczekać. Zresztą wczoraj dostał gratisowego loda, co było na swój sposób bardzo miłe.
— Tylko nie wiem, czy nie będziesz musiał przez tę „okazję” wziąć sobie wolnego poniedziałku — odparł Lenny i zupełnie nagle znalazł się nad nim. Dłonie, których palce mieli splecione, przeniosły się nad głowę Ryana, a mężczyzna wpił się w jego usta w namiętnym pocałunku.
Zupełnie zaskoczony tym chłopak jęknął i cały stężał. Zrobiło mu się gwałtownie bardzo gorąco, gdy serce mocniej uderzyło mu w piersi. Lenny czasami cholernie go przytłaczał, ale równocześnie właśnie to w nim go podniecało. Agresja, dzikość i pewność siebie.
Odpowiedział na pocałunek, wyciągając głowę i lekko ją przekrzywiając, by pogłębić pieszczotę. Póki nikt nie patrzył i byli w zaciszu swojej sypialni, mógł dawać się tak traktować. Chciał tego.
Lenny jeszcze chwilę nad nim wisiał, pożerając go w pocałunku. Był przy tym bardzo agresywny i zdecydowany. Dominował Ryana całym sobą. Zarówno gestem, jak i spojrzeniem, które przeszywało chłopaka na wylot. Wziąłby go tu i teraz, ale… nie miał czasu. Znowu. Irytowało go to niemożliwie.
— Ryan… — wydyszał w końcu, kiedy puścił jego zaczerwienione usta. Dłonią, którą go nie trzymał, potarł jego krocze. — Moja cholerna księżniczka — zamruczał nisko. — Z takim zajebistym chujem.
Ten komentarz wyjątkowo mocno i satysfakcjonująco zadziałał na jego chłopaka. Ten prędzej spodziewałby się pochwalenia tyłka czy czegoś w tym stylu, więc takie zwrócenie uwagi na jego penisa bardzo mu się spodobało.
— Nie powiem, określenie „księżniczka z zajebistym chujem” brzmi dość… osobliwie, ale nie będę się spierać… — odpowiedział Ryan, który z drugiej strony nie był pewien, czy jeśli Lenny zaraz nie przestanie tak go unieruchamiać i dotykać po nagim penisie, to nie będzie za późno. I tak już miał cholerną ochotę na seks. — Ale pocałuj mnie, proszę, jeszcze raz i zbieraj się, bo jeszcze chwila, a twoja mama jednak się ciebie nie doczeka.
Lenny uniósł brwi z zaciekawieniem, a usta wykrzywił w zadziornym uśmieszku.
— Co? Zatrzymasz mnie? I pocałuję cię pod jednym warunkiem — zagroził z niebezpieczną iskierką w oczach. Tą, którą zawsze miał, kiedy już się na niego rzucał, dlatego Ryan musiał najpierw odetchnąć, żeby zapanować nad reakcjami swojego ciała.
— Słucham — odpowiedział i tak lekko chrapliwym głosem.
— Powiesz mi to — odparł Lenny, mimo że gdzieś słyszał swój własny głos krzyczący mu namolnie, że się napraszał. Że wykorzystywał sytuację.
Ryan tym razem nie zrozumiał i tylko oblizał usta, patrząc na niego pytająco.
— Co?
Lenny trochę stracił swoją pewność. A przynajmniej tylko na chwilę. Do momentu, kiedy nie wziął głębszego oddechu i nie przesunął nosem po linii szczęki Ryana, aby znaleźć się ustami tuż przy jego uchu.
— To, co wczoraj, pod prysznicem i… czemu mnie chcesz.
Ryan zamrugał. Nie umiał się powstrzymać przed uśmiechem. Nie był skrępowany tym, że mu to wyznał, a kiedy wypowiadał to głośno, bynajmniej wstyd mu nie było. Raczej… przyjemnie i lekko. Dlatego nie miał problemów, żeby lekko przekręcić głowę, zetknąć się z nim policzkiem i odpowiedzieć:
— Kocham cię, Lenny.
Nie miał wątpliwości, że w westchnieniu mężczyzny usłyszał przyjemną ulgę. Potem poczuł jego usta na swoich. Całujące go mocno i niesamowicie umiejętnie. Nikt nie całował lepiej niż Lenny.
— No. — Starszy mężczyzna w końcu się wyprostował, siadając na udach Ryana. Zmierzył go spojrzeniem. Przeciągłym i rozbierającym, mimo że chłopak już był nagi. — Idę. Bądź grzeczny. Będę jutro po południu, bo dziś jeszcze muszę na noc do pracy iść. Jak coś, zadzwoń, a nie mantykuj mi jak umarlak.
— Mam nadzieję, że tym razem jednak zasnę bez problemów — odpowiedział Ryan, przesuwając dłonią po jego czekoladowej skórze na udzie. Jego własny penis na szczęście nie był w erekcji, ale nie zmieniało to faktu, że delikatnie stwardniał po tych wszystkich pieszczotach. Dlatego wolał, żeby Lenny już poszedł. Mimo że chciałby, aby w ogóle nie wychodził. — I to „bądź grzeczny” w twoich ustach po ostatnich wydarzeniach brzmi dość… dziwnie. Dlatego też się do tego zastosuj, proszę. I do jutra.
Lenny prychnął pod nosem i pochylił się, znowu całując kochanka.
— Do jutra — odparł tylko, nie odpowiadając na nic więcej. Sprawa była zamknięta. Wszystko było jasne, nie było sensu przeciągać, tylko zebrać się, ubrać i wyjść. Może przy okazji tej całej wyprawy do matki mógłby zrobić i im jakieś małe zakupy.

***

Mimo że pogoda nadawała się, jak w przeważającą ilość dni na Florydzie, na jazdę motorem, Jason właśnie siedział w aucie na fotelu pasażera i jechał na spotkanie. Nie byle jakie spotkanie. Do Miami po znacznie dłuższej niż bracia Grey podróży dotarł Regent. Koń jego kochanka, który był jedynym, co ten naprawdę chciał zabrać z Anglii.
Uchylił okno, wpuszczając do samochodu więcej powietrza.
— Będziesz mi często do niego uciekał? — rzucił.
— Źle do tego podchodzisz. Nie będzie to ucieczka, ale chciałbym minimum raz w tygodniu na nim pojeździć — odpowiedział Alex. Widząc, co zrobił kochanek, wyłączył klimatyzację w samochodzie, a raczej zmniejszył jej siłę.
Jason uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na niego. Po chwili namysłu skierował dłoń do jego nogi i ścisnął ją lekko. Wciąż nie mógł się nacieszyć jego obecnością. Co prawda spędzili wczoraj razem całą sobotę, ale… chyba nadal nie przyswoił tak do końca, że Alex rzeczywiście wrócił i był w stu procentach jego. A raczej prawie, bo teraz musiał się dzielić z koniem.
— Spoko. Ale jeszcze trochę, a poczuję się przy tobie jak próchniak, który jedyny ruch ma w łóżku — zadrwił sam z siebie. — Ty pływasz codziennie, teraz jeszcze jeździectwo… Zacznij uprawiać szermierkę, a będę się bać.
— Na studiach próbowałem, ale już nie wystarczało mi na nią czasu — zakomunikował Alex całkowicie poważnie, nie reagując ani na dłoń, ani nie zerkając na kochanka. Prowadził. Skupiał się teraz na tym. Jak i na fakcie, że czuł się wyjątkowo przyjemnie zmęczony po wczorajszym dniu, kiedy Jason wyjątkowo dużo ćwiczył, jeśli odnieść się do jego słów sprzed chwili.
Tatuażysta przez chwilę nad czymś myślał, przesuwając językiem po zębach i wciąż trzymając dłoń na nodze kochanka.
— Jak mowa o czasie… Skoro masz już spokój z rodziną, może czas o tym pomyśleć? — rzucił na razie ostrożnie.
Alex ściągnął brwi, a raczej jego mięśnie twarzy nieznacznie drgnęły, co było w jego przypadku synonimem zdziwionej, zaintrygowanej miny.
— Pomyśleć?
Jason zacmokał, niepewien tego, co chciał powiedzieć.
— Zacząć trochę wyrównywać… życie osobiste z zawodowym? Mówię tylko, że jak teraz będziecie z Rushem szukać kwatery na firmę, to mógłbyś zatrudnić więcej ludzi i wyznaczyć sobie jakieś stałe godziny pracy w granicach rozsądku, a nie siedzieć, póki wytrzymujesz bez snu. Miałbyś więcej czasu na sporty, odpoczynek i dla mnie.
Alex zerknął krótko na kochanka.
— Masz rację. Można o tym pomyśleć. Nie staraj się jednak za bardzo przekonywać mnie do mniejszej ilości pracy, siebie ustawiając na końcu wypowiedzi. To tak nie zadziała.
Jason wywrócił oczami. Czasami rozmawiając z Alexem, czuł się jak podczas jakichś negocjacji.
— To żaden dyplomatyczny zabieg, nie jestem Ryanem — prychnął. — Teraz powinno być łatwiej, więc ci podsuwam, jak to wykorzystać. Tyle.
— To nie stawiaj się na końcu tej wyliczanki, Jason — odpowiedział Alex jak zawsze chłodno. — I kiedy się faktycznie uspokoi, wszystko będzie pozapinane na ostatni guzik, tak jak ma być, to samo z siebie wyjdzie, że będę miał więcej czasu. Tak przynajmniej mi się wydaje i taką mam nadzieję.
Jason jeszcze chwilę mu się przyglądał, chcąc się upewnić, czy Alex nie mówił tego tylko po to, żeby go uspokoić. W końcu westchnął, poklepał go po udzie i zabrał dłoń.
— Spoko. Na razie i tak musicie znaleźć siedzibę, to będziesz mógł się wynieść z hotelu.
— Trzeba będzie. Nie powinno już to dłużej tak wyglądać. — Alex westchnął ciężko. — W poniedziałek muszę skontaktować się z ojcem. Mam nadzieję, że ochłonął i jest w stanie rozsądnie prowadzić dalej interesy. I obiecuję, że już nie będę cię tym zanudzać. Pracą, w sensie — dodał.
Mogli długo rozmawiać, bo stajnia, gdzie teraz zamieszkał jego koń, była na uboczu, w miejscu, w którym było trochę wolnej zieleni.
— Mogę słuchać, ale i tak wiele nie załapię. Wiesz, studiów nie skończyłem. — Jason uśmiechnął się krzywo, z dużym dystansem do siebie. Nie żałował tego, jak się potoczyło jego życie. Skończył w pracy połączonej z pasją, miał całkiem sporą paczkę świetnych przyjaciół i najlepszego faceta na świecie. Finansowo też był ustawiony. Uważał się więc za… całkiem szczęśliwego gościa. — A z tym ojcem… Dasz radę? — dopytał swoim zwykłym tonem, chociaż dość czujnie. To, czy stary Grey ochłonął, mniej go obchodziło niż to, czy Alex już doszedł do siebie po tym wszystkim.
— Tak. Czemu miałbym nie dać rady? — spytał kierowca, zamiast klarownie i ciepło uspokoić Jasona, że już najtrudniejsze, czyli pierwszy krok, a nawet kolejne, miał już za sobą.
Jason wzruszył ramionami, patrząc, jak wjeżdżają na coraz mniej zabudowane tereny Miami. Domy nie stały już tak gęsto jak w centrum i było dużo więcej zieleni.
— Nie wiem, Alex. Martwię się. I mogę zapalić? — dopytał, bo aż go świerzbiło, by sięgnąć po szluga.
— Jeśli musisz. Chociaż wolałbym, abyś poczekał te dziesięć minut. Zaraz dojedziemy. — Alex położył mu dłoń na udzie i lekko ścisnął. — I dziękuję. Naprawdę doceniam.
Szare oczy tatuażysty spojrzały na jego dłoń, a kąciki ust uniosły się lekko. Nie odpowiedział nic, ale rzeczywiście opanował się przed zapaleniem, skoro zaraz mieli być na miejscu.
— Pisałem do Ryana rano. Już u nich wszystko okej. Wychodzimy na prostą — rzucił po chwili w formie luźnej informacji, by nie myśleć o nikotynie.
— W takim razie można pomyśleć o jakimś grupowym spotkaniu. W końcu było obiecane i zaplanowane, że będzie, mimo braku konkretów — podsumował Alex, skręcając na boczną drogę prowadzącą do posesji. Już stąd było widać duże stajnie, kryty padok, kilka budynków oraz wybiegi.
— Taa, w Puerto de Colorido, jak się Juan jeszcze nie wystraszył, że jego zapasy alkoholu mogą zostać opróżnione — zachrypiał Jason, rozglądając się. Chyba w tej części Miami nigdy nie był. — No ale, ale, nie o latynoskich byczkach teraz, jak masz mi przedstawić lada moment swojego drugiego ogiera…
Dzięki temu, że wolno jechali, Alex mógł spokojniej spojrzeć na kochanka.
— Drugiego? — spytał i uśmiechnął się pod nosem z rozbawieniem, które było jedynie delikatnym grymasem.
— Mhm… Wiesz, kto jest tym pierwszym… — odmruczał Jason ze swoją seksowną chrypką, zbliżając usta niebezpiecznie blisko jego szyi. — Wczoraj się przekonałeś kilka razy… — dodał, owiewając jego szyję gorącym powietrzem.
— Racja. Ale ten ogier mógłby zacząć ze mną chodzić na basen, by miał siłę na szybszą jazdę. I tak się nie męczył — odparł Alex kąśliwie, jednocześnie parkując na wytyczonym ku temu placu.
Jason wykrzywił usta i gdy wysiadł z samochodu jakoś nagle jego potrzeba na papierosa zmalała. Gdy tylko spojrzał na wyciągniętą paczkę fajek, westchnął ciężko, ale i tak wyjął jednego.
— Basen to nie moja bajka. Może po prostu Lenny’ego częściej na kosza zacznę wyciągać — rzucił luźno i odpalił, rozglądając się po okolicy.
— Nie neguję. To też dobry pomysł. Tak samo jak moja potrzeba czasu wolnego, tak i twoja większego ruchu. I to wszystko mówię z myślą o tobie — rzucił Alex, zamykając samochód i idąc w stronę ośrodka rekreacyjno-wypoczynkowego, połączonego z pensjonatem dla koni.
— Taa… Spoko, to mamy umowę — odpowiedział Jason, dość niechętnie używając tego słowa. Chociaż, w kontekście Mike’a nie brzmiało ono dla niego tak źle, kiedy swego czasu zakładał się z nim o jakieś głupoty.
Ruszył za kochankiem, paląc leniwie. Gdzieś dalej widział zarys kilku jeźdźców w toczkach, a nawet poszczekującego psa, idącego przy nodze swojego pana po suchej ścieżce. Minęli kilka pickupów i zapach dobrego jedzenia z okolicznej stołówki. Trochę było dziwnie, że mieszał się on z zapachem koni, ale można było się do tego przyzwyczaić. Alex się przyzwyczaił. Najbardziej porządna, lubująca się w czystości osoba, jaką Jason znał, a lubił spędzać czas w stajni. Od czasu do czasu, ale jednak.
Spotkali się z jakimś pracownikiem, porozmawiali chwilę o warunkach, o tym, jak koń się czuł i jeszcze o czymś, do czego Jason w ogóle nie przykładał wagi. Obserwował w tym czasie życie ośrodka.
Potem ruszyli już sami do boksu zajmowanego przez Regenta. Wszystko było bardzo zadbane, więc tatuażysta nie wątpił, że właśnie znajdował się w najdroższym takim miejscu w Miami. Nie był zdziwiony i chyba nawet nie chciał wiedzieć, ile będzie kosztować utrzymanie konia w tym miejscu, bo bał się, że przekroczy to jego miesięczny zarobek.
Zdążył już zgasić papierosa przed stajnią i teraz tylko szedł z dłońmi w kieszeniach za Alexem, swoim zwyczajem lekko zgarbiony. Popatrywał po zwierzętach w boksach.
W końcu dotarli do konkretnego boksu. Wyglądał jak wszystkie. Ładny, czysty, z koniem w środku. Alex zerknął jeszcze na Jasona, po czym otworzył drzwiczki i wszedł do środka. Od razu odetchnął z ulgą, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, kiedy ujrzał szczupakowaty pysk czarnego araba, który patrzył na przybyłych.
Powitanie nie było długie. Koń, mimo że długo się nie widzieli, musiał być bardzo otwarty i wyrozumiały. Kiedy Alex już wygłaskał jego pysk, ten zaciekawił się kolejnym gościem.
— Już, już. — Grey uspokoił zwierzę, oglądając je z zachwytem i dopiero po chwili odwracając się do Jasona. — Co myślisz?
Jason patrzył na konia i Alexa z niemałym podziwem. Jak jeszcze wyobrażając sobie, że Alex mógłby przy takim zwierzęciu wyglądać dobrze i dostojnie, tak teraz był pewien, że to coś, co zdecydowanie mu pasowało. Zwierzę miało lśniącą sierść i było na swój sposób luksusowe. Jak Alex.
— Myślę, że pierwszy raz od bardzo dawna mam do czynienia z większą żyjącą istotą od siebie — odpowiedział z uśmieszkiem. Zbliżył się, wyciągając swoją długą rękę do konia, żeby się przywitać. Niespiesznie, bo nie wiedział, jak ten się zachowa.
Ogier, upewniwszy się, że wszystko jest okej, dał się dotknąć. Wydawał się naprawdę rozluźniony.
— Często miał kontakt z obcymi. Jest przyzwyczajony — wytłumaczył Alex, głaszcząc ogiera i oglądając go kawałek po kawałku. Chciał samodzielnie sprawdzić, jak zniósł podróż. I obejrzeć. Stęsknił się za widokiem tak pięknego zwierzęcia. Ta jego czarna sierść błyszczała na każdym skrawku ciała, podkreślając piękną budowę.
— Niezły — przyznał Jason, głaszcząc ogiera po pysku i wpatrując się w jego czarne ślepia. — Zabrałeś z Anglii jakiś strój jeździecki?
— Tak, ale dziś jeszcze niech odpoczywa. Jeśli będziesz chciał popatrzeć, to zapraszam za tydzień. — Anglik uśmiechnął się, jak to on, oszczędnie. — Ach i ciebie też chciałbym na nim kiedyś zobaczyć.
Jason pokręcił głową z rozbawieniem.
— Taa… — W sumie mógł na to pójść, ale i tak najpierw chciał zobaczyć Alexa w tych seksownych ciuchach, jak dosiada ogiera. — Rush też jeździ? — dopytał, sunąc dłonią po gładkiej szyi Regenta.
— Nie, chociaż w przeciwieństwie do ciebie siedział na koniu. Jazdą konną jednak nie można tego nazwać. Dlaczego pytasz? — Alex odwrócił tok rozmowy, wracając do pyska zwierzęcia i bliżej Jasona. Był spokojniejszy, widząc ich razem. Jakkolwiek irracjonalne to było, kiedy myślał o tym w ten sposób. Regent przedstawiał sobą pozytywy jego dawnego życia, Anglii, rodzinnego domu. A Jason… On był jego szczęściem, które znalazł tutaj. A widząc ich razem, czuł się na dobrej drodze.
— Bo Charlie pewnie by sikał po nogach, jakby go zobaczył na takim koniu? — Jason wzruszył ramionami i zerknął na Alexa. Uśmiechnął się na widok jego zrelaksowanej miny, która chyba nie opuszczała go od czasu powrotu. Ale teraz była jakby… wyraźniejsza.
Zbliżył się do kochanka, objął go w pasie i pocałował lekko, ale stanowczo. Alex tylko na sekundę się spiął. Jasonowi nie umknęło, że zerknął krótko w stronę drzwi boksu, ale i tak oddał pocałunek.
— Jesteś niepoważny. — Westchnął, kiedy ich wargi się rozłączyły. Nie odsunął się od razu. — A Charlie mógłby równie dobrze się śmiać, jeśli jego ideał w postaci Richarda wcale by sobie tak dobrze nie radził, jak z początku założył.
Jasonowi przez głowę przeszło, że miał w takim razie lepszą wersję Greya. Rush kiedyś wkurzał go swoim dupkowatym „ja”, ale polubił go z czasem, chociaż kiedy poznał Alexa, zdecydowanie ten Grey wydał mu się doskonalszy pod każdym względem. Chociaż był też świadom, że miał pełno wad, których Rush był pozbawiony.
— Aż bym chciał zobaczyć jego minę. — Zaśmiał się wrednie i znowu skierował wzrok na Regenta, który stał spokojnie obok. — Serio do ciebie pasuje. Tylko bryczki brakuje.
— Bryczki? — Mężczyzna zdziwił się, już nie dodając, że sam zobaczyłby z chęcią reakcję Charliego na wyczyny Richarda na koniu. Wiedział, że to nie był sport jego brata.
— Kiedyś mówiłeś, że masz w Anglii jedną. — Jason pamiętał, bo wywołało to w nim wtedy niemały szok. I rzeczywiście pasowało to do Alexa.
— Tak, mieliśmy w stajni bryczkę. A tu, z tego co wiem, można jakąś wypożyczyć. — Alex najwyraźniej nie zrozumiał przekazu albo głębi toku myślenia Jasona. Pogładził jeszcze palcami grzywę zwierzęcia, po czym skinął na kochanka. — Będziemy iść?
— Mhm. — Jason cmoknął kochanka w usta, nim puścił go i pierwszy opuścił boks. Było dopiero południe i liczył, że Alex nie będzie próbował przez resztę niedzieli siedzieć nad papierkami, tylko obejrzą razem jakiś film lub pogadają przy dobrej kolacji.
Jego kochanek jeszcze chwilkę mówił coś do Regenta, po czym także wyszedł z boksu, zamknął go za sobą i ruszył do wyjścia.
— Proponuję, jak wyjdziemy, zadzwonić do mojego brata i spytać, co robią. Ustalilibyśmy też z Juanem, kiedy i jemu pasuje, żeby spotkać się w jego klubie.
— Dobrze by było wybrać taki dzień, żeby Mike’owi i Marg pasowało. I słonecznym chłopcom — dodał Jason. Nawet nie wiedział, kiedy ich paczka rozrosła się aż do dziesięciu osób. Miał nadzieję, że każdy będzie mógł wpaść. W końcu każdy z osobna mniej czy bardziej wspierał ich wszystkich w coming outcie Greyów.
— Ustalimy, ale jeśli nie masz innych planów, może przy okazji spotkamy się dziś z moim bratem i Charliem — zasugerował Alex, co tak naprawdę znaczyło, że podjął już decyzję.
Jason spojrzał na niego i uśmiechnął się. Jego królowa się socjalizowała… Podobało mu się to.
— Może być. U nich, u nas? — zapytał, gdy wyszli przed stajnię i powoli ruszyli wydeptaną ścieżką w kierunku samochodu Alexa.
— Zadzwonię do Richarda i się dopytam — odparł Grey, wyciągając telefon.
Zapowiadało się, że faktycznie, wedle życzenia Jasona, jego kochanek nie spędzi reszty dnia nad papierkami. Co najwyżej na rozmowie, a raczej zamęczaniu nią swojego brata. Zawsze coś.

18 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 149 – Poznać drugiego ogiera

  1. Katka pisze:

    Tigram, widzę, że gdybasz XD Btw dzięki za literówki. W ogóle aż mnie przeraża, ile ich jeszcze jest. Chociaż może nie powinno, zważywszy na to, ile rozdziałów FDTS w ogóle jest na stronie XD
    Synchronizacja podczas dochodzenia… coś, co lubi Ridley XD Hehe, no to jest dość urocze, ale niestety nie da się tak zawsze, byłoby to wręcz naciągane. Więc na pewno będzie jeszcze czasem, ale raczej sporadycznie, co by zachować realizm ;) „Budzi się we mnie pytanie – ile paczek papierosów wypala dziennie Jason? Trzy?” – na to niestety nie jestem w stanie odpowiedź XD Sama nie palę, więc nie umiem ocenić, ile to mało, ile optymalnie, a ile to skrajna przesada XD Ale może to i lepiej, że nie wiemy, bo jeszcze ktoś by wyszedł z jakimś rachunkiem prawdopodobieństwa i okazałoby się, że Jason od 5 lat powinien już nie żyć XD A w czym śpi Alex? Cholera wie, zdarza mu się nago, zdarza mu się w slipkach, ale na pewno też, skoro ma ową koszulę, zdarza mu się spać i w niej XD No cóż, myślę, że Jason jest już na tyle przyzwyczajony do jego dziwactw, że koszula nocna nie jest niczym wow XD Ale to „Jason i Alex leżą w łóżku, w pozycji na łyżeczkę, Alex w koszuli, a Jason go skubie po biodrze, podsuwając materiał wyżej i wyżej byle by się dostać do dupci kochanka” – aż sobie westchnęłam XD Mmmm… tak perwersyjnie uroczo. Oj i weź, seks w miejscach publicznych jest! W końca sama podałaś dużo przykładów :D Ale jak sięgam myślami w zapas, to chyba jeszcze na pewno minimum jednej w innym miejscu niż dom będzie. Ale spoko, spoko, FDTS daje wiele możliwości w tej kwestii, więc na pewno pomyślimy XD

  2. TigramIngrow pisze:

    Tak sobie czytam od początku FDTS, robię notatki i w ogóle…(swoją drogą, Kat, sprawdź pocztę i dawkę literówek ^^)
    Myślę, co by można byłoby dalej pokazać w rozdziałach. I tak sobie dumam… może ojca Jasona? Drobny pijaczek, chciałby od syna kasy, bo się dowiedział że jest ojcem a synalek się urządził? Albo zacząć
    bardziej rozbudowywać wątek z klientami w salonie?
    Albo faktycznie by wyszło, że któraś z eks partnerek Rusha zaszła w ciążę, urodziła i teraz by wyjeżdżała i by zostawiła dziecko Rushowi na dwa tygodnie? (Nie róbmy gołąbkom traumy, a dzieckiem przez krótki czas by się zająć mogli).
    No i ogólnie zauważam, że brakuje mi tej nici porozumienia jaką mieli Rush i Marg. A szkoda, szkoda. Fajnie sobie kiedyś rozmawiali.
    I brakuje mi czegoś, o czym ostatnio była mowa w IOI, czyli synchronizacji podczas dochodzenia. Wiadomo, nie da się za każdym razem dojść idealnie w tym samym momencie, ale u Was się to prawie w ogóle nie zdarza. A fajnie by było… chyba najbardziej bym tak chciała dla JA.
    Heh, albo jakby Jason po pijaku zdradził Alexa i to z Rushem? Hie, hi, hie…. To by było hardcorowe! :D
    Ciekawa też jestem kto zrobi Ryanowi kolczyk – Katy czy Emma?
    Budzi się we mnie pytanie – ile paczek papierosów wypala dziennie Jason? Trzy?
    Kurde, ciekawe w czym śpi Alex u Jasona, jeśli nie zdarza mu się spać nago. Bo było opisane, że w hotelu spał w koszuli nocnej (hue, hue) i cholernie mnie ciekawi jak zareagowałby Jason jakby go w takiej zobaczył? Ja bym padła! Ale jaka scenka – Jason i Alex leżą w łóżku, w pozycji na łyżeczkę, Alex w koszuli, a Jason go skubie po biodrze, podsuwając materiał wyżej i wyżej byle by się dostać do dupci kochanka :D
    Hmm.. po ponownym przeczytaniu rozdziału gdzie Charlie obciągnął Rushowi na świeżym powietrzu zdałam sobie sprawę, że brakuje mi takiego seksy w dziwnych miejscach. No dobra, niby był seks JA w basenie, Ryana z Mattem w Mustangu Mike’a, czy Rynna w kajucie, ale mimo wszystko to są dość „bezpieczne” miejsca. No dobra, oprócz tej łazienki co się Rynna seksiła po meczy koszykówki. A park, mimo że w środku nocy to jednak ten dreszyk jest inny. Może warto podumać? I Charlie by trochę Rusha zaskoczył? Albo Ryan zostałby wzięty gdzieś znienacka :D

  3. Katka pisze:

    Luinlos, „Nie mogę nacieszyć się tym, jak bardzo Lenny jest spragnionych takich wyznań. Totalnie się tego po nim nie spodziewałam.” – hehe, Lenny na pewno jeszcze niejednym zaskoczy :D I tak, Ryan teraz nie ma problemu, aby mówić do Lenny’emu. Ogólnie jak oni mają kłopoty nie raz z dogadaniem się, tak w tym samym „kocham cię” raczej problemu nie ma ;)
    Kurcze, ale ogólnie jak napisałaś o tych rozmowach o seksie… No coś w tym jest i chyba w razie możliwości powinnyśmy zwrócić na to uwagę. Czasem mam taką blokadę podczas pisania, jak rozmowa schodzi na mega nieistotny temat, że wiesz, to zaburza fabułę, że jest wypełniaczem, bla bla bla… No ale FDTS to FDTS, telenowela, bajka, jak zwał, tak zwał, więc chyba czasem nic niewnosząca rozmowa nie zaszkodzi XD A jeśli już odpowiedzieć na pytanie kto z kim o seksie rozmawia — pierwsze na myśl rzuca mi się Charlie i Jason. Względnie Charlie i Ryan, ale tylko w jedną stronę XD
    Ten cytat z koniem, haha, taaa, można by to zabawnie komiksowo narysować wręcz XD To takie coś jak momenty w mangach. Postacie rozmawiają, normalna kreska, a tu nagle jest jakiś zabawny fragment i postacie są nagle narysowane w postaci chibi XD Ach, żebym tylko umiała rysować komiksy…
    Och, a to zapuszczanie przez Alexa korzeni… serio, jest to na swój sposób urzekające, ale też jak tak często mówimy, że Jason odwalił dobrą robotę przystosowując go… to trzeba też zauważyć, jak dobrą robotę odwalił sam Alex! Bo Jason tak na serio tylko był jego „przewodnikiem”, starał się go prowadzić, wspierać i nie opuszczać w trudnych chwilach. Ale ile wyrzeczeń czekało samego Alexa. Samo uświadomienie sobie tego, że ma prawo do bycia tym, kim czuje, musiało go wiele kosztować. No cóż… obaj wiele przeszli :)
    „O matko, jestem porąbana, martwię się o zdrowie postaci fikcyjnej…” – haha, oj wiesz, może i masz podstawy. W końcu kto powiedział, że nic mu się ze zdrowiem nie zjebie przez to palenie… Niby byłby to dość tani chwyt, ale… kto nas tam wie XD
    Och, i widzę, że bonusów się zachciało… Cóż, 150 rozdział już tuż tuż, więc raczej nic napisać nie zdążymy w obliczu dość małej ilości czasu aktualnie, a nic niestety nie mamy chyba na stanie… Ale, ale, nie trać nadziei, może coś nas natchnie niebawem, a jeśli tak, to na bank się podzielimy :) (chyba że będzie skrajnie głupie XD)

  4. luinlos pisze:

    Rayan i Lenny… Alex i Jason.
    Zdecydowanie przyjemny rozdział :)
    Może po kolei. Bardzo przypadł mi do gustu opis tego, jak Rayan i Lenny leżeli sobie razem i rozmawiali o pierdołach – począwszy od tego, jak Rayan leżał na Lennym i uważał by mu nie przygnieść dredów, poprzez to, jak Lenny bawił się dłonią Rayana (matko, to takie słodkie jak trzymają się za ręce) aż po chwilową dominację Lennyego i dopraszanie się, by jego chłopak powiedział mu, że go kocha.
    Nie mogę nacieszyć się tym, jak bardzo Lenny jest spragnionych takich wyznań. Totalnie się tego po nim nie spodziewałam. I to świetnie się składa, że Rayan nie ma problemu z mówieniem o swoich uczuciach i bez kłopotu może sprawiać w ten sposób przyjemność Lennyemu :)

    Czuję się trochę idiotycznie, ale spodobał mi się kawałek, w którym Rynna rozmawiają o tym, że Charlie i Książę się sekszą: ” Ale możesz potem zadzwonić, jak wyjdę, to se pogadacie. Chyba, że się pieprzy z blondim.”. Bo zazwyczaj jakoś traktuję te pary osobno i jakoś tak… Gdy opisujecie jedną parę, to na niej się skupiam i nie myślę wtedy za bardzo o innych. A tu mam jedną parę i przypomnienie o innej. Ugh. Chyba to co piszę nie brzmi zbyt sensownie.
    Kurde, zastanawiam się, czy chłopaki rozmawiają ze sobą o seksie. Tzn. Rayan jest dość taktowny i raczej nie rozmawia o prywatnych sprawach… Alex absolutnie nie porusza osobistych tematów z nikim, kogo one bezpośrednio nie dotyczą… Myślę, że o ile Jason kiedyś nie miał z tym problemu to jednak jeśli chodzi o Alexa to jest jakiś zaborczy i chce zachować go tylko dla siebie… Rush chyba nie miałby z kim poruszać takich tematów (bo z Charliem to standard i się nie liczy:P).
    Serio, w opowiadaniu trochę brakuje mi rozmów o seksie (nie samego seksu) i chętnie bym jakąś taką rozmowę przeczytała. Hm. chyba się rozochociłam po tych rozmowach Alberta i Ridleya i chce więcej :P

    Co do Alexowo-Jasonowej części rozdziału…

    Czytam sobie rozczulona, jak to podczas jazdy, jeden drugiego łapie za udo, aż tu nagle: „chyba wciąż nie przyswoił tak do końca, że Alex rzeczywiście wrócił i jest w stu procentach jego. No… prawie, bo musi się teraz dzielić z koniem.” I niemal lecę z krzesła zwijając się ze śmiechu.
    Hahaha, nie wiem czy tylko ja tak to odebrałam, ale to zabrzmiało jakby Jason tak marudził z nieco naburmuszoną miną. Słoooodkieeeee.
    Biedny Jason, pojawiła się konkurencja XD
    W ogóle to cudowne, że Alex zaczyna się robić coraz bardziej zrelaksowany i zadowolony z życia. Że opuszcza go to całe napięcie związane z utrzymywaniem tajemnicy, że poza Jasonem zaczyna mieć w Miami coraz więcej rzeczy które sprawiają, że to miejsce staje się jego domem. Poza facetem ma tu brata z którym stara się coraz lepiej dogadywać. Akceptuje swojego „szwagra” i nawet ma ochotę sam z siebie wyjść z propozycją, że się spotkają w wolnym czasie. Ma tu swoje zainteresowania (jazda konna), przenosi swoje biuro z hotelu do jakiegoś stałego miejsca – Alex zapuszcza korzenie. To szalenie przyjemne widzieć, jak Jason dobrze na niego działa, jak wiele zmienił w jego życiu na lepsze. Cieszę się, że Alex robi się swobodniejszy. Gdyby to był serial, to bym się zaczynała bać, że to ten moment, kiedy świeżo wyzwolony Alex zacznie mieć jakiegoś nowego adoratora (w końcu w serialach zazwyczaj jak już zaczyna się lepiej układać następuje jakaś straszliwa drama), ale wierzę, że nigdy nie zrobiłybyście takiej przykrości ani Jasonowi ani czytelnikom.

    Ten kawałek wyjątkowo mnie urzekł: „Był spokojniejszy, widząc ich razem. Jakkolwiek irracjonalne to było, kiedy myślał o tym w ten sposób. Regent przedstawiał sobą pozytywy jego dawnego życia, Anglii, rodzinnego domu. A Jason… On był jego szczęściem, które znalazł tutaj. A widząc ich razem, czuł się na dobrej drodze.” – to było takie ciepłe <3

    Czytając ten rozdział pomyślałam, że ni zdziwiłabym sie, gdyby za jakiś czas Jason rzucił fajki. Ja wiem, że palenie to jest jedna z jego cech charakterystycznych, ale myślę, że Alex byłby w stanie go jakoś do tego przekonać. W sumie to bym chciała, bo martwię się o jego zdrowie. O matko, jestem porąbana, martwię się o zdrowie postaci fikcyjnej…
    No ale martwię się o jego zdrowie i nie narzekałabym, gdyby rzucił te fajki.

    Swoją drogą, Alex, ty potrafisz być złośliwy i uszczypliwy! No ale jeśli w ten sposób zmusisz Jasona by ćwiczył i bardziej o siebie dbał to nie mogę na ciebie narzekać :P

    Och, i Alex doglądający i mówiący do Regenta był przesłodki :)

    Już nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów :)

    Pozdro,
    Luinlos

    PS. Czy dostaniemy jakiś bonus z okazji 150 rozdziału FDTS? (wiem, że to trochę naciągany powód na bonus, ale zapytać nie zaszkodzi XD)

  5. Katka pisze:

    Marta,” te splecione dłonie były strasznie słodkie” – a to strasznie słodkie, że zwracacie uwagę na takie szczegóły :D W końcu to one budują nastrój. A spotkania całej paczki zwykle są wyjątkowo śmiechowe, więc chyba jest na co czekać.

    Another, och, a widzę, że mimo że nie możesz od razu po przeczytaniu się zmusić do komenta, to potem i tak jest bujny i cudowny :D A bycie twardzielem i równocześnie pantoflarzem… co nie, jest w tym jakiś urok :D To coś jak wielki kark podnoszący zmarnowanego, brudnego, takiego tyci kociaka z ulicy… awww XD Dobra, głupie skojarzenie, hehe.
    „Jakby odblokował coś w sobie, co dusił bardzo długo i teraz musiał nadrobić.” – tak, coś w tym jest. Coś na zasadzie uświadomienia sobie tego i odkrycia, że da się czerpać przyjemność z samego mówienia tych dwóch słów. Oj tak, bo spodobało się nie tylko Lenowi, ale też Ryanowi ;)
    A czy Ryan to wszystko, te urazy w sobie dusi to już kwestia pod głębszą rozwagę. Może wcale tego nie dusi, może po prostu uznał, że to jakaś część czegoś, co już było i nie warto rozdrapywać starych ran? Oczywiście, może to w jakimś stopniu rzutować potem na jego zaufanie do Lenny’ego albo strach o jakieś nielegalne przekręty, ale na tę chwilę chyba po prostu uważa to za coś, co było. Podobnie w końcu działa w przypadku tego zmuszania do seksu z początku albo nawet idąc dalej, nie wspomina o swoim dzieciństwie, nie myśli o biciu przez ojca. Dopiero kiedy faktycznie ma z nim styczność, bądź jest to jakaś sytuacja kojarząca się z tym. A tak, to wypiera to jak się da.
    „Siostra? Czy była o tym kiedyś wzmianka, czy może znowu mi się coś śniło i rzeczywistość mi się ze snami myli?” – hehe, tak, była wzmianka o siostrze w rozdziale, w którym Rose odwiedziła brata i poznała przy okazji Lenny’ego. Ale było to bardzo krótkie i… zapewniam, że na ten temat jeszcze niebawem usłyszycie więcej ;) Więc nic na tę chwilę nie zdradzam :D
    „blady blondyn na koniu czarnym jak smoła” – haha hot co nie :D I jak już mówiłam Marcie, rozdziały z całą ekipą chyba mają ogólnie to do siebie, że wywołują przyjemne rozluźnienie (a przynajmniej mam nadzieję, ja tak w każdym razie czuję), więc oby się spodobało ;) Ach i jeszcze a propos tego: „Oprócz seksu, to co takiego daje mu Ryan, że Lenny nie może bez niego żyć?” – myślę, że O. ładnie odpowiedziała na to pytanie XD A Shiv pewnie dodałaby jeszcze parę podpunktów, haha.
    (a Shiv aż sie poczuła do dorobienia brwi XD)

    O., spoko, jeśli chodzi o sceny z Lennym i Ryanem to one się czasami tworzą same i nawet potrafią stanowić głupią rozmowę na temat zasłonek czy właściwości ptasiego mleczka, więc czułe głaskanie na pewno się jeszcze pojawi XD I bardzo podoba mi sie Twoja odpowiedź o tym, co Lenny kocha w Ryanie <3 Pewnie jest tego jeszcze więcej, ale ładnie ujęłaś tę akceptację :D

  6. O. pisze:

    Hahaha ktoś musi trzymać rękę na pulsie.. Ja nie wiem czemu przy parze jaką tworzą Lenny i Ryan można nie czuć motylków xD Właśnie przez to,że oni wprawiają mnie w taki stan są dla mnie najlepszą z Waszego blogu parą <3
    To musicie napisać jakąś scenkę, gdzie Lenny głaska czule Ryana, bez kontekstów xD

    Another69 Mi przyszło do głowy,że Lenny nie może żyć bez Ryana bo widzi i czuje w nim akceptację tego jakim jest.. I że pokochał go takim..Owszem Lenny zmuszał Ryana do stosunków, ale nigdy do uczuć a je dostał..Więc pewnie świadomość,że ktoś go kocha takim jakim jest i to niewymuszenie sprawia,że świata poza nim nie widzi.
    Ja podejrzewam,że Lenny zabił swojego ojca ponieważ ten chciał, bądź krzywdził jego matkę..

  7. another69 pisze:

    Ah, i super te obrazki z Rynną, ale ciekawi mnie gdzie Shiv podziała brew Ryana xD Ale słodko wyszli *,*

  8. another69 pisze:

    FDTS to jedyne opowiadanie, na które czekam do tej cholernej północy xD Szkoda tylko, że potem nie mogę się zabrać za pisanie komentarza.
    Zapewne jakbym była Ryanem, pomyslałabym, że Lenny rozmawia z kochankiem, a nie mamą, no ale ja wszędzie widzę zdradę xD I domyslam się, że to przez mamę Lenny jest takim pantoflarzem. Jak mnie to rozczula xD Taki silny facet, który jakby nie patrzeć zgwałcił Ryana i potrafi być fiutem, nie umie postawić się kobiecie. Takiego ze świecą szukać.
    Ale podobno dużo facetów, takich typowych „mężczyzn” z krwi i kości jest mamińsynkami xD

    Podle się czuję, bo gdy skończył się fragment z Rynną a zaczął z JA pomyslałam sobie „No nieeee…”. Mimo że uwielbiam Jasona i Alexa x Myślę, że to przez te ostatnie zdarzenia, to z ich powodu mam taką ochotę na Rynnę xD

    No i teraz są trochę „oblani lukrem” jak to lubię nazywać. Takie miłe gesty, pocałunek w ramie, całusy w usta, ocieranie się o siebie itp. Do tego od kiedy Ryan powiedział pierwszy raz magiczne słowa, czyli „Kocham Cię”, powtarza je dość często xD Jakby odblokował coś w sobie, co dusił bardzo długo i teraz musiał nadrobić. A Lenny jest wniebowzięty widocznie, bo sam go do tego zmusza xD Każdy czasem pragnie usłyszeć te słowa.

    „Nie musiał przecież od razu się do Ryana dobierać.” – jaka odmiana xD Wcześniej wydawał się myśleć inaczej.

    Z jednej strony dobrze, że Ryan nie pokazuje mocno, że nadal ma Lenniakowi za złe to wszystko, bo nie kłócą się i nie ma awantur. Ale mam nadzieję, że nie będzie czasem tak, że będzie dusił w sobie wszystkie te żale i kiedyś wybuchnie i wszystko Lennemu wygarnie. To najgorsze co może być i niszczy związki. Lepiej wyznawać co się myśli i co się nie podoba po trochu, a nie wszystko taką torpedą.
    No ale może u nich wyjdzie to na dobre.

    Ryanowi ciężko spać bez Lennego i czuje się z nim spokojny i bezpieczny (pewnie dlatego, że bezpieczny, może spać), no ale zastanawia mnie co Lenny ma z tego związku, jeśli można tak to nazwać. Oprócz seksu, to co takiego daje mu Ryan, że Lenny nie może bez niego żyć? Pewnie jest coś takiego, ale nie przychodzi mi do głowy.

    No i Lenny parę razy pomyślał o kontakcie z jego mamą jako o czymś „dziwnym”, ciekawi mnie dlaczego jest dziwny. I zastanawia mnie jeszcze parę fragmentów, których nie chce mi się szukać. Tak czy siak mam wrażenie, że w jego rodzinie była jeszcze jakaś ważna osoba, której już nie ma. Siostra? Czy była o tym kiedyś wzmianka, czy może znowu mi się coś śniło i rzeczywistość mi się ze snami myli? Czasem tak mam XD

    W ogóle kwestia rodziny Lennego jest bardzo zatajona…

    Ah, jeszcze nam każecie czekać na seks Rynny tak długo… ;_; Nie fair. Zresztą seks JA też nie był opisany xD Cóż, kiedy indziej.

    I szczerze mówiąc spodziewałam się czarnego konia! Skojarzyło mi się, że Alex będzie miał ogiera podobnego do tego drugiego swojego, Jasona xD Duży czarny… Szkoda, że jeszcze rudych boków nie ma xD I nawet bardziej mi się podoba takie wyjście niż biały koń. Kontrast jest fajny. Zazwyczaj chodzący na biało, blady blondyn na koniu czarnym jak smoła. Seeeksiii *,*

    I nadal nie mogę pojąć jak Alex wytrzymuje w stajni, bo ja sama raz byłam w takiej i bałam się czegokolwiek dotknąć, wszędzie widziałam zarazki.

    Ogólnie to powinnam skakać z radości, że w jednym rozdziale umieściłyście dwie moje ulubione parki, ale i tak było dla mnie za mało Rynny xD Obyście to odpokutowały.

    No i ciekawe czy Rynna przyjdzie na imprezę u Juana, czy jak to się pisze xD

    Bo chyba obydwoje są na niego teraz mocno wkurzeni, no i mają powody. Ale i tak powinien być rozdział z całą ekipą w jednym miejscu! Lubię czytać jak to Charlie zawsze odpada pierwszy, a Jason wszystkich później „sprząta” xD

    I coraz bliżej do zapowiedzi ATCL, nie mogę się doczekać xD

  9. Marta696 pisze:

    no no co to miłość robi z człowiekiem ,Lenny zamienia się w pantoflarza,te splecione dłonie były strasznie słodkie.Biedny Jason tak po nim pojechać.Alex coraz bardziej zaskakuje,już się mogę doczekać spotkania całej paczki.

  10. Katka pisze:

    O., „Gołąbki to dla mnie gdzieś przy końcu są, chętnie poczytam, ale nie ma tych motyli,” – to zabawne, że w pewnym kontekście ta się mówić o motylach bardziej w związku z Rynną niż gołąbkami XD Ale rozumiem, rozumiem, hehe. Och, a Lenniak tak gładzący Ryana… Boże, niby takie nic, a zaciesz jak nie wiem XD „No i czekam na scenę z filmem porno xD” – i widzę, że trzymasz rękę na pulsie XD Ale luzik, doczekasz się… :)

  11. O. pisze:

    Haha jak zwykle mówicie coś nie mówiąc nic wcale xD Jak Lenny! Gołąbki to dla mnie gdzieś przy końcu są, chętnie poczytam, ale nie ma tych motyli, tego uśmiechu jak przy Rynnie xD
    Cudny gif!!! Już sobie wyobraziłam,że to Lenniak gładzi kciukiem dłoń Ryana, albo mocniej ściska, by się upewnić,że jest obok ! <3
    Jedni czekają na kolczyk, ja w sumie też…Ciekawi mnie jak rozwiążą czas wstrzemięźliwości xD No i czekam na scenę z filmem porno xD
    Ciekawe też kiedy Ryan znowu będzie u góry xD

  12. Katka pisze:

    Tigram, za błąd dzięki, poprawione ;) I jak widać, Alex potrafi pocisnąć XD Och, nie jest on łagodnym człowiekiem, oj nie jest. Na szczęście Jason ma dystans do siebie XD

    Tess, Lenny pantofel, kto by się spodziewał kiedyś, kiedy się pojawił, że da się nim tak manipulować, co nie? :D A jednak. Każdy twardziel ma swoją słabą stronę XD Co do kolczyka, spoko, spoko, nie zapominamy o takich rzeczach, a zapewniam, że Ryan też nie może się tego pozbyć z głowy XD Ale na to musi nadejść swój czas ;) Hahaha i tak, Jeff ma bardziej krytyczny przypadek, Jason przynajmniej nie wzdryga się z odrazą na widok konia XD „Och no, po prostu niektórych rzeczy nie powinno się mówić, nawet w żartach :D” – haha, prawda. Ale spoko, żeby obrazić Jasona, to jednak trzeba czegoś mocniejszego XD A i wen i wena się przyda, dzięki XD

    O., widzisz, jak Was rozpieszczamy! :) Dla każdego coś dobrego. Były ostatnio gołąbki, teraz J&A i Rynna. A czy się Lenniak zbierze, żeby powiedzieć mamie, że nie ma dziewczyny a chłopaka… cóż, jak wszyscy wiemy, Lenny lubi mieć tajemnice… więc to wcale może szybko nie nastać, ale, ale, Lenny też umie zaskoczyć, więc kto wie XD I wyszło na to, że nic tak naprawdę nie powiedziałam XD Oj, wyjdzie w praniu :D A trzymanie się za łapki to w ogóle jest mega rozkoszna rzecz. Wczoraj znalazłam przesłodki gif… hm, może zobaczę, czy go gdzieś mam. O jest ;) http://24.media.tumblr.com/da110d51bcb9d4ce2d53953f5ce7183f/tumblr_mp21ozro4e1snstk2o1_400.gif
    To tak a propos, hehe. A Jason na koniu jak w reklamie… haha, chyba takiej „the best fails ever” XD

    Yaoistka, no niestety, Alex to zapracowany człowiek, więc jak dla Jasona nie ma czasu czasami, to tym bardziej dla konia. Ale i tak to lepiej dla niego, żeby Alex się nim zajął (bo raczej nie będzie na nim oszczędzał), niż gdyby koń został w Anglii i niewiadomo, co by się z nim stało ;)

    Saki, taaa, były chwile grozy i każdy chciał, by już się ułożyło, a teraz jak sielanka, to tylko czekamy, aż zaczniecie mówić, że przydałby się dramat, hehe XD A jak już mówiłam O. o matce. Możliwe, że się dowie, ale z Lenny’m to nigdy nic nie wiadomo. Może się starać to ukrywać do usranej śmierci XD „Planujecie w najbliższym czasie wizytę siostry Ryana?” – spoko, z siostrą coś będzie, ale nie zdradzę co ;) Ale Rose wie, że Ryanek ma faceta, ale czy że jest zakochany… no fakt, jeszcze nie, w końcu dopiero się sam zainteresowany dowiedział XD
    „Ryan wreszcie się wyspał.” – haha, cóż za urocze spostrzeżenie XD „Ile razy jeszcze wyłudzi od kochanka te słowa, zanim sam je wypowie?” – wyłudzi na pewno wiele, ale kiedy sam powie, to… no cóż, może czeka na ten odpowiedni moment.
    Taaaak, Alexa aż ciężko poznać, jak się porównuje go do tego, jaki kiedyś był. Tak przecież unikał wszelkich spotkań towarzyskich, jeśli miałby w nich uczestniczyć z Jasonem, a teraz taka zmiana. Chyba tego usocjalnienia (tak, wiem, nie ma takiego słowa XD) można pogratulować Jasonowi. Odwalił kawał dobrej roboty.
    Rush rzeczywiście lubi imponować i być tym „cool”, więc jakby Charlie miał go oglądać, to na pewno by się baaardzo postarał, żeby jeździć na koniu z pełną klasą. Co by z tego wyszło, nie wiadomo, ale chcieć to móc, jak to się mówi! I dzięki wielkie za literówkę ;)

    Adela, ja też się kiedyś spodziewałam, że koń będzie biały, a tu psikus XD

  13. saki pisze:

    Cały czas podczas czytania miałam uśmiech na ustach. Moje dwie ulubione parki. No czegóż to chcieć więcej. Wszystko się układa i aż się prosi, żeby się coś spieprzyło (pluje przez lewe ramię i puka w niemalowane drewno).

    Takiego Lena to Ryan chyba pierwszy raz widział. Ja chyba zresztą też. :) No zaniedbał synuś mamusię. Teraz musi jej to wynagrodzić. Swoją drogą ciekawa jestem, jakby zareagowała na to, że jego jedyny syn jest gejem i wnuków raczej z tego nie będzie. Mam nadzieję, że jakoś by to przełknęła. Nie wiem, nie znam jej i trudno mi sobie wyobrazić, jakie ona ma na ten temat poglądy, ale chyba prędzej czy później i tak się dowie? W końcu nie można tego wiecznie trzymać w tajemnicy, prawda?
    Planujecie w najbliższym czasie wizytę siostry Ryana? Bo ona chyba jeszcze nie wie, że jej braciszek jest zakochany? A jak mniemam, zapewne ucieszyłaby się z tej wiadomości.
    „— Ustawiasz mnie, jak chcesz. Jeszcze trochę i dojdziesz do takiej wprawy jak ona ” – Lenny pod pantoflem, hehe.
    Ryan wreszcie się wyspał.
    Te splecione dłonie… to było taaakie romantyczne. Och, gdyby Charli to zobaczył, to by chyba własnym oczom nie uwierzył :)
    Lenny i ryanowe „kocham cię”. No jego reakcja jest po prostu boska. No uzależnił się chyba :) Ile razy jeszcze wyłudzi od kochanka te słowa, zanim sam je wypowie?
    „Kocham cię” za buziaka… No co za szantaż :P Brakuje im jeszcze do gołąbków, ale nie powiem, są na dobrej drodze :)
    Oj Lenny, Lenny, nieładnie. Tak rozpalić księżniczkę i zostawić ją samą sobie do aż do południa dnia następnego? No, mam nadzieję, że mu to jakoś wynagrodzisz…

    Aleksik… no nie poznaję kolegi :) Sam z własnej woli wyszedł z inicjatywą spotkania z bratem i Charlim… I sam zaczął temat spotkania całej paczki. Pamiętam, jak kiedyś niechętnie do tego podchodził. No, robi postępy. :) Tylko czekać, aż zrobi pożytek ze smakowych gumek (mam nadzieję jednak, że zanim się przeterminują :))
    Czekam niecierpliwie na to ich spotkanko całą paczką. Jak tak teraz myślę, to większość z nich przeszła w pewnym sensie transformację.
    Jason musi się dzielić swoją królową z koniem… Nie dość, że praca, to jeszcze koń… Ale teraz, jak już się wszystko uspokoiło i wyjaśniło pracy będzie mniej, a jak Alex będzie odwiedzał konia, Jay może się zabrać z nim. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :) A i może Jasona zobaczymy na tym pięknym rumaku… Dwa ogiery, hehe. Ciekawe, co z tego wyniknie XD
    Alex i Jay żartują sobie z Rusha i jego umiejętności jazdy na koniu… no nieładnie :) Ja jestem niemal pewna, że jakby Rush się dowiedział, że jego ptaszyna chciałaby zobaczyć go na koniu, to wziąłby lekcje jazdy i zrobiłby wszystko, żeby wypaść jak najlepiej i nie zawieść kochanka. W końcu nic nie jest niemożliwe i wszystkiego można się nauczyć (z większym czy mniejszym trudem, ale jednak :D)

    „Jego kochanek jeszcze coś chwilkę mówił do Regenta, po czym także wyszedł z boku, zamknął go za sobą i ruszył do wyjścia.”- tu chyba powinno być boksu.

  14. Yaoistka^^ pisze:

    Super ^^ jak zwykle pięknie, tylko jestem bardzo smutna że Alex będzie konika widzieć tylko raz w tygodniu! powinien starać się być przynajmniej 4 dni w tygodniu. biedny konik ja bym się nim zajęła ;)

    weny! ^^

  15. O. pisze:

    Uwielbiam pierwszą parkę! No po prostu mogłabym czytać o nich godzinami !! Ale szkoda,że Lenny nie polizał, tak jak miał to zamiar zrobić :(
    Zrobi dla nich zakupy? Mam nadzieje,że coś więcej niż tylko piwo…I hahah Tess ma rację, pantofelek z Pantery xD Takie kocisko, co się tylko jednego pana słucha <3
    Ciekawe, czy zbierze się na to, by wyznać matce, że jego dziewczyna to tak naprawdę chłopak,za którym szaleje, dla którego gotów jest się zmienić (i się zmienia) i bez którego nie wyobraża sobie życia.
    Awwwww to trzymanie się za ręce! Niby drobny gest a mi aż uśmiech wypełzł na usta i w duszy! Takie ciepło od tego fragmentu biło! Widać,że z każdą chwilą/dniem robi się między nimi coraz cieplej, intymniej, emocjonalniej. Po prostu sama radość z rana! Aż zrobię sobie chyba koszulkę "Team Rynna <3 "

    Fajnie,że Alex chce się spotkać w czwórkę..Ja sobie jakiejś podwójnej randki z bratem i jego narzeczoną nie wyobrażam ;o Z resztą nigdzie od 3 lat z nimi nie byłam xD
    Też chętnie zobaczyłabym Jasona na koniu xD Jak w reklamie xD Łohoho pewnie nie tylko by Alexa zobaczył w tych ciuszkach xD Ale i by się zabawił.. xD

    Dziękuję!

  16. Tess pisze:

    Z Lennego to się taki mały pantofel robi :D To strasznie słodkie, kiedy nagina swoje zasady dla Ryan’a. Widać jak mu zależy. Może i jeszcze nie powiedział, że go kocha, ale doskonale pokazuje to przez swoje zachowanie, dla mnie to też jest bardzo ważne, jeśli nie ważniejsze.
    No i jak tak czytałam, to mi się w pewnym momencie ten kolczyk nieszczęsny przypomniał. Będzie coś o tym, czy temat uległ zapomnieniu?

    Hehe, teraz dwóch panów będzie musiało dzielić się swoimi facetami z ogierami. Will z Oficerem, a Jason z Regentem, chociaż temu pierwszemu bardziej współczuje, bo Jeff to znacznie bardziej krytyczny przypadek.
    Alex zdrowo jechał po Jasonie… Mnie by się przykro zrobiło xD Och no, po prostu niektórych rzeczy nie powinno się mówić, nawet w żartach :D

    Nie wyduszę z siebie dzisiaj nic bardziej konstruktywnego, więc kończę.
    Dodam tylko, że nie mogę doczekać się ich wspólnego spotkania.
    Weny, wena. Co tam wolicie *q*

  17. TigramIngrow pisze:

    „gdy go książę doprowadzi na wyżyny. ” – łeee, Ryan nie docenia Rusha. Wszakże ksiaże doprowadza ptaszynę na szczyty szczytów, a nie nędzne wyżyny ^^
    „Mogli długo rozmawiać, bo stajnia, gdzie teraz zamieszkał jego koń, była na uboczu, w miejscu, w którym było trochę wolnej zieleni rekreacyjnej. Mogę słuchać, ale i tak wiele nie załapię. Wiesz, studiów nie skończyłem. ” – zdaje się, że brakuje entera.
    „— Racja. Ale ten ogier mógłby zacząć ze mną chodzić na basen, by miał siłę na szybszą jazdę. I się tak nie męczył ” – jaaaaki pocisk, hue, hue ]:->
    ” Jason… On był jego szczęściem, które znalazł tutaj.” – ochhhh, jak romantycznie :3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s