Fire Dragon Tattoo Studio – 148 – Pod okiem pluszowego szczeniaka

Zapach bekonu i puszystej jajecznicy unosił się w całej kuchni. Do tego w gofrownicy piekło się ciasto. Aby obraz był pełny, ekspres właśnie mielił kawę, cicho burcząc.
Rush był z siebie dumny. Do tego też dziwnie wyspany zaledwie po kilku godzinach snu. Obudził się chyba o szóstej rano, godzinę gapił się niczym jakiś zakochany psychopata, jak Charlie śpi, aż w końcu postanowił zrobić mu śniadanie.
Takie poranki mógłby mieć codziennie. Co prawda był przyzwyczajony do tego, że to jemu ktoś robił śniadanie, ale i tak było przyjemnie. Czuł się jak w domu, choć ostatnio nie był pewien, czy było to dobre określenie. Ale teraz było tak, jak być powinno. Do tego poranek był wyjątkowo ciepły i słoneczny, co potrafiłoby poprawić nastrój nawet naprawdę niewyspanemu człowiekowi po całonocnej pracy.
Zapach z kuchni musiał obudzić Charliego, bo gdy Rush już przekładał gofry na talerz, usłyszał stąpanie bosych stóp. Zza ściany wyłonił się tatuażysta. Miał wyjątkowo rozburzone włosy i wciąż był tylko w luźnych, niebieskich bokserkach w motylki.
— Heeeej. — Uśmiechnął się do Rusha z lekkim zaspaniem, poprawiając sobie penisa w bieliźnie i podchodząc bliżej.
— Hej, kochanie. — Rush uśmiechnął się do niego, wyciągając rękę zachęcająco, aby go przytulić i pocałować na dzień dobry. — Wyspałeś się, hmm?
— Mhm. — Charlie zbliżył się do niego i przytulił. — Grzałeś i pachniałeś — dodał ze śmiechem i pocałował go.
— Bardziej niż pluszowy piesek? — spytał Grey i pocałował Charliego w czubek nosa. — Tak mi dobrze, jak na ciebie patrzę.
Tatuażysta powoli wciągnął powietrze, sycąc się obecnością kochanka. Zdecydowanie lepiej grzał niż ten pluszowy szczeniak, który teraz siedział w sypialni na półce i patrzył na nich, jak spali, jak się kochali i jak leżeli przytuleni.
— Myślałem, że umrę z tęsknoty… Mmm, i chyba robisz śniadanie, tak? — Zainteresował się, wyglądając zza jego ramienia na jedzenie.
— Tak. Obudziłem się rano jakoś wyspany. Wiesz, trochę w tym winy zmiany czasowej, ale i tak postanowiłem to wykorzystać, żeby zrobić nam śniadanie. I zobaczyć twój uśmiech — wyjaśnił Anglik, szczerząc się niczym model z reklamy pasty do zębów.
Odsunął się, aby wszystko przełożyć na talerze. Było mu błogo. Cieszył się, że cały dzisiejszy dzień spędzą razem.
Tatuażysta, widząc, że nic nie musiał robić, bo Rush postarał się o wszystko, podążył do kanapy, aby przy niskim stoliku zjeść śniadanie.
— A w ogóle, wy będziecie pracować w soboty? — zagadał kochanka. Sam miał wolne, ale nie był pewien, jak obecnie będzie wyglądać praca Rusha. W końcu teraz wszystko się zmieniało.
— Różnie z tym będzie. Jeśli trzeba będzie coś załatwiać w soboty, a nawet w niedziele, to nie będzie przebacz. Ale za to będę miał niektóre dni w tygodniu wolne. Tak mi się przynajmniej wydaje. — Rush postawił przed kochankiem talerz oraz kubek z kawą, po czym wrócił do kuchni po swoją porcję.
— I będziesz teraz pracował głównie w tej swojej firmie, czy jeszcze w rodzinnej też? — pytał dalej Charlie, podsuwając bliżej stolik, ale poczekał z jedzeniem na kochanka. Jedynie siorbnął kawę.
— Ja na pewno zajmę się swoim, a Alex… — Rush wzruszył ramionami i usiadł obok. Sam był ubrany w długie, jasnoszare spodnie od pidżamy i podkoszulkę. Z gołą klatką piersiową było mu chłodno w sutki.
— Czyli jakby co, to w weekendy mam cię szukać w twoim biurze, panie biznesmenie…? — zamruczał Charlie, nim zabrał się za jedzenie.
Rush zachichotał i pocałował kochanka w policzek. Potarł dłonią o jego udo.
— Nie mów mi już tak, bo jeszcze uwierzę. Ale! — Uniósł palec. — Będę musiał faktycznie poszukać biura. Takiego biura-biura.
— Czyli co? Dotychczas rządziliście wszystkim z Alexa apartamentu w hotelu? — dopytał tatuażysta, z wypchanymi gofrem policzkami. Wiedział, że starszy Grey stworzył sobie z apartamentu w hotelu swoiste biuro. — Nie macie jeszcze żadnej siedziby tej twojej firmy?
— Nie wiedzieliśmy, ile czasu to potrwa. I tak jakoś przez to wyszło, jak wyszło. — Rush także zabrał się za jedzenie. — Ale teraz wszystko zrobimy odpowiednio. Tak wiesz, perfekcyjnie. — Zaśmiał się szczerze i radośnie. Cieszył się, że widział Charliego. Tuż obok siebie, w tym małym domu. Dobrze mu tu było. Nawet jeśli podczas smakowitego śniadaniu rozmawiali o pracy, która mimo wszystko nie była jego ulubionym zajęciem.
— Mhm. Bo wiesz… przypomniało mi się coś… — zaczął chłopak, zerkając na niego ni to z lekkim skrępowaniem, ni to ze swoją specyficzną zadziornością.
Rush uniósł brwi z pełnymi ustami.
— Hmm?
— Pamiętasz, jak… — Charlie oblizał się i zakręcił w palcach filiżankę. — Jak kiedyś fantazjowaliśmy o… rozmowie kwalifikacyjnej? Wiesz… dogłębne pytania szefa… bardzo chcący się sprawdzić pracownik… Jakbyście znaleźli biuro, to by to bardzo… sprzyjało — skończył, zagryzając wargę i rzucając kochankowi gorące spojrzenie.
Rush aż uśmiechnął się szerzej i zarumienił.
— Chciałbyś? Tak się postarać o dobrą pracę? — spytał, na chwilę zapominając o śniadaniu.
— Bardzo — zapewnił Charlie, podniecony samą wizją wejścia do takiego typowego, surowego biura i zajęcia miejsca naprzeciwko schludnie ubranego Richarda Greya. Kręciło go to. — Moglibyśmy rozdziewiczyć twój gabinet. Jeśli w rozmowie wstępnej bym się sprawdził. — Zaśmiał się, sprośnie uwypuklając od wewnątrz policzek językiem.
— To jeszcze by się okazało. Musiałbyś się bardzo, bardzo postarać. Mamy wysokie wymagania w firmie — zamruczał Rush nisko. Specjalnie, perfidnie zaczął mówić ze swoim brytyjskim akcentem.
Jak na zawołanie, na policzkach jego chłopaka pojawiły się wypieki, a brązowe oczy zabłysnęły.
— Mam nadzieję, że się za bardzo nie zestresuję… — odpowiedział na wydechu. Musiał się napić, bo zrobiło mu się wręcz sucho w gardle.
Rush jęknął, widząc go takiego. Impulsywnie złapał go za brodę i pocałował w policzek.
— Och, Charlie. Jaki ty słodki jesteś. Nie wiem, jakbym mógł bez ciebie żyć. Usechłbym niczym kwiatek.
Chłopak poczuł przyjemne ciepło w środku po jego słowach. Przesunął dłonią po włosach i karku kochanka, patrząc w jego jasne oczy.
— Bardzo dobrze zrobiliście, że postawiliście się rodzicom. Teraz już możesz decydować za siebie.
Rush skinął głową i wrócił do jedzenia.
— Jestem ogromnym dłużnikiem Alexa. Był niesamowity w rozmowie z ojcem.
— Aż bym chciał to zobaczyć… — Charlie uśmiechnął się do siebie, również ponownie kierując uwagę na swój talerz.
— Nie jestem pewien. To było dość… przykre. — Rush skrzywił się, szukając odpowiedniego słowa. Ciężko było mu to wspominać, a w szczególności słowa rodziców skierowane do jego osoby. To, że ewidentnie go nie kochali, że tak otwarcie i bez skrupułów byli w stanie go odrzucić… Bolało go to. — Ale niczego więcej się nie spodziewaliśmy, więc nie był to aż taki szok. Choć i tak było mało przyjemnie. Wiesz, tyle dobrze, że to ojciec stracił nad sobą panowanie. Wybuchł i krzyczał, a Alex… był taki zimny, opanowany. Nie reagował na obelgi. Aż mnie tam nosiło, aby krzyknąć, że to, co robimy, nie jest chore, ale oni obaj byli przytłaczający. Dziwnie było. A matka jeszcze wpadła w histerię i w ogóle, nieciekawie.
Charlie pokiwał ze zrozumieniem głową, zapatrując się na jedzenie.
— Kontaktowali się z wami od czasu tej rozmowy?
— Nie.
Charlie nie był pewien, czy powinien się po tej odpowiedzi uśmiechnąć czy przeciwnie. Poczekał więc tylko, aż Rush skończy jajecznicę, a gdy został mu ostatni gofr, wcisnął się na jego kolana, sięgnął po wypiek i wyciągnął go do ust kochanka.
— To nie jest chore — rzucił, odnosząc się do tego, co Rush wspomniał.
Nie rozumiał tego, jak ludzie mogli miłość uznawać za coś chorego. Czym to się różniło od heteryckiej miłości? Czy ich uczucie było gorsze niż chociażby to, które łączyło Mike’a z Marg? Frustrowało go to. Tak samo jak w przypadku jego własnych rodziców. Jego ojciec nie chciał takiego syna, bo uważał to za skazę. Nieważne, że już było lepiej, bo wciąż widział, jak Ethan dziwnie na niego patrzył. A domyślał się, że rodzice Rusha i Alexa byli pod tym względem jeszcze gorsi.
— Wiem — odparł Rush i objął kochanka w pasie. Przytulił się na chwilę do niego i dopiero ugryzł podawane mu jedzenie. Uśmiechnął się ciepło. Kochał z nim być, kochał go całego i nie chciał, żeby coś im przeszkadzało w tym, co do siebie czuli.
Charlie też odpowiedział uśmiechem. Chwilę karmił Rusha, przyglądając się jego przystojnej twarzy, nim rzucił z zamyśleniem:
— Może spróbuję zaraz zadzwonić do Ryana. Czy Lenny wyszedł, czy jest… gorzej. — Opowiedział wczoraj Rushowi, co się stało, więc ten wiedział przynajmniej tyle, ile sam tatuażysta.
— A jak jest gorzej? Tak szczerze, co ty o tym myślisz, hm? Chciałeś jeszcze chyba niedawno, żeby się rozeszli.
— No… raczej wolałem, żeby sobie Ryan znalazł bardziej… zdrowego faceta — przyznał Charlie, lekko wydymając usta. Objął Rusha za szyję, by wygodniej mu się siedziało. — Ale wiesz… Gdybyś ty go widział… Ja w ogóle myślę, że Ryan serio wpadł i byłoby źle, jakby się rozpadło.
Rush spojrzał na Charliego z lekką nadzieją. Bo, jeśli było tak, jak ten mówił… to były mniejsze szanse, żeby Ryan wpadł na głupi pomysł, aby znowu zakręcić się wokół jego chłopaka.
— A ty? Co myślisz o Lennym? — zapytał Charlie ze szczerym zaciekawieniem.
Rush ściągnął brwi i zastanowił się. Chyba o tym dotąd nie rozmyślał.
— Nie wiem. Jakbym nie wiedział, to Ryan wydaje się tam… no… decydować o wszystkim. A sam Lenny. Nie zrobił chyba nigdy tak w stosunku do nas nic, za co bym go nie lubił, ale jest też dość tajemniczy. Nie wiem, co siedzi mu w głowie.
To Charlie zdecydowanie musiał mu przyznać. Chyba właśnie to trochę go w Lennym przerażało.
— Ale w sumie to tak samo jak mam z Alexem. Nie mam pojęcia, czy jak tak patrzy pusto, to właśnie mnie torturuje w myślach, czy nie. — Zaśmiał się lekko, chociaż takie myśli miał kiedyś. Teraz już mniej. Może przyzwyczajał się do Alexa albo lepiej go odbierał, od kiedy nie wypominał Rushowi jego homoseksualnego związku, skoro sam był z Jasonem.
Rush zaśmiał się i pogładził włosy kochanka.
— Już prędzej on sam się torturował, patrząc, jakiego mam przystojnego chłopaka — zamruczał z czułością. — I Ryan też. Też na pewno mi takiego cuda zazdrości.
Charlie uśmiechnął się szerzej i przytulił do niego mocniej.
— Jesteś kochany — odpowiedział i pocałował go mocno w usta. Dopiero po tym zeskoczył z jego kolan i zabrał brudne talerze oraz filiżanki, żeby dać je do zmywarki i rzeczywiście spróbować dodzwonić się do Ryana. Martwił się o niego. A chciałby się upewnić, czy u kumpla jest okej, póki nie zaproponuje Rushowi porannego numerku.
— Wiem, ty też. Pójdę po twój telefon — dodał jeszcze Rush, wstając i idąc do sypialni. W sumie po tym, jak u nich w końcu dobrze się ułożyło, nie chciał, żeby teraz problemy przeniosły się na kogoś innego.
— Dzięki! — zawołał Charlie i pochował wszystkie naczynia.
Starł jakąś plamkę po kawie na blacie i umył ręce w zlewozmywaku. A gdy kochanek przyniósł jego komórkę, pocałował go w policzek i wykręcił numer do Ryana. Chwilę słyszał pikanie, ale w końcu połączenie zostało odebrane.
— Jest… cholernie rano. Ryan śpi. Też powinieneś to rozważyć, Charlie. — Głos, który chłopak usłyszał, na pewno nie należał do jego przyjaciela. Ani do kota Jaya. A to znaczyło, że Lenny faktycznie wrócił.
Nawet nie zdając sobie z tego sprawy, tatuażysta uśmiechnął się z ulgą.
— Wyszedłeś! — wypalił i dopiero zreflektował, zerkając wymownie na stojącego obok kochanka. — Wybacz… Myślałem, że może już wstał i… No, martwiłem się.
— Nie… Mm… — Rozległ się dźwięk przeciągłego ziewnięcia. — Nie wstaliśmy. Niech odpocznie. Oddzwoni, co? — To, mimo tonu, nie było tak do końca pytaniem. Charlie doskonale czuł, że nie powinien odpowiadać inaczej niż zgodą.
— Jasne. To nie przeszkadzam już i… miłej soboty — rzucił na koniec, naprawdę czując wewnętrzną ulgę. Nie chciał, żeby teraz, kiedy bracia Grey wrócili i wszystko zaczynało się normować, Ryan i Lenny mieli jakiś kryzys. A już tym bardziej związany z zamknięciem jednej połówki za kratami.
— Dzięki. Pa. I nawzajem. A i pozdrów tego… swojego blondiego — dodał Lenny i już nie czekając na odpowiedź, rozłączył się.
Charlie odłożył swój telefon na szafkę w kuchni i uśmiechnął się do Rusha, obejmując go.
— Masz pozdrowienia od Lenny’ego. I wyszedł. Więc jest okej i możemy już myśleć nad jakimś terminem wspólnego wieczorku u Juana — zamruczał i pocałował kochanka.
— Wspólna impreza w całym gronie… — Rush westchnął z lubością. — Nie mogę się doczekać. Będzie cudownie. Już czuję w kościach.
— Mhm… Ja też — przyznał Charlie z rozmarzeniem i przesunął nosem po szyi kochanka, aż na jego miękkie włosy. Potem wsunął mu dłoń w spodnie od piżamy i ujął ciepłego penisa.
Rush westchnął i przygryzł dolną wargę, obejmując go w pasie.
— Tęskniłeś?
— Usychałem — stwierdził chłopak, odpowiadając głębokim spojrzeniem. Wręcz pieszczotliwie, z namaszczeniem, ale i dużą wprawą masował i dotykał jego członka.
— A sam o siebie dbałeś, tak usychając? — spytał jeszcze Grey, zsuwając dłoń niżej. Aż na pośladki okryte materiałem w motylki.
— Tak… Pluszak podglądał, jak mi dziurka pulsowała na palcach — odpowiedział Charlie z uśmiechem, chętnie wypinając tyłek do dłoni Rusha. Wręcz napraszał się i pomiział od spodu penisa Rusha. Samymi opuszkami.
— To teraz już mu zazdroszczę. Mogłem zamontować w nim jakąś kamerkę, jak James Bond! — Rush roześmiał się wesoło i wsunął dłoń pod bokserki Charliego. — Chodź do sypialni. Chcę się tobą nacieszyć.
— Masz na to całą sobotę… więc możemy już zacząć. — Charlie rzucił mu zadziorne, kuszące spojrzenie i wysunąwszy rękę z jego spodni, pociągnął go do sypialni.
Było mu gorąco i jeśli to tylko możliwe, to nie chciał długo wychodzić z łóżka. Chciał Rusha głęboko. A jego usta wszędzie na swoim ciele, jego dłonie gdzie się dało. I ten brytyjski, seksowny głos w ustach najseksowniejszego księcia z wszystkich bajek.
Kiedy drzwi zamknęły się za plecami Rusha, ten poprowadził Charliego do łóżka. Rozebrał go do naga i dopiero delikatnie, ale stanowczo, pchnął na materac.
— Stęskniłem się za tym widokiem. Mój piękny, kochany ptaszek.
Charlie wyciągnął się na łóżku, prezentując całe swoje wytatuowane ciało. Płomienie na jego ramionach, napis na klatce piersiowej, przebite serce i ryba koi na łydce… A do tego sztywniejący penis i długie, kasztanowe włosy spływające po bokach głowy.
— Czekał tu na ciebie, czując się bez swojego księcia jak w klatce. — Charlie zaśmiał się, lustrując go z dołu pożądliwym spojrzeniem.
Rush także się rozebrał, aż jedyne, co zdobiło jego ciało, to niewielki tatuaż ognistej rybki, który zrobił sobie do pary z Charliem. Na co dzień nie był widoczny, ale dla nich wiele znaczył.
— Mój piękny — zamruczał i klęknął na samym skraju łóżka. Ujął w dłoń kostkę kochanka i przyciągnął ją do ust, by pocałować z czułością. — Idealny w każdym calu.
Charlie zaczerwienił się po jego słowach. Czasami uważał, że Rush mocno przesadzał, ale też nie umiał zarzucić mu, że był sztuczny. Ten romantyzm był jego integralną częścią, która wyglądała na pozę jedynie na początku.
— Tęskniłem — wypalił, wpatrując się w jego przystojną twarz.
— Ja też. Nawet nie wiesz, jak bardzo — odparł Rush i powoli obcałowywał nogę kochanka. Coraz wyżej i wyżej. — Za twoim uśmiechem, za tym, jaki jesteś gorący i… Och, Charlie — jęknął, czując, jak ściskało go w sercu. Ten chłopak w tak cudowny sposób przewrócił mu życie do góry nogami. Dzięki niemu zrozumiał, co było dla niego najważniejsze.
Chłopak nagle uniósł się i złapał Rusha po bokach twarzy ciepłymi dłońmi, patrząc w jego jasne, niebieskie oczy.
— Wiedziałem, że wrócisz! — wydyszał. Mimo że przez całą nieobecność braci Grey bał się, że zostaną z Jasonem znowu sami, to gdzieś w duchu czuł, że przecież Rush by go nie zostawił. Nie mógłby.
Anglik uśmiechnął się szeroko i sam też chwycił twarz kochanka. Pocałował go namiętnie i powalił ich obu znowu na materac.
— Kocham cię.
Charlie odetchnął i objął mężczyznę w pasie nogami.
— Zobacz na dole, jak ja ciebie… — zamruczał, kusząc go i ocierając się o niego kroczem.
— Świntuszek! — Rush zaśmiał się i jeszcze raz pocałował kochanka. Nawet jeśli to było tylko kilka dni, to potwornie tęsknił.
Otarł się o Charliego i jedną ręką oparł z boku jego głowy na łokciu. Drugą w tym czasie pogładził biodro chłopaka, żeby zaraz ścisnąć jego pośladek. Ciałem tatuażysty wstrząsnął przyjemny dreszcz. A kiedy jego spojrzenie padło na ślepia pluszowego szczeniaka stojącego na szafce nieopodal łóżka, roześmiał się i schował twarz w zgięciu szyi Rusha.
— Seks ze świadkiem normalnie!
Rush także spojrzał w tamtą stronę i uśmiechnął się pod nosem.
— Już ponoć to robiłeś. Nie powinieneś się chyba wstydzić, co? — zamruczał i przesunął nosem po policzku chłopaka.
— Mhm. — Charlie wciąż śmiał się cicho. — A może dla zachowania pozorów się odwrócę, co? — Przesunął wilgotnymi wargami w górę, aż na jego ucho. — Weźmiesz mnie od tyłu?
— Mm… Może później. Na razie chcę popatrzeć — uznał Rush i cmoknął Charliego w nos akurat, kiedy palcami zawędrował na jego rowek.
Szparka od razu zareagowała, delikatnie się otwierając i zamykając, a Charlie zakręcił biodrami, niemal niecierpliwie. Odchylił nogę na bok, chcąc ułatwić mu zadanie, a sam głaskał go po karku i ramionach.
— Sięgniesz po żel? — poprosił Rush, masując wejście kochanka i przy okazji całując go po twarzy. Nie wyobrażał sobie, żeby mógł być dłużej z dala od chłopaka.
Ten mruknął coś na zgodę i na ślepo sięgnął w kierunku szafki przy łóżku. Gdy pociągnął za szufladkę, w środku ukazało się opakowanie nieużywanych przez nich kondomów i trzy butelki lubrykantów. Jeden pachniał truskawkami, drugi był dodatkowo rozgrzewający, a trzeci zwykły. Sięgnął na ślepo i podał pierwszy lepszy Rushowi.
Mężczyzna zerknął na opakowanie i uśmiechnął się.
— To będzie do ciebie tylko brakować bitej śmietany — zamruczał, podniecony i rozochocony. Na wszystko jednak był czas, a on nie chciał się spieszyć. Wycisnął więc odpowiednią ilość truskawkowo pachnącego specyfiku i zajął się rozciąganiem oraz rozmasowywaniem dziurki kochanka.
Charlie od razu poczuł, który lubrykant poszedł w ruch, bo zapach był wyjątkowo intensywny. Uśmiechnął się i rozluźnił się na dole, by Rush nie miał za dużo pracy. Chciałby już poprosić, by w niego wszedł, ale palcówka raczej była przydatna po tych kilku dniach rozłąki. Poza tym w wykonaniu Rusha była bardzo przyjemna.
— Zazdrość mnie zżera, jak myślę, że mógłbyś kiedykolwiek wybrać kogoś innego — rzucił, niemal zasysając sobą opuszek palca kochanka.
Rush na jego słowa trochę posmutniał. Pocałował go w policzek.
— To przeszłość. Teraz już nie wybrałbym nikogo innego. Nie myśl o tym — poprosił, znowu go całując i wsuwając kolejny palec. Jednocześnie otarł się penisem o ciepłe ciało ukochanego.
Charlie pokiwał głową, poddając mu się bez oporów. Jego wnętrze pulsowało przyjemnie, a sama myśl, że Rush wsunie w niego gorący członek, wprawiała go w podekscytowanie.
— Mmm… Uwielbiam seks — wypalił dość bezmyślnie, trzymając Rusha najbliżej siebie, jak mógł.
Mężczyzna uśmiechnął się kątem ust. Był szczęśliwy przy tym chłopaku.
— Ja też uwielbiam seks. Z tobą — zamruczał, wsuwając kolejny palec, skoro nie czuł oporów.
Charlie jęknął nieco głośniej i otarł się łydką o biodro i pośladek kochanka. Zapach truskawek wciąż unosił się w powietrzu.
— I to strasznie głupie, gdy przez ten żel uśmiecham się nawet do lodów truskawkowych, jak czasem Katy przyniesie do studia. — Zaśmiał się, podniecając się coraz bardziej. — Jem je w studiu, siedząc obok Jasona i Katy i myślę o tym twoim seksownym kutasie.
Rush zrobił większe oczy, po czym zaśmiał się i z rozpędu cmoknął Charliego w usta.
— Ale ty jesteś niegrzeczny, wiesz? Ale uwielbiam cię takiego. Tylko niech ci nie staje przy nich na to wspomnienie.
— Postawienie sobie zimnej miseczki z lodami na kroczu pomaga… — odmruczał chłopak, patrząc mu zadziornie w oczy i zakręcił biodrami. — Nnn… Już chcę…
Rush spojrzał między ich ciała i skinął głową.
— Rozsuń nogi — poprosił, prostując się, żeby lepiej widzieć, jak chłopak to przed nim zrobi. Kręciło go to, że nie mieli zahamowań w seksie. Że nie wstydzili się siebie i robili to tak, jak lubili.
Charlie, zupełnie nieskrępowany, zgiął nogi w kolanach, po czym dodatkowo podciągnął je pod klatkę piersiową i rozłożył szeroko, by niemal zaprosić tym widokiem swojego kochanka. Dzięki temu jego pośladki i wilgotna, truskawkowo pachnąca dziurka była bardzo dobrze widoczna. A do tego teraz lekko się otworzyła.
Rush oblizał się, jak na widok przepysznego deseru, z którym teraz Charlie bardzo mu się kojarzył. Apetyczny i do schrupania.
Pochylił się i pocałował jego udo.
— Ale słodko pachniesz. Mmm, już nie mogę się doczekać. Chcesz mnie? — spytał jeszcze, mimo że już się przystawiał do wsunięcia.
— A co, jak powiem, że nie? — Charlie uśmiechnął się chytrze i ścisnął zwieracz, przez co jego wilgotny otworek od razu się zamknął.
— To tak długo będę cię pieścić, dotykać i ładnie prosić, aż się zgodzisz. Aż będziesz chciał — zamruczał Rush nisko, nieurażony takim podchwytliwym pytaniem. Zamiast tego znowu zaczął go całować po nogach, do których miał najbliżej.
Charlie walczył przez chwilę ze sobą, żeby przedłużyć tę grę, ale nie był w stanie, bo aż go szparka swędziała na myśl, że mógł ją rozeprzeć ten cudowny penis. Otworzył więc ją ponownie i stęknął w stronę Rusha:
— Chcę, oczywiście chcę. Już, Rush. Zdominuj mnie.
Grey wciągnął głośniej powietrze. Uwielbiał go. Charlie go rozpalał, a to dodatkowo w kontekście feniksa na plecach było to bardzo… na miejscu.
— Och… Charlie. Kochanie… moje! — wydyszał i chwycił swojego penisa.
Otarł się główką o jego wejście i niespiesznie, patrząc w oczy kochanka, zaczął się wsuwać. Powoli, to wsuwając, to wysuwając odrobinę. Aż w końcu był cały zagłębiony w tym cudnym, pachnącym teraz truskawkami wnętrzu. Ujął ukochanego za szyję, splatając się z nim jak najbardziej. Od razu został objęty jego nogami w pasie i przyciągnięty jeszcze bliżej.
Charlie chwilę zaciskał się na jego członku, ale w końcu poddał mu się całkowicie i sam poruszył biodrami, zachęcając go do poruszania się.
— Tak mi dobrze… — jęknął, z mocnymi wypiekam na policzkach. — Jak… jak jesteś tak blisko… z nim w środku…
— Bo jesteśmy dla siebie stworzeni — odparł Rush i pocałował czule Charliego. Serce zawsze żywiej mu biło w piersi, kiedy na niego patrzył. — Z tobą jest mi doskonale. Najlepiej — zamruczał, całując go i poruszając biodrami spokojnie, ale dostatecznie mocno, aby chłopak czuł się „zdominowany”.
Do tego teraz już zupełnie zrezygnował ze swojego wcześniejszego pomysłu, by zrobić to od tyłu. Kiedy Rush tak nad nim wisiał, bardziej czuł się pod jego władzą, napełniony jego penisem i przyjemnie przytłoczony. Mężczyzna, jakby nie patrzeć, był od niego mocniej zbudowany i na pewno silniejszy, a to tylko wzbudzało w Charliem przyjemne dreszcze. I, jakby w kontraście do tego wszystkiego, Rush był odpowiednio delikatny i czuły. Nie mógłby znaleźć nikogo bardziej idealnego.
— Och… Mm, tam… Och, tam… tak mi dobrze… — wydyszał, falując pod nim i po kolejnych minutach już tracąc poczucie czasu.
— Mi wszędzie jest… dobrze, Charlie. Byle z tobą — zamruczał Rush i possał lekko płatek ucha Charliego, przyciskając go do siebie. Nie chciał go wypuszczać z ramion już nigdy. Kogoś, kto zaakceptował go takim, jaki jest i który tyle dla niego wytrzymał. Kochał go i uważał się za idiotę, który z początku nie zauważył prawdziwego diamentu, uganiając się za czymś innym.
Charlie uśmiechnął się do siebie błogo, słuchając tych słów. Udało mu się jedynie powtórzyć jego „byle z tobą” i znowu pod nim zafalował. Było mu tak gorąco i dobrze, a to ocieranie się o ukochanego i jego członek pieprzący go tak dobrze skutecznie wyrzucały z jego głowy wszelkie myśli. Zatapiał się w rozkoszy, coraz bardziej zbliżając do spełnienia.
Rush się nie spieszył. Mieli czas, mogli porozkoszować się sobą. Co raz więc zatrzymywał się, aby tylko całować się z kochankiem i dopiero wracał do przerwanego rytmu. Było im dobrze.
Sztuczne ślepia pluszowego szczeniaka wpatrywały się w nich, a gdy tylko Charlie tam zerkał, uśmiechał się do siebie i poddawał kolejnym pieszczotom kochanka. Odpowiadał na nie, samemu falując, głaszcząc go i całując.
Gdy wreszcie czuł, że już zbliża się do finiszu, powstrzymał się jeszcze chwilę, ściskając spazmatycznie Rusha, a gdy i ten spuścił się w nim, sam się wyprężył i również doszedł. Po tym wszystkim rozluźnił ciało i opuścił nogi, dysząc ciężko, zmęczony długim, gorącym seksem.
Rush jeszcze wisiał nad nim, oddychając szybko i płytko. Był przy tym uśmiechnięty i wpatrzony w twarz Charliego.
— Ale ty jesteś ładny. — Westchnął między kolejnymi haustami powietrza. Był zmęczony, ale szczęśliwy. To był dobry seks.
Tatuażysta uśmiechnął się do niego i odsunął z twarzy kilka długich kosmyków. Policzki miał zaczerwienione, podobnie jak Rush.
— A każdy gej by chciał, żeby go taki facet jak ty dmuchał. — Zaśmiał się w odpowiedzi.
Spróbował unieść się na łokciu, żeby go pocałować, lecz ręka mu podjechała i opadł głową z powrotem na poduszki. Od razu zakrył twarz dłonią, śmiejąc się, wymęczony. Rush mu zawtórował. Odsunął się dosłownie odrobinę, wysuwając się i kładąc tuż przy kochanku. Przyciągnął go do siebie i pocałował w policzek, tuż pod okiem.
— Ale taki facet chce dmuchać tylko ciebie — zamruczał mu do ucha, tuląc się i nawet zarzucając nogę na uda tatuażysty. Chciał go mieć przy sobie jak najbliżej.
Charlie uśmiechnął się szerzej, przytulając się do niego. Uwielbiał to świntuszenie z Rushem, które było uroczo połączone z jego przesadnym romantyzmem. Miał wrażenie, że w nim tonął i wcale nie chciał wypływać na powierzchnię.
— To zaraz druga runda… I teraz ja chcę na górze… Poujeżdżam cię… — zamruczał, przymykając oczy. Tak na moment… żeby chwilę odpocząć. Nie widział więc szczęśliwego uśmiechu, który wypłynął na usta kochanka.
— Dobrze, kochanie — odparł Rush i cmoknął go w czoło z rozkochanym spojrzeniem, analizując każdy detal twarzy tatuażysty. Czuł, że wieczorem będą musieli zamówić dużo jedzenia, bo czekał ich męczący i bardzo, bardzo satysfakcjonujący dzień w łóżku.

 

16 thoughts on “Fire Dragon Tattoo Studio – 148 – Pod okiem pluszowego szczeniaka

  1. Katka pisze:

    Saki, witaj z powrotem! :) W ogóle czuję mega wielką ulgę, że właściwie wszyscy z komentujących mówią, że nie dostali cukrzycy XD Bo ogólnie czasem jak piszemy gołąbki, to mam nie raz taki facepalm, że „Bożeee, przecież czytelnicy nas zabiją, jak nie przestaną gruchać!”, ale i tak nie da się chłopaków powstrzymać XD Dlatego fajnie, że nie przekroczyli granicy XD
    Tak, Charlie jest chyba na ten moment jedynym, który ma jakiś problem z Lennym. Nie oszukujmy się, ma ku temu podstawy i osobiście w pewien sposób mu się nie dziwię. Ale rzeczywiście, jeśli chce utrzymać dobre kontakty z Ryanem, to powinien zaakceptować jego faceta. Cóż, stara się, c zresztą widzisz ;)
    A ta scena z wyznaniem przez Lenny’ego, że kocha Ryana – hahaha, taaa, słońce to jest coś, co zdecydowanie tej dwójce pasuje. W ogóle czasem mi się wydaje, że plaża to takie ich naturalne środowisko. I bardzo uroczo to opisałaś, trochę taki szczyt romantyzmu (ciekawe, czy Lenny pobierał nauki u księcia… XD)

  2. saki pisze:

    Wróciłam! Nareszcie w sieci :) A teraz komentarz.
    Po tytule już wiedziałam, że będą gołąbki :) Dopóki się nie pojawiły, w sensie, że rozdział był cały dla nich, nie zdawałam sobie sprawy, że tak za nimi tęskniłam. Jak zwykle było słodko, ale nie do przesady. Cukrzycy przynajmniej nie dostałam… Po prostu gołąbkowo. :)
    Wydaje mi się, czy Charli, po wolutku, małymi kroczkami, ale jednak, zaczyna akceptować Lennego? Ze względu na to, że Ryan wpadł, a nie jako człowieka, ale jednak już coś… Najwyższy czas, że tak powiem. Jak dla mnie nie ma wyjścia. Przecież to na pierwszy rzut oka widać, że Ryan wpadł, a jeśli chce, żeby jego kumpel był szczęśliwy, to nie pozostaje mu nic innego, jak tylko zaakceptować Lennego i nie zachowywać się przy nim, jak przy jakimś seryjnym mordercy. Chyba tylko on ma taki problem z Lenem. Powinien wiedzieć, że Lenny nie skrzywdziłby swojej księżniczki, a i Ryan nie byłby ze swoją panterą, gdyby coś mu z jego strony groziło. Nie wyobrażam sobie, żeby Rynna się rozpadła. Nie ważne z jakiego powodu. Oni po prostu muszą być razem i żaden Charli tego nie zmieni, więc musi się dostosować.
    Czekam na „Kocham cię” Lennego. Jak dla mnie może być na plaży przy zachodzie słońca. Już to kurczę widzę. Czerwone od zachodzącego słońca niebo… Ryan cały mokry po surfowaniu wychodzi z deską z wody, siada zmęczony na piasku. Podchodzi do niego Lenny, siada obok niego na gorącym jeszcze piasku… Plaża jest pusta (a przynajmniej ten fragment, na którym się znajdują… Lenny przytula do siebie swoją księżniczkę i całuje mocno w usta, a potem szepcze mu do ucha ledwo słyszalnym głosem „Kocham cię”, a Ryankowi łezka się w oku kręci, odpowiada mu „Ja ciebie też”, a potem on go całuje, a w tle piękny zachód słońca. Na niebie nie ma chmur, słońce czerwone… Tylko Ryan, Lenny i plaża…
    Gołąbki się kochały, a pluszowy szczeniaczek podglądał. Miał normalnie miejsce w pierwszym rzędzie. Ciekawe, czy podobało mu się to co widział?

    Dobra, kończę, bo bredzę. Chyba słoneczko mnie za mocno przygrzało. Lecę czytać IOI.

  3. Katka pisze:

    IVE, siemka :D Super, że do nas trafiłaś i wielkość FDTS nie odrzuciła, a wręcz przeciwnie, z tego co widzę. Tak, wiele wątków się już rozwiązało, ale przyznam, że pisze nam się FDTS na tyle lekko i przyjemnie, że na ten moment nie mamy zamiaru go kończyć. Na pewno w końcu się finisz pojawi, ale chyba na tę chwilę możemy Cię uspokoić, że jeszcze troszkę potrwa ;) A chłopaków na pewno jeszcze czeka sporo przygód. Pozdrawiamy również serdecznie i w ogóle, rozgość się u nas :)

    Another, hehehe, bo to zawsze taki sentyment jest, że coś pierwszego, co zaczęło jakiś większy projekt, traktuje się nieco inaczej :D I dziękujemy bardzo za to polecane! :D Strasznie nam miło, a i liczę, że Twój „jeszcze martwy, pusty i osamotniony” blog się rozrośnie :)

  4. another69 pisze:

    Katka >> No jak syn pierworodny to się nie dziwie, że do niego wracacie :P U mnie jest podobnie, że stworzyłam sobie moją pierwszą postać i ją wręcz uwielbiam, ale potem doszły nowe, niektóre niestety nawet lepsze, ciekawsze i mam tego świadomość, ale i tak nigdy nie opuszczę mojego pierworodnego xD

    A tak w ogóle to muszę chyba Wam powiedzieć/napisać, że dodałam Was do „Polecane” na moim (jeszcze martwym, pustym i osamotnionym) blogu i dodałam krótki opisik, tak jak reszcie (na razie dwóm xD). Tak powiadamiam żeby nie było :P

  5. IVE pisze:

    Właśnie przeczytałam całe to opowiadanie, trafiłam na nie niedawno, i jestem bardzo ciekawa co będzie dalej, tzn. nie w sensie akcji, ale czy to opowiadanie zbliża się do końca, bo widzę, że wiele wątków się wyjaśniło czy też planujcie jeszcze pokomplikować im życie? Przez ten ostatni miesiąc zżyłam się z chłopakami, a szczególnie z Lennym. Nie chciałabym za szybko się z nimi żegnać. Życzę weny i pozdrawiam

  6. Katka pisze:

    LordKurak, spoko, teraz już wiesz, gdzie szukać ;)

    Luinlos, ładne spostrzeżenia :D No i fakt, zgadzam się, że w porównaniu do innych są na dalszym etapie, jeśli można to tak ująć. Dlatego też sceny z nimi raczej warto dozować, bo domyślam się, że ciekawsze jest dla wielu właśnie to docieranie się, takie poznawanie i budowanie związku. Charlie i Rush z kolei ten związek już mają zbudowany. Ale taka scenka raz na jakiś czas na pewno nie zaszkodzi, hehe. A skrępowanie w ich relacjach już dawno odeszło w zapomnienie :D
    Co do pokazania tego, co się stało w Anglii oczami Rusha… Taak, właśnie przyznam, że sama byłam ciekawa, co on o tym myśli, więc Charlie tym bardziej. To rzeczywiście trochę przerabianie na nowo tego, co zostało powiedziane, ale przynajmniej możemy poznać spojrzenia na to z innych stron. Większość była opisana tak na serio oczami Alexa, więc co siedziało w głowie Rusha było w sumie tajemnicą. Więc fajnie, że taka powtórka Ci podeszła.
    A gofry… Boże, marzenie XD

  7. luinlos pisze:

    To było takie kochane…
    Jak dla mnie, Gołąbki są tutaj najbardziej zgraną i ustatkowaną parą. Widać to przede wszystkim w tym, jak swobodnie się ze sobą czują. Inne pary są na etapie kiedy jeszcze czasami muszą chodzić koło siebie na palcach, badać teren czy jest bezpieczny, z czym partner czuje się komfortowo, jak daleko można się posunąć (nie tylko w łóżku, ale także w codziennych sytuacjach). I to jest przyjemne i lubię ten etap związków kiedy „jesteśmy już razem, ale jeszcze tak wiele musimy się o sobie dowiedzieć”. Ale Gołąbki… Och, oni są totalnie rozluźnieni i spokojni ze sobą. Nie krępują się, nie boją się o coś prosić, nie boją się proponować różnych rzeczy, swobodnie mówią o uczuciach i generalnie zapewniają sobie nawzajem niemal wszystko czego potrzebują. To jest takie słodkie.
    Och, nawet nie wiedziałam jak bardzo się stęskniłam za seksem z Charliem w roli głównej dopóki nie przeczytałam tego rozdziału. On jest taki słodki i naturalny i totalnie pogodzony ze swoimi preferencjami.
    Bardzo podobał mi się ten kawałek, kiedy Charlie wypytuje trochę Rusha jak się sprawy potoczyły w domu. Wiem, że pisanie takiej rozmowy to jakby trochę powtarzanie rozdziału w który to się działo, ale jednak bardzo lubię opisywanie po kilka razy tej samej sytuacji z perspektywy różnych bohaterów. Chętnie przeczytałabym taką pełną relację z pobytu w Anglii w wersji Gołąbkowej i AJ, ale szanse na to są pewnie marne.
    I, o dziwo, ani odrobinę nie miałam ochoty rzygać tęczą XD Było tak w sam raz – gołąbkowo, ale z zachowaniem zdrowego rozsądku.
    O matko, jak ja bym zjadła teraz gofry…

  8. LordKurak pisze:

    Team gołąbki forever XD
    ale ze mnie gapa, bo sprawdzałam czy tam nie ma do ściągnięcia i nie zauważyłam

  9. Katka pisze:

    Tess, aż jesteśmy zaskoczone tak pozytywnym odzewem na rozdział o gołąbkach XD Tzn. na pewno są tacy, którzy dostali próchnicy, ale fajnie, że się ogólnie podobało i rzeczywiście długi okres nieobecności gołąbków sprawił, że czytało się ok :) Ale tak, też myślę, że ATCL będzie takim powiewem świeżości w obliczu tego, co się tu ostatnio dzieje XD A to już bardzo niedługo. Aż mnie zaskakuje, jak bardzo, bo myślałam jakoś, że jeszcze trochę czasu do tego, a tu już za kilka tygodni.

    Tigram, „Jeśli chodzi o rozkoszność Gołąbki są już marką samą w sobie :D” – hahaha, co nie? W ogóle jakoś zauważam, że kiedy tylko jakaś parka zaczyna wkraczać na sielankę, to od razu jest porównywana do gołąbków. Więc w Twoich słowach jest dużo prawdy XD Ach, a co do Alexa, to okrutna jesteś! Biedny Charlie, miałby nadzieję, że go nie widać spod biurka XD

    LordKurak, ojej, od razu jak zobaczyłam Twój nick, to mi się przypomniało, że byłaś zwolenniczką gołąbków! :D No i fajowo, że udało się pozytywnie zaskoczyć długością sceny z gołąbkami :) Ich fanom w końcu też się coś należy. A co do Twojego pytania, ciężko powiedzieć dokładnie ile Charlie i Rush ze sobą są. Znają się plus minus 310 dni (tak, liczę to XD Już drugi raz nie popełnimy tego błędu, że po kolejnych 100 rozdziałach nie wiemy jaka jest pora roku XD). Zatem rok jeszcze nie minął, ale spoko, z rodzicami na pewno coś będzie. Jakoś dziwnie czujemy sympatię do Ethana, tatusia Charliego, mimo że jest przeciwny gejom XD Błąd zaraz pędzę poprawiać ;) A ściągnąć opowiadania można ściągnąć, ogólnie są w PDF i linki są do nich na każdej podstronie opka, zobacz np. w FDTS http://firedragontattostudio.wordpress.com/opowiadania/fire-dragon-tattoo-studio/ zjedź sobie na sam dół, pod spis treści i tam masz OPOWIADANIE W PDF – wciskasz i przekseruje Cię do miejsca, z którego możesz ściągnąć. I tak z resztą opków też jest ;) A przynajmniej z tymi zakończonymi i z bonusami. I oczywiście dzięki za komenta! :)

    Kan, mam nadzieję, że dobrze się czytało! :) Och, i serio nas cieszy taki entuzjazm na widok gołąbków.

    Aoi, Rush ma swoje wady, ale zgadzam się, że w wielu kwestiach jest „idealny”. Taki facet troche nierealny, jak z jakiejś okładki, książę z bajki normalnie. Śniadankiem do łóżka chyba nikt by nie pogardził :D A taki potrójny ślub to… matko, nie wiem, kto by to zniósł, haha. Tyle słodyczy na raz… Chociaż Rush i Charlie mogliby swoim romantyzmem przesłonić resztę, więc nie wiem, czy to dobre dla wszystkich XD A co by było, jakby Rush zdradził Charliego… snif… Smutno by było, nie wiem sama, czy by Charlie wybaczył… A poniedziałek nawet udany, jeśli nie liczyć wczesnej pobudki i 6,5 h w pociągu niczym w saunie XD Mam nadzieję, ze Twój minął okej ;) Pozdrowionka!

    Another, Ty to się potrafisz rozpisać! XD Chyba zaczynasz pobijać swoje rekordy, co jest faaaaajne! Tak, Charlie i Rush to nasza pierwsza parka, w ogóle Charlie to mój „syn pierworodny”, postać, którą stworzyłam jako pierwszą, więc oczywiście, że nie mogli zniknąć na dobre XD I w ogóle śmiechowo, jak się da porównać siebie do postaci, czy tak jak mówisz np. do swojego chłopaka. W sumie nie wiem, chyba to nawet na plus działa, przynajmniej postać staje się czytelnikowi bliższa ;) A i mam nadzieję, że Charliemu uda się ucieleśnić swoją fantazję o seksie w biurze i nie będziecie musieli jej sobie tylko wyobrażać (no, w sensie poczytacie, a nie, że pozostanie jako niedopowiedzenie XD).
    A propos fragmentu o Rynnie – hehehe, jak to krótka scenka potrafi sprawić, ze czytelnik sobie dopowiada resztę XD Ale myślę, że całkiem trafnie to zrobiłaś i rzeczywiście tak wyglądał poranek Ryana i Lenny’ego :D
    Och i temat Rusha zdradzającego jak widzę wraca. Cóż, zmienił się nam facet, więc możemy mieć nadzieję, ze już jego ekscesy się nie powtórzą, chociaż nigdy nic nie wiadomo. Pokusa jest wszędzie. Byle Rush myślał kiedy trzeba głową, a nie główką XD A z rodzicami Charliego coś się na pewno kiedyś pojawi, ale wpierw akcja musi się tyć uspokoić po tym wyjeździe Greyów.
    Hehe, i fajnie, że zdjęcia na tumblr się podobały ;) Trzymamy kciuki, byś mogła się wybrać do Berlina. Szału wieeeelkiego nie ma, ale naprawdę miło wspominamy :D Więc ogólnie rzecz biorąc polecamy. Pooozdrowionka! ;)

  10. another69 pisze:

    Od czego by tu… Dobrze, że nie pokusiłam się o to, by poprosić o rozdział wcześniej, coś mi się wydawało, że będzie ta parka xD Lubię ją, w końcu to chyba pierwsza parka w opowiadaniu, nie? Nie licząc tych wcześniejszych akcji z Charlim i Ryanem, ale związek to raczej nie był. Jednak nie jara mnie ona na takim poziomie jak chociażby Rynna czy Alex i Jason (nie mają jeszcze swojej nazwy? Trzeba coś wymyślić). No ale dobrze, że ich trochę daliście, bo jednak nie można o nikim zapominać ;p Ostatnio głównie skupialiśmy się na innych parek, a oni byli gdzieś z boku.
    Jak ja bym chciała, żeby ktoś zrobił mi takie śniadanko ;_; A potem jeszcze seks. Zapomniałam już jak fajny jest ich seks… Rush jest seksowny i przypomina mi mojego chłopaka, silny i o wiele ode mnie większy, a jednak bardzo delikatny. To fajne… A Charlie za to taki zboczony i ciągle napalony xD Bez żadnych zahamowań chyba xD Jak ja cholera xD Tylko my na szczęście nie gruchamy, tego bym nie zniosła ;p Ale w ich wypadku to urocze heh.
    Zawsze mi się podobali tacy nieogarnięci z rana faceci. Rozburzone włosy, same bokserki (w motylki hahahaha xD) i jeszcze do tego tatuaże na ciele, seksownie… No może gdyby to nie był Charlie, który w moich oczach jest za słodki by być moim seks ciachem xD Ale i tak pozazdrościć Rushowi takiego widoku rano.

    Ten pomysł z seksem w biurze i zabawą w szefa i gościa starającego się o pracę… Ojjjj tak, chcę tego! Już pisałam tu, że uwielbiam takie zabawy xD Granie i udawanie, wcielanie się w jakieś postacie. To może być baaardzo dobre *,*
    A gdyby tak ich Alex przyłapał xD Albo lepiej, Alex z Jasonem, bo Jason też by wpadł na pomysł rozdziewiczanie biura xD
    Moja wyobraźnia wariuje :D

    Oczywiście przez tą króciutką rozmowę z Lennym już nabrałam nadziei, że jeszcze w tym rozdziale coś o nich będzie… Uh, no niestety, trzeba uzbroić się w cierpliwość :D Wyobrażałam sb jak Lenny mówi tym swoim zaspanym, murzyńskim głosem (tak sb wyobrażam jego głos xD) do słuchawki, a obok na brzuchu leży Ryan bez koszulki, zakryty tylko od połowy pleców, ręce ma pod poduszką, a twarz w nią wgniecioną i leży tak jak zabity, pochrapując cicho xD A Lenny odkłada słuchawkę i kładzie się znowu obok, kładąc mu dłoń na opalone plecy i tak sb leżą, a przez okno wpadają promienie porannego słońca i jest pięknie *,* Serio, zaczęłam sb to wyobrażać i całkiem przestałam ogarniać, że czytam nadal o innej parce xD

    „To, że ewidentnie go nie kochali, że tak otwarcie i bez skrupułów byli w stanie go odrzucić… Bolało go to.” – Żal mi Rusha bardzo. Oczywiście Alexa też, pod paroma względami miał gorzej, ale mnie dobija to, że Rush był ciągle tą czarną owcą. To smutne, że naprawdę nigdy w niego nie wierzyli, przynajmniej nie ojciec i jeszcze teraz wyszło, że go nie kochają. No może gdzieś ta miłość jest, ale ukryta za bardzo grubą warstwą lodu. Dobrze, że teraz ma Charliego, który daje mu bardzo dużo ciepła. W końcu to feniks ;p Zasłużył na miłość, chociaż początki były kiepskie, bo moje postrzeganie zdrad jest takie jak Ryana. Jestem na to strasznie uczulona :/ Ważne, że Rush odpokutował i chyba jak na razie nie zapowiada się na to, by zdradził.

    No i ja też czekam na kolejne sceny z rodzicami Charliego, może być ciekawie ;p Jak na razie jego są najbardziej tolerancyjni patrząc na całą paczkę. Nie może w takich stopniu jak powinni wg mnie, ale ważne, że się starają, co nie?

    Chociaż jeszcze nie wiadomo jaka jest matka Lennego i jak zareaguje na wieść, że jej syn jest gejem, o ile się dowie.

    Chyba za bardzo się rozwijam w tym komentarzu, długi coś wyszedł xD

    Bardzo fajne zdjęcia wstawiłyście na tumblra, też bym chciała tam być *,* Niestety jak na razie dupy nie ruszyłam za Polskę.

    I nie mogę się doczekać zapowiedzi ATCL! Szkoda, że tym samym IOI zbliża się ku końcowi.

    Dobra, spadam xD Słońca Wam życzę i wszystkim tu zebranym :P

  11. Aoi (@Aoibakauke) pisze:

    ahhhhh nareszcie sie doczekałam, moja dwa słodkie gołąbeczki znowu w akcji, seksowne, przesłodkie i takie ahhhhhhhhhhhhhh aż mi brak słów.
    Rush mój ty ideale…śniadanko zrobi, wytuli, wycałuje, pogrucha i porucha xD…ideał ! Już chce widzieć jak Charlie zawita w biurze Richarda ojjjj będzie się działo…padłabym jak by Alex ich przyłapał o.O
    Musieli strasznie za sobą tęsknić biedactwa ale teraz będzie już jak w bajce, jeszcze tylko ślubu brakuje, niech zrobią podwójny z Majkim xD i Alex ze smokiem do tego jeszcze by pasowali, Alex w sukni ślubnej hahhaa.
    Ten rozdział zaspokoił moja potrzebę na taką ilośc słodyczy na najbliższy tydzień.

    Jak czytałam rozdział to nagle pomyślałam sobie co by bylo jak by Rush zdradził Charliego…czy by zostało mu wybaczone czy nie…o czym ja myśle buuuuuu.

    Weny, udanego i miłego poniedziałku o ile poniedziałek może byc miły i udany xD :*

  12. kan pisze:

    Patrząc na tytuł wiedziałem już, że będzie o słodkich, ociekających słodkością gołąbkach :D A teraz do czytania ;d

  13. LordKurak pisze:

    Awwwwww gołąbki… i to jak zwykle cudownie przesłodzone *__* tylko czekać aż Rush się oświadczy.
    Jak ja usychałam z tęsknoty za nimi, byłam już psychicznie przygotowana, na to, że będzie tylko krótka wzmianka o nich, a tu cały rozdział.
    Kocham Lennego że tak szybko zakończył rozmowę.
    Tak w ogóle to ile oni już są ze sobą? Zastanawiam się, kiedy minie ten rok (o ile dobrze pamiętam) po którym ojciec Charliego mówił, że zacznie się cieszyć z ich związku (czy jakoś tak). Bo będą jeszcze sceny z rodzicami? (do wiadomości nie przyjmuję żadnej innej odpowiedzi niż tak)
    „Sam był ubrany w długie, jasnoszare spodnie od pidżamy i podkoszulkę. Z gołą klatką piersiową było mu chłodno w sutki.” straciłam dobre 3 minuty zastanawiając się jak podkoszulka może być z gołą klatką piersiową. Chyba brak snu mi nie służy.
    „Tak, zdecydowanie lepiej grzał niż ten pluszowy szczeniak, który teraz siedział w sypialni na półce i patrzył na nich, jak spali, jak się kochali i jak się leżeli przytuleni rankiem.” jest niepotrzebne się

    TigramIngrow przez Ciebie wyobrażam sobie teraz rozmowę Alexa i Rusha z Charliem pod biurkiem. Czuj się winna :P

    i mały spam, wydawało mi się że gdzieś, kiedyś widziałam że można ściągnąć poszczególne opowiadania? Byłabym wdzięczna za podpowiedz, bo przez moje wrodzone lenistwo nie chce mi się kopiować pojedynczo każdego rozdziału na ciężkie czasy z niepewnym dostępem do internetu :P

  14. TigramIngrow pisze:

    Poprawianie penisa w bokserkach w motylki :3
    Rozespany Charlie jest słodki.
    Jeśli chodzi o rozkoszność Gołąbki są już marką samą w sobie :D
    I lubię tego typu rozmowy. I to bardzo. Takie przyjemnie pikantne, lekko pobudzające.
    A wyobrażacie sobie rozdziewiczanie biura Rusha i nagłą wizytę Alexa? Hue, hue….]:->

  15. Tess pisze:

    Aaa, i znowu mi głupi uśmiech na buzie wpłynął :D
    Dopiero w trakcie czytania tego rozdziału zdałam sobie sprawę, jak dawno ich nie było. Tzn. byli, ale jakoś tak nie zajmowali całego tekstu, o to mi chodziło. No i… Stęskniłam się. Oni są tak idealną parą! Charlie jest uroczy, Rush to romantyk. Samemu by się tak chciało.
    Rzeczywiście we wszystkich opowiadaniach się ostatnio dobrze dzieje, żadnych konfliktów, wszyscy się kochają. Żyć nie umierać. Dlatego nie mogę doczekać się drugiej części ATCL, właśnie jestem na 30 rozdziale i zakochuje się w tym opowiadaniu od nowa. Chociaż nie wiem jak zareaguje na ostatni rozdział. Mam nadzieję, że nie przeżyje tego tak jak poprzednim razem.
    Zaczęłam pisać o innym opowiadaniu, więc kończę xD
    Weny!

  16. another69 pisze:

    ” Z gołą klatką piersiową było mu chłodno w sutki.” – słodkie i seksowne xD
    Oh, dotrwałam do 24… Resztę komenta dam jutro… Znaczy dziś, później.
    I wiedziałam, że będzie ta parka, no wiedziałam… xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s