In Out In – 25 – Dedukcja, mój przyjacielu, dedukcja

James przysypiał na kanapie w salonie. Na brzuchu leżały notatki, jedna rozłożona książka, a druga wbijała się mu w bok, bo zsunęła się między jego ciało a kanapę. Chyba przygotowywanie się do lekcji w pozycji leżącej nie było wcale takim dobrym pomysłem, jak myślał. Nawet włączony telewizor nie pomagał.
Nie usłyszał kroków, gdy Walt wrócił z pracy do domu. Prawnik za to, widząc go tak drzemiącego, uśmiechnął się do siebie z rozmarzeniem. Patrzył chwilę z góry na swojego partnera i wyszedł do kuchni, aby zrobić sobie kawę, bo sam czuł się jakiś ospały. Wrócił już z gorącą filiżanką i przykucnął przy kanapie, tuż przy głowie nauczyciela. Obserwował jego spokojną twarz i popijał kawę w ciszy.
Kiedy kochanek go wyczuł, szybko i nagle się poderwał. Odetchnął z ulgą, kiedy poznał Waltera. Zamruczał ze złością na siebie i potarł oczy.
— Śniło ci się coś złego? — zaniepokoił się prawnik, widząc tak gwałtowną reakcję. Zabrał przy tym jedną z książek i odłożył na stolik.
Nauczyciel pokręcił głową, po czym ziewnął, starając się jakoś powstrzymać.
— Nnnn… Nie. Po prostu miałem nie usypiać. Nie wiesz, na ile urwał mi się film?
— Nie wiem, kochanie, dopiero wróciłem. — Walt wychylił się i pocałował go w policzek. — Jeśli nie chcesz już spać, może też się napijesz kawy?
James zamruczał zupełnie uroczo z nieszczęśliwą minką i skinął głową.
— Już, już. Wstanę i sobie zrobię. Jadłeś kolację? — spytał, zerkając na zegarek.
— Nie, ale mam cały woreczek rogalików francuskich, to zjemy do kawy. I siedź, zrobię ci. — Walt zatrzymał go, uśmiechając się maślanie do siebie, urzeczony swoim słodkim kochankiem. Uniósł się i siorbnąwszy jeszcze swojej kawy, odstawił ją na stolik i powędrował do kuchni.
James odprowadził go lekko zaniepokojonym wzrokiem. Walter dopiero co wrócił do domu, musiał być zmęczony, a i tak go wyręczał. Powinien pomyśleć wcześniej i zrobić mu jakąś kolację…
Kiedy prawnik wrócił do salonu, wcale nie wyglądał na niezadowolonego. Przeciwnie. Uśmiechnął się czule do Jamesa i postawił przed nim na stoliczku kawę z dużą warstwą pianki. Dodatkowo miał ze sobą papierową torebkę, z której pachniało świeżymi wypiekami.
— Przygotowywałeś się do lekcji? — zapytał, wskazując głową na książki i przysiadając na fotelu zaraz obok kanapy.
James skinął głową, biorąc od razu kubek.
— Mhm. Mam jutro temat, za którym nie przepadam, więc wolę się przygotować. Bo to nie tak, że nauczyciel zawsze wszystko wie — podzielił się z kochankiem swoją wiedzą. — A ty nie jesteś zmęczony? Nie chcesz czegoś ciepłego do jedzenia, a rogaliki zostawić sobie na deser?
— Mmm, nie chce mi się nic robić. A rogaliki cudnie pachną. Wziąłem takie „mini”, żebyś też zjadł. — Zachichotał, sięgając po torebkę i wyciągając ją zachęcająco do Jamesa.
Ten przełknął ślinę, mając nadzieję jeszcze przez chwilę, że Walter nie zaproponuje.
— Strasznie chcesz, abym ci utył — odparł i z bólem serca sięgnął po jednego rogalika. Mimo tego, że ogólnie mało jadł, to słodkie wypieki nawet lubił.
— Są naprawdę nieduże — stwierdził Walt i sam poczęstował się wypiekiem. Potem odłożył torebkę na stoliczek i zagryzając rogalika, popijał kawę. — A co to za temat, którego nie lubisz? — dopytał ze szczerym zaciekawieniem.
— Odwzorowania kartograficzne. Przeliczenia siatek i w sumie taka matematyka — James wyjaśnił dość ogólnie, nie chcąc się wdawać w szczegóły. — A rogaliki małe, ale i tak słodkie. Dziękuję, ale jeden mi wystarczy. — Uśmiechnął się przepraszająco, widząc, że mało ich kochanek nie kupił.
Walt spojrzał szczenięco na torebkę, a potem na kochanka, ale w końcu skinął głową.
— Dobrze, Jimmy, nic na siłę. Ale za karę musisz mi usiąść na kolanach… — Uśmiechnął się do niego lekko z rozbawieniem.
Drugi mężczyzna pokrył się rumieńcem, cały czas trzymając między wargami słodki wypiek. Odparł, kiedy przełknął.
— To nie kara — burknął pod nosem, speszony, ale wstał, aby to zrobić.
Walt tylko uśmiechnął się szerzej i złapał go za dłoń, by ściągnąć sobie na kolana. Wcześniej musiał wpakować cały rogalik do ust, bo miał w drugiej ręce filiżankę.
— Mmmm! — mruknął głośno, uszczęśliwiony i wciąż z jedzeniem w ustach, cmoknął kochanka w policzek.
James objął go za szyję ramieniem i sam też się uśmiechnął.
— Jak ci minął dzień?
— Dobrze. Miałem dzisiaj rozprawę w sądzie i razem z klientką udało się nam wygrać. Odebraliśmy prawa rodzicielskie niedobremu tatusiowi — odpowiedział Walt, głaszcząc plecy swojego faceta nisko nad tyłeczkiem.
— Mówisz, jakby to była zabawa. Chyba tak nie myślisz? — James nie reagował na gest negatywnie. Było mu wręcz przeciwnie, bardzo miło, że Walter tak go obejmuje. Bo byli w zaciszu domowym, sami ze sobą, a mężczyzna był tak przyjemnie ciepły.
— Zabawa? Jimmy, ten facet znęcał się nad żoną i dziećmi przez cztery lata małżeństwa. Nie sądzę, by to była zabawa, ale po czymś takim nie dziw się, że się cieszę, gdy udało się go odsunąć od rodziny — odpowiedział poważnie prawnik.
— Bo… — James speszył się lekko. — To przez to „niedobremu tatusiowi” — wytłumaczył się.
— Mhm, może nie powinienem ironizować w takiej sprawie. — Walt westchnął, pocałował go w policzek i odsunął mu z czoła mysie kosmyki. — Jimmy… myślałem ostatnio o…
Nauczyciel spojrzał pytająco na kochanka swoimi piwnymi, ufnymi oczami.
— Hm? — spytał, skubiąc ze smakiem rogalik. Nie lubił się zapychać jedzeniem, ale… ten już nawet mu się kończył. I był dobry. Może jednak weźmie drugi…?
— Chcesz jeszcze? — zagadał Walt, nim podjął temat i sięgnął po papierową torebkę z rogalikami, by mu ją podać. — A myślałem o tym, co ostatnio cię pytałem. O… specjalne miejsce, pamiętasz? — zaczął delikatnie.
James skinął głową. Kiedy Walter od razu nie domyślił się, czy chodzi o rogaliki, czy pamięta, dodał:
— Tak i pamiętam. — Po tym sięgnął po drugi wypiek.
— Więc… Pomyślałem, czy nie chciałbyś pojechać ze mną na jakiś weekend do Saint Paul. Wyjechalibyśmy po twoich zajęciach piątkowych i wrócili w niedzielę wieczorem. To przez to jezioro, o którym mówiłeś. — Walt zachichotał cicho, wpatrując się szczenięcym wzrokiem w Jamesa.
Nauczyciel zrobił większe oczy, zaskoczony propozycją.
— Że… tak na weekend? Chcesz… — urwał, bo nie wiedział, co mieliby tam robić. — Masz jakieś plany?
— Mhm… ale to tajemnica. — Walt aż nabrał lekkich rumieńców, starając się za szeroko nie uśmiechać.
James ściągnął brwi w pytającej minie.
— Och… Okej. Rozumiem. Mam coś przygotować?
— Nie… chyba nie. Weź jakąś ładną koszulę — zasugerował prawnik. — Tylko… nie wiem, czy chcesz jechać do rodzinnego miasta. Jestem gotów zmienić plany, jeśli wolisz tego uniknąć — zaznaczył, wiedząc, jak rodzina Jamesa go odbierała. Bardzo negatywnie, a mimo że Saint Paul, jako stolica Minnesoty, było dużym miastem, to nie chciał go za bardzo narażać na stres spotkania krewnych.
— Jeśli nie będziemy się z nikim widzieć… to… no, nie ma problemu — odparł James, wtulając się w kochanka. — Chcesz iść na jakąś sztukę? — spytał jeszcze odnośnie tej ładnej koszuli.
— Sztukę…? — Walter nie zrozumiał i zamrugał, popatrując na niego swoimi jasnymi, ciepłymi oczami. — Nie… Chcę… chcę zrobić dla ciebie coś specjalnego. Ale dowiesz się dopiero na miejscu. Hm? Zaufasz mi, Jimmy?
Ten znowu tylko spojrzał na niego pytająco, ale skinął głową. Walter uśmiechnął się lekko i wsunął palce pod jego koszulę.
— Prawie rok, hm? Pamiętasz, jak spacerowaliśmy wzdłuż jeziora?
James zarumienił się delikatnie na uczucie palców na skórze.
— Tak…
— Zasnąłeś, gdy chciałem cię odwieźć do domu… Byłem w szoku, jaki jesteś lekki, gdy cię niosłem do hotelu. — Prawnik zachichotał cicho, wpatrując się w niego rozkochanym wzrokiem, a ten aż mocniej zaczerwienił się na twarzy z zakłopotania.
— Jesteś okrutny, że mi to wypominasz. Zmęczony byłem… całym dniem i… — Westchnął i pocałował Waltera w policzek. — Przepraszam za kłopot, ale chyba nie byłeś za bardzo rozczarowany?
— Żartujesz? Jimmy, nie chciałem cię w ogóle wypuszczać z tego hotelu. Ale wtedy byłeś szczuplejszy, wiesz? Może przez przemęczenie — dodał Walt z lekką troską, przesuwając nosem wzdłuż jego szczęki.
— Ale… to dobrze czy źle? — spytał mężczyzna, zerkając na twarz kochanka. Dobrze się czuł z obmacującymi go dłońmi.
— Hm? Dobrze, że teraz wyglądasz zdrowiej. Wtedy byłeś cały roztrzęsiony, a teraz… czuję, że w ogóle nie spinasz się w moich ramionach. — Walt uśmiechnął się delikatnie i skubnął wargami jego policzek.
— Bo… — James zaczął, ale nie znalazł żadnej rozsądnej odpowiedzi.
— Hmmmm?
— Bo… No, dobrze mi w nich.
Zauroczony Walt westchnął głęboko. Sięgnął powoli do guzika w koszuli Jamesa, ale uprzednio zerknął mu pytająco w oczy.
— Mogę…?
James oblizał usta i skinął głową. Nie chciał burzyć nastroju.
Pierwszy guzik jego koszuli został powoli rozpięty, a wilgotne usta Walta musnęły kościsty obojczyk. James patrzył przy tym na kochanka, w ogóle go nie pospieszając. Wręcz przeciwnie, z radością w sercu patrzył, jak ten delikatnie go dotyka. Robił to naprawdę bardzo powoli i subtelnie. Rozpinał mu niespiesznie koszulę, odkrywając kolejne centymetry ciała nauczyciela. Był nim urzeczony. Było takie… jasne, szczuplutkie… czasami wydawało mu się tak kruche, że bał się, że je zmiażdży, a i tak wiedział, że James był w stanie wiele znieść. Sam miałby spore problemy, by chociaż zdzierżyć te klapsy, które tak lubił jego kochanek.
— Mój — szepnął bardziej do siebie niż do nauczyciela i przytknął policzek do jego nagiej już klatki piersiowej. Słyszał, jak serce w niej głośno bije. Głośno i szybko, jakby ten czymś się denerwował. Zrozumiał to dopiero, kiedy usłyszał bardzo cichy szept nauczyciela.
— …iąż mnie.
W oczach Walta pojawił się błysk pożądania, a po ustach przemknął język, zwilżając je.
— Głośniej — zażądał, wpatrując się wręcz nachalnie w jego usta.
James zaczerwienił się jak zdrowy pomidor. Zrobiło mu się przy tym bardzo, bardzo gorąco.
— Zw… zwiąż… mnie — wydusił z trudem, ale już głośniej.
Udało mu się tym sprawić, że w spodniach Walta członek zadrżał i zesztywniał. Sam mężczyzna za to raptownie się podniósł, trzymajac przy tym Jamesa za pośladki. Od razu ruszył z nim do sypialni, całując namiętnie jego słodkie usta. James pisnął w nie cicho, obejmując Waltera szczupłymi ramionami. Zawsze miał ten dziwny dyskomfort, kiedy był tak noszony, a jeszcze mógł chodzić. Ciężar mu spadł z serca, kiedy kochanek nie zareagował źle na jego propozycję. Wręcz przeciwnie, wyglądał na bardzo rozochoconego tą prośbą.
— Jimmy… To tak strasznie podniecające, że ty tego chcesz — wydyszał cicho w jego usta, wchodząc z nim do sypialni i od razu upadając z nim na łóżko.
James uśmiechnął się nerwowo, ale nie dlatego, że mu to zaoferował, nie dlatego, że tego chciał, tylko zastanawiał się, jak Walt sobie poradzi.
— Cieszę się… że ty też…
— Mmmm… — Walt przesunął ustami po jego skórze, cmoknął blady sutek i wstał. — Rozbierz się!
James spojrzał na niego w górę swoimi piwnymi, pełnymi emocji i potrzeby oparcia oczami. Skinął głową i palcami jak u pianisty zaczął rozpinać własne spodnie.
W tym czasie Walt zaczął szperać w swojej szafie pełnej „skarbów”. Co chwilę wyposażał ją w nowe różności, ale nie zdążyli jeszcze większości z Jamesem wypróbować. Tak naprawdę seks z zabawkami uskuteczniali sporadycznie. Nie było zazwyczaj czasu, więc jeśli już, korzystali z dilda lub kulek analnych. Większe zabawy zarezerwowane były na weekendy, a czasem i tak po prostu… się kochali.
Prawnik był w pewien sposób uradowany myślą, że będzie mógł wykorzystać kolejny gadżet. Wyciągnął więc z szuflady długą linkę do wiązania i odwrócił się znowu do kochanka. Ten już siedział na łóżku nago. Bez skarpetek, bez bielizny i tylko patrzył na kochanka, cały czas ssąc lekko dolną wargę. Ramionami oplótł kolana i łydki.
— Robiłeś to… kiedyś z kimś?
Walt zatrzymał się w pół kroku i popatrzył na linę.
— Nie. Patrzyłem tylko na Internecie, jak robić odpowiednie supły. — Uśmiechnął się nieco przepraszająco. — A ty?
James nie miał chyba siły mu odpowiedzieć, więc tylko skinął głową.
— Czasami czuję się przy tobie jak nastolatek przed pierwszym razem — przyznał jego kochanek, zbliżając się do niego. — Na brzuch.
— Nie czuć tego — odparł James i wykonał posłusznie polecenie. — Radzisz sobie.
Walt poczuł się pewniej po tych słowach. Widział oczywiście, jak nauczyciel reagował, jak wił się z rozkoszy, gdy się kochali. Mimo wszystko wciąż tak naprawdę robił pierwsze kroki w tym całym ostrym seksie i miał nadzieję, że więcej będzie sukcesów niż potknięć.
Tymczasem usiadł na udach Jamesa i już bez słowa zaczął obwiązywać mu nadgarstki. Robił to ze skupieniem godnym takiego, jakie prezentował na sali sądowej. Przypominał sobie wszystkie ruchy, które oglądał na filmikach i chyba nawet supeł wyglądał podobnie.
James pokręcił nadgarstkiem, sprawdzając, czy kochanek nie zaciska mu ich za mocno. Czy wiąże odpowiednio. I wahał się długo, aby coś powiedzieć. Na tyle, że Walter już zabrał się za jego drugą dłoń.
— Jak… jak coś, to pytaj.
Prawnik trochę się speszył takimi słowami w momencie, kiedy to on miał całkowicie i bezdyskusyjnie przejąć kontrolę. Mimo to, nie dziwił się Jamesowi, który miał prawo być podenerwowany, poddając się osobie, która dopiero się tego uczy.
— Mhm — odpowiedział jedynie i związał mocno obie ręce kochanka. Następnie zaczął przeciągać linę wzdłuż jego rąk, by dotrzeć do szyi. Nie był pewien, czy dobrze pamięta sposób wiązania, ale widział niedawno ciekawe połączenie liny oplatającej szyję z tą na nadgarstkach. Nie dość, że krępowało to ruchy, to jeszcze lekko podduszało, gdy pasyw za bardzo się wiercił.
James, czując jego dłonie tuż przy szyi, lekko się spiął, ale po sekundzie zdał sobie sprawę, że jest to przyjemne zdenerwowanie. Na ile mógł, na tyle uniósł w górę klatkę piersiową i poruszył się całym ciałem pod Walterem. Zamruczał zachęcająco.
Poczuł ciepłe dłonie gładzącego ramiona i szyję, nim zdecydowanie nie oplotły jej liną. Walt był bardzo skupiony i ostrożny, kiedy następnie prowadził ją w dół. Miał nadzieję, że odpowiednio wyważył nacisk, gdy połączył ją supłem z więzami na nadgarstkach.
— Jesteś cały mój…
— Mhm… cały — James jęknął nisko, łapiąc głębszy oddech i sprawdzając, jak najwygodniej się ułożyć. Żadna pozycja nie była idealna, co od razu wywołało u niego niezdrową ekscytację.
Walter, który sam był strasznie podniecony tym, jak James się wiercił, przemyślał jeszcze jedno ułożenie. Trwało to kilka sekund, ale wreszcie, z dużym zdecydowaniem, związał mu najpierw nogi w łydkach, by następnie zgiąć je i połączyć z więzami na udach. Przez to jego seksowny, zaczerwieniony kochanek nie mógł wyprostować nóg.
— Gotowy do zabawy — ocenił prawnik, lustrując go z góry pożądliwym spojrzeniem. W jego własnych spodniach stał już spory namiocik.
James zawiercił się na pościeli, zginając ciało na boki. Tak miał największe pole manewru.
— Walter… — wydyszał, znowu ssąc swoją dolną wargę.
— Mmm? Co kochanie? — zamruczał jego partner, gładząc jasne, wypięte pośladki. Co raz przesuwał przy tym palcami po jego rowku.
— Nic… dobrze… — jęknął James, zmuszając swoje mięśnie do wygięcia ciała bardziej w tył, aby rozluźnić więzy na szyi. Całe związanie nie było jakoś szczególnie niewygodne. Bywały gorsze, ale sam fakt, że to Walter go tak unieruchomił i był konkretnie na jego łasce, go podniecał.
Mężczyzna za jego plecami rozpiął najpierw swoją koszulę. Następnie wydobył ze spodni sztywnego penisa i uklęknął przed twarzą Jamesa. Uważając, by za bardzo go nie poddusić, odchylił zdecydowanie jego głowę za włosy do tyłu i wsunął mu penisa do ust.
James od razu zrobił większe oczy, ale wysunął też język na brodę, nie przejmując się, że za chwilę ślina będzie mu po niej ściekać. Zassał się lekko.
Walt nie obchodził się z nim delikatnie, choć ostrożności nie można mu było odmówić. Za to dowodem jego pewności były palce, mocno trzymające włosy Jamesa oraz pewne ruchy bioder, gdy zaczął pieprzyć jego usta. Nawet przymknął na moment oczy, poddając się doznaniom, które dawało mu ciepłe i wilgotne gardło kochanka.
Ten lekko krztusił się jego penisem, ale nie tak bardzo, jakby to robił, gdyby nie miał doświadczenia. Jego oczy szybko załzawiły, ale nie od bólu, a jedynie od dyskomfortu związanego z krztuszeniem się. O tym, że jego twarz była różowa, nie trzeba było wspominać.
Walter męczył jego usta dość długo, ale nie chciał w nich kończyć. Chciał spuścić mu się do tyłka i patrzeć, jak ten się będzie wił i kwilił, aby samemu osiągnąć orgazm. Na razie jednak… wysunął się i wyszedł, zostawiając go samego na pościeli. Związanego jak prosiaczka.
James oblizał usta i poruszył szczęką, aby ją rozluźnić. Spojrzał w stronę drzwi i westchnął ciężko. Nie miał za bardzo jak oprzeć czoła o pościel, więc nie wiedząc, ile to potrwa, zaczął się wić, aby przekręcić się na bok.
Gdy już prawie mu się udało, został brutalnie pchnięty na brzuch i dosłownie sekundę później w jego dziurkę została wciśnięta tubka, a do środka wylał się chłodny żel. Pisnął cienko, wyprężając się i za mocno ciągnąc głowę w dół. Poddusił się lekko, więc od razu ją poderwał, zginając jednocześnie palce. Zarówno stóp, jak i dłoni.
Walt pomasował go po plecach i pośladkach i gdy już napełnił go odpowiednią ilością poślizgu, wyciągnął tubkę. Nie mogąc się doczekać, wsunął w niego dwa palce, żeby wyczuć, jak ciepło i mokro było w środku Jamesa. Stęknął cicho i zaczął go pewnie poszerzać.
James zamruczał nisko, rozsuwając trochę szerzej nogi. Jego ciało już drżało, w dużej mierze od wysiłku.
— Ta… mm… — mruczał cicho pod nosem.
— Tu lubisz? — Walt wyszeptał wręcz delikatnym głosem w porównaniu do pewnych gestów, którymi go raczył. Nacisnął mocniej na jego prostatę i pomasował ją z wyczuciem, wychwytując zachłannie każdą reakcję kochanka.
Nauczyciel od razu zadrżał i spiął pośladki. Jego palce u nóg były mocno skurczone z przyjemności, a kostki na dłoniach białe. James nic nie odpowiedział, tylko zajęczał na potwierdzenie.
— To dostaniesz więcej, skoro się tak rozkosznie wijesz — pochwalił go prawnik i wyciągnąwszy z niego palce, złapał go pewnie za kostki. Rozstawił mu na boki nogi i zapatrzył się na szparkę, która wydawała się wręcz zapraszać. Uwielbiał tyłek Jamesa. Był taki szczupły, jasny i przyjemny w dotyku. Nie mówiąc już o tym, jak podrygiwał, gdy go posuwał.
Chcąc go szybko zobaczyć i usłyszeć te dźwięki z ust rozpalonego kochanka, przystawił czubek członka do jego szparki i naparł na nią. Wilgotna, różowa dziurka nie zacisnęła się, a James nawet jakby zapraszająco zakręcił się biodrami na pościeli. Chciał go już. I aby złapał go za włosy, czy szyję… aby linka mu się nie wbijała, bo tracił siły, aby tak wyginać się do tyłu.
Na razie jedyne co czuł, to nieznośnie powoli wchodzący w niego członek Walta. Jego obrzezana główka nie była tak gładka jak inne penisy, ale śliska dzięki dużej ilości lubrykantu. Prawnik najwyraźniej wziął pod uwagę, że nie będzie go długo rozciągał i chciał mu tym pomóc. A gdy tylko wszedł w niego cały, zaczął go ostro i szybko ruchać, trzymając w stalowym uścisku jego kostki. Takim rytmem sprawiał, że Jamesa dosłownie wbijało w pościel.
— Aa…! Aaaa…! — James pokrzykiwał głośno, co raz też lekko charcząc, kiedy linka bardziej utrudniała mu oddychanie. Nie przejmował się tym. Był podniecony, sztywny i chciał więcej i więcej. Dobrze, że lubił golfy.
— Czyj jesteś?! — usłyszał nagły syk tuż przy uchu, gdy Walt pochylił się nad nim, mocno w niego wchodząc i odchylając jego głowę do tyłu za włosy. Dzisiaj jakoś wyjątkowo chciał podkreślić swoje posiadanie nauczyciela.
— Twóóóóó… — James za pierwszym razem nie dał rady odpowiedzieć. Zacisnął oczy, aby zmusić swoje ciało do współpracy. — Twój… Twój…! Wa… Waltera… Masona…! Twój… Oooch!
Prawnik sapnął głośno przez nagłe ciepło, które ogarnęło całe jego ciało. Od palców u stóp aż po czubek głowy, najmocniej kumulując się w sercu i kroczu.
— Mój! — powtórzył i, wciąż tak nad nim pochylony, wznowił szybkie i mocne tempo. Nie zamierzał przedłużać. Chciał, by ten seks był szybki, ale mocny, intensywny.
James krzyknął, nie musząc się kontrolować, po czym spiął się kompulsywnie, ale lekko zaciskając się na penisie, który się w niego wdzierał. Był rozgrzany jak piec. To tarcie, ten dyskomfort dotyczący związania, pieczenie mięśni, gorąco rozchodzące się przy tym wszystkim. Uwielbiał taki seks, nawet jeśli następnego dnia czuł się nim zażenowany.
W tej chwili nie myślał jednak o jutrze. Jego myśli pochłonęła ekstaza, a tyłek napełnił się nasieniem Walta, gdy ten wystrzelił w nim całkiem obficie. James usłyszał jeszcze jego zduszone stęknięcie tuż przy karku. Chwilę trwało, nim prawnik odetchnął i zebrał się, by się z niego wysunąć. Wiedział, że nie może go ot tak przekręcić na plecy, bo James by się dusił, więc tylko pomógł mu ułożyć się na boku. Nie rozwiązał go jeszcze i tylko patrząc urzeczony i wciąż rozgrzany po orgazmie na tego skrępowanego i całego czerwonego mężczyznę, zaczął mu szybko i mocno trzepać.
James nic nie powiedział. Ścisnął nogi i wyciągnął je do tyłu, dotykając bardziej kochanka. Chciał być jak najbliżej niego i pozycja nie była ważna. Był rozpalony, czerwony i spinał się co chwilę, aby w końcu dojść. Od razu przymknął oczy, jeszcze wijąc się w więzach.
Walt, jakby mógł, nakręciłby z nim prywatny film porno, który mógłby oglądać bez końca i za każdym razem podniecać się nim równie mocno.
Westchnął i zaczął delikatnie rozwiązywać wszystkie więzy. Masował przy tym zaczerwienione miejsca na ciele kochanka.
— To jest… tak inny seks niż nasz pierwszy, w Saint Paul… Wtedy nawet się nie spodziewałem, że będziemy kiedykolwiek coś takiego robić… — rzucił pełnym spełnienia głosem, chowając swojego penisa do bielizny i uwalniając ręce kochanka.
James mruknął coś niezrozumiale pod nosem i dopiero, kiedy miał rozwiązane ręce, przekręcił się na plecy, by samemu skończyć rozplątywanie więzów na nadgarstkach.
— Też nie… Miło mnie… zaskoczyłeś.
— Powinienem ci to czymś posmarować? — Walt zapytał od razu, gdy ujrzał na nadgarstkach kochanka ślady. Sięgnął po jego szczupłą rękę i delikatnie i czule pocałował przegub.
— Nie, jest dobrze. Powinny w większości zejść do jutra — odparł James, prostując w końcu nogi. Te chyba bolały go najbardziej zaraz za plecami, ale czuł się cudownie rozluźniony. — Jak się czujesz?
— Jak zawsze z tobą. Jakbym pokonał kolejny szczyt — odmruczał Walt, przytulając go do siebie. Sam był w pełni ubrany, za to James, taki szczupły, wycieńczony, wręcz wzbudzał w nim pragnienie zagarnięcia go do siebie i nie puszczania. — A ty, kochanie?
— Dobrze. Dobrze mi z tobą — przyznał, w duchu myśląc, czy nie za dobrze. Nie chciał się poślizgnąć i niechcący tego zrujnować.
Serce Walta załopotało z radości. Widząc takiego kochanka, chciał jeszcze bardziej go uszczęśliwiać. I ostatnio tylko żył nadzieją, że poproszeniem go o rękę sprawi, że ten całkiem mu uwierzy. W to, że pragnie z nim być, że go kocha i że nigdy, przenigdy się nie rozstaną. Był tego tak pewien, jak jeszcze nigdy niczego w życiu. Wiedział, ile błędów popełnił i jak zranił swojego ostatniego faceta, ale teraz czuł, że wszystko jest tak, jak być powinno.

*

Ridley postarał się dobrze wyglądać, czym w jego mniemaniu było głównie zaczesanie włosów do tyłu. Tak, żeby nie zasłaniały mu całego czoła i nie wchodziły do oczu. Był jednak po pracy i nie chciał się męczyć z soczewkami. Miał tylko nadzieję, że okulary nie są ogólnie dla Alberta czymś negatywnym, a raczej negatywnie wpływającym na jego wygląd.
Widzieli się już kilka razy na obiedzie, na kawie i jeszcze raz spotkali się u Ridleya w domu. Rozmowy toczyły się na wiele tematów i nawet udało im się odkryć podobny gust co do filmów. Obejrzeli więc jeden razem i wreszcie nadszedł dzień, kiedy Ridley miał odwiedzić Alberta. Udało mu się to wynegocjować. Chciał go poznać, a przecież co najwięcej mówi o człowieku, jak nie jego mieszkanie? Dlatego teraz podjechał pod podany adres i wszedł po klatce schodowej na, jak miał nadzieję, odpowiednie piętro.
Chwilę po tym, jak zapukał, otworzył mu Albert. Miał na sobie standardowo czarne spodnie, a Ridley chyba nie widział go w innym kolorze. Do tego pasującą koszulę z krótkim rękawem, w tym samym kolorze. Był przy tym boso.
— Nie spóźniłeś się — powitał go, kiedy już usunął się z przejścia. Czasami można się było zastanawiać, czy Albert w ogóle jest w stanie wydusić na powitanie coś brzmiącego bardziej gościnnie niż „o, jesteś”.
— Mam dobry zmysł orientacji — powiadomił go gość i wszedł do środka. Zdjął buty na grubej podeszwie i odwiesił lekką, brązową kurtkę na wieszaczek, zostając w bluzce z długim rękawem, w barwach sławnego swetra Freddy’ego Krugera i ciemnych jeansach. — Masz ekspres? — zaciekawił się na wstępie, już wyglądając zza ramienia Alberta, w głąb mieszkania.
— Um… tak. Czemu pytasz? Chcesz kawę? Wystarczy poprosić, a nie pytać, czy mam ekspres — gospodarz odparł dość kąśliwie. Czyli jak zwykle.
Poprowadził gościa w głąb mieszkania. Schludnego, dość pustego, ale niepozbawionego drobnych szczegółów charakterystycznych. Począwszy od krzyża wiszącego nad drzwiami wyjściowymi, Biblii spoczywającej w bardzo podręcznym miejscu, bo na stoliczku obok lampki, tuż przy kanapie przed telewizorem, a skończywszy się na całej ścianie zastawionej książkami, małych hantlach leżących w rogu zaraz obok maty schowanej skrzętnie za kanapę. W każdym pokoju było czuć, że mieszka tu uporządkowana, samotna osoba, lubiąca stonowane kolory.
— Proszę o kawę. — Ridley obejrzał się na niego z lekkim uśmiechem i znowu przesunął swoim czujnym wzrokiem po wyposażeniu mieszkania. Zawiesił kilka razy wzrok na książkach, a potem podszedł do Biblii i przewrócił kilka kartek. — Często czytana — zauważył. — I ten twój mentorski ton… — dodał bardziej do siebie, jakby się nad czymś zastanawiał.
Albert obejrzał się na gościa, włączając już ekspres na kawę. Nie spytał nawet jaką. Ridley, jak zauważył, zawsze pił identyczną. Niepokoił się za to nie tym, czy wyjdzie dobra, czy nie, a tym, że mężczyzna w ogóle był w jego mieszkaniu. I że zaraz mógł powiedzieć coś, czego Albert nie chciał słyszeć.
— Wiara to nie tylko mówienie, że się wierzy. Dobrze jest wiedzieć w co.
— Twoja rodzina była wierząca? Jakiś specjalny patriarchat w domu? — dopytywał Ridley, przechadzając się po salonie i obserwując książki na regałach. Były dość… filozoficzne i teologiczne. To go wyraźnie frapowało.
Albert oparł się o ścianę między kuchnią a salonem, po którym chodził Ridley. Pilnował zarówno jego, jak i jego kawy.
— Nie — odparł szczerze, czekając, aż zaraz coś się wydarzy albo zaczną padać kłopotliwe pytania. Chociaż jeszcze miał nadzieję na to, że ominie w swojej historii etap, z którego sprowadził go Walter.
— Nie? — Ridley skierował na niego swoje pytające, wyraźnie zaintrygowane spojrzenie. Albert już zauważył, że miewał takie, kiedy nie mógł znaleźć racjonalnego wytłumaczenia. Był spokojniejszy, jak sam sobie układał puzzle. — To skąd to wszystko ci się wzięło? Duchowny pierwszą miłością? — zgadywał.
— Nie — odparł znowu Albert i cofnął się do kuchni po kawę. — Jakieś jeszcze pytania?
— Nie… Tylko czy kawa jest już gotowa? — Ridley wszedł za nim do kuchni, chyba wciąż niezaspokojony odpowiedzią, a raczej brakiem logicznych wniosków, ale odpuścił. Popatrzył po kuchni, a potem na plecy gospodarza.
— Tak. Taka jak zwykle? — Albert zerknął na gościa kątem oka, stawiając na blacie kubeczek z kawą.
— Tak. — Ridley oparł się tyłkiem o szafkę i podparł dłońmi o blat. Cały czas się rozglądał, po czym zerknął na stopy Alberta. — Nie wychodziłeś czy brałeś prysznic?
Albert odsunął od siebie kawę, sugerując, że Ridley może ją sobie wziąć, kiedy chce.
— Obawiam się, że nie rozumiem pytania.
— Nie? A nie było dość prosto skonstruowane? — Ridley uniósł lekko kąciki ust i sięgnął po kubek. Najpierw zaciągnął się aromatem, a potem upił drobny łyczek. Przymknął powieki i zamruczał nisko i cicho, bardziej do kubka niż gospodarza.
Albert prychnął pod nosem, butnie zakładając ręce na klatce piersiowej.
— Inaczej. Nie rozumiem, po co pytasz.
— Nie widzieliśmy się jeszcze w soboty, nie wiem, co w nie robisz. — Piwne oczy gościa spojrzały na niego bokiem.
— Wstaję rano, jem śniadanie, chwilę ćwiczę i zależnie od nastroju idę na spacer, czytam albo oglądam telewizję. Dziś wyjątkowo widzę się z tobą. Ale co do tego ma prysznic?
— Dobrze pachniesz i jesteś boso, więc założyłem, że nie wychodziłeś z domu albo brałeś prysznic niedawno i nie chciało ci się ubierać skarpetek. Ja tak robię — wytłumaczył Ridley. — Usiądziemy w salonie? Choć jest dość… ascetyczny — zauważył, już ruszając w tamtym kierunku.
— Bo… — zaczął Albert, już chcąc się tłumaczyć, ale sobie darował. Nie było sensu. Poszedł za nim. — Za dużo czytasz książek detektywistycznych. Jeszcze trochę i usłyszę z twoich ust „dedukcja, mój przyjacielu, dedukcja” — zadrwił, ale usiadł z Ridleyem w salonie na kanapie.
— Omnia tempus habent. Biblię też czytałem — odpowiedział mężczyzna, obejmując obiema dłońmi kubek i pochylając się nad nim, by wciągnąć zapach. Zrezygnował, gdy szkła okularów mu od tego zaparowały.
Albert, widząc to, zaśmiał się pod nosem.
— Nie było to mądre. Ale co o niej sądzisz? — spytał, badając teren. Jedną nogę podkulił, stawiając stopę na siedzisku i okręcając się bardziej przodem do Ridleya. Jakoś przyjemniej mu się zrobiło, kiedy usłyszał ten cytat.
— Że w Starym Testamencie wolałbym nie spotkać Boga? — Ridley uniósł na Alberta spojrzenie, lekko żartobliwe i ironiczne. — W Nowym jest bardziej… spoko. Sporna sprawa. Ale dekalog to mu wyszedł.
Albert skinął głową i dłużej nie odpowiadał. Myślał nad tym, co usłyszał, nad swoimi wiecznymi kłótniami z Walterem, nad tym, jak bardzo zgadza, czy nie zgadza się ze słowem Kościoła i jak sam interpretuje Pismo Święte.
— Traktujesz to jak każdą inną książkę?
Ridley lekko zmrużył powieki i siorbnął kawę, przyglądając się Albertowi.
— Wiem, że to dla ciebie ważny temat. I mógłbyś nawet mieć jakieś „ale”, jakbym nie wierzył, hm? Nie wiem, jak traktuję Biblię… Ale wierzę, że coś w niej jest prawdziwego… choć pewnie w sporej części kiepskie tłumaczenie przeinaczyło kilka faktów. To przywara wielu wydań. Najlepiej znać język… — przesunął wzrokiem po poważnej twarzy Alberta — autora.
Albert znowu skinął głową i milczał dłuższą chwilę.
— Też zrobię sobie kawę — rzucił po chwili i wstał, by wyjść na moment z salonu. Nie miał pomysłu, co powinien zrobić. Tyle dobrze chociaż, że Ridley wiedział, o czym z nim rozmawia, a nie jedynie mówił swój osąd, nie mając do tego żadnych podstaw.
— Albert? Uważając, że tacy jak my, nie powinni się wychylać, nie myślisz równocześnie o tym, że… to złe? — usłyszał pytanie Ridleya z salonu. — Nie dlatego odsunąłeś się wtedy od moich ust?
Były duchowny westchnął ciężko i włączył ekspres, a ten zaczął głośno mielić kawę, dając mu czas na odpowiedź. Nie starczyło mu go jednak, a mocne espresso już było w kubeczku. Zabrał je i wrócił do salonu.
— Odpowiadając na twoje drugie pytanie: nie. Na pierwsze… — Wzruszył ramionami, siadając. — Chyba już mniej. Chociaż uważam, że to nasze brzemię, jakim Bóg nas obciążył. Z którym musimy żyć i nie da się nic z tym zrobić. Nie kłamać, nie żenić się na siłę… Jednak… — Westchnął i dopiero spojrzał na gościa. — Ridley, nie wiem, czy to dobry temat na rozmowę. Zawsze się kończy kłótnią.
— Hm… nawet jeśli rozmówca kiedyś szukał w Internecie partnerki do białego związku i dopiero po pogodzeniu się ze sobą, uznał, że to nie ma sensu i jednak można bez tego? Twoje kłótnie z Waltem na ten temat nie muszą się powtarzać między nami. Przecież też się nie wychylam — odpowiedział Ridley, a Albert mógł się tylko domyśleć, że jego wiedza na temat kłótni z Walterem pochodzi z tej, już dość odległej w czasie, rozmowy przed windą.
Westchnął ponownie i odstawił małą kawę na stoliczek przed kanapą. Był niski, ze szklanym środkiem i leżały na nim jedynie pilot i gazeta. Ta, dla której pracował.
— Tylko ja uważam, że w ogóle uleganie temu to grzech — jęknął i potarł dłońmi twarz. Nie odsunął ich od niej i zsunął się niżej na kanapie. — Dużo się o to kłóciłem z Walterem. Trzy lata za mną debil chodził, aż mnie skusił… — zaczął mówić, nie patrząc na swojego gościa. Uważał jednak coraz bardziej, że ten potrzebuje trochę szczerości. — Wtedy zrezygnowałem ze wszystkich swoich… postanowień. Obietnic. Nadal czuję się przez to winny. Tym bardziej, że nic z tego nie wyszło.
Przez zasłoniętą dłońmi twarz nie mógł dojrzeć, jak blade usta Ridleya delikatnie się rozchylają. Nadmiar informacji, a raczej wskazówek uderzył w niego dość mocno.
— Trzy lata…? Dlaczego aż tyle? — w jego głosie dziennikarz mógł dosłyszeć lekkie skonfundowanie. Pewnie ten przeklęty blondyn miał wrażenie, że pominął jakiś istotny akapit w książce. — Nie rozumiem… — przyznał, co chyba pierwszy raz Albert usłyszał z jego ust. Nawet poczuł, jak ten porusza się niecierpliwie na kanapie.
Zacisnął oczy i potarł bardzo mocno palcami swoje czoło, po czym przejechał nimi po twarzy i dopiero opuścił. Odwrócił ciemne, niepewne oczy do Ridleya. Głowę miał przy tym opartą o oparcie kanapy, a dłonie wsunął w kieszenie spodni.
— Bo miałem święcenia. A on chyba doszedł do wniosku, że się w sutannie marnuję — prychnął gorzko.
Ot, cała tajemnica. Teraz tylko pytanie, czy Ridley od razu wyjdzie, czy wpierw zrobi jakąś scenę. I dlatego właśnie Albert nie szukał związku.
Najpierw zobaczył, jak wargi jego gościa jeszcze bardziej się rozchylają. Następnie, jak jego oczy przesuwają się powoli po całym mieszkaniu, znowu lustrując książki, krzyż i Biblię. A kiedy wreszcie mężczyzna znowu na niego spojrzał, oblizał dolną wargę i zaśmiał się, zatykając usta dłonią.
— To najlepsze zakończenie pierwszego tomu, jakie „czytałem” — wydusił zza dłoni, patrząc na Alberta wręcz lśniącymi oczami.
A tego aż zatkało. Jakby nagle zapomniał oddychać. Od razu ściągnął brwi gniewnie i napiął się dziwnie. Wszystkiego chyba się spodziewał, ale nie czegoś… takiego.
— Co…? — syknął, trochę nie wierząc, że Ridley w tej chwili sobie z niego żartuje. Bezczelnie kpi z jego sytuacji!
— Nie spodziewałem się czegoś takiego, ale… Nie wiem dlaczego, ale nawet nie przyszło mi do głowy. Ten różaniec, upodobanie do czarnych kolorów, ton głosu, poglądy, postawa… — wymieniał, przesuwając wzrokiem po jego postaci tak uważnie i czujnie, że wręcz niepokojąco. — Jesteś naprawdę wyjątkowy.
Albert bardziej wyprostował się na kanapie i nieznacznie odsunął. Jak wpierw był zakłopotany, aby po sekundzie być zirytowanym, tak teraz zupełnie zgłupiał. To Ridley był wyjątkowy. Wyjątkowo dziwny.
— Kpisz sobie ze mnie w tej chwili, tak? To jakaś przemyślna zagrywka czy co? — syknął swoim niskim, mało przyjemnym głosem.
Blondyn ściągnął brwi, wychwytując jego defensywny gest i ton. Szybko uśmiech spłynął z jego twarz i mężczyzna sam się spiął.
— Nie — odpowiedział od razu. — To… Jesteś… — Chyba nie wiedział, jaki gesty wykonać, ale wreszcie powoli sięgnął do jego przedramienia i dotknął go palcami. — Teraz cię bardziej rozumiem i jestem trochę… zaszczycony.
Albert zerknął na jego dłoń, ale nie odsunął się od niej. Czuł dziwne zdenerwowanie oraz tę charakterystyczną nieufność, kiedy zdradziło się komuś swój sekret i nie wiedziało się, co ktoś z tym zrobi.
— Zaszczycony? — spytał tonem żądającym wyjaśnienia.
— Wybacz, zły dobór słów ze stresu. Zauroczenie odnosi się bardziej do nastolatków? Nie wiem, jak to nazwać prościej niż… — Ridley oblizał blade usta i popatrzył na swoją dłoń na jego przedramieniu. — Im więcej z tobą rozmawiam, tym lepszy jesteś. Rozluźnij się…? — bardziej poprosił niż zasugerował, unosząc krótko oczy na jego twarz.
Albert jednak nie wyglądał, jakby całe zdenerwowanie i spięcie miało nagle z niego zejść. Wręcz przeciwnie, zaniepokoiła go jeszcze bardziej prośba blondyna.
— Po co? I… prościej niż? — znowu spytał, mając wrażenie, że się powtarza, że papuguje każde słowo powiedziane przez gościa. — Wyskakujesz mi z… książką po tym, jak ci mówię, że byłem księdzem, a teraz się plączesz. Nie wiem, co o tym myślisz, bo teraz zachowujesz się nielogicznie.
Ridley cofnął dłoń i odłożył kubek kawy, który miał w drugiej. Zdjął z oczu okulary i zaczął je przecierać skrajem bluzy, wyraźnie niespokojnie. Tracił tę pewność siebie, jak zauważył Albert, gdy musiał się tłumaczyć czy przepraszać.
— Myślę o tym to, co ci mówię. Że to rzuca na ciebie inne światło, że teraz rozumiem i że chcę cię bliżej poznać. Nie tylko obserwując w pracy, ale żebyś dalej chciał się ze mną widywać. Nie będę jak Walt, obiecuję — dodał, patrząc na niego z boku lekko zmrużonymi oczami spod kosmyka, który upadł mu na czoło. Założył szybko okulary z powrotem.
— A do tej pory chciałeś tylko obserwować? — spytał Albert, podciągając znowu nogę do siebie i odwracając się bardziej przodem do gościa. Kiedy ten nie napierał na niego, był wycofany, czuł się luźniej. Jakby mógł w końcu złapać głębszy oddech. — Co o mnie myślisz, Ridley? — spytał, argumentu o Walterze nie komentując. Byli zupełnie różni. Nie było nawet co porównywać, a blondyn nie miał co obiecywać. To było zupełnie zbędne.
Gość milczał chwilę, przesuwając wzrokiem po jego twarzy, ale wreszcie spojrzał mu w oczy.
— Że jesteś ciekawym mężczyzną o twardym charakterze, dzięki któremu nie nudzę się ani przez sekundę naszych spotkań, a do tego tak seksownym, że tworzyłem już w głowie kilkanaście scenariuszy różnych zakończeń naszej przygody w windzie — skończył szczerze, uśmiechając się kątem ust. Nie do końca tak swobodnie, jak potrafił, wciąż najwyraźniej uważając, że powinien się lekko hamować, by znowu nie przesadzić. Albert akurat to w nim bardzo doceniał. Czasami go ponosiło, ale umiał się wycofać. Nie chciał za wszelką cenę dominować i narzucać mu swoich poglądów.
— A co myślisz o moim spojrzeniu na świat? O mojej religii? — spytał poważnie, nie pokazując po sobie lekkiego zdenerwowania. Nie powinien dobierać sobie ludzi wokół siebie pod względem tego, czy się z nim zgadzali, czy nie, ale… Nie chciał jeszcze bardziej wypierać tej integralnej cząstki siebie.
— Musieliście się bardzo nie zgadzać… — mruknął Ridley niespodziewanie, po czym jego brwi lekko drgnęły i dodał szybko: — Wybacz. Czuję, jakbyś mnie przesłuchiwał i obawiał się, że się powtórzy coś, co masz za sobą. I co mogę myśleć o twojej religii? Że też jest moja. Wierzę, nie praktykuję, ale nie chcę myśleć, że po śmierci mój ostatni kontakt z kimkolwiek ograniczy się do robaków pod ziemią. Opcja życia wiecznego jest całkiem niezła. — Uśmiechnął się specyficznie. — I twoje spojrzenie na świat jest bardzo surowe… może trochę „zbyt”, ale je rozumiem. Może w innej rzeczywistości byłoby przesadą, a ta chyba… hm, daje temu rację bytu.
Były duchowny zwęził na chwilę oczy. Myślał nad tym, co usłyszał i nad tym, ile w tym prawdy. Ridley był inny. Czasami ciężko mu było go rozumieć, ale… zostawiał miejsce. Nie był radykałem, w żadnej mierze.
— W kwestii poglądów. Bardzo. — Westchnął i oparł na moment czoło o kolano. Wziął głębszy wdech i dopiero znowu spojrzał w oczy swojego gościa. — Chcesz dalej się spotykać?
— Tak. Nie wiem tylko, czy ty widzisz w tym więcej dobrych stron czy mniej. A raczej we mnie. Masz wobec mnie opory, widzę.
Albert znowu zamilkł na chwilę i zaprzeczył ruchem głowy.
— Ciężko mi jest się otworzyć — wyjaśnił, otwierając swoje ciemne, przeszywające na wskroś oczy.
— Nie chcę cię skrzywdzić — odparł Ridley i sięgnął po kawę. Poprawił przy tym okulary na nosie i napił się. — I sam nie chcę być skrzywdzony. Może powoli, póki ty się przekonasz, że ci nie zagrażam, a ja upewnię, że mnie nie wystawisz, jak zacznie mi się wydawać, że coś z tego będzie? — zasugerował wręcz z lekką nadzieją w oczach. W windzie Albert widział w nim bardziej pewnego siebie, nieco bezczelnego faceta, który za dużo widzi i za bardzo drąży, a to wszystko dla czystej rozrywki. Teraz miał wrażenie, że jest bardziej szczery i gotowy na kompromisy. Z każdym spotkaniem też miał wrażenie, że czas upływa mu między palcami tak, że nie zauważa, kiedy zaczyna się jeden temat, a kiedy drugi. No i rozmawiali też o niczym. Nie tylko o sobie czy bezpiecznych tematach, aby niechcący nie wejść na grząski grunt.
— Chcesz widywać się częściej niż teraz, czy podobnie i… — zawahał się. — Przysuń się — poprosił, wyciągając dłoń do jego twarzy, ale nie sięgając do niej. Kanapa pierwszy raz wydała mu się za duża.
Ridley spojrzał na jego dłoń niemal z lekkim napięciem, które widać było po jego postawie. Podsunął się bliżej, aż zetknął się udem z Albertem.
— Częściej…? — zasugerował. — Albo podobnie, dodając jednak czasem… wspólny lunch?
— Chyba nie w pracy? — spytał gospodarz i odsunął mu opadający na okulary kosmyk włosów. Nie odsunął jednak zaraz po tym dłoni, mimo że sam tak intymnym, czułym gestem się denerwował. Może faktycznie nie szkodziło spróbować?
— Nie. Gdzieś poza biurowcem — odpowiedział Ridley, lekko przekręcając twarz, by zakosztować policzkiem dotyku wnętrza jego dłoni. — Nie trzymasz nic do picia — dodał cicho, patrząc mu w oczy.
Albert najpierw ściągnął brwi, zupełnie nie rozumiejąc, po czym prychnął pod nosem i pokręcił głową.
— Głupi. — Westchnął i sam położył mu dłoń na policzku, unieruchamiając jego głowę oraz wychylił się i delikatnie pocałował jego wargi. Nic nie powinno się wylać, jak za pierwszy razem, kiedy Ridley go cmoknął z zaskoczenia. Szkoda by mu było kanapy.
Teraz poczuł, jak blondyn odpowiada na pocałunek subtelnym poruszeniem ustami. Jak wychyla się nieznacznie w jego stronę. Jego usta może i były bardzo blade, ale również ciepłe, miękkie i przyjemnie pieszczące jego własne. Do tego gorący oddech i ciche westchnienie. Mężczyzna miał przy pocałunku zamknięte oczy, ale gdy ich usta się rozłączyły, uchylił powieki i uśmiechnął się do Alberta lekko. Oblizał wargi.
— Będę chciał to powtarzać.
— Teraz? — spytał Albert, nie zabierając dłoni z jego policzka. Przesunął nią po chwili po boku jego głowy, uchu, aż wsuwając ją w jasne, niesforne kosmyki. Był przy tym zgięty i wolną dłonią obejmował swoją nogę za piszczel.
Ridley odetchnął i sam położył mu dłoń na kolanie. Następnie, już nic nie mówiąc, przekręcił lekko głowę, trącił jego dolną wargę nosem i pocałował go nieco mocniej, ale wciąż niespiesznie. Jakby delektował się każdym ruchem warg.
Albert wciągnął głębiej powietrze nosem, czując, jak serce mu szybciej wali w klatce piersiowej. Jego usta były dziwnie drętwe, a zarazem bardziej czułe niż zwykle. Delikatnie nimi poruszał, lekko mrużąc oczy i poddając się chwili. W palcach przesuwał za długie włosy drugiego mężczyzny. Nie przerywał pocałunku.
Był bardzo niespieszny, subtelny i wręcz czuły. Do tego Albert czuł delikatne głaskanie na kolanie, duże gorąco od Ridleya i jego zaangażowanie. I trwało to naprawdę długo, bo obaj nie czuli potrzeby i pośpiechu, by się wycofać. Nie tak jak wtedy nad jeziorem, z Waltem, gdy Albert czuł nieprzyjemnie dudniące emocje i wyrzuty sumienia, które kazały mu się odsunąć i odizolować zaraz po pocałunku.
W końcu odsunął się nieznacznie, ale ręki nie zabrał. Zsunął ją tylko niżej, na szyję, aby móc ją oprzeć kantem o ramię Ridleya.
Sam nie wiedział, jak się w tej chwili czuje. Ani emocjonalnie, ani fizycznie. Może trochę słabo i… dziwnie. Jednak niespecjalnie źle czy nie na miejscu.
Drugi mężczyzna uchylił powieki, zdając sobie sprawę, że siedzi bardzo blisko dziennikarza, czuje jego zapach, jego ciepło i nie chciał się odsuwać.
— To był jeden ze scenariuszy o przygodzie w windzie — poinformował z lekkim uśmiechem.
— A jaki był inny? — spytał gospodarz i jakoś sam z siebie mówił niewymuszonym szeptem.
— Pocałunek nabierał gwałtowniejszego przebiegu, więc po uruchomieniu windy, zjechaliśmy na dół i zaszyliśmy się w kanciapie, w której trzymamy uniformy i w której wiem, że nie ma kamer. Ale… teraz takie zakończenie mi się podoba.
— Rozdziału czy sceny nowego? — Albert trącił kciukiem płatek ucha blondyna, patrząc mu spokojnie w oczy. Mógłby tak z nim siedzieć. Nie widział aż tak dużego w tym problemu niż jeszcze jakiś czas temu. Żeby znowu z kimś próbować.
— Epilogu. Od dziś czeka nas drugi tom — Ridley odpowiedział z lekkim uśmiechem i nie pozwoliwszy Albertowi odpowiedzieć, znowu zetknął z nim swoje wilgotne i gorące usta.

19 thoughts on “In Out In – 25 – Dedukcja, mój przyjacielu, dedukcja

  1. Katka pisze:

    Saki, podoba mi się to określenie dwóch osobowości Walta. Cóż, byłoby bardzo niefajnie, jakby tę osobowość łóżkową miał też poza nim. James byłby już totalnie przytłoczony. Taki przypadek to chyba Mason, który poza łóżkiem też lubił poniżać Josha i był wyjątkowo władczy (na szczęście miał swoje plusy XD). W ogóle sporo Was zauważa, że kontakty Ridleya i Alberta są „naturalne”, co w sumie jest ciekawe i fajne. Dobrze, czytać takie komentarze. Że coś jest naturalne. W końcu jakoś staramy się uderzać w realizm, a w ich przypadku krok po kroczku dobrze działa :)
    A czy Albert się zmienił na lepsze – dobrze, że według Was tak :) Znaczy wraz z nadejściem Walta na pewno też coś utracił, tę swoją… sama nie wiem, taką duchowość stonowaną i taki spokojny sposób bycia, chociaż nie wiem też, czy to nie było sztuczne i wymuszone przez niego samego. Więc może rzeczywiście dobrze, że się zmienił i pozbył jakichś barier albo wymogów, którym starał się sprostać, a nie były wpisane w jego osobowość. Dobra, bo zaczynam się za bardzo rozwijać XD Udane spaghetti życzę! (niech mi ktoś też zrobi… :<)

  2. saki pisze:

    Walter nie może się przyzwyczaić, że to Jimmy jest tym bardziej doświadczonym, hehe.
    Jimmy wyskoczył z inicjatywą… To takie… niecodzienne :)
    Walter ma dwie osobowości: „łóżkową” i „poza łóżkiem”. W cudzysłowu, bo nie zawsze w łóżku :P Jest taki władczy i lubi jak James się pod nim kuli itp i jednocześnie troskliwy i kochany…
    Nie mogę się doczekać oświadczyn.

    Genialny pocałunek Ridleya i Alberta. Rozpływam się normalnie. Wyszło tak naturalnie… Coraz bardziej lubię tą parkę i nie mogę wprost uwierzyć, że opowiadanie się kończy. Będzie mi ich brakować.
    Widać jak Albercik się zmienił przez całe to opowiadanie. Moim zdaniem na lepsze. Bardziej akceptuje siebie takiego, jakim jest i w ogóle.
    Uwielbiam te ich rozmowy. A Ridley jak zwykle o książkach. Widać, że lubi czytać. :)

    Co do tytułu rozdziału… zastanawiałam się, czyje to mogłyby być słowa i moją opcją był właśnie Al.

    Dobra, lecę robić spaghetti, a potem wracam czytać. Siostra mi żyć nie daje.

    Komcio trochę bez ładu i składu i pewnie nie napisałam połowy tego co chciałam, ale jestem trochę zmęczona po podróży. Musicie mi wybaczyć :)

  3. Katka pisze:

    Introwertywna, mmm, dziękujemy za komplement a propos realności naszych postaci :) I oczywiście się zgadzam, niektórym facetom okulary baaaardzo pasują. Ważne po prostu, żeby odpowiednie dobrać, to wtedy można fajne wrażenie zrobić. A tego blondyna, którego opisujesz, sama chętnie bym zobaczyła! Jeśli chodzi o wyznanie o byciu księdzem – taaa, reakcja Ridleya specyficzna, ale cóż, był zaskoczony XD A Albercik rzeczywiście mocno się odkrył i jeśli o mnie chodzi, to w odpowiednim momencie. Potem mogłoby być za późno i mogłyby się pojawić wyrzuty w stylu „dlaczego mi nie powiedziałeś?”. „muszę powiedzieć, że to bardzo mnie w nim urzekło.” – och, urzekający Albercik :D Do czego to doszło XD Dzięki za komentarz! :)

  4. Introwertywna pisze:

    Ridley! Dzisiaj tak nietypowo zacznę, bo normalnie to byłby Albert ;-)
    To było całkiem urocze, gdy zastanawiał się jak Al może zareagować na jego okulary, ot normalne rozterki człowieka, który chce się podobać osobie, która go pociąga. Za to strasznie lubię Wasze postacie – są niesamowicie realistyczne. A jeszcze co do okularów: niektórzy faceci wyglądają w nich bardzo seksownie, akurat od razu jak to przeczytałam to przypomniał mi się blondyn, którego dziś widziałam; też miał okulary, niebieskie oczy i taki jasny zarost, musiałam przyznać, że okropnie przystojna była z niego bestia.
    Ale wróćmy do Ridleya. Nie zdziwiła mnie jego reakcja na wieść, że Albert był księdzem, to było całkiem w jego stylu, ale i tak się uśmiechnęłam, gdy wyobraziłam sobie jak zatyka te usta dłonią i wyjeżdża z tym tekstem o książce, świetne to było. Albert z kolei odkrył swoje karty i cała jego złośliwość jakoś mi tak zniknęła, gdy przyznał się, że był księdzem. To musiało być trudne, ciężko jest w końcu powiedzieć, że rzuciło się sutannę i to jeszcze dla drugiego człowieka. Lecz bardzo fajnie, że Al dalej jest tak bardzo wierzący i zostało mu tyle przyzwyczajeń, ale nie jest też jednocześnie jakoś przerysowany i sztuczny, muszę powiedzieć, że to bardzo mnie w nim urzekło.
    A do ich pocałunku jeszcze będę pewnie wracać kilka razy ;-)

  5. Katka pisze:

    Another, takie zabawy „nieklasyczne” to zawsze sprawa sporna i nie każdemu się wszystko podoba. Ale czasem właśnie fajnie, że nawet jak coś nie jara, jest znośne, że no… czyta się i takie „spoko”, ale nic poza tym. Gorzej, jak są takie opisy, takich fetyszy, które obrzydzają, a u góry nie ma żadnego ostrzeżenia. To wtedy jest niefajne XD „słodki, niewinny, “święty” (w oczach Walta) nauczyciel jest tak bardzo doświadczony, bardziej od prawnika” – już to chyba gdzieś pisałam, ale teeeeeeeeeż to uwielbiam! To równocześnie zabawne, słodkie i takie paradoksalne :D Co do obrzezanych penisów, tak, są bardziej szorstkie, a czy ktoś jeszcze ma u nas obrzezanego… Och, nie zliczę nawet, ile dyskusji na ten temat z Shiv odbyłyśmy, ale chyba za każdym razem był inny wynik XD Nie wiem, nawet nie pamiętam czy ktoś jeszcze ma… Ale niewykluczone, może to kiedyś wyjdzie ;) I oddaj mi swoje sny! Ja też chcę takie! A mi się dzisiaj śniło lotnisko w Katowicach :( I gdzie tu sprawiedliwość?
    Zdobywanie fanów przez Ridleya cieszy :D Przyznam w ogóle, że pisząc ich, same nie odczuwałyśmy takiego „co jeszcze by mogli obgadać” albo coś w tym stylu. Chyba te niejasności, aluzje i tak dalej bardzo nas pochłonęły. A jak będzie opisany seks… Hehe, no to już się okaże, czy będzie dorównywał pocałunkowi. Mamy nadzieję :D
    Kurcze, a na twittera nie wiem, co poradzić. My mamy zwyczajnie wrzucony w widgety, tam w Twitter username wpisaną nazwę faktyczną naszego twittera i zazanaczone: Hide replies, Hide Tweets pushed by Publicize, Display Follow Button i w sumie tyle. Ale czasami się zdarza, że i nasz się wiesza i jest podobny komunikat, więc może poczekaj i się samo naprawi.

    Yaoistka, oj tak, Albert zrobił DUŻE postępy. Na pewno ciężko jest porównać obecnego Alberta do tego z tym, którego poznał Walt :) Nie wiem, czy na plus, czy nie, ale ważne, że się dobrze czyta XD

  6. Yaoistka^^ pisze:

    omg!!! ^^ Walt i Jimmy są słodcy!!! i tacy….mrrrr ^^

    Jestem bardzo zadowolona, że Al zrobił takie postępy. Teraz jakoś się przekonałam, że najbardziej lubię bohaterów drugoplanowych !! ^^
    Ala uwielbiam, oczywiście tak samo jak Wlata i Jimma ;P A teraz pojawił się jeszcze Ridley ^^

  7. another69 pisze:

    aj, i jeszcze jedno, nie do tematu niestety – co wpisać w widget z twitterem, żeby się moje wpisy pokazywały na wordpressie jak u Was? Bo u mnie ciągle wyskakuje napis: Error: Twitter did not respond. Please wait a few minutes and refresh this page.
    :(

  8. another69 pisze:

    Aj, wiązanie… Zawsze mnie podniecało takie krępowanie rąk, nóg jak już, ale więcej już raczej nie. Bo gdy czytam taki rozdział jak ten, czuję to zmęczenie i ten dyskomfort Jamesa. Tylko, że mi się to nie podoba, a jego właśnie podnieca to, że jest niewygodnie i ten sznur go dusi. Więc nie mogę napisać, że to było złe, tylko bardziej, że mnie to nie jara :P Ale za to uwielbiam jak Jimmi robi loda… Ah te jego sprawne usta. A robienie loda to wcale nie taka prosta sprawa!
    Nigdy nie przestanie mnie śmieszyć to, że nasz słodki, niewinny, „święty” (w oczach Walta) nauczyciel jest tak bardzo doświadczony, bardziej od prawnika xD Ale to fajne, coś nowego. Bo w żadnym opku (dużo ich czytam) nie znalazłam czegoś takiego xD
    No i pamiętam, że już kiedyś była wzmianka o tym, że Walt jest obrzezany. Chyba nikt inny na ten stronie nie jest, nie? Akurat oglądałam jakiś program o tym i mówili, że główka jest przez to twardsza i bardziej szorstka. Ciekawe co Jimmi o nim myśli xD O penisie Walta w sensie. Oprócz tego, że robi mu baaaardzo dobrze xD
    Śnił mi się dziś, że Walt i Jimmi biorą ślub xD Serio… Nie pamiętam jak wyglądali, ale wiem, że we śnie wiedziałam, że to właśnie oni. Byłam drużbą xD Chyba Walta. No i oni ten ślub brali na jakiejś plaży, albo c to tam było… Tak Karaibsko bardzo xD Ciekawe jak naprawdę to będzie wyglądać. No ale Jimmi najpierw musi powiedzieć to ważne „TAK”. Oby nie spieprzył…

    No i co do drugiej parki… Ah, oh. Kocham tego Ridley`a xD Nawet w okularach, chociaż nigdy mi się nie podobały xD Opisałyście, że Al nie czuje upływającego czasu podczas rozmów z woźnym i mogę spokojnie stwierdzić, że ja też. To wszystko tak się klei, jest ciekawe, interesujące… I nie wie, jak to możliwe, ale czytając ich rozmowy czuję chemie między tą parką. Albo to moje fantazje już.
    Najlepszy był pocałunek. Długo nie czytałam takiego opisu pocałunku. To nie było jak gra wstępna, przez którą po prostu trzeba przejść, tylko tylko takie powolne smakowanie siebie, napawanie się tym, cieszenie się chwilą… Nie wiem jakich słów użyć xD To było bardzo, ale to bardzo przyjemne i seksowne. Jeśli tak samo dobrze opiszecie ich seks, to zejdę na zawał i znajdą mnie z kiślem w gaciach. Uh, ale upokorzenie… Heh, ale opłaca się xD

    Czekam na dalszą część Q.Q

  9. Katka pisze:

    高島惺子, jeśli o mnie chodzi, to ja bym bardziej Ci sugerowała zacząć od tych skończonych, a po przeczytaniu ich, brać się za te, które wychodzą. Chociaż, też nie głupią opcją byłoby po prostu poczytanie opisów każdego opowiadania i zabrania się za ten, który Ci się spodoba najbardziej :) „czy wziąć się za coś skończonego, żeby potem nie płakać, że urwane w połowie?…” – a apropos tego, one nie są urwane, tylko wciąż wychodzą. Co 9 dni jest kolejny rozdział konkretnego opowiadania ;) I bardzo fajnie, że chcesz u nas zostać i komentować! :D Jeśli chodzi o fika do AC, to można go jeszcze tutaj przeczytać, ale nie wiem też, czy nie trzeba mieć konta, by się wyświetliło: http://www.y-gallery.net/gallery/shivunia/?

    Enid, czuję, że faktycznie sporo z Was może mieć niedosyt po zakończeniu IOI i cieszy mnie to XD Fajnie, że pozostawi pozytywne odczucie ;) A spotkanie fanowskie, spoooko, postaramy się jak najszybciej rozkminić, kiedy uda się zrobić. Serio, też sama wolę bardzo zawczasu wiedzieć, co i jak, więc luz, jak tylko będziemy mieć coś konkretnego do przekazania, to damy znać :)
    „Oby jak najwięcej Rynny w przyszłości!” – :D Tak, tak, balansujemy, tak trzeba. Ale Rynna też ma swoje miejsce ;) Wczoraj ich pisałyśmy, po w ogóle długim czasie niepisania niczego przez wyjazd. A a propos PS – hehehehe, Ridley bottomem? Mooooże XD

  10. Enid Partenopajos pisze:

    Właśnie, to takie nie fair. Historia z Ridleyem się rozkręca, a Wy będziecie już to kończyć ;( zapłacze się za Jimmym i Walciakiem!
    Co do rozdziału – dialogi między Alem a Ridem strasznie mi się podobają, a przy pocałunku czuć było tą…chemię. A seks moich ulubieńców? Ach…*O* Odlot! Jak zwykle zresztą! Padłam już przy tym proszeniu o wiązanie! I sposób na to jaki przemyślany…mrru!
    Aaa tak co do spotkania fanowskiego to fajnie by było gdybyście mogły jak najwcześniej dać jakieś info o dacie. Łatwiej by było z biletami ^^
    I naprawdę sobie wydrukuje tamten rozdział FDTS! Choć nie będę go nigdzie wieszać XDD Fajnie będzie mieć tą słodką scenę pod ręką <3 Oby jak najwięcej Rynny w przyszłości! Tak, musiałam to napisać, choć wiem, że musicie balansować pary pojawiające się w opowiadaniu tak, aby każdy był zadowolony XD

    Ps. To wspomnienie Ridleya o jego fantazjach – już widzę pomysły na bonusy albo fanfiction o rzeczach rozgrywających się w jego głowie :D swoją drogą ciekawe jak on to sobie wyobraża, bo jedyne co można o nim na razie powiedzieć to to, że jest bottomem. Tak mi się bynajmniej wydaje. xd

  11. 高島惺子 pisze:

    uhum, dzień dob… znaczy dobry wieczór, znalazłam się tu przypadkiem, ale nie o tym. jak już wspomniałam, weszłam, czytam sobie rozdział (nie mam pojęcia o co chodzi XD) i myślę „fajne, podoba mi się!” i już chciałam snuć się nad fabułą, a tu się okazuje, że to któryś tam rozdział… i mam teraz dylemat: przeczytać od początku i z niecierpliwością oczekiwać kolejnych rozdziałów, czy wziąć się za coś skończonego, żeby potem nie płakać, że urwane w połowie?…
    niemniej jednak, chyba zostanę stałym czytelnikiem (jak już się wezmę za czytanie, ale spokojnie – 14 godzin w samolocie zbliża się wielkimi krokami XD), więc miło by było się przywitać… ciekawe tylko, czy przeżyjecie moje wynurzenia^^

    PS: Shivunia, na Twoim DA zamieściłaś opowiadanie o Assassin’s Creed… jnhgtfredrtvbhnjhbygvtcrtvbyunbygtvfr proszę, powiedz, że można je przeczytać jeszcze gdzieśkolwiek indziej, bo konta na DA nie mam i nie chcę zakładać, a to Altair i no <3

  12. Katka pisze:

    Tess, skojarzenie z prosiaczkiem straszne XD I daaaalekie od seksapilu, haha. Skojarzenia to zło. Ale tak w ogóle znając potęgę internetu, jestem wręcz pewna, że gdzieś istnieje grafika przedstawiająca Prosiaczka właśnie w takiej formie… „“Trzy lata za mną debil chodził, aż mnie skusił…” – śmiałam się jak głupia, gdy to zobaczyłam.” – hehe, noo, zabawne. A ja z kolei, jak to zobaczyłam, miałam takie wrażenie, że to zabrzmiało jak „ech… no głupi był, ale już trudno”. Po prostu dla mnie trochę to brzmiało jak pogodzenie się z tym faktem, a nie wciąż złość i żal. Ale ja, mimo że jestem współautorką, też się mogę mylić, bo Albercik nie jest moją postacią. W ogóle fajnie, że Ridley zmienia podejście części z Was do Alberta. Dobrze, że jest znośny XD Ale to też normalne, że w każdym opku musi się znaleźć jakaś zadra, inaczej to by było niezdrowo idealnie XD

    Seiridis, przyznam Ci, że nawet nie pamiętam, czy dalej były jeszcze jakieś sceny łóżkowe Walta i Jima. No ale niewykluczone, że nawet jeśli nie tu, to w bonusie się znajdą ;) Więc spoko, nie martwiłabym się tym. „czy wielkim zaskoczeniem będzie jak napiszę, że najbardziej lubię nie te rozdziały FDTS, w których jest wszystkiego po trochu, a te, w których jest Rynny i Królowa ze Smokiem :D” – no tak, ogólnie rzecz ujmując na pewno konkretny czytelnik, ze swoim konkretnym gustem najbardziej lubi te rozdziały, w których jest jego ulubiona parka. Niemniej, raczej chodziło mi o to, że największa liczba osóbek zadowolonych jest, kiedy rozdziały dotyczą każdego, bo wtedy każdy ma coś dla siebie i ogólnie odzew jest pozytywny :) I oczywiście serce się raduje, że Ridley zdobywa sympatię :D

  13. Seiridis pisze:

    Jeny, zapomniałam! Uwielbiam Ridley’a, poważnie, gość jest świetny. Odpowiednio ironiczny, z tym łobuzerskim czymś, ale jednocześnie bardzo rozważny i spokojny. Mwah. Albert trochę natarczywie pyta o tą religię, ale ma obawy i poniekąd rozumiem to. Wszystko pięknie :>

  14. Seiridis pisze:

    Lubię to :D Bardzo to lubię. Kocham <3
    Mason się rozkręca, oddech mi przyśpieszył. Mam nadzieję przeczytać jeszcze o jakichś ich dalszych łóżkowych ekscesach, ale przypuszczam, że następna z nimi scena to będą zaręczyny i pierwszy raz Ridleya i Alberta, a co za tym idzie, zakończenie opowiadania. Mam nadzieję, że nie mam racji, bo smutno trochę będzie. xD
    Btw. czy wielkim zaskoczeniem będzie jak napiszę, że najbardziej lubię nie te rozdziały FDTS, w których jest wszystkiego po trochu, a te, w których jest Rynny i Królowa ze Smokiem :D Bez Katy. Bez Juana. O tak, takie rozdziały są najlepsze :}

  15. Tess pisze:

    Oświadczyny widzę zbliżają się wielkimi krokami. O matko… To będzie chyba niezapomniana chwila.
    Kiedy przeczytałam o tym prosiaczku, miałam przed oczami tego prosiaczka z Kubusia Puchatka… Takiego związanego, wymęczonego. To było straszne xD
    „Trzy lata za mną debil chodził, aż mnie skusił…” – śmiałam się jak głupia, gdy to zobaczyłam.
    Zainteresował mnie ewentualny związek Alberta z Ridleyem, nawet szkoda mi, że już za niedługo kończy się to opowiadanie. Razem są nawet interesujący i Al mnie tak nie wkurza.
    Swoją drogą to głupie, że w każdym opowiadaniu mam osobę, która mnie wkurza lub której nie lubię. Dziwne to :D

    Komentarz bez ładu i składu, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie xD

  16. Katka pisze:

    Tigram, hehehe, taaa, niejednokrotnie same takie pieszczoty potrafią urzec :D Dlatego bardzo fajnie, że zadziałał tak, jak powinien i że wyczułaś tę ostrożność, czułość i cały ten klimat :) Chociaż określenie „samodzielny byt” wydaje mi się dość zabawnie wzniosłe XD Ale fajnie, fajnie :D

    Illita, „Oj Jimmy, jak ja ci zazdroszczę!” – co nie? Ja też nie raz mu zazdroszczę, mimo że mam świadomość sporych wad Walta, to jednak jest w jakimś stopniu partner idealny. Uch, uch XD I tak, Walt jest obrzezany, ale nie powtarzałyśmy tego często, więc faktycznie mogło Ci umknąć ;) A na seks Alberta i Ridleya na pewno nadejdzie czas, hehe :D

    Luinlos, najpierw – współczuję nieboskiej godziny :( A co do rozdziału, a raczej jego podziału, to chyba właśnie takie są najbardziej satysfakcjonujące. Nawet jak jest para, której ktoś nie znosi, to jak jest też ta druga, to jakoś większa satysfakcja z czytania chyba. Dlatego pewnie te rozdziały FDTS, w których jest każdego wątku po trochu najbardziej się podobają. W ogóle, przyznam, że obawiałam się trochę, że rozwój relacji Alberta i Ridleya będzie się wydawał właśnie zbyt szybki przez to, że niewiele rozdziałów ogólnie rzecz biorąc jest im poświęcone, zatem kolejne „levele” następują jedynie z przerwami zaznaczonymi w narracji, co może dawać złudne wrażenie, że to serio działa szybko. Dlatego cieszę się, że widzisz, że to jednak idzie powoli, stawiają pierwsze kroki ostrożnie i tak dalej. U Jasona i Alexa np. dało się to rozłożyć w czasie dzięki temu, że FDTS to tasiemiec. Tutaj jakoś miałyśmy świadomość, że trzeba się raczej sprężać.
    „Och, i podobało mi się, że zaznaczyłyście, że zazwyczaj mają “klasyczny” seks” – mhmmm :) No bo właśnie, jakby oni się TYLKO pieprzyli z zabawkami i tak ostro i tak dalej, to Walt pewnie już miałby poziom mistrza BDSM XD Ale tak się nie da, to nawet chyba niewykonalne, więc… klasyczny seksik też jest :) „Chyba będzie mi ich brakowało.” – a to… hehe, no niestety, muszę powiedzieć, że podoba mi się to XD Taki lekki niedosyt czasem jest dobry, pozostawia pozytywne wrażenie o postaciach :)

  17. luinlos pisze:

    Kilka słów, bo muszę iść spać, bo jutro (a raczej dziś) wstaję o jakiejś nieboskiej godzinie.
    Myślę, że tym razem nikt nie będzie marudził, że rozdział był zbyt krótki :) Podoba mi się to, że w tym rozdziale było pod dostatkiem zarówno Walta i Jamesa jak i Alberta i Ridleya.
    Osobiście bardziej podobał mi się fragment z byłym księdzem :)
    Uwielbiam jak wszystko dzieje się powoli i spokojnie, jak bohaterowie delektują się chwilą, są ostrożni, trochę niepewni, badają teren. Widać, że każdy z nich traktuje to na tyle poważnie, że boi się, że coś może pójść nie tak. Te ich delikatne pocałunki, dłoń we włosach, subtelne głaskanie po kolanie… To wszystko zbudowało tak intymną atmosferę… Jestem jakaś taka rozmarzona od tego :) Bardzo dobrze mi się czytało i wyobrażało :)
    Automatycznie wróciłam też myślami do tego, jak Jason uczył Alexa jak się całować. To też było takie niepewne, ostrożne, delikatne i czułe. Uwielbiam właśnie takie momenty.
    Jeśli chodzi o Jamesa i Walta. Cieszę się, że nauczyciel sam zaproponował wiązanie i ze powiedział Waltowi by zwrócił się do niego w razie wątpliwości. Lubię takiego bardziej rezolutnego Jamesa, wydaje mi się przez to bardziej konkretny i realny. Och, i podobało mi się, że zaznaczyłyście, że zazwyczaj mają „klasyczny” seks, tylko od czasu do czasu pozwalają sobie na ostrzejsze zabawy. Bo w pewnej chwili w jakiś sposób zaczynałam zapominać o ich codziennym życiu i relacji, i pakowałam ich do szufladki w której poza seksem brakowało innych rzeczy.
    Jestem tak ciekawa jak dalej będzie rozwijał wątek z Albertem i Ridleyem. Odkąd zaczęli się spotykać, to jakoś dużo cieplej i przychylniej patrzę na Alberta :)
    Ridley działa cuda. I uwielbiam w nim tą jego ugodowość i stronienie od konfliktów :)
    To był bardzo przyjemny rozdział, szkoda, że wraz z końcem IOI spadają szanse na to, że będziemy mogli poczytać o związku Ridleya z Albertem… Chyba będzie mi ich brakowało.

  18. Illita pisze:

    „Związanego jak prosiaczka.” No po prostu padłam w tym momencie, zaczęłam się śmiać jak idiotka xD Urocze było jak po wszystkim Walt się zapytał czy posmarowac mu czymś otarcia, super jak tak o niego dba… Oj Jimmy, jak ja ci zazdroszczę! Jak nie przyjmiesz tych oświadczyn to chyba przebiję sobie głowę w mega facepalmie. I Walt jest… Obrzezany O.O? Niesamowitość, że udało mi się to przeoczyć! Ridley jest coraz ciekawszy. Co prawda po cichu liczyłam już na sex, ale to było przeurocze! Tak jak napisała Tigram, pocałunek marzeń. No i ta relacja się zapowiada bardzo zacnie! Smutno że to już tylko dwa rozdziały D:

  19. TigramIngrow pisze:

    Pocałunek moich marzeń :) Który po prostu jest jako samodzielny byt a nie przejście do dalszych pieszczot. Można by go wręcz określić mianem Ten Pacałunek. Całus na zapoznanie, na posmakowanie, na wyczucie. Z odrobiną niepewności, zawahania i cierpliwości, przeplatanej ciekawością.
    Echhh, człek się rozmarzył.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s